• Triumf Collins w Miami zszedł na dalszy plan. Od razu poprosiła o modlitwę. “Stan krytyczny”

    Triumf Collins w Miami zszedł na dalszy plan. Od razu poprosiła o modlitwę. “Stan krytyczny”

    Triumf Collins w Miami zszedł na dalszy plan. Od razu poprosiła o modlitwę. “Stan krytyczny”

    W sobotni późny wieczór polscy kibice emocjonowali się przede wszystkim starciem Magdy Linette, która pokonała Lindę Fruhvirtovą i awansowała do czwartej rundy tysięcznika w Miami. Zaledwie kilka godzin później identycznego wyczynu dokonała Danielle Collins. Amerykanka w pomeczowym wywiadzie nie celebrowała jednak sukcesu. Zamiast tego poprosiła o modlitwę. Chodziło o przykry incydent sprzed zaledwie paru dni. Kibicom od razu zaszkliły się oczy.

     

    Już wiemy na pewno, że turniej na Florydzie okaże się najlepszym w obecnie trwającym sezonie dla Magdy Linette. Poznanianka za oceanem idzie jak burza i bez straty seta zameldowała się w czwartej rundzie zmagań. Imponująco przed własną publicznością spisuje się również Daniele Collins. Kontrowersyjna zawodniczka dostała się do tego samego etapu tysięcznika. 23 marca Amerykanka odprawiła z kwitkiem Rebekę Masarovą. Nie obyło się bez problemów. Szwajcarka urwała gospodyni jedną partię.

     

    Po ostatniej piłce w Miami mówi się jednak nie o ważnym triumfie Danielle Collins, a o słowach, jakie popłynęły z ust doświadczonej sportsmenki podczas tradycyjnego wywiadu udzielonego na korcie. Okazało się, że na Florydzie tenisistka była świadkiem przykrego zdarzenia drogowego. O co dokładnie chodziło? “Pewnej nocy, kiedy wychodziliśmy ze stadionu, zobaczyliśmy tego psa zwiniętego w kłębek na środku drogi. Został potrącony przez samochód” – wyjaśniła licznie zgromadzonej publiczności.

     

    Koszmar Danielle Collins. Od razu ruszyła na pomoc, teraz musi czekać

     

    Publiczności, która z coraz większym wzruszeniem słuchała kolejnych słów wypowiadanych przez Amerykankę. “Pomyślałam, że musimy zjechać na pobocze… zabraliśmy go z ulicy. Jest w szpitalu od dwóch dni. Mamy nadzieję, że uda nam się go adoptować i zabrać do domu. W tej chwili jest w stanie krytycznym w szpitalu dla zwierząt. Jeśli wszyscy mogą odmówić modlitwę za mojego nowego pupila… nazywa się Crash, ponieważ miał wypadek samochodowy. Proszę, prześlijcie dobrą energię mojemu małemu dziecku… to byłoby wspaniałe” – oznajmiła przejmującym głosem (cytat za: “The Tennis Letter”).

     

    Przykre chwile nie spowodowały u 31-latki czegoś w rodzaju dekoncentracji. Stało się wręcz przeciwnie i Danielle Collins zmotywowała się jeszcze bardziej, by rozprawić się z rywalką. Teraz poprzeczka idzie w górę. Piętnasta rakieta świata zmierzy się niebawem z liderką rankingu WTA, Aryną Sabalenką. Kolejny triumf doświadczonej sportsmenki byłby więc nie lada sensacją. Wcześniej, bo już dziś o 17:00 na kort wyjdzie Iga Świątek. Tekstowa relacja na żywo w Interia Sport.

  • Rywalom opadły szczęki. Stoch skakał w swojej lidze. Prawie 30 punktów przewagi!

    Rywalom opadły szczęki. Stoch skakał w swojej lidze. Prawie 30 punktów przewagi!

    Rywalom opadły szczęki. Stoch skakał w swojej lidze. Prawie 30 punktów przewagi!

    Rywalizacja w Lahti kojarzy się polskim kibicom głównie z wielkim zwycięstwem Kamila Stocha z marca 2018 roku. Nasz zawodnik zdeklasował wówczas całą konkurencję.

     

    Gospodarzem przedostatniego weekendu trwającego sezonu PŚ w skokach narciarskich jest Lahti. Miejsce to ponownie okazało się szczęśliwe dla polskich skoczków. W sobotnim konkursie po raz pierwszy na podium stanął bowiem Paweł Wąsek, który był trzeci (więcej TUTAJ). Fani z naszego kraju z pewnością pamiętają jednak konkurs z 4 marca 2018 roku.

