• Osaka przemówiła po porażce na US Open. Nagle padło: Wiktorowski

    Osaka przemówiła po porażce na US Open. Nagle padło: Wiktorowski

    Naomi Osaka nie zdołała awansować do finału wielkoszlemowego US Open. Japonka uległa w trzech setach Amerykance Amandzie Anisimovej. Po meczu pojawiła się na konferencji prasowej, gdzie podsumowała swój występ oraz opowiedziała o współpracy z Tomaszem Wiktorowskim. – Myślę, że teraz wszystko jest pewnym procesem – podkreśliła Osaka.

    Od końca lipca Tomasz Wiktorowski, były szkoleniowiec Igi Świątek i Agnieszki Radwańskiej, współpracuje z Japonką. Początkowo był to okres próbny, ale obie strony zdecydowały się na stałą współpracę. – Gdy szukałam nowego trenera, zależało mi na kimś z ogromną wiedzą. A kiedy Tomasz się uśmiecha, naprawdę przypomina pluszowego misia. Tworzy dla mnie bezpieczną przestrzeń – mówiła Osaka jeszcze w trakcie turnieju.

    Półfinałowy pojedynek z Anisimovą zakończył się wynikiem 7:6, 6:7, 3:6 na korzyść Amerykanki. Po spotkaniu Osaka szerzej podsumowała sezon. – To dopiero mój drugi turniej z Tomaszem w roli trenera i muszę to brać pod uwagę. Patrząc z perspektywy całego roku, jestem zadowolona z mojej gry. Już przed startem US Open przekroczyłam własne oczekiwania. Mój najsłabszy sezon mógłby być najlepszym dla kogoś innego – zaznaczyła.

    Japonka dodała również, że nie czuje żalu po przegranej. – Szczerze mówiąc, nie jestem smutna, bo dałam z siebie wszystko. W kolejnych turniejach też spróbuję walczyć o każdą piłkę i zobaczymy, dokąd mnie to zaprowadzi. Nie mam powodu, by być na siebie zła. Nawet w trudnych chwilach nigdy nie startuję z nastawieniem, że odpadnę w pierwszej rundzie. Zawsze chcę wygrać cały turniej. Awans do półfinału US Open dodał mi pewności siebie – wyjaśniła.

    Osaka doceniła także rywalkę. – Wiedziałam, czego się spodziewać, bo Amanda to zawodniczka nieprzewidywalna. Czasem po prostu uderza piłkę bez schematu, a ta ląduje w korcie. To zupełne przeciwieństwo mojego stylu gry. Do tego jest jedną z najlepszych returnujących na świecie. Jej awans do finału mówi sam za siebie – oceniła Japonka.

    Dzięki udanemu występowi Osaka awansuje z 24. na 14. miejsce w światowym rankingu WTA. Jej celem jest teraz kwalifikacja do prestiżowego turnieju WTA Finals w Arabii Saudyjskiej. Aktualnie zajmuje 14. lokatę w rankingu Race (2244 pkt) i traci 1507 punktów do ósmej Jeleny Rybakiny. Do końca sezonu zaplanowano jeszcze dwa turnieje rangi WTA 1000 – w Pekinie (24 września – 5 października) i Wuhan (6–12 października), a także kilka zawodów WTA 500: w Guadalajarze (8–14 września), Seulu (15–21 września), Ningbo (13–19 października) i Tokio (20–26 października).

  • Kompromitacja na US Open. Kibice zaczęli wychodzić z kortu

    Kompromitacja na US Open. Kibice zaczęli wychodzić z kortu

    Amanda Anisimowa zameldowała się w finale US Open! Amerykanka po pasjonującym trzysetowym boju pokonała Naomi Osakę 7:6, 6:7, 6:3. Niestety, to emocjonujące widowisko oglądało z trybun zaskakująco niewielu kibiców – co komentatorzy Eurosportu określili wręcz jako kompromitację organizatorów.

    Anisimowa z drugim finałem wielkoszlemowym z rzędu

    Po wygranej nad Igą Świątek w ćwierćfinale Anisimowa poszła za ciosem i w półfinale okazała się lepsza od byłej liderki rankingu WTA. Mecz z Osaką trwał prawie trzy godziny i zakończył się tuż przed pierwszą w nocy czasu nowojorskiego. Choć Japonka była bliska zamknięcia rywalizacji w dwóch setach, to ostatecznie Amerykanka awansowała do swojego drugiego z rzędu wielkoszlemowego finału – po tegorocznym Wimbledonie.

    Puste trybuny mimo wielkich nazwisk

    Spotkanie dwóch tenisowych gwiazd rozgrywało się przy wyraźnie przerzedzonej publiczności. Kibice opuszczali stadion już w trakcie rywalizacji, a na pustki zwrócili uwagę komentatorzy Eurosportu. – „Szkoda, że tak mało widzów. Ubyło ich mnóstwo” – zauważył Lech Sidor, któremu wtórował Marek Furjan. Również Daria Saville na platformie X podkreślała, że obraz półfinału na tle pustych trybun był smutny i nie przystoi imprezie tej rangi.

