• Tak źle nie było od lat. Robert Lewandowski i tak powie ci co innego

    Tak źle nie było od lat. Robert Lewandowski i tak powie ci co innego

    Tak źle nie było od lat. Robert Lewandowski i tak powie ci co innego

    Jeden powie, że po wejściu na boisko z Villarrealem Robertowi Lewandowskiemu wystarczyła niespełna minuta, żeby stanąć przed szansą na zdobycie bramki. Drugi — że w niecałe 60 sekund zdążył ją zmarnować. I obaj będą mieli rację. Faktem jest też, że już w pierwszej akcji Polak zrobił więcej niż jego konkurent przez ponad godzinę. Dla 37-latka to jednak marne pocieszenie. Lewandowski kończy ten rok najsłabszym miesiącem od lat. Do tego po meczu nadeszły dla niego bardzo złe wieści. Aczkolwiek od niego samego bije zupełnie inny przekaz.

    Więcej ciekawych historii znajdziesz w Przeglądzie Sportowym

    Gdyby ktoś śledził sportowe poczynania Roberta Lewandowskiego tylko za pośrednictwem jego konta na Instagramie, byłby w stanie stwierdzić, że wszystko jest w porządku. Ostatnie zdjęcie to widowiskowe nożyce z niedzielnego meczu z Villarrealem. Nieco wcześniej dwie fotki ze starcia z Atletico Madryt: jedna z momentu wykonania rzutu karnego, druga — po strzale głową. Wszystkie opatrzone optymistycznymi wzmiankami o zwycięstwach Barcelony.

    Dalszy ciąg materiału pod wideo

    Jest jeden problem. Wszystkie te zdjęcia łączy kluczowa kwestia: w każdym z uchwyconych momentów Lewandowski do siatki nie trafił. Choć mogłoby wydawać się inaczej.

    Tak zresztą wyglądał cały grudzień w jego wykonaniu. Właśnie mija miesiąc od ostatniego gola. Posucha wynosi łącznie 344 minut, bo od ostatniego trafienia częściej nie grał, niż grał (43 proc. z 806 możliwych minut).

    Post Lewandowskiego po meczu z Villarrealem:

    Kolejny mecz Barcelona rozegra 3 stycznia, więc Lewandowski zakończy grudzień bez ani jednego trafienia. Biorąc pod uwagę miesiące, w których rozegrał co najmniej 90 minut, taka sytuacja przytrafia mu się dopiero drugi raz w ostatnich 10 latach. W pozostałych, nawet gdy występował tylko w reprezentacji Polski (te mecze też uwzględniamy), wpisywał się na listę strzelców co najmniej raz.

    Lewandowski zablokowany, po chwili Yamal ustala wynik spotkania na 2:0 dla Barcelony:

    Pierwszym i do tej pory jedynym miesiącem, który zakończył bez ani jednego trafienia, był marzec 2023 r. Dwa pierwsze mecze opuścił z powodu kontuzji, a w czterech następnych grał od deski do deski. Na niewiele się to zdało, bo po jego uderzeniach nie skapitulowali bramkarze kolejno Athleticu Bilbao, Realu Madryt, reprezentacji Czech i Albanii. Lewandowski powetował sobie to pierwszego dnia kolejnego miesiąca, trafiając dwa razy przeciwko Elche.

    To oczywiście wciąż tylko ciekawostka, bo Lewandowski miewał już dłuższe passy bez gola w Barcelonie, które zaczynały się w jednym, a kończyły w drugim miesiącu. Jednak do strzeleckiej posuchy dokładając coraz częstsze urazy, nie wygląda to wszystko optymistycznie w kontekście przedłużenia kontraktu.
    Robert Lewandowski tylko bezradnie patrzył

    A przecież niedzielny mecz wydawał się wymarzony, by odwrócić złą kartę. Przez ponad godzinę starcia z Villarrealem Lewandowski mógł się denerwować, że nie ma go na boisku. Ferran Torres był kompletnie niewidoczny, nadarzała się więc kapitalna okazja, by zabłysnąć na jego tle.

    I już po niespełna minucie od wejścia na boisko stanął przed szansą przełamania złej passy. Jego strzał po dość przypadkowym podaniu Frenkiego de Jonga został jednak zablokowany, a przy dobitce nożycami nie trafił w piłkę. Więcej okazji do zatrudnienia bramkarza rywali już nie miał.

    Polak błysnął jeszcze w 78. minucie, gdy przytomnie zagrał do de Jonga i został sfaulowany. Sędzia puścił grę, Holender uruchomił Marcusa Rashforda, a ten strzelił zbyt lekko, żeby podwyższyć na 3:0. I to by było na tyle.

    Mogło być 3:0. Rashford nie trafia po akcji z Raphinhą i Lewandowskim:

    Na obronę Lewandowskiego przemawia fakt, że każdemu trudno byłoby coś wskórać, gdyby przez 18 z 19 minut pobytu na boisku (plus czas doliczony) kolegom nie zależało już na forsowaniu tempa. Po strzeleniu gola na 2:0 Barcelona ewidentnie spuściła z tonu, chcąc dokończyć to spotkanie jak najmniejszym nakładem sił.

    Nie ma się co jednak czarować, że takimi występami Lewandowski przybliży się do przedłużenia kontraktu. Nawet jeśli rok kończy z nosem spuszczonym na kwintę — choć na podstawie jego konta na Instagramie można wysnuć inny wniosek — to już niebawem będzie miał szansę się odkuć. I to z nawiązką. W styczniu Barcelonę czeka od siedmiu aż do dziewięciu meczów, więc będzie aż nadto okazji do wykazania się.
    Rywale Lewandowskiego nie odpuszczają

    Jakby tego było mało, niedługo po zakończeniu meczu dotarły do niego niepomyślne wieści z Niemiec. Harry Kane zdobył już 19. bramkę w 15. meczu Bundesligi. Jeśli będzie strzelał z taką regularnością, pobije rekord Lewandowskiego w liczbie goli w jednym sezonie tych rozgrywek (41).

