• Rozstanie na korcie: Maja Chwalińska i trener Jaroslav Machovský idą własnymi drogami.

    Rozstanie na korcie: Maja Chwalińska i trener Jaroslav Machovský idą własnymi drogami.

    Rozstanie na korcie: Maja Chwalińska i trener Jaroslav Machovský idą własnymi drogami

    Świat sportu regularnie przynosi informacje o zmianach, które mogą mieć znaczący wpływ na dalszy przebieg karier zawodników. Tym razem uwagę kibiców tenisa przyciągnęła wiadomość o zakończeniu współpracy pomiędzy Mają Chwalińską a jej wieloletnim trenerem Jaroslavem Machovským. Dla wielu fanów jest to zaskakująca informacja, ponieważ przez lata duet ten był symbolem stabilności, wzajemnego zaufania oraz konsekwentnej pracy nad rozwojem sportowym polskiej tenisistki.

    Choć rozstania pomiędzy zawodnikami a trenerami są częścią profesjonalnego sportu, każde z nich wywołuje emocje. Szczególnie wtedy, gdy kończy się współpraca, która trwała przez wiele sezonów i obejmowała zarówno chwile sukcesów, jak i trudne momenty wymagające ogromnej determinacji.

    Partnerstwo, które miało ogromne znaczenie

    Jaroslav Machovský przez lata był jedną z najważniejszych osób w sztabie Maji Chwalińskiej. Czeski szkoleniowiec wspierał zawodniczkę nie tylko podczas treningów i turniejów, ale również w momentach, gdy jej kariera napotykała poważne przeszkody.

    Współpraca opierała się na zaufaniu oraz wspólnej wizji rozwoju. Trener pomagał tenisistce doskonalić poszczególne elementy gry, pracować nad przygotowaniem mentalnym oraz budować pewność siebie na korcie. Dzięki temu Chwalińska mogła stopniowo rozwijać swój potencjał i zdobywać cenne doświadczenie na arenie międzynarodowej.

    Wielu ekspertów podkreślało, że relacja między zawodniczką a trenerem należała do wyjątkowo udanych. Oboje konsekwentnie realizowali wyznaczone cele, a efekty ich pracy były widoczne podczas kolejnych sezonów.

    Wspólna walka z przeciwnościami

    Kariera profesjonalnego sportowca nigdy nie jest pozbawiona trudności. Maja Chwalińska również musiała mierzyć się z wieloma wyzwaniami. Problemy zdrowotne, kontuzje oraz presja związana z rywalizacją na wysokim poziomie mogły wpłynąć na jej rozwój sportowy.

    W tych momentach rola trenera była szczególnie istotna. Machovský pomagał zawodniczce zachować koncentrację na długoterminowych celach i nie poddawać się mimo napotykanych przeszkód. Dzięki wspólnej pracy Chwalińska stopniowo wracała do wysokiej dyspozycji i odzyskiwała radość z gry.

    To właśnie dlatego wielu kibiców postrzegało ich współpracę jako coś więcej niż zwykłą relację zawodową. Była to historia wspólnej walki o realizację marzeń oraz konsekwentnego dążenia do poprawy wyników.

    Decyzja o rozstaniu

    Informacja o zakończeniu współpracy pojawiła się w momencie, gdy wielu fanów oczekiwało kolejnych wspólnych sukcesów tego duetu. Choć szczegółowe powody decyzji nie zostały publicznie przedstawione, eksperci zwracają uwagę, że podobne zmiany są naturalnym elementem zawodowego sportu.

    Po wielu latach współpracy zarówno zawodnik, jak i trener mogą dojść do wniosku, że potrzebują nowego impulsu. Świeże spojrzenie, nowe metody treningowe czy odmienna filozofia przygotowań mogą pomóc w osiągnięciu kolejnego poziomu sportowego.

    Nie oznacza to koniecznie konfliktu czy nieporozumień. Wręcz przeciwnie – wiele takich rozstań odbywa się w atmosferze wzajemnego szacunku i wdzięczności za wspólnie spędzone lata.

    Nowe wyzwania przed Chwalińską

    Dla Maji Chwalińskiej rozpoczyna się teraz niezwykle ważny etap kariery. Wybór nowego trenera będzie jedną z kluczowych decyzji, które mogą wpłynąć na jej przyszłość w profesjonalnym tenisie.

    Nowy szkoleniowiec będzie musiał nie tylko kontynuować rozwój zawodniczki, ale także wnieść nowe pomysły i rozwiązania. Współczesny tenis wymaga kompleksowego podejścia obejmującego przygotowanie techniczne, fizyczne oraz mentalne.

    Kibice z dużym zainteresowaniem śledzą wszelkie doniesienia dotyczące potencjalnych kandydatów do sztabu szkoleniowego. Na razie jednak nie pojawiły się oficjalne informacje na temat następcy Machovskiego.

    Reakcje kibiców

    Media społecznościowe szybko zapełniły się komentarzami dotyczącymi zakończenia współpracy. Wielu fanów wyraziło zaskoczenie, ale jednocześnie podziękowało trenerowi za jego wkład w rozwój polskiej tenisistki.

    Pojawiły się również liczne głosy wsparcia dla samej Chwalińskiej. Kibice podkreślają, że zmiana może okazać się początkiem nowego, jeszcze bardziej udanego etapu kariery.

    Niektórzy obserwatorzy przypominają, że wielu światowej klasy tenisistów decydowało się na zmianę trenerów właśnie w momentach, gdy chcieli osiągnąć kolejne cele i przełamać sportowe bariery.

    Szansa na nowy początek

    Każde rozstanie niesie ze sobą emocje, ale również nowe możliwości. Historia sportu wielokrotnie pokazywała, że zmiana szkoleniowca może stać się punktem zwrotnym prowadzącym do największych sukcesów.

