• Andriejewa wygrała ze Świątek, później zapadło inne rozstrzygnięcie. Wszystko już jasne

    Andriejewa wygrała ze Świątek, później zapadło inne rozstrzygnięcie. Wszystko już jasne

    Piątkowy ćwierćfinał turnieju WTA 500 w Stuttgarcie nie zakończył się po myśli Iga Świątek. Polka była bardzo blisko zwycięstwa — w decydującym secie prowadziła z przewagą przełamania i miała szansę na wynik 3:0 — jednak nie zdołała wykorzystać okazji. Ten moment okazał się przełomowy. Od tego czasu inicjatywę przejęła Mirra Andriejewa, która wygrała pięć gemów z rzędu i odwróciła losy spotkania. Ostatecznie 18-letnia Rosjanka triumfowała 3:6, 6:4, 6:3, notując trzecie z rzędu zwycięstwo nad Świątek.

    Kilka godzin później poznaliśmy jej kolejną rywalkę. W ostatnim ćwierćfinale zmierzyły się Jelena Rybakina oraz Leylah Fernandez. Faworytką była reprezentantka Kazachstanu, pełniąca rolę turniejowej „jedynki” pod nieobecność Aryna Sabalenka. Kanadyjka przystępowała jednak do meczu w dobrym nastroju po imponującym odwróceniu losów poprzedniego spotkania.

    Pierwszy set był niezwykle wyrównany i pełen zwrotów akcji. Fernandez rozpoczęła pewnie, a w pewnym momencie prowadziła już 5:2 i miała trzy piłki setowe przy serwisie rywalki. Rybakina zdołała jednak wyjść z ogromnych kłopotów i doprowadziła do tie-breaka. W nim decydujący okazał się jeden mini break — Kanadyjka wygrała 7:6(5).

    Druga partia długo pozostawała wyrównana, ale w końcówce przewagę zaznaczyła Rybakina. Od stanu 2:4 wygrała cztery kolejne gemy, a seta zakończyła przy podwójnym błędzie serwisowym przeciwniczki.

    Trzeci set dostarczył jeszcze więcej emocji. Fernandez ponownie uzyskała przełamanie i prowadziła 4:2, a następnie 5:3, będąc o krok od zwycięstwa. Rybakina nie poddała się jednak i doprowadziła do wyrównania, broniąc przy tym piłki meczowej. O losach awansu ponownie zdecydował tie-break. W nim również nie zabrakło dramatyzmu — przy stanie 6:5 Kanadyjka miała drugiego meczbola, lecz trzy ostatnie punkty padły łupem Rybakiny. Ostatecznie to Kazaszka zwyciężyła 6:7(5), 6:4, 7:6(6).

    Tym samym poznaliśmy komplet półfinalistek turnieju w Stuttgarcie. W pierwszym meczu o finał zmierzą się Elina Switolina i Karolina Muchova, natomiast w drugim półfinale dojdzie do starcia Jelena Rybakina z Mirra Andriejewa.

  • Andriejewa wygrała ze Świątek, później zapadło inne rozstrzygnięcie. Wszystko już jasne

    Andriejewa wygrała ze Świątek, później zapadło inne rozstrzygnięcie. Wszystko już jasne

    3 godziny po meczu ze Świątek zapadł werdykt ws. Rosjanki. Zwrot akcji w Stuttgarcie

    Piątkowy ćwierćfinał WTA 500 w Stuttgarcie zakończył się nie po myśli Igi Świątek. Nasza reprezentantka, chociaż prowadziła z przewagą przełamania w trzecim secie, ostatecznie została pokonana przez Mirrę Andriejewą. Trzy godziny po rozegraniu ostatniej piłki tej długiej batalii zapadło istotne rozstrzygnięcie z perspektywy Rosjanki. Wiemy już, z kim i kiedy zmierzy się w kolejnej fazie. W końcówce meczu Jelena Rybakina – Leylah Fernandez doszło do potężnego zwrotu akcji.
    Mirra Andriejewa i Iga Świątek walczyły ze sobą o awans do półfinału WTA 500 w Stuttgarcie

    Mirra Andriejewa i Iga Świątek walczyły ze sobą o awans do półfinału WTA 500 w StuttgarcieBARBARA GINDL / APA / AFP / Katharina Kausche / DPA / dpa Picture-Alliance via AFPAFP

    Kilkanaście minut po godz. 17:00 rozpoczęła się ćwierćfinałowa rywalizacja w górnej połówce drabinki turnieju WTA 500 w Stuttgarcie. Najpierw na głównej arenie zaprezentowały się Iga Świątek oraz Mirra Andriejewa. Panie stoczyły ze sobą trzysetową batalię. W trzecim secie Raszynianka posiadała break pointa na 3:0, ale nie zdołała go wykorzystać. Potem nastąpił fragment pięciu wygranych gemów po kolei przez Rosjankę, który całkowicie odmienił losy pojedynku. Ostatecznie to 18-latka cieszyła się z trzeciego triumfu z rzędu w bezpośrednich starciach z Polką, tym razem 3:6, 6:4, 6:3.

    Tuż po tym meczu rozegrano ostatnią potyczkę o awans do najlepszej “4”. Na swoją przeciwniczkę czekała oczywiście Andriejewa. Rywalkę wyłoniło spotkanie pomiędzy Jeleną Rybakiną oraz Leylah Fernandez. Zdecydowaną faworytką była oczywiście wiceliderka rankingu, rozstawiona w tym turnieju z “1” pod nieobecność Aryny Sabalenki. Reprezentantka Kanady rywalizowała wczoraj do późnych godzin wieczornych, odwróciła losy starcia z Zeynep Sonmez ze stanu 1:5 0-15 w trzecim secie. Dzisiaj chciała skorzystać z tej dobrej energii.

    Jelena Rybakina kontra Leylah Fernandez w ćwierćfinale

    Mecz rozpoczął się od serwisu Fernandez. Na “dzień dobry” Kanadyjka wyszła ze stanu 0-30 i utrzymała własne podanie. W czwartym gemie problemy posiadała Rybakina. Przy drugim z break pointów dla rywalki, reprezentantka Kazachstanu zanotowała podwójny błąd serwisowy. Po kolejnej takiej pomyłce przy podaniu była nawet okazja na 5:1 dla Leylah. Mistrzyni tegorocznego Australian Open chwilowo wyszła z opresji, dorzucając drugie “oczko”. Wydawało się, że w trakcie ósmego rozdania partia nieuchronnie zmierza ku końcowi. Było 2:5 0-40 z perspektywy turniejowej “1”, a to oznaczało trzy setbole z rzędu dla zawodniczki z Ameryki Północnej.