    A jeszcze w trakcie spotkania w miejscowości Vila-real Polak musiał nerwowo zerkać na murawę, gdy do rzutu karnego sposobił się Raphinha. Od niewykorzystanej przez Lewandowskiego “jedenastki” z Atletico Madryt na początku grudnia Barcelona dostała dwa karne. Przeciwko Realowi Betis noga nie zadrżała Lamine’owi Yamalowi, podobnie jak w niedzielę Brazylijczykowi.

    Post Lewandowskiego po meczu z Atletico:

    W obu przypadkach Lewandowskiego nie było na boisku, nie wiadomo więc, czy po przestrzeleniu dwóch “jedenastek” w tym sezonie to Polak nadal jest ich podstawowym egzekutorem. Gdyby okazało się, że jednak nie, straciłby kolejny argument za pozostaniem na Camp Nou.

  • Nie będziemy tego tolerować”. Ukraiński minister apeluje do Polaków

    Nie będziemy tego tolerować”. Ukraiński minister apeluje do Polaków

    Szef ukraińskiego MSZ ostro o nękaniu Ukraińców w Polsce. „Absolutnie nie do przyjęcia”

    Minister spraw zagranicznych Ukrainy Andrij Sybiha stanowczo potępił przypadki nękania Ukraińców w Polsce, nazywając je „absolutnie nie do przyjęcia”. Jego reakcja jest odpowiedzią na nagłośnioną przez media sprawę prześladowania 15-letniej Ukrainki w jednej z warszawskich szkół. Szef ukraińskiej dyplomacji zaapelował do polskich władz o ukaranie sprawców agresywnych i ksenofobicznych zachowań wobec jego rodaków. Jak poinformował, temat poruszył również w rozmowie z ministrem spraw zagranicznych RP Radosławem Sikorskim.

    We wpisie opublikowanym w mediach społecznościowych Sybiha odniósł się bezpośrednio do sytuacji 15-letniej Darii, córki byłego reprezentanta Ukrainy w siatkówce.
    „Szkoda, że trzeba wracać do spraw haniebnego traktowania Ukraińców w Polsce. Ale takie podejście, jak do Darii, jest absolutnie nie do przyjęcia” – napisał minister na Facebooku. Dodał, że podczas rozmowy z Radosławem Sikorskim otrzymał zapewnienie, iż strona polska zareaguje na sprawę w odpowiedni sposób.

    „Dziękuję za to mojemu koledze oraz polskim władzom” – podkreślił Sybiha, zaznaczając jednocześnie, że Polska i Ukraina zasługują na dobre relacje sąsiedzkie oraz strategiczne partnerstwo.

    „Nie będziemy tego tolerować”

    Szef ukraińskiej dyplomacji nie ukrywał, że oczekuje zdecydowanych działań.
    „W naszym wspólnym interesie leży zapobieganie takim przejawom niechęci i szybkie reagowanie na nie. Jako minister spraw zagranicznych Ukrainy nalegam na sprawiedliwą karę dla tych, którzy pozwalają sobie na ksenofobiczne postawy wobec Ukraińców – zarówno w Polsce, jak i w innych krajach” – napisał w oświadczeniu.

    Sybiha wyraził nadzieję, że kilka pokazowych przypadków pociągnięcia sprawców do odpowiedzialności będzie jasnym sygnałem, iż w europejskim społeczeństwie nie ma miejsca na tego rodzaju zachowania. Zapowiedział również, że ukraiński pion konsularny będzie monitorował podobne incydenty i reagował na nie „szybko i stanowczo”.
    „Nie będziemy tego tolerować” – podkreślił.

    Sprawa 15-letniej Ukrainki. Reakcja policji

    Minister odniósł się do głośnej sprawy 15-letniej Darii Gladyr, córki znanego siatkarza Jurija Gladyra, który od lat posiada polskie obywatelstwo. Jak opisał Onet, dziewczynka miała otrzymywać obraźliwe i wulgarne wiadomości głosowe od rówieśników z warszawskiego liceum TE Vizja. Według relacji mediów, do prześladowania dochodziło także bezpośrednio na terenie szkoły.

    Rodzice nastolatki zarzucają placówce brak odpowiedniej reakcji na zgłaszane problemy. Jak twierdzą, zamiast realnej pomocy zostali poinformowani o skreśleniu córki z listy uczniów.

    Po publikacjach medialnych sprawą zainteresowała się Komenda Stołeczna Policji. Funkcjonariusze skontaktowali się z rodziną, a – jak przekazał „Przegląd Sportowy” – matka dziewczynki wraz z córką jeszcze tego samego dnia udały się na komisariat, gdzie spędziły kilka godzin. Prawnik rodziny, dr Mateusz Mickiewicz, znany m.in. z programu „Państwo w państwie” na antenie Polsat News, potwierdził, że rozpoczęły się już pierwsze czynności procesowe.

  • Skandal w meczu Barcelony? “Płaciła za mało”

    Skandal w meczu Barcelony? “Płaciła za mało”

    Znany dziennikarz Tomas Roncero nie gryzł się w język po meczu Villarrealu z Barceloną. Jego słowa dotyczą “sprawy Negreiry”, o której od wielu miesięcy jest głośno w całej Hiszpanii. Zarzuca, że w niedzielnym meczu arbiter mylił się na niekorzyść gospodarzy.
    Raphinha
    Fot. REUTERS/Pablo Morano

    W niedzielne popołudnie FC Barcelona wygrała na wyjeździe z Villarrealem 2:0. Gole zdobywali Raphinha i Lamine Yamal, a gospodarze kończyli mecz w osłabieniu. Czerwoną kartkę otrzymał Renato Veiga, a decyzja sędziego wywołała złość znanego hiszpańskiego dziennikarz. Tomas Roncero, który nie ukrywa, że wspiera Real Madryt, zabrał głos w przestrzeni publicznej. Nie gryzł się w język.

