Category: Robert Lewandowski

  • Barcelona idzie po finał LM, Pajor zachwyca! To była deklasacja

    Barcelona idzie po finał LM, Pajor zachwyca! To była deklasacja

    Barcelona idzie po finał LM, Pajor zachwyca! To była deklasacja

    Ewa Pajor z być może najważniejszym golem w tym sezonie! Reprezentantka Polski trafiła do siatki w meczu 1/2 finału Ligi Mistrzyń UEFA przeciwko Chelsea, a FC Barcelona wygrała spotkanie 4:1. Katalonki są o krok od awansu do wielkiego finału.

     

    FC Barcelona walczy o triumf w Lidze Mistrzów. Jest już w półfinale, w którym zmierzy się z Interem Mediolan. Czy Wojciech Szczęsny i Robert Lewandowski (może nie zagrać z powodu kontuzji) zameldują się w finale? Odpowiedź na to pytanie poznamy na początku maja. Wcześniej, bowiem już za tydzień rozstrzygną się losy kobiecego zespołu Barcelony. W niedzielę Katalonki z Ewą Pajor w składzie rozegrały pierwszy półfinał Ligi Mistrzyń.

     

    Pajor bohaterką Barcelony. To była 35. minuta półfinału LM

     

    Już 24. raz w historii odbywa się Liga Mistrzyń UEFA. Kto 24 maja sięgnie po puchar w finale, który rozegrany zostanie na Estadio Jose Alvalade? Na placu boju pozostały cztery drużyny. W sobotę w pierwszym półfinale Arsenal przegrał z Olympique Lyon 1:2.

     

    W niedzielę doszło do hitowego starcia FC Barcelony z Chelsea. Obie drużyny w ćwierćfinałach pokazały swoją siłę. Katalonki pokonały w dwumeczu Wolfsburg aż 10:2. Zawodniczki z Londynu 6:1 zwyciężyły w dwumeczu Bayern Monachium.

    https://youtu.be/pO9PH-259tk?si=pLj2Vrg6mb02M0L6

    Na Johan Cruyff Stadium gospodynie od początku meczu starały się uzyskać przewagę. W 11. minucie sędzia główna meczu podyktowała rzut karny za zagranie piłki ręką przez Nathalie Bjorn. Do jedenastki podeszła Alexia Putellas, ale jej strzał obroniła Hannah Hampton.

     

    Przewaga Barcelony została udokumentowana w 35. minucie spotkania. Putellas zrehabilitowała się za zmarnowaną jedenastkę i idealnym, prostopadłym podaniem obsłużyła wychodzącą na czystą pozycję Ewę Pajor. Reprezentantka Polski stanęła oko w oko z Hampton i płaskim strzałem nie dała szans londyńskiej bramkarce.

     

    W drugiej odsłonie spotkania Claudia Pina dobiła Chelsea. Otrzymała idealne podanie i z bliska podwyższyła prowadzenie. To był jej ósmy gol w tym sezonie Ligi Mistrzyń. 23-latka prowadzi w tabeli najlepszych strzelczyń. Rewanżowe spotkanie odbędzie się 27 kwietnia na Stamford Bridge w Londynie. Gospodynie tego meczu nie będą bez szans, bowiem z Katalonii wyjechały z jednym powodem do radości. Kontakt w rywalizacji zapewnił gol strzelony przez Sandy Baltimore. O awans będzie jednak trudno. Bramki zdobyte przez Irene Paredes i kolejne trafienie Piny ustaliły wynik na 4:1.

     

    Warto pamiętać, że Katalonki w ostatnich dwóch sezonach okazywały się najlepszą drużyną, wygrywając Ligę Mistrzyń. W 2023 roku w finale pokonały Wolfsburg, a w ostatniej edycji pozostawiły w pokonanym polu Lyon.

    FC Barcelona 4:1 Chelsea (1:0)

    Gole: Ewa Pajor’ 35, Claudia Pina’ 70′ 90, Irene Paredes’ 82 – Sandy Baltimore’ 76

    Barcelona: Cata Coll (gk) – Paredes, Maria Leon (46′ Engen), Paralluelo (88′ Lopez), Hansen (66′ Pina), Putellas, Patri, Bonmati, Pajor, Battle, Brugts (82′ Rolfo)

    Chelsea: Hampton (gk) – Bronze, Bright, Bjorn (82′ Girma), Baltimore, Walsh, Cuthbert, Kaneryd, Kaptein (61′ Macario) Beever-Jones (61′ Reiten), Ramirez

    niewykorzystany rzut karny: Alexia Putellas’ 11 sędziowała: Katalin Kulcsa

     

  • Wrze wokół Szczęsnego! “Nie można tego uznać”

    Wrze wokół Szczęsnego! “Nie można tego uznać”

    Wrze wokół Szczęsnego! “Nie można tego uznać”

    Wojciech Szczęsny przepuścił trzy bramki w ligowym meczu FC Barcelony z Celtą Vigo. A w 90. minucie miała miejsce kontrowersyjna sytuacja z udziałem jego i Oscara Minguezy. Czy powinno się to skończyć rzutem karnym? Na to pytanie odpowiedziano na profilu Archivo VAR, gdzie zwrócono uwagę na kilka aspektów.

