Category: Home

  • WTA podgrzewa atmosferę przed Świątek – Ostapenko. Ważne słowa już się niosą

    WTA podgrzewa atmosferę przed Świątek – Ostapenko. Ważne słowa już się niosą

    WTA podgrzewa atmosferę przed Świątek – Ostapenko. Ważne słowa już się niosą

    Tegoroczna Wielka Sobota dla polskich kibiców tenisa zapowiada się wyjątkowo emocjonująco. W Stuttgarcie po raz szósty w karierze Iga Świątek zmierzy się z Jeleną Ostapenko. Raszynianka jeszcze nigdy nie pokonała Łotyszki, więc w Niemczech będzie miała do tego idealną okazję. O podgrzanie atmosfery na godziny przed pierwszą piłką zadbała WTA. Na oficjalnej stronie rozgrywek pojawiły się wypowiedzi obu zawodniczek. Wniosek z nich jest jeden, po południu nie zobaczymy odpuszczania.

     

    Żadna zawodniczka z damskiego touru nie daje się Idze Świątek tak bardzo we znaki jak Jelena Ostapenko. Łotyszka ewidentnie ma patent na seryjne pokonywanie Polki. Doskonale widać to po bezpośrednim bilansie oraz ostatnich starciach między tenisistkami. Podopieczna Wima Fissette’a starszej sportsmenki nie potrafiła nawet zatrzymać na ukochanych kortach w Dosze. Przed kilkoma miesiącami 24. rakieta globu triumfowała pewnie – 6:3, 6:1.

     

    Bilans 0:5 nie brzmi dumnie dla Igi Świątek, zwłaszcza że mowa o zawodniczce spoza czołowej dwudziestki rankingu. Polka wreszcie będzie chciała go podreperować w okresie świątecznym. Panie powalczą ze sobą o półfinał zmagań w Stuttgarcie. Obie dostały się do niego w pewnym stylu. Wiceliderka zestawienia bez straty seta odprawiła z kwitkiem Janę Fett. Łotyszka z kolei wysłała do domu wyżej rozstawioną Emmę Navarro, w ostatniej partii triumfując 6:2.

     

    Świątek z wielkim szacunkiem do Ostapenko. Łotyszka się odwdzięcza, WTA zapowiada hit

     

    Już ich potyczki w ramach 1/8 finału są dobrą zapowiedzią nadchodzącego widowiska. Trzy grosze dołożyła do nich WTA. Organizacja zarządzająca kobiecymi zmaganiami zaserwowała kibicom parę cytatów głównych bohaterek. Bardzo mądre słowa padły z ust naszej rodaczki. “Na pewno jestem dumna ze swoich osiągnięć tutaj. Dobrze jest wrócić i poczuć te miłe wspomnienia, ale to nie zmienia tego, co wydarzy się w przyszłości. Więc trzeba się na tym skupić” – przyznała skoncentrowana Iga Świątek.

     

    Kilka akapitów dalej głos zabrała Jelena Ostapenko. “Muszę po prostu zrobić to, co muszę zrobić: pozostać agresywną i grać swoją grę. Zawsze jestem gotowa na walkę z wielkimi graczami. Mam na myśli, że ona jest świetną zawodniczką” – stwierdziła zmora Polki, doceniając jej ogromną klasę. Jakby tego było mało, dla WTA ten pojedynek jest ozdobą wszystkich ćwierćfinałów. Powód? Na główne zdjęcie wybrano właśnie Igę Świątek.

     

    Która z zawodniczek uda się do szatni z uśmiechem na ustach? Przekonamy się po południu. Tekstowa relacja na żywo w Interia Sport.

     

  • Iga Świątek wciągnięta w koszmarną grę. Największa zagadka w tenisie

    Iga Świątek wciągnięta w koszmarną grę. Największa zagadka w tenisie

    Iga Świątek wciągnięta w koszmarną grę. Największa zagadka w tenisie

    Mecze pomiędzy Igą Świątek i Jeleną Ostapenko to jedna z największych zagadek w kobiecym tenisie. Kontrowersyjna Łotyszka potrafi sprawić sensację i przegrać z kretesem przeciwko każdej rywalce, ale na spotkania z Polką mobilizuje się, jakby grała o życie. W Wielką Sobotę Świątek znów zagra z Ostapenko. Takiej szansy na przełamanie koszmarnej serii jeszcze nigdy nie miała.

     

    Kiedy tylko Jelena Ostapenko ograła Emmę Navarro, w sieci zapanowała atmosfera ekscytacji. Tenisowe środowisko nie kryło emocji przed zbliżającą się konfrontacją Igi Świątek z Jeleną Ostapenko — szóstą próbą Polki na przełamanie serii, której do dziś nawet eksperci nie do końca są w stanie zrozumieć.

     

    Jak tenisistka, która potrafi wygrać i przegrać z każdym w tourze może z uśmiechem na ustach śrubować tak imponującą serię przeciwko dominatorce kobiecego tenisa ostatnich lat?

     

    Wielkie awantury z udziałem Ostapenko. “K***o, sp******aj stąd”

    Łotyszka w tourze znana jest z nieprzewidywalności na korcie, ogromnej siły i pretensji do całego świata, gdy coś nie idzie. Tak było choćby w 2021 r. Podczas Wimbledonu “Penko” przegrywając w trzecim secie 0:4 przeciwko Ajli Tomljanović poprosiła o przerwę medyczną. To wywołało podejrzenia o symulowanie kontuzji.