    Zobacz wideo Totalna degrengolada w Legii
    Roncero znów zaczął mówić o Negreirze. “Niesamowite”

    “Zaczynam myśleć, że Barca płaciła Negreirze zbyt mało. Niesamowite, że lata mijają i powtarza się ten sam skrypt. Karny, którego nie było (Raphinha robi piruet szukając kontaktu) i bezpośrednia czerwona kartka. Wczoraj Marcao zrobił brutalny wślizg na Rodrygo i była tylko żółta…” – napisał na portalu X, a tłumaczenie jego stanowiska zamieścił portal fcbarca.com.

    W tym miejscu warto przypomnieć, o co chodzi w sprawie Negreiry, jak określana jest jedna z afer, o których od dawna głośno jest w Hiszpanii i nie tylko.

    “Barcelona jest oskarżana o to, że przez 17 lat płaciła wiceprezesowi Komitetu Technicznego Arbitrów – to właśnie tę funkcję pełnił Jose Maria Enriquez Negreira. Miał on otrzymać od klubu aż 7,5 milionów euro. Pieniądze przestał dostawać, gdy przestał być wiceprezesem komitetu. Zdaniem śledczych ‘jedynym zamiarem Barcelony w płaceniu byłemu wiceprezesowi Komitetu Technicznego Arbitrów było uzyskanie korzyści sportowych’” – pisał dziennikarz Sport.pl Bartosz Naus. Katalończycy utrzymywali, że płatności dotyczyły raportów dotyczących sędziowania.

    Czytaj też: Dwa gole w meczu Barcelony. Była 62. minuta, gdy Lewandowski wszedł na boisko

    Florentino Perez, prezydent Realu Madryt, nie tak dawno zabrał głos i także wypowiedział się na temat “sprawy Negreiry”. – Boże Narodzenie to zawsze czas refleksji. Największym zmartwieniem naszej drużyny jest sytuacja z arbitrami. Doskonale znacie bardzo poważną sytuację, do której doszło w związku ze ‘sprawą Negreiry’. Trwała przez prawie dwie dekady. Ta sprawa zasługuje na sprawiedliwość – mówił cytowany przez madrycki dziennik “Marca”.

    Po 18 kolejkach tego sezonu Barcelona przewodzi ligowej tabeli, wyprzedzając Real Madryt o cztery punkty, a Atletico Madryt o dziewięć.

  • Atakował brzydko Igę Świątek. Doczekał się komunikatu. Organizatorzy ogłaszają

    Atakował brzydko Igę Świątek. Doczekał się komunikatu. Organizatorzy ogłaszają

    Po dziewięciu miesiącach przerwy Nick Kyrgios wraca do singlowej rywalizacji o punkty. Australijczyk greckiego pochodzenia otrzymał właśnie dziką kartę od organizatorów turnieju rangi ATP 250 w Brisbane. Triumfował tam już przed blisko ośmioma laty. Nic nie wskazuje na to, by był w stanie powtórzyć sukces. W ostatnim czasie pełnił rolę głównie surowego komentatora tenisowej rzeczywistości, o czym boleśnie przekonała się m.in. Iga Świątek.
    Tenisistka w różowej czapce i sportowym stroju odpoczywa na korcie z rakietą w ręce, wykonując gest dłonią podczas meczu.

    Iga Świątek Artur WidakAFP

    Jeśli ktoś zaczął interesować się poważnym tenisem 2-3 lata temu, może nie wiedzieć lub nie pamiętać, że Nick Kyrgios grał swego czasu w finale Wimbledonu. W ostatnich sezonach zmaga się jednak głównie z kontuzjami. A frustrację rozładowuje w dosyć specyficzny sposób.

    30-letni tenisista znakomicie czuje się w roli bezwzględnego komentatora mniej lub bardziej doniosłych wydarzeń w świecie tenisa. To on okazał się najbardziej zaciekłym krytykiem Jannika Sinnera i Igi Świątek, gdy w ich organizmach wykryto śladowe ilości substancji zabronionych.

    Nick Kyrgios ponownie pod szyldem ATP Tour. Kontrowersyjny tenisista wraca do gry w Brisbane

    Od kilkudziesięciu miesięcy Kyrgios zmaga się z nawracającymi kontuzjami. W tym roku rozegrał w głównym cyklu tylko pięć pojedynków. Wygrał zaledwie jeden.

    Efekt to odległe miejsce w światowym rankingu. Obecnie notowany jest na pozycji numer 673. W nadchodzącym sezonie zamierza skokowo poprawić lokatę.

    Realizację planu rozpocznie od startu w turnieju ATP 250 w Brisbane (triumfował tam w 2018 roku). Organizatorzy właśnie przyznali mu dziką kartę. Impreza odbędzie się w dniach 4-11 stycznia.

    W tym samym czasie na australijskiej ziemi przebywać będzie Świątek, która weźmie udział w kolejnej edycji United Cup. Nie spotka się jednak z Kyrgiosem. Rywalizacja teamów narodowych toczyć się będzie w Perth i Sydney.

    – Nick od dawna jest ulubieńcem publiczności w Brisbane i będzie główną atrakcją dla kibiców. To zawodnik, który doskonale czuje się na wielkich arenach – oznajmił w oficjalnym komunikacie Cameron Pearson, dyrektor Brisbane International.

