• Było już 0:6. Ale Maja Chwalińska to zrobiła! Sensacja w turnieju WTA

    Było już 0:6. Ale Maja Chwalińska to zrobiła! Sensacja w turnieju WTA

    Sensacyjna niespodzianka w Szwajcarii – Chwalińska zaskakuje tenisowy świat

    ‎Od dna do niezwykłego powrotu

    ‎Przy stanie 0:6 w pierwszym secie szanse Mai Chwalińskiej wydawały się zerowe. Stając naprzeciwko rozstawionej z numerem 1., faworytki gospodarzy, Jill Teichmann, polska zawodniczka wyglądała na przytłoczoną, gdy punkt za punktem uciekały jej szanse. Publiczność szykowała się do świętowania łatwego awansu Szwajcarki do drugiej rundy turnieju WTA 125 w Montreux. Jednak potem, w zwrocie akcji, którego nikt się nie spodziewał, całe spotkanie odwróciło się o 180 stopni.

    ‎Mecz, który wszyscy uważali za zakończony

    ‎Teichmann, znajdująca się w światowej czołówce Top 100, dyktowała tempo każdej wymiany. Pierwszy set przeszła w zaledwie kilka minut, pozostawiając Chwalińską w poszukiwaniu odpowiedzi. Dla zawodniczki sklasyfikowanej na 177. miejscu w rankingu losowanie nie mogło być bardziej wymagające. Wyglądało na to, że porażka jest nieunikniona. A jednak Chwalińska nie poddała się.

    ‎Odpowiedź, której nikt się nie spodziewał

    ‎Zamiast się poddać, Polka sięgnęła po rezerwy sił. W drugim secie znalazła swój rytm, jej uderzenia nabrały pewności, a dominacja Teichmann zaczęła pękać. Wymiany stawały się dłuższe, presja zmieniła stronę, a Chwalińska wykorzystała swoją szansę. Wbrew wszelkim przewidywaniom wygrała drugi set 6:4 – sygnał, że może wydarzyć się coś niezwykłego.

    ‎Decydujący set, który zszokował Montreux

    ‎Z momentum po swojej stronie Chwalińska przystąpiła do trzeciego seta pełna pewności siebie. Tym razem to Teichmann wyglądała na zdezorientowaną, nie mogąc nadążyć za zmianą intensywności gry. Punkt po punkcie, gem po gemie, Chwalińska odjechała rywalce. To, co zaczęło się jako jednostronna rywalizacja, zakończyło się jednostronnym dominowaniem – tylko w przeciwną stronę. Z przekonującym wynikiem 6:1 w decydującym secie sensacja stała się faktem: 0:6, 6:4, 6:1.

    ‎Dlaczego to zwycięstwo jest tak ważne

    ‎Dla Chwalińskiej to było coś więcej niż zwycięstwo w pierwszej rundzie. Po nieudanych kwalifikacjach do US Open przyjechała do Montreux w poszukiwaniu odkupienia i cennych punktów rankingowych. Pokonanie zawodniczki z Top 100, a w dodatku liderki turnieju, od razu stawia to zwycięstwo w gronie największych sukcesów w jej karierze. Triumf przesuwa ją w rankingu o 18 miejsc, na 159. pozycję na świecie – znaczący krok w jej tenisowej drodze.

    ‎Co dalej?

    ‎Choć kolejne zwycięstwa prawdopodobnie nie przyniosą tak spektakularnych awansów w rankingu, pewność siebie zdobyta dzięki tej grze może okazać się bezcenna. W turnieju, w którym brak wielu największych gwiazd, każda szansa teraz wydaje się w zasięgu ręki. Chwalińska już dostarczyła niespodzianki rundy, ale historia daleka jest od zakończenia.

    ‎👉 Ostateczny wynik:

    ‎Maja Chwalińska — Jill Teichmann 0:6, 6:4, 6:1

  • ‎O 23:20 gruchnęły wieści o Sabalence. Nawet nie wyszła na kort

    ‎O 23:20 gruchnęły wieści o Sabalence. Nawet nie wyszła na kort

    Dokładnie o 23:20 tenisowy świat obiegła szokująca wiadomość. Kibice oczekujący starcia Aryny Sabalenki z Marketą Vondrousovą nie doczekali się meczu, na który tak czekali. Wyczekiwany ćwierćfinał zakończył się, zanim w ogóle się rozpoczął, wprawiając wszystkich w osłupienie.

    Pegula Czeka, a Świat Tenisa Wstrzymuje Oddech

    Zaledwie godzinę po tym, jak Jessica Pegula w niecałe dziewięćdziesiąt minut rozprawiła się z Barborą Krejčíkovą, amerykańska gwiazda czekała na poznanie swojej półfinałowej rywalki. Wszystkie spojrzenia były zwrócone na zaplanowane starcie Sabalenki z Vondrousovą. Ale zamiast nocnej batalii na Arthur Ashe Stadium, o wszystkim zadecydował niespodziewany zwrot.

