• Świątek przemówiła po zaskakującej porażce w US Open – jedna słabość rzuca się w oczy

    Świątek przemówiła po zaskakującej porażce w US Open – jedna słabość rzuca się w oczy

    Świątek przemówiła po zaskakującej porażce w US Open – jedna słabość rzuca się w oczy

    Ćwierćfinał, który wymknął się z rąk w Nowym Jorku

    Po raz trzeci w swojej karierze Iga Świątek dotarła do ćwierćfinału US Open. I po raz drugi jej przygoda zakończyła się właśnie na tym etapie. W zaledwie 96 minut polska gwiazda została zatrzymana przez Amandę Anisimovą, przegrywając 4:6, 3:6. Dla wielu była to ogromna niespodzianka, zwłaszcza że zaledwie kilka tygodni wcześniej Świątek zmiażdżyła tę samą rywalkę w finale Wimbledonu, wygrywając 6:0, 6:0. Tym razem jednak historia potoczyła się zupełnie inaczej.

    Mecz, który rozpoczął się późno i skończył zbyt szybko

    Polscy kibice musieli długo czekać na to wyczekiwane starcie. Zaplanowane na godzinę 19:30 czasu polskiego spotkanie rozpoczęło się dopiero po 22:00 z powodu przeciągającego się pojedynku Felixa Auger-Aliassime’a z Alexem de Minaurem. Opóźnienie tylko zwiększyło napięcie, a gdy światła wreszcie rozbłysły na Arthur Ashe Stadium, publiczność wiedziała, że będzie świadkiem wielkiej bitwy.

    Déjà vu, które szybko się rozwiało

    Już w pierwszym gemie wydawało się, że historia może się powtórzyć. Świątek przełamała serwis Anisimovej, co przywołało wspomnienia jej wimbledońskiej dominacji. Jednak Amerykanka natychmiast odpowiedziała przełamaniem i nie dała się zastraszyć. Pierwszy set był bardzo wyrównany, obie tenisistki wymieniały mocne ciosy aż do decydującego dziesiątego gema, w którym Anisimova wykorzystała okazję, przełamała Polkę i zamknęła partię 6:4.

    Punkt zwrotny w drugim secie

    Świątek skorzystała z przerwy, by spróbować odzyskać koncentrację. Po powrocie na kort scenariusz zdawał się powtarzać – szybkie przełamanie rywalki i pewne utrzymanie serwisu. Jednak przewaga szybko się rozpłynęła. Anisimova odrobiła straty, wykorzystała błędy Polki i w kluczowym ósmym gemie ponownie przełamała, praktycznie przesądzając losy meczu. Serwując przy 5:3, przeżyła jeszcze chwilę nerwów – Świątek obroniła dwa meczbole – ale trzeci padł łupem Amerykanki po pechowej piłce odbitej od siatki, która spadła tuż poza zasięgiem Polki.

    Świątek przyznaje: serwis mnie zawiódł

    Po porażce Świątek nie ukrywała, że to właśnie serwis był decydującym elementem meczu.

    > – Myślę, że miałam szansę, by przełamać ją na początku pierwszego seta. Gemy były wyrównane, ale ona wykorzystała okazję, gdy tylko się pojawiła – powiedziała w rozmowie z Eurosportem. – Zagrała naprawdę dobrze, pewnie i mocno. To był wyrównany mecz, ale nie mam do siebie pretensji o wielkie błędy. Po prostu wykorzystała swoje szanse.

    Jednak to właśnie serwis stał się jej piętą achillesową. Nawet w trakcie meczu kamery uchwyciły momenty, gdy Świątek szeptem wyrażała swoje niezadowolenie w rozmowie ze sztabem szkoleniowym.

    > – Gdybym serwowała lepiej, mogłabym grać bardziej na swoich warunkach. Ale to, co miałam dziś, po prostu nie wystarczyło – przyznała. – Serwis to skomplikowane uderzenie. Może ręka była wolniejsza, może nogi nie pracowały tak jak wcześniej. Trudno mi teraz ocenić. Oczywiście chciałabym serwować lepiej, ale nie mam do siebie pretensji. Nie wiem, co mogłam zrobić inaczej.

    Co dalej dla światowej jedynki?

    Choć porażka boli, Polka nie ma wiele czasu na rozpamiętywanie. Przed nią azjatycka część sezonu, a Świątek jest już zgłoszona do turnieju WTA 500 w Seulu – w zeszłym roku nie mogła w nim wystąpić. Teraz jej priorytetem będzie regeneracja.

    > – Muszę wrócić do domu, odpocząć i przygotować się do kolejnych turniejów – zakończyła rozmowę z Eurosportem.

    Lekcja w nowojorskim upale

    Światła Nowego Jorku po raz kolejny okazały się bezlitosne dla Świątek, która wciąż czeka na swój wielki przełom w US Open. Tym razem decydująca była nie tylko świetna gra rywalki, ale także własne problemy z serwisem. Rozczarowanie pozostaje, lecz sezon się nie kończy. Jeden rozdział został zamknięty – ale kolejny, być może jeszcze ważniejszy, właśnie się rozpoczyna.

  • Co za słowa po porażce Igi Świątek! “Bogowie tenisa”

    Co za słowa po porażce Igi Świątek! “Bogowie tenisa”

    Niestety, Iga Świątek nie zagra w finale US Open. Polka zasłużenie przegrała z Amandą Anisimovą, która wygrała 6:4, 6:3, wywołując burzę w sieci. „Tyle razy bogowie tenisa stali dziś na jej straży” — czytamy na profilu Eurosportu, który zauważył, że Anisimova zakończyła mecz uderzeniem o taśmę — symbolicznym znakiem sprzyjającego losu.

     

    Marzenia o finale US Open dla Świątek właśnie się skończyły. Przystępowała do meczu jako faworytka, ale Anisimova szybko wzięła rewanż za bolesną porażkę w finale Wimbledonu. Amerykanka zdominowała spotkanie, co wywołało falę komentarzy w mediach:

     

    „Świetny poziom Amandy Anisimovej — to był naprawdę bardzo dobry mecz. Idze Świątek zabrakło serwisu i tylko tyle. Tenis bywa bardzo przewrotny. Półtora miesiąca po Wimbledonie mieliśmy zupełnie inny mecz” — zauważył Sebastian Parfjanowicz z Przeglądu Sportowego Onet.

