-

Głośno o “pupilce Putina”. Tak traktują ją w Rosji po wyjeździe z kraju
Jeszcze do niedawna Jelena Isinbajewa była symbolem sukcesu rosyjskiego sportu i jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci związanych z władzą na Kremlu. Dwukrotna mistrzyni olimpijska przez lata uchodziła za ulubienicę Władimir Putin, a jej wizerunek wykorzystywano jako przykład narodowej dumy. Wszystko zmieniło się jednak po rozpoczęciu wojny w Ukrainie.
W obliczu nowych realiów była rekordzistka świata zdecydowała się opuścić Rosję i rozpocząć nowe życie za granicą. Jej wybór padł na Teneryfę, gdzie – jak donoszą zagraniczne media – posiada nieruchomości i mieszka wraz z rodziną, z dala od polityki oraz medialnego szumu. Ten krok sprawił, że w ojczyźnie jej wizerunek uległ całkowitej zmianie. Z bohaterki narodowej zaczęła być postrzegana jako osoba, która odwróciła się od kraju.
Mimo wyprowadzki nazwisko Isinbajewej regularnie powraca w rosyjskich mediach. Ostatnio znów zrobiło się o niej głośno, tym razem w kontekście problemów finansowych. Według informacji publikowanych przez kanał SHOT w serwisie Telegram była lekkoatletka miała zostać pozwana za zaległości związane z opłatami za mieszkania w Moskwie. Mowa o kwocie sięgającej setek tysięcy rubli, obejmującej rachunki za media oraz koszty utrzymania nieruchomości, które – jak twierdzą rosyjskie źródła – przez dłuższy czas nie były regulowane.
To jednak nie koniec kłopotów. Jak informuje portal news.ru, niedługo po jej wyjeździe sprawą sportsmenki zainteresowały się również rosyjskie organy podatkowe. W ubiegłym roku naliczono jej zobowiązania przekraczające milion rubli. Późniejsze doniesienia sugerowały jednak, że część należności została spłacona, a ostatecznie dług wobec fiskusa miał zostać uregulowany.
Historia Isinbajewej pokazuje, jak szybko może zmienić się pozycja nawet największych ikon sportu w obliczu wydarzeń politycznych. Jeszcze niedawno była twarzą rosyjskiego sukcesu, dziś jej życie toczy się z dala od kraju, a jej nazwisko częściej pojawia się w kontekście kontrowersji niż sportowych triumfów.
-

Walkower! Polki mają awans na mistrzostwach świata
Polskie tenisistki stołowe wygrały walkowerem 3:0 z Demokratyczną Republiką Konga i zajęły drugie miejsce w swojej grupie drużynowych mistrzostw świata w Londynie. Wcześniej Polki przegrały z Koreą Północną 0:3 oraz pokonały Hiszpanię 3:1.
Oprócz zwycięzców 14 grup awans wywalczy także sześć najlepszych zespołów z drugich miejsc. Pozostałe zagrają w barażach, a czterej triumfatorzy też pozostaną w zawodach. Do tych 24 drużyn dołączy osiem najlepszych z rankingu, które w dwóch grupach będą rywalizować o jak najlepsze rozstawienie.
W czwartek bezpośrednio do 1/16 finału awansowali Polacy po zwycięstwie nad Mołdawią 3:2. W poprzednich dniach biało-czerwoni w swojej grupie wygrali z Tahiti i z Chile po 3:0.Mistrzostwa świata potrwają do 10 maja. Tytułów bronią oba zespoły Chin.(PAP)
-

Polak i jego partner nagle podeszli do rywali. Przedwczesny koniec marzeń
Nie będzie finału turnieju rangi ATP Masters 1000 w deblu dla Jana Zielińskiego. Polak w duecie z Luke’iem Johnsonem przez prawie godzinę walczyli z rozstawioną z nr 3 parą Henry Patten – Harri Heliovaara. Musieli odrabiać straty po przegranym pierwszym secie. Niestety nie było nam dane się przekonać, czy by im się to udało. Przy stanie 6:3, 4:3 dla rywali problemy zdrowotne Brytyjczyka uniemożliwiły im dalszą rywalizację.
