Category: Robert Lewandowski

  • Koniec passy Roberta Lewandowskiego. To jednak najmniejszy problem

    Koniec passy Roberta Lewandowskiego. To jednak najmniejszy problem

    Koniec passy Roberta Lewandowskiego. To jednak najmniejszy problem

    To był kolejny słaby występ Lewandowskiego pod względem czysto piłkarskim. Kolejny, bo nie najlepiej prezentował się także wtedy, gdy strzelał ostatnio gole. Tym razem do siatki nie trafił, nie miał więc czym przykryć nieudanego meczu. Bardziej martwi jednak fakt, że Polak nie dostawał od kolegów podań, nawet gdy znajdował się na dogodnych pozycjach do strzału. Także Wojciech Szczęsny nie może być po tym spotkaniu zadowolony. Barcelona powiększyła przewagę nad Realem Madryt, ale nie takiego wieczoru spodziewali się jej kibice. Piłkarze najwidoczniej też, bo po końcowym gwizdku doszło do gorszących scen.

     

    Robert Lewandowski wcale nie spisywał się ostatnio tak dobrze, jak wskazywałyby na to peany na jego cześć. Ale też w sobotnim meczu z Realem Betis niczego spektakularnie nie zepsuł, by obwiniać go za stratę punktów. Tyle że pewnie wszyscy jego fani woleliby, żeby zaliczył taki występ, jak przed tygodniem. Wtedy to stratę piłki przy bramce rywali przekuł na dwa trafienia, które walnie przyczyniły się do zwycięstwa 4:1 nad Gironą.

     

    W sobotę Lewandowski dostał plastra w osobie Marca Bartry i był właściwie bezużyteczny. Nie wychodził na pozycje, nie miał zbyt wiele wolnego miejsca wokół siebie, a to skutkowało brakiem podań. Jeśli piłki w jego stronę były już kierowane, jak spod ziemi wyrastał kapitan Realu Betis.

     

    A nawet gdy Polak trochę miejsca w końcu miał, koledzy tego nie zauważali. Tak było i na początku, i na końcu meczu. W szóstej minucie nie zauważył go Pedri. Pomocnik zdecydował się na potężny strzał, który Adrian odbił na korner.

     

    Z kolei w 82. minucie, gdy Lamine Yamal rozprowadzał akcję na prawej stronie pola karnego z Kounde, piłka ostatecznie trafiła do Fermina Lopeza. A ten nie dość, że był na spalonym, to w dodatku jego strzał został zablokowany. Tymczasem z drugiej strony “16” Polak machaniem rękoma sygnalizował gotowość do strzału.

     

    Nic z tego. Skończyło się kolejnym szerokim rozłożeniem rąk. Sam jednak nie jest bez winy. Pewną nieskutecznością na przestrzeni całego sezonu zapracował sobie na takie, a nie inne zaufanie.

     

    Ta sytuacja Lewandowskiego mogła wszystko odmienić

    Była jednak sytuacja, która totalnie zmieniłaby oceny Lewandowskiego po tym meczu. W 86. minucie Yamal wstrzelił piłkę w pole karne, Polak przytomnie ją zagarnął, a następnie uderzył przewrotką z ostrego kąta. Tyle że w kierunku przeciwnym do bramki.

     

    W ten sposób Lewandowski zaliczył zaledwie trzecie ligowe spotkanie w tym roku, w którym nie trafił do siatki. W poprzednich czterech meczach w hiszpańskiej ekstraklasy trafił pięciokrotnie. Znów potwierdziło się, że jak nie strzela, to Barcelona nie ma z niego większego pożytku. W fazie konstruowania akcji piłkę raczej tracił, niż celnie oddawał do kolegów. Łącznie zaliczył jedynie 22 kontakty z futbolówką.

     

    Na domiar złego brał udział w akcji, w której naraził się na pośmiewisko. W 30. minucie Antony założył mu siatkę przy linii bocznej, na co Polak odpowiedział faulem. Jesus Gil Manzano słusznie odgwizdał przewinienie, a na dodatek skwitował to roześmianym od ucha do ucha obliczem.

     

    Tak FC Barcelona wyszła na prowadzenie:

     

    Niezdrowych emocji nie zabrakło także po zakończeniu meczu. Tego w transmisji w polskiej telewizji już nie zobaczyliśmy. W pewnym momencie Raphinha ruszył do sędziego, zanosiło się na srogą awanturę, do akcji wkroczyli więc koledzy. Jednym z tych, którzy odciągali Brazylijczyka od arbitra, był Lewandowski. Polak na tym nie poprzestał. Wymachiwał później jeszcze w kierunku 28-latka. Ten wziął piłkę i odkopał ją, ile sił w nogach.

     

    Bynajmniej nie ostudziło to rozgrzanej głowy Brazylijczyka. Gdy zmierzał już do tunelu, wdał się w pyskówkę z Markiem-Andre ter Stegenem. Dochodzący do zdrowia bramkarz Barcelony chciał go raczej udobruchać objęciem ramieniem, ale Raphinha go odepchnął, a Niemiec nie pozostał mu dłużny. Dalsza utarczka miała miejsce już w tunelu, dokąd ter Stegen kolegę z drużyny po prostu wepchnął.

     

    To i tak niewiele mniej interwencji niż w całym meczu zaliczył Wojciech Szczęsny. Poza straconą bramką Polak jeszcze tylko raz musiał zmierzyć się z celnym strzałem. Tuż przed końcem meczu po raz wtóry pokonać go postanowił Natan. Po potężnym uderzeniu z dystansu piłka nabrała odchodzącej rotacji, ale każdy szanujący się bramkarz musiał stanąć na wysokości zadania. Nie inaczej było w przypadku Szczęsnego.

