• Set do zera na koniec meczu Linette z Kostiuk. Teatr jednej aktorki w Gliwicach

    Set do zera na koniec meczu Linette z Kostiuk. Teatr jednej aktorki w Gliwicach

    Rozpoczęła się dwudniowa rywalizacja pomiędzy Polską i Ukrainą o awans do finałów BJK Cup. Na “dzień dobry” zobaczyliśmy w akcji Magdę Linette. Poznanianka od razu rozgrywała bardzo istotny pojedynek z perspektywy naszej reprezentacji. Jej przeciwniczką była Marta Kostiuk. Na początku spotkania obserwowaliśmy zaciętą walkę, ale od końcówki pierwszego seta nastąpiła dominacja zawodniczki wschodnich sąsiadów. Ostatecznie Ukrainka wygrała 6:4, 6:0. Oto jak wygląda teraz sytuacja Polek.
    Magda Linette walczyła z Martą Kostiuk podczas BJK Cup w Gliwicach

    Magda Linette walczyła z Martą Kostiuk podczas BJK Cup w GliwicachSebastian Sienkiewicz

    Tak jak przed rokiem, mecz Polska – Ukraina decyduje o tym, która reprezentacja zamelduje się w finałach BJK Cup w Shenzhen, które zostaną rozegrane we wrześniu. Nasze zawodniczki, chociaż ponownie mogły zagrać przed własną publicznością, znów przystąpiły do zmagań osłabione brakiem Igi Świątek oraz Magdaleny Fręch. W zeszłym sezonie tuż przed spotkaniem wypadła jeszcze Magda Linette z powodu choroby. Tenisistki wschodnich sąsiadów wygrały wówczas rywalizację 3-0.

    Wtedy rozgrywano ją jeszcze w formule do dwóch wygranych spotkań, gdyż był to turniej kwalifikacyjny, w którym brała również udział Szwajcaria. Teraz Polki i Ukrainki miały stoczyć bezpośrednią batalię, rozciągniętą na dwa dni. Awans zapewni sobie ta kadra, która zwycięży w co najmniej trzech pojedynkach. Po czwartkowym losowaniu okazało się, że jako pierwsze do gry wkroczą Magda Linette oraz Marta Kostiuk. Z perspektywy naszej reprezentacji był to niezwykle istotny mecz. Polki potrzebowały wygranej Poznanianki, by realnie włączyć się do walki o miejsce w finałach, bowiem to tenisistki wschodnich sąsiadów znajdowały się w roli zdecydowanych faworytek.

    BJK Cup: Magda Linette kontra Marta Kostiuk

    Mecz rozpoczął się od serwisu Kostiuk. Na początku obserwowaliśmy zaciętą rywalizację. Już premierowe rozdanie przyniosło nam walkę na przewagi. Ostatecznie Marta nie musiała jednak bronić break pointów i zainaugurowała spotkanie od prowadzenia. W następnych minutach panie zdobywały sporo punktów na returnie, ale kluczowe akcje wpadały na konto zawodniczek dysponujących podaniem. Panie szły gem za gem, żadna nie odpuszczała ani przez moment.

    Po tym, jak Ukrainka dorzuciła piąte “oczko”, nadszedł pierwszy poważny test dla Linette. Musiała utrzymać serwis, by pozostać w grze po zwycięstwo w partii. Kostiuk wyraźnie przycisnęła. Chociaż Magda prowadziła 30-15, to po dwóch skutecznych i ofensywnych akcjach Marty pojawił się break point, który był jednocześnie setbolem. Piłka weszła do gry po serwisie, rozpoczęła się wymiana. I niestety – lepiej wytrzymała ją reprezentantka naszych wschodnich sąsiadów. Poznanianka popełniła błąd i w taki oto sposób premierowa odsłona trafiła na konto Kostiuk wynikiem 6:4.

    Jak się później okazało – przełamanie z końcówki pierwszej części pojedynku miało istotne znaczenie dla wydarzeń z początku drugiej odsłony. Marta poszła za ciosem, szybko zgarnęła następne rozdanie na returnie. Na tablicy wyników zrobiło się 6:4, 2:0 z perspektywy Ukrainki. Tuż przed zmianą stron nastał cień nadziei dla Linette na szybkie zniwelowanie straty przełamania. Pojawił się pierwszy w meczu break point dla Magdy, ale niestety – Polka zanotowała nieskuteczny odbiór serwisu. Finalnie Kostiuk dorzuciła piąte “oczko” z rzędu.

    W czwartym gemie Magda walczyła o przerwanie złej serii. Mimo kilku okazji na utrzymanie podania, doszło do następnego przełamania. Ostatecznie Poznanianka nie zdobyła już ani jednego “oczka” w tej rywalizacji. W trakcie szóstego rozdania Marta wróciła ze stanu 30-40 i kolejnym breakiem dopełniła niesamowitą serię ośmiu wygranych gemów z rzędu. Kostiuk triumfowała w całym meczu 6:4, 6:0. Wynik, którego trudno było się spodziewać przy stanie 4:4 w pierwszym secie. W ten sposób sytuacja Polek staje się niezwykle trudna. Elina Switolina może wyprowadzić swoją kadrę na prowadzenie 2-0 po premierowym dniu zmagań, jest wyraźną faworytką starcia z Katarzyną Kawą.

    Mecz Polska – Ukraina w BJK Cup

    piątek, 10 kwietnia (od godz. 16:00):

    Magda Linette – Marta Kostiuk 4:6, 0:6

    Katarzyna Kawa – Elina Switolina

    sobota, 11 kwietnia (wstępny plan spotkań, od godz. 12:00):

    Maja Chwalińska/Katarzyna Kawa – Nadia Kiczenok/Ludmyła Kiczenok

    Magda Linette – Elina Switolina

    Katarzyna Kawa – Marta Kostiuk

    stan rywalizacji: 1-0 dla Ukrainy (awans do wrześniowych finałów w Shenzhen wywalczy ta ekipa, która wygra co najmniej trzy spotkania)

    Mecz Polska – Ukraina w ramach BJK Cup można śledzić na sportowych antenach Polsatu. Na relacje LIVE z Gliwic zapraszamy do Interia Sport.
    tenisistka ubrana w jasny top i białą czapkę odbija piłkę rakietą podczas meczu

    Magda LinetteIZHAR KHANAFP
    Marta Kostiuk

    Marta KostiukFoto Olimpik / NurPhoto / NurPhoto via AFP AFP
    Tenisistka w jasnej koszulce i białej czapce z daszkiem ściska zaciśniętą pięść w geście triumfu, stojąc na korcie ziemnym.

