• Lewandowski jeszcze raz bezwzględny. Barcelona już na szczycie tabeli

    Lewandowski jeszcze raz bezwzględny. Barcelona już na szczycie tabeli

    Barcelona liderem La Liga. Gol Lewandowskiego dał zwycięstwo nad Realem Sociedad

    FC Barcelona pokonała na własnym stadionie Real Sociedad 2:1 w 7. kolejce La Liga. Decydującego gola zdobył Robert Lewandowski, który wykorzystał precyzyjną asystę powracającego po kontuzji Lamine Yamala. Dzięki wygranej „Duma Katalonii” awansowała na pierwsze miejsce w tabeli, wyprzedzając Real Madryt o jeden punkt. Spotkanie było też szczególne z innego powodu – po raz pierwszy w tym sezonie w barwach Barcelony wystąpił Wojciech Szczęsny.

    Idealny scenariusz dla kibiców Barcelony

    Ostatni weekend września układał się dla fanów Barçy niemal perfekcyjnie. Najpierw Real Madryt poniósł dotkliwą porażkę w derbach stolicy, ulegając Atletico aż 2:5. Była to pierwsza strata punktów „Królewskich” w tym sezonie, którzy do tej pory mogli pochwalić się kompletem zwycięstw. Później pozostało już tylko, by Barcelona sięgnęła po pełną pulę przeciwko Baskom – i plan udało się zrealizować.

    Trudny początek dla Polaków

    Od pierwszego gwizdka na murawie pojawili się Robert Lewandowski i Wojciech Szczęsny, zastępujący kontuzjowanego Joana Garcię. Pierwsze minuty nie były jednak udane dla polskiego duetu. Lewandowski był niewidoczny, a Szczęsny musiał skapitulować po trafieniu Alvaro Odriozoli w 31. minucie, gdy zbyt łatwo ograł Julesa Kounde.

    Barcelona odpowiedziała dopiero pod koniec pierwszej połowy. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego winowajca wcześniejszej bramki – Kounde – odkupił swoje błędy i celną główką wyrównał na 1:1. Chwilę wcześniej gospodarze mogli mówić o sporym szczęściu, gdy Igor Zubeldia o mały włos nie skierował piłki do własnej bramki, lecz Alex Remiro uratował zespół fenomenalną interwencją.

    Lewandowski znów kluczowy

    Po przerwie Barcelona ruszyła do ataku i zdominowała rywala. W 59. minucie na boisku pojawił się Lamine Yamal i szybko zaznaczył swoją obecność. Po dynamicznej akcji i świetnym dośrodkowaniu młodego Hiszpana, Robert Lewandowski głową trafił na 2:1 – był to jego czwarty gol w sezonie ligowym.

    Sociedad próbował jeszcze odpowiedzieć. Strzał Mikela Oyarzabala z ostrego kąta obronił Szczęsny, a Takefusa Kubo najpierw trafił w słupek, a później w poprzeczkę – przy czym w jednej z sytuacji znajdował się na spalonym. Swoją szansę miał też Lewandowski, ale uderzył tylko w poprzeczkę. Do siatki trafił Yamal, lecz i on był na pozycji spalonej.

    Barcelona na szczycie

    Mimo nerwowej końcówki mistrzowie Hiszpanii dowieźli zwycięstwo i od dziś są liderem La Liga. Lewandowski ma już cztery ligowe trafienia na koncie, choć do lidera klasyfikacji strzelców – Kyliana Mbappe – wciąż sporo mu brakuje, bo Francuz zdobył ich osiem.

  • Lewandowski znowu to zrobił! Niezwykły mecz w Barcelonie

    Lewandowski znowu to zrobił! Niezwykły mecz w Barcelonie

    FC Barcelona długo szukała sposobu na przełamanie Realu Sociedad, ale ostatecznie znalazł go Robert Lewandowski. Polak trafił do siatki w drugiej połowie, jednak mimo kilku kolejnych okazji nie zdołał już podwyższyć swojego dorobku. Spotkanie zakończyło się zwycięstwem gospodarzy 2:1.

