• ‎Na świecie głośno o relacji Darii Abramowicz z Igą Świątek. Dostrzegli jedno

    ‎Na świecie głośno o relacji Darii Abramowicz z Igą Świątek. Dostrzegli jedno

    ‎Na świecie głośno o relacji Darii Abramowicz z Igą Świątek. Dostrzegli jedn

    ‎Relacja Igi Świątek z Darią Abramowicz znalazła się w centrum uwagi po niedawnych wydarzeniach w turnieju w Indian Wells. Polskie i zagraniczne media podają, że współpraca polskiej tenisistki z psycholożką dotychczas uznawana za jeden z kluczowych czynników sukcesu Świątek, może mieć “zaburzony” charakter, a zawodowy dystans między nimi został przekroczony.

    ‎Świat tenisa w ostatnich dniach żyje nie tylko sportowymi wyczynami Igi Świątek, ale także dyskusją na temat jej relacji z psycholog Darią Abramowicz. Współpraca między gwiazdą tenisa a jej psycholożką sportową, która towarzyszy jej od 2019 r., od dawna była wskazywana jako jeden z filarów sukcesu Polki.

    ‎Jednak ostatnie wydarzenia i komentarze ekspertów rzucają cień na tę relację, wskazując na przekroczenie granic zawodowego dystansu. O sprawie piszą zarówno zagraniczne portale, takie jak tennis365.com czy tennis-infinity.com, jak i polskie media, a głos w dyskusji zabierają prominentni specjaliści, w tym psycholog sportowy Dariusz Nowicki.

    ‎Początki współpracy i wspólne sukcesy

    ‎Iga Świątek i Daria Abramowicz rozpoczęły współpracę w lutym 2019 r., gdy tenisistka miała zaledwie 17 lat. Od tego czasu kariera Świątek nabrała zawrotnego tempa – zdobyła pięć tytułów Wielkiego Szlema, w tym triumfy w French Open, US Open i w Miami Open w 2022 r., a także spędziła 125 tygodni na pozycji liderki rankingu WTA. Abramowicz, jako psycholog sportowy, była chwalona za wsparcie mentalne, które pomogło Świątek radzić sobie z presją i osiągać najwyższe cele. Ich relacja wydawała się wzorcowym przykładem tego, jak psychologia sportu może wspierać rozwój młodego talentu.

    ‎Jednak to, co kiedyś było postrzegane jako atut, dziś budzi kontrowersje. Ostatnie wydarzenia, w tym incydent podczas półfinału Indian Wells, gdzie Świątek rzuciła piłką w stronę swojego zespołu, oraz reakcja Abramowicz na trybunach, wywołały falę krytyki. Zachowanie psycholożki, która krzyczała podczas meczu, zostało zauważone przez media i ekspertów, stając się punktem wyjścia do szerszej analizy ich współpracy.

    ‎Krytyka ze strony ekspertów

    ‎Najmocniejszym głosem w tej sprawie jest Dariusz Nowicki, ceniony polski psycholog sportowy, który w rozmowie z Interią Sport nie zostawił suchej nitki na relacji Świątek i Abramowicz. “Jeśli mielibyśmy patrzeć na tę relację tylko i wyłącznie z punktu widzenia warsztatu stricte psychologicznego, to rzeczywiście jest to relacja zaburzona, w której przekraczane są pewne granice profesjonalnego dystansu między psychologiem a klientem” – stwierdził Nowicki. Jego zdaniem brak odpowiedniego dystansu emocjonalnego może prowadzić do “błędów percepcji” w ocenie sytuacji, co jest szczególnie niebezpieczne w kluczowych momentach kariery sportowej.

    ‎Nowicki podkreślił, że emocje, zarówno pozytywne, jak i negatywne, mogą zaburzać obiektywizm psychologia. “Niezależnie od tego, czy są to emocje pozytywne, czy negatywne, popełniamy błędy w dokładności obserwacji. Niezbędny jest pewien psychologiczny dystans w stosunku do klienta, którym jest sportowiec” – wyjaśnił. Dodał, że rolą psychologa jest zachowanie “zdrowego rozsądku i emocjonalnej samokontroli”, co w przypadku Abramowicz, według niego, nie zawsze ma miejsce.

    ‎”O ile trenerzy pozwalają sobie na dość duże emocje w sytuacjach startowych, to psycholog zawodowo zajmujący się psychologią sportu powinien umieć zachować dystans i nie angażować się w emocje” – podsumował.

    ‎Z  opinią Nowickiego zgadza się były tenisista Jerzy Janowicz, który w przeszłości plasował się na 14. miejscu rankingu ATP. W komentarzu dla mediów stwierdził, że Abramowicz bardziej przypomina przyjaciółkę Świątek niż profesjonalnego psychologa.

    ‎”Wolałbym nazywać ją przyjaciółką niż psychologiem. Większość dobrych psychologów, którzy pracują z najlepszymi sportowcami na świecie, zazwyczaj trzyma się na uboczu. Często nawet nie wiemy o ich istnieniu” – powiedział Janowicz, cytowany przez tennis-infinity.com. Nowicki pochwalił trafność tej obserwacji, zauważając, że podobne opinie pojawiają się również wśród innych komentatorów tenisa, którzy określają Abramowicz mianem “powiernika” czy “mentora”.

    ‎Incydenty rzucające cień na relację

    ‎Kontrowersje wokół współpracy Świątek i Abramowicz nie ograniczają się do ostatnich wydarzeń w Indian Wells. Wcześniej uwagę fanów i mediów przyciągnęła scena z serialu Netfliksa “Break Point”, w której Abramowicz wydawała się nadmiernie kontrolować Świątek podczas strzyżenia. Ten moment wywołał dyskusję wśród kibiców, którzy zaczęli baczniej przyglądać się dynamice ich relacji. Sama Świątek odniosła się do tej sytuacji, tłumacząc, że serial nie oddał pełnego kontekstu, jednak dla wielu obserwatorów był to kolejny dowód na nietypowy charakter ich współpracy.

    ‎Incydent w Indian Wells tylko dolał oliwy do ognia. Rzut piłką w stronę swojego zespołu podczas meczu z Mirrą Andriejewą został szeroko skrytykowany, a zachowanie Abramowicz na trybunach – krzyk i emocjonalne zaangażowanie – dodatkowo podsyciło debatę. Świątek wyjaśniła swoje zachowanie w mediach społecznościowych, jednak brak komentarza ze strony Abramowicz oraz jej widoczna reakcja na trybunach sprawiły, że krytyka nie ustaje.

