Category: Home

  • Atak na Świątek, teraz cios w Sinnera. Serena Williams wypaliła o karze więzienia

    Atak na Świątek, teraz cios w Sinnera. Serena Williams wypaliła o karze więzienia

    Atak na Świątek, teraz cios w Sinnera. Serena Williams wypaliła o karze więzienia

    Serena Williams nigdy nie ukrywała swojego stanowiska ws. wpadek dopingowych Jannika Sinnera i Igi Świątek. Kilkukrotnie wypowiadała się o pobłażliwości władz tenisowych, jak również stosowaniu podwójnych standardów, wbijając przy tym szpilkę w raszyniankę. Chociaż od czasu kontrowersyjnych wydarzeń wokół gwiazd tenisa minęło już wiele miesięcy, legenda raz jeszcze skonfrontowała się z pytaniami o postawę władz. “Ja dostałabym 20 lat” – wypaliła Amerykanka.

     

    – To zabawne. Cała moja kariera była zbudowana wokół nienawiści. Tak do tego przywykłam, że teraz się śmieję. Media mówiły okropne rzeczy: “Serena oszukuje”, “Serena korzysta z rzeczy, z których inni nie”. I tak dobrnęliśmy do momentu, że ludzie przyłapani na gorącym uczynku nic nie dostali – takimi słowami Serena Williams odniosła się do dość łagodnych kar, jakie spotkały Igę Świątek i Jannika Sinnera w związku z wpadkami dopingowymi.

     

    Amerykanka nie kryła swojego stanowiska ws. decyzji władz tenisowych. Raszyniankę, w związku z wykryciem w jej organizmie niedozwolonej substancji zawieszono na miesiąc, Włocha natomiast spotkało trzymiesięczne zawieszenie. Miało to ścisły związek z tym, że obie gwiazdy we współpracy z odpowiednimi organami bardzo szybko doszły do tego, w jaki sposób doszło do zanieczyszczenia ich organizmów niedozwolonymi substancjami. Same nie przyjęły ich świadomie.

     

    Wrócił temat wpadki dopingowej Sinnera. Stanowcze słowa Sereny Williams

     

    Mimo to nie brakowało krytycznych głosów, pojawiały się zarzuty o podwójne standardy. W takim tonie wypowiadała się kilkukrotnie również Serena Williams. W jednym z ostatnich wywiadów kolejny raz padło pytanie o kontrowersyjną sytuację Sinnera. Legenda tenisa podkreśliła, że ją spotkałyby w identycznej sytuacji dużo poważniejsze konsekwencje.

     

    Uwielbiam tego gościa, kocham jego grę, jest świetny. Mnie często nie doceniano i dlatego ja staram się doceniać innych. Męski tenis go potrzebuje. Naprawdę nie mogę się doczekać jego powrotu w Rzymie. Natomiast gdybym to ja była na jego miejscu dostałbym 20 lat, skończyłbym w więzieniu. Bądźmy szczerzy. Zabraliby mi Wielkie Szlemy. Dowiedzielibyście się o tym nawet w innym multiwersum

     

    ~ ironizowała Serena Williams

     

    W rozmowie z amerykańskim tygodnikiem Williams przyznała także, że bardzo tęskni za tenisem. 43-latka stara się utrzymać formę fizyczną na wysokim poziomie i czuje, że byłaby w stanie wyjść na kort i zagrać mecz. Dlatego też tęsknota za tym sportem jest tym większa.

     

    – Bardzo za nim tęsknię, całym sercem. Tęsknię za nim, bo jestem w pełni zdrowa. Gdybym nie mogła chodzić lub gdybym była naprawdę w złej formie, nie tęskniłabym za nim tak bardzo – dodała Serena Williams. 

     

  • Wieszczą hit ze Świątek, a tu taka wiadomość. Bolesna porażka Ostapenko w Stuttgarcie

    Wieszczą hit ze Świątek, a tu taka wiadomość. Bolesna porażka Ostapenko w Stuttgarcie

    Wieszczą hit ze Świątek, a tu taka wiadomość. Bolesna porażka Ostapenko w Stuttgarcie

    Zaraz po losowaniu drabinki WTA 500 w Stuttgarcie stało się jasne, że Iga Światek i Jelena Ostapenko mogą się ze sobą zmierzyć w ćwierćfinale turnieju. Polka wywiązała się dzisiaj ze swojego zadania i zameldowała się najlepszej “8”, pokonując Janę Fett. Jutro o ten awans powalczy Łotyszka w starciu z Emmą Navarro. Mimo to zmora naszej tenisistki pojawiła się dzisiaj na korcie, tyle że w rywalizacji deblistek. I odniosła bolesną porażkę. Prowadzenie 8-3 w super tie-breaku nie wystarczyło do zwycięstwa.