     

    Wojciech Szczęsny nie zachwycił w meczu FC Barcelony z Celtą Vigo, gdzie zaliczył kilka niezłych interwencji, ale i poważną wpadkę. “Uratował Barcelonę w kilku sytuacjach, ale debata nadal się toczy. Bramkarz będzie musiał się poprawić, jeśli nie chce wielu plotek wokół siebie od teraz do końca sezonu” – pisały hiszpańskie media. A bramkarz w jeszcze jednej sytuacji był w centrum uwagi.

     

    Wojciech Szczęsny trafił w twarz piłkarza Celty Vigo. Czy należał się rzut karny?

     

    W 90. minucie, przy stanie 3:3, Celta znalazła się z piłką pod bramką Polaka, który po zagraniu Fera Lopeza trącił piłkę. Następnie niecelnie głową uderzył Oscar Mingueza, a po chwili został on trafiony w twarz przez 35-latka.

     

    Czy w tej sytuacji gościom należał się rzut karny? Z analizy przeprowadzonej na profilu Archivo VAR w serwisie X wynika, że nie. “Kontakt między nimi jest nieznaczny, więc nie można go uznać za działanie nieostrożne i tym samym karalne” – oceniono.

     

    Wojciech Szczęsny mógł zostać “wrobiony” w rzut karny? “Zauważył”

     

    Zwrócono również uwagę na zachowanie gracza Celty, który miał próbować wykorzystać sytuację. “Dodatkowo Mingueza postanawia rzucić się na ziemię, po tym jak zauważył, że strzał nie zmierza do bramki” – czytamy.

     

    Najwidoczniej podobnie tę sytuację ocenili sędziowie, którzy nie zdecydowali się podyktować rzutu karnego. Za to zrobili to kilka minut później, gdy po wideoweryfikacji dopatrzono się faulu na Danim Olmo, a “jedenastkę” wykorzystał Raphinha, dając swojemu zespołowi zwycięstwo 4:3.

     

    Dla Wojciecha Szczęsnego był to 24. mecz w barwach FC Barcelony. Udało mu się zachować 12 czystych kont, w pozostałych 12 spotkaniach łącznie przepuścił 24 bramki.

     

  • Nie wierzą w ozdrowienie Roberta Lewandowskiego. Już wskazali, co zrobi Hansi Flick

    Nie wierzą w ozdrowienie Roberta Lewandowskiego. Już wskazali, co zrobi Hansi Flick

    Nie wierzą w ozdrowienie Roberta Lewandowskiego. Już wskazali, co zrobi Hansi Flick

    W sobotnim meczu La Ligi Robert Lewandowski odniósł kontuzję, która według pierwotnych doniesień będzie skutkowała dwu- lub nawet trzytygodniową przerwą. Za tydzień Barcelonę czeka finał Pucharu Króla przeciwko Realowi Madryt i hiszpańskie media już teraz dywagują, w jaki sposób Hansi Flick zastąpi polskiego snajpera. Możliwości są dwie.

     

    W 76. minucie meczu Barcelony z Celtą Vigo Robert Lewandowski usiadł na murawie i nie mógł już kontynuować gry. Chwilę później trener Blaugrany zdecydował się go zmienić i na boisku pojawił się Gavi. Uraz okazuje się być dość poważny, a w niedzielę Polak przejdzie badanie rezonansem magnetycznym. Hiszpanie piszą, że przeciwko Realowi Flick zdecyduje się postawić albo na Ferrana Torresa, albo na Daniego Olmo.

     

    Ktoś z nich zastąpi Roberta Lewandowskiego

     

    “Barcelona widzi Olmo i Torresa jako zmienników Lewandowskiego w przyszłym sezonie. […] Torres już przeciwko Celcie strzelił gola jako »fałszywa dziewiątka« i był zły, gdy został zmieniony. Zdobywa gole co 88 minut” — napisał Gabriel Sans na łamach “Mundo Deportivo”.

