• Pogromczyni Świątek pręży muskuły w Pekinie. Miazga w 79 minut!

    Pogromczyni Świątek pręży muskuły w Pekinie. Miazga w 79 minut!

    Amanda Anisimowa wróciła do gry po przegranym finale US Open i zrobiła to w najlepszym możliwym stylu. Amerykanka całkowicie zdominowała Katie Boulter i po zwycięstwie 6:1, 6:3 pewnie awansowała do kolejnej rundy turnieju WTA 1000 w Pekinie. „Wyjątkowy sezon wielkiego talentu” – podkreślił portal The Tennis Letter. Trudno się z tym nie zgodzić, bo o jej triumfie zadecydował jeden kluczowy element.

    Amerykanka ma za sobą niezwykle intenszne miesiące. W lipcu poniosła historyczną porażkę w finale Wimbledonu z Igą Świątek, przegrywając 0:6, 0:6. Nie podłamała się jednak i podczas US Open wzięła rewanż, eliminując liderkę rankingu w ćwierćfinale (6:4, 6:3), a następnie awansowała aż do finału. Tam ponownie zabrakło jej niewiele – lepsza okazała się Aryna Sabalenka, wygrywając 6:3, 7:6(3). Teraz Anisimowa chce przełożyć swoją wysoką formę na azjatycką część sezonu i walczyć o sukces w Pekinie.

    Pokazała moc od pierwszych piłek

    Rozstawiona z numerem trzy zawodniczka rozpoczęła rywalizację od drugiej rundy, gdyż w pierwszej miała wolny los. Jej pierwszą rywalką była Katie Boulter i od samego początku jasne było, kto jest faworytką. Choć Brytyjka pewnie utrzymała pierwszy serwis, to później zaczęła się gubić i popełniać błędy. Przełamania w czwartym i szóstym gemie praktycznie zamknęły jej szanse w secie otwarcia. Co więcej, Boulter nie wykorzystała żadnego z czterech break pointów, które wypracowała.

    Drugi set był już bardziej wyrównany, lecz tylko do stanu 2:2. W piątym gemie Anisimowa odebrała podanie rywalce, a po chwili prowadziła już 4:2. Tego dnia jej return funkcjonował na najwyższym poziomie – Boulter nie była w stanie znaleźć odpowiedzi. „Wow, to uderzenie było nie do odbioru, nawet bez reakcji” – zachwycali się komentatorzy po jednym z jej zagrań. Siedem niewymuszonych błędów Brytyjki tylko ułatwiło zadanie Amerykance.

    40. wygrana w sezonie

    Całe spotkanie trwało zaledwie 79 minut i zakończyło się pewnym triumfem 6:1, 6:3. Jak zauważył Tennis Channel, Anisimowa przypieczętowała zwycięstwo swoim „kultowym bekhendem”. Z kolei The Tennis Letter podkreślił, że był to już 40. triumf 24-latki w tym sezonie – najlepszy wynik w jej dotychczasowej karierze. „Wyjątkowy sezon wielkiego talentu” – napisano w komentarzu.

    Dzięki temu sukcesowi Amerykanka zameldowała się w trzeciej rundzie turnieju i teraz czeka na rozstrzygnięcie pojedynku między Xinyu Wang a Shuai Zhang. W sobotę do rywalizacji w Pekinie dołączy także Iga Świątek, która zmierzy się z Yuan Yue. Początek meczu Polki zaplanowano na około godz. 7:00.

  • Pokaz siły rywalki Świątek w Pekinie. 71 minut i koniec. “Rozwala wszystko”

    Pokaz siły rywalki Świątek w Pekinie. 71 minut i koniec. “Rozwala wszystko”

    Jasmine Paolini znakomicie otworzyła swój udział w turnieju WTA 1000 w Pekinie. Włoszka bez większych problemów pokonała Anastasiję Sevastovą 6:1, 6:3, pokazując pełną kontrolę i wysoką formę. Choć początek spotkania był nieco nerwowy, później dominowała już tylko jedna tenisistka. „Rozwala wszystko” – podsumował jej występ portal The Tennis Letter. Z kolei OptaAce podał, że 29-latka zapisała się do historii rozgrywek.

