Category: Sports

  • Tąpnięcie w polskich skokach. Jednak dymisja. Tajner apeluje do Thurnbichlera

    Tąpnięcie w polskich skokach. Jednak dymisja. Tajner apeluje do Thurnbichlera

    Tąpnięcie w polskich skokach. Jednak dymisja. Tajner apeluje do Thurnbichlera

    Zegar tykał od wielu tygodni. W piątkowe przedpołudnie ogłoszono to, co wydawało się nieuniknione – Thomas Thurnbichler z końcem sezonu żegna się z funkcją trenera kadry A polskich skoczków narciarskich. – Już nie szukajmy kolejnych mistrzów trenerskich za granicą. Powinniśmy wrócić do korzeni, jeśli chodzi o myśl szkoleniową – mówi w rozmowie z Interią Apoloniusz Tajner, jeden z głównych architektów Małyszomanii.

     

    Thomas Thurnbichler żegna się z posadą po trzyletniej pracy w PZN. Jego miejsce zajmie Maciej Maciusiak. Formalnie do roszady dojdzie na mecie sezonu, czyli z końcem tego tygodnia. Od czwartku do niedzieli w Planicy trwają ostatnie zawody PŚ w cyklu 2024/25.

     

    Łukasz Żurek, Interia: – Czy to słuszna decyzja podjęta we właściwym momencie?

     

    Apoloniusz Tajner, trener polskiej kadry w latach 1999-2004: – Myślę, że to bardzo dobry ruch. Decyzja jak najbardziej właściwa, przed wszystkim w kontekście przyszłorocznych igrzysk olimpijskich. Sytuacja do tego dojrzała. I już nie szukajmy kolejnych mistrzów trenerskich za granicą. Powinniśmy wrócić do korzeni, jeśli chodzi o myśl szkoleniową. Jest Maciej Maciusiak, jest Michal Doleżal, również Łukasz Kruczek. Zawodnicy ich doskonale znają, a oni znają zawodników.

     

    Roszada na stanowisku trenera kadry A nie stanowi sensacji. Spekulacje na ten temat toczyły się od miesięcy. i właściwie trudno było sobie wyobrazić inny ich finał.

     

    – Już w czwartek podczas kwalifikacji zauważyłem, że zawodnicy dostali informację o pożegnaniu z Thurnbichlerem. Było widać w ich skakaniu tę radość, jakąś pozytywną energię, która wcześniej pozostawała niedostrzegalna.

     

    Wszyscy rozumieli, że dłużej w takim układzie personalnym nie można tkwić. Wiedział o tym również sam Thurnbichler.

     

    – Jeśli chodzi warsztat, Thurnbichlerowi nic nie można zarzucić. Ale szwankowała atmosfera. A w każdej ekipie właśnie atmosfera to grunt, na którym wszystko się buduje. W naszym zespole ona cały czas była napięta. Nie byłego tego luzu.

     

    Austriakowi zaproponowano objęcie kadry juniorów. To optymalny manewr w tej sytuacji?

     

    – Uważam, że dla polskich skoków byłby to bardzo scenariusz. W polskiej kadrze A Thurnbichler pracował do tej pory ze swoimi równolatkami, a nawet starszymi od siebie. Wcześniej prowadził tylko młodszych zawodników. Trochę inaczej podchodzi się do młodszych skoczków, a trochę inaczej do mistrzów i medalistów. W tym zakresie zabrakło trenerowi nieco doświadczenia.

     

    Powinniśmy się spodziewać, że Thurnbuchler przyjmie ofertę PZN? Dyplomatycznie poprosił o czas do namysłu.

    https://x.com/pzn_pl/status/1905553128201880010

    – Osobiście zachęcałbym Thurnbichlera do pozostania w Polsce. I bardzo bym sobie życzył, żeby poprowadził naszych juniorów. To żadna ujma. Myślę, że przy nim młodzi ruszyliby z kopyta. Jest trenerem już znanym. Na pewno mógłby liczyć na zaufanie i szacunek ze strony podopiecznych.      

     

  • Wielka rewolucja w polskich skokach. Oto nowy trener kadry

    Wielka rewolucja w polskich skokach. Oto nowy trener kadry

    Wielka rewolucja w polskich skokach. Oto nowy trener kadry

    Stało się. Już oficjalnie PZN podjął oczekiwaną od jakiegoś czasu decyzję o rozstaniu z Thomasem Thurnbichlerem. Austriacki trener przepracował z polskimi skoczkami niemal równo trzy lata. To nie był najlepszy czas dla polskich skoków, choć trudno winić o to wyłącznie szkoleniowca. Co dalej? Podczas konferencji prasowej Adama Małysza i Thomasa Thurnbichlera poznaliśmy nazwisko nowego selekcjonera!

     

    – Niezależnie od tego, co się ze mną stanie, podobały mi się te trzy lata. Wiem, że nie odnosiliśmy zbyt wielu sukcesów, ale choćby z Pawłem teraz czy Olkiem rok temu zrobiliśmy spory progres – mówił ostatnio Thomas Thurnbichler. Te słowa oczywiście nie przesądzały, że szkoleniowiec straci pracę, ale brzmiały, jakby Austriak był już pogodzony z odejściem.

     

    Thurnbichler przestaje być trenerem reprezentacji Polski. Co teraz?

