• Co za słowa Osaki o Wiktorowskim. Tak oceniła współpracę z Polakiem

    Co za słowa Osaki o Wiktorowskim. Tak oceniła współpracę z Polakiem

    Współpraca Naomi Osaka z polskim trenerem Tomasz Wiktorowski trwa dopiero od kilku miesięcy, ale już zdążyła przynieść pierwsze interesujące efekty. Japońska tenisistka opowiedziała niedawno o swojej relacji z byłym szkoleniowcem Agnieszka Radwańska i Iga Świątek, zdradzając przy tym kilka ciekawych szczegółów dotyczących ich codziennej pracy.

    Nowy rozdział po rozstaniu z Mouratoglou

    Latem 2025 roku Osaka zdecydowała się zakończyć współpracę z renomowanym trenerem Patrick Mouratoglou. Niewiele później ogłoszono, że czterokrotna mistrzyni turniejów wielkoszlemowych rozpoczyna treningi pod okiem Tomasza Wiktorowskiego. Polak w przeszłości odnosił duże sukcesy w pracy z Radwańską, a w ostatnich latach współtworzył również triumfy Igi Świątek.

    Pierwsze miesiące wspólnej pracy przyniosły obiecujące rezultaty. Osaka dotarła między innymi do półfinału US Open, a podczas turnieju w Montrealu awansowała aż do finału, w którym musiała uznać wyższość kanadyjskiej tenisistki Victoria Mboko.

    „Jest o wiele zabawniejszy, niż myślałam”

    Podczas występu w Indian Wells Open japońska zawodniczka udzieliła wywiadu Joanna Sakowicz-Kostecka, w którym opowiedziała o kulisach współpracy z polskim szkoleniowcem. Przyznała, że Wiktorowski zaskoczył ją swoim poczuciem humoru.

    – Jest bardzo zabawny. Zupełnie się tego nie spodziewałam, bo kiedy wcześniej widywałam go na tourze z daleka, zawsze wyglądał bardzo poważnie. Tymczasem w rzeczywistości jest naprawdę śmieszny – ciągle żartuje i bywa bardzo sarkastyczny. Bardzo mi się to podoba – przyznała Osaka.

    Trener, który wie, co robi

    28-letnia tenisistka podkreśliła również, że ceni swojego trenera nie tylko za poczucie humoru, lecz przede wszystkim za ogromną wiedzę tenisową.

    – To świetny trener. Doskonale rozumie grę i zawsze wie, o czym mówi. Bardzo to szanuję. Poza tym atmosfera w naszym zespole jest naprawdę dobra – powiedziała była liderka światowego rankingu.

    Lekcje polskiego… ale raczej nie do powtórzenia

    W trakcie rozmowy pojawił się także wątek językowy. Osaka została zapytana, czy Wiktorowski nauczył ją już jakichś polskich słów. Okazało się, że tak – choć tenisistka nie chciała ich powtarzać.

    – Myślę, że były to raczej brzydkie słowa, więc nie będę ich mówić – zażartowała. – Czasem próbuje zwracać się do mnie po polsku i zwykle rozumiem sens, ale gdybym miała coś teraz powtórzyć, pewnie nie potrafiłabym sobie przypomnieć – dodała zawodniczka urodzona w Osace.

    Kolejne wyzwanie w Indian Wells

    W drugiej rundzie turnieju w Indian Wells Naomi Osaka zmierzy się z kolumbijską tenisistką Camila Osorio. Jeśli odniesie zwycięstwo, w następnej fazie rywalizacji może czekać ją niezwykle trudne zadanie – potencjalne starcie z liderką rankingu WTA, Aryna Sabalenka.

  • 99 minut oczekiwania Sabalenki. Jednak Osaka. 6:1 dla Naomi na koniec   .

    99 minut oczekiwania Sabalenki. Jednak Osaka. 6:1 dla Naomi na koniec .

    W niedzielę czasu kalifornijskiego rozegrano kolejne spotkania trzeciej rundy turnieju BNP Paribas Open w górnej części kobiecej drabinki. Już na samym początku dnia na korcie pojawiła się liderka zestawienia turniejowego – Aryna Sabalenka. Białorusinka bez większych problemów wywiązała się ze swojego zadania, dzięki czemu mogła spokojnie czekać na rozstrzygnięcie meczu, który wyłoni jej kolejną rywalkę w walce o ćwierćfinał. Ostateczna odpowiedź przyszła po 99 minutach gry – wszystko wskazuje na to, że kibiców czeka prawdziwy hit czwartej rundy.

    Już samo losowanie drabinki zapowiadało kilka niezwykle interesujących pojedynków na dalszym etapie turnieju. W dolnej części układu Iga Świątek mogła potencjalnie trafić na triumfatorkę tegorocznego turnieju w Dosze – Karolína Muchová. Z kolei w górnej połowie drabinki pojawiła się możliwość konfrontacji pomiędzy Aryna Sabalenka a czterokrotną mistrzynią wielkoszlemową Naomi Osaka. Białorusinka zrobiła pierwszy krok w stronę takiego starcia, pokonując pewnie Jaqueline Cristian 6:4, 6:1 i meldując się w najlepszej szesnastce kalifornijskiej imprezy.

    Po swoim zwycięstwie tenisistka z Mińska czekała już tylko na wynik meczu pomiędzy Naomi Osaka a Camila Osorio. Kolumbijka już wcześniej pokazała, że potrafi sprawić niespodziankę – w poprzedniej rundzie wyeliminowała rozstawioną z numerem 18 Iva Jović, broniąc po drodze piłek meczowych. Był to wyraźny sygnał ostrzegawczy dla Japonki. I rzeczywiście – w trakcie spotkania Osorio potrafiła napsuć wielkiej mistrzyni sporo krwi, szczególnie w drugiej partii.