     

    Był to bowiem wielki pokaz siły Kamila Stocha, który w sezonie 2017/18 wywalczył drugą Kryształową Kulę w karierze. Polak wygrał wówczas dziewięć konkursów. Jeden z tych triumfów przypadł właśnie w Lahti, gdzie Polacy wysoką formę zaprezentowali już w konkursie drużynowym, w którym zajęli drugą lokatę.

     

    Niedzielne zmagania indywidualne były już popisem naszego trzykrotnego mistrza olimpijskiego. W pierwszej serii Stoch skoczył 132 metry i już na półmetku wyprzedzał drugiego Ryoyu Kobayashiego o 13.5 pkt. W drugim skoku Polak postawił kropkę nad “i”. Pofrunął na 134 metry, co było najlepszą odległością dnia.

     

    Finalnie nasz zawodnik odniósł spektakularne zwycięstwo. Wyprzedził bowiem drugiego Markusa Eisenbichlera aż o 28.2 pkt! Obecni pod skocznią kibice byli pod ogromnym wrażeniem postawy Stocha, podobnie jak jego konkurenci. – Kamil skacze na kodach – komentował wówczas Dawid Kubacki, który w tych zawodach uplasował się tuż za podium.

     

    Obecnie nasi wielcy zawodnicy są dalecy od tak świetnej formy, a jedyną iskierką nadziei są występy Wąska. 25-latek w niedzielę będzie liderem nasze drużyny w konkursie duetów, w którym oprócz niego wystąpi Kubacki. Jedyne zmagania w tej konkurencji odbyły się w trwającym sezonie w grudniu w Titisee-Neustadt. Wąsek i Aleksander Zniszczoł zajęli wtedy 6. pozycję.

     

    Początek niedzielnego konkursu duetów w Lahti zaplanowano na godzinę 16:30. Zapraszamy do śledzenia relacji tekstowej z tej rywalizacji na WP SportoweFakty.

  • Probierz przekazał wieści ws. Lewandowskiego przed meczem Polska – Malta

    Probierz przekazał wieści ws. Lewandowskiego przed meczem Polska – Malta

    Probierz przekazał wieści ws. Lewandowskiego przed meczem Polska – Malta

    Stan zdrowia Roberta Lewandowskiego był tematem wielu dyskusji po meczu Polska – Litwa. Czy kapitan będzie w stanie zagrać z Maltą, czy wróci do FC Barcelony? “Jesteśmy poobijani, jest grupa zawodników, która ma znak zapytania,” przyznał otwarcie Michał Probierz podczas niedzielnej konferencji prasowej.

     

    W 86. minucie meczu Polska – Litwa (1:0) Lewandowski opuścił boisko i został zastąpiony przez Adama Buksę. Natychmiast pojawiły się pytania o to, czy kapitan reprezentacji będzie gotowy do gry w poniedziałkowym meczu eliminacji mistrzostw świata przeciwko Malcie. “Od trzech meczów doskwierał mi ból w nodze i ta zmiana była prewencyjna. Zobaczymy, jak będę się czuł jutro, ale jestem dobrej myśli,” powiedział Lewandowski tuż po spotkaniu.

     

    Michał Probierz o Robercie Lewandowskim przed meczem Polska – Malta

     

    Podczas konferencji prasowej przed meczem z Maltą selekcjoner reprezentacji Polski Michał Probierz poinformował, że stan zdrowia wszystkich zawodników zostanie oceniony podczas niedzielnego treningu.

     

    “Robert Lewandowski? Wszyscy zawodnicy wyjdą na trening i dopiero po nim będziemy wiedzieć więcej. Jesteśmy poobijani, jest grupa zawodników, których występ stoi pod znakiem zapytania. Będziemy mądrzejsi po zajęciach,” podkreślił Probierz.

     

    Według sobotnich doniesień z Hiszpanii oraz polskich dziennikarzy wszystko wskazywało na to, że Lewandowski powinien być gotowy na mecz z Maltą. “Nie ma zagrożenia, że Robert Lewandowski nie zagra z Maltą z powodu urazu. Wszystko jest w porządku,” poinformował w sobotnie popołudnie Adam Sławiński z Kanału Sportowego.

     

    Co wydarzy się dzisiaj?

     

    Odpowiedź poznamy w najbliższych godzinach.

     

    Kolejny mecz reprezentacja Polski rozegra już w poniedziałek, 24 marca, o godz. 20:45 z Maltą na Stadionie Narodowym w Warszawie.

     

  • “Lewy” wyszedł na środek i się zaczęło. Jest wideo z szatni Polaków po meczu z Litwą

    “Lewy” wyszedł na środek i się zaczęło. Jest wideo z szatni Polaków po meczu z Litwą

    “Lewy” wyszedł na środek i się zaczęło. Jest wideo z szatni Polaków po meczu z Litw

     

    Robert Lewandowski okazał się bohaterem Biało-Czerwonych w starciu z Litwą (1:0). Po spotkaniu, już w szatni, kapitan reprezentacji Polski zwrócił się do kolegów z kadry, co nagrały kamery kanału Łączy nas piłka.