    Fernandez nie wykorzystała jednak tej złotej szansy, pozwoliła przeciwniczce na zniwelowanie straty. Ostatecznie o losach partii decydował dopiero tie-break. W nim panie szły punkt za punkt, aż do stanu 3-3. Wówczas doszło do mini przełamania na korzyść Leylah. Później potwierdziła to dwoma własnymi podaniami i zrobiło się 6-3. Rybakina obroniła kolejne dwa setbole, przerzuciła presję na stronę rywalki. Tym razem reprezentantka Kanady dopięła swego. Ten jeden mini break w decydującej rozgrywce okazał się kluczowy dla wyniku premierowej odsłony. Tenisistka z 25. miejsca w rankingu wygrała partię rezultatem 7:6(5).

    Na początku drugiej części pojedynku obserwowaliśmy wzajemne okazje na przełamanie. Najpierw dwie szanse na returnie posiadała Fernandez, potem była piłka na 2:0 dla Rybakiny. Do pierwszego breaka w tej partii doszło dopiero podczas piątego rozdania. Wówczas Leylah objęła premierowe prowadzenie w drugim secie. Po zmianie stron musiała bronić okazji na remis, ale zdołała wyjść z opresji i podwyższyła przewagę do rezultatu 4:2. Na tym zakończyły się dobre wiadomości dla Kanadyjki w tej odsłonie. Końcówka należała do turniejowej “1”. Jelena zniwelowała różnicę i poszła za ciosem. Już w dziesiątym gemie posiadała setbola, a przy nim – 25. rakieta świata popełniła podwójny błąd serwisowy.

    Inauguracja decydującej partii przebiegała bardzo podobnie do poprzedniej. Fernandez ponownie wywalczyła przełamanie w piątym gemie. Po zmianie stron podwyższyła wynik do stanu 4:2. Po ósmym rozdaniu Leylah przybliżyła się do wygranej, dokładając piąte “oczko”. Rybakina popsuła kilka returnów, a na koniec zobaczyliśmy asa Kanadyjki. Mimo trudnej sytuacji, Jelena nie traciła wiary w powrót. I zniwelowała straty, broniąc przy okazji meczbola przy serwisie rywalki. Po dziesięciu gemach zrobiło się 5:5.

    Kilka minut później turniejowa “1” wyszła na prowadzenie. Przydarzyło się to jednak w dziwnych okolicznościach. Początkowo Kazaszka miała 40-0, potem dopuściła przeciwniczkę do break pointa. Finalnie wiceliderka rankingu zagwarantowała sobie co najmniej tie-breaka. Ostatecznie doszło do decydującej rozgrywki. W niej również nie obyło się bez rollercoastera. Przy stanie 6-5 Fernandez posiadała drugiego meczbola. Później trzy punkty powędrowały jednak na konto Rybakiny, dzięki czemu to Jelena triumfowała w całym pojedynku 6:7(5), 6:4, 7:6(6). Tym samym znamy już komplet par półfinałowych. Nie przed godz. 14:00 zmierzą się Elina Switolina i Karolina Muchova, a nie przed 16:00 – Jelena Rybakina oraz Mirra Andriejewa.
    młoda kobieta w sportowym stroju i niebieskiej czapce z daszkiem, z zaciętą miną, na tle rozmytego tłumu

    Mirra AndriejewaDubreuil Corinne/ABACAEast News
    Młoda kobieta w sportowej czapce z daszkiem i białym topie z żółtymi akcentami, z widocznymi logotypami sponsorów, spogląda w bok z lekkim uśmiechem na twarzy, w tle rozmyta publiczność.

    Jelena RybakinaCLIVE BRUNSKILL / GETTY IMAGES NORTH AMERICA / Getty Images via AFPAFP
    Leylah Fernandez

    Leylah FernandezPAUL CROCK / AFPAFP

    Camilo Ugo Carabelli – Rafael Jodar. Skrót meczu.

  • To stało się po porażce z Andriejewą. Nici z planu Świątek, straciła wielką szansę

    To stało się po porażce z Andriejewą. Nici z planu Świątek, straciła wielką szansę

    Iga Świątek zakończyła swój udział w tegorocznym turnieju WTA Stuttgart na etapie ćwierćfinału. Polka musiała uznać wyższość Mirra Andriejewa, a ta porażka niesie za sobą nie tylko sportowe rozczarowanie, lecz także istotne konsekwencje rankingowe.

    Początek rywalizacji w niemieckiej imprezie był dla Świątek bardzo udany. W swoim pierwszym meczu pewnie pokonała Laura Siegemund, co otworzyło jej drogę do ćwierćfinału. Tam jednak czekało znacznie trudniejsze wyzwanie – pojedynek z jedną z najbardziej utalentowanych zawodniczek młodego pokolenia.

    Spotkanie z Andriejewą dostarczyło wielu emocji. Pierwszy set padł łupem Polki, która kontrolowała przebieg gry i wydawała się zmierzać po zwycięstwo. W drugiej partii sytuacja uległa jednak zmianie – Rosjanka podniosła poziom, zaczęła grać agresywniej i doprowadziła do wyrównania. Decydujący set był niezwykle zacięty. Choć Świątek jako pierwsza przełamała rywalkę, nie zdołała utrzymać przewagi, a końcówka należała do Andriejewej, która przypieczętowała awans do półfinału.

    Przegrana ta ma również wymiar rankingowy. Tego samego dnia swoją szansę na powiększenie dorobku punktowego straciła także Coco Gauff, która niespodziewanie uległa Karolína Muchová. Przed tymi spotkaniami różnica między Gauff a Świątek w zestawieniu WTA była minimalna – wynosiła zaledwie kilkanaście punktów. Gdyby Polka wygrała swój mecz, wyprzedziłaby Amerykankę i awansowała w rankingu. Porażka sprawiła jednak, że ta szansa na razie przepadła.

