• Sabalenka nagle “przyłapana” bez partnera. Sama się pochwaliła, poruszenie wśród kibiców

    Sabalenka nagle “przyłapana” bez partnera. Sama się pochwaliła, poruszenie wśród kibiców

    • Aryna Sabalenka postanowiła złapać oddech przed ostatnimi turniejami sezonu WTA. Liderka światowego rankingu spakowała walizki i wybrała się do Dubaju, gdzie postanowiła na chwilę odciąć się od tenisowych emocji. Co ciekawe, tym razem nie towarzyszył jej partner — Georgios Frangulis. Zamiast niego u boku Białorusinki pojawiła się ktoś inny, a Sabalenka od razu podzieliła się tym z fanami w mediach społecznościowych, promieniejąc szczęściem.

      W ostatnich tygodniach Sabalenka coraz częściej pokazuje, jak ceni sobie odpoczynek i równowagę między sportem a życiem prywatnym. Niedawno publikowała zdjęcia z wakacji w Grecji, gdzie widziano ją m.in. w towarzystwie Novaka Djokovicia, a także z wyjazdu do Hongkongu. Teraz przyszła pora na Dubaj – miejsce, które chętnie odwiedzają sportowcy z całego świata.

      Po nieudanej próbie obrony tytułu w Wuhan tenisistka uznała, że to idealny moment, by naładować baterie przed końcówką sezonu. Na luksusowy wyjazd nie zabrała jednak swojego ukochanego, tylko dobrą przyjaciółkę — Paulę Badosę. Obie zawodniczki od razu pochwaliły się wspólnymi fotografiami z wypoczynku.

      „Bardzo potrzebny babski dzień z moją bestie” – napisała Sabalenka pod galerią zdjęć, na których widać ją w bikini, uśmiechniętą i zrelaksowaną w towarzystwie Badosy.

      Przyjaźń obu tenisistek trwa od lat i uchodzi za jedną z najbliższych w całym kobiecym tourze. Sabalenka i Badosa wspierają się wzajemnie, nie tylko w chwilach sukcesu, ale i w trudniejszych momentach. Znane są z tego, że chętnie obdarowują się drobnymi prezentami i nie ukrywają, że ich relacja wykracza daleko poza sportową rywalizację.

  • Miała okazję współpracować ze Świątek. Teraz ujawnia prawdę o Idze

    Miała okazję współpracować ze Świątek. Teraz ujawnia prawdę o Idze

    Iga Świątek nie przestaje zachwycać — zarówno na korcie, jak i poza nim. Polka, która od kilku lat utrzymuje się w ścisłej czołówce światowego tenisa, zdobywając kolejne trofea i bijąc rekordy, coraz śmielej wkracza także w świat show-biznesu. Jej popularność, profesjonalizm i naturalny urok sprawiają, że staje się jedną z najbardziej pożądanych ambasadorek marek. Wśród firm, które współpracują z naszą tenisistką, znajdują się takie giganty jak Rolex, VISA, Lego, Infosys czy Porsche. Od kwietnia 2024 roku do tego prestiżowego grona dołączyła także luksusowa francuska marka kosmetyczna — Lancôme.

    Ewelina Krasoń zdradza, jaka prywatnie jest Iga Świątek

    Współpraca Igi Świątek z Lancôme to coś więcej niż zwykła kampania reklamowa. Dla Polki ma ona także wymiar osobisty i symboliczny. „Z radością będę uczestniczyć w kolejnych inicjatywach realizowanych wspólnie z Lancôme, ponieważ łączy nas wspólna misja i wartości” — mówiła Świątek w oficjalnym komunikacie marki, kiedy ogłaszano początek współpracy.

    Efekty tej kooperacji można było niedawno zobaczyć w nowej sesji zdjęciowej, podczas której za makijaż polskiej gwiazdy odpowiadała Ewelina Krasoń — jedna z najbardziej cenionych makijażystek w Polsce i ambasadorka Lancôme.

    Krasoń ma na swoim koncie pracę z największymi gwiazdami polskiego show-biznesu, w tym z Dodą, Anną Lewandowską, Sylwią Grzeszczak, Małgorzatą Rozenek czy Karoliną Pisarek. Jak przyznała w swoich mediach społecznościowych, współpraca z Igą Świątek była dla niej wyjątkowym przeżyciem.
    „Przy takich sesjach każda minuta jest na wagę złota. Na make-up Igi mam zazwyczaj około 45 minut, a w tym samym czasie trwa stylizacja włosów i manicure. Dlatego kluczowe są skupienie i precyzja” — zdradziła w relacji na InstaStories.

    „Iga to niezwykle inteligentna dziewczyna z poczuciem humoru”

    Mimo napiętego grafiku i ograniczonego czasu, atmosfera na planie była bardzo pozytywna. „To była najlepsza sesja, przy jakiej pracowałam. Jestem ogromnie dumna z efektu — cały zespół był po prostu TOP! Iga jest niesamowicie inteligentną dziewczyną z fantastycznym poczuciem humoru. Praca z nią to czysta przyjemność” — dodała makijażystka.

