Category: Robert Lewandowski

  • Mama Szczęsnego przemówiła po sukcesie Barcelony. Padły słowa o emeryturze syna

    Mama Szczęsnego przemówiła po sukcesie Barcelony. Padły słowa o emeryturze syna

    Mama Szczęsnego przemówiła po sukcesie Barcelony. Padły słowa o emeryturze syna

    Cóż to było za El Clasico! Kibice Realu Madryt i FC Barcelona na zwycięzcę tegorocznej edycji Pucharu Króla czekali ponad dwie godziny. Ostatecznie jednak zwycięsko z tego pojedynku wyszli podopieczni Hansiego Flicka, wygrywając z “Królewskimi” 3:2. Po triumfie “Blaugrany” głos zabrała mama Wojciecha Szczęsnego, Alicja. Kobieta nie kryła dumy. Nagle wspomniała o emeryturze syna.

    Wojciech Szczęsny po wielu latach obfitej w sukcesy piłkarskiej kariery latem ubiegłego roku ogłosił przejście na sportowej emeryturze. Z dala od futbolu polski golkiper nie był jednak w stanie wytrzymać zbyt długo. Po tym, jak Marc-Andre ter Stegen doznał poważnej kontuzji, FC Barcelona zaczęła kusić 35-latka ofertami. Ostatecznie były reprezentant Polski zdecydował się na współpracę.

    “Szczena” w sobotni wieczór zaliczył kolejny udany występ w barwach FC Barcelona. Polskiemu golkiperowi co prawda nie udało się zachować czystego konta z starciu z Realem Madryt w finale Pucharu Króla, jednak gdyby nie jego skuteczne interwencje, “Blaugrana” nie zdobyłaby końcowego trofeum.

    Zwycięzcy rozgrywek nie udało się wyłonić w podstawowym czasie gry. Po bramkach Pedriego i Ferrana Torresa oraz Kyliana Mbappe i Aurieliena Tchouameniego był bowiem remis 2:2. Dopiero dogrywka zadecydowała o tym, która drużyna zdobyła puchar. Po raz kolejny w ostatnim czasie w El Clasico lepsza okazała się FC Barcelona, która wygrała 3:2. O sukcesie katalońskiej ekipy przesądził gol Julesa Kounde w 116. minucie.

    Alicja Szczęsna skomentowała sukces Barcelony. “Co za emocje”

    Po triumfie “Dumy Katalonii” w finale Pucharu Króla głos zabrała mama Wojciecha Szczęsnego, Alicja Szczęsna. Kobieta nie mogła pojawić się na stadionie w Sewilli, aby wspierać syna, jednak po ostatnim gwizdku zamieściła w mediach społecznościowych nagranie, na którym skomentowała krótko sukces 35-latka. Przy okazji wspomniała o jego sportowej emeryturze, która trwała… zaledwie kilka tygodni.

    “Co za emocje. Dla takich chwil warto wrócić z piłkarskiej emerytury” – napisała na Insta Stories.

    Tymczasem wciąż niewiadomą zostaje, czy FC Barcelona zdecyduje się na przedłużenie kontraktu z Wojciechem Szczęsnym. A jeśli takowe przedłużenie nastąpi, fanów z pewnością zastanawiać będzie, czy Polak wciąż będzie odgrywał pierwsze skrzypce w katalońskim klubie, czy jednak będzie musiał zadowolić się rolą drugiego bramkarza i ewentualnego zastępcy Marca-Andre ter Stegena.

  • Szczęsny w dogrywce naprawdę to powiedział. Przyznał się. “Na szczęście mnie nie słyszał”

    Szczęsny w dogrywce naprawdę to powiedział. Przyznał się. “Na szczęście mnie nie słyszał”

    Szczęsny w dogrywce naprawdę to powiedział. Przyznał się. “Na szczęście mnie nie słyszał”

    FC Barcelona wygrała pierwszy finał Pucharu Króla z Realem Madryt od 1990 roku, a Wojciech Szczęsny był jednym z bohaterów tego spotkania. Na oczach polskiego bramkarza napisała się historia klubu ze stolicy Katalonii. Po ostatnim gwizdku i odebraniu medalu polski bramkarz udzielił krótkiego wywiadu Mai Strzelczyk z redakcji TVP Sport. Przyznał, że nawet w bardzo trudnym momencie nie stracił wiarę w swoją drużynę.

     

    FC Barcelona w tym wieku zdobyła już siedem Pucharów Króla, ale na zwycięstwo z Realem Madryt w wielkim finale czekała aż 35 lat – od sezonu 1989/90. To niesamowite, że “Dumie Katalonii” udało się to wtedy, gdy w kadrze znajduje się dwóch Polaków.

     

    Jeden z nich z powodu kontuzji ominął wielki finał, ale drugi stał w bramce przez całe 120 minut czasu podstawowego i dogrywki. Wystąpił również we wszystkich poprzednich meczach Copa del Rey. Wojciech Szczęsny, bo o nim mowa, w wielkim stopniu przyczynił się do tego sukcesu.

     

    To był bardzo dobry mecz. Zwroty akcji i happy end dla Barcelony

     

    Pomijając rezultat i pomeczową awanturę, to był naprawdę dobry mecz. W pierwszej połowie FC Barcelona kompletnie zdominowała Real Madryt, ale zdołała zdobyć tylko jedną bramkę. “Los Blancos” po przerwie podnieśli się z kolan i rozegrał znakomite pół godziny okraszone aż dwoma golami.

     

    Kiedy podopieczni Carlo Ancelottiego wyszli na prowadzenie, wydawało się, że FC Barcelona nie ma już sił, aby odwrócić losy tego finału. W końcówce meczu Lamine Yamal posłał znakomite podanie do Ferrana Torresa, a Antonio Rudiger i Thibaut Courtois kompletnie się pogubili. Hiszpan wyprzedził Niemca, a Belga minął. Następnie skierował piłkę do pustej bramki.