    Sytuacja wciąż pozostaje jednak otwarta. Już wkrótce tenisistki przeniosą się do WTA Madrid Open, gdzie układ sił może ponownie ulec zmianie. Wynika to z faktu, że w ubiegłym roku Gauff dotarła tam aż do finału, podczas gdy Świątek zakończyła zmagania na półfinale. Oznacza to, że Amerykanka będzie bronić większej liczby punktów rankingowych.

    W praktyce jeszcze przed rozpoczęciem turnieju w Madrycie Polka może przesunąć się wyżej w rankingu. Aby jednak utrzymać przewagę i ją powiększyć, będzie musiała nie tylko dobrze zaprezentować się na korcie, ale również liczyć na potknięcia swojej głównej rywalki.

  • Andriejewa wyrzuca Świątek z turnieju, ale co stało się potem. Jest komunikat WTA .

    Andriejewa wyrzuca Świątek z turnieju, ale co stało się potem. Jest komunikat WTA .

    Iga Świątek bardzo dobrze rozpoczęła swój występ w turnieju w Stuttgarcie. W pierwszym spotkaniu, już pod okiem nowego trenera Francisco Roig, pewnie pokonała Laura Siegemund. Już od początku było jednak jasne, że prawdziwym sprawdzianem formy będzie ćwierćfinałowe starcie z Mirra Andriejewa.

    Polka po niespełna półtora roku zakończyła współpracę z Wim Fissette. Decyzja zapadła po zaskakującej porażce w drugiej rundzie turnieju w Miami, gdzie musiała uznać wyższość Magda Linette. Nowym szkoleniowcem został doświadczony Hiszpan Roig, a jego pierwszym poważnym sprawdzianem jest właśnie rywalizacja w Stuttgarcie, gdzie pojawiła się niemal cała światowa czołówka – z wyjątkiem liderki rankingu, Aryna Sabalenka.

    Pierwszy mecz Świątek wypadł bardzo solidnie – bez większych problemów ograła Siegemund i pewnie zameldowała się w ćwierćfinale. Tam czekało ją jednak zdecydowanie trudniejsze zadanie. Po drugiej stronie siatki stanęła Andriejewa, dziewiąta rakieta świata, która od początku narzuciła bardzo wysokie tempo gry.

    Spotkanie okazało się długie i niezwykle wymagające. Trwało ponad dwie godziny i zakończyło się dopiero po trzech wyrównanych setach. W decydującej partii lepsza była Rosjanka, która wygrała 6:3. Świątek, mimo obiecującego początku seta i prowadzenia 2:0, zaczęła popełniać coraz więcej błędów, co pozwoliło rywalce przejąć inicjatywę.

    Tuż po zakończeniu meczu Women’s Tennis Association opublikowała w mediach społecznościowych krótkie podsumowanie spotkania. Podkreślono w nim ogromny wysiłek Andriejewej: „Ciężko wywalczone zwycięstwo. Mirra Andriejewa walczyła do końca i pokonała Świątek!” – napisano.

  • Morderczy bój Świątek z młodą Rosjanką. Wielki zwrot w trzecim secie

    Morderczy bój Świątek z młodą Rosjanką. Wielki zwrot w trzecim secie

    Rok temu Iga Świątek przegrała z Mirrą Andriejewą oba mecze i oba kosztowały ją mnóstwo nerwów. Zachowywała się w nich tak, że później analizowały to światowe media i serwisy społecznościowe. Teraz, w ćwierćfinale turnieju WTA 500 w Stuttgarcie, Polka mogła zrewanżować się Rosjance, a przede wszystkim coś sobie udowodnić. Niestety, przegrała 6:3, 4:6, 3:6.
    TENNIS-STUTTGART/
    Fot. REUTERS/Kai Pfaffenbach

    Niewiele jest na świecie tenisistek, z którymi Iga Świątek ma niekorzystny bilans pojedynków. Mirra Andriejewa mogła przestać należeć do tego elitarnego grona. Ale nie przestała.

    Zobacz wideo Daria Abramowicz może zostać z Igą Świątek do końca! “Bardzo jej ufa”

    W ćwierćfinale turnieju w Stuttgarcie Iga Świątek miała bardzo trudny test. Długo zanosiło się, że go zda. Ale na koniec 19-letnia Rosjanka znów była górą.
    Świątek przegrywała, a trener był jak skała. Co ważne – Świątek też

    Dwa forhendowe ataki Andriejewej oraz podwójny błąd serwisowy Świątek sprawiły, że już w pierwszym gemie tego meczu Polka musiała się bronić przed przełamaniem. I już pierwszy breakpoint dał Rosjance prowadzenie 1:0. A po chwili Andriejewa przy swoim serwisie podwyższyła wynik na 2:0.

    Gdy realizator transmisji pokazywał nam trenera Francisco Roiga, widzieliśmy, że hiszpański szkoleniowiec jest niewzruszony jak skała. Ale na pewno i tak wielu z nas myślami wracało do ubiegłorocznych meczów Świątek – Andriejewa.

    W lutym 2025 roku cały świat komentował zachowanie Igi Świątek wobec trenera Wima Fissette’a. Po porażce z Andriejewą 3:6, 3:6 w ćwierćfinale turnieju w Dubaju polska tenisistka nie podała ręki swojemu szkoleniowcowi. W marcu 2025 roku “afera” była jeszcze większa – w trakcie przegranego 6:7, 6:1, 3:6 półfinału z Andriejewą w Indian Wells nasza tenisistka tak bardzo kłóciła się ze swoją psycholożką Darią Abramowicz, że w pewnym momencie sfrustrowana mocno uderzyła rakietą w piłkę, omal nie trafiając stojącego blisko chłopca od podawania piłek.

    Od tamtego czasu Świątek i Andriejewa na siebie nie trafiły. Ale choć minął ponad rok, naprawdę dobrze zapamiętaliśmy, jak świetnie przeciw Polce – i taktycznie, i mentalnie – prezentowała się młoda Rosjanka.

    W ubiegłym sezonie Andriejewa okazała się być jedną z najtrudniejszych rywalek Świątek. A dzięki wspomnianym zwycięstwom, w rywalizacji z Polką wyszła na prowadzenie – z ich trzech dotychczasowych starć wygrała dwa.

