• Tym razem nie Świątek. Kyrgios zadrwił z Sabalenki przed “bitwą płci”

    Tym razem nie Świątek. Kyrgios zadrwił z Sabalenki przed “bitwą płci”

    „Bitwa płci” wraca po latach. Kyrgios prowokuje przed meczem z Sabalenką

    Legendarny pokazowy pojedynek tenisowy między Bobbym Riggsem a Billie Jean King z 1973 roku przeszedł do historii jako „bitwa płci”. Ponad pół wieku później kibice znów zobaczą podobne widowisko. Na początku przyszłego roku Nick Kyrgios zmierzy się z Aryną Sabalenką, a Australijczyk już teraz dba o to, by wokół wydarzenia było głośno. – Myślisz, że muszę dać z siebie sto procent? – pytał prowokacyjnie, jednocześnie wskazując wynik, jaki jego zdaniem padnie.

    Kyrgios znów na ustach kibiców

    Choć w ostatnich latach nie potrafi nawiązać do gry czołówki, Kyrgios nie daje o sobie zapomnieć. Australijczyk regularnie wywołuje kontrowersje, a szczególnie często wytyka dopingowe afery Idze Świątek i Jannikowi Sinnerowi. Teraz jednak postanowił zyskać rozgłos w inny sposób – zaproponował zorganizowanie nowej „bitwy płci”, w której rywalką ma być liderka światowego rankingu, Aryna Sabalenka.

    „Ona wierzy w zwycięstwo”

    Do pierwszej konfrontacji tego typu doszło w 1973 roku. Billie Jean King pokonała wówczas Bobby’ego Riggsa, a mecz obejrzało na całym świecie ponad 90 mln widzów. Spotkanie Kyrgiosa z Sabalenką ma odbyć się w styczniu przy okazji turnieju ATP 250 w Hongkongu. Do rywalizacji pozostaje jeszcze trochę czasu, ale atmosfera jest już rozgrzewana.

    Australijczyk w podcaście „First & Red” prowadzonym przez Aleksandra Bublika opowiadał o planowanym meczu. – Sabalenka jest świetna, ma niesamowity charakter. To typ zawodniczki, która naprawdę wierzy w zwycięstwo – mówił, szeroko się uśmiechając.

    „Nie muszę grać na sto procent”

    Bublik zapytał kolegę, czy on sam potraktuje spotkanie poważnie. Kyrgios bez wahania odpowiedział: – Ona mnie nie pokona. Naprawdę uważasz, że muszę grać na sto procent? Spróbuję, będę skoncentrowany. Reprezentuję także ciebie i całą męską stronę.

    – Nie wybrałbym ciebie jako naszego reprezentanta! – odpowiedział żartobliwie Bublik. Kyrgios jednak nie odpuszczał: – Nie chcę, żeby ona wygrała. Typuję 6:2 – obstawał przy swoim.

    Fani nie pozostawili suchej nitki

    W sieci szybko pojawiły się reakcje kibiców. „Całkowicie nie docenia siły i umiejętności Sabalenki, a przecenia swoje własne”, „Przynajmniej nie będzie mógł tłumaczyć się wymówkami, gdy dostanie 6:0, 6:1”, „My, faceci, też nie mielibyśmy nic przeciwko, gdyby Kyrgios przegrał. Niech spróbuje” – komentowali internauci.

    Nie brakowało również głosów, że Australijczyk w ostatniej chwili się wycofa i w ogóle nie stanie na korcie. Jego pewność siebie budzi dodatkowe wątpliwości, ponieważ w meczu pokazowym ma mieć utrudnione zadanie – jego część kortu będzie powiększona, a do dyspozycji nie będzie miał drugiego serwisu.

    https://x.com/TheTennisLetter/status/1962897633695158658

    ← Back

    Thank you for your response. ✨

     

  • ‎Zrobiło się głośno po słowach Igi Świątek w US Open. WTA reaguje

    ‎Zrobiło się głośno po słowach Igi Świątek w US Open. WTA reaguje

    ‎Zrobiło się głośno po słowach Igi Świątek w US Open. WTA reaguje

    ‎Wielkie Szlemy to nie tylko tenis na najwyższym poziomie. To również momenty, w których zawodniczki i zawodnicy odsłaniają swoją osobowość – czasem rozbawiając, czasem zaskakując szczerością. Oto najciekawsze wypowiedzi tenisistek z tegorocznego US Open, które wynotował i skomentował oficjalny serwis WTA.

    ‎Nikt nie wierzy Venus Williams

    ‎”Zawsze powtarzam ludziom, że nie jestem dobra w deblu. Nikt mi nie wierzy” – Venus Williams. Trudno brać to na poważnie, skoro mówimy o zawodniczce z 14 tytułami wielkoszlemowymi w deblu i trzema złotymi medalami olimpijskimi. Nawet w wieku 45 lat Venus potrafiła w Nowym Jorku dojść do ćwierćfinału. “Więc tak, nie wierzymy ci” — podsumowuje portal.

    ‎Bożonarodzeniowy prezent podczas US Open

    ‎”Czułam się jak dziecko w Boże Narodzenie, po prostu skakałam z radości” – Leylah Fernandez. Kanadyjka nie kryła ekscytacji, gdy dowiedziała się, że zagra w deblu u boku samej Venus Williams. Ich wspólna przygoda była jednym z sympatyczniejszych momentów turnieju.

