• 6:4 Majchrzaka w meczu z Djokoviciem. 132 minuty pasjonującej walki w Indian Wells

    6:4 Majchrzaka w meczu z Djokoviciem. 132 minuty pasjonującej walki w Indian Wells

    Sobotni wieczór przyniósł polskim kibicom tenisa emocje na najwyższym poziomie. Równolegle swoje spotkania w ramach drugiej rundy turnieju w Indian Wells rozgrywali Iga Świątek i Kamil Majchrzak. Zawodnik pochodzący z Piotrkowa Trybunalskiego zmierzył się na głównej arenie z legendą dyscypliny – Novakiem Djokoviciem. Nasz reprezentant wygrał pierwszego seta w meczu ze swoim idolem, ale później nastąpił zwrot akcji. Ostatecznie to Serb triumfował 4:6, 6:1, 6:2. Oto co się wydarzyło w Kalifornii.
    Kamil Majchrzak i Novak Djokovic walczyli ze sobą o awans do trzeciej rundy ATP Masters 1000 w Indian Wells

    Kamil Majchrzak i Novak Djokovic walczyli ze sobą o awans do trzeciej rundy ATP Masters 1000 w Indian WellsMartin KEEP / IZHAR KHAN / AFPAFP

    Po losowaniu drabinki ATP Masters 1000 w Indian Wells polskim kibicom tenisa marzył się scenariusz, by w drugiej rundzie Kamil Majchrzak zmierzył się z Novakiem Djokoviciem, a triumfator tego starcia trafił później na Huberta Hurkacza. Już po premierowej fazie stało się jasne, że ten scenariusz zostanie zrealizowany tylko w połowie. A mało brakowało, byśmy w ogóle nie mieli naszego reprezentanta w kolejnej rundzie męskich rozgrywek w Kalifornii.

    Majchrzak przegrywał już 3:4 w trzecim secie, w dodatku Giovanni Mpetshi Perricard prowadził 30-15 przy własnym podaniu. Wtedy stało się coś, co ciężko było sobie wyobrazić. Potężnie serwujący Francuz, który po słabym początku meczu złapał dobry rytm, nie dowiózł przewagi do mety. Kamil natychmiast odrobił stratę, a spotkanie zakończył na swoją korzyść jeszcze przed potencjalnym tie-breakiem.

    30-latek wygrał 6:3, 1:6, 7:5 i dzięki temu dostał szansę, by po raz pierwszy w karierze zmierzyć się z legendą tej dyscypliny – Novakiem Djokoviciem. Potem okazało się, że zwycięzca tej potyczki na pewno nie trafi na Huberta Hurkacza, bowiem Polak odpadł po dwóch tie-breakach z Aleksandarem Kovaceviciem. W ten sposób Majchrzak pozostał naszym jedynakiem w męskiej drabince singla, a na dodatek czekało potężne wyzwanie. Serb przystępował do meczu w roli zdecydowanego faworyta. Jedynym znakiem zapytania w jego przypadku było to, jak 38-latek zaprezentuje się po kilkutygodniowej przerwie.

    ATP Indian Wells: Kamil Majchrzak kontra Novak Djokovic w drugiej rundzie

    Mecz rozpoczął się od serwisu Djokovicia. Panowie musieli się zmagać z mocnymi podmuchami wiatru, który odgrywać sporą rolę w trakcie wymian. Nieoczekiwanie Majchrzak wypracował sobie break pointa już na “dzień dobry”. Podczas akcji dopisało mu sporo szczęścia. Serb posłał dropszota, Polak go odegrał. Piłka zawadziła o taśmę i spadła tuż za siatkę. Novak był bez szans na odbiór. W taki oto sposób nasz reprezentant przełamał 38-latka i jako pierwszy znalazł się na prowadzeniu. Tenisista pochodzący z Piotrkowa Trybunalskiego przeprosił oczywiście wielkiego mistrza, ten się tylko uśmiechnął, bo nie mógł nic poradzić na tę sytuację.

    Po zmianie stron Majchrzak potwierdził przewagę i wyszedł na 2:0. Djokovic poszukiwał natychmiastowego odrobienia strat. W czwartym gemie ruszył w pogoń i ze stanu 15-40 doprowadził do break pointa. Mimo to Kamil oddalił zagrożenie, a na koniec posłał asa. Chwilę później doszło do podwójnego przełamania na korzyść naszego reprezentanta. 30-latek znalazł się na doskonałej drodze do tego, by wygrać pierwszego seta, prowadził już 4:1.

    Nole nie zamierzał jednak odpuszczać. Chociaż Polak wypracował sobie piłkę na cztery “oczka” przewagi, ostatecznie zawodnik rozstawiony z “3” doczekał się premierowego breaka na własne konto. Potem szybko przypilnował serwisu i złapał kontakt z Majchrzakiem. Gorąco zrobiło się w momencie, gdy nasz reprezentant podawał po zwycięstwo w premierowej odsłonie. Pierwsze trzy akcje powędrowały do Djokovicia, dzięki temu 38-latek miał trzy break pointy z rzędu na 5:5. Mimo takiej sytuacji, Kamil wydostał się z opresji. Po drugim setbolu Polak zapisał na swoją korzyść wynik 6:4.

    Drugą część pojedynku ponownie otwierał Novak. Tym razem Serb podkręcił tempo od samego początku i nie pozwolił sobie na taki powolny start, jak w poprzedniej partii. Najpierw utrzymał serwis, a potem przełamał naszego reprezentanta. W trzecim gemie pojawił się cień nadziei dla 30-latka na odrobienie straty breaka. Było 40-15 dla Polaka, ale ostatecznie Djokovic powiększył przewagę do trzech “oczek”. Majchrzak został zepchnięty do defensywy – do tego stopnia, że w trakcie szóstego rozdania musiał się bronić przed przegraniem partii do zera.

    Nole miał setbola na 6:0, jednak Kamil finalnie oddalił zagrożenie. Nasz tenisista walczył do końca i mimo arcytrudnej sytuacji wciąż wierzył w zniwelowanie chociaż jednego breaka. Posiadał ku temu jedną okazję, ale nie udało się jej wykorzystać. Ostatecznie rozstawiony z “3” zawodnik zdołał zakończyć tę odsłonę podczas siódmego gema. Potrzebował ku temu łącznie pięciu setboli. Rezultat 6:1 dla Djokovicia oznaczał, że panowie rozegrają dodatkową partię.

    Trzecią fazę rywalizacji inaugurował Majchrzak. Rywal od razu próbował wywrzeć presję na naszym tenisiście. Początkowo Kamil dzielnie pilnował swoich podań, a w czwartym gemie miał nawet wynik 30-30 na returnie. Polak nie trafił jednak kluczowego bekhendu w kort. Tuż przed zmianą stron doszło do przełamania na korzyść Serba. 30-latek dzielnie się bronił, oddalił dwa break pointy. Przy trzecim Djokovic dopiął już swego i po raz pierwszy znalazł się na prowadzeniu w tej partii.