     

    Gdy tylko Jelena Ostapenko znajduje się blisko nazwiska Igi Świątek w turniejowej drabince, od razu pojawia się pytanie wśród fanów, w której rundzie zmagań mogą się potencjalnie ze sobą spotkać. Nic dziwnego, że Łotyszka tak elektryzuje kibiców, bowiem posiada znakomity bilans 5-0 w bezpośrednich starciach z Polką. Po losowaniu WTA 500 w Stuttgarcie okazało się, że obie mogą na siebie trafić w ewentualnym ćwierćfinale.

     

    Dzisiaj raszynianka zapewniła sobie awans do najlepszej “8”, pokonując Janę Fett 6:2, 6:2. Jesteśmy już zatem o zaledwie krok od szóstego singlowego pojedynku Świątek z Ostapenko. Aby to się dokonało, mistrzyni Roland Garros 2017 musi pokonać w czwartek Emmę Navarro. Zanim Iga zakończyła swoje środowe starcie z Chorwatką, swój mecz, tyle że w deblu, rozegrała właśnie Jelena. W duecie z Dajaną Jastremską walczyły o awans do półfinału. Ich przeciwniczkami były Timea Babos i Luisa Stefani. Batalia dostarczyła mnóstwo emocji i zaskakujących zwrotów akcji.

     

    WTA Stuttgart: Jelena Ostapenko odpadła z deblowej rywalizacji. Niesamowite zwroty akcji

     

    Początek spotkania przyniósł dominację ze strony duetu Babos/Stefani. Przełamanie na starcie, potem obrona dwóch break pointów i prowadzenie 2:0. W następnych minutach Węgierka i Brazylijka zdołały jeszcze powiększyć przewagę do czterech “oczek”. Wtedy rozpoczął się powrót ze strony Ostapenko i Jastremskiej. Z 0:4 doprowadziły do 4:4. W trakcie dziewiątego gema prowadziły 30-15 przy swoim serwisie, ale dały się przełamać. Rywalki podawały po zwycięstwo w partii, miały dwa setbole. Ale rywalizacja ciągle trwała. Festiwal breaków był kontynuowany aż do tie-breaka. W trakcie dwunastego rozdania pojawiła się jeszcze jedna piłka setowa dla Timei i Luisy. Ostatecznie triumfowały jednak dopiero po dodatkowej rozgrywce – 7:6(1).

     

    Początek drugiej odsłony wyglądał bardzo podobnie do pierwszej. Babos i Stefani wywalczyły przełamanie w drugim gemie, a później obroniły dwa break pointy i podwyższyły prowadzenie do stanu 3:0. Podczas następnego rozdania miały okazję na cztery “oczka” przewagi, ale decydujący punkt trafił na konto przeciwniczek. Mimo niewykorzystanej szansy Węgierka i Brazylijka przez długi czas kontrolowały sytuację, w pewnym momencie prowadziły już 5:2. Wtedy rozpoczął się powrót ze strony Jeleny i Dajany. W dziesiątym gemie obroniły dwa meczbole i doprowadziły do wyrównania. Potem poszły za ciosem i zakończyły partię zwycięstwem 7:5, wygrywając w sumie pięć gemów z rzędu.

     

    Rozpędzone po udanej końcówce drugiej odsłony zawodniczki, dominowały na początku super tie-breaka. Ostapenko i Jastremska zgarnęły cztery akcje na starcie. Później rywalki złapały kontakt, zrobiło się już tylko 4-3 dla łotysko-ukraińskiego duetu. Następne minuty należały jednak to Jeleny i Dajany. W pewnym momencie prowadziły już 8-3. To nie był jednak koniec emocji. Niespodziewanie przeciwniczki odrobiły straty i jako pierwsze wywalczyły sobie meczbola w decydującej rozgrywce. Wówczas Ostapenko i Jastremska wyrównały jeszcze na 9-9, ale ostatnie dwie akcje należały do Babos i Stefani. Ostatecznie węgiersko-brazylijska para zwyciężyła 7:6(1), 5:7, 11-9.

     

    Tym samym Łotyszka zanotowała bolesną porażkę przed jutrzejszą rywalizacją o ćwierćfinał w singlu. Na dodatek spędziła na korcie ponad dwie godziny. Zobaczymy, jak to wpłynie na jej rywalizację z Emmą Navarro. Spotkanie Ostapenko z Amerykanką zamknie czwartkowe zmagania na korcie centralnym w Stuttgarcie. O tym, z kim Iga Świątek zagra o półfinał, przekonamysię późną porą.

     

  • Niespodziewany koniec meczu, Iga Świątek się nie doczeka. Krew na twarzy i apel

    Niespodziewany koniec meczu, Iga Świątek się nie doczeka. Krew na twarzy i apel

    Niespodziewany koniec meczu, Iga Świątek się nie doczeka. Krew na twarzy i apel

    Do tego roku Iga Świątek w profesjonalnym tenisie miała rozegrany tylko jeden mecz z Ukrainką Dajaną Jastremską. I nie wspominała go najlepiej, bo podczas Fed Cup w 2019 roku Polka przegrała z Ukrainką w dwóch setach. W ostatnich tygodniach nasza gwiazda wzięła srogi rewanż, dwukrotnie pokonując 24-latkę z Odessy. Podczas trwającego turnieju w Stuttgarcie obie sportsmenki znów mogły wpaść na siebie, ale 46. tenisistka świata jest już poza burtą. Po porażce z Jeleną Ostapenko zareagowała bardzo ostro.