     

    – Wiesz, że ona kłamie, prawda? Wszyscy o tym wiemy – powiedziała Australijka, przyzwyczajona do rozmaitych zagrywek Ostapenko.

     

    Po przegraniu trzeciego seta 2:6 na konferencji prasowej Łotyszka stwierdziła, że “zmiotłaby Tomljanović z kortu, gdyby nie była kontuzjowana”.

     

    Z kolei w 2024 r. podczas turnieju w Brisbane wściekła rzuciła do sędzi Julie Kjendlie, że ta “rujnuje jej mecze”.

     

    W znacznie ostrzejszych słowach swoją frustrację okazała do jednej z kibicek w trakcie meczu przeciwko Peyton Stearns w ramach Roland Garros w 2023 r. — Zamknij mordę k***o i sp******aj stąd! — rozwścieczona rzuciła w stronę trybun.

     

    Kontrowersje z jej udziałem można mnożyć, bo Łotyszce trudno utrzymać nerwy na wodzy, gdy coś nie idzie po jej myśli — a przez nietuzinkowy styl gry, nie idzie jej bardzo często.

     

    Niewygodna rywalka dla Świątek? Mało powiedziane

    Ostapenko nie zwykła na korcie kalkulować. Preferuje huraganowe ataki i rośnie z każdym kolejnym potężnym winnerem pod linię. Trudno znaleźć w tourze drugą tak często ryzykującą tenisistkę. To prowadzi do ogromnej liczby niewymuszonych błędów i nietrafionych serwisów.

     

    W momencie, gdy Ostapenko jest skoncentrowana, ma swój dzień i potrafi utrzymać skuteczność od początku do końca meczu, to rywalki często stanowią dla niej tylko tło. Wybuchowy charakter sprawia, że do takiej sytuacji nie dochodzi zbyt często.

     

    Wyjątkiem są tylko mecze przeciwko Idze Świątek. — Uważam, że ona jest znakomitą zawodniczką i mam do niej olbrzymi szacunek. Po prostu robię swoje na korcie, skupiam się na swojej pracy i walce o każdy pojedynczy punkt. Gdy gramy, czuję, jak trudno jest jej przeciwstawić się mojemu agresywnemu stylowi — mówiła Ostapenko po wygraniu z Emmą Navarro.

     

    Bezpośrednie mecze Igi Świątek przeciwko Jelenie Ostapenko:

     

    2019: Nature Valley Classic (trawa) — 0:6, 2:6

    2021: Indian Wells (twarda) — 4:6, 3:6

    2022: Dubaj (twarda) — 6:4, 1:6, 6:7(4)

    2023: US Open (twarda) — 6:3, 3:6, 1:6

    2025: Katar (twarda) — 3:6, 1:6

    Łotyszka nie ukrywa, że lubi grać przeciwko Świątek. Doskonale to widać w trakcie ich spotkań, m.in. gdy Ostapenko w tym roku w Dausze z uśmiechem na ustach była zaskoczona bezradnością Polki.

     

    Dlaczego Świątek nie szło przeciwko Ostapenko?

     

    Agresywny styl gry Łotyszki sprawiał, że Świątek w kluczowych momentach traciła głowę. Polka wchodziła w jej grę i próbowała wytrzymywać długie wymiany.

     

    Nieprzewidywalne uderzenia Ostapenko powodowały serię błędów naszej tenisistki i w konsekwencji frustrację, bo “znowu to ona dyktuje warunki”.

     

    Wszystko rozpoczynało się jednak od tego, że Polka nie potrafiła odczytywać serwisowych zamiarów Łotyszki, a gdy to ona podawała, to Ostapenko z łatwością zaskakiwała ją returnem.

     

    W ostatnich tygodniach Iga przyznawała, że rzadko ogląda mecze swoich rywalek, a kwestiami analitycznymi zajmuje się jej sztab, z którym później omawia strategie na mecze. Przed spotkaniem z Ostapenko Polka wraz z Wimem Fissettem pozostała na trybunach kortu w Stuttgarcie. Być może wymiany spostrzeżeń z trenerem będą puzzlem, którego dotychczas brakowało w meczach przeciwko kontrowersyjnej Łotyszce, tym bardziej że tenisistki po raz pierwszy zmierzą się na mączce. Mimo tego, że w zadaszonej hali, to przynajmniej w teorii mączka powinna nieco ułatwić zadanie Świątek.

     

    Nie mam wątpliwości, że ewentualne zwycięstwo może ponownie nakręcić pewność siebie Igi Świątek. I to w tak newralgicznym momencie sezonu.

  • Sabalenka nie mogła dłużej milczeć. Obwieściła przed dziennikarzami, komunikat poszedł w świat

    Sabalenka nie mogła dłużej milczeć. Obwieściła przed dziennikarzami, komunikat poszedł w świat

    Sabalenka nie mogła dłużej milczeć. Obwieściła przed dziennikarzami, komunikat poszedł w świat

    Wielkie pieniądze i sport to obecnie nierozerwalne połączenie. Zawodnicy w wielu dyscyplinach zarabiają ogromne pieniądze, a stawki wciąż rosną. Również w tenisie nagrody są wysokie, ale ostatnio czołowi zawodnicy zwrócili się z apelem o podwyższenie nagród w czterech turniejach wielkoszlemowych. O tę kwestię zapytana przez dziennikarzy została Aryna Sabalenka. Białorusinka zajęła dość jednoznaczne stanowisko.