     

    W dogrywce padł tylko jeden gol. Na kilka minut przed końcem Jules Kounde wykorzystał koszmarny błąd w rozegraniu rywali, przejął piłkę i uderzył idealnie przy słupku bramki Courtois. W końcówce Real Madryt nie zdołał już odrobić strat.

     

    Szczęsny szczery do bólu po zdobyciu Pucharu Króla

     

    Wojciech Szczęsny puścił w tym meczu dwa gole, ale i tak mógł być bardzo zadowolony ze zwycięstwa, a przede wszystkim ze zdobytego trofeum. Piłkarze FC Barcelona próbują hamować nastroje dotyczące wygrania trypletu, ale tym razem Polski bramkarz postanowił zdobyć się na odważne słowa.

     

    – Mamy fajny nawyk wygrywania finałów – jeden finał Superpucharu, drugi teraz. Mam nadzieję, że jeszcze jeden finał przed nami i ten też chciałbym wygrać – mówił o finale Ligi Mistrzów Wojciech Szczęsny. Najpierw jednak FC Barcelona będzie musiała pokonać Inter Mediolan.

     

    Był taki moment, w którym straciliśmy kontrolę nad meczem. Wiedzieliśmy, że w drugiej połowie Real będzie musiał wyjść i zaatakować nas agresywniej. Po pierwszej byli pasywni, a musieli odrabiać straty. Wiedzieliśmy, czego się spodziewać, ale nie najlepiej sobie z tym poradziliśmy przez 15-20 minut. A takie przestoje z tak dobrym zespołem kończą się utrata bramek. Ale ani przez chwilę nie miałem wątpliwości, że uda się tę stratę odrobić.

     

    ~ Wojciech Szczęsny

     

    W rozmowie z Mają Strzelczyk z TVP Sport Wojciech Szczęsny przyznał, że w kluczowym momencie krzyczał do Julesa Kounde, aby ten nie oddawał strzału. – Na szczęście mnie nie słyszał – zaśmiał się Polak. To właśnie wtedy padła decydująca bramka dla FC Barcelona.

     

    Wojciech Szczęsny jest znany ze swojego olimpijskiego spokoju. Tym razem również starał się trzymać emocje na wodzy, ale podczas wywiadu widać było, że skrywa on olbrzymią radość i dumę z wielkiego sukcesu.

     

    FC Barcelona w lidze hiszpańskiej ma 4 punkty przewagi nad Realem Madryt. Do rozegrania w tym sezonie pozostało jeszcze jedno El Clasico – tym razem w stolicy Katalonii. Pierwszy półfinałowy mecz z Interem w Lidze Mistrzów natomiast zostanie rozegrany w najbliższą środę. 

     

  • Oto co Barcelona napisała o Szczęsnym. Coś pięknego

    Oto co Barcelona napisała o Szczęsnym. Coś pięknego

    Oto co Barcelona napisała o Szczęsnym. Coś pięknego

    FC Barcelona pokonała Real Madryt i sięgnęła po Puchar Króla. Przed startem tego sezonu nikt by nie wymyślił, że Wojciech Szczęsny, który zadeklarował koniec kariery, chwilę później będzie się cieszył z dwóch trofeów i będzie walczył o dwa kolejne. Tak się jednak stało, co Blaugrana podsumowała w krótkim wpisie w serwisie X.

     

    FC Barcelona pokonała Real Madryt 3:2 i sięgnęła po drugi tytuł w tym sezonie. Mecz był bardzo emocjonujący i wyrównany a decydujące trafienie padło w 116. minucie dogrywki, a zdobywcą bramki był Jules Kounde.

     

    Barcelona krótko o Szczęsnym: Plan emerytalny

     

    Wojciech Szczęsny puścił dwa gole w tym meczu, ale popisał się także kapitalnymi interwencjami, które uratowały jego drużynę od straty gola. W 48. minucie Polak pokazał klasę przy podwójnej próbie Viniciusa Juniora, który najpierw spróbował swoich sił z ok. 11 metrów, a następnie miał okazję na dobitkę z bliższej odległości. 35-latek popisał się czujnością i skutecznie interweniował w obu sytuacjach.

     

    Po spotkaniu, o godz. 1:03 w social mediach FC Barcelony pojawił się dedykowany Wojciechowi Szczęsnemu wpis, w którym zaznaczono jego wkład w zespół, po powrocie z piłkarskiej emerytury.

     

    Szczęsny wrócił do futbolu po kontuzji Ter Stegena

     

    Przypomnijmy, że na początku sezonu Wojciech Szczęsny grał w golfa w Marbelli, po rozwiązaniu kontraktu z Juventusem. Wszystko się zmieniło, kiedy Marc-Andre Ter Stegen doznał kontuzji kolana, która wyłączyła go na większość sezonu. Barca postanowiła ściągnąć wsparcie, a Polak był jedną z opcji.

     

    Ostatecznie strony się porozumiały i Szczęsny mógł zacząć treningi w klubie. Na początku tego roku 35-latek wskoczył do pierwszego składu i już nie oddał miejsca. Od tamtej pory rozegrał w sumie 26 meczów w których zachował 13 czystych kont. Z Polakiem w bramce Duma Katalonii przegrała tylko jedno spotkanie – rewanżowe starcie Ligi Mistrzów z Borussią Dortmund. Mimo tej wpadki zespół awansował do półfinału Champions League.

     

    Po meczu Wojciech Szczęsny udzielił wywiadu, w którym zdradził, że cieszy się z drugiego trofeum w tym sezonie, ale już myśli o czymś innym. “To wspaniały moment. Będziemy się nią cieszyć dziś wieczorem, ale w głębi duszy myślę o meczu w przyszłą środę i o tym właśnie myślę” – wyznał, cytowany przez profil BarcaTimes w serwisie X.

    https://x.com/BarcaTimes/status/1916291112144187671

  • 121. minuta El Clasico i Szczęsny robi coś takiego. “35 lat”

    121. minuta El Clasico i Szczęsny robi coś takiego. “35 lat”

    121. minuta El Clasico i Szczęsny robi coś takiego. “35 lat”

    Łatwo nie było, ale Wojciech Szczęsny i FC Barcelona zdobyli drugie w tym sezonie trofeum. Dla takich meczów, jak ten z Realem Madryt, zawraca się z emerytury i odstawia leżak. To sedno bycia piłkarzem: Klasyk, wielka rywalizacja, jupitery, zwroty akcji, kontrowersje, dogrywka, zmęczenie, piękne gole, wspaniałe interwencje, wielka radość. I jeszcze ten sprawdzian w ostatniej minucie.