     

    Na przestrzeni lutego i marca Dajana Jastremska dwa razy przekonała się, jak wiele brakuje jej jeszcze do byłej liderki światowego rankingu, Igi Świątek. Polka i Ukrainka wpadły na siebie na tej samej fazie turniejów, w trzeciej rundzie, najpierw w Dubaju, a następnie w Indian Wells.

     

    Jastremska bardziej postawiła się na Bliskim Wschodzie, gdzie zmusiła Polkę do dużego wysiłku w pierwszym secie. W kolejnym przegrała jednak do zera. Niespełna trzy tygodnie później poszło jej dużo gorzej, na twardych kortach w Kalifornii “urwała” Świątek zaledwie dwa gemy i ponownie, w dwóch setach, znalazła się na aucie.

     

    Jastremska nie dla Świątek. Ukrainka uniosła się złością. “Nie piszcie głupot”

    Jastremska miała szansę, by na rewanż zapracować sobie w trwającym turnieju rangi WTA 500 w Stuttgarcie, w którym Iga Świątek czuje się jak ryba w wodzie. Chcieć a móc to jednak dwie odrębne kwestie i Ukrainka ekspresowo znalazła się za burtą. Przy okazji historia jest tu o tyle ciekawa, że najpierw zeszła z kortu pokonana przez Łotyszkę Jelenę Ostapenko, a na drugi dzień, w parze z… Ostapenko, stoczyła deblowy bój o awans do półfinału. Przegrany, lecz zaciekły, a ich przeciwniczkami były Timea Babos i Luisa Stefani.

     

  • Niemcy “znienawidzą” Paolini! Znowu to zrobiła w Stuttgarcie

    Niemcy “znienawidzą” Paolini! Znowu to zrobiła w Stuttgarcie

    Niemcy “znienawidzą” Paolini! Znowu to zrobiła w Stuttgarci

     

    Choć przed nami Wielkanoc, a nie Boże Narodzenie, to Jasmine Paolini niczym prawdziwy Grinch psuje Niemcom zabawę w Stuttgarcie. Włoszka wyeliminowała już drugą reprezentantkę gospodarzy, pokonując w 1/8 finału Jule Niemeier 6:1, 7:5. Włoszka teoretycznie w ćwierćfinale może trafić na kolejną Niemkę, choć byłaby do tego potrzebna potężna niespodzianka.

     

    Jasmine Paolini rozpoczęła turniej w Stuttgarcie w iście piorunującym stylu. W I rundzie natrafiła na rewelację z Australian Open, czyli Niemkę Evę Lys, która mogła zagrać w tym turnieju dzięki dzikiej karcie. Tym razem obyło się bez sensacji i Paolini wręcz rozjechała przeciwniczkę 6:2, 6:1 w zaledwie 65 minut. W 1/8 finału musiała być świadoma, że publika znów nie będzie po jej stronie, gdyż na jej drodze znów stanęła Niemka.

     

    Paolini ograła jedną Niemkę, teraz polowała na drugą

    Tym razem mowa o Jule Niemeier. W I rundzie udało jej się w trzech setach ograć Laurę Siegemund i było to jej pierwsze zwycięstwo w drabince głównej turnieju WTA od Australian Open (w I rundzie pokonała Maję Chwalińską). Nawet bez patrzenia na formę obu zawodniczek, murowaną faworytką i tak była Paolini, która wygrywała też ich dwa dotychczasowe starcia (w Cluj-Napoce i w Parmie w 2022 roku).

     

    Pierwszy set mocno sugerował, że tutaj nie będzie żadnej niespodzianki. Niemeier wygrała swego pierwszego gema serwisowego, jednak był to jej jedyny zwycięski gem w tej partii. Pozostałe sześć zgarnęła dobrze dysponowana Paolini, która nie pozwoliła przeciwniczce nawet na breakpointa. Cały set potrwał tylko 26 minut i można się było zastanawiać, czy Włoszka rozprawi się z Niemeier jeszcze szybciej niż z Lys.

     

    Niemeier walczyła, ale różnica jakości była nie do przeskoczenia

    Starsza z Niemiek nie poddała się jednak tak łatwo. Drugi set trwał ponad dwa razy dłużej od pierwszego, a to dlatego, że tym razem Niemeier nie podłamała się szybko utraconym podaniem (już w gemie otwarcia). Dość szybko odrobiła straty, a gdy dała się przełamać ponownie na 3:4, znów ekspresowo odrobiła straty. Reprezentantka gospodarzy mogła nawet wygrać seta, bo przy stanie 5:4 miała setbola. Zmarnowała go jednak, a kara była nieunikniona.