     

    Słodko-gorzki był to wieczór dla reprezentacji Polski. W piątek (21 marca) Biało-Czerwoni zmierzyli się z Litwą w pierwszym meczu eliminacji do mundialu 2026. Starcie zakończyło się jednobramkowym zwycięstwem kadry Michała Probierza (1:0).

     

    Honor Polaków uratował Robert Lewandowski, który dopiero w 81. minucie spotkania wpisał się na listę strzelców. Taki rezultat utrzymał się do końcowego gwizdka. Trudno było jednak okazywać radość po takim występie Biało-Czerwonych.

     

    Doskonale zdawał sobie z tego sprawę ten, który dał trzy punkty. Lewandowski w rozmowach z dziennikarzami podkreślał, że cieszy się z trzech punktów, jednak był świadomy tego, że sama gra powinna wyglądać zdecydowanie lepiej.

     

    Podobne słowa napastnik FC Barcelony wypowiedział w szatni, do kolegów z kadry. Wszystko zarejestrowały kamery kanału Łączy nas piłka.

     

    – Panowie, jedno słowo. Te drużyny w kwalifikacjach, jak będą tak poukładane, to ciężko będzie czasami. Jak nie podkręcimy tempa, jak nie przyspieszymy, to czasami możemy się męczyć. Tylko od nas to będzie zależało. Niezależnie, czy będziemy grali u siebie czy na wyjeździe, to te mecze mogą tak wyglądać – mówił Lewandowski.

     

    – Ale jeśli przyspieszymy, zagramy ofensywniej, utrzymamy pewność siebie w rozegraniu, nie będziemy się bali podejść pod piłkę, to wtedy będą sytuacje bramkowe. Musimy mentalnie do tych eliminacji podejść tak, że te mecze czasami trzeba wyszarpać. Jak strzelimy bramkę szybciej, to będzie się nam łatwiej grało. Z każdym meczem musimy się rozwinąć i wrócić na właściwe tory, na których wcześniej byliśmy – podsumował.

     

    Dodajmy, że okazję do poprawy Polacy będą mieli już w poniedziałek (24 marca). Tego dnia Biało-Czerwoni zmierzą się na PGE Narodowym z Maltą. Pierwszy gwizdek o godzinie 20:45

  • Nocne oczekiwanie Sabalenki w Miami. Stało się, jednak Collins. Po 144 minutach walki

    Nocne oczekiwanie Sabalenki w Miami. Stało się, jednak Collins. Po 144 minutach walki

    Nocne oczekiwanie Sabalenki w Miami. Stało się, jednak Collins. Po 144 minutach walki

    Zakończyła się rywalizacja w trzeciej rundzie WTA 1000 w Miami w górnej części kobiecej drabinki. Jedną z pierwszych tenisistek z awansem do czwartej fazy była Aryny Sabalenka. Białorusinka musiała długo czekać na wyłonienie swojej przeciwniczki w 1/8 finału. A to dlatego, że pojedynek Danielle Collins – Rebeka Masarova zakończył się dopiero o godz. 2:30 czasu polskiego. Ostatecznie po 144 minutach batalii lepsza okazała się broniąca tytułu zawodniczka. Amerykanka wygrała 6:4, 3:6, 6:3 i zagwarantowała sobie starcie z liderką rankingu.

     

    Sobotni mecz Aryny Sabalenki o awans do czwartej rundy turnieju WTA 1000 w Miami potrwał zaledwie 40 minut. Powodem tak krótkiego spotkania był krecz Eleny-Gabrieli Ruse na początku drugiego seta. Reprezentantka Rumunii nie dała rady kontynuować gry z powodu kontuzji. Ostatecznie pogromczyni Fręch podjęła decyzję, by nie pogłębiać urazu i przedwcześnie zakończyła rywalizację z Białorusinką.

     

    Liderka rankingu musiała się uzbroić w cierpliwość, bowiem dopiero kilka godzin później wyłoniono jej przeciwniczkę w 1/8 finału imprezy rozgrywanej na Florydzie. Pojedynek Danielle Collins – Rebeka Masarova wystartował już po północy czasu polskiego. Na Amerykance ciążyła spora presja – oczekiwań rodaków oraz tego, że w Miami broni tytułu. Rywalka nie miała nic do stracenia. Już sam awans reprezentantki Szwajcarii do trzeciej fazy rozgrywek wiązał się ze sporym zaskoczeniem. W poprzedniej rundzie sensacyjnie uporała się z Donną Vekić. Minionej nocy mocno postawiła się także zawodniczce gospodarzy.

