Category: Sports

  • Nie widać końca niesamowitej serii Chwalińskiej! Wielki sukces o krok

    Nie widać końca niesamowitej serii Chwalińskiej! Wielki sukces o krok

    Nie widać końca niesamowitej serii Chwalińskiej! Wielki sukces o krok

    Maja Chwalińska idzie jak burza na turnieju WTA 125 w Antalyi. Polka w parze z Anastasią Detiuc spisały się świetnie i pokonały 6:1, 6:4 Prarthanę Thombare i Wushuang Zheng. Dzięki temu awansowały do finału i staną przed wielką szansą na drugi triumf w turnieju tej rangi z rzędu.

     

    Maja Chwalińska aktualnie przebywa w Turcji, gdzie radzi sobie znakomicie. W zeszłym tygodniu brała udział w turnieju WTA 125 w Antalyi, gdzie w parze z Anastasią Detiuc okazały się najlepsze. W finale pokonały 4:6, 6:3, 10-2 Jesikę Maleckovą oraz Miriam Skoch. Polka i Czeszka niedługo później wzięły udział w kolejnych zawodach tej samej rangi w Antalyi.

     

    Chwalińska jest nie do zatrzymania. Zagra w kolejnym finale

     

    Chwalińska i Detiuc ponownie spisywały się świetnie. Najpierw znów ograły Maleckovą i Skoch, a następnie wyeliminowały Yvonne Cavalle-Reimers i Angelicę Moratelli. Dzięki temu awansowały do półfinału, gdzie czekało ich starcie z Prarthaną Thombare i Wushuang Zheng. Spotkanie odbyło się w piątek o godzinie 12:30 polskiego czasu.

     

    Lepiej rozpoczęła je polsko-czeska para, która przełamała rywalki już w pierwszym gemie. Te szybko odpowiedziały tym samym i wydawało się, że przed nami wyrównana partia. Rzeczywistość okazała się jednak inna. Chwalińska i Detiuc kompletnie zdominowały Thombare i Zheng. Nie pozwoliły ugrać im już ani jednego gema i finalnie wygrały 6:1.

     

    Drugi set był już bardziej wyrównany. Po pięciu gemach byliśmy świadkami dwóch przełamań po każdej ze stron. Następnie tenisistki utrzymywały własne podanie i w efekcie był remis 4:4. W decydującym momencie znów lepsze okazały się Polka i Czeszka. W ostatnim gemie przełamały przeciwniczki i ostatecznie wygrały 6:4, a w całym meczu 6:1, 6:4.

     

    Dzięki temu Chwalińska i Detiuc awansowały do drugiego finału z rzędu w Antalyi. Tam czekać je będzie starcie z Marią Lourdes Carle i Simoną Waltert. Spotkanie zaplanowane jest na sobotę i godzinę 11:00 polskiego czasu.

     

  • Polak poprosił Lewandowskiego o autograf. Oto reakcja napastnika Barcelony

    Polak poprosił Lewandowskiego o autograf. Oto reakcja napastnika Barcelony

    Polak poprosił Lewandowskiego o autograf. Oto reakcja napastnika Barcelony

    Fani futbolu często “polują” na autografy swoich idoli. Jeden z polskich YouTuberów postawił sobie za cel zdobycia autografy kilku zawodników FC Barcelony, w tym Wojciecha Szczęsnego i Roberta Lewandowskiego. Z tym pierwszym już mu się udało. A jak poszło z 36-latkiem?

     

    Po 28. kolejkach LaLigi FC Barcelona jest pierwsza w tabeli i ma trzy punkty przewagi nad drugim Realem Madryt i siedem “oczek” nad Atletico. W Polsce jest mnóstwo kibiców Blaugrany, a od kiedy w zespole występują Robert Lewandowski i Wojciech Szczęsny, poczynania tej drużyny zaczęła śledzić większa liczba naszych rodaków.

     

    YouTuber upolował autograf Wojciecha Szczęsnego

     

    Wielu fanów tej drużyny “poluje” na autografy zawodników Dumy Katalonii. Kibice zbierają się przed ośrodkiem treningowym z nadzieją, że któryś z zawodników się zatrzyma i podpisze koszulkę, kawałek papieru, albo zrobi sobie z nimi zdjęcie

     

    Polski YouTuber Qesek, którego subskrybuje 850 tys. użytkowników, prowadzi serię, w której pokazuje kulisy “polowania” na autografy od kibiców FC Barcelony. W jednym z filmów pokazał, jak zawodnicy w drodze na trening albo wracając z niego, zatrzymują się, opuszczają szyby w samochodzie i spełniają prośby fanów o autografy albo selfie.

