• Finał MŚ już się skończył, a tu takie wieści o Polaku! Znowu

    Finał MŚ już się skończył, a tu takie wieści o Polaku! Znowu

     

    Nie mogło być inaczej – świetna dyspozycja Jakuba Kochanowskiego ponownie została wyróżniona. Środkowy reprezentacji Polski znalazł się w Drużynie Marzeń zakończonych mistrzostw świata i tym samym kontynuuje swoją znakomitą serię indywidualnych nagród. Organizatorzy zadbali też o efektowną oprawę, unikając wpadek, jakie zdarzały się wcześniej innym federacjom.

    Jakub Kochanowski – symbol stabilności

    Mówiąc o Kochanowskim, można od razu dodać: gwarancja jakości. Podczas turnieju w Manili forma wielu Biało-Czerwonych falowała, niektórzy zmagali się z problemami zdrowotnymi, lecz 28-letni środkowy nie zawodził ani przez chwilę. Jego obecność w elitarnym gronie najlepszych zawodników mistrzostw była właściwie oczywistością.

    Jedyny Polak w finałowej gali

    Kochanowski od lat stanowi filar kadry, ale w tym sezonie jego rola była jeszcze większa – szczególnie wobec nieobecności Mateusza Bieńka i późnego powrotu Norberta Hubera. Na Filipinach okazał się zawodnikiem absolutnie kluczowym. Choć Polacy marzyli o złocie, po półfinałowej porażce 0:3 z Włochami musieli zadowolić się brązowym medalem, wywalczonym dzień później z Czechami (3:1). Po meczu brązowego finału nasi siatkarze odebrali medale i zakończyli turniej. Wyjątek stanowił Kochanowski – jako laureat nagrody dla najlepszego środkowego musiał wrócić do hali, aby osobiście odebrać swoje wyróżnienie.

    Organizatorzy na plus

    Ceremonia wręczenia nagród zasługuje na pochwałę. Zawodnicy Drużyny Marzeń zostali ustawieni na specjalnych podestach przed trybuną, a w momencie wyczytywania nazwisk padały na nich reflektory. Całość zakończyła się wspólnym wejściem na podium. To rozwiązanie znacznie atrakcyjniejsze niż w Lidze Narodów, gdzie siatkarze o wyróżnieniach dowiadywali się… mailowo, dzień po finale.

    Zwycięska passa Polaka

    Dla Kochanowskiego to już czwarty z rzędu prestiżowy wybór do Drużyny Marzeń wielkiej imprezy. Wcześniej był najlepszym środkowym igrzysk olimpijskich w Paryżu oraz Ligi Narodów w latach 2023, 2024 i 2025. W edycji LN sprzed kilku miesięcy otrzymał nawet tytuł MVP.

    Drużyna Marzeń mistrzostw świata 2025

    Nie mogło zabraknąć dominacji Włochów, którzy obronili tytuł mistrzowski. MVP i najlepszym przyjmującym został Alessandro Michieletto, nagroda dla najlepszego rozgrywającego trafiła do Simone Gianellego, dla atakującego do Yuriego Romanova, a dla libero – Fabio Balaso. Doceniono również dwóch Bułgarów, finalistów turnieju: przyjmującego Aleksandara Nikołowa oraz środkowego Aleksa Grozdanowa z Bogdanki LUK Lublin.

  • Wymowny gest Świątek. Chinka poprosiła ją o wspólne zdjęcie

    Wymowny gest Świątek. Chinka poprosiła ją o wspólne zdjęcie

    Iga Świątek rozpoczęła rywalizację w turnieju WTA 1000 w Pekinie w świetnym stylu. W drugiej rundzie pewnie pokonała Chinkę Yue Yuan, a w sieci pojawiło się nagranie pokazujące, jak Polka zachowała się wobec jednej z kibicek jeszcze przed pierwszym meczem w stolicy Chin.

    Świątek i nietypowy prezent od organizatorów

    Do Pekinu przyjechała jako główna faworytka do końcowego triumfu, zwłaszcza że w zawodach nie występuje liderka rankingu WTA, Aryna Sabalenka. Polka przystąpiła do zmagań świeżo po sukcesie w Seulu, gdzie w dramatycznym finale turnieju WTA 500 odwróciła losy spotkania z Jekateriną Aleksandrową, zwyciężając 1:6, 7:6(3), 7:5.

