• 5:2, a potem niespodziewane problemy Świątek. Nerwy w Miami, zdecydował tie-break

    5:2, a potem niespodziewane problemy Świątek. Nerwy w Miami, zdecydował tie-break

    5:2, a potem niespodziewane problemy Świątek. Nerwy w Miami, zdecydował tie-break

    Spodziewano się, że tak jak w przypadku meczu 2. rundy z Caroline Garcią, tak Elise Mertens nie sprawi Idze Świątek zbyt wielkich problemów. Przy wyniku 5:2 nic nie zapowiadało niespodziewanych problemów Polki w Miami. Belgijka doszła jednak ją na 5:5, a o losach seta decydował tie-break. Wygrany na szczęście przez raszyniankę. Drugi set toczył się już pod jej pełną kontrolą i ostatecznie triumfowała ona 7:6(2), 6:1.

     

    Caroline Garcia mogła mówić o ogromnym pechu, kiedy okazało się, że po Indian Wells, również udział w Miami Open rozpocznie od meczu z Igą Świątek. Polka rozbiła ją w Kalifornii i choć Francuzka w Miami wyglądała lepiej, raszynianka znów wygrała w dwóch setach. Niedługo później poznała swoją rywalkę w 3. rundzie zmagań. W niedzielę przyszło jej się zmierzyć z Elise Mertens.

     

    Belgijka rozpoczęła od zwycięstwa nad Peyton Stearns. W meczu ze Świątek z góry była jednak skazywana na porażkę. W końcu od raszynianki w rankingu WTA dzieliło ją 26 miejsc, a w ubiegłym sezonie w Stuttgarcie gładko przegrała z nią 3:6, 4:6.

     

    5:2,a potem zwrot akcji. Tie-break zdecydował o losach pierwszego seta

     

    Świątek rozpoczęła “z wysokiego C” – przy pierwszej okazji przełamała oponentkę i wyszła na prowadzenie 2:0. Dość niespodziewanie przegrała jednak w trzecim gemie własne podanie i z 2:0 szybko zrobiło się 2:2. Wyraźnie podrażniło to ambicje Polki, która zakasała rękawy i przyparła Belgijkę do muru. Wygrała trzy kolejne gemy z rzędu i odskoczyła Mertens na 5:2, uspokajając polskich kibiców.

     

    Niestety później w grę raszynianki wkradły się jednak niezrozumiałe błędy, a Elise Mertens doprowadziła do wyrównania 5:5. Rywalka skrzętnie wykorzystywała wpadki wiceliderki rankingu WTA, a o losach pierwszego seta zdecydować musiał tie-break. W nim na szczęście stosunkowo szybko Iga Świątek przechyliła szalę zwycięstwa na swoją stronę i triumfowała 7:2. Trudno jednak nie odnieść wrażenia, że losy pierwszego seta można było rozstrzygnąć o wiele wcześniej.

     

    Niestety później w grę raszynianki wkradły się jednak niezrozumiałe błędy, a Elise Mertens doprowadziła do wyrównania 5:5. Rywalka skrzętnie wykorzystywała wpadki wiceliderki rankingu WTA, a o losach pierwszego seta zdecydować musiał tie-break. W nim na szczęście stosunkowo szybko Iga Świątek przechyliła szalę zwycięstwa na swoją stronę i triumfowała 7:2. Trudno jednak nie odnieść wrażenia, że losy pierwszego seta można było rozstrzygnąć o wiele

     

    Męczarnie w pierwszym, popis w drugim. Iga Świątek lepsza od Elise Mertens

     

    Przerwę Świątek wykorzystała prawdopodobnie na wyciszenie i zapanowanie nad nerwami. W efekcie drugi set toczył się już na szczęście pod jej dyktando. Zaczęła od prowadzenia 3:0, choć nad przełamaniem Mertens w trzecim gemie musiała mocno się natrudzić.

     

    W momencie gdy zrobiło się 4:0 dla Świątek, 28. zawodniczka rankingu WTA wyglądała już na mocno zrezygnowaną. Wygrała tylko jedno swoje podanie w całym secie i została rozbita ostatecznie przez mistrzynię Rolanda Garrosa 6:1.

     

    Iga Świątek męczyła się z Mertens dużo bardziej, aniżeli zakładano, ale najważniejsze jest, że Polka wygrała i awansowała do 1/8 finału turnieju w Miami. W niej zmierzy się z Eliną Switoliną. Ukrainka po zaciętej batalii pokonała w trzech setach Karolinę Muchovą. 