    Mecz, Którego Nigdy Nie Było

    Zegar zbliżał się do godziny 1:00 w nocy czasu polskiego, gdy Sabalenka i Vondrousova miały pojawić się na korcie. Ale zanim uderzono pierwszą piłkę, organizatorzy US Open ogłosili oficjalnie: mecz został odwołany. Walkower przesądził losy rywalizacji, szokując tysiące kibiców czekających na nocną sesję.

    Cichy Wróg – Kontuzja Uderza

    Powód? Marketa Vondrousova, mistrzyni Wimbledonu z 2023 roku, została zmuszona wycofać się z turnieju. Podczas wtorkowego treningu kamery uchwyciły moment, gdy po jednym z forhendów złapała się za kolano z wyraźnym grymasem bólu. Natychmiast zakończyła zajęcia, a niedługo później podjęła bolesną decyzję o rezygnacji z gry w ćwierćfinale.

    Sabalenka Przechodzi Dalej Bez Gry

    Wraz z oficjalnym wycofaniem rywalki, Sabalenka automatycznie awansowała do półfinału. Teraz Białorusinka zmierzy się z Jessicą Pegulą – największą nadzieją gospodarzy na to, że Amerykanka wreszcie uniesie trofeum US Open.

    Emocjonalne Pożegnanie Vondrousovej

    Vondrousova zwróciła się do kibiców w poruszającym wpisie w mediach społecznościowych. Przyznała, że uraz po raz pierwszy dał o sobie znać w starciu z Jeleną Rybakiną, a na treningu jeszcze się pogłębił.

    > „Serce mi pęka, że nie mogę wyjść na kort podczas US Open z powodu tej kontuzji. To miejsce jest dla mnie wyjątkowe – dokładnie rok temu byłam w szpitalu i nie wiedziałam, czy kiedykolwiek wrócę. Powrót tutaj, ponowna rywalizacja i czerpanie radości z tak pięknych meczów znaczy dla mnie więcej, niż mogę opisać słowami. Dziękuję za całą miłość i wsparcie” – napisała.

    Sabalenka Pokazuje Szacunek

    Sabalenka, choć awansowała dalej, nie świętowała. Zamiast tego okazała współczucie swojej rywalce. W swoim poście doceniła niezwykły sezon Czeszki i jej hart ducha.

    > „Jest mi bardzo przykro z powodu Markety, po tym wszystkim, co przeszła. Grała niesamowity tenis i wiem, jak bardzo musi to boleć. Dbaj o siebie i mam nadzieję, że szybko wyzdrowiejesz” – napisała Białorusinka.

    Wielkoszlemowa Regularność Sabalenki

    Ten walkower zapewnia Sabalence miejsce co najmniej w półfinale każdego turnieju wielkoszlemowego w tym sezonie. Jej seria jest imponująca, ale i gorzka: finał w Melbourne, kolejny w Paryżu i półfinał na Wimbledonie. Za każdym razem jej marzenia zatrzymywały Amerykanki – Madison Keys, Coco Gauff i Amanda Anisimova. Teraz los ponownie zestawił ją z Amerykanką – Jessicą Pegulą.

    Sezon Pełen Kontrastów

    Dla Vondrousovej rozczarowanie nie przekreśla jednak jej odrodzenia. Mimo bolesnego końca, jej przygoda w US Open gwarantuje awans w rankingu WTA z 60. na 36. pozycję. Dla Sabalenki natomiast presja rośnie. Broni tytułu w Nowym Jorku, a niezależnie od wyniku, jej pozycja liderki światowego rankingu po turnieju jest już pewna.

    Co Dalej?

    https://x.com/espn/status/1962989549774098501

    Sabalenka zmierzy się teraz z Pegulą w widowiskowym półfinale, który może napisać kolejną dramatyczną historię tegorocznego US Open. Czy amerykańscy kibice doczekają się swojej wymarzonej chwili, czy też Sabalenka bezlitośnie ruszy po drugi z rzędu triumf w Nowym Jorku? Napięcie sięga zenitu.

  • Godziny do meczu Świątek, a on już zna rozstrzygnięcie. Wskazał to bez wahania

    Godziny do meczu Świątek, a on już zna rozstrzygnięcie. Wskazał to bez wahania

    Godziny do meczu Świątek, a on już zna rozstrzygnięcie. Wskazał to bez wahania

    ‎Amanda Anisimowa przygotowuje się do tego, co ma być jej momentem rewanżu. Amerykańska tenisistka pragnie pomścić swoją druzgocącą i upokarzającą porażkę z Igą Świątek w finale Wimbledonu, gdzie nie zdołała ugrać nawet jednego gema. Teraz, na twardych kortach US Open, ma szansę na odwet. Jednak nie wszyscy wierzą, że scenariusz się zmieni.