     

    „Anisimova grała dziś dobrze — a jak masz trochę szczęścia w kluczowych momentach, to możesz pokonać kogoś takiego jak Świątek” — dodał Przemysław Garczarczyk.

     

    „Fenomenalny występ Anisimovej — być może najlepszy w karierze. Można przyczepić się do poszczególnych elementów w grze Świątek, ale przy takim poziomie rywalki ta porażka jest w pełni do zaakceptowania. Byłoby trudno, nawet gdyby Świątek zagrała swoje” — stwierdził Filip Modrzejewski ze Sport.pl.

     

    „Niestety dzisiejszy mecz przebiegł zupełnie nie po myśli Igi. Mówiłem i pisałem, że ten mecz będzie zupełnie inny niż finał w Londynie. Anisimova dziś lepiej serwowała, ale przede wszystkim zabójczo returnowała. 6:4, 6:3 dla Amerykanki” — ocenił Adam Romer, redaktor naczelny magazynu Tenisklub.

     

     

     

     

    Najnowsze informacje

     

    Najświeższe doniesienia potwierdzają, że Amanda Anisimova sprawiła ogromną sensację, pokonując rozstawioną z numerem drugim Igę Świątek i awansując do półfinału US Open po zwycięstwie 6:4, 6:3 w zaledwie 96 minut.

     

    Triumf Anisimovej jest szczególnie symboliczny, ponieważ nastąpił niespełna dwa miesiące po porażce 0:6, 0:6 ze Świątek w finale Wimbledonu. Amerykanka określiła zwycięstwo jako głęboko emocjonalne — spełnienie marzeń i punkt zwrotny — co tylko podkreśliło wagę jej sukcesu.

     

    Ten wynik przekreślił nadzieje Świątek na zdobycie siódmego tytułu wielkoszlemowego i uwypuklił agresywny return oraz odporność psychiczną Anisimovej.

     

    Po stronie mężczyzn ćwierćfinały również przyniosły emocje, a Felix Auger-Aliassime awansował do dalszej fazy turnieju — to osobna,ale godna uwagi historia.

  • Gorące spięcie Igi Świątek z dziennikarzem po odpadnięciu z US Open – napięcie o dwa słowa

    Gorące spięcie Igi Świątek z dziennikarzem po odpadnięciu z US Open – napięcie o dwa słowa

    Gorące spięcie Igi Świątek z dziennikarzem po odpadnięciu z US Open – napięcie o dwa słowa

    ‎Sala konferencyjna na stadionie Arthura Ashe’a była naładowana emocjami po ćwierćfinałowej porażce Igi Świątek w US Open. Zamiast standardowych refleksji i uprzejmych odpowiedzi, polska gwiazda znalazła się w centrum napiętej wymiany zdań z jednym z obecnych dziennikarzy. Źródłem tarcia okazało się pozornie niewinne sformułowanie — „mental break”. To właśnie ono wywołało reakcję, która obnażyła nie tylko ciężar oczekiwań, ale też ognisty temperament Świątek w chwili słabości.

    ‎Noc do zapomnienia na korcie, starcie do zapamiętania poza nim

    ‎Marzenia Świątek o kolejnym finale US Open prysły w starciu z Amandą Anisimovą. Amerykanka, wciąż pamiętająca bolesną porażkę z Polką na Wimbledonie, wróciła z podwójną motywacją i rozegrała niemal perfekcyjny mecz. Wynikiem 6:4, 6:3 przejęła inicjatywę od pierwszych piłek i nie oddała jej do końca, podczas gdy Świątek szukała rytmu, który nigdy nie nadszedł.

    ‎Publiczność na Arthur Ashe Stadium nagrodziła Amerykankę owacją na stojąco — momentem, który pozostanie w jej pamięci na długo. Dla Świątek ta noc zapisała się jednak zupełnie inaczej — nie owacjami, lecz irytacją i konfrontacją.

     

    ‎Pytanie, które rozpaliło atmosferę

    ‎Podczas konferencji prasowej padło pytanie, które z początku wydawało się rutynowe:

    ‎„Rozegrałaś w ostatnich tygodniach dużo tenisa — Wimbledon, turnieje w Stanach, teraz to. Jak bardzo jesteś w tej chwili zmęczona?”

    ‎Świątek spokojnie odparła:

    ‎„Nie bardzo. To nie jest tak, że moje mecze tutaj były wyczerpujące.”

    ‎Ale kolejne pytanie całkowicie zmieniło atmosferę.

    ‎„Czy czujesz, że potrzebujesz przerwy mentalnej? Nie chodzi mi o tę konkretną porażkę, tylko ogólnie.”

    ‎To właśnie te słowa — mental break — były zapalnikiem.

    ‎Świątek kontratakuje

    ‎„Dlaczego tak mówisz?” — zapytała wyraźnie poirytowana.

    ‎Dziennikarz próbował wyjaśnić, że to tylko obserwacja związana z napiętym kalendarzem. Jednak Świątek nie zamierzała odpuszczać.

    ‎„To proszę pytać ludzi odpowiedzialnych za terminarz. A pan potrzebuje przerwy mentalnej?” — odcięła się.

    ‎Zaskoczony dziennikarz wymamrotał: „Słucham?”

    https://x.com/TheTennisLetter/status/1963385685089685751

    ‎Świątek, widocznie rozdrażniona, dodała: „Wygląda pan, jakby potrzebował pan przerwy psychicznej.”

    ‎Na co dziennikarz przyznał: „Właściwie tak.”

    ‎Świątek dorzuciła więc z nutą ironii: „To co pan tu robi?”

    ‎„Muszę dotrwać do końca turnieju” — odpowiedział dziennikarz.

    ‎„Powodzenia” — zakończyła Polka, domykając wymianę zdań sarkastycznym tonem.

