• Sabalenka “przyłapała” Dubrowa i palnęła o zmianie trenera. A zaraz Wimbledon

    Sabalenka “przyłapała” Dubrowa i palnęła o zmianie trenera. A zaraz Wimbledon

    Aryna Sabalenka oficjalnie rozpoczęła treningi na trawiastej nawierzchni. W przygotowaniach, już zresztą od lat, pomaga jej Anton Dubrow. Na nieco ponad dwa tygodnie przed Wimbledonem Białorusinka opublikowała znaczące nagranie ze szkoleniowcem w roli głównej i żartobliwie wypaliła o zmianie trenera.
    Aryna Sabalenka i Anton Dubrow

    Aryna Sabalenka i Anton DubrowTim ClaytonGetty Images

    Aryna Sabalenka zakończyła zmagania w wielkoszlemowym Roland Garros 2026 na ćwierćfinale. Chwilę później ogłosiła, że daje sobie chwilę na odpoczynek, a następnie rozpocznie przygotowania do sezonu na trawie. W mediach społecznościowych zamieściła fotorelację z wizyty w Austrii. “Krótki przystanek w Wiedniu zanim dotknę trawy” – opisała.

    To nie koniec aktywności tenisistki w sieci. Na jej profilu pojawiło się nagranie, na którym Białorusinka niespodziewanie, choć w żartobliwym tonie, wypaliła o… zmianie trenera.

    Sabalenka nie mogła się powstrzymać. Udostępniła wideo z trenerem

    Aryna Sabalenka oficjalnie rozpoczęła treningi na trawiastej nawierzchni. Głównym celem jest dobre przygotowanie do następnego Wielkiego Szlema – Wimbledonu (29 czerwca – 12 lipca). Kluczową rolę odgrywa trener Białorusinki, Anton Dubrow.

    Liderka rankingu WTA opublikowała nagranie, na którym uwieczniła zaangażowanie swojego szkoleniowca. Pokazała na nim, jak jej rodak schyla się koło siatki na korcie.

    “Jeśli nie widzicie swojego trenera w takiej pozycji, to chyba czas, żeby rozważyć zmianę trenera” – wypaliła prosto z mostu, śmiejąc się do kamery, z rakietą pod pachą. “Ej, Anton! Co ty właśnie robisz?” – dopytywała szkoleniowca.

    Sabalenka i Dubrow współpracują ze sobą już długo, bo od 2020 roku. Na wstępie zdobyli trzy tytuły: w Dosze, Ostrawie i Linzu. Po dwóch latach przyszły większe problemy, lecz tenisowy duet przetrwał je, a niejako “w nagrodę” w 2023 roku świętował pierwszy wielkoszlemowy tytuł – w Australian Open.

    Później było tylko lepiej. Pod koniec 2024 roku Sabalenka dotarła na sam szczyt rankingu WTA. Dziś jest liderką notowania z 9 090 pkt na koncie. Wyprzedza drugą Jelenę Rybakinę o 947 i trzecią Igę Świątek o 2357 “oczek”.

    Ostatnio Anton Dubrow wypowiedział się na temat najważniejszych zasad jego współpracy z Aryną Sabalenką. Wyjaśnił, że duży nacisk kładzie zwłaszcza na właściwą regenerację, w tym przede wszystkim sen.

    “O śnie myślę jako o części treningu. Lepiej jest iść spać i nie robić odnowy. To bardziej pomoże twojemu ciału niż gdybyś spędził następną godzinę na rehabilitacji. (…) Najbardziej skupiamy się na tym, by [po meczu] iść do pokoju, wziąć prysznic i od razu położyć się do łóżka” – podsumował dla Eight Sleep.

    Maja Chwalińska: Najpierw musi być pasja, a później trzeba dawać z siebie wszystko

  • Ruszyły mistrzostwa świata, Świątek padła ofiarą oszustwa. Jest komunikat

    Ruszyły mistrzostwa świata, Świątek padła ofiarą oszustwa. Jest komunikat

    Podczas gdy uwaga milionów kibiców skierowana jest już na USA, Meksyk i Kanadę, gdzie w czwartek 11 czerwca zainaugurowane zostały mistrzostwa świata, przykra sytuacja spotkała Igę Świątek. Polka padła ofiarą oszustwa, a wszystko związane jest ściśle z trwającymi mistrzostwami świata. W tej sprawie wydano już komunikat, który ma za zadanie ostrzec… kibiców.

    Iga Świątek padła ofiarą oszustwaClive Brunskill/Getty Images / JULIEN DE ROSA / AFPGetty Images

    Do przykrej sytuacji doszło jeszcze przed oficjalnym rozpoczęciem mistrzostw świata w USA, Kanadzie i Meksyku. Dość szybko i sprawnie wychwycono, że wizerunek Igi Świątek wykorzystano nielegalnie do promocji hazardu.

    Ukradli wizerunek Igi Świątek. Miała reklamować bukmachera

    Na potrzeby promocji serwisu bukmacherskiego stworzono deepfake z polską tenisistką. Już na pierwszy rzut oka materiał wygląda na spreparowany, a zarówno mimika, gesty, jak i sposób wypowiedzi Świątek brzmią na wygenerowane i nienaturalne. Nie dla wszystkich może jednak być to aż tak oczywiste.

    Hej, fani piłki, Iga Świątek z tej strony. Na mundialu 2026 emocje są ogromne, dlatego właśnie zostałam ambasadorką renomowanego bukmachera internetowego (…) Jako ambasadorka regularnie współpracuję z ich zespołem i osobiście ręczę za rzetelność i profesjonalizm tej platformy. Bezpieczeństwo i uczciwość stoją tu na pierwszym miejscu

    Fałszywa Iga przekonywała, że została ambasadorką firmy, a po kliknięciu w link zostawaliśmy przekierowani na stronę udającą legalny serwis bukmacherski. Witryna, do której przekierowywała sztucznie stworzona Świątek, została zaprojektowana w taki sposób, aby skutecznie imitować panel zakładów sportowych. Oszuści mieli na celu wyłudzenie pieniędzy, danych osobowych oraz danych kart płatniczych.