    ‎Były deblista Marcin Matkowski w rozmowie z Polską Agencją Prasową nie pozostawił żadnych wątpliwości. Jego zdaniem wynik jest już przesądzony.

    ‎Dominacja Świątek

    ‎Polska wiceliderka rankingu WTA przebrnęła przez pierwsze cztery rundy w Nowym Jorku, tracąc tylko jednego seta. Każde kolejne zwycięstwo potwierdza jej opinię jako najbardziej kompletnej zawodniczki na światowych kortach. Jednak poprzeczka wisi coraz wyżej, a pierwszym poważnym wyzwaniem będzie Anisimowa, która z pewnością spróbuje zatrzeć wspomnienie londyńskiego koszmaru.

    ‎Matkowski nie daje jej jednak większych szans.

    ‎– Teraz też wygra Iga – stwierdził z pełnym przekonaniem. – Być może nie tak gładko i wysoko jak na Wimbledonie, ale jest zdecydowaną faworytką. Oczywiście Anisimowa będzie miała za sobą publiczność, a korty twarde to zupełnie inna nawierzchnia niż trawa, więc Amerykanka może czuć się na nich pewniej. Ale to nie zmienia faktu, że Iga ma więcej atutów. Nawet jeśli po londyńskiej klęsce Anisimowa podejdzie do meczu z myślą, że gorzej już być nie może i zagra swobodniej, to wciąż nie wystarczy.

    ‎Faworytka Nie Tylko Meczu, Ale Całego Turnieju

    ‎Matkowski poszedł jeszcze dalej, podkreślając, że Świątek jest faworytką nie tylko w starciu z Anisimową, ale i w całej imprezie.

    ‎– Wygrała ostatnio dwa ważne turnieje – w Londynie i Cincinnati. Oczywiście każdemu może się zdarzyć słabszy dzień, jak w meczu drugiej rundy, gdy z problemami pokonała Suzan Lamens. Ale w pozostałych spotkaniach, szczególnie w tym ostatnim, potwierdziła wysoką formę, jaką prezentuje od Wimbledonu – wyjaśnił były deblista.

    ‎A Co z Sabalenką?

    ‎Polski ekspert odniósł się także do sytuacji liderki światowego rankingu, Aryny Sabalenki, która znajduje się w przeciwnej połowie drabinki niż Świątek. Pomimo stabilnej pozycji Białorusinki, Matkowski uważa, że jej seria porażek w najważniejszych momentach Wielkich Szlemów może mieć dla niej negatywne konsekwencje.

    ‎– Przegrała finały Australian Open i Rolanda Garrosa, a potem półfinał Wimbledonu. W pewnym momencie takie porażki stają się bardziej „prawem serii” niż dodatkową motywacją. To w pewnym sensie sprzyja Idze – zauważył.

    ‎Potencjalne Starcie, Które Zelektryzuje Kibiców

    ‎Jeśli Świątek pokona Anisimową, a Naomi Osaka zwycięży z Karolíną Muchovą, to w półfinale może dojść do hitowego starcia: Świątek kontra Osaka – Japonka prowadzona przez byłego trenera Polki.

    ‎Matkowski określił taki potencjalny mecz jako „bardzo ciekawe wydarzenie z perspektywy polskiego kibica”.

    ‎Na razie jednak oczy wszystkich skierowane są na Arthur Ashe Stadium, gdzie Amanda Anisimowa spróbuje odmienić los. Eksperci, tacy jak Matkowski, są jednak przekonani, że wynik został już rozstrzygnięty.

  • Sensacyjny wynik 21-letniego Polaka. Pobił najstarszy rekord Polski

    Sensacyjny wynik 21-letniego Polaka. Pobił najstarszy rekord Polski

    Rekord, Który Wydawał się Nietykalny

    ‎Przez dekady jedna liczba pozostawała niezmienna w polskiej lekkoatletyce. Od 1974 roku legendarny rekord Bronisława Malinowskiego na 3000 metrów wydawał się odporny na czas, niekwestionowany przez kolejne pokolenia biegaczy. Rok po roku był najstarszym obowiązującym rekordem kraju w polskich biegach — częścią dziedzictwa wyrytą w pamięci sportu. Wielu sądziło, że nigdy nie zostanie pobity.

    ‎A jednak w jednym, elektryzującym biegu w Niemczech 21-letni zawodnik udowodnił, że nawet najbardziej historyczne granice nie są wieczne.

    ‎Droga Kamila Herzyka

    ‎Kamil Herzyk to nie jest przypadkowe nazwisko na liście startowej. Ten 21-latek bardzo szybko wyrósł na jednego z najbardziej obiecujących polskich biegaczy długodystansowych, wykazując się konsekwencją i determinacją znacznie przewyższającą jego wiek. Jest już mistrzem Polski w biegu ulicznym na 5 km, a także rekordzistą kraju do lat 23 w hali na 3000 m.