    Maja Chwalińska ma przed sobą wiele lat kariery i nadal dysponuje ogromnym potencjałem. Jej dotychczasowe doświadczenia mogą okazać się bezcennym kapitałem podczas kolejnego etapu sportowej drogi.

    Niezależnie od tego, kto zostanie nowym trenerem, zawodniczka będzie mogła wykorzystać wiedzę i umiejętności zdobyte podczas wieloletniej współpracy z Machovským. To fundament, który może pomóc jej w realizacji kolejnych ambitnych celów.

    Koniec pewnego rozdziału

    Rozstanie Maji Chwalińskiej i Jaroslava Machovskiego bez wątpienia zamyka ważny rozdział w historii polskiego tenisa. Była to współpraca pełna zaangażowania, ciężkiej pracy oraz wspólnego pokonywania przeszkód.

    Jednocześnie jest to początek nowej historii. Przed zawodniczką kolejne wyzwania, nowe możliwości i szansa na dalszy rozwój. Kibice z pewnością będą uważnie obserwować jej następne kroki, licząc na to, że nadchodzące sezony przyniosą jeszcze więcej powodów do dumy.

    Choć drogi Maji Chwalińskiej i Jaroslava Machovskiego się rozeszły, ich wspólna praca pozostanie ważną częścią kariery polskiej tenisistki. Teraz nadszedł czas na nowe cele, nowe wyzwania i nowy rozdział w świecie profesjonalnego tenisa.

  • Koniec pewnej ery: Maja Chwalińska kończy współpracę z trenerem Jaroslavem Machovským.

    Koniec pewnej ery: Maja Chwalińska kończy współpracę z trenerem Jaroslavem Machovským.

    Koniec pewnej ery: Maja Chwalińska kończy współpracę z trenerem Jaroslavem Machovským

    Świat polskiego tenisa nieustannie się zmienia, a kariery zawodników i zawodniczek często przechodzą przez różne etapy rozwoju. Jednym z najważniejszych elementów sukcesu każdego tenisisty jest odpowiednio dobrany sztab szkoleniowy. To właśnie trenerzy pomagają rozwijać umiejętności techniczne, przygotowanie mentalne oraz strategię na najważniejsze turnieje. Dlatego każda informacja o zakończeniu długoletniej współpracy pomiędzy zawodnikiem a trenerem przyciąga uwagę kibiców i ekspertów. Tak stało się również w przypadku Maji Chwalińskiej, która postanowiła zakończyć współpracę z Jaroslavem Machovským.

    Dla wielu obserwatorów polskiego tenisa jest to koniec ważnego rozdziału w karierze utalentowanej zawodniczki. Machovský był bowiem jedną z osób, które towarzyszyły Chwalińskiej podczas jej najważniejszych sportowych wyzwań, pomagając jej wrócić na właściwe tory po trudnych momentach w karierze.

    Wspólna droga pełna wyzwań

    Relacja między zawodnikiem a trenerem jest wyjątkowa. W tenisie, który jest sportem indywidualnym, trener często staje się nie tylko szkoleniowcem, ale także mentorem, doradcą i osobą wspierającą w najtrudniejszych chwilach. Taką rolę w życiu Maji Chwalińskiej odgrywał Jaroslav Machovský.

    W okresie współpracy polska tenisistka przechodziła przez różne etapy swojej kariery. Były momenty sukcesów, ale również chwile zwątpienia, kontuzje oraz trudności związane z presją profesjonalnego sportu. Machovský pomagał jej odbudowywać pewność siebie i konsekwentnie pracować nad rozwojem tenisowym.

    Wielu ekspertów podkreślało, że dzięki stabilnej współpracy Chwalińska mogła stopniowo poprawiać swoją pozycję rankingową i osiągać coraz lepsze wyniki na arenie międzynarodowej. Trener był obecny zarówno podczas zwycięstw, jak i porażek, co dodatkowo umocniło ich zawodową relację.

    Powrót po trudnym okresie

    Jednym z najważniejszych osiągnięć wspólnej pracy było odbudowanie kariery zawodniczki po trudnym okresie związanym z problemami zdrowotnymi i psychicznymi. Maja Chwalińska otwarcie mówiła w przeszłości o wyzwaniach, z którymi musiała się mierzyć poza kortem.

    Właśnie wtedy rola trenera okazała się szczególnie istotna. Zamiast skupiać się wyłącznie na wynikach, Machovský pomagał zawodniczce odzyskać radość z gry oraz motywację do dalszej pracy. Dzięki temu mogła stopniowo wracać do regularnych występów i ponownie rywalizować na wysokim

    To doświadczenie sprawiło, że wielu kibiców postrzegało ich współpracę jako coś więcej niż standardową relację sportową. Była ona symbolem wytrwałości, cierpliwości i wspólnej walki o powrót do formy.

    Dlaczego doszło do rozstania?

    Jak to często bywa w profesjonalnym sporcie, szczegóły decyzji nie zostały szeroko ujawnione. Nie oznacza to jednak, że pomiędzy stronami musiał wystąpić konflikt. W świecie tenisa zakończenie współpracy często wynika z potrzeby zmian i poszukiwania nowych impulsów.

    Po kilku latach wspólnej pracy zawodnicy nieraz decydują się na zmianę szkoleniowca, aby spojrzeć na swoją grę z nowej perspektywy. Nowy trener może wnieść świeże pomysły, inne metody treningowe oraz odmienną filozofię przygotowań.

    W przypadku Maji Chwalińskiej taka decyzja może być elementem długoterminowego planu rozwoju. Polka znajduje się w ważnym momencie kariery i prawdopodobnie chce zrobić kolejny krok w kierunku osiągania jeszcze lepszych wyników na światowych kortach.

