• Jest walkower Czeszki. Ogłoszenie dobę po wygranej z Linette. Rozdano tytuł

    Jest walkower Czeszki. Ogłoszenie dobę po wygranej z Linette. Rozdano tytuł

    Wczoraj mieliśmy dwa polskie półfinały podczas imprezy rangi “250” w ‘s-Hertogenbosch. Zanim do rywalizacji o awans do decydującego starcia przystąpił Kamil Majchrzak, swój pojedynek toczyła Magda Linette. Poznanianka uległa po zaciętej walce Barborze Krejcikovej. Dobę po tym starciu dotarł komunikat organizatorów ws. Czeszki. Mistrzyni Wimbledonu 2024 oddała niedzielne spotkanie walkowerem. Tym samym znamy już triumfatorkę holenderskich rozgrywek na trawie.
    Barbora Krejcikova i Magda Linette rywalizowały ze sobą w półfinale WTA 250 w ‘s-Hertogenbosch

    Barbora Krejcikova i Magda Linette rywalizowały ze sobą w półfinale WTA 250 w ‘s-HertogenboschDomenico Cippitelli / NurPhoto / NurPhoto via AFP / Foto Olimpik / NurPhoto / NurPhoto via AFPAFP

    Magda Linette w niezłym stylu otworzyła swoją tegoroczną rywalizację na trawie. Najpierw 34-latka odwróciła losy pojedynku z Kimberly Birrell, potem dorzuciła jeszcze dwa zwycięstwa i dzięki temu zameldowała się w półfinale WTA 250 w ‘s-Hertogenbosch. Wczoraj Polka zmierzyła się z mistrzynią Wimbledonu sprzed dwóch lat – Barborą Krejcikovą. Poznanianka była bliska doprowadzenia do trzeciej partii, prowadziła 3-0 w tie-breaku. Ostatecznie lepsza okazała się jednak Czeszka, wygrywając 6:3, 7:6(4).

    Dla reprezentantki naszych południowych sąsiadów był to awans do pierwszego finału od blisko dwóch lat. Ostatni zanotowała… właśnie podczas wspomnianych wielkoszlemowych rozgrywek w Londynie w 2024 roku. Wtedy pokonała w decydującym starciu Jasmine Paolini, a wcześniej uporała się z faworytką do tytułu – Jeleną Rybakiną. W kolejnych miesiącach Krejcikova notorycznie zmagała się z problemami zdrowotnymi, przez długi czas poszukiwała formy.

    Barbora Krejcikova wycofała się z dalszej rywalizacji w Holandii

    I gdy wydawało się, że Barbora wreszcie wraca na dobre tory, nadszedł kolejny “cios” dla Czeszki. Dziś o godz. 12:00 zawodniczka plasująca się na 45. miejscu w rankingu miała rywalizować o trofeum z Robin Montgomery. Tuż przed startem pojedynku okazało się, że do finałowego spotkania nie dojdzie, gdyż mistrzyni Wimbledonu sprzed dwóch lat oddała mecz walkowerem. Później organizatorzy przekazali komunikat od samej tenisistki.

    “Z przykrością informuję, że niestety muszę się wycofać z dzisiejszego finału Libema Open z powodu choroby. Czułam się źle i po konsultacjach z moim zespołem medycznym stało się jasne, że nie będę w stanie dzisiaj rywalizować. Bardzo cieszyłam się na możliwość walki o tytuł, ale dzisiaj to niemożliwe. Chciałabym pogratulować Robin wspaniałego tygodnia tutaj i życzyć wszystkiego, co najlepsze na dalszą część sezonu. Jestem rozczarowana, że tak zakończyłam turniej. Teraz skupię się na jak najszybszym powrocie do pełni zdrowia. Nie mogę się doczekać powrotu do rywalizacji” – poinformowała Krejcikova.

    W związku z wycofaniem Barbory z decydującego starcia, tytuł trafił do Robin Montgomery. Amerykanka również próbuje odbudować swoją pozycję w rankingu. Pierwsze w karierze trofeum w głównym cyklu WTA wydatnie jej w tym pomoże. Zawodniczka z USA, która rok temu była już na 95. miejscu w kobiecym zestawieniu, przesunie się w jutrzejszym notowaniu z 484. lokaty do TOP 200. Tym samym jedynym dzisiejszym finałem w ‘s-Hertogenbosch będzie mecz Kamila Majchrzaka z Alexem de Minaurem. Początek spotkania o godz. 14:30.
    Barbora Krejcikova

    Barbora KrejcikovaTakuya Matsumoto / Yomiuri / The Yomiuri Shimbun via AFPAFP
    Robin Montgomery

    Robin MontgomeryUlises RUIZ / AFP AFP
    Tenisistka w jasnym stroju i białej czapce z daszkiem wykonuje gest zaciśniętej pięści, wyrażając determinację. W tle rozmyta publiczność.

    Magda LinetteMARTIN KEEP / AFPAFP

    Kamil Majchrzak: Grałem mój najlepszy tenis, zostawiłem serce na korcie.

  • Tak Meksykanie potraktowali Igę Świątek. Naprawdę ją tak widzą

    Tak Meksykanie potraktowali Igę Świątek. Naprawdę ją tak widzą

    Iga Świątek nie przeżywa dobrego czasu, ale podobnie było rok temu na tym etapie sezonu. Polka szykuje się już do gry na nawierzchni trawiastej, a ta kojarzy się przede wszystkim z piłką nożną. W czwartkowy wieczór rozpoczęły się mistrzostwa świata w USA, Kanadzie i Meksyku. Na profilu turnieju Guadalajara Open pojawił się wpis poświęcony mundialowi, a w nim Igę zestawiono z… Erlingiem Haalandem. Pojawiła się także Maja Chwalińska.
    Iga Świątek

    Iga ŚwiątekArtur GacAFP

    Iga Świątek w tym sezonie rozegrała w cyklu WTA dokładnie 31 spotkań. Aż dziesięciokrotnie schodziła z kortu jako pokonana. Bez wątpienia tak częste przegrywanie nie jest czymś, do czego Iga byłaby przyzwyczajona. Kibice wciąż tęsknią za naprawdę długim okresem dominacji Polki.

