• 1:6, 1:4 Polki w finale. I wygrała 7 gemów z rzędu. Spory skok w rankingu

    1:6, 1:4 Polki w finale. I wygrała 7 gemów z rzędu. Spory skok w rankingu

    1:6, 1:4 Polki w finale. I wygrała 7 gemów z rzędu. Spory skok w rankingu

    Reprezentującą od pół roku Polskę Linda Klimovičová nie była faworytką starcia w finale turnieju ITF W75 w Mariborze z Chorwatką Antonią Ružić. W rankingu dzieli je blisko 100 miejsc, rywalka była rozstawiona z dwójką. I prowadziła już 6:1, 4:1, gdy Linda dokonała niezwykłego zwrotu, wygrała siedem kolejnych gemów. I wygrywała jeszcze w trzecim secie 3:1, miała piłkę na 4:1. I znów się wszystko odmieniło, Chorwatka wygrała pięć gemów z rzędu, zdobyła tytuł. Klimovičová i tak jednak zaliczy solidny awans w rankingu WTA. A to istotne.

     

    Dla Lindy Klimovičovej zaczął się najważniejszy okres w kontekście je powrotu do tenisa na najwyższym poziomie. Ten rok zaczynała na 272. pozycji w rankingu WTA, straciła 100 miejsc w efekcie kontuzji – pauzowała kilka miesięcy. Straciła możliwość gry w kwalifikacjach Australian Open, zaczęła więc od mniejszych turniejów. I dziś jest już bardzo blisko tego, by za niespełna dwa miesiące przystąpić do rywalizacji o główną drabinkę na obiektach Rolanda Garrosa w Paryżu.

    W styczniu świetnie spisała się w dwóch kolejnych turniejach ITF W35 w tunezyjskim kurorcie La Marsa – w pierwszym z nich dotarła do finału, drugi zaś wygrała. I stopniowo zwiększała poziom – w Pradze się jeszcze nie powiodło, ale już w ITF W75 w Trnawie dotarła do ćwierćfinału, a tam uległa Australijce Destanee Aiavie. W tym tygodniu zaś występowała z ITF W75 w Mariborze – i spisała się jeszcze lepiej. Dziś zagrała o tytuł.

     

    Turniej ITF W75 w Mariborze. Linda Klimovičová grała o tytuł, rywalką zawodniczka aspirująca do TOP 100 rankingu WTA

     

    Pochodząca z Ołomuńca zawodniczka BKS Advantage Bielsko-Biała ciężką przeprawę powinna była mieć już w dwóch pierwszych rundach – grała bowiem z rywalkami z drugiej setki rankingu: Japonką Yuriko Miyazaki i Serbką Niną Stojanović, która była już nawet 91. na świecie. A tymczasem Klimovičová wygrała potyczki bez straty seta, podobnie jak ćwierćfinał z Serbką Nataliją Senić. Jedną partię ugrała w końcu w półfinale Francuzka Manon Leonard, kolejna zawodniczką z TOP 200, ale na koniec dostała “lanie” 6:0.

     

    W finale rywalką reprezentantki Polski była 22-letnia Antonia Ružić, z którą niedawno w Meksyku wspólnie w deblu występowała Maja Chwalińska. Chorwatka była zdecydowaną faworytką, coraz odważniej puka do pierwszej setki rankingu, w tym “na żywo” w niedzielę wyprzedziła Chwalińską – jest 115. A wszystko za sprawą finału w Mariborze.

     

    Turniejowa “dwójka” dość boleśnie obijała bowiem młodszą od siebie rywalkę z Polski, szybo odskoczyła na 4:0, seta wygrała 6:1. A w drugim prowadziła już 4:1. Trudno myśleć o sukcesie, jeśli przegrywa się cztery pierwsze własne gemy serwisowe, a tak było w przypadku Lindy. To o tyle dziwne, że 20-latka całkiem dobrze wprowadza piłkę do gry.