     

    121. minuta, ostatni zryw Realu Madryt, akcja lewą stroną, zagranie z głębi pola za plecy obrońców Barcelony, prosto do rozpędzonego Kyliana Mbappe. Wojciech Szczęsny wybiega przed pole karne, pierwszy dopada do piłki i wybija ją w trybuny. Uff, można odetchnąć – jego zespołowi nic już się nie stanie, utrzyma wyszarpane w ostatniej chwili prowadzenie 3:2. W kluczowym momencie zadziałało więc to, co polski bramkarz w bólach wypracowywał, gdy na początku roku wskakiwał do bramki Barcelony. Gra z tak wysoko ustawionymi obrońcami i konieczność wychodzenia daleko przed bramkę w pierwszych meczach sprawiały mu problemy, a Barcelona płaciła za to czerwonymi kartkami, kraksami, rzutami karnymi i traconymi golami. Dość powiedzieć, że ostatnie takie spotkanie Szczęsnego z Mbappe w finale Superpucharu skończyło się faulem Polaka i osłabieniem Barcelony. Ale Hansi Flick nawet wtedy nie marudził. Od początku wliczał te błędy w koszty i przygotowywał Szczęsnego na najważniejsze mecze. W sobotę kilkukrotnie mógł pomyśleć: było warto.

     

    Od emeryta do zwycięzcy. Hiszpanie zachwyceni historią Szczęsnego

     

    “El Pais” jeszcze przed spotkaniem z Realem wypchnęło Szczęsnego na pierwszy plan i zachwycało się jego historią – uniwersalną opowieścią o tym, jak nieprzewidywalne jest życie, jak szczodrze rozdaje drugie szanse i jak ważne bywa znalezienie się we właściwym miejscu we właściwym czasie. Szczęsny był już przecież na emeryturze – zmęczony i nasycony futbolem, może i nie do końca zadowolony ze sposobu, w jaki zakończył karierę w Juventusie, ale jednocześnie tak spragniony odpoczynku i chwil z rodziną, że nie rozpamiętywał tego przy każdej okazji. Smakował życie. Gdy zadzwonił telefon z Barcelony, był z synem na polu golfowym w Marbelli. I umówmy się: nie mógł przypuszczać, że to, co wieczorem żyło jako internetowy żart, bawiący głównie polskich kibiców i dziennikarzy, którzy widząc kontuzję Marca-Andre ter Stegena, od razu napisali, że zaraz Lewandowski zadzwoni do Szczęsnego i wezwie go na pomoc, już kilka dni później stanie się rzeczywistością. Dalej hiszpański dziennik ekscytuje się drogą polskiego bramkarza – “od emeryta do półfinalisty Ligi Mistrzów (a może nawet zwycięzcy), od emeryta do lidera LaLiga (a może nawet zwycięzcy), od emeryta do finalisty Pucharu Króla (a może nawet zwycięzcy)”. W tym przypadku wiemy już na pewno – od emeryta do zwycięzcy.

     

    Hiszpanie widzą w nim zupełnie nieoczekiwanego bohatera tego sezonu, który nagle zastąpił w bramce kontuzjowanego kapitana zespołu i przez ponad dwadzieścia meczów nie zszedł z boiska pokonany. Doceniają jego spokój, normalność na co dzień i szczerość w wywiadach. Nie przeoczyli, że najpierw cierpliwie czekał na szansę, później potrafił zażartować z własnych błędów, aż w końcu popełniał ich coraz mniej i w najważniejszych meczach – jak z Benfiką w Lidze Mistrzów – ratował swój zespół. Kibice i dziennikarze szybko dostrzegli też jego charyzmę, która nawet niechlubne palenie papierosów wydaje się zamieniać w atut: ot, normalny gość, żaden heros, jeden z nas, wreszcie ktoś bez wypolerowanego wizerunku. Ale dla nas, Polaków, ta historia ma jeszcze jeden wymiar: po “polskiej Borussii” sprzed przeszło dekady, doczekaliśmy Barcelony z dwoma rodakami w składzie, którzy na koniec wielkich karier spotkali się w najmniej spodziewanych okolicznościach i podbijają wszystkie rozgrywki.

     

    Zdjęcie, które zrobili sobie Lewandowski ze Szczęsnym zaraz po finale, już z medalami na szyjach i z miniaturowymi pucharami w rękach, puentuje te kilkanaście ostatnich lat, podczas których przebijali sufity i udowadniali, że polski piłkarz może być wzorem prowadzenia się, że może zarażać innych pewnością siebie i spokojem, że może wygrywać najważniejsze trofea i nawet gwiazdy Realu spychać na dalszy plan. Że może osiągnąć w klubowej piłce niemal wszystko.

     

    Arcyciekawy mecz. Akcja Szczęsnego robi furorę

     

    To zdjęcie powstało późno, grubo po północy, bo do wyłonienia zwycięzcy w finale Pucharu Króla potrzebna była dogrywka. Ba, od serii rzutów karnych dzieliły nas raptem cztery minuty. A ile po drodze było zwrotów akcji! Był to zdecydowanie najbardziej wyrównany i emocjonujący Klasyk w tym sezonie. Widowisko, spektakl, dreszczowiec. Mecz pełen zwrotów akcji i zaskakujących momentów. Z pięknymi golami z dystansu – Pedriego na 1:0, wyrównującego Kyliana Mbappe z rzutu wolnego i rozstrzygającego Julesa Kounde.