    Pierwszy set rozpoczął się jednak znakomicie dla Naomi Osaka. Japonka najpierw pewnie utrzymała swoje podanie, a chwilę później przełamała rywalkę. Na tym nie poprzestała – w czwartym gemie wyszła z trudnej sytuacji przy serwisie Kolumbijki, odwracając wynik z 15:30, i szybko objęła prowadzenie 4:0. Co prawda Camila Osorio zdołała w piątym gemie odrobić jedno przełamanie, ale był to jedynie krótki moment radości. Do końca seta punkty zdobywała już niemal wyłącznie Japonka, która zamknęła pierwszą odsłonę wynikiem 6:1.

    Druga partia wyglądała już zupełnie inaczej. Kolumbijka rozpoczęła ją bardzo pewnie, wygrywając własny gem serwisowy do zera. W trzecim gemie musiała bronić dwóch break pointów przy stanie 15:40, ale zdołała wyjść z opresji. Niedługo później sama miała aż trzy szanse na przełamanie i prowadzenie 3:1, jednak wtedy jeszcze Osaka się wybroniła.

    Przełamanie przyszło dopiero kilka minut później – i to w dość zaskakujących okolicznościach. Naomi Osaka prowadziła przy własnym podaniu 30:0, lecz przegrała cztery kolejne wymiany. W efekcie Camila Osorio wyszła na prowadzenie 4:2.

    Wydawało się, że Kolumbijka szybko powiększy przewagę – w kolejnym gemie prowadziła już 40:0 przy własnym serwisie. Wtedy jednak Japonka doprowadziła do równowagi i przez długi czas walczyła o odrobienie strat. Mimo to nie doczekała się ani jednej piłki na przełamanie, a ostatecznie zrobiło się 5:2 dla Osorio. Kolumbijka nie wypuściła już tej szansy. W dziewiątym gemie Osaka miała jeszcze dwie okazje na powrót do gry, lecz żadnej nie wykorzystała. Po długiej walce na przewagi Camila Osorio wykorzystała trzeciego setbola i wygrała drugą partię 6:3.

    Decydujący set znów rozpoczął się jednak pod dyktando Japonki. Początek przypominał pierwszą odsłonę meczu – Naomi Osaka szybko przejęła inicjatywę i objęła prowadzenie 3:0. Osorio zdołała odpowiedzieć dopiero w czwartym gemie, wygrywając go po walce na przewagi. Na więcej rozpędzona Osaka już jednak nie pozwoliła.

    Kolumbijka miała jeszcze szansę na zdobycie drugiego gema przy stanie 1:4, lecz od tamtego momentu przegrała siedem kolejnych punktów. Po 99 minutach gry Japonka mogła świętować zwycięstwo 6:1, 3:6, 6:1.

    Tym samym w czwartej rundzie turnieju BNP Paribas Open dojdzie do niezwykle interesującego starcia – Naomi Osaka zmierzy się z liderką światowego rankingu Aryna Sabalenka w walce o miejsce w ćwierćfinale. Kibice mogą spodziewać się jednego z najciekawszych pojedynków tej fazy turnieju.

  • Porażka gwiazdy na drodze Świątek do ćwierćfinału. Bez hitu z Muchovą

    Porażka gwiazdy na drodze Świątek do ćwierćfinału. Bez hitu z Muchovą

    Turniej WTA 1000 w Indian Wells wkroczył dzisiaj w trzecią fazę zmagań. W nocy, gdy kończono jeszcze rywalizację w ramach drugiej rundy, doszło do eliminacji rozstawionej tenisistki, która rok temu mierzyła się z Igą Świątek w ćwierćfinale rozgrywek na terenie Kalifornii. Tym razem obie znajdowały się na kolizyjnym kursie w czwartej rundzie. Wiemy już jednak, że nie dojdzie do takiego starcia. O niespodziankę pokusiła się Antonia Ruzic. To Chorwatka zagra w trzeciej fazie z Karoliną Muchovą.
    Qinwen Zheng walczyła z Antonią Ruzic o awans do trzeciej rundy WTA 1000 w Indian Wells

    Qinwen Zheng walczyła z Antonią Ruzic o awans do trzeciej rundy WTA 1000 w Indian WellsLi Ying / XINHUA / Xinhua via AFPAFP

    W sobotę czasu lokalnego rozgrywano mecze drugiej rundy WTA 1000 w Indian Wells w dolnej części kobiecej drabinki, czyli tej, do której należy Iga Świątek. Nasza reprezentantka nie bez problemów pokonała Kaylę Day, ale ostatecznie bez straty partii zameldowała się w najlepszej “32” zmagań. Teraz Raszynianka zmierzy się z Marią Sakkari. Sporo działo się we fragmencie, który wyłoni rywalkę w czwartej fazie dla zwyciężczyni polsko-greckiej batalii.

    Najpierw awans do trzeciej rundy wywalczyła Karolina Muchova. Czeszka czekała na triumfatorkę spotkania pomiędzy Qinwen Zheng i Antonią Ruzic. Tak się składa, że rozstawiona z “24” Chinka rywalizowała ze Świątek w ćwierćfinale ubiegłorocznego turnieju w Kalifornii. Wówczas Iga zwyciężyła 6:3, 6:3, rewanżując się za porażkę z igrzysk. Teraz obie mogły się potencjalnie zmierzyć już w czwartej fazie zmagań w Indian Wells. Na przeszkodzie stanęła jednak utalentowana Chorwatka, która coraz śmielej poczyna sobie w rozgrywkach WTA.

    WTA Indian Wells: Qinwen Zheng kontra Antonia Ruzic w drugiej rundzie

    Mecz rozpoczął się od serwisu Ruzic. Od pierwszych minut nie brakowało zaciętych gemów, ale na premierowe break pointy trzeba było zaczekać do trzeciego gema. Wówczas Zheng posiadała dwie piłki z rzędu na prowadzenie 2:1. Mimo to Antonia wyszła z opresji i po zmianie stron Chorwatka sama mogła wypracować sobie dwa “oczka” przewagi. Do przełamania doszło dopiero w trakcie piątego rozdania. Qinwen potrzebowała do tego aż czterech szans. Potem Chinka posiadała dwie okazje na 4:2, ale nie wykorzystała żadnej z nich.