     

    I nagle wszystko się zupełnie odmieniło, Linda przełamała rywalkę na 2:4, za chwilę wygrała swojego gema. I coś puściło, dodała kolejne punkty, wygrała seta 6:4. A w drugim szła za ciosem, prowadziła 3:1, miała akcję przy 40:30 na czwartego gema. Być może wtedy Ružić straciłaby nadzieję. Chorwatka odzyskała jednak wigor, teraz to ona zaczęła punktować raz za razem. I wygrała ten finał 6:1, 4:6, 6:3.

     

    Klimovičová, dzięki punktom za finał, w rankingu “na żywo”, awansowała na 204. miejsce, a w najbliższym tygodniu ma w planach występ w zawodach ITF W75 w Murskiej Sobocie. Z uwagi na fakt, że kolejne notowanie WTA jest planowane dopiero na 31 marca, możliwy jest jej powrót do drugiej setki tenisistek na świecie. 

  • 1:6, 1:6 ze Świątek, a teraz to. Finalistka Rolanda Garrosa odprawiona, już czeka na Polkę

    1:6, 1:6 ze Świątek, a teraz to. Finalistka Rolanda Garrosa odprawiona, już czeka na Polkę

    1:6, 1:6 ze Świątek, a teraz to. Finalistka Rolanda Garrosa odprawiona, już czeka na Polkę

    W trzeciej rundzie “tysięcznika” w Miami Iga Świątek mierzy się z Elise Mertens. Polka jednak już teraz wie, z kim zmierzy się w dalszej kolejności, jeśli pokona Belgijkę. Jej następną rywalkę wyłonił pojedynek Karoliny Muchovej z Eliną Switoliną. O zwycięstwie w tej rywalizacji przesądził dopiero trzeci set, a w nim lepsza okazała się Ukrainka. To właśnie ona zagra w czwartej rundzie turnieju rozgrywanego na Florydzie.

     

    Finalistka Rolanda Garrosa z 2023 roku walczyła z Eliną Switoliną o to, aby ponownie zmierzyć się z Igą Świątek – tym razem w czwartej rundzie WTA Miami. Polka pokonała Elise Mertens bez straty seta, więc ostatecznie to właśnie ona będzie rywalką zwyciężczyni tego meczu.

     

    Pierwszy set jednak nie potoczył się po myśli Karoliny Muchovej. Elina Switolina przełamała już na 2:1, a później bardzo skutecznie broniła swojego serwisu. W siódmym gemie Ukrainka powiększyła swoją przewagę i na korcie było już 5:2 dla niej.

     

    Świątek odebrała wiadomość z innego kortu. To ona czeka na Polkę w czwartej rundzie

     

    W następnym gemie Karolina Muchova walczyła do końca o przełamanie. Miała nawet jednego breakpointa, ale Elina Switolina obroniła go, a następnie wyprowadziła dwa decydujące ciosy. Ostatecznie ten set padł łupem Ukrainki.

     

    W drugim secie Czeszka nie mogła pozwolić sobie na przegranie gema serwisowego jako pierwsza. Elina Switolina była dobrze dysponowana, więc każdy najmniejszy błąd mógł kosztować Muchovą porażkę w meczu i odpadnięcie z turnieju w Miami.

     

    Po bardzo długim gemie Karolina Muchova została przełamana, ale to nie okazało się jeszcze decydujące. Chwilę później Czeszka zanotowała rebreaka i wróciła do meczu. Później sytuacja się ustabilizowała. Rywalki wygrywały swoje gemy, ale te kluczowe nieuchronnie nadchodziły.

     

    Karolina Muchova przełamała serwis Eliny Switoliny w bardzo ważnym momencie. Wóczas wyszła na prowadzenie 5:3 i bardzo przybliżyła się do wygrania seta i doprowadzenia do wyrównania w całym meczu. Chwilę później tak właśnie się stało.

     

    W trzecim secie na przełamanie musieliśmy czekać dopiero do szóstego gema. Elina Switolina wyszła wówczas na prowadzenie 4:2 i bardzo przybliżyło ją to do awansu do czwartej rundy WTA Miami. Kiedy Ukrainka była na fali, znakomicie wykorzystała swoją sytuację. Wygrała dwa kolejne gemy, ponownie przełamując serwis Czeszki. Tym samym wygrała 6:2 i cały mecz 2:1. Zwyciestwo Switoliny w decydującym secie było bardzo przekonujące.