    Arthur Ashe Stadium, największy kort świata, mieści ponad 23 tysiące osób. Zainteresowanie biletami zwykle jest ogromne, ale tym razem trybuny świeciły pustkami. Powodem mogła być pora – rozpoczęcie drugiego półfinału dopiero o 22:00.

    Wątpliwy terminarz i błędy organizatorów

    Organizatorzy zaplanowali na czwartek tylko dwa mecze – oba półfinały kobiet. Pierwszy, pomiędzy Aryną Sabalenką i Jessicą Pegulą, rozpoczął się o 19:00 i trwał ponad dwie godziny. Drugi, czyli pojedynek Anisimowej z Osaką, siłą rzeczy zaczął się późno i zakończył głęboko po północy. – „Być może pierwszy półfinał należało rozpocząć wcześniej” – przyznawali komentatorzy.

    Trudno było oczekiwać, że rywalizacja tenisistek o zbliżonym poziomie potrwa krótko. Osaka miała w decydującej fazie meczu nawet dwie piłki na przełamanie, które mogły wydłużyć pojedynek jeszcze bardziej. Ostatecznie to Anisimowa zamknęła spotkanie i powalczy o tytuł, a Japonka nie wróci do finału Szlema od Australian Open 2021.

    Porównania z piątkowym planem gier

    Tym bardziej dziwi, że dzień później półfinały mężczyzn zaplanowano inaczej – Novak Djoković i Carlos Alcaraz wyjdą na kort już o 15:00, a po nich zagrają Jannik Sinner i Felix Auger-Aliassime. Nawet jeśli mecze panów do trzech wygranych setów potrwają długo, istnieje duża szansa, że całość zakończy się przed północą – znacznie wcześniej niż półfinały kobiet.

    Zdaniem wielu ekspertów organizatorzy powinni byli zaplanować mecze kobiet na wcześniejszą godzinę, np. 16:00 lub 17:00. Tym bardziej że czwartkowe spotkania toczyły się w środku tygodnia roboczego, co dodatkowo utrudniało frekwencję.

    Problem z biletami i spekulantami

    Kilka dni temu amerykański influencer zwrócił uwagę na inny problem: brak widzów, mimo że bilety kosztują setki dolarów i błyskawicznie znikają z oficjalnej sprzedaży. Winą obarczył boty i spekulantów, którzy wykupują wejściówki, a następnie ich nie wykorzystują. To bolączka nie tylko US Open, lecz także wielu innych dużych turniejów tenisowych.

    Finał bez wymówki dla pustych trybun

    W sobotę Anisimowa zagra w wielkim finale z Aryną Sabalenką. Początek meczu wyznaczono na godzinę 13:00 w Nowym Jorku (19:00 czasu polskiego). Wszystko wskazuje na to, że tym razem trybuny Arthur Ashe Stadium wypełnią się po brzegi, a kibice nie opuszczą areny w trakcie rywalizacji. Transmisję finału pokaże Eurosport oraz platforma Max.

  • To one zagrają w finale US Open! Niesamowity mecz w Nowym Jorku

    To one zagrają w finale US Open! Niesamowity mecz w Nowym Jorku

    Amanda Anisimowa zagra w finale US Open! Amerykanka, która wcześniej w półfinale pokonała Igę Świątek, tym razem poradziła sobie z Naomi Osaką. Po blisko trzygodzinnej batalii zwyciężyła Japonkę 6:7(4), 7:6(3), 6:3 i po raz drugi z rzędu awansowała do wielkoszlemowego finału.

    Droga do półfinału

    W ćwierćfinale Anisimowa wyeliminowała Świątek, wygrywając 6:4, 6:3. Jej kolejną rywalką była Osaka, która wcześniej odprawiła Karolinę Muchovą 6:4, 7:6. Spotkanie Amerykanki z Japonką od pierwszych piłek miało wyjątkowo zacięty charakter i trzymało w napięciu do samego końca.

    Pierwszy set dla Osaki

    Początek meczu był bardzo nerwowy. Anisimowa szybko straciła podanie i znalazła się w trudnym położeniu. Grała odważnie, ale momentami przesadzała z ryzykiem, co punktowali komentatorzy Eurosportu. Osaka była stabilniejsza – cierpliwie odpowiadała na potężne ciosy rywalki i potrafiła wykorzystać jej błędy.

    Amerykanka doprowadziła do przełamania i wydawało się, że może odwrócić losy partii, ale ostatecznie o wyniku zadecydował tie-break. Tam Japonka zagrała niemal perfekcyjnie – wygrała 7:4 i objęła prowadzenie w całym spotkaniu.