    ‎Spocony ręcznik Igi Świątek

    ‎”Jako dziecko marzyłam o spoconym ręczniku od Rafy” – Iga Świątek. Szczerość mistrzyni świata nie ma granic. Polka przyznała, że w dzieciństwie marzyła o pamiątkach od swojego idola, Rafaela Nadala. Cytat padł przy okazji głośnej sytuacji z trybun, gdy dorosły kibic zabrał prezent przeznaczony dla dziecka. “Trzeba docenić szczerość mistrzyni Wimbledonu” — ocenia WTA.

    ‎Nerwy towarzyszące przed każdym meczem

    ‎”Te nerwy, to coś niewyobrażalnego. Chyba tylko raz miałam je na egzaminie w szkole, a potem przed każdym meczem” – Petra Kvitova. Dwukrotna mistrzyni Wimbledonu zakończyła karierę właśnie w Nowym Jorku. Jej słowa o napięciu, które towarzyszyło jej przez lata, były wyjątkowo poruszające.

    ‎Nowym Jorku kibice Venus zrobili prawdziwe szaleństwo

    ‎”Nie sądzę, żebym kiedykolwiek miała publiczność tak bardzo po swojej stronie” – Venus Williams. Legendarna tenisistka gra przed fanami od 1994 roku. Jeśli po trzech dekadach właśnie ten mecz zapamiętała jako najbardziej energetyczny, to znaczy, że nowojorska publiczność naprawdę dała z siebie wszystko.

    ‎”Miś” Tomek

    ‎”Szczerze mówiąc, kiedy go nie znałam, wydawał mi się twardy i straszny. Jednak gdy się uśmiecha, jest naprawdę jak miś” – Naomi Osaka. Tak Japonka wspominała pierwsze wrażenia po spotkaniu ze swoim nowym trenerem Tomaszem Wiktorowskim. Teraz uważa, że to bardzo sympatyczny człowiek – a efekty współpracy już widać, bo Japonka wróciła do wielkoszlemowych ćwierćfinałów.

    ‎Syn, który chciał pocieszyć mamę

    ‎”Byłam w strefie odnowy, a on mówi: ‘Mamo, poćwiczmy razem.’ A ja na to: ‘Synek, właśnie grałam trzy godziny, nie chcę ćwiczyć’” – Taylor Townsend. Amerykanka opowiedziała uroczy epizod z udziałem swojego czteroletniego syna A.J., który próbował pocieszyć ją po trudnej porażce. Chwila szczerości, która wywołała uśmiechy na twarzach dziennikarzy.

    ‎Chimeryczne Czeszki

    ‎”To takie zabawne z Czeszkami. Pojawiają się znienacka i mówią: ‘No to chyba zajdziemy daleko w tym tygodniu.’ Potem znikają na miesiące, a kiedy wracają, to robią spustoszenie” – Jessica Pegula. Amerykanka zabawnie i celnie podsumowała fenomen czeskiego tenisa. Choć często pozostają w cieniu, to na największych imprezach potrafią nagle zdominować rywalizację.

    ‎Wkurzona Aryna Sabalenka

    ‎”Może czasami ktoś musi mnie zdenerwować, wtedy gram świetny tenis. Możesz mnie zdenerwować? Mój team ciągle mnie drażni. To nie działa. Żartuję” – Aryna Sabalenka. Liderka rankingu przyznała z uśmiechem, że często najlepiej gra, gdy coś ją irytuje. W Nowym Jorku jednak wyglądała na wyjątkowo spokojną i pewną siebie – i ani razu nie straciła seta.

  • Gromy spadły na Gauff po US Open. “To było katastrofalne”

    Gromy spadły na Gauff po US Open. “To było katastrofalne”

    „Gauff utknęła w miejscu”. Coraz więcej krytyki wobec młodej Amerykanki

    Coco Gauff, trzecia rakieta świata, zakończyła udział w tegorocznym US Open znacznie wcześniej, niż wszyscy się spodziewali. Obrończyni tytułu sprzed roku nie była w stanie nawiązać wyrównanej walki z powracającą do formy Naomi Osaką. Japońska mistrzyni wygrała pewnie 6:3, 6:2, a cały pojedynek trwał zaledwie 66 minut. Wynik i styl gry Amerykanki wywołały falę krytyki, zarówno ze strony ekspertów, jak i byłych tenisowych gwiazd.

    Od mistrzostwa do rozczarowania

    Rok temu Gauff przeżywała jeden z najpiękniejszych momentów kariery – triumfowała w Nowym Jorku, pokonując w finale Arynę Sabalenkę. Wydawało się, że będzie to początek ery, w której młoda Amerykanka zacznie sięgać po kolejne wielkoszlemowe trofea. Tymczasem dwanaście miesięcy później sytuacja wygląda zgoła odmiennie. Jej gra stanęła w miejscu, a słabości techniczne i mentalne wychodzą na jaw w najważniejszych momentach.

    W starciu z Osaką Gauff zanotowała zaledwie osiem kończących uderzeń, przy czym aż 33 razy popełniła niewymuszone błędy. Japonka zaprezentowała się solidnie, ale nie musiała grać niczego spektakularnego – wystarczyło utrzymać równy poziom i wykorzystywać liczne pomyłki rywalki.