     

    W tegorocznym Indian Wells Karolina Muchova grała z Igą Świątek na pewno nie wspomina tego meczu zbyt dobrze. Polka zdominowała ją na korcie i wygrała 6:1, 6:1. Wiemy już, że w Miami do rewanżu nie dojdzie.

     

  • 5:2, a potem niespodziewane problemy Świątek. Nerwy w Miami, zdecydował tie-break

    5:2, a potem niespodziewane problemy Świątek. Nerwy w Miami, zdecydował tie-break

    5:2, a potem niespodziewane problemy Świątek. Nerwy w Miami, zdecydował tie-break

    Spodziewano się, że tak jak w przypadku meczu 2. rundy z Caroline Garcią, tak Elise Mertens nie sprawi Idze Świątek zbyt wielkich problemów. Przy wyniku 5:2 nic nie zapowiadało niespodziewanych problemów Polki w Miami. Belgijka doszła jednak ją na 5:5, a o losach seta decydował tie-break. Wygrany na szczęście przez raszyniankę. Drugi set toczył się już pod jej pełną kontrolą i ostatecznie triumfowała ona 7:6(2), 6:1.

     

    Caroline Garcia mogła mówić o ogromnym pechu, kiedy okazało się, że po Indian Wells, również udział w Miami Open rozpocznie od meczu z Igą Świątek. Polka rozbiła ją w Kalifornii i choć Francuzka w Miami wyglądała lepiej, raszynianka znów wygrała w dwóch setach. Niedługo później poznała swoją rywalkę w 3. rundzie zmagań. W niedzielę przyszło jej się zmierzyć z Elise Mertens.

     

    Belgijka rozpoczęła od zwycięstwa nad Peyton Stearns. W meczu ze Świątek z góry była jednak skazywana na porażkę. W końcu od raszynianki w rankingu WTA dzieliło ją 26 miejsc, a w ubiegłym sezonie w Stuttgarcie gładko przegrała z nią 3:6, 4:6.

     

    5:2,a potem zwrot akcji. Tie-break zdecydował o losach pierwszego seta

     

    Świątek rozpoczęła “z wysokiego C” – przy pierwszej okazji przełamała oponentkę i wyszła na prowadzenie 2:0. Dość niespodziewanie przegrała jednak w trzecim gemie własne podanie i z 2:0 szybko zrobiło się 2:2. Wyraźnie podrażniło to ambicje Polki, która zakasała rękawy i przyparła Belgijkę do muru. Wygrała trzy kolejne gemy z rzędu i odskoczyła Mertens na 5:2, uspokajając polskich kibiców.

     

    Niestety później w grę raszynianki wkradły się jednak niezrozumiałe błędy, a Elise Mertens doprowadziła do wyrównania 5:5. Rywalka skrzętnie wykorzystywała wpadki wiceliderki rankingu WTA, a o losach pierwszego seta zdecydować musiał tie-break. W nim na szczęście stosunkowo szybko Iga Świątek przechyliła szalę zwycięstwa na swoją stronę i triumfowała 7:2. Trudno jednak nie odnieść wrażenia, że losy pierwszego seta można było rozstrzygnąć o wiele wcześniej.

     

    Niestety później w grę raszynianki wkradły się jednak niezrozumiałe błędy, a Elise Mertens doprowadziła do wyrównania 5:5. Rywalka skrzętnie wykorzystywała wpadki wiceliderki rankingu WTA, a o losach pierwszego seta zdecydować musiał tie-break. W nim na szczęście stosunkowo szybko Iga Świątek przechyliła szalę zwycięstwa na swoją stronę i triumfowała 7:2. Trudno jednak nie odnieść wrażenia, że losy pierwszego seta można było rozstrzygnąć o wiele

     

    Męczarnie w pierwszym, popis w drugim. Iga Świątek lepsza od Elise Mertens

     

    Przerwę Świątek wykorzystała prawdopodobnie na wyciszenie i zapanowanie nad nerwami. W efekcie drugi set toczył się już na szczęście pod jej dyktando. Zaczęła od prowadzenia 3:0, choć nad przełamaniem Mertens w trzecim gemie musiała mocno się natrudzić.

