Category: Home

  • Świątek przemówiła po tym, jak przegrała 0:6 w pierwszym secie. Kilka słów prawdy

    Świątek przemówiła po tym, jak przegrała 0:6 w pierwszym secie. Kilka słów prawdy

    Świątek przemówiła po tym, jak przegrała 0:6 w pierwszym secie. Kilka słów prawd

     

    – To nie jest proste, żeby utrzymać dobry poziom gry do końca meczu, bo dziewczyna z drugiej strony też nie ma nic do stracenia i ten mecz zaczyna mniej ważyć, więc próbuje innych zagrań – wyznała Iga Świątek po wygranej z Madison Keys w Madrycie. W oczach drugiej rakiety świata to spotkanie było “jednym z najdziwniejszych”, jakie zagrała.

     

    Iga Świątek kapitalnie radzi sobie w Madrycie. Polka ma swoje problemy, ale w przeciwieństwie do innych rywalizacji, potrafi sobie z nimi radzić i obracać wyniki spotkań, jak np. z Madison Keys. Amerykanka była bezwzględna i rozbiła Polkę w pierwszym secie w 24 minuty. Świątek przegrała partię 0:6 pierwszy raz od lat!

     

    Iga Świątek po wygranej z Madison Keys: Jeden z najdziwniejszych meczów

    Ostatecznie drugiej rakiecie świata udało się odwrócić losy tego spotkania i zatriumfowała 0:6, 6:3, 6:2. Tuż po zakończeniu tego meczu, jeszcze będąc w korcie, Polka udzieliła wywiadu dotyczącego przebiegu tego spotkania.

     

    – Tak szczerze to był jeden z najdziwniejszych meczów, jakie grałam. Madison grała perfekcyjnie od samego początku, ale ja nie czułam, że gram źle. Dobrze czułam piłkę, ale grałam zbyt długie zagrania. Starałam się zagrywać krócej i w kort. Nie wiem, ale wydaje mi się, że Madison popełniła więcej błędów, ale nie jestem pewna. Nie było łatwo po przegranej 0:6 w pierwszym secie, ale się starałam i na koniec jestem szczęśliwa, że udało mi się wygrać – wyznała.

     

    Iga Świątek dostała “bajgla” od Amerykanki

    Ostatni raz Iga Świątek dostała “bajgla” w czerwcu 2021 r., w 1/8 finału turnieju WTA 500 w Eastbourne. Polka przegrała wówczas z Darią Kasatkiną w trzech setach 6:4, 0:6, 1:6. Druga rakieta świata częściej “serwuje” swoim rywalkom wyniki do zera. Teraz było na odwrót i została zapytana, jak się z tym czuje.

     

    – Nie za dobrze. Przynajmniej szybko się skończyło. To na pewno jedyna pozytywna rzecz, ale grając na korcie i przegrać 0:6 jest nie wiem… dziwne – kontynuowała.

     

    Rywalką Igi Świątek w półfinale WTA Madryt będzie zwyciężczyni meczu Coco Gauff – Mirra Andriejewa. – To na pewno będzie wyzwanie. Obie są świetnymi zawodniczkami. Wiedzą, jak grać na mączce, ale jestem gotowa i dam z siebie wszystko – oświadczyła.

     

    “To wcale nie jest takie proste”

    Chwilę później Iga Świątek podeszła do dziennikarzy Canal+, gdzie trochę więcej dopowiedziała nt. tego spotkania. – Nie wiem do końca, czy ja odwróciłam losy tego meczu, ale na pewno byłam obecna, żeby skorzystać z szans, które dostałam. Zdawałam sobie sprawę, że ciężko będzie Madison utrzymać taki poziom gry przez cały mecz, bo po prostu taki jest tenis – stwierdziła.

     

    – Cieszę się, że byłam skoncentrowana, spróbowałam poprawić rzeczy, które nie wychodziły. Mimo że przegrałam 0:6, to nie czułam, że grałam źle, a większość piłek, które grałam, leciały za długo. Myślę, że jak zaczęłam więcej piłek grać w kort, dałam jej szanse na zepsucie niektórych piłek – podkreśliła.

     

    – To nie jest proste, żeby utrzymać dobry poziom gry do końca meczu, bo dziewczyna z drugiej strony też nie ma nic do stracenia i ten mecz zaczyna mniej ważyć, więc próbuje innych zagrań. Sama jak wygrywałam mecze takimi wynikami, to wszyscy patrzyli, że to jest proste, a wcale takie nie jest. To też pokazuje, że mecz da się odwrócić – zakończyła.