    Anisimowa odpowiada

    Drugi set miał jeszcze bardziej dramatyczny przebieg. Amerykanka przełamała rywalkę i wyszła na prowadzenie, jednak nie potrafiła długo go utrzymać. Emocje sięgnęły zenitu, gdy przy stanie 5:4 serwowała na zwycięstwo w secie, a mimo to pozwoliła Osace wrócić do gry. W tym fragmencie doszło też do spięć między Anisimową a jej trenerem.

    Ponownie konieczny był tie-break – tym razem zdecydowanie lepsza była reprezentantka gospodarzy. Grała mocno i pewnie, a Japonka popełniała coraz więcej błędów. Anisimowa zwyciężyła 7:3 i doprowadziła do remisu w setach.

    Decydujący set na korzyść Amerykanki

    Na początku trzeciej partii Osaka poprosiła o pomoc medyczną, ale nie potrzebowała dłuższej interwencji. Mimo to towarzyszyły jej problemy, które szybko wykorzystała Anisimowa. Uderzała bezlitośnie, przejmowała inicjatywę i szybko objęła prowadzenie 4:1.

    Do końca meczu kontrolowała wydarzenia na korcie. Serwowała znacznie lepiej niż w poprzednich setach i nie pozwoliła Japonce odrobić strat. Choć przy stanie 5:3 zmarnowała dwie piłki meczowe, w końcu dopięła swego. Po 2 godzinach i 57 minutach to Amerykanka mogła cieszyć się z awansu.

    Najlepszy okres w karierze Anisimowej

    Dla 23-latki to drugi wielkoszlemowy finał z rzędu. W lipcu grała o tytuł w Wimbledonie, gdzie nie miała szans z Igą Świątek, przegrywając 0:6, 0:6. Teraz stanie przed szansą na wielki rewanż – nie tylko za tamtą porażkę, ale i za całą drogę, jaką przeszła w ostatnich miesiącach.

    W sobotę w Nowym Jorku Anisimowa zmierzy się z Aryną Sabalenką, która w drugim półfinale pokonała Jessicę Pegulę 4:6, 6:3, 6:4. Amerykanka zna już smak zwycięstwa nad Białorusinką – udało jej się to w półfinale Wimbledonu. Czy powtórzy ten sukces? Odpowiedź poznamy podczas finału US Open transmitowanego w Eurosporcie i na platformie Max.

  • ‎Sabalenka z 4:2 na 4:6, euforia Amerykanów. Koniec półfinału z Pegulą po 125 minutach

    ‎Sabalenka z 4:2 na 4:6, euforia Amerykanów. Koniec półfinału z Pegulą po 125 minutach

    ‎Sabalenka z 4:2 na 4:6, euforia Amerykanów. Koniec półfinału z Pegulą po 125 minutach

    ‎Tegoroczny US Open toczy się już bez obecności Igi Świątek. Mimo to półfinały singla kobiet zapowiadały się ekscytująco. W pierwszym z nich doszło do rewanżowego starcia za ubiegłoroczny finał – Aryna Sabalenka zmierzyła się z Jessicą Pegulą. Panie wyszły na kort dziesięć minut po godz. 1:00 czasu polskiego. W premierowej odsłonie Białorusinka niespodziewanie dała sobie wydrzeć prowadzenie – z 4:2 zrobiło się 4:6. W dalszej fazie rywalizacji doszło jednak do zwrotu akcji.

    ‎Półfinały singla kobiet w ramach US Open zaplanowano na noc z czwartku na piątek czasu polskiego. Już w pierwszym z nich doszło do bardzo ciekawego zestawienia. Zobaczyliśmy bowiem powtórny skład z decydującego starcia o trofeum w Nowym Jorku sprzed 12 miesięcy. Liderka rankingu WTA, Aryna Sabalenka, trafiła na Jessicę Pegulę.

    ‎Obie tenisistki nie straciły ani jednego seta na drodze do najlepszej “4” ostatniej wielkoszlemowej imprezy w tym sezonie. O ile Amerykanka rozegrała komplet pięciu spotkań, o tyle tenisistka z Mińska nie musiała rozgrywać swojego ćwierćfinału. Rywalka Białorusinki, czyli Marketa Vondrousova, wycofała się z rywalizacji z powodu kontuzji. W związku z tym obrończyni tytułu miała w sumie czterodniową przerwę od oficjalnych meczów. Można się było zatem zastanawiać, jak to wpłynie na 27-latkę. Tenisistka z USA bardzo chciała wziąć rewanż za to, co wydarzyło się przed rokiem na kortach Flushing Meadows.

    ‎US Open: Aryna Sabalenka kontra Jessica Pegula w półfinale

    ‎Mecz rozpoczął się od serwisu Sabalenki. Od pierwszych piłek trwała walka o przejęcie inicjatywy na korcie. Panie szybko weszły na wysoki poziom, przez co większość akcji kończyła się uderzeniami kończącymi lub niewymuszonymi błędami. Pierwszy istotny moment spotkania przypadł na szóstego gema. Aryna mogła mieć w sumie trzy break pointy z rzędu, ale wpakowała piłkę w siatkę. Finalnie dostała jednak dwie szanse na przełamanie. Początkowo Pegula wyszła z opresji, miała nawet piłkę na 3:3. Potem wróciliśmy do równowagi. W następnych dwóch akcjach Amerykanka słabo serwowała, co pozwalało Białorusince przejmować inicjatywę od returnu. Finalnie doszło do pierwszego breaka i zrobiło się 4:2 dla obrończyni tytułu.

