• To się dzieje z Igą Świątek. “Zawracanie głowy. Przecież nie zapomniała”

    To się dzieje z Igą Świątek. “Zawracanie głowy. Przecież nie zapomniała”

    To się dzieje z Igą Świątek. “Zawracanie głowy. Przecież nie zapomniała”

    Dariusz Ostafiński, Interia: Iga Świątek ma za sobą dwa turnieje z nowym trenerem Francisco Roigem. Miało być lepiej, a już słyszę od niektórych ekspertów, że więcej jest minusów niż plusów. Jest powód, by załamywać ręce?

    Karol Stopa, ekspert Eurosportu: – Żadnej potrzeby załamywania rąk nie widzę. Nawet bym unikał kategorycznych sądów. Jest za wcześnie. A to, co zdarzyło się dotąd z nowym trenerem, nie daje podstaw do jakiś miarodajnych ocen. Jakby w Madrycie zagrała cały turniej, to jeszcze.

    Tu się zgodzę.

    – I pewnie zgodzi się pan też z tym, że Madryt nie wypalił z przyczyn zdrowotnych. Nie zrobiła niczego źle, a zwyczajnie była chora i nie ma, co kruszyć kopii, bo uważam, że to byłoby złośliwe. Ja widzę tylko jeden mecz Igi Świątek w ostatnim czasie, z którego można wyciągać jakiekolwiek wnioski.

    Z Andriejewą w Stuttgarcie.

    – Tak. Ten mecz, choć przegrany, nie był złym meczem w wykonaniu Swiątek. Było tam kilka rzeczy autentycznie pozytywnych. Nawet można w tej ocenie wskazać na kilka plusów. Cały pierwszy set i pół drugiego były dobre. Potem się wszystko posypało, były lekko nerwowe reakcje, ale nic takiego strasznego się nie stało. Nie ma powodu, by dramatyzować i wyrażać kategoryczne opinie. Powtórzę raz jeszcze, że za mało mamy materiału, by mówić o poważnych ocenach.

    To jest kłopot Świątek. “Trzeba tylko dokręcić śrubkę”

    Tych opinii sporo się już jednak pojawiło. I dużo w stylu, że światełka w tunelu nie widać.

    – Mnie to trochę śmieszy. Oczywiście każdy ma prawo. I żeby było jasne, to nie wszystkie opinie wrzuciłbym do jednego worka. Są jednak takie, które określiłbym zawracaniem głowy. A to, że tu ruszyła 3 centymetry w prawo, tu ugięła kolano, a tam nie ugięła łokcia. Każdy tenisista ma dziesiątki odruchów, niepotrzebnych gestów i zachowań. Są ludzie, co zaczynają mówić o drobiazgach. To są takie opowieści na zasadzie, że przychodzi hydraulik i pyta, kto to panu zepsuł? A potem mówi, że on to zrobi lepiej.

    Większość chyba niepotrzebnie skupia się na szukaniu jakichś nowych zagrań, które miałby wprowadzić Roig. Wojciech Fibak powiedział mi, ze to bzdura, bo Hiszpan nie uczy Świątek gry w tenisa, ale pracuje nad tym, by odzyskała pewność siebie.

    – Też jestem tego zdania. Od początku mówię, że problem tkwi w głowie, a nie w technice. Jasne, że w technice zawsze można coś skorygować, ale to nie jest ten główny kłopot. Iga jednego dnia zagrała genialnie z Muchovą, a dzień później była katastrofa ze Switoliną. Przecież nie zapomniała w 24 godziny, jak się gra. I teraz wrócę do tego hydraulika. Jeden powie, że rury do wymiany, a drugi, że trzeba tylko śrubkę dobrze dokręcić.

    Pan stawia na to drugie?

    – Tak. Może i w technice jest jakiś mankament, ale to jest temat poboczny, coś w rodzaju listka figowego. Kwestia główna, to jest głowa tenisistki. Może jeszcze jakieś układy, które są, albo ich nie ma, a ja nie chcę w to wnikać, bo musielibyśmy zacząć mówić o poważnych kwestiach, a nie mamy dowodów, ani nawet prawa, żeby w to wchodzić. Zobaczymy, jak to będzie w Rzymie. Zjawi się komplet osób z teamu w boksie, będą poważniejsze rywalki i daj Boże, że okaże się, że to wszystko, co robiła do tej pory, miało sens.

    Wierzy w odrodzenie Świątek. Podaje powód

    Czyli jest pan optymistą?

    – A ten optymizm opieram na osobie Nadala, który całe życie był jej idolem, był postacią z obrazka wiszącego nad łóżkiem. Ona o tym Nadalu zawsze mówiła. Są dziesiątki wywiadów na potwierdzenie. Zatem teraz jest w sytuacji, gdzie złapała Pana Boga za nogi. Nadal dał jej swojego człowieka i pobłogosławił. To musi jej dać impuls do czegoś lepszego. Jeśli tak się nie stanie, to będzie to bardzo dziwne.

    Rozumiem, że po Rzymie będziemy już mogli powiedzieć, w jakim kierunku to wszystko zmierza i czy coś z tego będzie?

    – To już na pewno. Korty w Rzymie są inne niż w Stuttgarcie i Madrycie. Są gęste od mączki, bo tam sypią dużo tego materiału. Jest też inny sposób przygotowania kortów do gry. Jednym to pasuje bardziej, innym mniej. Idze Świątek bardziej.