    – Cieszę się, że mogę powitać go z powrotem w Brisbane i nie mogę się doczekać, aż zobaczę go w akcji przed pełną pasji publicznością – dodał z nieskrywaną satysfakcją.

    Czy Włochy są przygotowane na igrzyska olimpijskie? “Wszyscy są gotowi na emocje”. WIDEOPolsat SportPolsat Sport
    Nick Kyrgios

    Nick KyrgiosADRIAN DENNISAFP
    Nick Kyrgios

    Nick KyrgiosSTRINGER / ANADOLU / Anadolu via AFPAFP
    Iga Świątek i Nick Kyrgios

    Iga Świątek i Nick KyrgiosAFP

  • Iga Świątek pominięta, zamiast niej inna tenisistka. W tle skandal z jej udziałem

    Iga Świątek pominięta, zamiast niej inna tenisistka. W tle skandal z jej udziałem

    Iga Świątek ma za sobą znakomity sezon, który na trwałe zapisze się w historii jej kariery. Największym sukcesem było pierwsze w życiu zwycięstwo na kortach Wimbledonu, a dodatkowo Polka stała się jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci sportu w mediach społecznościowych. Sympatię kibiców zdobyła m.in. żartobliwymi opowieściami o „zabieraniu” turniejowych ręczników oraz kulinarną ciekawostką, czyli makaronem z truskawkami. Mimo tego wszystkiego Świątek zabrakło w prestiżowym zestawieniu 50 najbardziej wpływowych kobiet w sporcie, przygotowanym przez brytyjski dziennik „The Telegraph”.

    W rankingu znalazły się za to Aryna Sabalenka oraz inna tenisistka, która w ostatnich latach była bohaterką głośnego skandalu. Pominięcie Polki wzbudziło spore zdziwienie, zwłaszcza że jej osiągnięcia sportowe w 2025 roku trudno zignorować.

    Trzeba jednak pamiętać, że „The Telegraph” to gazeta brytyjska, co w naturalny sposób wpływa na dobór wyróżnionych postaci. Dziennikarze wyraźnie częściej sięgali po bohaterki związane z Wielką Brytanią lub głośne tematy społeczne i medialne. Jak więc wygląda ranking i dlaczego nie znalazło się w nim miejsca dla Igi Świątek?

    Iga Świątek pominięta przez „The Telegraph”

    „The Telegraph” opublikował listę 50 najbardziej wpływowych kobiet w sporcie w 2025 roku. W zestawieniu znalazły się zaledwie trzy postacie związane z tenisem, z czego tylko dwie to czynne zawodniczki. Ku zaskoczeniu wielu kibiców i ekspertów, w tym gronie zabrakło Igi Świątek.

    Na pierwszym miejscu rankingu uplasowała się Kirsty Coventry – nowa przewodnicząca Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego i następczyni Thomasa Bacha. Była znakomita pływaczka z Zimbabwe po zakończeniu kariery sportowej sięgnęła po jedno z najważniejszych stanowisk w światowym sporcie. Drugie miejsce zajęła brytyjska piłkarka Lucy Bronze, a trzecie amerykańska rugbystka Ilona Maher.

    Ranking bez Świątek. Dwie inne tenisistki w zestawieniu

    Wśród 50 wyróżnionych kobiet znalazły się tylko dwie aktywne tenisistki. Na 21. pozycji uplasowała się Aryna Sabalenka, która w 2025 roku utrzymała pozycję liderki rankingu WTA. Dziennikarze zwrócili uwagę nie tylko na jej wyniki sportowe, ale także na medialną aktywność – w tym zapowiedź udziału w tzw. „Bitwie Płci”, w której pod koniec grudnia ma zmierzyć się z Nickiem Kyrgiosem, oraz jej głośne komentarze dotyczące udziału osób transpłciowych w tenisie.

    Jeszcze wyżej sklasyfikowano Emmę Raducanu. Brytyjka znalazła się na 14. miejscu, choć nie ze względu na sukcesy na korcie. O jej obecności w rankingu zadecydowała sprawa stalkingu, z którym zmagała się w ostatnich latach. W 2025 roku mężczyzna prześladujący tenisistkę pojawiał się na turniejach, co skłoniło Raducanu do wydania publicznego oświadczenia i opowiedzenia o trudnych doświadczeniach, z jakimi musiała się mierzyć.

    W rankingu nie zabrakło także legendy światowego tenisa. Szóste miejsce zajęła Billie Jean King, ikona walki o równość w sporcie, która w tym roku skończyła 82 lata.

    Pominięcie Igi Świątek pokazuje, że zestawienie „The Telegraph” nie koncentruje się wyłącznie na wynikach sportowych, lecz przede wszystkim na medialnym wpływie, narracjach społecznych oraz perspektywie brytyjskiej. Mimo to brak triumfatorki Wimbledonu w takim rankingu pozostaje jedną z jego najbardziej zaskakujących decyzji.

  • Iga Świątek pominięta, zamiast niej inna tenisistka. W tle skandal z jej udziałem

    Iga Świątek pominięta, zamiast niej inna tenisistka. W tle skandal z jej udziałem

    Iga Świątek ma za sobą bardzo dobry sezon i wielkie osiągnięcie – wygranie Wimbledonu po raz pierwszy w karierze. Polka przy tym zrobiła furorę w mediach społecznościowych, “kradnąc” ręczniki i opowiadając o makaronie z truskawkami. To jednak nie ona znalazła się w zestawieniu 50 najlepszych kobiet ze świata sportu według “The Telegraph”. Zamiast niej pojawiły się Aryna Sabalenka i inna tenisistka, która stała się bohaterką skandalu.
    Sportowiec ubrany w sportowy top i czapkę z daszkiem zasłania twarz dłońmi, wyrażając silne emocje tuż po zakończeniu meczu tenisowego

    Iga ŚwiątekAFP

    Trzeba pamiętać, że “The Telegraph” to brytyjska gazeta, więc nic dziwnego, że wyszukiwała przede wszystkim spośród swoich zawodniczek. Oto, jak przedstawia się ranking. Dlaczego nie znalazła się w nim Iga Świątek?