    Paolini na fali po triumfie z reprezentacją

    Dla Paolini to kolejny świetny moment w karierze. Po nieudanym US Open bardzo dobrze spisała się w Billie Jean King Cup, gdzie wygrała wszystkie trzy pojedynki i miała udział w końcowym zwycięstwie reprezentacji Włoch. Finałowy triumf nad Stanami Zjednoczonymi był szóstym w historii włoskiej drużyny, co podkreślił Filip Modrzejewski ze Sport.pl.

    Mocny start w Pekinie

    Spotkanie z Sevastovą rozpoczęło się od trudnego gema, w którym Łotyszka miała dwie okazje na przełamanie. Nie potrafiła ich jednak wykorzystać, podobnie jak szans w trzecim gemie. Później inicjatywę przejęła już w pełni Paolini – pewnie serwowała, agresywnie atakowała i wygrała pierwszego seta 6:1. W drugiej odsłonie kontrolowała wydarzenia i zakończyła mecz zwycięstwem 6:1, 6:3. Po spotkaniu dodatkowo zjednała sobie chińską publiczność, przemawiając w ich języku.

    Historyczne osiągnięcie

    „Jasmine nie przestaje wygrywać” – napisał The Tennis Letter, zwracając uwagę, że od finału w Cincinnati, w którym uległa Idze Świątek, ponownie uwierzyła w siebie na twardych kortach. Wygrała 11 z ostatnich 13 spotkań, a triumf nad Sevastovą był jej 39. w sezonie. Włoski Eurosport nazwał jej występ „doskonałym debiutem” w Pekinie.

    Jak poinformował portal OptaAce, Paolini została trzecią najstarszą zawodniczką w historii, która w jednym roku odniosła ponad 20 zwycięstw w turniejach rangi WTA 1000. Do tej pory takim osiągnięciem mogły się pochwalić tylko Serena Williams i Li Na.

    Kolejne wyzwanie i polski akcent

    Dzięki wygranej Paolini zameldowała się w następnej rundzie, gdzie czeka na nią Sofia Kenin. W sobotę do gry w Pekinie przystąpi także Iga Świątek, która w drugiej rundzie zmierzy się z Chinką Yue Yuan. Początek meczu Polki przewidziano na około godzinę 7:00 czasu polskiego.

    https://x.com/TheTennisLetter/status/1971507607409144168?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E1971507607409144168%7Ctwgr%5E%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fwww.sport.pl%2Ftenis%2F76498732280042pokaz-sily-rywalki-swiatek-w-pekinie-71-minut-i-koniec-rozwala.html

  • Pilne wieści z Pekinu. Znamy godzinę pierwszego meczu Świątek

    Pilne wieści z Pekinu. Znamy godzinę pierwszego meczu Świątek

    Iga Świątek w sobotę rozpocznie zmagania w turnieju WTA 1000 w Pekinie. Jej pierwszą przeciwniczką będzie reprezentantka gospodarzy, Yue Yuan. Organizatorzy ogłosili już plan gier na ten dzień, dzięki czemu wiadomo, kiedy dokładnie na korcie zobaczymy polską tenisistkę. Kibiców czeka wczesna pobudka.

    Świątek i Yuan zmierzą się na korcie centralnym jako drugi duet dnia. Przed nimi zagrają Mirra Andriejewa i Lin Zhu. Sesja rozpocznie się o godzinie 5:00 czasu polskiego (11:00 w Pekinie), co oznacza, że pojedynek Polki powinien wystartować najwcześniej około 7:00 rano naszego czasu (13:00 czasu lokalnego).