    Katarzyna KawaFoto Olimpik/Nur Photo AFP

    Valentin Vacherot – Hubert Hurkacz. Skrót meczu. WIDEOPolsat SportPolsat Sport

  • Polscy kibice odpowiedzieli na brak Igi Świątek w Gliwicach. Prawda jest jedna

    Polscy kibice odpowiedzieli na brak Igi Świątek w Gliwicach. Prawda jest jedna

    Polscy kibice odpowiedzieli na brak Igi Świątek w Gliwicach. Prawda jest jedna

    Ile Iga Świątek znaczy dla polskiego tenisa, widzimy na każdym kroku. Pokazała to także sytuacja na starcie “tenisowego wydarzenia roku” – jak reklamowano pojedynek reprezentacji Polski z Ukrainą w turnieju Billie Jean King Cup. Stawka jest ogromna, w sobotę poznamy zespół, który uzyska awans do finałów nieoficjalnych mistrzostw świata. Czy trybuny świeciły pustkami? Nie, ale frekwencja pozostawiła wiele do życzenia.
    article cover

    Widok trybun na starcie piątkowego, inauguracyjnego meczu Polska – UkrainaArtur GacPUSTE

    Wydarzenie rozpoczęło się od oficjalnej ceremonii otwarcia. Gromkimi brawami zostali najpierw przywitani najmłodsi, czyli dzieci od podawania piłek. Tenisowa publiczność wiedziała jak się zachować odpowiadając gromkimi brawami. A jeszcze większy aplauz zgotowano, gdy na efektowanie przygotowany kort z ziemną nawierzchnią, połyskujący brunatną mączką, wymaszerowały obie reprezentacje: tenisistki z Ukrainy i Polski. Na ciepłe przyjęcie mogli liczyć także oficjele, na czele z sędziami.

    Efekt Świątek? Kibicami tenisa możemy się chwalić, ale…

    Zanim na kort wyszły bohaterki pierwszego starcia, czyli zajmująca 55. miejsce w rankingu WTA Magda Linette i plasująca się na 28. lokacie Marta Kostiuk, organizacyjnie wszystko przypominało najznamienitsze turnieje. Można było poczuć się, jak przystało na wielkie tenisowe święto, do którego od dłuższego czasu odliczaliśmy dni.

    Fani ostrzyli sobie zęby, bo choć Iga Świątek od dłuższego czasu poszukuje optymalnej formy, z której sama byłaby w pełni zadowolona, jak przystało na jedną z największych gwiazd polskiego sportu ogniskuje na sobie niesamowitą uwagę. Kapitan naszej drużyny narodowej Dawid Celt robił co mógł, aby czołowa tenisistka świata stanowiła o sile “biało-czerwonych”, ale przegrał z okolicznościami.

    Co oznacza brak Igi Świątek, pokazała frekwencja w hali PreZero Arena Gliwice. I od razu wyraźnie zaznaczmy: napisanie w tym przypadku, że świeciła pustkami, byłoby nieprawdą. Nie da się jednak ukryć, że organizacja sportowego widowiska m.in. dlatego odbywa się w tak reprezentacyjnym obiekcie, mogącym pomieścić przeszło 17 tysięcy fanów, bo kibice “przyjeżdżający na Igę” zapewne zapełniliby trybuny do ostatniego miejsca.

    W gruncie rzeczy można było sobie wyobrazić, że ostatnie zawirowania wokół Świątek, tym bardziej zmobilizowałyby rozkochanych w niej kibiców. Wierzących, że z wysokości trybun i odległości kilku lub kilkunastu metrów, byliby w stanie doładować swoją ulubienicę tak potrzebną dobrą energią.

    Czy bez naszej gwiazdy, w szczelniejszym wypełnieniu trybun, mogły przeszkodzić ceny biletów, zaczynające się od kwoty 150 złotych na dzień meczowy? A może to tylko i aż sprawka piątku, a więc po prostu roboczego dnia tygodnia? O dalsze wnioski mądrzejsi będziemy jutro.

    Kibicom, którzy zasiedli na trybunach, trzeba oddać, że potrafili w bardzo zgrany sposób budować doping, a bębny z jednej strony widowni nadawały ton przyśpiewkom. Gdy jednak zaczynały się wymiany, zapadała cisza jak makiem zasiał. “Ale przenikliwy spokój, tu w ogóle nie ma porównania do meczów siatkówki” – zagadnęła mnie jedna z koleżanek, rozkochana również w tej drugiej dyscyplinie. Z puntu widzenia panujących zwyczajów w tym “białym sporcie”, na Górnym Śląsku mamy savoir-vivre prima sort!

    Z Gliwic – Artur Gac
    tenisistka w dynamicznej pozie odbija piłkę rakietą podczas meczu, ubrana w pomarańczową koszulkę i białą spódnicę sportową, na głowie biała czapka z daszkiem

    Magda LinetteccNewspix.pl
    Zawodniczka tenisowa w ciemnym stroju sportowym wykrzykuje z emocji, ściskając rakietę tenisową jedną ręką, na tle kortu i rozmytego napisu Queen’s Australia, wokół widoczna publiczność.

    Marta Kostiuk, podopieczna polskiej trenerki Sandry Zaniewskiej, awansowała do finału WTA BrisbaneWilliam WestAFP

    Magda Linette – Viktorija Golubic. Skrót meczu. WIDEOPolsat SportPolsat Sport

  • Koszmar polskiego mistrza olimpijskiego. Żona zauważyła pierwsza

    Koszmar polskiego mistrza olimpijskiego. Żona zauważyła pierwsza

    Wojciech Nowicki jeszcze niedawno przeżywał jeden z najtrudniejszych okresów w swojej karierze – i życiu. Mistrz olimpijski w rzucie młotem zamiast walczyć o kolejne medale, zmagał się z poważnym problemem zdrowotnym, który niemal odebrał mu możliwość normalnego funkcjonowania. Dziś wraca do treningów i próbuje odbudować formę na mistrzostwa Europy. Pytanie brzmi: czy zdoła jeszcze raz wejść na najwyższy poziom – czy też zbliża się do końca sportowej drogi?

    Lata dominacji i nagłe zatrzymanie

    Przez niemal dekadę Nowicki był synonimem regularności. W latach 2015–2024 stał na podium każdej najważniejszej imprezy – igrzysk olimpijskich, mistrzostw świata i Europy – zdobywając łącznie aż 11 medali w 11 startach. To osiągnięcie stawia go w gronie najwybitniejszych młociarzy swojego pokolenia.

