• Najważniejszy start przed Polką. “Kibice mogą sobie dodać dwa do dwóch”

    Najważniejszy start przed Polką. “Kibice mogą sobie dodać dwa do dwóch”

    Trochę mi smutno, kiedy widzę córkę na kamerce, a ona wyrzuca: “Mamy tutaj nie ma”. Babcia musi tłumaczyć, dlaczego – przyznaje Aleksandra Król-Walas, snowboardzistka, jedna z polskich nadziei na medal podczas przyszłorocznych igrzysk olimpijskich.

    Ma na swoim koncie dwa brązowe medale mistrzostw świata. Ten drugi wywalczyła po przerwie na ciążę i narodzinach dziecka. Dziś niespełna dwuletnia Hania kibicuje mamie na zawodach. Będzie także podczas być może najważniejszego startu mamy w całej karierze – na przyszłorocznych igrzyskach olimpijskich we Włoszech.

    Dawid Góra, szef redakcji WP SportoweFakty: Masz umowę z córką, że wszystkie pierwsze rzeczy w swoim życiu będzie robić przy tobie. Jak idzie?

    Aleksandra Król-Walas, dwukrotna medalistka mistrzostw świata w snowboardzie: Całkiem nieźle! Chociaż dziś babcia wysłała mi filmik z pierwszej kupki zrobionej do nocnika. Do tej pory za każdym razem życzyła sobie pieluszki.

    Ale przy pierwszym kroku byłaś?

    Tak, oczywiście.

    Pierwsze słowo?

    Też. Omijają mnie tylko kolejne, jeśli uczy się jakichś nowych.

    No i nauczyła się skakać z mebla na mebel. Wcześniej tego nie robiła. Ale mam wszystko na wideo! Nowe rzeczy pojawiają się tak często, że trudno nawet spamiętać, co dziś robi, a czego nie robiła wcześniej. Choć trochę mi smutno, kiedy widzę córkę na kamerce, a ona wyrzuca: “Mamy tutaj nie ma”. Babcia musi tłumaczyć, dlaczego.

    ZOBACZ WIDEO: #dziejesiewsporcie: Co to był za rzut! Skradł show przed meczem

    Wpięłaś już córkę w snowboard?

    Nie, ale w marcu była na nartach.

    Ciebie tata posadził na narty, kiedy miałaś dwa lata. A więc byłaś w podobnym wieku.

    To prawda, z Hanią nie trwało to długo, bo trzeba ją trochę ciągnąć za rączki i szybko zrezygnowała z lekcji, ale idziemy krok po kroku. Myślę, że między świętami a Nowym Rokiem znów spróbujemy. Pewnie to potrwa jakieś trzy minuty, ale zależy mi, żeby zaznajamiała się z nartami, wiedziała, co to jest. Robię pod to podkład czytając specjalną książeczkę.

    Czyli wdrażasz w życie plan zaprzyjaźniania Hani ze sportem.

    Jest bardzo aktywnym dzieckiem. Biega, skacze, wspina się. Właściwie sama zaprzyjaźnia się ze sportem, ja tylko kanalizuje jej energię. Na pewno będzie musiała ją jakoś spożytkować, a sport to najlepsze rozwiązanie.

    “JAKA KLĄTWA?!”

    Jesteś rozpoznawalna?

    W miejscowości, w której mieszkam, tak. W pobliżu domu mamy stok, na który chodzimy z córką zjeżdżać na sankach. Wtedy sporo osób prosi mnie o wspólne zdjęcie. Ale na ulicy w innych miastach ludzie raczej mnie nie rozpoznają.

    Czyli jesteś zaczepiana częściej na stoku niż podczas wyrzucania śmieci.

    Masz na myśli jedną sytuację, kiedy pan faktycznie rozpoznał mnie pod… wiatą śmietnikową. Wyrzucałam stare buty snowboardowe, a pan stwierdził, że sobie je zabierze i sprzeda choćby po igrzyskach. O aukcji nie było mowy, bo buty nie miały podeszwy, ale skoro pan chciał je wziąć, to dlaczego nie…

    Pierwszy raz płakałaś ze szczęścia po wywalczeniu brązowego medalu mistrzostw świata. To było w tym roku. Nie wyobrażam sobie, co by się działo po zdobyciu olimpijskiego medalu.

    To musi się stać, żebyśmy poznali reakcję. Na każdy sukces człowiek reaguje inaczej. Po wygranej w Pucharze Świata po prostu się cieszyłam. Po pierwszym medalu mistrzostw świata też nie było łez.

    Po ostatnim brązie mąż przygotował sto róż. Jest już gotowy na igrzyska?

    Chyba będzie musiał kombinować na miejscu, bo razem z córką przyjeżdżają dzień przed zawodami.

    To będzie pierwszy start, który Hania zobaczy na własne oczy?

    Nie, była już na Pucharze Świata w Krynicy. Czuję ich wsparcie, po kolejnych przejazdach mogę do nich podejść, zamienić kilka słów. Czasem są też moi rodzice. Miło, że widzą mnie nie tylko w telewizorze. Kiedyś zabraniałam rodzicom przyjeżdżać, bo przez to byłam jeszcze bardziej zestresowana, ale teraz jest wręcz odwrotnie.

    To będą twoje ostatnie igrzyska?

    Nie wiem. Na pewno chcę powiększyć rodzinę, a mam 35 lat, więc kibice mogą sobie dodać dwa do dwóch. Ale nie chcę jeszcze na sto procent niczego deklarować. Mąż radzi mi podchodzić do tematu na spokojnie.

    W razie medalu jesteś gotowa na Królomanię? Dobrze się czujesz przed kamerą.

    Nie wiem, ale chyba najwyższy czas się dowiedzieć!

    Jednak chorążym już nie będziesz.

    Nie, nie jadę w ogóle na ceremonię otwarcia. Jest dwa dni przed startem i to w Mediolanie. Dodatkowo, trzeba być na miejscu na długo przed ceremonią.

    Poza tym klątwa chorążego…

    Jaka klątwa?! W Pekinie zajęłam ósme miejsce. To żaden wstyd! Wszędzie na świecie funkcjonuje przekonanie, że chorążym jest ten, kto ma największe szanse na medal. Tylko w Polsce mówi się o klątwie. Sama, kiedy zgodziłam się na tę funkcję cztery lata temu, zaczęłam się zastanawiać, czy dobrze zrobiłam. Ale refleksja przyszła szybko – dlaczego niby mam słuchać innych?

    DOM Z POKOJAMI DO WYNAJĘCIA

    Zresztą z presją radzisz sobie nieźle, zapewne również dzięki psychologowi sportowemu. Wasza praca jest już ukierunkowana na igrzyska?

    Za dużo się dzieje, żebym stresowała się igrzyskami. Nie patrzę dalej niż jeden start do przodu. Rozmawiałam z psychologiem przed Pucharem Świata w Chinach, ale obecnie nie czuję takiej potrzeby. Choćby w tamtym roku nie zadzwoniłam ani razu. Mam przywilej korzystania z takich porad wtedy, kiedy potrzebuję.

    Sama z wykształcenia jesteś psycholożką ze specjalizacją w sporcie.

    Tak, dlaczego zauważam, kiedy zaczyna się dziać coś złego. Inna sprawa, że szewc w dziurawych butach chodzi. Nie da się do końca pomóc sobie samej. Wiem, że moje myśli idą w złym kierunku, że będę potrzebować pomocy, ale żeby rozwiązać problem, muszę tę pomoc otrzymać.

    Jak widzisz swoją dalszą drogę?

    Sportowo patrzę krok po kroku na każde kolejne zawody. Na pewno chcę powiększyć rodzinę. Budujemy też dom z pokojami do wynajęcia – w Brzegach koło Jurgowa. W przyszłości pewnie tym się będę zajmować.

    Nie będziesz jeździć z zawodnikami jako psycholożka sportowa?

    Zdecydowanie nie chcę już spędzać życia w podróży. Jestem w kadrze od drugiej klasy szkoły średniej – wystarczy już wyjazdów. Choćby z tego powodu nie zamierzam też być trenerką.

    90 PROCENT SUKCESU

    Skupmy się na bliskiej przyszłości. Czujesz, że medal igrzysk jest blisko?

    To najważniejszy medal w karierze każdego sportowca, który uprawia sport olimpijski. Ludzie zapomną o medalach mistrzostw świata – po latach liczą się tylko igrzyska.

    Moje możliwości są ogromne, a marzenia jeszcze większe. Po to trenuję, aby wygrywać, więc cel jest jasny. Przed samymi igrzyskami robimy sobie przerwę w startach, to też dowodzi, jak istotny jest dla nas start we Włoszech.

    Pamiętajmy, że cały start na igrzyskach może rozstrzygnąć się w jednym przejeździe. Odpadasz i koniec. Dlatego też głowa to 90 procent sukcesu. Stres jest naszym towarzyszem. Jeśli ktoś mówi, że nie denerwuje się przed startem to znaczy, że kłamie. Wygra zawodniczka, która poradzi sobie z tym najlepiej.