    Świątek, która obecnie zajmuje drugie miejsce w rankingu WTA, powoli kończy intensywny sezon. W kalendarzu pozostały jej już tylko dwa występy: prestiżowe WTA Finals w Arabii Saudyjskiej (1–8 listopada) oraz play-offy Billie Jean King Cup w Gorzowie Wielkopolskim (14–16 listopada). Po tych startach liderka polskiego tenisa wreszcie będzie mogła udać się na zasłużony odpoczynek i przygotować się do nowych wyzwań w sezonie 2026.

  • Problem Świątek ujrzał światło dziennie, były trener Polki pewny. Padło nazwisko Darii Abramowicz

    Problem Świątek ujrzał światło dziennie, były trener Polki pewny. Padło nazwisko Darii Abramowicz

    Po triumfie w turnieju WTA w Seulu Iga Świątek zaliczyła dwa bardzo nieudane występy w imprezach rozgrywanych w Chinach. Wahania formy naszej najlepszej tenisistki stały się w tym sezonie niemal codziennością, a kibice coraz częściej zastanawiają się, co tak naprawdę jest tego przyczyną. Były trener raszynianki, Artur Szostaczko, postanowił rozwiać te wątpliwości i w rozmowie z portalem i.pl wskazał, w czym jego zdaniem tkwi największy problem zawodniczki. Wspomniał przy tym także o roli psycholożki Darii Abramowicz.

    Z wielkimi nadziejami do Chin

    Po udanym występie w Seulu, gdzie Świątek niespodziewanie sięgnęła po tytuł, wydawało się, że azjatycka część sezonu będzie dla niej bardzo udana. Polka w dobrych nastrojach udała się do Chin, gdzie miała wziąć udział w dwóch prestiżowych turniejach rangi WTA 1000. Pierwszym z nich był turniej w Pekinie, w którym z powodów zdrowotnych nie wystąpiła Aryna Sabalenka. Dla Igi była to więc idealna okazja, by zmniejszyć stratę do Białorusinki, od miesięcy utrzymującej się na pozycji liderki światowego rankingu. Niestety, Polka odpadła już w 1/8 finału.

    Niecały tydzień później miała okazję do rehabilitacji — przystąpiła bowiem do rywalizacji w turnieju WTA w Wuhanie. Tam pokonała kolejno Marię Bouzkovą i Belindę Bencić, jednak w ćwierćfinale trafiła na Jasmine Paolini. Mecz z Włoszką okazał się jednym z najsłabszych występów Świątek w tym roku. W efekcie pożegnała się z oboma chińskimi turniejami zdecydowanie wcześniej, niż wszyscy się spodziewali.

    „Sfera mentalna to jej pięta achillesowa”

    Zdaniem Artura Szostaczki główny problem Igi Świątek leży nie w przygotowaniu fizycznym czy technicznym, lecz w psychice. – Bez wątpienia, sfera mentalna to jej pięta achillesowa. Gdy jest zmęczona i sfrustrowana, wtedy nie potrafi grać na najwyższym poziomie. Już wcześniej mówiłem, że powinna zrobić sobie kilka tygodni przerwy od turniejów, usiąść z trenerem i spojrzeć na wszystko z dystansu, oczami innych ludzi – powiedział były szkoleniowiec liderki rankingu WTA z Raszyna.

    Szostaczko zaznaczył jednak, że pewne działania w tym kierunku zostały już podjęte. Podkreślił też, że w pracy nad sferą mentalną ważną rolę odgrywa Daria Abramowicz, która od lat wspiera Świątek jako psycholożka sportowa.

    Cień ubiegłorocznej afery

    Były trener Polki wskazał również moment, który jego zdaniem mocno nadwyrężył równowagę psychiczną zawodniczki. Chodzi o tzw. „aferę dopingową” z końcówki ubiegłego roku, kiedy to pojawiły się kontrowersje wokół jednego z badań antydopingowych. – Nie ma co ukrywać, to był bardzo trudny czas dla niej i całego zespołu. Wszyscy czekali, jak ta sprawa się rozstrzygnie i na jak długo zostanie zawieszona. To bardzo obciążyło psychicznie całą ekipę. Ale to już za nimi, a wynikami pokazali, że potrafili sobie z tym poradzić – podsumował Szostaczko.

    Czas na nowy początek?

    Mimo ostatnich problemów szkoleniowiec wierzy, że Iga Świątek wciąż ma potencjał, by w przyszłym sezonie wrócić na tenisowy szczyt. Jego zdaniem przełomem może okazać się przyszłoroczne Australian Open, gdzie Sabalenka będzie bronić aż 1300 punktów rankingowych, podczas gdy Polka tylko 780. – Wiele będzie zależeć od jej nastawienia i tego, czy wciąż ma w sobie głód rywalizacji i chęć bycia numerem jeden na świecie – ocenił.

    Na razie Świątek skupia się na przygotowaniach do WTA Finals, które rozpoczną się 1 listopada. To ostatni wielki turniej w kalendarzu i zarazem szansa, by godnie zakończyć pełen wzlotów i upadków sezon.