    ‎Tenisistka z Mińska zainaugurowała siódme rozdanie od asa. A później nastąpił zwrot akcji. Jessica posłała trzy znakomite returny, które pomogły wywalczyć dwie okazje na przełamanie powrotne. Przy ostatnim break poincie Sabalenka popełniła podwójny błąd serwisowy, dzięki czemu zawodniczka z USA wróciła do gry. Po ośmiu gemach był już remis. Pegula nie zamierzała się zatrzymywać. Efektownie mijała Arynę po ciasnych przekątnych i w trakcie dziewiątego rozdania pojawiła się szansa na kolejne przełamanie dla finalistki US Open 2024.

    ‎Podczas wymiany liderka rankingu WTA minimalnie wyrzuciła piłkę poza linię końcową i nagle to Jessica znalazła się na prowadzeniu. Co więcej – przy stanie 5:4 serwowała po zwycięstwo w premierowej odsłonie. Poradziła sobie z tym faktem bez najmniejszych problemów. Białorusinka nie była już w stanie się podnieść w pierwszym secie. Amerykanka nie straciła punktu w dziesiątym gemie i zakończyła partię wynikiem 6:4 na swoją korzyść. Publiczność na trybunach nie kryła zachwytu z powodu takiego przebiegu wydarzeń.

    ‎Na starcie drugiej części pojedynku Sabalenka przerwała serię czterech “oczek” z rzędu na konto Peguli. Po zmianie stron Jessica prowadziła 30-15, ale potem oddała inicjatywę Arynie, przez co wpuściła Białorusinkę do gry. Obrończyni tytułu wywalczyła przełamanie, a później potwierdziła je i szybko zrobiło się 3:0 dla tenisistki z Mińska. 27-latka nie zamierzała spuszczać z tonu i w trakcie szóstego rozdania miała nawet break pointa na 5:1. Finalnie Jessica wyszła z opresji i przedłużyła jeszcze swoje nadzieje na sukces w drugiej odsłonie.

    ‎Niewiele brakowało, a partia dobiegłaby końca już w ósmym gemie. Najpierw Amerykanka miała piłkę na trzecie “oczko”, ale popsuła wolej. Potem popełniła podwójny błąd serwisowy i nastał setbol dla Sabalenki. Tenisistka z Mińska miała swoją okazję podczas wymiany, ale zagrała w siatkę. Ostatecznie rozdanie trafiło na konto Peguli. Presja zamykania tej części pojedynku przeszła na serwis Aryny. Obrończyni tytułu przegrała pierwszy punkt, ale później odwróciła losy na swoją korzyść i rezultatem 6:3 zagwarantowała nam decydującą odsłonę.

    ‎Trzecią partię inaugurowała Pegula. Amerykanka prowadziła 30-15 przy swoim podaniu, ale nie domknęła gema. Przy ostatniej piłce tenisistka z USA wyrzuciła piłkę poza linię końcową. W efekcie set rozpoczął się najlepiej, jak tylko mógł dla Sabalenki – od przełamania. Po zmianie stron Aryna potwierdziła przewagę, nie tracąc żadnego punktu przy własnym serwisie. Wtedy Jessica zaczęła grać agresywniej. W czwartym gemie zrobiło się nawet 15-30 z perspektywy podającej liderki rankingu. Od tego momentu 27-latka uruchomiła znakomity serwis i błyskawicznie oddaliła zagrożenie.

    ‎W trakcie szóstego rozdania powtórzył się scenariusz – i tym razem Pegula wypracowała sobie już dwa break pointy z rzędu na 3:3. Sabalenka znakomicie wyszła z opresji, doprowadziła do równowagi na własnych warunkach. Podobnie było przy trzeciej szansie dla Jessiki. Ostatecznie Aryna przetrwała trudne rozdanie i powróciła do dwóch “oczek” przewagi. Mimo coraz cięższej sytuacji, Amerykanka się nie poddawała. Odkąd została przełamana, utrzymywała swoje serwisy do zera. W związku z tym szybko przerzucała ciężar gry na podania liderki rankingu.

    ‎W ósmym gemie tenisistka z Mińska prowadziła 30-0, ale potem zanotowała nieudany skrót i sprawy zaczęły się komplikować. Po podwójnym błędzie serwisowym pojawiła się okazja na przełamanie dla Peguli. Ale gdy już doszło do break pointa, obrończyni tytułu znów rozegrała błyskotliwą akcję. Sabalenka ponownie zdała test i wyszła na 5:3. Po chwili Jessica po raz czwarty z rzędu utrzymała serwis do zera. W związku z tym 27-latka musiała zamykać pojedynek przy własnym podaniu. Aryna wykonała swoje zadanie, chociaż dopiero za trzecim meczbolem. Ostatecznie triumfowała 4:6, 6:3, 6:4 po 125 minutach rywalizacji. O obronę tytułu na US Open powalczy z Naomi Osaką albo Amandą Anisimovą.