  • Niewiarygodny zwrot w meczu Igi Świątek. Zadecydował jeden moment

    Niewiarygodny zwrot w meczu Igi Świątek. Zadecydował jeden moment

    Niewiarygodny zwrot w meczu Igi Świątek. Zadecydował jeden moment

    To, co stało się w meczu Igi Świątek, w pierwszej chwili zaprzecza jakiejkolwiek logice. Po przegraniu pierwszego seta aż 0:6 nic nie wskazywało na to, że przełamie nieprawdopodobnie grającą Madison Keys. O cudownej przemianie zadecydował jeden moment. Świątek niezwykle poprawiła się w dwóch elementach gry. Szczególnie jeden z nich może mieć kluczowe znaczenie w meczach, w których Polce dotychczas szło najgorzej.

     

    Konia z rzędem temu, kto jest w stanie przewidzieć rezultat meczu Igi Świątek. Jakiegokolwiek meczu — dodajmy. Z sytuacji, w której Polka demolowała większość rywalek, nagle sytuacja zmieniła się nie do poznania. W środę mieliśmy tego kolejny przykład.

     

    Nie zamierzam udawać, że po pierwszym secie byłem wielkim optymistą. Dominacja Keys nad Świątek była podobna do tej, jaką oglądaliśmy w spotkaniu Polki z Ostapenko w Dausze.

     

    Świątek nie pomagała sobie, a wręcz przeszkadzała serwisem, a w konfrontacji z tak mocno i precyzyjnie uderzającej Keys miałem wrażenie, że Polka, która przecież w poprzednich latach znana była z niesamowitego poruszania, nie nadążała.

     

    Keys wzorem innych ofensywnie usposobionych tenisistek miała bardzo łatwą do rozszyfrowania strategię — pełne ryzyko od pierwszej akcji. Narzucanie presji na Igę zaczęła nawet chwilę wcześniej, gdy wygrywając losowanie wybrała… return.

     

    To dla dysponującej nieprzeciętnym serwisem tenisistki nie jest codziennością. Przeważnie lepiej uciekać niż gonić. Wybór Amerykanki w pewnym sensie dawał do zrozumienia Świątek, że serwis Polki jest na tyle nieefektywny, że za moment Keys może go przełamać.

     

    Keys mogła sobie na to pozwolić, bo po korektach w ruchu serwisowym — dostawieniu prawej stopy — imponuje tym elementem. Miała więc przekonanie, że nawet jeśli nie przełamie Świątek, to sama bez problemu wygra swojego gema serwisowego.

     

    Efekt? Keys wręcz napadła na Świątek w pierwszym secie, wygrywając 6:0 w 24 minuty. Na mączce to nie są obrazki, do których przywykliśmy.

     

    Co tak naprawdę sprawiło, że Polka przechyliła szalę zwycięstwa na swoją korzyść?

     

    Po przerwie pomiędzy pierwszym i drugim setem jak zawsze udała się do szatni. Po powrocie serwis Polki nie był już zaproszeniem dla Keys do “bombardowania”. To przede wszystkim. A zagłębiając się nieco bardziej w same wymiany Świątek była w stanie utrzymywać piłkę w korcie dłużej niż przez trzy uderzenia. Co to spowodowało? Spójrzmy:

     

    Akcje wygrane maksymalnie w trzech uderzeniach:

     

    1:set: 75% (15/20) Keys — 25% (5/20) Świątek

    2:set: 46% (12/26) — 54% (14/26)

    3:set: 61% (14/23) — 39% (9/23)

    Akcje wygrane w czterech do sześciu uderzeń:

     

    1:set: 67% (6/9) — 33% (3/9)

    2:set: 32% (6/19) — 68% (13/19)

    3:set: 41% (7/17) — 59% (10/17)

    Akcje wygrane w siedmiu do dziewięciu uderzeń:

     

    1:set: 67% (2/3) — 33% (1/3)

    2:set: 50% (2/4) — 50% (2/4)

    3:set: 0 — 100% (7/7)

    Świątek w pierwszym secie słabym serwisem nie była w stanie “ruszyć” Keys. Amerykanka, podejmując ogromne ryzyko, trafiała w narożniki kortu i szybko kończyła akcje. W kolejnych setach Polka poprawiła podanie, a dodatkowo zaczęła utrzymywać piłkę w wymianie dłużej niż trzy uderzenia. To momentalnie przyniosło skutek.

