• 254,5 metra Prevca! Nowy rekord świata w Planicy! Niesamowity konkurs Zniszczoła

    254,5 metra Prevca! Nowy rekord świata w Planicy! Niesamowity konkurs Zniszczoła

    254,5 metra Prevca! Nowy rekord świata w Planicy! Niesamowity konkurs Zniszczoł

     

    Słoweńskie show i rekord świata na koniec sezonu w Planicy! Domen Prevc potwierdził, że jest absolutnie najlepszym lotnikiem na świecie i w drugiej serii poleciał 254,5 metra, bijąc rekord świata w długości lotu Stefana Krafta. Co ciekawe konkursu nie wygrał, bo dzięki niższej belce i lepszemu lądowaniu zrobił to Anże Lanisek. Polacy mogą cieszyć się świetnym występem Aleksandra Zniszczoła, który zajął najwyższe w sezonie 7. miejsce!

     

    Tradycyjny niedzielny konkurs lotów w Planicy dla Top 30 klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. Ta rywalizacja dla fanów skoków oznacza tylko jedno – czas na napisy końcowe. Przez całą zimę emocjonowaliśmy się konkursami na skoczniach całego świata. Szkoda, że udział reprezentantów Polski w tych emocjach nie był tak duży, jak byśmy sobie tego życzyli. Jednak kolejny sezon będzie nową erą. Erą trenera Macieja Maciusiaka, który zastąpi na stanowisku szkoleniowca kadry A Thomasa Thurnbichlera. Czy będzie to lepsza era? Cóż, kibice i eksperci są sceptyczni, ale pozostaje wierzyć oraz życzyć trenerowi i skoczkom, by niejedne usta zamknęli.

     

    Wszystko było jasne. Pozostało jedynie zabawić się na koniec

    Jeszcze przed ostatnim konkursem wiedzieliśmy już praktycznie wszystko. Kryształowa Kula z Puchar Świata trafi w ręce Austriaka Daniela Tschofeniga. Austriacy wygrają w cuglach Puchar Narodów. Z kolei Mała Kryształowa Kula za loty jeszcze przed finałową rywalizacją została zdobyta przed Domena Prevca. Słoweniec pokazał zresztą w serii próbnej, dlaczego to on jest obecnie lotnikiem nad lotnikami, wygrywając ją po locie na 238. metr. Z Polaków najlepszy w niej był 10. Paweł Wąsek (222 m).

     

    Polacy dostali kilka darmowych biletów

    Naszych reprezentantów w tym konkursie teoretycznie powinno być tylko dwóch (Zniszczoł i Wąsek). Tylko tylu ich mamy w Top 30 klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. Jednak z czołowej trzydziestki zabrakło kilku skoczków. Norwegowie nadal są zawieszeni za oszustwa, a Michael Hayboeck i Philipp Raimund dobrowolnie odpuścili. Stąd w rywalizacji udział mogli wziąć Kamil Stoch (31. w PŚ), Dawid Kubacki (35.), i Jakub Wolny (36.).

     

    Rywalizację dla Polaków otworzył właśnie Wolny, który poleciał spokojne 205,5 m i po pierwszej serii zajmował 26. miejsce. Krócej od niego poleciał Dawid Kubacki, ledwie przekraczając 200 m (201 m), co pozwoliło mu wyprzedzić jedynie trzech zawodników. Znacznie lepszy od nich obu okazał się Kamil Stoch. Do ponad 230-metrowego lotu z serii próbnej sporo zabrakło, ale 215 metrów to też solidna próba, dająca 20. lokatę po pierwszej serii.

     

    Aleksander Zniszczoł kapitalny w pierwszej serii! Słoweńcy w swojej lidze

    Petardę za to odpalił Aleksander Zniszczoł. W serii próbnej Polak poleciał aż 234,5 metra i tak mu się to spodobało, że w pierwszej serii konkursowej zrobił dokładnie to samo. Efekt? Rewelacyjne 7. miejsce po pierwszej serii i strata 7,8 pkt do podium, czyli na skoczni mamuciej nie tak znowu dużo. Paweł Wąsek z kolei też skoczył naprawdę bardzo ładnie, konkretnie 224,5 metra, co dało 12. pozycję przed serią finałową.

     

    W walce o podium swoje show ponownie rozkręcili Słoweńcy, którzy nieśmiało zaczęli “romansować” z 250. metrem, bo zarówno Domen Prevc (245 m), jak i Anże Lanisek (247,5 m) daleko od niego nie byli. Ten drugi pobił swój rekord życiowy, a przy okazji po pierwszej serii był na prowadzeniu z małą jednak przewagą 3,6 pkt nad Domenem. Dodajmy, że w przerwie między seriami symboliczny ostatni skok w karierze oddał Michael Hayboeck. Poleciał ponad 230 metrów i pożegnał się z karierą w naprawdę godnym stylu.

     

    Stoch i Wąsek wybrali zakończenie sezonu z przytupem

    W drugiej serii klasyfikacja wewnętrzna Polaków się nie zmieniła. Dawid Kubacki poprawił się co prawda o 2 metry (203 m), ale że Jakub Wolny postawił na powtarzalność i poleciał dokładnie tyle samo, co w pierwszej serii (205,5 m), to Kubacki najsłabszym z Polaków pozostał, kończąc na 28. miejscu (26. Wolny). Za to Kamil Stoch postanowił zakończyć sezon z przytupem i oddał piękny lot na równo 230. metr, co pozwoliło mu awansować na 15. pozycję.

     

    W świetnym stylu swój najlepszy sezon w życiu zakończył też Paweł Wąsek. Polak poleciał 230,5 metra i choć to paradoksalnie nie dało mu awansu, a wręcz spadek na 13. pozycję. Przy czym po tak znakomitym poziomie Wąskowi raczej większej różnicy to nie zrobiło. Krótko po Wąsku weszliśmy w czołową dziesiątkę, a co za tym idzie w walkę o podium.

     

    Zniszczoł rozpoczął wielkie latanie. Słoweńcy dali show, jakich mało!

    W niej kapitalnie spisał się Aleksander Zniszczoł! Polak poleciał wspaniałe 238 metrów (mimo że bujało nim w powietrzu niebywale) i po swoim skoku był na pierwszym miejscu. Rywale jednak nie spali i odpowiadali równie doskonale. Właściwie to cała czołowa dziesiątka poza Gregorem Deschwandenem nie zeszła poniżej 230 m. Niemniej Zniszczoł zakończył konkurs na najlepszym w sezonie 7. miejscu.

     

    DOMEN PREVC REKORDZISTĄ ŚWIATA!