  • Komentator nie wytrzymał po tym, co zrobiła Sabalenka. “Kryminał”

    Komentator nie wytrzymał po tym, co zrobiła Sabalenka. “Kryminał”

    Ależ widowisko w Nowym Jorku! W pierwszym półfinale US Open Aryna Sabalenka – liderka światowego rankingu – i Jessica Pegula stworzyły prawdziwy tenisowy spektakl. Obie rzuciły na kort wszystko, co miały najlepszego, a wymiany między nimi przypominały zacięty bój bokserów wagi ciężkiej. Ostatecznie to Sabalenka zwyciężyła 4:6, 6:3, 6:4 i awansowała do swojego siódmego w karierze finału wielkoszlemowego, trzeciego w tym roku.

    Pierwszy set: złota passa Peguli

    Spotkanie rozpoczęło się od wymiany cios za cios. Do stanu 2:2 żadna z tenisistek nie dała rywalce szansy na przełamanie. Dopiero w szóstym gemie Sabalenka docisnęła Amerykankę i wywalczyła breaka. Pegula znalazła się w opałach, zwłaszcza że przy 2:4 popełniła dwa słabe serwisy, co komentator Dawid Olejniczak określił jako „tenisowy kryminał”. Wydawało się, że Białorusinka przejęła inicjatywę, ale Pegula odpowiedziała w wielkim stylu. Od stanu 2:4 wygrała cztery kolejne gemy, w tym dwa przy serwisie rywalki. „Wszystko, czego dotyka, zamienia w złoto!” – zachwycał się Olejniczak. Komentatorzy Eurosportu zgodnie podkreślali, że był to tenis życia w wykonaniu Amerykanki.

    Drugi set: powrót liderki rankingu

    Po przerwie toaletowej Sabalenka wróciła na kort odmieniona. Wyszła na prowadzenie 3:0, grając niemal bezbłędnie. Tym razem utrzymała koncentrację i nie pozwoliła rywalce odrobić strat. Choć Pegula broniła się dzielnie, Białorusinka dociągnęła przewagę do końca i wygrała partię 6:3, doprowadzając do remisu.

    Trzeci set: emocje do samego końca

    Decydująca odsłona zaczęła się fatalnie dla Peguli – już w pierwszym gemie została przełamana. Mimo to Amerykanka nie poddała się i grała jak natchniona przy własnym serwisie, wygrywając cztery gemy serwisowe z rzędu do zera. Miała też szanse na odrobienie strat, lecz Sabalenka w kluczowych momentach broniła się kapitalnymi akcjami – raz przy siatce, innym razem precyzyjnym bekhendem po przekątnej. Najdłuższy gem meczu, trwający blisko dziesięć minut, padł łupem liderki rankingu, która wyszła na 5:3. Pegula jeszcze odpowiedziała, ale Sabalenka, niczym drapieżna tygrysica z tatuażu na jej przedramieniu, obroniła przewagę i zakończyła mecz przy własnym podaniu.

    Statystyki i znaczenie zwycięstwa

    Spotkanie było niezwykle wyrównane – Sabalenka wygrała 90 punktów, Pegula 87. Różnicę zrobiła ofensywna gra Białorusinki: 43 uderzenia kończące przy 27 niewymuszonych błędach, podczas gdy Pegula miała bilans 21:15.

    Dla Sabalenki to siódmy finał wielkoszlemowy w karierze i trzeci w sezonie 2025. W styczniu w Australian Open przegrała z Madison Keys, w Paryżu uległa Coco Gauff, a teraz w Nowym Jorku zmierzy się z Amandą Anisimovą. Zabrakło jej tylko w finale Wimbledonu, gdzie zatrzymała ją półfinałowa porażka.

    Jedno jest pewne – półfinał z Pegulą zapisał się w historii US Open jako jeden z najbardziej emocjonujących meczów ostatnich lat.

  • Nagle gruchnęły wieści ws. zdrowia Świątek. Pilny powrót do Polski

    Nagle gruchnęły wieści ws. zdrowia Świątek. Pilny powrót do Polski

    Iga Świątek nie zdołała awansować do półfinału tegorocznego US Open. W środowym ćwierćfinale musiała uznać wyższość Amandy Anisimovej, przegrywając 4:6, 3:6. Niedługo po spotkaniu Polka zamieściła w mediach społecznościowych wpis, który wzbudził spore poruszenie. Okazało się, że w Nowym Jorku występowała z urazem. Informacje te potwierdził „Przegląd Sportowy”, a sama zawodniczka ma wrócić do kraju na dodatkowe badania.