    Zawodniczka spoza czołowej “50” rankingu wróciła do gry i wszystko rozstrzygnęło się dopiero w końcówce seta, na przestrzeni dziewiątego oraz dziesiątego gema. Zaczęło się od dwóch break pointów z rzędu dla mistrzyni olimpijskiej na 5:4. Finalnie Ruzic oddaliła zagrożenie i przerzuciła presję na stronę Zheng. Tenisistka z południa Europy przejęła inicjatywę na returnie. Uzyskała dwa setbole i wykorzystała już pierwszego z nich. Ostatecznie Antonia triumfowała w premierowej odsłonie 6:4.

    Początek drugiej części spotkania przebiegał po myśli serwujących. Pierwsze break pointy pojawił się dopiero w trakcie szóstego rozdania. Chorwatka przełamała Chinkę do zera, a potem wyszła na 5:2 i znalazła się o krok od awansu do trzeciej rundy. Mimo to Qinwen wróciła do gry, po dziesiątym gemie doprowadziła do remisu. Wydawało się, że doświadczenie zaczyna brać górę, ale kolejne minuty zaprzeczyły tej tezie. Ruzic utrzymała serwis, a następnie wywalczyła breaka. Za trzecim meczbolem zamknęła pojedynek wynikiem 6:4, 7:5. Dzięki temu to Antonia zmierzy się w kolejnej fazie z Karoliną Muchovą. Zwyciężczyni tej batalii zagra potem z Igą Świątek albo Marią Sakkari.
    Qinwen Zheng

    Qinwen ZhengNoushad Thekkayil / NurPhoto / NurPhoto via AFPAFP
    Antonia Ruzić

    Antonia RuzićJOSEF BOLLWEIN / APA-PictureDesk / APA-PictureDesk via AFPAFP
    Kobieta w białym stroju sportowym z pomarańczową opaską na głowie uderza dwuręcznym backhandem żółtą piłkę tenisową, skupiona na grze.

    Karolina MuchovaIZHAR KHANAFP

    Iga Świątek/Casper Ruud – Jelena Rybakina/Taylor Fritz.

  • Niewielu się spodziewało. Krótka przygoda Sabalenki z trzecią rundą Indian Wells

    Niewielu się spodziewało. Krótka przygoda Sabalenki z trzecią rundą Indian Wells

    Niewiele jest zawodniczek, które na kortach twardych są w stanie rywalizować z potężnie uderzającą Aryną Sabalenką. Białorusinka wygrała na tej nawierzchni blisko 20 turniejów, ale jednak ani razu nie podniosła w górę okazałego pucharu w Indian Wells. I chce to zmienić. W 1/16 finału tegorocznej edycji czekało ją starcie z zawodniczką, z którą dotąd się nie mierzyła: Jaqueline Cristian. Rumunka jest 35. na świecie, wydawało się, że może sprawić spore kłopoty liderce rankingu. I zaskoczyła ją w końcówce pierwszej partii. Ostatecznie jednak Aryna rozegrała… jedno z najkrótszych swoich spotkań w tym roku.
    article cover

    Aryna SabalenkaHarry How/Getty ImagesAFP

    Na kortach twardych Aryna Sabalenka wygrała w karierze już 19 turniejów – trzy pozostałe tytuły dorzuciła na madryckiej mączce. I to chyba może razić w jej dorobku, bo przecież ma umiejętności i możliwości, by triumfować na każdej nawierzchni. Ją samą w przeszłości bolały przegrane finały w Stuttgarcie, ale tak samo Białorusinka pragnie zwycięstwa w Indian Wells. Jednej z najbardziej prestiżowych imprez rangi 1000, do tego w szczególnym miejscu.

    Była tu już dwukrotnie w finale, przegrała najpierw z Jeleną Rybakiną, rok temu zaś z Mirrą Andriejewą. Odbiła sobie to w Miami, ale jednak niedosyt pozostał. I widać to było na ceremonii po starciu z młodą Rosjanką.

    Teraz Aryna wróciła tu po tytuł, bez Rybakiny czy Swiątek w swojej części drabinki. I pierwszym występem od Australian Open, bo przecież nie czuła się na siłach by grać w Dosze oraz Dubaju.

    Cristian nie jest tenisistką wybitną, ale potrafi uderzać nisko i mocno, co czyni kłopoty jej rywalkom. Choć raczej nie gwiazdom – do dziś z tymi z TOP 10 miała bilans 1:13.

    WTA Indian Wells. Aryna Sabalenka kontra Jaqueline Cristian na Stadium 1. Stawką czwarta runda

    Aryna zaczęła to spotkanie z rozmachem – cztery serwisy, po których gry praktycznie nie było, kilkadziesiąt sekund i 1:0. Rumunka jednak za momenty odpowiedziała też dość pewnie wygranym gemem. W jej przypadku, co miało się okazać już wkrótce, kluczem do powodzenia był pierwszy serwis. A gdy zaczęło go brakować, Sabalenka posyłała na drugą stronę potężne pociski.

    Białorusinka już w czwartym gemie wykorzystała szansę na przełamanie. Drugą, bo przy pierwszej posłała smecza spod samej siatki daleko za końcową linię. I sama długo patrzyła w to miejsce.
    Kobieta w sportowym stroju tenisowym w trakcie dynamicznego uderzenia piłki rakietą, skoncentrowana twarz i widoczny ruch ramienia, tło rozmyte z dominującym ciemnozielonym kolorem.