    Novak wyglądał na bardzo zmotywowanego. Chciał jak najszybciej skończyć tę batalię. W siódmym gemie obserwowaliśmy bardzo długą walkę przy serwisie Majchrzaka. Polak miał w sumie cztery okazje na trzecie “oczko”, ale brakło “kropki nad i”. Nole przełamał i przy stanie 5:2 podawał po zwycięstwo. Ostatecznie 38-latek triumfował 4:6, 6:1, 6:2 i zameldował się w trzeciej rundzie ATP Masters 1000 w Indian Wells, gdzie zmierzy się z Aleksandarem Kovaceviciem.

    Dokładny zapis relacji z meczu Kamil Majchrzak – Novak Djokovic jest dostępny TUTAJ. Główne zmagania w Indian Wells potrwają do 15 marca. Najważniejsze informacje dotyczące turniejów WTA i ATP można śledzić za pomocą tenisowej zakładki na stronie Interii.
    Młody mężczyzna w sportowej czapce i niebieskiej koszulce unosi rękę do góry w geście powitania lub pożegnania, tło utrzymane w jednolitym niebieskim kolorze, na przedramieniu widoczny tatuaż.

    Kamil MajchrzakSarah StierAFP
    Tenisista w zielonej koszulce wykonuje gest palcem przy uchu, trzymając rakietę tenisową na korcie.

    Novak DjokovićMartin KeepAFP
    Aleksandar Kovacevic

    Aleksandar KovacevicAFP

    Kamil Majchrzak – Giovanni Mpetshi Perricard. Skrót meczu.

  • Potężne zagrożenie dla Igi Świątek! Wystarczy spojrzeć. Nie jest dobrze

    Potężne zagrożenie dla Igi Świątek! Wystarczy spojrzeć. Nie jest dobrze

    Iga Świątek rozpoczęła Indian Wells od wolnego losu w pierwszej rundzie, więc miała dodatkowy czas na przygotowania. W drugim etapie natomiast przyszło jej mierzyć się z kwalifikantką Kaylą Day (187. WTA). Nasza rodaczka oczywiście była zdecydowaną faworytką, co potwierdziła również na korcie, wygrywając w dwóch setach. Tym samym jest już w trzeciej rundzie.

    Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

    Kto jest obecnie na pierwszym miejscu w rankingu WTA?

    Ile punktów zdobyła Iga Świątek za swoje zwycięstwo w Indian Wells?

    Jakie miejsce zajmuje Jelena Rybakina w rankingu WTA?

    Ile punktów Iga Świątek musi bronić w Indian Wells?
    Iga Świątek wygrywa w Indian Wells, a za jej plecami ogromne zagrożenie. Tłumaczymy

    A co oznacza to w rankingu WTA? Zacznijmy od tego, że na razie zmian w czołówce nie obserwujemy. Aryna Sabalenka jest pierwsza z dorobkiem 10090 pkt (i również jest w trzecim etapie IW). Drugie miejsce zajmuje natomiast Świątek, która po zwycięstwie z Day ma na swoim koncie 7263 “oczek”. Co istotne, wygrana ta warta była tylko 35 punktów — za awans do drugiej rundy było ich 30, do trzeciej 65, a więc różnica to 35.

    Polecamy: Fissette zdradził, co zmienił w grze Świątek. To był klucz do wszystkiego

    Sytuacja naszej rodaczki jest dodatkowo skomplikowana ze względu na to, że rok temu w Indian Wells dotarła aż do półfinału. To zapewniło jej cenne 390 pkt w światowym zestawieniu. Teraz musi ich bronić. Po awansie do trzeciego etapu obok jej nazwiska w rankingu WTA Live wciąż widnieje liczba minus 325 “oczek”. A na horyzoncie jest jeszcze jedno poważne zagrożenie. Nazywa się Jelena Rybakina.

    Nie przegap: Iga Świątek z dużym spadkiem. Stworzyli “alternatywny ranking”

    Kazaszka w sobotni wieczór również zapewniła sobie awans do trzeciej rundy i znajduje się na trzecim miejscu w rankingu. W tej chwili ma ona 7198 pkt, co oznacza, że do Świątek traci ich jedynie 65. A w dodatku rok temu w Indian Wells dotarła ona jedynie do czwartego etapu. Dlatego znacznie szybciej będzie mogła wyjść “na zero” i zacząć zdobywać nowe punkty. Niewykluczone więc, że Rybakina przegoni Polkę. Na to trzeba uważać.

    Oto aktualna sytuacja w rankingu WTA Live

    Ranking WTA Live

    Ranking WTA Livelive-tennis.eu

  • Iga Świątek wpakowała się w bagno. Sama to przyznała

    Iga Świątek wpakowała się w bagno. Sama to przyznała

    Że wyszłam z bagna, w które się wpakowałam – tak Iga Świątek odpowiedziała na pytanie, co ją najbardziej cieszy. Nas w meczu Polki ze 187. w światowym rankingu Kaylą Day w drugiej rundzie w Indian Wells cieszyło, że Iga, będąc w bagnie, nie wpadła w panikę. Ale martwić się też jest czym. Konkretnie: ciągle tym samym.
    Iga Świątek
    screen z Canal+ Sport

    Pierwszy set trwał 28 minut, a drugi – aż 70. W pierwszej partii Iga Świątek zagrała 16 uderzeń kończących przy tylko siedmiu niewymuszonych błędach, a w drugiej też miała 16 winnerów, ale własnych pomyłek popełniła aż 18. Po secie koncertowym, wygranym 6:0, wiceliderka światowego rankingu zagrała seta, w którym fałszowała. Zwłaszcza serwując. Nie widzieliśmy Igi w grze przez prawie miesiąc, bo zgodnie z zapowiedziami zwolniła. Ale już w pierwszym meczu po powrocie przekonaliśmy się, że wciąż kuleje tam, gdzie i przed przerwą radziła sobie najgorzej.

    Zobacz wideo Dlatego Tomasiak robi znak krzyża przed skokiem. Powiedział to przed kamerą

    Od 12 lutego do 7 marca Świątek miała przerwę od turniejowego grania. Mogła odpocząć i spokojnie potrenować. Mogła wrócić z nową energią i z nowymi przemyśleniami. – Pracowałam nad tym, żeby lepiej wytrzymywać dłuższe akcje, dłużej pozostać w solidnej grze, a niekoniecznie przyspieszać i podejmować ryzyko. Zawsze swoją grę opierałam na solidności. Przez ostatnie miesiące mam wrażenie, że to trochę uciekło, chciałabym znów to złapać – mówiła Bartoszowi Ignacikowi z Canal+ przed swoim pierwszym występem w turnieju rangi WTA 1000 w Indian Wells.