Współpraca Zielińskiego z Johnsonem od początku roku układała się różnie. Początek roku był świetny, bo dotarli do półfinału wielkoszlemowego Australian Open. Potem jednak wygrali tylko trzy z kolejnych dwunastu spotkań. W końcu jednak znów odnaleźli dobrą wspólną formę, a konkretnie w Madrycie. Polsko-brytyjski duet wygrał trzy mecze z rzędu, w tym trwające ponad 1,5 h spotkanie ćwierćfinałowe z parą Sadio Doumbia – Fabien Reboul i zameldowali się w półfinale turnieju ATP Masters 1000.
Trudna walka z faworytami. Partner Zielińskiego miał problemy
W nim naprzeciwko nich stanęła utytułowana para Harri Heliovaara – Henry Patten, mistrzowie Wimbledonu 2024 i Australian Open 2025. Fin i Brytyjczyk uciekli w tych zawodach katu spod topora, bo wybronili trzy piłki meczowe w 1/8 finału. Wciąż jednak to ich należało upatrywać w roli faworytów tego starcia. Szybko zresztą potwierdziło się dlaczego.Zieliński oraz Johnson nie mieli w pierwszym secie praktycznie nic do powiedzenia przy podaniu rywali. Nie miało to znaczenia, czy akurat serwował Heliovaara, czy Patten. Polsko-brytyjski duet w całej partii wygrał tylko cztery wymiany, będąc na returnie. Co gorsza, w ich wypadku serwowanie już tak dobrze nie wyglądało. Zwłaszcza po stronie Johnsona, który sprawiał wrażenie, jakby nie był w pełni zdrów. Zresztą to właśnie jego podanie zostało w czwartym gemie przełamane przez przeciwników, co ostatecznie zdecydowało, iż duet Heliovaara – Patten wygrał seta 6:3.
Kolejne przełamanie i przedwczesny koniec
W drugiej partii Polak i jego partner już trochę mocniej powalczyli z pozycji returnujących. Mieli nawet dwa breakpointy, zmarnowane niestety. W dodatku, gdy przy stanie 3:3 fińsko-brytyjska para wywalczyła sobie kolejną szansę, przy kiepskim w tym meczu serwisie Johnsona, nie zmarnowała jej. Wtedy właśnie potwierdziło się, iż partner Jana Zielińskiego gra z kontuzją, Przełamanie w takim momencie odebrało Johnsonowi chęć do dalszego ryzykowania pogłębienia trapiących go kłopotów. Minęło 56 minut gry, gdy polsko-brytyjska para skreczowała przy wyniku 3:6, 3:4. Heliovaara i Patten weszli do finału i już czekają na przeciwników.Nie będzie finału turnieju rangi ATP Masters 1000 w deblu dla Jana Zielińskiego. Polak w duecie z Luke’iem Johnsonem przez prawie godzinę walczyli z rozstawioną z nr 3 parą Henry Patten – Harri Heliovaara. Musieli odrabiać straty po przegranym pierwszym secie. Niestety nie było nam dane się przekonać, czy by im się to udało. Przy stanie 6:3, 4:3 dla rywali problemy zdrowotne Brytyjczyka uniemożliwiły im dalszą rywalizację.
Współpraca Zielińskiego z Johnsonem od początku roku układała się różnie. Początek roku był świetny, bo dotarli do półfinału wielkoszlemowego Australian Open. Potem jednak wygrali tylko trzy z kolejnych dwunastu spotkań. W końcu jednak znów odnaleźli dobrą wspólną formę, a konkretnie w Madrycie. Polsko-brytyjski duet wygrał trzy mecze z rzędu, w tym trwające ponad 1,5 h spotkanie ćwierćfinałowe z parą Sadio Doumbia – Fabien Reboul i zameldowali się w półfinale turnieju ATP Masters 1000.
Trudna walka z faworytami. Partner Zielińskiego miał problemy
W nim naprzeciwko nich stanęła utytułowana para Harri Heliovaara – Henry Patten, mistrzowie Wimbledonu 2024 i Australian Open 2025. Fin i Brytyjczyk uciekli w tych zawodach katu spod topora, bo wybronili trzy piłki meczowe w 1/8 finału. Wciąż jednak to ich należało upatrywać w roli faworytów tego starcia. Szybko zresztą potwierdziło się dlaczego.Zieliński oraz Johnson nie mieli w pierwszym secie praktycznie nic do powiedzenia przy podaniu rywali. Nie miało to znaczenia, czy akurat serwował Heliovaara, czy Patten. Polsko-brytyjski duet w całej partii wygrał tylko cztery wymiany, będąc na returnie. Co gorsza, w ich wypadku serwowanie już tak dobrze nie wyglądało. Zwłaszcza po stronie Johnsona, który sprawiał wrażenie, jakby nie był w pełni zdrów. Zresztą to właśnie jego podanie zostało w czwartym gemie przełamane przez przeciwników, co ostatecznie zdecydowało, iż duet Heliovaara – Patten wygrał seta 6:3.