    Teraz za faworytkę uchodziła Świątek. Co prawda jedyne zwycięstwo nad Andriejewą odniosła w ich pierwszym meczu, w 2024 roku (4:6, 6:3, 7:5 w ćwierćfinale w Cinncinati), gdy rywalka była 17-latką i dopiero zaczynała ugruntowywać swoją pozycję w światowej czołówce. Ostatnio Polka bardzo słabo wypada w meczach z rywalkami ze światowego top 10 (przegrała aż pięć z rzędu takich spotkań). Ale ten mecz odbywał się przecież na mączce. W jednym z ulubionych turniejów Świątek. I w ważnym dla niej momencie, gdy z nową energią i nowym trenerem chce ruszyć po nowe sukcesy.

    Na wynik 0:2 po zaledwie sześciu minutach meczu spokojem zareagował trener Roig i absolutnie to samo możemy powiedzieć o jego zawodniczce. Świątek w tym momencie najpierw do zera wyserwowała sobie gema na 1:2, następnie zanotowała przełamanie powrotne, naciskając na Andriejewą tak mocno, że ta w końcu nie wytrzymała wymiany przy trzecim breakpoincie. A wreszcie Polka kapitalnie przetrwała gema “na żyletki”, który dał jej wyjście na pierwsze prowadzenie.
    Świątek umiała przetrwać i odpowiedzieć

    Wynik 3:2 dla Świątek zobaczyliśmy po aż 18 punktach rozegranych w jej gemie serwisowym. Po drodze Iga obroniła dwa breakpointy, a decydujący punkt wygrała asem serwisowym. Jego prędkość – 181 km/h – był odpowiedzią na serwisy rywalki, przekraczające nawet 190 km/h.

    Świątek pozostawała skoncentrowana. Wytrzymywała wymiany, a frustrację oglądaliśmy raczej po stronie Rosjanki. Niewiele brakowało, a nasza tenisistka poszłaby za ciosem i podwyższyła prowadzenie na 4:2, ale wtedy Andriejewa zdołała obronić aż cztery breakpointy. Cóż, rezultat 3:3 Świątek przyjęła nie z myślą, że coś jej uciekło, tylko znowu ze spokojem. Za moment swoje podanie wygrała błyskawicznie, do zera. A prowadząc w meczu 4:3 kolejny raz umiała mądrze wywierać presję na serwującej Rosjance.

    Świątek grała na forhend Andriejewej, a ta nie prezentowała wymaganej stabilności. Im dłużej trwały wymiany, tym większe były szanse, że Rosjanka się pomyli. Oczywiście i Polka nie grała perfekcyjnie. Bywało, że niepotrzebnie zmieniała działający schemat i sama robiła głupi błąd (zwłaszcza przy 4:3 i 30:15). Ale najważniejsze, że to nie wybijało Igi z rytmu, że nie deprymowało jej, jak to często widzieliśmy w ostatnich miesiącach.

    Dobra, głęboka gra pod linie, ale ze spokojem, z agresją nie ekstremalną, tylko po prostu wystarczającą, dało Świątek kolejne przełamanie. A gdy serwowała, prowadząc 5:3, po prostu spokojnie dokończyła dzieła, absolutnie zasłużenie wygrywając pierwszą partię.
    Rosjanka ryzykowała na całego. Tak reagowała Świątek

    Andriejewa przyjechała do Stuttgartu tuż po wygraniu turnieju WTA 500 na mączce w Linz. Do meczu ze Świątek zdążyła w bieżącym sezonie rozegrać na tej nawierzchni już sześć meczów. I wszystkie wygrała. Jej ogólny bilans z trwającego sezonu do meczu z Polką 20 zwycięstw na 26 rozegranych spotkań. Dorobek Świątek wyglądał przy tym skromnie – na mączce tylko jeden rozegrany mecz (wygrany 6:2, 6:3 z Laurą Siegemund w Stuttgarcie), a w całym roku 13 zwycięstw i sześć porażek. No i ani jednego tytułu. A nawet ani jednego półfinału.

    Teraz Świątek mogła mieć pierwszy półfinał od września, gdy w Seulu wygrała cały turniej. W pierwszym secie ćwierćfinału z Andriejewą wygrała 41 punktów, a rywalka 32. Świątek miała 10 uderzeń kończących, a jej przeciwniczka tylko sześć, Iga popełniła 10 niewymuszonych błędów, a Mirra 11. Wreszcie Polka trafiła 72 proc. pierwszych serwisów, a Rosjanka – 59 proc. Krótko mówiąc: pod absolutnie każdym względem Świątek była lepsza.

    W drugim secie Polka nie wyglądała już aż tak dobrze, ale i tak nie było źle jak na fakt, że ostatnie miesiące to ciągłe falowanie. Wiele razy Iga przegrywała sama ze sobą. Zbyt często powtarzał się scenariusz, w którym grała dobrze, prowadziła, wszystko miała w swoich rękach i nagle to wypuszczała. Po czym załamywała ręce.

    Drugi set meczu Świątek – Andriejewa zaczął się od podania Rosjanki. Oglądaliśmy jej asy, gdy piłka osiągała 194 i 193 km/h. Czyli od razu dostaliśmy komunikat, że będzie ryzykowała i walczyła na całego. Wygrała tego gema, wygrała też kolejnego. Znów – jak w pierwszej partii – prowadziła 2:0. Ale Świątek znów potrafiła mądrze, metodycznie wykorzystywać słabsze strony rywalki (głównie nieregularny forhend). A sama ograniczała błędy. Przełamanie powrotne zaliczyła już na 1:2. A choć po chwili nie doserwowała gema na 2:2, tylko znowu straciła swoje podanie, ponownie stratę odrobiła błyskawicznie.

    Serię przełamań (Andriejewa na 2:0, Świątek na 1:2, Andriejewa na 3:1, Świątek na 2:3) w końcu przerwała Polka. Iga dogoniła rywalkę na 3:3, choć ciągle miała problem z trafianiem pierwszym serwisem. Niestety, słabszy serwis Polki Rosjanka wykorzystała jeszcze raz w końcówce tej partii – prowadząc 5:4 wypracowała sobie breakpoint i wykorzystała go, doprowadzając do decydującego seta.

