Category: Uncategorized

  • 25:9! Polski klub z kolejną demolką na KMŚ w drodze do półfinału!

    25:9! Polski klub z kolejną demolką na KMŚ w drodze do półfinału!

    Trzy na trzy i awans do półfinału! Aluron CMC Warta Zawiercie z kolejną wygraną w siatkarskich Klubowych Mistrzostwach Świata. Podopieczni Michała Winiarskiego ograli brazylijski Praia Clube 3:0 (25:19, 25:9, 25:14) i zameldowali się w gronie czterech najlepszych klubowych drużyn globu. Aluron zwyciężył w grupie A z kompletem zwycięstw na koncie.
    Aluron CMC Warta Zawiercie w półfinale KMŚ

    Aluron CMC Warta Zawiercie gra po raz pierwszy w historii na Klubowych Mistrzostwach Świata. Podczas turnieju rozgrywanego w Brazylii ekipa Michała Winiarskiego pokonała na inaugurację gospodarzy – Volei Renata 3:2 (25:19, 25:27, 25:19, 20:25, 16:14). Następnie bez większych problemów rozprawili się z katarskim Al-Rayyan, zwyciężając 3:0 (25:20, 25:19, 25:14).

    Zobacz wideo Bartosz Bednorz po wygranej Warszawy z Kędzierzynem-Koźlem: Oddychaliśmy rękawami, ale pokazaliśmy, że mamy charakter

    Dwie wygrane dały Aluronowi prowadzenie w grupie A i realne szanse na awans do półfinału KMŚ. Żeby zrealizować ten cel, trzeba było wygrać z brazylijskim Praia Clube, które w nocy ze środy na czwartek poległo w starciu z Volei Renata 1:3.
    To była prawdziwa demolka! Aluron CMC Warta Zawiercie w półfinale KMŚ!

    Ostatnie grupowe spotkanie od początku było bardzo wyrównane, a oba zespoły szły “punkt za punkt”. Zarówno brazylijskiemu rywalowi, jak i Zawierciu, trudno było odskoczyć na więcej niż jedno oczko. Brakowało dokładności na zagrywce, przez co piłka krążyła od jednego pola serwisowego do drugiego.

    Przy stanie 14:14 gra zaczęła układać się na korzyść wicemistrzów Polski. Po chwili Mateusz Bieniek i spółka dali radę wypracować sobie sześciopunktową przewagę nad Brazylijczykami. Tej nie oddali do samego końca pierwszego seta – po 24 minutach gry było 25:19 dla Warty, a awans do półfinału wydawał się być na wyciągnięcie ręki.

    Druga odsłona dużo szybciej przyniosła kontrolę Aluronu nad wydarzeniami na parkiecie. Podopieczni Michała Winiarskiego bardzo szybko wyszli na prowadzenie 3:0, a w szeregi rywali zaczęły wkradać się coraz prostsze błędy techniczne.

    Przewaga polskiej ekipy rosła z minuty na minutę, a liderem w tym spotkaniu był świetnie punktujący Bartosz Kwolek. W pewnym momencie zrobiło się już 14:4 i w Belem zapowiadało się na pogrom. Ostatecznie drugi set zakończył się wyraźnym triumfem Aluronu 25:14. Trzecia partia także przebiegła po myśli zawiercian. Zwycięstwem 25:14 przypieczętowali awans do najlepszej czwórki globu.

    W półfinale Klubowych Mistrzostw Świata Aluron CMC Warta Zawiercie zmierzy się z drugą drużyną grupy B. Tą została japońska Osaka Blueton, która musiała uznać wyższość włoskiej Perugii. Włosi z kolei zagrają przeciwko brazylijskiemu Volei Renata.

    Zobacz też: Nie do pomyślenia, co spotkało Polaków na MŚ. Aż robi się przykro

  • 0:6, 1:6. Totalna zapaść Świątek. “Nie może tak być”

    0:6, 1:6. Totalna zapaść Świątek. “Nie może tak być”

    W tym sezonie Iga Świątek miała lepsze i gorsze momenty. Jak się okazuje, znalazła się w czołówce zawodniczek, które wysoko przegrywały swoje sety. Z czego to wynika? Dawid Celt nie ma wątpliwości.
    Iga Świątek – Barbora Krejcikova
    Screen WTA TV

    Miniony sezon dla Igi Świątek był słodko-gorzki. Trochę gorzej się zaczął – długi czas bez tytułu, aż w końcu sięgnęła po niego na… Wimbledonie. Później jeszcze triumfowała w Cincinnati i na Korea Open. Po tych sukcesach Polka zakończyła zmagania w tym roku odpadnięciem z grupy WTA Finals.

    Zobacz wideo Jaką Igę Świątek zobaczymy w 2026? Jej trener zapowiada zmiany
    Dziennikarz spojrzał na wyniki Igi Świątek i wypalił: To dosyć niepokojące

    Na temat wyników Igi Świątek porozmawiali Marek Furjan i Dawid Celt na kanale Break Point. Dziennikarz w trakcie programu rzucił, że Iga Świątek w tym roku przegrała 43 sety. – Dla porównania Sabalenka 36, więc to nie jest jakaś tam przepaść, biorąc pod uwagę, że ona przegrała pięć meczów mniej – przypomniał.