    ‎Reakcja Świątek i przyszłość współpracy

    ‎Na razie Iga Świątek nie odniosła się bezpośrednio do zarzutów Nowickiego ani do szerszej dyskusji na temat jej relacji z Abramowicz. Polka skupia się na przygotowaniach do kolejnych turniejów. Po ostatnich zawirowaniach nie jest jasne do końca, gdzie wystartuje i czy weźmie udział chociażby w Billie Jean King Cup w Radomiu, gdzie rywalizować będzie kobieca reprezentacja Polski.

    ‎Na razie ani Świątek, ani Abramowicz nie zapowiedziały zmian w swoim podejściu. Ich dalsza współpraca z pewnością będzie obserwowana z jeszcze większą uwagą – zarówno przez kibiców, jak i ekspertów.

  • Pajor jedną z najlepszych na świecie! Za granicą piszą o Złotej 

    Pajor jedną z najlepszych na świecie! Za granicą piszą o Złotej 

    Pajor jedną z najlepszych na świecie! Za granicą piszą o Złotej

     

    Dziennikarze “Goal” wskazali faworytki do zdobycia Złotej Piłki. W tym gronie jest również reprezentantka Polski, strzelająca regularnie bramki w FC Barcelonie – Ewa Pajor.

     

    Piłkarki FC Barcelony w niedzielę w samo południe grały w meczu ligowym na wyjeździe z Granadą. Do przerwy był niespodziewanie bezbramkowy remis. W drugiej połowie faworytki zdobyły dwa gole. Najpierw w 73. minucie podcinką do siatki trafiła Vick. W 75. minucie było już 2:0. Bramkę zdobyła Alexia Putellas, a asystę miała Ewa Pajor.

     

     

     

    Wskazali faworytki do Złotej Piłki. Oto miejsce Ewy Pajor

     

     

     

    Ewa Pajor w tym meczu mogła mieć nawet dwie asysty, a w końcówce sama zdobyć bramkę. – Napastniczka reprezentacji Polski mogła mieć drugą asystę. Pajor wygrała pojedynek przy linii końcowej i dała radę podać Claudii Pinii, która trafiła do siatki. Niestety dla naszej zawodniczki sędzia uznała, że piłka chwilę wcześniej znalazła się poza boiskiem i gol nie został uznany. W 90. minucie Pajor sama mogła zdobyć bramkę, ale jej strzał głową przeleciał minimalnie nad poprzeczką – pisał Bartosz Naus ze Sport.pl.

     

     

     

    Ewa Pajor w tym sezonie w meczach ligowych zagrała 22 razy, zdobyła siedemnaście goli i miała siedem asyst. Polka prowadzi wśród najlepszych strzelczyń ligi hiszpańskiej. Wiceliderka Nigeryjka Edna Imade (Granada) ma cztery gole mniej.

     

     

     

    Bardzo dobry sezon Pajor został również zauważony przez ekspertów. Według prestiżowego portalu “Goal” Polka jest jedną z faworytek do zdobycia Złotej Piłki. Dziennikarze umieścili ją na piątym miejscu wśród kandydatek do tej prestiżowej nagrody.

     

    “Pajor zdobywała głosy na Złotą Piłkę w ostatnich dwóch latach, ale nigdy nie była w czołówce tego zestawienia, zajmując 18. miejsce w 2023 roku i 29. pozycję rok w 2024 roku. Prawdopodobnie zmieni się to w tym roku. Pajor zamieniła Wolfsburg na Barcelonę zeszłego lata i strzela gole jak nikt inny” – pisze “Goal”.

     

     

     

    Eksperci dodają też, że Pajor z pewnością zdobędzie jeszcze sporo goli w tym sezonie i to w tych najważniejszych meczach.

     

     

     

    “Pajor prowadzi w wyścigu o tytuł najskuteczniejszej w lidze i mocno walczy o to samo wyróżnienie w Lidze Mistrzów. Polka prawdopodobnie wzmocni swoje roszczenia do Złotej Piłki kilkoma trofeami drużyny. Barcelona już wygrała Superpuchar Hiszpanii, jest w stanie obronić tytuł mistrzowski, zakwalifikowała się do czterech najlepszych drużyn Ligi Mistrzów i zagra w finale pucharu. Byłoby szokiem, gdyby niektóre z tych ważnych meczów nie zostały wygrane dzięki bramkom Pajor, patrząc na jej ostatnią nieustępliwość” — dodają dziennikarze.

     

     

     

    Według “Goal” główną faworytką do zdobycia Złotej Piłki jest klubowa koleżanka Pajor – Alexia Putellas.

     

     

     

    FC Barcelona po 24 kolejkach z 66 punktami prowadzi w lidze hiszpańskiej. Ma siedem punktów przewagi nad wiceliderem – Realem Madryt.

  • Nokaut. Z samego rana opublikowano najnowszy ranking

    Nokaut. Z samego rana opublikowano najnowszy ranking

    Nokaut. Z samego rana opublikowano najnowszy ranking

    Aryna Sabalenka została mistrzynią prestiżowego turnieju Miami Open 2025 i tym samym zwiększyła przewagę nad resztą stawki w rankingu WTA. Ile traci do Białorusinki Iga Świątek? Jak zmieniła się sytuacja pozostałych reprezentantek Polski?

     

    W ramach prestiżowego turnieju na Florydzie Aryna Sabalenka nie miała sobie równych. Wygrała sześć pojedynków bez straty seta i zgarnęła tytuł rangi WTA 1000. Tym samym tenisistka z Mińska powiększyła swój dorobek punktowy. W zeszłym roku odpadła już w III rundzie, dlatego w poniedziałek dopisano jej aż 935 punktów.

     

    Sabalenka ma na koncie 10541 punktów. Jej przewaga nad resztą stawki znacznie wzrosła. Druga na liście Iga Świątek odpadła w ćwierćfinale po sensacyjnej porażce z Filipinką Alexandrą Ealą. Polka w porównaniu do zeszłego sezonu zyskała za występ na Florydzie tylko 95 punktów. Świątek straci zatem do Sabalenki dokładnie 3071 punktów.

     

    Na trzecim miejscu w rankingu WTA pozostała Amerykanka Coco Gauff. Na czwartej pozycji umocniła się pokonana przez Sabalenkę w niedzielnym finale Amerykanka Jessica Pegula. Z kolei piątą lokatę zachowała trzecia z reprezentantek USA i triumfatorka Australian Open 2025, Madison Keys.