    Czy on powróci? Trudno wyrokować, ale pewne jest, że przy obecnych warunkach będzie o to bardzo trudno. Żeński tour bardzo wyrównał poziom, a rywalki znają już wszystkie atuty Świątek. Wobec tego Polka musi szukać nowych rozwiązań. Czy te uda jej się odnaleźć pod wodzą Francisco Roiga?

    Świątek obok Haalanda. Ależ zestawienie w Meksyku

    Czas pokaże. Pewne jest jednak, że zbliża się bardzo ważny okres sezonu. Mowa o krótkim czasie gry na nawierzchni trawiastej. Iga będzie bronić bardzo wielu punktów w rankingu WTA. Rok temu właśnie w tym momencie nastąpił przełom. Trudno powiedzieć, czy tym razem można liczyć na powtórkę.

    Faktem jest jednak to, że obecnie sportowy świat patrzy za ocean, bo tam w czwartkowy wieczór rozpoczęły się mistrzostwa świata w piłce nożnej. Z tej okazji organizatorzy Guadalajara Open postanowili zestawić ze sobą najlepszych piłkarzy świata z tenisisistami i tenisistkami. Każda para została w odpowiedni sposób opisana.

    Wpis otwierają Aryna Sabalenka i Cristiano Ronaldo, którzy zostali określeni jako “wszystkie oczy na nich”. Już na trzecim zdjęciu pojawia się polski akcent, ale nie z Igą Świątek, a Mają Chwalińską. Polka została zestawiona z Nowozelandczykiem Timem Paynem, a duet określono mianem “nieoczekiwanej historii”.

    Po przewinięciu o kilka stron w końcu natrafiamy także na Igę Świątek. Trzecia rakieta świata znalazła się obok Erlinga Haalanda, a tę parę organizatorzy z Meksyku nazwali “globalnymi ikonami”. Bez wątpienia nazwanie kogoś w wieku ledwie 25. lat “globalną ikoną” jest sporym wyróżnieniem.
    Iga Świątek

    Iga ŚwiątekDAX IMAGESNurPhotoNurPhoto via AFPAFP

    Brazylia – Belgia. Skrót meczu.

  • Cudowny zwrot akcji w walce o finał. Będzie jednak polski mecz o tytuł WTA

    Cudowny zwrot akcji w walce o finał. Będzie jednak polski mecz o tytuł WTA

    Wydawać by się mogło, że skoro nie gra Iga Świątek, a odpoczywa też Maja Chwalińska, to reprezentanci Polski będą w stanie dostarczyć kibicom aż tak wielu emocji. A tu nic bardziej mylnego. W sobotę historyczny awans do finału ATP 250 wywalczył Kamil Majchrzak, świetne spotkanie, choć przegrane, stoczyła w Rosmalen Magda Linette, w Berlinie cieszyła się z awansu Magdalena Fręch, a w Huirghadzie – Martyna Kubka. A na koniec komunikat wydała kolejna reprezentantka Polski – Katarzyna Kawa. Mimo że w starciu z rozstawioną z “1” Victorią Jimenez Kasintsevą przegrywała już 2:6, 0:2.
    article cover

    Katarzyna Kawa zagra o drugi tytuł w 2026 roku w ramach turniejów WTA 125Robert PrangeGetty Images

    Iga Świątek przygotowuje się już do rywalizacji na trawie – zacznie ją za półtora tygodnia w Bad Homburg. Maja Chwalińska w końcu, po pracowitych trzech tygodniach w Paryżu, korzysta wreszcie z chwili wolnego i wypoczywa nad morzem. A reszta reprezentantów Polski już gra i szykuje formę na Wimbledon.

    Magda Linette świetnie prezentowała się w Libema Open w Holandii – wygrała trzy spotkania, dziś – już w półfinale – była nieznacznie gorsza od Barbory Krejcikovej. Niedługo po niej na kort wyszedł Kamil Majchrzak – pokonał słynnego Daniiła Miedwiediewa, a przecież to było już jego drugiego starcie w tym tygodniu z graczem z TOP 10 rankingu ATP. Wcześniej w całej karierze wygrał tylko jedną taką potyczkę. Aby sięgnąć po tytuł będzie jeszcze musiał ograć trzecią gwiazdę – szóstego na świecie Alexa De Minaura. I to też jest jak najbardziej możliwe.

    Miłe wiadomości nadeszły z Egiptu – Martyna Kubka najpierw awansowała do finału turnieju ITF W50, co bardzo zbliża ją już do występu w kwalifikacjach US Open. A później wygrała turniej deblowy. Magdalena Fręch przeszła z kolei pierwszą rundę eliminacji w Berlinie, broniąc piłek meczowych. A na koniec została jeszcze Katarzyna Kawa – grająca o finał WTA 125 w Modenie. Mecz niezwykle dla niej istotny, bo zwycięstwo zapewniło jej już rozstawienie w drabince eliminacji Wimbledonu.

    Tyle że mierzyła się z najwyżej rozstawioną zawodniczką w tym turnieju – Victorią Jimenez Kasintsevą. I przez 45 minut była wyraźnie słabsza od reprezentantki Andorry.

    WTA 125 Memorial Eugenio Fontana w Modenie. Katarzyna Kawa grała o finał. Rywalką turniejowa “1”

    Przed turniejem w Modenie Kawa zajmowała 143. miejsce w rankingu WTA. Zaliczyłą duży skok po kwietniowej imprezie w chińskim Huzhou, tam wygrała również turniej rangi 125 na mączce. Co pozwoliło jej uzyskać rozstawienie w drabince eliminacji Roland Garros. W Paryżu skończyła występ na drugiej rundzie, jej pogromczyni Claire Liu zagrała później w głównych zmaganiach.

    Impreza we Włoszech była dla niej ostatnią szansą, by uzyskać uprzywilejowany status także podczas Wimbledonu. Mimo że nie planuje żadnych startów na trawie przed londyńskim turniejem. W Modenie rywalizacja odbywa się na mączce.
    Tenisistka na korcie w dynamicznej pozie, zaciskająca pięść w geście triumfu, w tle tablica wyników i logo sponsora motoryzacyjnego.