    W styczniu i w lutym 2026 roku Świątek rozegrała w sumie tylko 13 meczów (bilans 9:4). Rok temu w analogicznym okresie tych meczów było aż 18 (bilans 14:4). Świątek od kilku lat mocno zaczynała każdy kolejny sezon, a teraz postanowiła nie tylko mówić o tym, że turniejowy kalendarz jest zbyt napięty, ale też z jednego z występów po prostu zrezygnowała – w Dubaju.

    Świątek zwolniła, nie pędziła w pogoni za rankingowymi punktami, bo i ona sama czuła, że lepiej będzie, jeśli skupi się na treningu, i, jak opowiedziała w zacytowanej przed chwilą rozmowie z Canal +, to samo rekomendowali jej wszyscy w teamie.
    Świątek tego nie kryje. “Na treningu czuję dużą poprawę”

    – Są rzeczy, które chciałabym poprawić i nad którymi też pracowaliśmy chociażby w Warszawie, ale nie wiem, kiedy one zatrybią – mówiła. – A jakie to rzeczy? – zapytał Ignacik. – Ogólnie [pracowaliśmy] nad serwisem cały czas i na treningu czuję dużą poprawę. Zobaczymy, jak będzie w meczu – odpowiedziała.

    W meczu zobaczyliśmy, że nadal nie jest dobrze. Nawet w secie wygranym z Day 6:0 Świątek pewniej i szybciej kończyła gemy serwisowe rywalki niż własne. A drugi set stał się dla Polki drogą przez mękę czy – jak to sama ujęła w pomeczowej rozmowie z Joanną Sakowicz-Kostecką – wpakowaniem się w bagno właśnie przez problemy z serwisem.

    Przy prowadzeniu 6:0 nagle Świątek przegrała swojego gema serwisowego na rozpoczęcie drugiej partii
    Przy stanie 6:0, 0:2 Świątek przy swoim podaniu przegrywała już 0:40, ale tu jeszcze zdołała się wykaraskać, wyszła na 6:0, 1:2
    Przy wyniku 6:0, 1:3 Iga znowu przegrywała 0:40 przy swoim serwisie. I tym razem dogoniła rywalkę, ale w grze na przewagi nie dała Amerykance rady i została przełamana po raz drugi

    Tak wyglądała droga Świątek z seta, przez którego przeszła suchą stopą do bagna. Bagnem był wynik 1:5 w drugiej partii.

    Świątek uratowała się spokojem. Był taki moment, że po drugim podwójnym błędzie serwisowym w jednym gemie (tym na 1:4) rzuciła kilka ostrych słów, a realizator transmisji długo pokazywał nam Darię Abramowicz, chyba spodziewając się, że między tenisistką, a jej psycholożką może dojść do jakiejś interakcji. Ale niczego takiego nie zobaczyliśmy. I Abramowicz, i trener Wim Fissette obserwowali, jak poradzi sobie ich zawodniczka, raczej nie udzielając jej wskazówek, ani nie próbując jej pocieszać.

    W trudnym momencie Świątek potrafiła zwolnić grę tak, żeby nie szukać kończących uderzeń z nieprzygotowanych pozycji. Dzięki temu ograniczyła liczbę niewymuszonych błędów. Czyli przestała dawać prezenty nisko notowanej, ale bardzo ambitnie walczącej i coraz mocniej wierzącej w siebie rywalce. Wreszcie też Iga ustabilizowała swój serwis. Od stanu 1:5 nie dała Amerykance już ani jednej szansy na przełamanie.
    Trudno nie tęsknić za tym, co Świątek robiła na Wimbledonie

    Za to brawa. Natomiast martwi, że będąca pod koniec drugiej setki światowego rankingu Day miała w dwusetowym meczu aż 13 breakpointów! I dwa z nich wykorzystała.

    Świątek zrobiła sobie przerwę od grania i trenowała, jaka sama mówi, z myślą między innymi o poprawieniu serwisu. To nie dziwi. Z 13 meczów, jakie rozegrała w styczniu i lutym bieżącego roku, w tylko jednym nie została przełamana. Popatrzmy na szczegółowe statystyki, a zrozumiemy, jak bardzo serwis Polki niedomaga.

    Świątek została przełamana aż 7 razy przez Lys
    1 raz przez Lamens
    Nie została przełamana przez Joint
    5 razy przez Gauff
    6 razy przez Bencić
    3 razy przez Yuan
    2 razy przez Bouzkovą
    3 razy przez Kalinską
    1 raz przez Inglis
    4 razy przez Rybakinę
    1 raz przez Tjen
    4 razy przez Kasatkinę
    5 razy przez Sakkari
    2 razy przez Day

    Czyli w 13 meczach w 2026 roku Świątek aż 44 razy straciła swój serwis. A zatem była przełamywana średnio aż 3,4 raza na mecz.

    Podczas trwającej już prawie półtora roku współpracy Świątek z Fissettem oglądaliśmy taki turniej, w którym Iga serwowała o niebo lepiej. To był oczywiście wygrany przez nią Wimbledon 2025. Popatrzmy na szczegóły:

    0 przełamań w meczu z Kudiermietową;
    2 przełamania z McNally;
    0 przełamań z Collins;
    2 przełamania z Tauson;
    2 przełamania z Samsonową;
    0 przełamań z Bencić;
    0 przełamań z Anisimovą.

    Czyli w całym Wimbledonie Świątek tylko sześć razy straciła swoje podanie. Sześć razy w siedmiu meczach. A zatem Iga była wtedy przełamywana średnio 0,85 raza na mecz.
    Nawet Sabalenka nie umiała przełamać Świątek. 7/7!

    Podczas Wimbledonu Świątek serwowała tak pewnie, jak w czasach swej dominacji w tourze. Przypomnijmy sobie choćby turniej w Rzymie w 2024 roku. W jego finale Iga nie dała szans Arynie Sabalence (6:2, 6:3). Obroniła wtedy wszystkie siedem breakpointów. A w całym turnieju w sześciu meczach (z Perą, Putincewą, Kerber, Keys, Gauff i Sabalenką) dała się przełamać w sumie tylko pięć razy.

    Wtedy przy breakpointach Świątek potrafiła posyłać wygrywające serwisy z prędkościami przekraczającymi 190 km/h. To były popisy pewności siebie, to były demonstracje siły, to były potwierdzenia, że jest się numerem jeden światowego tenisa.