    Reakcje kibiców

    Informacja o zakończeniu współpracy wywołała duże poruszenie w mediach społecznościowych. Wielu kibiców wyraziło wdzięczność wobec Machovskiego za jego wkład w rozwój zawodniczki.

    Pojawiły się także liczne komentarze podkreślające, że trener odegrał kluczową rolę w najtrudniejszych momentach kariery Chwalińskiej. Fani zwracali uwagę na jego profesjonalizm, spokój oraz zdolność budowania dobrej atmosfery wokół zawodniczki.

    Jednocześnie kibice z zainteresowaniem oczekują informacji dotyczących kolejnych kroków tenisistki. Wielu zastanawia się, kto zostanie nowym trenerem i jak wpłynie to na jej dalsze wyniki.

    Co dalej dla Maji Chwalińskiej?

    Najbliższe miesiące mogą okazać się niezwykle ważne dla przyszłości polskiej tenisistki. Zmiana szkoleniowca często wiąże się z okresem przejściowym, podczas którego zawodnik musi przyzwyczaić się do nowych metod pracy.

    Kluczowe będzie znalezienie odpowiedniej osoby, która nie tylko pomoże rozwijać aspekty techniczne gry, ale również zrozumie charakter i potrzeby zawodniczki. Współczesny tenis wymaga bowiem kompleksowego podejścia obejmującego przygotowanie fizyczne, taktyczne oraz mentalne.

    Eksperci są zgodni, że Chwalińska posiada potencjał, aby osiągać jeszcze lepsze wyniki. Jej determinacja, doświadczenie oraz umiejętności mogą sprawić, że nadchodzące sezony będą dla niej bardzo udane.

    Koniec rozdziału, początek nowego etapu

    Rozstanie z Jaroslavem Machovským bez wątpienia kończy ważny etap w karierze Maji Chwalińskiej. To właśnie podczas tej współpracy zawodniczka przeżyła wiele istotnych momentów, które pomogły jej ukształtować się jako profesjonalna tenisistka.

    Jednocześnie każda zmiana niesie ze sobą nowe możliwości. Historia sportu pokazuje, że niejednokrotnie właśnie po zmianie trenera zawodnicy osiągali największe sukcesy w swoich karierach. Niewykluczone, że podobnie będzie również w przypadku Chwalińskiej.

    Koniec pewnej ery: Maja Chwalińska kończy współpracę z trenerem Jaroslavem Machovským.

    Kibice z pewnością będą uważnie śledzić jej kolejne decyzje i występy. Bez względu na to, kto zostanie nowym szkoleniowcem, jedno pozostaje pewne – Maja Chwalińska nadal będzie jedną z najbardziej interesujących postaci polskiego tenisa, a jej dalsza droga sportowa zapowiada się niezwykle ciekawie.

  • Sensacyjny Roland Garros. Cała czołówka ze stratą

    Sensacyjny Roland Garros. Cała czołówka ze stratą

    Sporo pozmienia się w światowym rankingu WTA po wielkoszlemowym Rolandzie Garrosie, który dla singlistek zakończy się w sobotę. Najwięcej punktów straci Coco Gauff, bo nie obroniła tytułu, ale tak naprawdę uszczupli się dorobek całej czołówki.

    Przed początkiem wielkoszlemowego Rolanda Garrosa w gronie największych faworytek do końcowego triumfu były Aryna Sabalenka, Iga Świątek, Coco Gauff czy Jelena Rybakina. Tymczasem żadna z nich nie osiągnęła nawet półfinału.

    Jeżeli chodzi o czołówkę, to najsłabiej zaprezentowała się Jessica Pegula, bo sensacyjnie odpadła już w pierwszej rundzie. Jednak największą stratę w światowym rankingu WTA zanotuje jej rodaczka – Gauff.

    ZOBACZ WIDEO: Maja Chwalińska: Sfinks, który pisze historię. I ma już roczny bilet do tenisowej klasy biznes

    Ogromna strata zeszłorocznej mistrzyni

    Wszystko z uwagi na to, że wspomniana Amerykanka w tym sezonie broniła tytułu. Tymczasem Gauff sensacyjnie odpadła już w drugiej rundzie, przez co w poniedziałek (8 czerwca) oficjalnie straci aż 1870 punktów.

    Tym samym Gauff, która zajmowała 4. miejsce w rankingu, spadnie na 7. lokatę. Mimo słabych występów na jej wpadce skorzystają Pegula, a także Amanda Anisimova. Ponadto minie ją jeszcze Mirra Andriejewa, czyli tegoroczna finalistka i ostatnia rywalka Mai Chwalińskiej.

    Rosjanka, która przed startem turnieju zajmowała 8. pozycję w rankingu, a także Elina Switolina, 7. rakieta świata, to najwyżej notowane tenisistki, które nie zanotowały strat punktowych.

    Sabalenka, zeszłoroczna finalistka, w tym sezonie odpadła w ćwierćfinale, bo straciła kontrolę nad meczem z Dianą Sznaider. Przez to z jej konta zniknie 870 punktów, a przewaga nad Rybakiną wynosić będzie 947 “oczek”.

    540 punktów. Świątek też na minusie

    Reprezentantka Kazachstanu, tegoroczna triumfatorka Australian Open, w Paryżu sensacyjnie odpadła w drugiej rundzie i przez to straci 170 punktów. Z kolei Świątek, która musiała uznać wyższość będącej w znakomitej formie Marty Kostiuk, odpiszą 540 “oczek”.

    Wobec tego wzrośnie przewaga Rybakiny nad naszą tenisistką do 1410 punktów. Z kolei strata Peguli do Polki, która mimo słabego występu awansowała na 4. lokatę, będzie wynosić 677 “oczek”.