     

    “Torres rozgrywa najlepszy sezon w barwach Barcelony i potwierdzają to liczby. Ma już 10 goli w La Lidze i 17 we wszystkich rozgrywkach. Jednak również Dani Olmo mógłby bez problemu zagrać jako środkowy napastnik. Jest to pozycja, którą zna i doskonale sobie z nią radzi, zwłaszcza gdy musiał pełnić rolę »fałszywej dziewiątki« w reprezentacji Hiszpanii. […] To bardzo wszechstronny zawodnik” — napisał Javier Giraldo dla“Sportu”.

     

  • “Sabalenka Nie Wytrzymała Po Decyzji Sędzi. Chwyciła za Telefon i Zrobiła To, Czego Jeszcze Nie Widziano na Kortach!”

    “Sabalenka Nie Wytrzymała Po Decyzji Sędzi. Chwyciła za Telefon i Zrobiła To, Czego Jeszcze Nie Widziano na Kortach!”

    “Sabalenka Nie Wytrzymała Po Decyzji Sędzi. Chwyciła za Telefon i Zrobiła To, Czego Jeszcze Nie Widziano na Kortach!”

    W świecie zawodowego tenisa, gdzie emocje sięgają zenitu, a każdy punkt może zadecydować o losach spotkania, nawet najmniejszy błąd sędziowski potrafi wywołać burzę. I właśnie z taką burzą przyszło się zmierzyć Arynie Sabalence, liderce rankingu WTA, która w trakcie meczu z Elise Mertens straciła cierpliwość i zrobiła coś, czego tenisowy świat jeszcze nie widział.

     

    To miał być zwykły mecz – jedno ze spotkań rozgrywanych po tym, jak Iga Świątek pożegnała się z turniejem w Stuttgarcie. Sabalenka, po tym jak przeszła drugą rundę walkowerem (Anastazja Potapowa wycofała się z rywalizacji), po raz pierwszy pojawiła się na korcie, gdzie nie rozgrywała jeszcze meczu, choć wcześniej trenowała. Trening to jednak nie to samo co mecz – a Elise Mertens była znakomicie dysponowana i gotowa rzucić się na faworytkę.

     

    To Belgijka jako pierwsza przełamała serwis Sabalenki, prowadząc 4:3. I właśnie wtedy doszło do sytuacji, która może odbić się szerokim echem w świecie sportu. Podczas jednej z kluczowych wymian, Białorusinka zagrała potężnego smecza, który – jej zdaniem – trafił w linię. Jednak sędzia liniowy natychmiast ogłosił aut, a na kort zbiegła Miriam Bley – doświadczona niemiecka arbiter. W hali w Stuttgarcie nie ma systemu „hawk eye”, więc to właśnie ona musiała samodzielnie ocenić ślad na korcie.

     

    Po krótkiej inspekcji Bley bez zawahania wskazała, że piłka była poza boiskiem. Sabalenka, zaskoczona, początkowo zaakceptowała decyzję i odeszła w stronę ławki. Jednak to nie był koniec sprawy. Gdy Elise Mertens poprosiła o przerwę medyczną, Sabalenka miała czas, by wrócić do miejsca zagrania i sama sprawdzić ślad. To, co wtedy zobaczyła, wywołało u niej lawinę emocji.

     

    Krzycząc w kierunku sędzi, by ta jeszcze raz zeszła na kort i spojrzała na ślad, nie doczekała się reakcji. Wtedy zdecydowała się na krok, który zszokował widzów, komentatorów i prawdopodobnie samą Bley – chwyciła za swój telefon i… zrobiła zdjęcie śladu na korcie.

     

    W hali panowało półmrok, ale to nie powstrzymało liderki rankingu WTA przed uwiecznieniem dowodu, który miał – w jej oczach – obnażyć niesłuszną decyzję sędzi. Komentatorzy Canal+ nie kryli zdziwienia. – Czegoś takiego jeszcze nie widziałem – stwierdził Maciej Zaręba. – Nie wiem, czy ona może coś takiego zrobić, czy to zgodne z przepisami – zastanawiał się jego kolega po fachu, Dawid Celt.

     

    To nietypowe zachowanie Sabalenki nie spodobało się arbiterce. Uznała, że fotografowanie śladu było jawnym podważaniem jej decyzji i niesportowym zachowaniem. Sędzia ukarała Białorusinkę oficjalnym ostrzeżeniem.

     

    Mimo tego kontrowersyjnego incydentu, Sabalenka nie dała się wybić z rytmu. Choć przegrywała w pierwszym secie 3:4 z przełamaniem, to ostatecznie odwróciła losy tej partii i wygrała ją 6:4. W drugim secie dominacja liderki była już niepodważalna – 6:1 i awans do półfinału.