     

    Danielle Collins zagra z Aryną Sabalenką w czwartej rundzie WTA 1000 w Miami

     

    Pojedynek od początku układał się bardzo ciekawie. Collins na “dzień dobry” przełamała rywalkę, a po obronie dwóch break pointów w kolejnym gemie wyszła na prowadzenie 2:0. Po chwili Masarova odrobiła straty i wyrównała na 2:2. Następne minuty znów należały do Danielle. Powtórzył się scenariusz z początku meczu i Amerykanka ponownie znalazła się dwa “oczka” z przodu. Rebeka nie dawała jednak za wygraną. Po ośmiu gemach na tablicy wyników zagościł remis – 4:4. Końcówka należała do obrończyni tytułu. Break w dziewiątym rozdaniu ze stanu 15-30, a później pewne wyserwowanie seta. Ostatecznie to reprezentantka gospodarzy triumfowała w premierowej odsłonie 6:4.

     

    Na starcie drugiej odsłony obie tenisistki mocno pilnowały swoich podań. Pierwsze break pointy obserwowaliśmy dopiero od piątego gema. Na przełamanie trzeba było jednak zaczekać aż do ósmego rozdania. Wówczas Masarova dobrała się do podania przeciwniczki, wygrywając gema bez straty punktu. To był kluczowy moment dla losów drugiej partii. Po chwili Rebeka wyserwowała sobie zwycięstwo 6:3 w secie, wracając na koniec ze stanu 15-30.

     

    O losach awansu decydował zatem trzeci fragment pojedynku. Tym razem do przełamania doszło wcześniej, bo już w czwartym gemie. Wówczas Collins obroniła dwie szanse reprezentantki Szwajcarii na 2:2 i po chwili sama zgarnęła breaka. Potem potwierdziła przewagę, wychodząc na 4:1. Od tego momentu Amerykanka pilnowała już sytuacji na korcie. Ostatecznie Danielle triumfowała 6:4, 3:6, 6:3 po 144 minutach walki. Dzięki temu to obrończyni tytułu zmierzy się z Aryną Sabalenką w batalii o ćwierćfinał tegorocznej edycji WTA 1000 w Miami. Zapowiada się interesującarywalizacja.

     

  • Organizatorzy ogłaszają ws. meczu Igi Świątek. Polscy fani będą zadowoleni

    Organizatorzy ogłaszają ws. meczu Igi Świątek. Polscy fani będą zadowoleni

    Organizatorzy ogłaszają ws. meczu Igi Świątek. Polscy fani będą zadowoleni

    To będzie niedziela z Igą Świątek. Organizatorzy Miami Open przedstawili plan gier na 23 marca. Wiadomo już, o której godzinie Polka zagra spotkanie trzeciej rundy “tysięcznika” na Florydzie. Rywalką wiceliderki światowego rankingu będzie Belgijka Elise Mertens, półfinalistka Australian Open 2018, która największe sukcesy odnosi w deblu.

     

    Fanów tenisa w Polsce czeka niedziela z meczem Igi Świątek. Wiceliderka zestawienia WTA w piątek pokonała Caroline Garcię w dwóch setach mimo spadku energii w ostatniej partii. Dzięki wyeliminowaniu Francuzki awansowała do trzeciej rundy Miami Open, w której zmierzy się z Belgijką Elise Mertens. Już wiadomo, że żeby zobaczyć to spotkanie, polscy kibice nie będą musieli zarywać nocy. Niektórzy jednak już narzekają, że znowu ich ulubienica nie zagra w sesji popołudniowej czasu lokalnego.

     

    Turniej WTA w Miami: Iga Świątek – Elise Mertens w niedzielę 23 marca o 17:00

    Organizatorzy w sobotę podali plan gier na 23 marca. Ogłoszono, że starcie Świątek – Mertens otworzy dzień na głównej arenie turniejowej o 17:00 czasu polskiego (12:00 w Miami). Oznacza to, że fani mogą się przygotować dokładnie na tę godzinę. Ich konfrontacji nie poprzedzi żadna inna, więc nie będzie żadnych przesunięć. Po paniach na kort wejdą Sebastian Korda i Stefanos Tsitsipas. Tego samego dnia na “centralnym” zagrają jeszcze Mirra Andriejewa czy Novak Djoković. Emocji więc nie zabraknie.

     

    Świątek grała z Mertens do tej pory zaledwie jeden raz. Miało to miejsce 18 kwietnia zeszłego roku w 1/8 finału turnieju w Stuttgarcie (mączka). Raszynianka wygrała 6:3, 6:4 w godzinę i 34 minuty. Odpadła wtedy w półfinale po trzysetowej batalii z Jeleną Rybakiną.