  • Gwiazda tenisa już czeka na Świątek w czwartej rundzie w Miami

    Gwiazda tenisa już czeka na Świątek w czwartej rundzie w Miami

    Gwiazda tenisa już czeka na Świątek w czwartej rundzie w Miami

    Iga Świątek już wie, z kim może zagrać w czwartej rundzie turnieju w Miami. Jej potencjalną przeciwniczkę wyłoniło starcie pomiędzy Karoliną Muchovą i Eliną Switoliną. Te rozegrały trzysetowy mecz, w którym lepsza okazała się Ukrainka. Zwyciężyła ona 6:2, 3:6, 6:2 i niebawem może zmierzyć się z Polką.

     

    Iga Świątek (2. WTA) w trzeciej rundzie turnieju WTA 1000 w Miami wpadła na Elise Mertens (28. WTA). Zanim Polka wyszła na kort, rozpoczęło się spotkanie, które wyłonił jej potencjalną przeciwniczkę w czwartej rundzie.

     

    Iga Świątek poznała potencjalną rywalkę w czwartej rundzie turnieju WTA 1000 w Miami

     

    Karolina Muchova (14. WTA) i Elina Switolina (22. WTA) to dwie świetnie tenisistki, zatem można było oczekiwać wyrównanej i emocjonującej rywalizacji. Początek dość negatywnie zweryfikował te przypuszczenia, spotkanie nie było aż tak zacięte, gdyż wyraźnie przeważała i łatwo zdobywała punkty tenisistka serwująca – wyjątkiem był trzeci gem, w którym Czeszka została przełamana. Powtórnie spotkało ją to przy stanie 2:4, a mimo że zaraz miała break point, to Ukrainka się wybroniła. Potem wykorzystała pierwszy setbol, co dało jej zwycięstwo 6:2.

     

    Switolina poszła za ciosem i po zaciętym otwarciu drugiej partii (rozegrano 16 punktów) przełamała Muchovą. Ta odpowiedziała przełamaniem powrotnym, a następnie objęła prowadzenie (na które czekała od pierwszego gema całego meczu).

     

    Karolina Muchova dogoniła Elinę Switolinę. W trzecim secie to Ukrainka była górą

     

    Problemem Czeszki były niewykorzystane break pointy, przez co nie mogła odskoczyć przeciwniczce. Wreszcie udało jej się tego dokonać w ósmym gemie, a przy własnym serwisie potwierdziła przewagę w drugim secie, wygranym 6:3.

     

    W decydującej partii przełomowym momentem okazał się szósty gem, w którym Switolina przełamała Muchovą. Niedługo później miała nawet dwa meczbole, lecz Czeszka skutecznie się obroniła. Za trzecim razem już nie dała rady, a Ukrainka zakończyła spotkanie wynikiem 6:2, 3:6, 6:2 po 123 minutach. I to ona będzie mogła zagrać z Igą Świątek o ćwierćfinał turnieju WTA 1000 w Miami.

     

  • Córka piłkarza reprezentacji Polski zdobyła medal! Najmłodsza w histori

    Córka piłkarza reprezentacji Polski zdobyła medal! Najmłodsza w histori

    Córka piłkarza reprezentacji Polski zdobyła medal! Najmłodsza w histori

    Anastazja Kuś w maju skończy 18 lat i właśnie przeskoczyła między innymi Monikę Pyrek. Oczywiście nie za pomocą tyczki. Córka Marcina Kusia, kiedyś piłkarza reprezentacji Polski, została najmłodszą w historii polską uczestniczką i od razu też medalistką halowych mistrzostw świata w lekkoatletyce. W Nankinie Kuś razem z Justyną Święty-Ersetic, Aleksandrą Formellą i Anną Gryc wywalczyła srebro w sztafecie 4×400 m.

     

    To była ostatnia konkurencja halowych MŚ w Nankinie. Polek miało tam w ogóle nie być, bo pierwotnie były zbyt nisko notowane, żeby się na mistrzostwa dostać. Ale po rezygnacjach wielu innych ekip nasza się załapała na zawody. I z miejsca stała się niemal pewniakiem do podium.