    Wydano ostrzeżenie ws. reklamy z Igą Świątek. Oszuści w akcji

    CERT Orange Polska wystosował w tej sprawie komunikat, ostrzegając przed deepfekami wykorzystującymi wizerunek zawodniczki z Raszyna. Na czynniki pierwsze rozebrano w dokładnej analizie, na co zwracać uwagę, aby nie dać się nabrać.

    Niestety 3. rakietę świata spotyka to nie po raz pierwszy. Już w przeszłości tworzono nagrania typu deepfake z wykorzystaniem jej wizerunku, próbując oszukać ludzi i wyłudzić od nich dane i pieniądze. Tym ważniejsze jest, aby w sieci być niezwykle wyczulonym i ostrożnie podchodzić do wszelkich podejrzanie wyglądających nagrań i reklam.

    Podobny los w ostatnim czasie spotkał polską aktorkę – Julię Wieniawę. Ona też “miała” reklamować jednego z bukmacherów na okazję mistrzostw świata 2026 roku. W tym przypadku naturalnie również mamy do czynienia z deepfakiem.

    Na otwarcie mundialu Meksyk pokonał 2:0 RPA. W drugim spotkaniu mistrzostw świata Korea Południowa odwróciła losy starcia z Czechami i wygrała 2:1. W piątek o godzinie 21:00 Kanada podejmie Bośnię i Hercegowinę.

    Uroczyste spotkanie ministra Jakuba Rutnickiego z Mają Chwalińskąmateriały prasowe

  • Półfinał Polki u wrót Wimbledonu. Decyduje się sprawa Wielkiego Szlema

    Półfinał Polki u wrót Wimbledonu. Decyduje się sprawa Wielkiego Szlema

    Już tylko 10 dni zostało do rozpoczęcia pierwszych spotkań na obiektach Wimbledonu – najpierw w Roehampton odbędzie się batalia o 16 przepustek do głównej drabinki. Już wkrótce przekonamy się, czy to tam będzie musiała zaczynać rywalizację Maja Chwalińska, finalistka Roland Garros. I przekonamy się, czy w Londynie zagra też Martyna Kubka, inna z reprezentantek Polski, która czeka na taki debiut. I jest go coraz bliżej – po kolejnym wygranym meczu w turnieju ITF W50 w Hurghadzie. Szczegóły poniżej.

    Martyna KubkaPIOTR KUCZA/FOTOPYK Newspix.pl

    Sezon gry na kortach trawiastych ogranicza się właściwie do sześciu tygodniu – od początku czerwca do połowy lipca. A kończy go tradycyjnie Wimbledon. Z uwagi na niewielką ilość turniejów na tej nawierzchni, trudno się do nich załapać, zwłaszcza zawodniczkom spoza ścisłej czołówki. Niewiele jest też imprez w kalendarzu ITF dla tenisistek z drugiej czy trzeciej setki, co też można zrozumieć. Utrzymanie takich obiektów kosztuje po prostu dużo więcej niż twardych czy ziemnych.

    Ciekawym wyjątkiem w tym wszystkim jest turniej rangi ITF W50 w Hughadzie w Egipcie – obok siebie znajduje się kilka bardzo dobrze utrzymanych trawiastych kortów. I tam właśnie wybrała się Martyna Kubka, która czeka na pomyślne wieści z Londynu. Wciąż ma szansę zadebiutować w kwalifikacjach Wielkiego Szlema, ale nie nie wszystko od niej zależy. Za to w kontekście kwalifikacji do US Open sytuacja wygląda coraz lepiej. Zwłaszcza po kolejnym świetnym występie 25-latki w Egipcie.

    Turniej ITF W50 w Hurghadzie. Martyna Kubka coraz bliżej rekordowego rankingu. Jest półfinał

    Martyna Kubka to rówieśniczka Igi Świątek, w przeszłości rywalizowały w grupach młodzieżowych, spotykają się podczas zgrupowań kadry BJK Cup, o ile Raszynianka na nie dojeżdża. Bo 25-latka z Zielonej Góry nie odmawia powołań od kapitana Dawida Celta. I o ile w kadrze gra tylko w deblu, to wciąż ma ambicje związane z rywalizacją singlową. Długo nie potrafiła wykonać jednak jakościowego skoku, wydostać się z czwartej setki rankingu. A teraz powoli puka już do drugiej.
    Tenisistka w niebieskim stroju sportowym uderza piłkę rakietą na tle fioletowej tablicy z napisem, koncentrując się na wykonaniu zagrania i prezentując skupioną, zadowoloną minę.

    Martyna KubkaFoto Olimpik/Nur PhotoAFP

    Dzięki świetnym występom w turniejach w Lopocie i Koszycach, awansowała na 237. miejsce w rankingu – właśnie wtedy, gdy zamykały się zgłoszenia do kwalifikacji Wimbledonu. Była 18. zawodniczką oczekującą, teraz jest o dwie pozycje wyżej. Zapewne w najbliższych dniach wpłyną kolejne wycofania, choćby od Weroniki Kudiermietowej czy Markety Vondrousovej, to spowoduje przesunięcia. Podobnie jak i przyznanie “dzikich kart”. Czy jednak Polka zdoła zmieścić się w limicie? Zobaczymy już za tydzień.

    W Hurghadzie 25-latka robi jednak wszystko, by podobnych dylematów nie mieć pod koniec lipca, gdy zamkną się zgłoszenia do eliminacji US Open. W dwóch pierwszych rundach straciła tylko pięć gemów, do 1/4 finału awansowała po “rowerku”.