    Katarzyna KawaIMAGO/Claudio GärtnerEast News

    Dziś jej rywalką była rozstawiona z “1” Victoria Jimenez Kasintseva – 20-latka z Andory wiosną wskoczyła nawet na chwilę do najlepszej setki rankingu WTA. Miała też kilka udanych turniejów na kortach twardych, w Meridzie ograła choćby w potyczce o ćwierćfinał Magdę Linette. Tyle że na mączce, o dziwo, szło jej jak po grudzie. Aż przyszedł turniej we Włoszech, tu wygrała już trzy spotkania.

    Dziś też była na dobrej drodze do uzyskania awansu do finału – łatwo wygrała pierwszą partię z Polką 6:2, w drugiej zanotowała przełamanie, odskoczyła na 2:0. Miała też okazję na 3:0, Kawa się wybroniła. I sama zdołała szybko odrobić stratę breaka.

    W grze Polki można było zauważyć dość istotną zmianę – byłą coraz bardziej agresywna, spychała przeciwniczkę do defensywy. Wciąż dużo było tu walki, breakpointów, ale po przełamaniu przez Katarzynę na 4:3, coś jednak pękło. Polka wygrała tego seta 6:4, jej rywalka – sfrustrowana – udała się do szatni. I była to jednak z dłuższych przerw między setami.

    Te minuty dobrze podziałały jednak na wyżej klasyfikowaną zawodniczkę, która każde uderzenie wspierała równie potężnym okrzykiem. To ona przełamała Kawę na 3:1 i… stanęła. 33-latka z BKT Advantage Bielsko-Biała dość gładko wygrała cztery kolejne gemy, rzadko się myliła. Potrzebowała jeszcze jednego, ten dziewiąty w trzeciej partii był rzeczywiście zacięty. Aż w końcu to jednak Kawa zdobyła ostatni punkt, a rywalce rozjechały się nogi.

    Polka wygrała 2:6, 6:4, 6:3. W finale jej rywalką będzie Laura Samson lub Lucia Bronzetti. Kawa zapewniła sobie awans na co najmniej 126. miejsce w rankingu, to da rozstawienie w kwalifikacjach Wimbledonu. A jeśli wygra w Modenie tytuł, będzie 120. lub 121.
    Tenisistka w jasnej koszulce i białej czapce z daszkiem ściska zaciśniętą pięść w geście triumfu, stojąc na korcie ziemnym.

    Katarzyna KawaFoto Olimpik/Nur PhotoAFP

    Paulina Czarnota-Bojarska o Mistrzostwach Świata i plotkach transferowych w Ekstraklasie.

  • Ogłaszają ws. dzikiej karty do Wimbledonu, decyzja zapadła. Ani słowa o Chwalińskiej

    Ogłaszają ws. dzikiej karty do Wimbledonu, decyzja zapadła. Ani słowa o Chwalińskiej

    Wimbledon rozpocznie się za nieco ponad dwa tygodnie, a Maja Chwalińska wciąż nie wie, jaka droga ją czeka. Polka nie jest jednak odosobniona. Angelo Mangiante ze “SkySports24” donosi bowiem, że pojawiły się dwie nowe prośby o dzikie karty dla wielkich postaci męskiego tenisa, a także zaakceptowano wniosek sióstr Williams. “Zagrają w Wimbledonie” – przekazał dziennikarz z Włoch.
    Maja Chwalińska

    Maja ChwalińskaTomasz JastrzębowskiEast News

    Maja Chwalińska tydzień temu zakończyła pisać swoją nieprawdopodobną historię. Polka wystąpiła w pierwszym w swojej karierze finale turnieju rangi Wielkiego Szlema. Co więcej, do meczu o tytuł w Roland Garros doszła od pierwszego spotkania eliminacji, tracąc na tej drodze ledwie seta.

    Polka z każdym meczem zdobywała coraz większą sympatię dzięki wynikom, ale także stylowi jaki prezentowała. W związku ze znakomitym turniejem Maja zanotowała skok w rankingu WTA o blisko 100 pozycji. W obecnym notowaniu Polka plasuje się w pierwszej trzydziestce, a mimo tego nie wie, czy w Wimbledonie zagra w drabince głównej.

    Ogłaszają decyzję Wimbledonu. Wiadomo, co z dzikimi kartami dla sióstr Williams

    Wiąże się to z zasadami, jakie są przyjęte. Wimbledon listy startowe pobierał bowiem przed Roland Garros, a wówczas Maja plasowała się na miejscu w drugiej setce. Taka pozycja pozwalała jej na awans do drabinki głównej przez kwalifikacje. Gdyby listy pobierano teraz Maja kwalifikacji by nie przechodziła, co więcej byłaby rozstawiona.

    Dziennikarz “SkySports24” ogłosił istotną wieść w kontekście rywalizacji pań, ale w deblu. “Kolejna wiadomość. Venus i Serena Williams zagrają w deblu na Wimbledonie z dziką kartą (ich prośba została już zaakceptowana)” – przekazał Angelo Mangiante w mediach społecznościowych.

    Ostatnie informacje o ruchach tenisistek dają także optymizm w kontekście Chwalińskiej, ale oficjalną decyzję powinniśmy poznać już niedługo.

    W dość podobnej sytuacji jest Włoch Matteo Berettini. Były finalista Wimbledonu do Roland Garros przystępował jako 105. tenisista świata, dzięki wycofaniom znalazł się jednak w drabince głównej. W Paryżu dotarł do ćwierćfinału. Dzięki temu wynikowi powrócił do pierwszej pięćdziesiątki rankingu.

    Mimo tego on również nie jest pewnym występu na londyńskiej trawie. W związku z tym złożył wniosek o dziką kartę, aby nie grać kwalifikacji. Tą drogą poszła także ubiegłoroczna rewelacja, która obecnie ma gigantyczne problemy. Człowiek, który był o krok od wyrzucenia Jannika Sinnera – Grigor Dimitrow. O szczegółach rozpisuje się włoski dziennikarz.

    “Jutro zarząd turnieju zbierze się, aby przyznać dzikie karty. Berrettini i Dimitrow zwrócili się z prośbą o dziką kartę do gry w turnieju głównym (kiedy zapisy zostały zamknięte, Matteo nie miał jeszcze punktów z ćwierćfinałów turnieju głównego i znajdował się poza pierwszą setką). Berrettini jest obecnie drugim rezerwowym poza turniejem głównym (pierwszym rezerwowym jest Molcan)” – przekazał Mangiante.