     

    Paolini w kolejnym gemie wykorzystała drugiego breakpointa, a serwując na mecz, nie spanikowała przy wyniku 40:40 i z zimną krwią dopełniła formalności, wygrywając cały mecz 6:1, 7:5. Wyeliminowała tym samym już drugą Niemkę z turnieju w Stuttgarcie i staje się przekleństwem miejscowych kibiców. Co ciekawe, może mieć okazję zrobić to samo po raz trzeci, bo w ćwierćfinale również może zmierzyć się z reprezentantką gospodarzy. Jednak do tego potrzeba wielkiej sensacji, jako że Ella Seidel (124. WTA) musiałaby ograć Amerykankę Coco Gauff.

  • Niemcy “znienawidzą” Paolini! Znowu to zrobiła w Stuttgarcie

    Niemcy “znienawidzą” Paolini! Znowu to zrobiła w Stuttgarcie

    Niemcy “znienawidzą” Paolini! Znowu to zrobiła w Stuttgarcie

    Choć przed nami Wielkanoc, a nie Boże Narodzenie, to Jasmine Paolini niczym prawdziwy Grinch psuje Niemcom zabawę w Stuttgarcie. Włoszka wyeliminowała już drugą reprezentantkę gospodarzy, pokonując w 1/8 finału Jule Niemeier 6:1, 7:5. Włoszka teoretycznie w ćwierćfinale może trafić na kolejną Niemkę, choć byłaby do tego potrzebna potężna niespodzianka.

     

    Jasmine Paolini rozpoczęła turniej w Stuttgarcie w iście piorunującym stylu. W I rundzie natrafiła na rewelację z Australian Open, czyli Niemkę Evę Lys, która mogła zagrać w tym turnieju dzięki dzikiej karcie. Tym razem obyło się bez sensacji i Paolini wręcz rozjechała przeciwniczkę 6:2, 6:1 w zaledwie 65 minut. W 1/8 finału musiała być świadoma, że publika znów nie będzie po jej stronie, gdyż na jej drodze znów stanęła Niemka.

     

    Paolini ograła jedną Niemkę, teraz polowała na drugą

    https://x.com/WTA/status/1912861259197784560

    Tym razem mowa o Jule Niemeier. W I rundzie udało jej się w trzech setach ograć Laurę Siegemund i było to jej pierwsze zwycięstwo w drabince głównej turnieju WTA od Australian Open (w I rundzie pokonała Maję Chwalińską). Nawet bez patrzenia na formę obu zawodniczek, murowaną faworytką i tak była Paolini, która wygrywała też ich dwa dotychczasowe starcia (w Cluj-Napoce i w Parmie w 2022 roku).

     

    Pierwszy set mocno sugerował, że tutaj nie będzie żadnej niespodzianki. Niemeier wygrała swego pierwszego gema serwisowego, jednak był to jej jedyny zwycięski gem w tej partii. Pozostałe sześć zgarnęła dobrze dysponowana Paolini, która nie pozwoliła przeciwniczce nawet na breakpointa. Cały set potrwał tylko 26 minut i można się było zastanawiać, czy Włoszka rozprawi się z Niemeier jeszcze szybciej niż z Lys.

     

    Niemeier walczyła, ale różnica jakości była nie do przeskoczenia

     

    Starsza z Niemiek nie poddała się jednak tak łatwo. Drugi set trwał ponad dwa razy dłużej od pierwszego, a to dlatego, że tym razem Niemeier nie podłamała się szybko utraconym podaniem (już w gemie otwarcia). Dość szybko odrobiła straty, a gdy dała się przełamać ponownie na 3:4, znów ekspresowo odrobiła straty. Reprezentantka gospodarzy mogła nawet wygrać seta, bo przy stanie 5:4 miała setbola. Zmarnowała go jednak, a kara była nieunikniona.

     

    Paolini w kolejnym gemie wykorzystała drugiego breakpointa, a serwując na mecz, nie spanikowała przy wyniku 40:40 i z zimną krwią dopełniła formalności, wygrywając cały mecz 6:1, 7:5. Wyeliminowała tym samym już drugą Niemkę z turnieju w Stuttgarcie i staje się przekleństwem miejscowych kibiców. Co ciekawe, może mieć okazję zrobić to samo po raz trzeci, bo w ćwierćfinale również może zmierzyć się z reprezentantką gospodarzy. Jednak do tego potrzeba wielkiej sensacji, jako że Ella Seidel (124. WTA) musiałaby ograć Amerykankę Coco Gauff.

     

  • Wszystkie oczy na Lewandowskiego i Flicka. W Niemczech wrze przed finałem LM

    Wszystkie oczy na Lewandowskiego i Flicka. W Niemczech wrze przed finałem LM

    Wszystkie oczy na Lewandowskiego i Flicka. W Niemczech wrze przed finałem L

     

    FC Barcelona pierwszy raz od 2019 roku awansowała do półfinału Ligi Mistrzów i wreszcie ma szansę na triumf w prestiżowych rozgrywkach. Ewentualne dotarcie do finału byłoby z kolei wielkim momentem Roberta Lewandowskiego i Hansiego Flicka. Niemieckie media twierdzą, że napastnik i trener Barcelony mają wspólny cel – Monachium.