    Lewandowski bohaterem, choć mogło być więcej

    Decydująca akcja miała miejsce w 59. minucie. Chwilę wcześniej na murawie zameldował się 18-letni Lamine Yamal i to właśnie on rozruszał prawą flankę. Po efektownym rajdzie dośrodkował w pole karne, gdzie najlepiej odnalazł się Lewandowski. Kapitan reprezentacji Polski strzałem głową trafił do siatki – piłka odbiła się jeszcze od słupka i zmyliła bramkarza. Był to już czwarty gol „Lewego” w tym sezonie La Ligi, a Barcelona objęła prowadzenie 2:1.

    Lewandowski mógł zostać bohaterem pełną gębą – w końcówce miał bowiem dwie świetne okazje na hat-tricka. Najpierw jego strzał z ostrego kąta został zablokowany, a w 84. minucie zaledwie z siedmiu metrów huknął w poprzeczkę.

    Polskie akcenty od pierwszych minut

    Po raz pierwszy w tym sezonie w wyjściowej jedenastce Barcelony znalazło się dwóch Polaków. Obok Lewandowskiego wystąpił także Wojciech Szczęsny, który dostał szansę ze względu na kontuzję Joana Garcii.

    Spotkanie miało dużą wagę – po porażce Realu Madryt w derbach z Atletico, Barça mogła wskoczyć na fotel lidera tabeli.

    Przebieg meczu

    Barcelona mogła prowadzić już w 11. minucie, gdy Marcus Rashford oddał groźny strzał po sprytnie rozegranym rzucie rożnym, lecz Alex Remiro popisał się znakomitą interwencją. Chwilę później gospodarze zostali skarceni – w 31. minucie Ander Barrenetxea w kontrze ograł Julesa Kounde i podał do Alvaro Odriozoli, który z bliska pokonał Szczęsnego.

    Duma Katalonii natychmiast ruszyła do odrabiania strat. Najpierw Remiro popisał się serią parad, broniąc m.in. groźne uderzenia i ratując zespół przed samobójczym golem. Dopiero w 44. minucie Kounde odkupił swoją wcześniejszą pomyłkę i strzałem głową po rzucie rożnym doprowadził do wyrównania.

    Tuż przed przerwą Lewandowski miał szansę, aby wyprowadzić Barcelonę na prowadzenie, lecz fatalnie przyjął piłkę w polu karnym. Trener Hansi Flick jednak mu zaufał i zostawił na drugą połowę – jak się okazało, słusznie.

    Lider przed hitem w Lidze Mistrzów

    Ostatecznie gol Lewandowskiego dał Barcelonie komplet punktów i fotel lidera La Ligi. W końcówce spotkania emocji nie brakowało – po strzale Takefusy Kubo piłka trafiła w poprzeczkę, chwilę później w ten sam sposób odpowiedział Lewandowski.

    Teraz przed Barçą seria wymagających spotkań. Już w środę, 1 października, na Camp Nou przyjedzie PSG w hicie Ligi Mistrzów. W lidze z kolei piłkarze Flicka zmierzą się w niedzielę, 5 października, na wyjeździe z Sevillą.


    FC Barcelona – Real Sociedad 2:1 (1:1)
    Bramki: Kounde (44.), Lewandowski (59.) – Odriozola (31.)

    FC Barcelona: Szczęsny – Kounde (żółta kartka), Araujo, Christensen, Martin (78. Garcia) – de Jong, Pedri (95. Casado), Fernandez (46. Olmo) – Bardghji (58. Yamal), Lewandowski, Rashford (78. Torres).
    Real Sociedad: Remiro – Odriozola (57. Gomez), Zubeldia (żółta kartka), Caleta-Car (żółta kartka), Munoz – Turrientes (66. Soler), Oyarzabal, Gorrotxategi, Marin (66. Mendez), Barrenetxea (81. Sadiq) – Guedes (57. Kubo). (more…)

  • Hiszpanie nie czekali do końca meczu. Tak ocenili Lewandowskiego i Szczęsnego

    Hiszpanie nie czekali do końca meczu. Tak ocenili Lewandowskiego i Szczęsnego

    Robert Lewandowski i Wojciech Szczęsny znaleźli się w podstawowym składzie FC Barcelony na ligowy mecz z Realem Sociedad w ramach 7. kolejki Primera Division sezonu 2025/26. Po pierwszej połowie rywalizacji na tablicy wyników widniał remis 1:1. Hiszpańskie media zdążyły już ocenić występy obu Polaków.