    “Jeśli w turnieju głównym nie będzie już żadnych rezygnacji, a Cazaux jest już poza grą i został uwzględniony, Matteo Berrettini, były finalista turnieju, będzie musiał zagrać w eliminacjach, chyba że otrzyma dziką kartę (to samo dotyczy Dimitrowa). Termin składania deklaracji uczestnictwa w turnieju upływa jutro, a oficjalne potwierdzenie nastąpi 15 czerwca” – podsumował.

    Paulina Czarnota-Bojarska o Mistrzostwach Świata i plotkach transferowych w Ekstraklasie. WIDEOPaulina Czarnota Bojarska

  • Smutek na Białorusi, to Fręch gra dalej w WTA 500. Dwa obronione meczbole

    Smutek na Białorusi, to Fręch gra dalej w WTA 500. Dwa obronione meczbole

    Magdalena Fręch wróciła do pełni zdrowia po kontuzji, jakiej doznała w trakcie Roland Garros. Po dwutygodniowej absencji Polka znów pojawiła się na zawodowych arenach. Nasza reprezentantka udała się do Berlina na mocno obsadzony turniej rangi WTA 500. Jej pozycja w rankingu nie pozwalała na bezpośrednie wejście do głównej drabinki, stąd musiała przystąpić do eliminacji. W pierwszym meczu obroniła dwa meczbole i zwyciężyła po tie-breaku trzeciego seta. Oto co się wydarzyło w stolicy Niemiec.
    Magdalena Fręch rywalizowała z Alaksandrą Sasnowicz w pierwszej rundzie eliminacji do turnieju WTA 500 w Berlinie

    Magdalena Fręch rywalizowała z Alaksandrą Sasnowicz w pierwszej rundzie eliminacji do turnieju WTA 500 w BerlinieArtur Widak / NurPHOTOAFP

    Ostatnim turniejem, w którym wzięła udział Magdaleny Fręch, był wielkoszlemowy Roland Garros. Po tym, jak uległa Jil Teichmann w drugiej rundzie, nasza reprezentantka wyznała, że zmagała się w tym meczu z kontuzją mięśni brzucha. Uraz wykluczył ją z dalszej rywalizacji w Paryżu, musiała się wycofać z debla. Kolejne dni poświęciła na regenerację i eliminację problemów zdrowotnych. Zawodniczka pochodząca z Łodzi sugerowała, że realnym terminem powrotu na zawodowe korty są zmagania rangi WTA 500 w Berlinie.

    I tak też się stało. Tenisistka plasująca się na 43. miejscu w rankingu zawitała do stolicy Niemiec. Niestety, rozgrywki w tej lokalizacji są mocno obsadzone i mimo stosunkowo wysokiej lokaty w kobiecym zestawieniu, 28-latka musiała przystąpić do rywalizacji od eliminacji. Została w nich rozstawiona z “3”. W pierwszej rundzie kwalifikacji trafiła na Alaksandrę Sasnowicz, znajdującą się o 80 lokat niżej od Polki. Mimo dużej różnicy w rankingu, przedmeczowe notowania wskazywały na równe szanse obu zawodniczek. Forma Fręch po kontuzji stanowiła pewną niewiadomą, a przeciwniczka posiadała już jedno spotkanie na trawie w tym sezonie.

    WTA Berlin: Magdalena Fręch już po meczu w pierwszej rundzie eliminacji

    Mecz rozpoczął się od serwisu Fręch. Polka pewnie utrzymała podanie, a po zmianie stron próbowała przełamać rywalkę. Mimo trzech break pointów na 2:0, ostatecznie Sasnowicz doprowadziła do remisu. To Alaksandra jako pierwsza zdołała zgarnąć “oczko” na returnie. Dokonała tej sztuki w piątym gemie. Magdalena natychmiast zniwelowała stratę i później panie konsekwentnie pilnowały własnych serwisów. Nasza reprezentantka próbowała wywrzeć presję w trakcie dwunastego rozdania, ale od stanu 30-30 punkty wędrowały na konto Białorusinki. Tie-break potoczył się po myśli 123. rakiety świata. Już przy wyniku 6-2 Sasnowicz miała premierowego setbola. Ostatecznie wykorzystała drugą okazję, zapisując na swoim koncie wynik 7:6(3).

    Fręch szybko zapomniała o wydarzeniach z końcówki poprzedniej partii. Już na starcie drugiej fazy spotkania wywalczyła przełamanie, potem je potwierdziła. W następnych minutach Białorusinka próbowała odrobić stratę. Nasza tenisistka pilnowała jednak wyniku, dwukrotnie wracała ze stanu 15-30 przy swoim serwisie. Z każdym momentem zbliżała się do zwycięstwa w secie. Próbowała go zamknąć już w dziewiątym gemie, ale Sasnowicz zdołała dorzucić czwarte “oczko”, mimo że przegrywała już 0-30. Po zmianie stron Magdalena dopięła już swego. Wykorzystała ostatnią z trzech okazji i wynikiem 6:4 doprowadziła do decydującej odsłony.

    Rozstawiona z “3” w eliminacjach zawodniczka próbowała zainaugurować decydującą części potyczki w taki sam sposób, jak poprzednią, czyli od przełamania. Tym razem Sasnowicz zdołała wyjść z opresji, obroniła break pointa. Kilka minut później Alaksandra posiadała dwie szanse z rzędu na 3:1. Wtedy od stanu 15-40 punkty wędrowały wyłącznie na konto Polki. Dzięki temu Magdalena wyrównała na 2:2. W kolejnych minutach Białorusinka dopięła już jednak swego i zrobiło się 4:2 dla 123. rakiety świata. Fręch od razu ruszyła do odrabiania strat. Gdy pojawił się wynik 15-40 z perspektywy serwującej Sasnowicz, nad kortem zagościły opady deszczu.

    Przerwa potrwała ponad godzinę. Zaraz po powrocie do rywalizacji Magdalena zniwelowała różnicę przełamania, potem doprowadziła do remisu. Panie wkroczyły w kluczową fazę pojedynku. W dziesiątym gemie Alaksandra posiadała dwa meczbole. Nasza reprezentantka wyszła jednak z opresji i walka o zwycięstwo wciąż trwała. Po chwili Białorusinka prowadziła 40-15 przy własnym podaniu, a mimo to nie zagwarantowała sobie co najmniej tie-breaka. Dała się przełamać, przez co Polka podawała po awans do decydującej fazy eliminacji.