    Według statystyk prezentowanych nam po drugim secie, Świątek popełniła w nim zaledwie trzy niewymuszone błędy (przy siedmiu winnerach – Andriejewa miała zapis 13:11). Nawet jeśli dwa-trzy błędy Igi niesłusznie uznano za wymuszone, i tak jasne było, że to nie nadmierne ryzyko stało się jej problemem. Procent trafiania pierwszym serwisem spadł do 61. A przede wszystkim lepiej grała rywalka (na punkty wygrała tego seta 33:31).
    Świątek wytrzymywała, Rosjanka ironizowała. Ale to jeszcze nie był koniec

    Rok temu mecze Świątek – Andriejewa wyglądały tak, jakby to Rosjanka była mistrzynią, a Polka młodą, utalentowaną dziewczyną, która jeszcze nie do końca wytrzymuje trudne mecze. Teraz długo było tak, jak powinno być.

    Po drugim secie Świątek (obecnie nr 4 w rankingu WTA) zeszła na dłuższą przerwę, a nam pozostało tylko mieć nadzieję, że przez tych kilka minut zdoła ochłonąć i nie zrezygnuje z solidnego grania. Oraz że dołoży coś ekstra, co chyba będzie potrzebne na rozpędzającą się dziewiątą tenisistkę światowego zestawienia.

    Głośne “Jazda!” po udanej akcji na 30:15 w pierwszym gemie decydującego seta po chwili ucichło po niewymuszonym forhendowym błędzie Igi. Ale w tamtym momencie nie słyszeliśmy z ust Polki żadnego narzekania. To Andriejewa irytowała się po dwóch kolejnych punktach wygranych przez Igę. A po następnym – na wagę przełamania na 1:0 – Świątek tylko zacisnęła pięść, natomiast Mirra ironicznie pokazywała swojej trenerce (jest nią legendarna Conchita Martinez) kciuk skierowany w górę.

    Trzy minuty później Świątek znów zaciskała pięść. Po punkcie dającym jej prowadzenie 6:3, 4:6, 2:0. Mecz trwał już wtedy godzinę i 57 minut. Wiedzieliśmy, że do końca możemy przeżyć jeszcze mnóstwo emocji, ale na pewno dobrze wróżyło, że Polka nad swoimi panowała, a Rosjanka – nie.

    W sumie trudno dziwić się Andriejewej, że wychodziła z siebie, gdy powodzenia nie przynosiło jej nawet zaserwowanie piłki z prędkością aż 196 km/h. Świątek odpowiedziała kapitalnym returnem. A wkrótce po tym punkcie Iga miała nawet piłkę na 6:3, 4:6, 3:0, czyli na prowadzenie z podwójnym przełamaniem w decydującym secie.

    Rosjance należą się ogromne brawa za to, że po wybuchach złości potrafiła jednak wrócić do świetnego grania. Z prawie 0:3 w decydującej partii, Andriejewa wyszła na 5:2!

    Już przy 2:3 Świątek zaczęła bezradnie rozkładać ręce i patrzeć w stronę swojego boksu. Niestety, w tym momencie Polka chyba pękła. Czwartego gema z rzędu przegrała głównie po własnych błędach. Piątego Andriejewa sobie doserwowała. Świątek źle serwowała, przestała też wytrzymywać wymiany – brakowało spokoju. Koniec końców Andriejewa znowu – już trzeci raz z rzędu – zasłużenie pokonała Świątek.

    Teraz naszą tenisistkę czekają turnieje w Madrycie i Rzymie. Tymi “tysięcznikami” będzie próbowała jak najlepiej przygotować się do wielkoszlemowego Rolanda Garrosa.

  • Iga Świątek była krok od wygranej! Nagły zwrot, tylko rozkładała ręce

    Iga Świątek była krok od wygranej! Nagły zwrot, tylko rozkładała ręce

    Iga Świątek, która w 1/8 finału pokonała Laurę Siegemund 6:2, 6:3, była faworytką, ale można było spodziewać się, że czeka ją trudna przeprawa.

    O sile młodej rywalki, która wyrzuciła z turnieju m.in. broniącą tytułu Jelenę Ostapenko, przekonywała się już bowiem dwukrotnie.

    Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

    W 2024 r. Polka wygrała ich pierwszy pojedynek w ćwierćfinale turnieju WTA w Cincinnati 2:1, ale w ubiegłym sezonie dwa razy górą była Andriejewa, która najpierw pokonała Świątek w ćwierćfinale w Dubaju 2:0, a następnie ograła ją także w półfinale w Indian Wells 2:1.

    Po znakomitej pierwszej połowie sezonu w jej grze pojawiło się jednak załamanie, a 18-latkę częściej widywaliśmy sfrustrowaną albo kompletnie załamaną. W Stuttgarcie do tej pory grała jednak bez większych problemów, a piątkowe spotkanie rozpoczęła od szybkiego przełamania, odbierając serwis naszej reprezentantki już w gemie otwarcia.
    Świetny powrót Igi Świątek. Z 0:2 na 6:3. Wykrzyczała: “jazda”

    Świątek mogła ekspresowo odrobić straty, ale zmarnowała break pointa. Skuteczniejsza była w czwartej partii, gdy udało jej się wyrównać na 2:2. I to mimo tego, że obie tenisistki rozegrały znakomitą akcję, którą kapitalnym skrótem zamknęła Rosjanka. Piąty gem to natomiast długa i zacięta batalia. Ostatecznie wojnę nerwów wygrała Polka, zamykając całą rozgrywkę najlepiej, jak tylko można, czyli asem serwisowym.

    Krótko po tym była liderka rankingu stanęła przed szansą na wygranie czwartej partii z rzędu, ale mimo trzech break pointów i głośnej “jazdy” Andriejewa zdołała się uratować. Chwilę później była już jednak bezradna — najpierw do zera przegrała przy podaniu Świątek, a następnie po raz kolejny pozwoliła się przełamać i zrobiło się już 5:3 dla Raszynianki.

    Rosjanka starała się jeszcze odwrócić losy rywalizacji, ale przy drugim setbolu podopieczna Francisco Roiga zamknęła pierwszą odsłonę spotkania.