    ‎Poszukiwanie odpowiedzi na korcie

    ‎Poza nerwową rozmową z mediami, Świątek podsumowała też swój występ. Przyznała, że przez cały turniej serwis nie był jej najmocniejszym punktem, a przy doskonałych returnach Anisimovej słabość ta stała się wyjątkowo widoczna.

    ‎„Może przez cały turniej nie serwowałam najlepiej, ale dziś to zrobiło największą różnicę. Nie ćwiczyłam serwisu między meczami, więc muszę to po prostu odpuścić i skupić się na kolejnym turnieju” — stwierdziła.

    ‎Co dalej dla polskiej gwiazdy

    ‎Choć Świątek nie udało się odzyskać pozycji liderki rankingu zajmowanej przez Arynę Sabalenkę, Polka wciąż ma przed sobą szanse na ważne punkty. Azjatycka część sezonu oraz prestiżowe WTA Finals będą okazją, by odbudować formę i zakończyć rok mocnym akcentem.

    ‎Z Nowego Jorku wyjedzie jednak nie tylko z lekcjami sportowymi, ale i z niezatartego wspomnienia — starcia nie na korcie, lecz z przedstawicielem mediów.

  • Nie do wiary, co zrobiła Anisimova. Świątek w szoku. “To się nie dzieje!”

    Nie do wiary, co zrobiła Anisimova. Świątek w szoku. “To się nie dzieje!”

    Amanda Anisimova rozegrała w ćwierćfinale US Open przeciwko Idze Świątek taki mecz (6:4, 6:3), że komentatorzy Eurosportu przecierali oczy ze zdumienia. Nie tylko oni – sama Świątek po ostatniej piłce zareagowała wymownie, unosząc ręce i mówiąc: „To się nie dzieje!”.

    Przedmeczowe zapowiedzi i rewanż za Wimbledon

    Jeszcze przed spotkaniem Łukasz Jachimiak z portalu Sport.pl przypominał słowa Amerykanki, która na pytanie o kolejne starcie z Polką odpowiedziała: – Kto by pomyślał, że tak szybko znowu się spotkamy? To będzie świetny mecz. Mam nadzieję, że tym razem będzie inaczej. – Okazało się, że jej nadzieje nie były bezpodstawne. Kilka tygodni po bolesnej porażce w finale Wimbledonu (0:6, 0:6), Anisimova zrewanżowała się Świątek, grając na poziomie, który zapewnił jej awans do półfinału w Nowym Jorku.

    Fenomenalny występ Amerykanki

    Anisimova imponowała od początku do końca – ryzykowała, uderzała płasko i mocno, a mimo to unikała prostych błędów. Jej returny siały spustoszenie, a forhend z każdą minutą stawał się coraz pewniejszy. Publiczność na trybunach niosła ją do zwycięstwa, a statystyki tylko potwierdzają dominację: 23 kończące uderzenia i zaledwie 12 niewymuszonych błędów. W porównaniu z nią Świątek nie grała źle (13 winnerów, 15 błędów), ale to rywalka zaprezentowała tenis z absolutnej czołówki.

    Serwis i mentalność – klucze do sukcesu

    Choć Iga Świątek nie prezentowała swojego najlepszego podania, trudno stwierdzić, czy wynikało to tylko z jej problemów, czy przede wszystkim z presji wywieranej przez rywalkę. Anisimova czytała serwis Polki i wymuszała na niej próby ryzykownych, bardzo precyzyjnych podań. Sama natomiast serwowała solidnie, a w kluczowych momentach mogła polegać na własnym podaniu. Do tego dołożyła imponującą odporność psychiczną – zupełnie inną niż ta, którą oglądaliśmy w londyńskim finale.

    Odrobina szczęścia też się przydała

    Nie można też pominąć roli szczęścia. W decydujących momentach los sprzyjał Anisimovej – najpierw przy stanie 3:3 w drugim secie, kiedy piłka po jej zagraniu odbiła się od taśmy i spadła tuż za siatką, a później przy piłce meczowej, kiedy historia powtórzyła się niemal identycznie. Komentatorzy nie kryli emocji: – Niemożliwe! To się nie dzieje! – wołał Dawid Celt.

    Droga do półfinału

    • Już w czwartej rundzie przeciwko Beatriz Haddad-Mai Anisimova pokazała, że jest w życiowej formie. W ćwierćfinale potwierdziła to z nawiązką, eliminując liderkę światowego rankingu. Teraz w półfinale zmierzy się z Naomi Osaką, która w dwóch setach pokonała Karolinę Muchovą (6:4, 7:6). W drugim półfinale zobaczymy Jessicę Pegulę i Arynę Sabalenkę. Transmisje z US Open dostępne są w Eurosporcie oraz na platformie Max.
  • Tak wygląda ranking WTA po porażce Świątek w ćwierćfinale US Open

    Tak wygląda ranking WTA po porażce Świątek w ćwierćfinale US Open

    Koniec wielkiej nowojorskiej przygody Igi Świątek. Polska liderka tenisa tym razem nie zdołała przedostać się do półfinału US Open. W ćwierćfinale musiała uznać wyższość Amandy Anisimovej, która wzięła na Polce srogi rewanż za pamiętną klęskę w finale Wimbledonu. Wówczas Amerykanka nie zdobyła nawet gema, przegrywając 0:6, 0:6. Tym razem to ona okazała się zdecydowanie lepsza, wygrywając po 98 minutach 6:4, 6:3 i meldując się w najlepszej czwórce turnieju.

    Rewanż w wielkim stylu

    Spotkanie Świątek z Anisimovą od początku było naznaczone historią sprzed kilku tygodni. W Londynie to Polka rozegrała jeden z najlepszych meczów w karierze, a Amerykanka – jeden z najgorszych. Finał Wimbledonu przeszedł do historii, bo tak druzgocącej porażki nie było od czasów legendarnego Roland Garros 1988, gdy Steffi Graf rozbiła Nataszę Zwierewą. Nic dziwnego, że Anisimova podeszła do meczu w Nowym Jorku z ogromną motywacją i żądzą udowodnienia, że tamten wynik był jedynie wypadkiem przy pracy.

