Category: Uncategorized

  • “Budzi szacunek”. Oto dlaczego Świątek gra lepiej z nowym trenerem

    “Budzi szacunek”. Oto dlaczego Świątek gra lepiej z nowym trenerem

    Zgodnie z oczekiwaniami Iga Świątek rozpoczęła tegoroczną edycję Roland Garros. Na korcie może nie było fajerwerków, ale Polka pokazała, że rosnąca jej forma podczas turnieju w Rzymie nie była dziełem przypadku. Spora w tym zasługa przede wszystkim Francisco Roiga. Co tak naprawdę zmieniło się u Igi od czasu przyjścia Hiszpana opisał w rozmowie dla Interii Sport Michał Dembek, były tenisista, a obecnie trener.

    Iga Świątek i Francisco RoigJavier Garcia/ShutterstockEast News

    Nie oszukujmy się, gdyby Iga Świątek przegrała mecz pierwszej rundy Roland Garros z 17-letnią Emerson Jones byłaby to gigantyczna sensacja. Nic tego w stolicy Francji nie miało jednak miejsca. Polka przekonująco pokonała nastoletnią Australijkę 6:1, 6:2 i awansowała do drugiej rundy zmagań, gdzie czeka już na nią Czeszka Sara Beljek.

    – To nie mógł być wielki sprawdzian formy Igi. Przede wszystkim jej rywalka, przed poniedziałkowym starciem, nie rozegrała żadnego meczu na mączce w tym sezonie. W tym roku Idze zdarzały się jednak mecze pierwszej rundy, kiedy nie wychodziła na kort tak spokojna, stabilna i regularna jak tym razem – podkreślił dla Interia Sport Michał Dembek.

    Forma z Rzymu nie zniknęła. Są powody do optymizmu

    Pojedynek z Australijką to już historia, ale nie da się przejść obojętnie obok tego, że kibice dawno nie widzieli tak pewnie poczynającej sobie na korcie Świątek. Jeszcze miesiąc temu w Stuttgarcie czy Madrycie oraz wcześniej na kortach twardych Raszynianka potrafiła się męczyć ze znacznie niżej notowanymi rywalkami. Teraz wreszcie wróciła Świątek, która nie potrzebuje dużo czasu, by pokonać znacznie niżej notowane od siebie przeciwniczki.

    – Generalnie możemy być pozytywnie nastawieni. Tak jak w Rzymie widzieliśmy znaczący trend zwyżkowy w formie Igi, tak w poniedziałek w Paryżu widać było, że ta tendencja jest kontynuowana. Oczywiście mogło być jeszcze lepiej, bo w drugim secie Polka przegrała dwa gemy głównie przez własne błędy, ale musimy też mieć poprawkę co po drugiej stronie siatki zaprezentowała rywalka. Na pewno koncentracja trochę siadła, a poza tym przy tym upale nie jest łatwo utrzymać cały czas najwyższy poziom – zwrócił uwagę nasz rozmówca.

    Roig budzi u Świątek szacunek. Oto powód

    Roland Garros jest czwartym turniejem, w którym w boksie Igi jako główny szkoleniowiec zasiada Francisco Roig. Gdy na początku wiosny Świątek zakończyła współpracę z Fissettem nie brakowało głosów, że Belg pozwolił tenisistce “wejść sobie na głowę”, co kosztowało go zakończenie współpracy. W przypadku Roiga nie ma nowy o takim scenariuszu. Efekty pracy Hiszpana już widać.

    – Roig przede wszystkim budzi u Igi szacunek w samym podejściu do treningów z nią, jak jest przygotowany. Hiszpan może nie mówi bardzo dużo, ale jak już coś powie, to najczęściej trafia to do Igi Świątek. Widać, że od początku tej współpracy Iga chce grać wyżej nad siatką, cierpliwiej i tworzyć więcej akcji forhendem. To typowa hiszpańska szkoła i to już widzimy – zapewnił Michał Dembek.

    Mecz drugiej rundy wielkoszlemowego Roland Garros Iga Świątek rozegra w środę 27 maja. Na razie nie jest znana godzina tego pojedynku.

    Rozmawiał Szymon Łożyński, dziennikarz Interia Sport
    zawodniczka tenisowa w czapce i sportowym stroju z uniesioną w geście triumfu zaciśniętą pięścią oraz wyrazem silnych emocji na twarzy

    Iga ŚwiątekAFP
    Tenisistka w sportowej koszulce i czapce z daszkiem zasłania usta dłonią, wyrażając zaskoczenie lub silne emocje, na tle rozmytej trybuny z czerwonymi elementami.

    Iga ŚwiątekMAHOUDEAU Clement / KMSP / KMSP via AFP AFP
    Mężczyzna w czapce z daszkiem z napisem ‘CASA LOTOS’, ubrany w niebieską koszulkę polo z białymi detalami, siedzi oparty o rękę z zamyśloną miną, w tle widoczne są rozmyte sylwetki innych osób.

    Francisco RoigMatthew StockmanAFP

    Ile straciła Legia Warszawa? Prezes Ekstraklasy uchylił rąbka tajemnicy.

  • Chwalińska zabrała głos na temat Świątek. Iga odpowiada. Taka jest prawda

    Chwalińska zabrała głos na temat Świątek. Iga odpowiada. Taka jest prawda

    Obie mają 24 lata, są z jednego rocznika i znają się ze sobą większość życia, bo ich znajomość rozpoczęła się gdy miały po 10 lat. Iga Świątek na oceany wypłynęła w 2020 roku premierowym zwycięstwem w Rolandzie Garrosie, a Maja Chwalińska w ostatnich dniach pisze swoją najlepszą historię w Paryżu, przystemplowaną poniedziałkowym awansem do drugiej rundy. Znają się tak dobrze, iż nie było problemu, by obie rodaczki namówić na wzajemnie zwierzenia o sobie.

    Iga Świątek i Maja ChwalińskaMUSTAFA YALCIN/ANADOLU/ANADOLU VIA AFP / Pawel Andrachiewicz/PressFocus/NEWSPIX.PLPUSTE

    Dzisiaj ich drogi także symbolicznie się skrzyżowały, choć adekwatniej będzie użyć słowa, że na siebie nałożyły. Maja Chwalińska, po historycznym przebrnięciu eliminacji w Paryżu, zaczęła występy w drabince głównej od mniejszej estrady. Choć trzeba powiedzieć, że na korcie numer 7 także można wpaść w oko najbardziej nobliwym kibicom, którzy nierzadko z balkonów kortu centralnego Philippe’a Chatriera oglądają sąsiedzkie zmagania.