    24-letnia liderka rankingu dobrze odnajduje się w porannych godzinach, więc termin meczu powinien jej odpowiadać. Trudność może stanowić fakt, że trybuny będą sprzyjały miejscowej zawodniczce. Yuan, aktualnie notowana na 110. miejscu listy WTA, w tym tygodniu przełamała serię czterech porażek, pokonując Julię Putincewą 6:3, 6:3. Chinka preferuje mocny, ofensywny styl gry, który może postawić przed Świątek ciekawe wyzwania.

    Polka przystępuje do turnieju jako rozstawiona z numerem jeden, korzystając na absencji Aryny Sabalenki, która wycofała się z powodu problemów zdrowotnych. To szansa, by znacząco odrobić punkty rankingowe do Białorusinki.

    Będzie to pierwsze spotkanie Świątek z Yuan. Lepsza z tego meczu w trzeciej rundzie zmierzy się ze zwyciężczynią pojedynku Camila Osorio (Kolumbia, WTA 83) – Anna Kalinska (Rosja, WTA 29). Ich starcie odbędzie się na korcie numer 3, dwie godziny wcześniej niż mecz Polki.

    Warto dodać, że Świątek nie występowała w Pekinie w poprzednim sezonie, więc nie ma do obrony żadnych punktów rankingowych. W 2023 roku triumfowała w chińskiej stolicy, co dodaje jej dodatkowej motywacji.

  • Andriejewa pokonana w Pekinie. Demolka na starcie. 82 minuty i koniec

    Andriejewa pokonana w Pekinie. Demolka na starcie. 82 minuty i koniec

    Trwa kolejny dzień rywalizacji w turnieju WTA 1000 w Pekinie. W piątkowym programie znalazł się m.in. występ Mirry Andriejewej. Młoda Rosjanka, która w stolicy Chin zgłosiła się zarówno do gry pojedynczej, jak i podwójnej, miała okazję zaprezentować się tym razem w deblu. W parze ze swoją stałą partnerką Dianą Sznajder nie zdołała jednak odnieść sukcesu – rozstawiony z numerem 5 duet pożegnał się z rywalizacją już w pierwszej rundzie.

    Andriejewa wraca po przerwie

    Po bolesnej porażce na tegorocznym US Open 18-latka zdecydowała się na kilkutygodniowy odpoczynek od startów. Piąta rakieta świata w singlu wybrała Pekin jako miejsce swojego powrotu do touru. Dzięki wysokiemu rozstawieniu rozpoczęła turniej od wolnego losu, a w drugiej rundzie jej przeciwniczką będzie reprezentantka gospodarzy Lin Zhu.

    Debel zakończony przedwcześnie

    Zanim jednak Andriejewa przystąpi do rywalizacji indywidualnej, wraz ze Sznajder pojawiła się na korcie w grze podwójnej. Los już na starcie postawił im wymagające rywalki – Słowaczkę Terezę Mihalikovą i Brytyjkę Olivię Nicholls, które w deblu mają spore doświadczenie. To właśnie one sprawiły niespodziankę, eliminując wyżej rozstawione Rosjanki.

    Spotkanie rozpoczęło się fatalnie dla Andriejewej i Sznajder. Już po kilku minutach na tablicy wyników mogło widnieć 4:0 dla Mihalikovej i Nicholls, które w szóstym gemie dopięły swego i zdobyły drugie przełamanie. Pierwszego seta zakończyły błyskawicznie, triumfując 6:1.

    Druga partia była znacznie bardziej wyrównana. Rosjanki prowadziły już 2:0 i miały okazję powiększyć przewagę, ale nie wykorzystały szans, co natychmiast odbiło się na wyniku. Rywalki doprowadziły do remisu, a następnie przejęły inicjatywę w końcówce. Przy stanie 6:5 Mihalikova i Nicholls serwowały po zwycięstwo – pierwszego meczbola jeszcze zmarnowały, ale drugiego już nie. Po 82 minutach gry zamknęły spotkanie wynikiem 6:1, 7:5.