    Tym razem zawodniczka gospodarzy grała konsekwentnie, agresywnie i pewnie. Niosła ją nowojorska publiczność, a każdy gem był dla niej okazją do odbudowania własnej reputacji. Świątek próbowała narzucać swoje tempo, jednak tym razem nie była w stanie przełamać rywalki w kluczowych momentach. Kilka błędów przy własnym podaniu przesądziło o losach całego spotkania.

    Najgorszy wynik wielkoszlemowy Świątek w tym roku

    Ćwierćfinał US Open to rezultat, który z perspektywy innych tenisistek byłby sukcesem, ale w przypadku Świątek to krok w tył. W trzech pozostałych turniejach wielkoszlemowych 2025 roku Polka meldowała się bowiem w półfinałach lub finałach, a teraz po raz pierwszy zatrzymała się na ósemce najlepszych. Sama zainteresowana na konferencji po meczu przyznała, że odczuwała presję, ale też doceniła klasę rywalki.

    Co dalej z rankingiem WTA?

    Mimo rozczarowania wynik nie oznacza drastycznych konsekwencji w rankingu. Świątek zatrzymała się na tym samym etapie, co przed rokiem, dzięki czemu nie straciła punktów. Nadal ma na koncie 7933 oczka, czyli dokładnie tyle samo co przed rozpoczęciem US Open. Jej przewaga nad trzecią w zestawieniu Coco Gauff wynosi jednak zaledwie 59 punktów, co sprawia, że sytuacja jest niezwykle napięta.

    Aryna Sabalenka, liderka rankingu, pozostaje daleko z przodu z 10 005 punktami i nawet w przypadku triumfu Polki w Nowym Jorku różnica byłaby zbyt duża. Co ciekawe, Białorusinka jako obrończyni tytułu mogła jedynie zachować dotychczasowe zdobycze rankingowe – żadnych dodatkowych punktów nie dopisze. To z kolei dobra wiadomość dla Świątek, bo utrzymanie drugiego miejsca nie jest zagrożone.

    Największą wygraną turnieju jest jednak Anisimova. Awans do półfinału sprawia, że Amerykanka może po raz pierwszy w karierze znaleźć się w czołowej czwórce rankingu, jeśli uda jej się wygrać cały turniej.

    Aktualny ranking WTA (po meczu Świątek – Anisimova):

    1. Aryna Sabalenka – 10 005 pkt (maks. 11 225 w przypadku triumfu w US Open)
    2. Iga Świątek – 7933 pkt
    3. Coco Gauff – 7874 pkt
    4. Mirra Andriejewa – 4793 pkt
    5. Amanda Anisimova – 4639 pkt (maks. 5859)
    6. Madison Keys – 4579 pkt
    7. Jessica Pegula – 4383 pkt (maks. 5603)
    8. Jasmine Paolini – 4006 pkt
    9. Qinwen Zheng – 4003 pkt
    10. Jelena Rybakina – 3833 pkt
      30. Magdalena Fręch – 1648 pkt       37 Magda Linette – 1404 pkt

    Podsumowanie

    Iga Świątek kończy US Open rozczarowana, ale jej pozycja w światowym tenisie pozostaje bardzo mocna. Na ten moment wciąż jest numerem dwa na świecie, choć przewaga nad goniącą Coco Gauff stopniała niemal do zera. Najbliższe tygodnie i starty w turniejach jesiennej części sezonu zadecydują, czy Polka obroni tę lokatę, czy też Amerykanka zepchnie ją z podium.

  • Ewa Pajor w ogniu – Hat-trick wstrząsnął Hiszpanią

    Ewa Pajor w ogniu – Hat-trick wstrząsnął Hiszpanią

    Ewa Pajor w ogniu – Hat-trick wstrząsnął Hiszpanią

    ‎Hiszpańska liga myślała, że widziała już wszystko. A potem nadeszło kolejne niezapomniane widowisko, które po raz kolejny potwierdziło jedną niezaprzeczalną prawdę – Ewa Pajor jest nie do zatrzymania. W starciu Barcelony z Realem Sociedad polska napastniczka zaprezentowała występ, który porwał kibiców zarówno na stadionie, jak i w całej Europie. Gol za golem, Pajor rozrywała obronę rywalek, które nie miały żadnych argumentów, zostawiając po sobie kolejny hat-trick w barwach Blaugrany.

    ‎Miażdżący pokaz siły Barcelony

    ‎Końcowy wynik 6:0 brzmiał bardziej jak sparing niż spotkanie z piątym zespołem ligowej tabeli. Ale to nie był przypadek. Kobieca drużyna Barcelony wciąż gra w tempie i intensywności, z którą nikt w Hiszpanii nie jest w stanie konkurować. Obrończynie tytułu dyktowały warunki od pierwszej do ostatniej minuty, a w centrum całego spektaklu była Pajor – uśmiechnięta, świętująca i sprawiająca, że wszystko wyglądało tak prosto.

    ‎Hat-trick Pajor – znajomy widok

    ‎Dwa trafienia jeszcze przed przerwą postawiły Sociedad w niezwykle trudnej sytuacji. A gdy rozpoczęła się druga połowa, polska gwiazda nie miała litości, kompletując swój czwarty hat-trick w barwach Barcelony. Każde z trafień było pokazem idealnego wyczucia czasu, precyzji i lodowatego spokoju w polu karnym.

    ‎Liczby mówią same za siebie. Z 13 ligowymi bramkami w tym sezonie Pajor stała się jedną z najgroźniejszych broni Barcelony. Dodając do tego jej popisy w Lidze Mistrzyń, dorobek rośnie do 25 goli we wszystkich rozgrywkach. Jak na piłkarkę w debiutanckim sezonie w klubie, to wynik absolutnie oszałamiający.

    ‎Szerszy obraz – bezlitosny marsz Barcelony

    ‎Blaugrana nie tylko wygrywa mecze, ona je miażdży. Klub może się pochwalić imponującym bilansem bramkowym 63:7 i posiada aż 11 punktów przewagi nad Realem Madryt. Z każdym kolejnym tygodniem Barcelona przybliża się do kolejnego mistrzostwa, ale to, w jaki sposób to robi, przyciąga uwagę kibiców na całym świecie.