    Niektórzy lubią na długo przed startem analizować cały zjazd. Ja się odcinam od emocji dzięki muzyce. Mam słuchawki w uszach. Wyjmuję je na krótko przed startem. A potem staję w bramce i zjeżdżam. Wtedy nic nie może zaprzątać moich myśli.

    Aż do samego medalu.

  • Lewandowski otrzymał fatalną wiadomość. Cios tuż przed wylotem z Barcelony. To jednak prawda

    Lewandowski otrzymał fatalną wiadomość. Cios tuż przed wylotem z Barcelony. To jednak prawda

    Tuż przed wylotem drużyny Roberta Lewandowskiego z Barcelony na ligowy hit z Villarrealem dotarły fatalne wieści. Na konferencji przedmeczowej Hansi Flick potwierdził, że jeden z kluczowych zawodników będzie musiał pauzować z powodu kontuzji. Bez niego „Duma Katalonii” stanie przed znacznie trudniejszym zadaniem na Estadio de la Cerámica. Dobrą wiadomością jest jednak fakt, że uraz nie jest poważny.

    FC Barcelona kończy rok 2025 bardzo wymagającym wyzwaniem – wyjazdem na Estadio de la Cerámica, gdzie zmierzy się z Villarrealem.
    „Los Amarillos” ostatnio zawodzili na arenie międzynarodowej i w Pucharze Króla, ale w lidze są jedyną drużyną poza Barceloną, która może pochwalić się długą serią zwycięstw. Ostatnie sześć ligowych spotkań zakończyli triumfami.

    Teraz Villarreal ma szansę zakończyć 2025 rok w wielkim stylu. Na Estadio de la Cerámica zmierzy się z FC Barceloną, aktualnym liderem tabeli.

    Pedri poza grą. Kluczowy pomocnik Barcelony nie zagra z Villarrealem

    Dzień przed meczem dotarły złe wieści dla gości. Na konferencji przedmeczowej Hansi Flick oficjalnie potwierdził, że Pedri – absolutnie kluczowy zawodnik Barcelony – nie będzie mógł zagrać w tym spotkaniu.

    „Pedri nie zagra. Ma uraz. Nie jestem z tego zadowolony” – powiedział Hansi Flick.
    „Myślę, że będzie gotowy na mecz z Espanyolem. Mógłby zagrać teraz, ale ryzyko jest zbyt duże” – dodał Niemiec.
    „To najlepsza decyzja, jaką możemy teraz podjąć. Potrzebujemy go w nadchodzących meczach z RCD Espanyol i w Superpucharze Hiszpanii. Musimy dostosować się do sytuacji, bo mamy w drużynie wielu jakościowych zawodników” – podsumował.

    Wiemy już, że Pedri nie zagra z Villarrealem. Flick nie ryzykuje więc jego zdrowiem, ale za to ryzyko utraty punktów w sobotę znacznie wzrosło.

    Na tej samej konferencji Hansi Flick potwierdził też, że Robert Lewandowski będzie gotowy do gry przeciwko Villarrealowi. Możemy więc spodziewać się, że polski napastnik pojawi się na Estadio de la Cerámica i wesprze drużynę. Problemy zdrowotne, które pojawiły się przed meczem Pucharu Króla, zostały już zażegnane.

    Nawet jeśli FC Barcelona przegra z Villarrealem, wciąż pozostanie liderem LaLiga. Jej przewaga nad drugim w tabeli Realem Madryt wynosi cztery punkty. Zespół Xabiego Alonso zagra w sobotę u siebie z Sevillą i będzie zdecydowanym faworytem do zwycięstwa.

  • Niesamowite, co robi 18-latek z Polski. Fenomen na cały świat

    Niesamowite, co robi 18-latek z Polski. Fenomen na cały świat

    Szczęścia nie miał nie tylko Tomasiak. Konkurs w Engelbergu przebiegał w trudnych warunkach z wiatrem z tyłu skoczni, który wzmagał się w różnych momentach – np. w samej końcówce, tuż przed skokiem prowadzących po pierwszej serii Rena Nikaido i Ryoyu Kobayashiego. Niestety, jedną z takich chwil był moment, gdy na belce usiadł nasz młody zawodnik.

    Zobacz wideo Kosecki nie certoli się w sprawie Legii: Klub się totalnie skompromitował
    Tomasiak nie przepadł jak inni. Ale skok w złych warunkach zabrał mu szansę na świetny wynik

    Gorsze warunki od Tomasiaka, który w pierwszej serii uzyskał 125 metrów, miało tylko czterech skoczków. Wiało mu średnio aż 1,78 metra na sekundę z tyłu, za co dodano mu 27,9 punktu. Wokół Polaka większość zawodników jednak “wycięło” – lądowali o wiele bliżej i, w kilku przypadkach, nawet nie weszli do drugiej serii. A Kacper, choć nie znalazł się wysoko w klasyfikacji i był 22. ex aequo z Piotrem Żyłą, to nie przepadł i znalazł się w “30”.

    To dało mu szansę na poprawę kilkanaście minut później. W drugim skoku uzyskał już 133 metry. Choć w rekompensacie za wiatr – dodanych 21,8 punktu – nie widać aż takiej różnicy, to nie do końca warto wierzyć przelicznikom. W powietrzu widać było, że Polak był w stanie o wiele lepiej “nakręcić” skok, nadając mu odpowiedniej rotacji, a w konsekwencji odlecieć.

    I dzięki temu przeskoczył aż o dziewięć pozycji wyżej w końcowych wynikach. 13. miejsce to jego trzeci najlepszy wynik tej zimy – po piątym miejscu w Wiśle i 12. w Falun. A gdyby nie gorsze warunki przy pierwszym skoku, być może i dziś byłby jeszcze wyżej. Choćby w najlepszej “10”, bo jego drugi skok dałby mu w finałowej rundzie dziewiąte miejsce.

    Szkoda, zwłaszcza że Tomasiak twierdzi, że to ten pierwszy skok był w sobotę lepszy. – Technicznie był nawet lepszy niż ten z drugiej serii. Ciężko było po prostu odlecieć. Pewnie, że trochę mi szkoda, ale czasem tak bywa i trzeba iść dalej. Te skoki wyglądają nieźle, a to dobry prognostyk – mówił 18-latek w rozmowie z Eurosportem po zawodach.
    Tak Tomasiak zareagował na największą wpadkę. Niesamowite, jak się podniósł

    Najważniejsze jednak, że udało mu się osiągnąć cel, o którym Eurosportowi mówił w piątek. Stwierdził, że chciałby, żeby jego skoki były powtarzalne. Żeby pojawiła się regularność. I nawet pomimo problemów z pierwszej serii wywołanych trudnymi warunkami, udało mu się o to zadbać.

    W Engelbergu Tomasiak wyrównał swoją najlepszą serię skoków na Top15 kolejnych indywidualnych serii podczas zawodów Pucharu Świata. Był w niej cztery razy – siódmy i trzynasty w piątkowych treningach, dziesiąty w kwalifikacjach, a na koniec siódmy w sobotniej serii próbnej. Niewiele zabrakło, żeby ten wynik wyraźnie pobił – niestety, przydarzyło się 22. miejsce po pierwszej serii zawodów.

    Pozycje Kacpra Tomasiaka we wszystkich seriach indywidualnych tej zimy:
    Lillehammer: 27, 20, 15, 19, 15, 23, 19, 25
    Falun: 13, 11, 10, 8, 17, 14, 21, 18, 12
    Ruka: 30, 34, 18
    Wisła: 22, 34, 25, 23, 27, 18, 9, 5, 9
    Klingenthal: 19, 17, 29, 40, 5, 29, 47, 32
    Engelberg: 7, 13, 10, 7, 22, 9

    Do tej pory tak dobrze szło mu tylko raz: w Falun, gdy skakał odpowiednio na 13., 11., 10. i 8. miejsce. Trzy razy z rzędu wyższe pozycje zajmował jeszcze w Wiśle, kiedy w dniu drugiego konkursu nie wypadał z Top10 – był dziewiąty, piąty i znów dziewiąty. Te liczby pokazują, że Tomasiak potrafi uzyskać pewien rytm dobrego skakania. Tak naprawdę z osiągania solidnych wyników wypadł tylko w zeszłą niedzielę w Klingenthal. Jednak to była tylko mała wpadka – której spodziewalibyśmy się o wiele wcześniej i nikt nie ma prawa na nią narzekać. A Tomasiak i tak podniósł się po tym niepowodzeniu bardzo szybko I, jak widać, w znakomitym stylu. Jego regularność na takim poziomie to fenomen na skalę światową – pokazuje, co realnie odróżnia go od innych.
    Tydzień do Turnieju Czterech Skoczni, 50 dni do igrzysk. A patrząc na Polaków trudno o entuzjazm

    Tomasiak pozostaje niemal jedyną nadzieją Polaków na dobre wyniki w trakcie 74. Turnieju Czterech Skoczni. Jego początek już za osiem dni, a my nadal w czołówce możemy się spodziewać praktycznie tylko tego zawodnika, od którego tej zimy mieliśmy wiele nie oczekiwać. Bo będzie się uczył i zbierał doświadczenie. A już dziś musimy to przyznać: Kacper Tomasiak swoim debiutem w Pucharze Świata wyważył drzwi do szerokiej czołówki cyklu. Wręcz pochłania to, co potrzeba przeżyć, żeby nabierać w tej stawce coraz większej pewności siebie. Nie ma sensu nakładać na niego dodatkowej presji: wystarczy obserwować, jak świetnie radzi sobie z tą dotychczasową. Kolejne dobre wyniki powinny przychodzić same.

