• Trzysetowy mecz Świątek z Andriejewą. Znamy półfinalistkę WTA Stuttgart

    Trzysetowy mecz Świątek z Andriejewą. Znamy półfinalistkę WTA Stuttgart

    Trzysetowy mecz Świątek z Andriejewą. Znamy półfinalistkę WTA Stuttgart

    Po emocjonujących ćwierćfinałach w dolnej części drabinki turnieju WTA 500 w Stuttgarcie, przyszedł czas na rywalizację w górnej połówce. Na “dzień dobry” czekało nas starcie z udziałem Igi Świątek. Nasza reprezentantka zmierzyła się z Mirrą Andriejewą. Polka chciała się zrewanżować Rosjance za poprzednie porażki w bezpośrednich spotkaniach. W trzecim secie doszło do niesamowitego zwrotu akcji, po którym to 18-latka cieszyła się ze zwycięstwa 3:6, 6:4, 6:3. Oto co się wydarzyło w Niemczech.
    Iga Świątek rywalizowała z Mirrą Andriejewą o półfinał WTA 500 w Stuttgarcie

    Iga Świątek rywalizowała z Mirrą Andriejewą o półfinał WTA 500 w StuttgarcieKatharina Kausche / DPA / dpa Picture-Alliance via AFPAFP

    Mecz z Laurą Siegemund był dla Igi Świątek pierwszym oficjalnym meczem pod wodzą nowego trenera – Francisco Roiga. Nasza reprezentantka wygrała spotkanie 6:2, 6:3 po 90 minutach rywalizacji. Nikt nie miał jednak wątpliwości, że prawdziwe testy dopiero przed Polką. Premierowy nadszedł dzisiaj, tuż po godz. 17:00 czasu polskiego. Rozstawiona z “3” Raszynianka walczyła bowiem o ćwierćfinał WTA 500 w Stuttgarcie z posiadającą serię sześciu zwycięstw z rzędu Mirrą Andriejewą.

    24-latka przegrała ostatnie dwie bezpośrednie batalie z Rosjanką. Dotychczas nigdy nie mierzyły się jednak ze sobą na mączce. Świątek posiadała zatem doskonałą okazję do rewanżu. Tuż przed meczem wzrosła dla Igi stawka pojedynku. W związku z porażką Coco Gauff w potyczce z Karoliną Muchovą, nasza reprezentantka grała o powrót na podium rankingu WTA w poniedziałkowym notowaniu. Zapowiadało się bardzo ciekawe spotkanie. W roli sędziego wystąpił słynny Kader Nouni.

    Iga Świątek kontra Mirra Andriejewa w ćwierćfinale

    Mecz rozpoczęła Świątek. Polka nie najlepiej weszła w pojedynek, brakowało jej pierwszego podania. Po podwójnym błędzie serwisowym pojawiły się dwa break pointy z rzędu dla Andriejewej. Potem Iga zanotowała pomyłkę w trakcie wymiany i doszło do przełamania na “dzień dobry”. Oznaki lepszej gry po stronie naszej reprezentantki pojawiły się przy stanie 30-0 dla Mirry w drugim gemie. Wówczas pojawił się nawet break point dla Raszynianki, po podwójnym błędzie serwisowym Rosjanki. Niestety turniejowa “3” nie zdołała go wykorzystać i zrobiło się 2:0 dla 18-latki.

    W trakcie trzeciego rozdania zobaczyliśmy w końcu dobre podania ze strony mistrzyni Wimbledonu 2025. Kilka minut później był już remis. Andriejewa świetnie wybroniła się przy drugiej piłce na przełamanie, ale po znakomitym returnie Świątek wypracowała sobie jeszcze jedną okazję i wyrównała na 2:2. Po piątym gemie Iga po raz pierwszy wyszła na prowadzenie. Mirra posiadała w sumie dwa break pointy, natomiast Raszynianka po długiej i zaciętej walce skutecznie wyszła z opresji. Po stronie Rosjanki można było też dostrzec wstępne objawy frustracji.

    Po krótkiej przerwie nasza reprezentantka miała w sumie cztery piłki na 4:2, jednak żadnej nie udało się wykorzystać. Andriejewa przerwała korzystną serię Polki i po blisko 40 minutach rywalizacji nastał kolejny remis. Decydujące momenty tej części pojedynku należały do turniejowej “3”. Najpierw Świątek pewnie dorzuciła czwarte “oczko”. Chwilę później wywalczyła przełamanie i przy stanie 5:3 Iga serwowała po zwycięstwo w partii. Nasza reprezentantka dopełniła dzieła po walce na przewagi. Wykorzystała drugiego setbola i zapewniła sobie rezultat 6:3 w premierowej odsłonie.

    Pierwsze minuty drugiej fazy spotkania ułożyły się wynikowo podobnie do tego, co widzieliśmy na starcie meczu. Najpierw Andriejewa utrzymała swoje podanie po walce na przewagi, a później przełamała serwis Raszynianki i wyszła na 2:0. 18-latka zaczęła znakomicie returnować. Jedno kończące zagranie z odbioru posłała przy break poincie. Po chwili Iga dobrała się do podania przeciwniczki, ale nie poszła za ciosem. Festiwal przełamań trwał przez kolejne minuty. Przerwała go dopiero Świątek, podczas szóstego gema. Turniejowa “3” wyszła ze stanu 1:3 na 3:3, przez co gra o zwycięstwo w secie została zainaugurowana na nowo.

    Po tym, jak Mirra dorzuciła czwarte “oczko”, presja wróciła na stronię naszej reprezentantki. Rosjanka dostała szansę na 5:3, gdyż piłka po zagraniu Raszynianki odbiła się od taśmy i wyleciała poza linię końcową. Mimo to 24-latka skutecznie oddaliła zagrożenie i doprowadziła do remisu. W trakcie dziewiątego rozdania wisiały w powietrzu dwa break pointy dla Polki. Raszynianka została jednak skutecznie przelobowana. Od stanu 15-30 Andriejewa zgarnęła w sumie trzy punkty z rzędu. Świątek musiała zatem utrzymać podanie, by pozostać w grze o zwycięstwo w partii. Niestety, nie udało się dokonać tej sztuki. Przy setbolu Mirra posłała uderzenie kończące z returnu.