    Należy podkreślić, że wielkimi krokami zbliżamy się do Wimbledonu, który wystartuje na początku lipca. W Londynie Świątek będzie bronić 2000 punktów za zeszłoroczny triumf, wobec czego presja w rankingu będzie naprawdę spora.
    Na zdjęciu: ranking WTA (fot. live-tennis.eu)
    Na zdjęciu: ranking WTA (fot. live-tennis.eu)

  • Serena Williams wróciła do gry, od razu taki mecz. Turniejowe “3” za burtą

    Serena Williams wróciła do gry, od razu taki mecz. Turniejowe “3” za burtą

    Po blisko czterech latach nieobecności na korcie do gry wróciła Serena Williams. Legendarna tenisistka wystąpiła w grze podwójnej w turnieju rangi WTA 500 – HSBC Championships. Wspólnie z Victorią Mboko zmierzyły się z rozstawionymi z “3” Nicole Melichar-Martinez oraz Erin Routliffe. Rywalizacja potoczyła się w dość niespodziewanym kierunku, bowiem 7:6(4), 6:2 lepsze okazały się właśnie Amerykanka i Kanadyjka.
    Serena Williams (po prawej) oraz Victoria Mboko (po lewej)

    Serena Williams (po prawej) oraz Victoria Mboko (po lewej)Adam Davy/PA Images via Getty ImagesGetty Images

    Dokładnie 2 września 2022 roku w 1/16 finału US Open ostatni raz na korcie mogliśmy zobaczyć Serenę Williams. 44-latka uległa wówczas 5:7, 7:6(4), 1:6 Ajli Tomljanovic i odpadła z rywalizacji. Od tamtej pory nie występowała a najważniejszych turniejach. Wykreślono ją nawet z listy ITIA (Międzynarodowa Agencja ds. Integralności Tenisa). Jesienią 2025 roku jednak na nią wróciła, a do gry mogła oficjalnie przystąpić pod koniec lutego tego roku.

    Co więcej, w mediach pojawiły się szokujące informacje, jakoby miała ona wrócić na kort. I tak się stało. Legendarna tenisistka przystąpiła do gry w turnieju rangi WTA 500 HSBC Championships na londyńskich kortach Queen’s Club, jednakże nie w singlu, a w deblu. Do rywalizacji przystąpiła wspólnie z młodszą o 25 lat Victorią Mboko.

    W pierwszej rundzie zmagań zmierzyć im się przyszło z rozstawionymi z “3” Nicole Melichar-Martinez oraz Erin Routliffe. I zaczęły nadspodziewanie dobrze. Najpierw utrzymały swój serwis, a w następnym gemie przełamały rywali, dzięki czemu prowadziły 2:0. W pewnym momencie tablica wyników wskazywała nawet 4:1 dla pary amerykańsko-kanadyjskiej.

    Wtedy jednak do gry wróciły rywalki. Te wreszcie złapały swój i zaczęły grać na swoim poziomie. Po chwili przełamały powrotnie Williams i Mboko, a także wygrały swój serwis. Przed decydującym momentem partii było po 5. Zwyciężczynie całej partii wyłonił jednak tie-break. Jego kapitalnie zaczęły Amerykanka i Kanadyjka, bowiem po kilku akcjach wygrywały 4:1. Następnie po raz kolejny przełamały rywalki i doprowadziły do piłek setowych (6:2). Wykorzystały już pierwszą, dzięki czemu zapisały na swoim koncie seta.

    Świetna gra Williams i Mboko. Będą grać dalej

    Druga partia wyglądała niezwykle bliźniaczo do pierwszej. Choć rozstawiony duet Melichar-Martinez/Routliffe rozpoczął od wygranego gema przy własnym serwisie, to potem było już nieco gorzej. Williams i Mboko doprowadziły do wyrównania, a następnie przełamały rywalki. Po zaledwie kilku minutach seta było już 3:1.

    Co więcej, 19-latka wraz z 44-latką dalej grały znakomicie i wywalczyły sobie podwójne przełamanie (5:2). Oznaczało to, że po przerwie będą zagrywać po wygraną w meczu. I tak się stało. Serena Williams posłała dwa asy serwisowe z rzędu, dzięki czemu doprowadziła do piłek meczowych.

    Ostatecznie para nie oddała prowadzenia i zwyciężyła cały mecz 7:6(4), 6:2. W ten sposób Williams i Mboko zameldowały się w ćwierćfinale turnieju w Londynie.
    Kobieta o długich falowanych blond włosach ubrana na czarno, z delikatnym makijażem i naszyjnikiem, patrzy w bok z poważnym wyrazem twarzy.

    Serena WilliamsLondon Entertainment / SplashNews.comEast News
    Serena Williams

    Serena WilliamsJOE RAEDLE / GETTY IMAGES NORTH AMERICA / Getty Images via AFPAFP
    Uśmiechnięta młoda kobieta w sportowej odzieży i niebieskiej czapce z daszkiem stoi na tle rozmytego tłumu kibiców podczas wydarzenia sportowego.

    Victoria MbokoMinas PanagiotakisAFP

    Kansas City Stadium gotowy na mistrzost

  • Skandalista atakował Świątek. Wrócił na kort po sześciu miesiącach. Ależ występ

    Skandalista atakował Świątek. Wrócił na kort po sześciu miesiącach. Ależ występ

    Gdy Idze Świątek przytrafiła się wpadka dopingowa komentarze płynęły ze wszystkich stron. Najgłośniej wypowiadał się Nick Kyrgios. Australijczyk regularnie uderzał w Igę werbalnie. Teraz po pół roku bez gry wrócił na kort i mówią wprost zachwycił. Kyrgios wygrał z Corentinem Moutetem 6:3, 6:4.
    Nick Kyrgios i Iga Świątek

    Nick Kyrgios i Iga ŚwiątekEast News/East NewsEast News

    Nick Kyrgios był tym tenisistą, który najgłośniej wypowiadał się, gdy na światło dzienne wyszły sprawy dopingowe Jannika Sinnera i Igi Świątek. Polkę ostatecznie nie spotkała żadna realna kara, Włoch po ugodzie z Międzynarodową Agencją Antydopingową pauzował przez trzy miesiące.

