• Poseł PiS napisał do premiera Donalda Tuska. Dostał dwa zdania odpowiedzi

    Poseł PiS napisał do premiera Donalda Tuska. Dostał dwa zdania odpowiedzi

    Prawo składania przez posłów interpelacji i zapytań poselskich wynika z Konstytucji, precyzujących tę regulację przepisów regulaminu Sejmu oraz ustawy o wykonywaniu mandatu posła i senatora. Z uprawnień tych skorzystał niedawno poseł PiS, były wiceminister spraw zagranicznych Paweł Jabłoński.
    O co pytał Paweł Jabłoński?

    8 listopada poseł PiS napisał interpelację skierowaną do Donalda Tuska. “Szanowny Panie Premierze, nie jest tajemnicą, że jednym z najważniejszych sojuszników naszego kraju są Stany Zjednoczone. Utrzymywanie dobrych relacji transatlantyckich od dekad stanowiło jeden z najważniejszych elementów polskiej polityki zagranicznej. Dobre relacje polsko-amerykańskie to jeden z fundamentów naszego bezpieczeństwa. W ostatnich miesiącach pojawiały się liczne doniesienia medialne, jakoby pan premier miał nie najlepsze relacje z prezydentem Stanów Zjednoczonych Donaldem Trumpem” — rozpoczął parlamentarzysta.

    Podkreślił, że informacje te wymagają zweryfikowania, dlatego prosi o udzielenie odpowiedzi na następujące pytania:

    1. Ile bilateralnych spotkań z Donaldem Trumpem odbył Pan od 20 stycznia 2025 r. (tj. daty jego zaprzysiężenia)?

    2. Ile bilateralnych rozmów telefonicznych z prezydentem Trumpem odbył Pan w tym czasie?

    3. Jakie były daty tych rozmów i spotkań?

    4. Jeżeli do takich rozmów/spotkań nie doszło — z jakiego powodu?
    Jakiej odpowiedzi udzieliła Kancelaria Prezesa Rady Ministrów?

    W imieniu Donalda Tuska odpowiedzi udzielił Jakub Stefaniak, zastępca Szefa Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. “Z upoważnienia Prezesa Rady Ministrów Donalda Tuska, w odpowiedzi na interpelację o numerze K10INT13509, przekazuję następujące informacje. Wszystkie oficjalne spotkania i rozmowy zagraniczne Prezesa Rady Ministrów Pana Donalda Tuska są komunikowane na stronie internetowej gov.pl/premier” — napisał krótko.
    Jak zareagował poseł Jabłoński?

    Przekazane informacje nie zadowoliły byłego wiceministra w MSZ. Taka też adnotacja widnieje na stronach Sejmu.
    Interpelacja posła Pawła JabłońskiegoSejm.gov

    Interpelacja posła Pawła Jabłońskiego

    4 grudnia ponownie napisał do Donalda Tuska. “Szanowny Panie Premierze, z dużym rozczarowaniem stwierdzam, że przesłane do mnie dwuzdaniowe, lekceważące w tonie pismo nie stanowi w istocie odpowiedzi na interpelację — ogranicza się bowiem do stwierdzenia, że informacje o rozmowach i spotkaniach publikowane są na pewnej stronie internetowej. Na stronie tej nie ma jednak danych liczbowych ani informacji o przyczynach braku rozmów i spotkań. Co gorsza, kształt i treść tego pisma wskazują, że wydelegowany do udzielenia odpowiedzi podległy Panu pracownik — sekretarz stanu o nazwisku Jakub STEFANIAK — ma znaczne trudności w czytaniu ze zrozumieniem. Każdemu należy się jednak druga szansa” — czytamy w piśmie Jabłońskiego.

    Poseł PiS ponownie domaga się udzielenia mu szczegółowych informacji. “Ponawiam zatem wszystkie cztery pytania i proszę o udzielenie rzetelnej odpowiedzi. Dla ułatwienia zrozumienia tekstu przez. p. STEFANIAKA — który, jak zakładam, ponownie zostanie wydelegowany do udzielenia odpowiedzi — kluczowe słowa zostały pogrubione i podkreślone:

    1. Ile bilateralnych spotkań z Donaldem Trumpem odbył Pan od 20 stycznia 2025 r. (tj. daty jego zaprzysiężenia)?

    2. Ile bilateralnych rozmów telefonicznych z prezydentem Trumpem odbył Pan w tym czasie?

    3. Jakie były daty tych rozmów i spotkań?

    4. Jeżeli do takich rozmów/spotkań nie doszło — to z jakiego powodu?” — pisze Paweł Jabłoński.

    Ponowne wystąpienie oczekuje obecnie na odpowiedź.

    Czytaj także:

    Karol Nawrocki usłyszał okrzyk. Prezydent nie zastanawiał się ani chwili [WIDEO]
    Niecodzienne głosowanie w Sejmie. “Za” byli wszyscy posłowie na sali
    “To nie początek wojny. To deklaracja zemsty”. USA bombardują ISIS

    Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Subskrybuj Onet Premium. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.

