• Tak Wimbledon zachował się wobec ojca i siostry Świątek. Klasy nie kupisz

    Tak Wimbledon zachował się wobec ojca i siostry Świątek. Klasy nie kupisz

    W meczu pierwszej rundy tegorocznego Wimbledonu Iga Świątek trafiła na reprezentantkę Stanów Zjednoczonych – Taylor Townsend. W tym, by był to dla niej udany początek wielkoszlemowych zmagań pomóc miało jej wsparcie najbliższych. Na trybunach pojawili się bowiem jej siostra Agata oraz ojciec Tomasz, którzy mogli liczyć na specjalne traktowanie ze strony władz Wimbledonu.
    Iga Świątek na korcie w białym stroju; obok okrągłe zdjęcia Tomasza i Agaty Świątek na trybunach.

    Wimbledon. Na zdjęciu od lewej: Tomasz Świątek, Agata Świątek, Iga ŚwiątekDaisuke Urakami / Yomiuri / The Yomiuri Shimbun via AFP / Polsat Sport Premium 1AFP

    Przed rokiem Iga Świątek zaskoczyła w zasadzie wszystkich, pierwszy raz w karierze triumfując na kortach Wimbledonu. W wielkim finale nasza tenisistka bezlitośnie Amerykankę Amandę Anisimovą, nie tracąc ani jednego gema.

    Teraz po powrocie do Londynu los natychmiast skojarzył ją z kolejną tenisistką ze Stanów Zjednoczonych – zajmującą obecnie 79. lokatę w rankingu Taylor Townsend. A podczas spotkania rozgrywanego na centralnym korcie brytyjskiego kompleksu All England Lawn Tennis Club 25-letnia Raszynianka mogła liczyć na wyjątkowe wsparcie.

    Wimbledon. Iga Światek ze wsparciem. Tata i siostra w wyjątkowym miejscu

    Na trybunach londyńskiego obiektu pojawili się bowiem starsza siostra Igi Świątek – Agata Świątek (która niegdyś także trenowała tenisa) oraz jej ojciec Tomasz Świątek. Przy czym stwierdzenie “na trybunach” to po części drobne niedopowiedzenie. Oboje zasiedli bowiem nie byle gdzie, bo w loży królewskiej. I to w jej centralnym planie.

    Czujne oko kamery jeszcze przed rozpoczęciem spotkanie wychwyciło najbliższych Igi Świątek, prezentując ich telewidzom.

    – Nie każdy ma okazję tam usiąść, szczególnie w pierwszym rzędzie – podkreślili komentatorzy na antenie stacji Polsat Sport Premium 1 zaznaczając, na jakie honory mogą liczyć na Wimbledonie Agata i Tomasz Świątek.
    Tenisistka w białym stroju sportowym i czapce trzymająca rakietę tenisową, skupiona na korcie podczas meczu, z rozmytą widownią w tle.

    Iga ŚwiątekSAEED KHANAFP
    mężczyzna w szarej koszulce stoi na korcie tenisowym, w tle balon w kształcie cyfry 1 oraz dekoracje związane z wydarzeniem sportowym, po prawej stronie osoba z trofeum

    Tomasz ŚwiątekArtur WidakAFP

    TOP 3 akcji Mai Chwalińskiej z meczu z Mananchayą Sawangkaew.

  • 6:2, 6:1. Wielka zmiana u mistrzyni z Paryża. Powodem sukces Świątek

    6:2, 6:1. Wielka zmiana u mistrzyni z Paryża. Powodem sukces Świątek

    Coco Gauff udanie rozpoczęła swoją przygodę z tegorocznym Wimbledonem, pokonując w premierowym meczu 6:2, 6:1 reprezentantkę Niemiec Tamarę Korpatsch. Po wygranej triumfatorka Rolanda Garrosa z ubiegłego roku pojawiła się na konferencji prasowej, podczas której mówiła między innymi o sporej przemianie, jaka u niej zaszła. A wszystko z powodu Igi Świątek, która w Londynie broni wielkoszlemowego tytułu.
    Coco Gauff na korcie w białym stroju, obok portret Igi Świątek w okrągłej ramce, obie z zaciśniętą pięścią.

    Na zdjęciu Coco Gauff oraz Iga ŚwiątekKirill KUDRYAVTSEV / AFP AFP

    Do dziś najlepszym wynikiem Coco Gauff na Wimbledonie jest IV runda, na której kończyła swoje zmagania w 2019, 2021 oraz 2024 roku. Pod tym względem londyńska odnoga Wielkiego Szlema odstaje w CV Amerykanki od trzech pozostałych imprez. Mówimy wszak o mistrzyni US Open i Rolanda Garrosa, a także półfinalistce Australian Open.

    Wimbledon. Coco Gauff wygrała pierwszy mecz. Zaczęła mówić o Idze Świątek

    O swoim podejściu do gry na trawie 22-letnia zawodniczka wspomniała nieco podczas konferencji prasowej po swoim triumfie 6:2, 6:1 nad Niemką Tamarą Korpatsch w pierwszej rundzie Wimbledonu, zestawiając tę nawierzchnię z mączką oraz twardym kortem.

    Trawa zmusza mnie do bycia bardziej agresywną i ufania we własne uderzenia. Serwuję na niej także mocniej niż zawyczaj. Także dlatego, że obecnie zmieniam swój serwis. Już go zmieniłam. Teraz czuję się bardziej pewna tego, że mogę uderzyć w każde miejsce w każdej chwili

    I dodała: – Staram się zwizualizować, jak chcę grać na trawie. Czuję, że w końcu mam na to pomysł w mojej głowie, teraz chodzi tylko o jego realizację. Wcześniej podchodziłam do tego punkt po punkcie. Teraz mam jasny plan i rzeczy, które chcę wykonać. Zanim do tego doszło po prostu dostosowywałam się do rywalek. Teraz zmuszam do tego przeciwniczki.

    Coco Gauff zaznaczyła jednocześnie, że ogromną rolę w jej przemianie odegrała… Iga Świątek i jej ubiegłoroczny – dość zaskakujący dla opinii publicznej – triumf na Wimbledonie. Dopatruje się bowiem podobieństw u siebie i polskiej tenisistki.