     

    W momencie gdy zrobiło się 4:0 dla Świątek, 28. zawodniczka rankingu WTA wyglądała już na mocno zrezygnowaną. Wygrała tylko jedno swoje podanie w całym secie i została rozbita ostatecznie przez mistrzynię Rolanda Garrosa 6:1.

     

    Iga Świątek męczyła się z Mertens dużo bardziej, aniżeli zakładano, ale najważniejsze jest, że Polka wygrała i awansowała do 1/8 finału turnieju w Miami. W niej zmierzy się z Eliną Switoliną. Ukrainka po zaciętej batalii pokonała w trzech setach Karolinę Muchovą. 

  • Gwiazda tenisa już czeka na Świątek w czwartej rundzie w Miami

    Gwiazda tenisa już czeka na Świątek w czwartej rundzie w Miami

    Gwiazda tenisa już czeka na Świątek w czwartej rundzie w Miami

    Iga Świątek już wie, z kim może zagrać w czwartej rundzie turnieju w Miami. Jej potencjalną przeciwniczkę wyłoniło starcie pomiędzy Karoliną Muchovą i Eliną Switoliną. Te rozegrały trzysetowy mecz, w którym lepsza okazała się Ukrainka. Zwyciężyła ona 6:2, 3:6, 6:2 i niebawem może zmierzyć się z Polką.

     

    Iga Świątek (2. WTA) w trzeciej rundzie turnieju WTA 1000 w Miami wpadła na Elise Mertens (28. WTA). Zanim Polka wyszła na kort, rozpoczęło się spotkanie, które wyłonił jej potencjalną przeciwniczkę w czwartej rundzie.

     

    Iga Świątek poznała potencjalną rywalkę w czwartej rundzie turnieju WTA 1000 w Miami

     

    Karolina Muchova (14. WTA) i Elina Switolina (22. WTA) to dwie świetnie tenisistki, zatem można było oczekiwać wyrównanej i emocjonującej rywalizacji. Początek dość negatywnie zweryfikował te przypuszczenia, spotkanie nie było aż tak zacięte, gdyż wyraźnie przeważała i łatwo zdobywała punkty tenisistka serwująca – wyjątkiem był trzeci gem, w którym Czeszka została przełamana. Powtórnie spotkało ją to przy stanie 2:4, a mimo że zaraz miała break point, to Ukrainka się wybroniła. Potem wykorzystała pierwszy setbol, co dało jej zwycięstwo 6:2.

     

    Switolina poszła za ciosem i po zaciętym otwarciu drugiej partii (rozegrano 16 punktów) przełamała Muchovą. Ta odpowiedziała przełamaniem powrotnym, a następnie objęła prowadzenie (na które czekała od pierwszego gema całego meczu).

     

    Karolina Muchova dogoniła Elinę Switolinę. W trzecim secie to Ukrainka była górą

     

    Problemem Czeszki były niewykorzystane break pointy, przez co nie mogła odskoczyć przeciwniczce. Wreszcie udało jej się tego dokonać w ósmym gemie, a przy własnym serwisie potwierdziła przewagę w drugim secie, wygranym 6:3.

     

    W decydującej partii przełomowym momentem okazał się szósty gem, w którym Switolina przełamała Muchovą. Niedługo później miała nawet dwa meczbole, lecz Czeszka skutecznie się obroniła. Za trzecim razem już nie dała rady, a Ukrainka zakończyła spotkanie wynikiem 6:2, 3:6, 6:2 po 123 minutach. I to ona będzie mogła zagrać z Igą Świątek o ćwierćfinał turnieju WTA 1000 w Miami.