     

    Ale echa tego spotkania z pewnością nie ucichną zbyt szybko. Dyskusje o zachowaniu Sabalenki, o braku systemu hawk eye w tak prestiżowym turnieju, oraz o granicach protestu zawodników, mogą rozpalić tenisowy świat na nowo. Czy zdjęcie z telefonu Aryny Sabalenki ujrzy światło dzienne? Czy dowód, który zrobiła na własną rękę, okaże się kartą przetargową w sporze o sprawiedliwość na korcie? Jedno jest pewne – ten mecz zapamiętamy nie tylko ze względu na wynik, ale przede wszystkim na to, co działo się poza samą grą.

     

  • Mina Lewandowskiego mówi wszystko. Kamery nagrały kluczowy moment

    Mina Lewandowskiego mówi wszystko. Kamery nagrały kluczowy moment

    Mina Lewandowskiego mówi wszystko. Kamery nagrały kluczowy moment

    Robert Lewandowski doznał kontuzji w meczu FC Barcelony z Celtą Vigo i musiał przedwcześnie opuścić boisko. Media społecznościowe szybko obiegł materiał wideo, na którym widać polskiego napastnika w momencie, w którym poczuł dyskomfort. 36-latek szybko zdał sobie sprawę, że ma problem.

     

    FC Barcelona zaliczyła kapitalny powrót w meczu z Celtą Vigo i chociaż przegrywała 1:3, to wygrała 4:3 po golu w siódmej minucie doliczonego czasu gry. Rzut karny na wagę zwycięstwa wykorzystał Raphinha, bo na boisku nie było już Roberta Lewandowskiego. Polski napastnik w 78. minucie gry musiał zejść na ławkę rezerwowych z powodu kontuzji.

     

    Oto moment, w którym Robert Lewandowski doznał kontuzji. Od razu to pokazał

     

    Kibice mogli być zaskoczeni, że Lewandowski usiadł na murawie i potrzebował zmiany, bo podczas transmisji nie było widać starcia, po którym doznał urazu. Media społecznościowe obiegło jednak wideo z momentem, podczas którego kapitan reprezentacji Polski zdał sobie sprawę, że ma problem ze ścięgnem podkolanowym.

     

    Widzimy, że pochylił się, złapał za nogę i za chwilę zasygnalizował ławce rezerwowych swój problem. Później z grymasem bólu chwilę pochodził po boisku, znów trzymał się za nogę, by finalnie usiąść na boisku i wstrzymać grę. W tym czasie do wejścia w jego miejsce szykował się Gavi.

     

    Kiedy Hiszpan był gotowy, to Lewandowski został zmieniony i udał się w kierunku ławki rezerwowych. Już na niej od razu otoczył go sztab medyczny Barcelony i rozmawiał o problemie. Już po spotkaniu Hansi Flick powiedział, że napastnik w niedziele przejdzie rezonans magnetyczny, który da odpowiedzi w sprawie powagi kontuzji.

     

    Hiszpańskie media informowały, że 36-latek może opuścić nawet trzy tygodnie, jeśli potwierdzi się niezbyt optymistyczny scenariusz. Oznaczałoby to, że Lewandowski opuści finał Pucharu Króla z Realem Madryt i rywalizację w półfinale Ligi Mistrzów z Interem Mediolan. 

     

  • FC Barcelona w szoku: Nieobecność Marca-André ter Stegena wywołuje falę niepokoju na Camp Nou

    FC Barcelona w szoku: Nieobecność Marca-André ter Stegena wywołuje falę niepokoju na Camp Nou

    FC Barcelona w szoku: Nieobecność Marca-André ter Stegena wywołuje falę niepokoju na Camp Nou

    Wiadomość, która zszokowała zarówno kibiców, jak i ekspertów piłkarskich – jak donosi Sport, długoletni i uwielbiany bramkarz FC Barcelony, Marc-André ter Stegen, nie wróci już do gry w tym sezonie. To sensacyjne ogłoszenie nie tylko wywołało lawinę spekulacji i zaniepokojenia w katalońskim środowisku piłkarskim, ale także niespodziewanie wyniosło na pierwszy plan nowego bohatera – Wojciecha Szczęsnego, doświadczonego polskiego golkipera, który ma teraz nieść cały ciężar odpowiedzialności za bramkę Barcelony aż do końca sezonu.

     

    To ogromny cios dla Barcelony, która i tak przeżywała już burzliwy sezon, naznaczony licznymi kontuzjami, nierówną formą i zmianami wewnątrz klubu. Ter Stegen, symbol spokoju, refleksu i przywództwa w defensywie, od dłuższego czasu zmagał się z problemami zdrowotnymi. Jednak wielu miało jeszcze nadzieję, że powróci na decydującą fazę rozgrywek. Te nadzieje zostały ostatecznie rozwiane po doniesieniach Sportu, który potwierdził, że Niemiec nie pojawi się już w bramce w tym sezonie.