    Henin: „Brak postępu to poważny problem”

    Jedną z pierwszych, które skomentowały występ Amerykanki, była Justine Henin, była liderka rankingu i wielokrotna mistrzyni wielkoszlemowa. Belgijka nie owijała w bawełnę.
    – Osaka nie musiała prezentować geniuszu, wystarczyła jej solidność i koncentracja. Już od pierwszych gemów było widać, że Gauff wraca do dawnych, złych nawyków – w serwisie i forhendu. To wyglądało katastrofalnie. Najbardziej martwi mnie brak rozwoju. W jej wieku nie można stać w miejscu, trzeba cały czas iść do przodu – oceniła Henin.

    Stubbs: „Coco walczy sama ze sobą”

    Krytyczne słowa padły także z ust Rennae Stubbs, znakomitej australijskiej deblistki i byłej trenerki Sereny Williams.
    – Coco nie czuje się pewnie na korcie. Zmaga się nie tylko z serwisem, ale też z własną psychiką. Jej trener od podania, Gavin MacMillan, stara się poprawić pewne elementy, ale takich zmian nie da się przeprowadzić w tydzień – podkreśliła Stubbs.
    Australijka doradziła również, aby Amerykanka zrobiła dłuższą przerwę. – Moim zdaniem powinna odpuścić resztę sezonu i szczegółowo przeanalizować każdy aspekt swojej gry. Osaka zaprezentowała się jako tenisistka kompletna – ma lepszy serwis, pewniejszy chwyt rakiety, wie, dokąd zmierza. Niestety tego samego nie można powiedzieć o Coco – dodała.

    Henman: „Potrzebuje czasu, by złapać oddech”

    Do chóru krytyków dołączył także Tim Henman, były czołowy tenisista i obecny ekspert. Brytyjczyk podkreślił, że Gauff była na korcie kompletnie zagubiona.
    – Była zbyt skoncentrowana na jednym elemencie – serwisie. W takim stanie trudno o najlepszy tenis, zwłaszcza przeciwko zawodniczce z najwyższej półki. Pod koniec spotkania sprawiała wrażenie, jakby chciała jak najszybciej zejść z kortu. Widać było emocje, a momentami nawet łzy. To wyglądało jak prawdziwa trauma. Coco musi teraz zrobić krok w tył, odpocząć, odciąć się od presji i spokojnie przemyśleć swoje kolejne ruchy – stwierdził Henman.

    Gauff na zakręcie kariery

    Zaledwie rok po największym sukcesie Coco Gauff znalazła się w trudnym momencie swojej kariery. Zamiast kolejnych zwycięstw i nowych trofeów pojawiają się pytania o stagnację, braki techniczne i presję, której młoda tenisistka nie potrafi udźwignąć. Krytyka ze strony dawnych mistrzów może być dla niej bolesna, ale jednocześnie stanowi jasny sygnał – jeśli chce powrócić na szczyt, musi dokonać poważnych zmian.

  • ‎Cztery dni po porażce Andriejewej nadszedł kolejny cios. To już definitywny koniec Rosjanki

    ‎Cztery dni po porażce Andriejewej nadszedł kolejny cios. To już definitywny koniec Rosjanki

    ‎Cztery dni po porażce Andriejewej nadszedł kolejny cios. To już definitywny koniec Rosjanki

    ‎W nocy z piątku na sobotę czasu polskiego Mirra Andriejewa zanotowała bolesną porażkę w trzeciej rundzie singla na US Open. Rosjanka, która przeszła przez pierwsze dwie fazy jak burza, uległa Amerykance Taylor Townsend. Dla 18-latki nie oznaczało to jednak definitywnego końca przygody z wielkoszlemową rywalizacją w Nowym Jorku. Wciąż pozostawała w grze o dobry wynik w deblu, w duecie z Dianą Sznajder. Kilka godzin temu pożegnała się także z tymi zmaganiami. Rywalkom wystarczyło zaledwie 79 minut.

    ‎Mirra Andriejewa straciła zaledwie pięć gemów na drodze do trzeciej rundy US Open w grze pojedynczej. Rosjanka najpierw pokonała Alycię Parks 6:0, 6:1, a następnie Anastazję Potapową – 6:1, 6:3. Etap 1/16 finału przyniósł pierwszy test dla 18-latki. Piąta rakieta świata zmierzyła się z Taylor Townsend. Amerykanka prezentowała bardzo dobrą formę w Nowym Jorku, na dodatek miała po swojej stronie publiczność. I tenisistka z Krasnojarska nie poradziła sobie z tym faktem. Przegrała z emocjami, podobnie jak to miało miejsce w ćwierćfinale tegorocznego Roland Garros, gdy musiała rywalizować z Francuzką Lois Boisson. Reprezentantka USA wygrała 7:5, 6:2 i wyeliminowała turniejową “5” z singlowych zmagań.

    ‎Dla Andriejewej nie był to jednak koniec przygody z US Open 2025. Mirra wciąż pozostawała z szansami na sukces w deblu, grając w duecie ze swoją etatową partnerką – Dianą Sznajder. Rosjanki bez straty seta zameldowały się wśród ośmiu najlepszych teamów nowojorskiej imprezy. Wczoraj, tuż przed godz. 23:00 czasu polskiego, zainaugurowały rywalizację o półfinał. Zespół rozstawiony z “5” musiał się zmierzyć z turniejowymi “4” – Weroniką Kudiermietową oraz Elise Mertens. Zapowiadało się na trudne wyzwanie dla Andriejewej i Sznajder, bowiem rywalki doskonale wiedzą, jak wygrywać na Szlemach. Wszakże kilka tygodni temu okazały się najlepsze na Wimbledonie.