    Barcelona była znakomita przed przerwą i tłamsiła Real, ale wejście Mbappe z ławki rezerwowych pomogło jego zespołowi wyrwać się spod kontroli. I doprawdy trudno było wtedy przewidzieć, co wydarzy się za chwilę. Real świetnie atakował, ale nagle to Barcelona miała dwie okazje, by podwyższyć prowadzenie. Niespodziewanie zawodził jednak Raphinha, któremu w tym sezonie udaje się prawie wszystko. Ale minęła chwila, a na prowadzeniu już był Real, dopisując kolejny rozdział do obszernej opowieści o “remontadach”, czyli zamienianiu przegranych meczów w zwycięskie, co w ostatnich latach weszło mu w krew. W samej końcówce to Barcelona strzeliła jednak gola. I to takiego, który pasowałby do Realu – po długim zagraniu za linię obrony, z minięciem bramkarza tuż przed oddaniem strzału do pustej bramki. Później nawet sędzia wpisał się w ten chaos, gdy tuż przed dogrywką sprawdzał na VAR błędnie odgwizdany faul na Raphinhi w polu karnym, ale chwilę wcześniej nawet nie został wezwany do monitora, gdy faktycznie faulowany był Ferran Torres. Temu meczowi nie pasowałby oczywisty bohater. Może dlatego został nim Jules Kounde, który w 116. minucie wykorzystał fatalne podanie Luki Modricia i płaskim strzałem sprzed pola karnego dał Barcelonie zwycięstwo.

     

    Występ Szczęsnego dobrze podsumowuje grę całej Barcelony. Przed przerwą był bowiem bezrobotny, bo jego koledzy kontrolowali wszystko, co robi Real i nie dopuszczali rywali do swojej bramki. Ale już w drugiej połowie, gdy Barcelona straciła tę kontrolę, Szczęsny co chwilę musiał interweniować po strzałach Viniciusa Jr i Mbappe. W 49. minucie dwa razy w jednej akcji zatrzymywał Brazylijczyka – obronił pierwszy mocny strzał i już sekundę później dobitkę. Kibice Barcelony momentalnie wycięli tę akcję i rozpuścili w internecie, zachwycając się jego sprawnością. “35 lat” – komentowali z uznaniem.

     

    Kilka minut później Szczęsny doskonale wybronił strzał Mbappe, który próbował trafić piłką między jego nogami. Po tej interwencji Marcin Żewłakow, komentujący mecz w TVP, stwierdził, że Szczęsny jest jak ośmiornica, która swoimi mackami zatrzymuje wszystkie uderzenia. Dzięki polskiemu bramkarzowi Barcelona przetrwała bardzo trudny fragment meczu.

     

    Wydaje się jednak, że Szczęsny mógł nieco lepiej zachować się przy akcjach bramkowych Realu. Owszem, strzał Mbappe z rzutu wolnego był i silny, i bardzo precyzyjny, ale przy lepszym ustawieniu Szczęsny miałby szansę odbić piłkę. Prawdopodobnie spodziewał się jednak uderzenia nad murem, a nie w swój narożnik. Podobnie było przy rzucie rożnym, po którym gola na 2:1 strzelił Aurelien Tchouameni. Nie upilnowali go obrońcy, uderzał z bliska, ale – znów – Szczęsny przy lepszym ustawieniu dałby sobie szansę na skuteczną interwencję. Wówczas mówilibyśmy o jego absolutnym bohaterstwie. A tak mówimy o udanym finale, z kilkoma świetnymi interwencjami.

     

    Barcelona zawsze znajduje sposób. Wojciech Szczęsny to potwierdza

     

    – Jestem dumny z moich piłkarzy. Zawsze znajdują odpowiedź na to, co dzieje się na boisku – stwierdził po finale Hansi Flick. I jakże spójnie opowiadali o tej wygranej jego zawodnicy. Lamine Yamal stwierdził, że nieważne, ile goli strzelają rywale, bo ostatecznie Barcelona i tak strzeli ich tyle, ile potrzebuje do odniesienia zwycięstwa. Szczęsny dodał, że ani przez chwilę nie miał wątpliwości, że jego drużynie uda się odrobić straty. Ale słowa to jedno. Tę wiarę w zwycięstwo było wśród piłkarzy Barcelony widać. Tydzień temu podnieśli się z Celtą Vigo – mimo że przegrywali 1:3, zwyciężyli 4:3. Jeszcze wcześniej w dwumeczu pokonali Borussię Dortmund – przetrwali trudne chwile, chociaż w rewanżu mieli olbrzymie problemy. Udowadniają, że nie muszą grać doskonale, by zwyciężać. Mogą być zmęczeni, może im brakować Roberta Lewandowskiego – jak choćby w meczu z Mallorką, może naprzeciwko stać Real Madryt, mecz może się nie układać, ale ostatecznie znajdują sposób, by wygrać. Dwa trofea już mają, o dwa kolejne powalczą w następnych tygodniach.

     

  • Lewandowski nie zagrał, ale co zrobił dzień po meczu? Wszyscy patrzyli tylko na niego

    Lewandowski nie zagrał, ale co zrobił dzień po meczu? Wszyscy patrzyli tylko na niego

    Lewandowski nie zagrał, ale co zrobił dzień po meczu? Wszyscy patrzyli tylko na niego

    Zdobywając Puchar Króla, Robert Lewandowski uzupełnił swoją kolekcję trofeów, jakie mógł zdobyć z FC Barcelona na hiszpańskim podwórku. Choć polski napastnik w finale z Realem Madryt był wielkim nieobecnym, to dzień po meczu to właśnie on przeniósł najnowsze klubowe trofeum z hotelu w Sewilli do autobusu, którym cała drużyna wróciła z Andaluzji do stolicy Katalonii. Wideo z tej sytuacji już krąży po sieci.

     

    Mistrzostwo i Superpuchar Hiszpanii Robert Lewandowski w FC Barcelona zdobył już wcześniej. Do kolekcji brakowało mu już tylko Pucharu Króla, który udało się zdobyć w sobotę 26 kwietnia. Choć polski napastnik w finale z Realem Madryt nie zagrał, to również odegrał swoją rolę w tych rozgrywkach.