    Jeszcze przed rozpoczęciem rywalizacji w Pekinie sporo mówiło się o prezencie, jaki Świątek otrzymała od organizatorów. Zamiast tradycyjnych kwiatów, wręczono jej maskotkę Labubu – popularną zabawkę, która w Chinach bije rekordy popularności wśród dzieci i nastolatków. Mina Polki wyrażała lekkie zaskoczenie, a sama tenisistka nie wydawała się szczególnie zachwycona gadżetem.

    Spotkanie z fanką

    W sieci udostępniono też nagranie z udziałem Świątek, kiedy jedna z chińskich kibicek poprosiła ją o wspólne zdjęcie. Polka zgodziła się bez wahania, ale zanim stanęła do fotografii, sprytnie schowała maskotkę za siebie, by nie znalazła się w kadrze. Wszystko wskazuje na to, że wiceliderka światowego rankingu nie przepada za tego typu pamiątkami, choć Labubu dla chińskich dzieci to prawdziwy hit – oryginalne figurki kosztują nawet kilkaset złotych i szybko znikają ze sklepów.

    Pekin szczęśliwy dla Igi

    Nie dziwi, że przyjazd Świątek do Pekinu wzbudza ogromne zainteresowanie. W zeszłym sezonie nie brała udziału w azjatyckiej części touru, więc lokalni kibice nie mieli okazji oglądać jej na żywo. Tymczasem w 2023 roku to właśnie ona triumfowała w China Open, pokonując w finale Ludmiłę Samsonową 6:2, 6:2.

    Teraz Świątek znów walczy o najwyższe cele. Już w poniedziałek zmierzy się w trzeciej rundzie z Camilą Osorio. Zgodnie z harmonogramem spotkanie zaplanowano jako drugie w kolejności – tuż po starciu Lois Boisson z Emmą Navarro, które rozpocznie się o 7:00 czasu polskiego.

    https://x.com/igaswiarchive/status/1971922745991770622?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E1971922745991770622%7Ctwgr%5Eadc8a7765d5355258488e4c749da1fada42a8fc6%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fwww.sport.pl%2Ftenis%2F76498732284328wymowny-gest-swiatek-chinka-poprosila-ja-o-wspolne-zdjecie.html

  • Jest decyzja ws. meczu Świątek. Pilne wieści napłynęły z Pekinu

    Jest decyzja ws. meczu Świątek. Pilne wieści napłynęły z Pekinu

    Iga Świątek udanie zainaugurowała swój udział w turnieju WTA 1000 w Pekinie. Polka bez większych kłopotów pokonała reprezentantkę gospodarzy, Yue Yuan, a organizatorzy już ogłosili termin jej kolejnego występu. Rywalką liderki polskiego tenisa będzie Camila Osorio, a znamy już dokładną datę i godzinę meczu.

    Zgodnie z oficjalnym harmonogramem, Świątek i Osorio wyjdą na kort w poniedziałek 29 września jako druga para dnia, po spotkaniu Lois Boisson z Emmą Navarro. Mecz Polki na korcie Lotus rozpocznie się nie wcześniej niż o godz. 8:30 czasu polskiego (14:30 czasu lokalnego w Chinach).

    W starciu z Yuan Iga Świątek nie dała rywalce większych szans. Zwyciężyła 6:0, 6:3 w 76 minut, kontrolując przebieg całego pojedynku. Wydaje się jednak, że Kolumbijka może postawić jej trudniejsze warunki. Osorio ma już za sobą dwa wyczerpujące mecze w Pekinie i udowodniła, że potrafi walczyć z wymagającymi przeciwniczkami.

    Na otwarcie turnieju Osorio stoczyła prawdziwy maraton z Amerykanką Ann Li. Spotkanie trwało ponad trzy godziny i zakończyło się wynikiem 7:5, 6:7, 7:5 na korzyść Kolumbijki. W kolejnej rundzie, przeciwko wyżej notowanej Annie Kalinskiej, również musiała rozegrać trzy sety, triumfując 6:1, 4:6, 6:4.