     

    Ta informacja nie tylko tworzy lukę w taktycznym układzie Xaviego Hernandeza, ale także wywołuje emocjonalne trzęsienie ziemi w szatni. Ter Stegen, często postrzegany jako nieoficjalny kapitan i symbol nowej ery po odejściu Leo Messiego, był filarem pewności w defensywie. Jego brak zmusi Barcelonę do radykalnych zmian w ustawieniu obrony, zwłaszcza w momencie, gdy każdy mecz może przesądzić o losach sezonu – zarówno w La Liga, jak i w Europie.

     

    Teraz wszystkie oczy skierowane są na Wojciecha Szczęsnego, który dołączył do Barcelony bez większego rozgłosu, ale nagle znalazł się w centrum uwagi. Polski bramkarz, znany z występów w Juventusie i Arsenalu, nie pierwszy raz mierzy się z presją, lecz zastąpienie takiej postaci jak Ter Stegen – będącej sercem sukcesów Barcelony przez niemal dekadę – to wyzwanie ogromnego kalibru.

     

    Źródła bliskie klubowi donoszą, że Szczęsny już rozpoczął intensywne, indywidualne treningi, aby w pełni dostosować się do wymagań taktycznych Xaviego i sprostać wyjątkowym oczekiwaniom, jakie wiążą się z grą między słupkami na Camp Nou. Mimo że ma doświadczenie międzynarodowe i wiele sezonów w Serie A za sobą, La Liga to zupełnie inna rzeczywistość – pełna medialnego szumu i surowej oceny ze strony fanów Blaugrany.

     

    Wśród kibiców reakcje są podzielone. Jedni wierzą w umiejętności i doświadczenie Szczęsnego, inni martwią się o jego zgranie z linią obrony Barcelony, która również była nękana kontuzjami i rotacjami. W obecnej, trudnej sytuacji zespołu, gdzie każde potknięcie może kosztować utratę cennych punktów, margines błędu jest minimalny.

     

    Za kulisami, działacze klubu mobilizują się wokół Szczęsnego, podkreślając wagę jedności, dyscypliny i odporności psychicznej. Tymczasem Ter Stegen kontynuuje proces rehabilitacji pod czujnym okiem sztabu medycznego, chociaż szczegóły jego urazu i planowany powrót są utrzymywane w tajemnicy.

     

    W szerszym kontekście, ta nagła zmiana może mieć poważne konsekwencje dla przyszłości klubu. Czy nieobecność Ter Stegena otworzy drzwi dla Szczęsnego na dłużej? Czy klub zacznie rozważać inne opcje na pozycji bramkarza w nadchodzącym okienku transferowym, biorąc pod uwagę nieprzewidywalność kontuzji i wiek kluczowych graczy?

     

    W miarę jak sezon zbliża się do dramatycznego finału, jedno jest pewne – historia Barcelony 2024/25 zyskała właśnie nowy, nieoczekiwany zwrot akcji. Z Wojciechem Szczęsnym w roli głównej i Ter Stegenem poza boiskiem, los Blaugrany spoczywa teraz na barkach człowieka, którego nikt nie spodziewał się w tej roli.

     

    Dla Barcelony to już nie tylko kwestia taktyki czy talentu – to próba charakteru, zaufania i umiejętności stawienia czoła przeciwnościom.

     

  • Hiszpanie ogłaszają ws. Szczęsny – Ter Stegen! Flick zadecydował

    Hiszpanie ogłaszają ws. Szczęsny – Ter Stegen! Flick zadecydował

    1. Hiszpanie ogłaszają ws. Szczęsny – Ter Stegen! Flick zadecydował

    – W piłce nożnej wszystko się może zdarzyć. Nie mogę dać stuprocentowej odpowiedzi – oznajmił na ostatniej konferencji prasowej Hansi Flick, odpowiadając na pytanie, czy Wojciech Szczęsny pozostanie między słupkami FC Barcelony do końca sezonu. Hiszpański “Sport” ujawnił, że niemiecki trener podjął już jednak decyzję. “Nie chce żadnych wewnętrznych, ani zewnętrznych debat” – podsumowano.

     

    Wojciech Szczęsny dołączył do FC Barcelony na początku października, kiedy awaryjnie został sprowadzony z emerytury z powodu kontuzji Marca-Andre ter Stegena. I choć pierwotnie był zmiennikiem Inakiego Peni, to 4 stycznia zadebiutował w nowym klubie w pucharowym meczu z UD Barbastro. Od tamtej pory jego statystyki robią ogromne wrażenie. Nie dziwi zatem to, że wszyscy są przekonani, że lada moment przedłuży wygasający z końcem czerwca kontrakt.