    Piłkarze, koszykarze w NBA, kierowcy F1, czy zawodnicy NHL – te profesje w sporcie są najlepiej opłacane. Wśród nich można i w zasadzie należy wymienić również tenisistów. Najlepsze zawodniczki i najlepsi zawodnicy zarabiają miliony na korcie. Warto pamiętać, że to wycinek ich zarobków, bo dużą część “zgarniają” również za kontrakty reklamowe. Niemniej temat pieniędzy w tenisie wraca jak bumerang. Do niedawna trwała debata o potrzebie wyrównania stawek tenisistek i tenisistów.

    Niedawno natomiast francuska “L’Equipe” poinformowała, że zawodnicy z top 20 światowego rankingu wysłali list do organizatorów czterech turniejów Wielkiego Szlema. Tenże list dotyczył podwyższenia udziałów w zyskach. Jako pierwsi zareagowali organizatorzy francuskiego Roland Garros. Pula nagród została zwiększona o 5,21 proc. w porównaniu do poprzedniego roku i wynosi ona obecnie 56,352 mln euro. Wygrana w turnieju została wyceniona na 2,55 mln euro.

    Sabalenka zajęła jednoznaczne stanowisko. Chodzi o wielkie pieniądze

    Temat w tenisowym środowisku jest na tyle gorący, że została o niego zapytana Aryna Sabalenka. Białorusinka w sobotę rozegra swój mecz na turnieju w Stuttgarcie, a niedługo przed rywalizacją w rozmowie z dziennikarzami odpowiedziała na pytania związane ze zwiększeniem nagród w turniejach wielkoszlemowych. Sabalenka nie ukrywała, że zgadza się z całym apelem i uważa, że tenisiści powinni zarabiać więcej.

    “Tak, zgadzam się z tym, że nagrody powinny zostać zwiększone. Sądzę, że zasługujemy na to, bo to my, najlepsi zawodnicy i zawodniczki na świecie tworzymy show. Uważam, że powinniśmy zarabiać nieco więcej” – powiedziała liderka rankingu WTA. Sabalenka została również zapytana, czy jej zdaniem taki apel wynika z tego, że w Wielkim Szlemie zawodnicy dostają mniejszy procent udziałów, niż jest to w innych turniejach podczas sezonu.

    Powiedziałabym, że jeśli porównamy tenis do innych sportów, to jest ogromna różnica w procentach, które otrzymujemy w porównaniu do NHL lub NBA czy innych dyscyplin

    ~ stwierdziła Białorusinka.

    “Gramy w sporcie indywidualnym i trudno porównywać to z innymi sportami, ale powiedziałabym, że zdecydowanie zasługujemy na większy procent zysków w Wielkim Szlemie. I mam na myśli wszystkie turnieje” – podsumowała tenisistka. Można przypuszczać, że sprawa większych nagród będzie jeszcze wracała, jak bumerang i oczy tenisistów będą skierowane na organizatorów trzech pozostałych turniejów, którzy nie ogłosili jeszcze podwyższenia nagród.

    https://x.com/TheTennisLetter/status/1913234660886499771

  • Ewa Pajor potrzebowała zaledwie 30 minut, by przełamać długoletni rekord Barcelony i La Ligi – i to dla Polek.

    Ewa Pajor potrzebowała zaledwie 30 minut, by przełamać długoletni rekord Barcelony i La Ligi – i to dla Polek.

    Ewa Pajor potrzebowała zaledwie 30 minut, by przełamać długoletni rekord Barcelony i La Ligi – i to dla Polek

     

    Ewa Pajor, polska napastniczka FC Barcelona Femení, wywarła ogromny wpływ na sezon 2024–25, bijąc rekordy i wyznaczając nowe standardy w hiszpańskim futbolu kobiecym.

     

    W jednym z najbardziej spektakularnych występów Pajor zdobyła hat-tricka w zaledwie 28 minut podczas zwycięstwa 7–1 nad Espanyolem. Wchodząc na boisko w drugiej połowie, strzeliła gole w 59., 85. i 87. minucie, odwracając losy meczu i zamieniając wynik 0–1 na przerwę w efektowne zwycięstwo Barcelony.

     

    Na tym jednak osiągnięcia Pajor się nie kończą. Została pierwszą zawodniczką, która zdobyła hat-tricka przeciwko Realowi Madryt w El Clásico, prowadząc Barcelonę do triumfu 5–0 w półfinale Pucharu Królowej (Copa de la Reina).

     

    Jej regularna skuteczność strzelecka miała kluczowe znaczenie dla dominacji Barcelony w tym sezonie. Dzięki wielu hat-trickom w różnych rozgrywkach Pajor umocniła swoją pozycję jako jednej z najważniejszych piłkarek zespołu.

     

    Występy Pajor nie tylko przyczyniły się do sukcesów Barcelony, ale również wyniosły ją na wyżyny światowego futbolu, ukazując ją jako jedną z najgroźniejszych napastniczek współczesnej piłki nożnej.

  • Maja Chwalińska w najlepszej setce WTA. Historyczny ranking, nikt jej nie zabierze

    Maja Chwalińska w najlepszej setce WTA. Historyczny ranking, nikt jej nie zabierze

    Maja Chwalińska w najlepszej setce WTA. Historyczny ranking, nikt jej nie zabierz

    Trzy tygodnie temu Maja Chwalińska znalazła się na 121. miejscu w singlowym rankingu WTA, ale dwa świetne występy deblowe w turniejach WTA 125 w Antalyi sprawiły, że jeszcze wyżej wskoczyła w tym deblowym. I była o mały włos od awansu do pierwszej setki światowej listy, co w karierze nigdy się jej nie udało. Teraz to już stało się faktem, po piątkowym spotkaniu w WTA 125 w Oeiras, gdzie wspólnie z Austriaczką Sinją Kraus awansowały do półfinału. W niedzielę Polka może zdystansować… Magdę Linette.