     

    W piątek 28 marca te przewidywania się potwierdziły. Jeszcze przed godziną 10 o nadchodzącej zmianie selekcjonera informował Jakub Balcerski ze Sport.pl. Wkrótce potem tę informację oficjalnie przekazał również PZN. Po blisko trzech latach pracy Thomas Thurnbichler przestaje być trenerem kadry skoczków. Nie był to dla Biało-Czerwonych najlepszy czas, jeśli chodzi o sukcesy. Od dawna iskrzyło też w relacjach pomiędzy zawodnikami a sztabem. Jednocześnie nie jest tajemnicą, że ze współpracy z Thurnbichlerem najbardziej zadowolony był Paweł Wąsek – jedyny polski skoczek, który w ostatnim czasie prezentował równą, dobrą formę.

     

    “Reszta zawodników nie potrafiła zaufać Austriakowi, a on nie potrafił zdobyć ich zaufania. Z jednymi czasem rozumiał się lepiej, z innymi gorzej, ale zbyt wielu miało zastrzeżenia do współpracy ze szkoleniowcem, żeby ten mógł pozostać w kadrze” – pisał dla Sport.pl Jakub Balcerski.

     

    PZN spełnił więc oczekiwania zawodników i w najbliższym czasie kadrę skoczków czekają duże zmiany. Jak teraz będzie wyglądał sztab reprezentacji Polski? Thomas Thurnbichler dostał propozycję objęcia kadry juniorów – jeszcze nie zdecydował, czy ją przyjmie. Obowiązki pierwszego szkoleniowca od nowego sezonu przejmie Maciej Maciusiak, który teraz ma zbudować swój sztab.

     

    To rewolucja w bardzo ważnym i tak naprawdę ostatnim możliwym momencie. W lutym 2026 roku odbędą się zimowe igrzyska olimpijskie w Mediolanie. Zadaniem Maciusiaka będzie doprowadzenie polskich skoczków do najlepszej możliwej formy właśnie na tę imprezę.

     

    Obecnie polscy skoczkowie biorą udział w zawodach Pucharu Świata w Planicy. Te skończą się w niedzielę 30 marca. Czwartkowe kwalifikacje poszły Biało-Czerwonym bardzo dobrze. Aż trzech reprezentantów Polski zakończyło je w czołowej dziesiątce: Piotr Żyła (5. miejsce), Kamil Stoch (6. miejsce) i Paweł Wąsek (9. miejsce). Już dziś o godzinie 15 odbędzie się pierwszy konkurs indywidualny.

     

  • Flick króciutko podsumował występ Szczęsnego. Trafił w samo sedno

    Flick króciutko podsumował występ Szczęsnego. Trafił w samo sedno

    Flick króciutko podsumował występ Szczęsnego. Trafił w samo sedno

    Wojciech Szczęsny znów chwalony w Hiszpanii. Po meczu z Osasuną Polaka komplementowali nie tylko dziennikarze i kibice, ale też – kolejny raz – Hansi Flick. Niemiecki szkoleniowiec nie szczędził Szczęsnemu ciepłych słów.

     

    W czwartek wieczorem FC Barcelona pokonała Osasunę 3:0 w zaległym meczu La Liga. Gole dla gospodarzy strzelili Ferran Torres, Dani Olmo oraz Robert Lewandowski. Dzięki wygranej drużyna Hansiego Flicka odskoczyła Realowi Madryt na trzy punkty w tabeli rozgrywek.

     

    Kolejne 90 minut w Barcelonie rozegrał Wojciech Szczęsny. Tym razem polski bramkarz nie miał wiele roboty, a i tak po spotkaniu rozpisywały się o nim hiszpańskie media. Przede wszystkim z powodu dryblingu, jaki Szczęsny zrobił we własnym polu karnym w 30. minucie.

     

    Polak dostał podanie od Inigo Martineza i w jednej chwili podbiegło do niego dwóch rywali. Szczęsny jednak nic sobie tego nie zrobił i ze spokojem minął zawodników Osasuny prostym zwodem. – Szczęsny, ależ luz. Ależ się bawi. Pozostaje niewzruszony – zachwycali się komentatorzy Canal+Sport.

     

    “Montjuić zgotowało Szczęsnemu owację na stojąco po minięciu przez drybling zawodników Osasuny w polu karnym. Jest jednym z najbardziej lubianych przez fanów” – pisał wprost dziennikarz Victor Navarro. “Kolejny dzień w biurze” – tak Szczęsnego docenił Toni Juanmarti, dając do zrozumienia, że takie rzeczy Polak robi na porządku dziennym.

     

    Flick znów chwali Szczęsnego

     

    Dla Szczęsnego był to 17. występ w Barcelonie. Do tej pory Polak wpuścił 16 goli i zachował dziewięć czystych kont. Najważniejsze jest to, że Katalończycy ze Szczęsnym w składzie nie przegrali jeszcze meczu. Odkąd 34-latek wskoczył do składu, Barcelona wygrała 15 spotkań i tylko dwa zremisowała.

     

    Po meczu z Osasuną polskiego bramkarza zachwalali nie tylko kibice i dziennikarze, ale też Flick. Niemiecki szkoleniowiec kolejny raz zabrał głos w sprawie formy Szczęsnego i kolejny raz był to bardzo pozytywny przekaz.