     

    Tradycyjnie po turnieju w Miami nie zabrakło roszad w czołówce. Włoszka Jasmine Paolini wyprzedziła Rosjankę Mirrę Andriejewą i jest szóstą rakietą świata. Na ósme miejsce awansowała Chinka Qinwen Zheng, a na dziewiąte Hiszpanka Paula Badosa. Top 10 zamyka Kazaszka Jelena Rybakina, która nie obroniła punktów za zeszłoroczny finał.

     

    Z pierwszej “10” wypadła Amerykanka Emma Navarro. Ubiegłoroczna mistrzyni Miami Open, Amerykanka Danielle Collins, spadła z 15. na 22. pozycję. Jej miejsce w Top 20 zajęła Ukrainka Elina Switolina. Z kolei Alexandra Eala, która zapisała się w historii po zwycięstwie nad Świątek, osiągnęła najwyższą w karierze 75. lokatę.

     

    Druga z Biało-Czerwonych, Magdalena Fręch, nie odniosła żadnego zwycięstwa w ramach prestiżowego turnieju na Florydzie. Już w II rundzie (w pierwszej otrzymała wolny los) zatrzymała ją Rumunka Elena-Gabriela Ruse. W poniedziałek łodzianka spadła z 27. na 30. lokatę. W niedzielę Fręch postanowiła się wycofać z turnieju WTA 500 w Charleston.

     

    Z bardzo dobrej strony pokazała się w Miami Magda Linette. Poznanianka dotarła do ćwierćfinału, w którym za mocna okazała się Jasmine Paolini. Świetny wynik pozwolił Polce przesunąć się z 34. na 31. miejsce. Do będącej tuż przed nią Fręch Linette traci zaledwie 28 punktów. Niestety, podobnie jak jej rodaczka, tenisistka z Poznania zdecydowała się odpocząć i nie zagra na amerykańskiej mączce w Charleston.

     

    Życiówkę poprawiła Maja Chwalińska, która spędziła ostatnie dwa tygodnie w tureckiej Antalyi (ranga WTA 125). W poniedziałek awansowała ze 131. na 121. pozycję. Blisko powrotu do Top 200 jest Linda Klimovicova. Po udanych startach w Mariborze i Murskiej Sobocie (ranga ITF World Tennis Tour) przesunęła się z 221. na 201. lokatę.

     

    Katarzyna Kawa zaliczyła niewielki spadek i jest obecnie 223. rakietą świata. Kryniczanka będzie mogła się jednak poprawić, bowiem w niedzielę wywalczyła awans do głównej drabinki zawodów WTA 250 w Bogocie. Gina Feistel zachowała 308. miejsce. Weronika Falkowska awansowała na 365. pozycję w rankingu WTA, wyprzedzając Martynę Kubkę (WTA 373).

     

    Na czele klasyfikacji deblistek pozostała Czeszka Katerina Siniakova, która wyprzedza swoją amerykańską partnerkę Taylor Townsend. Mistrzynie z Miami, Rosjanki Mirra Andriejewa i Diana Sznaider, po raz pierwszy znalazły się w Top 20. Najlepsza z Polek, Katarzyna Piter, pozostała 51. deblistką świata. Magda Linette zajmuje w tym zestawieniu 89. miejsce. O krok od debiutu w Top 100 jest Maja Chwalińska, bowiem obecnie plasuje się na 105. pozycji.

     

    Notowanie WTA w grze pojedynczej:

    1. Aryna Sabalenka 10541 pkt

    2. Iga Świątek (Polska) 7470

    3. Coco Gauff (USA) 6063

    4. Jessica Pegula (USA) 5796

    5. Madison Keys (USA) 4949

    6. Jasmine Paolini (Włochy) 4843

    7. Mirra Andriejewa 4775

    8. Qinwen Zheng (Chiny) 4135

    9. Paula Badosa (Hiszpania) 3821

    10. Jelena Rybakina (Kazachstan) 3808

    11. Emma Navarro (USA) 3749

    12. Daria Kasatkina (Australia) 3006

    13. Karolina Muchova (Czechy) 2919

    14. Diana Sznaider 2913

    15. Barbora Krejcikova (Czechy) 2675

    16. Amanda Anisimova (USA) 2454

    17. Beatriz Haddad Maia (Brazylia) 2259

    18. Elina Switolina (Ukraina) 2240

    19. Ludmiła Samsonowa 2150

    20. Donna Vekić (Chorwacja) 2141

    30. Magdalena Fręch (Polska) 1712

    31. Magda Linette (Polska) 1684

    121. Maja Chwalińska (Polska) 602

    201. Linda Klimovicova (Polska) 362

    223. Katarzyna Kawa (Polska) 325

    308. Gina Feistel (Polska) 214

    365. Weronika Falkowska (Polska) 170

    373. Martyna Kubka (Polska) 167

    421. Olivia Lincer (Polska) 133

    432. Daria Kuczer (Polska) 128

    450. Urszula Radwańska (Polska) 118

    522. Zuzanna Pawlikowska (Polska) 94

    563. Monika Stankiewicz (Polska) 79

    621. Weronika Ewald (Polska) 63

    678. Marcelina Podlińska (Polska) 53

    790. Anna Hertel (Polska) 36

    819. Stefania Rogozińska-Dzik (Polska) 33

    972. Waleria Olianowska (Polska) 21

    1004. Aleksandra Zuchańska (Polska) 18

    1067. Oliwia Szymczuch (Polska) 14

    1180. Daria Górska (Polska) 10

    1200. Xenia Bandurowska (Polska) 9

    1230. Zuzanna Kolonus (Polska) 8

    1237. Karolina Lincer (Polska) 8

    1320. Olivia Bergler (Polska) 6

    1404. Natalia Kowalczyk (Polska) 3

    1404. Dominika Podhajecka (Polska) 3

  • Cała Hiszpania od rana trąbi o Lewandowskim. Piszą tylko o jednym

    Cała Hiszpania od rana trąbi o Lewandowskim. Piszą tylko o jednym

    Cała Hiszpania od rana trąbi o Lewandowskim. Piszą tylko o jedny

     

    Robert Lewandowski ustrzelił dublet w wygranym 4:1 meczu Barcelony z Gironą i wciąż jest liderem klasyfikacji strzelców w lidze hiszpańskiej. Jego rywalizacja o Trofeo Pichichi z Kylianem Mbappe nabiera rumieńców. Nie powinno więc dziwić, że Lewandowski króluje z Francuzem na okładkach hiszpańskich dzienników. “Barcelona, od goleady do goleady” – czytamy.