    Australijczyk regularnie atakował Polkę w mediach, gdy na korcie tenisowym mu nie szło albo w ogóle się na nim nie pojawiał. – Dwa światowe numery jeden zostały złapane na dopingu. To jest obrzydliwe dla naszego sportu. Stara karta, jestem ofiarą – ten tenisowy świat naprawdę kontroluje narrację – to kiepski żart – mówił pod koniec 2024 roku.

    Kyrgios imponuje po powrocie. Udany występ

    Od tego momentu rozegrał ledwie sześć meczów i większość z nich przegrał. Ostatni raz na korcie w oficjalnym spotkaniu pojawił się 6 stycznia w Brisbane. Wówczas poległ z Kovaceviciem. Po pół roku Australijczyk znów próbuje wrócić do gry na najwyższym poziomie na swojej być może ulubionej nawierzchni.

    Kyrgios na swój powrót wybrał bowiem okres gry na trawie. Australijczyk przystąpił do turnieju w Stuttgarcie z dziką kartą. W pierwszej rundzie po drugiej stronie siatki stał równie nieprzewidywalny zawodnik – Corentin Moutet. Pierwszy set tego starcia ułożył się dla Kyrgiosa znakomicie.

    31-latek już przy pierwszej próbie przełamał swojego rywala z Francji na 2:0 i od tego momentu kontrolował przebieg rywalizacji. Wygrał tę partię 6:3. Podobnie sytuacja ułożyła się w drugim secie. Tym razem zaczynał jednak Moutet i znów Francuz stracił podanie, a Kyrgios wyszedł na prowadzenie 1:0.

    Kolejne gemy serwisowe trafiały do podających. Nie zmieniło się to już do ostatniej piłki meczu. Kyrgios nie mierzył się nawet z jedną koniecznością bronienia piłki na przełamanie. W całym meczu przy podaniu stracił ledwie 14 punktów. Ostatecznie drugą partię wygrał 6:4. W kolejnej rundzie zagra z Sho Shimabukuro.
    Nick Kyrgios

    Nick KyrgiosADRIAN DENNISAFP

    Los Angeles Stadium gotowe na początek mistrzostw świata 2026. WIDEOSARAH LAI / AFPTV / AFPAFP

  • Liderka skrajnej prawicy wywołała burzę po finale Rolanda Garrosa

    Liderka skrajnej prawicy wywołała burzę po finale Rolanda Garrosa

    Alice Weidel, jedna z najważniejszych polityczek w Niemczech, wywołała wielką burzę wpisem na X. Poszło o to, jak skomentowała triumf Mirry Andriejewej w Rolandzie Garrosie. Zdaniem zdfheute.de kobieta wprowadziła internautów w błąd. Natomiast w Rosji przyjęto jej słowa z uznaniem. Co takiego napisała?
    TENNIS-FRENCHOPEN/
    Fot. REUTERS/Guglielmo Mangiapane

    Mirra Andriejewa prezentowała się znakomicie w Rolandzie Garrosie 2026. W drodze do finału straciła tylko jeden set. Tam spotkała się z Mają Chwalińską. Eksperci zastanawiali się, jak Rosjanka zagra pod presją – była wielką faworytką do zwycięstwa. W przeszłości miała kłopot z panowaniem nad emocjami, ale tym razem nie dała powodów do obaw. Zagrała bardzo pewnie i pokonała Polkę 6:3, 6:2.

    Zobacz wideo Rozbrajająca odpowiedź Chwalińskiej. To zapamięta z Roland Garros
    Niemiecka polityczka pisze o zwycięstwie Andriejewej. “Odmówiono jej”

    Wieść o triumfie Andriejewej obiegła cały świat. Dotarła też do Niemiec, ale to nie o wyniku finału mówi się tam najwięcej, a o tym, jak sukces tenisistki skomentowała jedna z polityczek. “Gratulacje dla Mirry Andriejewej! Ta zaledwie 19-letnia Rosjanka wygrała w sobotę French Open – i odmówiono jej zwyczajowych zaszczytów. Sport powinien być apolityczny, a osiągnięcia sportowców powinny być na pierwszym planie” – pisała Alice Weidel, współprzewodnicząca skrajnie prawicowej partii AfD.

    Wpis błyskawicznie dotarł do Rosji. Zachwycił tamtejszą ludność, o czym dał znać Kirył Dmitriew. “Szanowna Alice Weidel, liderko najpopularniejszej partii w Niemczech i głosie narodu niemieckiego, dziękuję za miły komentarz na temat Mirry oraz za poparcie dla apolityczności sportu” – pisał prezes Rosyjskiego Funduszu Inwestycji Bezpośrednich (RDIF) na X.
    W Niemczech zawrzało. “To mylące”

    Takiego zachwytu słowami Weidel nie podzielają sami Niemcy. Za naszą zachodnią granicą wybuchła burza. Portal zdfheute.de stwierdził wprost, że wpis polityczki “wprowadza w błąd”. Chodzi o owe zwyczajowe zaszczyty. “Oskarżenia Weidel, że triumfatorce ‘odmówiono zwyczajowych zaszczytów’, są mylące” – tłumaczą dziennikarze i błyskawicznie kontrują opinię Weidel.

    Zobacz też: Nagle zaczęła przegrywać mecz za meczem. Upadek rosyjskiej tenisistki.

