Category: Sports

  • Tak Hiszpanie ocenili Lewandowskiego. Mówią jednym głosem

    Tak Hiszpanie ocenili Lewandowskiego. Mówią jednym głosem

    Tak Hiszpanie ocenili Lewandowskiego. Mówią jednym głosem

    Hiszpańskie media bardzo chwaliły Roberta Lewandowskiego za występ z Osasuną (3:0), w którym zaledwie dziewięć minut po pojawieniu się na boisku, zdobył gola. Pojawiły się nawet słowa, że Polak jest “nieśmiertelny”.

     

    Robert Lewandowski tym razem znakomicie spisał się w roli zmiennika w FC Barcelonie w wygranym 3:0 meczu z Osasuną. Reprezentant Polski pojawił się na boisku w 68. minucie, a dziewięć minut później strzałem głową zdobył gola. Dla 36-letniego napastnika był to 23. bramka w tym sezonie w La Lidze. Ma trzy trafienia więcej od Kyliana Mbappe (Real Madryt).

     

    Lewandowski na ustach całej Hiszpanii. Tak go nazwali

     

    Hiszpańskie media po meczu z Osasuną chwaliły Roberta Lewandowskiego. “Nieśmiertelny” – tak zatytułował Lewandowskiego w ocenach “Mundo Deportivo”. Dziennikarze zwrócili uwagę, że Polak potrzebował zaledwie dziewięciu minut, by zdobyć gola.

     

    “Jeśli potrzebował sześciu minut, żeby strzelić gola Valencii po wejściu z ławki, to z Osasuną potrzebował dziewięciu minut, wykańczając głową akcję z łatwością, ale na poziomie seryjnego strzelca, takiego jak on. Obecnie ma na swoim koncie 23 bramki w lidze, o trzy więcej niż Mbappe i 36 goli w całym sezonie. ‘Pichichi’ mógł zdobyć kolejne gole, ale dwa razy źle strzelił” – pisze “Mundo Deportivo”.

     

    “Lewandowski walczył do ostatniej prostej i zrobił to, co potrafi najlepiej w jedynej szansie, jaką miał: strzelił gola. Fermin Lopez posłał mu piłkę w czuły punkt, a Polak zmiażdżył Herrerę wspaniałym strzałem głową” – dodał dziennik Sport i dał Lewandowskiego notę “8”. Wyższą otrzymali tylko trzej piłkarze: Balde, de Jong i Ferran Torres. Polak identyczną ocenę otrzymał od “Eldesmarque”.

     

    “Lewandowski wszedł w 66. minucie zastępując Ferrana Torresa. W poszukiwaniu Pichichi nie przegapił okazji do zdobycia gola. Zmarnował pierwszą szansę, jaką miał, ale drugą posłał do siatki. Oddał spektakularny strzał głową po świetnym podaniu Fermina” – napisała Marca i dała mu ocenę “6”.

     

    “Lewandowski nie ustaje w walce o tytuł króla strzelców. Dorzucił kolejnego gola, mimo że grał zaledwie dwadzieścia minut” – dodał “AS”.

     

    FC Barcelona z 63 punktami prowadzi w La Lidze. Ma trzy punkty więcej od wicelidera i obrońcy trofeum – Realu Madryt i siedem od Atletico Madryt

     

  • [WIDEO] Magia w ostatniej chwili! Pajor ratuje Barcelonę spektakularnym golem – Ona po prostu nie może przestać strzelać!

    [WIDEO] Magia w ostatniej chwili! Pajor ratuje Barcelonę spektakularnym golem – Ona po prostu nie może przestać strzelać!

    [WIDEO] Magia w ostatniej chwili! Pajor ratuje Barcelonę spektakularnym golem – Ona po prostu nie może przestać strzelać!

    https://youtu.be/EcK5KWp2zls?si=_N8kyRCsVXhjDqPQ

     

     

    FC Barcelona o krok od kompromitacji… aż do chwili, gdy Ewa Pajor przejęła piłkę! Jedno zagranie, które odmieniło losy meczu! [WIDEO]

     

    Wydawało się, że niepokonana FC Barcelona w końcu straci punkty. Katalonki przez całe spotkanie biły głową w mur, nie mogąc znaleźć sposobu na przełamanie defensywy Athletiku Bilbao. Czas uciekał, a widmo niespodziewanego remisu stawało się coraz bardziej realne. Ale wtedy nadeszła ta kluczowa chwila – Ewa Pajor, wprowadzona z ławki, jednym zagraniem całkowicie odmieniła przebieg meczu!

    Barcelona w tarapatach! Bilbao postawiło twarde warunki

    Gdy Ewa Pajor latem 2024 roku dołączała do FC Barcelony, oczekiwania wobec niej były ogromne. Miała być kolejnym wielkim wzmocnieniem ofensywy, piłkarką, która w kluczowych momentach zrobi różnicę. I właśnie taki moment nadszedł w starciu z Athletikiem Bilbao.