    Tak jest proszę państwa! To nie pomyłka, to nie błąd! W drugiej serii Domen Prevc pokazał, że urodził się po to, by latać! 254,5 m! Po ośmiu latach padł rekord Stefana Krafta, a Planica odzyskała miano absolutnie największej skoczni na świecie. Prevc mimo takiego wyczynu nie wygrał konkursu, bo kombinacja obniżonej belki, warunków i pięknego lądowania na 241,5 m dała triumf Anże Laniskowi. Jednak z całym do niego szacunkiem, to zakończenie sezonu miało tylko jednego bohatera i jest nim DOMEN PREVC!

     

    Wyniki niedzielnego konkursu Pucharu Świata w skokach narciarskich w Planicy:

    1. Anże Lanisek (Słowenia) – 247,5 m i 241,5 m, 482,1 pkt

    2. Domen Prevc (Słowenia) – 245 m i 254,5 m!, 475,0 pkt

    3. Andreas Wellinger (Niemcy) – 236,5 m i 236,5 m, 455,8 pkt

    4. Daniel Tschofenig (Austria) – 231 m i 237,5 m, 451,6 pkt

    5. Ryoyu Kobayashi (Japonia) – 236 m i 231 m, 449,4 pkt

    6. Pius Paschke (Niemcy) – 231,5 m i 237 m, 438,9 pkt

    7. Aleksander Zniszczoł (Polska) – 234,5 m i 238 m, 434,0 pkt

    13. Paweł Wąsek (Polska) – 224,5 m i 230,5 m, 412,5 pkt

    15. Kamil Stoch (Polska) – 215 m i 230 m, 400,8 pkt

    26. Jakub Wolny (Polska) – 205,5 m i 205,5 m, 364,5 pkt

    28. Dawid Kubacki (Polska) – 201 m i 203 m, 355,7 pkt

  • Polka zdobyła medal, a potem nastąpił dramat. “Nie miałam siły do życia”

    Polka zdobyła medal, a potem nastąpił dramat. “Nie miałam siły do życia”

    Polka zdobyła medal, a potem nastąpił dramat. “Nie miałam siły do życia

    — Słyszałam tylko pretensje, że “znowu coś cię boli”. […] Mamy igrzyska, do których się przygotowywaliśmy, ja teraz potrzebuję wsparcia, potrzebuję ludzi wokół siebie, bo to ja będę stać sama na stadionie z tym całym pier***nikiem w głowie i w organizmie, więc chcę mieć pewność, że my razem to dociągniemy. A tego nie było – opowiada oszczepniczka Maria Andrejczyk o tym, co działo się u niej przed igrzyskami olimpijskimi w 2021 r. Choć wywalczyła wówczas srebrny medal, który do dziś jest jej największym sukcesem w karierze, w podcaście Elite Mentality mówi wprost, że dla niej finał w Tokio był jednym z najgorszych przeżyć. A po igrzyskach wszystko zaczęło się walić.

    W 2016 r. Maria Andrejczyk otarła się o podium igrzysk olimpijskich. W Rio de Janeiro do brązowego medalu zabrakło jej zaledwie 2 cm. Pięć lat później (igrzyska zostały przesunięte o rok ze względu na pandemię koronawirusa) sięgnęła po srebrny krążek. Lepsza od Polki była jedynie Chinka Liu Shiying.

    Andrejczyk nie ukrywa, że w tamtym czasie przeżywała trudne chwile. — Cała moja droga do igrzysk olimpijskich w Tokio to były bardzo duże oczekiwania. Nie tylko moje wewnętrzne, ale też ze środowiska. I ciężko mi było to dźwigać – wyznała w podcaście Elite Mentality. Rodzina dawała jej wówczas zrozumienie i spokój, ale byli wokół niej również ludzie, którzy “cisnęli ją jeszcze mocniej”.

    “Po Tokio wszystko kompletnie się rozpadło na kawałki. […] Już nie miałam siły być perfekcyjna”
    — Przez 24 godz. na dobę musiałam być kompletnie profesjonalna. Nie miałam prawa do tego, by być indywidualnością, by być sobą, by być inną. Moją tożsamością było bycie zawodowym sportowcem, bycie oszczepniczką. Tylko rzucanie kijem powinnam mieć w głowie i myśleć o tym, co zrobić, żeby rzucić jak najdalej. […] I nie wytrzymałam. Po Tokio wszystko kompletnie się rozpadło na kawałki – mówiła oszczepniczka, dodając, że później nastąpiło wiele zmian, których potrzebowała.

    — Już nie miałam siły być perfekcyjna, nie miałam siły funkcjonować tak, jak sądziłam, że jest to ode mnie oczekiwane […]. Nie miałam po prostu siły do życia. I zaczęło się naprawdę wszystko walić. Dopiero wtedy zaczęłam rozumieć, że muszę nauczyć się odpoczywać, muszę nauczyć się słuchać, muszę zdjąć tę maskę idealnej zawodniczki, która wcale idealna nie jest […] – opowiadała.

    W podcaście Elite Mentality Maria Andrejczyk wyznała, że przez liczne błędy treningowe, jej organizm był bardzo przeciążony i nie wytrzymywał, gdy wchodziła na najwyższe obroty. To doprowadzało do kontuzji. Tak właśnie było m.in. niedługo przed igrzyskami w Tokio, gdy podczas Pucharu Europy w Splicie pobiła rekord Polski, rzucając oszczepem na odległość 71,40 m. Przy rzucie nabawiła się urazu barku. — Miałam trzy miesiące, żeby się ogarnąć, przygotować, a ja nie mogłam ręki podnieść przez parę tygodni, więc była batalia — wspominała.

    — Jednocześnie czułam, że jestem tam sama w tym wszystkim, bo nie było nikogo. Słyszałam tylko pretensje, że “znowu coś cię boli”. […] Mamy igrzyska, do których się przygotowywaliśmy, ja teraz potrzebuję wsparcia, potrzebuję ludzi wokół siebie, bo to ja będę stać sama na stadionie z tym całym pier***nikiem w głowie i w organizmie, więc chcę mieć pewność, że my razem to dociągniemy. A tego nie było – zdradziła.