    Potem dziennikarz dodał, że wynotował, ile z tych przegranych setów, były przegrane bardzo wysoko, np. 0:6 lub 1:6. – Było ich aż 13, co daje 30 proc. wszystkich przegranych setów – zaznaczył i dodał, że Polka znalazła się wśród sześciu tenisistek z szerokiej czołówki, które przegrały najwięcej setów tak wysoko. Dla porównania Sabalenka przegrała tak wysoko tylko dwa sety, co daje ok. 5 procent. – To jest dosyć niepokojące – stwierdził.
    Dawid Celt: Trzeba nad tym popracować

    Na te słowa Dawid Celt zareagował: – Jest to jakaś tendencja – początki drugich setów, które jej się nie układały i traciła koncentrację, i wpuszczała zawodniczki, a nie dociskała je po pierwszym udanym secie. Często, kiedy wpadała w turbulencje przeciwko tym najlepszym, nie była w stanie zareagować – stwierdził.

    Zobacz też: Po ataku Rosji zaczęła grać dla Ukrainy. “Prawdziwa sensacja roku”

    – Rzeczywiście to były dwa tematy, które w tym roku poprawiały. Jak coś się poprawi, to coś się pogorszy. Ciągła praca nad czymś. Wcześniej mówiliśmy, że Iga źle zaczynała, była spięta i notowała taki slow start. To się poprawiło. Z drugiej strony popsuło się to, o czym mówimy. Bez wątpienia trzeba nad tym popracować i zastanowić w kontekście przyszłego roku – dodał.
    Z czego to wynika? Dawid Celt wskazał, czego jej brakowało

    Marek Furjan dopytywał “z czego to wynika”? – Moim zdaniem wynika to trochę z tego, że to są naczynia połączone. Brakowało energii w głowie, a co za tym idzie – pomysłu, reakcji, analizy tego, co się dzieje i jak z tego wyjść. Nie było waleczności i nieustępliwości, do czego nas przyzwyczaiła – odparł Celt.

    – Nie jest to nic nadzwyczajnego, bo takie okresy się zdarzają, ale w przypadku tak dobrej tenisistki, powinno być ich trochę mniej. Nie może być tak, że odjeżdża ci mecz 1:1, czy 0:1 – podkreślił.

    – Wydaje mi się, że czasami tego zęba Idze brakowało, za łatwo się to rozjeżdżało i jest za dobrą tenisistką, żeby to wszystko w takim tempie jej uciekało. Powinna być jakaś reakcja i próba gry inaczej. Łatwo się opowiada, a trudno jest, jak jesteś pod dużą presją na korcie.

  • Znany skoczek wybrał Polskę na święta, był zaskoczony. Inaczej myślał o naszym kraju

    Znany skoczek wybrał Polskę na święta, był zaskoczony. Inaczej myślał o naszym kraju

    Okres Bożego Narodzenia to dla skoczków narciarskich jeden z nielicznych momentów wytchnienia w niezwykle napiętym kalendarzu Pucharu Świata. Choć przerwa jest krótka, pozwala choć na chwilę zwolnić tempo i spędzić czas z najbliższymi. Nie wszyscy jednak wracają w tym czasie do swoich rodzinnych krajów. Część zawodników święta przeżywa w wyjątkowym, polskim wydaniu – wszystko za sprawą ich partnerek, które są Polkami. Do tego grona należą m.in. Gregor Deschwanden oraz Andreas Schuler. Jak się okazuje, polskie tradycje bożonarodzeniowe potrafią solidnie zaskoczyć Szwajcarów.

    Tradycyjnie ostatnim przystankiem Pucharu Świata przed świętami jest rywalizacja w szwajcarskim Engelbergu. Po niej zawodnicy otrzymują kilka dni przerwy, zanim rozpoczną się intensywne zmagania Turnieju Czterech Skoczni. Wśród skoczków są jednak tacy, którzy ten czas wykorzystują na wizyty w Polsce – wszystko dzięki związkom z Polkami.

    Jednym z nich jest Gregor Deschwanden. Szwajcarski skoczek od kilku lat związany jest z Marią Grzywą, pochodzącą z okolic Oświęcimia. Choć na co dzień mieszkają w Szwajcarii, regularnie odwiedzają Polskę, która stała się dla Deschwandena bardzo bliska.

    – Jestem wielkim fanem Krakowa. Wiele osób mogłoby pomyśleć, że bardzo różni się od dużych miast w Szwajcarii, ale to nieprawda. To bardzo podobne miejsce – świetny transport publiczny, wszystko dobrze funkcjonuje – mówił w rozmowie z WP Sportowe Fakty.

    Choć wcześniej wizyty w Polsce kojarzyły mu się głównie ze startami w Pucharze Świata w Wiśle czy Zakopanem, święta pozwoliły mu poznać polską kulturę od zupełnie innej strony. Szczególne wrażenie zrobiła na nim wigilijna kuchnia.

    – Uwielbiam sałatkę warzywną, która pomogła mi trochę przełamać lody z rodziną Marii. Bardzo smakuje mi barszcz z tymi małymi pierożkami. Ale jedna rzecz naprawdę mnie zaskoczyła – przyznał. – Polska kojarzyła mi się z bardzo mięsną kuchnią. Podczas zawodów wszędzie są golonki, kiełbasy, żeberka czy placki ziemniaczane. Tymczasem na Wigilię nie jecie mięsa, tylko ryby. Zupełnie się tego nie spodziewałem – dodał.

