• Pierwszy w historii. “Lewy” zawstydził nawet Ronaldo

    Pierwszy w historii. “Lewy” zawstydził nawet Ronaldo

    Pierwszy w historii. “Lewy” zawstydził nawet Ronaldo

    Robert Lewandowski po raz kolejny potwierdził, że zaprzecza prawom natury. Nigdy w historii futbolu nie było tak skutecznego piłkarza w tym wieku na tak wysokim poziomie. “Lewy” właśnie przebił samego Cristiano Ronaldo.

     

    Po dublecie z Gironą (4:1) licznik trafień Roberta Lewandowskiego w sezonie 2024/25 wskazuje już 38. “Lewy” jest najskuteczniejszym piłkarzem La Ligi, walczy o koronę króla strzelców Ligi Mistrzów, jest wiceliderem klasyfikacji Złotego Buta i pierwszym w tym sezonie piłkarzem z lig TOP5, który przekroczył granicę 40 bramek zdobytych dla klubu i reprezentacji.

     

    I to wszystko pięć miesięcy przed 37. urodzinami. Świat futbolu na najwyższym poziomie nie widział tak bramkostrzelnego weterana. “Lewy” imponuje skutecznością w wieku, w którym zdobywcy Złotej Piłki Gerd Mueller, Paolo Rossi, Karl-Heinz Rummenigge, Marco van Basten, Ronaldo Nazario czy Andrij Szewczenko byli już na emeryturze.

     

    W piłkę już też nie grali w tym wieku m.in. Laszlo Kubala, Sandor Kocsis, Jupp Heynckes, Emilio Butrageno, Juergen Klinsmann, Davor Suker, Gabriel Batistuta, Alan Shearer, Christian Vieri, Roy Makaay, Patrick Kluivert, Ruud van Nistelrooy, Robin van Persie, Dymitar Berbatow, Mario Gomez czy Wayne Rooney.

     

    Takie legendy pola karnego jak Eusebio, Mario Jardel, Jean Pierre-Papin czy Jimmy Greaves występowały na absolutnych peryferiach. W USA w soccera bawili się Pele, Thierry Henry, David Villa czy Leo Messi. Poza Europą, ale w innych miejscach, występowali Luis Suarez, Hugo Sanchez, Romario, Raul czy Karim Benzema.

     

    Na Starym Kontynencie, ale poza TOP5, grali Mario Kempes, Ismael Urzaiz, Didier Drogba, Dirk Kuyt, Samuel Eto’o czy Jan-Klaas Huntelaar. I wszyscy oni w rozgrywkach o niższym stopniu trudności niż La Liga, nie byli tak skuteczni, jak teraz Lewandowski.

     

    Napastników, którzy w jesieni swoich karier, mieli solidne, ale skromniejsze od “Lewego”, zdobycze na najwyższym szczeblu, nie było wielu. Ferenc Puskas jako 36-latek strzelił dla Realu 31 goli. Fabio Quagliarella w tym wieku zdobył dla Sampdorii 26 bramek, a Ismael Urzaiz dla Athleticu Bilbao trafił 24 razy. Po 22 gole mieli natomiast Delio Onnis (Toulon) i Alfredo Di Stefano (Real Madryt).

     

    Przyzwoite dorobki w TOP5 zgromadzili Antonio Di Natale (20), Ulf Kirsten (18), Oliver Giroud (18), Edin Dzeko (17), Miroslav Klose (16), Roger Milla (15) czy Rudi Voeller (15). Wszyscy cieszą się sławą “długowiecznych”, ale porównania z Lewandowskim nie wytrzymują.

     

    Ronaldo przebity

     

    Do niedzieli najskuteczniejszym piłkarzem w kategorii “36+” był Cristiano Ronaldo. W sezonie 2020/21, w którym obchodził 36. urodziny, Portugalczyk strzelił dla Juventusu 36 goli. Lewandowski już teraz przebił jego osiągnięcie o dwa trafienia, a jeszcze wyśrubuje ten rekord.

     

    Barcelona rozegra w tym sezonie jeszcze co najmniej 12 spotkań, a w razie awansów do finałów Pucharu Króla i Ligi Mistrzów, Lewandowski będzie miał jeszcze 16 okazji na powiększenie swojego dorobku. Polak strzela w tym sezonie 0,91 gola na mecz, więc można szacować, że przekroczy granicę 50 trafień.

     

    Lewandowski przeżywa w tym sezonie drugą młodość, ale na szczególne uznanie zasługuje jego powrót na szczyt w wieku 36 lat. Miniony sezon był jego najgorszym od dekady. Jego dorobek względem pierwszego roku w Barcelonie stopniał aż o 28 procent. Nigdy wcześniej nie przeżył takiego regresu.

     

    Historia futbolu uczy, że kiedy napastnik schodzi ze szczytu, to jest to droga w jedną stronę. Tymczasem Lewandowski na szlaku spotkał Hansiego Flicka, który pomógł mu wrócić na dach piłkarskiego świata. Kiedy Niemiec przejmował Barcelonę, to – z uwagi na ich współpracę w Bayernie – spodziewano się progresu w grze Polaka, ale to, co się wydarzyło, przechodzi ludzkie pojęcie.

     

    Anomalia

     

    Współpraca z Flickiem i sprzyjające otoczenie to jedno, a drugie to sposób Lewandowskiego na piłkarską długowieczność. Pod tym względem Polak jest wręcz anomalią. Nie ma przypadku w tym, że to właśnie on przebił Ronaldo. Lewandowski jest zjawiskiem. Zaprzecza prawom natury. Potwierdza to, co wielokrotnie deklarował: jego wiek biologiczny jest niższy niż metrykalny.

     

    – Wiek wcale mi nie ciąży, nie przeszkadza, a wręcz przeciwnie. Okazuje się, że mając blisko 37 lat, można pokazywać rzeczy, których wiele osób pewnie by się nie spodziewało. I z tego także jestem dumny – przyznał “Lewy” w ostatniej rozmowie z “Piłką Nożną”.

     

    – Lata pracy nad sobą powodują, że jestem zdecydowanie silniejszy i fizycznie lepiej wyglądam, niż kiedy miałem 20 lub 25 lat. Natomiast to nie jest tak, że wszystko jeden do jednego funkcjonuje identycznie, jak pięć lat temu. Muszę zwracać większą uwagę na wiele czynników, choćby na regenerację – mówił.

     

    Cristiano Ronaldo uchodzi za wzór opętanego dążeniem do perfekcji profesjonalisty. To opinia… nieco krzywdząca dla Lewandowskiego. Wojciech Szczęsny, który dobrze zna ich obu, już kilka lat temu w Foot Truck TV porównał piłkarzy.

     

    – Mają podobieństwa na punkcie obsesji pracy. Czy “Lewy” jest bardziej ludzki? Obaj są nadludzko przeambitni. To nie jest normalne, jak na nich patrzysz. Mają obsesję na swoim punkcie i na tym, żeby dojść jak najwyżej. Na punkcie diety to “Lewy” ma nawet większą obsesję niż Cristiano. Cristiano potrafi sobie odpuścić, a Robert… ciężko. Więcej TUTAJ.