    Na papierze faworyt był oczywisty – Barcelona, lider tabeli, niepokonana w tym sezonie, przeciwko drużynie ze środka stawki. Ale boisko szybko zweryfikowało wszelkie przewidywania. Podopieczne Jonatana Giráldeza dominowały w posiadaniu piłki, ale ataki Katalonek były konsekwentnie rozbijane przez znakomicie ustawioną defensywę gospodarzy. Frustracja rosła, a Bilbao nabierało coraz większej pewności siebie.

    Gdy po pierwszej połowie wynik wciąż brzmiał 0:0, stało się jasne, że Barcelona potrzebuje impulsu. Potrzebowała kogoś, kto jednym zagraniem odmieni losy meczu. Właśnie wtedy trener Giráldez sięgnął po swoją tajną broń – Ewę Pajor.

    Wejście Pajor – jeden moment, który zmienił wszystko!

    61. minuta. Ewa Pajor wchodzi na boisko. Już pierwsze jej dotknięcia piłki pokazują, że Polka wnosi nową energię do ofensywy Barcelony. Drużyna zaczyna grać szybciej, z większą intensywnością, ale Bilbao wciąż trzyma się dzielnie. Minuty mijają, a wynik pozostaje bez zmian.

    I wtedy nadchodzi 90. minuta. Barcelona desperacko szuka decydującego trafienia, a Bilbao marzy o sensacyjnym punkcie. W jednej chwili piłka trafia do Pajor. Polka podnosi głowę, błyskawicznie analizuje sytuację i podejmuje decyzję. Perfekcyjne, prostopadłe podanie przecina obronę rywalek, otwierając Alexii Putellas drogę do bramki. Hiszpanka nie zastanawia się ani chwili – mocny strzał i piłka ląduje w siatce!

    Stadion na moment zamiera. Bilbao, które przez 90 minut było o krok od osiągnięcia sensacyjnego wyniku, w jednej chwili traci wszystko. Katalonki eksplodują z radości – raz jeszcze udowodniły, że potrafią wygrywać nawet w najbardziej dramatycznych okolicznościach.

    Ale to nie koniec! Zaledwie dwie minuty później Barcelona dobija rywalki. Tym razem na listę strzelczyń wpisuje się Vicky Lopez, która wykorzystuje podanie Caroline Graham Hansen. Końcowy wynik? 2:0 dla Barcelony – choć jeszcze kilka minut wcześniej wydawało się, że czeka je pierwszy w sezonie remis.

    Barcelona nie do zatrzymania – Pajor buduje swoją legendę

    Zwycięstwo nad Athletikiem Bilbao sprawia, że Barcelona kontynuuje swoją nieskazitelną serię. 16 meczów, 16 zwycięstw, 74 gole strzelone, tylko 7 straconych – liczby mówią same za siebie. Katalonki pewnie zmierzają po kolejne mistrzostwo, mając już 11 punktów przewagi nad Realem Madryt.

    Ewa Pajor również ma powody do dumy. Polka jest liderką klasyfikacji strzelczyń z 14 golami, wyprzedzając Ednę Imade z Granady o trzy trafienia. Co więcej, jej wkład w grę zespołu nie ogranicza się tylko do zdobywania bramek – z pięcioma asystami jest również jedną z najlepszych kreatorek w lidze.

    Jedno jest pewne – gdy Barcelona znajduje się w opałach, Ewa Pajor jest gotowa, by zrobić różnicę. Jej genialne zagranie przeciwko Bilbao to kolejny dowód na to, dlaczego uznawana jest za jedną z najważniejszych piłkarek w kadrze Katalonek. Jeśli utrzyma taką formę, kolejne trofea są tylko kwestią czasu!

  • Czy to już kryzys? Iga Świątek mówi wprost o współpracy z Fissettem po sensacyjnej porażce!

    Czy to już kryzys? Iga Świątek mówi wprost o współpracy z Fissettem po sensacyjnej porażce!

    Czy to już kryzys? Iga Świątek mówi wprost o współpracy z Fissettem po sensacyjnej porażce!

    To miała być kolejna okazja dla Igi Świątek do udowodnienia swojej dominacji w kobiecym tenisie. Tymczasem polska tenisistka nie tylko nie dotarła do finału turnieju WTA 1000 w Miami, ale odpadła już w ćwierćfinale po zaskakującej porażce z Alexandrą Ealą. Przegrana 2:6, 5:7 z 140. rakietą świata była ciosem nie tylko dla samej zawodniczki, ale i dla jej fanów, którzy zaczynają się zastanawiać, co dzieje się z dotychczasową królową kortów.

     

    To już szósta porażka Świątek w tym sezonie – i choć bilans ten może nie wydawać się alarmujący, to sposób, w jaki Polka przegrywa, budzi coraz większy niepokój. Eksperci zwracają uwagę na powtarzający się schemat: rywalki nie muszą już rozgrywać perfekcyjnych meczów, by ograć wiceliderkę rankingu WTA. Świątek sama przyznaje, że jej tenis nie funkcjonuje tak, jak powinien, a do tego pojawiają się coraz większe wątpliwości co do współpracy z trenerem Wimem Fissettem.