    Iga Świątek pominięta przez “The Telegraph”

    “The Telegraph” opublikował ranking 50 najbardziej wpływowych kobiet w sporcie w 2025 roku. Okazało się, że wśród wyróżnionych są jedynie trzy postacie związane ze światem tenisa, z czego dwie czynnie grające zawodniczki. Jak się jednak okazało, dziennikarze brytyjskiego magazynu pominęli Igę Świątek.

    100 dni do XXV Zimowych Igrzysk Olimpijskich Mediolan-Cortina 2026. WIDEOANDREA BERNARDI / AFPTV / AFPAFP

    Na pierwszym miejscu zestawienia znalazła się następczyni Thomasa Bacha, czyli nowa szefowa MKOl, Kirsty Coventry. Przed laty reprezentowała ona Zimbabwe jako pływaczka, a potem postanowiła zawalczyć o jedno z najważniejszych stanowisk w świecie sportu. Za nią, na drugim i trzecim miejscu, uplasowały się piłkarka Lucy Bronze z Wielkiej Brytanii oraz rugbystka Ilona Maher z USA.

    Ranking bez Igi Świątek. Zamiast niej dwie inne tenisistki

    Wśród wybranych do rankingu znalazły się tylko dwie czynne tenisistki. Na 21. miejscu znalazła się Aryna Sabalenka, która w tym roku nie tylko utrzymała pozycję liderki rankingu WTA, ale również postanowiła wziąć udział w “Bitwie Płci”, w której pod koniec grudnia zmierzy się z Nickiem Kyrgiosem. Zwrócono również uwagę na jej komentarz dotyczący osób transpłciowych w tenisie.

    Co jednak ciekawe, wyżej od Sabalenki uplasowała się… Emma Raducanu. Na 14. miejscu znalazła się jednak nie przez wzgląd na tenisowe osiągnięcia, a na aferę ze swoim udziałem. Brytyjka w ostatnich latach prześladowana była przez stalkera – w 2025 roku mężczyzna pojawiał się na turniejach, a Raducanu postanowiła wydać w tej sprawie specjalne oświadczenie i wyznać, z czym się mierzy w ostatnich latach. Szóste miejsce w rankingu zajęła za to legenda tenisa, Billie Jean King, która w tym roku skończyła 82 lata.
    Kobieta siedząca przy stole podczas konferencji prasowej, trzymająca mikrofon, w tle logo WTA Tour oraz BNP Paribas, sportowe ubranie

  • Barcelona wygrała, w tle wielki dramat kolegi Lewandowskiego. Flick powiedział jasno

    Barcelona wygrała, w tle wielki dramat kolegi Lewandowskiego. Flick powiedział jasno

    Kolejny raz FC Barcelona pokazała klasę i pokonała 2:0 małą rewelację LaLigi, Villarreal. Co ciekawe, Hansi Flick musiał sobie radzić bez kilku ważnych zawodników. Do tego doszła także poważna kontuzja Andreasa Christensena. Niemiecki szkoleniowiec niedługo po ostatnim gwizdku zabrał głos m.in. właśnie w sprawie Duńczyka. Jak zdradził niewykluczone są transfery.
    Piłkarze w strojach FC Barcelony oraz członkowie sztabu szkoleniowego stoją na linii bocznej boiska podczas trwającego meczu. W tle widoczne są ławki rezerwowych oraz reklamy sponsorów.

    Hansi Flick i piłkarze Barcelony Alex Caparros/Getty ImagesGetty Images

    Po porażce 0:3 z Chelsea w ramach fazy ligowej Ligi Mistrzów FC Barcelona wygrywa wszystko. Ekipa Hansiego Flicka pokonała po drodze m.in. Atletico Madryt, czy Eintracht Frankfurt, dzięki czemu była niepokonana od sześciu spotkań. Passa mogła zostać przedłużona w niedzielę, gdy na Estadio de la Ceramica “Dumę Katalonii” podjął Villarreal.

    – Musimy teraz świętować Boże Narodzenie z rodziną, uważam, że to ważne. Życzę wszystkim wszystkiego dobrego, a szczególnie Daniemu (Olmo), Gaviemu, Pedriemu czy Ronaldowi (Araujo), którzy nie mogli dziś tu być – mówił cytowany przez “Sport”.

    Flick zapowiada, mogą być transfery. Ależ słowa

    Osobno wypowiedział się także ws. swojego defensora. Jak przyznał, niewykluczone, że podczas nadchodzącego okienka transferowego Barcelona może się rozglądać za nowym obrońcą. Niemiecki trener zapowiedział, że porozmawia na ten temat z Deco, czyli dyrektorem sportowym klubu. Do tego dodał, że liczy na powrót do zdrowia Christensena.

    – Zobaczymy. Porozmawiam z Deco. Najważniejsze jest, by Andreas wrócił zdrowy. Był w dobrym momencie – dodał.

    Następny mecz Barcelona rozegra już w 2026 roku. Będzie to spotkanie z RCD Espanyol. Rywalizacja zaplanowana jest na 3 stycznia na godz. 21:00.