    – Myślę, że to zmieniło moją perspektywę względem tego, jak potrafię grać na trawie. Szczerze mówiąc, to główny aspekt – ujawniła reprezentantka Stanów Zjednoczonych, która w drugiej rundzie Wimbledonu zmierzy się z pochodzącą z Argentyny 56. zawodniczką rankingu WTA – Solaną Sierrą.
    Tenisistka w szarej koszulce i czapce, z rakietą tenisową w ręku, wyraża frustrację w czasie meczu na korcie.

    Iga ŚwiątekMark J. TerrillEast News
    Kobieta w czapce sportowej trzyma biały ręcznik przy twarzy, wygląda na skoncentrowaną i zmęczoną po intensywnym wysiłku fizycznym.

    Iga ŚwiątekWILLIAM WEST / AFPAFP
    Kobieta w sportowej bluzie i czapce z daszkiem udziela wywiadu przy mikrofonie podczas konferencji prasowej Roland Garros.

    Iga ŚwiątekArtur GacAFP

    Iga Świątek: Taylor Townsend ma wyróżniający się styl i nie będzie to łatwa pierwsza runda

  • Chwalińska już schodziła z kortu. Nagła interwencja organizatorów. Nagrało się

    Chwalińska już schodziła z kortu. Nagła interwencja organizatorów. Nagrało się

    Maja Chwalińska w dramatycznych okolicznościach pożegnała się z Wimbledonem po pierwszej rundzie. W poniedziałkowe południe w meczu z Mananchayą Sawangkaew miała meczbola przy stanie 6:2 i 5:2. Niestety po groźnym upadku wszystko się posypało, przez co ostatecznie przegrała 6:2, 5:7, 2:6. Kiedy Polka opuszczała kort, zainterweniowali organizatorzy.
    Maja Chwalińska w białym stroju z rakietą podczas uderzenia; w rogu rozmowa z trenerem po meczu.

    Maja ChwalińskaKENTARO TOMINAGA / YOMIURI / THE YOMIURI SHIMBUN VIA AFP / zrzut ekrany Polsat SportAFP

    Pierwszego seta w meczu pierwszej rundy Wimbledonu przeciwko Mananchay Sawangkaew Maja Chwalińska bez większych problemów wygrała 6:2. W drugim prowadziła już 5:3 i w końcu doczekała się piłki meczowej. I wtedy wydarzył się dramat.

    “Na moment zatrzymały się serca polskich kibiców. Maja się poślizgnęła, prawa noga wygięła się w stawie skokowym. Grymas na twarzy świadczył, że coś się delikatnie nadwyrężyło, być może któreś więzadło. Maja poprawiła buta, wróciła do gry, ale przegrała dwie kolejne akcje” – relacjonował szczegółowo Andrzej Grupa z Interii Sport.

    Maja Chwalińska schodziła z kortu. Nagle stało się to

    Niestety incydent ten sprawił, że finalistka ostatniego Roland Garros poległa w całym spotkaniu 6:2, 5:7, 2:6. Przez kontuzję Chwalińska nie mogła rywalizować na pełnych obrotach. Często po prostu odpuszczała piłki, które nie zmierzały w jej kierunku. Nie była w stanie optymalnie poruszać się po korcie.

    W ten – bardzo smutny – sposób 24-latka pożegnała się z Wielkim Szlemem w Londynie. Po ostatniej akcji zeszła do swojej ławki. Najpierw wyrzuciła skórkę od banana, a następnie zabrała wszystkie torby i udała się do szatni przy aplauzie kibiców.

    I w tym monecie klasą wykazała się jedna z osób obsługujących całe spotkanie. Pani z zawieszonym na szyi identyfikatorem wzięła ciężką torbę od Polki, aby odciążyć jej bolącą kostkę. W ten sposób wyraźnie pomogła naszej tenisistce przedostać się w okolice szatni. Był to naprawdę miły i uczynny gest.

    Na ten moment pozostaje czekać na oficjalne informacje dotyczące stopnia urazu Mai Chwalińskiej. Miejmy nadzieję, że nie jest to nic poważnego.
    Tenisistka ubrana w biały strój sportowy skupiona przygotowuje się do serwisu, trzymając piłkę tenisową i rakietę na tle kortu.

    Maja Chwalińska żegna się z Wimbledonem 2026KENTARO TOMINAGAAFP
    Młoda kobieta w jasnoniebieskiej koszulce polo idzie wśród kilku osób, patrząc przed siebie z poważnym wyrazem twarzy.

    Maja ChwalińskaAliaksandr ValodzinEast News
    Tenisistka w białym stroju skupiona podczas dynamicznego uderzenia piłki rakietą.

    Maja Chwalińska pożegnała się z WimbledonemKENTARO TOMINAGAAFP

    Ugo Humbert – Zizou Bergs. Skrót meczu.

  • Dramat Chwalińskiej. Padają trudne pytania, “to jest przykre”

    Dramat Chwalińskiej. Padają trudne pytania, “to jest przykre”

    Maja Chwalińska odpada w 1. rundzie Wimbledonu po meczu z Mananchayą Sawangkaew. Polka wygrała 1 seta 6:2, w drugim prowadziła 5:2 i wtedy zaczął się dramat. Przy piłce meczowej Chwalińska doznała kontuzji i wszystko się posypało. – Jedna piłka zmieniła wszystko. Maja mogła to wygrać, jakby miała potężny serwis. Bez tego mogła liczyć na łut szczęścia. Przykro, że odpada po jednym występie. Pytanie, jak poważny jest uraz i jak długie będzie leczenie – zastanawia się w rozmowie z Interią Anna Niemiec, była zawodniczka i trener tenisa.
    Dramat Mai Chwalińskiej na kortach Wimbledonu. Zaczęło się od upadku przy piłce meczowej.

    Dramat Mai Chwalińskiej na kortach Wimbledonu. Wszystko zaczęło się od upadku przy piłce meczowej.KIRSTY WIGGLESWORTHEast News

    Dariusz Ostafiński, Interia: Nie tak to miało wyglądać.

    Anna Niemiec, była zawodniczka, trener tenisa: Wszystko co złe zaczęło się przy piłce meczowej w drugim secie. Ta jedna piłka odmieniła losy tego spotkania. Kontuzja Mai kompletnie zmieniła obraz tego spotkania.

    Po kontuzji był już tylko cień szansy na wygraną Chwalińskiej

    Do momentu odniesienia kontuzji Maia miała ten mecz pod kontrolą.