    Trzecią odsłonę również inaugurowała Rosjanka. Początkowo miała okazję na 1:0, ale potem zaczęła wyrzucać. Doszło do break pointa dla Świątek. Polka wzięła sprawy w swoje ręce i rozegrała skuteczną akcję. W następnych minutach zobaczyliśmy nawet piłkę na podwójne przełamanie dla Igi. Ostatecznie Andriejewa wyszła z opresji – zdobyła premierowe “oczko” i złapała kontakt z naszą reprezentantką. Tamta sytuacja na nowo podpięła 18-latkę do meczu. Chwilę później doprowadziła do remisu po niewielkiej pomyłce Raszynianki. Obie balansowały na krawędzi błędu, w okolicy linii końcowej, ale to turniejowa “3” jako pierwsza wyrzuciła piłkę.

    W następnych minutach Świątek zupełnie zgasła. Przegrała kolejne trzy rozdania, przez co Mirra znalazła się o krok od wygranej w całym pojedynku. Dopiero w ósmym gemie Iga przerwała serię pięciu “oczek” z rzędu na koncie zawodniczki rozstawionej z “6”. Rosjanka nie wypuściła już z rąk wypracowanej przewagi. Ostatecznie Andriejewa triumfowała 3:6, 6:4, 6:3 i zameldowała się w najlepszej “4” WTA 500 w Stuttgarcie, gdzie zmierzy się z Jeleną Rybakiną albo Leylah Fernandez. Taki rezultat sprawia, że Raszynianka pozostanie na czwartej pozycji w rankingu i wciąż musi poczekać na swój pierwszy indywidualny półfinał w tym sezonie.

    Dokładny zapis relacji z meczu Iga Świątek – Mirra Andriejewa jest dostępny TUTAJ.
    Sportowiec w jasnej koszulce i czapce z daszkiem świętuje sukces na korcie tenisowym, wykonując gest zaciśniętej pięści. W tle rozmyte niebieskie tło i fragment rakiety tenisowej.

    Iga ŚwiątekXiao YijiuAFP
    młoda kobieta w sportowym stroju i niebieskiej czapce z daszkiem, z zaciętą miną, na tle rozmytego tłumu

    Mirra AndriejewaDubreuil Corinne/ABACAEast News
    Jelena Rybakina

    Jelena RybakinaIZHAR KHANAFP

    Nuno Borges – Hamad Medjedovic. Skrót meczu.

  • 4-0 dla Świątek. To może być koniec. Mistrzyni Wimbledonu grozi dyskwalifikacja

    4-0 dla Świątek. To może być koniec. Mistrzyni Wimbledonu grozi dyskwalifikacja

    Marketa Vondrousova przeszła w karierze ponad 100 testów antydopingowych. Żaden z nich nie dał pozytywnego wyniku. Mimo to mistrzyni Wimbledonu AD 2023 może zostać zdyskwalifikowana na cztery lata. To efekt incydentu z grudnia ubiegłego roku. Czeska tenisistka odmówiła wówczas oddania próbki do badania, a w tle pojawia się… bandycki napad na inną triumfatorkę z Londynu.
    Tenisistka w białej odzieży sportowej i z tatuażami całuje rakietę, obok twarz drugiej zawodniczki w grze.

    Iga Świątek (na małym zdj.) wygrała z Marketą Vondrousovą wszystkie cztery mecze. Do następnej konfrontacji może w najbliższej przyszłości nie dojść…AFP

    Marketa Vondrousova to jedna z “ulubionych” rywalek Igi Świątek. Polka do tej pory spotykała sią z nią czterokrotnie i za każdym razem schodziła z kortu jako zwyciężczyni. Niewykluczone, że do następnej konfrontacji dojdzie nie wcześniej niż za cztery lata.

    Właśnie takim okresem zawieszenia zagrożona jest obecnie czeska tenisistka. To efekt niecodziennego zdarzenia z początku grudnia ubiegłego roku. 26-latka nie wpuściła wówczas do mieszkania kontrolera, który przyszedł pobrać próbkę do testu antydopingowego.

    Marketa Vondrousova w poważnych tarapatach. Przyjęła ryzykowną linię obrony. To może doprowadzić ją do zguby

    Sprawę szeroko opisuje serwis iSport.cz. Obraz incydentu wyłania się z narracji przedstawionej przez Vondrousovą i jej prawnika Jana Exnera. Ich wyjaśnienia Międzynarodowa Agencja ds. Integralności Tenisa (ITIA) uznaje jednak za niewystarczające.

    Wiadomo na pewno, że do mieszkania zawodniczki zapukał komisarz niemieckiej agencji antydopingowej. Nie zdołał jednak wykonać swojej pracy. Mistrzyni Wimbledonu z 2023 roku twierdzi, że nie przestrzegał procedur – nie okazał legitymacji służbowej ani upoważnienia.

    – Zareagowałam jako osoba, która się boi. W tamtej chwili chodziło o poczucie bezpieczeństwa, a nie o unikanie czegoś – tłumaczy Vondrousova.

    I przypomina, że jej rodaczka Petra Kvitova w podobnych okolicznościach została napadnięta we własnym domu. Jej życie było zagrożone. Napastnik zranił ją ostrym narzędziem. Tę kryminalną historię opisywaliśmy TUTAJ.

    – Dysponuję opinią ekspertów, że Marketa zmagała się z ostrą reakcją stresową, przez którą nie działała racjonalnie – informuje jej adwokat. Kontroler zapewnia jednak, że zachował się zgodnie z regulaminem.

    – To będzie twierdzenie przeciw twierdzeniu. A my będziemy się starać udowodnić, że kontroler kłamał – dodaje mecenas Exner.

    Vondrousovej grozi sankcja w postaci czteroletniego zawieszenia. To dokładnie tyle, ile wynosi kara za pozytywny wynik testu. Do tej pory Czeszka przeszła takich kontroli ponad 100. W jej organizmie nigdy nie znaleziono substancji niedozwolonych.