    Finał, w którym zdobyła olimpijski medal, był dla niej koszmarem. “Trzęsłam się ze strachu”
    Później wyjaśniła, dlaczego pomimo przeciwności udało jej się sięgnąć po olimpijski krążek. — Dla mnie finał w Tokio był jednym z najgorszych przeżyć. Ja się tam trzęsłam ze strachu. To, co mnie uratowało, to to, że było bardzo dużo rzeczy zautomatyzowanych już przed tymi zawodami. Miałam dobrze ułożoną technikę, […] więc mój organizm wiedział automatycznie, jak ma się ułożyć, ustawić, na jakiej prędkości wejść, kiedy odpalić. […] Na pewno nie byłam tam sobą. Na pewno nie byłam taka waleczna, jaka potrafię być. Nie dałam z siebie wszystkiego i to była cholernie duża trauma – nie ukrywała.

    Choć srebrny medal olimpijski był największym sukcesem w dotychczasowej karierze Marii Andrejczyk, ta wprost przyznała, że nie umiała się z niego cieszyć. Zaraz po zdobyciu krążka, przekazała go na szczytny cel. — Nie miałam problemu z tym, żeby go wystawić na licytację, mimo że to jest coś, na co bardzo ciężko pracowałam i o czym marzyłam — wyznała Cyprianowi Majcherowi. — Uwielbiam pomagać, więc dla mnie to też był bardzo naturalny odruch, […] ale jednocześnie była taka część mnie, która w ogóle nie chciała tego sukcesu, nie chciała tego środowiska, w którym wtedy byłam — oznajmiła Andrejczyk.

    Przez lata najważniejszy był dla niej sukces. Aż wszystko zaczęło się walić
    Lekkoatletka opowiedziała o tym, co sprawiło, że wszystko w jej życiu zaczęło się sypać. — Było wiele rzeczy, które mi nie grały, ale ja przez lata akceptowałam to, gdzie jestem, bo dla mnie najważniejszy był sukces. Zgadzałam się na wszystko, co było mi serwowane, przez co zatracałam siebie, zatracałam autonomię, zatracałam poczucie własnej wartości. Liczył się tylko sport […]. Wracałam do domu i miałam jeszcze większy rygor, nie miałam przestrzeni do odpoczynku, do tego, żeby sobie pozwolić na cokolwiek – wyznała.

    Gdy po igrzyskach rozpoczęła przygotowania do nowego sezonu, nie czuła w sobie żadnych emocji, a jeśli je w sobie wywołała, to tylko na chwilę. — Kładłam się spać, wstawałam i znowu było pusto, to było dla mnie straszne – wspominała. – Później wszystko zaczęło się walić, jedna współpraca się rozpadła, z drugiej zrezygnowałam. Mój związek się rozpadł – wyliczała (Andrejczyk przez kilka lat była związana z Marcinem Rosengartenem, który jest menedżerem lekkoatletów i dyrektorem Memoriału Kamili Skolimowskiej).

    W kwietniu 2022 r. sportsmenka ogłosiła, że po kilkunastu latach kończy współpracę z trenerem Karolem Sikorskim. Jej nowym szkoleniowcem został wówczas Petteri Piironen, dlatego przez pewien czas Polka bardzo dużo czasu spędzała w Finlandii. — Tam też coś nie grało. […] Na początku mój organizm przeskoczył, było fajnie, ale później wszystko zaczęło siadać. Układ nerwowy się rozwalił, na wszystko reagowałam obronnie. Przez to też tarczyca mi się rozwaliła. Ja siebie nie poznawałam – mówiła.

    W październiku 2023 r. Maria Andrejczyk ogłosiła, że zdecydowała się na kolejną zmianę trenera, a został nim Cezary Wojna. Chwilę później lekkoatletka wyznała publicznie, że zmagała się z depresją. — Psychika już lepiej funkcjonuje, przysadka mózgowa już nie kręci mi takiej makareny jak wcześniej. A miałam naprawdę głęboką depresję przez parę dobrych miesięcy. Na szczęście – teraz już wszystko fajnie się normuje, po prostu czuję się sobą sprzed paru lat – mówiła wówczas na łamach serwisu i.pl.

    W podcaście Elite Mentality oszczepniczka wspominała, że w pewnym momencie przyjmowała leki antydepresyjne. — Poczułam, jak może być fajnie. To uzależniające, ale antydepresanty nauczyły mnie tego, jak może być, gdy jestem spokojna – opowiadała. Z czasem Andrejczyk odstawiła antydepresanty. — Przy nich w ogóle nie czułam [nic — red.], również tego, co chcę czuć na zawodach […] — wyznała. W wyjściu z depresji bardzo pomógł jej m.in. trener mentalny i hipnoterapeuta Paweł Pawlak, z którym współpracowała jeszcze zanim pojawiła się choroba.

  • Stoch może zrobić to jako pierwszy w historii. Przegoni prawdziwą legendę

    Stoch może zrobić to jako pierwszy w historii. Przegoni prawdziwą legendę

    Stoch może zrobić to jako pierwszy w historii. Przegoni prawdziwą legendę

    Przed nami ostatni w tym sezonie konkurs skoków narciarskich. Klasycznie finałowe zmagania odbywają się w Planicy, gdzie w niedzielę na starcie zobaczymy m.in. pięciu Polaków. Wśród nich nie zabraknie wielkiego mistrza, Kamila Stocha, który przy odpowiedniej zdobyczy punktowej stanie się pierwszym zawodnikiem w historii z aż 19 sezonami z rzędu w czołowej “30” kwalifikacji generalnej Pucharu Świata.

     

    Finałowy weekend Pucharu Świata w skokach narciarskich trwa w najlepsze. Już w niedzielę zwieńczający sezon konkurs indywidualny. W nim udział weźmie najlepsza “30” kwalifikacji generalnej. Pod uwagę brani są tylko zawodnicy obecni w Słowenii. Wśród nich znajdzie się pięciu polskich skoczków, Dawid Kubacki, Jakub Wolny, Aleksander Zniszczoł, Paweł Wąsek i Kamil Stoch, który po raz kolejny może zapisać się w historii skoków.

     

    Skoczek z Zębu jest zdecydowanie jednym z najbardziej utytułowanych zawodników w całej stawce. W swoim dorobku ma m.in. trzy olimpijskie złota, dwie Kryształowe Kule za zwycięstwo w klasyfikacji Pucharu Świata, czy też złoto mistrzostw świata. Do tego dochodzi aż 39 zwycięstw w konkursach najwyższej rangi. Przez swój wiek i długą historię występów w Pucharze Świata w niedzielę ma szansę dokonać czegoś, co nie udało się jeszcze nikomu.Stoch może znaleźć się po raz 19 z rzędu w czołowej “30” kwalifikacji generalnej.

     

    Do tego osiągnięcia potrzebne jest wyprzedzenie jednego skoczka. Najbliżej Stocha, który zgromadził do tej pory 141 punktów jest Lovro Kos (cztery pkt więcej) oraz Władimir Zografski (16 pkt więcej). Do tego dochodzi obrona dwu punktowej przewagi nad Markusem Muellerem.