     

    Hiszpanie nie mają wątpliwości. Flick podjął decyzję, kto zakończy sezon w bramce

     

    35-latek może czuć się jednak zaniepokojony, zwłaszcza że ostatnio do treningów z drużyną wrócił ter Stegen. – Nie pozwalasz mi się rozgrzać, uderzasz prosto do tematu ter Stegena – odpowiedział na pierwsze pytanie w trakcie ostatniej konferencji prasowej Wojciech Szczęsny, czym od razu rozbawił salę. Mało tego, zaznaczył, że ostateczną decyzję podejmie Hansi Flick. – Przyszedłem tu, aby zastąpić głównego bramkarza, ale oczywiście chcę grać. Gdyby miało być inaczej, uszanuję opinię Flicka – dodał.

     

    Co na ten temat uważa sam szkoleniowiec? – W piłce nożnej wszystko się może zdarzyć. Nie mogę dać stuprocentowej odpowiedzi – oznajmił. Trzeba przyznać, że niezbyt dużo można wywnioskować z tej wypowiedzi. Hiszpański “Sport” zaznacza jednak, że “Flick nie chce żadnych debat o bramkarzach” i zamierza nadal stawiać na Szczęsnego. Nie obwinia go za porażkę z Borussią i nie dość, że wystawi go w finale Pucharu Króla, to pozostawi go w bramce do końca sezonu.

     

    “Flick nie chce żadnych wewnętrznych, ani zewnętrznych debat. Ma plan, by Polak dokończył rozgrywki, o ile nie dozna kontuzji lub nie zaliczy jakiejś kompletnej wpadki, co wydaje się mało prawdopodobne” – czytamy. Podano, że “pierwszy wielki finał sezonu” dla Szczęsnego nastąpi 26 kwietnia, kiedy odbędzie się finał Pucharu Króla. “Ter Stegen będzie miał trudno w tym sezonie” – podkreślono, uzupełniając, że następny sezon będzie jednak “zupełnie inny”, gdyż Niemiec może odzyskać miejsce w składzie.

     

    “Flick nie bierze z nikim ślubu, szanuje zasady wyboru” – oznajmiono. Nie można jednak wykluczyć, że ter Stegen rozegra jeszcze parę meczów ligowych w tym sezonie, by zobaczyć, na jakim znajduje się poziomie. Ma nawet być pogodzony, że nie wystąpi już w trwającej Lidze Mistrzów, choć długo miał nadzieję, że tak się stanie.

     

    FC Barcelona rozegra kolejny mecz w sobotę 19 kwietnia, kiedy na własnym stadionie zmierzy się z Celtą Vigo. Po 31. kolejkach piłkarze Hansiego Flicka są liderami tabeli z dorobkiem 70 pkt i czterema punktami przewagi nad drugim Realem Madryt.

  • Ewa Pajor bohaterką Barcelony w hicie! Gol za golem, ona się nie zatrzymuje

    Ewa Pajor bohaterką Barcelony w hicie! Gol za golem, ona się nie zatrzymuje

    Ewa Pajor bohaterką Barcelony w hicie! Gol za golem, ona się nie zatrzymuje

    Ewa Pajor znów to zrobiła! Polska napastniczka rozegrała fantastyczny mecz i strzeliła dwa gole w meczu Barcelony z Sevillą. Na cztery kolejki przed końcem Blaugrana jest o krok od mistrzowskiego tytułu, a wszystko wskazuje na to, że Pajor zostanie też zawodniczką z największą liczbą bramek w LaLidze! Po wygranej 5:1 nad Sevillą tytuł jest już o krok.

     

    Nie mogło dziwić, że Ewa Pajor rozpoczęła mecz z Sevillą w wyjściowym składzie. To zawodniczka, która stanowi o sile ofensywy Barcelony, a także piłkarka z największą liczbą bramek w kobiecej LaLidze. Już przed meczem miała na koncie 17 trafień, wyprzedzając Ednę Imade z Granady o cztery bramki.

    https://youtu.be/Zpg6UAX_eqs?si=bGXKfeka4x2r-o-v

     

    W środę przeciwko Sevilli udało jej się jeszcze podwyższyć ten imponujący już i tak rezultat. Ewa Pajor strzeliła swojego 18. i 19. gola w LaLidze, a FC Barcelona bardzo pewnie pokonała swojego rywala 5:1. W przypadku polskiej napastniczki decydowały 25. i 34. minuta, gdy trafiała do bramki przeciwniczek, przybliżając Barcelonę do kolejnego ligowego triumfu.