    ‎US Open: Mirra Andriejewa i Diana Sznajder odpadły w trzeciej rundzie debla

    ‎Mecz rozpoczął się od serwisu duetu Mirra/Diana. Rosjanki już na “dzień dobry” zostały przełamane do 15. Po zmianie stron miały dwie okazje na odrobienie straty, ale nie wykorzystały żadnej z nich. Ostatecznie zrobiło się 2:0. Następne minuty należały jednak do Andriejewej oraz Sznajder. Po tym, jak w piątym gemie obroniły break pointa, po raz pierwszy znalazły się na prowadzeniu. I jak się później okazało – była to jedyna taka sytuacja w premierowej odsłonie. Kolejne rozdania układały się idealnie po myśli Kudiermietowej i Mertens. Trzy “oczka” z rzędu pozwoliły im na odzyskanie kontroli nad wydarzeniami. Rosyjski team do końca walczył o wyrównanie, ale w dziesiątym gemie mistrzynie Wimbledonu wykorzystały trzeciego setbola i triumfowały w partii 6:4.

    ‎Na początku drugiej części pojedynku Mirra oraz Diana próbowały zareagować. Utrzymały swoje podanie, później toczyły zaciętą walkę przy serwisie przeciwniczek. Ale nie doczekały się żadnego break pointa. W trzecim gemie wypracowały go sobie za to Weronika i Elise. Triumfatorki londyńskich zmagań zawiązały kapitalną serię. Od stanu 0:1 wygrały w sumie pięć rozdań z rzędu. Niewiele brakowało, a spotkanie zakończyłyby już w siódmym gemie. Prowadziły 30-0 na returnie, ale Andriejewa i Sznajder dorzuciły jeszcze drugie “oczko”. Po zmianie stron Kudiermietowa oraz Mertens zamknęły jednak sprawę, wykorzystując własne podanie. Nie straciły żadnego punktu i ostatecznie wygrały pojedynek 6:4, 6:2 po 79 minutach gry.

    ‎W ten sposób przygoda Mirry Andriejewej z tegorocznym US Open definitywnie dobiegła końca. Z kolei mistrzynie Wimbledonu pozostają w grze po kolejny wielkoszlemowy tytuł z rzędu. W półfinale nowojorskiej imprezy dojdzie do szlagierowego starcia, bowiem ich rywalkami będą turniejowe “1” – Katerina Siniakova oraz Taylor Townsend. Czeszko-amerykański team pokonał w poprzedniej rundzie Leylah Fernandez i Venus Williams – 6:1, 6:2.

  • Mecz Świątek – Anisimova “rozstrzygnięty”? Nie mają wątpliwości

    Mecz Świątek – Anisimova “rozstrzygnięty”? Nie mają wątpliwości

    Iga Świątek staje przed szansą na drugi w karierze triumf w US Open, rozgrywanym na kortach twardych w Nowym Jorku. Polka w ćwierćfinale zmierzy się z Amerykanką Amandą Anisimovą. Zarówno dziennikarze WTA, jak i tennis.com nie mają większych wątpliwości, kto jest faworytką tego pojedynku. Do ponownego zdobycia tytułu w Nowym Jorku Świątek potrzebuje już tylko dwóch wygranych spotkań.

    Sześciokrotna mistrzyni wielkoszlemowa w środę stanie naprzeciw Anisimovej (9. WTA). Media szeroko komentują nadchodzące starcie. Portal tennis.com prowokacyjnie pyta: „Czy Amanda Anisimova zdoła zrewanżować się za porażkę 0:6, 0:6 z Igą Świątek na Wimbledonie?”. Autor tekstu, Pete Bodo, porównał obie tenisistki, pokazując ich kontrastujące historie.

    O Anisimovej pisze jako o introwertycznej 24-latce, niegdyś cudownym dziecku tenisa, które zmagało się z problemami psychicznymi i musiało zrobić przerwę w karierze. Dziś wraca jako czołowa zawodniczka, mająca za sobą finał Wimbledonu, choć tam została zdeklasowana przez Świątek. Jej postawę po tej porażce – pełną godności i klasy – doceniło jednak wielu kibiców.

    Świątek z kolei została opisana jako pełna energii 24-letnia Polka, sześciokrotna mistrzyni Wielkiego Szlema, przez długi czas liderka światowego rankingu. Jej największy triumf to niedawny finał Wimbledonu, w którym bezlitośnie ograła właśnie Anisimovą, nie oddając jej nawet gema. Teraz ponownie wkroczy na kort Arthura Ashe, gdzie zmierzy się z przeciwniczką wspieraną przez głośną amerykańską publiczność.

    Zdaniem Bodo to Świątek powinna dyktować warunki gry – zmuszać rywalkę do biegania, wykorzystywać skuteczny pierwszy serwis oraz rotowane forhendy. Jego zdaniem mecz będzie obrazem esencji tenisa: walki o każdy punkt, mocnych wymian i gry na granicy ryzyka. Autor przypomniał również, że Polka wielokrotnie w swojej karierze odbierała rywalkom marzenia o wielkim zwycięstwie, a jej podejście – by walczyć o każdy punkt – jest kodeksem prawdziwej mistrzyni.

    Z kolei w przedmeczowej analizie na WTA.com podkreślono przede wszystkim dominację Świątek. Przypomniano, że wynik 6:0, 6:0 z Wimbledonu wisi nad tym spotkaniem jak cień. Polka, mimo że kojarzona z kortami ziemnymi, od czterech lat jako jedyna w kobiecym tourze wygrywa co najmniej 30 meczów rocznie na twardej nawierzchni. Jej bilans w turniejach wielkoszlemowych to imponujące 104 zwycięstwa przy 20 porażkach, co daje współczynnik wygranych 83,9%.