     

    – Szczęsny to zawodnik z wielkim doświadczeniem i doskonałą osobowością dla drużyny. W każdej chwili jest bardzo skupiony. To bardzo istotne, by mieć takiego bramkarza – powiedział Flick, cytowany przez hiszpańskie media.

    Kolejny mecz Katalończycy rozegrają już w niedzielę, kiedy o 16:15 podejmą Gironę. Relacja na żywo na Sport.pl.

  • Cała Hiszpania wstrzymała oddech, a Szczęsny zrobił to! “Niepohamowany”

    Cała Hiszpania wstrzymała oddech, a Szczęsny zrobił to! “Niepohamowany”

    Cała Hiszpania wstrzymała oddech, a Szczęsny zrobił to! “Niepohamowany”

    “Jest tak pewny siebie, że wykonał drybling przeciwko dwóm graczom Osasuny. Jest w szczytowym okresie” – czytamy w hiszpańskich mediach o Wojciechu Szczęsnym. W pierwszej połowie meczu FC Barcelony z Osasuną Polak nie miał za dużo pracy, ale popisał się efektownym zwodem, na zwrócili uwagę dziennikarze.

     

    Wojciech Szczęsny od początku tego roku jest podstawowym bramkarzem FC Barcelony. Polak stał się ważnym elementem w układance Hansiego Flicka i zespół nie przegrał jeszcze ani jednego spotkania z nim w składzie. Bramkarz wybiegł w podstawowym składzie również w spotkaniu z Osasuną Pampeluna, które odbyło się w czwartek o godzinie 21.

     

    Wojciech Szczęsny oceniony w przerwie. Hiszpanie piszą tylko o jednym

    Od początku FC Barcelona miała wyraźną przewagę i szybko przyniosło to efekty. Już w 11. minucie gola na 1:0 zdobył Ferran Torres, a niedługo później prowadzenie podwyższył Dani Olmo. Wojciech Szczęsny nie miał za dużo pracy, ponieważ rywale nie oddali żadnego strzału na bramkę. Mimo to zdołał zabłysnąć.

     

    W 30. minucie popisał się efektownym zwodem, którym zmylił dwóch rywali. Hiszpańskie media od razu zwróciły na to uwagę i pisały tylko o tym w kontekście polskiego bramkarza. “Niepohamowany. Rozpalił widownie zwodem i sprytnym podaniem” – napisało “Mundo Deportivo”. Nieco więcej od siebie dodali dziennikarze “Marki”. “Polak wszedł do bramki Barcelony i zdobył zaufanie wszystkich, a jego współpraca z katalońskim klubem może się przedłużyć. Jest tak pewny siebie, że wykonał drybling przeciwko dwóm graczom Osasuny. Jest w szczytowym okresie” – czytamy.

    https://x.com/forcabarca_ar/status/1905357024214618495

    “Nie musiał interweniować, a pokazał odrobinę luzu, oszukując dwóch rywali. ‘Tek’ zapewnia coraz więcej bezpieczeństwa” – tak podsumował go hiszpański “Sport”, który wystawił mu 7 (w skali 1-10).

     

    W drugiej połowie Szczęsny również nie miał zbyt wiele pracy. Rywale byli groźniejsi, ale nie oddali żadnego celnego strzału na bramkę. W drugiej połowie na murawie pojawił się Robert Lewandowski, który wpisał się na listę strzelców. Było to ostatnie trafienie w tym meczu i FC Barcelona finalnie wygrała 3:0. Dzięki temu umocniła się na pozycji lidera tabeli. Aktualnie ma 63 punkty na koncie, o trzy więcej niż drugiReal Madryt. 

     

  • Novak Djokovic gra dalej w Miami! Co za powrót w drugim secie

    Novak Djokovic gra dalej w Miami! Co za powrót w drugim secie

    Novak Djokovic gra dalej w Miami! Co za powrót w drugim seci

     

    Novak Djokovic zameldował się w półfinale turnieju ATP w Miami. Legendarny Serb w ćwierćfinale w dwóch setach ograł faworyta gospodarzy, Amerykanina Sebastian Kordę.

     

    Djokovic w spotkaniu z Kordą triumfował w dwóch setach. W pierwszym wygrał 6:3, natomiast druga partia była znacznie bardziej wyrównana. Amerykanin prowadził już nawet 4:1 czy 5:2, ale w kluczowym momencie “Nole” wrócił do gry i doprowadził do decydującego gema, wygrywając 7:4 w tie-breaku.

     

    Półfinałowym rywalem 37-letniego Serba będzie inny niezwykle doświadczony tenisista, 33-letni Grigor Dimitrow z Bułgarii.

     

    Tytułu w Miami Open miał bronić Jannik Sinner. Włoch został jednak zawieszony na trzy miesiące przez Światową Agencję Antydopingową (WADA), w związku z czym do cyklu wróci w maju.

     

     

     

    Transmisje meczów turnieju ATP w Miami na sportowych antenach Polsatu.

     

     

     

    Novak Djokovic – Sebastian Korda 6:3, 7:6

  • Cała Hiszpania wstrzymała oddech, a Szczęsny zrobił to! “Niepohamowany”

    Cała Hiszpania wstrzymała oddech, a Szczęsny zrobił to! “Niepohamowany”

    Cała Hiszpania wstrzymała oddech, a Szczęsny zrobił to! “Niepohamowany”

    “Jest tak pewny siebie, że wykonał drybling przeciwko dwóm graczom Osasuny. Jest w szczytowym okresie” – czytamy w hiszpańskich mediach o Wojciechu Szczęsnym. W pierwszej połowie meczu FC Barcelony z Osasuną Polak nie miał za dużo pracy, ale popisał się efektownym zwodem, na zwrócili uwagę dziennikarze.