     

  • Córka piłkarza reprezentacji Polski zdobyła medal! Najmłodsza w histori

    Córka piłkarza reprezentacji Polski zdobyła medal! Najmłodsza w histori

    Córka piłkarza reprezentacji Polski zdobyła medal! Najmłodsza w histori

    Anastazja Kuś w maju skończy 18 lat i właśnie przeskoczyła między innymi Monikę Pyrek. Oczywiście nie za pomocą tyczki. Córka Marcina Kusia, kiedyś piłkarza reprezentacji Polski, została najmłodszą w historii polską uczestniczką i od razu też medalistką halowych mistrzostw świata w lekkoatletyce. W Nankinie Kuś razem z Justyną Święty-Ersetic, Aleksandrą Formellą i Anną Gryc wywalczyła srebro w sztafecie 4×400 m.

     

    To była ostatnia konkurencja halowych MŚ w Nankinie. Polek miało tam w ogóle nie być, bo pierwotnie były zbyt nisko notowane, żeby się na mistrzostwa dostać. Ale po rezygnacjach wielu innych ekip nasza się załapała na zawody. I z miejsca stała się niemal pewniakiem do podium.

     

    W stawce z Amerykankami, Australijkami, Chinkami i reprezentantkami Sri Lanki zawodniczki Aleksandra Matusińskiego były typowane do srebra. I spokojnie je wywalczyły. W naszej sztafecie z wielkich mistrzyń seryjnie zdobywających medale wielkich imprez w minionych latach zobaczyliśmy tylko Justynę Święty-Ersetic. Ale i tak suma czasów Justyny i jej młodszych koleżanek pokazywała, że musi być dobrze. I było.

     

    Profesor Święty-Ersetic wszystko pięknie ustawiła

     

    Święty-Ersetic na pierwszej zmianie wyprowadziła sztafetę chyba nawet na pierwsze miejsce. Biegła równo z Amerykanką. Później faworytki bardzo nam uciekły, ale ważne, że młode Polki już nikomu nie dały się dogonić.

     

    Natalia Bukowiecka (do niedawna Kaczmarek), Małgorzata Hołub-Kowalik, Iga Baumgart-Witan, Anna Kiełbasińka czy Patrycja Wyciszkiewicz-Zawadzka, które przez lata były nazywane “Aniołkami Matusińskiego”, mogą być dumne, że w trochę słabszym czasie tej sztafety ona znów zdobywa medal. I że pojawiły się nowe medalistki.

     

    Anastazja Kuś to już gwiazda. Na razie Instagrama

     

    https://x.com/Nedops/status/1903802969352454400

     

    Spośród nich kibicom nieźle znana jest już Anastazja Kuś. Zwłaszcza tym, którzy używają Instagrama. Nastolatka ma na tej platformie blisko 200 tysięcy obserwatorów. Na pewno przyciąga nie tylko sportowym talentem, ale też urodą. Choć uczciwie trzeba powiedzieć, że jej uroda nie powinna być dla nikogo ważniejsza od umiejętności.

     

    Anastazja Kuś ma dobre sportowe geny, jest córką Marcina Kusia, kiedyś piłkarza reprezentacji Polski. Pół roku temu, w wieku 17 lat, Anastazja już zadebiutowała na igrzyskach olimpijskich. W Paryżu pobiegła w sztafecie 4×400 metrów i choć Polki odpadły w eliminacjach, to mogła być dumna, bo została drugą najmłodszą olimpijką w historii naszego kraju (po 15-letniej Gertrudzie Kilos, która w 1928 roku została olimpijką w biegu na 800 metrów).

     

    Anastazji Kuś pozostaje życzyć, żeby to był jej pierwszy medal z wielu. Przykładem może być dla niej Święty-Ersetic. 32-latka w Nankinie wywalczyła swój już ósmy krążek światowej imprezy. Tyle samo medali zdobyła w mistrzostwach kontynentalnych.