    Druga zaczęła się korzystniej dla 18-latki, która wygrała serwis, a następnie odebrała podanie przeciwniczce. Od tego momentu kibice śledzili całą serię przełamań, zarówno z jednej, jak i drugiej strony. To zmieniło się dopiero przy wyniku 3:2 z perspektywy Rosjanki, kiedy to Świątek w końcu utrzymała serwis i doprowadziła do remisu.
    Mirra Andriejewa wróciła do gry! A potem ten trzeci set. Porażka Igi Świątek

    Przy prowadzeniu Andriejewej 4:3 zrobiło się niebezpiecznie, bo Polka musiała bronić break pointa. Skutecznym serwisem na ciało udało jej się jednak zmusić rywalkę do błędu i uchronić przed przełamaniem. Nastolatka nic sobie jednak z tego nie zrobiła i przy kolejnej okazji dopięła swego, odbierając podanie Świątek i wygrywając 6:4.

    Rosjanka nie poszła jednak za ciosem i w trzeciego seta lepiej weszła Świątek, która objęła prowadzenie 2:0. Niestety, po dwóch kolejnych gemach było już 2:2, choć Polka miała break pointa na 3:0. Trudno więc dziwić się, że po doprowadzeniu przez 18-latkę do remisu, Raszynianka zareagowała rozłożeniem rąk i bezradnym spojrzeniem na swój sztab.

    A to był dopiero początek problemów sześciokrotnej mistrzyni wielkoszlemowej. Andriejewa szybko przejęła inicjatywę, a po chwili dołożyła kolejne przełamanie. Przy stanie 4:2 Świątek próbowała jeszcze odrobić straty, ale nieskutecznie. Coraz bardziej poirytowana Polka mogła tylko kierować pretensje w stronę boksu, gdzie obok Roiga zasiadał m.in. jej ojciec Tomasz.

    Zobacz także: Polacy przez lata nie mieli tu wstępu. “Świątynia”. 22-latek zmienił wszystko

    W ósmym gemie Raszynianka wreszcie przerwała dominację przeciwniczki i zapisała na swoim koncie trzeciego gema. Na więcej Rosjanka jednak już nie pozwoliła i przy swoim podaniu przypieczętowała awans do półfinału, triumfując 3:6, 6:4, 6:3 po dwóch godzinach i 36 minutach gry. O finał powalczy z Jeleną Rybakiną lub Leylah Fernandez.

    Warto dodać, że ta porażka ma dla naszej tenisistki ogromne konsekwencje. Po przegranej Coco Gauff miała bowiem szansę przesunąć się na trzecie miejsce w rankingu WTA. Wpadki Amerykanki nie udało się jednak wykorzystać i Polka pozostanie na 4. miejscu.

    Tym samym Iga Świątek przegrała swój drugi mecz w karierze na mączce po zdobyciu pierwszego seta w głównym turnieju WTA (poprzedni przegrała siedem lat temu w Pradze z Karoliną Muchovą).

    — Kiedy grasz z tak doświadczoną tenisistką, jak Iga Świątek, która wygrała, właściwie nie wiem, ile turniejów, wielkoszlemowe, “finalsy”, to nigdy nie jest proste zadanie. Zbudowałam jednak pewność siebie ostatnimi występami, wygranym turnieju w Linzu i po pierwszym secie potrafiłam wierzyć w sukces — powiedziała Andriejewa po meczu >>

    Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.
    Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.

  • Nie czekali, aż Świątek zejdzie z kortu. Przykry komunikat od razu po meczu

    Nie czekali, aż Świątek zejdzie z kortu. Przykry komunikat od razu po meczu

    To miał być nowy etap, nowa energia, nowa Iga Świątek. W Stuttgarcie zobaczyliśmy jednak Raszyniankę… ze schyłku okresu współpracy z Wimem Fissette’em. Pierwszy set wygrany, potem kłopoty na korcie i dwie kolejne partie oddane. Efekt? Pożegnanie z Porsche Tennis Grand Prix już po drugim występie. Polka musiała uznać wyższość 18-letniej Mirry Andriejewej. Na dodatek tuż po meczu pojawił się komunikat, który musi niepokoić.
    Iga Świątek w białej koszulce i czapce, z rakietą tenisową, zakrywa usta dłonią podczas meczu

    Iga ŚwiątekIMAGONewspix.pl

    Jak donoszą statystycy z serwisu OptaAce, Iga Świątek przegrała na mączce pierwszy od siedmiu lat mecz, w którym seta otwarcia rozstrzygnęła na swoją korzyść. W turnieju głównym WTA wcześniej zdarzyło się to tylko w Pradze, gdy rywalką Polki była Karolina Muchova.

    Doszło do tego w 2019 roku, a zatem przed pierwszym wielkoszlemowym triumfem Świątek. A także przed zajęciem miejsca na szczycie światowego rankingu. Od kiedy Raszynianka stała się gwiazdą pierwszej wielkości, taka sytuacja nie miała jeszcze miejsca.

    Iga Świątek za burtą turnieju WTA 500 w Stuttgarcie. Pierwsza porażka pod trenerską pieczą Francisco Roiga

    – Na razie na treningach widzę wiele pozytywnych zmian – zapewniała Swiątek przed startem w Porsche Tennis Grand Prix. – Oczywiście, jeśli przez kilka miesięcy nie zrobię czegoś dobrze, to nie jest tak, że obudzisz się następnego dnia i zrobisz to, co trzeba. To się pojawi automatycznie. Staram się dać sobie czas. Francisco również mnie do tego zachęca.

    Z pewnością nie zakładała jednak, że ze Stuttgartu będzie musiała wyjechać już po drugim występie. Konfrontację z 38-letnią Laurą Siegemund zakończyła triumfem. Kiedy jednak naprzeciw niej stanęła o dwie dekady młodsza Mirra Andriejewa, zaczęły się schody. Polka przegrała 6:3, 4:6, 3:6.

    – Oczekuję, że po prostu poprawię się na korcie treningowym, potem może w meczach – tłumaczyła na przedturniejowej konferencji prasowej. – Ale nie będę dla siebie zbyt surowa. Nie będę oceniała się zbyt pochopnie. To ma być proces. Jak to mówią, to nie sprint, to maraton.

    Te słowa brzmią rozsądnie. Trudno jednak potraktować bez niepokoju fakt, że Iga pozwala się zdominować na swojej ulubionej nawierzchni, mając przewagę wygranego seta. Skoro nie doszło do tego przez minione siedem lat, dlaczego dzieje się to teraz?