    Nasza reprezentantka również doczekała się meczbola, ale podobnie jak rywalka wcześniej – nie domknęła pojedynku. Ostatecznie doszło do decydującej rozgrywki w trzecim secie. W tie-breaku Fręch opanowała sytuację. Co prawda Sasnowicz zgarnęła pierwszy punkt, ale potem wynik układał się po myśli Polki. Już przy stanie 6-3 pojawiły się kolejne okazje dla Magdaleny na zakończenie spotkania. Ostatecznie nasza tenisistka triumfowała 6:7(3), 6:4, 7:6(4) po 2 godzinach i 43 minutach gry. W decydującej rundzie eliminacji do turnieju WTA 500 w Berlinie zagra z rozstawioną z “7” Shuai Zhang.
    Kobieta w sportowym stroju tenisowym z rakietą w ręce, stojąca na korcie w trakcie meczu, wyrażająca zdziwienie lub dezaprobatę gestem dłoni.

    Magdalena FręchIZHAR KHANAFP
    Alaksandra Sasnowicz

    Alaksandra Sasnowiczstringer / ImagineChina / Imaginechina via AFPAFP
    Shuai Zhang

    Shuai ZhangAFP

    Felix Auger-Aliassime – Kamil Majchrzak.

  • Tie-break zakończył bój Linette z mistrzynią Wimbledonu. Pierwszy finał WTA od dwóch lat

    Tie-break zakończył bój Linette z mistrzynią Wimbledonu. Pierwszy finał WTA od dwóch lat

    Magda Linette w tym roku pokonała już mistrzynię Wimbledonu 2025, czyli Igę Świątek, ale także – dwa dni temu – mistrzynię juniorskiego turnieju w Londynie z zeszłego lata – Mię Pohankovą. A teraz stanęła przed szansą awansu do pierwszego finału w zawodach WTA od niemal dwóch lat. Podobny plan miała jednak Barbora Krejčíková, mistrzyni… Wimbledonu 2024. Od tamtego turnieju ani razu nie wystąpiła w meczu o tytuł w głównym cyklu touru, na przeszkodzie stawały głównie kontuzje. Jedna miała więc tę długą serię przerwać. I przerwała ją Czeszka, wygrała 6:3, 7:6 (4).

    Barbora Krejcikova i Magda LinetteRene Nijhuis/MB Media/Getty Images & Domenico CippitelliNurPhoto via AFPAFP/Getty Images

    Swój ostatni półfinał w cyklu WTA Magda Linette zanotowała rok temu – też na kortach trawiastych. W Nottingham zanotowała dwa wartościowe zwycięstwa – z Alexandrą Ealą i Clarą Tauson, dopiero w grze o finał zatrzymała ją Dajana Jastremska. A teraz Poznanianka już miała świadomość, że nie będzie mogła bronić tamtych punktów, bo turniej w Anglii odbędzie się już w najbliższym tygodniu.

    Jej miejsce w rankingu WTA nie wystarczyło bowiem na główną drabinkę, a z kwalifikacji się wycofała. Te bowiem ruszają dzisiaj, a tymczasem 34-letnia tenisistka z Poznania znakomicie spisuje się na kortach w Rosmalen. Wygrała tu już trzy spotkania, dziś stanęła przed szansą pierwszego finału od lipca 2024 roku, gdy w Pradze ograła najpierw Lindę Noskovą, a później – już w spotkaniu o tytuł – Magdalenę Fręch.

    Rywalką doświadczonej tenisistki z Poznania była dzisiaj Barbora Krejčíková. Zawodniczka na poziomie najlepszej dziesiątki świata, o ile jest tylko zdrowa. Czeszka ma bowiem potężne problemy z kontuzjami – pojawia się na kilka miesięcy w tourze i znów znika. Od Wimbledonu 2024, który wygrała, nie wystąpiła już w żadnym finale głównego cyklu. Choć ostatnio wydarzyło się to na mączce, ale w mniejszej imprezie rangi 125, w Parmie. I tam zatrzymała ją… Dajana Jastremska.

    Libema Open. Magda Linette kontra Barbora Krejčíková. Stawką finał WTA 250

    W Rosmalen koło ‘s-Hertogenbosch słynna czeska tenisistka też wygrała trzy spotkania, za to bez straty seta. Mało tego, prezentowała się wyśmienicie, Renata Zarazua, Hanne Vandewinkel i Elena Gabriela Ruse wygrały w nich tylko 11 gemów. W dość trudnych warunkach, a pogoda w tym tygodniu w Brabancji Północnej nie rozpieszcza, świetnie daje sobie radę. I może być bardzo trudną rywalką dla gwiazd już na etapie pierwszej czy drugiej rundy Wimbledonu, jeśli nie wywalczy sobie rozstawienia. Choć ma na to szansę, powinien wystarczyć tytuł w Libema Open, a na zapas zostaje jej jeszcze turniej w Nottingham.
    Zawodniczka w czarnym stroju przygotowująca się do serwisu podczas turnieju tenisowego Libéma Open, z żółtą piłką unoszącą się w powietrzu.

    Magda LinetteRene Nijhuis/MB MediaGetty Images

    Linette zaś mogła dziś świętować, choć na chwilę, powrót do TOP 50 rankingu. I od początku pokazywała, że bardzo jej na tym zależy. To ona jako pierwsza wywalczyła w tym spotkaniu przełamanie, ale Barbora momentalnie odpowiedziała tym samym.

    Poznanianka żałowała utraty szansy na przełamanie na 4:3 – i to było widać po jej zachowaniu. Gdy skończył się gem, triumfem Barbory, uderzyła się mocno rakietą w udo, była sfrustrowana. Wcześniej wywalczyła bowiem break point – i powinna go wykorzystać.