     

    W życiu w 2025 roku są pewne trzy rzeczy – śmierć, podatki i FC Barcelona, która nie przegrywa meczu. Znakomita seria Barcelony została przedłużona przy okazji niedzielnego starcia z Gironą. Zespół Hansiego Flicka wygrał 4:1, a dwa gole w tym meczu strzelił Robert Lewandowski. Polak został pierwszym piłkarzem w tym sezonie w czołowych ligach europejskich, który zdobył co najmniej 40 bramek. – To wyjątkowy zawodnik – mówił Flick na pomeczowej konferencji prasowej

     

    Przed meczem z Gironą Lewandowski miał 23 gole w klasyfikacji strzelców ligi hiszpańskiej, co dawało mu trzy trafienia przewagi nad Kylianem Mbappe z Realu Madryt. Teraz Lewandowski ma 25 bramek, a więc więcej, niż w sezonie 22/23, gdy był najlepszym strzelcem Primera Division. Mbappe też popisał się dubletem w tej kolejce w wygranym 3:2 meczu Realu Madryt z Leganes.

     

    Hiszpańskie media nie szczędziły komplementów Lewandowskiemu po meczu Barcelony z Gironą. “Buty Lewandowskiego są złote. Barcelona napędzana przez Lewandowskiego przejeżdża przez Gironę. Nie można oczekiwać więcej. Polak wybacza błędy raz, ale nie dwa razy” – czytamy w artykułach hiszpańskich dziennikarzy.

     

    Lewandowski podbija okładki w Hiszpanii. Wszyscy piszą o rywalizacji z Mbappe

    Lewandowski królował na poniedziałkowych okładkach hiszpańskich dzienników sportowych. “Mundo Deportivo” pisze o katalońskim huraganie na Montjuic. “Barcelona pozostaje niepokonana w 2025 roku. Dziewiąte zwycięstwo z rzędu w lidze hiszpańskiej i samotnie lideruje. Barcelona zmiażdżyła Gironę” – czytamy na okładce. “Lider jest tylko jeden” – dodaje kataloński “Sport”, pisząc o “recitalu i ofensywnym futbolu Barcelony”.

     

    Madryckie media skupiają się głównie na dublecie Mbappe przeciwko Leganes, ale nie zabrakło też odniesień do Barcelony i Lewandowskiego. “Barcelona, od goleady do goleady” – pisze “Marca”. “AS” z kolei nawiązuje do “pojedynku totalnego” między Lewandowskim a Mbappe w klasyfikacji strzelców.

     

    “AS” poświęcił też Lewandowskiemu oddzielny artykuł. “Lewandowski powstrzymuje najlepszego Mbappe i podtrzymuje spektakularną passę u siebie na początku 2025 roku. Przeciwko Gironie wydawał się odłączony od gry przez wiele minut, ale uratował drużynę, gdy przechodziła przez kryzys. Walka o Trofeo Pichichi jest gorąca” – czytamy w tekście. Do tej pory Lewandowski strzelił co najmniej jednego gola w każdym ligowym meczu w 2025 roku.

     

    Barcelona wróci do ligowej rywalizacji w sobotę przy okazji starcia z Realem Betis (godz. 21:00), ale w środę zmierzy się z Atletico Madryt w rewanżowym meczu na etapie półfinału Pucharu Króla (godz. 21:30). Pierwszy mecz zakończył się remisem 4:4. Relacje tekstowe na żywo z obu spotkań w Sport.pl i w aplikacji mobilnej Sport.pl LIVE.

  • Już 500. Robert Lewandowski nie ma granic

    Już 500. Robert Lewandowski nie ma granic

    Już 500. Robert Lewandowski nie ma grani

    Robert Lewandowski osiągnął kolejny kamień milowy w swojej karierze, strzelając gola w 500. meczu. W starciu FC Barcelona z Gironą, polski napastnik zdobył dwie bramki.

     

    Robert Lewandowski po raz kolejny zapisał się w historii futbolu. W meczu FC Barcelony przeciwko Gironie, który odbył się 30 marca, Polak strzelił dwa gole, co oznacza, że był to jego 500. mecz, w którym zdobył co najmniej jedną bramkę – takimi wyliczeniami na sport.tvp.pl podzielił się Wojciech Frączek.

     

    Lewandowski, który w swojej karierze strzelił już 724 bramki w 1046 meczach, nie przestaje zadziwiać. Jego jubileuszowe mecze zawsze kończyły się sukcesem, a każdy z nich odbywał się na domowych murawach jego drużyn.

     

    Każdy z tych meczów był wyjątkowy. Od pierwszego trafienia w IV lidze, przez pamiętne mecze w Bundeslidze, aż po obecne występy w La Liga, Lewandowski regularnie potrafił znaleźć drogę do bramki. Jego 500. mecz z golem to kolejny dowód na nieprzeciętny talent i determinację.

     

    Lewandowski potrzebował 19 lat i 334 dni, aby osiągnąć ten imponujący wynik. Jego kariera to nie tylko liczby, ale przede wszystkim pasja i nieustanna chęć doskonalenia się.

     

    Warto odnotować, że 400. mecz z co najmniej jednym trafieniem na koncie “Lewy” rozegrał 2 listopada 2021 roku. Wówczas zdobył trzy bramki w pojedynku Bayern Monachium – Benfica Lizbona (5:2).

     

    Robert Lewandowski nie tylko strzela gole, ale także inspiruje młodych piłkarzy na całym świecie. Jego osiągnięcia są dowodem na to, że ciężka praca i determinacja mogą prowadzić do wielkich sukcesów.

  • Pajor jedną z najlepszych na świecie! Za granicą piszą o Złotej 

    Pajor jedną z najlepszych na świecie! Za granicą piszą o Złotej 

    Pajor jedną z najlepszych na świecie! Za granicą piszą o Złotej

    Dziennikarze “Goal” wskazali faworytki do zdobycia Złotej Piłki. W tym gronie jest również reprezentantka Polski, strzelająca regularnie bramki w FC Barcelonie – Ewa Pajor.