     

    FC Barcelona przegrała 1:3 z Borussią Dortmund, ale wygrała 5:3 w dwumeczu i awansowała do półfinału Ligi Mistrzów. Na tym etapie rozgrywek Katalończyków nie było od 2019 roku, a w finale nie grali od 2015 roku, kiedy to wygrali puchar. Teraz na ich drodze stanie Inter Mediolan, czyli finalista z 2023 roku i również bardzo silny zespół.

     

    Niemcy wskazują cel Roberta Lewandowskiego i Hansiego Flicka w Lidze Mistrzów

    Portal tz.de przed po ćwierćfinałach Ligi Mistrzów pisze wprost: “Flick i Lewandowski skupiają się na Monachium”. Chodzi oczywiście o to, że polski napastnik i niemiecki szkoleniowiec chcą zagrać w finale rozgrywek, który odbędzie się na Allianz Arenie w Monachium, czyli stadionie Bayernu Monachium, z którym obaj mają kapitalne wspomnienia.

     

    Razem wygrali z tym klubem Ligę Mistrzów w sezonie 2019/20, a także dwukrotnie triumfowali w Bundeslidze, wygrali Superpuchar UEFA i Klubowe Mistrzostwo Świata. Teraz mogą powtórzyć sukces w najważniejszych europejskich rozgrywkach i dokonać tego właśnie na stadionie klubu, w którym przeżywali piękne chwile.

     

    “Oczy Katalończyków zwrócone są już na Monachium” – piszą Niemcy, chociaż oczywiście przejść trzeba będzie jeszcze Inter Mediolan. Włosi z rozgrywek wyeliminowali Bayern po wygranej 4:3 w dwumeczu. Gdyby to Bawarczycy awansowali do półfinału, to Lewandowski i Flick nie tylko mogliby zagrać w finale w Monachium, ale wcześniej musieliby wyeliminować swój były klub. Nie będzie jednak takiej potrzeby.

     

  • Andriejewa rozbita w Stuttgarcie. Koniec marzeń Rosjanki, nie zagra ze ŚwiątekAndrzej Grupa

    Andriejewa rozbita w Stuttgarcie. Koniec marzeń Rosjanki, nie zagra ze ŚwiątekAndrzej Grupa

    Andriejewa rozbita w Stuttgarcie. Koniec marzeń Rosjanki, nie zagra ze ŚwiątekAndrzej Grupa

    Takiego rozstrzygnięcia nikt się chyba nie spodziewał. W starciu dwóch Rosjanek o ćwierćfinał WTA 500 w Stuttgarcie Jekaterina Aleksandrowa rozbiła Mirrę Andriejewą 6:3, 6:2, potrzebowała zaledwie 64 minut. Dla Mirry, która tak zachwycała na kortach twardych, to najwyższa przegrana od meczu z Aryną Sabalenką w Australian Open. Tym samym to 30-latka zagra w ćwierćfinale z Jessicą Pegulą lub Magdaleną Fręch. A w półfinale może czekać na którąś z tych tenisistek Iga Świątek.

     

    Mirra Andriejewa nie grała dwóch spotkań z Rosjankami w jednym turnieju od zeszłorocznej rywalizacji w Brisbane. Wtedy pokonała najpierw Dianę Sznajder, z którą później zdobyła wicemistrzostwo olimpijskie w deblu i Ludmiłę Samsonową. W tym roku zaś meczów z rodaczkami raczej unikała, zagrała jedynie z Anną Blinkową w Brisbane i Weroniką Kudiermietową w Miami. Oba wygrała, co nie powinno dziwić, ale układ drabinki i wycofanie Marty Kostiuk w Stuttgarcie sprawiły, że dwie tenisistki z Rosji dostała tu już na starcie rywalizacji.

     

    I drugie z tych spotkań przegrała

     

    Dla Andriejewej przetarciem w Stuttgarcie było spotkanie z siostrą – krótkie, bo mająca problemy z kolanem Erika skreczowała na początku drugiego seta. Aleksandrowa zaś dość wyraźnie ograła Ludmiłę Samsonową, jakby dowodząc, że problemy, które miała w Indian Wells i Miami, już są chyba za nią. Dobrze czuła się na mączce w Charleston (doszła do półfinału, przegrała praktycznie wygrane spotkanie z Jessicą Pegulą), potwierdza to w Niemczech.