    Dziś Świątek cały czas zmaga się z falującym serwisem i generalnie falującą grą. W meczu z Day nie zobaczyliśmy niczego, czego byśmy nie pamiętali z ostatnich tygodni. Ale poczekajmy na to, co zobaczymy teraz. W trzeciej rundzie (Świątek zaczęła turniej od drugiej rundy, bo w pierwszej miała wolny los) Iga zmierzy się ze starą, dobrą i wyjątkowo wymagającą znajomą, czyli z Marią Sakkari. Niecały miesiąc temu Polka uległa Greczynce w ćwierćfinale w Dosze. I to po tym meczu postanowiła zwolnić, żeby po powrocie do cyklu móc przyspieszyć. Ciekawie będzie poobserwować czy da radę to zrobić, mając na drodze naprawdę trudną przeszkodę.

  • 5:6 0-40 Rybakiny, szał Amerykanów na trybunach. Koniec po 136 minutach

    5:6 0-40 Rybakiny, szał Amerykanów na trybunach. Koniec po 136 minutach

    Rywalizacja w turnieju WTA 1000 w Indian Wells rozpoczęła się tego dnia o godzinie 20:00 czasu polskiego. Jeszcze zanim na głównym korcie Stadium 1 doszło do starcia Kamila Majchrzaka z Novakiem Djokoviciem, kibice mogli obejrzeć pojedynek z udziałem jednej z największych gwiazd kobiecego tenisa – Jelena Rybakina. Triumfatorka Australian Open 2026 zmierzyła się z reprezentantką gospodarzy Hailey Baptiste. Amerykanka sprawiła faworytce sporo problemów, a całe spotkanie przerodziło się w zaciętą, trzysetową batalię. Ostateczne rozstrzygnięcie zapadło dopiero po 136 minutach gry.

    Intensywny początek sezonu Rybakiny

    W przeciwieństwie do takich zawodniczek jak Aryna Sabalenka czy Iga Świątek, Rybakina nie zrezygnowała z żadnego z lutowych turniejów rangi WTA 1000 na Bliskim Wschodzie. W WTA Doha Open dotarła do ćwierćfinału, gdzie zatrzymała ją rewelacyjnie spisująca się Victoria Mboko. Następnie przeniosła się do WTA Dubai Tennis Championships, gdzie jednak jej występ zakończył się przedwcześnie. W spotkaniu o awans do ćwierćfinału przeciwko Antonia Ruzic Kazaszka skreczowała na początku trzeciego seta.

    Przed startem głównej rywalizacji w BNP Paribas Open Rybakina pojawiła się jeszcze na korcie podczas pokazowego Eisenhower Cup. Występując w parze z Taylor Fritz, obroniła tytuł zdobyty rok wcześniej. W półfinale duet ten pokonał parę Iga Świątek / Casper Ruud.

    Trudna przeprawa z Baptiste

    Prawdziwe zmagania w Kalifornii Rybakina rozpoczęła dopiero w drugiej rundzie, gdzie jej rywalką była Hailey Baptiste – tenisistka zajmująca 43. miejsce w światowym rankingu. Amerykanka znana jest z tego, że potrafi sprawić problemy wyżej notowanym przeciwniczkom i również tym razem udowodniła swoją waleczność. Kibice zgromadzeni na Stadium 1 byli świadkami bardzo wyrównanego i emocjonującego spotkania.

    Pierwszy set rozpoczął się znakomicie dla Rybakiny. Już w gemie otwarcia przełamała rywalkę, choć Baptiste prowadziła wcześniej 40:30. Chwilę później Kazaszka wyszła z trudnej sytuacji przy własnym serwisie – ze stanu 0:30 doprowadziła do wyniku 2:0. Z biegiem czasu Amerykanka zaczęła jednak łapać rytm i coraz śmielej atakowała serwis przeciwniczki. W szóstym gemie miała nawet break pointa, ale na przełamanie musiała poczekać do kolejnej okazji. W końcu doprowadziła do remisu 4:4, a po chwili wyszła nawet na prowadzenie.

    Wszystko wskazywało na to, że o losach seta zdecyduje tie-break. Baptiste była jednak o krok od zamknięcia partii wcześniej. W dwunastym gemie przy serwisie Rybakiny prowadziła już 40:0, co oznaczało trzy setbole z rzędu. Publiczność głośno wspierała reprezentantkę USA, licząc na sensację. Rybakina zachowała jednak zimną krew – obroniła wszystkie trzy piłki setowe i doprowadziła do tie-breaka. W nim od stanu 2:2 przejęła inicjatywę i nie oddała jej już do końca, wygrywając pierwszą partię 7:6(5).

    Odpowiedź Amerykanki

    Początek drugiego seta był bardzo wyrównany i przebiegał pod dyktando serwujących. W drugim gemie Baptiste wyszła z trudnej sytuacji przy stanie 15:30 i po długiej walce doprowadziła do remisu. Gdy chwilę później Rybakina utrzymała podanie do zera, wydawało się, że Kazaszka przejęła kontrolę nad wydarzeniami. Niespodziewanie jednak w jej grze pojawił się kryzys.

    Baptiste doskonale to wykorzystała. W piątym gemie przełamała faworytkę, a następnie całkowicie zdominowała końcówkę seta. Amerykanka wygrała kolejne gemy bardzo pewnie i nie straciła już ani jednego punktu w partii. Ostatecznie triumfowała 6:2, doprowadzając do decydującego seta i wywołując ogromny entuzjazm wśród publiczności.

    Decydujący set dla Rybakiny

    Baptiste rozpoczęła trzecią partię z impetem i natychmiast wypracowała sobie break pointa po świetnym returnie. Rybakina zdołała jednak obronić się w długim gemie na przewagi, przerywając serię pięciu wygranych gemów przez rywalkę. Ten moment okazał się przełomowy.

    Kazaszka odzyskała pewność w swoich uderzeniach i w czwartym gemie przełamała Baptiste, nie tracąc przy tym ani jednego punktu przy jej serwisie. Amerykanka próbowała natychmiast odpowiedzieć i doprowadziła do równowagi w kolejnym gemie, lecz nie wywalczyła break pointa.

    Na tablicy wyników pojawił się rezultat 4:1 dla Rybakiny i od tego momentu mistrzyni tegorocznego Australian Open kontrolowała przebieg spotkania. W końcówce udało jej się jeszcze raz przełamać przeciwniczkę i przypieczętować zwycięstwo.

    Po 136 minutach zaciętej walki Jelena Rybakina wygrała 7:6(5), 2:6, 6:2 i awansowała do trzeciej rundy turnieju w Indian Wells. O miejsce w kolejnej fazie zmierzy się ze zwyciężczynią meczu Marta Kostiuk – Taylor Townsend.