    – I w tym drugim secie, mimo tej kontuzji, był jeszcze cień szansy na wygraną. Prowadziła, wystarczył łut szczęścia, jedna, dwie przypadkowo wygrane piłki i cieszylibyśmy się z jej zwycięstwa. Pomimo kontuzji mogła to jeszcze wygrać. A jednak się nie udało. Jakby jeszcze miała potężny serwis, to by było inaczej. Zawodniczki z takim serwisem potrafią raz, drugi raz strzelić i wygrać mimo problemów.

    Tu te problemy były takie, że od pewnego momentu Chwalińska grała na stojąco.

    – Problemy były widoczne, ale też z drugiej strony nie były takie, żeby zejść z kortu. Tu trzeba też docenić rywalkę Mai, która z zimną krwią wykorzystała kłopoty naszej zawodniczki.

    Kibice niepotrzebnie się martwili. Chwalińska dała radę

    Żal jednak jest ogromny, bo do momentu odniesienia kontuzji oglądaliśmy taką Maję, jak w tym jakże udanym dla niej turnieju Roland Garros.

    – Dobrze to wyglądało. Zastanawialiśmy się, jak Maja poradzi sobie bez turnieju rozgrzewkowego, ale weszła w ten mecz bardzo dobrze. To spotkanie było oczywiście bardziej wyrównane, niż to wskazywał wynik, ale Polka wygrywała te najważniejsze piłki. Potrafiła wygrać gema, w którym przegrywała 40:0. Do kontuzji było 6:2 i 5:2 z rywalką, która była już na trawie ograna, miała trzy mecze na liczniku. Kibice, którzy zastanawiali się, czy gra Mai będzie pasowała na trawę, mogli odetchnąć z ulgą.

    Wyczyn tym większy, że jak przypomnę sobie rozmowę z Lechem Sidorem, to on szczerze martwił się, jak Maja sobie poradzi, mając jedynie wspomnienia z 2022. Mówił, że nic nie zastąpi dwóch, trzech meczów, że tych roboczogodzin Mai może zabraknąć.

    – Leszek ma rację, ale absolutnie nie było tego widać. Pewnie, jakby Maja miała te dwa mecze na trawie, to grałoby się jej jeszcze lepiej. Z drugiej strony, po wyczerpującym fizycznie Roland Garros ona musiała się na coś zdecydować. Zdecydowała, że nie będzie żadnych występów, że odpoczynek jest ważniejszy. Tak swoją drogą, to kiedyś, jak ta przerwa między Roland Garros i Wimbledonem wynosiła dwa tygodnie, to wielu zawodników, zwłaszcza ci, którzy dochodzili w Paryżu do półfinału, grało Wimbledon z marszu i też nie było widać, żeby trawa im dokuczała, czy jakoś przeszkadzała. Przy takim przejściu zawsze najważniejsze jest to, żeby mieć ten jeden, dwa łatwiejsze mecze na rozegranie.

    Czy trzeci set Chwalińskiej miał sens?

    To chyba można powiedzieć, że Chwalińska grała na ten scenariusz.

    – Miała idealne wejście i do momentu pojawienia się problemu zdrowotnego wszystko szło po jej myśli.

    A teraz?

    – Grając taki turniej, zawsze chcesz mieć więcej niż jeden mecz. Odpadanie już po jednym występie jest przykre. Tu jeszcze dochodzi ta kontuzja, której Maja doznała, kiedy poślizgnęła się przy piłce meczowej. Dotykała kostki, ale na skręcenie to nie wyglądało. Może jakieś naciągnięcie? Z czasem doszły jeszcze jakieś problemy fizyczne. Otwarte pozostaje pytanie, jak poważne to jest i jak długie może być leczenie. Odpowiedź poznamy dopiero, jak Maja powie coś na konferencji, a może trzeba będzie poczekać dłużej.

    Granie w tej sytuacji trzeciego seta miało jakikolwiek sens? Może należało odpuścić, żeby nie pogłębiać urazu?

    – Ryzyko pogłębienia urazu było niewielkie, bo Maja praktycznie nie ruszała się po korcie. Nie było z jej strony żadnych zrywów. Dwa pierwsze gemy wygrała i pewnie pomyślała, że w tej sytuacji spróbuje. Liczyła, że przeciwniczka się zdenerwuje i może otworzy się dla niej jakaś szansa. Rywalka zagrała jednak dobrze, a w sytuacji, kiedy Maja nie mogła się poruszać, końcowy wynik był łatwy do przewidzenia. Tak sobie myślę, ale to tylko moje przypuszczenia, że Maja nie chciała schodzić z kortu, bo przecież dostała dziką kartę. Może w ten sposób chciała organizatorom podziękować.
    Tenisistka w białym stroju skupiona podczas dynamicznego uderzenia piłki rakietą.

    Maja Chwalińska pożegnała się z WimbledonemKENTARO TOMINAGAAFP
    Tenisistka ubrana w biały strój sportowy skupiona przygotowuje się do serwisu, trzymając piłkę tenisową i rakietę na tle kortu.

    Maja Chwalińska żegna się z Wimbledonem 2026KENTARO TOMINAGAAFP
    Zawodniczka w białym stroju sportowym odbijająca piłkę tenisową rakietą podczas meczu.

    Maja Chwalińska, Wimbledon 2026KENTARO TOMINAGAAFP

    Najlepsze akcje polskich siatkarzy w turnieju Ligi Narodów w Gliwicach.

  • W taki sposób doszło do kontuzji Chwalińskiej. Pech to mało powiedziane

    W taki sposób doszło do kontuzji Chwalińskiej. Pech to mało powiedziane

    W nagraniu fragmentu meczu Mai Chwalińskiej, umieszczonym w sieci przez Polsat Sport, pojawiła się dokumentacja momentu, w którym Polka poślizgnęła się i doznała fatalnej w skutkach kontuzji. I mimo że dokończyła mecz, przez uraz nie była w stanie normalnie grać. Ostatecznie schodziła z kortu bez awansu do następnej rundy.
    Maja Chwalińska doznała kontuzji w pierwszym meczu na Wimbledonie

    Maja Chwalińska doznała kontuzji w pierwszym meczu na WimbledoniePolsat Sport

    Maja Chwalińska może mówić o wręcz niewyobrażalnym pechu. Spokojnie kontrolowała mecz pierwszej rundy Wimbledonu i wydawało się, że nic nie jest w stanie odebrać jej zwycięstwa. A jednak, przy stanie 6:2 i 5:2 i piłce meczowej Polka poślizgnęła się i doznała kontuzji stopy. Moment ten widać na poniższym nagraniu.