    Świątek i Chwalińska wzajemnie się oceniły. Wymowne słowa rodaczek

    Gdy bój Chwalińskiej chylił się ku końcowi, do “teatru marzeń” wchodziła Iga Świątek. Pierwsza z rodaczek sprawiła sporą sensację, eliminując aktualną mistrzynię olimpijską właśnie z Paryża Qinwen Zheng. Z kolei dla Świątek był to rozgrzewkowy dzień w biurze, zakończony bardzo pewną i szybką, choć nie idealnie wymuskaną wiktorią nad 17-letnią kwalifikantką Emerson Jones.

    Urodzona w Dąbrowie Górniczej tenisistka miała prawo promienieć, ale nawet w tym wyraźnym zadowoleniu pokazała, że jest całkowitą profesjonalistką. Dokładnie wybrzmiało to pod koniec rozmowy, gdy przyznała, że potencjalny awans do Top 100 wyobrażała sobie jako powód do świętowania. A teraz, gdy ten scenariusz formalnie może się ziścić lada moment, już chce więcej i nie zadowala się tym małym przełomem.

    Zanim Iga Świątek przyszła do wszystkich mediów, już w rozmowie z Eurosportem doceniła to, co osiągnęła Chwalińska. Gdy więc Maja, jako pierwsza z rodaczek, była do naszej dyspozycji, wysłannik Interii zapytał zawodniczkę o relacje z Igą Świątek, które z zewnątrz wyglądają na serdeczne.

    – Z Igą łączy nas kawał historii. Znamy się od 10. roku życia, więc już naprawdę bardzo długo. Grałyśmy wszystkie drużynowe mistrzostwa świata i Europy oraz razem jeździłyśmy na turnieje indywidualne. Dużo przeszłyśmy razem, myślę że to łączy i sprawia, że po prostu chcesz, żeby druga osoba też spełniała swoje marzenia. Obie wiemy, ile w to włożyłyśmy i jak ciężko na to pracowałyśmy – wspomniała.

    Świątek o Chwalińskiej: Nikt tak nie potrafi zamieszać przeciwniczkom

    Życie pisze jednak różne scenariusze i tak jest (było?) w przypadku obu rówieśniczek. – Później poszłyśmy swoimi drogami i Iga wystrzeliła. Takie jest też życie, że troszeczkę się oddaliłyśmy, nie ma co ukrywać. Po prostu już nie miałyśmy tyle czasu, żebyśmy spędzały go za sobą i to jest też normalne – Chwalińska stwierdziła ze zrozumieniem.

    – Ja oczywiście Igę ogromnie szanuję, jest niesamowitym sportowcem. To, co osiągnęła, jest po prostu wielkie. Jak najbardziej jej kibicuję, myślę że ona mnie także, co jest bardzo miłe. Mam nadzieję, że będziemy częściej się spotykać, bo to będzie oznaczało, że ja się pnę do miejsca, gdzie ona już się zadomowiła.

    Tak samo doceniła ogromną klasę najlepszej polskiej tenisistki z historii, gdy nie mogła się zdecydować, jaką jedną rzecz najchętniej przeniosłaby z tenisa Świątek i całego jej warsztatu na swoje pole. – Jej intensywność na pewno robi wrażenie. Ona we wszystko, co robi, wkłada tą intensywność. Do tego jakość w każdym uderzeniu, które gra. Ciężko mi jest wybrać jedną rzecz. Po prostu jest tak kompletną zawodniczką, że naprawdę ciężko mi jest wybrać jedną rzecz.

    Konferencja ze Świątek była okazją, by być sześciokrotnej triumfatorce Wielkich Szlemów odnieść się przede wszystkim do wygranej Mai nad pogromczynią Igi z pamiętnych igrzysk.

    – No jasne, że się cieszę. Od dawna wiedziałam i w sumie każdy to wiedział, że Maja ma talent oraz czucie i może spokojnie zagrozić dobrym zawodniczkom. I zachodzić daleko w turniejach. Ogromnie się cieszę, że teraz wygrała z Qinwen Zheng, bo jest to wymagająca przeciwniczka. Z tego, co słyszałam, wykorzystała swój styl gry oraz czucie, które ma wyjątkowe. Mam nadzieję, że dalej będzie z tego korzystała, bo nikt nie gra takich skrótów, ani lobów. Nikt tak nie potrafi zamieszać przeciwniczkom, więc naprawdę fajnie. Oby jak najdalej – uśmiechnęła się podopieczna trenera Francisco Roiga.

    Z Paryża – Artur Gac
    Tenisistka w fioletowej czapce i sportowej koszulce trzyma rakietę, skupiona podczas meczu na korcie tenisowym.

    Iga ŚwiątekMustafa YalcinNewspix.pl
    Tenisistka w czarnej sukience uderza piłkę tenisową rakietą na korcie ziemnym podczas meczu turniejowego.

    Maja ChwalińskaMATTHIEU MIRVILLEAFP

    rywal

  • Chwalińska zabrała głos na temat Świątek. Iga odpowiada. Taka jest prawda

    Chwalińska zabrała głos na temat Świątek. Iga odpowiada. Taka jest prawda

    Obie mają po 24 lata i należą do tego samego pokolenia polskiego tenisa. Znają się niemal całe życie – ich relacja zaczęła się jeszcze w dzieciństwie, gdy miały zaledwie po dziesięć lat. Dziś każda z nich znajduje się w innym miejscu kariery, ale historia, którą wspólnie pisały przez lata juniorskich startów, wciąż pozostaje ważna. Iga Świątek już dawno stała się światową gwiazdą po triumfie w Roland Garros w 2020 roku, natomiast Maja Chwalińska właśnie przeżywa najpiękniejsze chwile swojej przygody w Paryżu. Awans do drugiej rundy tegorocznego Roland Garros tylko potwierdził, że dla zawodniczki z Dąbrowy Górniczej może to być turniej przełomowy.

    Los sprawił, że ich historie ponownie przecięły się tego samego dnia. Chwalińska rozpoczęła zmagania w głównej drabince na kameralnym korcie numer 7. Choć to nie największa arena Rolanda Garrosa, właśnie tam często można zwrócić uwagę najbardziej wymagających kibiców i obserwatorów śledzących mecze z sąsiedztwa centralnego kortu Philippe’a Chatriera.