     

    Świątek szczerze o swojej grze: „Nie umiem tego ocenić”

     

    Po porażce z Ealą Świątek w rozmowie z Canal+ Sport nie ukrywała frustracji. – Na pewno nie zagrałam swojego tenisa i dużo rzeczy mi nie wychodziło. Popełniłam wiele błędów już na początku i nie dałam rady do końca się z tego odkopać – przyznała tenisistka.

     

    Jednym z najbardziej niepokojących fragmentów wywiadu była jej wypowiedź na temat wskazówek trenera w trakcie meczu. – Na pewno nie lubię dostawać podpowiedzi co punkt, więc pod koniec meczu nie dawałam rady się skoncentrować nawet na tym, co się dzieje na korcie – ujawniła Świątek, sugerując, że nadmierne komunikaty od trenera mogły jej bardziej zaszkodzić niż pomóc. – W ostatnich meczach dostawałam świetny coaching od Wima, ale faktycznie tych komunikatów było dużo. Wszyscy chcemy dobrze, więc musimy to przeanalizować i znaleźć najlepsze rozwiązanie – dodała.

     

    Świątek nie ukrywała również, że nie do końca rozumie, co poszło nie tak. – Co bym zmieniła, gdybym mogła zagrać ten mecz jeszcze raz? Szczerze mówiąc, nie wiem. Moja gra nie funkcjonowała tak, jak powinna i nie umiem tego ocenić. Może starałabym się grać z większą rotacją, ale nieczysto uderzałam piłkę i nie leciała tam, gdzie chciałam – podsumowała rozczarowana Polka.

     

    Coraz większa presja. Co dalej z Igą Świątek?

     

    Czy to tylko chwilowy kryzys, czy coś poważniejszego? Eksperci zauważają, że od czasu triumfu w zeszłorocznym Roland Garros Świątek nie tylko nie wygrała turnieju, ale nie dotarła nawet do finału. Jej wyniki są solidne, ale nie na poziomie, do jakiego przyzwyczaiła kibiców. Filip Modrzejewski ze Sport.pl wprost wskazuje, że problemem nie są same porażki, ale ich charakter. Świątek przestała dominować, a rywalki coraz częściej znajdują na nią sposób, nie musząc nawet prezentować gry życia.

     

    Teraz przed Świątek kluczowa decyzja – czy wystąpić w turnieju kwalifikacyjnym do Billie Jean King Cup 2025, gdzie Polska zmierzy się z Ukrainą i Szwajcarią w Radomiu (10-11 kwietnia). Następnie w jej kalendarzu znajdują się trzy istotne turnieje: WTA 500 w Stuttgarcie (14-21 kwietnia), WTA 1000 w Madrycie (22 kwietnia – 4 maja) i WTA 1000 w Rzymie (6-18 maja).

     

    Czy to właśnie tam zobaczymy powrót Igi Świątek do wielkiej formy? A może problemy z trenerem i własną grą będą się pogłębiać? Na razie jedno jest pewne – nadchodzące tygodnie będą kluczowe dla przyszłości polskiej gwiazdy tenisa.

     

  • Czy to punkt krytyczny? Były trener byłej liderki rankingu bije na alarm w sprawie sztabu Świątek

    Czy to punkt krytyczny? Były trener byłej liderki rankingu bije na alarm w sprawie sztabu Świątek

    Czy to punkt krytyczny? Były trener byłej liderki rankingu bije na alarm w sprawie sztabu Świątek

    Świat tenisa został wstrząśnięty, gdy Iga Świątek poniosła szokującą porażkę w turnieju WTA 1000 w Miami, przegrywając w ćwierćfinale z 140. rakietą świata, Alexandrą Ealą. Po raz pierwszy od czterech lat polska gwiazda uległa zawodniczce spoza pierwszej setki – wynik ten wywołał prawdziwe trzęsienie ziemi w środowisku tenisowym. Jednak jeszcze bardziej zaskakujące niż sama porażka były słowa Piotra Woźniackiego, ojca i byłego trenera byłej liderki rankingu WTA, Caroline Wozniacki. W szczerej rozmowie nie gryzł się w język i wskazał, co jego zdaniem jest największym problemem Świątek i jej zespołu.

     

    Dom bez powietrza – czas na zmiany?

     

    „W tym pięknym domu, który zbudowała Iga Świątek, brakuje powietrza. Trzeba go po prostu przewietrzyć” – powiedział Woźniacki.

     

    Jego metafora jest poetycka, ale przesłanie bardzo jasne – coś w obozie Świątek nie funkcjonuje tak, jak powinno. Według Woźniackiego jej postawa, mowa ciała i ogólna energia są dalekie od tych, które prezentowała, gdy zdobywała kolejne wielkoszlemowe tytuły.