    Obecnie Osorio zajmuje 83. miejsce w rankingu WTA. Do tej pory tylko raz zmierzyła się z Świątek – w 1/32 finału Australian Open 2023. Wówczas Polka zwyciężyła pewnie 6:2, 6:3. Kibice mają nadzieję, że podobny scenariusz powtórzy się również w Pekinie.

    Stawką pojedynku będzie awans do 1/8 finału, gdzie zwyciężczyni zmierzy się z triumfatorką meczu Lois Boisson – Emma Navarro. Warto przypomnieć, że w chińskim turnieju nie bierze udziału obecna liderka światowego rankingu Aryna Sabalenka.

  • Tylko spójrzcie, kto wręczał Polakom medale MŚ. “Poszedł w kulturystykę”

    Tylko spójrzcie, kto wręczał Polakom medale MŚ. “Poszedł w kulturystykę”

    Reprezentacja Polski zakończyła mistrzostwa świata w siatkówce na Filipinach z brązowym medalem. W niedzielę, 28 września, podopieczni Nikoli Grbicia pokonali Czechów 3:1 i tym samym zapewnili sobie miejsce na podium. Chwilę później Biało-Czerwoni odebrali medale – a kibice od razu zwrócili uwagę na osobę, która wręczała krążki.

    „Poszedł w kulturystykę” – reakcje internautów

    „Richard Lambourne poszedł w kulturystykę” – napisał na portalu X Piotr Świniarski z Radia Olsztyn, dołączając zdjęcie byłego siatkarza wręczającego medale Polakom. Z kolei Maciej Świniarski dodał szczegóły: „W cross-fit. Chyba nawet startował w mistrzostwach USA, albo stanowych”.

    Kim jest Richard Lambourne?

    Dla starszych kibiców siatkówki to postać dobrze znana. Lambourne przez wiele lat grał w reprezentacji Stanów Zjednoczonych, w której zadebiutował w 2000 roku. Największy sukces odniósł osiem lat później, zdobywając złoty medal olimpijski w Pekinie. Amerykanin miał także epizody w polskich klubach – reprezentował AZS Olsztyn, Delektę Bydgoszcz, a w 2011 roku podpisał kontrakt z Fartem Kielce.

    Brązowy medal – bez większej radości?

    Relacjonująca turniej dla Sport.pl Agnieszka Niedziałek zwróciła uwagę, że mecz o trzecie miejsce nie wzbudzał w Polakach wielkich emocji:
    – „Przegrani Czesi bardziej cieszyli się z czwartego miejsca niż polscy siatkarze z brązu. Widać było, że ani zawodnikom, ani kibicom szczególnie nie zależało na tym spotkaniu. Na otarcie łez pozostaje jednak zwycięstwo 3:1, które sprawia, że drużyna wraca do kraju z medalem”.

    Seria Nikoli Grbicia trwa

    Mimo że brąz nie daje pełnej satysfakcji, bilans Nikoli Grbicia jako selekcjonera Polaków robi ogromne wrażenie. Od objęcia kadry nasza drużyna w każdym z ośmiu turniejów zdobywała medal: brąz, srebro, złoto, złoto, brąz, srebro, złoto, brąz. „Takiego wyniku nie miał jeszcze żaden trener w historii reprezentacji Polski” – podkreśla Łukasz Jachimiak ze Sport.pl.

    Na zakończenie mistrzostw świata pozostał już tylko finał. W niedzielę o 12:30 czasu polskiego Włosi zmierzą się z Bułgarami o złoto turnieju.

  • Meczbol przy 5:2 dla Gauff i zwrot akcji. Niebywała pogoń Fernandez w Pekinie

    Meczbol przy 5:2 dla Gauff i zwrot akcji. Niebywała pogoń Fernandez w Pekinie

    Na korcie centralnym w Pekinie zakończył się pierwszy niedzielny pojedynek pań, który dostarczył kibicom sporo emocji. Publiczność mogła zobaczyć w akcji m.in. Coco Gauff. Rozstawiona z numerem „2” Amerykanka zmierzyła się z Leylah Fernandez, a obie tenisistki stoczyły zacięty, trzysetowy bój. Gauff była o krok od zwycięstwa już przy stanie 5:2 w decydującej partii, jednak Kanadyjka zdołała odrobić stratę. O wszystkim przesądziła końcówka, w której obrończyni tytułu zachowała więcej zimnej krwi.