    Atuty Anisimovej przedstawiono znacznie krócej – podkreślono jej umiejętność podnoszenia się po trudnych porażkach i zdolność do tworzenia efektownych zagrań z końcowej linii. To, że potrafiła się otrząsnąć po bolesnym finale w Londynie, uznano za kluczowy dowód jej siły mentalnej.

    Spotkanie Świątek – Anisimova zaplanowano jako drugi mecz dnia na korcie Arthura Ashe. Początek rywalizacji przewidziano nie wcześniej niż na godzinę 19:00 czasu polskiego, po zakończeniu pojedynku Felixa Augera-Aliassime’a z Alexem de Minaurem.

  • ‎Absolutny thriller Igi Świątek w US Open! Symulacja podaje wynik z Amandą Anisimovą

    ‎Absolutny thriller Igi Świątek w US Open! Symulacja podaje wynik z Amandą Anisimovą

    ‎Absolutny thriller Igi Świątek w US Open! Symulacja podaje wynik z Amandą Anisimovą

    ‎Już w środę 3 września ok. godz. 19.30 odbędzie się mecz ćwierćfinałowy US Open pomiędzy Igą Świątek a Amandą Anisimovą. Panie po raz ostatni rywalizowały ze sobą na korcie w wielkim finale Wimbledonu rozgrywanym w lipcu. Polka okazała się wtedy lepsza i w bezpośrednim starciu nie dała szans Amerykance. Zwyciężyła tamto spotkanie wynikiem 6:0, 6:0. Jak będzie tym razem? Postanowiliśmy zapytać sztuczną inteligencję o wynik oraz przebieg tej rywalizacji. Zapowiada mnóstwo emocji!

    ‎Iga Świątek zszokowała cały świat tenisa, kiedy w finale tegorocznego Wimbledonu rozgromiła Amandę Anisimovą wynikiem 6:0, 6:0 w 58 minut. Od tamtego czasu Polka regularnie pnie się w górę w rankingu WTA i wygrywa kolejne turnieje. Amerykanka natomiast w dalszym ciągu zdaje się poszukiwać formy, ponieważ od wspomnianego meczu z polską tenisistką najdalszą fazą, do jakiej doszła była 1/8 zawodów WTA Montreal.

    ‎Iga Świątek kontra Amanda Anisimova w ćwierćfinale US Open. Symulacja już wie

    ‎Podczas US Open Amanda Anisimova zdążyła już poprawić swoje ostatnie wyniki i zagra o półfinał turnieju z Igą Świątek. Obie tenisistki znajdują się w pierwszej dziesiątce rankingu WTA, więc ich spotkanie zapowiada się niezwykle interesująco. Czy Polce uda się powtórzyć wyczyn z Wimbledonu i bezproblemowo ograć Amerykankę? Zapytaliśmy o to sztuczną inteligencję. Oto wynik oraz przebieg meczu.

    ‎Pierwszy set: Mecz zaczyna się bardzo nerwowo – obie tenisistki czują wagę ćwierćfinału. Iga Świątek szybko przełamuje rywalkę i wychodzi na prowadzenie 3:1, pokazując pewność w długich wymianach. Anisimova odpowiada kilkoma mocnymi returnami, ale popełnia też sporo niewymuszonych błędów. Świątek utrzymuje koncentrację i dominuje serwisem. Kończy seta asem serwisowym. Wynik 6:3 dla Świątek.

    ‎Drugi set: Amerykanka podnosi poziom gry i od początku obejmuje prowadzenie 2:0. Jej agresywny styl przynosi efekty, a Świątek ma trudności z utrzymaniem rytmu. Kibice na trybunach mocno wspierają Anisimovą, co dodaje jej energii. Iga próbuje gonić wynik, ale nie udaje się jej przełamać rywalki. Anisimova wykorzystuje drugą piłkę setową. Set kończy się wynikiem 6:4 dla Amerykanki.

    ‎Trzeci set: Decydująca partia rozpoczyna się bardzo wyrównanie – każda z zawodniczek utrzymuje swoje podanie do stanu 3:3. Świątek zaczyna grać bardziej taktycznie, mieszając tempo i zmuszając rywalkę do błędów. W ósmym gemie przełamuje Anisimovą po długiej wymianie zakończonej winnerem z forhendu. To okazuje się momentem przełomowym. Iga nie oddaje już przewagi i kończy mecz przy własnym serwisie. Ostateczny wynik: 6:3, 4:6, 6:4 dla Świątek.

    ‎Trzeba pamiętać, że symulacja jest jedynie hipotetycznym scenariuszem, który nie musi potwierdzić się na korcie. Wszystko rozstrzygnie na prawdziwym stadionie w Nowym Jorku. Jeżeli spotkanie obu pań zakończyłoby się zwycięstwem Igi Świątek, to z pewnością fani z Polski nie mieliby na co narzekać. Do typów sztucznej inteligencji należy jednak podejść z dozą dystansu.

  • Wielki dramat mistrzyni Wimbledonu. Sabalenka natychmiast zareagowała. “Wiem”

    Wielki dramat mistrzyni Wimbledonu. Sabalenka natychmiast zareagowała. “Wiem”

    Kibice z ogromnym zainteresowaniem wyczekiwali ćwierćfinałowego starcia Aryny Sabalenki z Marketą Vondrousovą podczas US Open. Wielu zastanawiało się, czy Czeszka będzie w stanie sprawić niespodziankę. Niestety, doszło do rozczarowania – i to w najgorszym możliwym sensie. Vondrousova nie była w stanie wyjść na kort z powodu kontuzji odniesionej w poprzednim meczu.