    W rozmowie z „Przeglądem Sportowym” w styczniu 2024 roku Deschwanden zdradził, że nie tylko potrawy były dla niego zaskoczeniem. Spore zdziwienie wywołały również same zwyczaje.

    – Policzyłem wszystkich gości i zastanawiałem się, dlaczego na stole jest jedno nakrycie więcej. Zapytałem, kto właściwie ma tu siedzieć – opowiadał z uśmiechem.

    Pewną barierą był dla niego język, jednak Szwajcar stopniowo uczy się polskiego i coraz częściej próbuje mówić w nim publicznie. Jego partnerka z kolei doskonali język niemiecki, co dodatkowo zbliża oba światy.

    Święta w Polsce spędza także inny szwajcarski skoczek – Andreas Schuler, który w tym roku wziął ślub z Polką, Eweliną. Para poznała się kilka lat temu podczas finału sezonu w Planicy, gdy Schuler był jeszcze czynnym zawodnikiem. Od tamtej pory regularnie odwiedzał Polskę, a świąteczne plany co roku układają się nieco inaczej.

    – Zdarzało mi się spędzać całe święta w Polsce, ale w tym roku najpierw będę z moją rodziną w Szwajcarii, a do Polski przyjadę 26 grudnia – opowiadał w rozmowie z Interią. – W Szwajcarii w Wigilię mamy tradycyjną kolację, a pierwszy dzień świąt spędzamy z rodziną. Później chcę być z rodziną mojej żony w Polsce. To dla mnie naprawdę wyjątkowy czas.

    Jak podkreślał, najważniejsze jest bycie razem, choć przy dwóch rodzinach mieszkających w różnych krajach bywa to logistycznym wyzwaniem.

    – Moja żona zawsze spędza święta w Polsce, a ja staram się łączyć oba światy. Nie wyobrażam już sobie jednak świąt bez przyjazdu do Polski i zawsze czekam na ten czas z wielką radością – przyznał były skoczek.

    Również dla Schulera największym zaskoczeniem okazała się polska kuchnia.

    – Byłem trochę w szoku, jeśli chodzi o ilość i różnorodność jedzenia. W Szwajcarii nie jest to aż tak typowe. Najbardziej zachwyciły mnie ciasta, sałatki oraz zupy – barszcz i żurek. Oczywiście ogromnym hitem są też pierogi i wszystko, co się z nimi wiąże – mówił.

    Świąteczna przerwa dla skoczków szybko jednak dobiegnie końca. Już 28 grudnia odbędą się kwalifikacje do inauguracyjnego konkursu Turnieju Czterech Skoczni w Oberstdorfie, a finał całej rywalizacji zaplanowano na 6 stycznia w Bischofshofen. Tradycyjnie więc przełom roku zawodnicy spędzą poza domem – bogatsi jednak o kolejne, często bardzo polskie, świąteczne doświadczenia.

  • A jednak to nie plotki ws. Szeremety. Nie chce tego kryć i wprost przyznaje

    A jednak to nie plotki ws. Szeremety. Nie chce tego kryć i wprost przyznaje

    Trudne chwile Julii Szeremety po olimpijskim sukcesie z 2024 roku nie są już tylko plotkami. Wicemistrzyni olimpijska nie ukrywa, że okres tuż po igrzyskach był dla niej wyjątkowo wymagający psychicznie. Sama przyznaje, że dokładnie rok temu bywały momenty skrajnego zmęczenia, a emocje brały górę do tego stopnia, że pojawiały się łzy. Czy w takiej sytuacji w jej głowie pojawiła się myśl, by porzucić boks? Odpowiedź jest jednoznaczna.

    Końcówkę mijającego roku Julia Szeremeta może zaliczyć do udanych. Razem z reprezentacją Polski wróciła z młodzieżowych mistrzostw Europy w boksie z medalami, a sama sięgnęła po złoto. Był to dla niej szczególny moment, bo – jak podkreśla – był to jej ostatni start w kategorii młodzieżowej.

    – Powtórzyłam wynik sprzed dwóch lat, ale jestem już ostatni raz młodzieżowcem. Tym bardziej cieszy mnie, że kończę ten etap złotym medalem – mówiła w rozmowie z mediami Polskiego Związku Bokserskiego.

    Po intensywnym sezonie planuje chwilę wytchnienia, choć – jak zdradza w najnowszym wywiadzie – grudzień wcale nie oznaczał pełnego odpoczynku. Wręcz przeciwnie. Ostatnie tygodnie upłynęły jej pod znakiem licznych spotkań, wywiadów i zobowiązań poza ringiem.

    – Kiedy trenuję, skupiam się wyłącznie na boksie i nie angażuję się w dodatkowe projekty. Teraz nadrabiam różne rzeczy. Na szczęście niedługo wakacje i święta – mówiła z ulgą w rozmowie z „Faktem”.