     

    W stawce z Amerykankami, Australijkami, Chinkami i reprezentantkami Sri Lanki zawodniczki Aleksandra Matusińskiego były typowane do srebra. I spokojnie je wywalczyły. W naszej sztafecie z wielkich mistrzyń seryjnie zdobywających medale wielkich imprez w minionych latach zobaczyliśmy tylko Justynę Święty-Ersetic. Ale i tak suma czasów Justyny i jej młodszych koleżanek pokazywała, że musi być dobrze. I było.

     

    Profesor Święty-Ersetic wszystko pięknie ustawiła

     

    Święty-Ersetic na pierwszej zmianie wyprowadziła sztafetę chyba nawet na pierwsze miejsce. Biegła równo z Amerykanką. Później faworytki bardzo nam uciekły, ale ważne, że młode Polki już nikomu nie dały się dogonić.

     

    Natalia Bukowiecka (do niedawna Kaczmarek), Małgorzata Hołub-Kowalik, Iga Baumgart-Witan, Anna Kiełbasińka czy Patrycja Wyciszkiewicz-Zawadzka, które przez lata były nazywane “Aniołkami Matusińskiego”, mogą być dumne, że w trochę słabszym czasie tej sztafety ona znów zdobywa medal. I że pojawiły się nowe medalistki.

     

    Anastazja Kuś to już gwiazda. Na razie Instagrama

     

    https://x.com/Nedops/status/1903802969352454400

     

    Spośród nich kibicom nieźle znana jest już Anastazja Kuś. Zwłaszcza tym, którzy używają Instagrama. Nastolatka ma na tej platformie blisko 200 tysięcy obserwatorów. Na pewno przyciąga nie tylko sportowym talentem, ale też urodą. Choć uczciwie trzeba powiedzieć, że jej uroda nie powinna być dla nikogo ważniejsza od umiejętności.

     

    Anastazja Kuś ma dobre sportowe geny, jest córką Marcina Kusia, kiedyś piłkarza reprezentacji Polski. Pół roku temu, w wieku 17 lat, Anastazja już zadebiutowała na igrzyskach olimpijskich. W Paryżu pobiegła w sztafecie 4×400 metrów i choć Polki odpadły w eliminacjach, to mogła być dumna, bo została drugą najmłodszą olimpijką w historii naszego kraju (po 15-letniej Gertrudzie Kilos, która w 1928 roku została olimpijką w biegu na 800 metrów).

     

    Anastazji Kuś pozostaje życzyć, żeby to był jej pierwszy medal z wielu. Przykładem może być dla niej Święty-Ersetic. 32-latka w Nankinie wywalczyła swój już ósmy krążek światowej imprezy. Tyle samo medali zdobyła w mistrzostwach kontynentalnych.

  • Wielka afera po El Clasico. Barcelona oszukana? “Madryt również tu kradnie”

    Wielka afera po El Clasico. Barcelona oszukana? “Madryt również tu kradnie”

    Wielka afera po El Clasico. Barcelona oszukana? “Madryt również tu kradnie”

    FC Barcelona Femeni po raz pierwszy w historii przegrała mecz z kobiecą drużyną Realu Madryt. Wielki sukces “Las Blancas” znalazł się jednak w cieniu wielkiej afery związanej z decyzją sędzi o nieuznaniu bramki dla “Dumy Katalonii”. Dziennik “Sport” wprost pisze o skandalu. – Madryt kradnie również w rozgrywkach kobiet – oceniają bez pardonu tę sytuację media ze stolicy Katalonii/

     

    Po meczu kobiet FC Barcelona i Realu Madryt dużo mówi się o sensacji, wielkim sukcesie “Las Blancas” i historycznej chwili. Pierwszym w dziejach zwycięstwie drużyny ze stolicy Hiszpanii nad “Dumą Katalonii” w rozgrywkach kobiet.

     

    Najwięcej jednak mówi się o skandalu sędziowskim. W drugiej połowie Jana Fernandez zdobyła gola na 2:1 dla FC Barcelona, ale sędzia prowadząca to spotkanie postanowiła nie uznać go z powodu pozycji spalonej.

     

    Decyzja sędzi wywołała wielką aferę. Katalońskie media grzmią o “kradzieży”

     

    Powtórki pokazały jednak, że ani Jana Fernandez, ani uczestnicząca w tej akcji Caroline Graham nie były na pozycji spalonej. Trudno właściwie stwierdzić, dlaczego ta bramka nie została uznana. Protesty piłkarek Barcelony były uzasadnione, ale nie przyniosły oczekiwanego efektu.