  • Było już 5:7, 4:5 i nagle zwrot. Gigantyczny sukces Polki, wyrwała to!

    Było już 5:7, 4:5 i nagle zwrot. Gigantyczny sukces Polki, wyrwała to!

    Trudno uwierzyć w przebieg tego spotkania! Hong Yi Cody Wong, zajmująca dopiero 442. miejsce w światowym rankingu, postawiła Katarzynie Kawie niezwykle trudne warunki w finale kwalifikacji do turnieju WTA 250 w Guangzhou. W pewnym momencie Polka przegrywała już 5:7, 4:5 i wydawało się, że za chwilę pożegna się z turniejem. Wtedy jednak nastąpił prawdziwy zwrot akcji. Kawa odrobiła straty, wygrała drugiego seta, a w trzecim znów musiała toczyć zaciętą batalię! Już wiadomo, z kim zagra w pierwszej rundzie turnieju głównego.

    Katarzyna Kawa (127. WTA) ma za sobą dwa wyjątkowo wymagające pojedynki. W pierwszej rundzie kwalifikacji do WTA 250 w Guangzhou jej rywalką była Xinyu Gao (179.), a spotkanie dostarczyło wielu emocji. Po dwóch godzinach twardej walki Polka triumfowała 0:6, 6:4, 7:5. Dzięki temu awansowała do finałowej rundy eliminacji, w której ponownie czekała na nią reprezentantka gospodarzy.

    Ogromny sukces Polki w Chinach! Była o krok od porażki, ale nie poddała się!
    Tym razem przeciwniczką Kawi była Hong Yi Cody Wong (442.). Na papierze Polka wydawała się zdecydowaną faworytką, jednak od pierwszych gemów było widać, że Chinka potrafi sprawić niespodziankę. Grała odważnie, skutecznie i po zaciętym secie to ona prowadziła 1:0 (7:5). W drugiej partii Wong także prezentowała się świetnie i po dziewięciu gemach prowadziła 5:4. Sytuacja Kawi wyglądała naprawdę nieciekawie.

    Wtedy jednak rozpoczęła się pogoń Polki! Kawa wyrównała, doprowadziła do tie-breaka i wygrała go 7:6(5), przedłużając swoje szanse. Trzeci set był pełen napięcia i zwrotów akcji. Kiedy Kawa prowadziła już 4:1, rywalka odrobiła straty i doprowadziła do remisu 4:4. W decydujących momentach więcej zimnej krwi zachowała jednak Polka, która ostatecznie zwyciężyła 5:7, 7:6(5), 6:4.

     

    Mecz trwał aż 2 godziny i 44 minuty! Dzięki temu zwycięstwu Katarzyna Kawa awansowała do głównej drabinki turnieju WTA 250 w Guangzhou — to ogromne osiągnięcie dla zawodniczki zajmującej 127. miejsce w rankingu. Chwilę po zakończeniu spotkania ogłoszono, że w pierwszej rundzie Polka zmierzy się z Katie Volynets (94.). Pierwsze mecze głównego turnieju w Chinach rozpoczną się już we wtorek, 21 października.

    https://x.com/z_kortu/status/1980150175558410470?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E1980150175558410470%7Ctwgr%5E947976e30a4c0ee32e96c13fa5c783bf2ba0745e%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fpulsembed.eu%2Fp2em%2FYY-_bAA0u%2F

  • Świątek traci coraz więcej do Sabalenki. WTA wkroczyło do akcji. W nocy zabrano część punktów

    Świątek traci coraz więcej do Sabalenki. WTA wkroczyło do akcji. W nocy zabrano część punktów

    Od momentu, gdy Iga Świątek odpadła z turnieju WTA 1000 w Wuhan, polska tenisistka nie wystąpiła w żadnych zawodach. Na kort wróci dopiero podczas finałowego turnieju sezonu – WTA Finals w Rijadzie. Mimo braku gry, wokół liderki polskiego tenisa nadal sporo się dzieje. W nocy doszło bowiem do aktualizacji rankingu WTA, w ramach której przyznano kary punktowe dla czołowych zawodniczek za naruszenie jednego z przepisów organizacji. Zmiany te miały wpływ także na układ czołowej dziesiątki klasyfikacji.

    Kara dla Świątek, Sabalenki i Gauff

    W najnowszym notowaniu WTA, opublikowanym po turnieju rangi „1000” w Wuhan, liderką była Aryna Sabalenka z dorobkiem 10 400 punktów. Tuż za nią plasowała się Iga Świątek (8768 pkt), a trzecie miejsce zajmowała Coco Gauff (7873 pkt). Choć żadna z nich nie rozegrała w ostatnim tygodniu żadnego meczu i nie miała do obrony punktów, ich dorobek mimo to uległ zmianie w najnowszej aktualizacji, która pojawiła się o północy z niedzieli na poniedziałek.