     

    „Nie wygląda już tak, jak wtedy, gdy wygrywała Szlemy. Wystarczy porównać tamte momenty z tym, co widzimy teraz. Widzę inną twarz, inną postawę, inną relację z zespołem. Brakuje tych spontanicznych interakcji z ojcem, trenerami, ludźmi, którzy ją wspierają. Coś się zmieniło i to widać gołym okiem.”

     

    Problemy wewnętrzne

     

    Ostatnie występy Świątek wyraźnie pokazują frustrację i zmęczenie psychiczne. Choć Eala zagrała świetny mecz w Miami, wielu uważa, że to bardziej Świątek przegrała ten pojedynek, niż Filipinka go wygrała. Zdaniem Woźniackiego problem nie tkwi w technice czy przygotowaniu fizycznym – jest znacznie głębszy.

     

    „To nie kwestia taktyki ani kondycji” – zaznaczył stanowczo. „To nie ma znaczenia, czy jej nowy trener, Wim Fissette, nauczy ją nowych schematów czy uderzeń. To nic nie da, jeśli Iga jest po prostu wyczerpana – psychicznie i emocjonalnie. A moim zdaniem tak właśnie jest.”

     

    Jego rozwiązanie? Całkowity reset mentalny.

     

    „Potrzebuje trzech, czterech dni całkowitego odcięcia od tenisa i swojego zespołu. Zero treningów, żadnych analiz taktycznych – kompletnie nic. Powinna spędzić czas z kimś bliskim, może ze starą przyjaciółką ze szkoły, i po prostu złapać oddech. Musi wyrwać się z tego bezlitosnego cyklu i spojrzeć na wszystko z dystansu.”

     

    System, który trzeba przewietrzyć

     

    Woźniacki nie nawoływał bezpośrednio do zmian w sztabie Świątek, ale jego słowa mocno sugerowały, że pewne przetasowania mogłyby pomóc.

     

    „Kiedy mówię, że trzeba przewietrzyć zespół, nie mam na myśli zwalniania ludzi. Ale każdy – trenerzy, psycholog, sztab medialny – powinien na chwilę odetchnąć. Nie oglądać tenisa, nie rozmawiać o nim, nie czytać kolejnych artykułów na temat Igi. Dać jej przestrzeń, by mogła pomyśleć i na nowo odnaleźć radość z gry.”

     

    Nazwisko Darii Abramowicz, wieloletniej psycholożki Świątek, często pojawia się w dyskusjach fanów na temat potencjalnych zmian w sztabie. Jednak Woźniacki unikał wskazywania winnych.

     

    „Nie chodzi o to, kto powinien zostać, a kto odejść. Chodzi o spojrzenie z nowej perspektywy. Jeśli wszyscy – w tym sama Świątek – zrobią krok wstecz, mogą zobaczyć rzeczy inaczej. Jeśli wtedy uznają, że nadal dobrze im się współpracuje – świetnie. Ale jeśli nie, lepiej się rozstać w zgodzie, niż na siłę podtrzymywać coś, co już nie działa.”

     

    Czas na radykalny reset?

     

    Przed Świątek kluczowe turnieje w Madrycie i Rzymie, gdzie ma do obrony wiele punktów rankingowych. Czy powinna w ogóle z nich zrezygnować i zrobić sobie dłuższą przerwę? To brzmi drastycznie, ale Woźniacki twierdzi, że w kryzysowych sytuacjach potrzeba odważnych decyzji.

     

    „Każdy sportowiec w pewnym momencie doświadcza wypalenia, niezależnie od liczby wygranych tytułów. A najlepsze, co można wtedy zrobić, to na chwilę się wycofać, złapać dystans i wrócić z nową energią.”

     

    Presja gwiazdy tenisa

     

    Oczekiwania wobec Świątek są większe niż kiedykolwiek. Jako największa tenisowa gwiazda Polski jest pod nieustanną obserwacją – coś, co Woźniacki doskonale rozumie.

     

    „Nie zapomniała, jak się gra. Nadal osiąga niesamowite wyniki w tym sezonie. Ale ta presja? Nawet słoń by jej nie wytrzymał” – stwierdził. „Codziennie pojawiają się artykuły na jej temat, każdy jej mecz jest analizowany, a jeśli przegra, krytyka spada natychmiast.”

     

    Woźniacki nie obwinia jednak mediów – rozumie ich rolę. Jego obawa dotyczy tego, że Świątek i jej zespół za bardzo pozwalają, by zewnętrzny szum wpływał na ich decyzje.

     

    „Nie mogą żyć tym, co o nich piszą. Media zawsze będą pisać, kibice zawsze będą mieli swoje opinie. Ale Świątek musi nauczyć się to filtrować i znaleźć własną równowagę.”

     

    Co dalej ze Świątek?

     

    Sezon na kortach ziemnych zbliża się wielkimi krokami i najbliższe tygodnie mogą okazać się kluczowe dla przyszłości Świątek. Czy posłucha rad Woźniackiego i da sobie oddech? Czy może będzie walczyć dalej, licząc, że uda jej się przezwyciężyć kryzys?