    GRS

    Dziennikarze Onet Wiadomości

    Data utworzenia:

    22 grudnia 2025, 04:37
    Zobacz również

    Chcesz, żebyśmy opisali Twoją historię albo zajęli się jakimś problemem? Masz ciekawy temat? Napisz do nas! Listy od czytelników już wielokrotnie nas zainspirowały, a na ich podstawie powstały liczne teksty. Wiele listów publikujemy w całości. Wszystkie znajdziecie

  • Adam Małysz reaguje na odsunięcie gwiazdora przed TCS. Jednoznacznie

    Adam Małysz reaguje na odsunięcie gwiazdora przed TCS. Jednoznacznie

    Adam Małysz reaguje na odsunięcie gwiazdora przed TCS. Jednoznacznie
    Adam Małysz
    Adam Małysz (Foto: Marcin Golba/NurPhoto via Getty Images / Getty Images)

    Tego jeszcze nie było w tym sezonie! W niedzielę w Engelbergu Kacper Tomasiak realnie walczył o podium, Paweł Wąsek był blisko pierwszej dziesiątki, a w skokach Kamila Stocha było widać energię. Prezes PZN Adam Małysz powiedział nam, co to może oznaczać w najbliższej przyszłości i jak wypadnięcie ze składu na Turniej Czterech Skoczni powinno wpłynąć na Dawida Kubackiego. Zwrócił też uwagę na szczegół, który może dawać przewagę zwycięzcy z niedzieli.

    Więcej ciekawych informacji znajdziesz w Przeglądzie Sportowym

    Kamil Wolnicki: Adam, o co chodzi w tych skokach? W sobotę Paweł Wąsek nie istnieje, w niedzielę walczy o miejsce w dziesiątce. Skończył 13., ale to i tak jego najlepszy wynik w sezonie.

    Adam Małysz (prezes PZN): Widzisz, da się. Dopiero co o tym rozmawialiśmy, że skoki są nieobliczalne. Raz jesteś, raz cię nie ma. Czasem coś zajarzy i działa. Rozmawiałem też z Maćkiem Maciusiakiem. Mówił mi, że Paweł w niedzielę skoczył normalnie, bez żadnego kombinowania. Nawet przy złych warunkach w drugiej próbie sobie poradził. Czasem mały błąd potrafi zrobić dużo zamieszania, w ogóle niepotrzebnego, ale później skoczkowi trudno się pozbierać. I w drugą stronę, mała zmiana może spowodować, że zaczynasz się liczyć.

    Dalszy ciąg materiału pod wideo
    Adam Małysz wprost o skokach Kamila Stocha i Macieja Kota

    O najmilszych kwestiach porozmawiamy później. Najpierw trudne sprawy. Dawid w niedzielę przekreślił szansę na wyjazd na Turniej Czterech Skoczni.

    Decydują trenerzy, ale uważam, że Dawidowi przyda się spokojny trening albo starty w zawodach niższej kategorii. Tam może nabrać pewności siebie.

    A 18. Kamil Stoch i 27. Maciek Kot w niedzielę skoczyli na swoim aktualnym poziomie?

    Kamil może skakać zdecydowanie lepiej. Sam wiem, jak skakał jeszcze niedawno. Z drugiej strony w niedzielę w Engelbergu było widać poprawę, próg zaczął mu oddawać. Wcześniej skakał z dużą rezerwą. Tak było w Klingenthal, Wiśle czy nawet w sobotę w Engelbergu. Drugiego dnia w Szwajcarii było widać, że nawet przy trudnych warunkach jest w stanie trochę odlecieć, a to dlatego, że było w tym zdecydowanie więcej energii. Jeśli chodzi o Maćka, to myślę, że też go stać na wiele więcej, bo te niedzielne skoki wcale nie były rewelacyjne. Jeszcze jest za mało nad nartami, za dużo walczy z tym wszystkim i nie ma takiej swobody. Na pewno jest jednak jakiś punkt zaczepienia, bo zdobywa punkty.

    A co wymyślił Piotrek Żyła, który odpadł w pierwszej serii?

    Po pierwsze, to strasznie spóźnił skok, a przy takim tylnym wietrze, to nie ma szans. Rozmawiałem też z Maćkiem o tym, że strasznie się mi nie podoba, jak on szarpie rękami. Później prostuje za progiem. Kiedy przypilnuje te ręce, to wtedy biodro się zdecydowanie wyżej uniesie i nie wyprostuje go tak bardzo. Tylko wiadomo, że z Piotrkiem to jest trudna rozmowa na takie tematy.
    Adam Małysz wierzy, że Kacper Tomasiak wskoczy na podium

    Został nam Kacper. Był czwarty po pierwszej serii, skończył piąty. Liczyłeś już w niedzielę na podium?

    Przy odrobinie szczęścia mógł tam być, ale też prawda jest taka, że on sam trochę popsuł ten drugi skok. Cieszę się jednak, bo Kacper jest stabilny i nawet kiedy popełni jakiś błąd, to jednak zostaje w czołówce. A podium? Myślę, że to kwestia czasu, kiedy faktycznie tam stanie. Przy takich skokach ma naprawdę wielką szansę.

    Taki nastolatek w polskich skokach to rzadkość.

    Mieliśmy kilku takich nastolatków, ale tu potrzeba bardzo rozsądnego podejścia, bo byli i tacy, którzy potrafili wygrać, a później znikali. Trzeba dużo spokoju w tym wszystkim, to na pewno. Z drugiej strony super, że pojawił się zawodnik, który faktycznie może konkurować w Pucharze Świata na tak wysokim poziomie. Jestem przekonany, że Kacper może wygrywać, kiedy nabierze jeszcze większej pewności siebie i złapie stuprocentową formę. Dzisiaj to nasze oczko w głowie i największa nadzieja. Z drugiej strony mogę śmiało powiedzieć, że dzisiaj mamy kilku takich młodych skoczków. Jeszcze nie odpalili tak, jak Kacper, ale trzeba poczekać. My, w przeciwieństwie często do dziennikarzy i opinii publicznej, musimy czekać, bo wiemy, jaki jest sport. Potrzeba zmiany pokolenia, a to zajmuje trochę czasu, żeby wszystko wystrzeliło.