    Gdy spotkanie Mai zbliżało się do końca, na największy kort turnieju wychodziła już Świątek. Chwalińska sprawiła jedną z największych sensacji pierwszej rundy, eliminując mistrzynię olimpijską z Paryża, Qinwen Zheng. Z kolei dla Świątek był to spokojny, choć niepozbawiony drobnych niedoskonałości dzień pracy – Polka pewnie pokonała 17-letnią kwalifikantkę Emerson Jones.

    Po zwycięstwie Chwalińska nie kryła radości, ale jednocześnie podkreślała, że nie zamierza zatrzymywać się na samym awansie do czołowej setki rankingu WTA. Jeszcze niedawno taki wynik wydawał jej się spełnieniem marzeń, dziś jednak chce znacznie więcej.

    Jeszcze zanim Świątek pojawiła się przed dziennikarzami, zdążyła już w rozmowie z Eurosportem pochwalić występ swojej rodaczki. Gdy więc Chwalińska pojawiła się przed mediami, została zapytana o relację z najlepszą polską tenisistką ostatnich lat.

    – Z Igą łączy nas ogromna część życia. Znamy się od dziesiątego roku życia. Grałyśmy razem drużynowe mistrzostwa świata i Europy, wspólnie jeździłyśmy na turnieje. Bardzo dużo razem przeszłyśmy i myślę, że to buduje więź. Obie wiemy, ile kosztowała nas droga do tego miejsca i ile pracy włożyłyśmy w realizację marzeń – opowiadała Chwalińska.

    Tenis jednak sprawił, że ich kariery potoczyły się inaczej. Świątek błyskawicznie wspięła się na światowy szczyt, podczas gdy Chwalińska musiała długo walczyć o swoje miejsce.

    – Potem nasze drogi trochę się rozeszły. Iga wystrzeliła, jej kariera nabrała ogromnego tempa. To naturalne, że miałyśmy mniej czasu dla siebie. Tak po prostu wygląda życie – przyznała szczerze Maja.

    Polka podkreśliła jednak, że ogromnie ceni osiągnięcia Świątek i z uznaniem patrzy na jej rozwój.

    – Bardzo ją szanuję. To niesamowita sportsmenka. To, czego dokonała, jest czymś wielkim. Kibicuję jej i mam poczucie, że ona również trzyma za mnie kciuki. Mam nadzieję, że będziemy częściej spotykać się na największych turniejach, bo to będzie oznaczało, że sama zbliżam się do poziomu, na którym Iga już od dawna się znajduje – mówiła.

    Zapytana o to, jaką cechę najchętniej „przeniosłaby” z gry Świątek do własnego tenisa, Chwalińska miała problem z wyborem tylko jednej rzeczy.

    – Jej intensywność robi ogromne wrażenie. We wszystko wkłada pełne zaangażowanie. Do tego dochodzi jakość każdego uderzenia. Naprawdę trudno wskazać jedną konkretną cechę, bo Iga jest po prostu niezwykle kompletną zawodniczką – tłumaczyła.

    Sama Świątek również nie szczędziła koleżance ciepłych słów po sensacyjnym zwycięstwie nad Qinwen Zheng.

    – Bardzo się cieszę z jej sukcesu. Od dawna wszyscy wiedzieliśmy, że Maja ma wielki talent i niesamowite czucie piłki. Potrafi sprawiać problemy najlepszym zawodniczkom świata. Pokonanie Qinwen Zheng to świetny wynik, bo to bardzo wymagająca rywalka. Z tego, co słyszałam, Maja doskonale wykorzystała swój styl gry i wyjątkowe wyczucie. Mam nadzieję, że będzie dalej korzystać z tych atutów, bo naprawdę niewiele zawodniczek potrafi grać takie skróty i loby. Ma umiejętność mieszania gry w sposób, którego praktycznie nikt inny nie posiada. Oby zaszła w tym turnieju jak najdalej – powiedziała z uśmiechem Świątek.

  • Mocna Iga Świątek na początek Roland Garros

    Mocna Iga Świątek na początek Roland Garros

    Polka udzieliła surowej lekcji nastolatce Emerson Jones. Iga Świątek nie miała litości i na zaledwie chwile traciła kontrolę nad meczem. W pierwszej rundzie Polka zwyciężyła 6:1, 6:2. Potrzebowała na to godziny.

    W poniedziałek rozpoczęła się tegoroczna przygoda Igi Świątek w Roland Garros – w turnieju wielkoszlemowym, który najmocniej upodobała sobie na początku kariery i w którym odniosła cztery zwycięstwa. Dodatkowo, zdobyła na tych samych kortach brązowy medal igrzysk olimpijskich.

    Akurat początek drabinki Igi Świątek wygląda optymistycznie, a w pierwszej rundzie trafiła na Emerson Jones – nastolatkę z Australii, która wystartowała w Paryżu z “dziką kartą”. Do eliminacji turniejów WTA wchodziła już w wieku 13-14 lat, także wcześnie została uznana za wielki talent. Nie zmieniało to faktu, że w zestawieniu z Igą Świątek była skazywana na pożarcie. I tak też się stało.

    Iga Świątek wybrała rozpoczęcie serwisem i w pierwszym gemie nie oddała przeciwniczce ani jednej piłki. Zresztą taka sama historia była w drugim gemie już przy podaniach Emerson Jones. Australijka otrząsnęła się dopiero po tym falstarcie, opanowała tremę i odpowiedziała przełamaniem powrotnym na 1:2.

    ZOBACZ WIDEO: Polacy o Lewandowskim. Powinien zostać w Barcelonie?

    Polka poczuła już, że choć gra z nastolatką, to wypunktowanie jej nie będzie aż takim banalnym zadaniem. Podniosła tempo i po odzyskaniu przewagi przełamania, odjeżdżała w pierwszym secie. Gem za gemem trafiał ponownie do Igi Świątek, a przeciwniczka zaczęła podejmować nieopłacalne ryzyko. Set zakończył się tak jak rozpoczął, czyli serią piłek dla Polki, a wynikiem 6:1.

    Od razu na początku drugiego seta Iga Świątek zabrała podanie tenisistce z Australii, co nie zapowiadało żadnego zwrotu akcji w meczu. Była liderka rankingu WTA była cierpliwa i prawie zawsze doczekała się błędu przeciwniczki, przez co przestała nie tylko oddawać gemy, ale nawet piłki Emerson Jones.

    Ta seria została przerwana przez nastolatkę dopiero w gemie na 1:3, a w następnym gemie po raz pierwszy od początku meczu obroniła serwis. Było to jednak kolejne krótkie i ostatnie już przebudzenie Emerson Jones. Kiedy tylko Iga Świątek przyspieszała, była nie do zatrzymania i wygrała 6:2.