    “Przecież po finale odbyła się tradycyjna ceremonia na korcie – z przemówieniami obu tenisistek, zdjęciami, gratulacjami, wpisami organizatora turnieju w social mediach. Nazwisko Rosjanki zostało wpisane na tablicę pamiątkową i wzięła też udział w specjalnej sesji zdjęciowej dzień później. (…) Jedynym ‘zaszczytem’, którego zabrakło, były flaga i hymn Rosji. Nie zobaczyliśmy ich ani nie usłyszeliśmy” – czytamy.

    Andriejewa i Chwalińska odniosły największe sukcesy w karierze. Dla Rosjanki był to pierwszy tytuł wielkoszlemowy, a dla Polki pierwszy finał. Obie panie zaliczyły awans w rankingu WTA. Triumfatorka przesunęła się z ósmej na szóstą lokatę, ale zdecydowanie bardziej imponujący był skok naszej rodaczki. Przed turniejem była 114. A obecnie? Plasuje się na… 21. miejscu! Teraz na obie panie czeka Wimbledon. Już wiadomo, że Chwalińska nie wystąpi w żadnym poprzedzającym go turnieju. A Andriejewa? Zobaczymy.

  • Nagle zaczęła przegrywać mecz za meczem. Upadek znanej tenisistki

    Nagle zaczęła przegrywać mecz za meczem. Upadek znanej tenisistki

    Zaskakujący zjazd formy Jekateriny Aleksandrowej zastanawia cały świat tenisa. Rosjanka, która jeszcze w październiku ubiegłego roku zajmowała 10. miejsce w rankingu WTA, przegrywa mecz za meczem. A przecież jeszcze nie tak dawno była nominowana do nagrody za poczynienie największego postępu na przestrzeni sezonu.
    Wuhan Open 2025
    Cheng Min / Cheng Min/Xinhua/PressFocus

    Wystrzał formy Jekateriny Aleksandrowej był dość niespodziewany. Od połowy 2022 roku Rosjanka potrafiła co jakiś czas zaskakiwać swoje rywalki w turniejach głównego cyklu i pokonywać w finałach m.in. Arynę Sabalenkę, Jelenę Ostapenko czy Dajanę Jastremską. W ubiegłym roku zresztą aż czterokrotnie grała w finałach turniejów spod szyldu WTA, ale tylko raz zwyciężyła.

    Zobacz wideo Sport.pl PLUS
    Aleksandrowa zaskoczyła cały świat. Nagle zaczęła przegrywać mecz za meczem

    Niemniej jednak forma 31-letniej Rosjanki była imponująca na tyle, że WTA postanowiło nominować ją do nagrody za poczynienie największego progresu w ciągu sezonu. Trudno było się dziwić, bo rzadko zdarza się, by zawodniczka w takim wieku nagle wskoczyła na taki poziom. Aleksandrowa zdołała zresztą zameldować się na 10. miejscu w rankingu WTA.

    Sezon 2026 także zaczęła nieźle, bo w lutym dotarła do finału rywalizacji w Abu Zabi, pokonując po drodze Dajanę Jastremską, Alexandrę Ealę i Hailey Baptiste. W decydującym starciu jednak musiała uznać wyższość Sary Bejlek. I od tego momentu coś się ewidentnie popsuło.

    Aleksandrowa wpadła w serię porażek w pierwszych rundach poszczególnych turniejów. W Dosze przegrała z Jeleną Ostapenko, w Dubaju lepsza okazała się Magda Linette, a podczas rywalizacji w Indian Wells górą byłą Talia Gibson. Impas Rosjanka przełamała dopiero w Miami Open, pokonując Lilli Tagger, ale to było jej maksimum, bo w kolejnej fazie rywalizacji w USA musiała uznać wyższość Jaqueline Cristian.

    Zła passa Aleksandrowej trwa po dziś dzień – od 20 marca wygrała tylko jedno spotkanie, a w poniedziałek 8 marca przegrała z Węgierką Panną Udvardy w jednym ze swoich ulubionych turniejów rozgrywanym w ‘s-Hertogenbosch, gdzie dwukrotnie triumfowała. Nad zapaścią formy 31-latki zastanawiają się największe rosyjskie media, m.in. sportbox.ru.

    “Tego, co stało się z Aleksandrową w 2026 roku, nie rozumie nikt, włącznie z nią samą. Być może wpływ miała kontuzja pleców, której doznała w marcu podczas turnieju w Miami” – podkreśla rosyjski portal i pisze wprost, że porażka 31-latki w starciu pierwszej rundy z Roland Garros przeciwko Camilii Osorio nikogo nie zaskoczyła.

    – Głęboko w środku miałam nadzieję, że coś poczuję, ale wszystko było bardzo smutne: zarówno gra, jak i ruch. Ona grała dobrze, ja grałam źle. Najlepiej teraz nie zamartwiać się, nie wchodzić w bardzo głębokie przemyślenia. Być może teraz bardziej pożyteczne będzie granie w mniejszych turniejach, wygranie przynajmniej kilku meczów, poczucie pewności siebie – zastanawiała się sama zainteresowana w cytowanej rozmowie z portalem Sports.ru.

    Obecnie Jekaterina Aleksandrowa zajmuje 18. miejsce w rankingu WTA z dorobkiem 2411 punktów. Do czołowej dziesiątki traci 977 oczek. Na razie jednak trudno oczekiwać, że Rosjanka wróci do formy, którą prezentowała przed kilkoma miesiącami.

    Zobacz też: WTA podsumowało wyczyn Chwalińskiej

    Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
    Google News Facebook Instagram YouTube X TikTok

  • “Przyłapali” Świątek. Już wiadomo, co robi

    “Przyłapali” Świątek. Już wiadomo, co robi

    Iga Świątek po niezbyt udanym Rolandzie Garrosie zakasała rękawy i zabrała się do pracy. Polska tenisistka została zauważona podczas treningu na nowej nawierzchni.