    Zaledwie tydzień temu Maja Chwalińska stoczyła kapitalny bój z Eliną Switoliną w meczu Billie Jean King Cup z Ukrainą w Radomiu, gdy przyszło jej nagle zastąpić chorą Magdę Linette. W teorii nie miała żadnych szans, w rankingu WTA jest niżej od słynnej rywalki o ponad sto miejsc. Przegrała 6:7 (4), 3:6, ale za swoją postawę zebrała sporo braw. I wielka szkoda, że w pierwszej partii nie wykorzystała żadnej z pięciu piłek setowych.

    W turniejach WTA 23-latce z Bielska-Białej nie idzie jednak ostatnio tak dobrze, jak zapowiadał to start sezonu na mączce. W pierwszym turnieju WTA 125 w Antalyi dotarła do półfinału, była o krok od decydującego spotkania. A w trzech kolejnych zawodach – dwóch w Turcji, a teraz także i w Oeiras, przegrywała już pierwsze starcia. W Portugalii lepsza od niej okazała się Dalma Galfi, partnerka życiowa najlepszego polskiego deblisty Jana Zielińskiego, z którym Maja grała miksta w United Cup

    Maja Chwalińska w półfinale turnieju WTA 125 w Oeiras. W sobotę zagra o finał

    Inaczej ma się za to sytuacja z rywalizacją deblową, którą Polka – w teorii – odkładała trochę na bok. Nie decydowała się na grę podwójną w każdych zawodach, czasem ją odpuszczała. Przełom nastąpił na przełomie listopada i grudnia zeszłego roku w Ameryce Południowej – wspólnie z Katarzyną Kawą wygrała challengera WTA 125 w Buenos Aires, a później wspólnie z Laurą Pigossi powtórzyła ten wyczyn we Florianopolis.

    W Antalyi świetnie współpracowała z Czeszką Anastasią Detiuc, wygrały turniej WTA 125, w kolejnym przegrały mecz finałowy. Już wtedy Maja zaliczyła pokaźny skok na światowej liście, znalazła się dość blisko pierwszej setki. A teraz w Oeiras ją po prostu zaatakowała, z pozytywnym efektem.

    Polka zaś wspólnie z Detiuc, ograła je dwukrotnie w Turcji. Samo spotkanie w Oeiras było bardzo rwane, w pierwszym secie zawodniczki przełamywały swoje serwisy aż siedem razy, co jednak w zmaganiach par nie zdarza się często. Chwalińska i Kraus zmarnowały dwie piłki setowe przy stanie 5:4, wygrały jednak tę partię 7:5. W drugim secie breaków było już decydowanie mniej, kluczowy okazał się ten przy stanie 4:4, Polka i Austriaczka wykorzystały ostatnią, czwartą swoją szansę. A później zamknęły mecz: 7:5, 6:4.

    Ciekawie może być w półfinale, bo Chwalińska i Kraus mogą trafić na Rumunkę Patricię Marię Țig oraz… Anastasię Detiuc. Chwalińska znów zagrałaby więc przeciwko zawodniczce, z którą ostatnio świętowała sukcesy. W parze z Detiuc zagra też za półtora tygodnia, w WTA 125 w Saint Malo. Wcześniej jednak, już w poniedziałek, poszuka sportowego szczęścia w kwalifikacjach WTA 1000 w Madrycie.

    Maja Chwalińska wśród 100 najlepszych deblistek świata. Dwa mecze i… wyprzedzi Magdę Linette

    To zwycięstwo nad Czeszkami sprawiło jednak, że w najbliższym notowaniu, w poniedziałek wieczorem, już po zakończeniu WTA 500 w Stuttgarcie, Maja Chwalińska po raz pierwszy w karierze znajdzie się wśród stu najlepszych deblistek świata. W rankingu “na żywo” awansowała na 99. miejsce, ale jedyną zawodniczką, która może ją jeszcze wyprzedzić, jest Amerykanka Carmen Corley.

    A jeśli Maja wygra cały turniej w Oeiras, wskoczy na 92. miejsce, będzie w tej sytuacji drugą polską zawodniczką w rankingu WTA, za Katarzyną Piter. Wyprzedzi zaś Magdę Linette.

  • Koniec marzeń fanów z Polski. Trener Igi Świątek może już gratulować Belgijce

    Koniec marzeń fanów z Polski. Trener Igi Świątek może już gratulować Belgijce

    Koniec marzeń fanów z Polski. Trener Igi Świątek może już gratulować Belgijce

    Linda Klimovicova, polska rakieta numer sześć w zestawieniu WTA, ma już za sobą pracowity Wielki Piątek, bo w Calvi na Korsyce najpierw pokonała w drugiej rundzie turnieju ITF W75 Urszulę Radwańską, a niedługo później musiała już rywalizować z młodszą od siebie o niecały rok Sofią Costoulas. Belgijka, podopieczna Wima Fissette’a z reprezentacji Belgii, w której grała kilka dni temu, rozwiała marzenia Polki o tytule. Wygrała 6:2, 7:6 (5) i wciąż ma szansę na grę w kwalifikacjach French Open.