    Aryna Sabalenka, Indian Wells 2026Harry How/Getty ImagesAFP

    Tyle że był to błąd przypadkowy, Aryna grała ze swobodą, nie dawała rywalce żadnych szans. A już zupełnie demolowała Cristian własnym serwisem – gdy wprowadzała piłkę do gry za pierwszym razem, do stanu 5:2, wygrała wszystkie takie akcje – 14 z 14. I dwie z trzech po drugim podaniu.

    A później pojawiły się drobne problemy, gdy serwowała już po seta, przy stanie 5:3. Podwójny błąd, przegrana “dwójka” i – pierwszy raz – “jedynka”. Zrobiło się 15-40, Jaqueline miała dwa break pointy. I drugiego wykorzystała, po… kolejnym podwójnym błędzie światowej liderki.

    Aryna pokazywała ludziom ze swojego sztabu, że nawalił naciąg w jej rakiecie. Rywalka miała szansę na wyrównanie stanu w secie, choć przecież wcześniej nic na to nie wskazywało. Nie dała rady, nie wytrzymała presji. Przy break poincie dla Aryny ona sama też popełniła podwójny błąd, po 37 minutach było więc 4:6. I statystyki dokładnie odzwierciedlały to, że Białorusinka starała się grać na swoich warunkach. To ona atakowała, a że czasem popełniała błędy, to już inna kwestia.

    Druga partia toczyła się początkowo według podobnego scenariusza. Przełamanie na rzecz Sabalenki, 3:1. Choć sama gra była już chyba gorsza niż w pierwszej partii. Nie brała poprawki na wiatr, często więc się nieznacznie myliła. Rumunka w piątym gemie uzyskała trzy break pointy, by znów wrócić do tej rywalizacji. Ale akurat wtedy Aryna grała tuż przed linię, a nie za nią. I zdołała jednak przepchnąć tego gema, uciekła na 4:1. I dość szybko zamknęła to spotkanie – wygrała 6:4, 6:1.

    To niespodzianką nie jest, ale tak krótkiej rywalizacji – 71 minut i 37 sekund – niewielu ekspertów się zapewne spodziewało. Sabalenka w tym roku tylko dwukrotnie wygrywała szybciej: na starcie w Brisbane z Cristiną Bucsą oraz już w Indian Wells z Sakatsume. Ten drugi mecz trwał równe 70 minut.

    W meczu o ćwierćfinał Aryna zmierzy się z lepszą z pary: Naomi Osaka/Camila Osorio. Jeśli dojdzie do potyczki z Japonką, będzie to ich rewanż za starcie w czwartej rundzie US Open w 2018 roku. Wtedy lepsza okazała się Japonka, później zdobyła tytuł na Arthit Ashe Stadium.
    Kobieta ubrana w czarną sportową koszulkę na ramiączkach, z rozpuszczonymi włosami, patrzy w górę z wyrazem rozbawienia lub zaskoczenia na twarzy, tło rozmyte, skupienie na postaci.

    Aryna SabalenkaChristopher PikeAFP
    Jaqueline Cristian pokonała Barborę Krejcikovą w drugiej rundzie WTA 1000 w Pekinie

    Jaqueline CristianMARTIN BERNETTI / AFPAFP

    Iga Świątek – Karolina Muchova. Indian Wells 2024. Skrót meczu.

  • Słowa Świątek niosą się po świecie, nagle odpowiedź organizatorów. Jedno słowo

    Słowa Świątek niosą się po świecie, nagle odpowiedź organizatorów. Jedno słowo

    Po dominacji w pierwszym i zaciętej walce w drugim secie Iga Świątek pokonała Kaylę Day 6:0, 7:6(7:2) w drugiej rundzie Indian Wells i zameldowała się w kolejnym etapie. Niedługo po meczu w mediach społecznościowych dodała kilka fotografii oraz krótki wpis. Jej słowa niosą się po sieci, a w komentarzach pojawiła się krótka odpowiedź organizatorów turnieju.
    Tenis: Iga Świątek nadała komunikat po meczu Indian Wells

    Iga ŚwiątekRobert Prange/Getty ImagesGetty Images

    Po blisko miesięcznej przerwie w sobotę wieczorem czasu polskiego do gry wróciła Iga Świątek. 24-latka ostatni raz rywalizowała w Dosze, gdzie miejsce miał turniej WTA 1000. Teraz bierze udział w kolejnych zawodach właśnie tej rangi, Indian Wells. Ten odbywa się w Stanach Zjednoczonych, a dokładniej w słonecznej Kalifornii.

    Rozstawiona z “2” zawodniczka zmagania rozpoczęła od 2. rundy. W niej przyszło jej zmierzyć się z zawodniczką gospodarzy – Kaylą Day. 187. rakieta świata w pierwszym secie prezentowała się słabo, co wykorzystała nasza zawodniczka, wygrywając go 6:0. Druga partia wyglądała natomiast już zupełnie inaczej.

    Sześciokrotna mistrzyni turniejów wielkoszlemowych przegrywała aż 1:5, lecz mimo to zdołała powrócić do rywalizacji, a o wygranej tego seta decydował tie-break. W nim Świątek pokazała klasę i zwyciężyła 7:2, a cały mecz 2:0. W ten sposób awansowała do kolejnej fazy Indian Wells.

    Organizatorzy odpowiedzieli Świątek. Wystarczyło jedno słowo

    Niedługo po meczu w mediach społecznościowych tenisistka opublikowała post z kilkoma fotografiami. Do tego nie zabrakło krótkiego wpisu.

    – Pierwszy mecz na @bnpparibasopen zaliczony. Do zobaczenia w poniedziałek – czytamy.

    Post ten niesie się po sieci, a na tę chwilę zgromadził już blisko 17 tys. polubień. Co ciekawe, nie zabrakło również odpowiedzi ze strony organizatorów zmagań. Ci umieścili w komentarzu tylko jedno słowo – “Jazda”. To można interpretować, jako wsparcie dla naszej zawodniczki.