    ‎A w samym środku tego huraganu? Ewa Pajor – polska napastniczka, która błyskawicznie stała się ulubienicą fanów i jedną z najbardziej obawianych zawodniczek w Europie.

    ‎Noc, której nie zapomną

    ‎Gdy sędzia zagwizdał po raz ostatni, tablica wyników pokazywała 6:0. Ale prawdziwa historia kryła się za liczbami. To była opowieść o geniuszu Pajor, dominacji Barcelony i narastającym przekonaniu, że jesteśmy świadkami czegoś wyjątkowego.

    ‎Dla Realu Sociedad był to wieczór do zapomnienia. Dla Pajor – kolejny rozdział w sezonie, który już teraz określany jest mianem legendarnego.

    ‎Barcelona zmiażdżyła rywalki. Pajor olśniła. A świat futbolu znów mógł tylko patrzeć z podziwem.

  • Koniec marzeń Igi Świątek w US Open! Bolesny rewanż. I od razu reakcja

    Koniec marzeń Igi Świątek w US Open! Bolesny rewanż. I od razu reakcja

    Koniec marzeń Igi Świątek w US Open! Bolesny rewanż. I od razu reakcj

     

    To koniec marzeń o Idze Świątek w finale US Open! Polka przystępowała do meczu z Amandą Anisimovą jako faworytka, ale Amerykanka wzięła szybki rewanż za bolesną porażkę w finale Wimbledonu. To ona wygrała spotkanie ze Świątek 6:4, 6:3 i może świętować awans do najlepszej czwórki nowojorskiego turnieju. Reakcję trybun na korcie centralnym zapamięta zapewne do końca życia. Lepszego wieczoru nie mogła sobie wymarzyć.

     

    Ostatniego meczu Igi Świątek z Amandą Anisimovą nie trzeba przypominać, wszak ten na zawsze pozostanie w pamięci polskich kibiców. Zwycięstwo Polki w finale Wimbledonu podwójnym “bajglem” smakowało wyjątkowo, ale jednocześnie trudno było spodziewać się powtórki tego scenariusza podczas walki o półfinał US Open. To wydawało się niezwykle mało prawdopodobne.

     

    Tym razem warunki miały być bowiem zupełnie inne. Tutaj, w Nowym Jorku, Anisimova mogła liczyć na wsparcie publiczności. Rodacy stanęli murem za swoją reprezentantką, chcąc zrobić wszystko, by tam razem była w stanie rzucić wyzwanie polskiej przeciwniczce. Iga Świątek musiała liczyć się z tym, że każdy jej błąd będzie fetowany przez publiczność, zwłaszcza w decydujących momentach spotkania.

     

    Rywalka wysłała ostrzeżenie Idze Świątek. Po takim meczu

     

    Polka dotarła do ćwierćfinału po świetnym meczu z Jekateriną Aleksandrową. Rosjanka uchodzi za tenisistkę świetnie radzącą sobie na szybkich nawierzchniach, ale w tym spotkaniu Świątek była dla niej… zwyczajnie zbyt szybka. Zwycięstwo 6:3, 6:1 mogło robić wrażenie, ale… Amanda Anisimova wygrała jeszcze wyżej.

     

    W walce o ćwierćfinał Amerykanka rozbiła Beatriz Haddad Maię, wygrywając pierwszego seta 6:0. W drugim nie było dużo gorzej, choć Brazylijka wygrała w nim trzy gemy, ale wygrana Anisimovej nie podlegała dyskusji. Nie było wątpliwości, że do meczu o półfinał US Open przystępują dwie zawodniczki w bardzo dobrej formie. Delikatną faworytką była oczywiście nasza reprezentantka, choć musiała być gotowa na bardzo trudne wyzwanie.

     

    Panie musiały długo zaczekać na wyjście na kort, bo choć ich mecz zaplanowano jako drugi, to pierwszy potrwał ponad cztery godziny. Wreszcie, niewiele po 22.00 polskiego czasu Iga Świątek i Amanda Anisimova pojawiły się na korcie. Rewanż za finał Wimbledonu w końcu mógł się rozpocząć.

     

    Wspomnienie z koszmaru. A potem… wielka reakcja Amandy Anisimovej

     

    Pierwszy gem był dla Amerykanki wspomnieniem koszmaru z Londynu. Pomimo prowadzenia dała się przełamać już na samym początku, przedłużając passę przegranych gemów z Polką do aż 13. Dla Igi Świątek ten mecz nie mógł zacząć się lepiej, ale… już chwilę później passa dobiegła końca. Anisimova odpowiedziała, wygrywając dwa gemy z rzędu i imponując już na starcie spotkania.

     

    Szybko stało się zatem jasne, że spotkanie faktycznie będzie zupełnie inne od tego na korcie centralnym Wimbledonu. Zgodnie z przewidywaniami trybuny stanęły murem za Anisimovą, fetując niezwykle głośno każdy wygrany przez nią punkt. A nasza reprezentantka starała się odpowiedzieć, głośno reagując słynnym “jazda”.

     

    W piątym gemie pojawiły się dwie kolejne szanse na przełamanie, ale Amanda Anisimova wybroniła się, mając przy tym mnóstwo szczęścia i odbijając piłki niezwykle trudne do obrony. Wystarczy spojrzeć na tę piłkę:

     

    Warto było zauważyć fakt, że w pierwszym secie nieco odwróciły się role. W poprzednich starciach na kortach na Flushing Meadows Iga Świątek z zimną krwią wykorzystywała słabszy drugi serwis rywalek, często posyłając bezpośrednie efektowne winnery. Dziś jednak tę samą broń zastosowała Amanda Anisimova, zdobywając bardzo ważne punkty. W ten sposób udawało jej się nakładać presję na swoją przeciwniczkę.