     

    Piłkarki FC Barcelony w niedzielę w samo południe grały w meczu ligowym na wyjeździe z Granadą. Do przerwy był niespodziewanie bezbramkowy remis. W drugiej połowie faworytki zdobyły dwa gole. Najpierw w 73. minucie podcinką do siatki trafiła Vick. W 75. minucie było już 2:0. Bramkę zdobyła Alexia Putellas, a asystę miała Ewa Pajor.

     

    Wskazali faworytki do Złotej Piłki. Oto miejsce Ewy Pajor

     

    Ewa Pajor w tym meczu mogła mieć nawet dwie asysty, a w końcówce sama zdobyć bramkę. – Napastniczka reprezentacji Polski mogła mieć drugą asystę. Pajor wygrała pojedynek przy linii końcowej i dała radę podać Claudii Pinii, która trafiła do siatki. Niestety dla naszej zawodniczki sędzia uznała, że piłka chwilę wcześniej znalazła się poza boiskiem i gol nie został uznany. W 90. minucie Pajor sama mogła zdobyć bramkę, ale jej strzał głową przeleciał minimalnie nad poprzeczką – pisał Bartosz Naus ze Sport.pl.

     

    Ewa Pajor w tym sezonie w meczach ligowych zagrała 22 razy, zdobyła siedemnaście goli i miała siedem asyst. Polka prowadzi wśród najlepszych strzelczyń ligi hiszpańskiej. Wiceliderka Nigeryjka Edna Imade (Granada) ma cztery gole mniej.

     

    Bardzo dobry sezon Pajor został również zauważony przez ekspertów. Według prestiżowego portalu “Goal” Polka jest jedną z faworytek do zdobycia Złotej Piłki. Dziennikarze umieścili ją na piątym miejscu wśród kandydatek do tej prestiżowej nagrody.

     

    “Pajor zdobywała głosy na Złotą Piłkę w ostatnich dwóch latach, ale nigdy nie była w czołówce tego zestawienia, zajmując 18. miejsce w 2023 roku i 29. pozycję rok w 2024 roku. Prawdopodobnie zmieni się to w tym roku. Pajor zamieniła Wolfsburg na Barcelonę zeszłego lata i strzela gole jak nikt inny” – pisze “Goal”.

     

    Eksperci dodają też, że Pajor z pewnością zdobędzie jeszcze sporo goli w tym sezonie i to w tych najważniejszych meczach.

     

    “Pajor prowadzi w wyścigu o tytuł najskuteczniejszej w lidze i mocno walczy o to samo wyróżnienie w Lidze Mistrzów. Polka prawdopodobnie wzmocni swoje roszczenia do Złotej Piłki kilkoma trofeami drużyny. Barcelona już wygrała Superpuchar Hiszpanii, jest w stanie obronić tytuł mistrzowski, zakwalifikowała się do czterech najlepszych drużyn Ligi Mistrzów i zagra w finale pucharu. Byłoby szokiem, gdyby niektóre z tych ważnych meczów nie zostały wygrane dzięki bramkom Pajor, patrząc na jej ostatnią nieustępliwość” — dodają dziennikarze.

     

    Według “Goal” główną faworytką do zdobycia Złotej Piłki jest klubowa koleżanka Pajor – Alexia Putellas.

     

    FC Barcelona po 24 kolejkach z 66 punktami prowadzi w lidze hiszpańskiej. Ma siedem punktów przewagi nad wiceliderem – Realem Madryt.

  • FIFA wpadła na najgłupszy pomysł świata. Aż się wierzyć nie chce

    FIFA wpadła na najgłupszy pomysł świata. Aż się wierzyć nie chce

    FIFA wpadła na najgłupszy pomysł świata. Aż się wierzyć nie chce

    Do pierwszej edycji Klubowych Mistrzostw Świata pozostało niecałe sto dni, tymczasem w gabinetach FIFA absurd goni absurd. Przed turniejem jest taki bałagan, iż można odnieść wrażenie, że nowego formatu chcą tylko działacze. Powód? Oczywiście wizja gigantycznych zysków.

     

    “FIFA podjęła decyzję o usunięciu klubu Club Leon z rozgrywek. W stosownym czasie zostanie ogłoszone, kto zostanie dopuszczony jako jego następca” – ten komunikat pojawił się na stronie futbolowej federacji 21 marca. Rozgrywki, o których jest mowa, rozpoczną się 13 czerwca. Na niecałe trzy miesiące przed szumnie zapowiadanym turniejem nie znamy nawet wszystkich jego uczestników. To tylko potwierdza, jak wielką farsą mogą być Klubowe Mistrzostwa Świata.

     

    Chodź, zagraj z nami. Pod pewnymi warunkami

     

    FIFA uznała, że Club Leon i Pachuca (inny uczestnik KMŚ) nie spełniły kryteriów dotyczących własności multiklubów. Obie, jak choćby hiszpański Real Oviedo, należą do Grupo Pachuca. Nie wiadomo, kto miałby zastąpić meksykańską drużynę, choć teorii nie brakuje. Portal The Athletic przygotował listę potencjalnych uczestników, wśród których uwagę czytelnika może przykuć saudyjski Al-Nassr.

     

    “Dajcie spokój. Wszyscy o tym wiemy. FIFA nie potrzebuje żadnego pretekstu, by wcisnąć Cristiano Ronaldo do tej imprezy” – ironizuje dziennikarz wspomnianego portalu Tim Spiers.

     

    Przypomnijmy, że innym organizacjom – takim jak UEFA – nie przeszkadzał fakt, że Manchester City i Girona grają jednocześnie w Lidze Mistrzów, choć właścicielami obu tych klubów jest City Football Group.

     

    Cały ten ambaras żywo przypomina “Folwark zwierzęcy”, w którym George Orwell pisał: “Wszystkie zwierzęta są równe, ale niektóre są równiejsze od innych”.

     

    Nic dziwnego, że turniej o tak niejasnych zasadach uczestnictwa nie cieszył się wielkim zainteresowaniem wśród przedstawicieli rynku telewizyjnego. Ostatecznie jedynym nadawcą została platforma streamingowa DAZN.

     

    “Tylko ona będzie pokazywać mecze i zrobi to za darmo. FIFA dostanie od DAZN miliard dolarów. Kwota robi wrażenie, jeżeli podzieli się ją przez 63 mecze, ale dla Gianiego Infantino to porażka. Prezydent FIFA liczył na kwotę cztery razy większą. Prawda okazała się okrutna” – pisał dziennikarz Sport.pl Michał Kiedrowski.