    A reszta kadry? 17. miejsce Piotra Żyły nie przyniesie nam pewnie entuzjazmu, ale nie jest też złym wynikiem. Choć mocno brakuje mu stabilności, wiślanin dalej pokazuje, że przy dwóch równych skokach byłoby go stać na wyniki na miarę Top10. Gorzej wygląda ostatni punktujący Polak, czyli 22. Kamil Stoch. W jego skokach dalej brakuje błysku, którym cieszyliśmy się jeszcze miesiąc temu, gdy Puchar Świata zaczynał się w Lillehammer i Falun. Nie ma jednak tamtej dynamiki w powietrzu, coś wyraźnie nie gra. Nie ma więc także walki o wysokie pozycje.

    O pozostałych zawodnikach trudno powiedzieć coś pozytywnego. Trzeba byłoby cieszyć się takimi wyskokami jak 16. miejsce Dawida Kubackiego i 17. miejsce Macieja Kota w serii próbnej. Jednak, gdy przyszło do serii, gdy walczy się już “o coś” i pojawia się dodatkowa presja, to obaj nie awansowali do drugiej serii – zajęli odpowiednio 44. i 36. miejsce. W niedzielę zapewne okaże się, czy na Turniej Czterech Skoczni nie pojedzie któryś z nich, czy ten, który odpadł w kwalifikacjach do sobotnich zawodów, czyli pogubiony w swoich skokach Paweł Wąsek.

    Niestety, przed TCS, czyli jednym z największych wydarzeń w trakcie sezonu, to chyba najciekawszy temat wokół polskiej kadry. Oczywiście, wyniki Kacpra Tomasiaka to przyjemny akcent, ale jego sytuacja przypomina nam tę z udziałem Pawła Wąska sprzed roku – on też prezentował się bardzo dobrze i osiągał życiowe rezultaty, ale ogółem polski zespół odstawał od tych najlepszych. Naszych skoczków dalej wyprzedzają przedstawiciele od siedmiu do nawet ponad dziesięciu nacji. Drużynowo zbyt rzadko liczymy się w walce z obecnymi największymi potęgami skoków – Austriakami, Słoweńcami i Japończykami. W sobotnich wynikach byliśmy także gorsi od Niemców i Norwegów.

    Nadzieje na wyraźną poprawę w niedzielę? Niewielkie. A czasu do igrzysk olimpijskich we Włoszech coraz mniej. W niedzielę do konkursu na normalnej skoczni w Predazzo zostanie równo 50 dni. Przypomnijmy, że celem, o którym jasno mówi trener Polaków Maciej Maciusiak, jest zdobycie medalu. A nie pozostanie w miejscu, w którym nasze skoki są już od dłuższego czasu: za plecami tych, którzy odnoszą sukcesy.

  • Szef ambasady w Ukrainie komentuje słowa Nawrockiego. “Być może to będzie zbyt brutalne”

    Szef ambasady w Ukrainie komentuje słowa Nawrockiego. “Być może to będzie zbyt brutalne”

    Słowa prezydenta Karola Nawrockiego po spotkaniu z Wołodymyrem Zełenskim wywołały szeroką dyskusję. Do sprawy odniósł się również Piotr Łukasiewicz, dyplomata kierujący ambasadą RP w Ukrainie, który w rozmowie z TVN24 użył wyjątkowo dosadnych słów.

    – Być może zabrzmi to brutalnie, ale powiem wprost: Ukraińcy odpłacają nam się liczbą Rosjan, których bardzo skutecznie eliminują – stwierdził Łukasiewicz. Jak podkreślił, zwycięstwo Rosji w wojnie z Ukrainą oznaczałoby bezpośrednie zagrożenie dla całej Europy, w tym także dla Polski i państw bałtyckich. – Rosjanie, którzy wygraliby tę wojnę, ruszyliby dalej – na Europę, na Polskę – zaznaczył. W jego ocenie to właśnie na ukraińskim froncie rozstrzyga się dziś kluczowy interes Polski, zwłaszcza w wymiarze bezpieczeństwa.

    Komentarz dyplomaty był odpowiedzią na wypowiedź prezydenta Karola Nawrockiego, który dzień wcześniej spotkał się w Warszawie z Wołodymyrem Zełenskim. Podczas wspólnej konferencji prasowej prezydent RP przyznał, że jednym z tematów rozmów była kwestia oceny polskiej pomocy dla Ukrainy po rozpoczęciu pełnoskalowej rosyjskiej inwazji.

    – Mamy dziś świadomość – i takie wrażenie odnoszą także Polacy – że nasz wysiłek i wielowymiarowe wsparcie Ukrainy nie zawsze spotykały się z należnym docenieniem i zrozumieniem – powiedział Nawrocki. Jak dodał, przekazał to ukraińskiemu prezydentowi w „twardej, uczciwej, ale jednocześnie bardzo kulturalnej i dżentelmeńskiej rozmowie”.

    Wołodymyr Zełenski odniósł się do tych słów, podkreślając wdzięczność Ukrainy za pomoc udzieloną przez Polskę, zwłaszcza w pierwszych dniach wojny. Ukraiński prezydent zaapelował także o dalsze pogłębianie współpracy między oboma krajami. – Musimy wspierać się nawzajem i koordynować nasze działania na rzecz obrony Europy i naszych narodów. To są nasze najważniejsze cele – zaznaczył.

    Zełenski zadeklarował również gotowość Ukrainy do współpracy z polskimi firmami przy odbudowie kraju po zakończeniu działań wojennych. – Jesteśmy gotowi powitać polskie przedsiębiorstwa. Wspólne projekty zawsze zbliżają – powiedział. Na zakończenie zaprosił prezydenta Karola Nawrockiego do Kijowa oraz zaapelował do Polski o wsparcie Ukrainy w kwestii przekazania zamrożonych rosyjskich aktywów na rzecz odbudowy kraju.

  • Polskie skoki czekały na to 2111 dni! Jest rekord

    Polskie skoki czekały na to 2111 dni! Jest rekord

    Polskie kobiece skoki narciarskie mają nową bohaterkę i nowy historyczny wynik. Anna Twardosz po raz kolejny potwierdziła tej zimy niezwykłą regularność, jakiej wcześniej w tej dyscyplinie w naszym kraju jeszcze nie było. Dziewięć konkursów sezonu i dziewięć startów zakończonych punktami – to osiągnięcie bez precedensu w historii polskich skoków kobiet.

    W sobotnim konkursie Pucharu Świata w Engelbergu Twardosz uzyskała odległości 122,5 oraz 114 metrów, co dało jej 21. miejsce. Choć po pierwszej serii była jeszcze wyżej, bo na 16. pozycji, i mogła liczyć na wyrównanie swojego drugiego najlepszego wyniku tej zimy, to i tak jej występ należy uznać za bardzo solidny. Polka nie schodzi poniżej pewnego poziomu, a taka powtarzalność to coś, czego do tej pory brakowało reprezentantkom Polski.

    Ta stabilność przekłada się na kolejne rekordy. Już wcześniej, podczas zawodów w Klingenthal, Twardosz ustanowiła najlepszą w historii Polek serię konkursów z punktami zdobywanymi jeden po drugim w jednym sezonie. W Engelbergu wydłużyła ją do dziewięciu startów. Co więcej, dokonała czegoś jeszcze ważniejszego – przekroczyła granicę, której żadna Polka dotąd nie pokonała.

    Po sobotnich zawodach Twardosz ma na koncie już 98 punktów w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. W Engelbergu dołożyła dziesięć „oczek”, dzięki czemu wyprzedziła dotychczasową rekordzistkę. Kinga Rajda w sezonie 2019/2020 zgromadziła łącznie 93 punkty i przez ponad pięć lat jej wynik pozostawał najlepszym w historii. Ostatni konkurs tamtego sezonu – 10 marca 2020 roku w Lillehammer – odbył się dokładnie 2111 dni temu. Od tamtej pory żadna Polka nie była w stanie zbliżyć się do tego osiągnięcia, aż do teraz.