    Dla porządku odnotujmy, że podobna historia mogła się wydarzyć już przed trzema laty. W ćwierćfinale Italian Open najlepsza polska tenisistka – broniąc tytułu – spotkała się z Jeleną Rybakiną. Wygrała pierwszego seta, by drugą partię oddać po tie-breaku. W trzecim rozdaniu, przy stanie 6:2, 6:7(3), 2-2, skreczowała.

    Wcześniej po wygraniu seta otwarcia dwukrotnie schodziła pokonana z kortu ziemnego w turniejach ITF. Uległa w ten sposób Marine Partaud (Le Havre, 2017) i Martinie Di Giuseppe (Praga, 2018).

    Wypowiedź Igi Świątek po porażce w Stuttgarcie znajdziesz TUTAJ.
    Zawodniczka tenisowa w białej koszulce z rakietą w ręku, patrząca do góry z wyrazem zdziwienia lub rozczarowania na twarzy, na tle niebieskiej tablicy z napisem.

    Iga ŚwiątekAndrew Schwartz/SIPAEast News
    Emocjonująca chwila podczas meczu tenisowego. Młoda zawodniczka w ciemnym stroju i białej czapce z daszkiem krzyczy, pokazując intensywne emocje związane z rywalizacją. W tle rozmyte postaci sugerujące obecność innych uczestników wydarzenia.

    Mirra AndriejewaCLIVE BRUNSKILL / GETTY IMAGES NORTH AMERICA / Getty Images via AFPAFP
    tenisistka w białym stroju i pomarańczowej opasce na głowie zaciska pięść i głośno wyraża emocje, ukazując determinację i sportową pasję

    Karolina MuchovaRich Storry/Getty ImagesAFP

    Nuno Borges – Hamad Medjedovic. Skrót meczu.

  • Rosjanka pokonała Świątek. Naprawdę powiedziała to o Polce. “Nie potrafię policzyć”

    Rosjanka pokonała Świątek. Naprawdę powiedziała to o Polce. “Nie potrafię policzyć”

    Iga Świątek w ćwierćfinale turnieju WTA 500 w Stuttgarcie mierzyła się z Mirrą Andriejewą. To był pierwszy tak poważny test pod wodzą nowego szkoleniowca – Francisco Roiga. Niestety Świątek go nie zdała. Rosjanka wygrała 2:1, a Iga oddała sporo “darmowych” punktów. – Miałam pewność siebie w grze po wygraniu kilku meczów – powiedziała zaraz po meczu Mirra.
    Mirra Andriejewa

    Mirra AndriejewaRobert PrangeGetty

    Iga Świątek drugi rok z rzędu źle weszła w sezon. Polka od stycznia nie potrafiła pokazać swojej najlepszej wersji. Nasza gwiazda docierała do kolejnych ćwierćfinałów, ale nie potrafiła przekroczyć tego etapu. Z kolei w Miami wydarzyło się coś absolutnie szokującego, bo Iga odpadła już w drugiej rundzie.

    Raszynianka musiała uznać wyższość Magdy Linette. Ta porażka okazała się gwoździem do tenisowej trumny dla Wima Fissette’a. Belg został bowiem zwolniony przez Polkę. Jego miejsce po kilku dniach zajął Francisco Roig. Hiszpan popracował z Igą przez tydzień na Majorce, gdzie pomagał im także Rafael Nadal.

    Andriejewa o rywalizacji ze Świątek. Rozbrajające słowa

    Później Polka przeniosła się do Stuttgartu, gdzie rozpoczął się dla niej okres gry na mączce. W pierwszym meczu “pięćsetki” w Niemczech pokonała Laurę Siegemund. W rywalizacji o półfinał mierzyła się ze zdecydowanie bardziej renomowaną rywalką – Mirrą Andriejewą.

    Tego egzaminu Polka nie zdała. Świątek przegrała w trzech setach i to Mirra zagra o finał imprezy. Po meczu na gorąco zaczęła od pochwał dla Igi. – Gdy grasz z kimś, kto jest tak doświadczony…ona wygrała tyle turniejów, że nawet nie potrafię tego zliczyć, triumfowała też tu. Ma ogromne doświadczenie, ale podchodziłam do tego meczu, wiedząc, że mam pewność w swojej grze po kilku wygranych z rzędu – powiedziała na gorąco.

    – Mówiłam sobie, że nieważne co się wydarzy, muszę walczyć, budować i wierzyć w to, że mogę wygrać niezależnie od wyniku. To mówiłam do siebie, gdy wynik w trzecim secie nie wyglądał zbyt dobrze. Starałam się nie mieć w sobie strachu, iść po swoje dobre uderzenia. Starałam się sama skończyć mecz – podsumowała.
    tenisistka w sportowej koszulce i czapce z daszkiem, z wyraźnie skupionym wyrazem twarzy, stoi na korcie, z ręką opartą na biodrze

    Iga Świątek poznała swoją przeciwniczkę w drugiej rundzie WTA 500 w StuttgarcieNoushad Thekkayil / NurPhoto / NurPhoto via AFPAFP
    tenisistka w białej odzieży sportowej z widocznymi tatuażami całuje rakietę tenisową, w prawym górnym rogu okrągłe wstawienie ukazujące twarz innej zawodniczki w trakcie gry ze skupionym wyrazem twarzy na niebieskim tle

    Iga Świątek (na małym zdj.) wygrała z Marketą Vondrousovą wszystkie cztery mecze. Do następnej konfrontacji może w najbliższej przyszłości nie dojść…AFP
    Iga Świątek poznała rywalkę w drugiej rundzie WTA 500 w Stuttgarcie

    Iga Świątek poznała rywalkę w drugiej rundzie WTA 500 w StuttgarcieFATIH AKTAS / ANADOLU / Anadolu via AFPAFP

    ACF Fiorentina – Crystal Palace FC. Skrót meczu.