    Jednak ostatni sezon wszystko zmienił. Zamiast rywalizować z najlepszymi na świecie, Polak walczył o coś znacznie ważniejszego – o zdrowie. Problemy z lewą nogą były na tyle poważne, że w pewnym momencie zaczął obawiać się nie tylko o karierę, ale nawet o codzienne funkcjonowanie.

    – Czułem się, jakbym tej nogi w ogóle nie miał. Nie mogłem jej używać, nie tylko w sporcie. Bałem się zwykłego życia – przyznaje.

    Tajemnicza kontuzja i trudna diagnoza

    Największym problemem był brak jasnej diagnozy. Przez długi czas kolejne badania, w tym rezonanse magnetyczne, nie wykazywały źródła problemu. Dopiero przypadkowe badanie USG ujawniło przyczynę – tłuszczaka w okolicach pachwiny, który uciskał na nerwy.

    Ucisk doprowadził do uszkodzenia nerwu, a w konsekwencji do stopniowego zaniku mięśni uda. Różnica między nogami była widoczna gołym okiem. Mięśnie nie reagowały na trening, nie odbierały impulsów nerwowych, przez co zaczęły obumierać.

    Operacja przeprowadzona we wrześniu przyniosła przełom. Już kilka dni później Nowicki zaczął odzyskiwać czucie w nodze. Później rozpoczęła się długa i wymagająca rehabilitacja.

    Powrót do życia i sportu

    Proces odbudowy trwał miesiącami. Od września do lutego zawodnik stopniowo odzyskiwał siłę, czucie i kontrolę nad nogą. Dziś jest w zupełnie innym miejscu.

    – Znowu mogę robić pełny trening. Przysiady z 200 kilogramami, rzuty, skoki – wszystko wróciło. Najważniejsze, że nie ma bólu i mogę skupić się na pracy – mówi.

    To ogromna zmiana, bo jeszcze niedawno nawet najprostsze ćwiczenia były niemożliwe. Noga nie reagowała, nie dawała oparcia, a każdy ruch był wyzwaniem.

    Strach przed końcem kariery

    W najgorszym momencie Nowicki poważnie rozważał zakończenie kariery. Ból, brak diagnozy i pogarszający się stan zdrowia sprawiały, że sport schodził na dalszy plan.

    – Myślałem, że to już koniec. Bardziej zastanawiałem się, jak będę funkcjonował na co dzień, niż czy wrócę do rzucania – przyznaje.

    Dodatkowo próby trenowania mimo problemów doprowadziły do kolejnych urazów – przeciążeń, problemów z kolanem i zerwania mięśnia brzucha.

    Nowe podejście i plan na przyszłość

    Dziś 37-letni zawodnik podchodzi do sportu inaczej niż kiedyś. Kluczowe stały się regeneracja, odpoczynek i rozsądne budowanie formy.

    Celem są sierpniowe mistrzostwa Europy w Birmingham, ale przygotowania są prowadzone z dużą ostrożnością.

    – Nie będę w formie przez cały sezon. Chcę ją zbudować na jedną imprezę. W moim wieku to jedyne rozsądne podejście – podkreśla.

    Inspiracją jest dla niego m.in. Anita Włodarczyk, która od lat umiejętnie zarządza swoim cyklem treningowym.

    Głowa równie ważna jak ciało

    Nowicki przyznaje, że jednym z najtrudniejszych doświadczeń była presja mentalna. Wspomina igrzyska w Paryżu, gdzie – mimo dobrej formy fizycznej – nie sprostał oczekiwaniom.

    – Byłem przygotowany na medal, ale nie wytrzymałem psychicznie. Za dużo rzeczy działo się wokół mnie – mówi.

    Dziś jednak podchodzi do tego spokojniej. Nie przejmuje się opiniami z zewnątrz i skupia się na własnych celach.

    Czy to ostatni sezon?

    Najbardziej wymowne są jego słowa o przyszłości. Choć nie zamyka sobie drogi do kolejnych startów – nawet do igrzysk w Los Angeles w 2028 roku – to mentalnie przygotowuje się na zakończenie kariery.

    – Trenuję tak, jakby to był mój ostatni sezon. Daję z siebie wszystko, bo nie wiem, co będzie dalej – przyznaje.

    Rodzina i nowe priorytety

    W trudnym okresie ogromne znaczenie miała dla niego rodzina. Choć kontuzja ograniczała jego aktywność, bliscy byli wsparciem i motywacją.

    – Przeszliśmy to razem. Teraz zaczyna się nowy etap i wygląda obiecująco – podsumowuje.

    Powrót z niewiadomą

    Historia Nowickiego to opowieść o walce, niepewności i odbudowie. Powrót do treningów daje nadzieję, ale nie gwarantuje sukcesu. Sam zawodnik podchodzi do przyszłości realistycznie – bez wielkich deklaracji, ale z determinacją.

    Czy jeszcze raz stanie na podium wielkiej imprezy? Odpowiedź poznamy w najbliższych miesiącach. Jedno jest pewne – jeśli to rzeczywiście jego ostatni sezon, zrobi wszystko, by zakończyć go na własnych zasadach.

  • Sceny w Sejmie. Ślubowanie sędziów TK bez Nawrockiego, a później takie słowa. “Nie udźwignął”

    Sceny w Sejmie. Ślubowanie sędziów TK bez Nawrockiego, a później takie słowa. “Nie udźwignął”

    Nieobecność prezydenta podczas ważnej uroczystości w Sejmie wywołała falę komentarzy i politycznych napięć. W czwartek, 9 kwietnia, miało dojść do ślubowania nowych sędziów Trybunału Konstytucyjnego, jednak Karol Nawrocki nie pojawił się na ul. Wiejskiej. Wydarzenie to natychmiast stało się jednym z głównych tematów debaty publicznej.

    Wcześniej, zaledwie kilka dni temu, prezydent odebrał przysięgę od dwojga sędziów – Magdaleny Bentkowskiej i Dariusza Szostka. Tym razem jednak zaproszenie do udziału w ceremonii, skierowane przez kolejnych czterech wybranych sędziów – Krystiana Markiewicza, Macieja Taborowskiego, Marcina Dziurdę oraz Annę Korwin-Piotrowską – pozostało bez odpowiedzi. W efekcie uroczystość odbyła się bez udziału głowy państwa.

    Szef Kancelarii Prezydenta, Zbigniew Bogucki, podkreślił podczas konferencji prasowej, że wydarzenie w Sejmie nie może być uznane za ważne ślubowanie. Jak zaznaczył, zgodnie z przepisami powinno ono odbywać się w obecności prezydenta, a jego brak sprawia, że cała procedura nie wywołuje skutków prawnych. Dodał również, że sytuacja ta negatywnie wpływa na funkcjonowanie państwa i pogłębia istniejący chaos prawny.