    Dla Gauff turniej WTA 1000 w Pekinie to pierwszy start od US Open i jednocześnie początek niezwykle ważnego etapu sezonu, w którym ma do obrony wiele rankingowych punktów. Właśnie w stolicy Chin przed rokiem zdobyła aż tysiąc punktów, triumfując w całej imprezie. W piątek rozpoczęła tegoroczną kampanię od meczu z Kamillą Rachimową. Przez długi czas Rosjanka stawiała mocny opór, lecz w drugiej części pojedynku Amerykanka całkowicie przejęła inicjatywę i wygrała 6:4, 6:0.

    Spotkanie o awans do czwartej rundy zapowiadało się jeszcze trudniej, bo jej rywalką była rozstawiona z numerem „25” Leylah Fernandez. Kanadyjka w pierwszej rundzie rozbiła Marię Sakkari 6:2, 6:0, więc starcie mistrzyni US Open 2023 z finalistką tego turnieju sprzed czterech lat zapowiadało się wyjątkowo ciekawie.

    Pierwszy set rozpoczął się od pewnych serwisów obu zawodniczek. Przełamanie jako pierwsza wywalczyła Gauff w piątym gemie i po chwili powiększyła przewagę, choć nie bez kłopotów. Potem jednak straciła kontrolę – przy prowadzeniu 40-15 dała się przełamać i zrobiło się 4:4. Kluczowe okazały się końcowe minuty – Amerykanka najpierw zanotowała breaka do zera, a następnie obroniła piłkę na 5:5 i zamknęła seta wynikiem 6:4.

    Druga partia przyniosła wymianę przełamań na początku, a następnie zaciętą walkę o każdy punkt. Fernandez w piątym gemie obroniła trzy break pointy, a później zyskała przewagę, serwując jako pierwsza. Przy stanie 5:4 wywarła presję na rywalce, a Gauff nie zdołała utrzymać podania – Kanadyjka triumfowała 6:4 i doprowadziła do remisu w meczu.

    Decydujący set to prawdziwy rollercoaster. Przez kilka gemów trwała wymiana przełamań, aż wreszcie Gauff jako pierwsza utrzymała serwis w szóstym gemie. Amerykanka powiększyła przewagę i przy 5:2 serwowała po zwycięstwo. Miała nawet piłkę meczową, lecz Fernandez poderwała się do walki, odważnie atakując i wyrównując na 5:5. Wydawało się, że inicjatywa jest po stronie Kanadyjki, ale końcówka należała do Gauff. Amerykanka wykorzystała trzeci break point w jedenastym gemie, a po chwili przypieczętowała wygraną przy własnym serwisie.

    Coco Gauff zwyciężyła 6:4, 4:6, 7:5 i awansowała do czwartej rundy turnieju WTA 1000 w Pekinie. Tam zmierzy się ze zwyciężczynią meczu Belinda Bencić – Priscilla Hon.

    https://x.com/z_kortu/status/1972208892407865438?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E1972208892407865438%7Ctwgr%5E8220d41471f2468282eed6d2dc0a3f393f5a8df7%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fsport.interia.pl%2Ftenis%2Fnews-meczbol-przy-5-2-dla-gauff-i-zwrot-akcji-niebywala-pogon-fernId22424695

  • Było 6:1, 5:7, 0:3. Oto co zrobiła Krejcikova

    Było 6:1, 5:7, 0:3. Oto co zrobiła Krejcikova

    W turnieju WTA 1000 w Pekinie nie brakuje niespodzianek i dramatycznych zwrotów akcji. Jeszcze niedawno kibice liczyli na hitowe starcie Jeleny Rybakiny z Barborą Krejčíkovą w czwartej rundzie. Tymczasem obie tenisistki pożegnały się już z rywalizacją – choć każda w zupełnie innych okolicznościach.