    Po zdarzeniu 24-latka poprosiła o pomoc medyczną. Już wtedy sprawy wyglądały kiepsko. Po chwili wróciła na kort, lecz widać było, że nie jest w pełni dyspozycji. Mananchaya Sawangkaew doprowadziła do wyrównania.

    Polka nie chciała poddać się bez walki. Przystąpiła do trzeciego seta, lecz ból nie pozwalał jej na normalną grę. Ostatecznie przegrała 6:2, 5:7, 2:6. Nie dało się nie zauważyć, że to dla niej bardzo trudna sytuacja. Tymczasem płyną wieści w sprawie stanu jej zdrowia. Niestety, nie brzmią najlepiej.

    Co ze zdrowiem Chwalińskiej? “Mówiła, że czuje skurcze w całym ciele”

    Raz po raz w trakcie transmisji meczu na ekranie można było dostrzec boks Chwalińskiej. Obecni tam współpracownicy byli załamani. Nietęgie nastroje, w rozmowie z Arturem Gacem z Interii Sport, potwierdza menadżer Mai Piotr Szczypka.

    “Nie wiem, co powiedzieć, naprawdę. Tak trudno znaleźć właściwie słowa. Jeszcze nigdy nie przeżyłem czegoś podobnego, żeby z piłki meczowej w taki sposób potoczyły się wydarzenia. To jest okropne uczucie, gdy ktoś bliski tak cierpi, a ty nie możesz mu pomóc… Tu już nawet nie chodzi o sport” – mówi.

    Sygnalizuje, że Maja nie chciała zawieść kibiców, którzy tak licznie przyszli na jej mecz. Dlatego walczyła do końca.

    “Od problemów ze stawem skokowym, gdy przewróciła się przy piłce meczowej, wszystko się zaczęło. Potem słyszałem, jak mówiła, że czuje skurcze w całym ciele. Więc nie wiadomo, czy to było powiązane ze sobą, czy nie” – opisuje.

    Należy wypatrywać dalszych komunikatów. Teoretycznie Chwalińska ma w planach wystąpić jeszcze na Wimbledonie w deblu. Ma zagrać w duecie z Sinją Kraus z Austrii. Obecnie udział stoi pod dużym znakiem zapytania, o ile tak naprawdę już nie jest wykluczony.

    Ugo Humbert – Zizou Bergs. Skrót meczu.

  • Iga Świątek pominięta. Tuż przed startem Wimbledonu. Zamiast niej dwie faworytki

    Iga Świątek pominięta. Tuż przed startem Wimbledonu. Zamiast niej dwie faworytki

    Iga Świątek wkracza na korty Wimbledonu, by bronić tytułu wywalczonego przed rokiem w epickim stylu. Niewykluczone, że na jej drodze stanie tym razem jedna z największych legend tenisa, Serena Williams. Amerykanka wraca do singlowej rywalizacji w Wielkim Szlemie po bisko czterech latach przerwy. Zapytana o zawodniczki, które z przyjemnością ogląda, wymieniła dwa nazwiska.

    Iga ŚwiątekElla Ling/ShutterstockEast News

    Trzy lata i dziesięć miesięcy. Tak długo nie widzieliśmy Sereny Williams w turnieju wielkoszlemowym jako singlistki. Ostatni w tej roli mecz rozegrała 3 września 2022 roku.

    W III rundzie US Open amerykańska ikona uległa wówczas Australijce Ajli Tomljanović 5:7, 7:6(4), 1:6. Spotkanie trwało aż 3 godziny i 5 minut. W decydującym secie Williams obroniła pięć piłek meczowych.

    Serena Williams wraca do wielkiej gry. Mówi o faworytkach. Ani słowa o Idze Świątek

    Na konferencji prasowej w Londynie 44-letnia Williams chętnie odpowiadała na pytania dziennikarzy. Były lekkie i nie wymagały werbalnej gimnastyki. Czy śledziła na bieżąco wydarzenia w światowym tenisie, kiedy sama nie startowała?

    – Śledziłam tenis cały czas. Naturalnie nie wszystkie mecze i nie wszystkie turnieje. Oglądałam głównie Wielkiego Szlema. Z dużym zainteresowaniem patrzę zawsze na grę Aryny Sabalenki. Uwielbiam ją za dynamikę na korcie. Bardzo lubię też Mirrę Andriejewą.

    Legenda wymieniła dwa nazwiska, wskazując na Białorusinkę i Rosjankę. Iga Świątek, broniąca tytułu mistrzyni Wimbledonu, nie została zauważona. Ale niewykluczone, że… utytułowana Amerykanka dostrzeże walory najlepszej polskiej tenisistki już w najbliższą sobotę.

    Tego dnia może dojść do pojedynku Świątek – Williams. Stawką będzie awans do 1/8 finału. Najpierw obie zawodniczki muszą jednak pokonać dwie pierwsze przeszkody.

    Na kort wyjdą we wtorek. Polka zmierzy się z Amerykanką Taylor Townsend (14:30). Weteranka stanie z kolei naprzeciw Australijki Mayi Joint (18:00).

    – Wiem, że żadna rywalka nie chciała trafić na mnie już w I rundzie – przyznaje bez fałszywej skromności Williams. – Nie jest to nic zaskakującego. To naturalne, że w turnieju wielkoszlemowym chcesz złapać rytm, zagrać najpierw z kimś, kogo znasz. W tej chwili nikt nie wie, jak bardzo mogła zmienić się moja gra i czego ode mnie oczekiwać.

    Tymczasem na korcie zameldowała się już Maja Chwalińska. Relację live z jej pierwszego występu w Wimbledonie znajdziesz TUTAJ.
    Tenisistka w sportowej koszulce i czapce z daszkiem zasłania twarz dłońmi, wyrażając silne emocje na korcie.

    Iga ŚwiątekAFP
    Kobieta w sportowym stroju na korcie tenisowym wykonuje gest pocałunku skierowanego do publiczności, w tle widoczny rozmyty tłum kibiców.