     

    Na jednym z nagrań pokazał, jak udało mu się zdobyć autograf od Wojciecha Szczęsnego. “Na filmie widać, że bramkarz nie tylko podpisał trykot z własnym nazwiskiem, zrobił zdjęcie z fanem, ale także wdał się w krótką wymianę zdań” – opisywaliśmy na łamach Sport.pl.

     

    Robert Lewandowski podpisał koszulkę YouTuberowi?

     

    Na tym jednak nie poprzestał. W jednym z ostatnich filmów próbował zdobyć autograf Roberta Lewandowskiego. Czy mu się to udało?

     

    “Robert Lewandowski dał mi autograf” – zatytułował nagranie. “Zaczęło padać i nagle pojawił się Robert Lewandowski” – opowiadał Qesek. 36-letni napastnik zatrzymał się przed YouTuberem, przywitał się z nim słowami “jesteś i ty”. Panowie zamienili parę słów, a “Lewy” zapytał go, czy nie podpisał mu jeszcze koszulki. Twórca internetowy zdradził, że Barcelony jeszcze nigdy. “Mam z Bayernu, Borussii i Polski, ale nie mam z Barcelony” – podkreślił.

     

    Kapitan reprezentacji Polski podpisał się na koszulce YouTubera, zrobił sobie z nim zdjęcie i odjechał. Qesek podsumował swoje przeżycie słowami: “to jest niewiarygodne”. To, czy udało mu się uzyskać autograf od innych zawodników, można sprawdzić w filmie poniżej.

     

  • Złoty But: klasyfikacja zaktualizowana po golu Lewandowskiego

    Złoty But: klasyfikacja zaktualizowana po golu Lewandowskiego

    Złoty But: klasyfikacja zaktualizowana po golu Lewandowskiego

    W wyścigu o tytuł najskuteczniejszego piłkarza w Europie Robert Lewandowski zbliża się do Mohameda Salaha. Polak kolejny raz błysnął formą w barwach FC Barcelony.

     

    Robert Lewandowski wrócił ze zgrupowania reprezentacji Polski, podczas którego zapewnił drużynie narodowej zwycięstwo 1:0 nad Litwą. Trener FC Barcelony dał mu taryfę ulgową, dlatego napastnik czwartkowy mecz na ławce rezerwowych.

     

    W zaległym spotkaniu FC Barcelona rozbiła Osasunę. Lewandowski zameldował się na placu gry w 68. minucie. Snajperowi FC Barcelony wystarczyło dziewięć minut, by strzałem głową ustalić wynik meczu na 3:0.

     

    Lewandowski nie składa broni w walce o Złotego Buta w sezonie 2024/25. Bramka zdobyta przeciwko Osasunie sprawiła, że gracz “Blaugrany” wyprzedził Mateo Reteguiego i jest samodzielnym wiceliderem klasyfikacji.

     

    Napastnik FC Barcelony zgromadził 23 trafienia, co przekłada się na 46 punkty w tym zestawieniu. Lewandowski ma na ten moment ośmiopunktową stratę do gwiazdy Liverpoolu, Mohameda Salaha (27 goli).

     

    Czołówka klasyfikacji Złotego Buta 2024/25:

     

    M Piłkarz Pkt Gole X Liga Klub

    1. Mohamed Salah 54 27 2 Premier League Liverpool FC

    2. Robert Lewandowski 46 (+2) 23 (+1) 2 LaLiga FC Barcelona

    3. Mateo Retegui 44 22 2 Serie A Atalanta BC

    4. Harry Kane 42 21 2 Bundesliga Bayern Monachium

    – Viktor Gyokerers 42 (+1,5) 28 (+1) 1,5 Liga Portugal Sporting CP

    – Erling Haaland 42 (+2) 21 (+1) 2 Premier League Manchester City

    – Ousmane Dembele 42 (+2) 21 (+1) 2 Ligue 1 PSG

     

    Złoty But to wyróżnienie dla najlepszego strzelca ligowego w Europie, jednak o końcowej pozycji decyduje nie sama liczba zdobytych goli, lecz ich przeliczenie z uwzględnieniem współczynnika trudności ligi. Z tego powodu Viktor Gyokeres, mimo że zdobył najwięcej bramek w Europie, ma mniej punktów od rywali z czołowych lig, ponieważ współczynnik ligi portugalskiej wynosi 1,5.

     

    Najwyższy mnożnik – 2-– przysługuje pięciu najwyżej ocenianym przez UEFA ligom: angielskiej Premier League, francuskiej Ligue 1, hiszpańskiej La Ligi, niemieckiej Bundeslidze oraz włoskiej Serie A.