  • Andriejewa wyrzuca Świątek z turnieju, ale co stało się potem. Jest komunikat WTA

    Andriejewa wyrzuca Świątek z turnieju, ale co stało się potem. Jest komunikat WTA

    Iga Świątek udanie rozpoczęła turniej w Stuttgarcie. Polka w pierwszym meczu pod wodzą Francisco Roiga pokonała Laurę Siegemund. Prawdziwym wyzwaniem od początku wydawał się jednak ćwierćfinał z Mirrą Andriejewą. Mecz był bardzo długi i wyczerpujący, ale ostatecznie to Rosjanka wygrała po trzech wyrównanych setach. “Ciężko wywalczone zwycięstwo” – czytamy w komunikacie WTA.
    Iga Świątek

    Iga ŚwiątekRobert PrangeGetty Images

    Iga Świątek po niespełna osiemnastu miesiącach zdecydowała się zakończyć współpracę z Wimem Fissettem. Belg został przez Polkę zwolniony po tym jak Iga w drugiej rundzie turnieju WTA 1000 w Miami musiała uznać wyższość Magdy Linette po zaskakującym zwrocie akcji.

    Miejsce Fissette’a zajął doświadczony Hiszpan – Francisco Roig. Pierwszym testem współpracy tej dwójki jest turniej WTA 500 w Stuttgarcie, gdzie obsada jest naprawdę mocna. Ze ścisłej światowej czołówki w Niemczech zabrakło tylko liderki rankingu WTA – Aryny Sabalenki.

    Komunikat WTA po meczu Świątek. Wprost

    W pierwszym meczu Iga ze spokojem przywitała się z halą, pokonując bez kłopotów Laurę Siegemund. W rywalizacji o półfinał na Polkę czekało już jednak zdecydowanie poważniejsze wyzwanie. Po drugiej stronie siatki stała bowiem Mirra Andriejewa, a więc dziewiąta zawodniczka rankingu.

    Ta zgodnie z oczekiwaniami postawiła bardzo trudne warunki naszej zawodniczce. Ostatecznie mecz trwał ponad dwie godziny i zakończył się po trzech setach. Lepsza okazała się Rosjanka, która w decydującej partii wygrała 6:3. Polka popełniła w niej wiele błędów, oddając prowadzenie 2:0.

    Błyskawicznie po meczu w mediach społecznościowych WTA pojawił się wpis, podkreślający wysiłek Mirry. “Ciężko wywalczone zwycięstwo. Mirra Andriejewa walczyła z całych sił i pokonała Świątek!” – czytamy na portalu X.com.
    kobieta ubrana w sportowy strój i czapkę z daszkiem niesie biały tenisowy worek przez ramię, na ręce ma opaskę, wokół widoczny rozmazany tłum kibiców na trybunach

    Iga Świątek trafiła na Laurę Siegemund w drugiej rundzie WTA 500 w StuttgarcieMATTHEW STOCKMAN / GETTY IMAGES NORTH AMERICA / Getty Images via AFP AFP
    tenisistka w sportowej koszulce i czapce z daszkiem, z wyraźnie skupionym wyrazem twarzy, stoi na korcie, z ręką opartą na biodrze

    Iga Świątek poznała swoją przeciwniczkę w drugiej rundzie WTA 500 w StuttgarcieNoushad Thekkayil / NurPhoto / NurPhoto via AFPAFP
    Iga Świątek poznała rywalkę w drugiej rundzie WTA 1000 w Indian Wells

    Iga Świątek poznała rywalkę w drugiej rundzie WTA 1000 w Indian WellsMATTHEW STOCKMAN / GETTY IMAGES NORTH AMERICA / Getty Images via AFP AFP

    Tomasz Hajto: Czerwona kartka Jana Bednarka zbiła pomysł Fariolego na mecz.

  • Rosjanka pokonała Świątek, a potem zabrała głos. “Chcę tak grać”

    Rosjanka pokonała Świątek, a potem zabrała głos. “Chcę tak grać”

    – Chcę tak grać do końca mojej kariery – stwierdziła Mirra Andriejewa na gorąco po zwycięstwie 3:6, 6:4, 6:3 w ćwierćfinale turnieju WTA 500 w Stuttgarcie nad Igą Świątek.
    TENNIS-STUTTGART/
    Fot. REUTERS/Kai Pfaffenbach

    Iga Świątek w drugiej rundzie turnieju WTA 500 w Stuttgarcie rozprawiła się z Laurą Siegemund 6:2, 6:3 i dobrze zainaugurowała współpracę z Francisco Roigiem. W ćwierćfinale na Polkę czekało jednak dużo trudniejsze zadanie. Rywalką Raszynianki była Mirra Andriejewa, która wcześniej rozprawiła się z Jeleną Ostapenko i Alycią Parks.

    Zobacz wideo Iga Świątek podpisała kontrakt z gigantem. “Pierwsza Polka w historii”
    Rosjanka ograła Świątek. Oto, co powiedziała tuż po meczu

    Pierwsza odsłona starcia była bardzo wyrównana i żadna z zawodniczek nie była w stanie wyraźnie zaznaczyć przewagi na korcie. Ostatecznie premierowy set padł łupem Polki 6:3. W drugiej partii górą 6:4 była Andriejewa, a w trzeciej partii Rosjanka przypieczętowała awans do półfinału.

    – Oczywiście, kiedy grasz przeciwko komuś tak doświadczonemu, kto wygrał tak wiele turniejów, w tym wielkoszlemowych, to nigdy nie jest proste zadanie – mówiła tuż po zakończeniu spotkania.

    – Zbudowałam pewność siebie ostatnimi występami i wygranym turniejem w Linzu. Po pierwszym secie nadal potrafiłam wierzyć w sukces – dodała.

    – Nie wiem, co zrobiło różnicę w końcówce. Po prostu starałam się być odważna i grać na własnych warunkach – stwierdziła Rosjanka.

    – Także bywam spięta na korcie, ale staram się uczyć tego, że jeśli nie gram ofensywnie, to nie wygrywam meczów. Chcę zrobić wszystko, żeby utrzymać odważną grę do końca mojej kariery – zakończyła

    W półfinale Mirra Andriejewa zmierzy się ze zwyciężczynią starcia pomiędzy Kazaszką Jeleną Rybakiną a Kanadyjką Leylah Fernandez. W drugim półfinale dojdzie do spotkania Ukrainki Eliny Switoliny i Czeszki Karoliny Muchovej.

    Zobacz też: Wielkie zwycięstwo Chwalińskiej! Niezwykły mecz w Portugalii