    Słyszę w twoim głosie dużo więcej optymizmu niż ostatnio, ale można też spojrzeć krytycznie na teraźniejszość. Zostawiając na boku Tomasiaka, to reszta skacze tak, że można losować przed konkursem, kto akurat zaprezentuje się przyzwoicie, a kto zawali swój start. Nic nie wiadomo. Przecież dopiero co wydawało się, że Żyła jest najbliżej tego, żeby doskoczyć do Kacpra, tymczasem zawalił niedzielę. Zupełnie odwrotna jest sytuacja z Wąskiem.

    Odpowiedź jest dość prosta. Kacper osiągnął stabilny poziom, reszta nie jest w punkcie, w którym można liczyć na podobne skoki jeden za drugim. Nie mówię, że od razu najlepsze, ale równe. W niedzielę w Engelbergu to wyszło Kamilowi czy Maćkowi, ale i tak wszyscy będziemy się zastanawiać, jak to wyjdzie w Turnieju.

    I co przewidujesz?

    Wiesz co… Weźmy pod uwagę też fakt, że w niedzielę w Engelbergu warunki były trudne i zmienne, więc trudno powiedzieć kto w jakiej formie pojedzie na Turniej. Mogę powiedzieć, że Kacper będzie skakał dobrze, ale pozostali… Wracamy do braku stabilności.
    Domen Prevc i jego kombinezon. “Nie tylko ja się zastanawiam”

    Masz rację, chociaż zarazem ci, którzy są w formie i tak latali daleko.

    Tak, ale zmierzam do tego, że jestem bardzo podbudowany. Trenerzy i niektórzy zawodnicy także, bo to już jakoś wyglądało. Kacper walczył o podium, Paweł o pierwszą dziesiątkę, a Kamil z Maćkiem o drugą. A najważniejsze, że była ta walka.

    Myślisz, że przed turniejem Ryoyu Kobayashi i Domen Prevc są poziom wyżej niż Philipp Raimund, Felix Hoffmann, Kacper i kilku innych?

    Nie. Ta dwójka skacze dobrze, ale są w zasięgu. Swoją drogą, patrzę na Prevca i się zastanawiam nad jedną rzeczą. Wydaje mi się, że ma duży kombinezon w stosunku choćby do naszych. Nie chcę spekulować, ale kiedy pokazują go z tyłu w locie, to widać, że ten krok jest nisko. Chyba że tak go zmierzyli. Myślę, że nie tylko ja się nad tym zastanawiam i obserwuję. Domen nie jest tak dobry na progu, żeby później tak lecieć. Na pewno mocno się nakręca nad narty i to mu daje prędkość w powietrzu, ale nigdy nie był taki mocny przy wietrze z tyłu.

    Źródło: Przegląd Sportowy Onet

    Data utworzenia:

    22 grudnia 2025 06:00
    Redaktor naczelny Przeglądu Sportowego Onet

    Redaktor naczelny Przeglądu Sportowego Onet
    Wydarzenie dnia
    Przeczytaj także

    ©

    2025

    Ringier Axel Springer Polska – Powered by Ring Publishing | Developed by RAS Tech

    Systematyczne pobieranie treści, danych lub informacji z tej strony internetowej (web scraping), jak również eksploracja tekstu i danych (TDM) (w tym pobieranie i eksploracyjna analiza danych, indeksowanie stron internetowych, korzystanie z treści lub przeszukiwanie z pobieraniem baz danych), czy to przez roboty, web crawlers, oprogramowanie, narzędzia lub dowolną manualną lub zautomatyzowaną metodą, w celu tworzenia lub rozwoju oprogramowania, w tym m.in. szkolenia systemów uczenia maszynowego lub sztucznej inteligencji (AI), bez uprzedniej, wyraźnej zgody Ringier Axel Springer Polska sp. z o.o. (RASP) jest zabronione. Wyjątek stanowią sytuacje, w których treści, dane lub informacje są wykorzystywane w celu ułatwienia ich wyszukiwania przez wyszukiwarki internetowe.

  • Czy Polacy czują się partnerami Ukrainy? Oto wyniki sondażu

    Czy Polacy czują się partnerami Ukrainy? Oto wyniki sondażu

    Przed wizytą prezydenta Ukrainy w Warszawie Karol Nawrocki w wywiadzie dla Wirtualnej Polski podkreślał, że Polska powinna nadal wspierać Ukrainę, ale jednocześnie oczekiwać relacji opartych na partnerstwie.

    Dalszy ciąg tekstu znajduje się pod materiałem wideo

    “Polska powinna wspierać Ukrainę, ale jednocześnie powinniśmy doprowadzić (…) do partnerskiego traktowania Polski przez Ukrainę” — mówił.

    — “Konflikt trwa blisko cztery lata i mam wrażenie, że my — Polacy — często nie czujemy się w tej relacji jak partnerzy” — dodał.
    Czytaj także w BUSINESS INSIDER

    Prezydent wskazywał również na kwestie szczególnie istotne z punktu widzenia Polski, takie jak sprawa ekshumacji na Wołyniu.

    — “Jeżeli w sprawach, które dla Polaków są ważne (…) widzimy, że dla strony ukraińskiej nie są one nawet przedmiotem realnego rozważenia, to pojawia się pytanie: gdzie jest partnerstwo? Liczę, że się to zmieni” — zaznaczył Nawrocki.

    Podczas konferencji prasowej z Wołodymyrem Zełenskim Karol Nawrocki wyraził też opinię, że pomoc Polski “nie spotkała się z wystarczającym docenieniem” ze strony Ukrainy.