     

    Aby tak się stało 37-latek w porównaniu do Słoweńca musi zająć co najmniej 25 miejsce w niedzielnym konkursie, przy założeniu, że ten zajmie ostatnie, 30 miejsce. Jeśli chodzi o rywalizację z Zografskim, tu wyzwanie jest nieco większe. Jeśli ten uplasuję się na ostatniej, 30 pozycji Stoch musi wyrównać swój wynik z piątkowego konkursu i zameldować się na 14 pozycji.

     

    Stoch może być samodzielnym rekordzistą. Wyprzedzi inną legendę

     

    Jeśli spełni się któryś ze scenariuszy i trzykrotny mistrz olimpijski przegoni w klasyfikacji generalnej któregoś ze skoczków stanie się samodzielnym rekordzistą pod względem liczby sezonów pod rząd w najlepszej “30” generalki PŚ. Zrobiłby to 19 raz i w ten sposób wyprzedziłby inną legendę skoków, Simona Ammanna, z którym dzieli to rekordowe osiągniecie z 18 sezonami z rzędu.

     

    Seria Kamila Stocha trwa od sezonu 2006/2007. Od tamtego czasu udało mu się aż sześć razy stawać na podium klasyfikacji końcowej Pucharu Świata, z czego wygrał ją dwa razy w 2014 i 2018 roku.

  • Robert Lewandowski nie do zatrzymania! Kolejny gol i rekordowa passa – czy ktoś go powstrzyma?

    Robert Lewandowski nie do zatrzymania! Kolejny gol i rekordowa passa – czy ktoś go powstrzyma?

    Robert Lewandowski nie do zatrzymania! Kolejny gol i rekordowa passa – czy ktoś go powstrzyma?

    Robert Lewandowski znów zadziwił świat futbolu! W meczu przeciwko Osasunie Pampeluna pokazał swój instynkt strzelecki, zdobywając kolejne trafienie i ustalając wynik na 3:0. Co jednak najbardziej imponujące, zrobił to w zaledwie kilka minut od wejścia na murawę! Dzięki niemu FC Barcelona umocniła swoją pozycję na szczycie La Liga, a sam Polak przedłużył swoją niezwykłą serię, która nie uszła uwadze hiszpańskich mediów. „Lewandowski nie zawodzi na Montjuic” – ekscytują się dziennikarze katalońskiego „Sportu”. Co dokładnie kryje się za tym stwierdzeniem?

     

    Lewandowski w szczytowej formie pod wodzą Flicka

     

    Pod okiem Hansiego Flicka Robert Lewandowski przeżywa prawdziwy renesans swojej kariery. Jego statystyki w obecnym sezonie mówią same za siebie – 36 bramek i 3 asysty w 41 meczach. Starcie z Osasuną tylko potwierdziło, że kapitan reprezentacji Polski znajduje się w rewelacyjnej dyspozycji. Choć pojawił się na boisku dopiero w drugiej połowie, wystarczyło mu 11 minut, by ponownie wpisać się na listę strzelców. Hiszpańskie media nie kryły zachwytu.

     

    „Zmiażdżył Herrerę!”, „Wykończył akcję z precyzją seryjnego strzelca!” – to tylko niektóre z komentarzy, które pojawiły się w prasie. Trafienie to nie tylko pomogło Barcelonie w umocnieniu pozycji lidera, ale także przedłużyło wyjątkową serię Lewandowskiego, którą dokładnie przeanalizował „Sport”.

     

    Twierdza Montjuic – Lewandowski nie do zatrzymania u siebie!

     

    Statystyki mówią jedno – Estadi Olimpic Lluis Companys stał się dla Lewandowskiego miejscem, gdzie czuje się jak ryba w wodzie. W pięciu kolejnych domowych spotkaniach La Liga Polak za każdym razem zdobywał bramkę! Co więcej, w starciach z Deportivo Alaves i Rayo Vallecano to właśnie jego gole decydowały o minimalnych zwycięstwach Barcelony 1:0.

     

    Kataloński „Sport” podsumował to krótko i dosadnie: „Lewandowski nie zawodzi na Montjuic”. Wszystko wskazuje na to, że ta passa może zostać przedłużona już w najbliższym meczu przeciwko Gironie. Polak doskonale zna tę drużynę – w czterech dotychczasowych starciach zdobył przeciwko niej dwa gole, oba w sezonie 2023/24. Choć w pierwszym meczu tego sezonu nie trafił do siatki, to popisał się asystą.

     

    Czy Lewandowski znowu będzie kluczową postacią?

     

    Decyzja o tym, kto rozpocznie mecz z Osasuną w ataku, nie była dla Hansiego Flicka łatwa. Sam trener przyznał, że konsultował to z Lewandowskim oraz Ferranem Torresem. Ostatecznie Polak wszedł na boisko z ławki i szybko zaznaczył swoją obecność golem. Tym razem jednak media spekulują, że w starciu z Gironą zobaczymy go w podstawowym składzie.

     

    „To dobry sygnał dla drużyny, że mamy zawodników, którzy mogą coś dać, gdy wejdą z ławki” – powiedział Flick po meczu. Czy tym razem Polak poprowadzi Barcelonę do kolejnego zwycięstwa? Pierwszy gwizdek meczu z Gironą zabrzmi o 16:15. Fani futbolu mogą śledzić relację na stronie głównej Sport.pl oraz w aplikacji mobilnej Sport.pl LIVE.

     

    FC Barcelona przewodzi tabeli La Liga, mając trzy punkty przewagi nad Realem Madryt. Czy Lewandowski ponownie pokaże swoją klasę i powiększy swój dorobek strzelecki? Odpowiedźpoznamy już niebawem!

     

  • Lewandowski się nie zatrzymuje. Pięć goli. Niebywały wyczyn

    Lewandowski się nie zatrzymuje. Pięć goli. Niebywały wyczyn

    Lewandowski się nie zatrzymuje. Pięć goli. Niebywały wyczy

    zanotować trafienie i ustanowił wynik na 3:0. Dzięki temu nie tylko pomógł FC Barcelonie zostać samodzielnym liderem La Liga, ale i przedłużył własną passę. Nieco więcej piszą o niej dziennikarze katalońskiego “Sportu”. “Lewandowski nie zawodzi na Montjuic” – czytamy. O co dokładnie chodzi?