    Polacy od pierwszej minuty

    Barcelona rozpoczęła sezon imponująco – w sześciu kolejkach zdobyła 16 punktów, tracąc oczko jedynie w starciu z Rayo Vallecano (1:1). W meczu z Realem Sociedad trener Hansi Flick postawił na Roberta Lewandowskiego w ataku oraz Wojciecha Szczęsnego między słupkami. Polski bramkarz wskoczył do wyjściowej jedenastki, korzystając z kontuzji Joana Garcii, który zmaga się z urazem kolana.

    Odriozola zaskoczył, Kounde wyrównał

    W 31. minucie meczu Szczęsny musiał wyciągać piłkę z siatki po uderzeniu Álvaro Odriozoli. Dla gości była to dopiero druga ofensywna akcja, lecz zakończona skutecznie. Barcelona odpowiedziała jeszcze przed przerwą – Jules Kounde wykorzystał dośrodkowanie z rzutu rożnego i strzałem głową doprowadził do remisu.

    Oceny hiszpańskich mediów

    Dziennik „Mundo Deportivo” w swoich komentarzach nie szczędził krytyki wobec Lewandowskiego. – „W starciu z tak ustawionym Realem Sociedad, przy ograniczonej przestrzeni, Lewandowski prawie nie istniał. A gdy już się pokazywał, brakowało mu dokładności” – napisano. Z kolei o występie Szczęsnego gazeta stwierdziła: – „Plan rywala nie sprawiał mu większych problemów, ale Odriozola wykorzystał okazję. Wcześniej zagrożenie sprawiło tylko uderzenie głową Mikela Oyarzabala”.

    Inny kataloński dziennik, „Sport”, określił Polaków jeszcze dosadniej. Szczęsny został nazwany „ukaranego”, gdyż – jak podkreślono – „nie miał szans przy straconym golu, a poza tym był spokojny”. Natomiast Lewandowski według tej gazety był „uwięziony”. – „Obrońcy Sociedad otoczyli go i skutecznie odcięli od gry. Robert starał się cofać po piłkę, aby w ogóle wziąć udział w akcji, a w jednej sytuacji wymusił żółtą kartkę dla Ivana Zubeldii” – ocenili dziennikarze.

  • Finał MŚ już się skończył, a tu takie wieści o Polaku! Znowu

    Finał MŚ już się skończył, a tu takie wieści o Polaku! Znowu

     

    Nie mogło być inaczej – świetna dyspozycja Jakuba Kochanowskiego ponownie została wyróżniona. Środkowy reprezentacji Polski znalazł się w Drużynie Marzeń zakończonych mistrzostw świata i tym samym kontynuuje swoją znakomitą serię indywidualnych nagród. Organizatorzy zadbali też o efektowną oprawę, unikając wpadek, jakie zdarzały się wcześniej innym federacjom.

    Jakub Kochanowski – symbol stabilności

    Mówiąc o Kochanowskim, można od razu dodać: gwarancja jakości. Podczas turnieju w Manili forma wielu Biało-Czerwonych falowała, niektórzy zmagali się z problemami zdrowotnymi, lecz 28-letni środkowy nie zawodził ani przez chwilę. Jego obecność w elitarnym gronie najlepszych zawodników mistrzostw była właściwie oczywistością.