    Sama tenisistka opublikowała w sieci poruszające oświadczenie, w którym wyjaśniła swoją decyzję:
    „Serce mi pęka, że nie mogę zagrać na US Open z powodu urazu, którego doznałam w ostatnim spotkaniu. To miejsce jest dla mnie wyjątkowe – dokładnie rok temu byłam w szpitalu i nie wiedziałam, czy w ogóle wrócę do gry. Powrót tutaj, ponowna rywalizacja i możliwość przeżywania tak pięknych chwil na korcie znaczą dla mnie więcej, niż potrafię opisać. Jestem ogromnie wdzięczna za całe wsparcie i miłość” – napisała Vondrousova, tłumacząc się z oddania meczu walkowerem.

    Na jej dramat błyskawicznie zareagowała Aryna Sabalenka. Kilkanaście minut po oficjalnej informacji o wycofaniu się Czeszki Białorusinka zamieściła krótką relację w mediach społecznościowych, w której zwróciła się bezpośrednio do rywalki:
    „Jest mi bardzo przykro z powodu Markety po tym wszystkim, co przeszła. Grała niesamowity tenis i wiem, jak bardzo musi ją to boleć. Dbaj o siebie i mam nadzieję, że szybko wrócisz do zdrowia. Kocham, Aryna” – przekazała pierwsza rakieta świata.

    Internauci nie kryli uznania dla tego gestu. W komentarzach dominowały słowa podziwu i szacunku: „Wielka klasa”, „Akt serdeczności i wdzięczności”, „Idealnie powiedziane”.

    Dzięki decyzji Vondrousovej Sabalenka bez gry zameldowała się w półfinale. Tam zmierzy się z Jessicą Pegulą, ulubienicą amerykańskiej publiczności. Eksperci więcej szans dają Białorusince – tym bardziej, że broni tytułu, a do tej pory w Nowym Jorku nie straciła ani jednego seta, choć stoczyła kilka zaciętych bojów. Co ważne, niezależnie od wyniku półfinału Sabalenka pozostanie liderką rankingu WTA po zakończeniu turnieju.

    https://x.com/TheTennisLetter/status/1963001091454599344?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E1963001091454599344%7Ctwgr%5E14c329b62a6fa428e156f2240a42661dcc301146%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fwww.sport.pl%2Ftenis%2F76498732222087wielki-dramat-mistrzyni-wimbledonu-sabalenka-natychmiast-zareagowala.html

  • O 23:20 gruchnęły wieści o Sabalence. Nawet nie wyszła na kort

    O 23:20 gruchnęły wieści o Sabalence. Nawet nie wyszła na kort

    Jessica Pegula nie musiała długo czekać, by poznać swoją półfinałową rywalkę. Po szybkim zwycięstwie nad Barborą Krejčíkovą Amerykanka miała zmierzyć się z lepszą z pary Aryna Sabalenka – Markéta Vondroušová. Losy meczu rozstrzygnęły się jednak jeszcze przed jego rozpoczęciem, bo Czeszka wycofała się z turnieju, oddając spotkanie walkowerem.

    Sabalenka awansuje bez gry

    Organizatorzy US Open potwierdzili, że mistrzyni Wimbledonu 2023 nie zdoła wyjść na kort z powodu kontuzji. Już na wtorkowym treningu ESPN uchwyciło moment, w którym Vondroušová po jednym z forhendom chwyta się za kolano i natychmiast kończy zajęcia. Decyzja o rezygnacji z gry zapadła niedługo potem.

    To oznacza, że Aryna Sabalenka awansowała bez gry do półfinału i powalczy z Jessicą Pegulą – największą nadzieją gospodarzy na triumf w Nowym Jorku.

    Poruszające słowa Vondroušovej

    Czeszka zwróciła się do kibiców za pośrednictwem mediów społecznościowych. Wyjaśniła, że problem zdrowotny, którego nabawiła się w meczu z Jeleną Rybakiną, znacznie się nasilił.
    Serce mi pęka, że nie mogę wystąpić podczas US Open. Dokładnie rok temu leżałam w szpitalu i nie wiedziałam, czy jeszcze wrócę do rywalizacji. Powrót tutaj i rozegranie tak pięknych spotkań znaczy dla mnie więcej, niż mogę opisać. Jestem ogromnie wdzięczna za wsparcie i miłość, którą od was otrzymuję – napisała tenisistka.

    Reakcja Sabalenki

    Na słowa rywalki odpowiedziała również Białorusinka. W swoim InstaStories okazała współczucie i podziw dla Czeszki:
    Jest mi bardzo przykro z powodu Markéty. Grała wspaniały tenis i wiem, jak bardzo ta sytuacja musi ją boleć. Życzę ci szybkiego powrotu do zdrowia – podkreśliła Sabalenka.

    Sezon Sabalenki i konsekwencje dla rankingu

    Dla Białorusinki to kolejny wielkoszlemowy półfinał w tym sezonie. Wcześniej dotarła do finału Australian Open i Roland Garros oraz do półfinału Wimbledonu. Za każdym razem zatrzymywały ją Amerykanki – Madison Keys, Coco Gauff i Amanda Anisimova. Teraz w Nowym Jorku broni tytułu, a niezależnie od wyniku zachowa pozycję liderki rankingu WTA.