     

    Linda Klimovicova była jedną z faworytek turnieju ITF W75 w Calvi na Korsyce – reprezentująca od siedmiu miesięcy Polskę 20-latka z Ołomuńca została tu rozstawiona z numerem trzecim. Turniej ten był ostatnim przed zamknięciem list zgłoszeniowych do kwalifikacji French Open, Linda broniła tu punktów za zeszłoroczny ćwierćfinał, choć wtedy zawody miały nieco niższą rangę. Ale nie tylko, bo w najbliższy poniedziałek odpisze się jej też dorobek za finał zawodów ITF W35 z Szarm el-Szejk. Aby nie ponieść strat, musiała awansować do finału. Aby te straty były nieznaczne, wystarczyłby awans do półfinału.

     

    20-latka, reprezentująca w Polsce BKT Advantage Bielsko-Biała, zagrała w tym tygodniu, aż do piątku, zaledwie jedno spotkanie. A wszystko z powodu kiepskiej pogody na Korsyce, które torpedowała harmonogram. Organizatorzy turnieju w Calvi postanowili więc, że mecze drugiej rundy zostaną dokończone właśnie dzisiaj, ale też tego samego dnia odbędą się ćwierćfinały. Klimovicova wiedziała więc, że nawet jeśli pokona Urszulę Radwańską, to po chwili odpoczynku będzie musiała przystąpić do meczu o półfinał.

     

    Z Ulą rzeczywiście wygrała, pokonała ją po 100 minutach dość zaciętego pojedynku 6:2, 6:4, ale jej kolejna rywalka – Belgijka Sofia Costoulas, swoje zadanie wykonała jeszcze szybciej.

     

    Linda Klimovicova przed szansą gry w półfinale sporego turnieju na Korsyce. Na drodze stanęła podopieczna Wima Fissette’a z reprezentacji Belgii

     

    To zaś zawodniczka, która właśnie ma swój najlepszy okres w karierze, w najbliższy poniedziałek będzie też zapewne na najwyższym miejscu w karierze w rankingu WTA. Jeszcze tydzień temu występowała w reprezentacji Belgii w turnieju grupy pierwszej grypy euroafrykańskiej, kapitan kadry Wim Fissette, prowadzący w sezonie Igę Świątek, dał jej szansę gry w spotkaniu z Węgierkami, decydującym o pierwszym miejscu w fazie grupowej.

     

    I Costoulas nie zawiodła, pokonała Amarissę Tóth, wygrywając ostatniego seta 6:0. Przyczyniła się do awansu, bo Belgia ostatecznie uzyskała promocję do jesiennych turniejów w fazie play-off Billie Jean King Cup. I tam może trafić na Polskę.

     

    Dla Costoulas turniej w Calvi stał się szansą nawet na uzyskanie przepustki do kwalifikacji Roland Garros, co dla 20-latki byłoby sporym sukcesem. Gwarantem tego byłby zapewne triumf w całych zawodach, pozwoliłby na awans w okolice 211.-215. miejsce na liście WTA. Gra w finale może zaś nie wystarczyć, choć to zapewne okaże się dopiero po ogłoszeniu listy w Paryżu.

     

    Klimovicova zaś zagrała bardzo dziwne spotkanie. Jej atutem zwykle jest serwis, a tymczasem w pierwszej partii trzykrotnie została przełamana, a w czwartym przypadku wygrała na przewagi. Całą partię dość gładko przegrała więc 2:6.

     

    W drugiej zaś Costoulas wygrywała już 5:2, miała zapas dwóch przełamań, więc reprezentantka Polski jedną nogą była już poza turniejem. I nagle wszystko się zmieniło, to Linda wygrała cztery gemy z rzędu, objęła prowadzenie 6:5 i 30-0 w kolejnym gemie Belgijki. By za moment przegrać… siedem punktów z rzędu.

     

    To oznaczało, że Costoulas prowadziła w tie-breaku 3-0, teraz jednak Klimovicova cieszyła się pięć razy z rzędu. Miała 5-3 i jeszcze jeden serwis i… przegrała cztery kolejne akcje. A zarazem i cały dziwny mecz.

     

    W meczu o finał Costoulas zagra z doświadczoną Niemką Anną-Leną Friedsam, niegdyś 45. na liście WTA, mającą w karierze dwa finały w głównym tourze rozgrywek: w Lyonie i Linzu.

     

  • Maja Chwalińska w najlepszej setce WTA. Historyczny ranking, nikt jej nie zabierze

    Maja Chwalińska w najlepszej setce WTA. Historyczny ranking, nikt jej nie zabierze

    Maja Chwalińska w najlepszej setce WTA. Historyczny ranking, nikt jej nie zabierze

    Trzy tygodnie temu Maja Chwalińska znalazła się na 121. miejscu w singlowym rankingu WTA, ale dwa świetne występy deblowe w turniejach WTA 125 w Antalyi sprawiły, że jeszcze wyżej wskoczyła w tym deblowym. I była o mały włos od awansu do pierwszej setki światowej listy, co w karierze nigdy się jej nie udało. Teraz to już stało się faktem, po piątkowym spotkaniu w WTA 125 w Oeiras, gdzie wspólnie z Austriaczką Sinją Kraus awansowały do półfinału. W niedzielę Polka może zdystansować… Magdę Linette.

     

    Zaledwie tydzień temu Maja Chwalińska stoczyła kapitalny bój z Eliną Switoliną w meczu Billie Jean King Cup z Ukrainą w Radomiu, gdy przyszło jej nagle zastąpić chorą Magdę Linette. W teorii nie miała żadnych szans, w rankingu WTA jest niżej od słynnej rywalki o ponad sto miejsc. Przegrała 6:7 (4), 3:6, ale za swoją postawę zebrała sporo braw. I wielka szkoda, że w pierwszej partii nie wykorzystała żadnej z pięciu piłek setowych.