    Następny mecz Iga Świątek rozegra w poniedziałek 9 marca. Będzie to mecz z Marią Sakkari. Godzina starcia nie jest jeszcze ustalona.
    Kobieta w sportowej czapce i opasce na nadgarstku z zaciśniętą pięścią wyraża silne emocje, prawdopodobnie po udanej akcji podczas meczu tenisowego.

    Iga ŚwiątekArtur WidakAFP
    Tenisistka w białej koszulce bez rękawów i fioletowej czapce z daszkiem trzyma ręcznik i wskazuje palcem w dół, wydaje się być zaangażowana w rozmowę; w tle rozmazane, niebieskie elementy kortu tenisowego.

    Iga ŚwiątekElla Ling/ShutterstockEast News
    Tenisistka w niebieskiej koszulce i białej spódnicy wykonuje zamach rakietą tenisową na korcie podczas meczu, w tle widoczny fragment napisu na zielonej tablicy.

    Kayla Day w meczu z Igą ŚwiątekMatthew Stockman/Getty ImagesAFP

    Dalibor Svrcina – Jannik Sinner. Skrót meczu.

  • Andriejewa w ćwiartce Świątek, a tu demolka. 6:0, 6:0. Aż trudno uwierzyć

    Andriejewa w ćwiartce Świątek, a tu demolka. 6:0, 6:0. Aż trudno uwierzyć

    Czwarty dzień głównej rywalizacji w turnieju WTA 1000 w Indian Wells przyniósł kibicom kolejne interesujące rozstrzygnięcia. Niedługo po zakończeniu spotkania Igi Świątek z Kaylą Day na korcie Stadium 2 pojawiła się jedna z największych gwiazd młodego pokolenia – Mirra Andriejewa. Obrończyni tytułu, która znalazła się w tej samej ćwiartce drabinki co wiceliderka światowego rankingu, zmierzyła się w drugiej rundzie z Argentynką Solaną Sierrą. Starcie okazało się niezwykle jednostronne i zakończyło się po zaledwie 50 minutach, a jego wynik może budzić spore zdziwienie.

    Ubiegłoroczna edycja kalifornijskiego turnieju była dla Andriejewej wyjątkowo udana. Rosjanka znajdowała się wówczas w znakomitej dyspozycji i potwierdziła to także na kortach w Indian Wells. W drodze do triumfu pokonała między innymi Jelenę Rybakinę oraz Igę Świątek, a w wielkim finale nie dała szans Arynie Sabalence. Dzięki temu sięgnęła po drugi z rzędu tytuł rangi WTA 1000, ponieważ niespełna miesiąc wcześniej triumfowała również w turnieju w Dubaju.

    Tegoroczny start w Indian Wells wiąże się jednak dla 18-latki z dodatkowymi oczekiwaniami. Jako obrończyni trofeum musi mierzyć się z presją i rolą jednej z głównych faworytek. Swoją przygodę z turniejem rozpoczęła od występu w deblu, gdzie stworzyła duet z Victorią Mboko. Młode tenisistki sprawiły sporą niespodziankę, pokonując po emocjonującym super tie-breaku mistrzynie Australian Open 2026 w grze podwójnej – Elise Mertens i Shuai Zhang.

    Był to dobry sygnał przed pierwszym meczem singlowym Andriejewej w tegorocznej edycji imprezy. Na korcie Stadium 2 pojawiła się tuż po zakończeniu spotkania Igi Świątek i rozpoczęła rywalizację z Solaną Sierrą. Od pierwszych minut było widać wyraźną różnicę klas.

    Rosjanka rozpoczęła spotkanie od pewnie wygranego gema serwisowego, a chwilę później odrobiła stratę z 15:30 i przełamała Argentynkę. W czwartym gemie Sierra była bliska zdobycia swojego pierwszego punktu w meczu, jednak nie wykorzystała okazji. Później pojawiły się kolejne szanse – aż cztery break pointy przy serwisie Andriejewej – ale żadnej z nich nie udało się zamienić na przełamanie. Rosjanka zachowała stuprocentową skuteczność w kluczowych momentach i ostatecznie nie oddała rywalce ani jednego gema w pierwszej partii, zwyciężając 6:0.

    Drugi set rozpoczął się od bardziej wyrównanej walki. W pierwszym gemie oglądaliśmy długą rywalizację na przewagi, lecz Andriejewa nie dopuściła przeciwniczki do żadnej okazji na przełamanie. Chwilę później sama doczekała się break pointa i natychmiast go wykorzystała. Od tego momentu całkowicie przejęła kontrolę nad przebiegiem meczu.

    Sierra zaczęła wyraźnie tracić wiarę w możliwość odwrócenia losów spotkania. Nad Argentynką zawisła groźba przegranej bez zdobycia choćby jednego gema – scenariusza, który na tym poziomie rozgrywek zdarza się niezwykle rzadko. Andriejewa kontynuowała swoją dominację, wygrywając aż 16 z 17 kolejnych punktów i nie pozostawiając rywalce żadnych złudzeń.

    Po 50 minutach gry Rosjanka mogła świętować imponujące zwycięstwo 6:0, 6:0. Taki rezultat w turniejach tej rangi należy do rzadkości. Jak podaje serwis OptaAce, w imprezach WTA 1000 był to pierwszy od 2021 roku przypadek, gdy nastolatka wygrała mecz bez straty gema. Ostatni raz dokonała tego Iga Świątek, która w finale turnieju w Rzymie pokonała wówczas Karolinę Plíškovą również wynikiem 6:0, 6:0.

    W trzeciej rundzie Andriejewa zmierzy się z Kateriną Siniakovą. Jeśli obie zawodniczki będą kontynuować zwycięską passę, w dalszej fazie turnieju może dojść do bardzo ciekawie zapowiadającego się pojedynku Rosjanki z Igą Świątek – potencjalnie już na etapie ćwierćfinału.