    Robert Lewandowski wyraźnie odżył pod wodzą Hansiego Flicka i rozgrywa najlepszy sezon w FC Barcelonie. Dowód? 36 goli i trzy asysty w 41 meczach. Jedno z trafień zanotował w czwartkowym spotkaniu z Osasuną Pampeluna, choć na placu gry pojawił się dopiero w drugiej połowie. Potrzebował zaledwie 11 minut, by wpisać się na listę strzelców. “Wykończył głową akcję z łatwością, na poziomie seryjnego strzelca, takiego jak on”, “Zmiażdżył Herrerę” – zachwycały się Polakiem hiszpańskie media. Dzięki temu trafieniu umocnił się na prowadzeniu w klasyfikacji strzelców La Liga i podtrzymał imponującą serię, o której pisze kataloński “Sport”.

    Robert Lewandowski nie zatrzymuje się na Estadi Olimpic Lluis Companys na wzgórzu Motjuic. Fenomenalna seria
    Jak zauważyli dziennikarze, Lewandowski jest wręcz zabójczo skuteczny na własnym stadionie w La Liga w tym roku. FC Barcelona rozegrała tam pięć spotkań i w każdym z nich Polak trafiał do siatki – po jednym golu. Ba, w meczach z Deportivo Alaves i Rayo Vallecano były to jedyne i decydujące trafienia, bo drużyna Flicka wygrała je 1:0.

    “Lewandowski nie zawodzi na Montjuic” – tak krótko “Sport” podsumował wyczyn 36-latka. I niewykluczone, że napastnik przedłuży tę serię również w niedzielne popołudnie, kiedy to Barcelona podejmie u siebie Gironę. Polak wie, jak strzelać gole tej drużynie. Mierzył się z nią czterokrotnie i dwa razy udało mu się trafić do siatki. Oba gole padły w sezonie 2023/24. W rundzie jesiennej tej kampanii Polak do siatki nie trafił, ale zaliczył asystę.

    Lewandowski z szansami na kolejne trafienie
    – Trudno było zdecydować, kto ma zacząć ten mecz w ataku. Rano rozmawiałem o tym z Ferranem i Lewandowskim. To dobry sygnał dla drużyny, że mamy zawodników, którzy mogą coś dać, gdy wejdą z ławki – mówił po meczu z Osasuną Flick. Wówczas nie postawił na Polaka od pierwszych minut i dał mu odpocząć. Najpewniej do takiej sytuacji w niedzielę już nie dojdzie i nasz rodak pojawi się w wyjściowym składzie. Tak przynajmniej spekulują media.

    Pierwszy gwizdek zabrzmi o godzinie 16:15. Zapraszamy do śledzenia relacji tekstowej z tego spotkania na stronie głównej Sport.pl i w aplikacji mobilnej Sport.pl LIVE. Barcelona jest liderem La Liga z przewagą trzech punktów nad drugim Realem Madryt.

  • Polacy szaleją w Planicy! Kamil Stoch i Aleksander Zniszczoł pofrunęli ponad 230 m!

    Polacy szaleją w Planicy! Kamil Stoch i Aleksander Zniszczoł pofrunęli ponad 230 m!

    Polacy szaleją w Planicy! Kamil Stoch i Aleksander Zniszczoł pofrunęli ponad 230 m!

    Seria próbna przed finałowym konkursem Pucharu Świata w Planicy pokazała, że w niedzielę kibice zobaczą wielkie emocje, a przede wszystkim do dalekich lotów z udziałem m.in. Polaków. Kamil Stoch i Aleksander Zniszczoł pokazali, że na Letalnicy czują się świetnie, co potwierdzają próby na kolejno 231 m i 234,5 m! Jednak to nie oni byli najwyżej z naszej drużyny.

     

    Czas na ostatnią niedzielę w tym sezonie w Pucharze Świata. W finałowym konkursie w Planicy weźmie udział czołowa “30” tegorocznego cyklu. Nie zabraknie Polaków, którzy pokazali już, że na Letalnicy czują się bardzo dobrze. Przed zawodami odbyła się seria próbna.

     

    W sobotę polscy skoczkowie do samego końca bili się o podium w konkursie drużynowym. Zajęli ostatecznie czwartą lokatę. W niedzielę rywalizować będzie pięciu naszych zawodników — Jakub Wolny, Dawid Kubacki, Kamil Stoch, Aleksander Zniszczoł i Paweł Wąsek. Zabraknie za to Piotr Żyły, który przede wszystkim nie mieści się w czołowej “30”, a nie wycofało się na tyle skoczków, żeby Polak mógł wystartować.

     

    Pierwszym Polakiem na belce w serii próbnej był Wolny. Nie przekroczył on jednak 200 m. Osiągnął 195,5 m. Od razu po nim ruszył Kubacki. Jemu poszło zdecydowanie lepiej, bo wylądował na 212. m.

     

    Dalekie loty Polaków w Planicy

     

    Prawdziwą bombę zaprezentował Stoch! Polski weteran po raz kolejny udowodnił, że skoki na Letalnicy mu odpowiadają. Skoczył aż 231 m! 3,5 m dalej wylądował Zniszczoł, lecz oddawał on swoją próbę w zdecydowanie lepszych warunkach niż jego starszy kolega z reprezentacji.

     

    Skoki Stocha i Zniszczoła były tylko przedsmakiem dalekich lotów. Tuż po ich próbach wiatr zaczął wiać pod narty, co wykorzystali m.in. Timi Zajc (244 m) i Manuel Fettner (236 m). Tuż przed próbą Wąska jury zdecydowało się obniżyć belkę aż o cztery platformy, porównując z początkiem serii próbnej. Polak poleciał na 225,5 m.

     

    Ostatecznie Wąsek uplasował się na 10. pozycji. Stoch był 16., Zniszczoł 19., Kubacki 21., a Wolny 26. Serię próbną wygrał niezawodny w ten weekend Domen Prevc, który z 10. platformy startowej skoczył aż 238 m.

     

  • Tak wygląda ranking WTA po tym, co zrobiła Sabalenka. Po prostu fatalnie

    Tak wygląda ranking WTA po tym, co zrobiła Sabalenka. Po prostu fatalnie

    Tak wygląda ranking WTA po tym, co zrobiła Sabalenka. Po prostu fatalnie

    Aryna Sabalenka zwyciężyła drugi turniej w tym roku. W finale zmagań WTA 1000 w Miami pokonała Amerykankę Jessicę Pegulę 7:5, 6:2. Dzięki temu Białorusinka jeszcze wyraźniej powiększy przewagę na światowych listach nad drugą Igą Świątek. W kolejnym notowaniu liderkę czeka spory zastrzyk punktów. Oto jak wygląda aktualna sytuacja w rankingu WTA.