    Sprawa błyskawicznie rozgrzała media społecznościowe. Wśród komentujących znalazł się m.in. Marcin Najman, który w ostrych słowach odniósł się do decyzji prezydenta. Zwrócił uwagę, że konflikt wokół Trybunału Konstytucyjnego trwa od lat i ma swoje źródła w sporach politycznych między kolejnymi obozami władzy.

    Najman przypomniał wydarzenia z 2015 roku, gdy pod koniec kadencji parlamentu wybrano kilku sędziów „na zapas”, co później doprowadziło do powołania przez kolejną władzę tzw. sędziów dublerów. Jego zdaniem obecna sytuacja jest kontynuacją tamtego konfliktu.

    Były bokser nie szczędził przy tym uszczypliwości. Stwierdził, że prezydent miał okazję zakończyć wieloletni spór poprzez przyjęcie ślubowania od wszystkich wybranych sędziów, jednak – jak ocenił – nie sprostał temu zadaniu. W swoim komentarzu nawiązał również do niedawnego treningu siłowego prezydenta z Mariusz Pudzianowski, sugerując, że podjęcie decyzji politycznej okazało się trudniejsze niż podnoszenie ciężarów.

    Cała sytuacja ponownie uwypukliła głęboki spór wokół Trybunał Konstytucyjny, który od lat pozostaje jednym z najbardziej kontrowersyjnych tematów w polskim życiu publicznym.

  • Świątek miała już dość. To nie koniec. Potwierdzenie dla WTA

    Świątek miała już dość. To nie koniec. Potwierdzenie dla WTA

    Iga Świątek od dłuższego czasu miała już dość przeładowanego terminarza, powodującego ogromne obciążenie organizmu topowych tenisistek. I w końcu postanowiła działać, czego efekty widzieliśmy już w tym sezonie. Na podobny ruch zdecydowała się Aryna Sabalenka. Ale to wcale nie jest koniec. Władze WTA mogą być tego niemal pewne, a potwierdzeniem tej tezy są słowa Eliny Switoliny, które ta wypowiedziała w rozmowie z WP Sportowe Fakty przed starciem z Polkami w Billie Jean King Cup.
    Tenis. Iga Świątek – była liderka rankingu WTA

    Iga ŚwiątekBurak Akbulut/AnadoluAFP

    Reprezentacja Polski rozpocznie dziś w Gliwicach walkę o awans do turnieju finałowego Billie Jean King Cup. Rywalkami naszych tenisistek będą Ukrainki. Kapitan Dawid Celt nie zdołał namówić na występ w biało-czerwonych barwach Igi Świątek, a pod jej nieobecność obowiązki numeru jeden w naszej kadrze musi wziąć na siebie Magda Linette.

    – Nie patrzę na to w kategoriach liderki, raczej odpowiedzialności za zespół. Każda z nas wnosi swoją jakość i doświadczenie. To nie jest dodatkowa presja, tylko naturalna rola, która wynika z lat gry i chęci uczestniczenia w kadrze – powiedziała 55. zawodniczka rankingu WTA w rozmowie z Interią.

    Ukraińscy fani natomiast będą liczyć zwłaszcza na Elinę Switolinę, która notuje udany start sezonu. 31-latka już na samym jego początku wygrała turniej w Auckland, a później dotarła do półfinału Australian Open i prestiżowej imprezy w Indian Wells oraz stoczyła bój o tytuł w Dubaju, przegrywając z Jessicą Pegulą. Dzięki temu wskoczyła na siódme miejsce w światowym rankingu.

    A przypomnijmy, że Elina Switolina przedwcześnie zakończyła poprzednią kampanię, odwieszając swoją rakietę już we wrześniu. – Ostatnio nie czuję się sobą. Nie jestem w odpowiednim stanie emocjonalnym i nie czuję się gotowa do gry, dlatego kończę sezon w tym momencie – tłumaczyła wówczas powody swojej decyzji.

    Switolina wprost o Świątek i Sabalence. “Będzie ich coraz więcej”

    Teraz u progu rywalizacji z reprezentacją Polski Ukrainka wróciła do tego tematu w rozmowie z portalem WP Sportowe Fakty, potwierdzając, że między innymi za sprawą tamtego ruchu może teraz błyszczeć formą.

    – Na pewno, choć sama należę do tych, które akurat w poprzednim sezonie grały najmniej, bo miałam za sobą tylko szesnaście turniejów. Imprez obowiązkowych jest zbyt dużo, a ranking sprawia, że wiele zawodniczek gra mimo psychicznego wyczerpania – stwierdziła Elina Switolina.

    To narracja, która wybrzmiewa już od dłuższego czasu także w wypowiedziach Igi Świątek. Ba, Polka ogłosiła już, że nie patrząc na ranking, zamierza w tym sezonie odpuścić niewygodne dla niej imprezy w trosce o swoją formę, kondycję i stan mentalny. I słowa już dotrzymała, bo zabrakło jej podczas tysięcznika” w Dubaju, podobnie jak Aryny Sabalenki, co odbiło się szerokim echem.

    O ich ruch zapytana została Elina Switolina, która uważa, że to wcale nie koniec takich sytuacji. I jakby na potwierdzenie dla władz WTA podkreśla, że w najbliższym czasie nie będzie brakowało kolejnych zawodniczek, które zrezygnują z występu nawet w najważniejszych z rankingowego punktu widzenia turniejach.

    – Będzie ich coraz więcej. Tak każe zdrowy rozsądek. Wiem, że kwestie finansowe i rankingowe są istotne, ale to zła motywacja. Jasne, niektóre zawodniczki po prostu lubią dużo grać, budują w ten sposób pewność siebie. Moja perspektywa jest jednak inna. Zdecydowałam, że na tym etapie kariery i w mojej sytuacji życiowej, gdy jestem matką, potrzebuję więcej czasu w domu. To pozwala mi złapać dystans oraz świeżość – powiedziała reprezentantka Ukrainy, szykująca się do niezwykle ważnego meczu z Polską.
    Młoda kobieta z krótkimi, falowanymi włosami, ubrana w jasny garnitur i niebieską koszulę, patrzy w bok z delikatnym uśmiechem. W tle znajduje się niebieski, abstrakcyjny wzór.

    Iga ŚwiątekPIOTR GRZYBOWSKI/AGENCJA SE/East NewsEast News
    Sportowczyni w różowo-pomarańczowym stroju podczas meczu tenisowego, po lewej stronie skupiona i zdeterminowana, po prawej stronie siedzi na ławce i zakrywa twarz ręcznikiem, wyrażając silne emocje.