  • Totalna dominacja Świątek. Polka gra we własnej lidze, gwiazdy daleko w tyle

    Totalna dominacja Świątek. Polka gra we własnej lidze, gwiazdy daleko w tyle

    Iga Świątek zameldowała się w trzeciej rundzie zawodów w Indian Wells. Choć w sobotnim meczu Amerykanka Kayla Day – szczególnie w drugim secie – sprawiła jej spore problemy, to ostatecznie Polce udało się triumfować w wielkim stylu. Zwycięstwo to ma przełożenie również w statystykach. W jednej z nich Świątek jest totalną dominatorką. Nawet Serena Williams musi uznać jej wyższość.
    Iga Świątek w sportowej czapce i opasce, z zaciśniętą pięścią podczas meczu tenisowego.

    Iga ŚwiątekArtur WidakAFP

    W sobotę, po godz. 22:00, Iga Świątek zmierzyła się z Kaylą Day w drugiej rundzie WTA 1000 Indian Wells. Zaledwie po niecałych trzydziestu minutach nasza reprezentantka prowadziła w całym meczu po wygranej 6:0 w pierwszym secie.

    Wiele wskazywało na to, że po krótkiej przerwie druga rakieta świata dokończy dzieła zniszczenia. Tymczasem to Amerykanka zaprezentowała się z bardzo dobrej strony. Na tyle dobrej, że w pewnym momencie prowadziła już 5:1, będąc o krok od doprowadzenia do wyrównania.

    Iga Świątek/Casper Ruud – Jelena Rybakina/Taylor Fritz. WIDEOPolsat Sport

    Niewiarygodne, czego dokonała Świątek. Kosmiczne liczby

    Wtedy Świątek wrzuciła najszybszy bieg. Szybko na tablicy wyników widniał już remis 5:5. Ostatecznie doszło do tie-breaka, w którym Raszynianka była górą (7:2). Tym samym Polka wygrała swój pierwszy pojedynek w Indian Wells.

    Zgodnie z wyliczeniami platformy “OptaAce” był to… 33. triumf z rzędu 24-latki w pierwszym pojedynku zawodów rangi WTA 1000. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że w tej klasyfikacji nasza rodaczka jest kompletnym hegemonem.

    Na drugim miejscu znajdują się Serena Williams i Wiktoria Azarenka, które 23 razy pod rząd wygrywały na start “tysięczników” wprowadzonych do kalendarza od 2009 roku. Następne w tym zestawieniu są Maria Szarapowa (19 wygranych z rzędu) i Karolina Muchowa (18).

    W takiej sytuacji śmiało można stwierdzić, że “Iga Świątek gra we własnej lidze”. Kolejną szansę na wyśrubowanie rekordu Polka będzie miała w Miami (start turnieju 17 marca). Najpierw będzie chciała zgarnąć trzeci tytuł w Indian Wells. Teraz na jej drodze znów stanie Maria Sakkari, która niecały miesiąc temu wygrała w Katarze.

    – Myślę, że w Dosze było to dla mnie całkiem oczywiste, dlaczego przegrałam i od razu, gdy zeszłam z kortu, wiedziałam co poprawić. Pod względem technicznym nie przygotowałam się do niektórych zagrań tak, jak powinnam. Kiedy wróciliśmy do domu, naprawdę ciężko trenowałam – mówiła Polka przed pojedynkiem z Greczynką podczas konferencji prasowej.
    Tenisistka w czarno-białym stroju sportowym i czapce trzyma rakietę tenisową, przygotowując się do odbicia piłki podczas meczu na korcie o zielonym tle z widoczną częścią napisu reklamowego.

    Iga ŚwiątekMatthew StockmanAFP
    Tenisistka w białej koszulce bez rękawów i fioletowej czapce z daszkiem trzyma ręcznik i wskazuje palcem w dół, wydaje się być zaangażowana w rozmowę; w tle rozmazane, niebieskie elementy kortu tenisowego.

    Iga ŚwiątekElla Ling/ShutterstockEast News
    Tenisistka w sportowym stroju i czapce z daszkiem trzyma rakietę tenisową, unosząc ramiona w geście niezrozumienia lub frustracji, w tle widoczna widownia na stadionie tenisowym.

    Iga ŚwiątekFoto OlimpikAFP

    Athletic Bilbao – FC Barcelona. SKRÓT. WIDEO (Eleven Sports) Eleven Sports

  • Andriejewa w ćwiartce Świątek, a tu demolka. 6:0, 6:0. Aż trudno uwierzyć

    Andriejewa w ćwiartce Świątek, a tu demolka. 6:0, 6:0. Aż trudno uwierzyć

    Za nami czwarty dzień głównych zmagań w ramach turnieju WTA 1000 w Indian Wells. Po meczu Igi Świątek z Kaylą Day na Stadium 2, do akcji wkroczyła broniąca tytułu Mirra Andriejewa, znajdująca się w ćwiartce wiceliderki rankingu. 18-latka walczyła o awans do trzeciej rundy tysięcznika z reprezentantką Argentyny – Solaną Sierrą. Mecz zakończył się po zaledwie 50 minutach. Na dodatek wynikiem, w który aż trudno uwierzyć.
    Mirra Andriejewa walczyła o awans do trzeciej rundy WTA 1000 w Indian Wells

    Mirra Andriejewa walczyła o awans do trzeciej rundy WTA 1000 w Indian WellsWilliam WestAFP

    Miniona edycja turnieju w Indian Wells okazała się niezwykle szczęśliwa dla Mirry Andriejewej. Rosjanka znajdowała się wówczas w znakomitej formie, co udowodniła także na terenie Kalifornii. Pokonała po drodze m.in. Jelenę Rybakinę oraz Igę Świątek, a na deser rozprawiła się w finale z Aryną Sabalenką. W ten sposób zdobyła swój drugi tytuł rangi WTA 1000 z rzędu, bowiem niespełna miesiąc wcześniej okazała się najlepsza w Dubaju.