  • Kłopoty Barcelony w Bilbao. Po wejściu Lewandowskiego nagły zwrot. Wystarczyło jedno uderzenie

    Kłopoty Barcelony w Bilbao. Po wejściu Lewandowskiego nagły zwrot. Wystarczyło jedno uderzenie

    Piłkarze Athletic Bilbao w ostatnich miesiącach bardzo źle wspominali rywalizację z FC Barcelona. Kibice z Kraju Basków wciąż mieli w pamięci bolesną porażkę 0:5 w półfinale Superpuchar Hiszpanii na początku roku. Tym razem spotkanie wyglądało jednak zupełnie inaczej. Mistrzowie Hiszpanii długo nie potrafili znaleźć sposobu na szczelną defensywę gospodarzy. Dopiero po wejściu na murawę Robert Lewandowski gra Barcelony nabrała tempa, a zwycięstwo zapewnił kapitalnym strzałem młody talent katalońskiego zespołu – Lamine Yamal. Dzięki temu Barcelona utrzymała czteropunktową przewagę nad Real Madryt w tabeli.

    Trudna historia starć z Barceloną

    Ostatnie mecze z Barceloną były dla Athleticu prawdziwą zmorą. Oprócz wspomnianej porażki w Superpucharze Hiszpanii Baskowie przegrywali także w lidze – jesienią aż 0:4 na stadionie Barcelony. W poprzednim sezonie również nie potrafili znaleźć sposobu na kataloński zespół, który zwyciężał 3:0 i 2:1 w lidze oraz 2:0 w Superpucharze.

    Sobotnie starcie miało ogromne znaczenie dla układu tabeli La Liga. Dzień wcześniej Real Madryt, mimo licznych problemów kadrowych, wygrał 2:1 z Celta Vigo i zmniejszył stratę do Barcelony do zaledwie jednego punktu. Z kolei dziewiąty w tabeli Athletic walczy o miejsce gwarantujące udział w europejskich pucharach w przyszłym sezonie.

    Lewandowski na ławce po kontuzji

    Polscy kibice liczyli na powrót do wyjściowego składu Robert Lewandowski, który niedawno zmagał się z kontuzją – doznał złamania w obrębie twarzoczaszki. Uraz okazał się jednak mniej poważny, niż początkowo przypuszczano, dlatego napastnik znalazł się w kadrze meczowej. Trener Hansi Flick zdecydował się jednak rozpocząć spotkanie bez Polaka. „Lewy” rozpoczął mecz na ławce rezerwowych razem z bramkarzem Wojciech Szczęsny.

    Athletic postawił trudne warunki

    Początek meczu mógł być dla Barcelony fatalny. Już po 19 sekundach gospodarze byli o krok od zdobycia bramki. Po dośrodkowaniu z lewej strony Joao Cancelo interweniował bardzo niefortunnie i piłka odbiła się od poprzeczki. Portugalczyk próbował zrehabilitować się kilka minut później strzałem z dystansu, ale uderzył bardzo niecelnie. Wcześniej dobrą okazję miał Ferran Torres, który jednak nie zdecydował się na strzał.

    W 11. minucie poważny problem pojawił się w zespole gospodarzy. Kontuzji doznał Unai Gomez, który po jednym ze starć upadł na murawę i natychmiast złapał się za kolano. 22-letni skrzydłowy musiał opuścić boisko przy pomocy fizjoterapeutów.

    Po intensywnym początku tempo spotkania wyraźnie spadło. Barcelona dominowała w posiadaniu piłki, lecz nie przekładało się to na konkretne okazje bramkowe. Baskowie bronili się bardzo konsekwentnie, a bramkarz Unai Simon przez długi czas nie miał zbyt wiele pracy.

    Niewykorzystane okazje gospodarzy

    Najlepszą okazję Athletic miał w 35. minucie. Po błędzie Barcelony sam na sam z bramkarzem znalazł się Selton Sanchez, lecz golkiper gości Joan Garcia zachował zimną krew i w ostatniej chwili przerwał akcję.

    Chwilę przed przerwą kibice na stadionie eksplodowali z radości, gdy Inaki Williams pokonał Garcíę płaskim strzałem. Radość trwała jednak tylko chwilę – sędzia José Luis Munuera Montero dopatrzył się spalonego, co potwierdziły powtórki.

    Wejście Lewandowskiego i decydujący moment

    Po zmianie stron Barcelona nadal miała problem z przełamaniem defensywy gospodarzy. W 62. minucie trener Hansi Flick zdecydował się na potrójną zmianę. Na boisko weszli Robert Lewandowski, Raphinha oraz Fermin Lopez, którzy zastąpili Ferran Torres, Marcus Rashford i Dani Olmo.

    Polski napastnik już kilka minut po wejściu miał dobrą okazję – otrzymał dokładne podanie z prawego skrzydła, lecz jego strzał został zablokowany przez obrońcę.

    Magiczny moment Yamala

    Przełom nastąpił w 68. minucie. Przez większą część spotkania mało widoczny Lamine Yamal w decydującym momencie popisał się fenomenalnym uderzeniem. Piłka po strzale 18-latka odbiła się od słupka i wpadła do bramki obok bezradnego Unai Simon.

    Gospodarze do końca walczyli o wyrównanie, lecz Barcelona nie pozwoliła sobie odebrać zwycięstwa na trudnym terenie w Bilbao. Dzięki temu FC Barcelona utrzymała cztery punkty przewagi nad Real Madryt.

    W następnej kolejce Real Madryt zmierzy się u siebie z Elche CF, natomiast Barcelona zagra na Camp Nou przeciwko Sevilla FC.

  • Świątek przegrywała już 1:5. Szalona pogoń na start Indian Wells

    Świątek przegrywała już 1:5. Szalona pogoń na start Indian Wells

    Powrót Iga Świątek do rywalizacji po trzytygodniowej przerwie zakończył się zwycięstwem. W drugiej rundzie prestiżowego turnieju BNP Paribas Open Polka pokonała Amerykankę Kayla Day 6:0, 7:6. Choć pierwszy set był jednostronnym pokazem siły wiceliderki światowego rankingu, druga partia przyniosła ogromne emocje – Świątek przegrywała już 1:5, lecz zdołała odwrócić losy seta i rozstrzygnąć go na swoją korzyść w tie-breaku. W kolejnej rundzie jej rywalką będzie Greczynka Maria Sakkari, z którą niedawno przegrała w Dosze.

    Powrót po przerwie i szybkie wejście w mecz

    Dla Świątek był to pierwszy występ od 12 lutego. Wówczas zakończyła udział w turnieju w Dosze na etapie ćwierćfinału, przegrywając właśnie z Sakkari. Następnie wycofała się z rywalizacji w Dubaju, decydując się na odpoczynek i spokojne treningi przed kolejnymi startami.