     

    Wojciech Szczęsny od początku tego roku jest podstawowym bramkarzem FC Barcelony. Polak stał się ważnym elementem w układance Hansiego Flicka i zespół nie przegrał jeszcze ani jednego spotkania z nim w składzie. Bramkarz wybiegł w podstawowym składzie również w spotkaniu z Osasuną Pampeluna, które odbyło się w czwartek o godzinie 21.

     

    Wojciech Szczęsny oceniony w przerwie. Hiszpanie piszą tylko o jednym

    Od początku FC Barcelona miała wyraźną przewagę i szybko przyniosło to efekty. Już w 11. minucie gola na 1:0 zdobył Ferran Torres, a niedługo później prowadzenie podwyższył Dani Olmo. Wojciech Szczęsny nie miał za dużo pracy, ponieważ rywale nie oddali żadnego strzału na bramkę. Mimo to zdołał zabłysnąć.

     

    W 30. minucie popisał się efektownym zwodem, którym zmylił dwóch rywali. Hiszpańskie media od razu zwróciły na to uwagę i pisały tylko o tym w kontekście polskiego bramkarza. “Niepohamowany. Rozpalił widownie zwodem i sprytnym podaniem” – napisało “Mundo Deportivo”. Nieco więcej od siebie dodali dziennikarze “Marki”. “Polak wszedł do bramki Barcelony i zdobył zaufanie wszystkich, a jego współpraca z katalońskim klubem może się przedłużyć. Jest tak pewny siebie, że wykonał drybling przeciwko dwóm graczom Osasuny. Jest w szczytowym okresie” – czytamy.

     

    “Nie musiał interweniować, a pokazał odrobinę luzu, oszukując dwóch rywali. ‘Tek’ zapewnia coraz więcej bezpieczeństwa” – tak podsumował go hiszpański “Sport”, który wystawił mu 7 (w skali 1-10).

     

    W drugiej połowie Szczęsny również nie miał zbyt wiele pracy. Rywale byli groźniejsi, ale nie oddali żadnego celnego strzału na bramkę. W drugiej połowie na murawie pojawił się Robert Lewandowski, który wpisał się na listę strzelców. Było to ostatnie trafienie w tym meczu i FC Barcelona finalnie wygrała 3:0. Dzięki temu umocniła się na pozycji lidera tabeli. Aktualnie ma 63 punkty na koncie, o trzy więcej niż drugi Real Madryt.

  • Niepowstrzymany marsz Ewy Pajor: Czy pięć trofeów jest w zasięgu w tym sezonie?

    Niepowstrzymany marsz Ewy Pajor: Czy pięć trofeów jest w zasięgu w tym sezonie?

    Niepowstrzymany marsz Ewy Pajor: Czy pięć trofeów jest w zasięgu w tym sezonie?

    Świat kobiecej piłki nożnej widział już wielu dominujących zawodniczek, ale niewiele z nich może dorównać wpływowi, jaki w ostatnich latach wywarła Ewa Pajor. Polska napastniczka, znana ze swojej błyskawicznej szybkości, zabójczej skuteczności i nieustającego głodu sukcesu, ponownie trafia na czołówki gazet. W tym sezonie Pajor stoi przed szansą na coś naprawdę niezwykłego – aż pięć trofeów może trafić w jej ręce, co zapewniłoby jej miejsce wśród największych legend futbolu.

     

    Ale jak do tego doszło? W jaki sposób udało jej się znaleźć w tak znakomitej pozycji do osiągnięcia tego niezwykłego wyczynu? I jakie przeszkody może napotkać na drodze do spełnienia tego historycznego celu? Zagłębmy się w niezwykły sezon, który może na zawsze zdefiniować karierę Ewy Pajor.

     

    Sezon dominacji

     

    Już od pierwszego meczu sezonu Pajor jasno dała do zrozumienia – to nie będzie zwykły rok. Polska napastniczka, będąca kluczową postacią zarówno w klubie, jak i w reprezentacji, od samego początku udowadniała, dlaczego nadal jest jedną z najbardziej niebezpiecznych zawodniczek na świecie. Mecz po meczu jej występy były po prostu spektakularne.

     

    W rozgrywkach klubowych jest absolutną siłą napędową zespołu. Mistrzostwo ligi wydaje się być na wyciągnięcie ręki, a jej fenomenalna skuteczność bramkowa znacząco przyczyniła się do tego, że drużyna znajduje się na czele tabeli. Niezależnie od tego, czy zdobywa efektowne bramki po indywidualnych akcjach, współpracuje z koleżankami w decydujących momentach, czy też dostarcza kluczowe asysty – Pajor jest sercem ofensywy zespołu.

     

    Ale to nie tylko liga. W krajowych rozgrywkach pucharowych Pajor wielokrotnie udowadniała, że potrafi błyszczeć w najważniejszych momentach. Każde kolejne zwycięstwo w fazie pucharowej jeszcze bardziej umacniało jej reputację jako zawodniczki, która nie boi się presji.