     

    Poza tym musiał jeszcze trzy razy wychodzić na przedpole. W pierwszym przypadku dał się ubiec Cucho Hernandezowi, ale nie dość, że napastnik Betisu uderzył tak, że piłka pozostała w polu, to na dodatek był na spalonym.

     

    W innej sytuacji w porę wybił piłkę przed “16” nogą, a w doliczonym czasie drugiej połowy zrobił to głową. Przy okazji został znokautowany przez Cedrica Bakambu. Szybko się jednak pozbierał, by wznowić grę.

    Szczęsny zanotował już 20. mecz bez porażki w barwach Barcelony, ale 11. czystego konta zaliczyć nie zdołał. Także na własne życzenie. Gol dla Betisu padł po potężnym strzale głową Natana, ale jednak w środek bramki. Tyle że i tak najbardziej w tej sytuacji zawalił Ronald Araujo. Kapitan Barcelony nie raczył nawet wyskoczyć do dośrodkowanej piłki i w teorii kryty przez niego stoper gości miał ułatwione zadanie.

     

    Do piłkarzy, którzy po tym meczu mogą pluć sobie w brodę, należy zaliczyć też Yamala. Po tak zjawiskowym występie, jak w środę przeciwko Atletico w Madrycie, tym razem wychodziło mu dużo mniej. Aż dziw bierze, że nie został ściągnięty przed końcem spotkania.

     

    W jego przypadku można mieć poważne podejrzenia, że jest po prostu za bardzo eksploatowany. W ciągu ostatnich 10 dni opuścił tylko 3 z 360 możliwych do rozegrania minut w Barcelonie. W ciągu ostatniego miesiąca — 12 z 540. Od początku lutego — 49 z 1170. 17-latek właściwie nie odpoczywa.

     

    Flick trzymał go do końca meczu, tymczasem nawet godziny nie dał pograć Ferranowi Torresowi. Superrezerwowy tym razem wystąpił od pierwszej minuty. W teorii został ustawiony na lewej flance, ale de facto najczęściej operował za plecami Lewandowskiego. Nie była to współpraca udana, ale nie tylko dlatego Hiszpan musiał schodzić z boiska z nosem spuszczonym na kwintę.

     

    W 29. minucie powinien był przywrócić Barcelonie prowadzenie. Po dośrodkowaniu Alejandro Balde uderzył jednak nieczysto i nie trafił nawet w bramkę. Nietypowa pozycja na boisku nie jest oczywiście usprawiedliwieniem w tej sytuacji. Ale pewnie gdyby dostał szansę gry na szpicy albo rzeczywiście na skrzydle, byłoby z niego więcej pożytku. Może nawet więcej niż z Lewandowskiego czy Yamala.

     

    Emocje będą tylko rosnąć

    Barcelona co prawda straciła pierwsze punkty w lidze od połowy stycznia, ale jej sytuacja i tak jest komfortowa. Nad Realem Madryt ma cztery “oczka” przewagi, a w zanadrzu mecz z tym rywalem na własnym stadionie. Z kim zresztą mieli nie wygrać, jeśli nie z Betisem, który w ostatnich 10 meczach zgromadził drugi najlepszy dorobek w lidze?

     

    Już teraz wiadomo, że Barcelona z pustymi rękami tego sezonu nie zakończy. W styczniu sięgnęła po Superpuchar Hiszpanii, w porywającym stylu ogrywając w finale Real (5:2). Pewnie jeszcze w sierpniu wielu kibiców Dumy Katalonii nawet to jedno trofeum wzięłoby z pocałowaniem ręki.

     

    Gdyby jednak po tak wielu znakomitych występach Blaugrana poprzestała tylko na triumfie w tych rozgrywkach, całe barcelonismo wręcz okryłoby się żałobą. Nie po to w tak widowiskowym stylu podopieczni Flicka przepłynęli niemal cały dystans, by zawieść tuż przed rozłożeniem się na plaży.

     

    Z tego względu napięcie będzie tylko rosło. Ostatecznie pamięta się przecież przede wszystkim zwycięzców.

     

  • WIDEO:Nawet Lewandowski ruszył do Raphinhi. Pokazali, co się działo po meczu Barcelony

    WIDEO:Nawet Lewandowski ruszył do Raphinhi. Pokazali, co się działo po meczu Barcelony

    WIDEO:Nawet Lewandowski ruszył do Raphinhi. Pokazali, co się działo po meczu Barcelony

    Raphinha eksplodował po meczu z Betisem. Media obiegły obrazki, jak Brazylijczyk kipi ze wściekłości, a próbują go uspokoić Robert Lewandowski, Hansi Flick i Marc-Andre ter Stegen. Skrzydłowy Blaugrany wdał się nawet w przepychanki z kapitanem swojej drużyny. Pod wideo od razu pojawiły się komentarze, że to zachowanie było “haniebne”. Co tak naprawdę tam się stało?

     

    FC Barcelona zmarnowała kapitalną okazję do odskoczenia Realowi Madryt w ligowej tabeli na sześć punktów. Po wpadce Królewskich z Valencią i porażce 1:2, piłkarze Dumy Katalonii stanęli przed szansą powiększenia przewagi nad głównym rywalem do tytułu mistrzowskiego. W starciu z Betisem udało im się tylko zremisować, co było na pewno sporym zaskoczeniem. Niewiele brakowało, by Blaugrana przegrała to starcie, bo w końcówce kapitalnym strzałem popisał się Natan, ale na posterunku był Wojciech Szczęsny, który zapobiegł zagrożeniu.