    Pojawiły się takie apele, żeby Nadal pojechał z Igą Świątek do Rzymu. Myśli pan, że to możliwe?

    – Mało prawdopodobne, żeby on dał się na to namówić. Może zjawić się w Paryżu, ale dlatego, że zaproszą go organizatorzy. Przy okazji jednak odwiedzi Igę i trenera, którego zna.

    Świątek zaskoczy, jak rok temu w Wimbledonie

    Jest możliwe, że w Rzymie Świątek przejdzie metamorfozę, choć w Stuttgarcie i Madrycie, z różnych względów to nie wyszło dobrze?

    – Rzym jest jej bliski. Trzy razy tam wygrywała, a zaczęło się to w 2021, kiedy w finale pokonał Pliskovą 6:0, 6:0. Będzie jej tam łatwiej niż w Stuttgarcie i Madrycie. Te dwa turnieje są mało wygodne, trudno się tam gra. Z Rzymem jest inaczej.

    I może pan powiedzieć, z ręką na sercu, że Iga Świątek nagle wyjdzie z głębokiego dołka i z zawodniczki z problemami zamieni się w taką, która sama rozstawia rywalki po kątach?

    – Uczciwie mogę powiedzieć, że spodziewam się i liczę na to, że ona odpali, że ten impuls spowodowany Nadalem i hiszpańską lekcją zadziała na sto procent. Możemy być tak samo zaskoczeni, jak rok temu w przypadku Wimbledonu. To jest zawodniczka z ogromnym potencjałem. Według mnie powinna mieć o wiele więcej wygranych szlemów. To się z różnych powodów nie zdarzyło, ale się wydarzy. W końcu Iga przerasta rywalki o kilka klas. Żadna inna kobieta grająca w tenisa nie biega tak po korcie. Może tylko Kostiuk i Gauff. Obie mają jednak mankamenty. A Świątek jest najbliższa ideału, jak chodzi o poruszanie na kortach ceglanych. Nikt nie jest tak elastyczny, nie tak nie zmienia kierunku, jak ona. Czasem się dziwię, że to nie działa, ale powtórzę raz jeszcze: wierzę, że Świątek odpali.
    Zawodniczka tenisowa w czarno-różowym stroju i różowej czapce okazuje radość po zdobyciu punktu, ściskając pięść i patrząc z determinacją w stronę boiska.

    Iga ŚwiątekAFP
    Tenisistka w sportowej koszulce i czapce z daszkiem wyraża silne emocje, szeroko otwierając usta i zaciskając szczękę podczas meczu.

    Iga ŚwiątekAaron FavilaEast News
    tenisistka z opuszczoną głową i zakrytą dłonią twarzą schodzi z kortu ziemnego, niosąc dużą sportową torbę na ramieniu

    Iga ŚwiątekTOMASZ BARANSKI/REPORTEREast News

    Flavio Cobolli – Alexander Zverev. Skrót meczu.

  • Ukrainka odmówiła tenisistce z Rosji, wszystko na oczach Polki. Zawrzało w Madrycie

    Ukrainka odmówiła tenisistce z Rosji, wszystko na oczach Polki. Zawrzało w Madrycie

    Atmosfera przed półfinałami turnieju WTA 1000 w Madrycie była wyjątkowo napięta, a wszystko za sprawą zestawienia Marty Kostiuk z Anastazją Potapową. Ukrainka już wcześniej jasno zapowiadała, że nie poda ręki rywalce wywodzącej się z Rosji – niezależnie od faktu, że ta obecnie reprezentuje Austrię. Ostatecznie Kostiuk nie tylko dotrzymała słowa, ale również wygrała spotkanie, a jej zachowanie po meczu odbiło się szerokim echem w mediach.

    Od momentu ogłoszenia półfinałowej pary było jasne, że emocji nie zabraknie. Kostiuk od dłuższego czasu konsekwentnie odmawia tradycyjnego uścisku dłoni z zawodniczkami rosyjskiego pochodzenia. Wyjątek zrobiła jedynie dla Darii Kasatkiny, która publicznie sprzeciwiła się wojnie i zmieniła obywatelstwo. W przypadku Potapowej sytuacja wygląda inaczej – tenisistka przez długi czas nie odcinała się od działań Kremla, co dla Ukrainki ma kluczowe znaczenie.

    – Jedyną Rosjanką, której podałam rękę, była Kasatkina, bo jasno powiedziała, że nie popiera wojny. To dla mnie ważne. Inne zawodniczki, mimo zmiany paszportu, nie zabrały głosu w tej sprawie – tłumaczyła Kostiuk jeszcze przed meczem.

    Sam pojedynek nie zawiódł pod względem sportowym, choć napięcie było wyczuwalne od pierwszej piłki. Ostatecznie lepsza okazała się Ukrainka, która tym samym awansowała do finału. Po ostatniej wymianie nie doszło jednak do tradycyjnego gestu fair play – Kostiuk nie podeszła do siatki i ograniczyła się jedynie do gestów w stronę publiczności.

    Duże poruszenie wywołała także nietypowa scena z udziałem jej trenerki, Sandry Zaniewskiej. Polka pokazała zawodniczce kartę – waleta karo. Ten niecodzienny sygnał szybko stał się tematem dyskusji, a sama tenisistka została zapytana o jego znaczenie podczas konferencji prasowej.