    Jednocześnie nie ukrywa, że zawodowa kariera ma także swoją ciemniejszą stronę. Wracając wspomnieniami do grudnia 2024 roku, przyznaje wprost, że był to jeden z trudniejszych okresów w jej dotychczasowej drodze sportowej.

    Po srebrnym medalu zdobytym na igrzyskach olimpijskich w Paryżu Julia Szeremeta znalazła się w centrum zainteresowania mediów i kibiców. Popularność przyszła błyskawicznie, ale – jak się okazało – niosła ze sobą ogromne obciążenie.

    Zapytana, czy kiedykolwiek rozważała zakończenie kariery, odpowiada bez wahania: – Rzucić boks? Nie ma takiej opcji!

    Jednocześnie potwierdza, że pogłoski o jej zmęczeniu były zgodne z prawdą. – Grudzień 2024 roku był dla mnie bardzo ciężki. Po igrzyskach nałożyło się wszystko naraz: media, wywiady, spotkania. W pewnym momencie miałam po prostu dość. Kiedy ktoś do mnie podchodził, chciało mi się płakać, bo było tego za dużo – przyznaje szczerze.

    Dodatkowym obciążeniem były intensywne przygotowania do walki podczas gali Suzuki Boxing Night w Lublinie. – Do tego dochodziły treningi przed występem u siebie w domu. Naprawdę czekałam na święta, chciałam odpocząć od wszystkiego – dodaje.

    Szeremeta szybko przekonała się również, że bycie na świeczniku oznacza nie tylko wsparcie i gratulacje, ale także hejt oraz nieprzychylne komentarze w internecie. Jak jednak podkreśla, nauczyła się do nich dystansu.

    – Czasem nawet zaglądam do komentarzy, żeby się pośmiać z tego, co ludzie wypisują, zwłaszcza gdy znajomi mi to podeślą. Wiem, że jestem na topie i że media piszą różne rzeczy, często kompletnie oderwane od rzeczywistości. Ludzie to komentują, ale mnie to za bardzo nie rusza – podsumowuje.

    Dla Julii Szeremety trudne momenty okazały się jedynie kolejną lekcją w drodze na sportowy szczyt. Choć emocjonalne przeciążenie dało o sobie znać, jedno pozostaje pewne – z boksu rezygnować nie zamierza.

  • Oto najdroższe kluby sportowe świata. Nie uwierzysz w miejsce Realu

    Oto najdroższe kluby sportowe świata. Nie uwierzysz w miejsce Realu

    Wielki sport jednoznacznie kojarzy się z wielkimi pieniędzmi. Okazuje się jednak, że na liście 10 najdroższych klubów świata nie znajdziemy ani jednego z najpopularnieszej dyscypliny sportowej, czyli piłki nożnej. Oto zestawienie przygotowane przez “Forbesa”.
    Kylian Mbappe w meczu Realu Madryt z Sewillą, 20 grudnia 2025 r.
    Fot. REUTERS/Juan Barbosa

    Nie ma bardziej globalnego sportu od piłki nożnej, która gromadzi przed telewizorami setki milionów widzów. Jest zdecydowanie najbardziej rozpowszechnioną dyscypliną sportu. Pomimo tego w najnowszym zestawieniu “Forbesa” wśród 10 najdroższych klubów sportowych świata nie ma ani jednego piłkarskiego.

    Zobacz wideo Kosecki z mocnym przesłaniem w sprawie piłkarzy Legii: Współczuję im. Cierpią na tym ich bliscy
    Oto najdroższy klub świata. Piłka nożna daleko w tyle

    “Dallas Cowboys pozostają numerem jeden – tak jak co roku od 2016 roku – ale obecnie wartość America’s Team wynosi stratosferyczne 13 miliardów dolarów. Nie brakuje też danych obrazujących spektakularny wzrost wycen franczyz sportowych w ostatnich latach” – czytamy w zestawieniu Forbesa.

    Dallas Cowboys to klub futbolu amerykańskiego występujący w lidze NFL. Co ciekawe – w czołowej dziesiątce najdroższych klubów sportowych świata aż siedem stanowią drużyny z tej ligi. Futbol amerykański jawi się więc jako sport, w którym są zdecydowanie największe pieniądze.

    Czytaj też: Pojechali w siedmiu zawodników do mistrza Polski. Niebywałe, co się stało

    Czołowej dziesiątki wcale nie uzupełnia jednak piłka nożna, a koszykówka. Wartość drugiego najdroższego klubu świata – Golden State Warriors występującego w NBA – wynosi 11 miliardów dolarów. Dość powiedzieć, że najdroższym klubem piłkarskim pozostaje Real Madryt, którego wartość oszacowano na 6,75 miliarda dolarów. To daje najbardziej utytułowanemu klubowi w historii Ligi Mistrzów dopiero 20. miejsce w rankingu. W top 50 znalazły się jeszcze tylko trzy piłkarskie kluby.