    Jedyny Polak w finałowej gali

    Kochanowski od lat stanowi filar kadry, ale w tym sezonie jego rola była jeszcze większa – szczególnie wobec nieobecności Mateusza Bieńka i późnego powrotu Norberta Hubera. Na Filipinach okazał się zawodnikiem absolutnie kluczowym. Choć Polacy marzyli o złocie, po półfinałowej porażce 0:3 z Włochami musieli zadowolić się brązowym medalem, wywalczonym dzień później z Czechami (3:1). Po meczu brązowego finału nasi siatkarze odebrali medale i zakończyli turniej. Wyjątek stanowił Kochanowski – jako laureat nagrody dla najlepszego środkowego musiał wrócić do hali, aby osobiście odebrać swoje wyróżnienie.

    Organizatorzy na plus

    Ceremonia wręczenia nagród zasługuje na pochwałę. Zawodnicy Drużyny Marzeń zostali ustawieni na specjalnych podestach przed trybuną, a w momencie wyczytywania nazwisk padały na nich reflektory. Całość zakończyła się wspólnym wejściem na podium. To rozwiązanie znacznie atrakcyjniejsze niż w Lidze Narodów, gdzie siatkarze o wyróżnieniach dowiadywali się… mailowo, dzień po finale.

    Zwycięska passa Polaka

    Dla Kochanowskiego to już czwarty z rzędu prestiżowy wybór do Drużyny Marzeń wielkiej imprezy. Wcześniej był najlepszym środkowym igrzysk olimpijskich w Paryżu oraz Ligi Narodów w latach 2023, 2024 i 2025. W edycji LN sprzed kilku miesięcy otrzymał nawet tytuł MVP.

    Drużyna Marzeń mistrzostw świata 2025

    Nie mogło zabraknąć dominacji Włochów, którzy obronili tytuł mistrzowski. MVP i najlepszym przyjmującym został Alessandro Michieletto, nagroda dla najlepszego rozgrywającego trafiła do Simone Gianellego, dla atakującego do Yuriego Romanova, a dla libero – Fabio Balaso. Doceniono również dwóch Bułgarów, finalistów turnieju: przyjmującego Aleksandara Nikołowa oraz środkowego Aleksa Grozdanowa z Bogdanki LUK Lublin.

  • Wymowny gest Świątek. Chinka poprosiła ją o wspólne zdjęcie

    Wymowny gest Świątek. Chinka poprosiła ją o wspólne zdjęcie

    Iga Świątek rozpoczęła rywalizację w turnieju WTA 1000 w Pekinie w świetnym stylu. W drugiej rundzie pewnie pokonała Chinkę Yue Yuan, a w sieci pojawiło się nagranie pokazujące, jak Polka zachowała się wobec jednej z kibicek jeszcze przed pierwszym meczem w stolicy Chin.

    Świątek i nietypowy prezent od organizatorów

    Do Pekinu przyjechała jako główna faworytka do końcowego triumfu, zwłaszcza że w zawodach nie występuje liderka rankingu WTA, Aryna Sabalenka. Polka przystąpiła do zmagań świeżo po sukcesie w Seulu, gdzie w dramatycznym finale turnieju WTA 500 odwróciła losy spotkania z Jekateriną Aleksandrową, zwyciężając 1:6, 7:6(3), 7:5.

    Jeszcze przed rozpoczęciem rywalizacji w Pekinie sporo mówiło się o prezencie, jaki Świątek otrzymała od organizatorów. Zamiast tradycyjnych kwiatów, wręczono jej maskotkę Labubu – popularną zabawkę, która w Chinach bije rekordy popularności wśród dzieci i nastolatków. Mina Polki wyrażała lekkie zaskoczenie, a sama tenisistka nie wydawała się szczególnie zachwycona gadżetem.

    Spotkanie z fanką

    W sieci udostępniono też nagranie z udziałem Świątek, kiedy jedna z chińskich kibicek poprosiła ją o wspólne zdjęcie. Polka zgodziła się bez wahania, ale zanim stanęła do fotografii, sprytnie schowała maskotkę za siebie, by nie znalazła się w kadrze. Wszystko wskazuje na to, że wiceliderka światowego rankingu nie przepada za tego typu pamiątkami, choć Labubu dla chińskich dzieci to prawdziwy hit – oryginalne figurki kosztują nawet kilkaset złotych i szybko znikają ze sklepów.