    Do rywalizacji wróciła w Indian Wells, gdzie jako zawodniczka rozstawiona rozpoczęła zmagania od drugiej rundy. Jej przeciwniczką była Kayla Day, która w pierwszej rundzie pokonała Brytyjkę Francesca Jones 6:3, 6:1.

    Początek meczu był dla Polki nieco nerwowy. Już w pierwszym gemie serwisowym popełniła dwa podwójne błędy i musiała przyzwyczaić się do trudnych warunków panujących na kortach w Kalifornii, gdzie od kilku dni tenisistkom dokucza silny wiatr. Szczególnie utrudnia on podrzut piłki przy serwisie.

    Dominacja w pierwszym secie

    Adaptacja Świątek do warunków trwała jednak bardzo krótko. Po zaledwie jedenastu minutach prowadziła już 3:0. Polka grała spokojnie i bardzo płynnie, imponując przede wszystkim znakomitym returnem. Jedno z takich uderzeń dało jej bezpośredni punkt i pierwsze przełamanie.

    Chwilę później było już 4:0 dla wiceliderki rankingu. Z biegiem seta poprawiała serwis, a w wymianach wyraźnie narzucała tempo, z którym Day nie była w stanie sobie poradzić. Amerykanka, zajmująca obecnie dopiero 187. miejsce w rankingu WTA, rzadko ma okazję rywalizować z zawodniczkami światowej czołówki i było to wyraźnie widoczne.

    Najbardziej wyrównany okazał się piąty gem. Day wywalczyła w nim trzy break pointy po serii odważnych zagrań i głębokich returnów. Świątek jednak zachowała spokój, grała taktycznie i nie pozwoliła rywalce wykorzystać żadnej z szans. Ostatecznie pierwszego seta zamknęła po podwójnym błędzie serwisowym Amerykanki. Cała partia trwała zaledwie 27 minut i zakończyła się wynikiem 6:0.

    Drugi set pełen zwrotów akcji

    Druga odsłona meczu wyglądała zupełnie inaczej. Day rozpoczęła ją od przełamania serwisu Świątek i zaczęła grać zdecydowanie odważniej. Po chwili prowadziła już 2:0, a kibice nagrodzili ją owacją za pierwszy wygrany gem w meczu.

    Amerykanka złapała wyraźny rytm. W pewnym momencie wygrała dziewięć punktów z rzędu i była bardzo blisko podwójnego przełamania. Choć Polce udało się zmniejszyć straty na 1:2, przeciwniczka nie straciła pewności siebie. Coraz lepiej serwowała i po kolejnych udanych akcjach wyszła na prowadzenie 3:1.

    Problemy Świątek narastały. Polka popełniała błędy, miała też kłopoty z utrzymaniem równowagi na korcie, co sugerowało możliwe problemy z obuwiem. Day wykorzystała moment słabości faworytki i po kolejnym przełamaniu prowadziła już 4:1, a chwilę później nawet 5:1.

    Wielki powrót Świątek

    Gdy wydawało się, że Amerykanka doprowadzi do trzeciego seta, nastąpił zwrot akcji. Świątek zaczęła grać znacznie pewniej – spokojniej budowała akcje i wybierała właściwe momenty do przyspieszenia. Choć wciąż zdarzały się jej pojedyncze błędy, coraz częściej oglądaliśmy tenis znany z pierwszej partii.

    Day natomiast zaczęła odczuwać presję. Jej uderzenia traciły płynność, a przewaga szybko topniała. Kluczowy był jeden z długich gemów, w którym Polka wygrała wyczerpującą wymianę, pokazując ogromną cierpliwość. To był sygnał, że wraca do swojej najlepszej gry.

    Świątek doprowadziła do wyrównania 5:5, a o losach seta zdecydował tie-break. W nim Amerykanka nie wytrzymała napięcia, natomiast Polka zagrała bardzo pewnie i kontrolowała przebieg rozgrywki. Ostatecznie triumfowała w całym meczu 6:0, 7:6, pieczętując efektowny powrót.

    Kolejne wyzwanie w Indian Wells

    W trzeciej rundzie turnieju w Indian Wells rywalką Świątek będzie Maria Sakkari. Greczynka, zajmująca obecnie 34. miejsce w rankingu WTA, pokonała w drugiej rundzie Austriaczkę Lilli Tagger 7:5, 6:0.

    Ich ostatnie spotkanie zakończyło się zwycięstwem Sakkari – w Dosze wygrała z Polką 2:6, 6:4, 7:5. Nadchodzący mecz będzie więc dla Świątek okazją do rewanżu i kolejnym poważnym testem w kalifornijskim turnieju.

  • Wim Fissette’s Coaching Impact on Iga Swiatek’s Game Development

    Wim Fissette’s Coaching Impact on Iga Swiatek’s Game Development

    At the BNP Paribas Open, Wim Fissette is deeply engaged in a coaching clinic focused on Iga Swiatek, the world’s No. 2 female player and a formidable six-time Grand Slam singles champion. Fissette’s approach embodies the blend of technical expertise and teaching ability necessary for success at the pinnacle of tennis. Over the course of 18 years, he has coached a number of Grand Slam champions, including Kim Clijsters, Simona Halep, and Naomi Osaka, but it is his recent work with Swiatek that stands out, particularly following her surprising Wimbledon victory last year.

    Fissette emphasizes the importance of creating a clear vision for an athlete’s game plan, especially when transitioning from one surface to another. Swiatek, known for her dominance on clay, faced challenges on grass, struggling with lower bounces and a slippery surface. Before her Wimbledon run, Swiatek had a modest record on grass, which made her more open to experimentation and willing to step out of her comfort zone.

    Fissette notes that the key to Swiatek’s success lay in gradually building her confidence through small improvements and building on her positive experiences. This shift in mindset allowed her to embrace risks and enhance her serve, which were critical in her journey to capturing the Wimbledon title. She showcased her prowess by winning the final two matches with remarkable ease, solidifying her status as a versatile player capable of triumphing on every surface.

    As they prepare for the 2026 season, where Swiatek holds a 9-4 record so far, Fissette underscores that the duo is consistently fine-tuning her game. Looking ahead to her first match in Indian Wells, he highlights the importance of the Bad Homburg tournament as a confidence booster prior to Wimbledon, where Swiatek demonstrated her growing comfort on grass.

    Reflecting on Swiatek’s attributes as a player, Fissette draws parallels with other greats he has coached, particularly Angelique Kerber, in terms of mentality and work ethic. They both share a relentless drive and commitment to improvement, a sentiment Swiatek embodies as she remains focused on her growth rather than past successes.

    Fissette conveys that while Swiatek has already achieved more Grand Slam victories than any of his previous charges at such a young age, her outlook remains grounded. She is driven not by past accolades but by a desire to keep evolving in her sport, a crucial element in maintaining competitiveness in a landscape with many emerging talents.