    Zawodniczka, zmagająca się w ostatnim czasie z kontuzją ramienia, pojawiła się na korcie w miniony weekend – przy okazji turnieju kwalifikacyjnego BJK Cup. Teraz planuje wystartować w Madrid Open (20 kwietnia – 3 maja). Jej zamiary w każdej chwili storpedować może jednak surowy werdykt ITIA.
    Marketa Vondrousova

    Marketa VondrousovaANNE-CHRISTINE POUJOULAT / AFP AFP
    Zawodniczka tenisowa pochylona do przodu, trzymająca się za głowę oraz rakietę, z wyrazem silnych emocji, na tle kortu podczas meczu tenisowego.

    Marketa VondrousovaSarah StierAFP
    Tenisistka w trakcie uderzenia piłki podczas meczu, skupiona miną, ubrana w pomarańczowy strój sportowy, w tle niewyraźne logo i ciemnoniebieskie tło kortu.

    Marketa VondrousovaELSA / GETTY IMAGES NORTH AMERICA / Getty Images via AFPAFP

    Nuno Borges – Hamad Medjedovic. Skrót meczu.

  • Tomaszewski zobaczył, co zrobił Nawrocki i zareagował. Zwrócił się bezpośrednio

    Tomaszewski zobaczył, co zrobił Nawrocki i zareagował. Zwrócił się bezpośrednio

    Karol Nawrocki pojawił się na pogrzebie Jacka Magiery. Prezydent RP postanowił na tej uroczystości zdobyć się na gest, który wzruszył wielu zgromadzonych. O decyzji Nawrockiego kilka słów postanowił powiedzieć również Jan Tomaszewski. Były bramkarz w kilku słowach docenił Nawrockiego i otwarcie mu podziękował.
    Jan Tomaszewski w biało-czerwonej koszulce na stadionie oraz Karol Nawrocki w garniturze w oficjalnym wnętrzu.

    Jan Tomaszewski, Karol NawrockiLUKASZ GROCHALA/CYFRASPORT / NEWSPIX.PL & PIOTR KUCZA/FOTOPYK/NEWSPIX.PLNewspix.pl

    Jacek Magiera zmarł nieoczekiwanie podczas treningu biegowego. Trener zasłabł, a przyczyną jego śmierci było nagłe zatrzymanie krążenia. Pogrzeb znanego szkoleniowca odbył się 16 kwietnia w Warszawie i byli na nim obecni m.in. Jan Urban, Robert Lewandowski czy Karol Nawrocki.

    Karol Nawrocki odznaczył pośmiertnie Jacka Magierę

    Magiera został pochowany na cmentarzu wojskowym na Powązkach. Nim jednak do tego doszło, podczas uroczystości pogrzebowych głos zabrał Karol Nawrocki. Okazało się, że postanowił pośmiertnie odznaczyć trenera Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski. Order odebrała z jego rąk żona szkoleniowca, Magdalena Magiera.

    “Prezydent RP Karol Nawrocki wziął udział w uroczystościach pogrzebowych piłkarza i trenera piłkarskiego śp. Jacka Magiery. Za wybitne osiągnięcia w pracy szkoleniowej i trenerskiej, za dokonania sportowe szkoleniowiec został pośmiertnie uhonorowany Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski. Order z rąk Prezydenta odebrała żona zmarłego, Magdalena Magiera, podczas uroczystości pogrzebowej w Katedrze Polowej Wojska Polskiego przy ulicy Długiej w Warszawie” – można było przeczytać na stronie prezydenta RP.

    Jan Tomaszewski skomentował działania prezydenta

    Po pogrzebie głos ws. obecności Nawrockiego na pogrzebie Jacka Magiery postanowił zabrać także Jan Tomaszewski. W rozmowie z Super Expressem zdecydował się wprost podziękować prezydentowi za przyjście. Sam Tomaszewski był ogromnie wstrząśnięty śmiercią Magiery.

    “Jestem bardzo wdzięczny panu prezydentowi, że był na pogrzebie, bo to świadczy o tym, jak Jacek jest ceniony nie tylko w świecie sportowym, ale w świecie społecznym, politycznym” – twierdził były bramkarz.
    Mężczyzna w garniturze i krawacie stoi na pierwszym planie, w tle widoczne rozmyte flagi; w lewym górnym rogu umieszczony czarno-biały portret innego mężczyzny w sportowej koszulce.

    Karol Nawrocki zareagował na śmierć Jacka MagieryMateusz Kotowicz/REPORTER / AFP/EAST NEWS GERARD JULIENEast News
    Dwóch mężczyzn w garniturach siedzi obok siebie, skupieni patrzą przed siebie, w tle rozmyty tłum osób również w eleganckich strojach.

    Prezydent Karol Nawrocki na pogrzebie Jacka MagieryRadek PietruszkaPAP

    Real Betis – Sporting Braga. Skrót meczu.

  • Były trener Igi Świątek świętuje z ukochaną. To była modelka

    Były trener Igi Świątek świętuje z ukochaną. To była modelka

    Wim Fissette i Jasmien Clijsner zostali parą w kwietniu 2011 r. Nieco ponad cztery lata później, w czerwcu 2015 r., zakochani po raz pierwszy zostali rodzicami — wówczas doczekali się syna Arthura.

    Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
    Do ślubu nie poszła w sukience

    1 marca 2018 r. Clijsner pochwaliła się, że Fissette się oświadczył. “Powiedziałam TAK” — ogłosiła na Instagramie, prezentując piękny pierścionek zaręczynowy. We wrześniu 2018 r. narzeczeni powitali na świecie drugiego potomka — Louisa. Belgijski trener tenisa i była modelka pobrali się 23 grudnia 2023 r. Zdecydowali się na skromną uroczystość, w której towarzyszyli im najbliżsi. Panna młoda zrezygnowała z sukni ślubnej na rzecz białych spodni i jasnej cekinowej bluzki.

    Odkąd we wrześniu 2024 r. Wim Fissette został trenerem Igi Świątek, jego nazwisko bardzo często gościło w polskich mediach. Głośno było o nim również ostatnio, gdy Polka podjęła decyzję o zakończeniu ich współpracy.