    18-latka przystępuje zatem do tegorocznych rozgrywek z pewnym ciężarem na barkach. Zmagania zainaugurowała od występu w deblu, w duecie z Victorią Mboko. Nastolatki pokonały po super tie-breaku mistrzynie Australian Open 2026 – Elise Mertens oraz Shuai Zhang. To był dobry zwiastun z perspektywy Andriejewej przed premierowym meczem w singlu. Mirra wyszła na Stadium 2 tuż po Idze Świątek, by rywalizować z reprezentantką Argentyny – Solaną Sierrą. Pojedynek potrwał niecałą godzinę.

    WTA Indian Wells: Mirra Andriejewa kontra Solana Sierra w drugiej rundzie

    Spotkanie od samego początku układało się po myśli tenisistki z Krasnojarska. Najpierw utrzymała swoje podanie, a potem wróciła ze stanu 15-30 i zdobyła przełamanie. Podczas czwartego gema zawodniczka z Ameryki Południowej miała okazję na premierowe “oczko”, jednak nie wykorzystała jej. Kolejne szanse pojawiły się na returnie – i to aż cztery. Mimo to Andriejewa wciąż zachowywała 100% skuteczność. Ostatecznie Mirra nie przegrała ani jednego rozdania w pierwszej partii, wygrała ją 6:0.

    Na starcie drugiej części pojedynku zobaczyliśmy walkę na przewagi, ale 18-latka nie dopuściła rywalki do break pointa. Ten pojawił się po zmianie stron, dla Andriejewej. Obrończyni tytułu zamieniła go w przełamanie i rozpoczęła totalną dominację na korcie. Sierra straciła wiarę w to, że może coś jeszcze zdziałać w tej rywalizacji. Wisiało nad nią widmo przegrania spotkania bez zdobycia choćby jednego gema. I ten scenariusz został zrealizowany. Mirra całkowicie przejęła kontrolę nad sytuacją, wygrała aż 16 z 17 kolejnych akcji.

    Dzięki temu po 50 minutach mogła się cieszyć ze zwycięstwa 6:0, 6:0. To wynik, w który aż trudno uwierzyć, bo na tym poziomie nie zdarza się zbyt często. Jak podaje OptaAce, w turniejach rangi WTA 1000 to dopiero pierwszy przypadek od 2021 roku, gdy nastolatka wygrywa mecz bez straty gema. Wówczas Iga Świątek pokonała takim rezultatem Karolinę Pliskovą w finale zmagań w Rzymie. Zobaczymy, jak Andriejewa poradzi sobie w trzeciej rundzie z Kateriną Siniakovą. Rosjanka i Polka mogą się teoretycznie spotkać ze sobą na etapie ćwierćfinału.
    Zbliżenie na młodą tenisistkę w niebieskim stroju sportowym podczas gry, skupiona na odbiciu piłki tenisowej rakietą.

    Mirra AndriejewaNoushad ThekkayilAFP
    Zawodniczka w niebieskiej koszulce wykonuje forehand podczas meczu tenisowego, trzymając rakietę i koncentrując się na piłce znajdującej się tuż przed nią, w tle widoczny rozmazany napis i publiczność.

    Solana SierraANTONY DICKSONAFP
    Katerina Siniakova

    Katerina SiniakovaWANG ZHAO / AFPAFP

    Dalibor Svrcina – Jannik Sinner. Skrót meczu.

  • Legenda wydała werdykt ws. baraży o MŚ 2026. To będzie kluczowe

    Legenda wydała werdykt ws. baraży o MŚ 2026. To będzie kluczowe

    Niespełna trzy tygodnie dzielą reprezentację Polski od decydującej walki o udział w piłkarskich mistrzostwach świata 2026. Pierwszą przeszkodą będzie Albania. Jakub Błaszczykowski wydał wyrok ws. naszej drużyny. 109-krotny reprezentant Polski nie ma wątpliwości.
    Jakub Błaszczykowski wydał wyrok ws. meczów barażowych o awans na MŚ 2026

    Jakub Błaszczykowski wydał wyrok ws. meczów barażowych o awans na MŚ 2026Andrzej IwanczukAFP

    Pod koniec marca poznamy ostatnich uczestników piłkarskich mistrzostw świata 2026. O jedno z sześciu wolnych miejsc powalczy reprezentacja Polski. Podopieczni Jana Urbana 26 marca zmierzą się z Albanią na PGE Narodowym. W przypadku zwycięstwa czeka ich decydujący bój z lepszym z pary Ukraina – Szwecja. Finał baraży zaplanowano na 31 marca, a Polacy na pewno rozegrają go na wyjeździe.

    Legenda wydała werdykt ws. baraży o MŚ 2026. To będzie kluczowe

    Teraz głos w sprawie meczów barażowych zabrał Jakub Błaszczykowski. 109-krotny reprezentant Polski jest pozytywnie nastawiony.

    Zawsze trzeba podchodzić do wszystkiego z optymizmem. Wszystko i tak będzie trzeba wywalczyć na boisku, trzeba udowodnić swoją wyższość i po prostu wygrać mecz. Nie czekają nas łatwe mecze. Wręcz będą to ciężkie boje, niezależnie od rywali. Wierzę jednak w chłopaków i w ich umiejętności. Całym sercem wierzę, że zakwalifikujemy się na mistrzostwa świata i trzymam za nich bardzo mocno kciuki

    Błaszczykowski podkreślił, że PGE Narodowy jest atutem polskiej reprezentacji i to dobrze, że z takim rywalem, jak Albania zagramy na własnym stadionie.

    – W ostatnich latach przekonaliśmy się na własnej skórze, że w Tiranie gra się bardzo trudno. Wsparcie kibiców, które jest ogromne przy okazji meczów reprezentacji Polski sprawia, że piłkarze czują się jeszcze bardziej pewni siebie. Doping naszych fanów jest wspaniały – przyznał.