Kolejne przełamanie i przedwczesny koniec
W drugiej partii Polak i jego partner już trochę mocniej powalczyli z pozycji returnujących. Mieli nawet dwa breakpointy, zmarnowane niestety. W dodatku, gdy przy stanie 3:3 fińsko-brytyjska para wywalczyła sobie kolejną szansę, przy kiepskim w tym meczu serwisie Johnsona, nie zmarnowała jej. Wtedy właśnie potwierdziło się, iż partner Jana Zielińskiego gra z kontuzją, Przełamanie w takim momencie odebrało Johnsonowi chęć do dalszego ryzykowania pogłębienia trapiących go kłopotów. Minęło 56 minut gry, gdy polsko-brytyjska para skreczowała przy wyniku 3:6, 3:4. Heliovaara i Patten weszli do finału i już czekają na przeciwników. -

Świątek już po pierwszym starciu w Rzymie. 90 minut gry z mistrzynią Australian Open
Niespełna tydzień temu Iga Świątek musiała przedwcześnie zakończyć swój występ w turnieju WTA 1000 w Madrycie. W meczu trzeciej rundy przeciwko Ann Li skreczowała z powodu problemów zdrowotnych, które – jak się później okazało – były efektem infekcji żołądkowo-jelitowej. Choć Polka walczyła dzielnie i doprowadziła do decydującego seta, przy stanie 6:7(4), 6:2, 0:3 (30-30) zdecydowała się zejść z kortu po konsultacji z fizjoterapeutą i lekarzem. Była to rozsądna decyzja – zdrowie w tym momencie było ważniejsze niż wynik.
Już chwilę po meczu raszynianka przyznała, że ostatnie godziny przed spotkaniem były dla niej bardzo trudne. Na szczęście jej stan szybko się poprawił. W poniedziałek rano przekazała kibicom pozytywne wieści – wraca do sił i wkrótce wznowi treningi. Słowa dotrzymała. Jeszcze tego samego dnia pojawiła się informacja od organizatorów turnieju w Rzymie, że Świątek rozpocznie przygotowania na kortach Foro Italico w środę. Tak też się stało – pierwsze treningi odbyła zgodnie z planem, początkowo pracując ze sparingpartnerem.
Prawdziwy sprawdzian przyszedł jednak dopiero dzisiaj. O godzinie 12:00 Polka zmierzyła się na treningu z wymagającą rywalką – Madison Keys, mistrzynią Australian Open 2025. Amerykanka ma na koncie zwycięstwa nad największymi gwiazdami, w tym także nad Świątek, którą pokonała w drodze po wielkoszlemowy tytuł, a także nad Jelena Rybakina i Aryna Sabalenka.
Obie tenisistki dobrze się znają i miały już okazję rywalizować w Rzymie w poprzednich latach. Tym razem spotkały się na 90-minutowym sparingu na BNP Paribas Arena. Fragmenty ich wspólnego treningu zostały udostępnione w mediach społecznościowych organizatorów, którzy opatrzyli nagranie komentarzem: „Poważna praca w Rzymie”.
Na tym jednak nie koniec aktywnego dnia Świątek. O godzinie 16:00 czeka ją jeszcze wyjątkowe wydarzenie w samym sercu miasta – na Piazza del Popolo, gdzie specjalnie przygotowano kort tenisowy. Jak sama przyznała w mediach społecznościowych, nie będzie to zwykły trening, a raczej forma rywalizacji z jej trenerem. „To bardziej mecz niż trening – nie mogę się doczekać” – napisała z uśmiechem.
Wszystko wskazuje na to, że Polka szybko wraca do pełni sił i jest gotowa do walki o kolejny sukces na kortach w Rzymie.