    Czytaj też: Zełenski w Polsce. Prezydent Nawrocki: Nasz wysiłek i pomoc nie zostały docenione
    Wołodymyr Zełenski dziękował Polsce

    Podczas wizyty w Warszawie Wołodymyr Zełenski kilkukrotnie dziękował Polakom za wsparcie udzielane jego krajowi. Po spotkaniu z prezydentem RP podkreślał, że Polska wspierała Ukrainę od momentu uzyskania przez nią niepodległości w 1991 roku.

    Z kolei podczas rozmów z Donald Tusk Zełenski dziękował “narodowi polskiemu za znaczące wsparcie od samego początku tej wojny”.

    Czytaj też: Wołodymyr Zełenski w Polsce. Zobacz, o czym rozmawiał z Donaldem Tuskiem
    Skala polskiej pomocy

    Jak przypomina portal rp.pl, od rozpoczęcia rosyjskiej inwazji Polska udzieliła Ukrainie szerokiej pomocy wojskowej. W latach 2022–2024 przekazano m.in. setki czołgów, pojazdów opancerzonych, zestawów artyleryjskich, a także myśliwce MiG-29 i śmigłowce Mi-24. Łączna wartość wsparcia wyniosła około 4 mld euro.

    Polska stała się również kluczowym hubem logistycznym dla pomocy zagranicznej — niemal cały strumień wsparcia trafia na Ukrainę przez lotnisko Rzeszów–Jasionka. Jednocześnie nasz kraj przyjął setki tysięcy uchodźców wojennych z Ukrainy.
    Wyniki sondażu: większość popiera ocenę prezydenta

    Uczestników sondażu SW Research dla rp.pl zapytano:

    “Karol Nawrocki powiedział, że Polacy często nie czują się dziś w relacji z Ukraińcami jak partnerzy. Czy zgadza się Pani/Pan z oceną prezydenta?”

    59,8 proc. respondentów odpowiedziało “tak”
    25 proc. — “nie”
    15,2 proc. nie ma zdania

    Jak komentuje Justyna Sobczak z SW Research, z opinią prezydenta częściej zgadzają się mężczyźni niż kobiety, a najwyższy odsetek poparcia widać w grupie wiekowej 25–34 lata. Częściej takie stanowisko prezentują także osoby z wykształceniem zasadniczym zawodowym, respondenci o wyższych dochodach oraz mieszkańcy średnich miast.

    Badanie zostało przeprowadzone przez agencję badawczą SW Research wśród użytkowników panelu on-line SW Panel w dniach 16-17 grudnia 2025 r. Analizą objęto grupę 800 internautów powyżej 18. roku życia. Próba została dobrana w sposób losowo-kwotowy. Struktura próby została skorygowana przy użyciu wagi analitycznej tak, by odpowiadała strukturze Polaków powyżej 18. roku życia pod względem kluczowych cech związanych z przedmiotem badania. Przy konstrukcji wagi uwzględniono zmienne społeczno-demograficzne.

  • Tak wygląda prawda o Stanach Zjednoczonych. Boją się katastrofy

    Tak wygląda prawda o Stanach Zjednoczonych. Boją się katastrofy

    Amerykańskie rozczarowanie. Wielki plan w rozsypce, mundial pod znakiem zapytania? Niekoniecznie

    W Stanach Zjednoczonych znów słychać narzekania. Kolejna ambitna wizja miała zmienić kraj w piłkarską potęgę, a skończyło się na poczuciu niespełnionych obietnic. Futbol – ten „europejski”, a nie amerykański – miał stać się numerem jeden w USA, lecz nigdy nim nie został. Dziś, przed zbliżającymi się mistrzostwami świata, pojawiają się nawet obawy, że turniej zakończy się organizacyjną i frekwencyjną klapą. Paradoksalnie to, co budzi dziś największy lęk – wysokie ceny biletów – może okazać się jednym z atutów całej imprezy, a nie jej przekleństwem.

    Już pod koniec lat 90. Amerykanie snuli niezwykle ambitne plany. W 1998 roku United States Soccer Federation zaprezentowała dokument zatytułowany „Project 2010”. Liczący 113 stron raport, przygotowany przez portugalskiego trenera Carlosa Queiroza, był szczegółową mapą drogową dla rozwoju piłki nożnej w USA. Założenia brzmiały niemal jak science fiction: w 2006 roku reprezentacja Stanów Zjednoczonych miała być gotowa na grę w półfinale mistrzostw świata, a cztery lata później – w 2010 – miała już uchodzić za jednego z głównych kandydatów do tytułu mistrzowskiego.

    Ambicje były ogromne, wiara w projekt niemal bezgraniczna. Przez moment wydawało się nawet, że wszystko zmierza we właściwym kierunku. Mundial w 2002 roku przyniósł Amerykanom awans do ćwierćfinału i rozbudził nadzieje, że plan Queiroza rzeczywiście zaczyna działać. Później jednak nastąpiło brutalne zderzenie z rzeczywistością. Wyniku z Korei i Japonii nigdy nie udało się powtórzyć, a prawdziwym ciosem była kompromitująca porażka eliminacyjna w 2018 roku, gdy USA po raz pierwszy od dekad nie zakwalifikowały się na mistrzostwa świata.

    Równolegle rozpadła się druga wielka prognoza: że piłka nożna stanie się najważniejszym sportem w Stanach Zjednoczonych. Argumenty wydawały się mocne. Miliony dzieci i dorosłych grających w piłkę, rosnące zainteresowanie mundialami, dynamiczny rozwój MLS, do której co roku dołączały nowe kluby z kolejnych miast. Wszystko to miało być zapowiedzią głębszej zmiany kulturowej.