    To Manchester United wyceniany na 6,6 miliarda dolarów, zajmujący 24. miejsce, FC Barcelona wyceniana na 5,65 miliarda dolarów, będąca na 42. pozycji, a także Liverpool wyceniany na 5,4 miliarda dolarów, będący na 48. pozycji.
    Najdroższe drużyny sportowe na świecie:

    1.Dallas Cowboys (futbol amerykański, NFL) – 13 miliardów dolarów
    2. Golden State Warriors (koszykówka, NBA) – 11 miliardów dolarów
    3. Los Angeles Rams (futbol amerykański) – 10,5 miliarda dolarów
    4. New York Giants (futbol amerykański) – 10,1 miliarda dolarów
    5. Los Angeles Lakers (koszykówka) – 10 miliardów dolarów
    6. New York Knicks (koszykówka) – 9,75 miliarda dolarów dolarów
    7. New England Patriots (futbol amerykański) – 9 miliardów dolarów
    8. San Francisco 49ers (futbol amerykański) – 8,6 miliarda dolarów
    9. Philadelphia Eagles (futbol amerykański) – 8,3 miliarda dolarów
    10. Chicago Bears (futbol amerykański) – 8,2 miliarda dolarów

  • Ronaldo się nie certoli. Perełki za ponad 30 milionów złotych

    Ronaldo się nie certoli. Perełki za ponad 30 milionów złotych

    Cristiano Ronaldo, po podpisaniu latem nowej umowy z Al-Nassr, postanowił kupić dwie luksusowe wille u wybrzeży Arabii Saudyjskiej. Według angielskich mediów obie kosztowały łącznie nie mniej niż 7 milionów funtów. Miejsce, w którym Portugalczyk kupił nieruchomości robi ogromne wrażenie.
    Ronaldo ze swoją partnerką Georginą Rodriguez
    Screenshot z youtube

    40-letni gwiazdor światowej piłki nożnej najwyraźniej postanowił nieco bardziej wtopić się w saudyjski krajobraz i dlatego właśnie sprezentował sobie i swojej rodzinie dwie wille w jednym z najbardziej luksusowych miejsc na świecie.

    Zobacz wideo “Atmosfera stała się nie do zniesienia”. Brzęczek odpowiada Lewandowskiemu

    Luksus za niewielkie (dla CR7) pieniądze

    Piłkarz Al-Nassr latem podpisał nowy, dwuletni kontrakt, opiewający na sumę 492 milionów funtów. Z perspektywy tej kwoty, kupno dwóch willi w jednym z najbardziej luksusowych kurortów na świecie za 7 milionów funtów nie jest zbyt dużą ekstrawagancją…

    Nowe posiadłości Cristiano i jego rodziny znajdują się na wyspie Nujuma, 26 kilometrów od stałego lądu. Można się tam dostać jedynie za pomocą specjalnie wyczarterowanej łodzi lub hydroplanem. Na całej wyspie znajduje się jedynie 19 prywatnych rezydencji. Te Portugalczyka zostały zaprojektowana przez światowej klasy architekta Lorda Normana Fostera w taki sposób, by tworzyć pierścień nad morzem.

    “Morze Czerwone to naprawdę niezwykłe miejsce. Od momentu naszej pierwszej wizyty Georgina i ja poczuliśmy więź z wyspą i jej naturalnym pięknem – to miejsce, w którym czujemy spokój. Teraz mamy tu dom i możemy cieszyć się czasem spędzonym z rodziną w całkowitej prywatności i spokoju, kiedy tylko zechcemy” – miał powiedzieć Cristiano Ronaldo.

    Co ciekawe, niedaleko wyspy Nujuma znajduje się Międzynarodowy Port Lotniczy (RSI), oferujący bezpośrednie loty z Dżuddy, Rijadu, Dohy, Dubaju, a nawet Mediolanu. Nie będzie więc problemu, by Ronaldo i jego rodzina w całkiem krótkim czasie opuściła swój saudyjski raj na wyspie i pojawiła się np. na Via Montenapoleone w Mediolanie.

    Według angielskiego “The Sun” Cristiano Ronaldo stał się właścicielem dwóch wilii: jednej trzypokojowej, drugiej z dwoma sypialniami.

    Saudyjskie Al-Nassr już dziś 24 grudnia zmierzy się z irackim Al-Zawraa SC w ramach drugiego poziomu rozgrywek w klubowych mistrzostwa Azji, AFC Champions League Two. Cristiano Ronaldo nie bierze udziału w tej rywalizacji.

  • Świątek długo nad tym myślała. Aż w końcu wyznała, poszło o uzależnienie

    Świątek długo nad tym myślała. Aż w końcu wyznała, poszło o uzależnienie

    Polscy kibice odliczają już dni do pierwszego spotkania Igi Świątek w nadchodzącej kampanii. Podopieczna Wima Fissette’a szerszej publiczności zaprezentuje się jeszcze w tym tygodniu, ponieważ leci do Chin na jedną z pokazowych imprez. Zanim jednak 24-latka wsiadła na pokład samolotu, udzieliła ona dłuższego wywiadu Jackowi Kurowskiemu z TVP Sport. Podczas rozmowy padło mnóstwo ciekawych wątków. W pewnym momencie dziennikarz zapytał się wprost o to, czy sukces uzależnia. Wiceliderka rankingu WTA długo myślała nad odpowiedzią.
    Tenisistka w białym stroju i czapce z daszkiem stoi na korcie, skupiona patrzy na trzymaną w dłoni piłkę tenisową. W tle rozmazana publiczność.