    Po drugim serwisie Czeszki świetnie się ustawiła na returnie, miała przewagę. I zepsuła tę akcję. A tak to za chwilę mistrzyni Wimbledonu 2024 cieszyła się z przełamania na 5:3. Po dwóch akcjach wygranych trafieniami w linię, a później świetnym minięciu Polki. Uzyskała trzy szanse na breaka, tę trzecią wykorzystała. Kapitalnym topspinowym forhendem pod końcową linię.

    Po 41 minutach gry było już po secie – Krejčíková wygrała go 6:3. Rozpędziła się w końcówce, ostatni gem w jej wykonaniu był perfekcyjny.
    Tenisistka w czarnej koszulce i niebieskiej spódniczce odbija żółtą piłkę rakietą na tle tablicy z napisem WTA 250.

    Barbora KrejcikovaAndy AstfalckAFP

    W drugiej partii to Linette serwowała jako pierwsza, dawało to delikatną przewagę. W czwartym gemie Magda uzyskała znów dwie szanse na breaka – najpierw zepsuła forhend, później bekhend. Zrywała te uderzenia, ale należy oddać klasę Czeszce – znakomicie zmieniała strony, dobrze radziła sobie z dość dużym wiatrem. Długo nie było jednak przełamania, choć pojawiały się na to szanse. W siódmym gemie znów w opałach znalazła się Polka – przy stanie 15-40 pomógł jej jednak kilkukrotnie serwis.

    W końcu to Poznanianka odskoczyła na 5:3, po kapitalnej akcji przełamała rywalkę. A już za chwilę musiała bronić się przy stanie 0-40. Doprowadziła do gry na przewagi, ale jednak to Krejčíková zacisnęła pięść. Dała sobie szansę na przedłużenie spotkania.

    Decydował więc tie-break, w nim Polka szybko odskoczyła na 3-0, miała dwa kolejne serwisy. I się, niestety, pogubiła. Barbora w kluczowych momentach trafiała, wygrała pięć kolejnych akcji.

    Czeszka wygrała tie-breaka 7-4, całe spotkanie: 6:3, 7:6 (4). I to ona zagra w niedzielę o tytuł.
    Tenisistka w białym stroju i jasnożółcej czapce odbija piłkę rakietą podczas intensywnej gry.

    Magda LinetteTIZIANA FABI AFP

    Taylor Fritz – Mattia Bellucci. Skrót meczu.

  • 0:6 z Chwalińską, powtórki nie było. Teraz koniec marzeń w półfinale

    0:6 z Chwalińską, powtórki nie było. Teraz koniec marzeń w półfinale

    Maja Chwalińska podczas kapitalnego w jej wykonaniu turnieju Roland Garros w aż czterech meczach wygrywała sety w stosunku 6:0, nie były to jednak jedyne tak wysoko wygrane partie w wykonaniu Polki w tym sezonie. Wcześniej 24-latka notowała podobne wyniki, pierwsze 6:0 w 2026 roku zaliczyła w starciu z Hanyu Guo. Chinka od tego momentu nie odnotowała powtórki tak wysoko przegranej partii, ale więcej niż o jej występach w singlu, mówi się o poczynaniach w deblu. A tu w Londynie stanęła przed szansą wywalczenia awansu do finału.

    Hanyu Guo XUE YUGE AFP

    Maja Chwalińska during the recent Roland Garros achieved life success, because she reached the final, in which she succumbed to Mira Andreyeva. Polka along the way dealt with several higher-rated rivals, earlier in turn she got through qualifying. The 24-year-old on the Paris courts recorded several spectacular victories, in total she won the set four times without losing a gem. That’s how she won against Alice Rame and Carole Monnet in qualifying, and Qinwen Zheng and Elise Mertens in the main tournament.

    Nie były to pierwsze “bajgle” Chwalińskiej w sezonie, Polka trzy sety w stosunku 6:0 wygrała wcześniej w portugalskim Oeiras, gdzie zresztą sięgnęła po tytuł w turnieju WTA 125. Pierwszą taką partię w 2026 roku rozegrała z kolei 2 stycznia w kwalifikacjach w Auckland, tam ograła 6:4, 6:0 Hanyu Guo. Chinka do tej pory nie dopuściła do powtórki tak bolesnego wyniku w singlu, nawet jeśli przegrywała mecze, to w każdej partii ugrywała co najmniej jednego gema.

    Guo w singlowym rankingu WTA zajmuje dopiero 156. lokatę, znacznie wyżej notowana jest w zestawieniu deblistek, tam zamyka czołową “20”. Chinka we wspomnianym Auckland, gdzie Chwalińska pokonała ją w kwalifikacjach, zgarnęła pierwszy deblowy tytuł w sezonie, razem z Kristiną Mladenovic wygrały turniej WTA 250. Guo z reprezentantką Francji u boku dotarła także do ćwierćfinału w Indian Wells i Roland Garros, teraz z kolei wystąpiły w półfinale turnieju WTA 500 w Londynie.

    Dla Guo wspomniany występ w deblu był ostatnią szansą na odnotowanie dobrego wyniku podczas turnieju w Londynie, Chinka bowiem kilka dni wcześniej odpadła w kwalifikacjach do turnieju singlowego.

    Turniej WTA 500 w Londynie. Niemal dwie godziny walki w półfinale debla

    Guo i Mladenovic zmagania w Londynie rozpoczęły od pewnej wygranej z Asią Muhammad i Fanny Stollar (6:4, 6:4), w ćwierćfinale z kolei wyeliminowały rozstawione z “4” Storm Hunter i Shuai Zhang. W półfinale trafiły na Terezę Mihalikovą i Olivię Nicholls.

    Pierwsza partia padła łupem Guo i Mladenovic (6:4), w drugiej chińsko-francuski duet miał już stratę trzech gemów (1:4), ale finalnie doprowadził do stanu 4:4. Triumfatorki z Auckland nie poszły jednak za ciosem, przy stanie 5:4 nie wykorzystały piłek meczowych. Finalnie rywalki odwróciły losy seta, wygrały 7:5.

    O losach awansu przesądził super tie-break, w nim Chinka i Francuzka szybko znalazły się w poważnych opałach, przegrywały już 3-7. Później wybroniły piłkę meczową, same też miały szansę na zamknięcie spotkania, ale jej nie wykorzystały. Końcówka ponownie należała do Mihalikovej i Nicholls, które wygrały 12-10 i przypieczętowały awans do finału, w którym zmierzą się z Leylah Fernandez i Laurą Siegemund albo Ivą Jovic i McCartney Kessler.