    Roland Garros:

    I runda gry pojedynczej:

    Iga Świątek (Polska, 3) – Emerson Jones (Australia, WC) 6:1, 6:2

  • Pochwały dla mądrej gry Mai Chwalińskiej. A Świątek? “To byłoby nie w porządku wobec Igi”

    Pochwały dla mądrej gry Mai Chwalińskiej. A Świątek? “To byłoby nie w porządku wobec Igi”

    Wszystkie polskie tenisistki awansowały do drugiej rundy wielkoszlemowego turnieju Rolanda Garrosa rozgrywanego na kortach ziemnych w Paryżu. W poniedziałek, 25 maja, furorę zrobiła Maja Chwalińska, która pewnie ograła mistrzynię olimpijską Chinkę Qinwen Zheng 6:4, 6:0. Bez problemu do kolejnej rundy awansowała Iga Świątek, która cztery razy wygrywała paryską imprezę. – Kapitalnie rozpoczął się ten turniej dla naszych tenisistek, które wygrały swoje mecze w pierwszej rundzie – cieszyła się Katarzyna Nowak, była polska tenisistka, w rozmowie z Interia Sport.
    Maja Chwalińska ubrana na czarno z zaciśniętą pięścią na korcie tenisowym, w tle widoczna publiczność

    Maja ChwalińskaMATTHIEU MIRVILLE/DPPIAFP

    Maja Chwalińska zadebiutowała w głównej drabince wielkoszlemowego turnieju w Paryżu i trzeba przyznać, że zrobiła furorę. Oczywiście na wiele w tym meczu pozwoliła jej mistrzyni olimpijska Chinka Qinwen Zheng, która od wielu miesięcy nie gra już na poziomie ze światowego topu.

    24-letnia Polka potrzebowała 86 minut, by odprawić utytułowaną rywalkę w pierwszej rundzie po zwycięstwie 6:4, 6:0. A przecież Chinka przed rokiem dotarła do ćwierćfinału Rolanda Garrosa i była w czerwcu 2025 roku czwartą zawodniczką w światowym rankingu, a po porażce z Chwalińską wyleci daleko poza setkę.

    “To była mądra gra, która może dać jej wiatr w żagle”

    I właśnie na to zwraca uwagę w rozmowie z Interia Sport Katarzyna Nowak, która jest prekursorką zawodowego tenisa w Polsce. To właśnie ona była pierwszą tenisistką z naszego kraju, która znalazła się w “50” światowego rankingu.

    – Nawet biorąc pod uwagę fakt, że Chinka nie radzi sobie od dawna na korcie, to chyba nikt się nie spodziewał tak łatwego zwycięstwa Mai w wielkoszlemowym turnieju. To widać, że Qinwen Zheng nie gra, jak rok temu, kiedy była w ścisłej światowej czołówce, a dwa lata temu ogrywała w półfinale igrzysk na tych kortach Igę Świątek. Ma bowiem swoje problemy. To jednak niebywałe, że rotacyjne piłki zagrywane przez Maję sprawiały takie kłopoty Chince. To tylko pomoże zyskać naszej tenisistce wielką pewność siebie. Maja była regularna i grała konsekwentnie, a do tego widać u niej stabilizację serwisowa i oczywiście popisywała się liftowanymi uderzeniami. To była mądra gra, która może dać jej wiatr w żagle – powiedziała Nowak, która w 1995 roku dotarła do trzeciej rundy Rolanda Garrosa, w rozmowie z Interia Sport.

    Mimo że Chwalińska trafiła na słabiej dysponowaną rywalkę, to jednak należy podkreślić, że Polka rozegrała kolejny mecz w ostatnim czasie, w którym nie straciła gema w secie. To tylko pokazuje, jak buduje się ta zawodniczka.

    Oczywiście życzę Mai jak najlepiej. Trzeba pamiętać, że zaraz przed nią kolejny mecz. Teraz wszyscy się cieszymy, a Mai potrzebne jest wyciszenie emocji, które są naturalne w takiej sytuacji. Powinna się maksymalnie skupić, bo rywalka jest bardzo wymagająca

    Kolejną rywalką Chwalińskiej w paryskim turnieju będzie rozstawiona z numerem 23. Belgijka Elise Mertens, która w pierwszej rundzie pokonała Niemkę Tatjanę Marię 7:5, 6:0.

    Pewna wygrana Igi Świątek. “Trudno jest analizować jej mecz”

    Pewnie do drugiej rundy awansowała Iga Świątek. Polka, turniejowa trójka, w 60 minut odprawiła z kwitkiem 17-letnią Australijkę Emerson Jones, wygrywając 6:1, 6:2.

    – Na razie ze spokojem trzeba podchodzić do tego, co robi Iga pod wodzą nowego trenera. Ona musi przede wszystkim wrócić do gry z dużą pewnością siebie, czego zresztą przebłyski były już w Rzymie, bo przecież w tenisa nie zapomniała grać. Trudno jest analizować jej mecz z 17-latką. To byłoby nawet nie w porządku wobec Igi. O wiele więcej będziemy mogli mówić po kolejnych rundach, bo jednak trafiła na trudną część drabinki. Dawno nie widziałam, by drabinka tak się ułożyła, że w jednej połówce jest tyle bardzo dobrych zawodniczek. Do tego Iga gra z wielkim obciążeniem, bo wiemy, jak ważny jest dla niej ten turniej. Z drugiej strony jest zawodniczką z wielkim doświadczeniem, bo od lat gra w światowym topie – zauważyła Nowak.

    W drugiej rundzie rywalką Raszynianki będzie Czeszka Sara Beljek. Ona w pierwszym meczu na paryskich kortach wygrała z Amerykanką Sloane Stephens, która musiała się przebijać przez kwalifikacje, 6:3, 6:2.
    Tenisistka w czarnej koszulce odbija piłkę rakietą podczas intensywnej akcji na korcie.

    Maja ChwalińskaMATTHIEU MIRVILLEAFP
    Kobieta w różowej bluzie ze łzami w oczach siedzi przy mikrofonie i ociera nos, za nią widoczne logo turnieju tenisowego.

    Qinwen ZhengWu Huiwo/XinhuaAFP
    Tenisistka w fioletowym stroju odbija piłkę podczas dynamicznego uderzenia oburącz rakietą na korcie.

    Iga ŚwiątekMATTHIEU MIRVILLEAFP

    DJB: Komentarze przed finałem Ligi Konferencji: Crystal Palace – Rayo Vallecano.