    Jedno jest pewne – jeśli nie znajdzie sposobu, by na nowo cieszyć się grą, problemy mogą się tylko pogłębiać. A w tak bezlitosnym sporcie jaktenis to ryzyko, na które nie może sobie pozwolić.

     

  • Wejście smoka Roberta Lewandowskiego! Gol! Potrzebował zaledwie chwili

    Wejście smoka Roberta Lewandowskiego! Gol! Potrzebował zaledwie chwili

    Wejście smoka Roberta Lewandowskiego! Gol! Potrzebował zaledwie chwili

     

    Robert Lewandowski ma bramkę numer 36 w tym sezonie! Polski napastnik pojawił się na boisko w meczu z Osasuną dopiero w 68. minucie, ale nie przeszkadzało mu to, by wpisać się na listę strzelców. Już po dziewięciu minutach wykorzystał podanie Fermina Lopeza. Zobacz bramkę “Lewego”.

    https://x.com/CANALPLUS_SPORT/status/1905354808585838965

    Robert Lewandowski w meczu z Litwą poczuł dolegliwość w nodze, a w meczu z Maltą pojawił się na boisku dopiero w końcówce. Trzy dni po reprezentacyjnym meczu musiał pojawić się w spotkaniu Barcelony, ponieważ władze ligi hiszpańskiej wyznaczyły taki termin na rozegranie przełożonego pojedynku z Osasuną. Hansi Flick podjął decyzję, by oszczędzać siły Polaka, i ten zaczął na ławce. Od pierwszej minuty po boisku biegał Ferran Torres, który już w 11. minucie wpisał się na listę strzelców.

     

    Drugą bramkę z rzutu karnego zdobył Dani Olmo, a Robert Lewandowski pojawił się na murawie dopiero w 68. minucie, gdy gra Barcelony bardzo wyhamowała. Polski napastnik potrzebował zaledwie dziewięciu minut, by strzelić pierwszą bramkę w drugiej części spotkania. Wykorzystał dośrodkowanie Fermina Lopeza i głową skierował piłkę do siatki.

     

    Zobacz bramkę Roberta Lewandowskiego w meczu z Osasuną!

    https://x.com/CANALPLUS_SPORT/status/1905376217357824079

    Dla Lewandowskiego to już trafienie numer 36 w 41 spotkaniu w tym roku. Polak ma również trzy asysty. W lidze hiszpańskiej jest liderem klasyfikacji strzelców, ponieważ ma 23 bramki. O trzy gole mniej w dorobku posiada Kylian Mbappe.

     

  • Lewandowski wszedł z ławki i zrobił to w dziewięć minut! Trzy gole w meczu Barcelony

    Lewandowski wszedł z ławki i zrobił to w dziewięć minut! Trzy gole w meczu Barcelony

    Lewandowski wszedł z ławki i zrobił to w dziewięć minut! Trzy gole w meczu Barcelony

    Robert Lewandowski potrzebował zaledwie dziewięciu minut przebywania na boisku w roli rezerwowego, by zdobyć gola i powiększyć przewagę wśród najlepszych strzelców nad Kylianem Mbappe. FC Barcelona – Osasuna 3:0.

     

    Pewnie sporo kibiców przecierało oczy ze zdumienia, gdy zobaczyło składy na zaległy (z 27. kolejki) czwartkowy mecz La Ligi. W podstawowych jedenastkach zabrakło bowiem miejsca dla najlepszego obecnie strzelca La Ligi – Roberta Lewandowskiego (dotychczas 22 bramki) i trzeciego w tym zestawieniu – Chorwata Ante Budimira (15 goli). Lewandowskiego w środku ataku zastąpił Ferran Torres.

     

    Robert Lewandowski wszedł z ławki i zrobił to w dziewięć minut! Trzy gole w meczu Barcelony

    Błyskawicznie okazało się, że Hansi Flick miał nosa, by postawić na Ferrana Torresa i dać odpocząć Polakowi. Już w 11. minucie Frenkie de Jong podał w pole karne do Alejandro Balde, ten z lewej strony dograł na trzeci metr do Ferrana Torresa, który wyprzedził rywala i wepchnął piłkę do siatki! Dla napastnika FC Barcelony był to ósmy gol w tym sezonie w La Lidze.

    https://x.com/CANALPLUS_SPORT/status/1905354808585838965

    Gospodarze błyskawicznie mogli podwyższyć prowadzenie. 180 sekund później Yamal z prawej strony kapitalnie dośrodkował do wbiegającego w pole karne Torresa, ale ten z sześciu metrów trafił w bramkarza Herrerę.

     

    W 18. minucie zachwycił Pedri. Pięknie dośrodkował w pole karne do Olmo, ten przerzucił piłkę nad bramkarzem, ale został sfaulowany. Sędzia podyktował rzut karny. Do piłki podszedł sam poszkodowany, ale jego intencje wyczuł Herrera i obronił strzał. Arbiter pokazał jednak, że karny będzie powtórzony, bo Jon Moncayola zbyt wcześnie wbiegł w pole karne. W powtórce Olmo zmylił bramkarza i pewnie trafił do siatki.