     

    Starcie Ter Stegena z Raphinhą po meczu z Betisem

     

    Jednak więcej mówi się o tym, co się stało po meczu, a nie o samym wyniku. Wszystkie oczy były zwrócone na Raphinhę, który eksplodował po ostatnim gwizdku Gila Manzano. Media obiegły obrazki, jak ten przepycha się m.in. z kapitanem FC Barcelony – Markiem-Andre ter Stegenem. “Raphinha odpycha swojego kapitana Ter Stegena po meczu, haniebne” – czytamy w komentarzach.

     

    Jednak co się stało i czy to starcie dotyczyło jakiegoś personalnego konfliktu? Jak relacjonuje hiszpańska “Marca” po zakończeniu meczu Brazylijczyk był zły i z “mocno bijącym sercem” próbował coś przekazać arbitrowi tego spotkania. “Lewandowski gestem dał mu do zrozumienia, że ma opuścić boisko, aby uniknąć poważniejszych incydentów. Skrzydłowy był tak oburzony, że podniósł piłkę i kopnął ją daleko” – czytamy.

     

    Co tak zdenerwowało Raphinhę?

     

    Hiszpańskie media donoszą, że jeden z arbitrów miał kazać Raphinhi “się zamknąć”, co zirytowało piłkarza. Ponadto serwis fcbarca.com, który powołuje się na rozgłośnię RAC1 informuje, że Brazylijczyk miał odpowiedzieć Gilowi Manzano, że jest “niewychowany”.

    https://x.com/RMFC_team/status/1908639035633131565

    Jego gniew się na tym nie skończył i kiedy zmierzał w kierunku tunelu, zaczął gestykulować w kierunku jednego z asystentów. Tam właśnie stał Ter Stegen, który złapał go, by nie doszło do eskalacji. “Stworzyło to bardzo ciekawą scenę, gdy bramkarz próbował złapać Raphinhę, ale ten cały czas wymachiwał rękami. Ostatecznie bramkarz wypchnął zawodnika na teren obiektu” – piszą Hiszpanie.

     

    Hansi Flick bronił swojego piłkarza na konferencji prasowej

     

    Na pomeczowej konferencji prasowej Hansi Flick – który również interweniował – wziął w obronę swojego zawodnika. “On był zły na mnie, nie na sędziego. On krzyczał na mnie” – tłumaczył go ironicznie. Jak donoszą hiszpańskie media, ta sytuacja raczej nie powinna mieć żadnych dodatkowych konsekwencji.

    https://x.com/lluis7bou/status/1908650592811311381

    “Gniew Raphinhi pozostanie jedynie anegdotą meczu, ponieważ Gil Manzano nie odnotował go w protokole” – zakończono.

  • WIDEO: Ewa Pajor ratuje Barcelonę niewiarygodnym golem w ostatniej sekundzie – Musisz to zobaczyć!

    WIDEO: Ewa Pajor ratuje Barcelonę niewiarygodnym golem w ostatniej sekundzie – Musisz to zobaczyć!

    Barcelona Stała na Krawędzi Katastrofy… Ale W Ostatnich Sekundach Ewa Pajor Dokonała Cudu, Którego Nikt Się Nie Spodziewał! [WIDEO]

    Przez niemal cały mecz wyglądało na to, że wydarzy się coś nie do pomyślenia. FC Barcelona – niepokonana, nietykalna i zdawałoby się nie do zatrzymania w tym sezonie – była o krok od straty pierwszych punktów. Athletic Bilbao, zdyscyplinowane i nieustępliwe, odpierało atak za atakiem. Zegar zbliżał się do 90. minuty. Nerwy rosły. Presja była przytłaczająca. Aż nagle… iskra. Moment. Nazwisko.

    Ewa Pajor.

    W błysku geniuszu polska napastniczka zamieniła rozpacz w ekstazę. Jeden kontakt z piłką, jedno podanie, jedno uderzenie serca, które zmieniło wszystko. To, co wydarzyło się później, wstrząsnęło stadionem — i przypomniało światu, dlaczego nigdy, przenigdy nie można lekceważyć Pajor.

     

    Gdy Wszystko Wydawało Się Stracone, Pajor Wzięła Sprawy w Swoje Ręce: Wieczór Wysokiej Stawki w Bilbao

     

    Kiedy Ewa Pajor dołączyła do FC Barcelony latem 2024 roku, oczekiwania sięgnęły nieba. Ale nawet ci, którzy wierzyli w jej potencjał, nie mogli przewidzieć, jak szybko stanie się tajną bronią zespołu. Przed starciem z Athletic Bilbao żeńska drużyna Barcelony miała na koncie 15 zwycięstw z rzędu, dominując ligę w niespotykanym stylu. Ale tej nocy wszystko mogło runąć.

     

    Od pierwszego gwizdka Barcelona dominowała: posiadanie piłki, terytorium, tempo — ale nie wynik. Bilbao, co trzeba im oddać, było doskonale przygotowane. Ich obrona była szczelna, pomocnicy niezmordowani, a plan gry zrealizowany niemal chirurgicznie. Raz za razem ofensywa Barcelony była zatrzymywana. Frustracja narastała. Komendy trenera Giráldeza stawały się coraz bardziej nerwowe. Ale gola wciąż brakowało.

     

    Po 60 minutach było jasne: Barcelona potrzebowała kogoś, kto odmieni bieg meczu. Kogoś, kto przerwie schemat, zmieni rytm, stworzy coś z niczego.

     

    Na boisko weszła Ewa Pajor.