  • Diametralna zmiana u Igi Świątek. Polka informuje po wygranym meczu

    Diametralna zmiana u Igi Świątek. Polka informuje po wygranym meczu

    Wszystkie mecze, które na nim zagrałam, zmieniły moje życie. Więc wychodząc za każdym razem próbuję to jakoś docenić – mówi Iga Świątek, doceniając wygraną na przywitanie z tegorocznym Rolandem Garrosem na korcie centralnym Philippe’a Chatriera. I zwycięski pojedynek z 17-letnią kwalifikantką z Australii Emerson Jones. Polka wskazała na ważną zmianę, która dokonała się w niej względem choćby ubiegłego roku, a diametralnie zmienia jej podejście.

    Iga Świątek odcina się od tego, co jej nie pomagałoTnani Badreddine/DeFodi ImagesNewspix.pl

    – Przyzwyczaiłam się do tego kortu, kilka lat tutaj już spędziłam. Czuję się w pewnym sensie jak w domu, a na początku wszystko tutaj było takie może nie przytłaczające, bo to negatywne słowo, ale odświętne. Bardzo się cieszę, że mogę grać na korcie centralnym, mam super wspomnienia – mówiła dziennikarzom Iga Świątek po przybyciu do najważniejszej areny konferencyjnej w kompleksie Rolanda Garrosa.

    Iga Świątek: Jestem bardziej w swojej bańce

    Zwycięstwo to jedno, ale zwłaszcza w angielskiej, dłuższej części konferencji widać było, że Iga ma w sobie tak potrzebny luz, który dobrze rokuje w kontekście zmagań na korcie. Czy to tylko kwestia powrotu do swojego Paryża, do tych miejsc, które najbardziej lubi? Niezupełnie. A pisząc wprost, jest coś ważniejszego, co 24-latce udało się zmienić.

    – Faktycznie wracam co roku do tych samych miejsc, więc rzeczywiście mam ulubione. A to, jak się czuję… Zacznę od tego, jak mi się gra w tenisa. Ale też w zeszłym roku nie było łatwo, w sezonie na mączce w sumie źle się czułam, bo dochodziły do mnie wszystkie oczekiwania z zewnątrz, krytyka i wszystko negatywne – stwierdziła Świątek, po czym przeszła do sedna.

    – W tym roku lepiej wychodzi mi olewanie tego. W sumie nawet nie wiem, czy to się pojawia czy nie, bo totalnie nic nie czytam. Jestem po prostu skupiona na sobie, bardziej w swojej bańce. I cieszę się, że mogę po prostu grać tak, jak chcę. Choć na pewno pojawi się stres i będzie ciężko, bo to jest Wielki Szlem, ale chciałabym cieszyć się tym, że tutaj jestem, bo bardzo lubię te korty i tutejsze miejsca – dodała Świątek.

    Od początku drabinki głównej panuje w Paryżu prawdziwy upał. Dla niektórych zawodników to bardzo wymagające warunki, ale nie dla Igi Świątek. Polka podkreśliła, że to jeszcze nie to ekstremum, by wyraźniej dawało jej się we znaki i utrudniało poczynania na korcie.

    – Szczerze mówiąc to mi nie przeszkadza. Grałam turnieje, gdzie było o wiele gorzej, na przykład w Chinach, a zwłaszcza rok temu w Cincinnati. O Jezu, chyba nigdzie indziej nie doświadczyłam takiej pogody. Wiadomo, że pogoda jak w Paryżu może wpłynąć na podwyższone tętno czy człowiek będzie bardziej się pocił, ale tej trudności nie czułam. Dobrze mi się grało, piłka fajnie skakała i dobrze ją czułam, bo też miałam okazję kilka dni pograć w tej temperaturze. Niemniej pierwsze treningi po tym, jak było tutaj 16 stopni Celsjusza, stały się wymagające – oceniła trzecia zawodniczka świata.

    Z Paryża – Artur Gac

    Uśmiechnięta młoda osoba w czapce z daszkiem i fioletowej bluzie rozmawia podczas konferencji prasowej, przed mikrofonem z logo Roland Garros.

    Iga Świątek, Roland Garros 2026MATTHIEU MIRVILLE/DPPIAFP
    Tenisistka w sportowej koszulce i czapce z daszkiem wyraża silne emocje, szeroko otwierając usta i zaciskając szczękę podczas meczu.

    Iga ŚwiątekAaron FavilaEast News

    Iga Świątek: Z tego jestem najbardziej zadowolona.

  • 6:0 Chwalińskiej z mistrzynią olimpijską. Historyczny debiut Polki w Paryżu

    6:0 Chwalińskiej z mistrzynią olimpijską. Historyczny debiut Polki w Paryżu

    Poniedziałkowe mecze na kortach Rolanda Garrosa przyniosły polskim kibicom ogromne emocje. Na paryskiej mączce oglądaliśmy troje reprezentantów Polski, a jako pierwsza na korcie pojawiła się Maja Chwalińska. Dla 24-latki sam udział w głównej drabince wielkoszlemowego turnieju był już wydarzeniem historycznym, bo po raz pierwszy w karierze awansowała do głównego turnieju French Open. Los nie był jednak dla niej łaskawy — już w pierwszej rundzie trafiła na mistrzynię olimpijską Qinwen Zheng. Polka nie zamierzała jednak ograniczać się do roli statystki i sprawiła gigantyczną sensację, wygrywając 6:4, 6:0.

    Tegoroczny Roland Garros już wcześniej okazał się wyjątkowy dla zawodniczki klubu BKT Advantage Bielsko-Biała. Chwalińska znakomicie przeszła przez kwalifikacje, nie oddając rywalkom ani jednego seta. Najwięcej problemów sprawiła jej Holenderka Suzan Lamens. W decydującym meczu eliminacji Polka odrabiała straty w obu partiach, a w drugim secie przegrywała już 3:5. Mimo trudnej sytuacji zachowała jednak spokój i zwyciężyła 7:6(4), 7:5, pieczętując pierwszy w karierze awans do głównej drabinki Roland Garros.

    Gdy w piątek poznano zestawienie pierwszej rundy, stało się jasne, że przed Chwalińską stoi niezwykle trudne zadanie. Qinwen Zheng należała do najbardziej wymagających przeciwniczek, na jakie mogły trafić zawodniczki z kwalifikacji. Chinka, która podczas igrzysk olimpijskich w Paryżu zatrzymała Igę Świątek w walce o złoty medal, na kortach ziemnych czuje się bardzo dobrze i była zdecydowaną faworytką spotkania. Polka miała jednak własny plan — wykorzystać swoją nieprzewidywalną, techniczną grę i wytrącić rywalkę z rytmu.