    Pekin szczęśliwy dla Igi

    Nie dziwi, że przyjazd Świątek do Pekinu wzbudza ogromne zainteresowanie. W zeszłym sezonie nie brała udziału w azjatyckiej części touru, więc lokalni kibice nie mieli okazji oglądać jej na żywo. Tymczasem w 2023 roku to właśnie ona triumfowała w China Open, pokonując w finale Ludmiłę Samsonową 6:2, 6:2.

    Teraz Świątek znów walczy o najwyższe cele. Już w poniedziałek zmierzy się w trzeciej rundzie z Camilą Osorio. Zgodnie z harmonogramem spotkanie zaplanowano jako drugie w kolejności – tuż po starciu Lois Boisson z Emmą Navarro, które rozpocznie się o 7:00 czasu polskiego.

    https://x.com/igaswiarchive/status/1971922745991770622?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E1971922745991770622%7Ctwgr%5Eadc8a7765d5355258488e4c749da1fada42a8fc6%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fwww.sport.pl%2Ftenis%2F76498732284328wymowny-gest-swiatek-chinka-poprosila-ja-o-wspolne-zdjecie.html

  • Jest decyzja ws. meczu Świątek. Pilne wieści napłynęły z Pekinu

    Jest decyzja ws. meczu Świątek. Pilne wieści napłynęły z Pekinu

    Iga Świątek udanie zainaugurowała swój udział w turnieju WTA 1000 w Pekinie. Polka bez większych kłopotów pokonała reprezentantkę gospodarzy, Yue Yuan, a organizatorzy już ogłosili termin jej kolejnego występu. Rywalką liderki polskiego tenisa będzie Camila Osorio, a znamy już dokładną datę i godzinę meczu.

    Zgodnie z oficjalnym harmonogramem, Świątek i Osorio wyjdą na kort w poniedziałek 29 września jako druga para dnia, po spotkaniu Lois Boisson z Emmą Navarro. Mecz Polki na korcie Lotus rozpocznie się nie wcześniej niż o godz. 8:30 czasu polskiego (14:30 czasu lokalnego w Chinach).

    W starciu z Yuan Iga Świątek nie dała rywalce większych szans. Zwyciężyła 6:0, 6:3 w 76 minut, kontrolując przebieg całego pojedynku. Wydaje się jednak, że Kolumbijka może postawić jej trudniejsze warunki. Osorio ma już za sobą dwa wyczerpujące mecze w Pekinie i udowodniła, że potrafi walczyć z wymagającymi przeciwniczkami.

    Na otwarcie turnieju Osorio stoczyła prawdziwy maraton z Amerykanką Ann Li. Spotkanie trwało ponad trzy godziny i zakończyło się wynikiem 7:5, 6:7, 7:5 na korzyść Kolumbijki. W kolejnej rundzie, przeciwko wyżej notowanej Annie Kalinskiej, również musiała rozegrać trzy sety, triumfując 6:1, 4:6, 6:4.

    Obecnie Osorio zajmuje 83. miejsce w rankingu WTA. Do tej pory tylko raz zmierzyła się z Świątek – w 1/32 finału Australian Open 2023. Wówczas Polka zwyciężyła pewnie 6:2, 6:3. Kibice mają nadzieję, że podobny scenariusz powtórzy się również w Pekinie.

    Stawką pojedynku będzie awans do 1/8 finału, gdzie zwyciężczyni zmierzy się z triumfatorką meczu Lois Boisson – Emma Navarro. Warto przypomnieć, że w chińskim turnieju nie bierze udziału obecna liderka światowego rankingu Aryna Sabalenka.