    ‎Na początku tego roku w Gdańsku zanotował kolejny kamień milowy — pobiegł 5000 metrów w czasie 13:31,72, co było najlepszym wynikiem Polaka od ponad trzech dekad i szóstym rezultatem w historii polskiej lekkoatletyki. Ten występ był zapowiedzią jego potencjału. Niewielu jednak spodziewało się, że wkrótce wymaże rekord, który przetrwał 51 lat.

    ‎Pojedynek do Ostatnich Metrów w Trewirze

    ‎Scena była gotowa w Trewirze, w Niemczech. Konkurencja była zacięta, tempo mordercze, a Herzyk gotów, by wkroczyć na nieznane dotąd terytorium. Na ostatnich metrach walczył już nie tylko z rywalami — ścigał się z historią.

    ‎Herzyk przeciął linię mety z rewelacyjnym czasem 7:40.22, zajmując drugie miejsce, ale na zawsze zapisując się w historii polskiej lekkoatletyki. Zwycięzcą został Norweg Andreas Fjeld Halvorsen, który triumfował wynikiem 7:40.21 po dramatycznym finiszu.

    ‎Jednak to właśnie Herzyk był bohaterem dnia. Jego rezultat oznaczał, że o ponad dwie sekundy poprawił rekord Malinowskiego z 1974 roku (7:42.4), kończąc panowanie najstarszego rekordu Polski.

    https://x.com/Nedops/status/1962956015751553396

    ‎Ciężar Historii Został Zrzucony

    ‎Bronisław Malinowski, dwukrotny medalista olimpijski i jedna z największych ikon polskich biegów długodystansowych, ustanowił ten rekord w Oslo ponad pół wieku temu. Przez dekady jego wynik był symbolem wytrzymałości i doskonałości. Dziś Kamil Herzyk dopisał do tej historii własne nazwisko, pokazując, że nowe pokolenie jest gotowe, by przejąć pałeczkę.

    ‎Jeszcze bardziej niezwykłe w tym wyczynie było to, że nie był to triumf zdobyty przewagą minut ani nawet sekund — wszystko rozstrzygnęło się na ostatnich metrach biegu. Rekord został pobity, ale dramatyczna walka, która do tego doprowadziła, sprawiła, że osiągnięcie nabrało jeszcze większej wagi.

    ‎Co Dalej z Nową Gwiazdą Polskich Biegów?

    ‎Przełomowy bieg Herzyka nie tylko zmienił historię — otworzył też drzwi do nowej ery w polskich biegach długodystansowych. Dzięki połączeniu młodości, szybkości i niezłomnej determinacji 21-latek daje jasny sygnał, że to dopiero początek.

    ‎Skoro potrafił już wymazać rekord, który przetrwał pół wieku, nasuwa się pytanie: jakie granice mogą go jeszcze zatrzymać?

    ‎Jedno jest pewne — polska lekkoatletyka ma nowe nazwisko do oklaskiwania, a świat z uwagą będzie śledził, jak daleko zajdzie Kamil Herzyk.

  • Walkower w meczu Sabalenki na US Open. To już oficjalne. Znamy kolejną półfinalistkę

    Walkower w meczu Sabalenki na US Open. To już oficjalne. Znamy kolejną półfinalistkę

    Walkower w meczu Sabalenki na US Open. To już oficjalne. Znamy kolejną półfinalistkę

    ‎Po tym, jak Jessica Pegula pokonała Barborę Krejcikovą, Amerykanka oczekiwała na swoją rywalkę w półfinale US Open. Miał ją wyłonić pojedynek pomiędzy Aryną Sabalenką i Marketą Vondrousovą, wyznaczony na sesję wieczorną. Do starcia jednak nie dojdzie. Białorusinka awansowała do dalszej fazy walkowerem, gdyż Czeszka wycofała się z dalszej rywalizacji. Liderka rankingu WTA zdążyła już zareagować na całą sytuację. Oto co miała do przekazania.

    ‎Na wtorek czasu nowojorskiego zaplanowano pierwsze spotkania ćwierćfinałowe w grze pojedynczej. Jako pierwsze na Arthur Ashe Stadium pojawiły się Jessica Pegula i Barbora Krejcikova. Amerykanka pewnie pokonała Czeszkę 6:3, 6:3 i dzięki temu zameldowała się w najlepszej “4” US Open. W tej fazie na tenisistkę z USA mógł czekać rewanż za ubiegłoroczny finał. Warunek był jeden – Aryna Sabalenka musiała pokonać najpierw Marketę Vondrousovą.

    https://x.com/usopen/status/1962988981101948940

    ‎Reprezentantka naszych południowych sąsiadów sprawiła niespodziankę w poprzedniej rundzie, eliminując znajdującą się w dobrej formie Jelenę Rybakinę. Panie rozegrały zacięte spotkanie na Arthur Ashe Stadium, w którym mistrzyni Wimbledonu 2023 okazała się lepsza od tej z sezonu 2022, wygrywając 6:4, 5:7, 6:2. W związku z tym miało dojść do 10. bezpośredniego starcia pomiędzy Sabalenką i Vondrousovą.