    Powodem były kary za niewypełnienie wymogu udziału w sześciu turniejach rangi WTA 500 w sezonie. Jak informowano już wcześniej, Świątek rozegrała tylko cztery takie imprezy w 2025 roku – United Cup, Stuttgart, Bad Homburg i Seul. Brakujące starty skutkują przyznaniem dwóch tzw. „zer”. Ponieważ Polka ma już wliczone do rankingu maksymalne 19 turniejów, oznacza to zastąpienie jej najsłabszych rezultatów pustymi wynikami.

    Pierwsza kara została uwzględniona w zestawieniu z 20 października – Iga Świątek straciła w ten sposób 65 punktów za trzecią rundę w Rzymie. Podobne sankcje dotknęły również Arynę Sabalenkę, której odjęto 10 punktów za drugą rundę w Dosze, oraz Coco Gauff – za ten sam turniej. W efekcie Sabalenka ma obecnie 10 390 punktów, Świątek 8703, a Gauff 7863. Warto dodać, że w przyszłym tygodniu przewidziane są kolejne korekty, w tym odjęcie punktów za ubiegłoroczne WTA Finals.

    Duże roszady w czołowej dziesiątce

    W pierwszej piątce rankingu nie zaszły żadne zmiany – czołową grupę nadal tworzą Sabalenka, Świątek, Gauff, Anisimova i Pegula. Sporo przetasowań nastąpiło natomiast w drugiej części „dziesiątki”. Po udanym występie w turnieju WTA 500 w Ningbo Jasmine Paolini awansowała z 8. na 6. pozycję. Jelena Rybakina przesunęła się z 9. na 7. miejsce, a Madison Keys spadła o jedną lokatę. Największy spadek zaliczyła jednak Mirra Andriejewa – aż o trzy pozycje, na 9. miejsce. Czołową dziesiątkę zamyka niezmiennie Jekaterina Aleksandrowa.

    Ranking WTA Race – walka o ostatnie miejsce w Rijadzie

    W klasyfikacji WTA Race, która decyduje o udziale w turnieju finałowym, zaszła tylko jedna zmiana – Paolini wyprzedziła Andriejewą i wskoczyła na 7. miejsce. Włoszka ma już zapewniony udział w WTA Finals. Oprócz niej kwalifikację wywalczyły Sabalenka, Świątek, Gauff, Anisimova, Pegula i Keys. Ostatnie wolne miejsce pozostaje wciąż otwarte – jeśli Jelena Rybakina awansuje co najmniej do półfinału turnieju w Tokio, to ona dołączy do grona uczestniczek w Rijadzie. W przeciwnym wypadku ostatni bilet przypadnie Mirrze Andriejewej.


    Ranking WTA (stan na 20 października 2025):

    1. Aryna Sabalenka – 10 390 pkt
    2. Iga Świątek – 8703 pkt
    3. Coco Gauff – 7863 pkt
    4. Amanda Anisimova – 5914 pkt
    5. Jessica Pegula – 5183 pkt
    6. Jasmine Paolini – 4525 pkt
    7. Jelena Rybakina – 4505 pkt
    8. Madison Keys – 4395 pkt
    9. Mirra Andriejewa – 4319 pkt
    10. Jekaterina Aleksandrowa – 3375 pkt
      …
    11. Magda Linette – 1089 pkt
    12. Magdalena Fręch – 1051 pkt

    Ranking WTA Race (stan na 20 października 2025):

    1. Aryna Sabalenka – 9990 pkt
    2. Iga Świątek – 8303 pkt
    3. Coco Gauff – 6573 pkt
    4. Amanda Anisimova – 5897 pkt
    5. Jessica Pegula – 5183 pkt
    6. Madison Keys – 4395 pkt
    7. Jasmine Paolini – 4325 pkt
    8. Mirra Andriejewa – 4319 pkt
    9. Jelena Rybakina – 4305 pkt
    10. Jekaterina Aleksandrowa – 3375 pkt
      …
    11. Magda Linette – 1089 pkt
    12. Magdalena Fręch – 1051 pkt

    https://x.com/z_kortu/status/1980042254497538516?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E1980042254497538516%7Ctwgr%5E7e861d3524e81a23b7e4c3b1e1d2baef44a495e6%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fsport.interia.pl%2Figa-swiatek%2Fnews-swiatek-traci-coraz-wiecej-do-sabalenki-wta-wkroczylo-do-akcnId22432788

  • O słowach Ukrainki o Świątek będzie głośno. Wypaliła o testosteronie

    O słowach Ukrainki o Świątek będzie głośno. Wypaliła o testosteronie

    Marta Kostiuk uchodzi dziś za jedną z najbardziej utalentowanych tenisistek młodego pokolenia w kobiecym tourze. Ukrainka ma za sobą solidny sezon, jednak wciąż brakuje jej kilku kroków, by dołączyć do absolutnej światowej czołówki. W rozmowie z portalem “Tennis365” zawodniczka szczerze opowiedziała o tym, co odróżnia ją od największych gwiazd kobiecego tenisa, takich jak Iga Świątek i Aryna Sabalenka. – Czuję, że jestem od nich mniejsza – przyznała bez ogródek.