  • Tylko spójrzcie, kto wręczał Polakom medale MŚ. “Poszedł w kulturystykę”

    Tylko spójrzcie, kto wręczał Polakom medale MŚ. “Poszedł w kulturystykę”

    Reprezentacja Polski zakończyła mistrzostwa świata w siatkówce na Filipinach z brązowym medalem. W niedzielę, 28 września, podopieczni Nikoli Grbicia pokonali Czechów 3:1 i tym samym zapewnili sobie miejsce na podium. Chwilę później Biało-Czerwoni odebrali medale – a kibice od razu zwrócili uwagę na osobę, która wręczała krążki.

    „Poszedł w kulturystykę” – reakcje internautów

    „Richard Lambourne poszedł w kulturystykę” – napisał na portalu X Piotr Świniarski z Radia Olsztyn, dołączając zdjęcie byłego siatkarza wręczającego medale Polakom. Z kolei Maciej Świniarski dodał szczegóły: „W cross-fit. Chyba nawet startował w mistrzostwach USA, albo stanowych”.

    Kim jest Richard Lambourne?

    Dla starszych kibiców siatkówki to postać dobrze znana. Lambourne przez wiele lat grał w reprezentacji Stanów Zjednoczonych, w której zadebiutował w 2000 roku. Największy sukces odniósł osiem lat później, zdobywając złoty medal olimpijski w Pekinie. Amerykanin miał także epizody w polskich klubach – reprezentował AZS Olsztyn, Delektę Bydgoszcz, a w 2011 roku podpisał kontrakt z Fartem Kielce.

    Brązowy medal – bez większej radości?

    Relacjonująca turniej dla Sport.pl Agnieszka Niedziałek zwróciła uwagę, że mecz o trzecie miejsce nie wzbudzał w Polakach wielkich emocji:
    – „Przegrani Czesi bardziej cieszyli się z czwartego miejsca niż polscy siatkarze z brązu. Widać było, że ani zawodnikom, ani kibicom szczególnie nie zależało na tym spotkaniu. Na otarcie łez pozostaje jednak zwycięstwo 3:1, które sprawia, że drużyna wraca do kraju z medalem”.

    Seria Nikoli Grbicia trwa

    Mimo że brąz nie daje pełnej satysfakcji, bilans Nikoli Grbicia jako selekcjonera Polaków robi ogromne wrażenie. Od objęcia kadry nasza drużyna w każdym z ośmiu turniejów zdobywała medal: brąz, srebro, złoto, złoto, brąz, srebro, złoto, brąz. „Takiego wyniku nie miał jeszcze żaden trener w historii reprezentacji Polski” – podkreśla Łukasz Jachimiak ze Sport.pl.

    Na zakończenie mistrzostw świata pozostał już tylko finał. W niedzielę o 12:30 czasu polskiego Włosi zmierzą się z Bułgarami o złoto turnieju.

  • Meczbol przy 5:2 dla Gauff i zwrot akcji. Niebywała pogoń Fernandez w Pekinie

    Meczbol przy 5:2 dla Gauff i zwrot akcji. Niebywała pogoń Fernandez w Pekinie

    Na korcie centralnym w Pekinie zakończył się pierwszy niedzielny pojedynek pań, który dostarczył kibicom sporo emocji. Publiczność mogła zobaczyć w akcji m.in. Coco Gauff. Rozstawiona z numerem „2” Amerykanka zmierzyła się z Leylah Fernandez, a obie tenisistki stoczyły zacięty, trzysetowy bój. Gauff była o krok od zwycięstwa już przy stanie 5:2 w decydującej partii, jednak Kanadyjka zdołała odrobić stratę. O wszystkim przesądziła końcówka, w której obrończyni tytułu zachowała więcej zimnej krwi.

    Dla Gauff turniej WTA 1000 w Pekinie to pierwszy start od US Open i jednocześnie początek niezwykle ważnego etapu sezonu, w którym ma do obrony wiele rankingowych punktów. Właśnie w stolicy Chin przed rokiem zdobyła aż tysiąc punktów, triumfując w całej imprezie. W piątek rozpoczęła tegoroczną kampanię od meczu z Kamillą Rachimową. Przez długi czas Rosjanka stawiała mocny opór, lecz w drugiej części pojedynku Amerykanka całkowicie przejęła inicjatywę i wygrała 6:4, 6:0.