    Iga ŚwiątekFoto OlimpikAFP

    W ostatnich tygodniach Iga Świątek wreszcie miała chwile wytchnienia. Po Billie Jean King Cup w Gorzowie 24-latka wybrała się na rajskie wakacje, po których znów wróciła do ojczyzny. I będąc wśród rodaków absolutnie nie mogła narzekać na nudę. Niedawno wzięła udział w uroczystej gali, gdzie przedstawiła nazwiska stypendystów swojej fundacji. Nie brakowało również obowiązków medialnych. Na rozmowę triumfatorkę tegorocznego Wimbledonu namówił Jacek Kurowski z TVP Sport.

    Podczas spotkania utytułowanej Polki z przedstawicielem publicznego nadawcy nie brakowało ciekawych pytań. Pojawił się między innymi wątek taty tenisistki, o czym więcej pisaliśmy TUTAJ. Żurnalista już na samym początku zmusił Igę Świątek do myślenia. Po zaledwie kilku minutach zapytał się jej wprost, czy sukces uzależnia. 24-latka potrzebowała czasu na zastanowienie się. “To jest bardzo dobre pytanie” – wyznała na wstępie. “Myślę, że jeszcze nie jestem w stanie na nie odpowiedzieć, bo właściwie cały czas osiągam fajne rzeczy” – dodała.

    Iga Świątek wygrywa też dla nich. To sprawia Polce ogromną radość

    I to wcale nie był to koniec jej odpowiedzi. “Zawsze lubię widzieć pozytywy, w tym co robię i czerpię satysfakcję z tego całego wysiłku, gdy po prostu wygrywam turnieje. Ale myślę, że sukces jest trochę uzależniający. Na pewno bardziej go docenię w momencie, gdy go nie będzie. Na szczęście jeszcze nie miałam okazji się o tym przekonać” – oznajmiła. Następnie przeszła do tego, co po dobrym rezultacie sprawia szczególną radość. “Najbardziej ta satysfakcja i poczucie, że wszystko co się robiło miało sens” – przyznała.

    Dobrą energią zaraża sportsmenkę także otoczenie. “Jak się wygrywa to atmosfera jest świetna. Ci ludzie, z którymi pracuję. Także tata, który nie jest na tourze, ale ogląda i jakby jest w to wszystko zaangażowany. Jak coś wygrywam to oni czują również spełnienie ze swojej strony” – zakończyła.

    100 dni do XXV Zimowych Igrzysk Olimpijskich Mediolan-Cortina 2026. WIDEOANDREA BERNARDI / AFPTV / AFPAFP
    Kobieta siedząca przy stole podczas konferencji prasowej, trzymająca mikrofon, w tle logo WTA Tour oraz BNP Paribas, sportowe ubranie

    Iga Świątek AFP
    Zdeterminowana tenisistka w czarnej czapce i stroju sportowym świętuje zwycięstwo z zaciśniętą pięścią na tle widowni.

    Iga ŚwiątekAdam Hunger/Associated Press/East NewsEast News
    Kobieta ubrana w różową bluzę z kapturem i czapkę w tym samym kolorze siedzi, gestykuluje dłońmi i prowadzi rozmowę, obok widoczny biały ręcznik.

    Iga ŚwiątekAFP

  • Taki przelew dostaje Ewa Pajor co miesiąc z Barcelony. Ogromne pieniądze na koncie

    Taki przelew dostaje Ewa Pajor co miesiąc z Barcelony. Ogromne pieniądze na koncie

    Ewa Pajor od dawna znajduje się w ścisłej światowej czołówce piłkarek, zarówno pod względem sportowym, jak i finansowym. Reprezentantka Polski znakomicie odnalazła się w FC Barcelonie, gdzie w krótkim czasie wyrosła na jedną z najważniejszych postaci zespołu. Sama zawodniczka nie ma wątpliwości, że decyzja o przeprowadzce do Katalonii była strzałem w dziesiątkę.

    W rozmowie z Visa Pajor podkreślała, jak ogromną zmianę przeszła kobieca piłka nożna na przestrzeni lat. Zwracała uwagę na to, że dziś może łączyć sportową pasję z bardzo dobrymi zarobkami, co jeszcze niedawno wydawało się nie do pomyślenia. – Mam to szczęście, podobnie jak wiele koleżanek w kobiecej piłce, że robimy to, co kochamy, a jednocześnie możemy z tego żyć. To coś niesamowitego. Jako mała dziewczynka nawet o tym nie marzyłam, a jednak stało się to rzeczywistością – przyznała.

    Jej doskonała forma znajduje odzwierciedlenie w liczbach. W obecnym sezonie Pajor zdobyła już 15 bramek w 17 spotkaniach, dokładając do tego trzy asysty. Takie statystyki idą w parze z imponującymi warunkami finansowymi. Według dostępnych informacji napastniczka Barcelony zarabia około 500 tysięcy euro rocznie, co w przeliczeniu daje ponad 2,1 miliona złotych. Miesięcznie oznacza to pensję rzędu 41 tysięcy euro, czyli przeszło 175 tysięcy złotych. Ten poziom wynagrodzenia plasuje ją w absolutnej elicie najlepiej opłacanych piłkarek na świecie i potwierdza jej ogromną wartość dla zespołu dominującego na hiszpańskich boiskach.