    Wpadła mu w oko, ale bał się zagadać. Na ich ślubie bawiły się gwiazdy

    Od czasu do czasu portale pisały również o rodzinie Belga. Tak było np. podczas zeszłorocznego Wimbledonu, w którym triumfowała Świątek. W trakcie turnieju Jasmien Clijsner pokazywała na Instagramie, jak jej synowie reagowali na zwycięstwa Polki. Po tym, jak raszynianka awansowała do finału, spróbowali nawet makaronu z truskawkami.
    Wim Fissette świętuje z żoną. “15 lat razem”

    Jasmien Clijsner jest bardzo aktywna na Instagramie, gdzie obserwuje ją blisko 3 tys. internautów. Żona Wima Fissette’a chętnie pokazuje urywki z życia prywatnego. Na jej profilu znajdziemy mnóstwo zdjęć z mężem i dziećmi.

    O ich rozstaniu mówiła cała Polska. “Przeżywałam euforię i osobisty dramat”

    Tym razem, przy okazji rocznicy związku, była modelka zamieściła w sieci wpis, w którym zażartowała z faktu, że to ona jest nieco wyższa od ukochanego.

    “15 lat razem, a ja wciąż udaję, że to on jest tym wysokim” — napisała na Instastory.

    Wim Fissette i Jasmien Clijsner

    Wim Fissette i Jasmien ClijsnerŹródło: instagram.com/@jasmienclijsner

    Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.
    Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.

  • Trzy gemy Mai w niemal 40 minut. Później deklasacja. Nr “5” już na aucie

    Trzy gemy Mai w niemal 40 minut. Później deklasacja. Nr “5” już na aucie

    W czwartek Maja Chwalińska odniosłą w Oeiras jedno ze swoich największych zwycięstw w karierze – na mączce pokonała półfinalistkę French Open z 2023 roku Beatriz Haddad Maię. I to jak, 6:0, 6:4! A dziś stanęła do walki z turniejową “5” – Simoną Waltert. Przegrała z nią jesienią zeszłego roku w Lublanie, kilka dni temu Szwajcarka rozbiła Katarzynę Kawę. Dziś po trzech gemach Maja prowadziła 2:1, na korcie były już od… ponad 39 minut. A później doszło do deklasacji na Campo 1.

    Maja ChwalińskaRobert PrangeGetty Images

    Haddad Maia jest 69. na świecie, Chwalińska – 129. Brazylijka zawsze imponowała znakomitą dyspozycję fizyczną, potrafiła grać nawet czterogodzinne spotkania. A na Polce takie dłuższe gry zostawiały ślady, często zmagała się z kontuzjami. W trakcie meczu z Beatriz też doznała kontuzji mięśniowej, potrzebowała wsparcia medycznego i pomocy poza kortem. Wróciła z potężnym bandażem, zdołała dwukrotnie przełamać Haddad Maię, wygrała 6:0, 6:4.

    Dziś stawką był już półfinał, a rywalką – Szwajcarka Simona Waltert. Dziś 92. na świecie, mająca gwarancję miejsca w głównej drabince French Open. A Maja wciąż o to walczyć, by jako kolejna Polka znaleźć się w TOP 100. Ewentualny sukces w Portugalii jeszcze tego nie da, ale może bardzo zbliżyć. I na dobrą sprawę powinien już zapewnić rozstawienie w kwalifikacjach w Paryżu.

    Zwłaszcza po tym, co 24-latka pokazała w piątek na Campo 1.

    WTA Oeiras. Trzy gemy w 39 minut. I wszystkie pozostałe w niecałą godzinę. Chwalińska grała o półfinał

    Chwalińska mierzyła się z Waltert we wrześniu zeszłego roku w Lublanie – Polka przyleciała wtedy do Słowenii prosto z Montreux, tam wygrała turniej WTA 125. I mogła być już zmęczona – występowała z licznymi bandażami i tejpami. Z Waltert zagrała zacięte spotkanie, przegrała 4:6 w trzecim secie. A przecież wówczas Simona była w światowym rankingu 134., o 10 pozycji za naszą zawodniczką.

    W tym tygodniu Waltert rozbiła już w Oeiras Katarzynę Kawę (6:1, 6:1), później uporała się z Rebeką Masarovą. Dziś też była faworytką, Maja się mocno postawiła. A co zdecydowało? Z dużą pewnością można powiedzieć, że trzeci gem pierwszego seta.
    Tenisistka skupiona na odbiciu piłki podczas meczu na korcie, ujęcie dynamiczne z piłką unoszącą się w powietrzu, tło stanowi siatka i trybuny.

    Maja ChwalińskaIPA Sport/ABACAEast News

    W pierwszych dwóch byliśmy świadkami przełamań. Ten trzeci składał się jednak aż z 32 punktów – Szwajcarka miała sześć okazji na jego skończenie, Chwalińska – aż osiem. I wreszcie tę ostatnią Polka wykorzystała, mogły chwilę odpocząć na ławce. Wynik 2:1 po ponad 39 minutach gry? To brzmi tak bardzo nierealnie, bardzo często krócej trwają całe sety.

    A później już Polka grała na własnych warunkach. Była aktywna, nie bała się podejmować ryzyka, zmieniała styl gry. Waltert zaś nie za bardzo wiedziała, co się wokół niej dzieła. Jakby została sparaliżowana na korcie. Przegrała wszystkie pozostałe gemy w tym secie, to było już “tylko” 21 punktów. I całego seta aż 1:6.

    W drugiej partii Maja dalej dominowała. Nie zwalniała tempa, a jeśli Walter zaproponowała grę na slajsy, wchodziła w to. Wygrywała niemal wszystkie dłuższe wymiany. W drugim gemie Simona miała jeszcze cztery okazje na wyrównanie na 1:1, nie wykorzystała ich. Zrobiło się 2:0 dla Polki, później 3, 4, 5, wreszcie i 6:0.