    Spotkanie o awans do czwartej rundy zapowiadało się jeszcze trudniej, bo jej rywalką była rozstawiona z numerem „25” Leylah Fernandez. Kanadyjka w pierwszej rundzie rozbiła Marię Sakkari 6:2, 6:0, więc starcie mistrzyni US Open 2023 z finalistką tego turnieju sprzed czterech lat zapowiadało się wyjątkowo ciekawie.

    Pierwszy set rozpoczął się od pewnych serwisów obu zawodniczek. Przełamanie jako pierwsza wywalczyła Gauff w piątym gemie i po chwili powiększyła przewagę, choć nie bez kłopotów. Potem jednak straciła kontrolę – przy prowadzeniu 40-15 dała się przełamać i zrobiło się 4:4. Kluczowe okazały się końcowe minuty – Amerykanka najpierw zanotowała breaka do zera, a następnie obroniła piłkę na 5:5 i zamknęła seta wynikiem 6:4.

    Druga partia przyniosła wymianę przełamań na początku, a następnie zaciętą walkę o każdy punkt. Fernandez w piątym gemie obroniła trzy break pointy, a później zyskała przewagę, serwując jako pierwsza. Przy stanie 5:4 wywarła presję na rywalce, a Gauff nie zdołała utrzymać podania – Kanadyjka triumfowała 6:4 i doprowadziła do remisu w meczu.

    Decydujący set to prawdziwy rollercoaster. Przez kilka gemów trwała wymiana przełamań, aż wreszcie Gauff jako pierwsza utrzymała serwis w szóstym gemie. Amerykanka powiększyła przewagę i przy 5:2 serwowała po zwycięstwo. Miała nawet piłkę meczową, lecz Fernandez poderwała się do walki, odważnie atakując i wyrównując na 5:5. Wydawało się, że inicjatywa jest po stronie Kanadyjki, ale końcówka należała do Gauff. Amerykanka wykorzystała trzeci break point w jedenastym gemie, a po chwili przypieczętowała wygraną przy własnym serwisie.

    Coco Gauff zwyciężyła 6:4, 4:6, 7:5 i awansowała do czwartej rundy turnieju WTA 1000 w Pekinie. Tam zmierzy się ze zwyciężczynią meczu Belinda Bencić – Priscilla Hon.

    https://x.com/z_kortu/status/1972208892407865438?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E1972208892407865438%7Ctwgr%5E8220d41471f2468282eed6d2dc0a3f393f5a8df7%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fsport.interia.pl%2Ftenis%2Fnews-meczbol-przy-5-2-dla-gauff-i-zwrot-akcji-niebywala-pogon-fernId22424695

  • Było 6:1, 5:7, 0:3. Oto co zrobiła Krejcikova

    Było 6:1, 5:7, 0:3. Oto co zrobiła Krejcikova

    W turnieju WTA 1000 w Pekinie nie brakuje niespodzianek i dramatycznych zwrotów akcji. Jeszcze niedawno kibice liczyli na hitowe starcie Jeleny Rybakiny z Barborą Krejčíkovą w czwartej rundzie. Tymczasem obie tenisistki pożegnały się już z rywalizacją – choć każda w zupełnie innych okolicznościach.

    Rybakina sensacyjnie przegrała po trzysetowej batalii z Evą Lys. Krejčíková natomiast, mimo świetnego początku meczu z Amerykanką McCartney Kessler, padła ofiarą pechowej kontuzji.

    Kontuzja zatrzymała Czeszkę

    Pierwszy set ułożył się idealnie dla Krejčíkovej – zwyciężyła 6:1 i wydawało się, że pewnie zmierza po awans. Niestety, już na początku drugiej partii pojawiły się problemy z lewym kolanem. Choć Czeszka próbowała grać dalej, przegrała seta 5:7. W decydującej odsłonie była już wyraźnie ograniczona ruchowo i przy stanie 0:3 musiała poddać spotkanie.