-

Świątek musi skorzystać na współpracy z Nadalem. Ekspert: złapała Pana Boga za nogi
Iga Świątek cały czas stara się poprawić swoją grę po zakończeniu współpracy z Wimem Fissettem. Raszynianka wreszcie ma okazję do bliższej współpracy z jednym ze swoich tenisowych idoli, Rafaelem Nadalem. Ekspert Eurosportu mówił wyraźnie, ile ta relacja może dać naszej zawodniczce.
Nadal od zawsze był w życiu Świątek. “Postać z obrazka”
O współpracy z nowym trenerem i o tym, co znaczy dla Świątek osoba Rafaela Nadala, mówił ekspert Eurosportu Karol Stopa. W rozmowie z Interią Sport stwierdził, że nowy trener, który wiele lat spędził z idolem naszej zawodniczki, jest w stanie znacząco pomóc.– Ten optymizm opieram na osobie Nadala, który całe życie był jej idolem, był postacią z obrazka wiszącego nad łóżkiem. Ona o tym Nadalu zawsze mówiła. Są dziesiątki wywiadów na potwierdzenie. Zatem teraz jest w sytuacji, gdzie złapała Pana Boga za nogi. Nadal dał jej swojego człowieka i pobłogosławił. To musi jej dać impuls do czegoś lepszego. Jeśli tak się nie stanie, to będzie to bardzo dziwne – podsumował Stopa.
Świątek gotowa na Rzym
Świątek miała okazję spędzić kilka tygodni na Majorce, w centrum treningowym Nadala pracując ze szkoleniowcem Francisco Roigiem. Udała się tam po zakończeniu współpracy z wcześniejszym trenerem, Wimem Fissettem.Na to, by zobaczyć zmiany w tenisie naszej zawodniczki, potrzeba jednak więcej czasu. Obecnie Raszynianka szykuje się do kolejnego wyzwania. 5 maja rozpocznie się rywalizacja na turnieju w Rzymie, w którym wystąpi Świątek. Wygrała ten turniej w 2021, 2022 i w 2024 roku. Tym razem także mierzy wysoko.
-

Stopa zaczął mówić o Świątek. “Złapała Pana Boga za nogi”
Iga Świątek ma za sobą burzliwy początek sezonu. Niepowodzenia na twardej nawierzchni skutkowały rozstaniem z trenerem Wimem Fissettem i połączeniem sił z Francisco Roigiem, byłym członkiem sztabu szkoleniowego Rafaela Nadala. Najlepsza nasza tenisistka pierwszych turniejów na kortach ceglanych nie może zaliczyć do udanych. W Stuttgarcie 24-latka pożegnała się z rywalizacją na etapie ćwierćfinału, gdy przegrała w trzech setach z Mirrą Andriejewą, natomiast w Madrycie Raszynianka wycofała się z turnieju, kreczując w meczu a Ann Li w trzeciej rundzie rywalizacji.
Świątek “złapała Pana Boga za nogi”
Po chorobie najwyraźniej nie pozostał już żaden ślad, gdyż Polka przygotowuje się do startu turnieju WTA 1000 w Rzymie. W sobotnie popołudnie na Piazza del Popolo nasza rodaczka odbędzie pokazowy trening.Optymistycznie o rywalizacji Świątek w Rzymie wypowiada się ekspert Eurosportu – Karol Stopa. W rozmowie z Interia Sport przyznał, iż współpraca z Roigiem oraz Nadalem może tenisistce tylko i wyłącznie wyjść na dobre. Komentator dodał, iż Świątek “złapała Pana Boga za nogi”. – Ten optymizm opieram na osobie Nadala, który całe życie był jej idolem, był postacią z obrazka wiszącego nad łóżkiem. Ona o tym Nadalu zawsze mówiła. Są dziesiątki wywiadów na potwierdzenie. Zatem teraz jest w sytuacji, gdzie złapała Pana Boga za nogi. Nadal dał jej swojego człowieka i pobłogosławił. To musi jej dać impuls do czegoś lepszego. Jeśli tak się nie stanie, to będzie to bardzo dziwne – ocenił Stopa.
Rafa Nadal w boksie Świątek?