     

    Chwilę później Real Madryt zdobył bramkę na 2:1, a w doliczonym czasie gry podwyższył na 3:1. Takim wynikiem zakończyło się to spotkanie. Doszło tym samym do pierwszego w historii zwycięstwa Realu Madryt  FC Barcelona w rozgrywkach kobiet.

     

    – Madryt kradnie również w rozgrywkach kobiet – ocenia “Sport” po przegranym El Clasico.

     

    – Pewnego dnia to musiało nadejść. Nikt jednak nie spodziewał się, że stanie się to w taki sposób, z tak rażąco błędną decyzją, która po raz kolejny obnażyła niski standard sędziowania w La Liga F. Madryt rozegrał swoje najlepsze El Clasico i otrzymał nagrodę, o którą starał się od lat, ale która przyszła w niedopuszczalny sposób – dodają katalońskie media.

     

    “Mundo Deportivo” również od razu przeszło do ofensywy.

     

    – Pierwsze w historii zwycięstwo Realu Madryt w kobiecym El Clasico nie mogło przyjść w inny sposób niż poprzez skorzystanie z poważnego błędu sędziowskiego. Baskijska sędzia Rivera Olmedo wymyśliła spalonego Graham, aby anulować bramkę Jany na 2:1 w końcowych minutach meczu, a “Las Blancas” wykorzystały to i zdobyły drugiego gola tuż przed 90. minutą. Tak zakończyła się passa zwycięstw Barcelony w klasykach – komentuje “Mundo Deportivo”.

     

    Po tej porażce FC Barcelona nadal zajmuje pierwsze miejsce w tabeli La Liga F. Druga pozycja jest okupowana przez Real Madryt. Przewaga Ewy Pajor i spółki nad rywalkami ze stolicy wynosi tylko 4 punkty. 

     

  • Lewandowski nie czekał na koniec treningu. Sam to ogłosił

    Lewandowski nie czekał na koniec treningu. Sam to ogłosił

    Lewandowski nie czekał na koniec treningu. Sam to ogłosił

    Reprezentacja Polski zaczęła eliminacje do mistrzostw świata od bardzo słabego występu z Litwą. Biało-Czerwoni wygrali tylko 1:0. Polaków uratował Robert Lewandowski. Kapitan kadry strzelił jedyną bramkę w tym meczu, choć dopisało mu szczęście – piłka wpadła do siatki po rykoszecie. Niestety wciąż niepewny jest jego występ przeciwko Malcie. Tuż przed treningiem sam postanowił uspokoić dziennikarzy.

     

    Już w poniedziałek o 20:45 Polacy zagrają z Maltą. I choć jest to rywal, z którym powinien sobie poradzić nawet dużo słabszy skład, to nie dziwi, że po meczu z Litwą (1:0) kibice i dziennikarze liczą na występ Roberta Lewandowskiego. Ten jednak jest niepewny. – Jesteśmy poobijani, jest grupa zawodników, która ma znak zapytania i dopiero po zajęciach będziemy mądrzejsi – mówił w trakcie konferencji prasowej selekcjoner Michał Probierz.

     

    Tak Lewandowski uspokoił dziennikarzy. “Wszystko dobrze”

    Kapitan reprezentacji Polski w meczu z Litwą zdobył 84 gola dla kadry. To dzięki niemu oraz genialnej interwencji Łukasza Skorupskiego Biało-Czerwoni dali radę odnieść zwycięstwo w tym spotkaniu i zdobyć trzy punkty na start eliminacji do kolejnego mundialu. Te będą potrzebne, bo na mistrzostwa świata bezpośredni awans wywalczy tylko jedna drużyna. Rywalami Polski w eliminacjach są Litwa, Malta i Finlandia. W niedzielę Biało-Czerwoni poznają ostatniego przeciwnika – będzie to przegrany dwumeczu Ligi Narodów Hiszpania – Holandia. Wszystko wskazuje więc na to, że reprezentacja Polski będzie walczyć o drugie miejsce z Finami.

     

    Czy Lewandowski pomoże drużynie w meczu z Maltą? Kapitan reprezentacji Polski tuż przed niedzielnym treningiem postanowił uspokoić dziennikarzy. – Robert, jak zdrowie? – zapytał się Lewandowskiego jeden z reporterów. – Dobrze, wszystko dobrze – odpowiedział mu napastnik Barcelony.

     

    Już wcześniej pojawiały się informacje, że Lewandowski nie powinien mieć większych problemów, żeby wystąpić w tym meczu. “Nie ma zagrożenia, że Robert Lewandowski z powodu urazu nie zagra z Maltą. Wszystko jest ok” – pisał dziennikarz Adam Sławiński na Twitterze.