     

    Jakkolwiek by to nie zabrzmiało, to najtrudniejsze wciąż przed Igą. Od ćwierćfinału Polkę w Madrycie czekają wyłącznie hitowe spotkania. Po Keys w półfinale Świątek zmierzy się z Coco Gauff, a w finale wiceliderka rankingu WTA może zagrać z odwieczną rywalką — Aryną Sabalenką lub którąś z genialnie prezentujących się w stolicy Hiszpanii Martą Kostiuk, Eliną Switoliną lub Moyuki Uchijimą.

     

  • A więc jednak, będzie wielki hit! Iga Świątek zagra z gwiazdą o finał

    A więc jednak, będzie wielki hit! Iga Świątek zagra z gwiazdą o finał

    A więc jednak, będzie wielki hit! Iga Świątek zagra z gwiazdą o fina

     

    Iga Świątek wie już, z którą rywalką zmierzy się o awans do finału turnieju WTA rangi 1000 w Madrycie! Starcie dwóch gwiazd kobiecego tenisa nie zawiodło, choć w drugim secie doszło do deklasacji. Coco Gauff pokonała Mirrę Andriejewą zaskakująco pewnie, 7:5, 6:1, i to ona zagra z polską wiceliderką rankingu o finał w Madrycie. To będzie absolutny hit turnieju!

     

    Mecz dwóch młodych gwiazd kobiecego tenisa przyciągnął na trybuny mnóstwo kibiców, zwłaszcza że dobiegło już końca starcie z udziałem Igi Świątek. Coco Gauff mogła czuć się delikatną faworytką, ale Mirra Andriejewa ma za sobą kapitalne miesiące, dzięki którym zameldowała się w ścisłej czołówce rankingu. Tu można było spodziewać się tenisowych fajerwerków.

     

    Pierwsza odsłona amerykańsko-rosyjskiego starcia była niezwykle wyrównana, a decydowała dopiero końcówka, w której na cztery gemy doczekaliśmy się aż trzech przełamań. Coco Gauff okazała się skuteczniejsza i to ona wygrała cztery ostatnie punkty seta na wagę prowadzenia w meczu 7:5.

     

    Oto kolejna rywalka Igi Świątek w Madrycie!

     

    Wyrównany poziom z pierwszego seta zwiastował dalszą ciekawą rywalizację po wznowieniu gry, ale… nic takiego nie miało miejsca. A wszystko przez to, że w drugiej partii Coco Gauff wychodziło w zasadzie wszystko. Obchodząca we wtorek 18. urodziny Mirra Andriejewa była totalnie bezradna w związku z genialną grą starszej rywalki.

     

    Amerykanka zdobywała seryjnie kolejne punkty i w ledwie kilka minut wypracowała sobie gigantyczną przewagę nad młodszą przeciwniczką. Nic nie było w stanie uchronić Andriejewej od porażki i odpadnięcia z turnieju przy tak ofensywnym i niebywale skutecznym graniu ze strony Gauff.

     

    To był istny nokaut, do którego doszło ledwie w kilkanaście minut. Coco Gauff pokonała Mirrę Andriejewą 7:5, 6:1 i pewnie awansowała do półfinału w Madrycie. To ona zagra z Igą Świątek o finał turnieju WTA rangi 1000! Ich mecz obejrzymy już w czwartek o 16.00.

     

    Coco Gauff — Mirra Andriejewa 7:5, 6:1

  • Iga Świątek powiedziała, jak to jest przegrać seta do zera. Hit!

    Iga Świątek powiedziała, jak to jest przegrać seta do zera. Hit!

    Iga Świątek powiedziała, jak to jest przegrać seta do zera. Hit!

    Po przegranym pierwszym secie 0:6 Iga Świątek nie poddała się i odwróciła losy meczu z Madison Keys w ćwierćfinale turnieju WTA rangi 1000 w Madrycie. Kolejne dwa sety wygrała 6:3, 6:2 i w pomeczowych rozmowach Polka wskazała, że to serwis był kluczem do zwycięstwa. Przyznała także z rozbrajającą szczerością, jak to jest przegrać seta do zera.