    Kostiuk to tenisistka, której rozwój warto śledzić szczególnie uważnie, bo na co dzień trenuje pod okiem polskiej trenerki Sandry Zaniewskiej. Choć w tym sezonie nie udało jej się sięgnąć po tytuł, zanotowała kilka naprawdę wartościowych wyników. Dotarła do czwartej rundy US Open oraz ćwierćfinałów turniejów WTA 1000 w Katarze, Madrycie i Kanadzie. Te osiągnięcia pokazują, że jest coraz bliżej elity, ale sama zawodniczka nie ma wątpliwości, że jej ambicje sięgają znacznie wyżej.

    Obecnie Kostiuk zajmuje 28. miejsce w rankingu WTA, a jej najwyższa pozycja w karierze to 16. lokata. Co musi poprawić, by dołączyć do ścisłego grona najlepszych tenisistek świata? Odpowiedź na to pytanie spróbowała znaleźć w rozmowie z „Tennis365”, odnosząc się przy tym do swoich meczów ze Świątek i Sabalenką.

    – Kiedy grałam przeciwko Idze, nie byłam na to w ogóle gotowa. To było rok temu, a ona była wtedy niesamowicie mocna. Z kolei przeciwko Sabalence wiem, że każdy mecz to prawdziwa bitwa. Mam swoje atuty, ale one są po prostu ode mnie znacznie większe, wyższe i silniejsze – wyznała 23-letnia Ukrainka.

    Kostiuk zwróciła też uwagę na naturalne różnice między zawodniczkami. – Każdy z nas ma inną budowę ciała. Jedni mają wyższy poziom testosteronu, inni niższy – to po prostu kwestia biologii. Czuję, że jestem od nich mniejsza. Staram się zrozumieć, jak mogę z nimi wygrywać, grając swój tenis, ale muszę pracować ciężej na każdy punkt. Biegam znacznie więcej niż one, żeby zdobywać przewagę – podsumowała szczerze.

    Sezon tenisowy dobiega końca, a jego zwieńczeniem będzie WTA Finals, czyli ostatni wielki turniej w kalendarzu. Zmagania najlepszych tenisistek świata rozpoczną się 1 listopada i potrwają do 8 listopada.

  • Wszyscy już trąbią o tym, co mówiła Świątek

    Wszyscy już trąbią o tym, co mówiła Świątek

    – Być może będę musiała zrezygnować z udziału w niektórych turniejach, nawet jeśli należą one do obowiązkowych. Obecne przepisy WTA sprawiają, że to dla nas prawdziwe szaleństwo – mówiła Iga Świątek podczas jednej z konferencji prasowych, odnosząc się do coraz bardziej napiętego kalendarza rozgrywek kobiecego tenisa. Temat powraca regularnie, także w wypowiedziach innych zawodniczek.

    Koniec sezonu coraz bliżej

    Tegoroczny sezon w kobiecym tourze powoli zmierza ku końcowi. Jego zwieńczeniem będzie prestiżowy turniej WTA Finals, zaplanowany na 1–8 listopada w Rijadzie w Arabii Saudyjskiej. Wśród uczestniczek zobaczymy oczywiście Igę Świątek, która powalczy o swój drugi triumf w karierze w tych rozgrywkach. Kilka dni później Polka ponownie wystąpi w narodowych barwach – podczas play-offów Billie Jean King Cup (14–16 listopada) w Gorzowie Wielkopolskim, gdzie Polska zmierzy się z Rumunią i Nową Zelandią w grupie B.

    Rybakina i Fernandez też narzekają: „To był trudny rok”

    Niedawno zakończyły się dwa turnieje – WTA 500 w Ningbo oraz WTA 250 w Osace. Zwyciężczyniami zostały odpowiednio Jelena Rybakina (3:6, 6:0, 6:2 z Jekatieriną Aleksandrową) oraz Leylah Fernandez (6:0, 5:7, 6:3 z Terezą Valentovą). Obie w swoich pomeczowych przemowach zwróciły uwagę na problem, o którym od dawna głośno mówi Świątek.
    – Chcę pogratulować Jekatierinie wspaniałego sezonu i życzyć jej powodzenia w kolejnym. To nie był łatwy rok dla nas wszystkich – terminarz był naprawdę trudny – przyznała Rybakina.
    – Dziękuję mojemu sztabowi, że wytrzymali ze mną ten tydzień, ostatni miesiąc i cały sezon. Bez waszego wsparcia i poświęcenia nie byłoby mnie dziś tutaj – mówiła Fernandez.

    Świątek głosem całego touru

    Polka od dawna podnosi temat przeciążenia zawodniczek. W jej opinii zbyt rozbudowany kalendarz odbija się na zdrowiu fizycznym i psychicznym tenisistek.
    – Sezon jest bardzo długi, a jego druga część to czas, gdy większość zawodniczek jest już zwyczajnie zmęczona. Najtrudniejszy moment to wyjazd do Azji – czujesz, że to już finisz, a mimo to musisz nadal dawać z siebie wszystko. Nie wiem, jak moja kariera będzie wyglądać za kilka lat. Może przyjdzie moment, gdy zrezygnuję z niektórych obowiązkowych startów. Obecne przepisy WTA to prawdziwe szaleństwo – powiedziała Świątek.