     

    Lewandowski rozegrał w Copa del Rey trzy niepełne mecze – z UD Barbastro i dwukrotnie z Atletico Madryt. Polski napastnik zdobył w nich trzy gole, a dzięki temu ostatniemu udało się awansować do wielkiego finału.

    Wszyscy patrzyli na Lewandowskiego. Powód był oczywisty

    Polski napastnik ma więc pełne prawo, aby świętować zdobycie Pucharu Króla wraz ze swoją drużyną. Co ciekawe, dzień po zwycięskim finale to właśnie on wyniósł nowe trofeum z hotelu i przeniósł je do klubowego autobusu.

    Kiedy Lewandowski w towarzystwie swoich kolegów opuszczał fotel, cała uwaga kibiców zgromadzonych pod budynkiem była skupiona na nim. Wszyscy chcieli nacieszyć bowiem oczy oryginalnym Pucharem Króla Hiszpanii.

    https://x.com/sport/status/1916438929936416937

    W tym momencie Robert Lewandowski jest kontuzjowany i nie wiadomo, kiedy wróci do gry. Wojciech Szczęsny po finale w rozmowie z Mają Strzelczyk z TVP Sport zdradził jednak, że jego rekonwalescencja przebiega bardzo dobrze. Kibice “Dumy Katalonii” mogą mieć nadzieję, że Polak zagra z Interem Mediolan w Lidze Mistrzów w drugim spotkaniu. Wciąż jednak nie znamy daty jego powrotu na boisko.

     

    Poza zdobyciem mistrzostwa Hiszpanii i wygraniem Ligi Mistrzów Robert Lewandowski ma w tym sezonie jeszcze jeden, bardziej osobisty cel. Chce strzelić swoją 100. bramkę dla FC Barcelona. Z powodu kontuzji jego licznik zatrzymał się na 99 trafianiach, więc Polak ma dodatkową motywację, aby jak najszybciejwrócić na boisko.

     

  • Wszyscy czekali na rzuty karne w El Clasico. Aż nadeszła 115. minuta

    Wszyscy czekali na rzuty karne w El Clasico. Aż nadeszła 115. minuta

    Wszyscy czekali na rzuty karne w El Clasico. Aż nadeszła 115. minuta

    To było niesamowite widowisko, które kibice FC Barcelony i Realu Madryt będą pamiętać latami. O wszystkim w finale Pucharu Hiszpanii zadecydowała dogrywka. W niej Jules Kounde zdobył pięknego gola i FC Barcelona wygrała 3:2!

     

    Finał Pucharu Hiszpanii zakończył się w wielkim stylu. Oba zespoły zdobyły po dwa gole i doszło do dogrywki. W 104. minucie Ferran Torres dostał podanie od Raphinhy, strzelał z ośmiu metrów, ale tuż obok słupka. W 116. minucie, kiedy już wszyscy szykowali się do rzutów karnych, doszło do szokującej sceny Doświadczony Luka Modrić fatalnie podał do swojego kolegi na 25 metr, piłkę przechwycił Kounde i zdecydował się od razu na strzał po ziemi z 20 metrów i piłka wpadła do siatki!

     

    Aż pięć goli w finale Pucharu Hiszpanii!

     

    Była 28. minuta tego meczu. Do tej pory niewiele się działo ciekawego na boisku. Wtedy Pau Cubarsi kapitalnie przechwycił podanie do Viniciusa i uruchomił kontrę. Lamine Yamal z prawej strony wbiegł w pole karne i podał na 18 metr do Pedriego. Jeden z najlepszych piłkarzy świata uderzył pięknie z pierwszej piłki, technicznie pod poprzeczkę. Courtois próbował sięgnąć piłki, ale to mu się nie udało. FC Barcelona prowadziła 1:0. Zasłużenie, bo do przerwy była drużyną lepszą.

     

    Bliski gola był też Yamal, ale jego strzał z 16 metrów w 19. minucie poleciał tuż obok słupka. 120 sekund później bramkarz Realu świetnie obronił strzał głową z ośmiu metrów Kounde.

     

    Real Madryt w tej części w ofensywie nie istniał. Nie stworzył dogodnej sytuacji, oddał jeden strzał i żadnego celnego. Wyraźnie przegrał też walkę o posiadanie piłki (37-63 proc.). W efekcie już w przerwie trener Carlo Ancelotti zdecydował się wprowadzić wracającego po kontuzji Kyliana Mbappe, który zastąpił Rodrygo.

     

    Już po pięciu minutach drugiej połowy Wojciech Szczęsny kapitalnie obronił strzał Viniciusa Juniora z 11 metrów i dobitkę Brazylijczyka z ostrego kąta. W 54. minucie były reprezentant Polski zatrzymał strzał Mbappe z kąta z czterech metrów. Real Madryt grający zdecydowanie lepiej w tej części zwietrzył swoją szansę i dążył do wyrównania. W 56. minucie Vinicius miał bardzo dobrą okazję, ale jego strzał zablokował na szóstym metrze Kounde.

     

    W 70. minucie Real Madryt dopiął swego. Mbappe uderzył z rzutu wolnego z 20 metrów, piłka odbiła się od słupka i wpadła do siatki.

     

    Siedem minut później drużyna Ancelottiego prowadziła już 2:1. Z rzutu rożnego z prawej strony dośrodkował Arda Guler, a Tchouameni wyskoczył najwyżej na szóstym metrze i strzałem głową trafił do siatki!

     

    FC Barcelona pokazała jednak charakter i potrafiła doprowadzić do dogrywki. W 84. minucie ze środka boiska Yamal kapitalnie dośrodkował do Torresa ten uprzedził wybiegającego Courtoisa i z 10 metrów trafił do pustej bramki. W szóstej minucie doliczonego czasu gry Raphinha upadł na boisko i sędzia Ricardo de Burgos Bengoetxea podyktował rzut karny. Po analizie VAR uznał, że Raul Asencio nie faulował Brazylijczyka i zmienił swoją decyzję. A potem doszło do niesamowitej akcji w dogrywce, którą opisaliśmy wyżej.