    – To nie miało żadnego ukrytego sensu. Po prostu bawiliśmy się w zgadywanie kart. Sandra je trzymała, a my podawaliśmy liczby. Trafiłam przypadkiem, bez żadnej logiki – wyjaśniła Kostiuk, rozwiewając spekulacje.

    Nie brakuje jednak głosów, że gest może mieć symboliczne znaczenie. Było to bowiem 11. zwycięstwo Ukrainki z rzędu, a walet jest jedenastą kartą w talii. Czy rzeczywiście był to subtelny przekaz od sztabu? Być może odpowiedź przyniesie finał – jeśli Kostiuk sięgnie po tytuł, kolejna karta może stać się jeszcze bardziej wymowna.

    W decydującym meczu Ukrainka zmierzy się z Mirrą Andriejewą, która wcześniej pokonała Hailey Baptiste. Dla Kostiuk będzie to szansa na pierwszy triumf w turnieju tej rangi i jednocześnie kolejny pojedynek z zawodniczką rosyjskiego pochodzenia – co tylko podgrzewa atmosferę przed finałem.

  • Lewandowski gotowy na transfer, prezes Barcelony reaguje. Agent Polaka wezwany

    Lewandowski gotowy na transfer, prezes Barcelony reaguje. Agent Polaka wezwany

    Przyszłość Robert Lewandowski w FC Barcelona wisi na włosku. Coraz więcej wskazuje na to, że kapitan reprezentacji Polski poważnie rozważa zmianę barw klubowych, a jednym z najbardziej konkretnych kierunków jest Juventus FC. Na rozwój wydarzeń błyskawicznie zareagował prezes „Dumy Katalonii”, Joan Laporta, który zdecydował się na pilne spotkanie z piłkarzem i jego agentem, Pini Zahavi.

    Według najnowszych doniesień Lewandowski jest już bardzo blisko opuszczenia Barcelony. Choć klub zaproponował mu przedłużenie kontraktu, Polak nie jest przekonany do pozostania — zwłaszcza w roli rezerwowego i przy znacząco niższym wynagrodzeniu.

    Najbardziej konkretna oferta nadeszła z Turynu. Juventus FC miał zaproponować 37-letniemu napastnikowi roczną umowę wartą około 6 milionów euro netto plus bonusy. Jak informują włoskie media, pierwsze rozmowy przedstawicieli zawodnika z władzami klubu przebiegły w pozytywnej atmosferze. Sam Lewandowski ma postrzegać „Starą Damę” jako najciekawszą opcję i coraz poważniej myśli o przeprowadzce do Serie A.

    W obliczu tych sygnałów Joan Laporta postanowił działać. Szef Barcelony chce zrobić wszystko, by zatrzymać swojego snajpera, którego wielokrotnie publicznie chwalił. Według hiszpańskich mediów zaplanowano już spotkanie z Pini Zahavi, podczas którego mają zostać omówione wszystkie scenariusze i podjęta ostateczna decyzja.

    Obecnie Lewandowski zarabia w Barcelonie około 16 milionów euro netto rocznie. Klub z Katalonii nadal jest więc w stanie zaproponować mu wyższe wynagrodzenie niż Juventus, choć ograniczenia finansowe i przepisy ligi sprawiają, że nowa oferta nie może być niższa niż połowa jego dotychczasowej pensji.

    Co z innymi opcjami? Polak miał już odrzucić możliwość gry w MLS, uznając tamtejsze propozycje za mało atrakcyjne finansowo. Wciąż aktualny pozostaje natomiast kierunek saudyjski, gdzie kluby kuszą gigantycznymi kontraktami.

    Najbliższe dni mogą okazać się kluczowe dla przyszłości jednego z najlepszych napastników świata.

  • Kubacki nagle ogłosił koniec współpracy

    Kubacki nagle ogłosił koniec współpracy

    Dwukrotny medalista olimpijski – Dawid Kubacki poinformował w mediach społecznościowych o ważnej zmianie. Okazało się bowiem, że zakończył współpracę, która trwała wiele lat.

    Marzec 2023 – to właśnie wtedy Dawid Kubacki osiągnął ostatni wielki sukces w swojej karierze. Polski skoczek zdobył wówczas brązowy medal na mistrzostwach świata na skoczni dużej, rozgrywanych w Planicy. Od tamtej pory nie osiągnął już wielkiego sukcesu, a w ostatnim sezonie Pucharu Świata został sklasyfikowany dopiero na 44. miejscu.

    Ważna zmiana u Dawida Kubackiego
    Teraz Dawid Kubacki poinformował w mediach społecznościowych o ważnej zmianie. Okazało się bowiem, że nie będzie już współpracował z austriacką firmą Manner. Ich współpraca trwała kilkanaście lat.

    “Po wielu latach wspaniałej współpracy nadszedł ten moment… nie będę już skakał w różowym kasku Manner. Praca z wami to była przyjemność i cieszę się, że przeżyliśmy wspólnie tyle pięknych chwil. Waszej firmie życzę wszystkiego najlepszego i do zobaczenia na skoczniach” – napisał Dawid Kubacki na Instagramie.

    W tym tygodniu Polski Związek Narciarski ogłosił skład reprezentacji Polski A i B na sezon 2026/2027. W gronie zawodników w kadrze A znalazł się Dawid Kubacki. Obok niego w tym składzie są też Kacper Tomasiak, Paweł Wąsek, Piotr Żyła, Klemens Joniak oraz Maciej Kot.