    Aryna Sabalenka, Elina SwitolinaWilliam West & Izhar KhanAFP
    młoda kobieta w pomarańczowej czapce i granatowej kurtce patrząca w dół, o poważnym wyrazie twarzy, z rozpuszczonymi włosami na tle rozmytego różowego tła

    Polska tenisistka Iga ŚwiątekAFP7 vía Europa Press/Associated Press/East NewsEast News

    Iga Świątek zadowolona przed Miami Open. „Podczas treningów czułam się świetnie”.

  • Treningi u Rafaela Nadala nie pomogły. Powrót z 1:5 i triumf Ostapenko

    Treningi u Rafaela Nadala nie pomogły. Powrót z 1:5 i triumf Ostapenko

    Od kilku dni Iga Świątek przebywa w akademii Rafaela Nadala, gdzie pod okiem nowego trenera szykuje się do zmagań na mączce. Trenowała tam również Alexandra Eala. Obie zrobiły sobie nawet wspólne zdjęcie, które wylądowało w mediach społecznościowych. Dzisiaj młodsza z tenisistek miała okazję zmierzyć się z Jeleną Ostapenko. Obejrzeliśmy spotkanie pełne zwrotów akcji. Zakończyło się ono zwycięstwem Łotyszki.
    Jelena Ostapenko rywalizowała o awans do ćwierćfinału WTA 500 w Linzu

    Jelena Ostapenko rywalizowała o awans do ćwierćfinału WTA 500 w LinzuArtur Widak / NurPhoto / NurPhoto via AFP AFP

    Akademia Rafaela Nadala dysponuje wieloma kortami o nawierzchni ziemnej. Trudno się temu dziwić, w końcu Hiszpan był niekwestionowanym królem rywalizacji na mączce. W swojej karierze zdobył aż 14 wielkoszlemowych tytułów podczas Roland Garros. Okres przygotowawczy przed zmaganiami na tej nawierzchni spędziła w tej wyjątkowej lokalizacji Alexandra Eala, która jest zresztą absolwentką akademii w Manacor. W sobotę opublikowano wspólne zdjęcie reprezentantki Filipin z Igą Świątek. Polka cały czas trenuje na Majorce pod okiem nowego szkoleniowca – Francisco Roiga.

    Z kolei Eala musiała się w weekend przetransportować na kontynentalną część Europy. To dlatego, że czekał ją start w halowym turnieju WTA 500 w Linzu. Plasująca się na 46. miejscu w rankingu tenisistka zainaugurowała swój występ w Austrii wczoraj, od potyczki z zawodniczką gospodarzy – Julią Grabher. 20-latka wygrała to starcie 6:4, 6:3. Dzisiaj poprzeczka powędrowała jednak w górę. Batalia o ćwierćfinał oznaczała rywalizację z rozstawioną z “4” Jeleną Ostapenko. Dotychczas obie mierzył się ze sobą dwukrotnie i za każdym razem lepsza okazywała się Alexandra. Łotyszka chciała w końcu wziąć rewanż.

    WTA Linz: Jelena Ostapenko kontra Alexandra Eala w drugiej rundzie

    Na początku obie bez większych problemów pilnowały swoich podań. Pierwsze emocje nastały w trakcie czwartego rozdania. Wówczas Ostapenko wróciła ze stanu 15-30 i wyrównała na 2:2. Chwilę później Jelena posiadała premierowego break pointa, jednak nie zdołała go wykorzystać. Po zmianie stron przełamała Eala i zrobiło się 4:2 z perspektywy reprezentantki Filipin. Gdy wydawało się, że Alexandra jest na dobrej drodze do wygrania seta, wówczas nastąpił zwrot akcji.

    Łotyszka doprowadziła do remisu i na tym nie poprzestała. Zdobyła trzecie “oczko” z rzędu, chociaż 20-latka prowadziła 40-15 przy swoim serwisie. Przy stanie 5-4 Ostapenko podawała po zwycięstwo w premierowej odsłonie. Pojawił się jeszcze break point na 5:5, ale ostatecznie Jelena nie pozwoliła na zniwelowanie straty. Finalnie triumfowała w pierwszej partii 6:4.

    Druga część pojedynku przyniosła jeszcze większy rollercoaster. Po tym, jak w czwartym gemie Ostapenko nie wykorzystała jednej piłki na utrzymanie serwisu, zrobiło się 4:0 dla Eali. W następnych minutach obserwowaliśmy kontynuację festiwalu przełamań. Przerwała go dopiero Jelena, broniąc setbola w trakcie ósmego rozdania. Łotyszka w niesamowitych okolicznościach wyszła ze stanu 1:5 i doprowadziła do remisu.

    Losy partii znów rozstrzygały się w końcówce. W jedenastym gemie Alexandra posiadała piłkę na zagwarantowanie sobie min. tie-breaka. Finalnie doszło jednak do przełamania i po zmianie stron turniejowa “4” serwowała po awans do ćwierćfinału WTA 500 w Linzu. Była jeszcze okazja na 6:6, ale podobnie jak w premierowej odsłonie, Ostapenko wyszła na finiszu z opresji. W sumie zgarnęła sześć “oczek” z rzędu i zapisała na swoim koncie zwycięstwo 6:4, 7:5. Kolejną rywalką Jeleny będzie Elena-Gabriela Ruse.
    Jelena Ostapenko

    Jelena OstapenkoANNE-CHRISTINE POUJOULAT / AFP AFP
    Alexandra Eala

    Alexandra EalaAL BELLO / GETTY IMAGES NORTH AMERICA / Getty Images via AFPAFP
    Zawodniczka tenisowa w czarnej odzieży sportowej oraz czapce z daszkiem, z szerokim uśmiechem, trzymająca rakietę tenisową w dłoni, otoczona oklaskującą publicznością na trybunach.

    Elena-Gabriela RuseMarleen Fouchier / Orange Pictures / DPPI via AFPAFP

    Wybuch złości Miedwiediewa! Część kibiców… dopingowało w tym Rosjanina.

  • Decyzja ws. Świątek zapadła, to już ostateczne. Nawet on nie mógł nic zrobić

    Decyzja ws. Świątek zapadła, to już ostateczne. Nawet on nie mógł nic zrobić

    Iga Świątek jednak zrezygnowała z udziału w kwalifikacjach Billie Jean King Cup i nie wesprze reprezentacji Polski w meczu z Ukrainą. Decyzję jasno komentuje kapitan biało-czerwonej kadry, Dawid Celt. Zdradza, że do samego końca walczył o inny bieg zdarzeń, lecz bez skutku. Przy okazji reaguje też na wybór nowego trenera obecnie czwartej rakiety świata.