     

    Mertens ma w CV deblowe Szlemy: Australian Open 2021, 2024, Wimbledon 2021 i US Open 2019. W grze pojedynczej idzie jej słabiej, największymi osiągnięciami pozostają półfinał AO 2018 i triumf w Dausze w 2019 r.

     

  • Była 3.57 w nocy, gdy potwierdzono wynik Pii Skrzyszowskiej. Lepsza od mistrzyni Europy

    Była 3.57 w nocy, gdy potwierdzono wynik Pii Skrzyszowskiej. Lepsza od mistrzyni Europy

    Była 3.57 w nocy, gdy potwierdzono wynik Pii Skrzyszowskiej. Lepsza od mistrzyni Europy

    Aż do ostatniego dnia halowych mistrzostw świata w Chinach musiała czekać Pia Skrzyszowska, by zacząć swoje ostatnie zawody w tym sezonie zimowym. A w Nankinie broniła brązowego medalu wywalczonego przed rokiem w Glasgow. Dla trzeciej zawodniczki mistrzostw Europy ta rywalizacja zaczęła się tak, jak się spodziewaliśmy: od pewnego awansu do półfinału, z wyrównanym rekordem sezonu. To była jednak formalność, cała “zabawa” zacznie się w sesji wieczornej.

     

    Pierwsze wyniki Pii Skrzyszowskiej w tym sezonie budziły może pewien niepokój, bo płotkarka z Warszawy długo miała problem ze złamaniem granicy 7.90 s, a przydarzyło się nawet i 8 sekund w Łodzi. Sama była trochę poirytowana takimi wynikami, ale jej tata Jarosław, który ją też trenuje, uspokajał: forma ma przyjść na docelowe imprezy na końcu sezonu, czyli halowe mistrzostwa Europy i świata.

     

    I tak się stało, w Apeldoorn Pia biegała coraz szybciej, by ustanowić rekord sezonu (7.83 s) i zdobyć brązowy medal. Do Chin przyleciała również bronić brązowego medalu, ale zadanie było o niebo trudniejsze.

     

    Bo w stawce były nie tylko lepsze od niej w Holandii Ditaji Kambundji i Nadine Visser, ale także mające w tym roku lepsze czasy: Jamajka Ackera Nugent, Amerykanki: Christina Clemons i Grace Stark oraz Bahamka Denisha Cartwright. A taki sam czas uzyskała w 2025 roku broniąca tu złota rekordzistka świata Devynne Charlton. Niemal same wielkie nazwiska w świecie płotków.

     

    Halowe mistrzostwa świata. Pia Skrzyszowska z awansem do półfinału w Nankinie

     

    Polka pojawiła się na starcie ostatniej serii, obok… mistrzyni Europy Ditaji Kambundji. Jej niesamowite 7.67 s z finału w Apeldoorn, drugi czas w historii konkurencji, zrobił niesamowite wrażenie. A przecież było niemożliwe, by przez dwa tygodnie zgubiła formę.

     

    I Kambundji po starcie była minimalnie lepsza, ale Polka ją dogoniła. Może i Szwajcarka nie biegła do końca na maksa, ale Pia i tak zaimponowała. Wygrała na finiszu z rywalką, 7.83 s – to wyrównany najlepsza czas w sezonie. Kambundji była o dwie setne wolniejsza. Pewny awans wywalczyły jednak obie.

     

    Jak na eliminacje, to wynik jest bardzo dobry. Po Apeldoorn moja pewność wzrosła, treningi wychodzą mi bardzo dobrze. Jeśli wyrównałam już “season best”, to znaczy, że będzie jeszcze szybciej .

     

    ~ Pia Skrzyszowska

     

    – Jet lag mnie nie dotknął, nie ziewam, ale jak wchodziłam do hali, to kątem oka rzuciłam na wyniki. I tak sobie myślę: co one tak szybko biegają? Ja jestem zadowolona. Widzimy się polskim popołudniem, liczę, że będzie dobrze – opowiadała przed kamerą TVP Sport i potwierdziła, że jest gotowa na bieganie poniżej 7.80 s. A to by oznaczało atak na rekord Polski.

    https://x.com/Nedops/status/1903642752555847765

    Czas Polski był czwartym w sesji eliminacyjnej. Zaimponowała Grace Stark – Amerykanka została na starcie, miała fatalną reakcję (0.185 s), a i tak pobiła życiówkę – 7.73 s. Gdyby wbiła się w strzał idealnie, mogłaby pobiec na granicy rekordu świata. Lepsze rezultaty od Polski miały też: Denisha Cartwright z Bahamów (7.78 s) i Holenderka Nadine Visser (7.82 s).