     

    Chodź, poczęstuj się tortem. Nierówno podzielonym

     

    26 marca światowa federacja ogłosiła pulę nagród. Infantino z dumą mówił o “największej w historii nagrodzie pieniężnej za turniej piłkarski”. Oczywiście zapomniał dodać, że nierówno dzielonej. O ile połowa puli (475 mln dol.) dzielona będzie na podstawie osiągniętych wyników, o tyle stawki za samo uczestnictwo ze sprawiedliwością nie mają nic wspólnego.

     

    12 europejskich klubów otrzyma od 12,8 do 38,2 mln dol. Ile dokładnie? To będzie determinować “ranking oparty na kryteriach sportowych i komercyjnych”. Sześć drużyn z Ameryki Południowej może liczyć na stałą kwotę 15,2 mln dolarów. Co z pozostałymi uczestnikami piłkarskiego balu? Dostaną okruszyny z pańskiego stołu. Jedyny reprezentant Oceanii – Auckland City – otrzyma 3,58 mln dol. Pozostałe drużyny z Ameryki Północnej i Środkowej, Afryki i Azji po 9,55 mln. Równi i równiejsi.

     

    Nie zważaj na zdrowie, piłkarzu. Graj!

     

    Kontrowersji dostarcza nie tylko podział finansowego tortu. Martwią się także ci, którzy będą w tym wszystkim uczestniczyć. Już kilka miesięcy temu Pep Guardiola, trener Manchesteru City, poprosił, by jego klub mógł rozpocząć sezon ligowy później niż rywale, bo między finałem Klubowych MŚ a inauguracją Premier League minie zaledwie pięć tygodni.

     

    Teraz głos zabrał selekcjoner reprezentacji Anglii. Thomas Tuchel wprost wyraził zaniepokojenie brakiem przerwy. – Nie martwię się o liczbę meczów. Martwi mnie to, że piłkarze nie mają prawdziwej przerwy. Może mają trzy tygodnie wakacji, ale po pięciu dniach wracają do gry. To jest problem. Powinni mieć trzy lub trzy i pół tygodnia przygotowań i wtedy byłoby lepiej dla wszystkich – przyznał podczas marcowego zgrupowania. Jego słowa cytuje The Athletic.

     

    Klubowe Mistrzostwa Świata dla niektórych piłkarzy będą de facto przedłużeniem czerwcowej przerwy reprezentacyjnej. FIFA sprawia, że amerykanizacja futbolu postępuje. Tuchel nie jest jedynym głosem w tej debacie. W maju poprzedniego roku, tuż przed mistrzostwami Europy, na problem przeładowania terminarza uwagę zwracał Willy Sagnol.

    – Myślę, że meczów jest za dużo. To nie ulega wątpliwości. Uważam, że zawodnicy, trenerzy, federacje, kluby – wszyscy – musimy postawić sprawę jasno. Więcej meczów, więcej pieniędzy – mniej meczów, mniej pieniędzy. Ten temat nie powinien istnieć. Czy jest za dużo meczów, czy za mało? Pytanie powinno brzmieć: czy chcemy zarabiać więcej, czy mniej? – mówił w rozmowie ze Sport.pl.

     

    Mówiąc wprost, w 2025 r. niektórzy piłkarze po regularnym sezonie nie będą mieć wolnego. Weźmy przykład Realu. Jeśli madrytczycy zagrają w finale Ligi Mistrzów, Pucharu Króla i Klubowych Mistrzostw Świata, Kylian Mbappe – rodak Sagnola – może zakończyć pierwszy rok w madryckich barwach z 67 rozegranymi meczami. Mówimy tylko o spotkaniach klubowych, a przecież wcześniej w czerwcu Francję czekają dwa kolejne mecze w Final Four Ligi Narodów.

     

    Nie zważaj na oczy, kibicu! Oglądaj

    Niebezpieczeństwo dotyczy nie tylko piłkarzy, lecz także kibiców, którzy w lata nieparzyste – wolne od mistrzostw Europy czy świata – w czerwcu po reprezentacyjnej przerwie przyzwyczajeni byli do odpoczynku od piłki. W 2025 r. po raz pierwszy zostaną tej możliwości pozbawieni. Wygląda na to, że czasy, w których sezon trwa od sierpnia do czerwca, powoli się kończą.

     

    Uczestnicy KMŚ:

     

    Grupa A: SE Palmeiras (Brazylia), FC Porto (Portugalia), Al Ahly FC (Egipt), Inter Miami CF (USA)

    Grupa B: Paris Saint-Germain (Francja), Atletico Madryt (Hiszpania), Botafogo (Brazylia) Seattle Sounders FC (USA)

    Grupa C: Bayern Monachium (Niemcy), Auckland City FC (Nowa Zelandia), CA Boca Juniors (Argentyna), Benfica Lizbona (Portugalia)

    Grupa D: CR Flamengo (Brazylia), Esperance Tunis (Tunezja), Chelsea FC (Anglia), drużyna do potwierdzenia

    Grupa E: CA River Plate (Argentyna), Urawa Red Diamonds (Japonia), CF Monterrey (Meksyk), Inter Mediolan (Włochy),

    Grupa F: Fluminense FC (Brazylia), Borussia Dortmund (Niemcy), Ulsan HD (Korea Płd.), Mamelodi Sundowns FC (RPA)

    Grupa G: Manchester City (Anglia), Wydad AC (Maroko), Al Ain FC (ZEA), Juventus (Włochy)

    Grupa H: Real Madryt (Hiszpania), Al Hilal (Arabia Saudyjska), CF Pachuca (Meksyk), RB Salzburg (Austria)

  • Kontuzja Fręch. Nagłe wycofanie z Charleston, jest komunikat WTA. Zła wiadomość przed kadrą

    Kontuzja Fręch. Nagłe wycofanie z Charleston, jest komunikat WTA. Zła wiadomość przed kadrą

    Kontuzja Fręch. Nagłe wycofanie z Charleston, jest komunikat WTA. Zła wiadomość przed kadrą

    Już za niecałe dwa tygodnie zostanie rozegrany turniej eliminacyjny w Radomiu, którego stawką będzie awans do listopadowych finałów Pucharu Billie Jean King. Kilkadziesiąt minut temu dotarła niepokojąca informacja z Charleston, dotycząca jednej z reprezentantek powołanych przez kapitana Dawida Celta. Mowa o Magdalenie Fręch. Zawodniczka urodzona w Łodzi wycofała się ze zmagań rangi WTA 500. Znany jest już dokładny powód rezygnacji 27-latki. Poniżej prezentujemy szczegóły.