    Liga Narodów siatkarzy. Najlepsze bloki w meczu Japonia – Polska.

  • Zapytali Igę Świątek o mundial. Nagle wypaliła. “Nie mam wyboru”

    Zapytali Igę Świątek o mundial. Nagle wypaliła. “Nie mam wyboru”

    Przez kolejne dni oczy całego sportowego świata skupione będą na Stanach Zjednoczonych, Meksyku i Kanadzie, gdzie trwają mistrzostwa świata w piłce nożnej kobiet. Pytań o mundial nie unikają także sportowcy uprawiające inne dyscypliny, w tym tenisiści. O swoje predykcje zapytana została teraz Iga Świątek. Odpowiedź Polki może zaskoczyć.
    Iga Świątek

    Iga ŚwiątekDennis Agyeman / Spain DPPI / DPPI via AFP AFP

    W miniony czwartek rozpoczęła się jedna z najbardziej wyczekiwanych imprez sportowych – mistrzostwa świata w piłce nożnej mężczyzn. Zmagania 48 lepszych reprezentacji w Stanach Zjednoczonych, Meksyku i Kanadzie z zapartym tchem śledzą nie tylko “hard userzy” futbolu. Mundialową atmosferę da się wyczuć także w padoku Formuły 1 w Barcelonie, a także na turniejach tenisowych.

    Przy okazji mistrzostw świata WTA postanowiło zapytać swoje zawodniczki o ich predykcje w związku z tą imprezą. Na pierwszy ogień poszła była liderka światowego rankingu i sześciokrotna mistrzyni wielkoszlemowa, Iga Świątek. Polska w tym roku nie zdołała awansować na mundial, dlatego nasza tenisistka musiała wybierać spośród innych drużyn.

    “W tych mistrzostwach świata kibicuję Hiszpanii i mam nadzieję, że wygra. To nie tak, żebym miała jakiś wybór, mając w sztabie szkoleniowym Francisa (Francisco Roiga – przyp. red.)” – stwierdziła Raszynianka.

    Iga Świątek zakończyła sezon na mączce. Czas na trawę

    Iga Świątek ma za sobą słodko-gorzki sezon na mączce. W Stuttgarcie Polka odpadła z turnieju na etapie ćwierćfinału, przegrywając z Mirrą Andriejewą 6:3, 4:6, 3:6. W Madrycie w walce o końcowe trofeum Raszyniance przeszkodziły problemy zdrowotne – w 1/16 finału z Ann Li nasza zawodniczka musiała skreczować w trzecim secie. W Rzymie Iga Świątek znów pokazała znakomity tenis i dotarła aż do półfinału, gdzie musiała uznać wyższość Eliny Switoliny.

    Podczas turnieju Rolanda Garrosa Iga Świątek – jako czterokrotna triumfatorka tej imprezy – wymieniana była jako jedna z faworytek. W pierwszych rundach 25-latka radziła sobie znakomicie, wygrywając z Emerson Jones, Sarą Bejlek i Magdą Linette, w czwartej rundzie jednak lepsza okazała się od niej Marta Kostiuk. Ukrainka wygrała to spotkanie 7:5, 6:1.

    Pod koniec miesiąca Igę Świątek czeka kolejne wyzwanie – Wimbledon. W tym roku Polka będzie na londyńskich kortach bronić tytułu w singlu pań. W finale pokonała ona wówczas Amandę Anisimovą 6:0, 6:0.
    kobieta z prostymi, brązowymi włosami w jasnej bluzie z logotypami, trzyma uniesione dłonie na wysokości głowy, siedzi przed mikrofonem na tle ciemnej ściany z białymi napisami

    Iga ŚwiątekAP Photo/Aaron FavilaEast News
    Tenisistka w sportowej koszulce i czapce na głowie, pijąca wodę z niebieskiego bidonu podczas przerwy w meczu tenisowym na korcie.

    Iga ŚwiątekDita Alangkara/Associated Press/East NewsEast News
    Reprezentacja Hiszpanii wygrała Euro 2024

    Reprezentacja HiszpaniiJose Breton / NurPhoto / NurPhoto via AFPAFP

    Taylor Fritz – Mattia Bellucci. Skrót meczu.

  • “Trochę niepoważne”. Były trener Świątek ujawnił nt. ich relacji. To zaboli

    “Trochę niepoważne”. Były trener Świątek ujawnił nt. ich relacji. To zaboli

    W latach 2016-2021 trenerem Igi Świątek był Piotr Sierzputowski. To właśnie pod jego wodzą tenisistka sięgnęła po pierwszy w karierze puchar wielkoszlemowy – Roland Garros. Jak po kilku latach wyglądają obecnie ich relacje? W tym temacie wypowiedział się ostatnio sam szkoleniowiec.
    Iga Świątek w fioletowym stroju sportowym i czapce z daszkiem podczas meczu tenisowego.

    Iga ŚwiątekCHRISTOPHE ENAEast News

    Iga Świątek to sześciokrotna mistrzyni wielkoszlemowa. Pierwszy raz najcenniejszy z tenisowych tytułów nasza reprezentantka zgarnęła jesienią 2020 roku w Paryżu. Wtedy to sensacyjnie rozbiła wszystkie rywalki, nie tracąc przy okazji ani jednego seta.

    Wówczas funkcję trenera Świątek pełnił Piotr Sierzputowski. Turniej w stolicy Francji wyjątkowo był rozgrywany na przełomie września i października ze względu na szalejącego koronawirusa.

    Trenował Świątek. Teraz ujawnił nt. ich relacji

    W ostatniej rozmowie z Eurosportem 33-letni szkoleniowiec wspominał zawody, podczas których jego podopieczna sprawiła olbrzymią niespodziankę. Jak stwierdził, towarzyszyły mu mieszane emocje.

    Z jednej strony cieszył się po kolejnych zwycięstwach Świątek, ale z drugiej marzył o powrocie do domu, ponieważ restrykcyjne zasady podczas pandemii dawały się we znaki. Z relacji Sierzputowskiego wynika, że trenerzy niemal cały czas przebywali w małych pokoikach hotelowych, co wraz z upływem czasu stawało się coraz bardziej uciążliwe.