    Dla Anny Twardosz to już bezdyskusyjnie najlepszy sezon w karierze. Jej obecny dorobek punktowy jest o 18 punktów lepszy niż wynik z poprzedniej zimy, która do tej pory była jej najlepszą w Pucharze Świata. Co istotne, to dopiero początek rywalizacji – przed skoczkiniami jeszcze 23 konkursy, a więc potencjał na kolejne rekordy jest ogromny.

    Już w niedzielę Twardosz może zapisać się w historii jeszcze wyraźniej. Jeśli zajmie co najmniej 29. miejsce, jako pierwsza Polka w dziejach dobije do granicy 100 punktów w klasyfikacji generalnej PŚ. Po sobotnim konkursie zajmuje 19. pozycję, choć spadła na nią po świetnym występie Japonki Ringo Miyajimy, która była 13. i zdobyła 20 punktów. Japonka ma teraz sześć punktów przewagi nad Polką. Z kolei Annika Sieff, sklasyfikowana na 20. miejscu, traci do Twardosz cztery punkty – walka w tej części stawki zapowiada się więc bardzo ciekawie.

    Dużym powodem do optymizmu są także noty za styl. W Engelbergu, zwłaszcza w pierwszej serii, Twardosz wyraźnie zyskała w oczach sędziów. Za swój skok otrzymała aż 51 punktów za styl – więcej miały tylko trzy zawodniczki: Norweżka Anna Odine Stroem (53,5), Niemka Agnes Reisch (52,5) oraz Ringo Miyajima (51,5). Polka od dawna solidnie ląduje, a w ostatnich miesiącach poprawiła również fazę lotu. Wreszcie zaczęło to być zauważalne i realnie przekłada się na wyższe oceny.

    Pozostaje mieć nadzieję, że w niedzielę Twardosz znów połączy dobre noty z dalekimi skokami, a do tego poprawią się wyniki pozostałych Polek. W sobotę pewien postęp zanotowała Nicole Konderla-Juroszek, która wreszcie przeszła kwalifikacje, choć w konkursie zajęła ostatnie, 40. miejsce. Pola Bełtowska nie awansowała do zawodów, kończąc kwalifikacje na 46. pozycji.

    Kolejna szansa dla polskich skoczkiń już w niedzielę. Kwalifikacje zaplanowano na godzinę 10:15, a początek konkursu na 11:30. Sobotnie zawody w Engelbergu wygrała Japonka Nozomi Maruyama, przed Niką Prevc ze Słowenii i Norweżką Anną Odine Stroem.

  • Nawrocki do Zełenskiego: Pomoc Ukrainie nie spotkała się z należytym docenieniem

    Nawrocki do Zełenskiego: Pomoc Ukrainie nie spotkała się z należytym docenieniem

    Wizyta prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego w Warszawie jest z całą pewnością dobrą informacją dla Polski, dla Kijowa i dla całego naszego regionu, a jest złą informacją dla Moskwy – powiedział prezydent Karol Nawrocki po spotkaniu z przywódcą Ukrainy.
    Nawrocki do Zełenskiego: Pomoc Ukrainie nie spotkała się z należytym docenieniem
    Nawrocki do Zełenskiego: Pomoc Ukrainie nie spotkała się z należytym docenieniem
    fot. Jacek Szydlowski / / FORUM
    Spotkanie prezydentów

    Nawrocki podkreślił na konferencji prasowej w Pałacu Prezydenckim, że wizyta Zełenskiego w Warszawie „jest z całą pewnością dobrą informacją dla Polski, dla Warszawy, dobrą informacją dla Kijowa, dobrą informacją dla całego naszego regionu”. – A złą informacją dla Moskwy i dla Federacji Rosyjskiej – oświadczył.

    Według prezydenta RP, wizyta ukraińskiego prezydenta w Polsce jest dowodem na to, że „w kwestiach strategicznych, naszej strategicznej współpracy w zakresie kwestii bezpieczeństwa, Polska, Ukraina, kraje regionu, kraje wypełnione wartościami demokratycznymi są razem i to nigdy nie ulegało wątpliwościom”.

    Nawrocki dodał, że tak patrzy na wizytę Zełenskiego i przyjęcie przez niego zaproszenie do Warszawy.

    Prezydent Karol Nawrocki podkreślił po spotkaniu z prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zełenskim, że Rosja burzy porządek międzynarodowy i od wielu lat wpływa na destabilizację systemów politycznych. Wskazał, że Polska wspiera dążenia do przekazania Ukrainie rosyjskich zamrożonych aktywów.

    Obaj prezydenci spotkali się przed południem w Pałacu Prezydenckim. Przeprowadzili rozmowę w cztery oczy i wzięli udział w rozmowach plenarnych delegacji obu krajów.

    Podczas konferencji Nawrocki zaznaczył, że rosyjskie zagrożenie zaczęło się na długo przed atakiem Federacji Rosyjskiej na Ukrainę w 2022 r. – Rosja swoimi działaniami burzy porządek międzynarodowy, łamie zasady prawa międzynarodowego i wpływa na destabilizację systemów politycznych od wielu lat. Mamy tego i mieliśmy w Polsce tego świadomość – powiedział prezydent.

    Przypomniał, że Polska, jak i inne kraje europejskie jest celem ataków hybrydowych, w tym ataków dronów i ataków na infrastrukturę.

    Prezydent oświadczył, że Polska popiera na wszystkich forach dyplomatycznych sankcje wobec Rosji i uderzenie w tzw. flotę cieni, przewożącą rosyjską ropę z ominięciem sankcji. Zapewnił, że Polska wspiera dążenia do przekazania Ukrainie rosyjskich zamrożonych aktywów. – Wspieramy także dyplomatyczną presję. Ja robię to osobiście jako prezydent Polski, ale robi to także polski rząd – powiedział Nawrocki.
    Nawrocki: Przekazałem Zełenskiemu zdanie Polaków, że pomoc Ukrainie nie spotkała się z należytym docenieniem

    Prezydent Karol Nawrocki powiedział w piątek, że przekazał w rozmowie prezydentowi Ukrainy Wołdymyrowi Zełenskiemu, iż według Polaków wielowymiarowa pomoc Polski dla Ukrainy nie spotkała się z należytym docenieniem i zrozumieniem. Dodał, że Kijów ma dziś w ręku instrumenty, by ten trend powstrzymać.

    Nawrocki na konferencji prasowej po rozmowach z Zełenskim podkreślił, że od 2022 r. 4,91 PKB Polski „poszło na wsparcie naszego sąsiada, Ukrainy, w zakresach i humanitarnych, i w zakresach militarnych, i wojskowych”.

    Polski prezydent relacjonował, że z Zełenskim rozmawiali też o „pewnej ogólnej atmosferze”, która – jak mówił – zyskuje swoje odbicie w badaniach sondażowych.

    – Polacy odnoszą wrażenie, że nasz wysiłek czy wielowymiarowa pomoc Ukrainie po rozpoczęciu pełnoskalowej inwazji nie spotkały się z należytym docenieniem i zrozumieniem – zaznaczył Nawrocki. – To przekazałem w twardej, uczciwej, ale bardzo miłej, dżentelmeńskiej rozmowie z panem prezydentem Zełenskim – dodał.

    – Mamy świadomość, że władze w Kijowie mają dzisiaj w ręku instrumenty, by tę emocję, ten trend powstrzymać i ten trend odrzucić – podkreślił prezydent RP.

    Kolejnym tematem poruszanym w trakcie rozmów była kwestia ekshumacji ofiar wołyńskich. Prezydent przypomniał, że 26 wniosków IPN o ekshumacje oczekuje na rozpatrzenie przez stronę ukraińską. Wyraził przekonanie, że kwestie te trzeba rozwiązać.
    Nawrocki: Jedynie prezydent Trump jest gotowy zmusić Putina do podpisania pokoju

    Nie da się osiągnąć pokoju na Ukrainie bez zaangażowania prezydenta USA Donalda Trumpa – podkreślił prezydent Karol Nawrocki po spotkaniu z prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zełenskim. Mamy świadomość, że Trump to jedyny przywódca na świecie gotowy zmusić Władimira Putina do podpisania pokoju – dodał.

    Nawrocki podczas wspólnej konferencji prasowej z Wołodymyrem Zełenskim w Warszawie, podziękował mu za dyskusję dotyczącą polsko-ukraińskiej współpracy gospodarczej oraz za jasne deklaracje ws. udziału polskich przedsiębiorców w procesie odbudowy Ukrainy po zawarciu oczekiwanego pokoju.

    – Mam głębokie wrażenie, że mamy tutaj także wspólne poglądy, że tego pokoju nie uda się osiągnąć bez zaangażowania, które bardzo szanuję jako prezydent Polski, prezydenta Stanów Zjednoczonych Donalda Trumpa, który jest właściwie gwarancją rozstrzygnięcia tych spraw. Oczywiście z udziałem Ukrainy, zachowaniem jej integralności terytorialnej i bezpieczeństwa całego regionu – powiedział Nawrocki.