    Rybakina sensacyjnie przegrała po trzysetowej batalii z Evą Lys. Krejčíková natomiast, mimo świetnego początku meczu z Amerykanką McCartney Kessler, padła ofiarą pechowej kontuzji.

    Kontuzja zatrzymała Czeszkę

    Pierwszy set ułożył się idealnie dla Krejčíkovej – zwyciężyła 6:1 i wydawało się, że pewnie zmierza po awans. Niestety, już na początku drugiej partii pojawiły się problemy z lewym kolanem. Choć Czeszka próbowała grać dalej, przegrała seta 5:7. W decydującej odsłonie była już wyraźnie ograniczona ruchowo i przy stanie 0:3 musiała poddać spotkanie.

    W efekcie to Kessler awansowała i w walce o ćwierćfinał zmierzy się z Evą Lys – pogromczynią Rybakiny. Kibicom pozostało czekać na informacje dotyczące stanu zdrowia Krejčíkovej, która w ostatnich latach kilkukrotnie zmagała się z urazami. Jeszcze w sierpniu narzekała na kłopoty z lewą stopą podczas turnieju w Cincinnati.

    Świątek skupiona na kolejnym meczu

    Na poprzednim turnieju w Seulu Krejčíková spotkała się z Igą Świątek, ale Polka nie pozostawiła jej złudzeń, zwyciężając 6:0, 6:3 i sięgając po tytuł.

    W Pekinie liderka rankingu również radzi sobie bardzo pewnie. Po wygranej z Yue Yuan (6:0, 6:3) Świątek przygotowuje się do poniedziałkowego meczu trzeciej rundy z Kolumbijką Camilą Osorio.

  • Ależ sensacja w Pekinie! Rybakina odpadła z turnieju

    Ależ sensacja w Pekinie! Rybakina odpadła z turnieju

    Jelena Rybakina niespodziewanie zakończyła swój udział w turnieju WTA 1000 w Pekinie. Rozstawiona z „czwórką” Kazaszka przegrała z niżej notowaną Evą Lys, która tego dnia była w znakomitej formie. Niemka zwyciężyła 6:3, 1:6, 6:4 i sprawiła jedną z największych sensacji imprezy, eliminując jedną z głównych rywalek Igi Świątek.

    Pewny start Świątek

    Polska liderka rankingu rozpoczęła zmagania w stolicy Chin od zdecydowanego zwycięstwa. W meczu otwarcia nie dała większych szans Yue Yuan, triumfując 6:0, 6:3. Spotkanie trwało zaledwie godzinę i 16 minut, a awans do 1/16 finału dał jej pojedynek z Camilą Osorio. Kolumbijka sprawiła niespodziankę, eliminując Annę Kalinską.

    Rybakina pod presją od pierwszych gemów

    Rybakina rozpoczęła turniej od drugiej rundy, w której wygrała z Cathy McNally. Jej kolejną przeciwniczką była Eva Lys, dobrze znana polskim kibicom m.in. ze spotkań przeciwko Świątek oraz występu w 1/8 finału tegorocznego Australian Open.

    Już początek meczu pokazał, że Niemka nie ma zamiaru odgrywać roli statystki. Wyszła na prowadzenie 2:0, a choć Kazaszka odłamała rywalkę, to chwilę później ponownie oddała serwis i zrobiło się 3:1. Rybakina zdołała wyrównać na 3:3, ale końcówka seta należała do Lys, która wygrała trzy kolejne gemy i zapisała partię na swoim koncie 6:3.

    Szybka odpowiedź i decydujący thriller

    W drugim secie Rybakina zagrała zdecydowanie lepiej. Szybko objęła prowadzenie, a choć straciła jedno przełamanie, to błyskawicznie odpowiedziała i całkowicie zdominowała rywalkę. Wygrana 6:1 sprawiła, że o awansie miał zadecydować trzeci set.

    W nim sytuacja znów zaczęła się komplikować. Lys wyszła na 2:0, lecz Kazaszka wyrównała na 2:2. Potem prowadzenie zmieniało się kilkukrotnie – Rybakina była już na 4:3, ale Niemka wykazała się ogromną determinacją, odrobiła straty i utrzymała serwis, wychodząc na 5:4.