    Dawid Kubacki w swojej dotychczasowej karierze zdobył dwa brązowe medale igrzysk olimpijskich –indywidualnie (2022) i drużynowo (2018). Oprócz tego wywalczył pięciu medali mistrzostw świata (trzy indywidualnie i dwa w drużynie), dwa medale w drużynowych mistrzostw świata w lotach i w 2020 roku wygrał Turniej Czterech Skoczni.

  • Radość Polki po szalonym meczu w Madrycie. Andriejewa poznała rywalkę w finale

    Radość Polki po szalonym meczu w Madrycie. Andriejewa poznała rywalkę w finale

    Turniej WTA 1000 w Madrycie dobiega końca i choć wiele kart zostało już odkrytych, jedna wciąż pozostaje zakryta — kto sięgnie po tytuł? Odpowiedź poznamy w sobotę, po wielkim finale. W czwartek rozegrano półfinały, które dostarczyły ogromnych emocji i nieoczekiwanych zwrotów akcji.

    Najpierw awans do finału wywalczyła Mirra Andriejewa, pokonując Hailey Baptiste 6:4, 7:6 (8), choć końcówka drugiego seta była dla niej niezwykle nerwowa. Rosjanka zmarnowała dużą przewagę i musiała bronić dwóch piłek setowych, ale ostatecznie dopięła swego i zameldowała się w decydującym meczu.

    Wieczorem oczy kibiców skierowały się na starcie Marty Kostiuk z Anastazją Potapową. Ten mecz miał dodatkowy kontekst i od początku było jasne, że emocji nie zabraknie. Ukrainka przystępowała do spotkania z imponującą serią 10 zwycięstw na mączce i była w świetnej formie. Z kolei Potapowa znalazła się w turnieju niemal przypadkiem — jako „szczęśliwa przegrana”, po wycofaniu się Madison Keys. I tę szansę wykorzystała znakomicie, eliminując po drodze m.in. Jelenę Rybakinę.

    Początek półfinału należał do Kostiuk. Ukrainka szybko objęła prowadzenie 3:0 i kontrolowała przebieg gry. Choć Potapowa próbowała się jeszcze ratować, nie była w stanie nawiązać równorzędnej walki. Set zakończył się wynikiem 6:2, a Rosjanka (reprezentująca obecnie Austrię) popełniła aż 21 niewymuszonych błędów.

    Druga partia przyniosła jednak całkowite odwrócenie ról. Kostiuk straciła rytm, zaczęła się mylić, a Potapowa wykorzystała moment słabości rywalki. Szybko zrobiło się 5:0 i choć Ukrainka uniknęła „bajgla”, set zakończył się wynikiem 6:1 dla Potapowej.

    Decydująca odsłona znów przyniosła zwrot akcji. Tym razem to Kostiuk wróciła do swojej gry, a Potapowa zaczęła popełniać błędy. Efekt był błyskawiczny — 4:0 dla Ukrainki i praktycznie rozstrzygnięty mecz. Ostatecznie Kostiuk zwyciężyła 6:2, 1:6, 6:1, meldując się w finale. W jej boksie triumfowała trenerka Sandra Zaniewska, która symbolicznie pokazała kartę – waleta karo.

    Po zakończeniu spotkania doszło do sytuacji, której można było się spodziewać. Kostiuk nie podała ręki Potapowej. Już wcześniej zapowiadała, że nie zamierza tego robić wobec zawodniczek związanych z Rosją, które nie potępiły wojny. Wyjątek zrobiła jedynie dla Darii Kasatkiny, która otwarcie sprzeciwiła się agresji.

    — To niczego nie zmienia. Zmiana paszportu bez jasnego stanowiska to za mało — podkreślała Ukrainka jeszcze przed meczem.

    Finał zapowiada się więc nie tylko jako sportowe widowisko, ale także starcie dwóch mocnych osobowości.

  • Chwalińska – Parry: gdzie dziś oglądać za darmo? Transmisja w TV i stream (1.06.2026)

    Chwalińska – Parry: gdzie dziś oglądać za darmo? Transmisja w TV i stream (1.06.2026)

    Po porażce Igi Świątek ostatnią polską reprezentantką w singlowym turnieju Roland Garros jest rewelacyjna Maja Chwalińska. W poniedziałek zagra z Diane Parry o awans do ćwierćfinału. Sprawdź gdzie i jak oglądać mecz za darmo.

    Ranking przygotowany przez Betliga, w oparciu o analizę ofert bukmacherskich wybranych podmiotów

    Mecz Chwalińska – Parry możesz oglądać dzięki darmowej transmisji. Aby otrzymać do niej dostęp zarejestruj w Betclic konto z kodem promocyjnym BETWP i wpłać środki w dowolnej kwocie. Oprócz darmowego dostępu do transmisji z turniejów tenisowych posiadacz konta ma możliwość postawienia zakładu bez ryzyka na 50 zł.

    OGLĄDAJ MECZ ZA DARMO W BETCLIC TVREKLAMA
    Betclic to legalny bukmacher. Gra u nielegalnych podlega karze. Hazard może uzależniać. 18+
    Transmisja dzisiejszego meczu Mai Chwalińskiej
    W poniedziałek, 1 czerwca, nie wcześniej niż o godzinie 12:40 Maja Chwalińska rozegra mecz czwartej rundy Roland Garros z Diane Parry. Jak do tej pory Polka spisuje się w Paryżu fenomenalnie. Wygrała sześć meczów i jest to jej bez wątpienia największy sukces w karierze. Teraz przed nią pojedynek z Diane Parry, która również należy do największych rewelacji tegorocznego turnieju. Francuzka przed rozpoczęciem Roland Garros zajmowała 92. miejsce w rankingu WTA. W trzeciej rundzie sprawiła ogromną niespodziankę, eliminując rozstawioną z numerem szóstym Amandę Anisimovą.