    Mecz Polska – Malta odbędzie się w poniedziałek 24 marca o godzinie 20:45.

  • Brawo Pia! Polka powalczy o medal

    Brawo Pia! Polka powalczy o medal

    Brawo Pia! Polka powalczy o medal

    Pia Skrzyszowska świetnie spisuje się podczas lekkoatletycznych HMŚ w Nankin. Polka była najlepsza w swoim półfinale i wkrótce powalczy o medal.

     

    W sesji porannej Pia Skrzyszowska bardzo dobrze weszła w bieg eliminacyjny. Reprezentantka Polski pokonała dystans 60 metrów przez płotki w czasie 7,83 s, wyrównując swój najlepszy czas w tym sezonie.

     

    – Liczę, że będzie jeszcze szybciej. Jestem zadowolona z tego co zrobiłam, widzimy się polskim popołudniem, tutaj wieczorem. Czuję się na poniżej 7,80 – mówiła przed kamerą TVP Sport tuż po tym biegu.

     

    I to spełniło się w półfinale. Skrzyszowska świetnie wyszła z bloków, prowadząc od początku do mety. Na metę wpadła z czasem 7,79 s, zostawiając wszystkie swoje rywalki za plecami.

     

    23-latce zabrakło zaledwie jednej setnej sekundy do wyrównania swojego rekordu życiowego. Zegar zresztą na początku pokazał wynik 7,78 s, ale po korekcie zmienił się on na 7,89 s.

     

    Finał biegu na 60 metrów przez płotki zaplanowano na godzinę 14:01.

  • Brawo Pia! Polka powalczy o medal

    Brawo Pia! Polka powalczy o medal

    Brawo Pia! Polka powalczy o medal

    Pia Skrzyszowska świetnie spisuje się podczas lekkoatletycznych HMŚ w Nankin. Polka była najlepsza w swoim półfinale i wkrótce powalczy o medal.

    W sesji porannej Pia Skrzyszowska bardzo dobrze weszła w bieg eliminacyjny. Reprezentantka Polski pokonała dystans 60 metrów przez płotki w czasie 7,83 s, wyrównując swój najlepszy czas w tym sezonie.

     

    – Liczę, że będzie jeszcze szybciej. Jestem zadowolona z tego co zrobiłam, widzimy się polskim popołudniem, tutaj wieczorem. Czuję się na poniżej 7,80 – mówiła przed kamerą TVP Sport tuż po tym biegu.

     

    I to spełniło się w półfinale. Skrzyszowska świetnie wyszła z bloków, prowadząc od początku do mety. Na metę wpadła z czasem 7,79 s, zostawiając wszystkie swoje rywalki za plecami.

     

    23-latce zabrakło zaledwie jednej setnej sekundy do wyrównania swojego rekordu życiowego. Zegar zresztą na początku pokazał wynik 7,78 s, ale po korekcie zmienił się on na 7,89 s.

     

    Finał biegu na 60 metrów przez płotki zaplanowano na godzinę 14:01.

     

  • Stoch przemówił na temat końca kariery. Padła deklaracja, dwa ważne słowa

    Stoch przemówił na temat końca kariery. Padła deklaracja, dwa ważne słowa

    Stoch przemówił na temat końca kariery. Padła deklaracja, dwa ważne słowa

    Polscy kibice wreszcie odetchnęli z ulgą, po tym gdy Paweł Wąsek w sobotni wieczór wywalczył pierwsze w karierze podium Pucharu Świata. W cieniu cieszynianina znalazł się Kamil Stoch, który nie uzyskał nawet przepustki do serii finałowej. Legendarny zawodnik kilka godzin po zawodach udzielił szczerego wywiadu redakcji “skijumping.pl”. Podczas rozmowy padła otwarta deklaracja odnośnie dalszej przyszłości.

     

    Jeszcze kilka miesięcy temu kontynuowanie kariery przez Kamila Stocha nie było wcale takie pewne. Wielokrotny mistrz olimpijski dał sobie jednak ostatnią szansę i próbuje walczyć o punkty Pucharu Świata pod opieką Michala Doleżala oraz Łukasza Kruczka. Na razie wyniki legendy dalekie są od idealnych. W klasyfikacji generalnej najważniejszego zimowego cyklu plasuje się dopiero w czwartej dziesiątce. Ponadto bolesny musiał być brak powołania na niedawny globalny czempionat.