    W efekcie to Kessler awansowała i w walce o ćwierćfinał zmierzy się z Evą Lys – pogromczynią Rybakiny. Kibicom pozostało czekać na informacje dotyczące stanu zdrowia Krejčíkovej, która w ostatnich latach kilkukrotnie zmagała się z urazami. Jeszcze w sierpniu narzekała na kłopoty z lewą stopą podczas turnieju w Cincinnati.

    Świątek skupiona na kolejnym meczu

    Na poprzednim turnieju w Seulu Krejčíková spotkała się z Igą Świątek, ale Polka nie pozostawiła jej złudzeń, zwyciężając 6:0, 6:3 i sięgając po tytuł.

    W Pekinie liderka rankingu również radzi sobie bardzo pewnie. Po wygranej z Yue Yuan (6:0, 6:3) Świątek przygotowuje się do poniedziałkowego meczu trzeciej rundy z Kolumbijką Camilą Osorio.

  • Ależ sensacja w Pekinie! Rybakina odpadła z turnieju

    Ależ sensacja w Pekinie! Rybakina odpadła z turnieju

    Jelena Rybakina niespodziewanie zakończyła swój udział w turnieju WTA 1000 w Pekinie. Rozstawiona z „czwórką” Kazaszka przegrała z niżej notowaną Evą Lys, która tego dnia była w znakomitej formie. Niemka zwyciężyła 6:3, 1:6, 6:4 i sprawiła jedną z największych sensacji imprezy, eliminując jedną z głównych rywalek Igi Świątek.

    Pewny start Świątek

    Polska liderka rankingu rozpoczęła zmagania w stolicy Chin od zdecydowanego zwycięstwa. W meczu otwarcia nie dała większych szans Yue Yuan, triumfując 6:0, 6:3. Spotkanie trwało zaledwie godzinę i 16 minut, a awans do 1/16 finału dał jej pojedynek z Camilą Osorio. Kolumbijka sprawiła niespodziankę, eliminując Annę Kalinską.

    Rybakina pod presją od pierwszych gemów

    Rybakina rozpoczęła turniej od drugiej rundy, w której wygrała z Cathy McNally. Jej kolejną przeciwniczką była Eva Lys, dobrze znana polskim kibicom m.in. ze spotkań przeciwko Świątek oraz występu w 1/8 finału tegorocznego Australian Open.

    Już początek meczu pokazał, że Niemka nie ma zamiaru odgrywać roli statystki. Wyszła na prowadzenie 2:0, a choć Kazaszka odłamała rywalkę, to chwilę później ponownie oddała serwis i zrobiło się 3:1. Rybakina zdołała wyrównać na 3:3, ale końcówka seta należała do Lys, która wygrała trzy kolejne gemy i zapisała partię na swoim koncie 6:3.

    Szybka odpowiedź i decydujący thriller

    W drugim secie Rybakina zagrała zdecydowanie lepiej. Szybko objęła prowadzenie, a choć straciła jedno przełamanie, to błyskawicznie odpowiedziała i całkowicie zdominowała rywalkę. Wygrana 6:1 sprawiła, że o awansie miał zadecydować trzeci set.

    W nim sytuacja znów zaczęła się komplikować. Lys wyszła na 2:0, lecz Kazaszka wyrównała na 2:2. Potem prowadzenie zmieniało się kilkukrotnie – Rybakina była już na 4:3, ale Niemka wykazała się ogromną determinacją, odrobiła straty i utrzymała serwis, wychodząc na 5:4.

    Emocjonujący finisz

    Decydujący gem obfitował w dramatyczne zwroty akcji. Rybakina prowadziła już 30:0, potem broniła piłki meczowe, jednak ostatecznie to Eva Lys zachowała więcej zimnej krwi i zakończyła spotkanie na swoją korzyść.

    Dla 66. zawodniczki rankingu WTA to jeden z największych sukcesów w karierze. Dla Rybakiny – bolesne pożegnanie z turniejem i dowód na to, że w Pekinie nawet faworytki muszą liczyć się z niespodziankami.