    Villarreal CF – FC Barcelona 0-2. SKRÓT. WIDEO (Eleven Sports)Eleven SportsEleven Sports
    Hansi Flick

    Hansi FlickMATTHIEU MIRVILLE / MATTHIEU MIRVILLE / DPPI VIA AFPAFP
    Andreas Christensen

    Andreas ChristensenUrbanandsport / NurPhoto / NurPhoto via AFP AFP
    Piłkarz ubrany w pomarańczową koszulkę z herbem klubu FC Barcelona, szeroko uśmiecha się, stojąc na boisku podczas meczu piłkarskiego.

  • Słodko-gorzki rok “Lewego”. Martwi jedna zmiana [OPINIA]

    Słodko-gorzki rok “Lewego”. Martwi jedna zmiana [OPINIA]

    2025 był znakomitym rokiem dla Roberta Lewandowskiego. Sięgnął z Barceloną po cztery trofea. Ale już druga połowa roku niepokoi – wpływ Polaka na losy drużyny Hansiego Flicka staje się coraz mniejszy.

    Barcelona skończyła 2025 rok bardzo udanie. Wyjazdowe zwycięstwo z Villarreal (2:0) pozwoliło ekipie z Katalonii utrzymać nie tylko pozycję lidera La Ligi, ale także bezpieczną, 4-punktową przewagę w tabeli nad Realem Madryt.

    Drużyna Hansiego Flicka jest w drugiej części tego sezonu miażdżąco regularna. Ostatniej porażki doznała w El Clasico (1:2), a było to 26 października. Przez dwa kolejne miesiące odniosła osiem kolejnych zwycięstw ligowych. Co prawda w Champions League już tak kolorowo nie było (“Barca” jest 15. w tabeli), ale tam jeszcze wszystko jest do nadrobienia.

    W ostatnim swoim meczu w 2025 roku Robert Lewandowski wszedł na boisko na końcowe pół godziny, ale znaczącej roli w zwycięstwie Barcelony nie odegrał. Niestety, w jego przypadku zaczyna to ostatnio być regułą.

    ZOBACZ WIDEO: Jak Lewandowski jest traktowany w kadrze? Brzęczek odsłonił kulisy

    Na ten moment Polak przegrywa rywalizację z Ferranem Torresem, ale być rezerwowym w Barcelonie to jeszcze nie wstyd. Przecież meczów w podstawowym składzie nie zaczyna także taki Marcus Rashford. Gorzej, że wpływ Roberta na poczynania drużyny robi się coraz mniejszy.

    Polak rozegrał w tym sezonie 18 meczów w barwach Blaugrany i zdobył osiem goli, zanotował dwie asysty. Cały ten dorobek zgromadził wyłącznie w La Liga, bo pięć spotkań w Lidze Mistrzów (w sumie 248 minut), to były puste przebiegi.

    Oczywiście pod względem sukcesów 2025 rok był dla Roberta znakomity. Z “Barcą” wygrał La Ligę, Puchar Króla i Superpuchar Hiszpanii, a w Lidze Mistrzów, dotarł do półfinałów, w których trzeba było uznać wyższość Interu Mediolan. Ale, co nie mniej ważne niż wymierne sukcesy, Barcelona wiosną grała najbardziej widowiskowy futbol na świecie. Traciła sporo bramek, ale jeszcze więcej strzelała. Rozgrywała szalone mecze, a rywali porażała
    swoją jakością w ofensywie. O jej sile stanowiło unikalne “El tridente”: genialni na flankach Raphinha i Lamine Yamal oraz finalizujący perfekcyjnie ich akcje Robert Lewandowski.

    Polak zdobył w minionym sezonie 27 bramek w lidze, 3 w Pucharze Króla, 1 w Superpucharze Hiszpanii oraz 11 w Champions League. Razem stanowi to aż 42 trafienia, co oczywiście dało mu miano najskuteczniejszego piłkarza Barcelony poprzedniego sezonu (drugi Raphinha zanotował 34 gole, a trzeci Ferran Torres – 19).

    Ta statystyka najlepiej oddaje jak ważną postacią “Barcy” był Lewandowski.

    Właśnie, istotne jest tu słówko “był”, bo to pasmo sukcesów wydarzyło się w pierwszej połowie roku. Druga, niestety nie była już tak efektowna dla kapitana reprezentacji Polski. Co prawda Barcelona jest liderem La Liga, ale wpływ Roberta na losy drużyny Hansiego Flicka jest już coraz mniejszy i zaczyna to wyglądać już na pewną tendencję.

    Polak tylko osiem razy wychodził w podstawowym składzie i to też częściej w pierwszej połowie tego sezonu. Ostatniego gola “Lewy” zdobył miesiąc temu, 22 listopada w meczu z Athletic Bilbao. Czyli jak na Roberta, co najwyżej średnio.

    Jak to wpłynie na jego przyszłość? Co chwile pojawiają się informacje, że w przyszłym sezonie Polak nie zostanie w Barcelonie, ale trafi do innego klubu. Swego czasu najczęściej wymieniano AC Milan (już nieaktualne), dość często wskazywano na kierunek saudyjski, a ostatnio najczęściej padały nazwy klubów MLS: Inter Miami, Chicago Fire czy New York Red Bulls.

    Nie oznacza to wcale, że Robert wybiera się do Ameryki. Oznacza to jedynie tyle, że Pini Zahavi, agent “Lewego” i sam zawodnik już rozpoczęli swoją grę. Lewandowski – póki co – tę Amerykę traktuje wyłącznie jako kartę negocjacyjną w rozmowach o przedłużeniu kontraktu z Barceloną. Bo to jest jego prawdziwy priorytet.

    Stany Zjednoczone to dla niego opcja rezerwowa, na wypadek, gdyby nie udało się dogadać z klubem z Katalonii. A na wyjazd do Ameryki nie będzie za późno nawet po kolejnym sezonie w La Liga (2026/2027). Na dzisiaj Lewandowski ma ciągle jeszcze duże ambicje sportowe. Zresztą związane nie tylko z klubem.