     

    WTA 500 w Stuttgarcie. Rosyjskie starcie na początek czwartkowych zmagań. Mirra Andriejewa kontra Jekaterina Aleksandrowa

     

    Mirra Andriejewa mogła być rywalką Igi Świątek w niedzielnym półfinale – musiała jednak wygrać najpierw z Aleksandrową, a później w sobotę z lepszą z pary Jessica Pegula/Magdalena Fręch. Oczywiście ćwierćfinał czeka też Polkę – z Emmą Navarro bądź Jeleną Ostapenko. Niemniej na takie rozwiązanie wskazywały rozstawienia, a gdyby do tego doszło, Iga po raz pierwszy zagrałaby z Mirrą na swojej ulubionej ziemi.

     

    Teraz wiemy już, że na podobne rozwiązanie trzeba czekać do kolejnych turniejów.

     

    Mirra Andriejewa została bowiem zaskoczona przez starszą rodaczkę. Wielu ekspertów podkreślało, że nastolatka z Krasnojarska zrobiła olbrzymie postępy przy serwisie, a tymczasem w czwartek w Stuttgarcie w pierwszym secie przegrała aż trzy z czterech własnych gemów. Mimo, że często posyłała “pociski” na drugą stronę siatki. Aleksandrowa nic sobie z nimi nie robiła.

     

    Jekaterina przełamała rodaczkę po raz drugi na 3:1, później miała breaka na 5:1. Nie udało się załatwić sprawy tak szybko, a Mirra złapała chwilowo wiatr w żagle, za moment odrobiła połowę strat.

     

    Andriejewa wygrała więc łącznie siedem akcji z rzędu, wydawało się, że może to być jakiś punkt zwrotny w tym spotkaniu. Ale nie był. Starsza rodaczka znakomicie reagowała na jej podania, posyłane z ogromną mocą. Serwis na 186 km/godz? Return Aleksandrowej prosto w linię. Za chwilę był co prawda as Mirry, pomiar wskazał aż 190 km/godz, ale generalnie niżej notowana z zawodniczek radziła sobie z tymi podaniami znakomicie. Przełamała faworytkę, poirytowana Mirra rzuciła rakietę na kort, za chwilę jeszcze ją kopnęła.

     

    A Aleksandrowa za chwilę zakończyła seta przy swoim serwisie. Choć nie bez problemu, bo obie stawiały na siłę, szybkie kończenie akcji. 30-latka nawet potwornie zawaliła pierwszą piłkę setową, miała wykładankę przy siatce, ale pomyliła się. Chwilę później dopięła swego – było 6:3 po 37 minutach meczu

     

    Zaskakujący przebieg drugiego seta. Mirra Andriejewa kompletnie bezradna w starciu z Jekateriną Aleksandrową

     

    Przerwa między setami nie podziałała mobilizująco na 17-letnią Mirrę. Od razu po wznowieniu gry znów została przełamana. Kamery pokazały jej trenerką Conchitę Martinez, która mocno zdenerwowana starała się przekonać młodą tenisistkę do odważniejszej gry. Mocno dziwiło, dlaczego Andriejewa nie próbuje ruszyć bekhendu Aleksandrowej, skoro ta raziła ją potęż ymi uderzeniami z forhendu, a bekhend, gdy miała czas, obiegała. Za chwilę było już 6:3, 2:0, Jekaterina wygrała swojego gema “na sucho”.

     

    Ten pierwszy gem okazał się kluczowy, bo Aleksandrowa pilnowała już swoich podań, wygrywała je dość pewnie, rozstawiała rywalkę po korcie. A później jeszcze raz przełamała Mirrę, odbierając jej resztki nadziei. Po 64 minutach miała pierwszą piłkę meczową, wydawało się, ze posłała asa. Sędzia orzekł aut, ale za chwilę i tak dokończyła dzieła.

     

    6:3, 6:2 – pogrom.Stuttgart (K)1/8 finału

  • Ewa Pajor bohaterką Barcelony w hicie! Gol za golem, ona się nie zatrzymuje

    Ewa Pajor bohaterką Barcelony w hicie! Gol za golem, ona się nie zatrzymuje

    Ewa Pajor bohaterką Barcelony w hicie! Gol za golem, ona się nie zatrzymuje

    Ewa Pajor znów to zrobiła! Polska napastniczka rozegrała fantastyczny mecz i strzeliła dwa gole w meczu Barcelony z Sevillą. Na cztery kolejki przed końcem Blaugrana jest o krok od mistrzowskiego tytułu, a wszystko wskazuje na to, że Pajor zostanie też zawodniczką z największą liczbą bramek w LaLidze! Po wygranej 5:1 nad Sevillą tytuł jest już o krok.

     

    Nie mogło dziwić, że Ewa Pajor rozpoczęła mecz z Sevillą w wyjściowym składzie. To zawodniczka, która stanowi o sile ofensywy Barcelony, a także piłkarka z największą liczbą bramek w kobiecej LaLidze. Już przed meczem miała na koncie 17 trafień, wyprzedzając Ednę Imade z Granady o cztery bramki.

    https://youtu.be/Zpg6UAX_eqs?si=bGXKfeka4x2r-o-v

     

    W środę przeciwko Sevilli udało jej się jeszcze podwyższyć ten imponujący już i tak rezultat. Ewa Pajor strzeliła swojego 18. i 19. gola w LaLidze, a FC Barcelona bardzo pewnie pokonała swojego rywala 5:1. W przypadku polskiej napastniczki decydowały 25. i 34. minuta, gdy trafiała do bramki przeciwniczek, przybliżając Barcelonę do kolejnego ligowego triumfu.