     

    W turniejach WTA 23-latce z Bielska-Białej nie idzie jednak ostatnio tak dobrze, jak zapowiadał to start sezonu na mączce. W pierwszym turnieju WTA 125 w Antalyi dotarła do półfinału, była o krok od decydującego spotkania. A w trzech kolejnych zawodach – dwóch w Turcji, a teraz także i w Oeiras, przegrywała już pierwsze starcia. W Portugalii lepsza od niej okazała się Dalma Galfi, partnerka życiowa najlepszego polskiego deblisty Jana Zielińskiego, z którym Maja grała miksta w United Cup.

     

    Maja Chwalińska w półfinale turnieju WTA 125 w Oeiras. W sobotę zagra o finał

     

    Inaczej ma się za to sytuacja z rywalizacją deblową, którą Polka – w teorii – odkładała trochę na bok. Nie decydowała się na grę podwójną w każdych zawodach, czasem ją odpuszczała. Przełom nastąpił na przełomie listopada i grudnia zeszłego roku w Ameryce Południowej – wspólnie z Katarzyną Kawą wygrała challengera WTA 125 w Buenos Aires, a później wspólnie z Laurą Pigossi powtórzyła ten wyczyn we Florianopolis.

     

    W Antalyi świetnie współpracowała z Czeszką Anastasią Detiuc, wygrały turniej WTA 125, w kolejnym przegrały mecz finałowy. Już wtedy Maja zaliczyła pokaźny skok na światowej liście, znalazła się dość blisko pierwszej setki. A teraz w Oeiras ją po prostu zaatakowała, z pozytywnym efektem.

     

    Chwalińska połączyła w Portugalii siły z Austriaczką Sinją Kraus, nie zostały tu jednak rozstawione. Fatalna pogoda w Oeiras, która zburzyła cały harmonogram turnieju, sprawiła jednak, że obie zaczęły zmagania dopiero w czwartek. W pierwszym starciu dość łatwo uporały się z czesko/kolumbijskim duetem Michaela Bayerlová/María Paulina Pérez García 6:2, 6:3. Większe wyzwanie miało przyjść dzisiaj – Chwalińska trafiła bowiem na swoje dobre znajome: czeską parę Jesika Malečková/Miriam Škoch. Z pierwszą z nich Chwalińska wilokrotie grała razem debla, wygrały nawet kilka turniejów. A druga, pod nazwiskiem Kolodziejova, wygrała kiedyś wspólnie z Markétą Vondroušovą dwa juniorskie turnieje Wielkiego Szlema.

     

    Polka zaś wspólnie z Detiuc, ograła je dwukrotnie w Turcji. Samo spotkanie w Oeiras było bardzo rwane, w pierwszym secie zawodniczki przełamywały swoje serwisy aż siedem razy, co jednak w zmaganiach par nie zdarza się często. Chwalińska i Kraus zmarnowały dwie piłki setowe przy stanie 5:4, wygrały jednak tę partię 7:5. W drugim secie breaków było już decydowanie mniej, kluczowy okazał się ten przy stanie 4:4, Polka i Austriaczka wykorzystały ostatnią, czwartą swoją szansę. A później zamknęły mecz: 7:5, 6:4.

     

    Ciekawie może być w półfinale, bo Chwalińska i Kraus mogą trafić na Rumunkę Patricię Marię Țig oraz… Anastasię Detiuc. Chwalińska znów zagrałaby więc przeciwko zawodniczce, z którą ostatnio świętowała sukcesy. W parze z Detiuc zagra też za półtora tygodnia, w WTA 125 w Saint Malo. Wcześniej jednak, już w poniedziałek, poszuka sportowego szczęścia w kwalifikacjach WTA 1000 w Madrycie.

     

    Maja Chwalińska wśród 100 najlepszych deblistek świata. Dwa mecze i… wyprzedzi Magdę Linette

     

    To zwycięstwo nad Czeszkami sprawiło jednak, że w najbliższym notowaniu, w poniedziałek wieczorem, już po zakończeniu WTA 500 w Stuttgarcie, Maja Chwalińska po raz pierwszy w karierze znajdzie się wśród stu najlepszych deblistek świata. W rankingu “na żywo” awansowała na 99. miejsce, ale jedyną zawodniczką, która może ją jeszcze wyprzedzić, jest Amerykanka Carmen Corley.

     

    A jeśli Maja wygra cały turniej w Oeiras, wskoczy na 92. miejsce, będzie w tej sytuacji drugą polską zawodniczką w rankingu WTA, za Katarzyną Piter. Wyprzedzi zaś Magdę Linett

     

  • Zburzyła Wszystkie Oczekiwania: Eksplozja Formy Ewy Pajor Wstrząsnęła Barceloną i Całą Europą

    Zburzyła Wszystkie Oczekiwania: Eksplozja Formy Ewy Pajor Wstrząsnęła Barceloną i Całą Europą

    Zburzyła Wszystkie Oczekiwania: Eksplozja Formy Ewy Pajor Wstrząsnęła Barceloną i Całą Europą

    Gdy Ewa Pajor po raz pierwszy założyła legendarną koszulkę FC Barcelony, niewielu mogło przewidzieć, jak szybko zapisze się złotymi zgłoskami w historii tego klubu. Dziś, po zaledwie 33 meczach, nazwisko Pajor to nie tylko część rozmowy — to centrum każdej dyskusji o Barcelonie.