Czy wobec tego 14-krotny triumfator wielkoszlemowego Roland Garros może pojawić się podczas turnieju w stolicy Włoch w boksie Polki? – Mało prawdopodobne, żeby on dał się na to namówić. Może zjawić się w Paryżu, ale dlatego, że zaproszą go organizatorzy. Przy okazji jednak odwiedzi Igę i trenera, którego zna – stwierdził Stopa.Na kortach w Rzymie Świątek wygrywała trzykrotnie (2021, 2022, 2024). Zdaniem eksperta naszej tenisistce powinno być łatwiej o sukces we Włoszech niż w Hiszpanii czy Niemczech. – Rzym jest jej bliski. Trzy razy tam wygrywała, a zaczęło się to w 2021, kiedy w finale pokonała Pliskovą 6:0, 6:0. Będzie jej tam łatwiej niż w Stuttgarcie i Madrycie. Te dwa turnieje są mało wygodne, trudno się tam gra. Z Rzymem jest inaczej – przyznał.
Ekspert liczy na powtórkę z Wimbledonu
Komentator liczy na to, iż jego słowa znajdą potwierdzenie w rzeczywistości. Wnioskuje przy okazji, iż Polka może tak samo wejść na najwyższy poziom jak podczas ubiegłorocznego Wimbledonu, gdzie sięgnęła po swój historyczny triumf. – Uczciwie mogę powiedzieć, że spodziewam się i liczę na to, że ona odpali, że ten impuls spowodowany Nadalem i hiszpańską lekcją zadziała na sto procent. Możemy być tak samo zaskoczeni, jak rok temu w przypadku Wimbledonu. To jest zawodniczka z ogromnym potencjałem. Według mnie powinna mieć o wiele więcej wygranych szlemów. To się z różnych powodów nie zdarzyło, ale się wydarzy – twierdzi Karol Stopa.Rywalizacja w Rzymie potrwa od 5 do 17 maja. W drabince turniejowej Świątek będzie rozstawiona z “3”.
-

Ruszyły dwa wyłącznie polskie kanały. “Jedyna taka telewizja sportowa”
– Chcemy, by żużel, NBA i trzeci filar – tenis wielkoszlemowy – były w ofercie dystrybutorów, a widz nie musiał dokupować kolejnej platformy – mówi Sport.pl Łukasz Fijałkowski, dyrektor operacyjny Eurosportu. I w szczegółowej rozmowie o planach stacji zapowiada nowość: transmisje kwalifikacji i meczów z dodatkowych kortów turniejów Wielkiego Szlema.
Łukasz Fijałkowski z polskim oddziałem Eurosportu związany jest od 2018 roku. Od 2020 pełni funkcję dyrektora operacyjnego. Odpowiada nie tylko za analizę i akwizycję praw sportowych, ale też rozwój biznesu i technologii oraz marketing nadawcy. Od początku kwietnia zarządza już czterema kanałami nadawcy, bo na rynku pojawiły się Eurosport 3 i 4. A w poniższej rozmowie szczegółowo opowiada o funkcjonowaniu i planach stacji.
Kacper Sosnowski: Aż tak ciasno było z kontentem, że trzeba było od razu uruchomić dwa nowe kanały?
Łukasz Fijałkowski: Kontentu nigdy nie jest za dużo, szczególnie sportowego. Natomiast rzeczywiście, jeśli w sporcie nakładają się na siebie wydarzenia, to nie da się pokazać wszystkiego w telewizji linearnej. Wtedy część transmisji wkładamy do streamingu, budując mocną streamingową ofertę dla widzów. Chcielibyśmy również móc je oferować tym, którzy wybrali telewizję linearną. Trzeba jednak brać pod uwagę także kwestię kosztów. Prawa sportowe są bardzo drogie, te ceny bywają wręcz niewiarygodne. Każda telewizja sportowa, która jest telewizją komercyjną, musi na swej działalności zarobić.Trudno zakładać, by przy większej konkurencji na rynku koszty praw nagle ostro wyhamowały, a to nie są dobre informacje dla telewizji i kibiców.
– Wiesz jaki jest problem z prawami sportowymi? One są w tej chwili rozczłonkowane. Fani sportu muszą korzystać z usług wielu dostawców, żeby obejrzeć swoją ulubioną dyscyplinę, czy ligę w całości. Tak się dzieje, bo pieniądze wydawane na prawa, czasem po prostu nie spinają się telewizjom. Ktoś płaci ogromne pieniądze, a potem często musi się wspomagać sublicencją, która pomoże mu spłacić koszty i wyjść na swoje.Dlatego często przy nowych prawach nadawcy proponują widzom droższe pakiety, nowe kanały, czy rozwijają streaming.