     

    Niepokoić powoli zaczynają się kibice, którzy chcieliby zobaczyć “Rakietę z Zębu” choćby podczas przyszłorocznych igrzysk olimpijskich. Ten temat padł tuż po nieudanym dla 37-latka konkursie w Lahti. Skandynawię Kamil Stoch opuści w smutnym nastroju, ponieważ w sobotę nie znalazł się w serii finałowej.

     

    Co doświadczony sportowiec miał do powiedzenia odnośnie najbliższych miesięcy? “Pożyjemy, zobaczymy. Zrobię, co się da. Mam w planie kolejny sezon. Postaram się do niego przygotować najlepiej jak będę potrafił. Skakać najlepiej jak będę potrafił. A jak będzie, to czas pokaże, cytując klasyka” – wyznał przed kamerą “skijumping.pl”.

     

    Kamil Stoch wciąż bez występu w duetach. Jeszcze nie traci nadziei

     

    Impreza w Skandynawii jeszcze trwa. Dziś odbędzie się współzawodnictwo duetów. Thomas Thurnbichler do boju posłał w nim Pawła Wąska oraz Dawida Kubackiego. Jakkolwiek to brzmi, Kamil Stoch ani razu nie startował w tego typu konkursach, które są nowością w kalendarzu. “Widocznie nie jest mi dane skakać w tych duetach. Jeszcze po prostu nie teraz” – przekazał ze spokojem w głosie.

     

    Jednocześnie poczuł jednak delikatny żal, z powodu tego, że organizatorzy nie zdecydowali się na drugie indywidualne zawody. “Skoro sprowadzamy zawodników na koniec Europy, to dobrze byłoby zrobić z dwa indywidualne konkursy. Do tego dołożyć duety, a nie tak jak mamy teraz” – zakończył. Tekstowa relacja na żywo z niedzielnego współzawodnictwa w Interia Sport. Początek o 16:30.

  • Ależ petarda w Zakopanem, przeskoczył Wielką Krokiew! Żyła w czołówce

    Ależ petarda w Zakopanem, przeskoczył Wielką Krokiew! Żyła w czołówce

    Ależ petarda w Zakopanem, przeskoczył Wielką Krokiew! Żyła w czołówce

    Pięciu Polaków zdobyło punkty w ostatnim konkursie sezonu Pucharu Kontynentalnego w Zakopanem. Najlepszym z nich był Piotr Żyła, który świetnie spisał się w pierwszej serii, a w drugiej zdołał utrzymać lokatę. Zwyciężył Markus Mueller, chociaż największe show zapewnił kibicom Markus Eisenbichler. W pierwszej serii Niemiec przeskoczył Wielką Krokiew.

     

    Aż 13 reprezentantów Polski zobaczyliśmy na starcie zawodów Pucharu Kontynentalnego w Zakopanem. Szczególnie na dobre wyniki można było liczyć w przypadku Piotra Żyły i Kacpra Juroszka, ale szyki skoczkom mogła pokrzyżować pogoda. Porywisty wiatr przeszkadzał już podczas serii próbnej i podobnie miało być w trakcie konkursu.

     

    Puchar Kontynentalny w Zakopanem. 13 Polaków na starcie zawodów

     

    Zmagania rozpoczęto z 18. belki startowej, a jako pierwszy zasiadł na niej Konrad Tomasiak – najmłodszy z uczestników zawodów. Uzyskał 120 metrów w dobrych warunkach. Zaraz po nim wystartował Mateusz Mysza i huknął aż 134,5 metra z jeszcze lepszym wiatrem pod narty. Trzeci Marcin Wróbel uzyskał 121,5 metra i pomimo gorszej odległości wyprzedził Myszę, bo miał gorsze warunki.

     

    Niedługo później oglądaliśmy serię zawodników zza granicy, a jako pierwszym notę powyżej 100 punktów uzyskał Jo Romme Mellingsaeter. Nastepnym z Biało-Czerwonych był Daniel Skarka, który uzyskał 116 metrów. O metr dalej lądował Adam Niżnik, a 115,5 metra w kiepskich warunkach uzyskał Adam Galica, dzięki czemu długo utrzymywał się w czołówce. Gorzej poszło Szymonowi Byrskiemu, który skoczył tylko 92,5 metra.