     

    Pomocnik Barcelony za chwilę miał jednak powody do niezadowolenia. Już w 28. minucie usiadł na boisku i okazało się, że dostał kontuzji. Zmienił go Fermin Lopez. W 39. minucie było blisko wyniku 3:0, ale Ferran Torres z 22 metrów z rzutu wolnego strzelił w poprzeczkę.

     

    W pierwszym kwadransie drugiej połowie Barcelona grała słabo, a rywale mieli dwie dobre szanse na zdobycie kontaktowego gola, ale brakowało im skuteczności. W 68. minucie na boisku pojawił się Robert Lewandowski, który zmienił Ferrana Torresa. Po zaledwie dziewięciu minutach cieszył się z gola, wykańczając strzałem głową z sześciu metrów kontratak.

     

    Dla Lewandowskiego był to 23. gol w tym sezonie w La Lidze. Ma trzy bramki więcej od Kyliana Mbappe (Real Madryt).

     

    W końcówce świetną okazję zmarnował rezerwowy Pau Victor, który po podaniu Yamala z pięciu metrów strzelił wprost w bramkarza. W doliczonym czasie gry Pablo Torre, który dał bardzo dobrą zmianę, z rzutu rożnego z lewej strony trafił w boczną siatkę.

     

    FC Barcelona po tej wygranej ma 63 punkty, trzy więcej od wicelidera i obrońcy trofeum – Realu Madryt i siedem od Atletico Madryt. Osasuna z 33 punktami jest na 14. pozycji.

     

    FC Barcelona – Osasuna 3:0 (2:0)

    Bramki: Torres (11.), Olmo (21. rzut karny), Lewandowski (77.).

    FC Barcelona: Szczęsny – Kounde, Garcia Ż, Martinez, Balde (83. Martin) – Pedri (84. Pau Victor), de Jong (46. Torre), Gavi – Yamal, Torres (68. Lewandowski), Olmo (28. Fermin Lopez).

    Osasuna: Herrera Ż – Areso (84. Pena), Catena Ż, Herrando, Cruz Ż – Ibanez, Munoz (34. Ruben Garcia), Moncayola – Anraiz (46. Boyomo), Raul Garcia (61.Budimir), Oroz (60. Gomez).

     

  • Wojciech Szczęsny zachwycił kibiców Barcelony! Ależ się zabawił. Tylko zobacz

    Wojciech Szczęsny zachwycił kibiców Barcelony! Ależ się zabawił. Tylko zobacz

    Wojciech Szczęsny zachwycił kibiców Barcelony! Ależ się zabawił. Tylko zobacz

    Wojciech Szczęsny emanuje pewnością siebie. W meczu z Osasuną polski bramkarz zdecydował się na niecodzienny drybling przeciwko dwójce rywali. Nagranie z akcji Polaka na swoje media społecznościowe wrzucił nawet oficjalny profil hiszpańskiej La Liga.

     

    FC Barcelona 27 marca rozegrała przełożony mecz z Osasuną Pampeluną. Początkowo starcie zaplanowano na 8 marca, ale kilka godzin wcześniej w hotelu drużyny zmarł nagle lekarz Barcelony Carles Minarro Garcia. Władze ligi hiszpańskiej zezwoliły na przesunięcie terminu spotkania, choć ostatecznie wskazały taką datę, która sprawiła, że piłkarze Dumy Katalonii nie mieli chwili przerwy po meczach w reprezentacjach.

     

    Wśród nich był między innymi Robert Lewandowski, który doznał urazu w meczu z Litwą i podobnie jak spotkanie z Maltą, pojedynek z Osasuną rozpoczął na ławce rezerwowych. Inaczej sytuacja miała się z Wojciechem Szczęsnym, który reprezentacyjną karierę już zakończył i przez ostatnie dni mógł odpoczywać.

     

    Polak już w pierwszej połowie pokazał, że jest już na swoim najwyższym poziomie pewności siebie po powrocie z emerytury. W 30. minucie wdał się w drybling z dwoma piłkarzami przeciwników. Zwodem oszukał Raula Garcię i zdążył odegrać piłkę do kolegi nim doskoczył do futbolówki Jesus Areso. Nagranie z akcji Polaka na swoje media społecznościowe wrzucił nawet oficjalny profil hiszpańskiej La Liga.

    Wojciech Szczęsny wdał się w drybling. Ależ akcja

    https://x.com/LaLiga/status/1905359095927890407

  • Szokujący zwrot akcji w Miami: Mimo porażki Iga Świątek zagra w półfinale!

    Szokujący zwrot akcji w Miami: Mimo porażki Iga Świątek zagra w półfinale!

    Szokujący zwrot akcji w Miami: Mimo porażki Iga Świątek zagra w półfinale!