– Kiedy trafiły się nam prawa do NBA, które są bardzo atrakcyjnymi prawami, zastanawialiśmy się jak nimi zarządzać. Uznaliśmy, że najlepszym sposobem z punktu widzenia biznesowego, ale jednocześnie szerokiego dotarcia do widza, będą nowe kanały. Streaming nie ma jeszcze takiej penetracji jak telewizja, on się rozwija, jest przyszłością, ale na razie nie dociera do tylu widzów, ilu nadal ma telewizja linearna. Już od dekady słyszymy, że telewizja się kończy, niemniej jednak akurat sportowa telewizja ma się świetnie. W ostatnich latach regularnie bijemy rekordy oglądalności, co jest ogromnym osiągnięciem biorąc pod uwagę dużą konkurencję i nasycenie transmisji sportowych. Igrzyska w Paryżu były ogromnym sukcesem w stosunku do Tokio, a te w Mediolanie i Cortinie, w porównaniu z Pekinem. US Open w zeszłym roku obejrzało się najlepiej w historii transmisji tego turnieju w Eurosporcie. Skoki narciarskie? Teoretycznie w Pucharze Świata nasi skoczkowie nie bardzo mieli się czym pochwalić, a przed telewizorami zanotowaliśmy najlepsze otwarcie sezonu w historii. Potem to się wyrównało. Emocje sportowe raczej są przeżywane na żywo, bez względu na medium z jakiego korzystamy.I żeby wasz sport był na dużym ekranie i nie było rozczłonkowywania, musiał wejść Eurosport 3 i 4.
– Takie jest założenie. W Eurosporcie 3, oprócz NBA, będzie całe Speedway Grand Prix. Widzowie żużla do tej pory musieli kombinować, korzystać ze streamingu albo kupować kanały kodowane, czego wielu w Polsce nie zrobiło. Ponieważ nasz model biznesowy polega na podpisywaniu umów z dystrybutorami, a nie na posiadaniu własnej platformy, postanowiliśmy otworzyć dwa dodatkowe kanały linearne i zaoferować je każdemu z operatorów telewizji w Polsce. Chcemy, by żużel, NBA i trzeci filar – tenis wielkoszlemowy – były w ofercie dystrybutorów, a widz nie musiał dokupować kolejnej platformy. Jednocześnie jesteśmy oczywiście w streamingu: w Playerze i HBO Max. W Playerze otworzyliśmy specjalnie nowy pakiet sportowy Eurosport Pass. Oferuje on wszystko, co ma Eurosport, w tym linearne kanały Eurosport 3 i 4 za bardzo rozsądne pieniądze.Na nowych antenach będziemy mogli pokazać dwa dodatkowe korty ze szlemów [Roland Garros, US Open i Australian Open]. Na początku turnieju, będziemy tam pokazywali też kwalifikacje! Tyle, ile zmieścimy. W Playerze będzie można za to obejrzeć również wszystkie transmitowane mecze, nawet te rozgrywane na bocznych kortach i bez wielkiej realizacji telewizyjnej.
Ale widz najpierw musi te kanały mieć możliwość oglądać.
– Liczba operatorów kablowych, którzy oferują nowe kanały zwiększa się z każdym tygodniem – teraz jest ich już około 37. Z dużych dystrybutorów mamy już podpisane umowy z Play i T-Mobile. Rozmawiamy z innymi. Zakładam, że za chwilę będziemy finalizowali współpracę z pozostałymi wielkimi platformami. Nasze założenie jest takie, że będziemy wszędzie, a tam, gdzie są nasze dwa pierwsze kanały, będą także dwa kolejne.Te kanały dla części widzów też będą jednak dodatkowo płatne, kolejne 5 czy 10 złotych u dystrybutora.
– Jaka to będzie dokładnie kwota, to zależy od dystrybutora. Niektórzy oferują swoim abonentom Eurosportu oba kanały bez dodatkowych opłat. Eurosport Pass też jest u nas w dobrej cenie – za 20 złotych i jest tam wszystko: cztery kanały i dodatkowe transmisje. Nie wymagamy przy tym posiadania jakiegokolwiek innego pakietu. Jak ktoś nie chce paczki telewizji na żywo, bo interesuje go tylko sport, to bierze ten pakiet. Co miesiąc można go zresztą wypowiedzieć. I pytanie, czy dwie dychy to w takim układzie dużo? Tyle kosztuje jedna kawa na mieście albo trzy litry benzyny.Czy NBA, żużel i wielkie szlemy, które zresztą są skumulowane w pewnych okresach, wystarczą, by przekonać kibiców do dokupienia nowego pakietu na rok czy dwa?