    REKLAMA
    KONIEC REKLAMY
    OGLĄDAJ MECZ ZA DARMO W BETCLIC TVREKLAMA
    Betclic to legalny bukmacher. Gra u nielegalnych podlega karze. Hazard może uzależniać. 18+
    Mecz będzie transmitowany w TV. Z meczu Chwalińska – Parry dostępny będzie dostępny darmowy stream.

    Chwalińska – Parry: transmisja TV
    Transmisje meczów Roland Garros są dostępne na antenach Eurosportu oraz w HBO Max i na Playerze. Mecz Mai Chwalińskiej będzie transmitowany “na żywo” na kanale Eurosport 1. Początek nie wcześniej niż o godzinie 12:40. Pojedynek Chwalińska – Parry będzie też można oglądać zupełnie za darmo.

    Betclic to legalny bukmacher. Gra u nielegalnych podlega karze. Hazard może uzależniać. 18+
    Chwalińska – Parry: transmisja w streamingu za darmo
    Transmisja meczu Maja Chwalińska – Diane Parry będzie dostępna za darmo w Betclic TV.

  • Godziny do “meczu sezonu”, a tu takie słowa Ewy Pajor. Oto największy sekret. “Nie lubię”

    Godziny do “meczu sezonu”, a tu takie słowa Ewy Pajor. Oto największy sekret. “Nie lubię”

    W pierwszym półfinałowym pojedynku Barcelony w ramach tegorocznej Ligi Mistrzyń padł wynik 1:1. Już za kilka dni rywalizacja z Bayernem Monachium przeniesie się jednak na legendarne Spotify Camp Nou. Ewa Pajor została wypytana przez hiszpańskich dziennikarzy od zbliżający się coraz większymi krokami hit. W odpowiedzi zdradziła jeden z sekretów, stojących za sukcesami drużyny.

    Do pewnego momentu kobieca FC Barcelona praktycznie nie miała sobie równych w tegorocznej edycji Ligi Mistrzyń. Fazę zasadniczą katalońskie zawodniczki ukończyły na 1. miejscu, notując bilans 5 wygranych oraz 1 remisu.

    W kolejny etap tych rozgrywek również weszły one z przysłowiowym przytupem. W ćwierćfinale rozgromiły bowiem swoje odwieczne rywalki – zawodniczki Realu Madryt. To pozwoliło im awansować do najlepszej czwórki zmagań, gdzie już czekały piłkarki Bayernu Monachium.

    Pierwszy mecz tych drużyn rozegrany został na stadionie bawarskiej ekipy. Tam strzelanie rozpoczęła Ewa Pajor, jednak jej wysiłek doprowadził ostatecznie do dość niespodziewanego rezultatu. Starcie zakończyło się bowiem wynikiem 1:1.

    Pajor przemówiła przed kluczowym rewanżem. “Zdecydują detale”
    Dziennikarze hiszpańskiego portalu “sport.es” zdecydowali się zapytać polską napastniczkę o jej odczucia względem zbliżającego się spotkania LM.

    – Nie lubię mówić, że jesteśmy faworytkami. To półfinał Ligi Mistrzyń, a dodatkowo mecz rewanżowy. Bayern Monachium to fantastyczna drużyna, która potrafi dominować w posiadaniu piłki, ale jest też bardzo groźna w kontratakach. To będzie półfinał, o którym zadecydują detale, więc musimy być przygotowane na wszystko – powiedziała Pajor. W dalszej części wywiadu zdradziła ona jednak, co może zadziałać na korzyść katalońskiej ekipy.

    Rewanżowe spotkanie z Bayernem rozegrane zostanie na ikonicznym Spotify Camp Nou. Dla Barcelony to wymarzony scenariusz, ponieważ cieszy się ona bardzo dużym wsparciem i zaangażowaniem swoich sympatyków. Pajor przekonała się o tym jeszcze za czasów gry w niemieckim Wolfsburgu. Wówczas atmosfera panująca na stadionie “Barcy” wzbudziła w niej bardzo duży zachwyt.

    Myślałam sobie “Jacy kibice i jak ta drużyna gra!”. Teraz jestem tutaj, mogę grać dla tego klubu i dla tych ludzi. To niesamowite uczucie i zaszczyt być częścią tego wszystkiego

    Wsparcie trybun z pewnością będzie jednym z atutów “Dumy Katalonii”. Hiszpanie już teraz ogłaszają, że na nadchodzący rewanżowy pojedynek LM zostało sprzedanych około 50.000 biletów. Obecność zaangażowanych kibiców może okazać się “tajną bronią”, która tego dnia poprowadzi Ewę Pajor i spółkę do zwycięstwa, premiowanego awansem do finału europejskich rozgrywek.

    W pierwszym półfinałowym pojedynku Barcelony w ramach tegorocznej Ligi Mistrzyń padł wynik 1:1. Już za kilka dni rywalizacja z Bayernem Monachium przeniesie się jednak na legendarne Spotify Camp Nou. Ewa Pajor została wypytana przez hiszpańskich dziennikarzy od zbliżający się coraz większymi krokami hit. W odpowiedzi zdradziła jeden z sekretów, stojących za sukcesami drużyny.