    Emocjonujący finisz

    Decydujący gem obfitował w dramatyczne zwroty akcji. Rybakina prowadziła już 30:0, potem broniła piłki meczowe, jednak ostatecznie to Eva Lys zachowała więcej zimnej krwi i zakończyła spotkanie na swoją korzyść.

    Dla 66. zawodniczki rankingu WTA to jeden z największych sukcesów w karierze. Dla Rybakiny – bolesne pożegnanie z turniejem i dowód na to, że w Pekinie nawet faworytki muszą liczyć się z niespodziankami.

  • Sensacja w Pekinie! Wielka przeciwniczka Igi Świątek już za burtą

    Sensacja w Pekinie! Wielka przeciwniczka Igi Świątek już za burtą

    Szok w Pekinie! Jelena Rybakina odpada już w trzeciej rundzie

    Jedna z największych rywalek Igi Świątek zakończyła swój występ w turnieju WTA 1000 w Pekinie znacznie wcześniej, niż ktokolwiek mógł się spodziewać. Jelena Rybakina, rozstawiona w imprezie z numerem cztery, niespodziewanie przegrała z niżej notowaną Evą Lys 3:6, 6:1, 4:6 i pożegnała się z turniejem na etapie trzeciej rundy. Dla Niemki to triumf życia, dla Kazaszki – kolejny rozczarowujący występ w sezonie, w którym miała walczyć o najwyższe cele.


    Nerwowy początek Rybakiny

    Spotkanie od pierwszych gemów układało się dla Rybakiny źle. Choć uchodzi za jedną z najlepszych serwujących w tourze, tym razem jej największy atut nie funkcjonował. Już w pierwszym secie kilkukrotnie traciła podanie, a Lys bez wahania wykorzystywała każdy słabszy moment faworytki. Niemka grała odważnie i skutecznie, szczególnie przy returnach. Aż czterokrotnie przełamała Rybakinę, a po nieco ponad pół godzinie mogła cieszyć się z wygranego seta 6:3.


    Błysk formy i krótka dominacja

    W drugiej partii wydawało się, że utytułowana Kazaszka wraca do gry. Jej serwis wreszcie się ustabilizował, a mocne, precyzyjne returny zaczęły ustawiać wymiany. Rybakina zaczęła dominować w każdym aspekcie i z każdą minutą powiększała przewagę. Lys nie potrafiła znaleźć recepty na agresywną grę rywalki – została przełamana trzy razy, a Kazaszka zwyciężyła pewnie 6:1. Wydawało się, że od tego momentu Rybakina przejmie kontrolę nad całym meczem.


    Rozstrzygająca partia i wielka niespodzianka

    Decydujący set okazał się jednak powrotem do problemów, z którymi Rybakina borykała się od początku meczu. Już w pierwszych gemach straciła podanie, co pozwoliło Lys zbudować przewagę 2:0. Kazaszka próbowała jeszcze odrabiać straty i doprowadziła do wyrównania 4:4, ale w najważniejszych momentach ponownie zawiodła. Niemka przełamała ją raz jeszcze, a po dwóch godzinach gry zakończyła spotkanie, wygrywając 6:4 i meldując się w czwartej rundzie.


    Eva Lys z największym zwycięstwem w karierze

    Dla 22-letniej Evy Lys to bez wątpienia jedna z największych wygranych w dotychczasowej karierze. Pokonała byłą mistrzynię Wimbledonu, rozstawioną z numerem cztery tenisistkę, i zapewniła sobie miejsce w 1/8 finału turnieju w Pekinie. Jej zwycięstwo to również ogromny sygnał dla całego kobiecego touru – Niemka pokazała, że potrafi wytrzymać presję w starciu z zawodniczką ze światowej czołówki.


    Rybakina znów zawiodła serwisem

    Dla Jeleny Rybakiny to kolejne w tym sezonie rozczarowanie i zarazem następny turniej, w którym nie zdołała spełnić pokładanych w niej nadziei. Jej serwis – broń, która w najlepszych momentach kariery dawała jej przewagę nad rywalkami – znów okazał się zawodem. Już w pierwszym secie widać było, że nie kontroluje podania, a nerwowość i brak regularności kosztowały ją mecz.