    Iga Świątek, Dawid Celtfot. Tomasz Jastrzebowski / Foto OlimpikNewspix.pl

    Wokół Igi Świątek sporo się dzieje. Po nieudanym turnieju w Miami, z którym to pożegnała się już po pierwszym meczu, Polka zdecydowała się na znaczącą roszadę w sztabie. Zwolniła Wima Fissette’a i rozpoczęła poszukiwania nowego trenera. Ostatecznie wybór padł na Francisca Roiga, wieloletniego współpracownika Rafaela Nadala. Obaj panowie od razu przystąpili do akcji i to pod ich okiem Iga zaczęła treningi w akademii tenisa Rafy na Majorce. We wpisie w mediach społecznościowych nie kryła zadowolenia z miejsca, w którym się znalazła.

    “Długie dni szlifowania formy tutaj, w Akademii Rafaela Nadala, w świetnej atmosferze. Takie bloki treningowe zawsze dają mi dużo satysfakcji i bardzo się cieszę, że znów doświadczam tego uczucia” – napisała obok nagrania z siłowni.

    Obecnie czwarta rakieta świata skupiła się przede wszystkim na poprawie formy i podjęła decyzję o tym, by odpuścić kwalifikacje do Billie Jean King Cup (10-11 kwietnia). To oznacza, że w pojedynku Polski z Ukrainą w Gliwicach jej nie zobaczymy. Sprawę komentuje kapitan biało-czerwonej kadry, Dawid Celt.

    Świątek zrezygnowała z eliminacji Billie Jean King Cup. Celt jasno komentuje

    Magda Linette, Maja Chwalińska, Katarzyna Kawa i Linda Klimovicova – te zawodniczki dostały powołanie od Dawida Celta na mecz z Ukrainą w pierwszym terminie zgłoszeń. Ostatnie wolne miejsce zostało nieobsadzone. Ostatecznie – po rezygnacji Świątek – zajęła je Martyna Kubka. Choć, jak przyznaje kapitan reprezentacji Polski na turniej kwalifikacyjny Billie Jean King Cup, do samego końca walczył o to, by do drużyny dołączyła Iga.

    “Walczyłem do samego końca o to, żeby Iga była częścią tego eventu, i żeby była częścią naszej drużyny. Od początku miałem natomiast pełną świadomość tego, że to będzie bardzo trudne zadanie. Starałem się jednak przekonać i pokazać troszkę inną perspektywę tego występu” – tak całą sytuację komentuje Celt w rozmowie z TVP Sport.

    Rozumie, skąd decyzja najwyżej notowanej polskiej tenisistki o odpuszczeniu zawodów. “Nałożyła się na to zmiana trenera, troszkę zamieszania w jej otoczeniu i to, że musi sobie wszystkie sprawy poukładać” – wyjaśnia i dodaje, że “to nie pierwszy i nie ostatni raz”.

    Zdaje sobie sprawę, że trudno sprawić, aby Świątek była obecna na każdym zgrupowaniu i reprezentacyjnym turnieju. “Bardzo bym jednak tego chciał. Zawsze o to walczę, bo taka też jest moja praca, ale tak jak mówię – mam świadomość tego, że nie zawsze jest to możliwe” – deklaruje.

    Przy okazji odnosi się również do tematu zmiany głównego szkoleniowca Igi. Jeszcze zanim ogłosiła swój wybór, mówiono, że całkiem sporą szansę na objęcie wolnego wakatu może mieć właśnie Celt. Dobrze zna Świątek, mieli już okazję razem współpracować, nie dzieliłaby ich bariera językowa. Kapitan kadry przyznaje, że w okresie, w którym tenisistka szukała trenera, jego telefon był gorący. Nie grzał się jednak od połączeń ze sztabem Igi. Dzwoniono do niego z prośbą o komentarz do spekulacji. On jednak stanowczo odmawiał. Teraz wiadomo, dlaczego.

    Nie komentowałem tego z premedytacją. Uważam, że to był temat przede wszystkim Igi, w którym ona głównie powinna się wypowiadać

    Postawienie na Roiga ocenia jako coś naturalnego i zupełnie nie był zdziwiony, że Świątek zatrudniła właśnie Hiszpana. “Dla mnie był to stosunkowo oczywisty wybór. Jeżeli miałbym wskazać jednego trenera z zagranicy, który miałby być szkoleniowcem Igi, to bym powiedział właśnie, że będzie to Francisco Roig” – podsumowuje.
    Iga Świątek

    Iga ŚwiątekKena Betancur / AFP)AFP
    Dawid Celt i Iga Świątek

    Dawid Celt i Iga ŚwiątekAFP
    Zawodniczka tenisa ziemnego w białej czapce i koszulce z polskim godłem, wykonująca uderzenie rakietą podczas meczu, na pierwszym planie żółta piłka tenisowa.

    Iga Świątek podczas Billie Jean King Cup w barwach reprezentacji PolskiDAX IMAGESAFP

    Iga Świątek prowadziła Polskę do finału Billie Jean King CupAssosiated Press© 2024 Associated Press

  • Polka doszła do ściany i podjęła decyzję. Teraz mówi wprost “Granica jest bardzo cienka”

    Polka doszła do ściany i podjęła decyzję. Teraz mówi wprost “Granica jest bardzo cienka”

    Polskie tenisistki szykują się na wymagające starcie przed własną publicznością. W Gliwicach zmierzą się z Ukrainą w walce o awans do turnieju finałowego Billie Jean King Cup. W składzie „Biało-Czerwonych” zabraknie jednak Iga Świątek, co znacząco podnosi poziom trudności całej rywalizacji. O tej sytuacji, a także o swojej formie i zmianach w karierze, opowiedziała Katarzyna Kawa w rozmowie z Interią.

    Trudne zadanie bez liderki

    Nadchodzący weekend zapowiada się bardzo emocjonująco dla kibiców tenisa w Polsce. Reprezentacja zmierzy się z Ukrainą, a stawką będzie awans do finałów prestiżowych rozgrywek drużynowych. Pod nieobecność Świątek ciężar odpowiedzialności spocznie przede wszystkim na Magda Linette, ale ważną rolę odegra również doświadczona Kawa.

    To właśnie ona stanie do pojedynków z czołowymi ukraińskimi zawodniczkami – Elina Switolina oraz Marta Kostiuk. Dodatkowo wystąpi także w deblu u boku Maja Chwalińska.