    Aryna SabalenkaWilliam WestAFP
    Tenisistka ubrana w czerwony strój sportowy i czarną czapkę z daszkiem, trzymająca rękę przed sobą i patrząca na nią podczas meczu na korcie tenisowym.

    Mirra AndriejewaGreg BAKERAFP
    Kobieta o długich, falowanych blond włosach z delikatnym makijażem, ubrana w czarny strój i srebrny łańcuszek, patrzy spokojnie w stronę aparatu. Tło jest ciemne, co eksponuje jej twarz i fryzurę.

    Serena WilliamsJULIEN DE ROSAAFP

    Iga Świątek: Taylor Townsend ma wyróżniający się styl i nie będzie to łatwa pierwsza runda

  • Upadek Chwalińskiej przy meczbolu, było 6:2, 5:2. Trzysetowy bój Polki na Wimbledonie

    Upadek Chwalińskiej przy meczbolu, było 6:2, 5:2. Trzysetowy bój Polki na Wimbledonie

    Sześć tygodnie temu, w ostatniej aktualizacji rankingu WTA przed startem Rolanda Garrosa, Maja Chwalińska i Mananchaya Sawangkaew zajmowały pozycje w drugiej setce rankingu WTA. I gdyby wtedy przyszło im się zmierzyć w kwalifikacjach w Paryżu, Polka byłaby pewnie faworytką, ale delikatną. Też z uwagi na jej wcześniejsze występy na mączce, choćby w Oeiras.

    Jeden turniej wszystko jednak zmienił. Dziś na Maję patrzy cały tenisowy świata – sensacyjnym finałem w Paryżu awansowała na 21. miejsce w rankingu. Swoim stylem gry rozkochała kibiców, organizatorzy Wimbledonu podjęli decyzję, na którą pewnie miała wpływ presja otoczenia – dali Polce dziką kartę. W czym wielką zasługę miał też Victor Archutowski, były menedżer Agnieszki Radwańskiej.

    W Paryżu Maja zawsze jednak grała jako typowy “underdog”, może poza pierwszymi dwoma rundami kwalifikacji, gdy rozbiła zawodniczki z Francji. A w Londynie to się zmieniło – dostała “20” w drabince, została rozstawiona, miała niezłe losowanie. Zgodnie z prawidłami, powinna dojść przynajmniej do trzeciego etapu.

    Jej rywalka z Azji miała przewagę w zasadniczym elemencie – ograła się na trawie. W turnieju WTA 125 w Birmingham, później wtakim samym w Ilkley, wreszcie w kwalifikacjach Wimbledonu w Roehampton rozegrała aż dziewięć spotkań. A Polka – żadnego. Jedynie pokazowa potyczka z Magdą Linette w piątek była takim przetarciem w warunkach meczowych.

    Wimbledon. Maja Chwalińska kontra Mananchaya Sawangkaew na Court 12. Stawką druga runda

    Jeśli ktoś miał wątpliwości, czy Polka zasłużyła na “dziką kartę” do Londynu, to już pierwsze gemy te wątpliwości rozwiały. Maja w Paryżu czarowała – siłowemu tenisowi Zheng, Sznajder czy Andriejewej przeciwstawiała finezję, zmiany rytmu, kapitalne rotacje.

    A teraz, na zupełnie innej nawierzchni, grała dokładnie tak samo.

    Sawangkaew od początku starała się grać bardzo ofensywnie, przejmować inicjatywę, zaskakiwać Maję. A Polka znakomicie się ustawiała, przewidywała ruch rywalki, dobiegała do piłek, które większość dziewczyn w tourze dawno by odpuściła. Irytowało to jej rywalkę z Tajlandii, popełniała coraz więcej niewymuszonych błędów. I szybko, w drugim gemie, została przełamana.
    Tenisistka w białej koszulce i czapce skoncentrowana podczas serwisu, zbliżenie na jej twarz i wyciągniętą rękę oraz widoczna lecąca piłka tenisowa.

    Mananchaya Sawangkaew, Wimbledon 2026KIRILL KUDRYAVTSEV AFP

    Polka pierwszy taki błąd popełniła pod koniec trzeciego gema, posłała smecza w siatkę, na równowagę. Po 18 minutach i tak jednak prowadziła 4:0, z dwoma przełamaniami. Za chwilę musiała bronić nawet break pointa, ale i tu poradziła sobie perfekcyjnie. Doszło do tego, że Mananchaya broniła się przed przegraniem inauguracyjnej partii 0:6.

    Nie pomagały jej podwójne błędy serwisowe, ale dopięła swego, zapisała w końcu “jedynkę” na swoim koncie. A później “dwójkę”, zdołała bowiem przełamać w końcu serwis Polki, wytrzymując krosową wymianę i w odpowiedniej chwili zmieniając kierunek.

    Set skończył się jednak wynikiem 6:2 dla Polki, choć musiało upłynąć kolejnych 10 minut. Azjatka grała nieco lepiej, wciąż miała tendencje do atakowania, ale popełniała mniej błędów. Mogła kilka razy doprowadzić do 3:5, Maja miałaby wtedy zapas tylko jednego przełamania. Nie udało się, po 44 minutach Chwalińska zapewniła sobie seta. Miały podobną ilość winnerów – Polka 11, Sawangkaew – 14. Ale te błędy okazały się kluczowe, zaledwie cztery po stronie Polki i aż 19 u Mananachayi.
    Tenisistka w białym stroju dynamicznie odbijająca piłkę rakietą w trakcie meczu na zielonym korcie.

    Maja ChwalińskaKIRILL KUDRYAVTSEV AFP

    Niemniej ta końcówka seta pokazała, że wiele w tym starciu może się jeszcze wydarzyć. A Sawangkaew nie jest tenisistką, która zawczasu się poddaje. W finale kwalifikacji przegrywała z Oceane Dodin 5:5 i 3:5, broniła trzech piłek meczowych. A jednak zdołała odwrócić losy tego starcia.

    Dziś w piątym gemie miała dwie szanse na przełamanie serwisu Polki, było 15-40. I wtedy Maja zagrała kilka kolejnych akcji tak, jak w najlepszych momentach swojego starcia w Paryżu z Dianą Sznajder. Mogło być 3:2 i serwis dla zawodniczki z Tajlandii, za chwilę było zaś 2:4. To Polka wywalczyła breaka. I była już na autostradzie do drugiej rundy. Do zapewnienia sobie 60 punktów do rankingu i solidnej wypłaty.