    Jedna Chwila Geniuszu: Lodowato Chłodna Decyzja Pajor Odmienia Losy Mecz

    Wprowadzona na boisko w 61. minucie, Pajor od razu zaznaczyła swoją obecność. Jej ruchy były dynamiczne, zamiary czytelne. Z każdym jej kontaktem z piłką tempo gry rosło. Nadzieja wracała. Ale wynik pozostawał bez zmian. Bilbao nie chciało się ugiąć.

     

    I wtedy nadeszła 90. minuta.

     

    Ciężar niepokonanego rekordu, presja oczekiwań — wszystko to wisiało w powietrzu jak burzowa chmura. Wtedy Pajor ruszyła. Znalazła się przy piłce i miała tylko sekundę na decyzję. To, co zrobiła, było czystym geniuszem: idealnie wyczute, przecinające linię obrony podanie, które dotarło do Alexii Putellas. Hiszpańska gwiazda nie zawahała się ani chwili i wykończyła akcję z chirurgiczną precyzją.

     

    Barcelona wyszła na prowadzenie. Pajor dokonała cudu.

     

    Dwie minuty później, oszołomione Bilbao dostało kolejny cios. Tym razem piłkę do siatki skierowała Vicky Lopez. Na tablicy wyników 2:0. Rekord niepokonanych pozostał nienaruszony. A imię Pajor rozbrzmiewało na ustach wszytkich.

    Barcelona Idzie Jak Burza – a Na Jej Czele Maszeruje Pajor

    To zwycięstwo to nie były tylko kolejne trzy punkty. To był manifest. Świadectwo siły, klasy i tego, jak kluczowa jest obecność światowej klasy piłkarki w najtrudniejszych momentach. FC Barcelona ma teraz na koncie 16 zwycięstw w 16 meczach, zdumiewające 74 zdobyte bramki i tylko 7 straconych. Ich przewaga nad Realem Madryt urosła już do 11 punktów.

     

    Ale najbardziej imponująca jest forma polskiej gwiazdy. Pajor to nie tylko zawodniczka na ważne momenty — ona na nowo pisze statystyki ofensywne ligi. Z 14 bramkami przewodzi klasyfikacji strzelców, wyprzedzając o trzy trafienia Ednę Imade z Granady. Do tego dorzuciła 5 asyst, udowadniając, że potrafi nie tylko kończyć akcje, ale także je kreować.

     

    Ewa Pajor stała się symbolem nowej ery Barcelony. Gdy drużyna potrzebuje inspiracji — ona ją daje. Gdy stawka jest najwyższa — ona wstaje. A gdy historia puka do drzwi — ona odpowiada.

     

    Jeden kontakt. Jeden moment. Jednakobieta, która nie pozwala Barcelonie upaść.

     

     

  • Hiszpanie zobaczyli, co zrobił Lewandowski. Tak go nazwali

    Hiszpanie zobaczyli, co zrobił Lewandowski. Tak go nazwali

    Hiszpanie zobaczyli, co zrobił Lewandowski. Tak go nazwali

    FC Barcelona zremisowała 1:1 z Realem Betis w meczu 30. kolejki ligi hiszpańskiej. Robert Lewandowski zakończył to spotkanie bez gola, co było pierwszym takim przypadkiem od 22 lutego i pojedynku z Las Palmas. Jak hiszpańskie media oceniły występ Lewandowskiego na tle drużyny Manuela Pellegriniego? “Brakowało mu precyzji, zwrotności” – czytamy w prasie z Półwyspu Iberyjskiego.

     

    Na kilka godzin przed pierwszym gwizdkiem meczu z Realem Betis, do Barcelony spłynęły kapitalne wieści. Real Madryt potknął się w starciu z Valencią i przegrał 1:2. Dzięki temu przed zespołem Hansiego Flicka otworzyła się szansa, by powiększyć przewagę nad Realem do sześciu punktów, co byłoby sporym marginesem w kontekście walki o mistrzostwo Hiszpanii. Ostatecznie X..

     

    Jednocześnie przed Robertem Lewandowskim pojawiła się okazja, by zwiększyć przewagę nad Kylianem Mbappe co najmniej do czterech trafień. Francuz nie strzelił gola w meczu Realu.

     

    W pierwszej połowie Lewandowski miał okazję do strzału w 34. minucie, ale piłka po jego próbie została zablokowana przez Aitora Ruibala. Po przerwie Lewandowski nie miał możliwości, by pokonać Adriana i strzelić swojego 26. gola w tym sezonie ligi hiszpańskiej. W 86. minucie Lewandowski uderzył piłkę przewrotką, ale ta nie leciała w ogóle w kierunku bramki strzeżonej przez Adriana.

     

    Ostatni ligowy mecz Lewandowskiego bez gola to spotkanie z Las Palmas z 24. kolejki, które odbyło się 22 lutego br. Barcelona wygrała ten mecz 2:0 po golach Daniego Olmo i Ferrana Torresa.

     

    Tak Hiszpanie napisali o występie Lewandowskiego. “Nieregularny”

     

    Dziennik “Mundo Deportivo” nazwał Lewandowskiego “nieobsłużonym” w starciu z Betisem. “Koledzy z drużyny nie znajdowali go w strefie, w której Polak nie odpuszcza. Brak klarownych szans mimo jego mobilności i prób stworzenia przestrzeni dla Ferrana Torresa” – czytamy w pomeczowych ocenach.

     

    Kataloński “Sport” określił Lewandowskiego “nieregularnym”. “Odgrywał wiodącą rolę w ataku, natomiast brakowało mu precyzji, zwrotności, kontroli i ostatniego strzału. Był bliski strzelenia gola, ale brakowało mu determinacji z jego najlepszych meczów” – pisali w Katalonii.