     

    Iga Świątek z coraz większym niepokojem może spoglądać na to, co dzieje się w rankingu najlepszych tenisistek świata. Polka miała w tym roku walczyć o odzyskanie pozycji liderki. Niestety zamiast tego jej strata do prowadzącej Aryny Sabalenki coraz bardziej rośnie. Nie inaczej będzie po turnieju WTA 1000 w Miami, gdzie jej wielka rywalka odniosła kolejny wielki triumf.

     

    Sabalenka dopięła swego. Tyle wynosi jej przewaga nad Świątek w rankingu WTA

    Tenisistka z Mińska pokonała w sobotnim finale Jessicę Pegulę 7:5, 6:2 i zgarnęła główne trofeum. Przy okazji powiększyła swój dorobek aż 585 punktów do rankingu WTA. A wszystko przez to, że w zeszłym roku w Miami spisała się stosunkowo słabo. Odpadła wówczas już w trzeciej rundzie, więc teraz miała wiele do zyskania i skorzystała z okazji.

     

    Tym sposobem Sabalenka powiększyła przewagę nad drugą Igą Świątek do aż 3071 punktów (Świątek ma ich 7470). Różnica wydaje się kolosalna, a w najbliższym czasie będzie praktycznie nie do odrobienia. W kolejnych tygodniach zawodniczki będą rozgrywały turnieje na kortach ziemnych, które Polka w ubiegłym kompletnie zdominowała (wygrała zawody w Madrycie, Rzymie i Rolanda Garrosa, a w Stuttgarcie doszła do półfinału). Musi zatem bronić wywalczonych wtedy punktów. Do zyskania ma jednak niewiele.

     

    Gauff się obroniła, Andriejewa – nie. Zmiany w czołowej dziesiątce rankingu WTA

    Finał w Miami zdecydował również o losach trzeciego miejsca. Gdyby wygrała w nim Pegula, miałaby w sumie 6146 punktów i wyprzedziłaby swoją rodaczkę Coco Gauff. Tak się jednak nie stało. Dzięki temu miejsce na najniższym stopniu podium zachowała Gauff, która traci do Świątek 1407 punktów. Czwarta jest Pegula ze startą 1674 punków do Polki.Po zawodach doszło również do pewnych zmian w czołowej dziesiątce. Piąta pozostała Madison Keys. Na szóste miejsce kosztem Mirry Andriejewej awansowała za to Jasmine Paolini. Panie wymieniły się miejscami. Tuż za nimi jest Chinka Qinwen Zheng, która przesunęła się o jedno miejsce. Z kolei Jelena Rybakina spadła z 8. na 10. miejsce. Pomiędzy nimi znalazła się natomiast Paula Badosa (wcześniej była 11.).

     

    Ranking WTA po finale turnieju w Miami:

     

    1. Aryna Sabalenka – 10541 pkt

    2. Iga Świątek – 7470 pkt

    3. Coco Gauff – 6063 pkt

    4. Jessica Pegula – 5796 pkt

    5. Madison Keys – 4949 pkt

    6. Jasmine Paolini – 4843 pkt

    7. Mirra Andriejewa – 4775 pkt

    8. Qinwen Zheng – 4135 pkt

    9. Paula Badosa – 3821 pkt

    10. Jelena Rybakina – 3808 pkt

    30. Magdalena Fręch – 1712 pkt

     

    31. Magda Linette – 1684 pkt

  • Koszmar Igi Świątek w Miami: Szokująca Porażka, Opóźniona Reakcja i Rosnąca Niepewność

    Koszmar Igi Świątek w Miami: Szokująca Porażka, Opóźniona Reakcja i Rosnąca Niepewność

    Koszmar Igi Świątek w Miami: Szokująca Porażka, Opóźniona Reakcja i Rosnąca Niepewność

    Problemy Igi Świątek na światowym tourze WTA osiągnęły niepokojący poziom. Polska gwiazda, niegdyś dominująca na kortach, nie awansowała do finału już w dziesięciu kolejnych turniejach. W Miami Open pojawiła się nadzieja na przełamanie tej serii, ale rzeczywistość okazała się brutalna. W ćwierćfinale turnieju Świątek sensacyjnie odpadła, przegrywając 2-6, 5-7 z 19-letnią Alexandrą Ealą, która zajmuje dopiero 140. miejsce w rankingu WTA. Porażka wstrząsnęła tenisowym światem, pozostawiając kibiców i ekspertów w szoku.

     

    Przegrana nie była tylko zaskakująca – była wręcz alarmująca. Eksperci określili ją mianem najgorszego występu Świątek w tym sezonie. Statystyki mówią same za siebie: 32 niewymuszone błędy, podczas gdy jej młodsza rywalka popełniła ich zaledwie 12. Jednak to nie liczby budzą największe obawy, a fakt, że Świątek sprawiała wrażenie zagubionej na korcie, nie potrafiła narzucić swojego stylu gry ani poradzić sobie z narastającą frustracją.

     

    „Zdecydowanie nie grałam swojego tenisa i wiele rzeczy nie układało się po mojej myśli” – przyznała w krótkim wywiadzie dla Canal+ Sport. „Na początku meczu popełniłam zbyt wiele błędów i nie byłam w stanie się z tego wygrzebać.”

     

    Milczenie Świątek Wzbudza Podejrzenia – Aż Wreszcie Zabiera Głos

     

    Świątek zobowiązała się do udzielenia wywiadu dla Canal+ Sport przed swoim meczem, jednak po niespodziewanej porażce nie pojawiła się przed kamerami. Dziennikarze czekali, ale światowa „dwójka” milczała. Rozpoczęły się spekulacje – czy była zbyt załamana, by stanąć przed kamerami? Czy odniesie się do rosnących obaw dotyczących jej formy i sytuacji trenerskiej?

     

    Dopiero dzień później spełniła swoją obietnicę. Jej wywiad został wyemitowany w czwartek, dając kibicom spóźniony wgląd w jej emocje i frustracje. Jednym z kluczowych tematów rozmowy była przytłaczająca ilość wskazówek, jakie otrzymywała z trybun podczas meczu. Co ciekawe, nie tylko trener Wim Fissette i psycholog sportowa Daria Abramowicz udzielali jej porad, ale również trener przygotowania fizycznego Maciej Ryszczuk. Zamiast pomóc, doprowadziło to jednak do jeszcze większej frustracji.