     

    Nagroda przyznawana jest od 1968 roku, a w obecnej formule obowiązuje od roku 1996. Robert Lewandowski zdobył Złotego Buta dwukrotnie – w latach 2021 i 2022.

  • Wielka kasa dla Roberta Lewandowskiego! Hiszpanie ujawniają kwotę

    Wielka kasa dla Roberta Lewandowskiego! Hiszpanie ujawniają kwotę

    Wielka kasa dla Roberta Lewandowskiego! Hiszpanie ujawniają kwotę

    Robert Lewandowski jest w tym sezonie jednym z kluczowych zawodników Barcelony, która bardzo poważnie liczy się w walce o wywalczenie potrójnej korony. Jeśli podopiecznym Hansiego Flicka udałaby się ta sztuka, to władze katalońskiego klubu będą musiały wypłacić Polakowi olbrzymie pieniądze. Dziennik “Sport” ujawnia, jakie kwoty wchodzą w grę.

     

    Barcelona w tym sezonie z pewnością może być zaliczana do jednego z najlepiej radzących sobie zespołów w Europie. Drużyna prowadzona przez Hansiego Flicka poważnie liczy się w walce o triumf w LaLidze, Pucharze Króla oraz Lidze Mistrzów.

     

    W ostatnim spotkaniu z Osasuną, które odbyło się w czwartek, zespół ze stolicy Katalonii rozbił rywali 3:0. Jedną z bramek zdobył świetnie spisujący się Robert Lewandowski. Polak jest liderem strzelców LaLigi z 23 bramkami na koncie. Drugi w tym zestawieniu Kylian Mbappe ma trzy trafienia mniej.

     

    Lewandowski może dostać pokaźną premię od Barcelony. Znamy szczegóły

    Lewandowski wkrótce może dostać od władz Barcelony pokaźną premię. Wszystko zależy od tego, ile tytułów uda się wywalczyć jego drużynie. Kataloński dziennik “Sport” ujawnia, że jeśli jego klub zdoła sięgnąć po potrójną koronę, to na konto Polaka może wpłynąć aż 2 mln euro (ok. 8 mln 360 tys. zł).

     

    Jeśli Barcelonie uda się wygrać “tylko” w lidze, to kapitan reprezentacji Polski ma otrzymać 600 tys. euro (ok. 2,5 mln zł). Z kolei, gdyby kataloński klub wygrał ligę oraz rozgrywki Pucharu Króla, to Lewandowski miałby dostać 800 tys. euro (ok. 3 mln 345 tys. zł).

     

    Zdobycie potrójnej korony przez Barcelonę wydaje się obecnie realne. Klub Lewandowskiego po 28. rozegranych kolejkach jest liderem LaLigi z 63 punktami na koncie. Ma trzy oczka przewagi nad Realem Madryt. W Pucharze Króla walczy o awans do finału z Atletico Madryt, z którym w pierwszym meczu zremisował 4:4. Z kolei w Lidze Mistrzów zmierzy się w ćwierćfinale z Borussią Dortmund.

  • Niepokojące. Tak źle u Igi Świątek jeszcze nie było

    Niepokojące. Tak źle u Igi Świątek jeszcze nie było

    Niepokojące. Tak źle u Igi Świątek jeszcze nie było

    Iga Świątek zakończy pierwszy kwartał 2025 roku bez tytułu. Biorąc pod uwagę ostatnie lata, jest to jej najgorszy start od momentu, w którym dołączyła do światowej czołówki. A już za chwilę presja na Polce będzie jeszcze większa.

     

    Do rywalizacji w turnieju rangi WTA 1000 w Miami Iga Świątek przystąpiła po tym, jak nie obroniła tytułu zarówno w Dosze, jak i w Indian Wells. Rok temu w tej imprezie dotarła jedynie do czwartej rundy, przez co teraz nie była faworytką do końcowego triumfu.

     

    Mimo udanego startu nasza tenisistka męczyła się z Caroline Garcią (6:2, 7:5), którą w Indian Wells ograła zdecydowanie szybciej (6:2, 6:0). Mimo że później odprawiła Elise Mertens i Elinę Switolinę w dwóch setach, to w obu starciach w premierowej odsłonie doszło do tie-breaka.

     

    Wydawało się jednak, że Polka zmiecie z kortu 140. rakietę świata 19-letnią Alexandrę Ealę i pewnie awansuje do półfinału. Tymczasem Filipinka najpierw rozbiła Świątek w premierowej odsłonie (6:2), a w drugim secie wróciła ze stanu 4:5 i triumfowała 7:5, sprawiając gigantyczną sensację.