    Według tej wizji Ameryka miała się przeobrazić – stać się bardziej wieloetniczna, otwarta i liberalna, wraz z napływem imigrantów z Ameryki Łacińskiej, Afryki i Europy. A skoro zmienia się społeczeństwo, miały zmienić się także jego sportowe fascynacje. Baseball, uznawany za symbol „starej” Ameryki, oraz futbol amerykański miały stopniowo tracić na znaczeniu. Ich miejsce – tak zakładano – miała zająć piłka nożna, sport globalny, uniwersalny i wspólny dla całego świata.

    Tak się jednak nie stało. Soccer urósł, zadomowił się i zyskał swoje miejsce w amerykańskim pejzażu sportowym, ale nigdy nie zdetronizował dawnych gigantów. Dziś pozostaje sportem ważnym, lecz wciąż stojącym w cieniu NFL, NBA czy MLB. A mimo to wizja mundialu w USA wcale nie musi zakończyć się fiaskiem – nawet jeśli nie spełni dawnych, przesadnie ambitnych marzeń o piłkarskiej hegemonii.

  • Kamień milowy Lewandowskiego. Od tych liczb może zakręcić się w głowie

    Kamień milowy Lewandowskiego. Od tych liczb może zakręcić się w głowie

    Robert Lewandowski po raz pierwszy od 2 grudnia pojawił się dziś na boisku w meczu La Liga. Choć kapitan reprezentacji Polski nie wpisał się na listę strzelców, i tak może zaliczyć ten wieczór do udanych. FC Barcelona pokonała Villarreal 2:0 i zakończy rok z czteropunktową przewagą nad Realem Madryt. Co więcej, to spotkanie okazało się dla Lewandowskiego historyczne – w jednej z kluczowych statystyk ustępuje już tylko Lionelowi Messiemu i Cristiano Ronaldo.

    W ostatnich tygodniach Hansi Flick wyraźnie oszczędzał polskiego napastnika. Lewandowski nie wystąpił w ligowych starciach z Realem Betis (5:3) oraz Osasuną (2:0), a jego miejsce w składzie zajmował Ferran Torres. Hiszpan wykorzystał szansę, zdobywając w tych dwóch meczach trzy bramki i skutecznie rywalizując o miejsce w ataku.

    Jubileusz Lewandowskiego. Wyżej tylko Messi i Ronaldo

    W meczu z Villarrealem Torres zaprezentował się jednak znacznie słabiej, co skłoniło Flicka do sięgnięcia po Lewandowskiego. Polak pojawił się na murawie w 62. minucie. Choć nie zdobył gola, miał swój udział przy trafieniu na 2:0, które przypieczętowało zwycięstwo Barcelony. Dzięki tej wygranej „Duma Katalonii” zakończy 2025 rok na pozycji lidera tabeli, z czterema punktami przewagi nad Realem Madryt.

    Dla Lewandowskiego był to mecz szczególny także z powodów statystycznych. Spotkanie z Villarrealem było jego 500. występem w ligach TOP 5 w Europie. Na ten imponujący dorobek składa się 384 mecze w Bundeslidze oraz 116 spotkań w La Liga. W sumie Polak zdobył w nich aż 389 bramek.

    Jak zwrócili uwagę statystycy OptaJose, to osiągnięcie stawia Lewandowskiego w absolutnej elicie futbolu. Taki wynik bramkowy po rozegraniu 500 meczów w pięciu najsilniejszych ligach Europy osiągnęli w historii tylko dwaj piłkarze: Lionel Messi (496 goli) oraz Cristiano Ronaldo (495). „500 – Robert Lewandowski rozegrał swój pięćsetny mecz w pięciu najlepszych ligach Europy, strzelając 389 bramek. To wynik, który w historii osiągnęli tylko Messi i Ronaldo. Wieczny” – podkreślają statystycy.

    Szansę na rozegranie 501. spotkania na najwyższym ligowym poziomie Lewandowski będzie miał już 3 stycznia. Tego dnia FC Barcelona wróci do rywalizacji w La Liga, mierząc się na wyjeździe z Espanyolem.

  • Kapitalny powrót polskich siatkarzy. Brazylijczycy nie dali rady, historyczny wynik w MŚ

    Kapitalny powrót polskich siatkarzy. Brazylijczycy nie dali rady, historyczny wynik w MŚ

    Polska siatkówka klubowa znów ma powody do dumy. Po 13 latach przerwy biało-czerwony zespół wraca na podium Klubowych Mistrzostw Świata, a historycznego wyczynu dokonał Aluron CMC Warta Zawiercie. W swoim debiutanckim występie w tej prestiżowej imprezie drużyna prowadzona przez Michała Winiarskiego sięgnęła po brązowy medal, zapisując się w historii polskiej siatkówki. To już piąty krążek dla polskich klubów w dziejach KMŚ.

    Zawiercianie pokazali ogromną odporność psychiczną, podnosząc się po dotkliwej porażce w półfinale. W meczu o trzecie miejsce rozegranym w Brazylii pokonali gospodarzy – Volei Renata – potwierdzając, że potrafią wyciągać wnioski nawet po trudnych chwilach. Starcie to było jednocześnie powtórką spotkania z fazy grupowej, w którym Warta zwyciężyła po emocjonującym tie-breaku.