    Dziś jednak poprzeczka poszła w górę – rywalką była rozstawiona z “6” Słowaczka Viktória Morvayová. Też 25-letnia zawodniczka, mocno uderzająca. I gestykulująca po każdym nieudanym zagraniu. To Słowaczka miała w pierwszym secie już 5:1 – z dwoma przełamaniami zapasu. I właściwie mogła szykować się na kolejną partię, skoro w trzech swoich gemach serwisowych oddała Kubce… dwa punkty.

    A tu doszło nagle do zmiany ról – to Polka zaczęła rozdawać karty. Nie było setboli dla Słowaczki, pojawiły się za to przełamania na korzyść Martyny. Jedno, drugie, wreszcie trzecie – oznaczające już… 7:5 na jej korzyść. Bo serwis przestał zawodzić.
    Martyna Kubka zagra o tytuł WTA 125 w Warszawie w grze podwójnej. Przeciwko Weronice Falkowskiej

    Martyna KubkaFoto Olimpik/Nur PhotoAFP

    Kubka nieco lepiej radziła sobie z mocnym wiatrem, ten przeszkadzał jednej i drugiej. W drugim secie Morvayová też miała zapas breaka, ale tym razem Polka szybko go odrobiła. W nerwowej końcówce też była trochę lepsza – znów zdecydowało przełamanie w 12. gemie. Kubka wygrała 7:5, 7:5, awansowała do najlepszej czwórki.

    O finał Zielonogórzanka zagra w sobotę z Gabrielą Knutson – Czeszka jest tu rozstawiona z “2”. A na początku tego sezonu, w Auckland, wygrała już z Mają Chwalińską.

    Ten awans pozwolił Martynie wskoczyć na 234. miejsce w rankingu “na żywo”- prawdopodobnie w poniedziałek poprawi swój rekord w notowaniu WTA. A ponieważ do 27 lipca broni tylko 18 punktów, wielce prawdopodobny jest skok do kwalifikacji US Open. Wystarczyłby na dobrą sprawę do tego już sam triumf w Egipcie.

    Turniej ITF W50 w Hurghadzie (korty trawiaste). Ćwierćfinał

    Martyna Kubka (Polska, 3) – Viktória Morvayová (Słowacja, 6) 7:5, 7:5
    Martyna Kubka

    Martyna KubkaFoto Olimpik / NurPhoto / NurPhoto via AFP AFP

    Brazylia – Belgia. Skrót meczu. WIDEOPolsat Sport

  • Fortuna dla Świątek i Chwalińskiej. Oto ranking

    Fortuna dla Świątek i Chwalińskiej. Oto ranking

    Maja Chwalińska, największa sensacja tegorocznego Rolanda Garrosa awansowała na trzynaste miejsce w zestawieniu tenisistek, które najwięcej zarobiły w tym roku. Doszło też do zmiany liderki.
    Maja Chwalińska
    Tomasz Jastrzebowski/Pressfocus

    1. Aryna Sabalenka – ponad 15 008 519 milionów dolarów (53 miliony złotych), 2. Iga Świątek – 10 112 532 dolary, 3. Coco Gauff 8 456 632 dolary, 4. Amanda Anisimowa 7 969 845 dolarów i 5. Jelena Rybakina – 7 260 577 dolarów – tak wyglądał ranking tenisistek, które zarobiły najwięcej pieniędzy w ubiegłym roku.

    Zobacz wideo Rozbrajająca odpowiedź Chwalińskiej. To zapamięta z Roland Garros
    Mirra Andriejewa liderką listy zarobków w tym roku

    Jeszcze przed rozpoczęciem turnieju wielkoszlemowego Rolanda Garrosa liderką w zestawieniu tenisistek z największymi zarobkami w tym sezonie była Aryna Sabalenka, która była wicemistrzynią Australian Open oraz wygrała turnieje w Miami oraz Indian Wells.

    Po French Open doszło do zmiany liderki. Najbogatszą tenisistką w tym roku jest w tym momencie Rosjanka Mirra Andriejewa, która wygrała turniej w Paryżu. 19-letnia tenisistka za triumf we French Open zainkasowała ponad 3,2 miliona dolarów. W efekcie w tym roku ma już 5 393 301 dolarów, a Aryna Sabalenka – 4 615 986 dolarów. Trzecia w tym zestawieniu jest triumfatorka tegorocznego Australian Open – Kazaszka Jelena Rybakina – 4 361 140 dolarów.

    A jak w tym rankingu wygląda Maja Chwalińska, czyli największa sensacja Rolanda Garrosa. Polka, która w tej imprezie przegrała dopiero w finale, zainkasowała 1,6 mln dolarów i awansowała na 13. miejsce. W sumie w tym roku otrzymała już 1 838 205 dolarów.

    Na ósmej pozycji jest za to Iga Świątek, dla której najlepszy wynik w tym sezonie to półfinał w Rzymie.

    Zobacz także: Kyrgios wygrał po raz pierwszy od 15 miesięcy i od razu przemówił

    “Iga Świątek zarobiła 1 980 214 dolarów. Największą nagrodą pieniężną, jaką Iga Świątek otrzymała w 2026 roku, jest kwota 486 900 dolarów, którą zarobiła jako członkini zwycięskiej reprezentacji Polski w United Cup” – pisze Tennis365.com.