  • Wielka afera po El Clasico. Barcelona oszukana? “Madryt również tu kradnie”

    Wielka afera po El Clasico. Barcelona oszukana? “Madryt również tu kradnie”

    Wielka afera po El Clasico. Barcelona oszukana? “Madryt również tu kradnie”

    FC Barcelona Femeni po raz pierwszy w historii przegrała mecz z kobiecą drużyną Realu Madryt. Wielki sukces “Las Blancas” znalazł się jednak w cieniu wielkiej afery związanej z decyzją sędzi o nieuznaniu bramki dla “Dumy Katalonii”. Dziennik “Sport” wprost pisze o skandalu. – Madryt kradnie również w rozgrywkach kobiet – oceniają bez pardonu tę sytuację media ze stolicy Katalonii/

     

    Po meczu kobiet FC Barcelona i Realu Madryt dużo mówi się o sensacji, wielkim sukcesie “Las Blancas” i historycznej chwili. Pierwszym w dziejach zwycięstwie drużyny ze stolicy Hiszpanii nad “Dumą Katalonii” w rozgrywkach kobiet.

     

    Najwięcej jednak mówi się o skandalu sędziowskim. W drugiej połowie Jana Fernandez zdobyła gola na 2:1 dla FC Barcelona, ale sędzia prowadząca to spotkanie postanowiła nie uznać go z powodu pozycji spalonej.

     

    Decyzja sędzi wywołała wielką aferę. Katalońskie media grzmią o “kradzieży”

     

    Powtórki pokazały jednak, że ani Jana Fernandez, ani uczestnicząca w tej akcji Caroline Graham nie były na pozycji spalonej. Trudno właściwie stwierdzić, dlaczego ta bramka nie została uznana. Protesty piłkarek Barcelony były uzasadnione, ale nie przyniosły oczekiwanego efektu.

     

    Chwilę później Real Madryt zdobył bramkę na 2:1, a w doliczonym czasie gry podwyższył na 3:1. Takim wynikiem zakończyło się to spotkanie. Doszło tym samym do pierwszego w historii zwycięstwa Realu Madryt  FC Barcelona w rozgrywkach kobiet.

     

    – Madryt kradnie również w rozgrywkach kobiet – ocenia “Sport” po przegranym El Clasico.

     

    – Pewnego dnia to musiało nadejść. Nikt jednak nie spodziewał się, że stanie się to w taki sposób, z tak rażąco błędną decyzją, która po raz kolejny obnażyła niski standard sędziowania w La Liga F. Madryt rozegrał swoje najlepsze El Clasico i otrzymał nagrodę, o którą starał się od lat, ale która przyszła w niedopuszczalny sposób – dodają katalońskie media.

     

    “Mundo Deportivo” również od razu przeszło do ofensywy.

     

    – Pierwsze w historii zwycięstwo Realu Madryt w kobiecym El Clasico nie mogło przyjść w inny sposób niż poprzez skorzystanie z poważnego błędu sędziowskiego. Baskijska sędzia Rivera Olmedo wymyśliła spalonego Graham, aby anulować bramkę Jany na 2:1 w końcowych minutach meczu, a “Las Blancas” wykorzystały to i zdobyły drugiego gola tuż przed 90. minutą. Tak zakończyła się passa zwycięstw Barcelony w klasykach – komentuje “Mundo Deportivo”.

     

    Po tej porażce FC Barcelona nadal zajmuje pierwsze miejsce w tabeli La Liga F. Druga pozycja jest okupowana przez Real Madryt. Przewaga Ewy Pajor i spółki nad rywalkami ze stolicy wynosi tylko 4 punkty. 

     

  • Lewandowski nie czekał na koniec treningu. Sam to ogłosił

    Lewandowski nie czekał na koniec treningu. Sam to ogłosił

    Lewandowski nie czekał na koniec treningu. Sam to ogłosił

    Reprezentacja Polski zaczęła eliminacje do mistrzostw świata od bardzo słabego występu z Litwą. Biało-Czerwoni wygrali tylko 1:0. Polaków uratował Robert Lewandowski. Kapitan kadry strzelił jedyną bramkę w tym meczu, choć dopisało mu szczęście – piłka wpadła do siatki po rykoszecie. Niestety wciąż niepewny jest jego występ przeciwko Malcie. Tuż przed treningiem sam postanowił uspokoić dziennikarzy.