     

    Drużyna Flicka zdobyła już 32. puchar. Real Madryt wciąż ma 21.

     

    Teraz FC Barcelona i Real Madryt walczyć będą o mistrzostwo Hiszpanii. W bezpośrednim meczu zagrają 11 maja (godz. 16.15) w Barcelonie. Drużyna Flicka ma też szansę na wygranie Ligi Mistrzów, gdzie w półfinale zmierzy się z Interem Mediolan.

     

    FC Barcelona – Real Madryt 3:2 po dogrywce 3:2 (1:0)

    Bramki: Pedri (28.), Torres (84.), Kounde (116.) – Mbappe (70.), Tchouameni (77.).

    FC Barcelona: Szczęsny – Kounde, Cubarsi, Martinez, Martin Ż (85. Araujo) – Pedri (98. Garcia), de Jong Ż (86. Gavi), Olmo (65. Fermin Lopez Ż) – Yamal, Ferran Torres (115. Pau Victor), Raphinha Ż.

    Real Madryt: – Lucas (55. Modrić Ż), Asencio, Rudiger (110. Endrick), Mendy (11. Garcia) – Valverde, Ceballos (55. Guler), Tchouameni Ż, Bellingham Ż – Vinicius (89. Diaz), Rodrygo (46. Mbappe).

     

  • Wielkie emocje w El Clasico. Puchar Króla wyrwany w dogrywce

    Wielkie emocje w El Clasico. Puchar Króla wyrwany w dogrywce

    Wielkie emocje w El Clasico. Puchar Króla wyrwany w dogrywce

    To były dwie różne połowy finału Pucharu Króla. W pierwszej dominowała Barcelona, ale zdobyła tylko jedną bramkę po pięknym strzale Pedriego. W drugiej części do gry wrócił Real Madryt, cuda w bramce wyczyniał Wojciech Szczęsny, ale w końcu pokonał go rezerwowy Kylian Mbappe, a poprawił Aurelien Tchouameni. Katalończycy zdołali jednak wyrównać i potrzebna była dogrywka. W dodatkowym czasie decydującą bramkę zdobył Jules Kounde i to Barcelona sięgnęła po drugie trofeum w sezonie.

     

    Jak do tej pory Barcelona rozgrywa najlepszy sezon od co najmniej sześciu lat. To właśnie w 2019 roku ostatnio była w półfinale Ligi Mistrzów i zdobyła też mistrzostwo Hiszpanii. W bieżących rozgrywkach jest wciąż w grze, by zdobyć wszystkie możliwe trofea. Ma już Superpuchar Hiszpanii, jest w półfinale Ligi Mistrzów, w La Liga ma cztery punkty przewagi nad Realem Madryt. A w sobotę mogła sięgnąć po drugie trofeum – Puchar Króla.

     

    Miała też przewagę psychiczną nad Realem, który stoi na krawędzi najgorszego sezonu od lat. Już odpadł z Ligi Mistrzów, ucieka mu mistrzostwo kraju, a Superpuchar przegrał z Barceloną aż 2:5. “Duma Katalonii” także w La Liga i to na boisku rywala wygrała aż 4:0. Wiele więc wskazywało na ekipę trenera Hansiego Flicka, choć brakowało w niej najlepszego strzelca. Lewandowski, który pauzuje z powodu kontuzji, jest w klubie w wybornej formie – 40 goli w 48 meczach.

     

    Miała jednak w składzie drugi polski talizman. Z Wojciechem Szczęsnym w składzie Barcelona wygrała 24 z 25 spotkań. Jedyną porażkę zanotowała w rewanżowym meczu ćwierćfinału Ligi Mistrzów z Borussią Dortmund (1:3). Tyle że sprawa awansu była właściwie rozstrzygnięta po pierwszym spotkaniu (4:0). Katalończycy musieli jednak pamiętać, że zranione zwierzę (Real) potrafi być groźniejsze. Na dodatek zespół z Madrytu wciąż ma w kadrze wielu świetnych zawodników, choć akurat jeden z najlepszych – Kylian Mbappe – nie był na sto procent gotowy na całe spotkanie i zaczął je na ławce rezerwowych.

     

    Finał Pucharu Króla. FC Barcelona – Real Madryt, starcie tytanów. Kapitalna połowa “Dumy Katalonii”

     

    Pierwsze minuty należały do Barcelony. Swobodnie, szybko, dokładnie rozgrywała piłkę i łatwo zdobywała przestrzeń. Kilka razy zawrzało w polu karnym, ale obrońcy Realu wyszli obronną ręką. Już w dziesiątej minucie “Królewscy” dostali pierwszy cios. Stracili obrońcę – kontuzja uniemożliwiła grę Ferlandowi Mendy’emu i zastąpił go Fran Garcia.

     

    W 16. minucie błyskawiczna kontra Barcelony. Wystarczyły dwa podania, Raphinha zagrał przed bramkę, ale Ferran Torres nie zdołał oddać strzału. Za chwilę uderzył Lamine Yamal i piłka o centymetry minęła słupek. Katalończycy się rozpędzali – z rzutu wolnego dośrodkował Pedri, a uderzenie głową Julesa Kounde świetnie odbił Courtois.

     

    Kiedy wydawało się, że gra może się trochę wyrównać, Barcelona zadała cios. Zaczęło się od przerwania kontr Realu przez Pau Cubarsiego. Pedri od razu zagrał na skrzydło do Yamala, ten wbiegł w pole karne i dostrzegł niepilnowanego Pedriego, a Hiszpan popisał się przepięknym strzałem i było 1:0.