     

    A potem jest jeszcze scena międzynarodowa. Pajor w barwach reprezentacji Polski również imponuje swoją skutecznością i liderowaniem drużynie. Niezależnie od tego, czy chodzi o eliminacje, mecze towarzyskie czy prestiżowe turnieje, to właśnie ona prowadzi swoją kadrę do sukcesów. Każdy kolejny występ przybliża Polskę do osiągnięcia czegoś naprawdę wyjątkowego.

     

    Pięć trofeów w zasięgu: jakie wyzwania przed Pajor?

     

    Jakie dokładnie trofea może zdobyć Pajor w tym sezonie? Przyjrzyjmy się bliżej trofeom, o które walczy.

     

    1. Mistrzostwo krajowe

     

    Jej klub znajduje się na szczycie tabeli, a dzięki jej fenomenalnej formie drużyna jest głównym faworytem do zdobycia tytułu mistrzowskiego. Jeśli Pajor utrzyma dotychczasowy poziom, triumf w lidze wydaje się niemal pewny.

     

    2. Krajowy puchar

     

    Podobnie jak w lidze, również w krajowym pucharze Pajor jest kluczową postacią zespołu. Jej bramki pozwoliły drużynie przejść kolejne rundy i teraz, gdy finał jest na horyzoncie, fani wierzą, że trofeum trafi do ich rąk.

     

    3. Liga Mistrzyń UEFA

     

    Najcenniejsze trofeum w europejskiej piłce klubowej nadal jest w zasięgu. Rywalizacja jest zacięta, a naprzeciw Pajor stają najlepsze drużyny i obrończynie tytułu. Ale biorąc pod uwagę jej umiejętność zdobywania kluczowych bramek i odwracania losów spotkań, istnieje realna szansa, że to właśnie ona poprowadzi swój zespół do triumfu w Lidze Mistrzyń.

     

    4. Sukces na arenie międzynarodowej

     

    Pajor imponuje również w barwach reprezentacji Polski. Niezależnie od tego, czy chodzi o kwalifikacje do dużych turniejów, czy sam udział w prestiżowych rozgrywkach, jej wpływ na wyniki drużyny narodowej jest niepodważalny. Czy w tym sezonie może dołożyć do swojej kolekcji trofeum reprezentacyjne? To pytanie, na które kibice czekają z niecierpliwością.

     

    5. Indywidualne wyróżnienia

     

    Choć nie jest to klasyczne trofeum drużynowe, Pajor ma szansę na zdobycie prestiżowych nagród indywidualnych. Może to być Złoty But dla najlepszej strzelczyni sezonu, tytuł Piłkarki Roku lub inne wyróżnienia przyznawane przez światowe organizacje piłkarskie. Biorąc pod uwagę jej niezwykłe statystyki, jest jedną z głównych kandydatek do tych nagród.

     

    Przeszkody na drodze do perfekcyjnego sezonu

     

    Droga do pięciu trofeów nie będzie łatwa. Rywalki również mają swoje ambicje, a każda kolejna runda to nowe wyzwania. Kontuzje, zmęczenie i presja meczów o najwyższą stawkę będą stanowiły poważne testy dla Pajor i jej drużyn.

     

    Jednak jeśli jest coś, co wyróżnia Ewę Pajor, to jej zdolność do gry pod presją. W swojej karierze wielokrotnie udowadniała, że potrafi dostarczyć niezapomniane momenty właśnie wtedy, gdy są one najbardziej potrzebne. Jej mentalna siła i niezwykłe umiejętności techniczne sprawiają, że jest jednym z najbardziej niepowstrzymanych talentów w kobiecej piłce.

     

    Co oznaczałby ten sukces dla jej kariery?

     

    Jeśli Pajor zakończy sezon z pięcioma trofeami, będzie to jedno z największych osiągnięć w historii kobiecego futbolu. Dołączyłaby do elitarnego grona zawodniczek, które zdominowały rozgrywki na wielu frontach w jednym sezonie. Jej nazwisko zo

  • Powrót pogromczyni Świątek z 6:7, 4:5 0-30. Eala zaskoczyła gwiazdę w meczu o finał w Miami

    Powrót pogromczyni Świątek z 6:7, 4:5 0-30. Eala zaskoczyła gwiazdę w meczu o finał w Miami

    Powrót pogromczyni Świątek z 6:7, 4:5 0-30. Eala zaskoczyła gwiazdę w meczu o finał w Miami

    Znamy już finałowe zestawienie w turnieju WTA 1000 w Miami. Ostatnią tenisistkę, która zagra w sobotę o tytuł, wyłonił pojedynek, który zakończył się kilkanaście minut przed godz. 1:00 czasu lokalnego. W drugim secie Alexandra Eala wróciła ze stanu 4:5 0-30 i doprowadziła do trzeciej partii. W końcówce pojedynku lepsza okazała się jednak doświadczona Jessica Pegula. Ostatecznie to rozstawiona z “4” Amerykanka wygrała mecz 7:6(3), 5:7, 6:3 i powalczy o trofeum z Aryną Sabalenką.