     

    Już w poniedziałek o 20:45 Polacy zagrają z Maltą. I choć jest to rywal, z którym powinien sobie poradzić nawet dużo słabszy skład, to nie dziwi, że po meczu z Litwą (1:0) kibice i dziennikarze liczą na występ Roberta Lewandowskiego. Ten jednak jest niepewny. – Jesteśmy poobijani, jest grupa zawodników, która ma znak zapytania i dopiero po zajęciach będziemy mądrzejsi – mówił w trakcie konferencji prasowej selekcjoner Michał Probierz.

     

    Tak Lewandowski uspokoił dziennikarzy. “Wszystko dobrze”

    Kapitan reprezentacji Polski w meczu z Litwą zdobył 84 gola dla kadry. To dzięki niemu oraz genialnej interwencji Łukasza Skorupskiego Biało-Czerwoni dali radę odnieść zwycięstwo w tym spotkaniu i zdobyć trzy punkty na start eliminacji do kolejnego mundialu. Te będą potrzebne, bo na mistrzostwa świata bezpośredni awans wywalczy tylko jedna drużyna. Rywalami Polski w eliminacjach są Litwa, Malta i Finlandia. W niedzielę Biało-Czerwoni poznają ostatniego przeciwnika – będzie to przegrany dwumeczu Ligi Narodów Hiszpania – Holandia. Wszystko wskazuje więc na to, że reprezentacja Polski będzie walczyć o drugie miejsce z Finami.

     

    Czy Lewandowski pomoże drużynie w meczu z Maltą? Kapitan reprezentacji Polski tuż przed niedzielnym treningiem postanowił uspokoić dziennikarzy. – Robert, jak zdrowie? – zapytał się Lewandowskiego jeden z reporterów. – Dobrze, wszystko dobrze – odpowiedział mu napastnik Barcelony.

     

    Już wcześniej pojawiały się informacje, że Lewandowski nie powinien mieć większych problemów, żeby wystąpić w tym meczu. “Nie ma zagrożenia, że Robert Lewandowski z powodu urazu nie zagra z Maltą. Wszystko jest ok” – pisał dziennikarz Adam Sławiński na Twitterze.

    Mecz Polska – Malta odbędzie się w poniedziałek 24 marca o godzinie 20:45.

  • Brawo Pia! Polka powalczy o medal

    Brawo Pia! Polka powalczy o medal

    Brawo Pia! Polka powalczy o medal

    Pia Skrzyszowska świetnie spisuje się podczas lekkoatletycznych HMŚ w Nankin. Polka była najlepsza w swoim półfinale i wkrótce powalczy o medal.

     

    W sesji porannej Pia Skrzyszowska bardzo dobrze weszła w bieg eliminacyjny. Reprezentantka Polski pokonała dystans 60 metrów przez płotki w czasie 7,83 s, wyrównując swój najlepszy czas w tym sezonie.

     

    – Liczę, że będzie jeszcze szybciej. Jestem zadowolona z tego co zrobiłam, widzimy się polskim popołudniem, tutaj wieczorem. Czuję się na poniżej 7,80 – mówiła przed kamerą TVP Sport tuż po tym biegu.

     

    I to spełniło się w półfinale. Skrzyszowska świetnie wyszła z bloków, prowadząc od początku do mety. Na metę wpadła z czasem 7,79 s, zostawiając wszystkie swoje rywalki za plecami.

     

    23-latce zabrakło zaledwie jednej setnej sekundy do wyrównania swojego rekordu życiowego. Zegar zresztą na początku pokazał wynik 7,78 s, ale po korekcie zmienił się on na 7,89 s.

     

    Finał biegu na 60 metrów przez płotki zaplanowano na godzinę 14:01.

  • Brawo Pia! Polka powalczy o medal

    Brawo Pia! Polka powalczy o medal

    Brawo Pia! Polka powalczy o medal

    Pia Skrzyszowska świetnie spisuje się podczas lekkoatletycznych HMŚ w Nankin. Polka była najlepsza w swoim półfinale i wkrótce powalczy o medal.

    W sesji porannej Pia Skrzyszowska bardzo dobrze weszła w bieg eliminacyjny. Reprezentantka Polski pokonała dystans 60 metrów przez płotki w czasie 7,83 s, wyrównując swój najlepszy czas w tym sezonie.