    Warto przypomnieć, że poza czterema turniejami wielkoszlemowymi tenisistki są zobligowane do udziału w dziesięciu turniejach WTA 1000 oraz sześciu imprezach rangi WTA 500.
    – Musimy podejść do tego rozsądnie. Nie powinniśmy ślepo trzymać się zasad, tylko myśleć o tym, co jest dla nas zdrowe. Jedyne, co mogę teraz zrobić, to zadbać o swoje ciało i regenerację. W tourze jest mnóstwo kontuzji, bo sezon jest po prostu zbyt długi i zbyt intensywny – dodała Polka.

    Nie wszystkie zawodniczki podzielają jednak jej opinię. Innego zdania jest m.in. Qinwen Zheng, mistrzyni olimpijska z Paryża.
    – Taki jest profesjonalny sport. Musimy grać dużo, bo taki jest kalendarz. Nie uważam, by terminarz był zbyt wymagający. Najsilniejsi przetrwają – to moja zasada – stwierdziła Chinka.

  • Była 77. minuta. Wszystkim na stadionie opadły szczęki po tym, co zrobił Cash

    Była 77. minuta. Wszystkim na stadionie opadły szczęki po tym, co zrobił Cash

    Aston Villa sprawiła sporą niespodziankę w 8. kolejce Premier League, pokonując Tottenham. Bohaterem meczu został Emiliano Buendia, który zdobył decydującą bramkę, jednak cała akcja nie doszłaby do skutku, gdyby nie genialne zagranie Matty’ego Casha. Polski obrońca popisał się podaniem, które kibice długo zapamiętają.

    Zespół Unaia Emery’ego nie rozpoczął sezonu najlepiej – w pierwszych czterech meczach Premier League nie strzelił nawet jednego gola, a na koncie miał zaledwie dwa punkty. Od tamtej pory jednak wszystko się odmieniło. Aston Villa wygrała pięć kolejnych spotkań – z Fulham, Burnley, a także z Bologną i Feyenoordem w Lidze Europy. Zwycięstwo nad Tottenhamem tylko potwierdziło, że drużyna wreszcie złapała właściwy rytm.

    Genialne zagranie Casha. Polak kluczowy w akcji na wagę trzech punktów
    Od początku sezonu Matty Cash jest jednym z najpewniejszych punktów Aston Villi. Polak prezentuje wysoką formę zarówno w klubie, jak i w reprezentacji – to właśnie jego bramka dała Polsce remis z Holandią. Choć jego liczby w Premier League (jeden gol i brak asyst) nie robią wielkiego wrażenia, to boiskowy wpływ Casha trudno ująć w statystykach. Spotkanie z Tottenhamem było tego doskonałym przykładem.

    W 77. minucie meczu to właśnie po jego kapitalnym podaniu z głębi pola rozpoczęła się akcja bramkowa. Piłkę znakomicie przyjął Lucas Digne, po czym precyzyjnie dograł do Emiliano Buendii. Argentyńczyk miał sporo miejsca i bez wahania uderzył – piłka wpadła do siatki, a Aston Villa objęła prowadzenie 2:1, którego nie oddała już do końca meczu.

    „Cudowne to było!” – wykrzyknął w emocjach Andrzej Twarowski, komentujący spotkanie na antenie Canal+. I trudno się z nim nie zgodzić. Dzięki fenomenalnej akcji Polaka oraz skuteczności Buendii, Aston Villa dopisała do swojego dorobku kolejne trzy punkty i awansowała na 11. miejsce w tabeli Premier League, wyraźnie odzyskując pewność siebie i formę z poprzedniego sezonu.

    https://x.com/CANALPLUS_SPORT/status/1979926825426989304?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E1979926825426989304%7Ctwgr%5E94cb6605bd91496a0d0d28618dd9a324a9cda866%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fwww.sport.pl%2Fpilka%2F76508032336843byla-77-minuta-wszystkim-na-stadionie-opadly-szczeki-po-tym.html

  • Nowy rekord świata złowiony w Polsce! Największa ryba w historii. “To wstrząs”

    Nowy rekord świata złowiony w Polsce! Największa ryba w historii. “To wstrząs”

    Takiego wydarzenia nie spodziewał się nikt — nawet najstarsi wędkarze w Polsce! Dotychczas rekordowe sumy trafiały się głównie w Hiszpanii, we Włoszech czy we Francji, ale od teraz to właśnie nasz kraj może pochwalić się nowym, oficjalnym rekordem świata. To, co wydarzyło się w niedzielę 19 października 2025 roku na słynnym Zalewie Elektrowni Rybnik, przejdzie do historii światowego wędkarstwa.