    Chwalińska rozbiła zawodniczkę rozstawioną z “5” 6:1 i 6:0. To również jedno z najlepszych spotkań Polki, tak chyba można śmiało powiedzieć.

    O finał Maja zagra z odradzającą się Robin Montgomery – 21-letnia Amerykanka była już w najlepszej setce, dziś zajmuje dopiero 416. pozycję. Możliwości podwójnej juniorskiej mistrzyni US Open z 2021 roku są jednak ogromne.
    Młoda kobieta o jasnych włosach spiętych w kucyk białą gumką, ubrana w sportowy strój na tle rozmytego stadionu, z lekko skupionym wyrazem twarzy.

    Maja ChwalińskaJarek PraszkiewiczPAP

    ACF Fiorentina – Crystal Palace FC. Skrót meczu.

  • Jest pierwsza półfinalistka w Stuttgarcie. U progu meczu Świątek

    Jest pierwsza półfinalistka w Stuttgarcie. U progu meczu Świątek

    Turniej Porsche Tennis Grand Prix w Stuttgarcie wszedł wreszcie w decydującą fazę – w rywalizacji pozostało zaledwie osiem najlepszych zawodniczek. Na piątek zaplanowano wszystkie ćwierćfinały, w tym ten nas najbardziej interesujący: Igi Świątek z Mirrą Andriejewą. Zanim jednak Polka wyszła na kort centralny, pojawiły się na nim zawodniczki z dwóch tenisowych pokoleń: Elina Switolina i Linda Noskova. Ich starcie potrwało równe 100 minut. I wiemy już, kto w sobotę zagra o finał.

    Linda Noskova (z lewej) i Elina SwitolinaMarcin Golba/Nur Photo & Matthew/Stockmann/Getty Images via AFPAFP

    Aby wygrać z Lindą Noskovą, trzeba umieć grać cierpliwie. Podobnie jak np. z Clarą Tauson. Czeszka kapitalnie serwuje, w dwóch pierwszych spotkań w Stuttgarcie zanotowała aż 24 asy. A dziś wpadła na zawodniczkę, która w teorii była faworytką, także za sprawą swojego znakomitego sezonu i już 21 zwycięstwa. Tyle że gdy wcześniej się dwukrotnie mierzyły, do kolejnej rundy przechodziła Czeszka.

    Był to mecz zawodniczki rozstawionej z numerem 4 (Switolina) oraz tej, której do rozstawienia zabrakło bardzo niewiele. Noskova pragnie wskoczyć do TOP 10 jest tego coraz bliżej. A triumf w Stuttgarcie mógłby ją ku temu znacznie przybliżyć.

    WTA 500 w Stuttgarcie. Linda Noskova rywalką Eliny Switoliny. Stawką już półfinał

    Nie od dziś wiadomo, że największym atutem Noskovej jest potężny serwis. Gdy grała rok temu w Indian Wells z Igą Świątek, posłała Polce aż 16 asów, cztery w jednym krótkim gemie, w niecałą minutę. Ale na returnie już tak dobrze nie jest.

    Switolina na pewno potrafi grać bardziej kombinacyjnie, ma inne atuty, choć przecież jej podanie też jest niczego sobie. Niemniej musiała szukać słabszych momentów w grze o 10 lat młodszej rywalki.

    I dostała tę szansę już w pierwszym gemie, szybko zrobiło się 0-30, za chwilę 15-40, po podwójnym błędzie Dunki. Za chwilę miała drugie podanie, ale zdołała zepchnąć Ukrainkę do defensywy, Switolina wyrzuciła bekhend. Noskova wyrównała stan w gemie swoją świetną akcją, a gema zakończyła asem – już 25. w tym turnieju.

    To był jedyny taki niepewny moment w pierwszej fazie spotkania. Scenariusz był bowiem w kolejnych gemach taki sam – serwująca uzyskiwała tak dużą przewagę już na starcie, że za chwilę kończyła akcję. Noskova nie miała zamiaru grać długich akcji, to nie jej styl. A Switolinie też trochę przeszkadzała nawierzchnia – bardzo śliska w tegorocznej edycji.
    Elina Switolina

    Elina SwitolinaHan Yan/Xinhua NewsEast News

    W dziesiątym gemie, przy stanie 5:4 dla Czeszki, wreszcie zrobiło się trochę goręcej. Noskova zdołała doprowadzić do równowagi, brakowało jej dwóch punktów do wzięcia całego seta. Switolina jednak na więcej już nie pozwoliła, znakomicie przeprowadziła dwie kolejne akcje.

    Nic więc dziwnego, że po zaledwie, jak na 12 gemów, 40 minutach dobrnęły do tie-breaka.

    Tu ważne mogło być każde małe przełamanie, a Switolina wywalczyła je już w pierwszej akcji, za chwilę odskoczyła na 3-0. Drugi mały break point dał Ukraince piłkę setową (6-2), a trzeci – zakończył partię (7-2). Po 45 minutach od pierwszego serwisu Noskovej.

    Mowa ciała 21-letniej zawodniczki z Przerowa wskazywała, że ten przegrany set zrobił na niej duże wrażenie, negatywne. W drugim gemie broniła aż czterech break pointów, zwłaszcza tego pierwszego Ukrainka mogła żałować. Wtedy Czeszka jeszcze wyszła z opresji.

    Tyle że nie oznaczało to końca kłopotów Lindy. Wtedy się udało, w czwartym gemie – już nie. Pojawił się stan 0-40, to oznaczało trzy break pointy dla Eliny. I Ukrainka nie musiała nawet kiwnąć palcem, by odskoczyć na 3:1. Wystarczył podwójny błąd rywalki.

    A skoro Ukrainka tak pewnie wygrywała swoje gemy, nie dała rywalce nawet jednej szansy na przełamanie, to można było już zakładać, że za 15-20 minut poznamy pierwszą półfinalistkę Porsche Tennis Grand Prix.
    Linda Noskova

    Linda NoskovaMAHMUD HAMSAFP

    Tak się stało, choć po dobrych 30 minutach, doszło bowiem do zaskakujących scen na korcie centralnym. W siódmym gemie Noskova w końcu wywalczyła break pointa – Ukrainka go obroniła. A następnie… posłała dwa asy.