    Półfinały od godz. 12.35 w niedzielę.

  • Są karty punktowe walki Błachowicz – Ulberg. Jedna rzecz dziwi najbardziej

    Są karty punktowe walki Błachowicz – Ulberg. Jedna rzecz dziwi najbardziej

    Są karty punktowe walki Błachowicz – Ulberg. Jedna rzecz dziwi najbardziej

    Jan Błachowicz ma za sobą pasjonujące i wyrównane starcie z Carlosem Ulbergiem na gali UFC w Londynie. Niestety, Polak musiał uznać wyższość Nowozelandczyka, a o ostatecznym wyniku tego zaciętego pojedynku zadecydowali sędziowie. Do sieci trafiły karty punktowe każdego z trzech arbitrów. Tylko w jednej rundzie cała trójka była zgodna.

     

    Wygrana z Carlosem Ulbergiem mogła dać Janowi Błachowiczowi nawet walkę o pas mistrzowski federacji UFC. Ostatecznie polski wojownik przegrał jednogłośną decyzją sędziów, choć to była naprawdę dobra walka w jego wykonaniu. “Czego zabrakło? Być może rytmu, być może ta dwuletnia przerwa sprawiła, że nie był w stanie bardziej zaryzykować i trafić Nowozelandczyka” – relacjonował na łamach Sport.pl Bartosz Królikowski.

     

    Tak sędziowie punktowali w walce Błachowicza

    Zarówno Błachowicz, jak i Ulberg starali się polować na nokaut i zakończenie walki przed czasem, ale robili to bez podejmowania większego ryzyka. Obaj częściej szukali dobrego momentu na mocne kopnięcia. Później nikt nie mógł zaznaczyć swojej przewagi. finalnie odbyła się ona na pełnym dystansie.

     

    Wszyscy trzej sędziowie punktowi ocenili, że na przestrzeni całej walki lepszy był Nowozelandczyk. Do sieci trafiły karty punktowe. Rozkład punktów rozbudził dyskusję w środowisku sportów walki.

     

    Pierwszy i trzeci sędzia, czyli Ben Cartlidge i Vito Paolillo, wskazali, że Błachowicz był lepszy od Ulberga w pierwszej rundzie, ale w kolejnych dwóch wyżej punktowali poczynania rywala polskiego wojownika. Efekt końcowy: 29:28 u obu panów dla Ulberga. Te werdykty już by wystarczyły do zwycięstwa.

     

    Siedzący między nimi David Lethaby także dał 29:28 dla Ulberga, ale dwie z trzech rund widział nieco inaczej. Podczas gdy dwaj pozostali sędziowie ocenili, że Błachowicz był mocniejszy na początku, on uznał, że to Ulberg miał przewagę w dwóch pierwszych rundach. W ostatniej wskazał Polaka jako stronę przeważającą, odwrotnie niż Catlidge i Paolillo.

     

    “Trudna walka do punktowania, ale najdziwniejsza punktacja wydaje się Lethaby’ego, ale to była bliska walka…” – stwierdził na Twitterze Maciej Turski.

    https://x.com/m_turski/status/1903583028334448831

    W ostatecznym rozrachunku Błachowicz minimalnie przegrał punktami u każdego z sędziów. Bardzo możliwe, że perspektywa walki o pas mistrzowski UFC oddaliła się na dobre, ale to nie jest definitywnie przesądzone.

     

  • Co za mecz Magdy Linette w Miami! Dwie godziny na korcie. Wyrwała to!

    Co za mecz Magdy Linette w Miami! Dwie godziny na korcie. Wyrwała to!

    Co za mecz Magdy Linette w Miami! Dwie godziny na korcie. Wyrwała to!

    Magda Linette odniosła cenne zwycięstwo w turnieju Miami Open, pokonując Lindę Fruhvirtovą w dwóch setach 7:5, 6:4. Mecz był zacięty, ale Polka zdołała przechylić szalę na swoją korzyść w kluczowych momentach. Dzięki temu awansowała do kolejnej rundy, gdzie zmierzy się z utytułowaną rywalką.

     

    Magda Linette w tym sezonie potrafiła zaskoczyć świetną formą. Szczególnie w Miami prezentuje się znakomicie – zarówno pod względem serwisu, jak i returnu. Po wymagających spotkaniach odprawiła Anastazję Pawluczenkową (7:6, 6:2) oraz Jekatieriną Aleksandrową (7:6, 6:2) i do starcia z Fruhvirtovą przystępowała w roli zdecydowanej faworytki.