    To historia, która brzmi jak legenda — jak opowieść z wędkarskich baśni, w które wielu wierzyło tylko z przymrużeniem oka. Od lat wędkarze opowiadali o gigantycznych rybach czających się w głębinach polskich jezior i rzek. Wśród tych historii królowały oczywiście sumy — największe drapieżniki naszych wód. Z czasem dorastały do miana mitów: miały pożerać kaczki, łabędzie, a nawet… owce czy krowy pijące wodę z rzek. Choć wiadomo, że sum potrafi upolować ptactwo wodne, podobne historie traktowano raczej jako barwne opowieści przy ognisku. Aż do teraz.

    Polska stolicą gigantycznych sumów

    Wiadomo było, że w Polsce łowi się imponujące sumy przekraczające dwa metry długości. Jednak ci, którzy marzyli o rekordowych okazach, zwykle ruszali za granicę — nad Ebro w Hiszpanii, Pad we Włoszech czy Rodan we Francji. To właśnie tam padały największe rekordy.
    Dotychczasowy polski rekord — 261 cm — należał do Mateusza Kalinkowskiego, który w 2021 roku złowił swojego giganta na Wiśle. Światowy rekord z kolei ustanowił Włoch Alessandro Biancardi. Jego sum z rzeki Pad mierzył 285 cm.

    Rekord świata z Rybnika

    19 października 2025 roku oba te wyniki przeszły do historii. Na Zalewie Elektrowni Rybnik złowiono suma, jakiego świat jeszcze nie widział. To miejsce od dawna cieszy się sławą niezwykłego łowiska — dzięki ciepłym wodom zrzutowym ryby rosną tam szybciej i osiągają imponujące rozmiary. Regularnie łowi się tam sumy powyżej dwóch metrów i karpie przekraczające 20 kilogramów. Tym razem jednak wydarzyło się coś absolutnie wyjątkowego.

    Krzysztof Pyra i Adrian Gontarz z Polskiej Akademii Wędkarskiej wyholowali suma mierzącego aż 292 centymetry! To nowy rekord świata, rekord Polski i najdłuższy sum złowiony na wędkę w historii. Co więcej — ryba została złowiona na spinning, podczas zawodów, co czyni ten sukces jeszcze bardziej niezwykłym.

    – To wydarzenie odbije się echem nie tylko w Polsce, ale i na całym świecie. To nie jest zwykły rekord – to dowód na to, że legendy o gigantycznych sumach miały w sobie ziarno prawdy – komentuje Piotr Boufał, przewodnik wędkarski i propagator łowienia sumów.

    Półtorej godziny walki z gigantem

    Jak wspomina jeden z łowców, Krzysztof Pyra, wszystko zaczęło się niepozornie:
    – Wiedzieliśmy, że w Rybniku pływają ogromne sumy, ale pogoda pierwszego dnia była fatalna – wiatr, deszcz, ryby nie żerowały. Mieliśmy jedno branie, niestety ryba spadła.

    Drugiego dnia warunki się poprawiły. – Około 10:00 złowiliśmy suma długości około 2,5 metra. Walka trwała godzinę, ale ryba się spięła. Byliśmy rozczarowani, lecz pół godziny później przyszło kolejne branie… – opowiada Pyra.

    Hol trwał ponad półtorej godziny. – Kiedy w końcu ją zobaczyliśmy, oniemieliśmy. To był potwór – głowa jak wiadro, ciało jak z innego świata. Po zmierzeniu okazało się, że ma 292 centymetry. Wtedy dotarło do nas, że pobiliśmy nie tylko rekord Polski, ale też rekord świata – mówi z dumą w rozmowie ze Sport.pl.

    Po krótkiej sesji zdjęciowej rekordowy sum wrócił do wody w doskonałej kondycji. Dla prawdziwych wędkarzy to właśnie dbałość o ryby i ich bezpieczeństwo jest najważniejsza. W trakcie takich połowów używa się specjalnych mat ochronnych i sprzętu minimalizującego stres i uszkodzenia ryby.

    To nie tylko triumf dwóch wędkarzy, ale i moment, który przejdzie do historii – dzień, w którym Polska stała się miejscem narodzin nowego rekordu świata w wędkarstwie.

  • Dwie kary dla Świątek od WTA, Sabalenka także uwikłana. Dotarło przypadkowe potwierdzenie

    Dwie kary dla Świątek od WTA, Sabalenka także uwikłana. Dotarło przypadkowe potwierdzenie

    Sezon w głównym cyklu kobiecego tenisa powoli dobiega końca. Wiemy już, że liderką rankingu WTA na zakończenie roku zostanie Aryna Sabalenka, a przesądziła o tym porażka Igi Świątek z Jasmine Paolini w ćwierćfinale turnieju w Wuhan. Choć kwestia pierwszego miejsca została już rozstrzygnięta, to w najbliższych dniach znów zrobi się głośno wokół zestawienia, ponieważ WTA rozpocznie proces przyznawania kar punktowych. Ucierpi na tym nie tylko Polka, ale także sama Sabalenka – choć w jej przypadku straty będą mniejsze. Wszystko wyszło na jaw przez przypadkowe potwierdzenie widoczne w transmisjach telewizyjnych.