    Przypomnijmy, że w marcowych barażach reprezentacja Polski powalczy o wyjazd na mundial, który odbywa się m.in. właśnie w USA.

    Jeśli kadrze Jana Urbana udałoby się w półfinale baraży pokonać Albanię w Warszawie, a później poradziłaby sobie na wyjeździe ze zwycięzcą meczu Ukraina – Szwecja i Polska pojechałaby na turniej finałowy, pozycja negocjacyjna Lewandowskiego w ewentualnych rozmowach z klubami z USA mocno by się poprawiła.

    Bądźmy szczerzy, na dziś “Lewy” nie może się pochwalić zbyt dużą rozpoznawalnością w Stanach. Ale udział w amerykańskim mundialu mógłby tę rozpoznawalność nieco poprawić. Zresztą warto pamiętać, że w listopadzie Lewandowski poleciał właśnie do Nowego Jorku, by symbolicznie uruchomić biało-czerwone oświetlenie na Empire State Building. Niby chodziło o polski akcent na Święto Niepodległości, ale niewątpliwie był to także element promocji marki własnej Roberta na rynku amerykańskim.

    Jedno jest pewne. Pomimo tego, że co chwila będą się w mediach hiszpańskich pojawiały “fajerwerki” o kolejnych potencjalnych pracodawcach Roberta, to do marca, a może nawet kwietnia, żadne ostateczne decyzje nie zapadną.

    O jego przyszłości zadecyduje to, w jakiej formie będzie w pierwszych miesiącach 2026 roku. Czy będzie w stanie wrócić do dyspozycji z wiosny w poprzednim sezonie, gdy był jednym z liderów Barcelony, czy raczej z każdym kolejnym meczem będzie widać po nim, że upływ czasu nie oszczędza nikogo.

    Co ważne, żeby pozostać na kolejny sezon w drużynie Hansiego Flicka, “Lewy” wcale nie musi dokonywać cudów. Może wchodzić z ławki, czy być wcześniej zdejmowany z boiska przez trenera, ale musi mieć swoje “akcenty”, czyli gole i asysty. Nie może dopuścić do tego, by w Katalonii zapanowało przeświadczenie, że wyniki Barcelony nie zależą już od Roberta. Że z nim czy bez niego, nie ma różnicy, bo “Barca” tak samo wygrywa, albo tak samo przegrywa.

    Okoliczności mogą sprzyjać Polakowi w tym sensie, że na teraz Hansi Flick potrzebuje w pierwszej kolejności wzmocnienia obrony. Dziury po lekkomyślnym wypuszczeniu latem z klubu Inigo Martineza nie udało się zasypać. W sobotę na treningu Andreas Christensen doznał poważnej kontuzji, która eliminuje go z gry na wiele tygodni. Na dodatek Ronald Araújo przeżywa załamanie mentalne i nie wiadomo kiedy wróci do gry.

    Barcelona będzie musiała wydać pieniądze na klasowych obrońców. A że w kasie pustki, na szukanie drogich napastników zwyczajnie Katalończyków nie będzie stać.

    Lewandowski ze znacząco obniżonym kontraktem będzie najtańszą, bezpieczną opcją. O ile wiosną Robert przekona cały świat, że jeszcze wcale się nie kończy.

    Dariusz Tuzimek, WP SportoweFakty

  • To była 59. minuta meczu Barcelony. Pajor przelobowała bramkarkę, oto efekt

    To była 59. minuta meczu Barcelony. Pajor przelobowała bramkarkę, oto efekt

    FC Barcelona nie zwalnia tempa! Po południowym ligowym triumfie męskiej drużyny, wieczorem komplet zwycięstw dopełniły piłkarki. Zespół ze stolicy Katalonii bardzo pewnie ograł Deportivo Alaves 6:1 w 1/8 finału Pucharu Królowej, efektownie rozpoczynając obronę trofeum zdobytego przed rokiem. Choć udział Ewy Pajor w zdobywaniu bramek był tym razem symboliczny, niewiele brakowało, by reprezentantka Polski wpisała się na listę strzelczyń.

    Piłkarki Barcelony pozostają niepokonane już od dziewięciu spotkań. W tym okresie tylko raz straciły punkty – w starciu Ligi Mistrzyń z Chelsea. Nic więc dziwnego, że w rywalizacji pucharowej były zdecydowanymi faworytkami, zwłaszcza że ich niedzielne rywalki występują na zapleczu najwyższej klasy rozgrywkowej. Co prawda Deportivo Alaves radzi sobie tam solidnie – po 13 kolejkach ma na koncie 30 punktów – ale identycznym dorobkiem może pochwalić się… rezerwowa drużyna Barcelony.

    Pajor rusza po kolejne trofeum

    Damska FC Barcelona to absolutne rekordzistki Pucharu Królowej – triumfowały w tych rozgrywkach już 11 razy. O pięć tytułów mniej mają Espanyol i Levante. „Blaugrana” wygrała siedem z ostatnich dziewięciu edycji i od pierwszych minut spotkania z Alaves było widać, że chce kontynuować tę passę. Na pierwszego gola trzeba było jednak poczekać do 21. minuty, gdy po precyzyjnym podaniu Clary Serrajordi Kika Nazareth z bliska pokonała Sofíę Fuente.

    Końcówka pierwszej połowy przyniosła sporo emocji. Po raz kolejny błysnęła Serrajordi, a Sydney Schertenleib efektownym zwodem i celnym strzałem podwyższyła prowadzenie Barcelony. W doliczonym czasie gry Alaves odpowiedziało szybką kontrą – Gemma Font obroniła pierwszy strzał Ainhoy Guallar, lecz przy dobitce Carmen Sobron była już bezradna.