    ‎US Open: Marketa Vondrousova wycofała się z rywalizacji. Aryna Sabalenka w półfinale

    ‎Ostatecznie Białorusinka nie musiała nawet wychodzić na kort. Czeszka wycofała się z dalszej rywalizacji z powodu kontuzji. Informacja została potwierdzona przez organizatorów w specjalnym komunikacie.

    ‎Na całą sytuację zdążyła już zareagować Aryna. Liderka rankingu WTA przekazała wiadomość za pośrednictwem swojej relacji na Instagramie. “Bardzo mi przykro z powodu Markety po tym wszystkim, co przeszła. Grała niesamowity tenis i wiem, jak bardzo musi ją to boleć. Dbaj o siebie i mam nadzieję, że szybko wrócisz do zdrowia” – napisała tenisistka z Mińska.

    https://x.com/z_kortu/status/1962991771845329388

    ‎Tym samym w nocy z czwartku na piątek czasu polskiego czeka nas rewanżowe starcie za ubiegłoroczny finał. Zobaczymy, jak tym razem Jessica Pegula poradzi sobie w batalii z Aryną Sabalenką. Za kilkadziesiąt godzin poznamy pełen skład półfinalistek. W środę, w drugim meczu dnia od godz. 17:30 czasu polskiego (po spotkaniu Felix Auger-Aliassime – Alex de Minaur, ale nie przed godz. 19:00 naszego czasu), o awans do najlepszej “4” powalczy Iga Świątek. Jej przeciwniczką będzie Amanda Anisimova. Później, już w sesji wieczornej, odbędzie się ostatni ćwierćfinał pań – Naomi Osaka zmierzy się z Karoliną Muchovą.

  • Była 3. minuta meczu Polska – Francja. Wszystkie oczy na Lewandowskiego

    Była 3. minuta meczu Polska – Francja. Wszystkie oczy na Lewandowskiego

    Robert Lewandowski, Jan Bednarek i Piotr Zieliński – trzej ostatni kapitanowie reprezentacji Polski w piłce nożnej – pojawili się w Spodku, by z trybun obejrzeć mecz koszykarskiej kadry z Francją podczas EuroBasketu. Zajęli miejsca w pierwszym rzędzie przy samym boisku, obok m.in. siatkarza Tomasza Fornala.

    O tym, że piłkarze mogą odwiedzić Spodek, mówiło się już dzień wcześniej. Sam Lewandowski, zapytany na konferencji prasowej, przyznał, że chętnie wybrałby się na spotkanie Polska – Francja. Polski Związek Koszykówki był w kontakcie z PZPN i oficjalnie zaprosił zawodników.

    Do ostatnich chwil nie było jednak jasne, czy piłkarze faktycznie się pojawią – decyzja miała zapaść dopiero po treningu. Gdy drużyny przygotowywały się do rozpoczęcia meczu, w strefie VIP można już było dostrzec m.in. Tomasza Fornala, Kamila Glika oraz Lukasa Podolskiego.

    Lewandowski, Zieliński, Bednarek oraz pozostali reprezentanci – wśród nich Krzysztof Piątek, Nicola Zalewski, Tomasz Kędziora czy Łukasz Skorupski – weszli na halę chwilę po rozpoczęciu gry, w trzeciej minucie. Przeszli za stanowiskami telewizyjnymi i zajęli miejsca tuż przy parkiecie, w jednym rzędzie niedaleko Podolskiego. Niemal wszyscy od razu sięgnęli po telefony, co nie umknęło uwadze kibiców ani realizatorów transmisji.

    Z czasem jednak cała grupa coraz uważniej śledziła wydarzenia na boisku. Piłkarze dyskutowali między sobą, wymieniali komentarze, a Lewandowski – siedzący obok Podolskiego – dał się ponieść zabawie podczas przerwy z udziałem „Kiss Cam”. W przerwie między pierwszą a drugą kwartą „Lewy” przechadzał się wzdłuż trybuny VIP, witając się z Tomaszem Fornalem, prezesem PZKosz Grzegorzem Bachańskim oraz raperem Okim.

    Dopiero w 17. minucie spotkania spiker oficjalnie powitał piłkarzy. Obraz z trybuny VIP pojawił się na telebimie, a największy aplauz publiczności wywołał widok Roberta Lewandowskiego.