    – Gra w turnieju bez regularnych treningów w dni wolne, mierzenie się z problemem ze stopą, przezwyciężanie wielu trudności. Mimo tego dotarliśmy do ćwierćfinału i w tych okolicznościach naprawdę mogę być zadowolona z tego rezultatu – napisała na Instagramie Świątek. Jej słowa wywołały falę spekulacji, a kibice zaczęli podejrzewać, że kontuzja rzeczywiście mocno ograniczała Polkę.

    Podejrzenia potwierdziło nagranie opublikowane na platformie X, na którym widać, jak podczas jednego z treningów Świątek przerywa zajęcia, siada na ławce, zdejmuje but i porusza stopą, wyraźnie cierpiąc z bólu.

    – Iga praktycznie od początku turnieju zmagała się ze zmianami przeciążeniowymi w obrębie stopy, co utrudniało jej poruszanie się po korcie i wymusiło rezygnację z części treningów – ujawnił w rozmowie z „Przeglądem Sportowym” lekarz tenisistki, Mateusz Dawidziuk.

    Zawodniczka wkrótce wróci do Polski, gdzie przejdzie kolejne badania i zostanie objęta kompleksową opieką specjalistów. – Letnia część sezonu była dla Igi wyjątkowo intensywna, rozegrała wiele spotkań w różnych warunkach atmosferycznych, szczególnie w Cincinnati. Teraz konieczne jest, aby odpoczęła – podkreślił doktor.

    Na razie nie ma oficjalnej decyzji co do ewentualnej zmiany planów startowych. Według doniesień „Przeglądu Sportowego” kalendarz Świątek pozostaje bez większych korekt. Już 15 września Polka ma wystąpić w turnieju w Seulu, a następnie udać się do Chin, gdzie zaplanowane są jej kolejne występy – najpierw w Pekinie (24 września – 5 października), a potem w Wuhanie (6–12 października).

    https://x.com/kattwts/status/1963606852521836635?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E1963606852521836635%7Ctwgr%5E056c3b465e84c9ff6115ada1e307e2cfd0de7657%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fwww.sport.pl%2Ftenis%2F76498732227097nagle-gruchnely-wiesci-ws-zdrowia-swiatek-pilny-powrot-do.html

  • To była 80. minuta! Sensacja w Rotterdamie, Polacy zadziwili wszystkich

    To była 80. minuta! Sensacja w Rotterdamie, Polacy zadziwili wszystkich

     

    Polska remisuje z Holandią w debiucie Jana Urbana

    Bilans meczów Polski z Holandią w ostatnich latach nie napawał optymizmem – cztery porażki i dwa remisy od września 2020 roku. Dlatego też spotkanie w Rotterdamie, które było debiutem Jana Urbana w roli selekcjonera Biało-Czerwonych, zapowiadało się na ogromne wyzwanie. Ostatecznie jednak Polacy zdołali wywalczyć punkt, remisując 1:1, a bohaterem został Matty Cash, zdobywca fantastycznej bramki.

    Mocne wejście Holendrów
    Holendrzy od pierwszego gwizdka przejęli inicjatywę i narzucili swój styl gry. Utrzymywali się przy piłce i konsekwentnie spychali naszych piłkarzy do defensywy. Łukasz Skorupski miał pełne ręce roboty – bronił strzały Cody’ego Gakpo i Denzela Dumfriesa, a raz uratował go słupek po uderzeniu Tijjaniego Reijndersa.

    W 28. minucie szczęście jednak opuściło Polaków. Po dośrodkowaniu Memphisa Depaya z rzutu rożnego Skorupski minął się z piłką, a Dumfries wpakował futbolówkę do pustej bramki. „Oranje” objęli prowadzenie 1:0 i takim wynikiem zakończyła się pierwsza połowa.

    Niewykorzystane okazje Biało-Czerwonych
    Choć Holandia dominowała, Polacy potrafili wyprowadzać groźne kontry. Brakowało jednak dokładności w decydujących podaniach. Najlepszą szansę miał Sebastian Szymański po znakomitym dośrodkowaniu Nicoli Zalewskiego, ale pomocnik Fenerbahce nie trafił czysto w piłkę i świetna okazja została zmarnowana.

    Bramka Casha na wagę remisu
    Po przerwie Holendrzy nie byli już tak aktywni w ofensywie, a Polacy coraz odważniej próbowali wyprowadzać ataki. Wysiłki opłaciły się w 80. minucie. Matty Cash zdecydował się na mocny strzał z okolic pola karnego i trafił idealnie w okienko bramki, dając Polsce wyrównanie.

    W końcówce spotkania Biało-Czerwoni grali uważnie i z determinacją, skutecznie broniąc cennego remisu. Gdyby tylko udało się lepiej rozegrać kontrataki, można było pokusić się nawet o niespodziankę, ale i tak wynik 1:1 w debiucie Jana Urbana należy uznać za sukces.