     

    Linette po udanym występie w Doha (1/8 finału) miała trudniejsze momenty, jak porażka z Dajaną Jastremską w Dubaju czy krecz w Meridzie z powodu kontuzji. W Miami grała dotąd przebojowo. Fruhvirtova za to po obiecującym początku kariery zaliczyła wyraźny regres, ale w tym turnieju zaskakuje. Przez eliminacje przeszła bez straty seta i pokonała w głównej drabince Claire Liu oraz Beatriz Haddad Maię.

     

    Trudna przeprawa Magdy Linette

    Spotkanie rozpoczęło się od podania Fruhvirtovej, która wykorzystywała błędy Polki i dość pewnie zapisała pierwszego gema na swoje konto. Później za to kilkukrotnie pomyliła się Czeszka, czego efektem był kolejny gem wygrany do zera, tym razem dla Linette.

     

    Przez dłuższy czas obie zawodniczki nie miały większych problemów z utrzymaniem swoich serwisów. Sytuacja zmieniła się w szóstym gemie. To właśnie wtedy Polka musiała bronić aż dwóch breakpointów. Po krótkiej grze na przewagi zdołała wyjść z kłopotów.

     

    Przy kolejnym gemie to nasza reprezentantka stanęła przed wielką szansą. Linette nie była bezbłędna, ale w końcu przy trzeciej okazji, zdołała przełamać swoją rywalkę. Wynik jednak cały czas oscylował wokół remisu i można było mówić o trudnej przeprawie Polki, która przyprawiła kibiców o szybsze bicie serca, gdy z grymasem bólu chwyciła się za łydkę. Na kortach w Miami był to dzień pełen kreczów, ale na szczęście poznanianka grała dalej.

     

    Linette przełamała rywalkę w ważnym momencie, doprowadziła do stanu 6:5 i przy własnym serwisie mogła wygrać decydującego gema. To też jej się udało i wkrótce mogła się cieszyć z wygranego seta, choć nie mogła nazwać go spacerkiem.

     

    Wojna nerwów w drugim secie

     

    W drugim secie mieliśmy grę gem za gem, a zawodniczki nie dawały się przełamać. Niestety pierwsza straciła podanie Linette i zrobiło się 3:1 dla Fruhvirtovej. Szybko mieliśmy na szczęście przełamanie powrotne, co oznaczało, że wynik wciąż jest na styku. Pewien przełom mieliśmy, kiedy Linette wyszła na 4:3 po drugim przełamaniu Czeszki. To otworzyło Polsce drogę do zwycięstwa. Podwyższyła na 5:3, a potem Fruhvirtova zdołała jeszcze się uratować. Ostatnie zdanie należało jednak do Linette, która wygrała 6:4. W kolejnej rundzie dzięki temu zmierzysię z Coco Gauff.

     

  • 13 godzin w trzy dni na korcie. Maja Chwalińska z tytułem WTA. Rekord kariery

    13 godzin w trzy dni na korcie. Maja Chwalińska z tytułem WTA. Rekord kariery

    13 godzin w trzy dni na korcie. Maja Chwalińska z tytułem WTA. Rekord kariery

    Ponad 3,5 godziny w czwartek, ponad pięć w piątek i ponad cztery w sobotę – Maja Chwalińska była w ostatnich dniach najbardziej zapracowaną polską tenisistką. W turnieju Megasaray Hotels Open w Antalyi, mającym rangę WTA 125, świetnie radziła sobie tak w singlu, jak w i deblu. Passa skończyła się w sobotę, gdy przegrała w półfinale gry pojedynczej z Hiszpanką Romero Gormaz niezwykle zacięte spotkanie. A chwilę później cieszyła się z tytułu – w grze podwójnej.

     

    Chwalińska przyleciała do Turcji po serii niezbyt udanych turniejów halowych, ale też można się było spodziewać, że zmiana nawierzchni wyjdzie jej na dobre. W Antalyi przeniosła się bowiem na mączkę, na której znakomicie radziła sobie na przełomie listopada i grudnia w Argentynie i Brazylii. Wygrała tam turniej WTA 125 w singlu, a dwa tytułu dołożyła też w deblu. Łącznie przegrała wtedy jedno spotkanie, na otwarcie zmagań w Buenos Aires z Darją Semenistają, a wygrała później 12.

     

    W Turcji zaś tę passę kontynuowała. Dołożyła sześć kolejnych zwycięstw z rzędu, co pozwoliło jej znaleźć się dzisiaj w półfinale gry pojedynczej i finale debla. A miała już za sobą solidne maratony, bo po dwa mecze grała w czwartek (3 godziny i 37 minut) i dwa w piątek (5 godzin i 13 minut). Być może trochę tych sił brakowało w sobotę w półfinałowym boju z Hiszpanką Leyre Romero Gormaz, a na pewno brakowało szczęścia.

    https://x.com/z_kortu/status/1903465356082958370?t=ghYyw5D6DLXl_Cga-TKUag&s=19

    Finalnie jednak tenisistka z Bielska-Białej dostała nagrodę za końcowy sukces. Po finale debla.