    Jak zaznaczył, mamy świadomość że prezydent USA jest jedynym przywódcą na świecie, który jest gotowy „zmusić Wladimira Putina, który jak wiemy nie dotrzymuje umów, do podpisania pokoju”.
    Nawrocki: Prezydent: Polska może stać się hubem energetycznym dla Europy Środkowo-Wschodniej

    Prezydent Karol Nawrocki podkreślił w piątek, że docenia wsparcie Ukrainy w dążeniu Polski do tego, by stała się hubem energetycznym w Europie Środkowo-Wschodniej. Według prezydenta istnieje gotowość obu stron, aby Polska stała się takim hubem dla regionu.

    Nawrocki podczas wspólnej konferencji prasowej z prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zełenskim w Pałacu Prezydenckim podkreślił, że Polska dzięki także bardzo bliskim relacjom ze Stanami Zjednoczonymi może stać się hubem energetycznym dla całego regionu Europy Środkowo-Wschodniej. Zaznaczył, że około 15 proc. energii trafia przez terminal LNG w Świnoujściu do Ukrainy.

    – Wiele jest rzeczy strategicznych, rzeczy, które decydują o tym, że powinniśmy pozostać, żyć i budować dobrosąsiedzkie stosunki, a są kwestie, które po prostu zaczynamy w sposób konsekwentny wyjaśniać i na które patrzę z optymizmem – powiedział prezydent.
    Prezydent Nawrocki: Polska powinna korzystać z doświadczenia Ukrainy w zakresie obrony antydronowej

    Prezydent Karol Nawrocki podkreślił, że Polska powinna korzystać z doświadczenia Ukrainy w zakresie m.in. obrony antydronowej. Zaznaczył, że Polska od wielu lat znajduję się w stanie wojny hybrydowej z Rosją i Białorusią.

    Prezydent Karol Nawrocki oraz prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski byli pytany podczas wspólnej konferencji prasowej w Pałacu Prezydenckim o rozmieszczenie systemu balistycznego Oriesznik na Białorusi, a także o zagrożenie, jakie kraj rządzony przez Alaksandra Łukaszenkę stanowi dla Polski i Ukrainy.

    Nawrocki podkreślił, że Polska znajduje się w stanie wojny hybrydowej z Rosją i Białorusią od wielu lat. Jak dodał, dowodem tego jest presja migracyjna na polską granicę ze strony Białorusi, niszczenie polskiej infrastruktury czy wtargnięcie rosyjskich dronów w polską przestrzeń powietrzną na początku września.

    – Nie jesteśmy jedynym krajem Unii Europejskiej i NATO, które doświadcza tego typu praktyk ze strony Federacji Rosyjskiej – zauważył prezydent.

    Zaznaczył, że relacje polsko-ukraińskie powinny – o czym rozmawiał z prezydentem Ukrainy – przełożyć się „na rozpoczęcie działań infrastrukturalnych, inwestycyjnych w Polsce, w odniesieniu do sprzętu antydronowego i doświadczeń, które ma Ukraina”.

    – Dzisiaj w systemach antydronowych i w walce z dronami Ukraina ma najlepsze doświadczenie. Doświadczenie, z którego Polska powinna oczywiście w konkretnym zakresie korzystać – podkreślił Nawrocki.

    Zełenski mówił, że Ukraina przekazuje informacje na temat zagrożeń, jakie stanowi system Oriesznik, swoim partnerom. Dodał, że Ukraina wnioskowała o nałożenie sankcji na przedsiębiorstwa, które produkują podzespoły używane w systemie Oriesznik.

    – Bez tych elementów nie da się rozwijać produkcji Oriesznika. Ale na razie nie widzimy zastosowania tych sankcji – ocenił prezydent Ukrainy.

    Zełenski przypomniał ponadto, że w pierwszym dniu pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę „pierwsze rakiety leciały do nas przede wszystkim z Białorusi”.
    Nawrocki: Koalicja chętnych jest formatem premiera i ja to respektuję

    Prezydent Karol Nawrocki zapewnił, że w kwestiach bezpieczeństwa i dyplomacji ośrodki prezydencki i rządowy starają się być rozsądne i respektować dotychczasowe zwyczaje. Jak dodał, w spotkaniach tzw. koalicji chętnych Polskę reprezentuje premier Donald Tusk; zaznaczył przy tym, że respektuje taki układ.

    Podczas wspólnej konferencji prasowej Nawrocki i prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski zostali zapytani, czy Polska powinna zasiadać przy stole negocjacyjnym podczas rozmów o zakończeniu wojny w Ukrainie. Pytanie padło m.in. w kontekście braku przedstawiciela Polski podczas negocjacji pod koniec listopada w Genewie.

    Nawrocki zaznaczył, że zarówno on, jak i rząd, starają się być w kwestiach bezpieczeństwa i dyplomacji rozsądni i respektować pewne zwyczaje, do tej pory praktykowane, pomimo – jak dodał – dyskusji politycznej pomiędzy oboma ośrodkami władzy.

    – W zakresie koalicji chętnych reprezentuje nas premier Donald Tusk. I to jest z różnych względów pole, na które jako prezydent nie wchodzę, także ze względu na wieloletnie relacje pana premiera z przywódcami europejskimi. To jest lepsze i dla Polski, i lepsze dla Ukrainy, aby premier Donald Tusk uczestniczył w tych formatach – powiedział prezydent.

    Dodał, że sam również korzysta z konstytucyjnych uprawnień reprezentowania Polski na arenie międzynarodowej i bierze udział w ważnych spotkaniach, gdy leży w tym interes Polski. – Koalicja chętnych jest formatem pana premiera, co ja respektuję. Więc jest to pytanie pewnie do premiera o to konkretne spotkanie (w Genewie, PAP) – powiedział Nawrocki.

    Podkreślił, że Polska jako lider regionu całej Europy Środkowo-Wschodniej powinna być zapraszana na spotkania dotyczące tego regionu.

    Zełenski zapewnił, że obecność Polski przy stole negocjacyjnym jest dla Ukrainy bardzo ważna. Jak przekazał, do tej pory odbyło się 12 posiedzeń koalicji chętnych i we wszystkich przedstawiciel Polski brał udział. Dodał, że rozmowy w Genewie to był inny format. – Zaczęliśmy pracować nad dokumentem (planem pokojowym, PAP). To był dwustronny format amerykańsko-ukraiński. Ale to było tak zasugerowane przez Stany Zjednoczone, żebyśmy od tego zaczęli – wskazał Zełenski.
    Zełenski: Liczę na nowy etap relacji z Polską

    Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski ocenił rozmowę z prezydentem Karolem Nawrockim jako bardzo pozytywną. Wyraził nadzieję, że jego wizyta w Warszawie otwiera nową stronę w relacjach polsko-ukraińskich.

    Zełenski, który podziękował Nawrockiemu za długą rozmowę i otwartość, podkreślił, że to była pierwsza tego rodzaju rozmowa z prezydentem Polski, co odbiera bardzo pozytywnie.

    – Bardzo liczę na to, że ta wizyta otwiera nową, jeszcze bardziej ważną stronę w naszych stosunkach, Ukrainy i Polski. Nie tylko sąsiadów, ale dwóch elementów Europy, bez których w naszej części Europy w ogóle nie będzie wolności, bo nie będzie bezpieczeństwa – podkreślił.

    Prezydent Ukrainy podziękował też Polsce za – jak podkreślił – bardzo odczuwalne wsparcie dla Ukrainy i Ukraińców od początku inwazji Rosji w 2022 r.

    – Robimy wszystko, by Polska zawsze była również obok nas w naszych europejskich dążeniach – dodał Zełenski.
    Zełenski: Ukraina oferuje Polsce konsultacje w zakresie ochrony przed dronami

    Prezydent Wołodymyr Zełenski powiedział w piątek, że Ukraina oferuje Polsce konsultacje w zakresie ochrony przed dronami. Dodał, że Kijów jest też gotowy współpracować z Polską w ramach programu SAFE, ponadto jego kraj „jest gotowy powitać polskie firmy w zakresie odbudowy Ukrainy”.

    Podczas wspólnej konferencji prasowej z prezydentem Karolem Nawrockim, ukraiński przywódca powiedział, że jego kraj nie tylko otrzymuje wsparcie, ale dzieli się też doświadczeniem w kwestii ochrony przed wojną, przed inwazją.

    – Mamy technologię w zakresie ochrony życia ludzi, jesteśmy bardzo mocni w zakresie produkcji broni współczesnej i skutecznej. I dlatego proponuję Polsce całe to doświadczenie. O tym mówiliśmy z panem prezydentem, będziemy kontynuowali tę współpracę, będziemy solidarni w tym. Ukraina oferuje Polsce konsultacje w zakresie ochrony przed dronami, wiemy jak ochronić się wobec wszystkich rodzajów dronów – podkreślił Zełenski.