    Być może Świątek poprawi swoją pozycję wśród najlepiej zarabiających w tym roku po Wimbledonie, w którym będzie bronić tytułu.
    Dotychczas najwięcej zarobiły w 2026 roku:

    Mirra Andriejewa (Rosja) – 5 393 301 dolarów
    Aryna Sabalenka (Białoruś) – 4 615 986 dolarów
    Jelena Rybakina (Kazachstan) – 4 361 140 dolarów
    Elina Switolina (Ukraina) – 3 372 253
    Coco Gauff (USA) – 2 881 549 dolarów
    Jessica Pegula (USA) – 2 702 934 dolary
    Marta Kostiuk (Ukraina) – 2 269 048 dolarów
    Iga Świątek – 1 980 214 dolarów
    Karolina Muchova (Czechy) – 1 841 557
    Diana Sznajder (Rosja) – 1 838 205

  • Chwalińska i Świątek łączą siły. To już się dzieje. Natychmiastowy efekt

    Chwalińska i Świątek łączą siły. To już się dzieje. Natychmiastowy efekt

    Maja Chwalińska jest obecnie na fali. To, czego 24-letnia Polka dokonała na kortach Rolanda Garrosa, przeszło najśmielsze oczekiwania. Teraz finalistka paryskiej imprezy może czerpać z owoców swojego sukcesu. Te widoczne są między innymi na rynku marketingowym. Czy nowa gwiazda światowego tenisa, jaką stała się ostatnio Maja Chwalińska, może stanowić na tym polu konkurencję dla Igi Świątek? Jeden z ekspertów jest przekonany, że sytuacja jest wręcz odwrotna – obie tenisistki łączą tu bowiem siły. Co można już zauważyć.
    Iga Świątek w sportowym stroju z rakietą tenisową obok Mai Chwalińskiej w zielonej bluzie z logo marki.

    Iga Świątek i Maja ChwalińskaDimitar DILKOFF / AFP / Foto Olimpik / NurPhoto / NurPhoto via AFPAFP

    W ostatnich latach Paryż był królestwem Igi Świątek. Teraz w stolicy Francji furorę zrobiła inna z naszych tenisistek – Maja Chwalińska, która jako pierwsza zawodniczka w historii Rolanda Garrosa przebyła drogę z eliminacji do wielkoszlemowego finału, w którym pokonała ją Rosjanka Mirra Andriejewa.

    – Mówią, że w polskich notowaniach stoi wyżej od Igi Świątek. To dlatego, że Iga Świątek jest superczłowiekiem. Była nim zwłaszcza w swoim najlepszym okresie na Rolandzie Garrosie. Rywalek, które musiały się z nią zmierzyć, było wręcz szkoda. Nie była jak zwykły człowiek w tej historii, który jest nam bliski – tłumaczył były lider rankingu ATP.

    Roland Garros. Sukces Mai Chwalińskiej. Efekt synergii z Igą Świątek

    Popis Mai Chwalińskiej na Rolandzie Garrosie zapewnił jej nie tylko olbrzymią nagrodę finansową, ale i potężne zainteresowanie ze strony potencjalnych sponsorów. Dlatego też wobec wybuchu fali sympatii wobec 24-latki niektórzy zaczęli się zastanawiać, czy nie wygryzie ona Igi Świątek na rynku reklamowym.

    Głos w tej sprawie zabrał w rozmowie z portalem “Press” będący ekspertem na tym polu Seweryn Plotan – managing director w Sponsoring Insight.

    Niekoniecznie. Zwłaszcza że obie mają inne archetypy, marki, trochę inną dynamikę

    I podkreślił, że jego zdaniem Iga Świątek i Maja Chwalińska raczej “połączą siły”, przyczyniając się do jeszcze szerszego zainteresowania tenisem, które można obecnie zaobserwować, jak przy każdym wielkim sukcesie polskich sportowców w poszczeólnych dyscyplinach.

    – Raczej wskazywałbym na efekt synergii. To, że mamy dwie zdolne tenisistki, może zwiększyć zainteresowanie tenisem ziemnym, którego popularność w czasie ostatnich lat zaczęła rosnąć. Jednocześnie obie będą się wzajemnie napędzać – stwierdził Seweryn Plotan.

    Zestawił nawet Igę Świątek i Maję Chwalińską z polskim tercetem, który niegdyś szalał na piłkarskich boiskach w barwach Borussii Dortmund.

    – Przyrównałbym to do polskiego trio z Borussii Dortmund sprzed lat: Lewandowski, Błaszczykowski, Piszczek. To, że funkcjonowali w tej samej strukturze, podnosiło wartość każdego z nich z osobna. I podobnie może być w tenisie – przekazał cytowany specjalista.
    sportowczyni ubrana w jasną kurtkę i białą czapkę z daszkiem odpowiada na pytania dziennikarzy, wokół niej widoczne są mikrofony i osoby z notatnikami oraz aparatami, tło stanowi ściana z logo sponsorów

    Iga ŚwiątekPhoto by Miguel Reis / NurPhoto via AFPEast News
    Tenisistka w jasnym stroju trzyma rakietę i uśmiecha się z zamkniętymi oczami, wyrażając radość i ulgę po zakończonym meczu.

    Maja ChwalińskaDIMITAR DILKOFFAFP

  • Trump wanted to star at the World Cup, but politics may spoil the party

    Trump wanted to star at the World Cup, but politics may spoil the party

    Donald Trump expected to miss the 2026 World Cup, but his political comeback secured him a role.
    His immigration policies and global tensions have created controversy ahead of the tournament’s opening.
    FIFA President Gianni Infantino’s close relationship with Trump raises questions about the organization’s political neutrality.

    Donald Trump thought he’d miss out on the chance to stride the globe’s biggest sporting stage, lamenting in 2018, when the US won the right to co-host this year’s World Cup finals, that “I won’t be here” owing to presidential term limits.

    But the historic political comeback that made him only the second president to win two nonconsecutive terms bought him political extra time and a role in the massive soccer extravaganza.

    Trump has always had a flair for inserting himself into the global zeitgeist. So he seized his chance.

    He proudly displayed a gleaming replica World Cup that complemented the golden decor of his Oval Office; he welcomed soccer supremo Gianni Infantino into his global MAGA orbit; and after presenting Chelsea with the trophy in a FIFA club tournament in the US last year, he celebrated with the team like he’d scored the winning goal.

    But the 2026 World Cup finals that open on Thursday may serve to highlight the discord of his politics more than his enthusiasm for the beautiful game. While Trump may be looking for a new chance to promote his global ubiquity, many overseas critics are likely to be alienated by contributions that epitomize the turbulence and discord of his second term.