    Sama zawodniczka podkreśla, że moment transferu był idealnie wybrany. W rozmowie z Eleven Sports nie kryła emocji związanych z dołączeniem do katalońskiego giganta. – FC Barcelona to klub potężny i historyczny. Dla wielu piłkarek gra w tych barwach jest spełnieniem marzeń. Cieszę się, że tu trafiłam, bo wiem, że mogę się dalej rozwijać i czerpać ogromną radość z piłki – mówiła. – Kiedy pojawiła się oferta, pomyślałam: to jest Barcelona, taka szansa może się już nie powtórzyć. Po dłuższym namyśle uznałam, że to najlepszy moment, by odejść z Wolfsburga. Klub i etap mojej kariery idealnie się ze sobą zbiegły – dodała.

    Pajor zdradziła również, co jej zdaniem jest kluczowe, by odnaleźć się w Barcelonie. Zwróciła uwagę na zupełnie inną filozofię gry, z jaką spotkała się wcześniej w Niemczech. – Na treningach najważniejsze jest zrozumienie stylu Barcelony. To coś wyjątkowego, co klub chce przekazywać każdej drużynie i co definiuje jego wizerunek na całym świecie. Gra tutaj nie jest łatwa. Jeśli chcesz wygrywać wysoko i utrzymywać intensywność przez pełne 90 minut, musisz dawać z siebie sto procent – podkreślała. – Mecze są bardzo wymagające i fizyczne. Trzeba się naprawdę napracować i walczyć w każdym fragmencie boiska, żeby zwyciężać – zakończyła.

  • Wzruszajace sceny w polsacie. Widzowie  powstrzymywali lzy

    Wzruszajace sceny w polsacie. Widzowie powstrzymywali lzy

    “Jezuska narodzonego wszyscy witajmy” – tym wersem przywitał zebranych zespół Resovia Saltans, a następnie wszyscy zebrani artyści wspólnie odśpiewali “Dzisiaj w Betlejem”. Tegoroczne “Wielkie kolędowanie z Polsatem” odbyło się w Bazylice Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny w Rzeszowie i było otwarte również dla mieszkańców miasta.

    “W naszych polskich domach to najważniejszy okres w roku, kiedy w końcu mamy czas na to, co najważniejsze – na czas z drugim człowiekiem. Przede wszystkim jesteśmy razem. A kiedy jesteśmy razem, wtedy oczywiście kolędujemy” – mówił Tomasz Wolny, który prowadził wydarzenie wraz z Olą Filipek z RMF FM. “Dziś kolędujemy i pomagamy” – wspomnieli również prowadzący, nawiązując do Fundacji Polsat, która wspiera podopiecznych w walce o życie i zdrowie. “Za każdy ten piękny gest dziękujemy” – dodał Wolny.

    “Pokój i dobro – tym franciszkańskim pozdrowieniem witam wszystkich zebranych i tych, którzy nas oglądają. Dzisiejszego wieczoru otwórzmy nasze serca na nadzieję i radość, które wypływają z tajemnicy narodzenia Pana Jezusa. Życzę wszystkim błogosławionego, ciepłego i pełnego pokoju wieczoru” – mówił z kolei ojciec Joachim Ciupa.

    “Wśród nocnej ciszy” zaśpiewała Beata Kozidrak, Sebastian Karpiel-Bułecka i Staszek Kukulski w duecie wykonali “Gore gwiazda Jezusowi”, akompaniując sobie na skrzypcach, a następnie wzruszającą kolędę “Lulajże Jezuniu” przypomniała Małgorzata Walewska.

    Z żywej szopki ustawionej przed Bazyliką Justyna Steczkowska przepięknie wykonała mniej znaną, ale równie piękną kolędę “Zaśnij, Dziecino”, z kolei Piotr Sołoducha z zespołu Enej, grając na akordeonie, wspomniał “Z narodzenia Pana”. “Cichą noc”, zapowiedzianą przez prowadzącego jako niezwykle aktualna, zaśpiewała Kayah w duecie z Żanetą Łabudzką, a Warszawski Chór Chłopięcy zaprezentował “Północ już była”.

    Później Ralph Kaminski wzruszył kolędą “Gdy śliczna Panna”, kwartet złożony z Piotra Sołoduchy, Staśka Kukulskiego oraz duetu Kuba i Kuba wspólnie zaśpiewał “Bracia, patrzcie jeno”, natomiast Natalia Szroeder – “Jezus malusieńki”.

    “Zaśpiewajmy, ile sił w gardle, aby mury tej Bazyliki dosłownie zadrżały” – mówił Tomasz Wolny, zapowiadając występ Staśka Kukulskiego i zespołu Resovia Saltans z kolędą “Tryumfy Króla Niebieskiego”. Niespodziewanie usłyszeliśmy w tym wykonaniu również solówkę na gitarze elektrycznej! Zebrani w Bazylice oraz widzowie usłyszeli też: “W dzień Bożego Narodzenia” (Żaneta Łabudzka), “O, gwiazdeczko” (Kasia Polewany) i “Pastorałka prosto z nieba” (Franek Jastrzębski). Występ tego ostatniego sprawił, że niejedna osoba wycierała łzy.
    Młody chłopiec w eleganckim stroju śpiewa na scenie w kościele, za nim zespół muzyczny i publiczność, w tle dekoracje świąteczne i świeczniki tworzą uroczystą atmosferę.