     

    Dziennik “Marca” przyznał Lewandowskiemu “piątkę” w skali 1-10. “Był całkowicie zanurzony w walce o Trofeo Pichichi, ale tego dnia nie był w stanie zwiększyć przewagi nad Mbappe. W pierwszej połowie nie doszedł do żadnej klarownej okazji. W drugiej połowie było niewiele z gry Roberta. Miał klarowną szansę w końcówce meczu” – napisali madryccy dziennikarze.

     

    W kolejnym ligowym meczu Barcelona zagra na wyjeździe z Leganes. W środę Barcelona zmierzy się z Borussią Dortmund w pierwszym meczu ćwierćfinałowym Ligi Mistrzów. Oba spotkania rozpoczną się o godz. 21:00. Relacje tekstowe na żywo w Sport.pl i w aplikacji mobilnej Sport.pl LIVE

     

  • Jest decyzja! Krychowiak dołącza do Lewandowskiego, Szczęsnego i Błaszczykowskiego

    Jest decyzja! Krychowiak dołącza do Lewandowskiego, Szczęsnego i Błaszczykowskiego

    Jest decyzja! Krychowiak dołącza do Lewandowskiego, Szczęsnego i Błaszczykowskiego

    Pomysł zrodził się już jakiś czas temu, kiełkował, rozmowy trwały, a w ostatnich dniach zapadła ostateczna decyzja. Jak dowiedział się Sport.pl, Grzegorz Krychowiak będzie kolejnym polskim piłkarzem, który doczeka się filmu dokumentalnego i dołączy m.in. do Roberta Lewandowskiego, Jakuba Błaszczykowskiego czy Wojciecha Szczęsnego.

     

    Film dokumentalny o Robercie Lewandowskim pt. “Lewandowski – Nieznany” miał premierę w marcu 2023 roku. – To był wieczór kapitana reprezentacji Polski. Pełen wzruszeń, żartów i wspomnień – pisaliśmy po premierowym pokazie filmu, na którym nie zabrakło oczywiście głównego bohatera. – Cieszę się, że jesteście ze mną na premierze. Emocje jeszcze nie opadły, jeszcze chwili będę potrzebował, ale dziękuję, że jesteście – powtarzał Robert Lewandowski. Tuż po pokazie nie mógł powstrzymać emocji, był wzruszony, ale szczęśliwy. Podobne emocje towarzyszyły Jakubowi Błaszczykowskiemu, o którym film ukazał się w lutym 2024 roku. Wojciech Szczęsny na premierę filmu o sobie wciąż czeka, ale jak słyszymy, prace są na ukończeniu.

     

    Grzegorz Krychowiak jak Robert Lewandowski i Wojciech Szczęsny

    Za wszystkie te produkcje odpowiada polski producent “Papaya Films”, ale to nie koniec. Jak dowiedział się Sport.pl, już niedługo powstanie film o kolejnym wybitnym reprezentancie Polski: Grzegorzu Krychowiaku. Pomysł zrodził się już jakiś czas temu, kiełkował, rozmowy trwały, a w ostatnich dniach zapadła ostateczna decyzja o jego realizacji. Producentem kreatywnym filmu o stukrotnym reprezentancie Polski będzie Kacper Sawicki, a biorąc pod uwagę charakter i osobowość Krychowiaka, jego bogatą często nieoczywistą sportową karierę, zapowiada się prawdziwe kino.

     

    Przypomnijmy, że Grzegorz Krychowiak wciąż jest aktywnym piłkarzem. Aktualnie gra w Anorthosisie Famagusta, a w tym sezonie ligi cypryjskiej zagrał w 15 meczach, strzelił dwa gole, miał jedną asystę i obejrzał sześć żółtych kartek. Reprezentacyjną karierę oficjalnie zakończył w październiku 2024 roku, gdy razem z Wojciechem Szczęsnym pożegnał się z kibicami na PGE Narodowym przed meczem Ligi Narodów z Portugalią.

  • Wpadka przed przerwą i festiwal goli w drugiej połowie. Polska deklasuje w Gdańsku. Dublet Ewy Pajor

    Wpadka przed przerwą i festiwal goli w drugiej połowie. Polska deklasuje w Gdańsku. Dublet Ewy Pajor

    Wpadka przed przerwą i festiwal goli w drugiej połowie. Polska deklasuje w Gdańsku. Dublet Ewy Pajor

    W trzeciej kolejce fazy grupowej Ligi Narodów reprezentacja Polski kobiet podejmowała Bośnię i Hercegowinę. Podopieczne Niny Patalon były wielkimi faworytkami do zwycięstwa i mimo problemów w pierwszej połowie dobrze wywiązały się ze swojego zadania, a o sukcesie zadecydowały dwa szybkie ciosy zadane tuż na początku drugiej odsłony. Po tym zwycięstwie “Biało-Czerwone” przodują w swojej grupie z pięciopunktową przewagą.

     

    Na pierwszego gola w tym spotkaniu nie trzeba było czekać długo, bo zaledwie około kwadransa. Wcześniej podopieczne Niny Patalon kompletnie zdominowały swoje rywalki, ale brakowało bramki. W 15. minucie Ewa Pajor wykorzystała swój snajperski instynkt i trafiła po dobitce.

     

    Wpadka Polek na koniec pierwszej połowy

     

    Zaledwie kilka minut później Polki miały kolejną dobrą okazję na strzelenie gola. Piłka po strzale z rzutu wolnego Eweliny Kamczyk trafiła jednak w poprzeczkę.