    W tenisie nie ma czasu na rozpamiętywanie niepowodzeń. Sezon trwa w najlepsze i po wielkoszlemowym Rolandzie Garrosie czas na kolejne turnieje. Kiedy i gdzie wróci Iga Świątek? Polkę powinniśmy zobaczyć w akcji już za tydzień podczas zawodów WTA 500 w Berlinie.

    Niemiecki turniej przyniesie nam zmianę nawierzchni. Tenisistki z mączki przejdą na trawę i Świątek już się do tego przygotowuje. W sieci pojawiło się nagranie z treningu.

    Jego autorką jest Eduarda Gomes. 13-letnia Brazylijka miała okazję zobaczyć z bliska trzecią rakietę świata i była tym tak zachwycona, że wideo opublikowała na Instagramie.

    Nie jest tajemnicą, że trawa nie należy do ulubionych nawierzchni polskiej tenisistki. 25-latka najbardziej lubi mączkę, choć rok temu mieliśmy wielkie zaskoczenie, gdy Iga wygrała wielkoszlemowy Wimbledon, który odbywa się na kortach trawiastych. Ten turniej rozpocznie się już 29 czerwca.

    Świątek cały czas szuka optymalnej formy. W Rolandzie Garrosie odpadła w czwartej rundzie, gdy pokonała ją Marta Kostiuk. Polscy kibice szybko pogodzili się z tą porażką, bo fenomenalnie spisywała się Maja Chwalińska, która przegrała dopiero w finale z Mirrą Andriejewą.

    ZOBACZ WIDEO: Prezes mówi o Chwalińskiej. Wielki sukces sportu w Polsce

  • Był psychologiem Mai Chwalińskiej. Teraz bije na alarm. “Boję się”

    Był psychologiem Mai Chwalińskiej. Teraz bije na alarm. “Boję się”

    Maja Chwalińska wróciła do Polski po historycznym sukcesie na Roland Garros. W Paryżu nasza tenisistka dotarła do samego finału. Dosłownie w kilka dni jej życie obróciło się o 180 stopni, 24-latka stała się jedną z najpopularniejszych sportsmenek w Polsce. Kij z napisem “sukces” ma jednak dwa końce, co podkreśla były psycholog Chwalińskiej.
    Maja Chwalińska w zielonej kurtce trzyma bukiet kwiatów, za nią fotografowie i reporterzy z aparatami.

    Maja ChwalińskaAnita WalczewskaEast News

    Maja Chwalińska w trzy tygodnie stała się jedną z najlepszych polskich tenisistek na wieki. Wystarczyło przejść kwalifikacje, dostać się do głównej drabinki Roland Garros, pokonać wyżej notowane przeciwniczki i awansować do wielkiego finału.

    Mimo porażki z Mirrą Andriejewą w meczu o tytuł urodzona w Miechowie tenisistka zapewniła sobie status sportowej nieśmiertelności. Jej kolejne mecze w stolicy Francji śledziły miliony kibiców na całym świecie.

    Od razu porównał Chwalińską do Świątek. To były psycholog finalistki Roland Garros

    W poniedziałek 24-latka wróciła do Polski. Najwyraźniej nie zdawała sobie sprawy ze skali popularności, jaką zdobyła w tak krótkim czasie.

    – Szczerze mówiąc, będąc w Paryżu nie czułam skali tego wszystkiego, co dzieje się w Polsce. Byłam dzisiaj w dużym szoku. Na pewno zdjęcia, które zrobiliście na lotnisku na pewno nie były korzystne. Jest to dla mnie nowa rzeczywistość, dużo nowych rzeczy wokół, ale zaadaptuję się. Zrobię wszystko najlepiej jak potrafię – mówiła podczas wczorajszej konferencji prasowej.

    Teraz jednym z zadań tenisistki i jej sztabu jest umiejętne zarządzenie sukcesem. – Z Mają jest tak, że obecnie mamy euforię, są gratulacje, stawia się ją na piedestale w roli bohaterki kraju, jednak boję się, że już za zakrętem są oczekiwania kolejnych wielkich sukcesów, a w przypadku ich braku, komentarze, jakie może czytać o sobie Iga Świątek – przestrzega w rozmowie z WP SportoweFakty trener mentalny Jakub Bączek, z którym Chwalińska miała okazję współpracować w przeszłości.

    24-latka nie ukrywała, że zmagała się z depresją. – Współpracowałem z Mają w okresie, gdy ona miała swoje największe wyzwania ze zdrowiem. To był dla niej bardzo trudny czas, to było zarządzanie kryzysem. Nie pracowaliśmy wówczas nad tenisem, tylko żeby oddzielić to, co się dzieje w głowie, od rzeczywistości – tłumaczy Bączek, dodając że przy okazji sobotniego finału “łezka zakręciła się w oku”.

    Ekspert z zakresu psychologii wie, że w przypadku tak gwałtownego sukcesu spadek może być bardzo bolesny. Inną kwestią są oczekiwania. – Wręcz nasuwa się analogia do Igi Świątek, którą zachwycał się cały naród po jej pierwszym triumfie w Paryżu. Potem jednak spadek zaufania do Igi był bardzo widoczny i dziś to ona jest chyba najbardziej hejtowanym polskim sportowcem – mówi.

    Jednocześnie jego zdaniem Maja Chwalińska powinna teraz jak najlepiej wykorzystać szczyt popularności. Popularności, która według Jakuba Bączka może również pozytywnie odbić się na Idze Świątek. – Sukces koleżanki, choć też w pewnym sensie rywalki, może przynieść dużo korzyści – podkreśla.
    Tenisistka ubrana w jasną koszulkę i czarne spodenki stoi na korcie ziemnym, trzyma rakietę i uśmiecha się, gestykulując prawą ręką.