    Czas na singiel

    Tym samym Mirra Andriejewa i Diana Sznajder pożegnały się z deblem w Pekinie już na otwarcie. Teraz mogą w pełni skoncentrować się na występach indywidualnych – Andriejewa zmierzy się z Lin Zhu, a Sznajder spróbuje swoich sił w starciu z Australijką Mayą Joint.

  • Sceny w Pekinie. Rybakina była absolutną faworytką. 150 minut walki

    Sceny w Pekinie. Rybakina była absolutną faworytką. 150 minut walki

    Blisko wielkiej niespodzianki była Caty McNally w meczu drugiej rundy turnieju WTA w Pekinie z Jeleną Rybakiną. Amerykanka, zajmująca miejsce w końcówce pierwszej setki rankingu, prowadziła w premierowej partii już 5:3. W decydującym momencie Kazaszka podniosła jednak poziom gry, odrobiła straty i wygrała seta, a następnie całe spotkanie 7:5, 4:6, 6:3, meldując się w kolejnej fazie imprezy.

    Dla Rybakiny (10. WTA) turniej w Pekinie to pierwszy start od US Open, gdzie dotarła do 1/8 finału. McNally (90. WTA) wcześniej wystąpiła w Korei Południowej – w singlu nie osiągnęła większych sukcesów, ale w deblu dotarła aż do finału, w którym wraz z Maią Joint musiała uznać wyższość Barbory Krejčíkovej i Kateřiny Siniakovej (3:6, 6:7).

    McNally postraszyła faworytkę

    Choć w przedmeczowych zapowiedziach to Rybakina uchodziła za murowaną faworytkę, początek spotkania wcale na to nie wskazywał. McNally od stanu 3:3 zaczęła przejmować inicjatywę – najpierw przełamała rywalkę, a następnie odskoczyła na 5:3. Wydawało się, że jest o krok od sensacyjnego triumfu w secie, ale Rybakina obroniła trzy piłki setowe, doprowadziła do wyrównania, a końcówkę rozstrzygnęła na swoją korzyść.

    W drugiej odsłonie Kazaszka znów nie potrafiła złapać rytmu. Mając szansę na przełamanie przy 3:2, nie wykorzystała dwóch okazji, a w kluczowym dziewiątym gemie oddała inicjatywę fatalnymi błędami – m.in. podwójnym serwisowym i uderzeniem w siatkę. Tym razem McNally wykorzystała przewagę i doprowadziła do remisu w meczu.

    Decydujący set nie przyniósł już takiej dramaturgii. Amerykanka nie była w stanie utrzymać wysokiego poziomu, szybko przegrywając trzy pierwsze gemy. Choć później zdołała jeszcze zmniejszyć stratę, to Rybakina kontrolowała wydarzenia i zakończyła spotkanie zwycięstwem 7:5, 4:6, 6:3.

    W trzeciej rundzie turnieju rywalką Rybakiny będzie Niemka Eva Lys (66. WTA).

  • Było 6:4, 3:0 dla Świątek i nagle zwrot. Wymowne słowa. “Zbyt szybko”

    Było 6:4, 3:0 dla Świątek i nagle zwrot. Wymowne słowa. “Zbyt szybko”

    Iga Świątek ponownie zagra w Pekinie, gdzie dwa lata temu sięgnęła po prestiżowy tytuł. Wówczas jej droga do triumfu rozpoczęła się od trudnej przeprawy z Hiszpanką Sarą Sorribes Tormo, zakończonej serią przełamań i nerwową końcówką. Teraz, w sobotę, rozpocznie rywalizację w Chinach od meczu z reprezentantką gospodarzy Yue Yuan. Jak potoczy się jej początek turnieju?