    Mecz Polska – Francja był czwartym pojedynkiem Biało-Czerwonych w fazie grupowej EuroBasketu w Katowicach. Po trzech wcześniejszych zwycięstwach Polacy mieli już zapewniony awans do 1/8 finału.

  • Godzina prawdy dla Igi Świątek – znamy termin jej meczu ćwierćfinałowego US Open

    Godzina prawdy dla Igi Świątek – znamy termin jej meczu ćwierćfinałowego US Open

    Godzina prawdy dla Igi Świątek – znamy termin jej meczu ćwierćfinałowego US Open

    Spotkanie z historią na korcie Arthura Ashe’a

    Czekanie dobiegło końca. Kibice w Polsce i na całym świecie wreszcie wiedzą, kiedy Iga Świątek wyjdzie na największą scenę tenisa, by walczyć o miejsce w półfinale US Open. Liderka światowego rankingu otrzymała zaszczyt rozegrania swojego niezwykle ważnego ćwierćfinału przeciwko Amandzie Anisimovej na legendarnym stadionie Arthura Ashe’a, w prestiżowej sesji dziennej. A to świetna wiadomość dla kibiców w kraju – tym razem nie będą musieli zarywać nocy. Spotkanie zaplanowano nie wcześniej niż o godz. 19:00 czasu polskiego.

    Decyzja organizatorów

    Harmonogram US Open na środę został już opublikowany. Na tym etapie turnieju wszystkie ćwierćfinały gry pojedynczej rozgrywane są wyłącznie na korcie centralnym. Dla Świątek będzie to powrót na największą arenę po wcześniejszym meczu z Jekateriną Aleksandrową, który odbył się na korcie Louisa Armstronga. Teraz, gdy stawka jest najwyższa, Polka znów stanie pod światłami Ashe’a — miejsca, w którym rodzą się i upadają legendy.

    Kto otworzy rywalizację?

    Sesję dzienną rozpoczną Felix Auger-Aliassime z Kanady oraz Alex De Minaur z Australii. Dopiero po ich pojedynku na kort wyjdą Świątek i Anisimova. To oznacza start nie wcześniej niż o godz. 19:00 w Polsce, lecz jak pokazuje historia, wszystko może się zdarzyć, jeśli pierwszy mecz potrwa dłużej niż przewidywano. Kibice muszą liczyć się z możliwym opóźnieniem.

    Dzień pełen tenisowych emocji

    Choć mecz Świątek przyciągnie miliony oczu, sesja wieczorna zapowiada się równie emocjonująco. Naomi Osaka, świeżo po sensacyjnym zwycięstwie nad Coco Gauff, zmierzy się z Karoliną Muchovą. Później kibiców czeka włoski hit: Jannik Sinner kontra Lorenzo Musetti, który może potrwać do późnej nocy w Nowym Jorku. Do końca środowego programu poznamy pełny skład półfinalistów US Open.

    Kto już walczy o półfinał?

    We wtorek poznamy pierwszych półfinalistów. W rywalizacji kobiet Jessica Pegula zmierzy się z Barborą Krejcikovą, a wśród mężczyzn Jiri Lehecka stawi czoła Carlosowi Alcarazowi. Aryna Sabalenka sprawdzi się w starciu z Marketą Vondrousovą, a Novak Djoković podejmie Taylora Fritza. Wszyscy walczą o miejsce w najlepszej czwórce i nikt nie zamierza łatwo odpuścić.

    Meta coraz bliżej

    Odliczanie trwa. Finał kobiet zaplanowano na sobotę, 6 września, a finał mężczyzn na niedzielę, 7 września. Na razie jednak uwaga całego świata skupia się na środzie. Iga Świątek zna już godzinę, zna rywalkę i zna scenę, na której zagra. Jedyną niewiadomą pozostaje to, czy po raz kolejny udowodni swoją siłę i zapisze się w gronie czterech najlepszych tenisistek w Nowym Jorku.

  • 6:0, 6:0 dla Świątek, a po tym walkower. “Nie chciała powtórki”

    6:0, 6:0 dla Świątek, a po tym walkower. “Nie chciała powtórki”

    Amanda Anisimova nie ukrywa, że porażka 0:6, 0:6 z Igą Świątek w finale tegorocznego Wimbledonu była dla niej bolesnym doświadczeniem. – Muszę zrobić wszystko, żeby coś takiego już nigdy się nie powtórzyło – przyznała po tamtym meczu. Teraz, przed ćwierćfinałem US Open, w którym znów stanie naprzeciw Polki, mówi otwarcie: – Kto by pomyślał, że tak szybko ponownie się spotkamy? To będzie świetny mecz. Mam nadzieję, że tym razem zobaczymy prawdziwe widowisko.