     

    Czas na Piolę

     

    Lewandowski zdetronizował Ronaldo i został najskuteczniejszym oldbojem w historii futbolu, biorąc pod uwagę jeden sezon. W strzeleckiej klasyfikacji generalnej weteranów pięciu najlepszych lig Europy Polak wciąż jest daleko choćby od podium.

     

    Owszem, “Lewy” przebił w niedzielę Ferenca Puskasa pod względem goli strzelonych w La Lidze w wieku 36 lat, ale ten rekord, którego “pilnował” hiszpański statystyk Pedro Martin, a za nim polskie media, wymaga doprecyzowania. Trzeba poprawić powielany powszechnie błąd.

     

    Martinowi chodzi nie o ogólną liczbę goli strzelonych po 36. urodzinach, lecz o zdobycz zawodnika w jednym sezonie La Ligi po ukończeniu 36. roku życia. Puskas w sezonie 1963/64 miał 21 takich trafień, a Lewandowski ma ich teraz 23. Jednak wszystkich goli w La Lidze po 36. urodzinach Węgier ma o wiele więcej od Polaka, bo aż 39.

     

    A i tak “Galopujący major” nie jest najlepszym strzelcem w kategorii wiekowej “36+” w historii najlepszych lig Europy. Tytuł ten dzierży Włoch Silvio Piola, który po 36. urodzinach strzelił w Serie A aż 54 gole. Drugi jest jego rodak Luca Toni (48) i dopiero trzeci jest Puskas.

     

    Lewandowski ze swoimi 23 trafieniami po 36. urodzinach jest w tym zestawieniu dopiero 16. W niedzielę dorównał Delio Onnisowi, Gianfanco Zoli, Sergio Pellissierowi i Cristhianowi Stuaniemu. Warto jednak wspomnieć, że “Lewy” uzbierał taki dorobek w 27 meczach po 36. urodzinach, podczas gdy oni pracowali na swoje od dwóch do czterech sezonów.

     

    W samej La Lidze natomiast więcej od niego goli w tym wieku strzelili nie tylko wspomniany Puskas, ale też Jorge Molina (37) i Juan Vasquez (25). Z drugiej strony, mieli na to więcej czasu: Puskas 54 mecze, Vasquez – 71, a Molina – 134.

     

    18 bramek dzielących Polaka od rekordzisty Pioli nie jest jednak dla Lewandowskiego dystansem nie do pokonania. Dla niego niemożliwe nie istnieje. Przypomnijmy, że jeszcze w tym sezonie rozegra dziewięć ligowych spotkań, a jego kontrakt z Barceloną obowiązuje do końca następnych rozgrywek. A to 38 kolejnych szans na gole.

     

    Najwięcej goli w lidze TOP5* po 36. urodzinach:

     

    M Piłkarz Gole Liga Lata

    1. Silvio Piola 54 Serie A 1949-1954

    2. Luca Toni 48 Serie A 2013-2016

    3. Ferenc Puskas 39 La Liga 1963-1966

    – Fabio Quagliarella 39 Serie A 2019-2023

    5. Jorge Molina 37 La Liga 2018-2022

    6. Francesco Totti 35 Serie A 2012-2017

    7. Alfredo Di Stefano 34 La Liga 1962-1966

    – Zlatan Ibrahimović 34 Serie A 2017-2023

    9. Cristiano Ronaldo 33 Serie A (14), Premier League (19) 2021-2022

    10. Teddy Sheringham 32 Premier League 2002-2007

    11. Manfred Burgsmueller 30 Bundesliga 1985-1990

    – Antonio Di Natale 30 Serie A 2013-2016

    13. Tony Cascarino 27 Ligue 1 1998-2000

    14. Juan Vasquez 25 La Liga 1948–1951

    15. Olivier Giroud 24 Serie A 2022-2024

    16. Delio Onnis 23 Ligue 1 1984-1986

    – Gianfanco Zola 23 Premier League (14), Serie A (9) 2002-2005

    – Cristhian Stuani 23 La Liga 2022-

     

    – Sergio Pellissier 23 Serie A 2015-2019

    Robert Lewandowski 23 La Liga 2024-

  • ‎Tak wysoko jeszcze nie była! Polka z życiówką w rankingu WTA

    ‎Tak wysoko jeszcze nie była! Polka z życiówką w rankingu WTA

    ‎Tak wysoko jeszcze nie była! Polka z życiówką w rankingu WT

    ‎

    ‎Maja Chwalińska jest ostatnio w dobrej formie, co widać po najnowszych rankingach WTA w singlu i w deblu. Polka bowiem awansowała w nich na najwyższe miejsca w karierze!

    ‎

    ‎W singlu Chwalińska przegrała ostatnio już w pierwszej rundzie turnieju w Antalyi z Rosjanką Kamillą Rachimową, jednak w deblu Polka radziła sobie zdecydowanie lepiej. W piątek bowiem 23-latka awansowała do wielkiego finału tureckiej imprezy.

    ‎

    ‎Maja Chwalińska z awansami

    ‎Chwalińska jest do bólu skuteczna w parze z 26-letnią Czeszką Anastasią Detiuc. Polsko-czeski duet 22 marca wygrał Anatalyi challenger, a 29 marca dotarł w Turcji do wielkiego finału.

    ‎

    ‎Te wyniki dały Chwalińskiej awans na rekordowe miejscu w deblu — 105. Tym samym Polka jest już bardzo blisko awansu do pierwszej “100”.

    ‎

    ‎I  mimo porażki z Rosjanką Kamillą Rachimową w pierwszej rundzie w singlu, Chwalińska zaliczyła również awans w zestawieniu singlistek na rekordowe 121. miejsce.

    ‎

    ‎Pozycja pozostałych Polek

    ‎Iga Świątek wciąż zajmuje drugie miejsce w światowym rankingu tenisistek, ustępując jedynie Arynie Sabalence, ale po zawodach WTA 1000 w Miami Polkę od Białorusinki dzieli już 3071 pkt. Coraz niżej, choć nadal w czołowej dziesiątce, jest Jelena Rybakina z Kazachstanu.

    ‎

    ‎Świątek, która w Miami dotarła do ćwierćfinału, powiększyła dorobek o 95 pkt, ale Sabalenka, która przed rokiem odpadła już w 3. rundzie, a teraz triumfowała, “zarobiła” aż 935. Stąd już ponad trzytysięczna przewaga Białorusinki nad Polką.

    ‎

    ‎Trzecia w zestawieniu WTA jest niezmiennie Amerykanka Coco Gauff, która do Świątek traci 1407 pkt.

    ‎

    ‎Ćwierćfinał na Florydzie przełożył się na awans Magdy Linette. Poznanianka przesunęła się z 34. na 31. lokatę. Tuż przed nią plasuje się Magdalena Fręch, która z kolei spadła z 27. pozycji.