    Koniec końców to właśnie za kadencji tego trenera Iga Świątek zapisała się w historii. Jak po sześciu latach wyglądają relacje mistrzyni Wimbledonu i jej dawnego trenera? Okazuje się, że daleko im do przyjacielskich.

    Jakie ty masz relacje z Igą? – usłyszał Piotr Sierzputowski w rozmowie z Eurosportem. – A różne. Uważam, że mamy normalne relacje, ale nie jesteśmy w jakimś bliskim kontakcie – odpowiedział.

    – Różnica wieku, Iga ma swoje sprawy na głowie. Ja nawet nie próbuję inicjować kontaktów, bo uważam, że to by było trochę niepoważne – uzupełnił po chwili. Co ciekawe, w przypadku jego innych byłych zawodników sytuacja jest nieco inna.

    – Na przykład z Shelby (Rogers – red.) mamy rewelacyjny kontakt. Z innymi zawodnikami, z większością z którą pracowałem, mam super relacje, jesteśmy w stałym kontakcie. Rozmawiamy o tenisie, o innych rzeczach. I to jest super – doprecyzował.

    – Zapewniłem Idze ciszę, spokój i kierunek, w którym podążała – opowiadał polski szkoleniowiec, wspominając pracę ze Świątek.
    Iga Świątek i Piotr Sierzputowski

    Iga Świątek i Piotr Sierzputowski Urbanandsport / NurPhoto / NurPhoto via AFP – DAX Images / NurPhoto / NurPhoto via AFPAFP
    Tenisistka w ciemnym stroju i białej czapce zakrywa dłonią twarz w geście wyrażającym emocje, stojąc na korcie tenisowym, w tle rozmyta widownia.

    Iga ŚwiątekAFP
    Piotr Sierpzutowski

    Piotr SierpzutowskiAFP

    Liga Narodów siatkarzy. Najlepsze ataki w meczu Japonia – Polska.

  • Głośno ws. dzikiej karty. Ona “zdecyduje” ws. Chwalińskiej? Ważna odmowa

    Głośno ws. dzikiej karty. Ona “zdecyduje” ws. Chwalińskiej? Ważna odmowa

    Sportowa Polska interesuje się sytuacją Mai Chwalińskiej na Wimbledonie. We wtorek ma wyjaśnić się, czy finalistka Rolanda Garrosa będzie musiała przechodzić przez eliminacje na londyńskiej trawie, czy może otrzyma dziką kartę do drabinki głównej. W czwartek rano dyrektor generalna All England Lawn Tennis Club miała konferencję prasową, na której padł temat potencjalnego przyznania “wildcardu” ikonie tenisa. Ona może wyrzucić Polkę poza krąg.
    Maja Chwalińska, Kate Middleton i Sally Bolton stoją na korcie przy złotym pucharze; zbliżenie Chwalińskiej w sportowym stroju.

    Maja Chwalińska, Kate Middleton i Sally BoltonAdam DavyGetty Images

    Maja Chwalińska wywalczyła w stolicy Francji docenienie tenisowego świata, sporo pieniędzy i punktów do zestawienia WTA. Te ostatnie pozwolą jej zacząć sierpniowo-wrześniowe US Open już w drabince głównej bez konieczności przechodzenia przez eliminacje. Takiego przywileju nie będzie miała na Wimbledonie, gdzie do list startowych obowiązywał jeszcze “stary” ranking.

    Trwa zatem debata, czy Polka znajdzie się na ośmioosobowej liście zawodników otrzymujących dziką kartę. Brzmi na szeroką, ale zazwyczaj aż sześć miejsc zajmują Brytyjki. Zostaną najprawdopodobniej więc dwa sloty, do których w teorii faworytkami byłyby Venus i Serena Williams. Pytanie jednak, czy ta druga się zgłosi, czy obawiając się sromotnej porażki, ograniczy się do debla. Ostatnio wznowiła karierę, stworzyła duet z Victorią Mboko na kortach Queen’s Clubu.

    Anonimowy rozmówca Artura Gaca twierdzi, że pierwsza z wymienionych już się zgłosiła, ale druga rzekomo na razie nie rozważa zgłoszenia do gry pojedynczej. To mogłoby otworzyć drogę Chwalińskiej na prestiżowy londyński turniej. – Przypuszczam, że za plecami sióstr Williams Maja jest pierwszą oczekującą – mówił.

    Decyzja Sereny Williams może być kluczowa dla Chwalińskiej. Wtorek dniem prawdy

    Dyrektor generalna All England Lawn Tennis Club Sally Bolton w czwartek miała konferencję prasową. jedna z dziennikarek zapytała, czy zwyciężczyni 23 turniejów wielkoszlemowych w singlu dostałaby dziką kartę, gdyby tego chciała.

    Odpowiedź nie była konkretna. – Nie mogę odpowiedzieć na to pytanie, ale myślę, że mogę powiedzieć tyle: wszyscy widzimy, jak wielkie emocje wywołał powrót Sereny na korty tenisowe, szczególnie na trawiaste. Z pewnością wywołała ogromne poruszenie, a to jest ekscytujące dla tego sportu. Można sobie tylko wyobrazić, jak to wyglądałoby na The Championships – usłyszała żurnalistka (cyt. za agencją Reuters).

    – Jestem pewna, że podczas spotkania zespołu ws. dzikiej karty w przyszłym tygodniu przy podejmowaniu decyzji jej sukcesy na Wimbledonie nie zostaną zignorowane – podkreśliła Bolton. Pozycja 44-latki wygląda więc na całkiem mocną, ale przede wszystkim to ona sama musi chcieć wystąpić.

    Komisja przyznająca dziką kartę formalnie podejmie decyzję w przyszłym tygodniu, a my ją opublikujemy

    Ogłoszenie spodziewane jest na wtorek.
    Wimbledon

    WimbledonKIRILL KUDRYAVTSEV AFP
    Tenisistka wykonująca dynamiczne uderzenie forehandowe, skupiona na piłce odbijanej rakietą.

    Maja ChwalińskaJULIEN DE ROSAAFP
    Serena Williams

    Serena WilliamsAFP

    Liga Narodów siatkarzy. Najlepsze bloki w meczu Słowenia – Polska.