    Świątek w wielkiej formie

    Polka zameldowała się w najlepszej ósemce turnieju po pewnym zwycięstwie nad Jekatieriną Aleksandrową, rozstawioną z numerem 12. Choć spodziewano się zaciętej rywalizacji, Rosjanka zeszła z kortu pokonana w zaledwie 65 minut – 3:6, 1:6 – i nie kryła łez.

    Świątek udowodniła, że po nieco słabszych meczach z Suzan Lamens i Anną Kalinską, w kluczowych momentach potrafi włączyć wyższy bieg. Podobny scenariusz widzieliśmy podczas Wimbledonu – tam Polka rozkręcała się z meczu na mecz, by w finale zmiotła Anisimovą z kortu w 57 minut, nie oddając jej nawet gema.

    Anisimova: czas na rewanż?

    Amerykanka również prezentuje się solidnie. W drodze do ćwierćfinału pokonała m.in. Beatriz Haddad Maię 6:3, 6:0, a wcześniej wygrała trzy kolejne mecze, tracąc tylko jednego seta. Jej dyspozycja pozwala wierzyć, że tym razem rywalizacja ze Świątek może być bardziej wyrównana. – Ona gra teraz fantastyczny tenis. Liczę, że uda nam się stworzyć prawdziwe widowisko – mówi dziewiąta rakieta świata.

    Problemem dla Anisimovej może być jednak sfera mentalna. W lipcu wystąpiła w swoim pierwszym wielkoszlemowym finale, który na długo pozostanie dla niej bolesnym wspomnieniem. Porażka 0:6, 0:6 – tzw. „rower” – zdarzyła się w finale turnieju tej rangi po raz pierwszy od 1984 roku. – Czułam ogromny zawód, miałam poczucie winy, że nie pokazałam pełni możliwości. Dopiero późniejsze rozmowy i wsparcie innych pozwoliły mi to przetrawić – przyznaje dziś Anisimova.

    Historia nie daje jej nadziei

    Statystyki przemawiają jednak na korzyść Świątek. Polka w karierze aż dziewięć razy wygrywała mecze 6:0, 6:0 i żadna z tenisistek, które w ten sposób ograła, nigdy nie potrafiła jej się zrewanżować. Najbliżej była Karolina Pliskova, która po upokarzającej porażce w Rzymie w 2021 roku jeszcze kilkakrotnie próbowała – bezskutecznie. Podobnie było z Anastasiją Pawluczenkową czy Anastasiją Potapową, które po „podwójnym bajglu” również nie znalazły sposobu na Polkę.

    Lista ofiar Świątek, które kończyły mecz z wynikiem 0:6, 0:6, jest długa i obejmuje m.in. Vivian Tomę, Alessandrę Crump, Andreę Renee Villarreal, Andreę Prisacariu, Karolinę Pliskovą, Anastasiję Pawluczenkową, Wang Xinyu, Anastasiję Potapową i właśnie Amandę Anisimovą.

    Wszystko wskazuje więc na to, że jeśli Amerykanka marzy o rewanżu, musi przełamać nie tylko grę Świątek, ale i statystyczną klątwę, która ciąży na rywalkach Polki po „rowerze”.

  • Partner Sabalenki zaskakuje światem – ogłasza nowy projekt w chwili, gdy ona przeżywa porażkę

    Partner Sabalenki zaskakuje światem – ogłasza nowy projekt w chwili, gdy ona przeżywa porażkę

    Partner Sabalenki zaskakuje światem – ogłasza nowy projekt w chwili, gdy ona przeżywa porażkę

    ‎Gorzki wieczór w Cincinnati

    ‎Aryna Sabalenka przyjechała do Cincinnati z wielkim apetytem na sukces. Jako liderka rankingu WTA i obrończyni tytułu sprzed roku miała dodatkową presję, by ponownie zaprezentować się z najlepszej strony. Tym razem jednak musiała pogodzić się z rozczarowaniem. W ćwierćfinale została zatrzymana przez Jelenę Rybakinę, która pewnie pokonała ją 6:1, 6:4 i to Kazaszka ruszyła dalej w stronę finału z Igą Świątek.

    ‎Sabalenka, mimo frustracji, nie zamierzała ukrywać emocji. W swoich mediach społecznościowych przyznała otwarcie, że oczekiwała lepszego wyniku. „Nie jest to rezultat, którego chciałam, ale jestem gotowa na nowy początek w Nowym Jorku. Dziękuję Cincinnati – zawsze wracam tu z przyjemnością” – napisała.

    ‎Cień Nowego Jorku już się zbliża

    ‎Wspomnienie o Nowym Jorku to jasne odniesienie do US Open – ostatniego Wielkiego Szlema w sezonie. Sabalenka ma tam do obrony nie tylko trofeum, ale też ogromną liczbę punktów rankingowych. Stawka jest więc niezwykle wysoka, a każdy krok przygotowań ma znaczenie.