    ‎

    ‎

  • ‎Na świecie głośno o relacji Darii Abramowicz z Igą Świątek. Dostrzegli jedno

    ‎Na świecie głośno o relacji Darii Abramowicz z Igą Świątek. Dostrzegli jedno

    ‎Na świecie głośno o relacji Darii Abramowicz z Igą Świątek. Dostrzegli jedn

    ‎

    ‎Relacja Igi Świątek z Darią Abramowicz znalazła się w centrum uwagi po niedawnych wydarzeniach w turnieju w Indian Wells. Polskie i zagraniczne media podają, że współpraca polskiej tenisistki z psycholożką dotychczas uznawana za jeden z kluczowych czynników sukcesu Świątek, może mieć “zaburzony” charakter, a zawodowy dystans między nimi został przekroczony.

    ‎

    ‎Świat tenisa w ostatnich dniach żyje nie tylko sportowymi wyczynami Igi Świątek, ale także dyskusją na temat jej relacji z psycholog Darią Abramowicz. Współpraca między gwiazdą tenisa a jej psycholożką sportową, która towarzyszy jej od 2019 r., od dawna była wskazywana jako jeden z filarów sukcesu Polki.

    ‎

    ‎Jednak ostatnie wydarzenia i komentarze ekspertów rzucają cień na tę relację, wskazując na przekroczenie granic zawodowego dystansu. O sprawie piszą zarówno zagraniczne portale, takie jak tennis365.com czy tennis-infinity.com, jak i polskie media, a głos w dyskusji zabierają prominentni specjaliści, w tym psycholog sportowy Dariusz Nowicki.

    ‎

    ‎Początki współpracy i wspólne sukcesy

    ‎

    ‎Iga Świątek i Daria Abramowicz rozpoczęły współpracę w lutym 2019 r., gdy tenisistka miała zaledwie 17 lat. Od tego czasu kariera Świątek nabrała zawrotnego tempa – zdobyła pięć tytułów Wielkiego Szlema, w tym triumfy w French Open, US Open i w Miami Open w 2022 r., a także spędziła 125 tygodni na pozycji liderki rankingu WTA. Abramowicz, jako psycholog sportowy, była chwalona za wsparcie mentalne, które pomogło Świątek radzić sobie z presją i osiągać najwyższe cele. Ich relacja wydawała się wzorcowym przykładem tego, jak psychologia sportu może wspierać rozwój młodego talentu.

    ‎

    ‎Jednak to, co kiedyś było postrzegane jako atut, dziś budzi kontrowersje. Ostatnie wydarzenia, w tym incydent podczas półfinału Indian Wells, gdzie Świątek rzuciła piłką w stronę swojego zespołu, oraz reakcja Abramowicz na trybunach, wywołały falę krytyki. Zachowanie psycholożki, która krzyczała podczas meczu, zostało zauważone przez media i ekspertów, stając się punktem wyjścia do szerszej analizy ich współpracy.

    ‎

    ‎Krytyka ze strony ekspertów

    ‎Najmocniejszym głosem w tej sprawie jest Dariusz Nowicki, ceniony polski psycholog sportowy, który w rozmowie z Interią Sport nie zostawił suchej nitki na relacji Świątek i Abramowicz. “Jeśli mielibyśmy patrzeć na tę relację tylko i wyłącznie z punktu widzenia warsztatu stricte psychologicznego, to rzeczywiście jest to relacja zaburzona, w której przekraczane są pewne granice profesjonalnego dystansu między psychologiem a klientem” – stwierdził Nowicki. Jego zdaniem brak odpowiedniego dystansu emocjonalnego może prowadzić do “błędów percepcji” w ocenie sytuacji, co jest szczególnie niebezpieczne w kluczowych momentach kariery sportowej.

    ‎

    ‎Nowicki podkreślił, że emocje, zarówno pozytywne, jak i negatywne, mogą zaburzać obiektywizm psychologia. “Niezależnie od tego, czy są to emocje pozytywne, czy negatywne, popełniamy błędy w dokładności obserwacji. Niezbędny jest pewien psychologiczny dystans w stosunku do klienta, którym jest sportowiec” – wyjaśnił. Dodał, że rolą psychologa jest zachowanie “zdrowego rozsądku i emocjonalnej samokontroli”, co w przypadku Abramowicz, według niego, nie zawsze ma miejsce.

    ‎

    ‎”O ile trenerzy pozwalają sobie na dość duże emocje w sytuacjach startowych, to psycholog zawodowo zajmujący się psychologią sportu powinien umieć zachować dystans i nie angażować się w emocje” – podsumował.

    ‎

    ‎Z  opinią Nowickiego zgadza się były tenisista Jerzy Janowicz, który w przeszłości plasował się na 14. miejscu rankingu ATP. W komentarzu dla mediów stwierdził, że Abramowicz bardziej przypomina przyjaciółkę Świątek niż profesjonalnego psychologa.

    ‎

    ‎”Wolałbym nazywać ją przyjaciółką niż psychologiem. Większość dobrych psychologów, którzy pracują z najlepszymi sportowcami na świecie, zazwyczaj trzyma się na uboczu. Często nawet nie wiemy o ich istnieniu” – powiedział Janowicz, cytowany przez tennis-infinity.com. Nowicki pochwalił trafność tej obserwacji, zauważając, że podobne opinie pojawiają się również wśród innych komentatorów tenisa, którzy określają Abramowicz mianem “powiernika” czy “mentora”.

    ‎

    ‎Incydenty rzucające cień na relację

    ‎Kontrowersje wokół współpracy Świątek i Abramowicz nie ograniczają się do ostatnich wydarzeń w Indian Wells. Wcześniej uwagę fanów i mediów przyciągnęła scena z serialu Netfliksa “Break Point”, w której Abramowicz wydawała się nadmiernie kontrolować Świątek podczas strzyżenia. Ten moment wywołał dyskusję wśród kibiców, którzy zaczęli baczniej przyglądać się dynamice ich relacji. Sama Świątek odniosła się do tej sytuacji, tłumacząc, że serial nie oddał pełnego kontekstu, jednak dla wielu obserwatorów był to kolejny dowód na nietypowy charakter ich współpracy.

    ‎

    ‎Incydent w Indian Wells tylko dolał oliwy do ognia. Rzut piłką w stronę swojego zespołu podczas meczu z Mirrą Andriejewą został szeroko skrytykowany, a zachowanie Abramowicz na trybunach – krzyk i emocjonalne zaangażowanie – dodatkowo podsyciło debatę. Świątek wyjaśniła swoje zachowanie w mediach społecznościowych, jednak brak komentarza ze strony Abramowicz oraz jej widoczna reakcja na trybunach sprawiły, że krytyka nie ustaje.

    ‎

    ‎Reakcja Świątek i przyszłość współpracy

    ‎Na razie Iga Świątek nie odniosła się bezpośrednio do zarzutów Nowickiego ani do szerszej dyskusji na temat jej relacji z Abramowicz. Polka skupia się na przygotowaniach do kolejnych turniejów. Po ostatnich zawirowaniach nie jest jasne do końca, gdzie wystartuje i czy weźmie udział chociażby w Billie Jean King Cup w Radomiu, gdzie rywalizować będzie kobieca reprezentacja Polski.