     

    Skuteczna, ale gorsza niż dawniej

    Już teraz wiadomo, że wiceliderka światowego rankingu WTA ma za sobą najgorszy początek sezonu od momentu, od którego należy do ścisłego topu. Wszystko z uwagi na to, że pierwszy kwartał 2025 roku zakończy bez tytułu.

     

    Warto jednak zwrócić uwagę, że czołowym tenisistkom zdarzają się gorsze występy. Choćby liderka rankingu Aryna Sabalenka czy trzecia rakieta świata Coco Gauff kompletnie rozczarowały na Bliskim Wschodzie. Tymczasem Świątek w tym sezonie osiągnęła ćwierćfinał każdego turnieju, w którym rywalizowała.

     

    W tym przypadku nasza tenisistka jest do bólu regularna. W Australian Open, Dosze i Indian Wells osiągnęła nawet półfinał, ale za każdym razem w kluczowym momencie coś się zacinało i Polka przegrywała z niżej notowanymi rywalkami.

     

    Porażki w kluczowych momentach

    Tak naprawdę wszystko zaczęło się od United Cup, gdzie wiceliderka rankingu wygrała wszystkie starcia singlowe z wyjątkiem ostatniego. W finałowej rywalizacji nie udało jej się zdobyć punktu, bo przegrała z Gauff (4:6, 4:6).

     

    Następnie półfinał Australian Open, w którym Świątek przegrała z Madison Keys. Doszło do tego, mimo że serwowała na zakończenie potyczki i miała nawet piłkę meczową. Później na tym samym etapie odpadła z imprezy w Dosze, bo ograła ją Jelena Ostapenko (3:6, 1:6), na którą jeszcze nigdy nie znalazła sposobu.

     

    Z kolei turnieje w Dubaju i Indian Wells to porażki z 17-letnią Mirrą Andriejewą. I tak jak Rosjanka pewnie triumfowała na Bliskim Wschodzie w ćwierćfinale (6:3, 6:3), tak w półfinale Polka po porażce w premierowej odsłonie po tie-breaku 6:7(1), zwyciężyła drugiego seta 6:1 i stanęła. Szybko straciła podanie w kolejnej partii i pozwoliła rywalce uciec, mimo że ta wręcz gotowała się już w pierwszym gemie.

     

    Mimo wszystko to właśnie porażkę w Miami jest najtrudniej wytłumaczyć. Zwłaszcza niemoc przy własnym podaniu, bo dopiero w dwunastym (!) gemie starcia z Ealą udało jej się utrzymać serwis. A warto odnotować, że Filipinka nie mogła rywalizować na 100 procent z uwagi na problemy z udem. Wiceliderka rankingu nie zdołała wykorzystać i w głównej mierze pomagała jej błędami.

     

    Występy Igi Świątek w turniejach WTA od stycznia do marca (bez United Cup):

     

    Rok Wyniki

    2021 III runda w Melbourne, IV runda Australian Open, wygrana w Adelajdzie, III runda w Dubaju, III runda w Miami

    2022 półfinał w Adelajdzie, półfinał Australian Open, II runda w Dubaju, wygrana w Dosze, wygrana w Indian Wells, wygrana w Miami

    2023 IV runda Australian Open, wygrana w Dosze, finał w Dubaju, półfinał w Indian Wells

    2024 III runda Australian Open, wygrana w Dosze, półfinał w Dubaju, wygrana w Indian Wells, IV runda w Miami

    2025 półfinał Australian Open, półfinał w Dosze, ćwierćfinał w Dubaju, półfinał w Indian Wells, ćwierćfinał w Miami

     

    Tym samym porównując początek obecnego sezonu do poprzednich, wygląda to słabo. Od 2020 roku nie doszło do tego, żeby Polka tak długo czekała na pierwszy wygrany turniej. Trzeba przyznać, że daje to do myślenia.

     

    Świątek rozpoczęła pierwszy sezon w karierze pod okiem Wima Fissette i ich współpraca jest odbierana przede wszystkim negatywnie. Zwłaszcza biorąc pod uwagę sytuację, która wydarzyła się w ostatnim meczu. Belg, a także Maciej Ryszczuk chcieli pomóc jej wskazówkami, a 23-latka po spotkaniu wprost stwierdziła, iż nie lubi dostawać ich punkt po punkcie.

     

    To tylko pokazuje, że współpraca na linii Świątek-Fissette nie jest jeszcze odpowiednia. Nie można jednak stwierdzić, iż jest to element, przez który Polka radzi sobie gorzej w kluczowych pojedynkach.

     

    Nadchodzi kluczowy moment sezonu

    Na ten moment jednak nie można stwierdzić, iż wiceliderka rankingu rozgrywa najgorszy sezon od czasu, gdy jest na topie. Przed nią jeszcze bowiem wiele turniejów, w tym trzy wielkoszlemowe, przez co sytuacja może ulec zmianie.