     

    Megasaray Hotels Open, czyli turniej WTA 125 w Antalyi. Maja Chwalińska walczyła o finał singla

     

    Zanim 23-letnia reprezentantka Polski zdobyła główną nagrodę po rywalizacji deblistek, przystąpiła do gry o finał singla. Jej rywalką była 22-letnia Hiszpanka Leyra Romero Gormaz, która dotąd nie wygrała jeszcze w singlu challengera WTA. Ich spotkanie trwało ponad 2,5 godziny, było pełne zwrotów akcji. Chwalińska wygrała pierwszego seta 6:4, choć w dziewiątym gemie, prowadząc 5:3, nie wykorzystała piłki setowej, którą zdobyła znakomitym, ale ryzykownym dropszotem. Hiszpanka starała się często atakować, rozrzucała Polkę, ale też minimalnie się myliła. Mogła jednak wyrównać na 5:5, miała dwa break pointy. I wtedy Chwalińska wygrała cztery akcje z rzędu, uratowała tę partię. A w drugim secie prowadziła 3:2 z przełamaniem, by przegrać cztery gemy z rzędu.

     

    Można było odnieść wrażenie, że Polka ma już spore problemy fizyczne, do tych czterech gemów doszły jeszcze dwa kolejne na początku trzeciego seta. Potrafiła się jednak jeszcze zmobilizować, wykrzesać dodatkową energię. I wygrała trzy gemy z rzędu Już do samego końca spotkanie było nerwowe, w ostatnim gemie Polce zabrakło precyzji. Albo szczęścia. Przy stanie 5:4 i 30-30 zagrała piłkę tuż przy linii, Romero Gormaz do niej nie dobiegła. Sędzia liniowy wykrzyczał aut, główny zszedł ze stołka, sprawdził ślad. I po analizie przyznał punkt Hiszpance, która w następnej akcji, po błędzie Chwalińskiej, zakończyła spotkanie.

     

    I to ona zagra w niedzielę w finale. Polka zaś poprawiła swoją pozycję w rankingu WTA live – teraz jest w nim na rekordowym dla siebie 119. miejscu. Tyle że nowe notowanie pojawi się dopiero 31 marca, po zakończeniu zmagań w Miami. I wtedy Polka… może być jeszcze wyżej, bo w poniedziałek lub wtorek zacznie kolejny turniej WTA 125 w Antalyi.

     

    Tytuł dla Mai Chwalińskiej w deblu. Kolejne trzy sety w wykonaniu Polki

     

    Dwie godziny po zakończeniu tego spotkania Chwalińska zaczęła kolejne – tym razem był to finał gry podwójnej. Wspólnie z Czeszką Anastasią Detiuc zmierzyły się z innymi tenisistkami z tego kraju: Jesiką Malečkovą i Miriam Škoch. Jesika Malečková to zresztą była deblowa partnerka Polki – wspólnie z nią Maja wygrała trzy turnieje rangi ITF, jeden zresztą w Turcji.

     

     

    I tak jak chwilę wcześniej, znów Polka zagrała w spotkaniu trzysetowym, ze zwrotami akcji. Szybko z Detiuc objęły prowadzenie 2:0, ale już po pierwszym serwisowym obejściu był remis 2:2. Decydujące okazało się przełamanie w dziewiątym gemie, przy tzw. rozstrzygającym punkcie. Padło łupem rywalek, objęły prowadzenie 5:4, a za moment cieszyły się z seta.

     

    Tyle że w drugiej partii Chwalińska i Detiuc prowadziły już 5:0 i… doprowadziły do nerwówki. Przegrały trzy gemy z rzędu, wypuściły z rąk cztery piłki setowe. I broniły się przed dwma break pointami na 4:5. Udało się, po akcji Polki zapisały jednak na swoje konto ten ostatni punkt w secie. Wygrały 6:3, doprowadziły do trzeciego seta. A w nim miały już wszystko pod swoją kontrolą, po pierwszej udanej akcji rywalek same zdobyły dziewięć oczek z rzędu. A za moment cieszyły się po triumfie: 4:6, 6:3, 10-2.

     

    W rankingu WTA deblistek, tym na żywo, Maja awansowała na 111. miejsce, najwyższe w karierze. I to najwyższe na pewno 31 marca uzyska, a jeśli zdecyduje się w kolejnym tygodniu także na grę w deblu, może je poprawić. I może nawet po raz pierwszy awansować do TOP 100.