    Pojawiły się drobne problemy w gemie numer siedem – tym razem zrobiło się 0-40. I wtedy Maja znów popisała się kapitalnymi zagraniami, choć trochę też pomogła rywalka, choćby przy ostatnim break poincie. Mananchaya miała inicjatywę w akcji, a jednak znów zatrzymała się na siatce.

    A później Polka miała meczbola na 6:2, 6:2. I na moment zatrzymały się serca polskich kibiców. Maja się poślizgnęła, prawa noga wygięła się w stawie skokowym. Grymas na twarzy świadczył, że coś się delikatnie nadwyrężyło, być może któreś więzadło. Maja poprawiła buta, wróciła do gry, ale przegrała dwie kolejne akcje.

    Poprosiła o pomoc fizjoterapeutyczną, niezbędna okazała się przerwa medyczna. Z opatrunkiem na stawie skokowym wróciła do gry, pozostało wygrać jeszcze gema. I dać ciału odpocząć na dwa dni. Tyle że pojawiły się problemy, Maja przegrała kolejne trzy akcje, znów zrobiło się 0-40. I tym razem Polka dała radę wyrównać. Nie dołożyła jednak dwóch brakujących do awansu punktów, to Tajlandka odrobiła kolejną stratę. I za moment serwowała po remis w drugiej partii.

    Mowa ciała zawodniczki z Bielska-Białej pokazywała, że nie jest dobrze. Ale walczyła. Sawangkaew miała cztery szanse na 5:5. I tę ostatnią wykorzystała.

    Mananchaya popełniała o wiele mniej błędów niż w pierwszej fazie spotkania, uderzała mniej ryzykownie, bo miała też świadomość, że Polka musi się oszczędzać. A Maja rozciągała nie tylko stopę, także biodro, pojawiły się kolejne kłopoty. I została znów przełamana, z 5:2 zrobiło się 5:6. A później 5:7, już bez większej walki.

    Wydawało się, że w tej sytuacji Polka podda spotkanie. Tymczasem wzięła torbę, ruszyła do szatni na przerwę toaletową. Jeszcze wierzyła, że skoro pojawiła się taka szansa gry na “świętej trawie”, to nie można jej przedwcześnie kończyć.
    Tenisistka w białym stroju wykonuje dynamiczny ruch rakietą podczas meczu na korcie.

    Maja Chwalińska, Wimbledon 2026KENTARO TOMINAGAAFP

    Sawangkaew długo musiała czekać na naszą zawodniczkę, ale Maja w końcu wróciła. Było jasne, że jeżeli uda jej się sprawić, by rywalka nie odskoczyła, to mecz potoczy się dalej. A jeśli seria Azjatki będzie trwała dalej, wydłuży się z tych pięciu kolejnych wygranych gemów do siedmiu czy ośmiu, to dalszy opór nie będzie miał większego sensu.

    Chwalińska przerwała tę serię, wygrała gema otwarcia. Ale też już nie biegała z takim wigorem, trudno się dziwić. Za chwilę Polka wywalczyła breaka na 2:0, pojawiła się większa nadzieja na zwrot akcji. Namanchaya opanowała jednak sytuację, grała lżej, za to dokładniej. I Polka nie była w stanie już gonić piłki. Gdy przegrała gema na 2:4, wzięła ręcznik, przecierała twarz, być może też z łez. Było jasne, że na Court 12 cud się nie wydarzy.

    Tajka wygrała 2:6, 7:5, 6:2. O trzecią rundę zagra z Alycią Parks lub Alicią Dudeney.
    Młoda kobieta z długimi, jasnymi włosami w zielonej sportowej kurtce z logotypami Lotto i Orlen, stojąca na tle z rozmytymi emblematami.

    Maja ChwalińskaTomasz Jastrzebowski/REPORTEREast News

    Lewandowski w Chicago. “Kierunek odpowiedni dla niego”.

  • Wyjaśniło się ws. sponsora Chwalińskiej. Menadżer potwierdza, koniec plotek

    Wyjaśniło się ws. sponsora Chwalińskiej. Menadżer potwierdza, koniec plotek

    Po tym, jak Maja Chwalińska pojawiła się w Londynie w ubraniach ze znaczkiem Lacoste, ruszyła lawina spekulacji. Zastanawiano się, czy Polka podpisała umowę z nowym sponsorem. Wątpliwości rozwiewa menadżer Piotr Szczypka, który oficjalnie oświadcza, że żadnego kontraktu nie ma. Przynajmniej na razie. Dodaje coś więcej.
    Maja Chwalińska, Wimbledon 2026

    Maja Chwalińska, Wimbledon 2026MARKO DJURICA / ReutersAgencja FORUM

    Już chwilę po tym, jak Maja Chwalińska zameldowała się w Londynie, zauważono, że na noszonych przez nią ubraniach pojawiło się logo firmy Lacoste. Stąd część kibiców wysnuła wniosek o nawiązaniu przez Polkę i Francuzów umowy sponsorskiej. Spekulacje ucina jednak właśnie menadżer tenisistki Piotr Szczypka.

    “Maja będzie grała w Wimbledonie w Lacoste, ale jeszcze nie ma podpisanej umowy. Niekoniecznie trzeba to podpisywać w tym momencie. Dostała ubrania od nich. To elegancka fajna firma i się podoba” – oświadcza na Kanale Tenisowym.

    Maja ma propozycję od Lacoste, ale w tego typu interesach potrzebny jest spokój. Damy sobie więcej czasu

    To oznacza, że Chwalińska przystąpiła do Wimbledonu bez kontraktu, choć to na pewno nie będzie stan permanentny. O tym, że w temacie coś się dzieje, mówiła w rozmowie z Interią Sport Aleksandra Musiał, menedżerka klubu Mai Chwalińskiej BKT Advantage Bielsko-Biała.