    Franek JastrzębskiAKPA AKPA

    “Chciałabym z całego serca życzyć wam, by te święta były wyjątkowe, rodzinne. Przede wszystkim zdrowia i dużo radości na co dzień. By nikt nie starał się nas podzielić, bo jesteśmy pięknym, mądrym narodem. Wszystkiego najlepszego wszystkim Polakom” – powiedziała Beata Kozidrak przed wykonaniem “W żłobie leży”.

    Później Justyna Steczkowska przypomniała “Mario, czy ty wiesz?”, Kuba i Kuba nieco przyśpieszyli tempo utworem “Skrzypi wóz”, a Ralph Kaminski zaśpiewał “Kolędę dla Piotra”.

    “Mizerna, cicha, stajenka licha – trudno uwierzyć, że tak na świat przyszedł nasz Zbawiciel, ale przyszedł, by zwyciężyć zło” – mówił prowadzący, a następnie Sebastian Karpiel-Bułecka zaprosił wszystkich: “Pójdźmy wszyscy do stajenki”. “Na Podhalu jest nasze serce, dlatego chcielibyśmy zagrać teraz państwu góralską kolędę. Chcielibyśmy życzyć też wszystkim wesołych świąt, niech się wam wszystkim darzy!” – powiedział jeszcze Karpiel-Bułecki, po czym zaśpiewał “Dobrze ześ sie Jezu pod Giewontem zrodził”.

    Małgorzata Walewska przypomniała wspomnianą już wcześniej kolędę “Mizerna, cicha, stajenka licha”, potem usłyszeliśmy też “Przybieżeli do Betlejem” duetu Kasia Polewany i Stasiek Kukulski, “Nie było miejsca dla Ciebie” (Kayah) i “Lulejże Mi, Lulej” (Natalia Szroeder). Na koniec dostaliśmy jeszcze wspólne wykonanie “Bóg się rodzi”. Artystom podczas całego koncertu towarzyszyła Grott Orkiestra.
    Grupa elegancko ubranych osób w białych strojach na scenie, część z nich trzyma mikrofony, niektórzy się przytulają, w tle ozdoby świąteczne i choinka.

    ‘

  • Anna Kurnikowa już urodziła. Żaden sekret, kim jest ojciec dziecka

    Anna Kurnikowa już urodziła. Żaden sekret, kim jest ojciec dziecka

    Sława Anny Kurnikowej daleko wykraczała poza jej występy na kortach. Za czasów kariery sportowej uważana była za najpiękniejszą tenisistkę. Jedna z jej eskapad – występ w teledysku Enrique Iglesiasa – “poskutkowała” związkiem z hiszpańskim wokalistą. Szczęśliwą parę tworzą już od ponad dwóch dekad, a teraz doczekali się czwartego potomka. Kurnikowa podzieliła się cudownymi wieściami na Instagramie.
    Anna Kurnikowa
    screen Instagram

    W swojej singlowej karierze Anna Kurnikowa raz zagrała w wielkoszlemowym półfinale. Przegrała w nim ze zwyciężczynią turnieju, Szwajcarką Martiną Hingis. Lepiej radziła sobie w grze deblowej, dwukrotnie zwyciężając w Australian Open – w parze z Hingis.

    Zobacz wideo Jaką Igę Świątek zobaczymy w 2026? Jej trener zapowiada zmiany

    W 2003 roku, w wieku zaledwie 22 lat, zakończyła karierę. Powodem były problemy z plecami. Kurnikowa powszechnie znana była ze swojej urody, co przyniosło jej sławę nie mniejszą niż jej występy na światowych kortach – i niewygasającą przez lata po odejściu ze sportu.
    Oto partner Anny Kurnikowej

    W 2001 roku zagrała rolę w teledysku Enrique Iglesiasa do piosenki “Escape”. Tenisistka związała się z hiszpańskim wokalistą. Szczęśliwy związek tworzą już od przeszło dwudziestu lat. Do tej pory Iglesias i Kurnikowa wychowywali trójkę dzieci. Bliźniaki Nicolas i Lucy urodzili się 16 grudnia 2017 roku, a córka Mary przyszła na świat 30 stycznia 2020.

    Zobacz też: Jest Wigilia, 16:07. Wpis Świątek niesie się po sieci
    Anna Kurnikowa urodziła dziecko

    Kurnikowa zniknęła z życia publicznego. Rzadko pojawia się na najróżniejszych wydarzeniach, jednak nie zapomnieli o niej fotoreporterzy. Kilka miesięcy temu jeden z nich zrobił zdjęcie, na którym wyraźnie było widać ciążowy brzuszek. W końcu sama tenisistka poinformowała o pięknej nowinie. Podzieliła się swoim szczęściem poprzez post na Instagramie, dodając krótki opis – “Moje słoneczko”.

    Anna Kurnikowa bardzo dba o swoją prywatność. O przyjściu na świat swojej pociechy poinformowała po tygodniu, a co więcej nie zdradziła imienia ani nawet płci swojej nowej pociechy. Wiemy jedynie, że dziecko przyszło na świat 17 grudnia. Będzie obchodzić więc urodziny dzień po starszych o osiem lat bliźniakach.