    Początek rywalizacji o brąz należał do polskiego zespołu. Skuteczny blok Mateusza Bieńka oraz niekonwencjonalny atak Miguela Tavaresa dały Warcie prowadzenie 7:5. Brazylijczycy szybko jednak wyrównali i przejęli inicjatywę. Problemy ze skutecznością Bartłomieja Bołądzia skłoniły trenera Winiarskiego do szybkiej zmiany – na boisku pojawił się Kyle Ensing. Volei Renata odskoczył na 15:12 i długo kontrolował sytuację.

    Gdy gospodarze prowadzili już 24:21, wydawało się, że pierwszy set jest rozstrzygnięty. Zawiercianie pokazali jednak charakter. Blok Jurija Gladyra doprowadził do remisu 24:24, a w grze na przewagi decydujący okazał się as serwisowy Ensinga, który zapewnił Warcie zwycięstwo 27:25.

    Druga partia to już wyraźnie lepsza gra polskiej drużyny. Po skutecznym bloku zawiercianie objęli prowadzenie 11:7 i mimo kilku błędów utrzymywali bezpieczną przewagę. Nerwowo reagował trener rywali Eduardo Horacio Dileo, ale jego uwagi nie przyniosły oczekiwanych efektów. Pewnie w przyjęciu prezentował się Bartosz Kwolek, a kolejne punkty dokładali Aaron Russell i Tavares. Set zakończył się przekonującym zwycięstwem Warty 25:19.

    W kolejnych fragmentach spotkania Aluron CMC Warta Zawiercie nie zwalniała tempa. W odróżnieniu od półfinału z Osaką, tym razem zawiercianie potrafili zrobić różnicę zagrywką. Ensing raz po raz nękał rywali serwisem, a w czwartym secie polski zespół szybko zbudował przewagę 13:9. Brazylijczycy jeszcze próbowali wrócić do gry, zmniejszając stratę po udanym bloku na Ensingu, lecz w kluczowych momentach zawodził ich atakujący Newton.

    Końcówka należała do zespołu z Zawiercia, który zachował spokój i nie pozwolił sobie odebrać zwycięstwa. Set wygrany 25:21 przypieczętował sukces i zapewnił Warcie brązowy medal.

    Debiutancki występ Aluronu CMC Warty Zawiercie w Klubowych Mistrzostwach Świata zakończył się więc spektakularnym sukcesem. To pierwszy medal polskiego klubu w tych rozgrywkach od 13 lat, kiedy po brąz sięgnęła PGE GiEK Skra Bełchatów, i kolejny dowód na to, że polska siatkówka klubowa znów liczy się na światowej scenie.

  • Lewandowski wszedł, po chwili gol dla Barcelony. Hiszpanie wydali werdykt

    Lewandowski wszedł, po chwili gol dla Barcelony. Hiszpanie wydali werdykt

    FC Barcelona pokonała Villarreal 2:0 w niedzielnym spotkaniu La Liga. Jednym z głównych bohaterów meczu – choć spędził na boisku nieco ponad pół godziny – był Robert Lewandowski. Kapitan reprezentacji Polski doczekał się wreszcie szansy od Hansiego Flicka i zanotował pierwsze ligowe minuty od 2 grudnia. Co ciekawe, chwilę po jego wejściu „Duma Katalonii” zdobyła drugą bramkę. Hiszpańskie media dość chłodno oceniły jednak występ Polaka.

    Lewandowski po raz ostatni zagrał w La Liga na początku grudnia, gdy Barcelona wygrała 3:1 z Atletico Madryt. W kolejnych ligowych spotkaniach Flick stawiał na Ferrana Torresa. Hiszpan potrafił się odwdzięczyć, notując m.in. hat-tricka, lecz w starciu z Villarrealem był praktycznie niewidoczny i nie spełnił pokładanych w nim nadziei.

    W efekcie trener Barcelony zdecydował się na zmianę już w 62. minucie. Torres opuścił murawę, a jego miejsce zajął Robert Lewandowski. Dla Polaka był to powrót do ligowej rywalizacji po trzech tygodniach przerwy. Niemal natychmiast po jego wejściu padł gol na 2:0. Choć Lewandowski nie wpisał się na listę strzelców, miał udział w tej akcji – po jego próbie strzału piłka trafiła do Frenkiego de Jonga, który zagrał do Lamine’a Yamala, a młody Hiszpan bez problemów wykończył akcję.

    Barcelona dowiozła prowadzenie do końca i umocniła się na pozycji lidera, utrzymując czteropunktową przewagę nad Realem Madryt. Po meczu uwagę kibiców przyciągnęły jednak oceny, jakie Lewandowski otrzymał od hiszpańskich mediów.

    Dziennik „Sport” wystawił Polakowi notę „6” w dziesięciostopniowej skali – identyczną jak Ferranowi Torresowi. W uzasadnieniu podkreślono, że Lewandowski miał niewiele kontaktów z piłką, głównie ze względu na brak przestrzeni. Zaznaczono również, że po czerwonej kartce dla Renato Veigi gra toczyła się głównie na połowie gospodarzy, ale napastnik Barcelony nie był często obsługiwany podaniami.

    „Mundo Deportivo” zwróciło uwagę na determinację Polaka. Dziennik przypomniał, że Lewandowski nie zdobył gola od końcówki listopada, od meczu z Athletikiem Bilbao, i w starciu z Villarrealem próbował przełamać złą passę. Jednocześnie zaznaczono, że nie był to występ na miarę jego możliwości i nie zakończył się trafieniem.