     

    Dublet Ewy Pajor! Kolejna nagroda już niemal pewna

     

    Jeszcze przed przerwą Fatoumata Kanteh przywróciła Sevilli nadzieję, ale po przerwie na boisku rządziły już tylko gospodynie. Vicky Lopez i Alba Cano sprawiły, że na 11 minut po przerwie Barcelona prowadziła już 4:1. Ewa Pajor zakończyła swój występ w 66. minucie, a prowadzenie Blaugrany powiększyła jeszcze potem Aitana Bonmati.

     

    Po dublecie Polki trudno spodziewać się, by jakaś rywalka była jeszcze w stanie odebrać jej nagrodę dla najskuteczniejszej napastniczki w LaLidze. W tym momencie ma już ona na koncie 19 trafień. Barcelonie pozostały jeszcze tylko cztery mecze ligowe, a większość drużyn ma ich do rozegrania o jeden więcej. Musiałby wydarzyć się cud, by Pajor straciła prestiżowe wyróżnienie.

     

    Barca ma siedem punktów przewagi nad Realem Madryt, choć piłkarki ze stolicy Hiszpanii rozegrały o jedno spotkanie mniej. Na finiszu rozgrywek wciąż może być bardzo ciekawe, choć… Blaugrana wygrała w tym sezonie aż 24 z 26 meczów ligowych. Utrata prowadzenia byłaby istną sensacją.

     

    FC Barcelona — Sevilla 5:1

     

  • Tak Anglicy podsumowali to, co zrobił Kiwior w meczu z Realem Madryt

    Tak Anglicy podsumowali to, co zrobił Kiwior w meczu z Realem Madryt

    Tak Anglicy podsumowali to, co zrobił Kiwior w meczu z Realem Madryt

    “Najlepszy mecz w barwach Arsenalu”, “Dominował w powietrzu”, “Wymarzony występ. Był opanowany, inteligentny i silny” – to tylko niektóre z zachwytów angielskich mediów pod adresem Jakuba Kiwiora po rewanżowym meczu ćwierćfinałowym Ligi Mistrzów z Realem Madryt.

     

    Jakub Kiwior znów dostał zaufanie od trenera Mikela Artety i wyszedł w podstawowym składzie Arsenalu w rewanżowym meczu ćwierćfinałowym Ligi Mistrzów. Reprezentant Polski stworzył duet stoperów z Francuzem Williamem Salibą i zagrał 90 minut. Arsenal przypieczętował awans do półfinału, bo po zwycięstwie w Londynie 3:0, teraz zwyciężył w Madrycie 2:1 (0:0). – Arsenal był straszony “remontadą”, magią Santiago Bernabeu, wielkością Realu Madryt. Ale nic z tego się nie sprawdziło – ani Real nie był wielki, ani przez moment nie było blisko odrobienia trzybramkowej straty. Wręcz przeciwnie – to Arsenal wygrał 2:1 i po szesnastu latach awansował do półfinału Ligi Mistrzów. Częścią tej historii już na zawsze będzie Jakub Kiwior, który spisał się doskonale – pisał w spostrzeżeniach z meczu Dawid Szymczak, dziennikarz Sport.pl.

     

    Ależ zachwyty angielskich mediów pod adresem Jakuba Kiwiora

     

    Jakub Kiwior był bardzo chwalony przez angielskie media. Niektóre media wręcz zachwycały się jego występem na stadionie w Madrycie.

     

    “Był to jego prawdopodobnie najlepszy występ w koszulce Arsenalu. Wszedł na boisko pod nieobecność Gabriela i był ostoją z tyłu” – napisał “The Standard” i dał mu wysoką ocenę – “8”. Identyczną otrzymało tylko dwóch piłkarzy: Jurrien Timber, Myles Lewis-Skelly, Mikel Merino, Gabriel Martinelli, Tomas Partey, a wyższą tylko Declan Rice (9.).

     

    “Podobnie jak Timber, sprostał swoim zadaniom i zablokował serię dośrodkowań Realu” – napisał o Polaku “Express”i dał ocenę “8”. Identyczną ocenę Polak dostał od angielskiego portalu “Goal”. – Był tak dobry, jak w pierwszym meczu. Wszedł za Gabriela do podstawowego składu i wyglądał jak w domowym starciu” – napisali dziennikarze.

     

    Kiwiora bardzo pochwalił też “Arsenalinsider”. “Polak dominował w powietrzu i wykazał się niesamowitym opanowaniem w posiadaniu piłki, wyprowadzając kilka kontrataków pod presją” – czytamy. Dostał on notę “9”, wyższą, bo “10” otrzymał tylko Declan Rice.

     

    Kiwior najwyższą ocenę w drużynie, podobnie jak trzech innych piłkarzy, otrzymał od “Football London”.