    Holandia – Polska 1:1
    Bramki: Dumfries 28’ – Cash 80’

    https://x.com/sport_tvppl/status/1963702401153503381

    Następny mecz reprezentacja Polski rozegra w niedzielę, 7 września, o godz. 20:45 na Stadionie Śląskim w Chorzowie przeciwko Finlandii. Relację na żywo będzie można śledzić na Sport.pl oraz w aplikacji mobilnej Sport.pl LIVE.

  • Ależ wrze po porażce Świątek. Wskazano winnego. “Nie ma pojęcia, co robić”

    Ależ wrze po porażce Świątek. Wskazano winnego. “Nie ma pojęcia, co robić”

    Iga Świątek nie zdołała po raz drugi pokonać Amandy Anisimovej. W ćwierćfinale US Open przegrała z Amerykanką 4:6, 3:6. Po spotkaniu eksperci nie tylko analizowali grę Polki, lecz także zachowanie jej sztabu. Według Marion Bartoli sposób pracy zespołu Świątek nie był właściwy i mógł jeszcze bardziej pogłębić problemy liderki rankingu.

    Od triumfu w Londynie do porażki w Nowym Jorku

    12 lipca 2025 roku Świątek zapisała się w historii, wygrywając Wimbledon w imponującym stylu. W wielkim finale wręcz zmiażdżyła Anisimovą, nie oddając jej ani jednego gema i triumfując 6:0, 6:0. Tamten mecz zakończył się łzami rozpaczy Amerykanki. Niespełna dwa miesiące później role się odwróciły. W Nowym Jorku Anisimova wróciła do gry w wielkim stylu i w ćwierćfinale US Open to ona triumfowała – 6:4, 6:3. Świątek była wyraźnie zagubiona i nie znalazła sposobu na mocne uderzenia rywalki.

    Nerwowość w sztabie i nieudana komunikacja

    „Iga rozkładała ręce i spoglądała w kierunku swojego sztabu, jakby szukała odpowiedzi na to, co się dzieje. Choć słyszała podpowiedzi od Darii Abramowicz, Wima Fissette’a czy Macieja Ryszczuka, nie zdołała przełamać impasu” – pisał Łukasz Jachimiak ze Sport.pl.

    Podobne obserwacje miała Laura Robson. Brytyjka zauważyła, że Polka wielokrotnie nerwowo zwracała się wzrokiem do swojego teamu, jakby chciała powiedzieć: „Nie wiem, co robić”. Bartoli poszła krok dalej i skrytykowała nie samą zawodniczkę, a jej sztab. Według Francuzki ton komunikacji był zbyt agresywny i kontrastował z podejściem ekipy Anisimovej. – Zespół Amandy wspierał ją nawet wtedy, gdy popełniała błędy. Natomiast w przypadku Igi było dużo krzyku. To mogło tylko potęgować stres – tłumaczyła. Dodała również, że Świątek musiała zmagać się nie tylko z rywalką, ale i z presją tłumu, co tworzyło dla niej wyjątkowo trudne warunki.

    Krytyka taktyki i serwisu Świątek

    Eksperci nie zostawili też suchej nitki na taktyce Polki. Robson podkreślała, że Świątek kompletnie nie radziła sobie z bekhendem rywalki, który tego dnia był jej największą bronią. Dodatkowo serwis Polki kierowany był najczęściej właśnie w tę stronę, co dawało przewagę Anisimovej. – Dopiero w połowie drugiego seta Iga zaczęła serwować w kierunku forhendu, ale do tego momentu jej zamiary były zupełnie nieczytelne – zauważyła.

    Z kolei brytyjski prezenter Gigi Salmon użył jeszcze mocniejszych słów. – Kiedy w starciu z wielkimi rywalkami coś idzie nie po jej myśli, Świątek przypomina trochę zepsuty komputer. Traci orientację i nie wie, co dalej robić – stwierdził.

    Co dalej?

    Teraz Polkę czeka chwila odpoczynku. Najpewniej wróci do rywalizacji pod koniec września, podczas turnieju WTA 1000 w Pekinie. Niewykluczone jednak, że wcześniej zdecyduje się na start w innych azjatyckich imprezach poprzedzających tę prestiżową rywalizację. Ostateczne decyzje w tej sprawie zapadną w najbliższych dniach.

  • Niepokojące wieści ws. Świątek. Jej lekarz ujawnia po porażce

    Niepokojące wieści ws. Świątek. Jej lekarz ujawnia po porażce

    Iga Świątek zakończyła swój udział w tegorocznym US Open na ćwierćfinale, przegrywając z Amandą Anisimovą 4:6, 3:6. Tego dnia Polka była wyraźnie słabsza od rywalki, która skutecznie zrewanżowała się za dotkliwą porażkę w finale Wimbledonu, gdzie Amerykanka nie ugrała nawet gema. Tym razem to Anisimova zwyciężyła i awansowała do półfinału.

    Kulisy gorszej dyspozycji liderki polskiego tenisa ujawnił jej lekarz, Mateusz Dawidziuk, w rozmowie z Radiem ZET. Zdradził, że Świątek od początku nowojorskiego turnieju borykała się z problemami zdrowotnymi.