    W dziewiątym, przy 5:3, było z kolei 30-30 – Ukraince brakowało dwóch punktów do awansu. A przecież serwowała. Czeszka zagrała jedną fenomenalną akcję, za moment – drugą. I nawiązała kontakt, odżyła. Znów wygrała swojego gema do zera, miała dwie szanse na kolejne przełamanie, już na 6:5. A Switolina popełniała takie błędy, o jakich wcześniej nie było w ogóle mowy.

    Tyle że w decydującym momencie jeszcze raz zebrała się w sobie. I było widać tę wielką radość zawodniczki z Ukrainy po ostatniej piłce, znakomitej, podsumowującej to spotkanie.

    Switolina wygrała 7:6 (2), 7:5. Miała 11 asów, żadnego podwójnego błędu przy serwisie, co przy bilansie rywalki (6/5) było wartością dodaną.
    Linda Noskova pokonała Igę Świątek podczas tegorocznego Australian Open

    Linda NoskovaTIZIANA FABI / AFPAFP
    Kobieta ubrana w sportową białą koszulkę, o spiętych włosach, z wyrazem napięcia lub emocji na twarzy, stoi na tle rozmytego czarnego tła z jasnymi napisami.

    Elina SwitolinaPAUL CROCKAFP

    Elina Switolina: Chciałabym podziękować za wszystko, co Polacy robią dla Ukrainy. WIDEOPolsat SportPolsat Sport

  • Po meczu czekała niespodzianka. Świątek totalnie zaskoczona

    Po meczu czekała niespodzianka. Świątek totalnie zaskoczona

    Po meczu na Igę Świątek czekała niespodzianka. Grupa kibiców, solidnie przygotowana, zgotowała tenisistce gorące powitanie w drodze do szatni.

    Iga Świątek jest w Stuttgarcie, w którym rozpoczęła część sezonu na kortach ziemnych. Polka zdążyła już pokonać jedną przeciwniczkę, którą w drugiej rundzie turnieju była Laura Siegemund. Do zakończonego po dwóch setach meczu z Niemką doszło w środę.

    Czwartek był potencjalnie jedynym dniem przerwy od meczów Igi Świątek w Stuttgarcie. W piątek zagra w ćwierćfinale z Mirrą Andriejewą, a w sobotę i niedzielę ewentualne półfinał oraz finał.

    W stories na Instagramie pojawiło się nagranie ze spotkania Igi Świątek z kibicami, którzy czekali w drodze z kortu do szatni. Iga Świątek była w stroju meczowym, a nie treningowym, więc do spotkania doszło po pokonaniu Laury Siegemund.

    ZOBACZ WIDEO: Polacy o Lewandowskim. Powinien zostać w Barcelonie?

    Tenisistka wyglądała na zaskoczoną, kiedy zobaczyła oczekujących na nią kibiców. Ci powitali idolkę chóralnymi okrzykami “Iga, Iga”.

    Świątek zapytała całą grupę, czy ma mówić do niej po polsku czy po angielsku. Padło na ten drugi język, ponieważ fani, choć zaopatrzeni w biało-czerwone gadżety, nie przyjechali z naszego kraju.

    “Ein, zwei, drei” – powiedział z kolei po niemiecku fotograf, kiedy robił zdjęcie Idze Świątek z kibicami. Tenisistka zwróciła uwagę między innymi na koszulki z jej imieniem.

    Zapytała też, co właściwie mają krzyczeć w momencie robienia zdjęcia. Padło na kojarzony z nią od lat okrzyk “jazda”.

    Występ w Stuttgarcie to jeden z najbliższych Polsce w sezonie Igi Świątek. Stąd obecność na trybunach fanów z naszego kraju. Jak widać, nie brakuje też tych spoza ojczyzny byłej liderki rankingu WTA.

  • Niepokojące sceny w Niemczech. Świątek pod lupą. Numer “1” na liście

    Niepokojące sceny w Niemczech. Świątek pod lupą. Numer “1” na liście

    Mimo pewnej wygranej z Laurą Siegemund w drugiej rundzie turnieju WTA 500 w Stuttgarcie piątkowy ćwierćfinał z Mirrą Andriejewą pozostaje wielką niewiadomą. Nie tylko dlatego, że wciąż nie wiemy, na jakim poziomie ustabilizowała się forma naszej tenisistki podczas treningów pod czujnym okiem Francisco Roiga, ale i przez nieco niepokojące sceny, które oglądaliśmy w jej ostatnim meczu z Niemką. Polka trafiła pod lupę ekspertów, a komentatorzy stacji Canal+ Sport zauważyli, że pod pewnym względem stała się nawet numerem “1” z całej stawki, czego zdecydowanie wolałaby uniknąć.
    article cover

    Iga ŚwiątekWojciech Olkusnik/East News East News

    Za takie uznać należy w chwile, w których była liderka rankingu WTA miała problemy z przyczepnością. Ba, podczas jednej z wymian w pierwszym secie 24-latka kompletnie straciła równowagę, upadając na kort.

    – Coś jest nie tak z modelem buta na tej nawierzchni. Ona jest wyjątkowo śliska i poruszanie się na niej to zupełnie coś innego niż na klasycznych kortach ziemnych. Nie przypominam sobie, żeby Iga wywinęła takiego orła. (…) To trochę dla niej niebezpieczne, bo może się nabawić jakiegoś urazu. Ona zawsze biega agresywnie, szeroko – tłumaczył.

    WTA 500 Stuttgart. Iga Świątek kontra… niemiecki kort

    Zaistniały problem wzięli także pod uwagę w “Tenis Raporcie” komentatorzy stacji Canal+ Sport – Maciej Łuczak oraz Maciej Zaręba, zaznaczając, że może on mieć bezpośrednie przełożenie na wynik piątkowego ćwierćfinału z Mirrą Andriejewą, w którym poprzeczka pójdzie zdecydowanie w górę.