     

    — Szczerze mówiąc, nie wiem, co powiedziałam sobie po pierwszym secie. To był jeden z najdziwniejszych meczów, jaki grałam. Madison na początku grała perfekcyjnie, a ja nie byłam aktywna, ale nie czułam, że jest aż tak źle, jak wskazywał na to wynik. Dobrze czułam piłkę, po prostu czasami leciała za daleko. Starałam się grać krócej i trafiać w kort, Madison zaczęła się mylić i momentum się zmieniło, ale nie jestem pewna dlaczego (śmiech). Starałam się zostać w meczu i jestem szczęśliwa, że mi się to udało — powiedziała Świątek.

     

    Iga Świątek wskazała klucz do odwrócenia meczu z Madison Keys

     

    — Teraz to ja przegrałam 0:6 i to nie było fajne, ale przynajmniej szybkie, to jedyny pozytyw, ale granie przy takim wyniku jest po prostu dziwne — dodała.

     

    — Półfinały są już jutro, ale to nic nie zmienia w podejściu i regeneracji, wszystko będzie takie samo. Odpocznę, ile się da i trochę naprawię zdrowie, będę gotowa na jutro — przyznała.

     

    — Andriejewa i Gauff są świetnymi zawodniczkami i wiedzą, jak grać na ziemi, przygotuję się i dam z siebie wszystko — podsumowała nasza tenisistka wywiad dla WTA.

     

    — Nie wiem, czy do końca ja odwróciłam ten mecz, ale na pewno starałam się wykorzystać szanse, bo zdawałam sobie sprawę, że ciężko będzie utrzymać Madison taki poziom gry przez cały mecz, bo po prostu taki jest tenis. Cieszę się, że byłam skoncentrowana i spróbowałam poprawić to, co mi nie wychodziło — powiedziała już dla Canal+ Sport.

     

    — Znam to z doświadczenia, że to nie jest takie proste utrzymać poziom gry do końca meczu, bo rywalka z drugiej strony też nie ma nic do stracenia i mecz zaczyna mniej ważyć, bo jest jedną nogą poza turniejem. Ta, która wygrywa ma więcej do stracenia. Gdy wygrywałem mecze wysoko, to wszyscy myśleli, że to takie łatwe, a tak nie jest. Czasami mecz potrafi się odwrócić — dodała.

     

    — Serwis był kluczowy dla odwrócenia losów tego meczu. Za bardzo koncentrowałam się na tym, gdzie zagrać, zamiast skupić się na technice i na tym, co dzieje się po mojej stronie siatki. Gdy zaczęłam o tym myśleć, to poprawił mi się rytm i timing i wyglądało to o wiele lepiej — zakończyła.

  • Oto data i godzina hitowego półfinału Igi Świątek w Madrycie! To praktycznie pewne

    Oto data i godzina hitowego półfinału Igi Świątek w Madrycie! To praktycznie pewne

    Oto data i godzina hitowego półfinału Igi Świątek w Madrycie! To praktycznie pewn

     

    Iga Świątek po trzysetowym thrillerze awansowała do półfinału turnieju w Madrycie i już czeka na swoją rywalkę. Jednocześnie jesteśmy już niemal pewni, że kolejny mecz z jej udziałem odbędzie się w czwartkowe popołudnie.

     

    Po klęsce 0:6 w pierwszym secie z Madison Keys Świątek podniosła się i wygrała 6:3, 6:2, rewanżując się za porażkę w półfinale tegorocznego Australian Open (które Amerykanka ostatecznie wygrała).

     

    Iga Świątek kontra Andriejewa lub Gauff

    Teraz Polka zmierzy się w półfinale z Mirrą Andriejewą lub Coco Gauff. Dużo lepszy bilans ma w starciach z Gauff, zwłaszcza że z Andriejewą już dwukrotnie w tym roku przegrywała.

     

    Praktycznie pewne jest to, że Świątek o finał zagra w czwartek o godzinie 16:00. Bartosz Ignacik z Canal+ Sport już poinformował na Twitterze/X że studio przedmeczowe rozpocznie się o 15:00, a zawsze dzieje się to na godzinę przed starciem. Dodatkowo półfinały pań będą rozgrywane o 16:00 i 20:00.