     

    Dublet Ewy Pajor! Kolejna nagroda już niemal pewna

     

    Jeszcze przed przerwą Fatoumata Kanteh przywróciła Sevilli nadzieję, ale po przerwie na boisku rządziły już tylko gospodynie. Vicky Lopez i Alba Cano sprawiły, że na 11 minut po przerwie Barcelona prowadziła już 4:1. Ewa Pajor zakończyła swój występ w 66. minucie, a prowadzenie Blaugrany powiększyła jeszcze potem Aitana Bonmati.

     

    Po dublecie Polki trudno spodziewać się, by jakaś rywalka była jeszcze w stanie odebrać jej nagrodę dla najskuteczniejszej napastniczki w LaLidze. W tym momencie ma już ona na koncie 19 trafień. Barcelonie pozostały jeszcze tylko cztery mecze ligowe, a większość drużyn ma ich do rozegrania o jeden więcej. Musiałby wydarzyć się cud, by Pajor straciła prestiżowe wyróżnienie.

     

    Barca ma siedem punktów przewagi nad Realem Madryt, choć piłkarki ze stolicy Hiszpanii rozegrały o jedno spotkanie mniej. Na finiszu rozgrywek wciąż może być bardzo ciekawe, choć… Blaugrana wygrała w tym sezonie aż 24 z 26 meczów ligowych. Utrata prowadzenia byłaby istną sensacją.

     

    FC Barcelona — Sevilla 5:1

     

  • Tak Anglicy podsumowali to, co zrobił Kiwior w meczu z Realem Madryt

    Tak Anglicy podsumowali to, co zrobił Kiwior w meczu z Realem Madryt

    Tak Anglicy podsumowali to, co zrobił Kiwior w meczu z Realem Madryt

    “Najlepszy mecz w barwach Arsenalu”, “Dominował w powietrzu”, “Wymarzony występ. Był opanowany, inteligentny i silny” – to tylko niektóre z zachwytów angielskich mediów pod adresem Jakuba Kiwiora po rewanżowym meczu ćwierćfinałowym Ligi Mistrzów z Realem Madryt.

     

    Jakub Kiwior znów dostał zaufanie od trenera Mikela Artety i wyszedł w podstawowym składzie Arsenalu w rewanżowym meczu ćwierćfinałowym Ligi Mistrzów. Reprezentant Polski stworzył duet stoperów z Francuzem Williamem Salibą i zagrał 90 minut. Arsenal przypieczętował awans do półfinału, bo po zwycięstwie w Londynie 3:0, teraz zwyciężył w Madrycie 2:1 (0:0). – Arsenal był straszony “remontadą”, magią Santiago Bernabeu, wielkością Realu Madryt. Ale nic z tego się nie sprawdziło – ani Real nie był wielki, ani przez moment nie było blisko odrobienia trzybramkowej straty. Wręcz przeciwnie – to Arsenal wygrał 2:1 i po szesnastu latach awansował do półfinału Ligi Mistrzów. Częścią tej historii już na zawsze będzie Jakub Kiwior, który spisał się doskonale – pisał w spostrzeżeniach z meczu Dawid Szymczak, dziennikarz Sport.pl.

     

    Ależ zachwyty angielskich mediów pod adresem Jakuba Kiwiora

     

    Jakub Kiwior był bardzo chwalony przez angielskie media. Niektóre media wręcz zachwycały się jego występem na stadionie w Madrycie.

     

    “Był to jego prawdopodobnie najlepszy występ w koszulce Arsenalu. Wszedł na boisko pod nieobecność Gabriela i był ostoją z tyłu” – napisał “The Standard” i dał mu wysoką ocenę – “8”. Identyczną otrzymało tylko dwóch piłkarzy: Jurrien Timber, Myles Lewis-Skelly, Mikel Merino, Gabriel Martinelli, Tomas Partey, a wyższą tylko Declan Rice (9.).

     

    “Podobnie jak Timber, sprostał swoim zadaniom i zablokował serię dośrodkowań Realu” – napisał o Polaku “Express”i dał ocenę “8”. Identyczną ocenę Polak dostał od angielskiego portalu “Goal”. – Był tak dobry, jak w pierwszym meczu. Wszedł za Gabriela do podstawowego składu i wyglądał jak w domowym starciu” – napisali dziennikarze.

     

    Kiwiora bardzo pochwalił też “Arsenalinsider”. “Polak dominował w powietrzu i wykazał się niesamowitym opanowaniem w posiadaniu piłki, wyprowadzając kilka kontrataków pod presją” – czytamy. Dostał on notę “9”, wyższą, bo “10” otrzymał tylko Declan Rice.