    Do pewnego momentu kobieca FC Barcelona praktycznie nie miała sobie równych w tegorocznej edycji Ligi Mistrzyń. Fazę zasadniczą katalońskie zawodniczki ukończyły na 1. miejscu, notując bilans 5 wygranych oraz 1 remisu.

    W kolejny etap tych rozgrywek również weszły one z przysłowiowym przytupem. W ćwierćfinale rozgromiły bowiem swoje odwieczne rywalki – zawodniczki Realu Madryt. To pozwoliło im awansować do najlepszej czwórki zmagań, gdzie już czekały piłkarki Bayernu Monachium.

    Pierwszy mecz tych drużyn rozegrany został na stadionie bawarskiej ekipy. Tam strzelanie rozpoczęła Ewa Pajor, jednak jej wysiłek doprowadził ostatecznie do dość niespodziewanego rezultatu. Starcie zakończyło się bowiem wynikiem 1:1.

    Pajor przemówiła przed kluczowym rewanżem. “Zdecydują detale”
    Dziennikarze hiszpańskiego portalu “sport.es” zdecydowali się zapytać polską napastniczkę o jej odczucia względem zbliżającego się spotkania LM.

    – Nie lubię mówić, że jesteśmy faworytkami. To półfinał Ligi Mistrzyń, a dodatkowo mecz rewanżowy. Bayern Monachium to fantastyczna drużyna, która potrafi dominować w posiadaniu piłki, ale jest też bardzo groźna w kontratakach. To będzie półfinał, o którym zadecydują detale, więc musimy być przygotowane na wszystko – powiedziała Pajor. W dalszej części wywiadu zdradziła ona jednak, co może zadziałać na korzyść katalońskiej ekipy.

    Rewanżowe spotkanie z Bayernem rozegrane zostanie na ikonicznym Spotify Camp Nou. Dla Barcelony to wymarzony scenariusz, ponieważ cieszy się ona bardzo dużym wsparciem i zaangażowaniem swoich sympatyków. Pajor przekonała się o tym jeszcze za czasów gry w niemieckim Wolfsburgu. Wówczas atmosfera panująca na stadionie “Barcy” wzbudziła w niej bardzo duży zachwyt.

    Myślałam sobie “Jacy kibice i jak ta drużyna gra!”. Teraz jestem tutaj, mogę grać dla tego klubu i dla tych ludzi. To niesamowite uczucie i zaszczyt być częścią tego wszystkiego

    Wsparcie trybun z pewnością będzie jednym z atutów “Dumy Katalonii”. Hiszpanie już teraz ogłaszają, że na nadchodzący rewanżowy pojedynek LM zostało sprzedanych około 50.000 biletów. Obecność zaangażowanych kibiców może okazać się “tajną bronią”, która tego dnia poprowadzi Ewę Pajor i spółkę do zwycięstwa, premiowanego awansem do finału europejskich rozgrywek.

  • Gwiazda tenisa schodzi z kortu. To już oficjalne

    Gwiazda tenisa schodzi z kortu. To już oficjalne

    Kei Nishikori to bez wątpienia najbardziej utytułowany tenisista z Azji. Finalista US Open z 2014 roku po aktualnym sezonie postanowił przejść na sportową emeryturę. – Jestem głęboko wdzięczny mojej rodzinie i wszystkim, którzy wspierali mnie w każdym momencie – napisał w specjalnym oświadczeniu.

    Ta informacja wstrząsnęła fanami tenisa z Azji. Japończyk należy do najbardziej utytułowanych zawodników, jacy kiedykolwiek walczyli w największych tenisowych turniejach na świecie. Zdaniem wielu, 36-latek przez wzgląd na wiele kontuzji nie w pełni wykorzystał swój potencjał.

    Kei Nishikori przyznaje. “Wciąż chciałbym kontynuować karierę”
    Japończyk zaczął treningi tenisowe już w wieku 5 lat. W 2003 roku stwierdził, że dla dobra swojej kariery przeniesie się do Stanów Zjednoczonych. Swoje umiejętności zaczął szlifować w słynnej akademii Nicka Bollettieriego na Florydzie. Doszedł do poziomu nieosiągalnego dotąd dla zawodników z Azji. Wiadomo już, że po obecnym sezonie Nishikori zakończy karierę.

    “Jestem głęboko wdzięczny mojej rodzinie i wszystkim, którzy wspierali mnie w każdym momencie. Szczerze mówiąc, wciąż chciałbym kontynuować karierę. Jednak patrząc wstecz na wszystko, co osiągnąłem, mogę z dumą powiedzieć, że dałem z siebie wszystko. Jestem naprawdę szczęśliwy, że mogłem kroczyć tą drogą. Będę cenił każdą chwilę w pozostałych meczach i będę walczył do samego końca” – napisał w oświadczeniu.

    Do największych sukcesów Japończyka należy osiągnięcie finału US Open w 2014 roku. W drodze do ostatecznie przegranego finału z Chorwatem Marinem Ciliciem pokonał samego Novaka Djokovicia. Dwa lata później Nishikori zdobył brązowy medal podczas igrzysk olimpijskich w Rio de Janeiro. W kluczowym starciu wygrał z Rafaelem Nadalem 6:2. 6:7, 6:3.