     

    Teraz jednak nadchodzi kluczowy czas, ponieważ do kolejnej imprezy Świątek przystąpi już na korcie ziemnym. To właśnie jest jej “królestwo”, gdzie w poprzednim sezonie wygrała każdy wielki turniej.

     

    Jeżeli na mączce nasza tenisistka nie będzie radzić sobie tak samo znakomicie jak dawniej, to będzie jasny znak, że zamiast oczekiwanego progresu pojawił się regres. Dla Polki najważniejsze będą imprezy rangi WTA 1000 w Rzymie i Madrycie, a także wielkoszlemowy Roland Garros, gdzie rok temu nie miała sobie równych.

  • Iga Świątek stanęła przed kamerą i ogłosiła. Chodzi o Wima Fissette’a

    Iga Świątek stanęła przed kamerą i ogłosiła. Chodzi o Wima Fissette’a

    Iga Świątek stanęła przed kamerą i ogłosiła. Chodzi o Wima Fissette’a

    — Na pewno nie lubię dostawać podpowiedzi co punkt, więc pod koniec meczu nie dawałam rady skoncentrować się nawet na tym, co się dzieje na korcie — powiedziała Iga Świątek na antenie Canal+ tuż po przegranym meczu z Alexandrą Ealą. A to oczywiście nawiązanie do tego, co robił jej trener Wim Fissette. Polka jednak zabrała głos także w sprawie tego, co działo się w poprzednich spotkaniach.

     

    W środę Iga Świątek pożegnała się z Miami Open. Polka w ćwierćfinale przegrała z Alexandrą Ealą wynikiem 2:6, 5:7. Była to spora sensacja i widać było, że druga rakieta świata nie może odnaleźć się na korcie. Tuż po tym spotkaniu udzieliła krótkiego wywiadu dla stacji Canal+, który został wyemitowany w czwartek wieczorem. — Na pewno nie zagrałam swojego tenisa i dużo rzeczy mi nie wychodziło. Popełniłam dużo błędów na początku i nie dałam rady do końca się z tego odkopać — słyszymy już na początku.

     

    Iga Świątek przemówiła po sensacyjnej porażce. I jest o trenerze

     

    Potem Polka odniosła się do tego, co działo się w drugim secie, czyli częstych podpowiedzi Wima Fissette’a, o których piszemy tutaj. — Wszystko zależy od nóg — wykrzykiwał z boksu trener. Podobne wskazówki pojawiały się co chwilę. — Próbuję — odparła mu po jednym z zagrań wyraźnie zirytowana Świątek. Nie zabrakło też mocniejszych reakcji. — Posłuchaj się chociaż raz — powiedział do drugiej rakiety świata jej trener przygotowania fizycznego Maciej Ryszczuk.

     

    — Na pewno nie lubię dostawać podpowiedzi co punkt, więc pod koniec meczu nie dawałam rady skoncentrować się nawet na tym, co się dzieje na korcie, ale na pewno przemyślimy to. W ostatnich meczach też dostawałam świetny coaching od Wima, więc tutaj tych komunikatów faktycznie było dużo, ale wszystkim nam zależy i na pewno ułożymy to tak, że będzie dobrze — stwierdziła.

     

    Na koniec odpowiedziała też na pytanie, co by zmieniła, gdyby mogła to spotkanie rozegrać jeszcze raz. — Nie wiem, szczerze mówiąc, bo wiem, że moja gra nie funkcjonowała tak, jak powinna i nie wiem do końca dlaczego, więc… Może starałabym się grać więcej z rotacją, ale wiem, że nieczysto uderzałam tę piłkę i ona nie leciała tak, jak chcę i tam gdzie chcę. Nie umiem tego za bardzo teraz ocenić — odparła Polka.

  • Zniszczoł odpalił! Kapitalny lot Polaka w Planicy. Oto wyniki serii próbnej

    Zniszczoł odpalił! Kapitalny lot Polaka w Planicy. Oto wyniki serii próbnej

    Zniszczoł odpalił! Kapitalny lot Polaka w Planicy. Oto wyniki serii próbnej

    Domen Prevc został zwycięzcą serii próbnej przed piątkowym konkursem Pucharu Świata w skokach w Planicy. Słoweniec osiągnął 233 m i wyprzedził Ryoyu Kobayashiego oraz Stefana Krafta. Najlepszym z Polaków był Aleksander Zniszczoł, który po skoku na odległość 223,5 m uplasował się na czwartej lokacie. Dość przeciętnie poradzili sobie za to pozostali nasi zawodnicy. Oto wyniki serii próbnej.