    Dodał, że Ukraina jest gotowa kontynuować dialog z Polską w zakresie bezpieczeństwa, również wobec zagrożenia z Białorusi oraz na obszarach morskich.

    Zełenski poinformował, że zaprosił Nawrockiego, aby odwiedził Ukrainę, by „obejrzeć, co jeszcze możemy zrobić w zakresie naszej współpracy”.

    Ukraiński przywódca powiedział też, że wsparcie ze strony UE zapewnia jego krajowi „pewność w zakresie finansowym, jeżeli Rosja będzie nadal kontynuowała wojnę”. – A właśnie takie sygnały teraz słyszymy, to te środki wydamy na obronność, jeżeli będą kontynuowali wojnę (Rosjanie). Jeżeli świat zmusi Rosję do zaprzestania wojny, to oczywiście wydamy te środki wyłącznie na odbudowę – zadeklarował.

    Według Zełenskiego, ważne jest że rosyjskie środki pozostają zamrożone i „oczywiste jest Rosja powinna zapłacić za tę wojnę”. Zełenski podkreślił, że Ukraina liczy na wsparcie Polski i jest gotowa współpracować w ramach programu SAFE, by produkować współczesną broń. Zełenski powiedział też, że Kijów „jest gotowy powitać polskie firmy w zakresie odbudowy Ukrainy”.
    Zełenski: Nie dajmy Rosji zrujnować stosunków Ukrainy i Polski, dużo zależy tu od retoryki obu krajów

    Prezydent Wołodymyr Zełenski powiedział, że stosunki Ukrainy i Polski powinny były mocne. Podkreślił, że dużo zależy tu też od retoryki obu krajów. Musimy szanować się nawzajem, być uważni i ostrożni, bo Rosja próbuje zrujnować nasze relacje – mówił Zełenski po spotkaniu z prezydentem Karolem Nawrocki.

    Prezydent Zełenski powiedział na konferencji prasowej, że jego kraj zawsze bronił siebie i bronił Europy oraz że Ukraina zapłaciła za to cenę życia swych obywateli.

    Podkreślił, że bardzo ważne jest, by stosunki Ukrainy i Polski były mocne. – Oczywiście są czynniki zewnętrzne, ale jako liderzy, jako przywódcy, powinniśmy działać, by nasze stosunki były mocne, to bardzo zależy również od retoryki obu krajów. Powinniśmy być bardzo uważni, szanować się nawzajem i być bardzo ostrożni – mówił prezydent Ukrainy. Bo – jak podkreślił – Rosja pragnie zrujnować relacje Ukrainy i Polski.

    – Nie dajmy jej tego zrobić – wezwał prezydent Zełenski.
    Zełenski: Szanujemy pamięć Polaków i liczymy na szacunek Polaków wobec naszej pamięci

    Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski zapewnił, że szanuje pamięć Polaków i liczy na szacunek Polaków wobec ukraińskiej pamięci. Jak zaznaczył, z prezydentem Karolem Nawrockim rozmawiali m.in. o pracach ekshumacyjnych na Wołyniu. Dodał, że nasze kraje powinny się porozumieć ws. upamiętnienia ofiar.

    – Przez stulecia byliśmy obok siebie, ale mamy też tragiczne strony w naszej historii. Szanujemy państwa pamięć o tym, co się wydarzyło i liczymy na państwa szacunek wobec naszej pamięci – powiedział prezydent Ukrainy podczas wspólnej konferencji prasowej z prezydentem Nawrockim po ich rozmowie w Warszawie.

    Jak zapewnił Zełenski, „gotowi jesteśmy do współpracy, by to, co nas łączy, nas wzmacniało i rozwijało”.

    Ukraiński prezydent podkreślił, że „każda z ofiar, które miały niestety miejsce, oczywiście zasługuje na nasz szacunek chrześcijański”. – Powinniśmy się w tym zakresie porozumieć i w należyty sposób upamiętnić te ofiary. Ukraina bardzo na to liczy, że tak się stanie. O tym mówiliśmy, mówiliśmy o tych pracach ekshumacyjnych, które już trwają i już są pierwsze wyniki – zaznaczył Zełenski.

    – Nasze instytuty pamięci narodowej dziś o tym też rozmawiały w naszej obecności, będziemy je wspierali dalej w tym kierunku – dodał prezydent Ukrainy.

    Jak zaznaczył, „mamy smutne chwile, wiemy o nich, ale naszą politykę musimy tak formułować, abyśmy się wspierali”. – Bez niezależności Ukrainy, niezależności naszego kraju, Moskwa pójdzie dalej do Europy. Bez naszej niepodległości Moskwa wkroczy do Polski. Dlatego ważne, abyśmy (…) byli i trwali razem – podkreślił Zełenski.
    Zełenski: Strona ukraińska gotowa wyjść naprzeciw oczekiwaniom przyspieszenia prac ws. ekshumacji

    Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski zapytany o kwestie ekshumacji ofiar zbrodni na Wołyniu, powiedział, że strona ukraińska jest gotowa wyjść naprzeciw polskim oczekiwaniom przyspieszenia prac w tej sprawie.

    Na konferencji prasowej po piątkowym spotkaniu w Warszawie prezydenci Wołodymyr Zełenski i Karol Nawrocki byli pytani o sprawę ekshumacji ofiar zbrodni na Wołyniu i o to, kiedy Polska może otrzymać konkretne deklaracje w tej sprawie.

    Prezydent Ukrainy zaznaczył, że kwestia ta była wielokrotnie poruszana, również podczas piątkowych rozmów z prezydentem Nawrockim, a w towarzyszących im delegacjach są przedstawiciele i szefowie polskich i ukraińskich Instytutów Pamięci Narodowej.

    – Mają wszystkie fakty i mają już rozpisane wszystkie kroki i prace się rozpoczęły. Strona polska pragnie to przyspieszyć. Strona ukraińska jest gotowa wyjść temu naprzeciw – zapewnił Zełenski.

    Prezydent Nawrocki powiedział, że podczas rozmów odnoszono się do konkretnych 26 wniosków złożonych przez polski IPN. – I wychodzimy dzisiaj z panem prezydentem Zełenskim z przekonaniem, że wszystkie te kwestie formalne, administracyjne, które do tej pory stawały naprzeciw rozwiązaniu tej sytuacji, zostaną po stronie ukraińskiej rozwiązane – powiedział.
    Polsko-ukraiński szczyt w Warszawie

    W Pałacu Prezydenckim w piątek trwają rozmowy plenarne delegacji Polski i Ukrainy pod przewodnictwem prezydentów Karola Nawrockiego i Wołodymyra Zełenskiego. Wcześniej obaj przywódcy rozmawiali w cztery oczy.

    Rozmowy plenarne delegacji pod przewodnictwem prezydentów Nawrockiego i Zełenskiego rozpoczęły się w piątek przed południem. Wcześniej obaj przywódcy rozmawiali w cztery oczy. Głównymi tematami spotkania miały być bezpieczeństwo, gospodarka i kwestie historyczne.

    W rozmowach ze strony polskiej uczestniczą m.in. szef KPRP Zbigniew Bogucki, szef BPM Marcin Przydacz, szef BBN Sławomir Cenckiewicz, Wojciech Kolarski oraz wiceszef MSZ Marcin Bosacki. Zełenskiemu towarzyszy szef ukraińskiej dyplomacji Andrij Sybiha oraz ambasador Ukrainy w Polsce Wasyl Bodnar.

    Wcześniej polski prezydent wręczył Zełenskiemu publikację “Dokumenty Zbrodni Wołyńskiej” – dwutomowe opracowanie wydane przez Instytut Pamięci Narodowej. Książki ukazały się w 2023 r., kiedy Nawrocki był prezesem IPN.

    W piątek po godz. 10.00 na dziedzińcu Pałacu Prezydenckiego prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski został oficjalnie powitany przez prezydenta Karola Nawrockiego.

    Prezydent Nawrocki powitał ukraińskiego przywódcę na dziedzińcu Pałacu Prezydenckiego. Powitanie Zełenskiego odbyło się przy pełnym ceremoniale, z udziałem asysty wojskowej i orkiestry Wojska Polskiego. Zełenskiego powitali także prezydenccy ministrowie: szef KPRP Zbigniew Bogucki, Marcin Przydacz, Sławomir Cenckiewicz oraz Wojciech Kolarski. W uroczystości uczestniczy też wiceszef MSZ Marcin Bosacki. Zełenskiemu towarzyszy szef ukraińskiej dyplomacji Andrij Sybiha oraz ambasador Ukrainy w Polsce Wasyl Bodnar.