    – Na pewno była dotąd najczęściej tracącą równowagę zawodniczką na tym korcie w Stuttgarcie Iga Świątek. Myślę, że ona sama zdaje sobie sprawę z tych problemów, które miały miejsce w pierwszym meczu przeciwko Laurze Siegemund. I w jakiś sposób szukała rozwiązania. My nie odpowiemy na to pytanie, co dokładnie było problemem – powiedział Maciej Łuczak.

    – Do samej nawierzchni już jestem przyzwyczajona, ale czasami się zdarzy, że człowiek będzie chciał zrobić zwrot na linii, to wtedy nie ma szans, by się odepchnąć. To jest taki kort, gdzie trzeba zaakceptować, że kilka punktów ucieknie z takich rzeczy, na które niekoniecznie mamy wpływ – mówiła nasza reprezentantka.

    – My mieliśmy wrażenie, że chodzi o strefę kortu, która była tuż za linią końcową. Będziemy dziś na pewno bacznie obserwować, jak to będzie wyglądało z przyczepnością Igi Świątek. Bo możemy podejrzewać, że mecz z Mirrą Andriejewą będzie dużo większym wyzwaniem. To będzie pojedynek dużo bardziej wymagający – odniósł się do jej wypowiedzi ekspert wspomnianej stacji. I dodał:

    Takie drobne rzeczy też mogą wpływać na to, która tenisistka ostatecznie zejdzie z kortu jako wygrana

    Iga Świątek zadowolona przed Miami Open. „Podczas treningów czułam się świetnie”.

  • Tak Świątek zapewniła sobie pierwszy triumf z Andriejewą. Trzysetowa batalia

    Tak Świątek zapewniła sobie pierwszy triumf z Andriejewą. Trzysetowa batalia

    Turniej WTA 500 w Stuttgarcie wkracza w decydującą fazę. Piątek oznacza dzień ćwierćfinałów. Po tym, jak Mirra Andriejewa pokonała wczoraj Alycię Parks, stało się jasne, że czeka nas pierwsza potyczka Rosjanki z Igą Świątek na korcie ziemnym. Już przed losowaniem drabinki istniało spore prawdopodobieństwo, że dojdzie do starcia Polki z 18-latką albo Jeleną Ostapenko. Ostatecznie padło na tenisistkę z Krasnojarska. Oto jak wyglądał ich premierowy pojedynek w ogóle, zakończony triumfem Raszynianki.
    Mirra Andriejewa i Iga Świątek po raz pierwszy zmierzyły się ze sobą podczas WTA Cincinnati przed dwoma laty

    Mirra Andriejewa i Iga Świątek po raz pierwszy zmierzyły się ze sobą podczas WTA Cincinnati przed dwoma latyDYLAN BUELL / GETTY IMAGES NORTH AMERICA / Getty Images via AFPAFP

    W ostatnich tygodniach Iga Świątek otworzyła nowy rozdział w swojej karierze. Zmieniła trenera i podejście w przygotowaniach do rywalizacji na mączce. Pierwszym oficjalnym meczem Polki pod wodzą Francisco Roiga był mecz drugiej rundy WTA 500 w Stuttgarcie. Nasza reprezentantka zmierzyła się w środę z Laurą Siegemund. Po 90 minutach starcia turniejowa “3” zapisała na swoim koncie zwycięstwo 6:2, 6:3. Fajerwerków jeszcze nie było, bo trudno ich oczekiwać po tak krótkim okresie współpracy z hiszpańskim szkoleniowcem. Realna ocena nadejdzie w kolejnych tygodniach.

    Niemniej na piątek przypadł pierwszy ciekawszy test dla Raszynianki. Nie przed godz. 17:00 mistrzyni Wimbledonu 2025 zmierzy się z Mirrą Andriejewą. Będzie to ich czwarte bezpośrednie spotkanie, ale dopiero pierwsze na korcie ziemnym. Można zatem powiedzieć, że czeka ich premierowe rozdanie w “królestwie Świątek”. Co ciekawe, w dotychczasowym H2H jest 2-1 dla 18-latki. Każda z tych potyczek odbyła się na hardzie. Ich pierwszy mecz został rozegrany na szybkim korcie w Cincinnati, przed dwoma laty. Wówczas lepsza okazała się Iga, po 150 minutach rywalizacji.

    Świątek wygrała z Andriejewą w pierwszym bezpośrednim starciu

    Tamten pojedynek o półfinał nie rozpoczął się najlepiej z perspektywy Raszynianki. Straciła serwis w trzecim gemie i później miała problem ze zniwelowaniem strat. Były dwa break pointy podczas szóstego rozdania, a potem tyle samo także w trakcie dziesiątego, gdy Andriejewa serwowała po zwycięstwo w partii. Mimo dwóch szans Świątek na 5:5, ostatecznie Mirra nie została przełamana w premierowej odsłonie i wygrała ją do czterech.

    Druga część wyglądała już inaczej. Iga mocno weszła w seta, przełamała rywalkę w drugim gemie. Potem uzyskała prowadzenie 3:0 i nie oddała go do końca partii. Mogła nawet podwyższyć przewagę, zgarniając podwójnego breaka w trakcie szóstego rozdania, ale finalnie zapisała na swoim koncie wynik 6:3. W ten sposób doprowadziła do decydującej fazy rywalizacji.

    Podczas trzeciego seta obie tenisistki weszły na kapitalny poziom serwowania. Miały doskonałe statystyki w tym elemencie, co powodowało, że przez długi czas nie obserwowaliśmy ani jednego break pointa. Te pojawiły się dopiero w jedenastym gemie. Wówczas dało się zauważyć spore emocje po stronie Andriejewej, rzucała nawet rakietą o kort. Przy ostatniej z dwóch okazji na 6:5 dla Polki, Rosjanka posłała bekhend do korytarza deblowego.

    Raszynianka serwowała po zwycięstwo w spotkaniu. Pojawiła się jeszcze piłka na tie-breaka dla Mirry, ale młoda zawodniczka nie opanowała nerwów na returnie. Po 2 godzinach i 30 minutach rywalizacji Świątek podniosła ręce w geście triumfu, zapisując na swoim koncie wygraną 4:6, 6:3, 7:5 i awans do półfinału. Wówczas w boksie Igi znajdował się jeszcze Tomasz Wiktorowski. Było to jedno z ostatnich zwycięstw Polki pod wodzą tego trenera.