    W dramatycznym zwrocie wydarzeń podczas Miami Open polska gwiazda tenisa, Iga Świątek, doznała niespodziewanej porażki, wprawiając kibiców w osłupienie. Jednak w momencie, gdy wydawało się, że jej przygoda w turnieju dobiegła końca, pojawiła się sensacyjna informacja – Świątek wciąż awansuje do półfinału! Jak to możliwe? Co wydarzyło się za kulisami, że czterokrotna mistrzyni wielkoszlemowa otrzymała kolejną szansę na triumf? Przyjrzyjmy się bliżej tej zdumiewającej sytuacji, która wstrząsnęła światem tenisa.

     

    Szokująca porażka, której nikt się nie spodziewał

     

    Przed rozpoczęciem Miami Open Świątek była uważana za zdecydowaną faworytkę. Jako obecna liderka światowego rankingu i jedna z najbardziej dominujących zawodniczek na WTA Tour prezentowała świetną formę przez cały turniej. Fani spodziewali się kolejnego pewnego zwycięstwa w drodze do tytułu.

     

    Jednak ćwierćfinałowy mecz zamienił się w nieoczekiwany koszmar dla polskiej gwiazdy. Jej rywalka zagrała bezkompromisowy, agresywny tenis, a Świątek miała problemy ze znalezieniem swojego rytmu. Pomimo prób odwrócenia losów spotkania, błędy i niewykorzystane okazje okazały się decydujące. Po wyczerpującej walce tablica wyników pokazała niecodzienny widok – Świątek przegrała. Świat tenisa był w szoku.

     

    Od rozczarowania do nadziei – nieoczekiwana szansa

     

    Gdy Świątek opuszczała kort, emocje sięgały zenitu. Jej marzenie o triumfie w Miami Open wydawało się zniszczone. Jednak zaledwie kilka godzin później tenisowa społeczność została zelektryzowana sensacyjną wiadomością – Świątek nadal jest w turnieju i zagra w półfinale!

     

    Jak to możliwe? Wyjaśnienie tkwiło w niespodziewanym wycofaniu się jednej z półfinalistek. Z powodu nagłej kontuzji lub problemów zdrowotnych zawodniczka, która wywalczyła awans, musiała zrezygnować z dalszego udziału w turnieju. W takiej sytuacji organizatorzy, zgodnie z regulaminem, przyznali miejsce najwyżej sklasyfikowanej zawodniczce spośród przegranych w ćwierćfinale – a była nią właśnie Iga Świątek!

     

    Druga szansa na triumf – czy Świątek ją wykorzysta?

     

    Dla Świątek ten nieoczekiwany zwrot akcji to ogromna szansa. Mimo początkowego rozczarowania teraz ponownie ma okazję sięgnąć po tytuł. Jednak nie ma czasu na świętowanie – jej kolejna rywalka będzie wypoczęta i gotowa, by wykorzystać każdą słabość w jej grze.

     

    Najważniejsze pytanie brzmi: czy Świątek zdoła się odbudować, skoncentrować i w pełni wykorzystać tę niespodziewaną okazję? W historii tenisa zdarzały się podobne przypadki – zawodnicy, którzy otrzymali drugą szansę, a później triumfowali. Czy Świątek dołączy do tego grona i zamieni ten nieoczekiwany zwrot wydarzeń w końcowy sukces?

     

    Co to oznacza dla Świątek i świata tenisa?

     

    Ta niezwykła sytuacja wywołała gorącą dyskusję wśród kibiców i ekspertów tenisa. Niektórzy uważają, że jest to zgodne z zasadami i sprawiedliwe, inni twierdzą, że przegrana zawodniczka nie powinna dostawać drugiej szansy. Jedno jest jednak pewne – obecność Świątek w półfinale jeszcze bardziej podgrzewa emocje w tym turnieju.

     

    Teraz oczy całego tenisowego świata są zwrócone na nią. Czy udowodni swoją dominację i pokaże, dlaczego jest numerem jeden? Czy uciszy krytyków i przekuje ten nieoczekiwany zwrot w kolejny wielki triumf?

     

    Miami Open właśnie stało się jeszcze bardziej ekscytujące, a historia Świątek w tym turnieju wciąż trwa.

     

  • Rekordy w Planicy! 19 lat na to czekali. A to nie jedyny historyczny wynik

    Rekordy w Planicy! 19 lat na to czekali. A to nie jedyny historyczny wynik

    Rekordy w Planicy! 19 lat na to czekali. A to nie jedyny historyczny wynik

    Już sesje treningowe i kwalifikacje przyniosły nam trzy rekordy kraju. Hektor Kapustik poprawił rezultat starszy od siebie. Znakomicie zapowiada się weekend z lotami w Planicy.

     

    W Planicy wreszcie obejrzeliśmy to, na co czekaliśmy cały sezon. Wreszcie znakomicie zaczęli latać reprezentanci Polski. W kwalifikacjach aż trzech zajęło miejsca w czołowej dziesiątce — Piotr Żyła był piąty, Kamil Stoch szósty, a Paweł Wąsek dziewiąty. Po drugie, na Letalnicy byliśmy świadkami dalekich lotów, których brakowało na poprzednich konkursach na mamucich skoczniach w tym sezonie.