    Przed wejście do Pałacu Prezydenckiego zawieszone zostały polskie i ukraińskie flagi.
    fot. Jacek Szydlowski / FORUM
    Plan na wizytę w Polsce

    To pierwsza wizyta Wołodymyra Zełenskiego w Warszawie od czasu zaprzysiężenia Karola Nawrockiego na prezydenta. Według zapowiedzi prezydenci rozmawiać mają o bezpieczeństwie, gospodarce i kwestiach historycznych.

    Rzecznik prezydenta Rafał Leśkiewicz zapowiadał, że Nawrocki osobiście zapewni Zełenskiego o dalszym wsparciu Ukrainy przez Polskę; prezydenci mają rozmawiać także o polskim wkładzie w odbudowę Ukrainy oraz kwestii konkurencyjności ukraińskiego rolnictwa; ponadto prezydent zaapelować ma o rozpoczęcie prac poszukiwawczych i ekshumacyjnych na Wołyniu.

    Po rozmowach w Pałacu Prezydenckim, Zełenski spotka się w parlamencie z marszałkiem Sejmu Włodzimierzem Czarzastym oraz z marszałek Senatu Małgorzatą Kidawą-Błońską.

    Wołodymyr Zełenski spotka się także z premierem Donaldem Tuskiem.

    Europejscy liderzy, uczestniczący w szczycie w Brukseli, podjęli w nocy z czwartku na piątek decyzję o udzieleniu Ukrainie wsparcia finansowego w formie pożyczki w wysokości 90 mld euro na kolejne dwa lata. Nie udało się porozumieć w sprawie wykorzystania w tym celu zamrożonych rosyjskich aktywów, zdeponowanych w większości w Belgii. W celu dalszego finansowania Ukrainy 24 państwa członkowskie (bez Węgier, Słowacji i Czech) zaciągną wspólny dług gwarantowany unijnym budżetem.

    Prezydent Zełenski podziękował w piątek przywódcom państw UE za decyzję o wsparciu finansowym Ukrainy. Oświadczył, że wzmacnia to ukraińską odporność i zapewnia państwu bezpieczeństwo finansowe przy jednoczesnym utrzymaniu zamrożenia rosyjskich aktywów. (PAP)

    par/ mok/ kos/

  • Flick informuje ws. Lewandowskiego, zmiana statusu Polaka. Ależ słowa

    Flick informuje ws. Lewandowskiego, zmiana statusu Polaka. Ależ słowa

    Hansi Flick pominął Lewandowskiego, a teraz powiedział to. “Nie chcieliśmy”

    Licznik minut Roberta Lewandowskiego wskazujący w tym sezonie 888 najprawdopodobniej się w niedzielę powiększy po raz pierwszy od 9 grudnia. Hansi Flick na sobotniej konferencji prasowej przed starciem z Villarrealem przekazał ważne wieści ws. polskiego napastnika. Wytłumaczył też, że jego nieobecność w meczu Pucharu Króla z Guadalajarą była podyktowana głównie środkami ostrożności.
    Piłkarz FC Barcelony w oficjalnym stroju klubowym podczas meczu, na pierwszym planie skoncentrowany na grze, w lewym górnym rogu wycinek z trenerem gestykulującym przy linii bocznej.

    Hansi Flick i Robert LewandowskiMatthieu Mirville / Matthieu Mirville / DPPI via AFP / Judit Cartiel/Getty ImagesAFP

    W niedzielę dojdzie do hitu hiszpańskiej LaLiga – obrońcy tytułu i liderzy tabeli z Barcelony pojadą na stadion trzeciego w stawce Villarrealu. Choć od 2008 roku “Duma Katalonii” wygrała 13 z 17 meczów na Estadio de la Ceramica, a po raz ostatni przegrała tam w październiku 2007 r., to z pewnością “Żółta Łódź Podwodna” w obecnej dyspozycji może być dużym zagrożeniem.

    Podopieczni Marcelino po 15 konfrontacjach mają aż 35 punktów, co w takim tempie na koniec sezonu dałoby aż 88-89 oczek, które mogłyby oznaczać realną walkę o mistrzostwo kraju. To jednak matematyka. Najważniejsze jest boisko, a na nim ponownie ma pojawić się Robert Lewandowski.

    Lewandowski wrócił do zdrowia. Hansi Flick przemówił na konferencji prasowej

    Polski napastnik przesiedział na ławce rezerwowych mecz z Osasuną, z trybun obejrzał ten z Guadalajarą. Miał miały problem mięśniowy, ale w piątek odbył już pełny trening z resztą zespołu. Wszyscy spodziewali się powrotu w niedzielę. Tak też się stanie. Na sobotniej konferencji prasowej Hansi Flick potwierdził, że nasz rodak zażegnał dyskomfort. Niemiec podkreślił brak ryzyka co do doboru składu kilka dni temu w Copa del Rey.

    Jest gotowy do gry, jest opcją na jutro. W Pucharze Króla nie chcieliśmy podejmować ryzyka. Może grać i to dobra wiadomość

    Jak dotąd “Lewy” ma “w nogach” w tym sezonie 888 minut – 640 z nich w LaLiga, 248 w Champions League. Po raz ostatni kibice oglądali go w akcji 9 grudnia przeciwko Eintrachtowi Frankfurt na Camp Nou.

    Paulina Czarnota-Bojarska podsumowuje ostatnie wydarzenia w polskim futbolu. WIDEOPaulina Czarnota BojarskaINTERIA.TV
    Hansi Flick

    Hansi FlickJAVIER BORREGOSpain DPPIDPPI via AFPAFP
    Piłkarz w stroju FC Barcelony odbija głową żółto-fioletową piłkę podczas meczu, w tle rozmyta widownia stadionu.

    Robert LewandowskiJose BretonEast News
    Hansi Flick

    Hansi FlickPIERRE-PHILIPPE MARCOU / AFPAFP

  • Iga Świątek pominięta! Nie do wiary, absurdalne co zrobili

    Iga Świątek pominięta! Nie do wiary, absurdalne co zrobili

    Iga Świątek pominięta! Nie do wiary, absurdalne co zrobili
    Iga Świątek

    Zwycięstwo na słynnym Wimbledonie nie pomogło Idze Świątek znaleźć uznania w oczach Brytyjczyków. Według ekspertów “The Telegraph” Polka nie jest wśród 50 najbardziej wpływowych kobiet w sporcie. A na liście znalazła się… 29. tenisistka rankingu WTA.

    Więcej informacji znajdziesz w Przeglądzie Sportowym

    Iga Świątek zapisała się w historii w 2025 r. przede wszystkim poprzez wygranie Wimbledonu. To najsłynniejszy i najbardziej adorowany wielkoszlemowy turniej roku. Co więcej, jest rozgrywany w Wielkiej Brytanii, więc ranking “The Telegraph” jest tym bardziej zaskakujący. Znalazło się w nim miejsce dla czterech innych tenisistek.

    Dalszy ciąg materiału pod wideo

    W rankingu 21. lokatę zajmuje Aryna Sabalenka — liderka rankingu WTA. 13. jest była tenisistka, Serena Williams, która udziela się obecnie w biznesie, a szósta słynna Billie Jean King. Najbardziej zaskakujące jest jednak umieszczenie na 14. lokacie Emmy Raducanu. Dziennikarze piszą o “imponującym sezonie”. Prawda jest jednak taka, że Brytyjka jest 29. w rankingu, nie awansowała dalej niż trzecia runda wielkoszlemowego turnieju i nie wygrała ani jednych zawodów. Wśród jej osiągnięć pojawia się jeszcze poradzenie sobie ze “stalkerem”, który ją prześladował.
    50 najbardziej wpływowych kobiet w sporcie

    Z innych dyscyplin na liście pojawiła się między innymi młoda darterka Beau Greves czy golfistka Lottie Woad. W czołowej dziesiątce miejsca zajmują rugbystki Ellie Kildunne i Ilona Maher, a także krykiecistka Harmanpreet Kaur. Jest również kilka działaczek sportowym. Ranking wygrała, bez kontrowersji, nowa szefowa Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego Kirsty Coventry.

    Autor:ZIEF

    Źródło: Przegląd Sportowy Onet

    Data utworzenia:

    20 grudnia 2025 16:04
    Wydarzenie dnia
    Przeczytaj także

    ©

    2025

    Ringier Axel Springer Polska – Powered by Ring Publishing | Developed by RAS Tech

    Systematyczne pobieranie treści, danych lub informacji z tej strony internetowej (web scraping), jak również eksploracja tekstu i danych (TDM) (w tym pobieranie i eksploracyjna analiza danych, indeksowanie stron internetowych, korzystanie z treści lub przeszukiwanie z pobieraniem baz danych), czy to przez roboty, web crawlers, oprogramowanie, narzędzia lub dowolną manualną lub zautomatyzowaną metodą, w celu tworzenia lub rozwoju oprogramowania, w tym m.in. szkolenia systemów uczenia maszynowego lub sztucznej inteligencji (AI), bez uprzedniej, wyraźnej zgody Ringier Axel Springer Polska sp. z o.o. (RASP) jest zabronione. Wyjątek stanowią sytuacje, w których treści, dane lub informacje są wykorzystywane w celu ułatwienia ich wyszukiwania przez wyszukiwarki internetowe.