    Maja Chwalińska jeszcze bez sponsora. Trwają intensywne działania

    “Wiadomo, że pojawiło się dużo ofert, co jest normalne, ale nie chcę zdradzać żadnych szczegółów, ani mówić o konkretnych kontraktach. Wszystko jest w toku, zajmuje się tym cały sztab, Mai zaufani ludzie, tak że nie chcemy póki co specjalnie nic zdradzać” – mówiła Musiał pytana przez Artura Gaca o to, czy Lacoste jest już oficjalnym sponsorem technicznym.

    Nie jest tajemnicą, że po sukcesie w wielkoszlemowym Roland Garros 2026 Maja może liczyć na wzmożone zainteresowanie ze strony potencjalnych sponsorów i reklamodawców.

    Już przed prawie dwoma tygodniami Szczypka opowiadał, że temat podpisania nowej wielkiej umowy jest jednym z głównych jego zadań.

    “Takie umowy wymagają ciszy i spokoju. Za mną już wiele rozmów, maili, przeglądania draftów umów. Jeśli od jakiegoś czasu jestem trudno osiągalny, to właśnie dlatego. Rozmowy z firmami i potencjalnymi sponsorami, to coś, co zaprząta w tej chwili całą moją uwagę” – tłumaczył Dariuszowi Ostafińskiemu.

    Maja Chwalińska: Myślę, że na igrzyskach w LA mogłybyśmy stworzyć z Igą Świątek dobrą deblową parę.

  • Niepokój tuż przed meczem Chwalińskiej. Trener gra w otwarte karty

    Niepokój tuż przed meczem Chwalińskiej. Trener gra w otwarte karty

    “polski poniedziałek” na Wimbledonie. I wszyscy od razu obiecują sobie bardzo dużo po tym, czego Maja Chwalińska dokonała w Paryżu.

    Jaroslav Machovsky: – Cieszymy się, ale zobaczymy, jak to pójdzie, bo czasu na przygotowania było za mało. Mimo to oczywiście będziemy walczyć i zrobimy wszystko, co w naszej mocy. Trawa to jednak specyficzna nawierzchnia, każdy wchodzi w nią lepiej, jak trochę na niej pogra.

    Na pana tle ja patrzę okiem laika, ale przyglądając się praktycznie całemu, godzinnemu treningowi Mai z Austriaczką Sinją Kraus, w którym dominowały zwłaszcza wymiany i akcje, delikatnie mówiąc nie wyglądało to źle.

    – Owszem, wyglądało nieźle, ale chodzi o to, by poczuć się na tyle dobrze, żeby prowadzić swoją grę. A tutaj jest trochę inaczej, trzeba mieć sposób na wygrywanie punktów. Uderzenia Mai i to wszystko jest okay, ale kluczowy jest sposób grania, a do tego najlepsza rutyna, czyli rozegranie paru meczów. Tutaj nie zdążyliśmy tego zrobić, nie było na to czasu, więc zobaczymy.

    Tu od razu wchodzicie w drabinkę główną.

    – Nawet nie o to chodzi. Bardziej o komfort lepszych przygotowań, a tutaj z takim wariantem nie zdążyliśmy.

    Co wiecie o przeciwniczce Mai, którą w meczu pierwszej rundy będzie Tajlandka Mananchaya Sawangkaew?

    – Mogę powiedzieć, że gra jak chłopak, czyli prezentuje męski tenis. Miesza grę, posyła slajsy, top spiny, jest bardzo szybka. To naprawdę bardzo dobra zawodniczka.

    W teorii wymagająca?

    – Tak uważam. Poza tym wygrała eliminacje, a to jest zawsze plus. Za nią bardzo dobre mecze, jest napędzona i będzie chciała wygrać. Ale my mamy identyczny cel. Pamiętamy Maję w Paryżu, tam droga przez eliminacje już zbudowała w niej pewność siebie. Żeby to było na innej nawierzchni, to sytuacja byłaby inna. A tak ma przewagę paru meczów, co zawsze jest wartością dodaną.

    Jeśli chodzi o cały arsenał umiejętności i możliwości Mai, które są najskuteczniejsze na trawie?

    – Slajs, gra na siatce i wszelkie różne zmiany, czyli miksowanie gry. Ale musi grać w tempie, jakby była za wolna, to nie zdąży. Na przykład Tatjana Maria, która jest dużo starsza, posyła sporo slajsów, a to wymaga od przeciwniczek ciągłego grania na siatce, co jest bardzo nieprzyjemne.

    – Mnie bardzo ucieszyło to, że mogła zagrać taki regularny mecz. Magda to naprawdę super zawodniczka, doświadczona, tak że dla nas to był bardzo dobry element przygotowania do turnieju. Zwłaszcza, że oprócz tego nie było żadnego meczu, więc to był ewidentny plus. Gra była bardzo dobra, bo Magda ma poziom, co nam pomogło.

    Pan trochę odpoczął mentalnie po Paryżu?

    – Właśnie nie do końca. Wszystko następuje szybko. W klubie też było coś do zrobienia, a gdy Maja wróciła z krótkich wakacji, od razu zaczęliśmy trenować. Dlatego dość szybko przyjechaliśmy tutaj, by treningowo zdążyła się trochę rozegrać na trawie.

    Nie było zbytnio czasu, by decydować się na inny turniej.

    – Nie było, właśnie w tym rzecz. Przed Roland Garros Maja rozegrała bardzo dużo turniejów, w Paryżu było super, ale stoczyła tak wiele spotkań, że trzeba było odpocząć. Po Wimbledonie są jeszcze następne turnieje, więc to wszystko też trzeba brać pod uwagę. Wcześniej Maja miała dużo kontuzji, więc także dlatego nie chcieliśmy się spieszyć. Przerwa była dla niej ważna.

    Obserwowałem też mowę ciała Mai, patrzyłem na jej mimikę i wyraz twarzy. Zauważyłem dużo dobrej energii. Jakby mimo braku optymalnych przygotowań do Wimbledonu, była dobrze nastawiona.

    – No tak. W sumie sama Maja też ma od siebie duże oczekiwania, od wszystkich w Polsce. I od razu dodam, że to jest zupełnie naturalne. Podobnie jak naturalne jest to, że zbyt wielkie oczekiwania nie pomagają. Jednak tak to jest skonstruowane, że każdy sukces przynosi pragnienie jego powtarzalności. W tym krótkim czasie z ludźmi, którzy Mai pomagają, zrobiła wszystko, co mogła, by wytrzymać trudy tego turnieju. Myślę, że damy radę.