     

    W jednym z najbardziej spektakularnych debiutów w dziejach klubu, Pajor zdobyła 33 gole w 33 występach, wzbudzając podziw w całej Europie i wysyłając ostrzeżenie każdemu zespołowi, który stanie jej na drodze. Ale nie chodzi tylko o liczby — liczy się jak to robi, kiedy to robi i jakie rekordy po drodze niszczy.

     

    Debiut, Jakiego Jeszcze Nie Było

     

    Barcelona to dom legend — od Johana Cruyffa po Lionela Messiego — ale nikt, nawet ci najwięksi, nie rozpoczął kariery w tym klubie tak, jak Ewa Pajor. W swoich pierwszych sześciu meczach ligowych zdobyła dziewięć goli, ustanawiając absolutny rekord klubu pod względem najskuteczniejszego początku. To nie jest zwykła dominacja — to jest pisanie nowej historii futbolu.

     

    Hat-tricki, o Których Mówi Cały Świat

     

    Podczas gdy dla większości zawodniczek hat-trick w sezonie byłby spełnieniem marzeń, Pajor uczyniła z tego normę. Ma już na koncie pięć hat-tricków, w tym jeden, który może przejść do historii jako najbardziej symboliczny: pierwszy w historii hat-trick w kobiecym El Clásico. Tego wieczoru nie tylko wygrała mecz — zdobyła serca kibiców, uciszyła krytyków i na zawsze zapisała się w annałach.

     

    Więcej Niż Gole: Pełnoprawna Siła Drużyny

     

    Choć liczba zdobytych bramek robi ogromne wrażenie, wpływ Pajor sięga znacznie dalej. Stała się filarem dominacji Barcelony zarówno w La Liga, jak i w Lidze Mistrzyń UEFA. Jej poruszanie się bez piłki, zdolność do rozbijania linii defensywnych rywalek i wizja gry w ostatniej tercji boiska sprawiają, że jej koleżanki z drużyny grają lepiej, a cała Barcelona prezentuje się jeszcze bardziej niebezpiecznie.

     

    Eksperci z UEFA.com przeanalizowali jej grę szczegółowo — i dane nie kłamią. Pajor nie tylko często trafia do siatki — robi to z niesamowitą skutecznością, a jej rosnąca liczba asyst i kluczowych podań tylko potwierdzają, że jest kimś znacznie więcej niż tylko „egzekutorką”.

     

    Symbol Nowej Ery

     

    Wzlot Ewy Pajor to nie tylko statystyki czy trofea. To symbol zmian. W momencie, gdy kobiecy futbol dynamicznie się rozwija, Pajor staje się globalnym symbolem siły, finezji i nieustraszoności. Jej występy rozpaliły nową falę emocji w świecie piłki nożnej i przyciągnęły tysiące nowych kibiców.

     

    Od szatni po sale konferencyjne jedno jest pewne: Pajor to już nie tylko obiecująca napastniczka. To zmieniaczka gry. Twórczyni historii. Piłkarka, która na nowo definiuje, co znaczy nosić herb Barcelony.

     

    A jeśli pierwsze 33 mecze to tylko przedsmak… to świat futbolu jeszcze nie wie, co nadchodzi.

     

  • Ewa Pajor potrzebowała zaledwie 30 minut, by przełamać długoletni rekord Barcelony i La Ligi – i to dla Polek.

    Ewa Pajor potrzebowała zaledwie 30 minut, by przełamać długoletni rekord Barcelony i La Ligi – i to dla Polek.

    Ewa Pajor potrzebowała zaledwie 30 minut, by przełamać długoletni rekord Barcelony i La Ligi – i to dla Polek.

    Ewa Pajor, polska napastniczka FC Barcelona Femení, wywarła ogromny wpływ na sezon 2024–25, bijąc rekordy i wyznaczając nowe standardy w hiszpańskim futbolu kobiecym.

     

    W jednym z najbardziej spektakularnych występów Pajor zdobyła hat-tricka w zaledwie 28 minut podczas zwycięstwa 7–1 nad Espanyolem. Wchodząc na boisko w drugiej połowie, strzeliła gole w 59., 85. i 87. minucie, odwracając losy meczu i zamieniając wynik 0–1 na przerwę w efektowne zwycięstwo Barcelony.

     

    Na tym jednak osiągnięcia Pajor się nie kończą. Została pierwszą zawodniczką, która zdobyła hat-tricka przeciwko Realowi Madryt w El Clásico, prowadząc Barcelonę do triumfu 5–0 w półfinale Pucharu Królowej (Copa de la Reina).

     

    Jej regularna skuteczność strzelecka miała kluczowe znaczenie dla dominacji Barcelony w tym sezonie. Dzięki wielu hat-trickom w różnych rozgrywkach Pajor umocniła swoją pozycję jako jednej z najważniejszych piłkarek zespołu.

     

    Występy Pajor nie tylko przyczyniły się do sukcesów Barcelony, ale również wyniosły ją na wyżyny światowego futbolu, ukazując ją jako jedną z najgroźniejszych napastniczek współczesnej piłki nożnej.

     

  • Sensacja w meczu mistrza Polski! Wilfredo Leon nie miał litości, a to nie koniec

    Sensacja w meczu mistrza Polski! Wilfredo Leon nie miał litości, a to nie koniec

    Sensacja w meczu mistrza Polski! Wilfredo Leon nie miał litości, a to nie koniec

    Kapitalny Wilfredo Leon poprowadził Bogdankę LUK Lublin do dużej niespodzianki w pierwszym meczu półfinałowym PlusLigi! Wicemistrz olimpijski zdobył 25 punktów, a jego drużyna ograła na wyjeździe Jastrzębski Węgiel 3:1 (23:25, 25:22, 25:18, 25:22) i jest o jedno zwycięstwo od awansu do wielkiego finału.