  • Od lat jest posłanką KO. Ma nieruchomości warte 6,5 mln zł

    Od lat jest posłanką KO. Ma nieruchomości warte 6,5 mln zł

    Jagna Marczułajtis-Walczak dziś związana jest zawodowo z Parlamentem Europejskim, jednak przez wiele lat należała do grona najbardziej rozpoznawalnych posłanek w polskim Sejmie. Najpierw reprezentowała Platformę Obywatelską, a następnie Koalicję Obywatelską. Była utytułowana snowboardzistka i późniejsza trenerka dość szybko odnalazła się w świecie polityki, odnosząc na tym polu znaczące sukcesy. Jak wynika z jej oświadczenia majątkowego, równolegle udało jej się zgromadzić pokaźny majątek – same nieruchomości wyceniono na około 6,5 mln zł.

    Marczułajtis-Walczak zapisała się w historii polskiego sportu jako jedna z najbardziej utytułowanych snowboardzistek oraz pionierka zawodowego snowboardu w Polsce. W trakcie kariery trzykrotnie reprezentowała nasz kraj na igrzyskach olimpijskich, a także dwukrotnie triumfowała w zawodach Pucharu Świata, co uczyniło ją jedną z ikon tej dyscypliny.

    Od sportu do polityki

    Po zakończeniu kariery sportowej próbowała jeszcze swoich sił jako trenerka. Wraz z mężem prowadziła szkółkę narciarską i snowboardową, jednak ostatecznie zdecydowała się obrać zupełnie nowy kierunek zawodowy. Polityka okazała się dla niej przestrzenią, w której również potrafiła skutecznie się odnaleźć i budować swoją pozycję.

    Jej polityczna droga rozpoczęła się w 2010 roku, kiedy z list Platformy Obywatelskiej uzyskała mandat radnej sejmiku województwa małopolskiego. Już rok później wystartowała w wyborach parlamentarnych i z wynikiem 7289 głosów po raz pierwszy weszła do Sejmu. W 2015 roku nie zdołała uzyskać reelekcji, jednak do parlamentu wróciła przedwcześnie w 2018 roku. Rok później jej poparcie znacząco wzrosło – zdobyła niemal trzykrotnie więcej głosów niż przy pierwszym starcie. Jeszcze lepszy rezultat osiągnęła w 2023 roku, kiedy jako kandydatka Koalicji Obywatelskiej uzyskała ponad 35 tys. głosów.

    Mandat w Parlamencie Europejskim

    Kolejnym krokiem w jej karierze była walka o mandat europosłanki. W 2019 roku próba ta zakończyła się niepowodzeniem, jednak pięć lat później sytuacja była już zupełnie inna. W wyborach do Parlamentu Europejskiego w 2024 roku Jagna Marczułajtis-Walczak zdobyła zaufanie ponad 58 tys. wyborców, co otworzyło jej drogę do pracy w Brukseli.

    Majątek i nieruchomości

    Zarówno sportowa, jak i polityczna kariera pozwoliły jej na zgromadzenie znacznego majątku. Szczególną część stanowią nieruchomości – łącznie cztery. Pierwsza z nich ma powierzchnię 168 mkw, dwie kolejne po 71,23 mkw każda, a czwarta to dom w budowie o powierzchni 292 mkw.

    Zgodnie z oświadczeniem majątkowym z 2024 roku, złożonym przed wyborami do Parlamentu Europejskiego, łączna wartość tych nieruchomości wyniosła 6 454 000 zł. To jednak nie wszystko. Marczułajtis-Walczak zajmuje się również hodowlą psów – konkretnie grzywaczy chińskich. Wartość tej działalności została wówczas oszacowana na 22 tys. zł.

    Kariera Jagny Marczułajtis-Walczak pokazuje, że sukcesy osiągane w sporcie mogą stać się solidnym fundamentem dla dalszego rozwoju – także w tak wymagającej dziedzinie, jaką jest polityka.

  • Niemieckie media: Nawrocki próbuje grać rolę polskiego Trumpa

    Niemieckie media: Nawrocki próbuje grać rolę polskiego Trumpa

    Po blisko pięciu miesiącach urzędowania Karola Nawrockiego w Pałacu Prezydenckim coraz wyraźniej widać, że premier Donald Tusk nie ma co liczyć na spokojną i konstruktywną współpracę z głową państwa. Zamiast zapowiadanego uspokojenia sceny politycznej, relacje między prezydentem a rządem wchodzą w fazę otwartej konfrontacji – ocenia niemiecka telewizja publiczna MDR.

    Według komentatorów Mitteldeutscher Rundfunk Nawrocki coraz częściej próbuje odgrywać rolę „polskiego Donalda Trumpa”, mimo że polska konstytucja nie daje prezydentowi uprawnień porównywalnych z tymi, jakie posiada prezydent Stanów Zjednoczonych. Niemieccy dziennikarze zwracają uwagę, że Nawrocki konsekwentnie dąży do poszerzania swojej roli politycznej, forsując interpretacje kompetencji, które wykraczają poza ustrojowe ramy.

    Zamiast końca „wojny polsko-polskiej” – eskalacja

    MDR przypomina, że w kampanii wyborczej Karol Nawrocki zapowiadał zakończenie tzw. wojny polsko-polskiej. Tymczasem po objęciu urzędu konflikt między Pałacem Prezydenckim a rządem nie tylko nie osłabł, ale wręcz się nasilił. Zdaniem niemieckiego nadawcy prezydent próbuje narzucić nowe reguły gry i rozszerzyć swoje wpływy kosztem władzy wykonawczej.

    Jako przykład wskazywane są m.in. decyzje o blokowaniu nominacji ambasadorskich, co doprowadziło do ostrego sporu z Ministerstwem Spraw Zagranicznych. Nawrocki – jak pisze MDR – wszedł w „tryb wojenny” z resortem dyplomacji. Równocześnie podejmuje próby wpływania na funkcjonowanie służb specjalnych, zapraszając ich szefów do Pałacu Prezydenckiego i sygnalizując chęć współdecydowania o kluczowych obszarach bezpieczeństwa państwa.

    Prezydent jako „nadpremier”

    W ocenie niemieckich mediów Nawrocki stara się kreować wizerunek polityka stojącego ponad rządem – swoistego „nadpremiera”, który faktycznie kieruje państwem z Pałacu Prezydenckiego. Buduje przy tym obraz „twardego faceta”, sprawiającego wrażenie osoby panującej nad sytuacją i gotowej do bezpośrednich starć politycznych. „Podobieństwa do Trumpa są oczywiste” – podkreślają komentatorzy MDR.

    Wspólny mianownik: głód władzy i populizm

    Zdaniem niemieckiego nadawcy Trumpa i Nawrockiego łączy silny głód władzy oraz zbliżone, konserwatywne poglądy w kwestiach migracji, ról społecznych, praw osób LGBTQ czy polityki klimatycznej. Obaj politycy posługują się populizmem wymierzonym w elity i chętnie przedstawiają się jako obrońcy „zwykłych ludzi”.

    Autor analizy zaznacza jednak istotną różnicę: w przeciwieństwie do Trumpa Nawrocki faktycznie pochodzi ze skromnej rodziny, a jego życiorys można opisać jako historię awansu społecznego „od dołu na sam szczyt”. To sprawia, że jego narracja antyelitarna jest – zdaniem MDR – bardziej wiarygodna.

    „Rewolucja godności”

    Dzięki swojemu pochodzeniu Nawrocki może skuteczniej niż Trump występować w roli „antypolityka”, który przyszedł z zewnątrz, by rzucić wyzwanie wielkomiejskim elitom postrzeganym jako oderwane od „prawdziwej polskości” i pogardzające zwykłymi obywatelami. MDR przypomina słowa prezydenta, że „ludzi trzeba brać takimi, jakimi są”.

    Do tych ludzi – często mieszkańców mniejszych miejscowości, o niższym poziomie wykształcenia i konserwatywnych poglądach – Nawrocki kieruje przekaz oparty na uznaniu i symbolicznej podmiotowości. „To jest rewolucja godności” – podsumowuje autor analizy.

    Ambicje większe niż realna władza

    Niemieccy dziennikarze zauważają, że zarówno Trump, jak i Nawrocki umiejętnie wykorzystują społeczne frustracje, łącząc je z ostrą wojną kulturową. Różnica polega jednak na tym, że Trump dysponuje realną władzą wynikającą z systemu prezydenckiego. Nawrocki – w obecnym ustroju – może jedynie marzyć o modelu amerykańskim.

    Zmiana konstytucji i wprowadzenie systemu prezydenckiego wymagałoby większości dwóch trzecich w parlamencie, a taka konfiguracja polityczna – jak podkreśla MDR – wydaje się dziś mało prawdopodobna.