– Mamy NBA od października do czerwca, potem od maja do października jest żużel. W trakcie są szlemy. Oprócz tego na Eurosporcie 3 będziemy pokazywali całe łyżwiarstwo, które po igrzyskach cieszy się dużym zainteresowaniem. Będzie łyżwiarstwo figurowe, szybkie, short track. Pokażemy też kolarstwo, którego jest tak dużo, że nawet dwie anteny nie są w stanie obsłużyć wszystkiego. Sezon kolarski trwa właściwie cały rok. Jest kolarstwo szosowe, przełajowe, torowe, MTB, czy BMX. Do tego mamy sporty motorowe, zimowe, snowboard i skoki kobiet. Mam nadzieję, że to zadowoli naszych kibiców, gdy czegoś zabraknie im na głównych antenach.Czasem było o tym głośno na portalach społecznościowych, że choćby przez sterowane z centrali transmisje na Eurosporcie 1 i 2 nie było ważnych dla Polaków zmagań.
– Sam mam taką anegdotę: kiedyś zadzwonił do mnie kibic z awanturą, że nie pokazujemy pływania. Nawet nie wiem, skąd miał numer. Tłumaczyłem mu, że my decydujemy, co ma priorytet pod kątem ważności dla odbiorcy. Okazało się, że jego syn startuje w zawodach, no i się nie dogadaliśmy. Oczywiście nie wszystko możemy pokazywać, bo do części wydarzeń nie mamy praw, ale mając dwie dodatkowe anteny, i to dedykowane polskiemu rynkowi, będzie nam łatwiej sprostać oczekiwaniom widzów.To teraz pewnie byłoby z tym pływaniem łatwiej, bo jest jeszcze mniej obłożony transmisjami Eurosport 4.
– Tak, bo Eurosport 4 będzie też obszarem dla powtórek, wspomnień sportowych i dokumentów. W telewizji sportowej 24/7 większość programów to powtórki. Mało kogo stać na prawa siedem dni w tygodniu nawet w tzw. prime time.Natomiast obserwujemy zainteresowanie “złotymi momentami” z naszymi w roli głównej, więc na czwartym kanale pokażemy między innymi ważne dla Polaków retransmisje z Robertem Kubicą, Dawidem Kubackim, Igą Świątek, czy siatkarzami w roli głównej. Będą tam też podcasty Eurosportu, które nagrywamy od dwóch lat. Świetnie prowadzi je Piotr Karpiński. Pokażemy też dokumenty lokalne i międzynarodowe, w tym olimpijskie.
Czyli, jak rozumiem, po pierwsze nie ma presji dokładania tam nowych praw, po drugie będziecie z zawartością nowych kanałów autonomiczni.
– My cały czas szukamy. Mamy centralny dział praw. Jego priorytetem jest kupowanie praw paneuropejskich na 65 krajów. Wtedy dostajemy coś z dobrodziejstwem inwentarza. Eurosport 3 i 4 to kanały wyłącznie polskie! Oczywiście możemy przenieść tam część praw nabytych centralnie, których nie mieścimy na antenach 1 i 2, by nie trzymać ich tylko w streamingu. Z drugiej strony moim zadaniem jest też szukanie praw lokalnych, patrzenie na trendy, rzeczy przyszłościowe, sugerowanie ich centrali. Przygotowuję analizy biznesowe, biorąc pod uwagę oglądalność, koszty, grupę docelową, to, czy gdzieś są polscy sportowcy, gdzie możemy to pokazać. Sprawdzam też, czy gdzieś jeszcze w Europie kibice będą takim produktem zainteresowani, by była w tym synergia. -

Porażka Sabalenki na WTA Madryt, teraz organizatorzy informują ws. Rzymu. Jest potwierdzenie
Turniej WTA 1000 w Madrycie okazał się najgorszym dotychczas występem Aryny Sabalenki w tym sezonie. Po raz pierwszy nie dotarła do decydującego starcia. Obrończyni tytułu odpadła na etapie ćwierćfinału, mimo aż sześciu meczboli w decydującym secie pojedynku z Hailey Baptiste. Trzy dni po porażce Białorusinki pojawiła się informacja od organizatorów tysięcznika w Rzymie. Na oficjalnym profilu Internazionali BNL d’Italia zamieszczono dwa nagrania z liderką rankingu. Oto szczegóły.