    The finals come at a moment when Trump’s political star is waning due to growing unpopularity at home and reverses overseas.

    Infantino’s award of an inaugural FIFA Peace Prize to Trump — after his friend was passed over for the Nobel version — now looks awkward after the president launched military strikes against another World Cup qualifying nation, Iran.
    President Donald Trump sits next to FIFA President Gianni Infantino at the White House on November 17, 2025.

    Trump’s hardline immigration policies, which left some foreign fans feeling unwelcome in the United States, are overshadowing the countdown to opening games. A respected Somali referee was refused entry at a time when the administration is accusing Somalis in Minnesota of fraud. (The community denies the claims.) The Senegalese team reportedly endured harsh security checks when arriving for their pre-World Cup camp, though the federation said it anticipated the security procedure and deemed it normal. And Iran said Tuesday that its ticket allocation for its three group games in the US had been canceled.

    This follows concerns that Immigrations and Customs Enforcement (ICE) officers could conduct sweeps for undocumented migrants at games involving South American teams with large followings in the United States, though the administration has tried to tamp down those fears.

    Soaring ticket prices, meanwhile, have priced many fans out of games, leading to accusations that FIFA sees the World Cup finals more as a money grab than a celebration of football’s traditionally working-class fans. Out-of-reach ticket prices are a metaphor for affordability crises stalking western societies and economic inequalities faced by Global South countries. Even Trump balked at tickets costing $1,000 for the first Team USA game. “I would certainly like to be there, but I wouldn’t pay it either, to be honest with you,” he told the New York Post.

    More broadly, Trump’s searing second term, which has seen him slap tariffs on competing economies and lambaste the societies of close allies, has created an atmosphere of global tension that sits uneasily with FIFA’s claims to promote unity and joy. For a fleeting moment, there was talk of a European boycott after Trump demanded Denmark hand over Greenland.

    This is far from the first global sporting event to be hit by a political storm. The US led a boycott of the Moscow Olympics because of the Soviet invasion of Afghanistan. The last World Cup in Qatar was clouded by accusations of human rights abuses, including the deaths of migrant workers in building stadiums.

    Before the competition begins, almost every huge sporting event is beset by bad headlines about politics, commercialization and access. But the hyper-politicization of the 2026 World Cup, co-hosted with Canada and Mexico at a time of Western Hemisphere antagonism, has an added ingredient almost guaranteed to cause polarization: Trump.

    The US president’s tendency to create extreme positive and negative reactions has focused attention on Infantino’s decision to align himself so closely with the US leader.

    The FIFA president has been ubiquitous in Washington and Mar-a-Lago. He even showed up at Trump’s Gaza peace summit in Egypt last year. After the US president’s second-term inaugural rally, he declared on Instagram, “Together, we will make not only America great again, but also the entire world.”

    This apparent endorsement seemed to conflict with FIFA’s statutes, which stress it remains “neutral in matters of politics.” Infantino, however, defended his friendship with Trump at a meeting in Northern Ireland last year. “I think it is absolutely crucial for the success of a World Cup to have a close relationship with the president,” Infantino was quoted as saying by Agence France-Presse.
    President Donald Trump speaks next to FIFA President Gianni Infantino after the newly established FIFA Peace Prize was given to him during the 2026 World Cup official draw in Washington on December 5, 2025.

    Still, eve-of-tournament controversies raise the question of just how much leverage FIFA has won with Trump.

    “Infantino might say, ‘(This is) what do I have to do as president of this organization, to secure political support, so that everything goes smoothly,’” said Alexander Cooley, a senior nonresident fellow at the Chicago Council on Global Affairs. But FIFA may have walked into a political trap. “I think what you’re seeing is that the Trump administration really doesn’t care about global public opinion.”

    Infantino would not be the first global figure to find that buttering up a US president who demands shows of respect has little payoff. Many European leaders flattered the president during his first year back in office but couldn’t slake his fury, which drove transatlantic relations to their lowest point in decades.

    Cooley, also a professor of political science at Barnard College, argued that Trump’s team may be making a classic immigration play to his base with treatment of World Cup fans, delegations and referees. “If the world is up in arms or disappointed in that, who cares?” Cooley said, paraphrasing a possible administration sentiment.

    The World Cup finals are widely regarded as the world’s largest sporting event. According to FIFA, 1.5 billion viewers watched the final in Qatar in 2022. Trump often marvels at the scale of the event, saying last year in the Oval Office, “(It’s) like three Super Bowls every day for a month.”

    The president, a sports fan of some authority, loves huge audiences and the white heat of publicity. It’s hardly surprising that he’s drawn to such a gargantuan spectacle.

    Trump can be expected to weigh in throughout the tournament on social media or any on- or off-field controversies, in keeping with his habit of using sports to drive social, cultural and political messages. During his first term, for example, he often slammed former NFL quarterback Colin Kaepernick and other players who took a knee to protest police brutality.

    But mixing sports and politics can backfire. He was brutally booed after showing up at an NBA Finals Game in New York on Monday night. And his craving to co-opt others’ success can overshadow the moment. The US hockey triumph over Canada in the final of the Winter Olympics this year turned a moment of national unity into one of political division after Trump and his FBI Director Kash Patel inserted themselves into the team’s victory celebrations.
    President Donald Trump listens to the national anthem before the start of Game 3 of the NBA Finals between New York Knicks and San Antonio Spurs at Madison Square Garden on June 8, 2026, in New York City.

    World leaders often try to exploit World Cups. Some — like British Prime Minister Harold Wilson after England’s 1966 World Cup triumph — wrapped themselves in the flag. Argentina’s junta used the country’s win as hosts in 1978 as propaganda. Russian President Vladimir Putin’s hosting of the 2018 World Cup sought to restore international prestige after he was ostracized for annexing Crimea. Critics have dismissed Qatar’s World Cup and the forthcoming 2034 tournament in Saudi Arabia as reputational “sports washing” by anti-democratic regimes.