    40-latek podkreślił, że “mamy lepszą reprezentację od Albańczyków i powinniśmy z nimi wygrać”. – Wierzę, że nasi zawodnicy będą w stanie zrealizować plan, który nakreśli im sztab szkoleniowy na czele z trenerem Urbanem – dodał.

    Polacy w przypadku zwycięstwa zagrają z Ukrainą lub Szwecją, ale na wyjeździe. Błaszczykowski nie wskazał jednak wygodniejszego rywala.

    – Najpierw trzeba się skupić na tym pierwszym kroku i właściwie go wykonać, a nie myśleć o tym, co dalej – stwierdził i dodał, że Polska ma “tyle jakości, żeby poradzić sobie i ze Szwecją, i z Ukrainą”.
    Jakub Błaszczykowski

    Jakub BłaszczykowskiPiotr Dziurman/REPORTEREast News
    Jakub Błaszczykowski

    Jakub BłaszczykowskiArtur Barbarowski/East NewsEast News
    Dwóch piłkarzy w białych koszulkach reprezentacji Polski na stadionie, jeden przekazuje drugiemu opaskę kapitana, w tle trybuny w czerwonych barwach.

    Jakub Błaszczykowski i Robert LewandowskiBeata ZawadzkaEast News

    Tauron GTK Gliwice – Energa Trefl Sopot. Skrót meczu.

  • Lewandowski na ustach Hiszpanów. Oto co zrobił w meczu La Liga. Tak go nazwali

    Lewandowski na ustach Hiszpanów. Oto co zrobił w meczu La Liga. Tak go nazwali

    W wielkich bólach FC Barcelona pokonała na wyjeździe Athletic Bilbao. Goście bardzo skromnie triumfowali 1:0. Jedynego gola strzelił Lamine Yamal, bohater sobotniego spotkania i ostatnich tygodni. W drugiej połowie na murawie zameldował się Robert Lewandowski, który spędził na niej pół godziny. Jak w tym czasie spisał się zdaniem hiszpańskich ekspertów?
    Robert Lewandowski w jasnej koszulce z czarną maską ochronną na twarzy stoi na boisku podczas meczu.

    Robert LewandowskiMATTHIEU MIRVILLEAFP

    Przez złamanie kości wewnętrznej w lewym oczodole wszystko wskazywało na to, że Robert Lewandowski nie pojawi się we wyjściowym składzie Barcelony na mecz z Athletikiem Bilbao w 27. kolejce La Liga. I tak też się stało. Od pierwszej minuty na pozycji napastnika na San Mames w zespole gości biegł Ferran Torres.

    Młody Hiszpan kolejny raz zawiódł Hansiego Flicka. Przez ponad godzinę ani nie zanotował asysty, ani nie wpisał się na listę strzelców. To już ósmy taki mecz z rzędu w jego wykonaniu.

    Kontuzja może być dobra dla Lewandowskiego? Zaskakujące słowa ekspertaPolsat Sport

    Hiszpanie zabrali głos ws. Lewandowskiego. Oto werdykty

    W 62. minucie na placu gry zameldował się Lewandowski. Kapitan reprezentacji Polski miał na twarzy specjalną maskę, która chroniła go przed ewentualnym pogłębieniem urazu.

    Przez niecałe pół godziny 37-latek zanotował dziesięć kontaktów z piłką. Oddał jeden strzał, który został zablokowany. Przy kilku próbach za każdym razem celnie podawał do kolegów. Rola naszego rodaka w tym starciu opierała się często na walce z defensorami Athletiku.

    Zwłaszcza po 66. minucie, kiedy to Barcelona wyszła na prowadzenie po cudownym trafieniu Lamine’a Yamala. Wychowanek zapewnił gościom wygraną i trzy punkty. Choć Lewandowski tym razem nie zanotował żadnych liczb, to hiszpańskie media doceniły go za poświęcenie dla zespołu.

    “Pancernik” – nazwał go kataloński “Sport”. “Dobrze wykonywał pracę w ofensywie, wykonał kilka ciekawych ruchów. Solidny występ” – napisano w krótkim uzasadnieniu.

    “Skupiony. Kolejna wersja zabójcy, który zrozumiał, czego wymagał pojedynek na San Mames” – odnotowali eksperci eldesmarque.com, gdzie Robert Lewandowski otrzymał notę “6” w dziesięciopunktowej skali. W tym sezonie po 33 spotkaniach ma na koncie 14 bramek.

    Sam polski napastnik po zakończeniu spotkania w mediach społecznościowych udostępnił kilka swoich zdjęć ze starcia przeciwko ekipie Ernesto Valverde. “Udana wycieczka. 3 punkty w kieszeni” – napisał.

    Z tego cała Barcelona cieszy się najbardziej. Obecnie mistrzowie Hiszpanii są liderami tabeli, utrzymują czteropunktową przewagę nad drugim Realem Madryt. We wtorek Katalończyków czeka pierwszy mecz z Newcastle United w 1/8 finału Ligi Mistrzów.
    Mężczyzna w ciepłej sportowej kurtce z godłem Polski na piersi uśmiecha się, siedząc w jasnym otoczeniu stadionowym z rozmytym tłem.

    Robert LewandowskiANDRZEJ IWANCZUK/REPORTEREast News
    Mężczyzna w bordowej kurtce sportowej na ciemnym, rozmytym tle, lekko zwrócony w bok, z poważnym wyrazem twarzy.

    Robert LewandowskiGrzegorz Wajda/REPORTER East News
    Piłkarz ubrany w granatowo-bordową koszulkę z logo klubu FC Barcelona oraz sponsora, stojący na boisku podczas meczu, w tle rozmyte sylwetki kibiców i stadion.

    Robert LewandowskiJOSE BRETON / NURPHOTO / NURPHOTO VIA AFPAFP

    Ataki w meczu Aluron CMC Warta Zawiercie – Cuprum Stilon Gorzów