    O włos od gola Pajor

    Po przerwie Barcelona całkowicie przejęła kontrolę nad meczem. W 59. minucie bardzo bliska zdobycia bramki była Ewa Pajor. Królowa strzelczyń poprzedniej edycji Pucharu Królowej wyszła sam na sam i sprytnie przelobowała bramkarkę, jednak piłka toczyła się zbyt wolno i została wybita z linii bramkowej. Chwilę później było już 3:1 – dośrodkowanie Carli Martinez skutecznie wykończyła Caroline Graham.

    W końcówce spotkania worek z bramkami rozwiązał się na dobre. Najpierw pechowo do własnej siatki trafiła Merche Izal, a następnie po dwóch asystach Serrajordi sama wpisała się na listę strzelczyń. Przy ostatnim trafieniu swój udział miała także Pajor – po rzucie rożnym Polka oddała strzał, który został zablokowany, lecz rykoszet zmylił defensorkę Alaves i piłka wpadła do bramki.

    Deportivo Alaves – FC Barcelona 1:6 (1:2)

    Bramki: Sobron (45+1) – Nazareth (21), Schertenleib (41), Graham (59), Izal (75, sam.), Serrajordi (83), Pichi (86, sam.)

    Składy:
    Alaves: Fuente, Pichi, Juan, Gaste, Parera (71. Gil), Viles (60. Errasti), Rivero, Sobron (80. Fernandez), Navajas (71. Bengoa), Izal, Guallar
    Barcelona: Font, Martinez (64. Brugts), Paredes, Aleixandri (80. Ranera), Camara, Nazareth (46. Graham), Serrajordi, Lopez (46. Pina), Schertenleib, Cano (64. Putellas), Pajor

  • Lewandowski wszedł, po chwili gol dla Barcelony. Hiszpanie wydali werdykt

    Lewandowski wszedł, po chwili gol dla Barcelony. Hiszpanie wydali werdykt

    FC Barcelona wygrała 2:0 z Villarrealem w niedzielnym meczu La Liga. Szansę od Hansiego Flicka w końcu dostał Robert Lewandowski, który na występ w rozgrywkach ligowych czekał od 2 grudnia. Napastnik reprezentacji Polski pojawił się na boisku w 62. minucie i dosłownie po chwili Barcelona zdobyła drugą bramkę! Tak Lewandowskiego oceniły hiszpańskie media.
    Lewandowski
    Screenshot Eleven Sports

    Robert Lewandowski ostatni mecz w La Liga rozegrał 2 grudnia, gdy Barcelona wygrała 3:1 z Atletico Madryt. W kolejnych dwóch meczach ligowych szansę dostał Ferran Torres. Hiszpan odwdzięczył się m.in. hat-trickiem, ale w dzisiejszym starciu z Villarrealem grał słabo.

    Zobacz wideo Kosecki nie certoli się w sprawie Legii: Klub się totalnie skompromitował
    Lewandowski wrócił do składu. Tak ocenili go Hiszpanie

    I choć hiszpańskie media za grę do przerwy oceniły Torresa dość łagodnie, to Hansi Flick zdecydował się zmienić niewidocznego napastnika już w 62. minucie. Na boisku pojawił się Robert Lewandowski, dla którego są to pierwsze ligowe minuty od trzech tygodni. I już po chwili Barcelona zdobyła bramkę na 2:0! Kapitan reprezentacji Polski miał swój udział przy tym trafieniu – to po jego próbie uderzenia piłka trafiła pod nogi Frenkie’ego de Jonga, który podał do Lamine’a Yamala – Hiszpan już bez większych problemów zdobył gola.

    Ostatecznie Barcelona wygrała to spotkanie 2:0 i utrzymała czteropunktową przewagę nad Realem Madryt. A jak hiszpańskie media oceniły Roberta Lewandowskiego za nieco ponad pół godziny gry spędzone na boisku?

    “Sport” dał Polakowi taką samą ocenę jak Ferranowi Torresowi, czyli “6” w dziesięciostopniowej skali. “Nie miał zbyt wielu kontaktów z piłką, bo miał bardzo mało miejsca. Wskutek czerwonej kartki Renato Veigi druga połowa meczu toczyła się na połowie gospodarzy, ale nie dostawał on zbyt wielu podań” – czytamy.

    “Mundo Deportivo” stwierdziło za to, że Lewandowski był “zdeterminowany”. “Nie strzelił od miesiąca, od meczu z Athletikiem pod koniec listopada i dzisiaj próbował skończyć tę złą passę, choć nie włożył w to wiele wysiłku. Nie udało mu się” – dodano.

    “El Desmarque” nie miało litości dla napastników Barcelony. Torres dostał ocenę “3”, a Lewandowski tylko jeden punkt więcej. “Jeśli Ferran był niemal nieobecny, to z Polakiem było prawie tak samo. Miał więcej kontaktów z piłką (pięć) w czasie doliczonym niż przez wcześniejsze 30 minut (tylko trzy) – zauważył oceniający dziennikarz.

    “Marca” ledwo dostrzegła, że Lewandowski wziął udział w tym meczu. Polak skończył bez noty, a o jego występie napisano krótko: “Wszedł na boisko w 62. minucie. Nie odegrał zbyt znaczącej roli”.

    Barcelona kolejny mecz zagra dopiero w 2026 roku. Będzie to derbowe spotkanie z Espanyolem, które odbędzie się w sobotę 3 stycznia o godzinie 21:00. Już teraz zapraszamy do śledzenia tego starcia w Sport.pl oraz w aplikacji mobilnej Sport.pl LIVE.