     

    Polscy skoczkowie totalnie rozczarowywali podczas całego sezonu, natomiast, gdy tylko pojawili się w Planicy, zaczęli prezentować się doskonale. Podczas czwartkowych kwalifikacji aż trudno było uwierzyć, ale trzech znalazło się w pierwszej dziesiątce. Najdalej skoczył Kamil Stoch, który osiągnął 234,5 m (6.). Najwyżej sklasyfikowany został za to Piotr Żyła, który wylądował na 227. metrze i zajął piątą lokatę. Dziewiąty był za to Paweł Wąsek, który skoczył 214 m. Jedynym, który nie wywalczył kwalifikacji do konkursu głównego, był Dawid Kubacki.

     

    Niesamowity skok Zniszczoła w serii próbnej. Ależ odpalił

    Już w piątek o godz. 15 rozpocznie się konkurs indywidualny w Planicy. Tuż przed nim odbyła się seria próbna. Na belce startowej zobaczyliśmy 40 zawodników. Jako pierwszy z Polaków wystąpił Jakub Wolny, który zanotował koszmarną próbę i wylądował na zaledwie 162. metrze. Niedługo po nim na belce pojawił się Kamil Stoch. I ten nie zawiódł, gdyż osiągnął aż 207,5 m i zajmował wówczas trzecią lokatę.

     

    Bardzo dobrą próbę oddał również Piotr Żyła, który skoczył metr bliżej od trzykrotnego złotego medalisty olimpijskiego i uplasował się na piątym miejscu. Liderem wciąż pozostawał Alex Insam, który poprzedniego dnia skoczył 234 metry i ustanowił nowy rekord Włoch. Tym razem było to “jedynie” 220,5 m, natomiast to wystarczyło, by wyprzedzić rywali. Następnym z naszych zawodników był za to oczywiście Aleksander Zniszczoł, który pragnął zrehabilitować się fanom za ten nieudany sezon.

     

    I zrobił to, na co wszyscy czekali. Po niesamowitym skoku na odległość 223,5 m objął prowadzenie i dał sygnał, że w ten weekend będzie walczył o zwycięstwo. Ostatnim z naszych na belce był Paweł Wąsek, który nie mógł być zadowolony, z tego, co pokazał. Ostatecznie osiągnął 201,5 m i zajął dopiero 20. pozycję.

     

    Zwycięzcą serii próbnej został Domen Prevc, który skoczył 233 metry. Drugie miejsce zajął Ryoyu Kobayashi (231 m), natomiast trzecie Stefan Kraft (226 m). Nieco słabiej spisali się za to lider PŚ Daniel Tschofening, który był piąty (225 m) oraz wicelider PŚ Jan Hoerl (213 m – 13).

     

    Oto skrócone wyniki serii próbnej przed piątkowym konkursem indywidualnym w Planicy:

     

    1. Domen Prevc (Słowenia) – 233 m

    2. Ryoyu Kobayashi (Japonia) – 231 m

    3. Stefan Kraft (Austria) – 226 m

    4. Aleksander Zniszczoł – 223,5 m

    5. Alex Insam (Włochy) – 220,5

    5. Daniel Tschofenig (Austria) – 225 m

    (…)

    17. Kamil Stoch – 207,5 m

    19. Piotr Żyła – 206,5 m

    30. Paweł Wąsek – 201,5 m

    39. Jakub Wolny – 162 m

  • Polak powalczy o podium? Świetny prognostyk

    Polak powalczy o podium? Świetny prognostyk

    Polak powalczy o podium? Świetny prognostyk

    Aleksander Zniszczoł świetnie spisał się w serii próbnej przed konkursem Pucharu Świata w Planicy. Polak może włączyć się do walki o podium.

     

    W piątek Adam Małysz, prezes Polskiego Związku Narciarskiego, ogłosił, że Thomas Thurnbichler nie będzie pełnił roli głównego trenera kadry w sezonie olimpijskim 2025/26. Obaj zaapelowali jednak o to, aby nie “męczyć” zawodników pytaniami do momentu zakończenia bieżącego Pucharu Świata.

     

    A ten jest już na ostatniej prostej. W piątkowe popołudnie odbyła się seria próbna przed przedostatnim konkursem indywidualnym sezonu. W czwartek, szczególnie w kwalifikacjach, Biało-Czerwoni zaprezentowali się z dobrej strony, dając nadzieję kibicom na optymistyczne zakończenie trudnego sezonu.

     

    W serii próbnej bardzo dalekim lotem popisał się Aleksander Zniszczoł. 223,5 metra sprawiło, że znalazł się w ścisłej czołówce – na czwartym miejscu. Lepsi od niego byli tylko Domen Prevc (233 m), Ryoyu Kobayashi (231 m) oraz Stefan Kraft (226 m).