     

    Nieźle zaprezentował się znany z Pucharu Świata Keiechi Sato i po skoku na 123,5 metra objął prowadzenie. Nie zmienił go Tomasz Pilch, którego skok na 97. metr nie dawał żadnych nadziei na punkty. Zrobił to dopiero Deacker Dean skokiem na 130,5 metra. Zaraz po nim Simon Amman huknął 137,5 metra, a Kacper Tomasiak wylądował na 130. metrze i też wskoczył do czołówki. Następnym prowadzącym był Witalij Kaliniczenko ze skokiem na 132,5 metra. O 9,5 metra mniej uzyskali dwaj kolejni Polacy: Andrzej Stękała i Klemens Joniak. Tylko 104. metry skoczył z kolei Tymoteusz Amilkiewicz.

     

    Następnym liderem był Junshiro Kobayashi ze skokiem na 133,5 metra, ale długo nie wytrzymał na tej pozycji, bo 138,5 metra uzyskał Rok Oblak. O 16,5 metra bliżej lądował legendarny Noriaki Kasai i był pewny miejsca w czołowej 30. Świetnie spisał się następny uznany skoczek, czyli Piotr Żyła. Polak uzyskał solidne 132 metry i znalazł się w czołówce. Zaraz po nim 140,5 metra skoczył Ziga Jancar, ale miał świetne warunki i kiepsko lądował, dlatego nie wyprzedził Polaka.

     

    Dokonał tego z kolei Rok Maslak, którego 139,5 metra dało mu dwa punkt nad Żyłą. Niestety warunki zmieniły się przed skokiem Kacpra Juroszka i tylko 104,5 metra oznaczało odległe miejsce. Wiatr sprzyjał z kolei Markusowi Eisenbichlerowi. Kończący karierę Niemiec uzyskał 143,5 metra i oczywiście objął prowadzenie. Zaraz po nim 2,5 metra mniej skoczył Jonas Schuster, a 140. metrów uzyskał Markus Mueller, czyli zwycięzca Pucharu Kontynentalnego.

     

    Pogoda nie rozpieszczała, ale organizatorzy podjęli decyzję o rozegraniu drugiej serii konkursu. W niej miejsce znalazło pięciu reprezentantów Polski. W dość obfitym deszczu pierwszy z nich skoczył Jan Galica i skoczył tylko 109. metrów, a sędziom pokazał tylko kciuk w górę za puszczenie w tak fatalnych warunkach. O 9,5 metra dalej lądował Andrzej Stękała i zapewnił sobie awans względem pierwszej serii. Z kolei Klemens Joniak uzyskał 113. metrów i pozostał na 22. miejscu. W fatalnych warunkach 115,5 metra skoczył z Kacper Tomasiak i uzyskał bardzo przyzwoite 14. miejsce.

     

    Niestety kiepski wiatr trafił też Piotr Żyła, a jego 118. metrów nie pozwoliło na nic więcej, niż zachowanie siódmego miejsca. Zaraz po Polaku 122,5 metra uzyskał Rok Oblak, co finalnie zapewniło mu miejsce na podium. Niedługo później świetnie spisał się Markus Mueller i skokiem na 131. metrów postawił przed Eisenbichlerem trudne wyzwanie. Finalnie weteran nie sprostał zadaniu i skok na 128. metrów nie pozwolił mu wyprzedzić Austriaka i zajął drugie miejsce.

     

    Wyniki Pucharu Kontynentalnego w Zakopanem:

     