     

    „Nie lubię otrzymywać instrukcji po każdym punkcie” – przyznała Świątek. „Pod koniec meczu miałam ogromne trudności ze skupieniem się na grze. Ale to przeanalizujemy. Ostatnio dostaję świetne wskazówki od Wima. Tym razem było ich po prostu dużo. Wszyscy bardzo się przejmujemy, więc musimy przemyśleć, jak to lepiej zorganizować.”

     

    Czy Era Wima Fissette’a Dobiega Końca?

     

    Słowa Świątek nie uciszyły narastających spekulacji dotyczących jej sytuacji trenerskiej. Od kiedy prawie sześć miesięcy temu rozpoczęła współpracę z Fissette’em, nie odzyskała formy, która uczyniła ją mistrzynią Wielkiego Szlema. Niektórzy krytycy twierdzą wręcz, że jej gra się cofnęła. Brak wyraźnego progresu podsyca spekulacje, że zmiana trenera jest nieunikniona.

     

    Świątek sama przyznała, że coś było nie tak. „Moja gra nie wyglądała tak, jak powinna. Nie do końca wiem dlaczego. Gdybym mogła zagrać ten mecz jeszcze raz, może próbowałabym nadawać piłce więcej rotacji, ale wiem, że nie trafiałam czysto. Piłka nie leciała tam, gdzie chciałam, ani tak, jak chciałam.”

     

    Z jej formą w odwrocie i pewnością siebie na niskim poziomie, nadchodzące tygodnie mogą okazać się kluczowe dla przyszłości Świątek. Czy znajdzie sposób, by odzyskać swoją dominację, czy też czeka ją wielka rewolucja? Jedno jest pewne – zarówno kibice, jak i eksperci będą bacznie obserwować jej kolejne kroki.

     

     

     

    Tekst został przetłumaczony na język polski. Jeśli chcesz wprowadzić jakieś poprawki lub dodać więcejszczegółów, daj mi znać!

     

  • Iga Świątek na rozdrożu – czy najbliższe dwa miesiące zdefiniują jej dziedzictwo?

    Iga Świątek na rozdrożu – czy najbliższe dwa miesiące zdefiniują jej dziedzictwo?

    Iga Świątek na rozdrożu – czy najbliższe dwa miesiące zdefiniują jej dziedzictwo?

    Przez lata Iga Świątek była niepowstrzymaną siłą, dominującą na kortach całego świata z niezachwianą pewnością siebie. Jednak rok 2025 maluje inny obraz – pełen niepewności, narastającej presji i niepokojącej serii niepowodzeń. Polska gwiazda wciąż nie dotarła do żadnego finału w tym sezonie, nie mówiąc już o zdobyciu tytułu. Jej pozycja w czołowej trójce rankingu WTA jest poważnie zagrożona, a eksperci ostrzegają, że w nadchodzących miesiącach może się dla niej spełnić prawdziwy koszmar.

     

    Trudny początek współpracy z nowym trenerem – czy nadciągają kłopoty?

     

    Oczekiwania wobec współpracy Świątek z renomowanym trenerem Wimem Fissette były ogromne, ale dotychczasowe rezultaty rozczarowują. Od momentu, gdy Belg przejął stery, Polka nie wygrała żadnego turnieju ani nie dotarła do finału. Choć trudno winić wyłącznie Fissette’a, faktem pozostaje, że coś w jej grze przestało funkcjonować – coś, co kiedyś było jej największym atutem.

     

    Nie chodzi o umiejętności fizyczne ani technikę, lecz o odporność psychiczną. W poprzednich sezonach Świątek doskonale radziła sobie z presją, podnosiła poziom gry w kluczowych momentach i łamała rywalki, gdy stawka była najwyższa. Teraz jednak ta lodowata pewność siebie zdaje się topnieć, odsłaniając słabości, które przeciwniczki błyskawicznie wykorzystują.

     

    Szokująca porażka, która wstrząsnęła światem tenisa

     

    Pięć razy w tym sezonie Świątek docierała do późnych faz turniejów – i pięć razy nie udało jej się awansować dalej. Dwukrotnie odpadała w ćwierćfinale, a trzykrotnie w półfinale. Jednak największy niepokój wzbudziła jej ostatnia porażka – w ćwierćfinale turnieju WTA 1000 w Miami, gdzie została pokonana przez zaledwie 19-letnią Filipinkę Alexandrę Ealę, tenisistkę z niewielkim doświadczeniem na najwyższym poziomie.

     

    To nieoczekiwane niepowodzenie wywołało burzę spekulacji. Co czeka Świątek w nadchodzących tygodniach? Wkracza właśnie w sezon na kortach ziemnych – swoją ulubioną nawierzchnię – ale tym razem presja jest większa niż kiedykolwiek. Margines błędu jest minimalny, a stawka? Utrzymanie dominacji, wysokiego rankingu i być może nawet obecnego zespołu trenerskiego.

     

    Trzy śmiałe prognozy – koszmar czy odkupienie?

     

    Dziennikarze Sportskeeda przedstawili trzy odważne prognozy dotyczące przyszłości Świątek:

     

    1. Nie obroni swoich tytułów na kortach ziemnych

    Rok temu Świątek była niekwestionowaną królową kortów ziemnych, triumfując w Madrycie, Rzymie i Paryżu. Jednak powtórzenie tego wyczynu będzie ekstremalnie trudne. Wymagałoby nie tylko świetnej formy, ale wręcz perfekcji. Jeśli jej tegoroczne problemy się utrzymają, szanse na obronę wszystkich trzech trofeów dramatycznie spadną.

     

     

    2. Wypadnie z czołowej trójki rankingu WTA

    Liczby nie kłamią – w sezonie na mączce Świątek broni aż 4 195 punktów. Jej obecny dorobek to 7 470 punktów, a nawet jeśli zdoła zachować połowę z nich, spadnie do około 5 470, co może oznaczać wypadnięcie z pierwszej trójki. Przez ponad trzy lata była symbolem stabilności, ale jeśli wyniki na ceglanej nawierzchni jej zawiodą, może stracić kluczową pozycję. Eksperci sugerują, że na razie powinna zapomnieć o walce o numer 1 i skupić się na utrzymaniu się w ścisłej czołówce.

     

     

    3. Rozstanie się z trenerem Wimem Fissette

    Dla większości zawodniczek wyniki Świątek w tym sezonie – półfinały Australian Open, Doha i Indian Wells, ćwierćfinały w Dubaju i Miami – byłyby solidnym osiągnięciem. Ale nie dla niej. Świątek jest liderką, od której oczekuje się zwycięstw. Jeśli nie wygra żadnego turnieju na ceglanej nawierzchni, zmiana trenera może stać się realnym scenariuszem. Już w momencie zatrudnienia Fissette’a niektórzy ostrzegali, że to ryzykowny ruch – a jeśli sezon nie przyniesie sukcesów, może się okazać, że ten eksperyment nie wypalił.