    Poza tym Japończyk był wielokrotnym ćwierćfinalistą turniejów Wielkiego Szlema: czterokrotnie osiągał ten etap w Australian Open oraz Roland Garros, dwa razy odpadał w 1/4 finału Wimbledonu. Według ekspertów tenisa Nishikori nie mógł w pełni wykorzystać swojego potencjału przez ciągle powtarzające się urazy.

    Bywały chwile, gdy czułem przytłoczenie, frustrację i niepokój z powodu powracających kontuzji, które nie pozwalały mi grać tak, jak bym chciał. Mimo to, moja miłość do tenisa i wiara w to, że mogę stać się silniejszym graczem, zawsze przyciągały mnie z powrotem na kort” – zaznaczył 36-latek.

    Kei Nishikori to bez wątpienia najbardziej utytułowany tenisista z Azji. Finalista US Open z 2014 roku po aktualnym sezonie postanowił przejść na sportową emeryturę. – Jestem głęboko wdzięczny mojej rodzinie i wszystkim, którzy wspierali mnie w każdym momencie – napisał w specjalnym oświadczeniu.

    Ta informacja wstrząsnęła fanami tenisa z Azji. Japończyk należy do najbardziej utytułowanych zawodników, jacy kiedykolwiek walczyli w największych tenisowych turniejach na świecie. Zdaniem wielu, 36-latek przez wzgląd na wiele kontuzji nie w pełni wykorzystał swój potencjał.

    Kei Nishikori przyznaje. “Wciąż chciałbym kontynuować karierę”
    Japończyk zaczął treningi tenisowe już w wieku 5 lat. W 2003 roku stwierdził, że dla dobra swojej kariery przeniesie się do Stanów Zjednoczonych. Swoje umiejętności zaczął szlifować w słynnej akademii Nicka Bollettieriego na Florydzie. Doszedł do poziomu nieosiągalnego dotąd dla zawodników z Azji. Wiadomo już, że po obecnym sezonie Nishikori zakończy karierę.

    “Jestem głęboko wdzięczny mojej rodzinie i wszystkim, którzy wspierali mnie w każdym momencie. Szczerze mówiąc, wciąż chciałbym kontynuować karierę. Jednak patrząc wstecz na wszystko, co osiągnąłem, mogę z dumą powiedzieć, że dałem z siebie wszystko. Jestem naprawdę szczęśliwy, że mogłem kroczyć tą drogą. Będę cenił każdą chwilę w pozostałych meczach i będę walczył do samego końca” – napisał w oświadczeniu.

    Do największych sukcesów Japończyka należy osiągnięcie finału US Open w 2014 roku. W drodze do ostatecznie przegranego finału z Chorwatem Marinem Ciliciem pokonał samego Novaka Djokovicia. Dwa lata później Nishikori zdobył brązowy medal podczas igrzysk olimpijskich w Rio de Janeiro. W kluczowym starciu wygrał z Rafaelem Nadalem 6:2. 6:7, 6:3.

    Poza tym Japończyk był wielokrotnym ćwierćfinalistą turniejów Wielkiego Szlema: czterokrotnie osiągał ten etap w Australian Open oraz Roland Garros, dwa razy odpadał w 1/4 finału Wimbledonu. Według ekspertów tenisa Nishikori nie mógł w pełni wykorzystać swojego potencjału przez ciągle powtarzające się urazy.

    Bywały chwile, gdy czułem przytłoczenie, frustrację i niepokój z powodu powracających kontuzji, które nie pozwalały mi grać tak, jak bym chciał. Mimo to, moja miłość do tenisa i wiara w to, że mogę stać się silniejszym graczem, zawsze przyciągały mnie z powrotem na kort” – zaznaczył 36-latek.

  • Narzeczony zrobił to po porażce Sabalenki w Madrycie. Musiała skomentować

    Narzeczony zrobił to po porażce Sabalenki w Madrycie. Musiała skomentować

    Aryna Sabalenka sprawiła niemałą sensację, odpadając w ćwierćfinale turnieju WTA 1000 Madrid Open po porażce z Hailey Baptiste. Białorusinka, która przed rokiem triumfowała w stolicy Hiszpanii, tym razem musiała uznać wyższość rywalki i pożegnała się z marzeniami o obronie tytułu. Krótko po meczu głos w mediach społecznościowych zabrał jej narzeczony, Georgios Frangulis, a odpowiedź tenisistki pojawiła się niemal natychmiast.

    Sabalenka przyjechała do Madrytu jako główna faworytka i trudno było się temu dziwić – broniła trofeum wywalczonego przed rokiem. Początek tegorocznych zmagań również układał się po jej myśli. Najpierw pokonała Peyton Stearns, następnie wygrała z Jaqueline Cristian, a w 1/8 finału po zaciętym, trzysetowym pojedynku wyeliminowała Naomi Osaka.

    Prawdziwe zaskoczenie przyniósł jednak ćwierćfinał. Na korcie Manolo Santana liderka rankingu napotkała ogromny opór ze strony Baptiste. Amerykanka przegrała pierwszego seta, ale w dwóch kolejnych zaprezentowała się znacznie lepiej, grając odważnie i agresywnie. Ostatecznie Sabalenka uległa 6:2, 2:6, 6:7 (6).

    Po spotkaniu Białorusinka wskazała moment przełomowy: przyznała, że dwa podwójne błędy serwisowe na początku drugiego seta dodały rywalce pewności siebie. Podkreśliła również, że Baptiste zaczęła grać śmielej i zasłużyła na słowa uznania.