Aryna Sabalenka podczas meczu z Hailey Baptiste w ćwierćfinale WTA 1000 w MadrycieAryna Sabalenka podczas meczu z Hailey Baptiste w ćwierćfinale WTA 1000 w MadrycieJOSE BRETONAFP
Aryna Sabalenka ma za sobą pierwszy występ na mączce w tym sezonie. Białorusinka niespodziewanie zakończyła go na ćwierćfinale. Po tym, jak z turnieju WTA 1000 w Madrycie odpadły Jelena Rybakina, Iga Świątek i Coco Gauff, tenisistka z Mińska wydawała się murowaną faworytką do obrony tytułu. Tak się jednak nie stało. Sensacyjną pogromczynią liderki rankingu okazała się Hailey Baptiste. Amerykanka obroniła w sumie sześć meczboli w decydującym secie i pokonała zawodniczkę rozstawioną z “1” 2:6, 6:2, 7:6(6).
Co ciekawe, gdy Aryna po raz ostatni przegrywała w stolicy Hiszpanii, również miało to miejsce po niewykorzystanych piłkach meczowych. W finale madryckich rozgrywek przed dwoma laty Sabalenka posiadała w sumie trzy okazje na zdobycie trofeum, ale ostatecznie triumfowała Iga Świątek – 7:5, 4:6, 7:6(7). Tamto spotkanie okrzyknięto wówczas meczem sezonu w zmaganiach WTA i jednym z najlepszych w całej dekadzie.
Porażka z Baptiste była dla tenisistki z Mińska dopiero drugą w 2026 roku. Wcześniej patent na pokonanie Białorusinki znalazła jedynie Jelena Rybakina. Podczas finału Australian Open, reprezentantka Kazachstanu wróciła ze stanu 0:3 30-30 w trzecim secie i zwyciężyła 6:4, 4:6, 6:4.
Informacja od organizatorów WTA Rzym ws. Sabalenki
Zobaczymy, jak liderka rankingu poradzi sobie w dalszej fazie sezonu na kortach ziemnych. Już za kilka dni rozpocznie się turniej WTA 1000 w Rzymie. Dziś o poranku napłynął komunikat organizatorów Internazionali BNL d’Italia ws. Sabalenki. Włodarze rozgrywek oficjalnie potwierdzili, że Aryna dotarła już do stolicy Włoch. W swoich mediach społecznościowych zamieścili nagranie, jak tenisistka z Mińska przemieszcza się po Foro Italico i podąża na trening. Później dodano jeszcze drugi filmik, jak Białorusinka rozgrzewa się w towarzystwie swojego pieska.
27-latka nie próżnuje i zamierza się jak najlepiej przygotować do zmagań na Półwyspie Apenińskim. Na dzisiaj zaplanowała aż dwie sesje treningowe. Jedna już dobiegła końca, bowiem od godz. 10:30 do 12:00 przebywała na BNP Paribas Arena. Później liderka rankingu odbędzie jeszcze dwugodzinne zapoznanie z Campo Centrale, czyli główną areną włoskich rozgrywek. Początek drugich zajęć wyznaczono na 15:00.
kobieta w sportowym stroju na korcie tenisowym, z wyrazem skupienia na twarzy, nosząca kolczyki i dwa naszyjniki, w tle niewyraźni kibice na trybunachAryna SabalenkaMAHOUDEAU Clement / KMSP / KMSP via AFPAFP
tenisistka w różowym stroju wyraża silne emocje, stoi z otwartymi ustami w geście krzyku na korcie tenisowym, w tle rozmazana postać sędziegoAryna SabalenkaPhoto by CLIVE BRUNSKILL / GETTY IMAGES NORTH AMERICA / GETTY IMAGES VIA AFPAFP
Tenisistka w żółtym stroju trzymająca rakietę tenisową, unosząca rękę w geście pożegnania lub podziękowania na tle rozmytej publiczności na trybunach.Aryna SabalenkaWilliam WestAFP
Flavio Cobolli – Alexander Zverev. Skrót meczu. WIDEOPolsat SportPolsat Sport