     

     

     

    Ostateczna próba – dwa miesiące, które mogą zmienić wszystko

     

    Sezon na mączce rusza pełną parą, a przed Świątek prawdziwa próba charakteru. Rywalizacja o czołowe miejsca w rankingu staje się coraz bardziej zacięta, a Polka ma niewiele okazji do zdobycia dodatkowych punktów. Turniej w Stuttgarcie, który startuje 14 kwietnia, oferuje jedynie niewielki wzrost punktowy, podczas gdy Roland Garros, którego finał odbędzie się 8 czerwca, może albo przywrócić jej status dominatorki, albo przypieczętować upadek.

     

    W ciągu tych dwóch miesięcy stawką jest wszystko – tytuły, ranking, a być może nawet jej przyszłość jako jednej z największych gwiazd tenisa. Czy Świątek uciszy krytyków i wróci na szczyt? Czy może 2025 zapisze się w historii jako rok, w którym jej imperium zaczęło się kruszyć?

     

    Odpowiedzi poznamy wkrótce, ale jedno jest pewne – Iga Świątek stoi przed największym sprawdzianem swojej kariery.A cały świat tenisa wstrzymuje oddech.

     

  • Dominacja Sabalenki Wywraca Ranking WTA do Góry Nogami – Świątek w Poważnych Tarapatach!

    Dominacja Sabalenki Wywraca Ranking WTA do Góry Nogami – Świątek w Poważnych Tarapatach!

    Dominacja Sabalenki Wywraca Ranking WTA do Góry Nogami – Świątek w Poważnych Tarapatach!

    Aryna Sabalenka po raz kolejny udowodniła, że nie zamierza nikomu oddać fotela liderki światowego tenisa. W spektakularnym stylu triumfowała w prestiżowym turnieju WTA 1000 w Miami, pokonując w finale Amerykankę Jessicę Pegulę 7:5, 6:2. To zwycięstwo nie tylko zapewniło jej kolejne trofeum, ale także jeszcze bardziej powiększyło jej przewagę nad drugą w rankingu Igą Świątek. Polski kibice mogą być pełni obaw – sytuacja na światowych listach wygląda dla ich faworytki wręcz dramatycznie.

     

    Świątek Traci Grunt pod Nogami! Sabalenka Bezwzględnie Powiększa Przewagę

     

    Wielu ekspertów przewidywało, że ten sezon będzie momentem, w którym Iga Świątek odzyska pozycję numer jeden w kobiecym tenisie. Niestety, rzeczywistość okazała się brutalna. Zamiast zmniejszać dystans do Sabalenki, Polka musi bezradnie obserwować, jak jej rywalka powiększa prowadzenie w światowym rankingu. Po turnieju w Miami różnica między nimi wynosi już astronomiczne 3071 punktów – wynik, który wydaje się niemal niemożliwy do nadrobienia w najbliższym czasie.

     

    Decydujące okazały się punkty zdobyte przez Białorusinkę w Miami. Rok temu Sabalenka odpadła już w trzeciej rundzie, więc w tym sezonie miała ogromną szansę na poprawienie swojego dorobku. I zrobiła to bezbłędnie – zwycięstwo nad Pegulą zapewniło jej aż 585 punktów. W efekcie umocniła się na szczycie rankingu, pozostawiając Świątek w coraz trudniejszej sytuacji.

     

    Przed Świątek Piekielnie Trudne Zadanie. Czy Polka Zdoła się Odbić?

     

    Nadchodzące tygodnie mogą przesądzić o dalszym przebiegu sezonu. Świątek w ubiegłym roku kompletnie zdominowała rozgrywki na kortach ziemnych – triumfowała w Madrycie, Rzymie i na Roland Garros, a w Stuttgarcie doszła do półfinału. To oznacza, że teraz będzie musiała bronić gigantycznej liczby punktów. Jeśli zaliczy jakiekolwiek potknięcie, strata do Sabalenki jeszcze bardziej się powiększy, a o odzyskaniu pozycji numer jeden będzie można jedynie pomarzyć.

     

    Zmiany w Rankingu WTA! Sensacyjne Przetasowania w Czołowej Dziesiątce

     

    Turniej w Miami miał także wpływ na dalsze miejsca w rankingu. Losy trzeciej pozycji ważyły się do samego końca. Gdyby Pegula wygrała finał, wyprzedziłaby Coco Gauff. Tak się jednak nie stało, dzięki czemu młoda Amerykanka utrzymała swoją pozycję z dorobkiem 6063 punktów. Pegula pozostaje czwarta, tracąc do Gauff 1674 punkty.

     

    Nie obyło się również bez roszad w czołowej dziesiątce. Jasmine Paolini wskoczyła na szóste miejsce, spychając Mirrę Andriejewą na siódmą lokatę. Kolejny awans zaliczyła także Qinwen Zheng, która przesunęła się na ósme miejsce. Wielką przegraną rankingu jest natomiast Jelena Rybakina – Kazaszka wypadła z czołowej ósemki i obecnie zajmuje dopiero dziesiątą pozycję.

     

    Najnowszy Ranking WTA po Turnieju w Miami:

     

    1. Aryna Sabalenka – 10 541 pkt

     

     

    2. Iga Świątek – 7470 pkt

     

     

    3. Coco Gauff – 6063 pkt

     

     

    4. Jessica Pegula – 5796 pkt

     

     

    5. Madison Keys – 4949 pkt

     

     

    6. Jasmine Paolini – 4843 pkt

     

     

    7. Mirra Andriejewa – 4775 pkt

     

     

    8. Qinwen Zheng – 4135 pkt

     

     

    9. Paula Badosa – 3821 pkt

     

     

    10. Jelena Rybakina – 3808 pkt

     

     

     

    30. Magdalena Fręch – 1712 pkt

    31. Magda Linette – 1684 pkt

     

    Co Dalej dla Świątek? Walka o Przetrwanie w Rankingu!

     

    Najbliższe turnieje na kortach ziemnych będą dla Igi Świątek prawdziwym sprawdzianem. Polka musi bronić tysięcy punktów, a presja będzie ogromna. Czy uda jej się powstrzymać triumfalny marsz Sabalenki i powalczyć o powrót na szczyt? A może liderka rankingu jeszcze bardziej odskoczy, zamykając temat rywalizacji o pierwsze miejsce? Odpowiedzi poznamy już wkrótce!