    Od początku meczu było widać, że Chwalińska wyszła na kort bez kompleksów. Już w pierwszych gemach narzucała swój styl gry, zmieniała tempo wymian i zmuszała Zheng do popełniania błędów. Chinka sprawiała momentami wrażenie kompletnie zagubionej. Kluczowy dla przebiegu pierwszego seta okazał się czwarty gem, kiedy Polka wypracowała sobie break pointy i od razu wykorzystała pierwszą okazję do przełamania. Po chwili potwierdziła przewagę własnym serwisem i objęła prowadzenie 4:1.

    Zheng próbowała odpowiedzieć i w końcówce seta zaczęła grać znacznie agresywniej. W siódmym gemie odrobiła stratę przełamania, choć wcześniej Chwalińska była o krok od prowadzenia 5:2. Chinka zaczęła trafiać mocniej i dokładniej, a jej serwis coraz częściej ratował ją z opresji. Przy stanie 4:4 wydawało się, że mistrzyni olimpijska odzyskuje kontrolę nad wydarzeniami na korcie. Polka nie straciła jednak koncentracji. Dziewiątego gema wygrała do zera, a w kolejnym wywarła ogromną presję na przeciwniczce. Zheng popełniła kilka błędów i Chwalińska wypracowała trzy piłki setowe. Już pierwsza z nich zakończyła się kolejną pomyłką Chinki, dzięki czemu Polka triumfowała w premierowej odsłonie 6:4.

    Drugi set okazał się prawdziwym popisem reprezentantki Polski. Chwalińska utrzymała wysoki poziom gry i błyskawicznie przejęła inicjatywę. Już w drugim gemie przełamała Zheng, a chwilę później podwyższyła prowadzenie na 3:0. W tym momencie mistrzyni olimpijska poprosiła o przerwę medyczną z powodu problemów z prawą stopą. Pauza nie wybiła jednak Polki z rytmu.

    Po powrocie na kort Chwalińska nadal grała znakomicie. Rozrzucała rywalkę po całym korcie, zmieniała kierunki uderzeń i konsekwentnie wykorzystywała błędy Zheng. Chinka kompletnie nie potrafiła znaleźć odpowiedzi na sprytną i bardzo inteligentną grę Polki. Efekt był bezlitosny — kolejne gemy wpadały na konto zawodniczki z Bielska-Białej, a drugi set zakończył się wynikiem 6:0.

    Tym samym Maja Chwalińska odniosła jedno z największych zwycięstw w swojej karierze i awansowała do drugiej rundy Roland Garros. O miejsce w trzeciej rundzie zagra z Belgijką Elise Mertens albo Niemką Tatjana Maria.

  • Iga Świątek przerywa milczenie na temat relacji z matką Dorotą Świątek: „Nie udało nam się tego naprawić”

    Iga Świątek przerywa milczenie na temat relacji z matką Dorotą Świątek: „Nie udało nam się tego naprawić”

    Iga Świątek przerywa milczenie na temat relacji z matką Dorotą Świątek: „Nie udało nam się tego naprawić”

    Iga Świątek od lat uchodzi za jedną z najbardziej zamkniętych i sk

    Iga Świątek przerywa milczenie na temat relacji z matką Dorotą Świątek: „Nie udało nam się tego naprawić”oncentrowanych na sporcie zawodniczek światowego tenisa. Liderka rankingu WTA rzadko mówi publicznie o swoim życiu prywatnym, unikając kontrowersji i emocjonalnych wyznań. Tym większe poruszenie wywołały jej ostatnie słowa dotyczące relacji z matką, Dorota Świątek. W szczerej wypowiedzi tenisistka przyznała, że ich więź od dłuższego czasu pozostaje skomplikowana, a mimo prób nie udało się odbudować dawnej bliskości.

    Słowa „nie udało nam się tego naprawić” szybko odbiły się szerokim echem w polskich i zagranicznych mediach. Wielu kibiców było zaskoczonych otwartością Świątek, która do tej pory bardzo konsekwentnie oddzielała życie rodzinne od kariery sportowej. Dla części fanów był to jednak moment pokazujący, że nawet największe gwiazdy sportu zmagają się z problemami, które dotykają zwykłych ludzi.

    Kariera Igi Świątek rozwijała się w zawrotnym tempie. Od momentu sensacyjnego triumfu w Roland Garros w 2020 roku Polka stała się jedną z największych postaci kobiecego tenisa. Kolejne sukcesy, triumfy w turniejach wielkoszlemowych i pozycja liderki rankingu sprawiły, że znalazła się pod ogromną presją. W takich warunkach życie prywatne często schodzi na dalszy plan, a relacje rodzinne bywają wystawione na trudną próbę.

    W środowisku tenisowym od dawna pojawiały się spekulacje dotyczące relacji Igi z matką. Kibice zauważali, że podczas najważniejszych meczów w boksie zawodniczki częściej pojawiał się jej ojciec Tomasz Świątek, były olimpijczyk, który od lat aktywnie wspierał rozwój sportowej kariery córki. Sama Dorota Świątek pozostawała raczej poza światłem reflektorów i bardzo rzadko pojawiała się publicznie.

    Przez długi czas temat ten nie był jednak poruszany otwarcie. Zarówno Iga, jak i członkowie jej rodziny unikali komentarzy, co tylko zwiększało zainteresowanie mediów. Teraz tenisistka zdecydowała się powiedzieć kilka zdań więcej, choć nadal zachowała ostrożność i nie zdradziła szczegółów rodzinnych konfliktów.

    Według ekspertów psychologii sportu takie sytuacje nie należą do rzadkości. Młodzi sportowcy już od najmłodszych lat podporządkowują swoje życie treningom, wyjazdom i rywalizacji. Ogromna presja sukcesu wpływa nie tylko na nich samych, ale również na całe rodziny. Często dochodzi do napięć, nieporozumień czy oddalenia emocjonalnego.

    W przypadku Świątek sytuacja mogła być jeszcze trudniejsza ze względu na skalę jej sukcesów. Każdy jej mecz analizowany jest przez media i ekspertów, a każde zachowanie staje się tematem dyskusji w internecie. Życie pod ciągłą obserwacją może powodować zmęczenie i potrzebę chronienia prywatności za wszelką cenę.

    Mimo trudnych słów dotyczących relacji z matką, Iga nie próbowała nikogo oskarżać ani wzbudzać sensacji. Jej wypowiedź była raczej spokojna i wyważona. Zamiast dramatycznych oskarżeń pojawiła się refleksja, że nie wszystkie relacje da się naprawić, nawet jeśli obie strony kiedyś były sobie bardzo bliskie.