    ‎

    ‎Na razie ani Świątek, ani Abramowicz nie zapowiedziały zmian w swoim podejściu. Ich dalsza współpraca z pewnością będzie obserwowana z jeszcze większą uwagą – zarówno przez kibiców, jak i ekspertów.

    ‎

  • Pajor jedną z najlepszych na świecie! Za granicą piszą o Złotej 

    Pajor jedną z najlepszych na świecie! Za granicą piszą o Złotej 

    Pajor jedną z najlepszych na świecie! Za granicą piszą o Złotej

     

    Dziennikarze “Goal” wskazali faworytki do zdobycia Złotej Piłki. W tym gronie jest również reprezentantka Polski, strzelająca regularnie bramki w FC Barcelonie – Ewa Pajor.

     

    Piłkarki FC Barcelony w niedzielę w samo południe grały w meczu ligowym na wyjeździe z Granadą. Do przerwy był niespodziewanie bezbramkowy remis. W drugiej połowie faworytki zdobyły dwa gole. Najpierw w 73. minucie podcinką do siatki trafiła Vick. W 75. minucie było już 2:0. Bramkę zdobyła Alexia Putellas, a asystę miała Ewa Pajor.

     

     

     

    Wskazali faworytki do Złotej Piłki. Oto miejsce Ewy Pajor

     

     

     

    Ewa Pajor w tym meczu mogła mieć nawet dwie asysty, a w końcówce sama zdobyć bramkę. – Napastniczka reprezentacji Polski mogła mieć drugą asystę. Pajor wygrała pojedynek przy linii końcowej i dała radę podać Claudii Pinii, która trafiła do siatki. Niestety dla naszej zawodniczki sędzia uznała, że piłka chwilę wcześniej znalazła się poza boiskiem i gol nie został uznany. W 90. minucie Pajor sama mogła zdobyć bramkę, ale jej strzał głową przeleciał minimalnie nad poprzeczką – pisał Bartosz Naus ze Sport.pl.

     

     

     

    Ewa Pajor w tym sezonie w meczach ligowych zagrała 22 razy, zdobyła siedemnaście goli i miała siedem asyst. Polka prowadzi wśród najlepszych strzelczyń ligi hiszpańskiej. Wiceliderka Nigeryjka Edna Imade (Granada) ma cztery gole mniej.

     

     

     

    Bardzo dobry sezon Pajor został również zauważony przez ekspertów. Według prestiżowego portalu “Goal” Polka jest jedną z faworytek do zdobycia Złotej Piłki. Dziennikarze umieścili ją na piątym miejscu wśród kandydatek do tej prestiżowej nagrody.

     

    “Pajor zdobywała głosy na Złotą Piłkę w ostatnich dwóch latach, ale nigdy nie była w czołówce tego zestawienia, zajmując 18. miejsce w 2023 roku i 29. pozycję rok w 2024 roku. Prawdopodobnie zmieni się to w tym roku. Pajor zamieniła Wolfsburg na Barcelonę zeszłego lata i strzela gole jak nikt inny” – pisze “Goal”.

     

     

     

    Eksperci dodają też, że Pajor z pewnością zdobędzie jeszcze sporo goli w tym sezonie i to w tych najważniejszych meczach.

     

     

     

    “Pajor prowadzi w wyścigu o tytuł najskuteczniejszej w lidze i mocno walczy o to samo wyróżnienie w Lidze Mistrzów. Polka prawdopodobnie wzmocni swoje roszczenia do Złotej Piłki kilkoma trofeami drużyny. Barcelona już wygrała Superpuchar Hiszpanii, jest w stanie obronić tytuł mistrzowski, zakwalifikowała się do czterech najlepszych drużyn Ligi Mistrzów i zagra w finale pucharu. Byłoby szokiem, gdyby niektóre z tych ważnych meczów nie zostały wygrane dzięki bramkom Pajor, patrząc na jej ostatnią nieustępliwość” — dodają dziennikarze.

     

     

     

    Według “Goal” główną faworytką do zdobycia Złotej Piłki jest klubowa koleżanka Pajor – Alexia Putellas.

     

     

     

    FC Barcelona po 24 kolejkach z 66 punktami prowadzi w lidze hiszpańskiej. Ma siedem punktów przewagi nad wiceliderem – Realem Madryt.

  • Nokaut. Z samego rana opublikowano najnowszy ranking

    Nokaut. Z samego rana opublikowano najnowszy ranking

    Nokaut. Z samego rana opublikowano najnowszy ranking

    Aryna Sabalenka została mistrzynią prestiżowego turnieju Miami Open 2025 i tym samym zwiększyła przewagę nad resztą stawki w rankingu WTA. Ile traci do Białorusinki Iga Świątek? Jak zmieniła się sytuacja pozostałych reprezentantek Polski?

     

    W ramach prestiżowego turnieju na Florydzie Aryna Sabalenka nie miała sobie równych. Wygrała sześć pojedynków bez straty seta i zgarnęła tytuł rangi WTA 1000. Tym samym tenisistka z Mińska powiększyła swój dorobek punktowy. W zeszłym roku odpadła już w III rundzie, dlatego w poniedziałek dopisano jej aż 935 punktów.

     

    Sabalenka ma na koncie 10541 punktów. Jej przewaga nad resztą stawki znacznie wzrosła. Druga na liście Iga Świątek odpadła w ćwierćfinale po sensacyjnej porażce z Filipinką Alexandrą Ealą. Polka w porównaniu do zeszłego sezonu zyskała za występ na Florydzie tylko 95 punktów. Świątek straci zatem do Sabalenki dokładnie 3071 punktów.

     

    Na trzecim miejscu w rankingu WTA pozostała Amerykanka Coco Gauff. Na czwartej pozycji umocniła się pokonana przez Sabalenkę w niedzielnym finale Amerykanka Jessica Pegula. Z kolei piątą lokatę zachowała trzecia z reprezentantek USA i triumfatorka Australian Open 2025, Madison Keys.

     

    Tradycyjnie po turnieju w Miami nie zabrakło roszad w czołówce. Włoszka Jasmine Paolini wyprzedziła Rosjankę Mirrę Andriejewą i jest szóstą rakietą świata. Na ósme miejsce awansowała Chinka Qinwen Zheng, a na dziewiąte Hiszpanka Paula Badosa. Top 10 zamyka Kazaszka Jelena Rybakina, która nie obroniła punktów za zeszłoroczny finał.

     

    Z pierwszej “10” wypadła Amerykanka Emma Navarro. Ubiegłoroczna mistrzyni Miami Open, Amerykanka Danielle Collins, spadła z 15. na 22. pozycję. Jej miejsce w Top 20 zajęła Ukrainka Elina Switolina. Z kolei Alexandra Eala, która zapisała się w historii po zwycięstwie nad Świątek, osiągnęła najwyższą w karierze 75. lokatę.