    – Iga praktycznie od startu zmagała się ze zmianami przeciążeniowymi w stopie. Utrudniało jej to grę i swobodne poruszanie się po korcie, a dodatkowo sprawiło, że część zaplanowanych treningów musiała zostać odwołana – powiedział Dawidziuk.

    Po powrocie do Polski Świątek przejdzie dokładniejsze badania. Jej kłopoty mają wynikać z bardzo napiętego kalendarza startów i dużej liczby rozegranych spotkań w krótkim odstępie czasu. Co ciekawe, sama zawodniczka nie informowała o swoich problemach w trakcie turnieju. Dopiero po porażce z Anisimovą odniosła się do nich w mediach społecznościowych.

    „Jestem bardzo wdzięczna za całą pomoc – również fizjoterapeutom WTA i lekarzom US Open. Grałam mecze bez treningów w dni wolne, radziłam sobie z problemami ze stopami, a mimo to dotarłam do ćwierćfinału. Jestem dumna z tego, co osiągnęłam w takich okolicznościach. Najważniejsze jednak jest doświadczenie, które zdobyłam. Wrócę za rok z jeszcze większą determinacją” – napisała na Instagramie.

  • Iga Świątek życzy dziennikarzowi „Powodzenia” w napiętej wymianie po porażce w US Open

    Iga Świątek życzy dziennikarzowi „Powodzenia” w napiętej wymianie po porażce w US Open

    Iga Świątek życzy dziennikarzowi „Powodzenia” w napiętej wymianie po porażce w US Open

     

    Była liderka światowego rankingu została zapytana, czy odczuwała zmęczenie po ćwierćfinałowej porażce z Amandą Anisimovą.

     

    NOWY JORK — Konferencja prasowa Igi Świątek po meczu wzięła nieoczekiwany obrót po jej porażce w ćwierćfinale US Open z Amandą Anisimovą w środę.

    https://www.instagram.com/reel/DOKMn7ejlEF/?igsh=MXE3Z3locGdqOG11cw==

     

    Po przegranej w rewanżu za tegoroczny finał Wimbledonu była numer jeden na świecie wyraźnie i stanowczo obruszyła się na sugestię, że zmęczenie mogło odegrać rolę w wyniku 6:4, 6:3:

     

    Pytanie: Generalnie, to było dużo tenisa w ostatnich tygodniach: Wimbledon, turnieje w Ameryce przed tym i teraz to. Jak bardzo jesteś teraz zmęczona?

     

    IGA ŚWIĄTEK: Nie wiem. To nie jest tak, że moje mecze tutaj były wyczerpujące.

     

    Pytanie: Czujesz, że potrzebujesz przerwy psychicznej? Nie mówię o samej porażce.

    IGA ŚWIĄTEK: Dlaczego tak mówisz?

    Pytanie: Po prostu się zastanawiam. To było sporo meczów z rzędu. Czy czekasz na przerwę?

    IGA ŚWIĄTEK: Porozmawiaj z osobami odpowiedzialnymi za terminarz. Ty potrzebujesz przerwy psychicznej?

    Pytanie: Słucham?

    IGA ŚWIĄTEK: Wyglądasz, jakbyś potrzebował przerwy psychicznej.

    Pytanie: Tak, potrzebuję.

    IGA ŚWIĄTEK: No to co tu robisz?

    Pytanie: Muszę dotrwać do końca turnieju.

    IGA ŚWIĄTEK: Powodzenia.

    Mimo niezręcznej wymiany, Świątek rzeczywiście miała za sobą intensyczne lato pełne zwycięstw, zdobywając swój szósty tytuł wielkoszlemowy na kortach Wimbledonu i przybywając do Nowego Jorku świeżo po triumfie w turnieju WTA 1000 w Cincinnati.

    Jako turniejowa „dwójka” nie miała wiele czasu na odpoczynek, bo od razu wystąpiła w mikście u boku Caspera Ruuda, gdzie dotarła do finału odświeżonej formuły imprezy, jeszcze zanim rozpoczęła start w singlu.

    W singlu oddała tylko jednego seta w drodze do drugiego z rzędu ćwierćfinału, lecz ostatecznie nie była w stanie powstrzymać mocnych uderzeń Anisimovej — szczególnie jej skutecznych returnów.

    „Może nie serwowałam najlepiej przez cały turniej” — przyznała Świątek — „ale myślę, że ponieważ ona tak dobrze returnowała, to widać było większą różnicę. Z drugiej strony, i tak nie trenowałam serwisu między meczami, więc muszę to odpuścić i skupić się na kolejnym turnieju.”

    Ponieważ nie udało jej się wyprzedzić Aryny Sabalenki w rankingu WTA po tym turnieju, Świątek nadal będzie miała okazje, aby zdobywać punkty tej jesieni podczas azjatyckiej części sezonu oraz w Finałach WTA.