    Znacznie bardziej krytyczne było „El Desmarque”. Ferran Torres otrzymał tam ocenę „3”, a Lewandowski tylko punkt więcej. Dziennikarz zauważył, że jeśli Hiszpan był niemal niewidoczny, to z Polakiem sytuacja wyglądała bardzo podobnie. Podkreślono, że Lewandowski miał więcej kontaktów z piłką w doliczonym czasie gry niż przez wcześniejsze 30 minut spędzone na murawie.

    Z kolei „Marca” praktycznie nie zauważyła występu kapitana reprezentacji Polski. Lewandowski nie otrzymał noty, a jego udział w meczu podsumowano jednym zdaniem: że pojawił się na boisku w 62. minucie i nie odegrał znaczącej roli.

    Na kolejne spotkanie Barcelony trzeba będzie poczekać aż do 2026 roku. Pierwszym meczem po noworocznej przerwie będą derby z Espanyolem, zaplanowane na sobotę 3 stycznia o godzinie 21:00.

  • Bomba Tomasiaka w kwalifikacjach. Jest miejsce na podium. Reszta Polaków nie zawiodła

    Bomba Tomasiaka w kwalifikacjach. Jest miejsce na podium. Reszta Polaków nie zawiodła

    Engelberg nie okazał się dotąd zbyt przyjazny dla reprezentantów Polski. Po sobotnim konkursie najwyżej sklasyfikowanym z „biało-czerwonych” był Kacper Tomasiak, który zajął 13. miejsce. Niedziela przyniosła jednak szansę na rehabilitację – najpierw w kwalifikacjach do drugiego konkursu indywidualnego, które rozpoczęły się o godz. 14:30. Te zakończyły się zwycięstwem Felixa Hoffmanna, a bardzo mocny sygnał wysłał również Tomasiak, który był najlepszym z Polaków i uplasował się na trzeciej pozycji. Co istotne, awans do konkursu wywalczyli wszyscy nasi reprezentanci.

    Sobotnie zmagania w Engelbergu zdecydowanie nie ułożyły się po myśli polskich skoczków. Już po pierwszej serii z rywalizacją pożegnali się Dawid Kubacki (44. miejsce) oraz Maciej Kot (36.). Do finałowej trzydziestki awansowali natomiast Kamil Stoch, Kacper Tomasiak i Piotr Żyła. Ostatecznie to 18-letni Tomasiak okazał się najlepszym z Polaków, kończąc konkurs na 13. pozycji. Tuż za nim uplasował się Piotr Żyła (17. miejsce), a Kamil Stoch zakończył zawody na 22. lokacie.

    Niedziela dawała jednak nadzieję na poprawę nastrojów kibiców znad Wisły. Na 21 grudnia zaplanowano drugi konkurs indywidualny, poprzedzony rundą kwalifikacyjną, w której wystąpiło sześciu Polaków.

    Początek kwalifikacji nie należał do najbardziej widowiskowych. Wśród pierwszej dziesiątki skoczków tylko Erik Belshaw zdołał przekroczyć granicę 120 metrów, lądując na 126. metrze. Chwilę później podobny rezultat osiągnął Hektor Kapustik (123 m). Zmienna aura skutecznie utrudniała dalsze próby mniej doświadczonym zawodnikom.

    Jako pierwszy z Polaków na belce pojawił się Paweł Wąsek. Skok na 116 metrów zapewnił mu bezpieczną kwalifikację. Tuż po nim zaprezentował się Maciej Kot, który wylądował na 123. metrze i po swojej próbie zajmował wysoką, siódmą pozycję. Niedługo później Dawid Kubacki uzyskał 119 metrów – wynik daleki od ideału, ale wystarczający do awansu.

    Następnie na rozbiegu zameldował się Piotr Żyła. Doświadczony 38-latek trafił na bardzo trudne warunki, jednak poradził sobie przyzwoicie, osiągając 113 metrów. Dało mu to w tamtym momencie 24. miejsce i pewny awans do konkursu. Chwilę później w powietrzu był już Kamil Stoch. Trzykrotny mistrz olimpijski skoczył 120,5 metra, co przełożyło się na 11. lokatę w kwalifikacjach.

    Świetny skok oddał Johann Andre Forfang – 137 metrów i prowadzenie z notą 145,9 pkt. Jako ostatni z Polaków zaprezentował się Kacper Tomasiak. Młody zawodnik ponownie potwierdził znakomitą dyspozycję, lądując na 136. metrze i obejmując prowadzenie. Norwega wyprzedził dokładnie o jeden punkt.

    Ostatecznie kwalifikacje wygrał Felix Hoffmann, przed Domenem Prevcem i Kacprem Tomasiakiem. Pierwsza seria konkursowa zaplanowana została na godz. 16:00.

    PŚ w Engelbergu – wyniki niedzielnych kwalifikacji:

    1. Felix Hoffmann – 138,5 m – 149,8 pkt

    2. Domen Prevc – 137,5 m – 148,8 pkt

    3. Kacper Tomasiak – 136 m – 146,9 pkt
    …

    4. Kamil Stoch – 120,5 m – 125,8 pkt

    5. Maciej Kot – 123 m – 124,3 pkt

    6. Dawid Kubacki – 119 m – 120,6 pkt

    7. Paweł Wąsek – 116 m – 116,8 pkt

    8. Piotr Żyła – 113 m – 115 pkt

  • Zapadła decyzja ws. Lewandowskiego. Hansi Flick nieugięty. Tego można było się spodziewać

    Zapadła decyzja ws. Lewandowskiego. Hansi Flick nieugięty. Tego można było się spodziewać

    FC Barcelona szykuje się do kolejnego ligowego wyzwania. W niedzielne popołudnie „Duma Katalonii” rozegra wyjazdowe spotkanie z Villarrealem w ramach rozgrywek La Liga. W szerokiej kadrze meczowej znaleźli się zarówno Robert Lewandowski, jak i Wojciech Szczęsny, jednak na niespełna godzinę przed pierwszym gwizdkiem Hansi Flick ogłosił wyjściowy skład. Decyzje niemieckiego szkoleniowca nie były zaskoczeniem.