    Po meczu aktywny w sieci był także Frangulis, który opublikował na Instagramie zdjęcia z pobytu w Madrycie, w tym wspólne fotografie z Sabalenką. Wpis szybko przyciągnął uwagę kibiców, a wśród licznych komentarzy pojawił się również ten od samej tenisistki. Sabalenka krótko, lecz wymownie odpowiedziała po portugalsku: „Kocham cię”.

  • Świątek wypadła z czołówki. Ekspert nie ma wątpliwości. Nadszedł bolesny cios

    Świątek wypadła z czołówki. Ekspert nie ma wątpliwości. Nadszedł bolesny cios

    Jak na razie pod wodzą nowego trenera Iga Świątek nie zaprezentowała jeszcze pełni swoich możliwości. W Madrycie przeszkodziła jej choroba, po której została zmuszona skreczować w meczu trzeciej rundy. Tym samym zostały jeszcze dwa turnieje, które rozegra na ukochanej mączce. Zdaniem jednego z ekspertów Polka nie należy już do czołówki zawodniczek na ziemnych kortach.
    Iga Świątek w sportowej koszulce i fioletowej czapce z daszkiem na korcie tenisowym

    Iga ŚwiątekLi Jing / XINHUA / Xinhua via AFPAFP

    Po intensywnych treningach na Majorce – pod okiem Francisco Roiga i Rafaela Nadala – Iga Świątek rozpoczęła sezon na mączce od WTA 500 Stuttgart. Tam na start pokonała Laurę Siegemund, jednak w ćwierćfinale lepsza okazała się Mirra Andriejewa.

    Później mistrzyni Wimbledonu udała się na “tysięcznik” do Madrytu. W stolicy Hiszpanii na start bezproblemowo wygrała z Darią Snigur, a potem zmierzyła się z Ann Li. Niestety w trakcie pojedynku przeciwko Amerykance odezwała się… choroba. – Ostatnie dwa dni były dość okropne, chyba złapałam jakiegoś wirusa. W niektórych momentach czułam się dobrze, a w innych naprawdę źle. Nie miałam ani odrobiny energii, nie czułam się stabilnie i po prostu fizycznie czułam się naprawdę kiepsko – tłumaczyła po meczu 24-latka. Skończyło się kreczem i odpadnięciem z zawodów.

    Były tenisista mówi wprost. “Temat Igi jest tematem trudnym”. WIDEOPolsat SportPolsat Sport

    Zobaczył, co Świątek zrobiła w Madrycie. I wydał werdykt. To zaboli

    Tym samym w obecnym sezonie na ten moment bilans Świątek na kortach ziemnych wynosi 2-2. Nie od dziś wiadomo, że mączka to ulubiona nawierzchnia Raszynianki. W końcu na jej koncie znajdziemy cztery puchary Roland Garros oraz tytuły przywiezione ze Stuttgartu, Madrytu czy Rzymu.

    Czy mimo słabszej dyspozycji 24-latkę nadal można umieścić w gronie najlepszych tenisistek na mączce? Klarowną i o nieco bolesną opinię w tym temacie ma Sam Querrey.

    – Na “Tennis Channel” omawialiśmy obecnie pięciu najlepszych zawodników na kortach ziemnych, a ja nie umieściłem Igi w pierwszej piątce – rozpoczął były amerykański tenisista w podcascie “Nothing Major Show”, cytowany przez “The Tennis Gazette”.

    – Spotkało się to z pewnym sprzeciwem ze względu na jej wyniki na kortach ziemnych w ciągu ostatnich pięciu lat. Przez ostatnie pięć lat była najlepsza. Ale obecnie już nią nie jest – powiedział wprost ekspert.

    Następnie zwrócił uwagę na fakt, iż w przypadku Igi Świątek obecnie zawodzić mogą kwestie mentalne. – Myślę, że pewność siebie to najważniejsza cecha w tenisie. Przyjechała do Madrytu, nie mając na koncie żadnego półfinału! Nie mogła być teraz zbyt pewna siebie – podsumował.

    Podobną opinię wygłosił inny z fachowców, Steve Johnson. – Z szacunku umieściłbym ją na piątym miejscu, ale nie sądzę, żeby była bliska piątej pozycji. Umieściłbym ją tam na podstawie dotychczasowych wyników, ale nie uważam, że jest obecnie piątą najlepszą zawodniczką (na mączce – red). Do tego tygodnia nie wciskałem przycisku paniki, ale teraz oficjalnie to zrobiliśmy – dodał.

    Za tydzień Polka rozpocznie zmagania na WTA 1000 Rzym, a potem przystąpi do Roland Garros.
    Osoba ubrana w sportową białą kurtkę i czapkę z daszkiem, widoczne logotypy Oshee oraz On, lekko rozchylone usta, w tle rozmyty widok z konturami sylwetek ludzkich.

    Iga Świątek została rozstawiona z “4” podczas turnieju WTA 1000 w MadrycieDennis Agyeman / Spain DPPI / DPPI via AFPAFP
    Iga Świątek

    Iga ŚwiątekBERTRAND GUAY / AFPAFP
    Tenisistka w ciemnym stroju i białej czapce zakrywa dłonią twarz w geście wyrażającym emocje, stojąc na korcie tenisowym, w tle rozmyta widownia.

    Iga ŚwiątekAFP

    Vit Kopriva – Rafael Jodar. Skrót meczu.