     

    Jeszcze przed startem zmagań pisaliśmy, że to znakomita okazja dla Słowaków i Kazachów do pierwszego skoku ponad 200 m. Rozmiar skoczni w Planicy to aż 240 m, a już skoczenie za punkt konstrukcyjny oznacza, że lot miał co najmniej 200 m długości. Długo na przekroczenie magicznej bariery nie musieliśmy czekać.

     

    Trzy rekordy kraju już pierwszego dnia!

     

    Już w pierwszym treningu 17-letni Hektor Kapustik poleciał 202 m, czym pobił starszy od siebie o rok rekord Martina Mesika (195,5 m w 2006 r.). Młody Słowak pierwszy skakał na mamucie, a jego poprzedni rekord życiowy wynosił zaledwie 134,5 m. Kazachom jeszcze nie udało się pobić próby Siergieja Tkaczenko z Vikersund z 2019 r. (199,5 m), za to padły rekordy innych krajów.

     

    W drugiej sesji treningowej Alex Insam poleciał aż 234 m, czym poprawił poprzedni rekord po ośmiu latach. Włoski skoczek pobił samego siebie o 1,5 m. W tej samej sesji Daniel Andrei Cacinapoleciał 169,5 m, czym o 39,5 m poprawił rekord Rumunii ustanowiony w Zakopanem przez Andreia Feldoreana w 2021 r.

     

    Przypomnijmy, że rekord Polski Kamila Stocha to 251,5 m z 2017 r. Na sobotę w Planicy zaplanowano drużynówkę natomiast w niedzielę, tradycyjnie już w zawodach kończących sezon, wystartuje jedynie czołowa trzydziestka Pucharu Świata.

     

  • To “ostatni dzwonek” dla Igi Świątek. Ojciec gwiazdy wydał wyrok

    To “ostatni dzwonek” dla Igi Świątek. Ojciec gwiazdy wydał wyrok

    To “ostatni dzwonek” dla Igi Świątek. Ojciec gwiazdy wydał wyrok

    Piotr Woźniacki nie ma wątpliwości — przed Igą Świątek “ostatni dzwonek” na mentalny odpoczynek. “Iga musi zadziałać, żeby sobie nie zepsuła tego, co najbardziej lubi” — przyznał ojciec Caroline Wozniacki w rozmowie z portalem sport.pl, nawiązując do zbliżającej się części sezonu WTA. Zwrócił także uwagę na to, że Świątek nie wygląda na korcie tak, jak w swoich najlepszych momentach.

     

    Iga Świątek sensacyjnie przegrała w ćwierćfinale turnieju WTA 1000 w Miami z Filipinką Alexandrą Ealą. Potknięcie wiceliderki rankingu jest analizowane na tysiące sposobów przez licznych ekspertów. O ostatnich niepowodzeniach Świątek wypowiedział się także ojciec byłej “jedynki” światowego rankingu Caroline Wozniacki.

     

    Piotr Woźniacki zwrócił uwagę na grę Igi Świątek. “Nie wygląda tak”

     

    Piotr Woźniacki nie ukrywa, że w ostatnich tygodniach na korcie widzi inną Świątek. “Zauważam, że Iga nie wygląda tak, jak wtedy, gdy zdobywała wielkoszlemowe tytuły. […] Widzę jej inną twarz, inną mowę ciała, inne zachowanie. Brakuje mi jej spontanicznych rozmów z ojcem i z teamem, kontaktu z ludźmi, którzy jej kibicowali” — zaczął w rozmowie ze sport.pl.

     

    Następnie zwrócił także uwagę na napięcia, które panują w sztabie Świątek. “Myślę, że tam naprawdę trzeba by było trochę przewietrzyć. Nawet w najładniejszym domu, jaki człowiek wybuduje i jest w nim szczęśliwy, od czasu do czasu trzeba otworzyć drzwi i okna, żeby przewietrzyć” — zauważył dalej.

     

    “Ostatni dzwonek” dla Igi Świątek. “Musi zadziałać”

     

    W pewnym momencie Woźniacki wspomniał o “ostatnim dzwonku” dla Świątek w kontekście ostatniej porażki i podkreślił, iż chce, by Świątek w końcu “dała sobie trochę wolnego”. Ojciec Caroline ma nadzieję, że naszej tenisistce uda się zresetować głowę przed jej ulubioną częścią sezonu, czyli turniejami na mączce.

     

    “Zbliża się ziemia, czyli najlepsza dla niej część sezonu. Iga musi zadziałać, żeby sobie nie zepsuła tego, co najbardziej lubi. Bo jak to sobie zepsuje, no to już będzie miała wtedy głębszy problem. Zawsze lepiej wyjść z mniejszego problemu niż zrobić sobie mocno pod górkę” — zauważył Woźniacki, dopytywany przez sport.pl o “ostatni dzwonek”.