    Wnioski po turnieju i trudne momenty

    Kawa niedawno dotarła do ćwierćfinału turnieju w Bogocie, jednak – jak sama przyznała – pozostaje pewien niedosyt. Choć początek rywalizacji był w jej wykonaniu bardzo dobry, w kluczowym meczu zabrakło stabilności. Polka podkreśliła, że dokładnie przeanalizowała spotkanie z trenerem, by uniknąć podobnych problemów w przyszłości.

    Zwróciła też uwagę na trudne warunki panujące w Kolumbii – gra na dużej wysokości sprawia, że łatwo stracić kontrolę nad uderzeniami i własnym ciałem, a nawet drobne błędy mogą szybko przełożyć się na wynik.

    Tenisistka zaznaczyła również, że nauczyła się radzić sobie z wewnętrzną krytyką. Jak przyznała, na obecnym etapie kariery nie pozwala już, by negatywne myśli przejmowały kontrolę, bo na dłuższą metę nie przynoszą nic dobrego.

    Kluczowa rola psychiki

    Zdaniem Kawy przygotowanie mentalne odgrywa ogromną rolę – nie tylko w sporcie, ale i w życiu. Nawet najlepsze przygotowanie fizyczne i techniczne nie wystarczy, jeśli głowa zawodzi w kluczowych momentach. Jednocześnie nadmierne obwinianie się po porażkach może prowadzić do utraty radości z gry.

    Polka otwarcie przyznała, że w jej karierze były momenty zwątpienia. Zdarzało się, że zastanawiała się nad zakończeniem kariery. – To moment, w którym dochodzi się do ściany – albo coś się zmieni, albo wszystko się kończy – powiedziała. W jej przypadku kluczowa okazała się zmiana podejścia i sposobu myślenia.

    Pewność siebie po sukcesie

    Ogromne znaczenie dla jej kariery miało zwycięstwo w United Cup. Jak podkreśliła, to najcenniejsze trofeum w jej dorobku, które dało jej pewność, że jest w stanie rywalizować na najwyższym poziomie.

    Choć stres przed ważnymi meczami wciąż się pojawia, dziś potrafi go kontrolować i funkcjonować mimo presji. Doświadczenie pozwala jej zachować jasność myślenia nawet w kluczowych momentach.

    Gra dla reprezentacji – presja i motywacja

    Występy przed własną publicznością to dla zawodniczek mieszanka presji i ogromnej motywacji. Gra z orzełkiem na piersi ma wyjątkowy charakter, a wsparcie kibiców potrafi dodać energii i pomóc w trudnych chwilach.

    Kawa zaznaczyła, że choć brak Świątek jest odczuwalny, zespół w pełni rozumie jej decyzję. – Tenis to sport indywidualny i każda zawodniczka ma swoje cele – podkreśliła.

    Realia tenisa i niezmienny cel

    Tenisistka zwróciła także uwagę na mniej widoczną stronę sportu. Podkreśliła, że sukces na poziomie światowej czołówki jest udziałem nielicznych, a już okolice drugiej setki rankingu oznaczają ogromne wyzwania finansowe.

    Mimo to jej cel pozostaje jasny – awans do czołowej setki rankingu. Najważniejsze jest jednak to, by tenis wciąż sprawiał radość. – Dopóki ją czuję i mam energię do działania, będę walczyć o swoje marzenia – zaznaczyła.

    Od ponad roku współpracuje z trenerem Maciejem Domką oraz trenerem przygotowania fizycznego Maciejem Ryszczukiem. Jak podkreśla, jest zadowolona ze swojego zespołu i nie planuje zmian, koncentrując się na dalszym rozwoju i realizacji sportowych ambicji.

  • Sensacja w meczu byłej liderki rankingu WTA. Turniejowa “2” za burtą

    Sensacja w meczu byłej liderki rankingu WTA. Turniejowa “2” za burtą

    Poznaliśmy już wszystkie ćwierćfinalistki turnieju WTA 500 w Linzu, a wśród zawodniczek walczących o półfinał znalazły się tylko trzy rozstawione tenisistki. Do niespodzianki doszło w meczu Karoliny Pliskovej, która przed laty była liderką rankingu WTA, a w ostatnich sezonach zmagała się z poważnymi problemami zdrowotnymi. Jej starcie z obrończynią tytułu trwało zaledwie 60 minut.

    Jekaterina AleksandrowaDennis Agyeman/SpainDPPI/DPPIAFP

    Turniej WTA 500 w Linzu, rozgrywany na tzw. mączce, wkracza w decydującą fazę. W grze o tytuł wciąż są trzy rozstawione tenisistki, w tym turniejowa “1”, czyli Mirra Andriejewa, która o półfinał zagra z Soraną Cirsteą. Ostatnie ćwierćfinalistki poznaliśmy w czwartkowy wieczór – Anastazja Potapowa pokonała Tamarę Korpatsch, przed tym meczem rozegrano z kolei ciekawie zapowiadające się spotkanie Karoliny Pliskovej z Jekateriną Aleksandrową.

    Aleksandrowa w Austrii przystąpiła do obrony tytułu wywalczonego przed rokiem, w Linzu czuje się zresztą doskonale (a przynajmniej na nawierzchni twardej, na której rozgrywano poprzednie edycje), bo w sumie docierała tam trzykrotnie do finału, chociaż dwa z tych meczów przegrała. Notowana na 13. miejscu w rankingu WTA tenisistka w ubiegłym roku zagrała zresztą w kilku finałach, ale tylko w Linzu udało jej się przypieczętować sukces.

    Rosjanka w trwającym sezonie jedyny przyzwoity występ zaliczyła w Abu Zabi, gdzie dotarła do finału imprezy rangi WTA 500, w tym uległa Sarze Bejlek. W pozostałych występach zawodziła, tylko w Brisbane i Miami była w stanie wygrać po jednym meczu. Na przełamanie liczyła w Linzu, gdzie przecież czuje się tak dobrze.

    Rozstawiona z “2” zawodniczka zmierzyła się z notowaną na dopiero 258. miejscu w światowym zestawieniu Pliskovą, która w 2017 roku była liderką rankingu WTA. Ostatni turniej wygrała w 2024 roku, później zmagała się z poważnymi problemami kostki, musiała przechodzić operacje. W 2025 roku rozegrała tylko trzy singlowe mecze, w trwającym sezonie wygrała po dwa spotkania w Australian Open i Dosze. W Katarze jednak skreczowała w trzeciej rundzie, jej kolejne występy ponownie stanęły pod znakiem zapytania. Na kort wróciła właśnie w Linzu, ale trudno było ją upatrywać w roli faworytki z Aleksandrową, nawet jeśli ta ostatnio nie zachwycała.