    This had led critics to argue that Infantino sees himself as a geopolitical figure as much as a footballing one. His closeness to leaders like Trump and Saudi Crown Prince Mohammed bin Salman reflects an era when multibillionaire owners and Middle Eastern wealth funds own many top clubs as strongmen and oligarchs dominate political and corporate life.

    Still, great sporting events usually defy attempts by politicians keen to hijack them. World Cups are defined by moments of footballing panache, like the bamboozling turn by Dutch legend Johan Cruyff at the 1974 finals or Paolo Rossi’s goal-scoring rout that led Italy to the title in 1982.

    Controversies that are remembered are usually on the pitch — like Argentine Diego Maradona’s infamous “hand of God” handball goal in the 1986 quarter-final against England, or Zinedine Zidane’s stunning head butt that helped consign France to defeat to Italy in the 2006 final.
    Argentina’s Diego Maradona scores first goal with his Hand of God, past England goalkeeper Peter Shilton, during the World Cup Mexico Quarter Final on June 22, 1986.

    Some time over the next month, a second of brilliance or a rush of blood will underscore why World Cups, even in their corporatized and politicized modern renderings, make the world stand still.

    The quintessentially political Infantino understands this better than anyone. At the World Economic Forum in Davos this year, he noted that in Qatar, the political furor faded once the football kicked off.

    “When the ball started rolling, and the magic started, we had virtually no incidents,” he said.

  • Stubbs nie wierzy w to, co zrobiła Sabalenka. “Jak to możliwe?”

    Stubbs nie wierzy w to, co zrobiła Sabalenka. “Jak to możliwe?”

    Aryna Sabalenka odpadła w ćwierćfinale Roland Garros po trzysetowej rywalizacji z Rosjanką Dianą Sznajder, mimo że prowadziła 6:3, 5:3. – Nie możesz winić wiatru i warunków za swoją porażkę. Nie rozumiem, dlaczego w tamtym momencie była choć trochę zdenerwowana – zauważa Rennae Stubbs, była australijska tenisistka.
    Fot. Stephanie Lecocq / REUTERS

    Aryna Sabalenka była określana jako jedna z głównych faworytek do wygrania wielkoszlemowego Roland Garros. Białorusinka dotarła do finału tego turnieju w zeszłym sezonie, ale wtedy przegrała 7:6 (5), 2:6, 4:6 z Coco Gauff. Teraz Sabalenka odpadła na etapie ćwierćfinału, mimo że prowadziła 6:3, 5:3 z Rosjanką Dianą Sznajder – ostatecznie przegrała 6:3, 5:7, 0:6. – W tej chwili chcę rzucić tenis. Mam nadzieję, że za kilka dni poczuję się lepiej – mówiła Sabalenka na konferencji prasowej.

    Zobacz wideo Rozbrajająca odpowiedź Chwalińskiej. To zapamięta z Roland Garros
    Była trenerka Sereny Williams wprost o Sabalence. “Reputacja może się pogorszyć”

    Mimo że od porażki Sabalenki minęło już kilka dni, to wciąż tenisowe środowisko nie dowierza w to, co się wydarzyło. Była australijska tenisistka Rennae Stubbs twierdzi, że postawa Sabalenki była nie do zaakceptowania.

    – Jak to możliwe, że będąc numerem jeden na świecie, jedyną zawodniczką w drabince, która zdobyła tytuł Wielkiego Szlema, prowadzisz 4:1 w drugim secie i niszczysz zawodniczkę, która nigdy nie dotarła nawet do półfinału Wielkiego Szlema? Oczywiście wiało, warunki nie były idealne. Nie możesz winić wiatru i warunków za swoją porażkę. Nie rozumiem, dlaczego w tamtym momencie była choć trochę zdenerwowana. Ona krzyczy w kierunku swojego boksu, wygaduje to i owo, rzuca rakietą i unosi ręce w górę – powiedziała.

    – Przypomniało mi to moment, jak Simona Halep prowadziła 3:0 z Jeleną Ostapenko w finale Roland Garros i rzuciła rakietą. Pomyślałam sobie: po co miałabyś rzucać rakietą, skoro prowadzisz 3:0 w secie, a dziewczyna po drugiej stronie kortu myśli, że nie ma już szans. Potem jednak myślisz, że może mam szansę. Dokładnie tak zareagowała Sznajder. To jest reputacja, o której ciągle mówię. Reputacja takiej zawodniczki, jak Sabalenka, jeśli jej forma zacznie spadać, może się bardzo pogorszyć – dodała Stubbs.

    Warto dodać, że Stubbs to utalentowana deblistka, ponieważ wygrała cztery turnieje wielkoszlemowe. Poza współpracą z Sereną Williams w 2022 r. Stubbs była trenerką Karoliny Pliskovej, Samanthy Stosur czy Eugenie Bouchard.

    Zobacz też: Maja Chwalińska podbija świat. Jej historia rozpaliła Hiszpanów
    Duże zdziwienie po porażce Sabalenki. “Nie potrafiła wrócić do swojego poziomu”

    Legendy tenisa nie ukrywają swojego zdziwienia z wyników Sabalenki na Roland Garros. – Aryna nie była w stanie wejść w ten pojedynek. W tamtym momencie zabrakło jej trochę pokory. U mistrzów zawsze występuje mieszanka dumy i ego, która pozwala im wychodzić z bardzo skomplikowanych sytuacji, ale często także ogromnej pokory, potrzebnej do podjęcia walki. W trzecim secie nie potrafiła wrócić do swojego poziomu, zaakceptować, że przegrała drugą partię, i ponownie ruszyć do walki – mówiła Belgijka Justine Henin.