    Kazaszka, uważana za jedną z najgroźniejszych rywalek Igi Świątek, po raz kolejny pokazała, że w decydujących momentach brakuje jej stabilności. To sensacyjne rozstrzygnięcie z pewnością zmienia obraz rywalizacji w Pekinie, otwierając drogę kolejnym zawodniczkom do walki o najwyższe cele.

  • Hiszpanie rozpływają się nad Szczęsnym. Tak go nazwali

    Hiszpanie rozpływają się nad Szczęsnym. Tak go nazwali

    Hiszpański portal elespanol.com nazwał Wojciecha Szczęsnego „niepokonanym”. Tuż przed starciem FC Barcelony z Realem Sociedad dziennikarze podkreślili wyjątkową serię Polaka i przypomnieli jego osiągnięcia w pierwszym sezonie na Camp Nou.

    Powrót po 136 dniach

    Barcelona w niedzielę podejmie Real Sociedad, a w bramce Blaugrany zobaczymy Wojciecha Szczęsnego. Będzie to jego pierwszy występ w tym sezonie, choć początkowo miał pełnić rolę zmiennika Joana Garcii. Kontuzja młodszego, 24-letniego golkipera sprawiła jednak, że Polak znów stanie się pierwszym wyborem Hansiego Flicka – przynajmniej na kilka najbliższych tygodni.

    Portal elespanol.com przypomniał, że Szczęsny wraca między słupki Barcelony po 136 dniach przerwy. Po raz ostatni zagrał w maju, w meczu z Espanyolem (2:0) w 36. kolejce LaLiga. W końcówce sezonu zastąpił go Marc-André ter Stegen, a od sierpnia pozycję numer jeden przejął Garcia.

    „Niepokonany” i „talizman Flicka”

    Hiszpanie nie szczędzą pochwał. Określają Szczęsnego mianem „niepokonanego” i „talizmanu Flicka”, przypominając jego kapitalną serię w ubiegłych rozgrywkach. Bilans Polaka w LaLiga to: 14 zwycięstw, jeden remis i aż osiem czystych kont.

    Co więcej, Szczęsny ustanowił trzecią najdłuższą serię meczów bez porażki w historii Barcelony. Od swojego debiutu rozegrał 22 spotkania ligowe bez przegranej – o jeden mniej niż Johan Cruyff (23) i siedem mniej niż rekordzista Cesc Fabregas (30).

    Tylko dwa niepowodzenia

    Od momentu transferu do Barcelony Szczęsny tylko dwa razy schodził z boiska pokonany. Po raz pierwszy w ćwierćfinale Ligi Mistrzów z Borussią Dortmund (1:3), choć i tak Katalończycy awansowali dzięki wysokiemu zwycięstwu w pierwszym meczu (4:0). Druga porażka to półfinał z Interem Mediolan – w regulaminowym czasie było 3:3, lecz w dogrywce padła bramka na 3:4. Wszystkie pozostałe występy Polaka kończyły się wygranymi lub remisami Barcelony.

    Od rezerwowego do kluczowego

    Dziennikarze podkreślają, że historia Szczęsnego w Barcelonie zatoczyła koło. – Od rezerwowego do niekwestionowanego członka podstawowego składu. „Tek” przeżył w Barcelonie najlepsze noce swojej kariery. Sięgnął po mistrzostwo Hiszpanii, Puchar Króla i Superpuchar. Teraz los ponownie otworzył mu drogę do pierwszej jedenastki – czytamy na elespanol.com.

    Spotkanie FC Barcelony z Realem Sociedad odbędzie się w niedzielę, 28 września, o godzinie 18:30. Relację na żywo można śledzić w serwisie Sport.pl oraz w aplikacji Sport.pl LIVE.