    Powrót do miejsca wielkiego sukcesu

    W 2022 roku Świątek wygrała turniej WTA 1000 w Pekinie, a w finale pewnie pokonała Ludmiłę Samsonową 6:2, 6:2. Rok później zabrakło jej w stolicy Chin z powodu zawieszenia wynikającego z procedury antydopingowej, a teraz wraca jako liderka stawki. Dzięki najwyższemu rozstawieniu zaczyna od drugiej rundy.

    Debiut w Chinach i festiwal przełamań

    Dwa lata temu Polka pierwszy raz w karierze wystąpiła na chińskich kortach i od razu czekał ją wymagający mecz. W premierowym spotkaniu zmierzyła się z Sarą Sorribes Tormo, wówczas 55. rakietą świata. Choć zwyciężyła 6:4, 6:3, przebieg rywalizacji nie był jednostronny.
    Pierwszy set upłynął pod znakiem wymiany przełamań – Świątek starała się grać agresywnie i często atakowała przy siatce, co nie zawsze przynosiło efekt. Mimo nerwowych momentów wygrała partię 6:4 po 50 minutach. W drugiej odsłonie pojedynek zmienił się w prawdziwy maraton przełamań – Polka nie utrzymała już żadnego serwisu, ale ostatecznie wykorzystała błędy rywalki i rozstrzygnęła mecz na swoją korzyść po 95 minutach gry.

    Statystyki pokazały ofensywne nastawienie naszej zawodniczki – zanotowała 27 kończących uderzeń przy 25 niewymuszonych błędach. Jak oceniał Adam Romer z „Tenisklubu”, forma Polki rosła, choć nie była jeszcze optymalna. Warto przypomnieć, że Świątek przyjechała wtedy do Pekinu po rozczarowującym ćwierćfinale w Tokio i po utracie pozycji liderki rankingu na rzecz Aryny Sabalenki.

    Teraz rywalka z Chin

    W sobotę Świątek zmierzy się z Yue Yuan (110. WTA), która do turnieju dostała się dzięki dzikiej karcie. W pierwszej rundzie pokonała Julię Putincewą 6:3, 6:3 i udowodniła, że na twardych kortach potrafi być bardzo groźna. W poprzednich sezonach Chinka wygrała m.in. turniej w Austin, dotarła do ćwierćfinału w Indian Wells, eliminując m.in. Darię Kasatkinę i Qinwen Zheng, a także grała w finale w Seulu.

    Świątek ma w Pekinie otwartą drogę – Aryna Sabalenka, liderka rankingu, wycofała się z powodu problemów zdrowotnych. W zeszłym roku trofeum trafiło w ręce Coco Gauff, która w finale ograła Karolinę Muchovą. Teraz oczy polskich kibiców ponownie zwrócone są na Igę.

    Na razie nie podano jeszcze godziny rozpoczęcia meczu Świątek – Yuan. Transmisję przeprowadzi Canal+ Sport, a relację tekstową przygotuje Sport.pl.

  • Lewandowski ocalił Barcelonę. Wystarczyło mu pięć minut. Trwa pościg za Realem

    Lewandowski ocalił Barcelonę. Wystarczyło mu pięć minut. Trwa pościg za Realem

    FC Barcelona wygrała na wyjeździe z Realem Oviedo 3:1 i wciąż depcze po piętach prowadzącemu w tabeli Realowi Madryt. Triumf nad beniaminkiem nie przyszedł jednak łatwo – po pierwszej połowie to gospodarze niespodziewanie prowadzili, a wszystko przez fatalny błąd bramkarza Joana Garcii. Po przerwie bohaterem został Robert Lewandowski, który chwilę po wejściu z ławki zdobył swoją trzecią bramkę w tym sezonie.