     

    Tegoroczny sezon jest na ten moment nieudany dla Magdaleny Fręch. Na początku sezonu Polka zmagała się z problemami zdrowotnymi, miała złamany palec u stopy. Utrudniło jej to bezpośrednie przygotowania do rywalizacji w Melbourne, przylatywała do stolicy stanu Wiktoria bez ani jednego zwycięstwa. Podczas Australian Open zanotowała jednak najlepszy wynik w 2025 roku. Dotarła do trzeciej rundy, gdzie stoczyła trzysetową batalię z Mirrą Andriejewą.

     

    Wydawało się, że tamten rezultat doda sporo pewności siebie naszej tenisistce. Rzeczywistość okazała się niestety bardzo bolesna. Na siedem kolejnych spotkań, wygrała zaledwie jedno. Ponadto 27-latka ma serię pięciu porażek z rzędu. Zaczęło się od przegranej z Magdą Linette po zaciętej batalii w drugiej rundzie WTA 1000 w Dosze. W swoim ostatnim pojedynku łodzianka uległa Elenie-Gabrieli Ruse, notowanej w drugiej setce rankingu.

     

    Kontuzja Magdaleny Fręch. Polka wycofała się z turnieju WTA 500 w Charleston

     

    Fręch miała poszukać przełamania w Charleston, podczas imprezy rangi WTA 500 rozgrywanej na specyficznej, amerykańskiej mączce. Polka została rozstawiona z “12”, w związku z czym miała rozpocząć zmagania od drugiej rundy. Pierwsze 16 zawodniczek mogło liczyć na wolny los na starcie. Podczas losowania okazało się, że Magdalena trafiła na zwyciężczynię meczu Sofia Kenin – Bernarda Pera.

     

    Niestety, około dobę później dotarł komunikat, że 27-latka wycofała się z rozgrywek. W protokole dostępnym na stronie WTA pojawiła się wiadomość, iż nasza reprezentantka zrezygnowała ze startu z powodu kontuzji prawego nadgarstka. Jej miejsce w drabince zajęła Belinda Bencić, której warunkowo przyznano rozstawienie z “17”.

    https://x.com/z_kortu/status/1906413167313346696

    https://x.com/z_kortu/status/1906413171449201106

     

    To niepokojąca informacja przed zbliżającym się zgrupowaniem kadry. Fręch znalazła się we wstępnym składzie naszej drużyny na turniej eliminacyjny w Radomiu (10-12 kwietnia), którego stawką będzie awans do listopadowych finałów Pucharu Billie Jean King. Na ten moment oprócz Magdaleny w ekipie znalazły się także Magda Linette, Maja Chwalińska i Katarzyna Kawa. Póki co nie ma w tym gronie Igi Świątek, ale do 6 kwietnia kapitan Dawid Celt może jeszcze dokonywać roszad.

     

    Co ciekawe, w Charleston miała też pierwotnie wystąpić Linette. Ona wycofała się jednak ze zmagań bezpośrednio po zakończeniu turnieju WTA 1000 w Miami, chcąc zregenerować się po wymagającej rywalizacji na Florydzie. O tym, że rezygnuje z występu w imprezie rangi “500”, poinformowała w specjalnym wpisie na profilu X. “Kolejny przystanek – BJK Cup! Do zobaczenia w Radomiu” – napisała poznanianka. Występ 33-latki w Polsce jest niezagrożony. Pytanie, jak potoczy się sytuacja z Fręch oraz jaką ostatecznie decyzję podejmie Iga Świątek. Rozwiązanie tych zagadek powinno nastąpić w najbliższych kilkudziesięciu godzinach.

     

  • Komunikat klubu w sprawie Woffindena. Liczne złamania!

    Komunikat klubu w sprawie Woffindena. Liczne złamania!

    Komunikat klubu w sprawie Woffindena. Liczne złamania!

    ZKS Stal Rzeszów wydała komunikat w sprawie stanu zdrowia trzykrotnego indywidualnego mistrza świata, Taia Woffindena. Brytyjczyk brał udział w koszmarnym wypadku na torze w Krośnie. Prosto w toru został helikopterem przetransportowany do szpitalu w Rzeszowie. — Wstępne badania mówią o licznych złamaniach — poinformował klub.

     

    Przypomnijmy, że do upadku doszło w siódmym biegu zawodów. Po starcie motory Franciszka Majewskiego oraz Woffindena sczepiły się i zawodnicy uderzyli z impetem w dmuchaną bandę. Junior rzeszowian wstał o własnych siłach, a do Brytyjczyka wezwano karetkę.

     

    Trzykrotny indywidualny mistrz świata został umieszczony na noszach. Medycy — oprócz morfiny i kroplówki — nie byli w stanie pomóc mistrzowi świata. Żużlowiec zmagał się z okropnym bólem. Od razu było wiadomo, że sytuacja jest poważna.

     

    Kilka chwil później spiker poinformował kibiców, że na płycie boiska będzie lądował helikopter, który ma zabrać byłego mistrza świata do szpitala. Po fatalnym karambolu zadecydowano o zakończeniu sparingu.

     

    Jest komunikat klubu z Rzeszowa

     

    — Drodzy kibice. Nasz zawodnik, Tai Woffinden, uległ bardzo poważnemu wypadkowi podczas siódmego biegu w meczu sparingowym w Krośnie. Tai został przetransportowany helikopterem do Rzeszowa, gdzie jego stan jest teraz diagnozowany przez lekarzy. Wstępne informacje mówią o licznych złamaniach. Szczegółowe informacje podamy po badaniach. Jednocześnie bardzo dziękujemy za pomoc prezesowi Grzegorzowi Leśniakowi za szybką reakcję w związku z wypadkiem naszego zawodnika i zapewnienia mu wszelkiej pomocy. TAI, JESTEŚMY Z TOBĄ! — przekazał Michał Drymajło, prezes Stali.

     

    34-letni Woffinden ma w ostatnich latach ogromnego pecha do kontuzji. W czerwcu zeszłego roku, podczas Grand Prix Polski w Gorzowie, też brał udział w bardzo poważnej kraksie, w wyniku której złamał łokieć w czterech miejscach.