     

    Alexandra Eala ma za sobą niesamowity turniej, który może stanowić wielki przełom w jej zawodowej karierze. Notowana na 140. miejscu zawodniczka, po rywalizacji na Florydzie po raz pierwszy w karierze zamelduje się w TOP 100 kobiecego zestawienia i to od razu w okolicach 75. lokaty. Na drodze do półfinału WTA 1000 w Miami pokonała trzy wielkoszlemowe mistrzynie. Zaczęło się od Jeleny Ostapenko, później była triumfatorka tegorocznego Australian Open – Madison Keys. Batalia o najlepszą “4” przyniosła gigantyczną sensację, bardzo niemiłą z naszej perspektywy. Reprezentantka Filipin pokonała Igę Świątek 6:2, 7:5 i sprawiła, że Polka zanotowała pierwszą od czterech lat porażkę z tenisistką spoza czołowej setki rankingu.

     

    Dzisiejszej nocy 19-latka walczyła o finał z kolejną gwiazdą. Na jej drodze stanęła rozstawiona z “4” Jessica Pegula, która walczyła w decydującym pojedynku o tytuł podczas US Open 2024. Amerykanka również prezentowała niezłą formę na Florydzie, w ćwierćfinale pokonała po bardzo ciekawym meczu Emmę Raducanu. 30-latka była wyraźną faworytką do awansu do finału, ale musiała mieć z tyłu głowy fakt, czego już dokonała w tym turnieju Alexandra. Zawodniczka z Filipin nie miała nic do stracenia, mogła tylko i wyłącznie ponownie zyskać.

     

    Trzysetowy thriller o finał z Sabalenką. Pegula i Eala zafundowały kibicom wiele emocji

     

    Mecz rozpoczął się znakomicie z perspektywy Eali. Najpierw reprezentantka Filipin utrzymała swoje podanie, a później wykorzystała trzeciego break pointa i wyszła na prowadzenie 2:0. Po chwili Amerykanka odrobiła straty, ale nie nacieszyła się tym faktem zbyt długo. Kolejne minuty przyniosły kapitalną serię z perspektywy Alexandry. 19-latka wygrała trzy gemy z rzędu, broniąc w trakcie siódmego rozdania break pointa. Będąca na 140. miejscu w rankingu zawodniczka miała 5:2 i była bliska triumfu w premierowej odsłonie.

     

    Przy stanie 5:3 młoda tenisistka serwowała po dokonanie tej sztuki. Wypracowała sobie setbola, ale od tego momentu nie wygrała już ani jednej akcji w gemie. Pegula całkowicie zniwelowała straty i ostatecznie o losach partii decydował tie-break. W nim Eala prowadziła jeszcze 3-2, jednak od tego momentu punkty wędrowały już wyłącznie na konto reprezentantki USA. Finalistka ubiegłorocznego US Open zwyciężyła w secie otwarcia 7:6(3).

     

    W początkowej fazie drugiej odsłony doszło do nieprzyjemnej sytuacji. Przy jednym z odegrań Alexandra podkręciła kostkę, ale na szczęście nie na tyle poważnie, by nie była w stanie kontynuować gry. Otejpowano jej lewą stopę i wróciła do rywalizacji.

     

    Tuż po wznowieniu Jessica wywalczyła przełamanie i objęła prowadzenie 3:1. W kolejnych minutach znów dominowała jednak zawodniczka z Filipin. W pewnym momencie zrobiło się już 4:3 30-0 dla 19-latki, na dodatek z przewagą przełamania. Od tej chwili Amerykanka zgarnęła cztery akcje z rzędu i doprowadziła do wyrównania. W trakcie dziesiątego gema Pegula znalazła się o dwie piłki od zwycięstwa w meczu, prowadziła 5:4 30-0. Mimo to Alexandra wróciła do gry i końcówka seta trafiła na jej konto. Eala nie pozwoliła już przeciwniczce na zgarnięcie choćby jednego “oczka”. Ostatecznie partia zakończyła się wygraną 140. tenisistki świata – 7:5.

    https://x.com/edgeAIapp/status/1905462243858219194

    https://x.com/edgeAIapp/status/1905463005715771822

    W decydującej odsłonie przez długi czas nie obserwowaliśmy żadnych przełamań, ba – nawet ani jednego break pointa. Nawet jak któraś zawodniczka miała jakiś drobny problem, to szybko na niego reagowała. Przełomowy moment nadszedł w trakcie ósmego rozdania, kiedy Jessica prowadziła 4:3. Amerykanka wypracowała sobie break pointa. Eala podjęła przy nim ryzyko, chciała skorzystać ze swojego ulubionego forhendu wzdłuż linii. Ale tym razem ją zawiódł. Posłała piłkę w korytarz deblowy i przy stanie 5:3 Pegula serwowała po awans do finału.

     

    Rozstawiona z “4” zawodniczka miała problemy, przegrała na starcie dwie akcje. Potem jednak reprezentantka Filipin znów popełniła kilka błędów z forhendu i pojawił się pierwszy meczbol dla Jessie. Premierowej okazji nie udało się wykorzystać, ale potem przyszła druga. Alexandra zanotowała pomyłkę i pojedynek dobiegł końca. Ostatecznie Amerykanka triumfowała 7:6(3), 5:7, 6:3 i powalczy o tytuł WTA 1000 w Miami z Aryną Sabalenką. Początek finałowego starcia w sobotę nie przed godz. 20:00 czasu polskiego.