     

     

    Zaledwie kilka minut później Polki miały kolejną dobrą okazję na strzelenie gola. Piłka po strzale z rzutu wolnego Eweliny Kamczyk trafiła jednak w poprzeczkę.

     

    Polki miały bardzo dużą przewagę przez całą pierwszą połowę, a mimo to do jej końca nie potrafiły utrzymać jednobramkowego prowadzenia. Sofija Krajsumović bardzo dobrze wykorzystała podanie od swojej koleżanki z drużyny i pokonała bezradną Kingę Szemik bardzo dobrym wykończeniem. Od tej pory mieliśmy remis, co było nie lada sensacją.

     

    Deklasacja po przerwie. Ewa Pajor i spółka nie pozostawiły złudzeń

     

    Pierwsza odsłona zakończyła się w sposób rozczarowujący dla Polek, ale druga nie mogła rozpocząć się lepiej. Bramki Ewy Pajor i Adriany Achcińskiej w 47. i w 49. minucie sprawiły, że przewaga naszej reprezentacji wynosiła już dwie bramki.

     

    W 77. minucie tego spotkania padł kolejny gol dla Polek. Klaudia Słowińska, która pojawiła się na murawie w drugiej połowie była bardzo dobrze ustawiona i wykorzystała fatalny błąd przy wybiciu piłki przez rywalkę. Później popisała się dobrym strzałem, z którym bramkarka z Bośni i Hercegowiny sobie nie poradziła.

     

    W 89. minucie podopieczne Niny Patalon miały jeszcze rzut karny po faulu, który nie budził żadnych wątpliwości. “Jedenastkę” na gola zamieniła Martyna Wiankowska, ponieważ Ewa Pajor wcześniej została zdjęta z boiska.

     

    Mecz Polska – Bośnia i Hercegowina w Gdańsku zakończył się wygraną naszej drużyny 5:1. Po tym zwycięstwie reprezentacja Polski ma 9, czyli komplet punktów po trzech kolejkach fazy grupowej. Ewa Pajor i spółka zajmują 1. miejsce przed Irlandią Północną, Bośnią i Hercegowiną oraz Rumunią.

     

    Następne spotkanie nasze reprezentantki rozegrają 8 kwietnia. Będzie to rewanż z Bośnią i Hercegowiną –tym razem na wyjeździe. 

     

  • Taki “pakt” zawarł Lewandowski z Flickiem. O to poprosił Niemiec

    Taki “pakt” zawarł Lewandowski z Flickiem. O to poprosił Niemiec

    Taki “pakt” zawarł Lewandowski z Flickiem. O to poprosił Niemiec

    FC Barcelona wkracza w decydującą fazę sezonu. Nikt nie ma wątpliwości, że kluczowy w tym okresie będzie Robert Lewandowski, który ostatnio spisuje się znakomicie. Jednym ze współautorów takiego stanu rzeczy jest oczywiście Hansi Flick. Hiszpański “Sport” określił ich współpracę jako “pakt zwycięzców” i wyjaśnił, na czym polega fenomen trenerskiego fachu Niemca.

     

    Robert Lewandowski rozgrywa zdecydowanie najlepszy sezon w barwach FC Barcelony. Nie dość, że jest liderem klasyfikacji najskuteczniejszych strzelców La Liga i pewnie zmierza po odzyskanie Trofeo Pichichi, to łącznie w tym sezonie strzelił już 38 goli w 43 spotkaniach. Trzeba przyznać, że gigantyczny wpływ na to ma Hansi Flick, który dołączył do zespołu w lecie i całkowicie odmienił jego oblicze.

     

    “Pakt zwycięzców”. Hiszpanie piszą o duecie Flick – Lewandowski

     

    Przed FC Barceloną najważniejsza część sezonu. Nic nie jest jeszcze przesądzone, zwłaszcza że wciąż walczy o triumf zarówno w lidze, jak i Pucharze Króla oraz Lidze Mistrzów. Kataloński zespół nie chce poprzestać na zdobytym w styczniu Superpucharze Hiszpanii, a pomóc w sięgnięciu po kolejne tytuły ma właśnie Lewandowski, który w ostatnich meczach grał dużo mniej, by Hansi Flick mógł go wykorzystać w kluczowych momentach.

     

    Hiszpański “Sport” określa ich współpracę jako “pakt zwycięzców”. Podkreślono, że widać między nimi chemię, a łączy ich szczególna relacja, która skupia się wokół jednego słowa: sukcesu. Dziennikarze twierdzą, że zdarzają się takie chwile, które łączą dwoje ludzi na zawsze. I taką miał być “magiczny sezon” 2019/20, kiedy Bayern Monachium sięgnął po wszystko, co było do zdobycia. “Gdy po raz pierwszy wspomniano o Flicku jako o następcy Xaviego, pojawiły się spekulacje, że Lewandowski będzie jeszcze lepszy niż dotychczas. I rzeczywiście tak się stało” – czytamy.

     

    Jeszcze przed dołączeniem do FCB Flick wiedział, że frustracja w zespole jest wyczuwalna. “Lewandowski czekał na bardziej wymagającą pracę fizyczną oraz ofensywniejszy styl gry” – oznajmiono, dodając, że jeśli jest coś, co łączy Niemca i Polaka, to “wymagania stawiane samemu sobie w życiu”. Co więcej, sukces z Bayernem tylko utwierdził ich w przekonaniu, jaką drogą powinni podążać w katalońskim zespole.