    Zespół z Barcelony od kilku tygodni prezentuje się bardzo solidnie i znajduje się na czele ligowej tabeli. Drużyna prowadzona przez Flicka wygrała ostatnie spotkanie z Osasuną 2:0, podtrzymując znakomitą serię na krajowym podwórku. Po 16 kolejkach Barcelona ma punkt przewagi nad Realem Madryt, choć warto zaznaczyć, że „Królewscy” rozegrali jedno spotkanie więcej.

    Niedzielny mecz, zaplanowany na 21 grudnia, jest częścią 17. kolejki La Liga. Rywalem Barcelony będzie Villarreal, który zajmuje czwarte miejsce w tabeli i uchodzi za jedną z najmocniejszych drużyn tego sezonu, szczególnie na własnym stadionie.

    Już od rana hiszpańskie media spekulowały na temat składu Barcelony na to spotkanie. W większości prognoz pojawiała się informacja, że zarówno Lewandowski, jak i Szczęsny rozpoczną mecz na ławce rezerwowych. Ostatecznie te przewidywania się potwierdziły.

    Hansi Flick desygnował do gry następującą jedenastkę:
    Garcia – Kounde, Cubarsi, Martin, Balde – Garcia, de Jong, Fermin Lopez – Yamal, Torres, Raphinha.

    Decyzja trenera pokazuje, że Niemiec konsekwentnie stawia na rotacje i szeroką kadrę, nawet w ważnych ligowych starciach.

  • Spotkanie kryzysowe w sztabie Świątek! Fissette zdradził, co się stało

    Spotkanie kryzysowe w sztabie Świątek! Fissette zdradził, co się stało

    Iga Świątek ponad rok czekała na zdobycie trofeum. A gdy już po nie sięgnęła, to w wielkim stylu. Mowa rzecz jasna o triumfie w Wimbledonie. Na kanale “Break Point” Wim Fissette, trener Polki, zdradził, co było kluczowe w powrocie do bardzo dobrej gry.
    Wim Fissette i Iga Świątek
    Screen, REUTERS / Kylie Cooper

    Nie jest tajemnicą, że Iga Świątek zdecydowanie najlepiej czuje się na nawierzchni ziemnej. Zawsze kibice liczą na to, że Polka będzie dominować na mączce, a tymczasem w tym roku jej gra nie wyglądała dobrze. Szczególnie martwić mogła postawa w Rzymie, gdzie nasza najlepsza tenisistka odpadła już w trzeciej rundzie po porażce z Danielle Collins. Jak się okazuje, to był wstęp do kluczowych momentów tego sezonu.

    Zobacz wideo Jaką Igę Świątek zobaczymy w 2026? Jej trener zapowiada zmiany
    Fissette zdradza szczegóły. “Mieliśmy długą rozmowę”

    Na kanale “Break Point” Wim Fissette, trener Świątek, wskazał, że po kiepskim występie w Rzymie Świątek zaczęła prezentować się zdecydowanie lepiej. Wystarczy wspomnieć, że w Rolandzie Garrosie odpadła w półfinale. Owszem – w poprzednich latach zdominowała rywalizację w Paryżu, ale po słabej grze w Rzymie, ten wynik należy doceniać.

    – Jej występ w Paryżu miał wielkie znaczenie. Roland Garros moim zdaniem był momentem przełomowym w sezonie – ocenił Fissette.

    – Po turnieju w Rzymie mieliśmy długą rozmowę, bardzo dobrą rozmowę z całym zespołem. Coś się zmieniło w jej myśleniu. Zamiast myśleć ciągle o wygrywaniu, musieliśmy skupić się na pracy i tym, co ona nam przyniesie. Kluczowy był ten mecz z Rybakiną w Paryżu, gdy przegrywała 0:1, a potem z przełamaniem w drugim secie – dodał.

    Jak wskazał Fissette, kiedy Świątek przegrywała z Kazaszką, to w prawidłowy sposób skorzystała z planu B przygotowanego na to spotkanie. Efekt był taki, że doprowadziła do trzeciej partii, a następnie pokonała rywalkę, wchodząc do ćwierćfinału. Ostatecznie Polka nie obroniła tytułu, ale otrzymała sporo pewności siebie. A belgijski szkoleniowiec podkreśla, że plan B był być może jeszcze bardziej istotny na szybszych nawierzchniach.
    Popis Świątek na Wimbledonie. Finał był czymś niewiarygodnym

    Głównym zadaniem Fissette’a było to, by poprawić grę Świątek na trawie. Chyba nawet najwięksi optymiści nie spodziewali się tego, że już w pierwszym roku ich współpracy Polka wygra wielkoszlemowy Wimbledon. Już w Bad Homburg raszynianka pokazała klasę, docierając do finału.

    Czytaj także: Świątek przerwała milczenie. Chodzi o kłopoty finansowe

    Wimbledon to z kolei był pokaz mocy. W siedmiu meczach nasza reprezentantka straciła zaledwie jednego seta, a w najważniejszych spotkaniach zmiażdżyła rywalki. W półfinale Belinda Bencic ugrała tylko dwa gemy, w finale Świątek pokonała Amandę Anisimovą 6:0, 6:0. Zdobyła wówczas pierwsze trofeum po nieco ponad roku przerwy.