     

    Wtedy przebudził się Real. Jude Bellingham zdobył nawet gola, ale ze spalonego. W końcu na dłużej “Królewscy” zagościli pod polem karnym rywali. Szczęsny nie musiał jednak interweniować. W końcówce pierwszej połowy ponownie Barcelona była blisko drugiego gola. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego Daniego Olmo nikt nie sięgnął piłki, a ta odbiła się od słupka i wyszła w pole.

     

    Real Madryt w natarciu, Wojciech Szczęsny w formie. Aż w końcu Mbappe trafił. I to nie był koniec

     

    Trener Realu nie czekał i na drugą połowę wpuścił Mbappe. To jednak Barcelona pierwsza zaatakowała. Znów dał o sobie znać Yamal, ale strzał był za słaby. Za chwilę uderzył Raphinha i też Courtois pewnie obronił.

     

    W końcu odpowiedział Real. Po podaniu Bellinghama dogodną okazję miał Vinicius Junior. Świetnie jego pierwszy strzał, a także dobitkę odbił Szczęsny. Za chwilę Mbappe zatańczył w polu karnym, ale znów polski bramkarz popisał się świetną reakcją. Real był coraz groźniejszy. Dwóch okazji nie wykorzystał Vinicius. A trener Ancelotti jeszcze próbował pomóc wprowadzając kolejnych dwóch nowych zawodników.

     

    Barcelona przeżywała trudne chwile. Teraz to Real niemal nie schodził z jej połowy. W 70. minucie miał świetną okazję – rzut wolny z około 20 metrów. Mbappe popisał się mocnym strzałem, piłka odbiła się od słupka i było 1:1. Piłkarze trenera Flicka nie potrafili zareagować. Mało tego, to Real nadal atakował i poszedł za ciosem. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego niepilnowany Aurelien Tchouameni dał“Królewskim” prowadzenie.

    Barcelona rzuciła się do odrabiania strat. Najpierw okazję miał Yamal, ale Courtois obronił. Za chwilę Hiszpan popisał się świetnym podaniem, Torres uciekł Ruedigerowi, minął bramkarza Realu i doprowadził do remisu. W ostatniej minucie doliczonego czasu w polu karnym padł Raphinha po starciu z Raulem Asencio. Sędzia wskazał na jedenasty metr, ale obejrzał sytuację na monitorze i zmienił decyzję. A za chwilę zarządził dogrywkę.

     

    W dodatkowym czasie obie drużyny grały ostrożniej. Zdawały sobie sprawę, że jeden błąd może mieć bolesne konsekwencje. Niewielką przewagę miała Barcelona, ale nie było groźnych sytuacji. W końcu w 104. minucie niewiele pomylił się Ferran Torres. Wciąż było 2:2.

     

    W drugiej części dogrywki długo niewiele się działo aż do 116. minuty. Wtedy piłkę przed polem karnym przejął Kounde i popisał się precyzyjnym strzałem. Courtois nie zdołał obronić i w ten sposób Barcelona zdobyła drugie trofeum w tym sezonie

     

  • Oficjalnie: Robert Lewandowski nie zagra w finale z Realem Madryt! A Barcelona i tak świętuje

    Oficjalnie: Robert Lewandowski nie zagra w finale z Realem Madryt! A Barcelona i tak świętuje

    Oficjalnie: Robert Lewandowski nie zagra w finale z Realem Madryt! A Barcelona i tak świętuje

    Hansi Flick ogłosił kadrę FC Barcelona na finał Pucharu Króla przeciwko Realowi Madryt, a wśród nazwisk brakuje Roberta Lewandowskiego. Polski napastnik nie znalazł się w składzie z powodu kontuzji, co potwierdził oficjalny komunikat klubu. Na liście szczególnie jedno nazwisko przyciąga uwagę i jest ono powodem do swojego rodzaju świętowania. Po miesiącach nieobecności wraca kapitan! A to szczególnie ważne dla Wojciecha Szczęsnego.

     

    Tego można było się spodziewać, a decyzja Flicka była nieunikniona – Lewandowski zmaga się z urazem, który wykluczył go z gry w decydującym momencie sezonu. Trener Barcelony postawił na innych graczy, a wśród niespodzianek w kadrze znalazł się Marc-André ter Stegen, który powraca po wyleczeniu kontuzji i po raz pierwszy w tym sezonie znalazł się w składzie na tak ważny mecz. To okazja do świętowania dla Barcy i symboliczny powrót kapitana zespołu.

     

    Powrót niemieckiego bramkarza jest z pewnością najważniejszą informacją. Ter Stegen we wrześniu ubiegłego roku doznał poważnej kontuzji kolana. Po miesiącach ciężkiej pracy i rehabilitacji otrzymał zielone światło od sztabu medycznego i poleci z drużyną do Sewilli. Choć w podstawowym składzie między słupkami zobaczymy najpewniej Wojciecha Szczęsnego, Flick będzie mógł liczyć na swojego rodaka na ławce rezerwowych. Dla ter Stegena, który jest pierwszym kapitanem Barcelony, sam fakt obecności na finale to wyjątkowy moment. Od czasu kontuzji musiał oglądać mecze z trybun lub przed telewizorem, a teraz wraca do drużyny w kluczowym momencie sezonu.

     

    — To dla mnie niezwykle ważne, że mogę być z zespołem w tak wielkim meczu. Nie mogę się doczekać, by wspierać chłopaków na La Cartuja – powiedział ter Stegen w rozmowie z klubowymi mediami. W styczniu Barcelona zdobyła Superpuchar Hiszpanii w Arabii Saudyjskiej, a teraz Niemiec marzy o kolejnym sukcesie, nawet jeśli na razie w roli rezerwowego.

     

    Robert Lewandowski poza grą, Wojciech Szczęsny w bramce

     

    Brak Roberta Lewandowskiego to ogromna strata dla Barcelony. Kontuzja Polaka wykluczyła go z udziału w finale, podobnie jak innych zawodników, takich jak Marc Bernal, Alejandro Balde czy Marc Casadó. Flick postanowił jednak zabrać do Sewilli cały zespół, w tym kontuzjowanych graczy, by budować jedność drużyny przed starciem z odwiecznym rywalem.