     

    W drugiej dziesiątce trening zakończyli Kamil Stoch (207,5 m) oraz Piotr Żyła (206,5 m). Słabiej poradził sobie Paweł Wąsek (201,5 m), a kompletnie zawiódł Jakub Wolny, który po skoku na 162. metr uzyskał najniższą notę w całej stawce.

     

    Początek rywalizacji w Planicy o godzinie 15:00.

     

    Wyniki serii próbnej w Planicy:

     

    Miejsce Zawodnik Kraj Odległość Punkty

    1. Domen Prevc Słowenia 233.0 166.3

    2. Ryoyu Kobayashi Japonia 231.0 160.4

    3. Stefan Kraft Austria 226.0 152.5

    4. Aleksander Zniszczoł Polska 223.5 152.1

    5. Alex Insam Włochy 220.5 151.9

    6. Daniel Tschofenig Austria 225.0 151.9

    7. Anze Lanisek Słowenia 224.5 151.8

    8. Timi Zajc Słowenia 222.5 151.8

    9. Pius Paschke Niemcy 221.0 150.2

    10. Andreas Wellinger Niemcy 221.5 150.1

    17. Kamil Stoch Polska 207.5 134.2

    19. Piotr Żyła Polska 206.5 131.3

    30. Paweł Wąsek Polska 201.5 122.7

    39. Jakub Wolny Polska 162.0 80.4

  • Oto pierwsze słowa Thomasa Thurnbichlera po zwolnieniu z polskiej kadry

    Oto pierwsze słowa Thomasa Thurnbichlera po zwolnieniu z polskiej kadry

    Oto pierwsze słowa Thomasa Thurnbichlera po zwolnieniu z polskiej kadry

    — Nie przeszkadza mi ta decyzja. Dostałem też ofertę od związku, żeby tu zostać. Zastanowię się — powiedział tuż po ogłoszeniu decyzji o rozstaniu Thomas Thurnbichler. Stwierdził dodatkowo, że energia, którą wkładał w swoją pracę, nie przynosiła zamierzonych efektów. Przypomnijmy, że Austriak przestanie pełnić funkcję szkoleniowca polskiej kadry A wraz z końcem tego sezonu.

     

    Na piątkowej specjalnej konferencji prasowej prezes Polskiego Związku Narciarskiego Adam Małysz ogłosił, że w przyszłym sezonie Thomas Thurnbichler nie będzie pracował już jako trener kadry A. Równocześnie dodał, że dla Austriaka jest miejsce w polskich skokach, jako trenera juniorów, jednak Thurnbichler nie podjął jeszcze ostatecznej decyzji.

     

    — Trenerem kadry A nie będzie już Thomas. Dostał propozycję, żeby zostać u nas, przejęcia kadry juniorów. Przekazał, że potrzebuje czasu, by się zastanowić. On więcej o tym powie. Stanowisko Thomasa przejmie Maciej Maciusiak, który ma skompletować skład, jak będzie wyglądała kadra zawodnicza i trenerska — przekazał Małysz.

     

    Następnie głos zabrał sam Thurnbichler. Swoją odpowiedź rozpoczął od przedstawienia, jak mijający sezon wyglądał z jego perspektywy.

     

    — Tej zimy miałem dużo przemyśleń, nie wiedziałem, czy chcę kontynuować pracę jako główny trener. Wkładałem dużo energii, jednak nie przynosiła ona efektów, jakich bym oczekiwał. Ostatecznie zarząd podjął decyzję, że główny temat zostanie zmieniony. Nie przeszkadza mi ta decyzja — przyznał Austriak.

     

    Thomas Thurnbichler: chcę, abyście to uszanowali

    Przekazał również, jak może wyglądać jego przyszłość. Okazuje się, że może kontynuować pracę w Polsce.

     

    — Dostałem ofertę od związku, aby tu zostać, pracować nad następnym pokoleniem. Zastanowię się nad tym w najbliższych tygodniach po Planicy. Mam też inne oferty, ale ta jest bardzo miła

    — dodał.

     

    Następnie szkoleniowiec podziękował kibicom, związkowi, sztabowi szkoleniowemu, samym skoczkom, a także mediom za ostatnie trzy lata. Na koniec odniósł się jeszcze do ostatniego weekendu sezonu.

     

    — Chcę, abyście uszanowali fakt, że wciąż rywalizujemy. Przed nami jeszcze trzy konkursy, a zawodnicy nie będą komentować sytuacji ze sztabem trenerskim do końca tygodnia. Chcę, abyście to uszanowali. Skupmy się na sporcie tutaj w Planicy i wykorzystajmy jak najlepiej ten ostatni weekend w tym sezonie. Dziękuję wszystkim — zakończył Austriak.