    ‎Plotki krążyły od dawna – teraz stały się faktem

    ‎W chwili, gdy Sabalenka mierzy się ze sportowymi wyzwaniami, jej partner postanowił zwrócić na siebie uwagę całego świata. Od miesięcy szeptano, że Georgios Frangulis, grecki biznesmen i założyciel sieci Oakberry, zamierza zrobić wielki krok w świat sportu. Teraz sam potwierdził, że to nie były puste plotki.

    ‎Oficjalne ogłoszenie – i to w symbolicznej chwili

    ‎Krótko po porażce Sabalenki w Ohio, Frangulis zamieścił w sieci wpis, który rozwiał wszelkie wątpliwości. „Tak, kupiliśmy najfajniejszy klub piłkarski” – ogłosił z dumą. Do słów dołączył specjalnie przygotowane nagranie. Na filmie widać go m.in. na stadionie, w klubowej koszulce, podczas konferencji prasowej oraz w prywatnym samolocie.

    ‎Reakcja Aryny mówi wszystko

    ‎Jak na nowe przedsięwzięcie swojego ukochanego zareagowała Aryna Sabalenka? Nie zostawiła miejsca na domysły. „Mój ukochany jest w gazie” – napisała pod jego wpisem. Widać wyraźnie, że liderka światowego rankingu nie tylko akceptuje zawodowe ambicje partnera, ale także mocno go wspiera.

    ‎Związek oparty na pracy i pasji

    ‎Sabalenka i Frangulis tworzą parę od 2023 roku. Dzieli ich osiem lat, lecz na co dzień różnica wieku nie ma znaczenia. Białorusinka wielokrotnie podkreślała, że to właśnie Grek jest „miłością jej życia”. Ich więź nie ogranicza się tylko do życia prywatnego. Frangulis jest obecny niemal na każdym meczu w jej boksie, a Sabalenka pełni rolę ambasadorki jego marki Oakberry, oferującej napoje i przekąski z jagód acai.

    ‎Sport, biznes i miłość – silny fundament

    ‎Ich wspólna historia pokazuje, że potrafią łączyć życie osobiste z zawodowym. Podczas gdy Sabalenka przygotowuje się do jednego z najważniejszych turniejów sezonu, jej partner realizuje ambitne projekty biznesowe. A choć każde z nich działa w innej przestrzeni, jedno jest pewne – wspólnie stanowią duet, który coraz częściej przyciąga uwagę nie tylko kibiców tenisa, ale i całego sportowego świata.

  • Znamy godzinę meczu Igi Świątek o półfinał US Open!

    Znamy godzinę meczu Igi Świątek o półfinał US Open!

    Znamy godzinę meczu Igi Świątek o półfinał US Open!

     

    Znamy godzinę meczu Igi Świątek — Amanda Anisimova o półfinał US Open. Polska tenisistka dostanie szansę pokazania się na korcie centralnym imienia Arthura Ashe’a w sesji dziennej. To fantastyczne wieści dla polskich kibiców, którzy nie będą musieli zarywać nocy, by śledzić poczynania polskiej nadziei. Jej spotkanie zaplanowano nie przed 19.00 polskiego czasu.

     

    Organizatorzy US Open opublikowali już plan gier na środę. W tej fazie imprezy mecze seniorów w grze pojedynczej odbywają się już tylko na korcie centralnym im. Arthura Ashe’a. Dla Igi Świątek będzie to powrót na tę arenę po starciu z Jekateriną Aleksandrową, które odbywało się na korcie im. Louisa Armstronga.

     

    Jako pierwsi na kort centralny wyjdą tym razem Felix Auger-Aliassime oraz Alex De Minaur. Po nich, nie przed 19.00 polskiego czasu, swoje spotkanie rozpocząć mają Iga Świątek oraz Amanda Anisimova. Można jednak spodziewać się pewnego opóźnienia w przypadku wydłużenia spotkania Kanadyjczyka z Australijczykiem.

     

    Jest godzina meczu Igi Świątek. Oto plan ćwierćfinałów US Open w środę

     

    W sesji nocnej swój mecz rozegra Naomi Osaka. Japonka, która dopiero co wyeliminowała z gry Coco Gauff, zmierzy się z Karoliną Muchovą, która wygrała z Martą Kostiuk. Dzień na korcie centralnym zakończy starcie Jannika Sinnera z Lorenzo Musettim. To wtedy poznamy wszystkich półfinalistów US Open.

     

    Już we wtorek poznamy pierwszych półfinalistów turnieju w Nowym Jorku. O awans do najlepszej czwórki walczą Jessica Pegula i Barbora Krejcikova, Jiri Lehecka i Carlos Alcaraz, Aryna Sabalenka i Marketa Vondrousova oraz Novak Djoković i Taylor Fritz.

     

    Finał kobiecego odbędzie się w sobotę 6 września. Z kolei na 7 września zaplanowano finał panów.