     

    Drużyna Blaugrany wyleci do Sewilli w piątek o 10.30, a samolot wyląduje w stolicy Andaluzji o 12.00. Po przylocie piłkarze udadzą się do hotelu Barceló Sevilla Renacimiento, położonego blisko stadionu La Cartuja. O 17.15 Hansi Flick oraz jeden z zawodników wezmą udział w oficjalnej konferencji prasowej, a o 18.00 drużyna przeprowadzi trening na murawie stadionu, gdzie w sobotę zmierzy się z Realem Madryt.

     

    Finał Pucharu Króla odbędzie się w sobotę, 26 kwietnia o 22.00.

     

  • Gol Jakuba Kiwiora tuż przed półfinałem LM! On już nie odda pierwszego składu!

    Gol Jakuba Kiwiora tuż przed półfinałem LM! On już nie odda pierwszego składu!

    Gol Jakuba Kiwiora tuż przed półfinałem LM! On już nie odda pierwszego składu!

    Co za forma Jakuba Kiwiora! Obrońca Arsenalu znów dostał szansę występu od pierwszych minut od Mikela Artety i odpłacił się golem już w trzeciej minucie derbowego meczu z Crystal Palace. Polak popisał się kapitalnym uderzeniem głową i sprawił, że The Emirates oszalało z radości. Nie może dziwić, że wobec jego formy pojawia się wiele pochwał pod jego adresem.

     

    Nie minęły nawet trzy minuty gry, a stadion Arsenalu już skandował nazwisko Jakuba Kiwiora. Polski obrońca jest beneficjentem kontuzji Gabriela, po której stał się podstawowym obrońcą Arsenalu. I gra tak, że nic nie wskazuje na to, by miał stracić pozycję w jedenastce nawet po powrocie kolegi z drużyny. Dziś znów Polak błysnął, tym razem w ligowym meczu z Crystal Palace.

     

    Już w 3. minucie rywalizacji Jakub Kiwior popisał się świetnym strzałem głową po dośrodkowaniu od Martina Odegaarda i skierował piłkę do siatki, dając Arsenalowi prowadzenie. Ta bramka ma wielkie znaczenie, bo porażka Kanonierów w dzisiejszym spotkaniu oznacza pewny mistrzowski tytuł dla Liverpoolu.

     

    O zwycięstwo nie będzie jednak łatwo, bo nie minęło jeszcze 30 minut gry, a Eberechi Eze doprowadził do wyrównania. Tylko porażka gospodarzy oznaczać będzie jednak przesądzenie o mistrzowskim tytule dla The Reds już w środę.

     

    “Kiwior strzelający gola po jednej z wariancji naszej swojskiej “Szarańczy”. Czy może być coś bardziej polskiego na angielskich boiskach?” — pisze na X/Twitterze dziennikarz Goal.pl Przemysław Langier.

    https://x.com/BedZder/status/1915119698661744841

    Wielce prawdopodobne jest, że Polak wystąpi w pierwszym składzie Arsenalu również w obu hitowych spotkaniach półfinałowych w Lidze Mistrzów. Kanonierzy powalczą o finał w Monachium w dwumeczu z PSG i nic nie wskazuje na to, by Jakub Kiwior miał nie wystąpić w każdym ze spotkań.

  • Niesamowite, kto oglądał z trybun popis Pajor. To jest hit!

    Niesamowite, kto oglądał z trybun popis Pajor. To jest hit!

    Niesamowite, kto oglądał z trybun popis Pajor. To jest hit!

    W niedzielę FC Barcelona zrobiła wyraźny krok w kierunku finału Ligi Mistrzyń, pokonując 4:1 Chelsea w pierwszym meczu półfinałowym. Sporym w tym udział miała Ewa Pajor, która otworzyła wynik spotkania. Dokonała tego na oczach gwiazd męskiej drużyny FC Barcelony. Oto kto zasiadł na trybunach stadionu imienia Johana Cruijffa.

     

    Ewa Pajor aż czterokrotnie w swojej karierze docierała do finału Ligi Mistrzyń. Jednak za każdym razem jej VfL Wolfsburg musiał uznać wyższość rywala – trzy razy francuskiego Olympique’u Lyon, a raz FC Barcelony, do której polska napastniczka przeniosła się latem ubiegłego roku.

    Niesamowite, kto oglądał Pajor z trybun

    Wygląda na to, że Pajor po raz piąty powalczy o to trofeum, albowiem wraz ze swoją drużyną w niedzielę poczyniła ogromny krok w kierunku finału. Polka już w 35. minucie pierwszego półfinałowego starcia z Chelsea trafiła do siatki, wykorzystując sytuację sam na sam po świetnym podaniu Alexii Putellas. Ostatecznie pierwszy mecz zakończył się efektownym zwycięstwem Barcy 4:1. Rewanż w Londynie odbędzie się w niedzielę 27 kwietnia o 15:00.

    Tego popołudnia w Barcelonie na trybunach stadionu imienia Johana Cruijffa zasiadło ponad 5700 widzów, w tym zawodnicy męskiej drużyny FC Barcelony – Lamine Yamal oraz Gavi, którzy oglądali popisy m.in. Ewy Pajor.

    https://x.com/FCBfemeni/status/1914010026357772493

    Właśnie po to, tu przyszła” – tak krótko kataloński “Sport” podsumował występ polskiej napastniczki przeciwko Chelsea. – Myślę, że wszystkie czujemy się bardzo dobrze z uwagi na pracę, jaką wykonałyśmy na boisku. Wiemy jednak, że drugie spotkanie jest jeszcze przed nami i będzie trudne. Musimy zrobić wszystko to, co zrobiłyśmy dziś. Intensywnie pracować i być w pełni skupione przez 90 minut oraz włożyć w to całe siły. Wiemy, jak dobry zespół ma Chelsea, więc będzie trzeba pozostać sobą. Ale dziś musimy po prostu świętować, bo wygrana w takim meczu to jest dla nas święto – mówiła po spotkaniu Pajor.