    WTA Linz. Niespodzianka w meczu Pliskova – Aleksandrowa

    Czeszka w Austrii wystąpiła dzięki chronionemu rankingowi i szansę wykorzystała, w pierwszej rundzie ograła Alaksandrę Sasnowicz. W drugiej zmierzyła się właśnie z Aleksandrową, która z racji rozstawienia zmagania zaczynała od tego etapu turnieju. I już na początku meczu zaskoczyła rywalkę.

    Rosjanka już w drugim gemie serwisowym musiała bronić break pointów, ale nie udało jej się wyjść z opresji, podobnie jak przy stanie 3:1 dla rywalki. Dopiero w szóstym gemie, gdy Czeszka prowadziła już 4:1, Aleksandrowa wypracowała pierwsze okazje na przełamanie. Ale ich nie wykorzystała, Pliskova zdołała utrzymać serwis, a kilka minut później przypieczętowała zwycięstwo 6:1.

    Drugi set był już nieco bardziej zacięty, Aleksandrowej udało się odrobić stratę przełamania i doprowadzić do stanu 2:2. Była liderka rankingu WTA znalazła się wówczas pod ścianą, bo musiała bronić trzech break pointów. Nie pozwoliła jednak na ponowne przełamanie, co było momentem zwrotnym w tym meczu. Sama po chwili bowiem wygrała gema serwisowego rywalki i z tak wypracowaną przewagą pewnie zmierzała po zwycięstwo. Niespodzianka stała się faktem po 60 minutach gry, Pliskova wygrała 6:1, 6:3 i awansowała do ćwierćfinału, w którym zmierzy się z Donną Vekić.
    Karolina Pliskova

    Karolina PliskovaDYLAN BUELL / GETTY IMAGES NORTH AMERICA / Getty Images via AFPAFP
    Tenisistka w różowym stroju podczas intensywnej gry, skoncentrowana na odbiciu piłki tenisowej, w tle niebieski kort z białymi elementami graficznymi

    Jekaterina AleksandrowaMinas Panagiotakis / GETTY IMAGES NORTH AMERICA / Getty Images via AFPAFP
    Kobieta w białym stroju sportowym i białej czapce z daszkiem trzyma rakietę tenisową na tle fioletowego kortu, wyrażając emocje mimiką twarzy i gestami rąk.

    Jekaterina AleksandrowaKARIM JAAFAR AFP

    Valentin Vacherot – Hubert Hurkacz. Skrót meczu.

  • Iga Świątek nie jest jedyna. To dlatego gwiazdy masowo rezygnują

    Iga Świątek nie jest jedyna. To dlatego gwiazdy masowo rezygnują

    Nie tylko Iga Świątek zdecydowała się opuścić występy w barwach narodowych – podobną drogę obrały również inne czołowe tenisistki świata. Coraz wyraźniej widać, że rywalizacja drużynowa w Billie Jean King Cup przegrywa z napiętym kalendarzem WTA oraz koniecznością dbania o zdrowie i formę. Pojawia się więc pytanie: co mogłoby skłonić największe gwiazdy do częstszej gry dla reprezentacji?

    W bieżącym tygodniu trwa kolejna odsłona zmagań reprezentacyjnych. Najlepsze drużyny walczą o awans do finałów zaplanowanych na wrzesień w chińskim Shenzhen. Polki zmierzą się z Ukrainkami w Gliwice, jednak bez swojej największej gwiazdy.

    Fala rezygnacji wśród czołówki

    Decyzja Świątek nie jest odosobniona. W wielu reprezentacjach zabraknie kluczowych nazwisk. W ekipie Japonii nie wystąpi Naomi Osaka, a w drużynie USA zabraknie takich zawodniczek jak Coco Gauff, Jessica Pegula czy Amanda Anisimova. Reprezentacja Wielkiej Brytanii musi radzić sobie bez Emma Raducanu, a Kazachstan i Kanada bez odpowiednio Jelena Rybakina i Victoria Mboko. Z kolei Czeszki nie wystawią Karolina Muchova oraz Barbora Krejcikova.

    W praktyce z czołowej dziesiątki rankingu WTA w tych rozgrywkach zobaczymy jedynie Elina Svitolina oraz Jasmine Paolini. Inne zawodniczki albo zrezygnowały, albo – jak Aryna Sabalenka czy Mirra Andreeva – nie mogą występować ze względu na zawieszenie swoich federacji.

    Kalendarz kontra reprezentacja

    Jednym z głównych powodów absencji jest napięty terminarz. Choć teoretycznie wyznaczono okno na mecze reprezentacyjne, w tym samym czasie odbywa się turniej WTA 500 Linz, a tuż po nim startuje prestiżowa impreza w Stuttgart.

    Spotkania reprezentacyjne – rozgrywane głównie od piątku do soboty – sprawiają wrażenie „wciśniętych” między inne wydarzenia. Brakuje pełnej synchronizacji między WTA a ITF, które odpowiada za BJKC. Choć w ostatnich latach udało się poprawić termin finałów, wciąż daleko do idealnego rozwiązania.

    Co mogłoby zmienić sytuację?

    Eksperci wskazują kilka możliwych kierunków zmian. Jednym z nich jest wprowadzenie punktów rankingowych za występy w Billie Jean King Cup. Takie rozwiązanie funkcjonuje już w United Cup, gdzie zawodnicy mogą zdobyć nawet 500 punktów. To realna zachęta, która mogłaby zwiększyć frekwencję gwiazd.

    Inną opcją jest modyfikacja kalendarza tak, aby w tygodniu reprezentacyjnym nie odbywały się turnieje WTA. Bez tego zawodniczki będą nadal wybierać starty indywidualne, które mają większe znaczenie dla ich kariery.

    Nie bez znaczenia pozostaje także ryzyko kontuzji. Jeden nieudany występ w kadrze może kosztować utratę formy na kluczowe turnieje wielkoszlemowe. Dla wielu tenisistek to zbyt duże ryzyko w porównaniu z potencjalnymi korzyściami.

    Presja i realia współczesnego tenisa

    Rezygnacje z gry dla reprezentacji często spotykają się z krytyką kibiców i mediów. Zawodniczki – jak Świątek – starają się uprzedzać reakcje fanów, tłumacząc swoje decyzje względami sportowymi i mentalnymi.

    Dopóki jednak system nie zacznie realnie premiować występów w drużynie narodowej, trudno oczekiwać zmiany trendu. W efekcie kibice muszą się przyzwyczaić do tego, że nawet najbardziej prestiżowe rozgrywki drużynowe nie zawsze przyciągają największe nazwiska światowego tenisa.