    Dominacja Mirry w meczach z Igą na początku 2025 roku

    Można powiedzieć, że nasza reprezentantka miała pecha, bowiem jej kolejne dwa bezpośrednie pojedynki z Andriejewą przypadły na złote tygodnie Rosjanki w początkowej fazie sezonu 2025. Sama Świątek też miała wtedy problemy z docieraniem do finałów. W ubiegłorocznym turnieju rangi WTA 1000 w Dubaju obie spotkały się na etapie najlepszej “8”. Mirra odniosła wygraną w dwóch partiach – 6:3, 6:3.

    Niespełna miesiąc później, podczas tysięcznika w Indian Wells, obejrzeliśmy już trzysetówkę, ale znów zakończoną zwycięstwem tenisistki z Krasnojarska – tym razem 7:6(1), 1:6, 6:3. Andriejewa wygrała oba te turnieje. Był to jak dotąd najlepszy moment w jej zawodowej karierze. Obecnie Rosjanka też radzi sobie nieźle, notuje serię sześciu wygranych spotkań z rzędu. Zapoczątkowała ją tytułem rangi “500” w Linzu. Zobaczymy, czy Idze uda się wyrównać bilans H2H z 18-latką. Raszynianka z pewnością będzie chciała wykorzystać rywalizację na mączce jako własny atut. Jak się wszystko potoczy, przekonamy się po godz. 17:00.
    Tenisistka w sportowym stroju i czapce z daszkiem trzyma rakietę w jednej ręce i zaciska pięść w geście triumfu, wyrażając silne emocje podczas meczu na tle rozmazanego zielonego ekranu z logo zegarka Rolex.

    Iga ŚwiątekCLIVE BRUNSKILL / GETTY IMAGES NORTH AMERICA / Getty Images via AFPAFP
    młoda kobieta w sportowym stroju i niebieskiej czapce z daszkiem, z zaciętą miną, na tle rozmytego tłumu

    Mirra AndriejewaDubreuil Corinne/ABACAEast News
    Tenisistka w sportowym stroju i czapeczce z daszkiem z wyciągniętymi ramionami, z intensywnym wyrazem twarzy. W tle rozmyta publiczność na trybunach.

    Iga ŚwiątekMATTHEW STOCKMAN / GETTY IMAGES NORTH AMERICA / Getty Images via AFP / ELSA / GETTY IMAGES NORTH AMERICA / Getty Images via AFPAFP

    Iga Świątek pokonuje Andreevą w Cincinnati.

  • Aż huczy ws. Fissette’a. “Wielki sukces”. Świętuje po rozstaniu ze Świątek

    Aż huczy ws. Fissette’a. “Wielki sukces”. Świętuje po rozstaniu ze Świątek

    Iga Świątek rywalizuje obecnie w turnieju WTA 500 w Stuttgarcie, gdzie walczy o swoje pierwsze trofeum pod okiem nowego szkoleniowca, Francisco Roiga. Tymczasem jej były trener, Wim Fissette, może już pochwalić się premierowym sukcesem po zakończeniu współpracy z byłą liderką światowego rankingu. W Belgii nie brakuje głosów uznania dla 46-letniego szkoleniowca, choć jednocześnie pojawiają się spekulacje dotyczące jego kolejnych zawodowych kroków.

    W tym roku reprezentacja Polski nie wystąpi w finałowym turnieju Billie Jean King Cup. Zespół prowadzony przez Dawida Celtę przegrał decydujące spotkanie z Ukrainą w Gliwicach, a brak Igi Świątek w składzie okazał się znaczący. W efekcie Polki straciły szansę na wrześniowy występ w Shenzhen. O końcowy triumf powalczą natomiast reprezentacje Ukrainy, Czech, Wielkiej Brytanii, Włoch, Kazachstanu, Hiszpanii, Chin oraz Belgii, której kapitanem jest właśnie Fissette.

    Belg poprowadził swoją drużynę do głośnego zwycięstwa nad reprezentacją Stanów Zjednoczonych w meczu decydującym o awansie. Choć Amerykanki wystąpiły w osłabionym składzie – zabrakło m.in. Coco Gauff, Amandy Anisimovej i Jessiki Peguli – to wciąż uchodziły za faworytki. Belgijki jednak sprawiły niespodziankę, a kluczowy punkt zdobyła Greet Minnen, pokonując Ivę Jovic w pojedynku singlowym.

    – Jesteśmy na drodze do finałów Billie Jean King Cup. Jestem niezwykle dumny z tego zespołu i jego determinacji. Dziękuję także kibicom, którzy nas wspierali – ich energia była bezcenna – podkreślał Fissette po zwycięstwie.

    Belgijski tenis przeżywa obecnie wyraźne odrodzenie, a reprezentacja, która jeszcze niedawno pozostawała w cieniu, dziś wraca do światowej czołówki. Lokalni eksperci są zgodni – ogromna w tym zasługa obecnego kapitana kadry.

    – Trener z takim doświadczeniem, pracujący wcześniej z wieloma wybitnymi osobowościami, potrafił stworzyć z tej grupy prawdziwy zespół – ocenił dziennikarz Christophe Moons. Podobnie wypowiada się były tenisista Filip Dewulf, który zwraca uwagę, że Fissette od kilku lat konsekwentnie budował drużynę opartą na młodych zawodniczkach, co przyniosło wymierne efekty. Jego zdaniem nawet Elise Mertens ponownie zaangażowała się w grę dla reprezentacji właśnie dzięki tej przemianie.

    Na razie nie jest jasne, jaka będzie kolejna decyzja w karierze belgijskiego szkoleniowca. Możliwe, że wkrótce wróci do pracy w cyklu WTA lub ATP. W mediach pojawiają się również doniesienia sugerujące potencjalną współpracę z Mirrą Andriejewą – zawodniczką, z którą Iga Świątek mierzy się w walce o półfinał turnieju w Stuttgarcie.