     

    Przypomnijmy, że w piątek o godz. 15 rozpocznie się konkurs indywidualny. Relację będzie można śledzić w Przeglądzie Sportowym Onet.

  • Burza po meczu FC Barcelony. Za ten artykuł regulaminu FIFA grozi walkower

    Burza po meczu FC Barcelony. Za ten artykuł regulaminu FIFA grozi walkower

    Burza po meczu FC Barcelony. Za ten artykuł regulaminu FIFA grozi walkowe

     

    FC Barcelona zdobyła w czwartek kolejne trzy punkty i umocniła się na prowadzeniu tabeli La Liga. Piłkarze Hansiego Flicka mieli pełną kontrolę nad wydarzeniami na boisku i sprawili, że Osasuna była absolutnie bezbronna. Dziennikarz Isaac Fouto po meczu ujawnił na antenie radia COPE zaskakujące wieści. Rzekomo Osasuna “bada możliwe nieuprawnione wystawienie do gry Inigo Martineza”. Katalońskiemu klubowi grozi nawet walkower.

     

    FC Barcelona rozbiła w czwartek Osasunę 3:0, a wynik w 77. minucie ustalił wprowadzony wcześniej Robert Lewandowski. Dużo większe wrażenie na kibicach zrobił jednak Wojciech Szczęsny, który w pierwszej połowie popisał się dość niekonwencjonalnym zagraniem, gdy ruszyło na niego dwóch rywali. “Chcieli go osaczyć, wywrzeć na nim presję, zmusić do błędu i odebrać piłkę. Czy bramkarz się ich przestraszył? Absolutnie nie! Z pewnością niejeden golkiper wybiłby futbolówkę na aut, by uniknąć zagrożenia, ale nie Szczęsny. Ten się zabawił”

     

    Osasuna bada możliwość walkowera. Hiszpanie ujawniają plan

    To był dość łatwy mecz dla piłkarzy Hansiego Flicka. Mieli aż 75 proc. posiadania piłki, oddali aż 19 strzałów i mieli statystykę oczekiwanych goli (xG) na poziomie 3,19. Osasuna nie miała do powiedzenia absolutnie nic, mogła jedynie patrzeć, jak rywale konsekwentnie wymieniali piłkę między sobą, non stop zmieniając pozycję. Mimo porażki ma jednak nadzieję, że uda jej się zdobyć trzy punkty. O co właściwie chodzi?

     

    Dziennikarz Isaac Fouto podał na antenie radia COPE, że Osasuna “bada poprzez swój dział prawny możliwe nieuprawnione wystawienie do gry Inigo Martineza”. Uważa, że FC Barcelona naruszyła zasadę FIFA dotyczącą okresu, który musi upłynąć po kontuzji zwalniającej ze zgrupowania reprezentacji narodowej. Konkretnie artykuł 5. regulaminu FIFA. Informację potwierdził już m.in. Alfredo Martinez z Onda Cero.

     

    Przepis mówi o tym, że jeśli zawodnik, który został powołany na kadrę, nie stawi się lub opuści przedwcześnie zgrupowanie m.in. z powodu kontuzji, nie może grać w klubie przez pięć dni od ostatniego spotkania reprezentacji. Był to wtorkowy mecz z Holandią. Oznaczało to, że 33-latek nie będzie mógł zagrać w klubie aż do niedzieli włącznie. Stało się jednak inaczej.

     

    Szybko wyjaśnił sprawę Jonas Perez z portalu Relevo, który zapewne uspokoił wszystkich fanów katalońskiego klubu. Ten przepis obowiązywałby, gdyby nie było porozumienia między hiszpańską federacją a FC Barceloną lub gdyby federacja zażądałaby zastosowania się do tej zasady. Jeśli Inigo Martinez opuściłby zgrupowanie, mimo braku zezwolenia ze strony federacji, która sądziłaby, że nie jest kontuzjowany, mogłaby mieć roszczenia. Ale oczywiście nic takiego się nie wydarzyło.

     

    FC Barcelona po 28 rozegranych meczach zajmuje pozycję lidera tabeli La Liga z dorobkiem 63 pkt, mając trzy punkty przewagi nad Realem Madryt. Piłkarze Hansiego Flicka rozegrają kolejne spotkanie w niedzielę 30 marca, kiedy zmierzą się na własnym stadionie z Gironą. Powinno być to dla nich dość proste wyzwanie, zwłaszcza że rywale czekają na zwycięstwo od sześciu ligowych meczów.