  • Świątek wygrała i nagle sceny na korcie. Rywalka zaczęła się cieszyć

    Świątek wygrała i nagle sceny na korcie. Rywalka zaczęła się cieszyć

    Iga Świątek bez większych problemów pokonała Camilę Osorio 6:2, 6:3 i awansowała dalej, ale po meczu to Kolumbijka zachowywała się tak, jakby to ona odniosła zwycięstwo. – Widzieliśmy mniej błyskotliwą wersję Igi, kiedy Osorio ściągała ją do siatki – podkreślał wówczas dziennikarz „El Tiempo” Andres Felipe Balaguera. Sama Świątek miała jednak świetny humor i to było widoczne również podczas konferencji prasowej. Czy w Pekinie znów zobaczymy podobny scenariusz, gdy Polka zmierzy się z Kolumbijką?

    W drugiej rundzie turnieju WTA 1000 w Pekinie liderka polskiego tenisa rozbiła Chinkę Yue Yuan (110. WTA) 6:0, 6:3 i pewnie zameldowała się w trzeciej rundzie (w pierwszej miała wolny los). Tam czeka ją starcie z Camilą Osorio – zawodniczką urodzoną w tym samym 2001 roku, co Świątek.

    Kolumbijka plasuje się obecnie na 83. pozycji w rankingu, a jej najwyższe miejsce to 33. lokata z kwietnia 2022 roku. W tym sezonie ma na koncie 19 wygranych i 16 porażek (dla porównania bilans Świątek to 58:13). Sam awans do trzeciej rundy w Pekinie jest dla niej sporym sukcesem – wcześniej po zaciętym, ponad trzygodzinnym boju pokonała Amerykankę Ann Li (47. WTA) 7:5, 6:7, 7:5, a następnie sprawiła sensację, eliminując Annę Kalinską (29. WTA) 6:1, 4:6, 6:4.

    Osorio – waleczna i chwalona nawet przez Świątek
    Choć faworytką ich starcia bez wątpienia jest Polka, to Kolumbijka znana jest z ogromnej waleczności i na pewno będzie chciała znów zaprezentować się z dobrej strony. Widać to było już podczas ich jedynego dotąd meczu – w drugiej rundzie Australian Open 2023. Świątek zwyciężyła wtedy 6:2, 6:3, ale Osorio miała lepszy bilans uderzeń kończących niż niewymuszonych błędów (16:14). – Ten wynik jest mylący. To był trudny mecz, Camila Osorio to wielka fighterka, a momentami grała naprawdę niesamowicie – przyznała wówczas Świątek.

    Po tamtym spotkaniu charakterystyczne było to, że obie zawodniczki wzniosły w górę zaciśniętą pięść – Polka, bo wygrała mecz, a Osorio, bo mogła być dumna z postawy przeciwko liderce rankingu. – Camila potrafiła wyciągać Igę z linii końcowej, zmuszała ją do dłuższych wymian i kilka razy odebrała jej serwis. Choć przewaga Świątek była widoczna, Osorio walczyła do końca i niczego nie oddała za darmo – komentował Andres Felipe Balaguera.

    Świątek i nietypowe pytania na konferencji
    Oprócz pochwał pod adresem rywalki w Melbourne Świątek zwróciła na siebie uwagę także luźnym podejściem do pytań dziennikarzy. Dwukrotnie podczas konferencji sięgnęła po telefon, by sprawdzić odpowiedzi.

    Najpierw zapytano ją o muzykę, której słucha. – Nadal rock, ale trochę inny. Red Hot Chili Peppers… czekajcie, co to właściwie jest? – zastanawiała się, wywołując śmiech w sali. Po chwili wymieniła kolejne zespoły: Black Sabbath, AC/DC, Led Zeppelin czy Lenny Kravitz. – Inne utwory niż wcześniej, ale wciąż w tym samym klimacie – dodała.

    Drugie pytanie dotyczyło książki. Świątek tłumaczyła, że nie zna angielskiego tytułu, ale próbowała naprowadzić dziennikarzy, opowiadając fabułę. – To historia dziewczyny z Afganistanu. Jedna z sióstr musiała udawać chłopca, bo w rodzinie brakowało syna. Teraz bohaterka ma wyjść za mąż za dużo starszego mężczyznę – opowiadała z uśmiechem. Chodziło o bestseller „Afgańska perła” autorstwa Nadii Hashimi.