     

    I w końcu udało jej się postawić najważniejszy krok. Przy stanie 5:4 i serwisie Igi Świątek to Amerykanka wywalczyła kluczowe przełamanie, wykorzystując drugą piłkę setową. To ona wyszła na prowadzenie 6:4, zbliżając się do wielkiej niespodzianki na korcie imienia Arthura Ashe’a. Ponad 20 tysięcy amerykańskich kibiców głośno świętowało wraz ze swoją reprezentantką.

     

    Niespodziewany cios. Iga Świątek musiała odpowiedzieć natychmiast

     

    Trzeba przy tym przyznać, że Iga Świątek wcale nie grała bardzo źle. Należy oddać chwałę Amandzie Anisimovej, która grała ofensywnie i rzadko popełniała błędy, których niestety nie brakowało po stronie Polki. Ryzykowny styl gry przynosił wymarzone korzyści, dzięki którym to Amerykanka była o krok od sensacyjnego awansu do półfinału US Open.

     

    Po stronie Polki niestety dużo słabiej funkcjonował serwis, zwłaszcza ten drugi. Ledwie 29 proc. wygranych piłek po drugim podaniu mogło niepokoić wobec tak ofensywnej gry przeciwniczki. Pomimo tego nie wydawało się, by ten mecz nie był w zasięgu Polki. Czekało ją jeszcze mnóstwo pracy, ale trudno było spodziewać się też, by rywalka utrzymała tak wysoki poziom przez całe spotkanie. Musiały pojawić się szanse, a przynajmniej tak mogło się wydawać.

     

    Te pojawiły się zaskakująco szybko. Iga Świątek po krótkiej przerwie rozpoczęła drugą partię z nadzieją na to, że od razu zada Anisimovej cios. Udało się błyskawicznie, już w pierwszym gemie. To jednak wciąż był dopiero start rywalizacji w drugim secie, a do wyrównania było jeszcze bardzo daleko. To wciąż Amerykanka była w lepszej sytuacji.

     

    Potwierdziła to już chwilę później, przełamując Polkę powrotnie i doprowadzając do stanu 2:2 w drugiej partii. Co istotne, Anisimova wciąż wyglądała na niezwykle pewną siebie, nie dając za wygraną w każdej kolejnej akcji. Stało się jasne, że jeśli Iga Świątek chce znaleźć się w półfinale, musi znacznie podnieść poziom swojej gry.

     

    Panie uważnie pilnowały swojego podania niemal do samego końca. Kluczowy okazał się gem przy stanie 4:3 i serwisie Igi Świątek. To znów Amanda Anisimova potrafiła zadać decydujący cios w końcówce, a potem, pomimo niewielkich problemów, zapewniła sobie awans do półfinału US Open. Amerykanie oszaleli z radości na trybunach, a sama tenisistka głośno świętowała wraz z nimi.

     

    To ona zagra o finał US Open przeciwko Naomi Osace lub Karolinie Muchovej. Z kolei Iga Świątek wróci do gry dopiero za kilkanaście dni, gdy rozpoczną się turnieje na Dalekim Wschodzie. To tam wystąpi także w dwóch imprezach rangi 1000: w Pekinie oraz Wuhan.

     

    Amanda Anisimova — Iga Świątek 6:4, 6:3

  • ‎Tak wygląda ranking WTA po porażce Idze Świątek w US Open

    ‎Tak wygląda ranking WTA po porażce Idze Świątek w US Open

    ‎Tak wygląda ranking WTA po porażce Idze Świątek w US Open

    ‎Iga Świątek zatrzymała się w US Open na ćwierćfinale, przegrywając z Amandą Anisimovą 4:6, 3:6, przez co droga do odzyskania fotela liderki WTA znów się wydłużyła. Choć Polka zdobył solidne punkty, to po zakończeniu nowojorskiej rywalizacji jej strata do Aryny Sabalenki może wynosić blisko 3300 pkt. Mimo to są powody do optymizmu, bo Białorusinka nadal będzie musiała zaciekle się bronić, a nasza reprezentantka ma przed sobą czystą kartę i szansę na mocny finisz sezonu. Wyjaśniamy.

    ‎Rok temu Świątek zakończyła przygodę w US Open w ćwierćfinale. Po pokonaniu Jekateriny Aleksandrowej stało się jasne, że w obecnie trwającej edycji co najmniej wyrówna ten rezultat, bo wygrana z Rosjanką zagwarantowała jej znalezienie się w najlepszej “8”. W ten sposób 24-latka odrobiła 430 “oczek” wywalczonych w USA dwanaście miesięcy temu.

    ‎Ewentualne zwycięstwo nad Anisimovą spowodowałoby, że bilans Polki wreszcie zacząłby rosnąć. Awans do półfinału przyniósłby jej 780 pkt rankingowych, co oznaczałoby, że do swojego dorobku dopisałaby ich 350 i miałaby obecnie 8283 “oczek”. Stało się jednak inaczej. Raszynianka przegrała z Amerykanką i po nowojorskiej rywalizacji przy jej nazwisku widnieje 7933 pkt.

    ‎Aryna Sabalenka gra o pełną pulę. Pierwsze miejsce ma już pewne

    ‎To oznacza, że w najlepszym wypadku jej strata po US Open do Sabalenki będzie wynosić 2072 pkt. Stanie się tak, jeśli Białorusinka, która broni w USA 2000 “oczek” zdobytych przed rokiem, przegra w półfinale. Jeśli polegnie dopiero w finale, to będzie mieć nad raszynianką 2592 pkt przewagi. Obrona tytułu to natomiast różnica równa 3292 pkt.

    ‎Warto przypomnieć, że nawet gdyby Świątek wygrała cały turniej, to i tak nie wyprzedziłaby tenisistki z Mińska po US Open. 27-latka zapewniła sobie utrzymanie pozycji liderki dzięki awansowi do ćwierćfinału. Tę mogła stracić tylko wtedy, gdyby pożegnała się z turniejem przed etapem 1/4 finału, a Polka lub Coco Gauff wygrały całe zawody.

    ‎Należy jednak zwrócić uwagę, że przed zawodniczkami część sezonu, w której przed rokiem Polka nie brała udziału ze względu na dochodzenie w sprawie pozytywnego wyniku testu antydopingowego. Sabalenka w tym czasie natomiast błyszczała. To oznacza, że tenisistka z Mińska będzie musiała bronić swojego dorobku, a Świątek może go tylko powiększać.