    Trudny początek i gol po błędzie bramkarza

    „Duma Katalonii” wyszła na murawę z jasnym celem – powtórzyć osiągnięcie Realu Madryt, który dwa dni wcześniej ograł Levante 4:1. Od pierwszych minut podopieczni Hansiego Flicka zepchnęli rywala do defensywy. Dani Olmo nieznacznie chybił, a Marcus Rashford dwukrotnie zmusił Aarona Escandella do efektownych interwencji.

    Kiedy wydawało się, że gol dla Barcelony jest kwestią czasu, niespodziewanie trafiło Oviedo. W 31. minucie Garcia opuścił bramkę w nieodpowiednim momencie i fatalnie zagrał piłkę wprost pod nogi Alberto Reiny. Ten tylko podciął futbolówkę nad interweniującymi obrońcami i zrobiło się 1:0. Do końca pierwszej połowy mistrzowie Hiszpanii odpowiedzieli jedynie uderzeniem Raphinhi w słupek, a ich gra była pełna nerwowości i niedokładności.

    Przełamanie po przerwie

    Po zmianie stron obraz gry zmienił się diametralnie. Barcelona naciskała coraz mocniej i już w 58. minucie doprowadziła do wyrównania. Ferran Torres wygrał walkę w polu karnym i dograł do Erica Garcii, który z bliska wpakował piłkę do siatki.

    Decydujący moment nadszedł w 65. minucie, gdy Flick wpuścił na boisko Lewandowskiego. Polak potrzebował niespełna pięciu minut, by wpisać się na listę strzelców. Po dośrodkowaniu Frenkiego de Jonga napastnik FC Barcelony wygrał walkę w powietrzu z dwoma obrońcami i strzałem głową, po odbiciu piłki od poprzeczki, dał swojej drużynie prowadzenie 2:1.

    Lewandowski mógł powiększyć dorobek w 80. minucie, ale Escandell obronił jego mocne uderzenie z ostrego kąta. Wynik spotkania w doliczonym czasie gry ustalił Ronald Araujo, trafiając głową po rzucie rożnym.

    Barcelona wciąż w wyścigu o tytuł

    Zwycięstwo pozwoliło Barcelonie utrzymać drugą pozycję w tabeli i zmniejszyć dystans do lidera do dwóch punktów. Polak udowodnił, że nawet w roli rezerwowego potrafi odwrócić losy meczu, a drużyna Flicka nie zwalnia tempa w pogoni za Realem Madryt.

  • Iga Świątek już “zwycięża” w Pekinie. Anisimowa i Gauff zostały daleko w tyle

    Iga Świątek już “zwycięża” w Pekinie. Anisimowa i Gauff zostały daleko w tyle

    Rozpoczęła się rywalizacja w głównej drabince China Open w Pekinie. Turniej zapowiada się niezwykle emocjonująco z perspektywy polskich kibiców, ponieważ Iga Świątek przyjechała do stolicy Chin w znakomitej formie i przez wielu ekspertów oraz fanów typowana jest na główną kandydatkę do zwycięstwa. Potwierdza to sonda przeprowadzona na portalu wtatennis.com – raszynianka zdeklasowała konkurencję, a nieobecność Aryny Sabalenki tylko umacnia jej pozycję faworytki.

    Dla Świątek to drugi występ w historii tej imprezy. W 2023 roku zagrała w Pekinie po raz pierwszy i od razu sięgnęła po tytuł. Nic dziwnego, że kibice liczą na powtórkę, zwłaszcza że liderka rankingu od lipca wygrała aż 23 z 25 rozegranych spotkań, triumfując kolejno w Wimbledonie, Cincinnati oraz Seulu. Brak Sabalenki w obsadzie sprawia, że szansa na kolejne trofeum znacząco wzrasta.

    Na oficjalnej stronie WTA, jak co roku, przygotowano dla internautów specjalne głosowanie przed turniejem. Pytanie brzmiało: „Kogo uważasz za faworytkę do wygrania China Open?”. Do środy, do godziny 9:35, oddano 4427 głosów. Ponad połowa z nich – dokładnie 2241, czyli 51 proc. – wskazała na Igę Świątek.