    Maja ChwalińskaTHOMAS SAMSONAFP
    Maja Chwalińska

    Maja ChwalińskaFoto OlimpikAFP
    Tenisistka w żółtej koszulce i czarnej spódnicy z zaciśniętą pięścią wyraża silne emocje po zwycięskiej akcji na korcie ziemnym.

    Maja ChwalińskaDIMITAR DILKOFFAFP

    Maja Chwalińska: Najpierw musi być pasja, a później trzeba dawać z siebie wszystkoPolsat Sport

  • Nowa lista WTA. Świątek numerem 1. Chwalińska poza “rankingiem”

    Nowa lista WTA. Świątek numerem 1. Chwalińska poza “rankingiem”

    WTA wskazała Igę Świątek jako główną gwiazdę przed Wimbledonem. Wspomniano także o Mai Chwalińskiej

    Polski tenis wciąż żyje wydarzeniami z Rolanda Garrosa, gdzie znakomity występ Mai Chwalińskiej przyciągnął uwagę kibiców nie tylko nad Wisłą, ale również w całym tenisowym świecie. Choć emocje po paryskim turnieju jeszcze nie opadły, coraz więcej uwagi poświęca się już kolejnemu wielkoszlemowemu wyzwaniu – Wimbledonowi.

    Po powrocie do Polski Chwalińska została entuzjastycznie przywitana przez kibiców. Na lotnisku Chopina w Warszawie czekały na nią tłumy fanów oraz przedstawiciele mediów, którzy chcieli osobiście pogratulować jej największego sukcesu w karierze.

    24-letnia tenisistka przyznała podczas konferencji prasowej, że nie spodziewała się aż tak dużego zainteresowania swoją osobą.

    – Szczerze mówiąc, będąc w Paryżu, nie miałam świadomości, jak wielkie emocje wywołuje to wszystko w Polsce. Dzisiejsze powitanie było dla mnie ogromnym zaskoczeniem. To zupełnie nowa sytuacja i nowa rzeczywistość, ale postaram się jak najlepiej odnaleźć w tych okolicznościach – powiedziała zawodniczka.

    Tymczasem tenisowy świat powoli przenosi uwagę na londyńskie korty trawiaste. Oficjalny portal WTA przygotował zestawienie zawodniczek, które warto szczególnie obserwować podczas sezonu na trawie i zbliżającego się Wimbledonu. Na czele tej listy znalazła się Iga Świątek.

    Iga Świątek pod szczególną obserwacją przed obroną tytułu

    Polka stanie przed trudnym zadaniem obrony tytułu wywalczonego przed rokiem. Jej triumf na londyńskiej trawie był dla wielu ekspertów sporą niespodzianką, ponieważ przez lata właśnie ta nawierzchnia była uznawana za najmniej sprzyjającą stylowi gry raszynianki.

    WTA przypomniała jednak, że mimo problemów na początku ubiegłorocznego turnieju Świątek bardzo szybko odnalazła swój rytm. Po stracie seta w drugiej rundzie przeciwko Caty McNally później nie oddała już żadnej partii. Szczególnie imponujące były półfinał i finał, w których rywalki zdobyły łącznie zaledwie dwa gemy. W decydującym meczu Polka rozgromiła Amandę Anisimovą 6:0, 6:0 w niespełna godzinę.

    Portal WTA zwrócił również uwagę, że Wimbledon nie był jedynym sukcesem Świątek na trawie w poprzednim sezonie. Tuż przed londyńskim Wielkim Szlemem dotarła również do finału turnieju w Bad Homburg, gdzie musiała uznać wyższość Jessiki Peguli.

    Eksperci organizacji podkreślili, że choć obecny sezon nie jest dla Polki tak dominujący jak wcześniejsze lata, to jako obrończyni tytułu pozostaje jedną z najważniejszych zawodniczek do obserwowania podczas rozgrywek na trawie.

    W tegorocznym Rolandzie Garrosie Świątek zakończyła udział już na etapie czwartej rundy, przegrywając z Ukrainką Martą Kostiuk. Mimo tego nadal pozostaje jedną z głównych faworytek nadchodzącego Wimbledonu.

    Kto jeszcze znalazł się na liście WTA?

    Za Igą Świątek w zestawieniu WTA uplasowały się kolejno Jelena Rybakina, Jessica Pegula, Amanda Anisimova oraz Katie Boulter. Organizacja wskazała również kilka innych tenisistek, które mogą odegrać ważne role podczas sezonu trawiastego.

    Wśród wyróżnionych zawodniczek znalazła się także Maja Chwalińska. Choć nie została uwzględniona w głównym rankingu pięciu nazwisk, eksperci WTA poświęcili jej osobny fragment analizy.

    Zwrócono uwagę przede wszystkim na jej imponujący awans w światowym rankingu oraz potencjalne szanse związane z występem w Londynie. WTA zastanawia się, czy znakomite wyniki osiągnięte w ostatnich tygodniach okażą się wystarczające, aby Polka otrzymała dziką kartę do głównej drabinki Wimbledonu.

    Byłby to dla Chwalińskiej szczególny powrót do miejsca, z którym wiążą się ważne wspomnienia. To właśnie na kortach All England Club odniosła swoje pierwsze zwycięstwo w turnieju wielkoszlemowym, pokonując w 2022 roku Katerinę Siniakovą.

    Coraz więcej wskazuje więc na to, że podczas tegorocznego Wimbledonu polscy kibice będą śledzić nie tylko występy broniącej tytułu Igi Świątek, ale również dalszy rozwój kariery Mai Chwalińskiej, która po przełomowym Rolandzie Garrosie stała się jedną z najbardziej interesujących postaci kobiecego tenisa.