    Z kolei Vondroušová, mimo wcześniejszego wycofania się z turnieju, może cieszyć się z awansu w klasyfikacji – z 60. miejsca przesunie się na 36. pozycję.

  • Cały świat zobaczył, co się stało z rywalką Świątek. Polały się łzy ‎ ‎

    Cały świat zobaczył, co się stało z rywalką Świątek. Polały się łzy ‎ ‎

    Cały świat zobaczył, co się stało z rywalką Świątek – polały się łzy

    Amanda Anisimova ocierała łzy podczas meczu z Igą Świątek i potrzebowała chwili, aby uspokoić się podczas późniejszej przemowy po meczu. Po dominującym zwycięstwie Świątek 6:0, 6:0 w finale Wimbledonu eksperci porównywali jej grę do idealnie działającej maszyny. Wielu kibiców odczuło prawdziwe współczucie dla Amerykanki. Teraz, w ćwierćfinale US Open, Anisimova będzie miała szansę pokazać inną stronę swojej gry.

    „Niewiarygodne” – stwierdziła Iga Świątek krótko po triumfie w lipcowym finale Wimbledonu. Spektakularne zwycięstwo wprawiło ją w chwilowy osłupienie – trzymała się za głowę w niedowierzaniu i powtórzyła ten gest kilka chwil później. Zaskoczyła nie tylko siebie, ale też wszystkich obserwujących. Niektórzy komentatorzy, analizując jej mecz z Anisimovą, sugerowali nawet, że Świątek wydawała się zapominać, na jakiej nawierzchni gra. Kiedy dwie tenisistki spotkają się ponownie na twardych kortach US Open, wydaje się, że Amerykanka może być znacznie trudniejszą przeszkodą niż mniej niż dwa miesiące temu.

    Tenis na ekranie komputera zamiast na korcie, kort ziemny zamiast trawy

    Finał Wimbledonu z udziałem Świątek i Anisimovej został zatytułowany „Bezlitosny pokaz” na oficjalnym kanale turnieju na YouTube. Artykuły w tamtym czasie powtarzały to samo – Świątek nie okazała litości. Jej 57-minutowe zwycięstwo bez straty gema było efektem dwóch czynników – jej niesamowitej formy oraz wyraźnego zagubienia rywalki.

    Komentatorzy zachwycali się precyzją Świątek. „Wygląda, jakby grała na komputerze, a nie na korcie” – podkreślali. Po kolejnym perfekcyjnym uderzeniu stwierdzili po prostu, że jest po prostu za dobra.

    Statystyki ukazywały ogromną różnicę między zawodniczkami. Anisimova wygrała zaledwie 24 punkty, podczas gdy Świątek zgromadziła ich 55. Amerykanka popełniła 28 niewymuszonych błędów i zanotowała tylko osiem uderzeń wygrywających, podczas gdy Świątek miała 10 błędów i 11 wygranych uderzeń. Tylko w jednym z 12 gemów Anisimova była blisko wygrania punktu na gema.

    Przed tym sezonem wielu uważało, że trawa to nawierzchnia, na której Świątek nie może się odnaleźć. Jako seniorka nigdy wcześniej nie dotarła do finału turnieju rozgrywanego na tej nawierzchni. Tymczasem w czerwcu grała w finale w Bad Homburg, a 12 lipca wygrała Wimbledon – turniej, który wcześniej był jej najsłabszym wielkoszlemowym startem. I zrobiła to w sezonie, który rozpoczął się dla niej z dużymi wyzwaniami, kończąc ponad roczne oczekiwanie na tytuł wielkoszlemowy.

  • ‎6:0, 6:0 dla Świątek, a po tym walkower. “Nie chciała powtórki”

    ‎6:0, 6:0 dla Świątek, a po tym walkower. “Nie chciała powtórki”

    ‎6:0, 6:0 dla Świątek, a po tym walkower. “Nie chciała powtórki”

    ‎- Muszę zrobić wszystko, żeby to się nie powtórzyło – stwierdziła Amanda Anisimova po porażce z Igą Świątek 0:6, 0:6 w finale tegorocznego Wimbledonu. – Kto by pomyślał, że tak szybko znowu się spotkamy? To będzie świetny mecz. Mam nadzieję, że tym razem będzie – mówi Amerykanka teraz, przed ćwierćfinałem US Open, w którym znów zmierzy się z Polką. Czy Anisimova może zrobić coś, czego przeciw Świątek nikt nigdy nie dokonał?

    ‎Iga Świątek awansowała do ćwierćfinału US Open 2025 po świetnym meczu z Jekatieriną Aleksandrową. Rosjanka notowana na 12. miejscu w rankingu WTA miała być dla naszej wiceliderki trudną przeciwniczką, a zeszła z kortu już po godzinie i pięciu minutach z wynikiem 3:6, 1:6 i ze łzami w oczach.

    ‎Po słabszym występie przeciw Suzan Lamens w drugiej rundzie i po nierównym graniu przeciwko Annie Kalinskiej w trzeciej rundzie Świątek w walce o ćwierćfinał pokazała, że łapie wysoką formę na najważniejszy moment US Open. Podobnie było niecałe dwa miesiące temu, gdy na Wimbledonie Polka rozpędziła się tak bardzo, że w finale w 57 minut rozbiła 6:0, 6:0 Amandę Anisimovą.