     

    Tak Flick przygotował Lewandowskiego na kluczowe mecze. “Najkorzystniejszy ekosystem”

     

    Flick na samym początku obiecał naszemu napastnikowi, że postara się stworzyć “najkorzystniejszy ekosystem taktyczny”, ale poprosił go, by “poświęcił swoje ego na rzecz drużyny”. Mało tego, Hansi uświadomił mu, że jest kluczowy, ale mając 36 lat, nie może grać we wszystkich meczach co trzy dni.

     

    Choć Lewandowski miał pierwotnie z tym problem, to dzięki swojej dojrzałości wszystko pojął. “Chętnie przyznaje teraz, że rotacja jest konieczna. Nie chodzi o to, by dojść gdzieś szybko, ale o to, by zajść daleko” – czytamy.

     

    Flick miał przed sezonem poinformować napastnika, że rozgrywki Pucharu Króla to najlepszy czas na odpoczynek. Nie straci wówczas szansy na odzyskanie Pichichi oraz wygranie Złotego Buta. Nie oznacza to jednak, że Niemiec na siłę będzie trzymał go na boisku w lidze. Jeśli była dotąd taka możliwość, to w rozstrzygniętych spotkaniach reprezentant Polski opuszczał plac gry.

     

    Na koniec zauważono, że jeszcze do niedawna Lewandowski nie mógłby opuścić w środę po meczu stadionu Atletico, będąc zadowolonym. Ale doszło do przełomowej zmiany i mimo że nie był starterem, cieszył się razem z innymi ze zwycięstwa. FC Barcelona rozegra kolejny mecz w sobotę 5 kwietnia, kiedy zagra u siebie z Realem Betis.

     

  • Nagle pojawił się komunikat Barcelony nt. Szczęsnego. “Nie potrzebujemy”

    Nagle pojawił się komunikat Barcelony nt. Szczęsnego. “Nie potrzebujemy”

    Nagle pojawił się komunikat Barcelony nt. Szczęsnego. “Nie potrzebujemy”

    Wojciech Szczęsny nie miał zbyt wiele pracy w meczu z Atletico Madryt, a i tak zgarnia pochwały ze strony hiszpańskich mediów. Barcelona również odpowiednio honoruje polskiego bramkarza, nazywając go “niezwyciężonym”. W trakcie meczu na profilu Katalończyków ukazał się jeszcze jeden wymowny wpis poświęcony Szczęsnemu.

     

    FC Barcelona awansowała do finału Pucharu Króla dzięki wygranej 1:0 w rewanżowym meczu z Atletico Madryt. Robert Lewandowski wszedł z ławki rezerwowych, a całe spotkanie w bramce spędził Wojciech Szczęsny. Polski bramkarz nie miał zbyt wiele pracy, bo rywale nie oddali ani jednego celnego strzału przez 90 minut.

     

    Tak Barcelona pisała o Wojciechu Szczęsnym w trakcie meczu. Wymowne

     

    Po meczu na profilu Barcelony w mediach społecznościowych ukazało się zdjęcie polskiego bramkarza z podpisem “niezwyciężony”. Jest to oczywiście nawiązanie do 19 meczów z rzędu bez porażki, którymi może pochwalić się Szczęsny. Dodatkowo w środę zachował on 10. czyste konto w zespole Hansiego Flicka.

     

    Jeszcze w trakcie spotkania Katalończycy informowali o tym, co dzieje się na boisku. Po jednej z sytuacji znów pisali o Szczęsnym. “Nie potrzebujemy spalonego, mamy Szczęsnego” – ukazało się na profilu klubu w serwisie X.

     

    Nie chodziło jednak o bramkę Alexandra Sorlotha ze spalonego, a jedną z wcześniejszych sytuacji, kiedy Atletico oddało strzał po akcji z prawej strony, Szczęsny obronił, ale arbiter liniowy uniósł chorągiewkę i zasygnalizował spalonego. Dlatego też Atletico nie zaliczono wówczas celnego strzału na bramkę Polaka. Finalnie zespół Diego Simeone nie oddał ani jednego celnego uderzenia.

     

    Wojciech Szczęsny nadal jest “talizmanem” FC Barcelony i ma szansę na kolejne trofea. Barcelona pozostaje w grze nie tylko o Puchar Króla, ale również o zwycięstwo w LaLiga i Lidze Mistrzów. Kontrakt bramkarza obowiązuje do czerwca 2025 roku, ale prawdopodobnie zostanie przedłużony okolejny rok.

     

  • Oto jak Hiszpanie nazwali Szczęsnego po meczu z Atletico. Wymownie

    Oto jak Hiszpanie nazwali Szczęsnego po meczu z Atletico. Wymownie

    Oto jak Hiszpanie nazwali Szczęsnego po meczu z Atletico. Wymownie

    Atletico Madryt był najtrudniejszym do tej pory rywalem dla Wojciecha Szczęsnego. Polak najwięcej goli wpuścił w potyczkach z tym rywalem w barwach FC Barcelony, ale tym razem udało mu się zachować czyste konto. To w dużej mierze zasługa gry całej drużyny, która zneutralizowała rywali. Tak Hiszpanie ocenili postawę Polaka w półfinale Pucharu Króla.

     

    FC Barcelona pokonała Atletico Madryt 1:0 w rewanżowym starciu Pucharu Króla i awansowała do finału. W pierwszym spotkaniu padł wynik 4:4, więc sprawa kwalifikacji wciąż była otwarta. Ostatecznie górą byli podopieczni Hansiego Flicka, choć Los Colchoneros mieli swoje szanse i nawet strzelili gola na 1:1, ale sędziowie dopatrzyli się spalonego. Taki obrót spraw oznacza, że to Duma Katalonii zmierzy się o tytuł z Realem Madryt, który po dogrywce pokonał Real Sociedad.