    1. Markus Mueller (Austria)

    2. Markus Eisenbichler (Niemcy)

    3. Rok Oblak (Słowenia)

    4. Rok Masle (Słowenia)

    5. Jonas Schuster (Austria)

    6. Ziga Jancar (Słowenia)

    7. Piotr Żyła (Polska)

    8. Witalij Kaliniczenko (Ukraina)

    9. Junshiro Kobayashi (Japonia)

    10. Simon Amman (Szwajcaria)

    14. Kacper Tomasiak (Polska)

    16. Andrzej Stękała (Polska)

    20. Klemens Joniak (Polska)

    26. Jan Galica (Polska)

    33. Adam Niżnik (Polska)

    38. Marcin Wróbel (Polska)

    40. Mateusz Mysza (Polska)

    43. Kacper Juroszek (Polska)

    45. Konrad Tomasiak (Polska)

    51. Tomasz Pilch (Polska)

    54. Tymoteusz Amilkiewicz (Polska)

    65. Szymon Byrski (Polska)

  • Eksplozja Formy Ewy Pajor w Barcelonie: Rekordowy Debiutancki Sezon

    Eksplozja Formy Ewy Pajor w Barcelonie: Rekordowy Debiutancki Sezon

    Eksplozja Formy Ewy Pajor w Barcelonie: Rekordowy Debiutancki Sezo

    Gdy Ewa Pajor dołączyła do FC Barcelony, oczekiwania były ogromne, ale mało kto przewidział skalę dominacji, jaką zaprezentuje na boisku. Już w swoim pierwszym sezonie polska napastniczka nie tylko spełniła pokładane w niej nadzieje, ale także pobiła kolejne rekordy. Z imponującymi 33 golami w 33 meczach, Pajor udowodniła, że jest jedną z najbardziej zabójczych snajperek w dzisiejszym futbolu.

     

    Nie do Zatrzymania Przed Bramką

     

    Od pierwszego meczu w barwach Barcelony Pajor stała się maszyną do zdobywania bramek. Już teraz ma na swoim koncie pięć hat-tricków, a jednym z nich zapisała się w historii – jako pierwsza zawodniczka, która zdobyła hat-tricka w kobiecym Klasyku. To osiągnięcie samo w sobie było wyjątkowe, ale Polka na tym nie poprzestała.

     

    Rekordowy Start

     

    Pajor od razu zaznaczyła swoją obecność w lidze. Sezon rozpoczęła z niesamowitą formą, zdobywając 9 goli w pierwszych 6 ligowych spotkaniach. To nie tylko imponujący wynik – to absolutny rekord. Żaden inny piłkarz w historii FC Barcelony, zarówno w drużynie męskiej, jak i kobiecej, nie zanotował tak dobrego początku sezonu.

     

    Sekret Sukcesu Pajor

     

    Co sprawia, że Pajor jest tak groźna? Jej styl gry opiera się na inteligentnym poruszaniu się po boisku, niesamowitej szybkości i precyzyjnym wykończeniu akcji. Zawsze gra na granicy spalonego, skutecznie wykorzystując luki w defensywie rywali. Jest nie tylko świetna w wykańczaniu dośrodkowań i stałych fragmentów gry, ale również znakomicie odnajduje się w polu karnym, co czyni ją największą bronią ofensywną Barcelony.

     

    Nie Tylko Strzelczyni Goli

     

    Choć liczby Pajor są imponujące, jej wpływ na drużynę wykracza poza zdobywanie bramek. Obecność Polki w składzie dodała nowy wymiar ofensywie Barcelony, zapewniając zespołowi większą elastyczność taktyczną. Dzięki Pajor, Salma Paralluelo może grać na skrzydle, co otworzyło dla Blaugrany zupełnie nowe możliwości w ataku.

     

    Dominacja na Europejskiej Scenie

     

    Pajor nie ogranicza się do błyszczenia w rozgrywkach krajowych. W Lidze Mistrzyń również pokazuje swoją klasę. Szczególnie popisała się w meczu fazy grupowej przeciwko Hammarby, kiedy to zdobyła dwa gole w wygranym 3:0 spotkaniu, umacniając swoją reputację jako jednej z najgroźniejszych napastniczek w Europie.

     

    Pierwsze Trofeum Już Na Koncie

     

    Mimo że to dopiero jej debiutancki sezon, Pajor już zdobyła swoje pierwsze trofeum w Barcelonie – Superpuchar Hiszpanii. Jeśli utrzyma swoją formę, kolejne tytuły to tylko kwestia czasu.

     

    Statystyki Mówią Same Za Siebie

     

    Z 38 rozegranymi meczami we wszystkich rozgrywkach Pajor pokazuje imponującą regularność. Każde spotkanie to dowód na jej niepohamowany głód bramek i determinację, by być najlepszą. Dziś nie ma wątpliwości, że jest jednym z najcenniejszych talentów w światowej piłce nożnej.

     

    Co Dalej dla Pajor?

     

    Jeśli ten sezon to dopiero początek, Ewa Pajor może stać się jedną z największych legend w historii Barcelony. Jej zdolność do pobijania rekordów, wygrywania wielkich meczów i podnoszenia poziomu całej drużyny sprawia, że jest prawdziwą gwiazdą. Przed nią jeszcze walka o Ligę Mistrzyń i kolejne tytuły krajowe, a to oznacza jedno – jej historia dopiero się pisze.

     

    Jedno jest pewne: obrończynie wcałej Europie powinny się jej bać.