     

    “Od czasu, gdy Gabriel nabawił się urazu ścięgna udowego, w centrum obrony znalazł się Jakub Kiwior i to, jak poradzi sobie z wejściem na boisko. Raya mówił, że polski obrońca nie jest powodem do obaw i całkowicie w niego wierzył, a przeciwko Realowi Madryt był opanowany, inteligentny i silny. To był wymarzony występ w jego wykonaniu” – piszą dziennikarze.

     

    Najsłabszą ocenę, ale też wysoko, bo “7,5” Kiwior otrzymał od “Daily Mail”. “Wykonał imponujący krok naprzód, zgodny z jego ostatnimi występami. Cały czas był czujny, a przecież jeszcze niedawno tylko siedział na ławce rezerwowych” – napisał “Daily Mail”.

    Arsenal w półfinale Ligi Mistrzów zmierzy się z PSG. W drugiej parze półfinałowej FC Barcelona zagra z Interem Mediolan

  • Kiwior przemówił po fantastycznym meczu z Realem. Bohater

    Kiwior przemówił po fantastycznym meczu z Realem. Bohater

    Kiwior przemówił po fantastycznym meczu z Realem. Bohater

    – Bardzo cieszę się z tego, że daliśmy tutaj radę, bo wiadomo, jaki to był ciężki mecz dla nas. Jestem zaskoczony, że z takim entuzjazmem wyszliśmy na boisko – powiedział Jakub Kiwior po awansie do półfinału Ligi Mistrzów. Polak zdradził również, jak współpracuje mu się z Williamem Salibą.

    Arsenal wyeliminował Real Madryt w ćwierćfinale Ligi Mistrzów. Kanonierzy wygrali drugi mecz 2:1 (5:1 w dwumeczu) i zakwalifikowali się do półfinału Champions League. Ten wynik mógł być jeszcze bardziej okazały, ale w pierwszej połowie rzut karny zmarnował Bukayo Saka, który w 65. minucie zrehabilitował się i zanotował pierwsze trafienie w tym starciu. Co prawda chwilę później wyrównał Vinicius Junior, ale w doliczonym czasie gry awans przypieczętował Gabriel Martinelli.

    Jakub Kiwior o współpracy z Williamem Salibą

    Cały mecz rozegrał Jakub Kiwior, który – zdaniem wielu ekspertów – wyglądał jak profesor. Nie popełnił błędów i “schował do kieszeni” atakujących Realu Madryt. Po spotkaniu dziennikarze Canal+ porozmawiali z reprezentantem Polski nt. tego meczu i awansu.

    – Bardzo cieszę się z tego, że daliśmy tutaj radę, bo wiadomo, jaki to był ciężki mecz dla nas. Jestem zaskoczony, że z takim entuzjazmem wyszliśmy na boisko. Cały czas wiedzieliśmy, jak chcemy grać i była ogromna radość po ostatnim gwizdku – wyznał.

    Dziennikarz zapytał, czy kluczem do zwycięstwa w tym meczu było granie nisko w defensywie i zabranie przestrzeni szybkim zawodnikom Realu Madryt. Jakub Kiwior potwierdził te słowa i dodał: – Na pewno. Wiedzieliśmy o ich silnych stronach. Linia obrony musiała uważać na piłki zagrywane za plecy. Realizowaliśmy to bardzo dobrze, nie zostawialiśmy im zbyt dużo miejsca, więc ta linia na pewno bardzo dobrze pracowała – dodał.

    – Środek pola tak samo. Mieliśmy bardzo dobrą komunikację i na pewno to również był klucz do sukcesu – podkreślił.

    Kiwior wziął w obronę swojego kolegę. “Cieszę się”

    Jedyny gol dla Realu Madryt w tym dwumeczu padł po błędzie Williama Saliby, który niepotrzebnie zwlekał z podaniem. Francuz, który otrzymał piłkę od swojego bramkarza, nie wiedział, że za jego plecami czai się Vinicius Junior. Atakujący Królewskich odebrał futbolówkę partnerowi Kiwiora z obrony i strzelił na 1:1. Na temat tego trafienia również wypowiedział się Polak na łamach Canal+.

    – Saliba popełnił błąd, ale wziął się on z tego, że już wcześniej powinniśmy to rozwiązać inaczej. Mieliśmy mecz pod kontrolą, strzeliliśmy gola, a w taki głupi sposób straciliśmy bramkę na 1:1. Współpracuje mi się z nim bardzo dobrze, co chyba widać na boisku, że żyjemy i staramy się sobie podpowiadać, cały czas przybijamy sobie “piątki”, żeby utrzymywała się więź na boisku – podkreślił.

    – Czuję się z nim bardzo dobrze i cieszę się, że mogę grać z nim w parze – zakończył.