    Both coach and player understand the modern landscape of tennis, where athletes thrive well into their late 20s and early 30s, offering hope for Swiatek as she navigates her career. Fissette acknowledges that continual development is vital and that the pressure of immediate success does not define longevity in the sport. As they face upcoming challenges together, the mutual commitment to improvement remains a cornerstone of their journey.

  • 1:5, Iga Świątek na deskach. Niebywałe, co zrobiła potem w Indian Wells

    1:5, Iga Świątek na deskach. Niebywałe, co zrobiła potem w Indian Wells

    Zanim Polka wyszła na kort jasne było już z kim może zmierzyć się w kolejnym meczu. I nie były to dobre wieści. Na zwyciężczynie starcia Świątek — Day czekała bowiem Maria Sakkari, która pokonała w dwóch setach Lilli Tagger. W drugiej partii Greczynka rozbiła niżej notowaną rywalkę do zera i potwierdziła, że jest w dobrej formie. A o tym już kilka tygodni temu przekonała się Raszynianka, która przegrała z nią w ćwierćfinale turnieju w Dausze.

    Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

    Jakie były problemy Igi Świątek w drugiej partii?

    Kto będzie rywalką Świątek w trzeciej rundzie?

    Jaki był rezultat pierwszego seta meczu Świątek z Day?

    Jak zakończył się tie-break w meczu Świątek?

    Świątek sobotniego starcia nie rozpoczęła najlepiej. W pierwszym gemie popełniła dwa podwójne błędy serwisowe i pozwoliła rywalce doprowadzić do równowagi. Mimo tego 24-latka utrzymała serwis i objęła prowadzenie 1:0. W drugiej i trzeciej partii problemów już nie było. Wiceliderka rankingu szybko uzyskała przełamanie, a następnie wygrała własne podanie do zera. Tym samym, po 10 minutach na tablicy wyników widniał rezultat 3:0.
    Fenomenalna gra Igi Świątek! Rywalka była bezradna

    Dwie kolejne odsłony pierwszego seta były znacznie bardziej wyrównane i trwały blisko kwadrans. Najpierw Świątek postarała się o kolejne przełamanie, a chwilę później Day dość niespodziewanie stanęła przed szansą na odrobienie części strat. Pomimo stanu 40:15 i łącznie trzech break pointów Amerykanka nie odebrała jednak podania Polce.

    To uskrzydliło podopieczną Wima Fissette’a i jednocześnie przybiło Amerykankę, która w kolejnym gemie nie zdobyła nawet punktu i po niespełna 30 minutach przegrała seta 0:6.

    Tym bardziej zaskakujący był początek drugiej odsłony rywalizacji. W niej bowiem Day szybko przełamała Świątek, krótko po tym wygrała swoje podanie do zera, a przy kolejnym serwisie Polki wyszła na prowadzenie 40:0! Po dziewięciu wygranych punktach z rzędu w końcu pojawiły się jednak błędy i nasza tenisistka ostatecznie uniknęła stanu 0:3.
    Nagły kryzys Świątek. A potem kolejny zwrot. I awans!

    Na niewiele się to jednak zdało, bo chwilę później reprezentantka USA prowadziła już 4:1, mając na koncie podwójne przełamanie. Amerykanka poszła za ciosem i w kolejnym gemie nie pozwoliła Świątek zmniejszyć strat, sensacyjnie odskakując na 5:1.

    Zobacz także: Polski kompletnie rozbite. Były bez szans. Nie tak to miało wyglądać

    I gdy niemal wszystko wskazywało na to, że za chwilę miejscowi kibice będą mieli duże powody do radości, doszło do kolejnego zwrotu! Day zaczęła się mylić, a Polka stopniowo odrabiała straty i wygrywając cztery gemy z rzędu doprowadziła do remisu 5:5!

    Na tym jednak nie poprzestała. Przy swoim serwisie bowiem nie zawiodła i zrobiło się 6:5, a po jednym z punktów na korcie w Kalifornii można było usłyszeć głośne “jazda”. Ale Day broni nie złożyła i finalnie o wszystkim zadecydował tie-break. W nim raz po raz na korcie wybrzmiewała “jazda”, bo 24-latka zdobywała kolejne punkty. Ostatecznie wygrała decydującą rozgrywkę aż 7-2 i mogła cieszyć się z końcowego zwycięstwa.

    O czwartą rundę w Indian Wells nasza tenisistka powalczy z Marią Sakkari. To spotkanie śmiało można nazwać hitem. Co ciekawe, obie zawodniczki zmierzyły się ze sobą niedawno, bo 12 lutego w ćwierćfinale imprezy w Dausze. I wówczas lepsza okazała się Greczynka, która po przegranej w pierwszym secie 2:6, w dwóch kolejnych triumfowała 6:4, 7:5.

  • Historyczny gol Pajor, potem czerwona kartka. Polki postawiły się gigantowi

    Historyczny gol Pajor, potem czerwona kartka. Polki postawiły się gigantowi

    Piłkarska reprezentacja Polski kobiet rozpoczęła eliminacje do mistrzostw świata od remisu 2:2 z Holandią. Kilka dni później przed drużyną stanęło jednak jeszcze trudniejsze zadanie – wyjazdowe spotkanie w Dijon z jedną z najlepszych reprezentacji na świecie, Francją. Choć „Biało-Czerwone” pokazały charakter i zdobyły historycznego gola za sprawą Ewy Pajor, ostatecznie po meczu rozgrywanym przez długi czas w osłabieniu przegrały 1:4.

    Podopieczne Niny Patalon rozpoczęły kwalifikacje we wtorek. W grupie mierzą się z wymagającymi rywalkami – Holandią, Francją oraz Irlandią. Choć Polki nie są stawiane w roli faworytek do zwycięstwa w grupie, ambitnie walczą o jak najlepszy wynik i szansę na upragniony awans na mundial.

    Pierwsze spotkanie z Holenderkami w Gdańsku zakończyło się niespodziewanym remisem 2:2. Po bardzo dobrej postawie naszej drużyny pojawiła się nadzieja, że Polki mogą zaprezentować się z dobrej strony także w starciu z Francją w Dijon. Tym razem jednak przeciwniczki należały do ścisłej światowej czołówki i to one były zdecydowanymi faworytkami.

    Sobotni mecz był dopiero trzecim w historii pojedynkiem obu reprezentacji. W dwóch wcześniejszych starciach górą były Francuzki, które wygrywały 2:0 oraz 6:0. Również tym razem szybko pokazały swoją siłę. W 20. minucie wynik otworzyła Marie-Antoinette Katoto, która popisała się znakomitym strzałem głową i wyprowadziła gospodynie na prowadzenie.