  • Mecz Paolini z Sabalenką potrwał tylko 71 minut. Historyczny finał w karierze

    Mecz Paolini z Sabalenką potrwał tylko 71 minut. Historyczny finał w karierze

    Mecz Paolini z Sabalenką potrwał tylko 71 minut. Historyczny finał w karierze

    W Indian Wells Aryna Sabalenka była blisko historycznego dla siebie tytułu, przegrała jednak finał z Mirrą Andriejewą. A w Miami nigdy dotąd nie zagrała nawet w półfinale, po raz pierwszy dokonała tego właśnie teraz. I na tym liderka rankingu WTA się nie zatrzymała. Niezwykle pewnie pokonała na Hard Rock Stadium Jasmine Paolini 6:2, 6:2, zagra tu w decydującym spotkaniu o tytuł. A w rankingu WTA Białorusinka po raz pierwszy w karierze będzie miała dorobek ponad 10000 punktów – już przed finałem ma ich zapewnionych 10191.

     

    Trudno w to uwierzyć, ale Aryna Sabalenka nigdy dotąd nie zagrała w Miami nawet w półfinale. Ten cel w tym roku zrealizowała, po nieudanych turniejach na Bliskim Wschodzie wróciła do właściwego rytmu, po tym drobnym kryzysie nie ma już ani śladu. I właściwie może być już pewna, że do jesieni nic w kwestii zagrożenia dla jej pozycji liderki rankingu WTA się nie wydarzy. Nie przy wpadkach, jakie ostatnio notuje Iga Świątek.

     

    O finał Białorusinka walczyła na Hard Rock Stadium z Jasmine Paolini. Na korcie centralnym, na którym rozegrała wszystkie swoje poprzednie spotkania. Włoszka zaś – ani jednego. Dla Paolini to też wybitny turniej, w tym roku ani razu nie znalazła się choćby w ćwierćfinale któregokolwiek turnieju, jej pozycja w najlepszej dziesiątce stawała się już trochę zagrożona. Zwłaszcza w kontekście zbliżających się obron punktowych za finały Roland Garros czy Wimbledonu.

     

    Choć Miami też nie było jej dobrym turniejem, dopiero w zeszłym roku wygrała tu pierwsze spotkanie. I jedyne do tego sezonu, z Katie Volynets. Teraz zaś już cztery – i na przeszkodzie do finału stanęła Sabalenka.

     

    WTA 1000 Miami Open. Aryna Sabalenka kontra Jasmine Paolini, stawką finał. Pierwszy dla obu na Florydzie

     

    Aryna zaczęła widowiskowo, od skutecznego skrótu w pierwszej akcji. A później prowadziła 40-15, by za moment stanąć przed obroną break pointa. Była na początku spotkania pewna nerwowość w jej poczynaniach, a Włoszka ani myślała ustąpić. Liderka rankingu wygrała jednak tego gema, to ją trochę uspokoiło.

     

    Problemy miała za to Jasmine – zwłaszcza wtedy, gdy nie trafiała pierwszym podaniem. Drugie było za słabe na Białorusinkę – potężne returny siały spustoszenie. Aż prosiło się o większe ryzyko, nie było go jednak. W czwartym gemie została przełamana, choć wcześniej miała trzy szanse na 2:2. Nie udało się, mocno przez to ucierpiała. Bo to był kluczowy moment w tym secie.

     

    Sabalenka miała ogromne problemy z serwisem w poprzednim meczu z Qinwen Zheng, Chinka cztery razy ją przełamała. Dziś nie było takich sytuacji, Białorusinka posyłała piłki jak maszyna – jej pierwsze podanie siało popłoch. Jeszcze przy stanie 1:4 Włoszka się uratowała przed kolejnym breakiem, zagrała akcję meczu, dobiegając do dropszota Aryny, a później ją lobując i trafiając w końcową linię. Faworytka ratowała się jeszcze efektownym “hot dogiem”, zagraniem między nogami, tyłem do kortu, ale niewiele to dało. To wtedy na bandzie leadowej za nimi pojawił się napis: “Are you kidding me?”, czyli “Żartujesz sobie ze mnie?”. Sabalenka rzuciła rakietę na kort, ale… też dla żartu – umie grać takie role.

     

    Dla Jasmine była bowiem bezwzględna, pierwszą piłkę setową wywalczyła w kolejnym gemie serwisowym Włoszki. I od razu ją wykorzystała, zakończyła seta po 36 minutach, wygrała 6:2.

    https://x.com/WTA/status/1905345083517382977

    Kopiuj-wklej w drugim secie starcia Sabalenki z Paolini. Włoszka bezradna na Hard Rock Stadium

     

    Włoszka potrzebowała jakiegoś sportowego cudu, sportowej perfekcji, bo tej nie prezentowała. Na tak dysponowaną Arynę sposobu jednak nie znalazła. Owszem, w pojedynczych akcjach grała bardzo dobrze, ale nie jakoś w dłuższym okresie czasu. Uzyskała szansę na przełamanie w trzecim gemie, Sabalenka od razu “skasowała” ją potężnym atakiem. A w kolejnym gemie, tak jak w pierwszym secie, przełamała rywalkę na 3:1.

     

    I już właściwie było po spotkaniu, bo trudno było wierzyć, by Włoszka coś tu jeszcze mogła ugrać. Nie ugrała, choć zdobyła jeszcze dwa break pointy w siódmym gemie, przy czym Sabalenka te dwie akcje rozegrała na własnych zasadach. Paolini przegrała 2:6, 2:6.