     

    Półfinały siatkarskiej PlusLigi czas zacząć. W Wielki Piątek doszło do wielkiego starcia dwóch siatkarskich gigantów, czyli Tomasza Fornala i Wilfredo Leona. Ich Jastrzębski Węgiel i Bogdanka LUK Lublin mierzyły się ze sobą już sześć dni temu w półfinale Pucharu Polski, gdy 3:0 wygrali mistrzowie kraju, w każdy z setów do 23. Zdobywcy Pucharu Challenge z Lublina mieli więc ogromną żądzę rewanżu, a siatkarskich kibiców mogło cieszyć to, że po tak wymagającym sezonie oba zespoły wystąpiły w swoich najsilniejszych zestawieniach.

     

    Wspaniały Leon prowadzi Lublin do finału PlusLigi! Genialny występ na terenie mistrza Polski

     

    Spotkanie w Jastrzębiu-Zdroju rozpoczęło się od serii zepsutych zagrywek z obu stron. Pierwsi jednak z tego marazmu otrząsnęli się gospodarze, bo przy zagrywkach Benjamina Toniuttiego lublinianie mieli spore problemy ze skończeniem ataku, co zaowocowało szybkim 8:4 dla jastrzębian. Jastrzębski Węgiel zaczął łapać swój rytm. Po asie serwisowym Tomasza Fornala było już 11:5, a po skutecznej kontrze Timothee Carle 17:10.

     

    W tym momencie obudzili się goście, którzy zaczęli powoli odrabiać straty. Jednak jeszcze tuż przed końcem pierwszej partii mistrz Polski prowadził 23:19 po zepsutej zagrywce Kewina Sasaka i wydawało się, że nic wielkiego tu się zdarzyć nie może. Błąd w ataku Tomasza Fornala, a także udany kontratak Wilfredo Leona pozwoliły jednak gościom złapać kontakt (24:23). W decydującym momencie jednak McCarthy zaserwował w aut i jastrzębianie wygrali pierwszą partię 25:23.

     

    W drugim secie obraz meczu się zmienił. Po wyrównanym początku kontry Kewina Sasaka czy Wilfredo Leona pozwoliły objąć gościom prowadzenie 10:7. Gdy w ataku pomylił się Timothee Carle, było już 10:15, ale jastrzębianie nie zamierzali się poddawać, a lublinianom przydarzyły się banalne błędy, jak błąd w ustawieniu czy dotknięcie siatki w walce o piłkę nad taśmą Aleksa Grozdanowa.

     

    Gdy asa serwisowego zagrał Arkadiusz Żakieta, a po chwili w ataku pomylił się Mikołaj Sawicki, zrobiło się 18:17 dla gospodarzy, ale spotkało się to z szybką reakcją przyjezdnych, w czym kluczowi byli środkowi Lublina. Aleks Grozdanow zaliczył blok, Fynnian McCarthy asa serwisowego i szybko wynik się zmienił na dwupunktową przewagę Bogdanki (19:21). Siatkarze Massimo Bottiego wytrzymali ciśnienie, po kiwce Sawickiego mieli dwie piłki setowe (22:24), a autowy atak Tomasza Fornala zakończył drugą partię wynikiem 22:25, co dało remis w setach 1:1.

     

    Trzeci set to niewiarygodne “one man show” w wykonaniu Wilfredo Leona. Gdy Bogdanka prowadziła w drugiej połowie 18:14, aż 12 z tych 18 punktów zdobył właśnie wicemistrz olimpijski z Paryża, na co złożyło się siedem ataków (ponad 60 proc. skuteczności), trzy bloki i dwa asy serwisowe.

     

    to zupełnie wybiło jastrzębian z jakiegokolwiek rytmu. Gospodarze się rozpadli, a goście tylko z tego skorzystali, wygrywając seta bardzo pewnie do 18. Spora niespodzianka w Jastrzębiu Zdroju, na terenie mistrza Polski, stała się bardzo realna

     

    W czwartym secie siatkarze Marcelo Mendeza byli pod ścianą, ale to właśnie oni od remisu 7:7 asami serwisowymi Tomasza Fornala i Antona Brehme wyszli na trzypunktowe prowadzenie 11:8, na co trener gości Massimo Botti zareagował przerwą na żądanie. Choć ataki Kewina Sasaka i Wilfredo Leona dały remis po 15, to po chwili blok Antona Brehme na Fynnianie McCarthym znów dał gospodarzom dwa punkty przewagi (17:15).

     

    Leon nie dopuszczał – jego blok i as serwisowy w linie końcową pozwoliły lublinianom na kolejne wyrównanie (19:19). Gdy po taśmie w aut splasował piłkę Tomasz Fornal na prowadzeniu 22:21 byli już goście, a po chwili efektownego asa serwisowego na 21:23 zagrał Mateusz Malinowski. Ten efektowny zwrot akcji w czwartym secie sfinalizował zepsuty serwis Norberta Hubera. Bogdanka LUK Lublin wygrała czwartą partię 25:22, cały mecz 3:1 i jest o zaledwie jedno zwycięstwo od awansu do wielkiego finału PlusLigi.

    https://x.com/Jakub110Jakub/status/1913336251123745275

    Drugi mecz pomiędzy Jastrzębskim Węglem a Bogdanką LUK Lublin odbędzie się w środę 23 kwietnia o godzinie 20:30 w Lublinie. Wszystkie bilety na to spotkanie zostały błyskawicznie wyprzedane.