  • ‎‎Iga Świątek kończy US Open na ćwierćfinale. Amanda Anisimova wzięła rewanż za Wimbledon

    ‎‎Iga Świątek kończy US Open na ćwierćfinale. Amanda Anisimova wzięła rewanż za Wimbledon

    ‎‎Iga Świątek kończy US Open na ćwierćfinale. Amanda Anisimova wzięła rewanż za Wimbledon

    ‎Iga Świątek musiała trochę poczekać na swój pojedynek o półfinał US Open ze względu na przedłużające się starcie Felix Auger-Aliassime – Alex de Minaur. Nasza reprezentantka pojawiła się na Arthur Ashe Stadium dopiero po godz. 22:00 czasu polskiego. Wiceliderka rankingu WTA stanęła do walki z Amandą Anisimovą. Amerykanka pragnęła rewanżu za finał Wimbledonu. I dopięła swego, wygrywając 6:4, 6:3 po 96 minutach bardzo ciekawej walki. Przy meczbolu tenisistka z USA miała ogrom szczęścia.

    ‎Tegoroczna droga Igi Świątek do ćwierćfinału US Open była nieco wyboista ze względu na problemy, jakie napotkała w drugiej i trzeciej rundzie zmagań. Najpierw Polka niespodziewanie musiała rozegrać trzy sety z Suzan Lamens, a potem zanotowała powrót ze stanu 1:5 w pierwszej partii spotkania z Anną Kalinską. Batalia o awans do najlepszej “8” przyniosła najlepszy na tamten moment występ raszynianki podczas tegorocznej przygody w Nowym Jorku. Od chwili, gdy 24-latka uzyskała przełamanie w siódmym gemie premierowej odsłony potyczki z Jekateriną Aleksandrową, nasza reprezentantka zdominowała Rosjankę i ostatecznie triumfowała 6:3, 6:1.

    ‎W nocy z poniedziałku na wtorek czasu polskiego wyłoniona została ćwierćfinałowa przeciwniczka dla wiceliderki rankingu WTA. Okazała się nią Amanda Anisimova. Amerykanka pokonała Beatriz Haddad Maię 6:0, 6:3 i dzięki temu zagwarantowała sobie rewanżowy pojedynek za finał tegorocznego Wimbledonu. W decydującym starciu o trofeum w Londynie doszło do pogromu – Świątek wygrała 6:0, 6:0 w 57 minut. Tenisistka z USA długo dochodziła do siebie po tamtym spotkaniu. Po kilku tygodniach zamierzała zaprezentować się ze zdecydowanie lepszej strony. Zapowiadało się na ciekawą rywalizację, gdzie aspekt mentalny znów będzie miał istotne znaczenie.

    ‎US Open: Iga Świątek kontra Amanda Anisimova w ćwierćfinale

    ‎Mecz rozpoczął się od serwisu Anisimovej. Amerykanka już na “dzień dobry” została postawiona pod presją. Chociaż jako pierwsza posiadała piłkę na 1:0, to ostatecznie doszło do przełamania. Świątek sprowokowała rywalkę do kilku błędów i dzięki temu wyszła na prowadzenie. Po zmianie stron Iga nie mogła złapać odpowiedniego rytmu przy podaniu, z czego korzystała Amanda. Szybko zrobiło się 40-0 dla tenisistki z USA, a to oznaczało trzy break pointy z rzędu na wyrównanie. Dwie szanse uciekły, ale przy trzeciej reprezentantka Stanów Zjednoczonych zbudowała sobie przewagę sytuacyjną i zamknęła akcję przy siatce. W ten sposób dobiegła końca seria 13 wygranych gemów przez Polkę w tej rywalizacji.

    ‎Po chwili turniejowa “8” komfortowo utrzymała swoje podanie i po raz pierwszy znalazła się na prowadzeniu. Anisimova chciała pójść za ciosem. Po podwójnym błędzie serwisowym raszynianki pojawił się rezultat 15-30 z perspektywy Świątek. Od tego momentu Iga wspomogła się dobrym podaniem i wyszła z opresji. W piątym gemie znów oglądaliśmy okazje dla returnującej – i to aż dwie z rzędu. Wydawało się, że już pierwszy break point przyniesie przełamanie, ale wówczas Amanda wybroniła się w defensywie, a Polka zagrała nieczysto. Także druga szansa uciekła wiceliderce rankingu. Nastała równowaga. Od tego momentu Amerykanka posłała asa z drugiego serwisu, a następnie “przeczyściła linię” w trakcie wymiany i ostatecznie powróciła na prowadzenie.

    ‎W trakcie szóstego rozdania Anisimova po efektownym forhendzie doprowadziła do stanu równowagi. Końcówka potoczyła się jednak po myśli naszej reprezentantki. W ostatniej akcji turniejowa “2” posłała asa i zrobiło się 3:3. Kolejny ciekawszy moment przypadł na ósmego gema. Najpierw była piłka na 4:4, ale potem, po podwójnym błędzie serwisowym Świątek, pojawił się break point na 5:3 dla Amandy. Obejrzeliśmy niezwykle zaciętą wymianę, którą na własnych warunkach rozegrała Iga. Potem Polka dorzuciła jeszcze dwa punkty i ostatecznie wyrównała.

    ‎Panie wkraczały w decydującą fazę premierowej odsłony. W trakcie dziewiątego rozdania lekka presja pojawiła się ma Anisimovej. Po kapitalnym returnie Świątek obejrzeliśmy następną równowagę. Amerykanka wytrzymała jednak napięcie i w kolejnych dwóch wymianach zaprezentowała świetny poziom. Na koniec zmusiła Polkę do błędu i wyszła na 5:4. To oznaczało, że Iga będzie serwować po pozostanie w grze o zwycięstwo w pierwszej partii. Mistrzyni Wimbledonu zgarnęła premierową akcję, ale później była spychana do głębokiej defensywy po kapitalnych zagraniach przeciwniczki, m.in. z returnu. Pojawiły się dwa setbole dla Amandy. Pierwszego udało się naszej reprezentantce obronić, ale przy drugim to nasza reprezentantka wyrzuciła piłkę poza linię końcową i w związku z tym premierowa część pojedynku dobiegła końca. Amerykanka zgarnęła ją rezultatem 6:4.