     

    Druga z Biało-Czerwonych, Magdalena Fręch, nie odniosła żadnego zwycięstwa w ramach prestiżowego turnieju na Florydzie. Już w II rundzie (w pierwszej otrzymała wolny los) zatrzymała ją Rumunka Elena-Gabriela Ruse. W poniedziałek łodzianka spadła z 27. na 30. lokatę. W niedzielę Fręch postanowiła się wycofać z turnieju WTA 500 w Charleston.

     

    Z bardzo dobrej strony pokazała się w Miami Magda Linette. Poznanianka dotarła do ćwierćfinału, w którym za mocna okazała się Jasmine Paolini. Świetny wynik pozwolił Polce przesunąć się z 34. na 31. miejsce. Do będącej tuż przed nią Fręch Linette traci zaledwie 28 punktów. Niestety, podobnie jak jej rodaczka, tenisistka z Poznania zdecydowała się odpocząć i nie zagra na amerykańskiej mączce w Charleston.

     

    Życiówkę poprawiła Maja Chwalińska, która spędziła ostatnie dwa tygodnie w tureckiej Antalyi (ranga WTA 125). W poniedziałek awansowała ze 131. na 121. pozycję. Blisko powrotu do Top 200 jest Linda Klimovicova. Po udanych startach w Mariborze i Murskiej Sobocie (ranga ITF World Tennis Tour) przesunęła się z 221. na 201. lokatę.

     

    Katarzyna Kawa zaliczyła niewielki spadek i jest obecnie 223. rakietą świata. Kryniczanka będzie mogła się jednak poprawić, bowiem w niedzielę wywalczyła awans do głównej drabinki zawodów WTA 250 w Bogocie. Gina Feistel zachowała 308. miejsce. Weronika Falkowska awansowała na 365. pozycję w rankingu WTA, wyprzedzając Martynę Kubkę (WTA 373).

     

    Na czele klasyfikacji deblistek pozostała Czeszka Katerina Siniakova, która wyprzedza swoją amerykańską partnerkę Taylor Townsend. Mistrzynie z Miami, Rosjanki Mirra Andriejewa i Diana Sznaider, po raz pierwszy znalazły się w Top 20. Najlepsza z Polek, Katarzyna Piter, pozostała 51. deblistką świata. Magda Linette zajmuje w tym zestawieniu 89. miejsce. O krok od debiutu w Top 100 jest Maja Chwalińska, bowiem obecnie plasuje się na 105. pozycji.

     

    Notowanie WTA w grze pojedynczej:

    1. Aryna Sabalenka 10541 pkt

    2. Iga Świątek (Polska) 7470

    3. Coco Gauff (USA) 6063

    4. Jessica Pegula (USA) 5796

    5. Madison Keys (USA) 4949

    6. Jasmine Paolini (Włochy) 4843

    7. Mirra Andriejewa 4775

    8. Qinwen Zheng (Chiny) 4135

    9. Paula Badosa (Hiszpania) 3821

    10. Jelena Rybakina (Kazachstan) 3808

    11. Emma Navarro (USA) 3749

    12. Daria Kasatkina (Australia) 3006

    13. Karolina Muchova (Czechy) 2919

    14. Diana Sznaider 2913

    15. Barbora Krejcikova (Czechy) 2675

    16. Amanda Anisimova (USA) 2454

    17. Beatriz Haddad Maia (Brazylia) 2259

    18. Elina Switolina (Ukraina) 2240

    19. Ludmiła Samsonowa 2150

    20. Donna Vekić (Chorwacja) 2141

    …

    30. Magdalena Fręch (Polska) 1712

    31. Magda Linette (Polska) 1684

    121. Maja Chwalińska (Polska) 602

    201. Linda Klimovicova (Polska) 362

    223. Katarzyna Kawa (Polska) 325

    308. Gina Feistel (Polska) 214

    365. Weronika Falkowska (Polska) 170

    373. Martyna Kubka (Polska) 167

    421. Olivia Lincer (Polska) 133

    432. Daria Kuczer (Polska) 128

    450. Urszula Radwańska (Polska) 118

    522. Zuzanna Pawlikowska (Polska) 94

    563. Monika Stankiewicz (Polska) 79

    621. Weronika Ewald (Polska) 63

    678. Marcelina Podlińska (Polska) 53

    790. Anna Hertel (Polska) 36

    819. Stefania Rogozińska-Dzik (Polska) 33

    972. Waleria Olianowska (Polska) 21

    1004. Aleksandra Zuchańska (Polska) 18

    1067. Oliwia Szymczuch (Polska) 14

    1180. Daria Górska (Polska) 10

    1200. Xenia Bandurowska (Polska) 9

    1230. Zuzanna Kolonus (Polska) 8

    1237. Karolina Lincer (Polska) 8

    1320. Olivia Bergler (Polska) 6

    1404. Natalia Kowalczyk (Polska) 3

    1404. Dominika Podhajecka (Polska) 3

  • Cała Hiszpania od rana trąbi o Lewandowskim. Piszą tylko o jednym

    Cała Hiszpania od rana trąbi o Lewandowskim. Piszą tylko o jednym

    Cała Hiszpania od rana trąbi o Lewandowskim. Piszą tylko o jedny

     

    Robert Lewandowski ustrzelił dublet w wygranym 4:1 meczu Barcelony z Gironą i wciąż jest liderem klasyfikacji strzelców w lidze hiszpańskiej. Jego rywalizacja o Trofeo Pichichi z Kylianem Mbappe nabiera rumieńców. Nie powinno więc dziwić, że Lewandowski króluje z Francuzem na okładkach hiszpańskich dzienników. “Barcelona, od goleady do goleady” – czytamy.

     

    W życiu w 2025 roku są pewne trzy rzeczy – śmierć, podatki i FC Barcelona, która nie przegrywa meczu. Znakomita seria Barcelony została przedłużona przy okazji niedzielnego starcia z Gironą. Zespół Hansiego Flicka wygrał 4:1, a dwa gole w tym meczu strzelił Robert Lewandowski. Polak został pierwszym piłkarzem w tym sezonie w czołowych ligach europejskich, który zdobył co najmniej 40 bramek. – To wyjątkowy zawodnik – mówił Flick na pomeczowej konferencji prasowej

     

    Przed meczem z Gironą Lewandowski miał 23 gole w klasyfikacji strzelców ligi hiszpańskiej, co dawało mu trzy trafienia przewagi nad Kylianem Mbappe z Realu Madryt. Teraz Lewandowski ma 25 bramek, a więc więcej, niż w sezonie 22/23, gdy był najlepszym strzelcem Primera Division. Mbappe też popisał się dubletem w tej kolejce w wygranym 3:2 meczu Realu Madryt z Leganes.

     

    Hiszpańskie media nie szczędziły komplementów Lewandowskiemu po meczu Barcelony z Gironą. “Buty Lewandowskiego są złote. Barcelona napędzana przez Lewandowskiego przejeżdża przez Gironę. Nie można oczekiwać więcej. Polak wybacza błędy raz, ale nie dwa razy” – czytamy w artykułach hiszpańskich dziennikarzy.