    Wielu fanów doceniło tę szczerość. W mediach społecznościowych pojawiły się tysiące komentarzy wspierających tenisistkę. Internauci zwracali uwagę, że sportowcy często są postrzegani wyłącznie przez pryzmat wyników i trofeów, podczas gdy w rzeczywistości mierzą się z takimi samymi problemami emocjonalnymi jak wszyscy inni.

    Nie zabrakło również głosów podkreślających, że publiczne omawianie relacji rodzinnych zawsze wiąże się z ryzykiem. Niektórzy komentatorzy zauważyli, że temat może niepotrzebnie odwracać uwagę od sportu i wywoływać dodatkową presję przed kolejnymi turniejami. Jednak inni argumentowali, że otwartość znanych osób pomaga normalizować rozmowy o trudnych relacjach rodzinnych i zdrowiu psychicznym.

    W ostatnich latach Iga Świątek wielokrotnie podkreślała, jak ważna jest dla niej praca nad mentalnością. Polka otwarcie mówiła o współpracy z psycholog sportową i znaczeniu równowagi psychicznej w zawodowym sporcie. Jej podejście zostało docenione przez wielu ekspertów, którzy uznali ją za jedną z najbardziej świadomych mentalnie zawodniczek młodego pokolenia.

    To właśnie dlatego jej ostatnie wyznanie zostało odebrane jako kolejny dowód dojrzałości. Zamiast ukrywać emocje za perfekcyjnym wizerunkiem, zdecydowała się przyznać, że pewnych spraw nie udało się rozwiązać. Dla wielu osób była to bardzo ludzka i autentyczna postawa.

    Historia relacji rodzinnych w sporcie zna wiele podobnych przypadków. Wielcy mistrzowie często opowiadali o trudnych kontaktach z rodzicami, którzy odgrywali ogromną rolę w ich karierach. Presja sukcesu, intensywne treningi i poświęcenie całego życia sportowi mogą prowadzić do konfliktów, które z czasem stają się coraz trudniejsze do rozwiązania.

    Nie oznacza to jednak, że takie relacje są całkowicie przekreślone. Psychologowie podkreślają, że więzi rodzinne bywają bardzo skomplikowane i zmieniają się wraz z upływem czasu. Czasem potrzebny jest dystans, aby obie strony mogły spojrzeć na sytuację z innej perspektywy.

    W przypadku Świątek szczególnie istotne może być zachowanie spokoju i koncentracji na dalszej części sezonu. Polska tenisistka stoi przed kolejnymi wyzwaniami sportowymi, a oczekiwania wobec niej pozostają ogromne. Każdy turniej z jej udziałem budzi wielkie zainteresowanie kibiców i mediów.

    Mimo to wydaje się, że Iga coraz lepiej radzi sobie z funkcjonowaniem pod presją. W ostatnich sezonach wielokrotnie udowadniała, że potrafi wracać po trudniejszych momentach i utrzymywać najwyższy poziom sportowy. Jej siłą zawsze była odporność psychiczna oraz umiejętność wyciągania wniosków z porażek.

    Wypowiedź dotycząca relacji z matką może być także próbą zamknięcia pewnego rozdziału. Zamiast pozwalać na dalsze spekulacje, tenisistka zdecydowała się krótko odnieść do tematu i jasno zaznaczyć, że sytuacja pozostaje skomplikowana. Dzięki temu uniknęła tworzenia kolejnych plotek i niedomówień.

    Dla wielu obserwatorów najważniejsze jest jednak to, że mimo osobistych trudności Świątek nadal pozostaje jedną z największych gwiazd światowego sportu. Jej osiągnięcia już teraz zapisują się w historii polskiego tenisa, a eksperci są przekonani, że najlepsze lata kariery mogą być jeszcze przed nią.

    Popularność Igi wykracza dziś daleko poza kort tenisowy. Stała się inspiracją dla młodych sportowców, symbolem profesjonalizmu i przykładem osoby, która potrafi zachować autentyczność mimo ogromnej sławy. Jej szczerość w sprawach prywatnych tylko wzmocniła wizerunek osoby świadomej siebie i swoich emocji.

    Nie wiadomo, czy w przyszłości relacje między Igą a jej matką ulegną poprawie. Sama tenisistka nie chciała rozwijać tego tematu i wyraźnie zaznaczyła, że są to bardzo osobiste sprawy. Możliwe jednak, że z czasem emocje opadną, a obie strony znajdą przestrzeń do spokojnej rozmowy.

    Na razie kibice skupiają się przede wszystkim na sportowych wyzwaniach swojej idolki. Każdy kolejny turniej będzie okazją do pokazania, że nawet trudne doświadczenia poza kortem nie są w stanie zatrzymać jednej z najlepszych tenisistek świata.

    Jedno jest pewne — ostatnie słowa Igi Świątek pokazały ją z zupełnie innej strony. Nie jako niepokonaną mistrzynię, lecz jako człowieka mierzącego się z emocjami, relacjami i problemami, które mogą dotknąć każdego. To właśnie ta autentyczność sprawiła, że jej wyznanie poruszyło tak wielu ludzi w Polsce i poza jej granicami.

  • Nie dojdzie do rewanżu Rybakiny na Rosjance. Deklasacja w Roland Garros

    Nie dojdzie do rewanżu Rybakiny na Rosjance. Deklasacja w Roland Garros

    Jelena Rybakina, podobnie jak Iga Świątek, rozpocznie rywalizację w tegorocznym Roland Garros dopiero w poniedziałek. Jeszcze przed swoim pierwszym meczem poznała jednak potencjalną przeciwniczkę w drugiej rundzie. Wyłoniło ją starcie Anny Blinkowej z Juliją Starodubcewą. Wiadomo już, że reprezentantka Kazachstanu nie będzie miała okazji do rewanżu za bolesną porażkę z Australian Open 2024. Niedziela przyniosła także kilka innych ważnych rozstrzygnięć dotyczących możliwej ścieżki Rybakiny w paryskim turnieju.

    Roland Garros ruszył w niedzielę, a tego dnia udane otwarcie zaliczyły m.in. Magda Linette i Magdalena Fręch, które awansowały do drugiej rundy. W cieniu ich zwycięstw poznawaliśmy również potencjalne przeciwniczki dla Rybakiny, która do gry wkroczy dopiero dzień później.