     

    – Liczę, że będzie jeszcze szybciej. Jestem zadowolona z tego co zrobiłam, widzimy się polskim popołudniem, tutaj wieczorem. Czuję się na poniżej 7,80 – mówiła przed kamerą TVP Sport tuż po tym biegu.

     

    I to spełniło się w półfinale. Skrzyszowska świetnie wyszła z bloków, prowadząc od początku do mety. Na metę wpadła z czasem 7,79 s, zostawiając wszystkie swoje rywalki za plecami.

     

    23-latce zabrakło zaledwie jednej setnej sekundy do wyrównania swojego rekordu życiowego. Zegar zresztą na początku pokazał wynik 7,78 s, ale po korekcie zmienił się on na 7,89 s.

     

    Finał biegu na 60 metrów przez płotki zaplanowano na godzinę 14:01.

     

  • Stoch przemówił na temat końca kariery. Padła deklaracja, dwa ważne słowa

    Stoch przemówił na temat końca kariery. Padła deklaracja, dwa ważne słowa

    Stoch przemówił na temat końca kariery. Padła deklaracja, dwa ważne słowa

    Polscy kibice wreszcie odetchnęli z ulgą, po tym gdy Paweł Wąsek w sobotni wieczór wywalczył pierwsze w karierze podium Pucharu Świata. W cieniu cieszynianina znalazł się Kamil Stoch, który nie uzyskał nawet przepustki do serii finałowej. Legendarny zawodnik kilka godzin po zawodach udzielił szczerego wywiadu redakcji “skijumping.pl”. Podczas rozmowy padła otwarta deklaracja odnośnie dalszej przyszłości.

     

    Jeszcze kilka miesięcy temu kontynuowanie kariery przez Kamila Stocha nie było wcale takie pewne. Wielokrotny mistrz olimpijski dał sobie jednak ostatnią szansę i próbuje walczyć o punkty Pucharu Świata pod opieką Michala Doleżala oraz Łukasza Kruczka. Na razie wyniki legendy dalekie są od idealnych. W klasyfikacji generalnej najważniejszego zimowego cyklu plasuje się dopiero w czwartej dziesiątce. Ponadto bolesny musiał być brak powołania na niedawny globalny czempionat.

     

    Niepokoić powoli zaczynają się kibice, którzy chcieliby zobaczyć “Rakietę z Zębu” choćby podczas przyszłorocznych igrzysk olimpijskich. Ten temat padł tuż po nieudanym dla 37-latka konkursie w Lahti. Skandynawię Kamil Stoch opuści w smutnym nastroju, ponieważ w sobotę nie znalazł się w serii finałowej.

     

    Co doświadczony sportowiec miał do powiedzenia odnośnie najbliższych miesięcy? “Pożyjemy, zobaczymy. Zrobię, co się da. Mam w planie kolejny sezon. Postaram się do niego przygotować najlepiej jak będę potrafił. Skakać najlepiej jak będę potrafił. A jak będzie, to czas pokaże, cytując klasyka” – wyznał przed kamerą “skijumping.pl”.

     

    Kamil Stoch wciąż bez występu w duetach. Jeszcze nie traci nadziei

     

    Impreza w Skandynawii jeszcze trwa. Dziś odbędzie się współzawodnictwo duetów. Thomas Thurnbichler do boju posłał w nim Pawła Wąska oraz Dawida Kubackiego. Jakkolwiek to brzmi, Kamil Stoch ani razu nie startował w tego typu konkursach, które są nowością w kalendarzu. “Widocznie nie jest mi dane skakać w tych duetach. Jeszcze po prostu nie teraz” – przekazał ze spokojem w głosie.

     

    Jednocześnie poczuł jednak delikatny żal, z powodu tego, że organizatorzy nie zdecydowali się na drugie indywidualne zawody. “Skoro sprowadzamy zawodników na koniec Europy, to dobrze byłoby zrobić z dwa indywidualne konkursy. Do tego dołożyć duety, a nie tak jak mamy teraz” – zakończył. Tekstowa relacja na żywo z niedzielnego współzawodnictwa w Interia Sport. Początek o 16:30.