    Polki nie zamierzały jednak łatwo oddać pola. Grały odważnie i w 29. minucie doprowadziły do wyrównania. Po podaniu Tanji Pawollek w polu karnym najlepiej odnalazła się Ewa Pajor. Napastniczka Barcelony delikatnie skierowała piłkę w stronę bramki, a bramkarka Francji Pauline Peyraud-Magnin popełniła błąd. Tym samym padł pierwszy w historii gol reprezentacji Polski kobiet w meczu przeciwko Francji.

    Z czasem jednak gospodynie zaczęły przejmować inicjatywę. Jeszcze przed przerwą zamieszanie w polu karnym wykorzystała Sakina Karchaoui. Zawodniczka Paris Saint-Germain z bliskiej odległości pokonała Kingę Szemik i ponownie dała Francuzkom prowadzenie.

    Sytuacja Polek dodatkowo się skomplikowała pod koniec pierwszej połowy. Drugą żółtą kartkę, a w konsekwencji czerwoną, otrzymała Nadia Krezyman. Oznaczało to, że „Biało-Czerwone” musiały radzić sobie w dziesiątkę przez całą drugą część spotkania.

    Po przerwie przewaga Francji była jeszcze bardziej widoczna. W 59. minucie sędzia podyktowała rzut karny dla gospodyń. Do piłki podeszła Karchaoui i pewnym strzałem w lewy dolny róg podwyższyła wynik na 3:1.

    https://x.com/sport_tvppl/status/2030385378406850732?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E2030385378406850732%7Ctwgr%5E70772d863fcc2bb467b120133060edd877b3a284%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fsport.interia.pl%2Fpilka-nozna%2Freprezentacja-polski%2Fnews-historyczny-gol-pajor-potem-czerwona-kartka-polki-postawilynId22616920

    Kilka minut później Francuzki zadały kolejny cios. Po dośrodkowaniu kapitan reprezentacji Francji piłka odbiła się od Martyny Zieniewicz, a całą sytuację wykorzystała Kadidiatou Diani. Zawodniczka Lyonu z bliska skierowała piłkę do siatki, ustalając rezultat meczu na 4:1.

    W końcówce spotkania gospodynie kontrolowały przebieg gry i nie dopuściły już do groźniejszych sytuacji pod swoją bramką. Ostatecznie Francja wygrała 4:1 i odniosła drugie zwycięstwo w tych kwalifikacjach.

    Polki kolejne mecze rozegrają w kwietniu przeciwko Irlandii. Pierwsze spotkanie zaplanowano na 14 kwietnia, a rewanż cztery dni później. Będą to bardzo ważne starcia, które mogą mieć kluczowe znaczenie dla układu tabeli w grupie eliminacyjnej.

  • Dominacja, zapaść i pogoń z 1:5. Iga Świątek powróciła do gry

    Dominacja, zapaść i pogoń z 1:5. Iga Świątek powróciła do gry

    Iga Świątek pokonała Kaylę Day 6:0, 7:6(2) i awansowała do trzeciej rundy Indian Wells. Polka przegrywała w drugim secie już 1:5. Był to też dla niej pierwszy mecz od blisko miesiąca.

    Po niespełna miesiącu do rywalizacji w cyklu WTA powróciła Iga Świątek. Wiceliderka światowego rankingu miała nieco dłuższą przerwę po tym, jak w Dosze odpadła na etapie ćwierćfinału. Pokonała ją Maria Sakkari.

    Polka ma za sobą mocną serię treningową. W pierwszym spotkaniu po powrocie do zmagań zmierzyła się z Kaylą Day. Amerykanka przebrnęła przez kwalifikacje, a w pierwszej rundzie tegorocznego Indian Wells pokonała Francescę Jones.

    ZOBACZ WIDEO: #dziejesiewsporcie: pożar podczas słynnych derbów. Strażacy próbowali opanować żywioł

    To było pierwsze starcie podopiecznej Wima Fissette’a z 25-letnią reprezentantką Stanów Zjednoczonych. Gem otwarcia przy podaniu Świątek okazał się wyrównany. Zawodniczka z Raszyna szukała rytmu serwisowego. Popełniła dwa podwójne błędy, ale ostatecznie opanowała sytuację.

    Sześciokrotna triumfatorka wielkoszlemowa szybko zdobyła przewagę na korcie. Niedługo zajęło jej przyzwyczajenie się do wietrznych warunków. Nasza tenisistka grała z każdym punktem coraz odważniej. Posyłała wiele uderzeń kończących, popełniając niewielką liczbę błędów.

    Świątek zdobyła przełamanie przy pierwszej okazji i na tym się nie zatrzymała. Day próbowała nawiązać jakąkolwiek walkę, ale była bezradna. Iga grała po prostu znakomicie. Szczególnie mógł się podobać jej agresywny i jednocześnie bardzo pewny forhend.

    Tym samym 24-latka wygrała premierową partię 6:0. Druga rozpoczęła się od nagłej zapaści zdecydowanej faworytki tego starcia. To niestety dość regularny schemat ostatnich spotkań w wykonaniu Świątek, która po pierwszym świetnym secie zupełnie traci rytm i koncentrację.

    Kayla Day szybko wyszła na prowadzenie 2:0 i miała trzy piłki z rzędu, aby wywalczyć podwójne przełamanie. Jej utytułowana rywalka się obroniła, co jednak nie wpłynęło na obraz gry. Świątek była spięta. Popełniała dużo prostych, czasem niezrozumiałych błędów. Nie pomagał też jej niestabilny serwis.

    Mało kto spodziewał się, że Amerykanka będzie prowadziła w secie 5:1. Tak się stało. Iga Świątek stanęła pod ścianą, ale na szczęście nieco się obudziła w krytycznej sytuacji. Podniosła poziom gry. Prezentowała nieco bardziej zachowawczy, choć jednocześnie efektywniejszy tenis.

    Polska tenisistka ruszyła w pogoń, która zakończyła się sukcesem. Wyrównała stan rywalizacji 5:5. Wszystko na końcu rozstrzygnęło się z kolei w tie-breaku. Ten rozpoczął się po myśli naszej zawodniczki.

    Świątek błyskawicznie uzyskała przewagę i zachowała koncentrację do samego końca. Wydostała się z tarapatów, zamknęła spotkanie w dwóch setach i awansowała do trzeciej rundy Indian Wells 2026. W niej zmierzy się z… Marią Sakkari.

    BNP Paribas Open, Indian Wells (USA)
    WTA 1000, kort twardy, pula nagród 9,415 mln dolarów
    sobota, 7 marca

    II runda gry pojedynczej:

    Iga Świątek (Polska, 2) – Kayla Day (USA) 6:0, 7:6(2)

    Program i wyniki turnieju kobiet