     

    Wojciech Szczęsny i Robert Lewandowski zagrali przeciwko Atletico

     

    W tym meczu Wojciech Szczęsny rozegrał 90. minut, a Robert Lewandowski pojawił się na murawie w drugiej połowie. Polak wstał z ławki rezerwowych w 74. minucie i zmienił strzelca jedynego gola – Ferrana Torresa.

     

    Z kolei Wojciech Szczęsny miał niewiele roboty w tym meczu, choć musiał cały czas być skoncentrowany, zwłaszcza w końcówce, kiedy rywale rzucili się do ataku, a wepchnąć piłkę do jego bramki próbował nawet golkiper rywali – Juan Musso. Hiszpańskie media rozpisują się na temat tego spotkania. Jak oceniły postawę 34-latka?

     

    Marca oceniła Wojciecha Szczęsnego: Pewny siebie

     

    “Marca” w swoich ocenach zauważyła, że w poprzednich starciach Wojciech Szczęsny “miał mały problem” z Atletico Madryt, gdyż to była drużyna, która do tej pory strzeliła mu najwięcej goli w Hiszpanii. “W dwóch meczach, jednym w LaLiga i pierwszym meczu pucharowym stracił sześć goli” – przypomnieli.

     

    Dziennikarze wystawili mu notę za dwie połowy. “W pierwszej połowie nie miał w ogóle pracy. Jedyna szansa pojawiła się po stałym fragmencie gry, ale piłka od razu wyszła na aut” – relacjonuje “Marca”, która za tę część gry wystawiła mu notę: 6.

     

    Z kolei w drugiej połowie Hiszpanie podkreślili, że Atletico mocniej naciskało, “ale Polak wydawał się pewny siebie w swoich interwencjach” – czytamy. Dziennikarze zwrócili również uwagę, że 34-latek po raz pierwszy zachował czyste konto w meczu z drużyną Diego Simeone w barwach Barcelony. Ostatecznie jego nota końcowa wyniosła: 7.

     

    Sport.es: Wojciech “Widz” Szczęsny

     

    Kataloński “Sport” postawił Polakowi taką samą notę, przy okazji nazywając go “widzem” w tym spotkaniu. “Nie miał prawie nic do roboty w pierwszej połowie, ponieważ Atlético nie sprawiało mu kłopotów” – czytamy.

     

    Hiszpanie zwrócili uwagę na jedną ważną interwencję Polaka w drugiej połowie. W 48. minucie Polak popisał się kapitalną paradą po strzale Griezmanna z ośmiu metrów, ale w tej sytuacji i tak został odgwizdany spalony.

     

    “Narzucił swój autorytet”

     

    “AS” nie wystawił noty w skali od 1 do 10, ale w skrócie podsumował występ Wojciecha Szczęsnego. “Nie miał zbyt wiele pracy, a to, co miał do zrobienia, wykonał solidnie. Sorloth ponownie strzelił gola, ale tym razem był spalony. Był silny przy rzutach rożnych ze swoimi pięściami” – czytamy.

     

    Podobnie postąpiło “Mundo Deportivo”, które nazwało go “autorytatywnym”, czyli osobą, cieszącą się szacunkiem i zaufaniem. “Mało pracy w pierwszej połowie z bardzo mało ofensywnym przeciwnikiem. Nie utrudniał sobie życia w rozgrywaniu piłki nogami. Uważnie reagował, gdy Atletico naciskało, narzucił swój autorytet” – zakończono.

     

    Finał FC Barcelona – Real Madryt w Pucharze Króla zaplanowano na sobotę 26 kwietnia. Kto sięgnie po ten tytuł? Tego przekonamy się już wkrótce.

  • Barcelona ogłasza w sprawie Wojciecha Szczęsnego. Nie czekali na koniec meczu!

    Barcelona ogłasza w sprawie Wojciecha Szczęsnego. Nie czekali na koniec meczu!

    Barcelona ogłasza w sprawie Wojciecha Szczęsnego. Nie czekali na koniec meczu!

     

    Stało się! Barcelona wygrywa 1:0 z Atletico Madryt i tym samym w dwumeczu zwyciężają 5:4. Ten triumf zapewnia im także awans do wielkiego finału Pucharu Króla, w którym zmierzą się z Realem Madryt. Duma Katalonii nie czekała do końca meczu i jeszcze w trakcie opublikowała wymowny wpis na temat Wojciecha Szczęsnego. Błyskawicznie stał się hitem.

     

    Pierwsze starcie Barcelony z Atletico przyniosło dużo więcej emocji, bo zakończyło się remisem 4:4. Tym razem działo się nieco mniej, ale finalnie ekipa Hansiego Flicka wygrała 1:0 i tym samym awansowała do kolejnej rundy, którą będzie już finał. A w nim Blaugrana stawi czoła Realowi Madryt.

    Tak Barcelona przemówiła na temat Wojciecha Szczęsnego

     

    Jeszcze w trakcie hitowego półfinału w mediach społecznościowych Barcelony pojawił się jednoznaczny wpis na temat Wojciecha Szczęsnego. “My nie potrzebujemy spalonych. My mamy Szczęsnego” — możemy przeczytać na profilu Dumy Katalonii w serwisie X.

     

    To oczywiście nawiązuje do jednej z sytuacji, która miała miejsce na początku drugiej połowy. Wówczas to rywale zaatakowali bramkę polskiego golkipera i sprawili spore zagrożenie. Nasz rodak stanął jednak na wysokości zadania i popisał się świetną interwencją. Stąd właśnie taki komentarz Barcelony.