     

    Kiwior najwyższą ocenę w drużynie, podobnie jak trzech innych piłkarzy, otrzymał od “Football London”.

     

    “Od czasu, gdy Gabriel nabawił się urazu ścięgna udowego, w centrum obrony znalazł się Jakub Kiwior i to, jak poradzi sobie z wejściem na boisko. Raya mówił, że polski obrońca nie jest powodem do obaw i całkowicie w niego wierzył, a przeciwko Realowi Madryt był opanowany, inteligentny i silny. To był wymarzony występ w jego wykonaniu” – piszą dziennikarze.

     

    Najsłabszą ocenę, ale też wysoko, bo “7,5” Kiwior otrzymał od “Daily Mail”. “Wykonał imponujący krok naprzód, zgodny z jego ostatnimi występami. Cały czas był czujny, a przecież jeszcze niedawno tylko siedział na ławce rezerwowych” – napisał “Daily Mail”.

    Arsenal w półfinale Ligi Mistrzów zmierzy się z PSG. W drugiej parze półfinałowej FC Barcelona zagra z Interem Mediolan

  • Kiwior przemówił po fantastycznym meczu z Realem. Bohater

    Kiwior przemówił po fantastycznym meczu z Realem. Bohater

    Kiwior przemówił po fantastycznym meczu z Realem. Bohater

    – Bardzo cieszę się z tego, że daliśmy tutaj radę, bo wiadomo, jaki to był ciężki mecz dla nas. Jestem zaskoczony, że z takim entuzjazmem wyszliśmy na boisko – powiedział Jakub Kiwior po awansie do półfinału Ligi Mistrzów. Polak zdradził również, jak współpracuje mu się z Williamem Salibą.

    Arsenal wyeliminował Real Madryt w ćwierćfinale Ligi Mistrzów. Kanonierzy wygrali drugi mecz 2:1 (5:1 w dwumeczu) i zakwalifikowali się do półfinału Champions League. Ten wynik mógł być jeszcze bardziej okazały, ale w pierwszej połowie rzut karny zmarnował Bukayo Saka, który w 65. minucie zrehabilitował się i zanotował pierwsze trafienie w tym starciu. Co prawda chwilę później wyrównał Vinicius Junior, ale w doliczonym czasie gry awans przypieczętował Gabriel Martinelli.

    Jakub Kiwior o współpracy z Williamem Salibą

    Cały mecz rozegrał Jakub Kiwior, który – zdaniem wielu ekspertów – wyglądał jak profesor. Nie popełnił błędów i “schował do kieszeni” atakujących Realu Madryt. Po spotkaniu dziennikarze Canal+ porozmawiali z reprezentantem Polski nt. tego meczu i awansu.

    – Bardzo cieszę się z tego, że daliśmy tutaj radę, bo wiadomo, jaki to był ciężki mecz dla nas. Jestem zaskoczony, że z takim entuzjazmem wyszliśmy na boisko. Cały czas wiedzieliśmy, jak chcemy grać i była ogromna radość po ostatnim gwizdku – wyznał.

    Dziennikarz zapytał, czy kluczem do zwycięstwa w tym meczu było granie nisko w defensywie i zabranie przestrzeni szybkim zawodnikom Realu Madryt. Jakub Kiwior potwierdził te słowa i dodał: – Na pewno. Wiedzieliśmy o ich silnych stronach. Linia obrony musiała uważać na piłki zagrywane za plecy. Realizowaliśmy to bardzo dobrze, nie zostawialiśmy im zbyt dużo miejsca, więc ta linia na pewno bardzo dobrze pracowała – dodał.

    – Środek pola tak samo. Mieliśmy bardzo dobrą komunikację i na pewno to również był klucz do sukcesu – podkreślił.

    Kiwior wziął w obronę swojego kolegę. “Cieszę się”

    Jedyny gol dla Realu Madryt w tym dwumeczu padł po błędzie Williama Saliby, który niepotrzebnie zwlekał z podaniem. Francuz, który otrzymał piłkę od swojego bramkarza, nie wiedział, że za jego plecami czai się Vinicius Junior. Atakujący Królewskich odebrał futbolówkę partnerowi Kiwiora z obrony i strzelił na 1:1. Na temat tego trafienia również wypowiedział się Polak na łamach Canal+.

    – Saliba popełnił błąd, ale wziął się on z tego, że już wcześniej powinniśmy to rozwiązać inaczej. Mieliśmy mecz pod kontrolą, strzeliliśmy gola, a w taki głupi sposób straciliśmy bramkę na 1:1. Współpracuje mi się z nim bardzo dobrze, co chyba widać na boisku, że żyjemy i staramy się sobie podpowiadać, cały czas przybijamy sobie “piątki”, żeby utrzymywała się więź na boisku – podkreślił.

    – Czuję się z nim bardzo dobrze i cieszę się, że mogę grać z nim w parze – zakończył.