    Zdecydowana przewaga Polki jest jeszcze bardziej widoczna, gdy spojrzymy na resztę wyników. Drugą pozycję zajęła Amanda Anisimova (16 proc., 721 głosów), trzecią opcja „inna zawodniczka” (16 proc., 687 głosów), czwartą Coco Gauff (12 proc., 546 głosów). Dalej znalazły się Mirra Andriejewa (4 proc., 188 głosów) oraz Jessica Pegula (1 proc., 44 głosy).

    Forma wymienionych tenisistek jest zróżnicowana. Anisimova przeżywa najlepszy okres w karierze – ma na koncie dwa finały wielkoszlemowe. Gauff od triumfu w Rolandzie Garrosie nie dotarła do żadnego półfinału, choć w Cincinnati była o krok od wyeliminowania Jasmine Paolini. Andriejewa, po imponujących zwycięstwach w Dubaju i Indian Wells, ostatnio nie błyszczy – zarówno w US Open, jak i w Montrealu zatrzymała się na trzeciej rundzie. Pegula natomiast gra bardzo nierówno: w ostatnich 15 spotkaniach odniosła 8 zwycięstw i poniosła 7 porażek, co tłumaczy brak wiary internautów w jej sukces.

    Główna część turnieju rozpoczęła się w środę. Iga Świątek, dzięki rozstawieniu z numerem jeden, zacznie od drugiej rundy, w której zmierzy się ze zwyciężczynią starcia Julii Putincewej z Yue Yuan. To spotkanie rozegrane zostanie w czwartek w godzinach porannych czasu polskiego.

  • Świątek czekała na wielki rewanż za Wimbledon. Nic z tego, 81 minut i koniec

    Świątek czekała na wielki rewanż za Wimbledon. Nic z tego, 81 minut i koniec

    Iga Świątek rozpocznie rywalizację w turnieju WTA 1000 w Pekinie od drugiej rundy. Jako turniejowa „jedynka” miała wolny los w pierwszym meczu, a jej premierową rywalką w Chinach będzie Yue Yuan. Niespodziewanie to właśnie reprezentantka gospodarzy, po zaledwie 81 minutach, pokonała Julię Putincewą 6:3, 6:3.

    Polka przyleciała do Pekinu w świetnym nastroju – tuż po zwycięstwie w turnieju WTA 500 w Seulu. Był to dowód na to, że kłopoty zdrowotne ze stopą, które pojawiły się po US Open, zostały szybko opanowane. Świątek prezentuje się w drugiej części sezonu znacznie lepiej niż w pierwszej. Przełomem okazał się triumf na kortach Wimbledonu, który pozwolił jej odzyskać pewność siebie i wrócić do grania na najwyższym poziomie, choć momentami wciąż brakowało pełnej perfekcji.

    Jedynym większym niedosytem był ćwierćfinał w Nowym Jorku. Tam Polka uległa Amandzie Anisimovej, której kilka tygodni wcześniej nie dała szans w londyńskim finale. Amerykanka zrewanżowała się w najlepszy możliwy sposób, a dodatkowym problemem okazały się wspomniane dolegliwości zdrowotne.

    W Pekinie Świątek poznała już rywalkę. O prawo gry przeciwko niej walczyły Putincewa i Yuan. Faworytką wydawała się Kazaszka – w końcu to ona rok wcześniej wyeliminowała liderkę światowego rankingu z Wimbledonu. Jednak tym razem scenariusz potoczył się inaczej.

    Yuan od początku narzuciła rywalce trudne warunki. Choć w dwóch pierwszych gemach serwisowych Putincewej nie wykorzystała szans na przełamanie, to za trzecim razem dopięła swego. Zbudowana przewagą, spokojnie dokończyła seta, ponownie odbierając serwis przeciwniczce.