     

    Kluby z PGE Ekstraligi miały wątpliwości czy po tej kontuzji dojdzie do pełni sił, więc żużlowiec zdecydował się zejść ligę niżej i wzmocnić występującą w Metalkas 2. Ekstralidze, Stal Rzeszów. Po długim okresie rehabilitacyjnym wrócił na motocykl. Drugi sparing w tym roku zakończył się dla niego kolejnym bardzo poważnym urazem.

    Jeśli wstępne informacje o licznych złamaniach się potwierdzą może w tym sezonie już nie wrócić na tor.

  • “Przeciwstawiając się czasowi: Jak Robert Lewandowski osiągnął niewiarygodne 40 goli w wieku 36 lat”

    “Przeciwstawiając się czasowi: Jak Robert Lewandowski osiągnął niewiarygodne 40 goli w wieku 36 lat”

    Świat futbolu nie jest obcy rekordom, które są regularnie łamane, ale od czasu do czasu pojawia się zawodnik, który dokonuje czegoś tak niezwykłego, że nawet najbardziej doświadczeni kibice są w szoku. Robert Lewandowski, polska maszyna do zdobywania bramek, dokonał tego ponownie. W wieku 36 lat, kiedy większość piłkarzy zwalnia tempo, rozważa zakończenie kariery lub ogranicza swoją rolę w drużynie, Lewandowski pisze własny scenariusz. Jako pierwszy zawodnik z czołowych pięciu lig Europy osiągnął oszałamiający wynik 40 goli we wszystkich rozgrywkach w tym sezonie, łącząc występy w klubie i reprezentacji.

     

    To osiągnięcie, które przeczy logice, wiekowi i wszelkim oczekiwaniom. Polski napastnik nieustannie udowadnia, że jest kimś więcej niż tylko piłkarzem – to prawdziwy fenomen, niepowstrzymana siła, która odmawia poddania się upływowi czasu. Ale jak udało mu się utrzymać elitarny poziom gry w wieku, w którym większość napastników traci swoją skuteczność?

     

    Nieustanne dążenie do perfekcji

     

    Droga Lewandowskiego do tego historycznego osiągnięcia nie była przypadkowa. To efekt lat skrupulatnych treningów, dyscypliny i niezachwianego zaangażowania w samodoskonalenie. W przeciwieństwie do wielu zawodników, którzy z wiekiem stopniowo tracą formę, Lewandowski zdaje się przeczyć prawom biologii.

     

    Jaki jest jego sekret? Połączenie naukowo opracowanych treningów, rygorystycznej diety i mentalności, która nie toleruje przeciętności. Ci, którzy mieli okazję z nim pracować – trenerzy, koledzy z drużyny, eksperci od przygotowania fizycznego – mówią o jego obsesji na punkcie detali. Każdy posiłek, każda sesja treningowa, każda chwila regeneracji jest starannie zaplanowana, aby zapewnić mu optymalną formę.

     

    Jednym z kluczowych aspektów jego długowieczności jest zdolność do adaptacji. W młodszych latach był znany ze swojej dynamiki i intensywnego pressingu. Dziś, choć nadal imponuje szybkością, nauczył się oszczędzać energię, bazując na swojej inteligencji boiskowej i doskonałym ustawianiu się. Jego skuteczność w wykańczaniu akcji, zawsze na najwyższym poziomie, stała się jeszcze bardziej precyzyjna, co pozwala mu zdobywać bramki przy minimalnym wysiłku.

     

    Klub i reprezentacja: Sezon nieustannego strzelania

     

    Zdobycie 40 goli w jednym sezonie to imponujące osiągnięcie na każdym etapie kariery, ale dokonanie tego w wieku 36 lat czyni je jeszcze bardziej niezwykłym. Lewandowski w tym sezonie jest siłą natury zarówno na poziomie klubowym, jak i międzynarodowym.

     

    W barwach klubu pozostaje niekwestionowanym liderem ofensywy, co tydzień dostarczając kibicom niezapomnianych chwil. Czy to precyzyjne wykończenie akcji w polu karnym, potężne uderzenie z dystansu, czy perfekcyjnie wykonany strzał głową – Lewandowski wciąż prezentuje pełen wachlarz swoich umiejętności strzeleckich.

     

    Na arenie międzynarodowej jego wpływ jest równie istotny. W reprezentacji Polski niezmiennie pokazuje swoją klasę, strzelając kluczowe bramki i prowadząc drużynę w najważniejszych momentach. Jego doświadczenie, charyzma i zdolność do gry pod presją sprawiają, że nadal pozostaje niezastąpionym ogniwem Biało-Czerwonych.

     

    Łamanie barier, bicie rekordów

     

    Osiągnięcie 40 goli przez Lewandowskiego to coś więcej niż statystyka – to dowód jego niezłomnej determinacji, by być najlepszym. Jako pierwszy zawodnik w Europie w tym sezonie osiągnął ten wynik, ponownie wyznaczając standardy dla napastników na całym świecie.

     

    Lista rekordów, które pobił na przestrzeni lat, wydaje się nie mieć końca. Od historycznych pięciu goli w dziewięć minut dla Bayernu Monachium po liczne Złote Buty – cała jego kariera to nieustanne udowadnianie niedowiarkom, że się mylili. Nawet teraz, gdy wielu spodziewałoby się, że zwolni tempo, on wciąż dominuje na boisku, podczas gdy inni napastnicy w jego wieku dawno stracili blask.

     

    Dziedzictwo legendy

     

    W wieku 36 lat większość piłkarzy myśli już o schyłku kariery, rozważa przeprowadzkę do mniej wymagających lig lub zaczyna planować życie po zakończeniu gry. Ale Lewandowski? Dla niego emerytura nie jest jeszcze tematem do rozmów. Nadal jest tak samo głodny sukcesu jak dekadę temu, napędzany tą samą pasją, która uczyniła go jednym z najlepszych napastników w historii.

     

    Jego historia to nie tylko bramki – to opowieść o wytrwałości, poświęceniu i niezłomnej woli walki. Gdy kibice na całym świecie podziwiają jego dokonania, jedno pytanie pozostaje otwarte – jak długo jeszcze będzie w stanie utrzymać ten poziom?

     

    Jeśli historia nauczyła nas czegokolwiek o Robercie Lewandowskim, to tego, że nigdy nie należy go lekceważyć. Na razie pozostaje nam tylko podziwiać geniusz jednego z największych napastników, jakich widział futbol.