     

    Lewandowski podbija okładki w Hiszpanii. Wszyscy piszą o rywalizacji z Mbappe

    Lewandowski królował na poniedziałkowych okładkach hiszpańskich dzienników sportowych. “Mundo Deportivo” pisze o katalońskim huraganie na Montjuic. “Barcelona pozostaje niepokonana w 2025 roku. Dziewiąte zwycięstwo z rzędu w lidze hiszpańskiej i samotnie lideruje. Barcelona zmiażdżyła Gironę” – czytamy na okładce. “Lider jest tylko jeden” – dodaje kataloński “Sport”, pisząc o “recitalu i ofensywnym futbolu Barcelony”.

     

    Madryckie media skupiają się głównie na dublecie Mbappe przeciwko Leganes, ale nie zabrakło też odniesień do Barcelony i Lewandowskiego. “Barcelona, od goleady do goleady” – pisze “Marca”. “AS” z kolei nawiązuje do “pojedynku totalnego” między Lewandowskim a Mbappe w klasyfikacji strzelców.

     

    “AS” poświęcił też Lewandowskiemu oddzielny artykuł. “Lewandowski powstrzymuje najlepszego Mbappe i podtrzymuje spektakularną passę u siebie na początku 2025 roku. Przeciwko Gironie wydawał się odłączony od gry przez wiele minut, ale uratował drużynę, gdy przechodziła przez kryzys. Walka o Trofeo Pichichi jest gorąca” – czytamy w tekście. Do tej pory Lewandowski strzelił co najmniej jednego gola w każdym ligowym meczu w 2025 roku.

     

    Barcelona wróci do ligowej rywalizacji w sobotę przy okazji starcia z Realem Betis (godz. 21:00), ale w środę zmierzy się z Atletico Madryt w rewanżowym meczu na etapie półfinału Pucharu Króla (godz. 21:30). Pierwszy mecz zakończył się remisem 4:4. Relacje tekstowe na żywo z obu spotkań w Sport.pl i w aplikacji mobilnej Sport.pl LIVE.

  • Już 500. Robert Lewandowski nie ma granic

    Już 500. Robert Lewandowski nie ma granic

    Już 500. Robert Lewandowski nie ma grani

    Robert Lewandowski osiągnął kolejny kamień milowy w swojej karierze, strzelając gola w 500. meczu. W starciu FC Barcelona z Gironą, polski napastnik zdobył dwie bramki.

     

    Robert Lewandowski po raz kolejny zapisał się w historii futbolu. W meczu FC Barcelony przeciwko Gironie, który odbył się 30 marca, Polak strzelił dwa gole, co oznacza, że był to jego 500. mecz, w którym zdobył co najmniej jedną bramkę – takimi wyliczeniami na sport.tvp.pl podzielił się Wojciech Frączek.

     

    Lewandowski, który w swojej karierze strzelił już 724 bramki w 1046 meczach, nie przestaje zadziwiać. Jego jubileuszowe mecze zawsze kończyły się sukcesem, a każdy z nich odbywał się na domowych murawach jego drużyn.

     

    Każdy z tych meczów był wyjątkowy. Od pierwszego trafienia w IV lidze, przez pamiętne mecze w Bundeslidze, aż po obecne występy w La Liga, Lewandowski regularnie potrafił znaleźć drogę do bramki. Jego 500. mecz z golem to kolejny dowód na nieprzeciętny talent i determinację.

     

    Lewandowski potrzebował 19 lat i 334 dni, aby osiągnąć ten imponujący wynik. Jego kariera to nie tylko liczby, ale przede wszystkim pasja i nieustanna chęć doskonalenia się.

     

    Warto odnotować, że 400. mecz z co najmniej jednym trafieniem na koncie “Lewy” rozegrał 2 listopada 2021 roku. Wówczas zdobył trzy bramki w pojedynku Bayern Monachium – Benfica Lizbona (5:2).

     

    Robert Lewandowski nie tylko strzela gole, ale także inspiruje młodych piłkarzy na całym świecie. Jego osiągnięcia są dowodem na to, że ciężka praca i determinacja mogą prowadzić do wielkich sukcesów.

  • Pajor jedną z najlepszych na świecie! Za granicą piszą o Złotej 

    Pajor jedną z najlepszych na świecie! Za granicą piszą o Złotej 

    Pajor jedną z najlepszych na świecie! Za granicą piszą o Złotej

    Dziennikarze “Goal” wskazali faworytki do zdobycia Złotej Piłki. W tym gronie jest również reprezentantka Polski, strzelająca regularnie bramki w FC Barcelonie – Ewa Pajor.

     

    Piłkarki FC Barcelony w niedzielę w samo południe grały w meczu ligowym na wyjeździe z Granadą. Do przerwy był niespodziewanie bezbramkowy remis. W drugiej połowie faworytki zdobyły dwa gole. Najpierw w 73. minucie podcinką do siatki trafiła Vick. W 75. minucie było już 2:0. Bramkę zdobyła Alexia Putellas, a asystę miała Ewa Pajor.

     

    Wskazali faworytki do Złotej Piłki. Oto miejsce Ewy Pajor

     

    Ewa Pajor w tym meczu mogła mieć nawet dwie asysty, a w końcówce sama zdobyć bramkę. – Napastniczka reprezentacji Polski mogła mieć drugą asystę. Pajor wygrała pojedynek przy linii końcowej i dała radę podać Claudii Pinii, która trafiła do siatki. Niestety dla naszej zawodniczki sędzia uznała, że piłka chwilę wcześniej znalazła się poza boiskiem i gol nie został uznany. W 90. minucie Pajor sama mogła zdobyć bramkę, ale jej strzał głową przeleciał minimalnie nad poprzeczką – pisał Bartosz Naus ze Sport.pl.

     

    Ewa Pajor w tym sezonie w meczach ligowych zagrała 22 razy, zdobyła siedemnaście goli i miała siedem asyst. Polka prowadzi wśród najlepszych strzelczyń ligi hiszpańskiej. Wiceliderka Nigeryjka Edna Imade (Granada) ma cztery gole mniej.

     

    Bardzo dobry sezon Pajor został również zauważony przez ekspertów. Według prestiżowego portalu “Goal” Polka jest jedną z faworytek do zdobycia Złotej Piłki. Dziennikarze umieścili ją na piątym miejscu wśród kandydatek do tej prestiżowej nagrody.

     

    “Pajor zdobywała głosy na Złotą Piłkę w ostatnich dwóch latach, ale nigdy nie była w czołówce tego zestawienia, zajmując 18. miejsce w 2023 roku i 29. pozycję rok w 2024 roku. Prawdopodobnie zmieni się to w tym roku. Pajor zamieniła Wolfsburg na Barcelonę zeszłego lata i strzela gole jak nikt inny” – pisze “Goal”.

     

    Eksperci dodają też, że Pajor z pewnością zdobędzie jeszcze sporo goli w tym sezonie i to w tych najważniejszych meczach.