    Druga partia była bardziej wyrównana. Obie tenisistki dobrze pilnowały podań, a przełom nastąpił dopiero przy stanie 4:3 dla Chinki. Yuan wygrała gema przy serwisie rywalki do zera i chwilę później zamknęła całe spotkanie. Mimo drobnych problemów przy własnym podaniu w końcówce, dopilnowała zwycięstwa i awansu.

    Oznacza to, że kibice nie doczekają się powtórki meczu z trzeciej rundy Wimbledonu 2024, kiedy to Putincewa sensacyjnie wyeliminowała Świątek po wygranej 3:6, 6:1, 6:2. Tym razem to Yuan stanie naprzeciw najlepszej tenisistki świata w drugiej rundzie prestiżowego turnieju w Pekinie.

     

  • Cały świat zobaczył, co włożyła na siebie Świątek. Fala komentarzy

    Cały świat zobaczył, co włożyła na siebie Świątek. Fala komentarzy

    Iga Świątek jeszcze nie zdążyła rozegrać swojego pierwszego meczu w tegorocznym China Open, a już znalazła się w centrum uwagi kibiców. Powodem nie był jednak tenis, lecz jej stylizacja, w której pojawiła się na tradycyjnej gali poprzedzającej turniej. Strój Polki wywołał falę komentarzy – od zachwytów po krytykę.

    24-latka, która w Pekinie jest najwyżej rozstawioną zawodniczką z uwagi na nieobecność Aryny Sabalenki, rozpocznie rywalizację od drugiej rundy. Tam jej przeciwniczką będzie reprezentantka gospodarzy, Yuan Yue (110. WTA), która w czwartek niespodziewanie wyeliminowała Julię Putincewą (63. WTA).

    Stylizacja, która podzieliła fanów
    Świątek, podobnie jak inni czołowi tenisiści i tenisistki, wzięła udział w oficjalnym przyjęciu organizowanym przez gospodarzy turnieju. Na liście gości znaleźli się m.in. Jannik Sinner, Coco Gauff czy Jessica Pegula. Polka wybrała na tę okazję prążkowaną koszulę w biało-fioletowych odcieniach oraz luźne, beżowe spodnie przewiązane ciemnobrązowym paskiem. Jej wybór nie pozostał bez echa.

    „Ona wygląda jak sędzia” – ironizował jeden z internautów, nawiązując do klasycznych strojów arbitrów tenisowych.
    „Okropne” – ocenił krótko inny komentujący.
    „Czy oni kazali jej przyjść w codziennym stroju?” – pytał kolejny, porównując jej look z bardziej eleganckimi kreacjami pozostałych uczestników gali.
    „Przy całej sympatii do Igi, ale ktoś fatalnie doradza jej w sprawie ubioru” – dodał jeden z polskich kibiców.

    Nie brakowało jednak też głosów w zupełnie innym tonie. Wielu fanów uznało stylizację Świątek za udaną. „Wygląda jak szefowa, prawdziwa CEO”, „Klasa i styl, jak zawsze u niej”, „Jest bardzo dobrze ubrana”, „Mniej znaczy więcej – prostota to jej znak rozpoznawczy” – czytamy w komentarzach.

    Cel: fotel liderki rankingu
    Do Chin Świątek przyjechała po zwycięstwie w turnieju WTA 500 w Seulu. Jeśli uda jej się powtórzyć sukces także w Pekinie, to przy nieobecności Aryny Sabalenki otworzy się przed nią realna szansa na odzyskanie pozycji liderki rankingu WTA na zakończenie sezonu.

    https://x.com/JJlovesTennis/status/1970882478731837845?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E1970882478731837845%7Ctwgr%5Eeb4165cd9df6877f6ea19554742abcde6e0e30bf%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fwww.sport.pl%2Ftenis%2F76498732278619caly-swiat-zobaczyl-co-wlozyla-na-siebie-swiatek-fala-komentarzy.html