    ‎Drugą partię również otwierała Anisimova. Po kilkuminutowej przerwie Iga weszła z pozytywną energią i od razu walczyła o przełamanie. Po podwójnym błędzie serwisowym Amandy pojawiły się dwa break pointy. Już przy pierwszym Świątek wywarła presję poprzez return i zmusiła potem rywalkę do pomyłki. Po zmianie stron naszej reprezentantce udało się potwierdzić przewagę, chociaż dopiero po ostatniej z trzech okazji. W kolejnym gemie zaczęło pachnieć podwójnym przełamaniem. Mimo to Amerykanka wyszła ze stanu 15-30 i ostatecznie zdobyła premierowe “oczko”, łapiąc ponownie kontakt z Igą.

    ‎Ten moment wzmocnił tenisistkę z USA. Po chwili wywierała presję od returnu i wypracowała sobie dwie okazje z rzędu na 2:2. Pierwszą udało się Polce obronić dobrym podaniem, ale przy drugiej piłka weszła do gry i znów siła Anisimovej odegrała istotną rolę. Po czterech rozdaniach na tablicy wyników zagościł remis. Amerykanka poszła za ciosem i po bardzo solidnej pracy w defensywie wyszarpała sobie trzecie “oczko” z rzędu na swoje konto, przez co znalazła się na prowadzeniu. Robiło się niebezpiecznie z perspektywy Igi. Jeszcze trudniej wyglądała sytuacja po tym, jak w trakcie szóstego rozdania przegrywała 15-30. Mimo to wyciągnęła gema, bez potrzeby bronienia break pointów.

    ‎Po chwili Świątek była blisko tego, by po ze stanu 40-0 doprowadzić do równowagi przy podaniu Anisimovej. W kluczowym momencie wymiany Amandzie dopisało mnóstwo szczęścia. Piłki odbiła się od taśmy i spadła tuż za siatkę po stronie raszynianki, bez szansy na odpowiedź. Ósmy gem przyniósł break pointa na 5:3 dla Amerykanki. A przy nim nastąpiła najgorsza rzecz, jaka mogła – czyli podwójny błąd serwisowy raszynianki.

    ‎Tenisistka z USA serwowała po zwycięstwo. Szybko wyszła na 40-0 i wypracowała sobie trzy meczbole. Później do gry wkroczyły jednak nerwy. Dwie okazje zostały zmarnowane, ale przy ostatniej – Amanda miała ogrom szczęścia. Piłka po jej zagraniu znów odbiła się od taśmy tak, że spadła tuż za siatkę po stronie Igi. Finalnie reprezentantka Stanów Zjednoczonych wygrała 6:4, 6:3 po 96 minutach rywalizacji i wzięła rewanż za Wimbledon. Dla Świątek to koniec przygody z tegorocznym US Open, a z kolei Anisimova powalczy o awans do decydującego starcia z Naomi Osaką lub Karoliną Muchovą.

  • To dlatego Świątek tyle czekała. 250-minutowy thriller na US Open!

    To dlatego Świątek tyle czekała. 250-minutowy thriller na US Open!

    Iga Świątek powalczy z Amandą Anisimovą o miejsce w ćwierćfinale US Open. Zanim jednak Polka i Amerykanka mogły pojawić się na korcie, kibice obejrzeli prawdziwy maraton w wykonaniu Alexa De Minaura i Felixa Auger-Aliassime’a. Ich starcie trwało ponad cztery godziny i zakończyło się triumfem Kanadyjczyka 4:6, 7:6(7), 7:5, 7:6(4).

    Świątek (2. WTA) i Anisimova (9. WTA) miały rozpocząć swój mecz w środę najwcześniej o godz. 19:00 czasu polskiego, jednak wszystko zależało od długości poprzedzającego ich spotkania. De Minaur (8. ATP) i Auger-Aliassime (27. ATP) zaczęli rywalizację około 17:45, a ich pasjonująca walka mocno wydłużyła oczekiwanie fanów oraz samych zawodniczek.

    Początek należał do De Minaura
    Australijczyk pewnie wszedł w mecz – w siódmym gemie przełamał rywala i po obronie dwóch break pointów dowiózł prowadzenie do końca partii, zwyciężając 6:4. To jednak był dopiero wstęp do wielkich emocji.

    Tie-break na wagę seta
    W drugiej odsłonie De Minaur miał okazję na szybkie przełamanie, ale jej nie wykorzystał. Później obaj zawodnicy wymienili się stratami serwisu, a o losach seta zdecydował tie-break. Australijczyk prowadził już 6:5, ale nie wykorzystał piłki setowej. Szansę zmarnował też Auger-Aliassime (7:6), lecz w kolejnych akcjach przechylił szalę na swoją korzyść i zwyciężył 9:7 po ponad godzinie gry.

    Kanadyjczyk odwraca losy meczu
    W trzecim secie Auger-Aliassime szybko objął prowadzenie 3:2 z przełamaniem, a choć stracił serwis przy stanie 5:4, od razu odpowiedział skutecznym re-breakiem. Drugą piłkę setową zamienił na wygraną 7:5 i zrobił krok w stronę awansu.

    Zryw De Minaura i dramatyczna końcówka
    Czwarta partia zaczęła się od przewagi Australijczyka, który prowadził już 4:1, a później 5:3. Wydawało się, że doprowadzi do decydującego seta, ale Kanadyjczyk pokazał ogromny charakter – wyrównał na 5:5 i doprowadził do tie-breaka. W nim zachował więcej zimnej krwi, wygrywając 7:4.

    Po 250 minutach morderczej batalii to Auger-Aliassime cieszył się z awansu do ćwierćfinału. W kolejnym etapie zmierzy się ze zwycięzcą meczu Jannik Sinner (1. ATP) – Lorenzo Musetti (10. ATP).