     

    “Pajor prowadzi w wyścigu o tytuł najskuteczniejszej w lidze i mocno walczy o to samo wyróżnienie w Lidze Mistrzów. Polka prawdopodobnie wzmocni swoje roszczenia do Złotej Piłki kilkoma trofeami drużyny. Barcelona już wygrała Superpuchar Hiszpanii, jest w stanie obronić tytuł mistrzowski, zakwalifikowała się do czterech najlepszych drużyn Ligi Mistrzów i zagra w finale pucharu. Byłoby szokiem, gdyby niektóre z tych ważnych meczów nie zostały wygrane dzięki bramkom Pajor, patrząc na jej ostatnią nieustępliwość” — dodają dziennikarze.

     

    Według “Goal” główną faworytką do zdobycia Złotej Piłki jest klubowa koleżanka Pajor – Alexia Putellas.

     

    FC Barcelona po 24 kolejkach z 66 punktami prowadzi w lidze hiszpańskiej. Ma siedem punktów przewagi nad wiceliderem – Realem Madryt.

  • FIFA wpadła na najgłupszy pomysł świata. Aż się wierzyć nie chce

    FIFA wpadła na najgłupszy pomysł świata. Aż się wierzyć nie chce

    FIFA wpadła na najgłupszy pomysł świata. Aż się wierzyć nie chce

    Do pierwszej edycji Klubowych Mistrzostw Świata pozostało niecałe sto dni, tymczasem w gabinetach FIFA absurd goni absurd. Przed turniejem jest taki bałagan, iż można odnieść wrażenie, że nowego formatu chcą tylko działacze. Powód? Oczywiście wizja gigantycznych zysków.

     

    “FIFA podjęła decyzję o usunięciu klubu Club Leon z rozgrywek. W stosownym czasie zostanie ogłoszone, kto zostanie dopuszczony jako jego następca” – ten komunikat pojawił się na stronie futbolowej federacji 21 marca. Rozgrywki, o których jest mowa, rozpoczną się 13 czerwca. Na niecałe trzy miesiące przed szumnie zapowiadanym turniejem nie znamy nawet wszystkich jego uczestników. To tylko potwierdza, jak wielką farsą mogą być Klubowe Mistrzostwa Świata.

     

    Chodź, zagraj z nami. Pod pewnymi warunkami

     

    FIFA uznała, że Club Leon i Pachuca (inny uczestnik KMŚ) nie spełniły kryteriów dotyczących własności multiklubów. Obie, jak choćby hiszpański Real Oviedo, należą do Grupo Pachuca. Nie wiadomo, kto miałby zastąpić meksykańską drużynę, choć teorii nie brakuje. Portal The Athletic przygotował listę potencjalnych uczestników, wśród których uwagę czytelnika może przykuć saudyjski Al-Nassr.

     

    “Dajcie spokój. Wszyscy o tym wiemy. FIFA nie potrzebuje żadnego pretekstu, by wcisnąć Cristiano Ronaldo do tej imprezy” – ironizuje dziennikarz wspomnianego portalu Tim Spiers.

     

    Przypomnijmy, że innym organizacjom – takim jak UEFA – nie przeszkadzał fakt, że Manchester City i Girona grają jednocześnie w Lidze Mistrzów, choć właścicielami obu tych klubów jest City Football Group.

     

    Cały ten ambaras żywo przypomina “Folwark zwierzęcy”, w którym George Orwell pisał: “Wszystkie zwierzęta są równe, ale niektóre są równiejsze od innych”.

     

    Nic dziwnego, że turniej o tak niejasnych zasadach uczestnictwa nie cieszył się wielkim zainteresowaniem wśród przedstawicieli rynku telewizyjnego. Ostatecznie jedynym nadawcą została platforma streamingowa DAZN.

     

    “Tylko ona będzie pokazywać mecze i zrobi to za darmo. FIFA dostanie od DAZN miliard dolarów. Kwota robi wrażenie, jeżeli podzieli się ją przez 63 mecze, ale dla Gianiego Infantino to porażka. Prezydent FIFA liczył na kwotę cztery razy większą. Prawda okazała się okrutna” – pisał dziennikarz Sport.pl Michał Kiedrowski.

     

    Chodź, poczęstuj się tortem. Nierówno podzielonym

     

    26 marca światowa federacja ogłosiła pulę nagród. Infantino z dumą mówił o “największej w historii nagrodzie pieniężnej za turniej piłkarski”. Oczywiście zapomniał dodać, że nierówno dzielonej. O ile połowa puli (475 mln dol.) dzielona będzie na podstawie osiągniętych wyników, o tyle stawki za samo uczestnictwo ze sprawiedliwością nie mają nic wspólnego.

     

    12 europejskich klubów otrzyma od 12,8 do 38,2 mln dol. Ile dokładnie? To będzie determinować “ranking oparty na kryteriach sportowych i komercyjnych”. Sześć drużyn z Ameryki Południowej może liczyć na stałą kwotę 15,2 mln dolarów. Co z pozostałymi uczestnikami piłkarskiego balu? Dostaną okruszyny z pańskiego stołu. Jedyny reprezentant Oceanii – Auckland City – otrzyma 3,58 mln dol. Pozostałe drużyny z Ameryki Północnej i Środkowej, Afryki i Azji po 9,55 mln. Równi i równiejsi.

     

    Nie zważaj na zdrowie, piłkarzu. Graj!

     

    Kontrowersji dostarcza nie tylko podział finansowego tortu. Martwią się także ci, którzy będą w tym wszystkim uczestniczyć. Już kilka miesięcy temu Pep Guardiola, trener Manchesteru City, poprosił, by jego klub mógł rozpocząć sezon ligowy później niż rywale, bo między finałem Klubowych MŚ a inauguracją Premier League minie zaledwie pięć tygodni.

     

    Teraz głos zabrał selekcjoner reprezentacji Anglii. Thomas Tuchel wprost wyraził zaniepokojenie brakiem przerwy. – Nie martwię się o liczbę meczów. Martwi mnie to, że piłkarze nie mają prawdziwej przerwy. Może mają trzy tygodnie wakacji, ale po pięciu dniach wracają do gry. To jest problem. Powinni mieć trzy lub trzy i pół tygodnia przygotowań i wtedy byłoby lepiej dla wszystkich – przyznał podczas marcowego zgrupowania. Jego słowa cytuje The Athletic.

     

    Klubowe Mistrzostwa Świata dla niektórych piłkarzy będą de facto przedłużeniem czerwcowej przerwy reprezentacyjnej. FIFA sprawia, że amerykanizacja futbolu postępuje. Tuchel nie jest jedynym głosem w tej debacie. W maju poprzedniego roku, tuż przed mistrzostwami Europy, na problem przeładowania terminarza uwagę zwracał Willy Sagnol.

    – Myślę, że meczów jest za dużo. To nie ulega wątpliwości. Uważam, że zawodnicy, trenerzy, federacje, kluby – wszyscy – musimy postawić sprawę jasno. Więcej meczów, więcej pieniędzy – mniej meczów, mniej pieniędzy. Ten temat nie powinien istnieć. Czy jest za dużo meczów, czy za mało? Pytanie powinno brzmieć: czy chcemy zarabiać więcej, czy mniej? – mówił w rozmowie ze Sport.pl.