    – Jestem oszołomiony. Jestem w szoku. Jeśli spojrzeć wstecz na pierwszy set i połowę drugiego, nie było łatwo, ale Sabalenka miała pełną kontrolę nad meczem. Biorąc pod uwagę jej status liderki rankingu, przegranie 10 gemów z rzędu to prawdziwa porażka. Myślę jednak, że Sznajder zasługuje na duże uznanie. Wytrwała w wymianach i odbiła prawie każdą piłkę, nawet gdy było bardzo ciężko – dodał Tim Henman, były brytyjski tenisista.

    Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
    Google News Facebook Instagram YouTube X TikTok

  • Był historyczny wyczyn – półfinał Wielkiego Szlema ze Świątek, a potem klapa. Chwalińska ją przebiła

    Był historyczny wyczyn – półfinał Wielkiego Szlema ze Świątek, a potem klapa. Chwalińska ją przebiła

    Co łączy Mają Chwaliską i Nadię Podoroską? Były w niemal tym samym wieku, kiedy odniosły największy sukces w karierze, zajmowały zbliżoną pozycję w rankingu i zanotowały podobny skok w tym zestawieniu. Argentynka do wyczynu podczas French Open – półfinału z Igą Świątek – już nigdy się nie zbliżyła – ani razu nie awansowała nawet do trzeciej rundy wielkoszlemowego turnieju. Przed Polką tenisowy świat właśnie się otworzył i wkrótce przekonamy się, którą drogą podąży.
    Nadia Podoroska ociera twarz, Maja Chwalińska trzyma srebrną tacę na korcie podczas turnieju w Paryżu

    Nadia Podoroska i Maja Chwalińska żcyiowy sukces osiągnęły w ParyżuEPA/YOAN VALAT//THOMAS SAMSON / AFPAFP/PAP/EPA

    Tylko trzem zawodniczkom w historii turniejów Wielkiego Szlema udało się dotrzeć do półfinału, choć zaczynały od kwalifikacji. Jak podkreśla autorka tekstu na Yahoo Sports dokonały tego Christine Matison na Australian Open (1978 rok), Alexandra Stevenson na Wimbledonie (1999), Podoroska na French Open (2022) i Dajana Jastremska dwa lat temu na Australian Open. Ponad nimi są Emma Raducanu, która w 2021 roku jako kwalifikantka wygrała US Open, a teraz dołączyła Chwalińska, tegoroczna finalistka turnieju na kortach Rolanda Garrosa.

    Polka i Argentynka mają ze sobą wiele wspólnego. Podoroska miała 23 lata, kiedy w półfinale French Open musiała uznać wyższość Świątek. Chwalińska do finału tego turnieju dotarła w wieku niespełna 25 lat.

    Wielki skok Chwalińskiej i Podoroski w rankingu WTA

    Przed rozpoczęciem zawodów Argentynka zajmowała 131. miejsce w rankingu. Półfinał dał jej skok o 83. pozycji – na 48. Podczas French Open wygrała pierwszy raz mecz w turnieju Wielkiego Szlema, a także pokonała zawodniczkę najpierw z czołowej 50. rankingu (Julię Putnicewą), a potem piątą na świecie Eline Switolinę. Odpadła w półfinale ze Świątek, która później wygrała cały turniej.

    Chwalińska do Paryża pojechała jako zawodniczka nr 114 na świecie. Trzy zwycięstwa w kwalifikacjach, a potem sześć w turnieju głównym dały jej awans o 93 miejsc. I ten tydzień rozpoczęła jako 21. rakieta świata. W pokonanym polu pozostawiła cztery zawodniczki z czołowej 50., a zatrzymała się w finale na ósmej Mirze Andriejewej.

    W przypadku Podorski niewiele potoczyło się po jej myśli. Jeszcze zdołała awansować w rankingu na 36. miejsce, ale kolejnych sukcesów w Wielkim Szlemie już nie odniosła. Ani razu nie awansowała nawet do trzeciej rundy, choć aż do 2025 roku utrzymywała się w czołowej setce rankingu.

    Po ubiegłorocznym odpadnięciu w pierwszej rundzie Australian Open postanowiła zająć się zdrowiem. Nie spodziewała się jednak, że leczenie najpierw biodra, a potem ramienia i rehabilitacja potrwają aż 14 miesięcy. Na kort wróciła w kwietniu i powoli próbuje odbudować ranking. Na razie notowana jest na 779. pozycji.

    Chwalińska w Paryżu sama otworzyła sobie drzwi do wielkiego tenisa. Do największych turniejów zakwalifikuje się bez konieczności gry w kwalifikacjach (jeszcze nie wiadomo co ze startem w Wimbledonie). Wkrótce przekonamy się, którą drogą podąży.
    Tenisistka w jasnym stroju odbija piłkę rakietą oburącz podczas meczu, z pełnym skupieniem na twarzy.

    Maja ChwalińskaTHOMAS SAMSONEast News
    Młoda kobieta w zielonej sportowej kurtce trzyma bukiet kolorowych kwiatów, w tle liczni fotografowie i reporterzy z aparatami.

    Maja ChwalińskaAnita WalczewskaEast News
    Iga Świątek pokonała Nadię Podoroską w półfinale Roland Garros 2020

    Iga Świątek pokonała Nadię Podoroską w półfinale Roland Garros 2020THOMAS SAMSON / AFPAFP

    Liga Narodów siatkarzy. Błysk debiutantów w zespole Grbicia.

  • Świątek odezwała się po finale. Zwróciła się do Mai

    Świątek odezwała się po finale. Zwróciła się do Mai

    Iga Świątek zareagowała na znakomity występ Mai Chwalińskiej w wielkoszlemowym Rolandzie Garrosie. Po finale, w którym 24-latka przegrała z Mirrą Andriejewą, jej przyjaciółka dodała relację na Instagramie.

    Maja Chwalińska mogła zostać pierwszą kwalifikantką w erze Open, która wygrałaby wielkoszlemowego Rolanda Garrosa. W finale nasza tenisistka zmierzyła się z najlepszą obecnie zawodniczką z Rosji – Mirrą Andriejewą.