    Kazaszka przyjechała do Paryża po nie do końca udanym występie w Rzymie. Choć wcześniej imponowała formą i pewnie eliminowała kolejne rywalki, w ćwierćfinale zatrzymała ją Elina Switolina. Mimo tego Rybakina ma za sobą bardzo solidny sezon na kortach ziemnych — triumfowała już przecież w turnieju WTA 500 w Stuttgarcie. W pierwszej rundzie Roland Garros zmierzy się z Veroniką Erjavec, a jej potencjalna droga do kolejnych etapów staje się coraz bardziej klarowna.

    Rywalkę dla Rybakiny w drugiej rundzie wyłoniło spotkanie Anny Blinkowej z Juliją Starodubcewą. Mecz rozpoczął się fatalnie dla Rosjanki, która już na starcie straciła podanie. Ukrainka szybko przejęła kontrolę nad wydarzeniami na korcie i błyskawicznie odskoczyła na 5:0. Choć przy pierwszej okazji nie wykorzystała piłki setowej, Blinkowa nie zdołała odwrócić losów partii. Rosjanka zdołała wprawdzie zmniejszyć straty do stanu 3:5, ale końcówka należała do Starodubcewej, która przy czwartej piłce setowej zamknęła inauguracyjną odsłonę wynikiem 6:3.

    W drugim secie przewaga Ukrainki była już bezdyskusyjna. Starodubcewa całkowicie zdominowała rywalkę, oddając jej zaledwie jednego gema i zwyciężając 6:1. Cały pojedynek trwał 92 minuty. Dzięki temu to właśnie Ukrainka będzie potencjalną przeciwniczką Rybakiny w kolejnej rundzie.

    Taki rezultat oznacza jednocześnie, że Rybakina nie dostanie szansy na rewanż za wcześniejsze porażki z Blinkową. Obie tenisistki mierzyły się dotychczas dwukrotnie i za każdym razem lepsza okazywała się Rosjanka. Ostatni raz doszło do tego podczas Australian Open 2024.

    W niedzielę poznaliśmy także możliwe przeciwniczki Kazaszki w dalszej części turnieju. Jeśli Rybakina przejdzie przez dwie pierwsze rundy, w trzeciej może trafić na Hailey Baptiste lub Xiyu Wang. Z kolei w walce o ćwierćfinał potencjalnie czekają na nią m.in. Sorana Cirstea albo Solana Sierra.

    Szczególnie interesująco wygląda sytuacja związana z Emmą Raducanu. Mistrzyni US Open z 2021 roku pożegnała się z turniejem już na początku, przegrywając właśnie z Sierrą. To ważna informacja dla Rybakiny, ponieważ Brytyjka nigdy nie potrafiła znaleźć sposobu na Kazaszkę. W dwóch dotychczasowych pojedynkach zdołała ugrać przeciwko niej zaledwie cztery gemy.

  • Smutek w Paryżu po meczu Andriejewej. 71 minut i koniec. To połówka Świątek

    Smutek w Paryżu po meczu Andriejewej. 71 minut i koniec. To połówka Świątek

    Jeszcze przed wyjściem na kort Mirra Andriejewa była wskazywana jako zdecydowana faworytka starcia z Fiona Ferro. Młoda Rosjanka, rozstawiona z numerem ósmym w tegorocznym Roland Garros, potwierdziła te przewidywania i bez większych problemów awansowała do drugiej rundy paryskiego turnieju. Spotkanie rozegrane na korcie Philippe’a-Chatriera zakończyło się po zaledwie 71 minutach wynikiem 6:3, 6:3.

    19-latka z Krasnojarska przyjechała do Paryża w znakomitej dyspozycji. W ostatnich tygodniach regularnie meldowała się w końcowych fazach największych turniejów na kortach ziemnych. Triumfowała w zawodach WTA 500 w Linzu, później dotarła do półfinału w Stuttgarcie, a następnie zachwycała podczas prestiżowego turnieju w Madrycie, gdzie awansowała aż do finału. Tuż przed Roland Garros zanotowała również ćwierćfinał imprezy WTA 1000 w Rzymie, przegrywając dopiero po trzysetowym boju z Coco Gauff.

    Nic więc dziwnego, że eksperci zaczęli wymieniać Andriejewą w gronie zawodniczek mogących odegrać znaczącą rolę podczas wielkoszlemowej rywalizacji w Paryżu. Już pierwszy mecz pokazał, że Rosjanka jest bardzo dobrze przygotowana do walki o kolejne zwycięstwa.

    Początek pojedynku z Ferro przebiegał całkowicie pod dyktando młodszej tenisistki. Andriejewa szybko przejęła inicjatywę, pewnie utrzymała własne podanie, a następnie przełamała rywalkę. Po kilku minutach prowadziła już 3:0 i wydawało się, że całkowicie kontroluje wydarzenia na korcie.

    Francuzka próbowała jeszcze wrócić do gry. W siódmym gemie miała nawet trzy break pointy z rzędu, by odrobić stratę przełamania. Rosjanka zachowała jednak zimną krew i wyszła z ogromnych kłopotów, zdobywając pięć kolejnych punktów. Ferro walczyła ambitnie również pod koniec seta, ale ostatecznie nie zdołała zatrzymać rozpędzonej przeciwniczki. Pierwsza partia zakończyła się wynikiem 6:3 dla Andriejewej.

    Drugi set rozpoczął się od wygranego gema przez reprezentantkę gospodarzy, jednak później Rosjanka ponownie wrzuciła wyższy bieg. Cztery kolejne gemy padły jej łupem i sytuacja Ferro stała się bardzo trudna. Francuzka nie zamierzała jednak składać broni. W pewnym momencie zdołała zmniejszyć straty i była bliska doprowadzenia do remisu 4:4, prowadząc 30:15 przy serwisie przeciwniczki.

    Andriejewa ponownie pokazała jednak ogromny spokój oraz dojrzałość. Nie dopuściła do odwrócenia losów seta, a na zakończenie spotkania dołożyła jeszcze jedno przełamanie. Ostatecznie triumfowała 6:3, 6:3, wywołując rozczarowanie wśród francuskiej publiczności.

    W drugiej rundzie rosyjska tenisistka zmierzy się ze zwyciężczynią meczu pomiędzy Marina Bassols Ribera a Emiliana Arango. Warto podkreślić, że Andriejewa znalazła się w tej samej połówce drabinki co Iga Świątek. Potencjalnie już wcześniej może jednak dojść do jej starcia z Jelena Rybakina, ponieważ obie zawodniczki trafiły do tej samej ćwiartki turniejowej drabinki.