    ‎Tym razem Anisimova chce stworzyć ze Świątek widowisko

    ‎Anisimova, obecnie numer dziewięć światowego rankingu, też bardzo pewnie weszła do ćwierćfinału. Pokonała Beatriz Haddad Maię (22 WTA) 6:3, 6:0. Ale wszyscy zastanawiają się, ile z tej pewności zostanie w postawie Amerykanki, gdy wyjdzie na kort, żeby walczyć ze Świątek.

    ‎12 lipca na Wimbledonie Anisimova wystąpiła w swoim pierwszym w życiu wielkoszlemowym finale. Już zawsze będzie go wspominała źle. Po raz pierwszy od 1984 roku (od meczu Steffi Graf z Nataszą Zwieriewą o tytuł na Roland Garros) finał imprezy tej rangi skończył się odjazdem pokonanej na rowerze. Takim gorzkim żartem niektórzy opisują w tenisie porażkę 0:6, 0:6.

    ‎- Czułam się bardzo źle. Chciałam pokazać się z lepszej strony, albo przynajmniej nawiązać rywalizację. Na pewno momentami czułam się winna. Ale to, co mówili mi potem ludzie, pomogło mi przetrawić porażkę – mówi Anisimova, próbując poradzić sobie z niedawną klęską ze Świątek. Czy teraz jest gotowa na rewanż?

    ‎- Kto by pomyślał, że tak szybko znowu się spotkamy? To będzie świetny mecz… Mam nadzieję, że tym razem będzie. Ona gra obecnie świetny tenis i liczę, że stworzymy widowisko – mówi Amerykanka.

    ‎Postawa Anisimovej na korcie jak najbardziej daje jej prawo tak mówić. Przed okazałym zwycięstwem nad Haddad Maią wygrała twardy, trzysetowy mecz z Rumunką Cristian, a wcześniej bez straty seta pokonała Australijki Joint i Birrel. Tylko czy mecz ze Świątek Anisimova wytrzyma mentalnie?

    ‎Świątek jeszcze nikt nigdy nie zrewanżował się za 0:6, 0:6

    ‎Świątek w swojej krótkiej przecież jeszcze karierze wygrała już aż dziewięć meczów w stosunku 6:0, 6:0. Wymowne jest, że żadna z tak rozbitych przez Polkę rywalek nigdy nie zdołała jej się zrewanżować.

    ‎Aż cztery szanse na taki rewanż miała Karolina Pliskova. Czeszka uległa Polce 0:6, 0:6 w finale turnieju WTA 1000 w Rzymie w 2023 roku. Tamten mecz potrwał zaledwie 46 minut. Następnie Pliskova oddała Idze walkowera w ćwierćfinale WTA 1000 w Dubaju półtora roku później. I przegrała z Igą 6:4, 1:6, 2:6 w ćwierćfinale w Stuttgarcie w 2023 roku oraz 6:7, 2:6 w drugiej rundzie w Toronto również w 2023 roku. Po czym znów nie zdecydowała się zagrać z Polką – w półfinale w Dosze w 2024 roku.

    ‎Po obu walkowerach kibice zalewali media społecznościowe falą komentarzy, że Pliskova pamięta 0:6, 0:6 z Rzymu i boi się powtórki. Na nic zdawały się tłumaczenia Czeszki o przemęczeniu i kontuzjach.

    ‎Po 0:6, 0:6 ze Świątek szanse na rewanż miały też dwie Rosjanki – Anastasija Pawluczenkowa i Anastasija Potapowa. Pawluczenkowa nie ugrała ani jednego gema w meczu z Polką w drugiej rundzie turnieju w Rzymie w 2023 roku, a rok później, w drugiej rundzie US Open 2024, przegrała ze Świątek 4:6, 2:6. Natomiast Potapowa po 0:6, 0:6 z czwartej rundy Roland Garros 2024 swój kolejny mecz ze Świątek przegrała 1:6, 4:6. To było niedawno, w drugiej rundzie sierpniowego turnieju w Cincinnati, który Świątek wygrała.

    ‎Anisimova pewnie o tym nie wie, a w każdym razie lepiej dla niej, żeby nie wiedziała – Świątek nigdy nie przegrała meczu z rywalką, którą odesłała „na rowerze”.

    ‎Dla porządku – oto cała lista podwójnych bajgli (tak też mówi się w tenisie na wynik 6:0, 6:0) Igi Świątek:

    ‎z Brazylijką Vivian Tomą w 1. rundzie kwalifikacji turnieju ITF w Jackson w 2018 roku

    ‎z Amerykanką Alessandrą Crump w

    ‎2. rundzie kwalifikacji tego samego turniejuz Meksykanką Andreą Renee Villarreal w 3. rundzie kwalifikacji turnieju ITF w Pelham w 2018 roku

    ‎z Czeszką Karoliną Pliskovą w finale turnieju WTA 1000 w Rzymie w 2021 roku

    ‎z Rumunką Andreą Prisacariu w Billie Jean King Cup 2022

    ‎z Rosjanką Anastasiją Pawluczenkową w 2. rundzie turnieju WTA 1000 w Rzymie w 2023 roku

    ‎z Chinką Wang Xinju w 3. rundzie Roland Garros 2023

    ‎z Rosjanką Anastasiją Potapową w 4. rundzie Roland Garros 2024

    ‎z Amerykanką Amandą Anisimovą w finale Wimbledonu 2025

    ‎Z Tomą, Crump, Villarreal, Prisacariu i Wang Świątek nie spotykała się po pokonaniu ich 6:0, 6:0.