    W Londynie rozmawiał Artur Gac, Interia

    Chcesz porozmawiać z autorem? Napisz: artur.gac@firma.interia.pl
    Tenisistka w białym stroju uderzająca piłkę rakietą podczas dynamicznej akcji na korcie, w tle rozmazane sylwetki kibiców.

    Maja ChwalińskaCHOLEWINSKI MARCINNewspix.pl
    Zawodniczka tenisowa wykonuje dynamiczny zamach rakietą podczas meczu, skupiona na grze, ubrana w jasnożółty bezrękawnik sportowy.

    Maja ChwalińskaJULIEN DE ROSAAFP

    Maja Chwalińska: Nie jestem przesądna, trenerzy już tak. Od trzech tygodni codziennie jedzą…

  • Co z sekretami Chwalińskiej? Na jaw wychodzą nowe fakty, tuż przed Wimbledonem

    Co z sekretami Chwalińskiej? Na jaw wychodzą nowe fakty, tuż przed Wimbledonem

    Maja Chwalińska została wicemistrzynią Roland Garros, a teraz szykuje się do gry na Wimbledonie. W pierwszej rundzie zmierzy się ze sklasyfikowaną na 164. miejscu Mananchayą Sawangkaew. Polka jest faworytką tego i następnego meczu. Schody zaczną się później (od trzeciej rundy), a wynik Chwalińskiej będzie zależeć od tego, czy rywalki już ją rozpracowały. Porażka z Mirrą Andriejewą w Paryżu mogłaby na to wskazywać. Ciekawą teorią podzielił się z nami Wojciech Andrzejewski z komisji kształcenia trenerów w PZT.
    Sekrety Mai Chwalińskiej są bezpieczne. Co za wieści tuż przed Wimbledonem.

    Sekrety Mai Chwalińskiej są bezpieczne. Co za wieści tuż przed Wimbledonem.EastNewsEast News

    Kiedy Maja Chwalińska zaskakiwała na kortach Roland Garros, to mówiono, że to się skończy, jak tylko rywalki ją rozpracują. Finał był taki, że Chwalińska przegrała w dwóch setach z Mirrą Andriejewą. Czy to jest dowód na rozpracowanie, a Chwalińska nie ma czego szukać w Wimbledonie?

    Wiemy, co Andriejewa usłyszała od Martinez

    Ciekawą teorią podzielił się z nami Wojciech Andrzejewski z komisji kształcenia trenerów PZT. – Powiedziałbym, że finał Roland Garros, to inna bajka. Oddzieliłbym to, co tam się stało od pozostałych spotkań. Andriejewa nie wygrała, dlatego że rozpracowała Chwalińską. Raczej wykorzystała okazję, a Conchita Martinez, która trenuje Andriejewą powiedziała jej przed tym spotkaniem jedno: “zrób wszystko, żeby ją zajechać fizycznie”. I Rosjanka to zrobiła – zauważa Andrzejewski.

    – Sześć gemów po dwadzieścia piłek wystarczyło, żeby Chwalińska miała dość. Obrazowo mówiąc Maja po takiej dawce była na korcie “trupem”. Miała dość, już nie chciała grać, nie miała siły. To wszystko wynikało z tego, że zagrała trzy mecze więcej niż Andriejewa, a ten półfinałowy ze Sznajder był maratonem – ocenia Andrzejewski.

    Sekrety Chwalińskiej są bezpieczne

    Zdaniem trenera wszystkie sekrety Chwalińskiej są bezpieczne. A wszystkie te zagrania, którymi czarowała publiczność, a które były tak wielkim zagrożeniem dla jej rywalek, dalej są jej potężną bronią, z której będzie mogła skutecznie skorzystać na kortach Wimbledonu.

    – Loby, zwalnianie gry, to powodowało u przeciwniczek kociokwik. A kiedy były spychane poza kort, to nagle ich system nerwowy nie wytrzymywał. To wszystko świetnie działało na kortach w Paryżu i tak samo może funkcjonować na trawiastych kortach Wimbledonu. Maja do londyńskiego turnieju przystąpi na większej świeżości. A jeśli zajdzie daleko, to nie będzie miała w nogach trzech rund kwalifikacyjnych i będzie ją stać na więcej – przekonuje Andrzejewski.

    Tylko jedno może zatrzymać Chwalińską

    Człowiek, który o szkoleniu wie wszystko, mówi wprost, że repertuar Chwalińskiej jest wystarczający, by myśleć o dobrym wyniku na trawie. – Podnoszenie piłki ma mniejsze znaczenie, ale slajs czy skrót będzie jak najbardziej na miejscu. Naprawdę sam jestem ciekaw, co z tego wszystkiego wyjdzie. Na pewno Maja Chwalińska może znów doprowadzić rywalki do nerwowego rozstroju.

    W zasadzie tylko jedno może zatrzymać Polkę na wimbledońskiej trawie. Chodzi o mokre podłoże. – W Michałówku był kiedyś turniej grany po deszczu. Podłoże było miękkie, a piłka skakała i robiła cuda. Dopiero jak wyschło, był normalny tenis – zauważa Andrzejewski, ale na szczęście prognoza pogody dla Londynu jest dobra i nie zapowiada deszczu. Byłoby ciekawie, jakby Chwalińska doszła do 4. rundy i znów spotkała się z Andriejewą. Wtedy Rosjanka nie miałaby już szans zamęczyć Chwalińskiej. Liczyłyby się umiejętności i zmysł taktyczny.
    Kobieta w zielonej bluzie sportowej siedzi przy stole z mikrofonem i butelkami napojów, na tle ścianki z powtarzającym się wzorem logo.

    Maja ChwalińskaTomasz JastrzebowskiEast News
    Zawodniczka tenisowa wykonuje dynamiczny zamach rakietą podczas meczu, skupiona na grze, ubrana w jasnożółty bezrękawnik sportowy.

    Maja ChwalińskaJULIEN DE ROSAAFP
    tenisistka ubrana w niebieską sukienkę sportową wykonuje dynamiczny ruch, rozciągając się po piłkę podczas meczu na korcie ziemnym, w tle widoczne logo sponsora

    Mirra AndriejewaBarbara GindlAFP

    Iga Świątek: Taylor Townsend ma wyróżniający się styl i nie będzie to łatwa pierwsza runda