    Nowe zasady rankingu WTA i ich skutki

    Od początku sezonu 2024 obowiązują nowe przepisy dotyczące zasad funkcjonowania rankingu. Wprowadzono wówczas m.in. regułę nakazującą czołowym zawodniczkom udział w minimum sześciu turniejach rangi WTA 500 w ciągu jednego roku. Przepis ten już przed rokiem mocno namieszał, gdy Iga Świątek straciła pozycję liderki tydzień wcześniej, niż pierwotnie zakładano, właśnie z powodu karencji za niewypełnienie tego obowiązku.

    Mechanizm jest prosty – jeśli zawodniczka nie rozegra wymaganego minimum, WTA automatycznie wpisuje do jej dorobku „zera”, jednocześnie odejmując punkty za najsłabsze wyniki, które dotąd wliczały się do rankingu.

    Właśnie w taki sposób Świątek straciła prowadzenie przed rokiem – pierwsze „zero” otrzymała 21 października, drugie tydzień później. Teraz historia się powtarza, choć w nieco innej formie, bo Sabalenka ma już zapewnione pierwsze miejsce w rankingu bez względu na wszystko.


    Iga Świątek i Aryna Sabalenka pod lupą WTA

    Po turnieju w Wuhan klasyfikacja wygląda następująco: Sabalenka prowadzi z dorobkiem 10 400 punktów, a druga w zestawieniu Świątek ma 8768 punktów. Obie zawodniczki nie planują już żadnych występów przed WTA Finals, co pozwala dokładnie przeanalizować ich sytuację.

    Świątek w tym sezonie wystąpiła w czterech turniejach zaliczanych do kategorii WTA 500 – w Stuttgarcie, Bad Homburg, Seulu oraz w United Cup (który również jest liczony jako impreza tej rangi). To oznacza, że brakuje jej dwóch występów do wymaganego limitu.

    Do końca sezonu pozostały dwa turnieje WTA 500 – jeden z nich właśnie trwa w Ningbo. W związku z tym w rankingu, który ukaże się tuż po jego zakończeniu, Polka otrzyma pierwsze „zero” i straci punkty za swój najsłabszy obecnie wynik.


    Przypadkowe potwierdzenie kary dla Świątek

    O tym, że kara jest już praktycznie przesądzona, świadczy pewien detal zauważony na transmisjach z Ningbo – w grafice prezentującej ranking WTA Race widać już pomniejszony dorobek Świątek o 65 punktów, czyli dokładnie tyle, ile wynosi jej najgorszy obecny rezultat.

    Oznacza to, że 20 października Polka straci punkty za trzecią rundę turnieju WTA 1000 w Rzymie, a w ich miejsce pojawi się wpisane przez WTA „zero”.

    Podobny problem dotyczy również Sabalenki. Białorusinka w tym sezonie rozegrała tylko trzy turnieje WTA 500 – w Brisbane, Stuttgarcie i Berlinie. Już wcześniej dostała jedno „zero” po zawodach w Seulu, ale wówczas nie straciła punktów, bo nie przekroczyła jeszcze limitu turniejów liczonych do rankingu. Teraz sytuacja się zmieniła – Sabalenka również osiągnęła już maksymalną liczbę 19 wyników i teraz także u niej zacznie się odejmowanie punktów.

    W efekcie 27-letnia Białorusinka straci 10 punktów za drugą rundę WTA 1000 w Dosze.


    Jak będą wyglądały rankingi?

    Według obecnych wyliczeń, 20 października ranking WTA będzie wyglądał następująco:

    1. Aryna Sabalenka – 10 390 pkt (–10 pkt)
    2. Iga Świątek – 8703 pkt (–65 pkt)

    Tydzień później obie tenisistki czeka kolejna, ostatnia już kara, związana ze skreśleniem punktów za ubiegłoroczne WTA Finals.

    Świątek utraci 108 punktów za ćwierćfinał w Stuttgarcie oraz 400 punktów za występ w Rijadzie, co razem daje 508 punktów straty. Sabalence natomiast odjęte zostanie 120 punktów za trzecią rundę w Dubaju i również 400 punktów za WTA Finals – łącznie 520 punktów.

    Po tych zmianach klasyfikacja z 27 października powinna wyglądać tak:

    1. Aryna Sabalenka – 9870 pkt (–520)
    2. Iga Świątek – 8195 pkt (–508)

    Podsumowanie

    W ciągu najbliższych dni Świątek straci łącznie 573 punkty, natomiast Sabalenka 530. W pierwszej fazie różnica między nimi zwiększy się o 55 punktów, a tydzień później zmniejszy o 12. Ostatecznie jednak Białorusinka zyska 43 punkty przewagi więcej niż obecnie.

    Przed rozpoczęciem WTA Finals, które odbędą się w dniach 1–8 listopada, różnica między obiema zawodniczkami wyniesie około 1675 punktów, wobec 1632 obecnie.

    Choć zatem zmiany w punktacji nie wpłyną już na układ czołówki, to raz jeszcze pokazują, jak restrykcyjnie WTA podchodzi do nowych zasad – nawet wobec największych gwiazd kobiecego tenisa.