    Spotkanie to nie potoczyło się po myśli Polki. W połowie premierowej odsłony 19-latka przejęła inicjatywę i ostatecznie zwyciężyła 6:3. Później Andriejewa wygrywała gema za gemem, ostatecznie zgarniając także II seta – 6:2.

    Tym samym Chwalińska otarła się o tytuł w Paryżu, ale to, że osiągnęła finał, jest sporą sensacją. Po zakończeniu spotkania na jej występ w stolicy Francji zareagowała Iga Świątek, najlepsza obecnie polska tenisistka i przyjaciółka Mai.

    “Gratulacje Majson. Piękny turniej!!” – czytamy w relacji na Instagramie, w której 25-latka udostępniła nagranie z momentu, gdy jej rówieśniczka odebrała paterę od organizatorów.

    Świątek, czterokrotna mistrzyni Rolanda Garrosa, jeszcze przed finałem opublikowała relację skierowaną do Chwalińskiej. “JAZDA” – napisała w piątek, wspierając swoją przyjaciółką przed decydującym starciem.
    Na zdjęciu: relacja Igi Świątek na Instagramie
    Na zdjęciu: relacja Igi Świątek na Instagramie

    ZOBACZ WIDEO: Ciarki. Tak kibice przywitali Chwalińską przed finałem

  • Polski pojedynek. Chwalińska jednak górą nad Świątek. A oto powód

    Polski pojedynek. Chwalińska jednak górą nad Świątek. A oto powód

    Maja Chwalińska swoim występem na Rolandzie Garrosie zdobyła ogólnoświatową sławę. Eksperci są jednak pod wrażeniem nie tylko tego, jak 24-latka spisywała się na korcie, a jako genialną traktują całą historię naszej tenisistki. Do tego grona należy między innymi Andy Roddick, który na swoim kanale rozstrzygnął polsko-polski pojedynek, nawiązując także do Igi Świątek. I wskazał powód, dla którego – jak słyszał – obecnie wyżej stoją akcje Mai Chwalińskiej niż byłej liderki rankingu WTA.
    Tenisistka w fioletowym stroju odbija piłkę na korcie ziemnym, obok uśmiechnięta kobieta w zielonej bluzie z krokodylem.

    Iga Świątek oraz Maja Chwalińska mają za sobą finały Rolanda GarrosaJULIEN DE ROSA / AFP / Foto Olimpik / NurPhoto / NurPhoto via AFPAFP

    Nawet finał przegrany z Mirrą Andriejewą nie przekreślił uroku niesamowitej historii, jaką na tegorocznym Rolandzie Garrosie napisała Maja Chwalińska, zostając pierwszą zawodniczką w historii, która na paryskiej mączce przebyła drogę od eliminacji aż do gry o trofeum.

    A że 24-latka przy okazji zaprezentowała kapitalny dla oka tenis, połączony z wielką naturalnością i skromnością poza kortem, wyszła z tego niezwykle zjadliwa mieszanka, którą teraz zachwyca się cały świat.

    Do wielkich fanów Mai Chwalińskiej i jej paryskiej opowieści należy między innymi legendarny Andy Roddick.

    – To może być moja ulubiona historia z całego turnieju. Chwalińska. 114. zawodniczka w rankingu, z kwalifikacji. Nie mogła sobie pozwolić na hotel w połowie turnieju, dopóki do akcji nie wkroczył sponsor. To jest to, z czego składają się marzenia – przyznał amerykański tenisista na swoim kanale.

    Roland Garros. Maja Chwalińska wzbudza zachwyt. Andy Roddick porównał ją z Igą Świątek

    Były lider rankingu ATP zachwycał się przede wszystkim ludzkim aspektem przebojowego rajdu Mai Chwalińskiej przez turniejową drabinkę. Postawił ją bowiem jako przykład sportsmenki, z którą niezwykle łatwo jest się utożsamić.

    To jest najlepsza część sportu. Jesteśmy w nim najbardziej pochłonięci, gdy czujemy pewien związek. Gdy występuje ten ludzki element

    I dodał: – Czy możemy czuć związek z Carlosem Alcarazem, Jannikiem Sinnerem czy Sereną Williams? Nie. Nikt z nas nie może. A czy możemy odczuwać więź z sytuacją z problemami, gdy chcesz spróbować czegoś, chcesz coś zrobić, w coś celujesz, a to może być wbrew twoim finansom? Każdy może poczuć związek z taką sytuacją.

    Dlatego, jak podkreślił Amerykanin, nie chodziło tylko o to, jak grała Maja Chwalińska, choć potrafiła sprawić, że znacznie wyżej notowane rywalki chwilami nie wiedziały co dzieje się na korcie. A mówiąc o tym, zestawił 24-latkę z Igą Świątek, zaznaczając, że górą w polsko-polskiej rywalizacji jest właśnie tegoroczna finalistka Rolanda Garrosa, która skradła serca fanów. Sam powiedział, z jakiego powodu.

    – Mówią, że w polskich notowaniach stoi wyżej od Igi Świątek. To dlatego, że Iga Świątek jest superczłowiekiem. Była nim zwłaszcza w swoim najlepszym okresie na Rolandzie Garrosie. Rywalek, które musiały się z nią zmierzyć, było wręcz szkoda. Nie była jak zwykły człowiek w tej historii, który jest nam bliski – tłumaczył Andy Roddick, komplementując Maję Chwalińską.
    Zawodniczka tenisowa w jasnozielonej koszulce trzymająca rakietę, skupiona podczas meczu.

    Maja ChwalińskaEmma Da SilvaEast News
    Tenisistka w fioletowej czapce podczas intensywnego uderzenia piłki rakietą, z wyraźną koncentracją na twarzy i dynamicznym ruchem ramienia na tle ciemnego boiska z fioletowym światłem.

    Iga ŚwiątekIMAGO/NOUSHADEast News

    Maja Chwalińska: Najpierw musi być pasja, a później trzeba dawać z siebie wszystko