     

    https://x.com/WTA/status/1905356415914344725

     

    Aryna zagra więc w finale w Miami, po swój pierwszy tytuł WTA 1000 od jesiennego Wuhanu. I w starciu z Jessicą Pegulą lub Alexandrą Ealą będzie zdecydowaną faworytką.

     

    Już ma w rankingu WTA zapewnione 10191 punktów – pierwszy raz w karierze to pięciocyfrowy dorobek. I właśnie zostałaliderką WTA Race za ten sezon.

     

  • To, co zrobił Szczęsny w polu karnym, jest niepojęte. Tak go nazwali

    To, co zrobił Szczęsny w polu karnym, jest niepojęte. Tak go nazwali

    To, co zrobił Szczęsny w polu karnym, jest niepojęte. Tak go nazwali

    FC Barcelona wygrała 3:0 z Osasuną Pampeluna, a Wojciech Szczęsny był jednym z bohaterów spotkania. Tym razem nie zasłynął za sprawą znakomitych interwencji, a sprytnej akcji, w której nie dał się sprowokować. Ba, odpowiedział na zagrożenie ze strony rywali… widowiskowym dryblingiem. Zaimponował nie tylko komentatorom, ale i kibicom. “Widzicie Penie lub ter Stegena robiących coś takiego? Bo ja nie” – czytamy.

     

    Talizman – takim mianem hiszpańskie media i tamtejsi kibice określają Wojciecha Szczęsnego. Z nim w składzie FC Barcelona jeszcze nie przegrała. 16 meczów, 16 straconych goli i osiem czystych kont. Takimi statystykami mógł pochwalić się Polak przed czwartkowym spotkaniem. 34-latek gra precyzyjnie, notuje wiele interwencji, gra pewnie i przede wszystkim skutecznie. Emanuje też spokojem i opanowaniem, czego próbkę otrzymaliśmy w starciu z Osasuną Pampeluna.

     

    Co za manewr Wojciecha Szczęsnego! Rywale ośmieszeni. Polak ostoją spokoju

     

    Szczęsny nie miał zbyt wiele pracy podczas pierwszej odsłony spotkania. To Barcelona była stroną przeważającą i naciskała rywali. Efekt? Dwa gole. W 11. minucie trafił Ferran Torres, a w 21. z rzutu karnego Dani Olmo. Ale nie tylko o ich trafieniach mówiło się najwięcej po pierwszej połowie, a o zachowaniu Szczęsnego w jednej z akcji. Ta trafiła do sieci i już staje się viralem.

     

    Mowa o sytuacji z 30. minuty. Wówczas piłkę do Polaka wycofał Inigo Martinez. Od razu na Szczęsnego ruszyło dwóch rywali. Chcieli go osaczyć, wywrzeć na nim presję, zmusić do błędu i odebrać piłkę. Czy bramkarz się ich przestraszył? Absolutnie nie! Z pewnością niejeden golkiper wybiłby futbolówkę na aut, by uniknąć zagrożenia, ale nie Szczęsny.

     

    Ten się zabawił. I to aż z dwoma przeciwnikami. Ze stoickim spokojem zwiódł rywali, posłał piłkę między nimi i podał do kolegów z drużyny. Tym zachowaniem wzbudził podziw nie tylko trybun, które wydały z siebie dźwięk uznania, ale i komentatorów. – Szczęsny, ależ luz. Ależ się bawi. Pozostaje niewzruszony – zachwycali się komentatorzy Canal+Sport.

    https://x.com/victor_nahe/status/1905357090224296447

    “Montjuić zgotowało Szczęsnemu owację na stojąco po minięciu przez drybling zawodników Osasuny w polu karnym. Jest jednym z najbardziej lubianych przez fanów” – pisał wprost dziennikarz Victor Navarro. “Kolejny dzień w biurze” – tak Szczęsnego docenił Toni Juanmarti, dając do zrozumienia, że takie rzeczy Polak robi na porządku dziennym.

     

    Kibice zachwyceni tym, co zrobił Szczęsny. “Ale to jest kot”

    https://x.com/_BarcaInfo/status/1905357440909983820

    Tym dryblingiem Szczęsny zrobił też wrażenie na internautach. “Mistrz”, “Mieć ten luz”, “Szef”, “Mocne”, “Ale to jest kot”, “Pan Wojciech”, “Układ nerwowy wyłączony” – to kilka ze wpisów na X. Niektórzy stwierdzili wprost, że konkurenci Polaka w walce o miejsce w bramce raczej w tej sytuacji takiego spokoju by nie zachowali. “Widzicie Penie lub ter Stegena robiących coś takiego? Bo ja nie” – pisała jedna z internautek. “Więcej udanych dryblingów w tym sezonie niż Lewandowski” – żartował inny użytkownik X. “Kiedy będę starszy, chce być jak Szczęsny” – to z kolei opinia samej FC Barcelony.

    https://x.com/tjuanmarti/status/1905378674179735961

    A jak Szczęsny poradził sobie w drugiej połowie? Równie dobrze i spokojnie. Nie wpuścił ani jednej bramki, a Barcelona jeszcze podwyższyła prowadzenie za sprawą Roberta Lewandowskiego. Dzięki zwycięstwu drużyna została samodzielnym liderem La Liga. Ma trzy punkty więcej niż Real Madryt. Kolejny mecz Katalończycy rozegrają już w niedzielę 30 marca,a rywalem będzie Girona.