     

    Mówiąc wprost, w 2025 r. niektórzy piłkarze po regularnym sezonie nie będą mieć wolnego. Weźmy przykład Realu. Jeśli madrytczycy zagrają w finale Ligi Mistrzów, Pucharu Króla i Klubowych Mistrzostw Świata, Kylian Mbappe – rodak Sagnola – może zakończyć pierwszy rok w madryckich barwach z 67 rozegranymi meczami. Mówimy tylko o spotkaniach klubowych, a przecież wcześniej w czerwcu Francję czekają dwa kolejne mecze w Final Four Ligi Narodów.

     

    Nie zważaj na oczy, kibicu! Oglądaj

    Niebezpieczeństwo dotyczy nie tylko piłkarzy, lecz także kibiców, którzy w lata nieparzyste – wolne od mistrzostw Europy czy świata – w czerwcu po reprezentacyjnej przerwie przyzwyczajeni byli do odpoczynku od piłki. W 2025 r. po raz pierwszy zostaną tej możliwości pozbawieni. Wygląda na to, że czasy, w których sezon trwa od sierpnia do czerwca, powoli się kończą.

     

    Uczestnicy KMŚ:

     

    Grupa A: SE Palmeiras (Brazylia), FC Porto (Portugalia), Al Ahly FC (Egipt), Inter Miami CF (USA)

    Grupa B: Paris Saint-Germain (Francja), Atletico Madryt (Hiszpania), Botafogo (Brazylia) Seattle Sounders FC (USA)

    Grupa C: Bayern Monachium (Niemcy), Auckland City FC (Nowa Zelandia), CA Boca Juniors (Argentyna), Benfica Lizbona (Portugalia)

    Grupa D: CR Flamengo (Brazylia), Esperance Tunis (Tunezja), Chelsea FC (Anglia), drużyna do potwierdzenia

    Grupa E: CA River Plate (Argentyna), Urawa Red Diamonds (Japonia), CF Monterrey (Meksyk), Inter Mediolan (Włochy),

    Grupa F: Fluminense FC (Brazylia), Borussia Dortmund (Niemcy), Ulsan HD (Korea Płd.), Mamelodi Sundowns FC (RPA)

    Grupa G: Manchester City (Anglia), Wydad AC (Maroko), Al Ain FC (ZEA), Juventus (Włochy)

    Grupa H: Real Madryt (Hiszpania), Al Hilal (Arabia Saudyjska), CF Pachuca (Meksyk), RB Salzburg (Austria)

  • Kontuzja Fręch. Nagłe wycofanie z Charleston, jest komunikat WTA. Zła wiadomość przed kadrą

    Kontuzja Fręch. Nagłe wycofanie z Charleston, jest komunikat WTA. Zła wiadomość przed kadrą

    Kontuzja Fręch. Nagłe wycofanie z Charleston, jest komunikat WTA. Zła wiadomość przed kadrą

    Już za niecałe dwa tygodnie zostanie rozegrany turniej eliminacyjny w Radomiu, którego stawką będzie awans do listopadowych finałów Pucharu Billie Jean King. Kilkadziesiąt minut temu dotarła niepokojąca informacja z Charleston, dotycząca jednej z reprezentantek powołanych przez kapitana Dawida Celta. Mowa o Magdalenie Fręch. Zawodniczka urodzona w Łodzi wycofała się ze zmagań rangi WTA 500. Znany jest już dokładny powód rezygnacji 27-latki. Poniżej prezentujemy szczegóły.

     

    Tegoroczny sezon jest na ten moment nieudany dla Magdaleny Fręch. Na początku sezonu Polka zmagała się z problemami zdrowotnymi, miała złamany palec u stopy. Utrudniło jej to bezpośrednie przygotowania do rywalizacji w Melbourne, przylatywała do stolicy stanu Wiktoria bez ani jednego zwycięstwa. Podczas Australian Open zanotowała jednak najlepszy wynik w 2025 roku. Dotarła do trzeciej rundy, gdzie stoczyła trzysetową batalię z Mirrą Andriejewą.

     

    Wydawało się, że tamten rezultat doda sporo pewności siebie naszej tenisistce. Rzeczywistość okazała się niestety bardzo bolesna. Na siedem kolejnych spotkań, wygrała zaledwie jedno. Ponadto 27-latka ma serię pięciu porażek z rzędu. Zaczęło się od przegranej z Magdą Linette po zaciętej batalii w drugiej rundzie WTA 1000 w Dosze. W swoim ostatnim pojedynku łodzianka uległa Elenie-Gabrieli Ruse, notowanej w drugiej setce rankingu.

     

    Kontuzja Magdaleny Fręch. Polka wycofała się z turnieju WTA 500 w Charleston

     

    Fręch miała poszukać przełamania w Charleston, podczas imprezy rangi WTA 500 rozgrywanej na specyficznej, amerykańskiej mączce. Polka została rozstawiona z “12”, w związku z czym miała rozpocząć zmagania od drugiej rundy. Pierwsze 16 zawodniczek mogło liczyć na wolny los na starcie. Podczas losowania okazało się, że Magdalena trafiła na zwyciężczynię meczu Sofia Kenin – Bernarda Pera.

     

    Niestety, około dobę później dotarł komunikat, że 27-latka wycofała się z rozgrywek. W protokole dostępnym na stronie WTA pojawiła się wiadomość, iż nasza reprezentantka zrezygnowała ze startu z powodu kontuzji prawego nadgarstka. Jej miejsce w drabince zajęła Belinda Bencić, której warunkowo przyznano rozstawienie z “17”.

    https://x.com/z_kortu/status/1906413167313346696

    https://x.com/z_kortu/status/1906413171449201106

     

    To niepokojąca informacja przed zbliżającym się zgrupowaniem kadry. Fręch znalazła się we wstępnym składzie naszej drużyny na turniej eliminacyjny w Radomiu (10-12 kwietnia), którego stawką będzie awans do listopadowych finałów Pucharu Billie Jean King. Na ten moment oprócz Magdaleny w ekipie znalazły się także Magda Linette, Maja Chwalińska i Katarzyna Kawa. Póki co nie ma w tym gronie Igi Świątek, ale do 6 kwietnia kapitan Dawid Celt może jeszcze dokonywać roszad.

     

    Co ciekawe, w Charleston miała też pierwotnie wystąpić Linette. Ona wycofała się jednak ze zmagań bezpośrednio po zakończeniu turnieju WTA 1000 w Miami, chcąc zregenerować się po wymagającej rywalizacji na Florydzie. O tym, że rezygnuje z występu w imprezie rangi “500”, poinformowała w specjalnym wpisie na profilu X. “Kolejny przystanek – BJK Cup! Do zobaczenia w Radomiu” – napisała poznanianka. Występ 33-latki w Polsce jest niezagrożony. Pytanie, jak potoczy się sytuacja z Fręch oraz jaką ostatecznie decyzję podejmie Iga Świątek. Rozwiązanie tych zagadek powinno nastąpić w najbliższych kilkudziesięciu godzinach.