     

    Dodatkowo Świątek i Andriejewa lub Gauff rozgrywały dwa pierwsze ćwierćfinały. A w czekających nas jeszcze w środę meczach o półfinały powalczą Moyuka Uchijima z Eliną Switoliną oraz Aryna Sabalenka z Martą Kostiuk.

  • ‎Stało się! Oto ranking WTA po horrorze Igi Świątek w Madrycie

    ‎Stało się! Oto ranking WTA po horrorze Igi Świątek w Madrycie

    ‎Stało się! Oto ranking WTA po horrorze Igi Świątek w Madrycie

    ‎Co tam się działo?! Iga Świątek przegrała pierwszego seta ćwierćfinału WTA 1000 w Madrycie z Madison Keys wynikiem 0:6. Ale druga rakieta świata była w stanie podnieść się po takiej klęsce i wygrać cały mecz 6:3, 6:2. Jak to zwycięstwo wpływa na ranking WTA? Świątek jest wciąż 610 pkt “na minusie” względem zeszłego roku i tłumaczymy, ile nasza rodaczka traci do Aryny Sabalenki.

    ‎Iga Świątek zaczęła mecz z Madison Keys w fatalny sposób. Polska tenisistka przegrała pierwszego seta 0:6 i wydawało się, że drugi może być równie szybki. Tak było, ale tym razem… na korzyść drugiej rakiety świata! Udało jej się wygrać 6:3. Trzeci set był rozstrzygający i w nim znów lepsza była nasza rodaczka, która zwyciężyła 6:2. Wynik tego meczu ma też wpływ na ranking WTA. Jaki? Spieszymy z wytłumaczeniem.

    ‎Oto ranking WTA po meczu Igi Świątek z Madison Keys. Jest coraz lepiej!

    ‎Świątek rok temu wygrała w Madrycie, dlatego broni kompletu, czyli aż 1000 pkt. Mając pewne miejsce w półfinale, wiemy już, że obroni co najmniej 390 “oczek” z zeszłorocznej edycji. Wciąż jest jednak 610 pkt “na minusie” względem 2024 r. Jeśli po najbliższym spotkaniu pożegnałaby się ze stolicą Hiszpanii, to w kolejnym oficjalnym zestawieniu WTA na jej koncie widniałoby 6773 “oczek”.

    ‎Apetyt jest jednak na więcej i mamy nadzieję, że nasza rodaczka zajdzie dalej w Madrycie. Jeśli wygrałaby w półfinale, a następnie w finale, to zakończyłaby zmagania z 7383 pkt. “Na papierze” jest to bardzo dobry wynik. Jest jednak “ale”. Na pierwszym miejscu rankingu wciąż pozostaje Aryna Sabalenka i jej dorobek punktowy jest ogromny. A Białorusinka nie powiedziała jeszcze w Madrycie ostatniego słowa, o półfinał powalczy w środę wieczorem.

    ‎Gigantyczna przewaga Aryny Sabalenki. Przed Polką ogromne wyzwanie

    ‎W tej chwili liderka ma 10333 pkt. W zeszłorocznej edycji dotarła do finału (w którym przegrała po trzysetowym thrillerze ze Świątek), więc broni 650 “oczek”. A na ten moment jest w ćwierćfinale i zdobyła już na pewno 215 pkt. We środę o godz. 20.00 zagra o awans do półfinału i wówczas będzie w identycznej sytuacji jak nasza rodaczka (czyli 390 obronionych rankingowych punktów).

    ‎Jeśli Sabalenka zwycięży w Madrycie, to będzie mogła pochwalić się wynikiem 11118 pkt. Wówczas jej przewaga nad drugą rakietą świata urosłaby do niezwykle pokaźnych rozmiarów. Choć trzeba jasno zaznaczyć, że już teraz przed Świątek bardzo długa droga, aby wyprzedzić Białorusinkę. Szczególnie że w trakcie najbliższych turniejów (WTA 1000 w Rzymie i French Open) Polka ponownie będzie broniła kompletu punktów.

  • Kosmiczny mecz Świątek z Keys. Te słowa mówią wszystko. “Zmartwychwstała”

    Kosmiczny mecz Świątek z Keys. Te słowa mówią wszystko. “Zmartwychwstała”

    Kosmiczny mecz Świątek z Keys. Te słowa mówią wszystko. “Zmartwychwstała

     

    Iga Świątek wróciła z dalekiej podróży. W środowe popołudnie nasza tenisistka do zera przegrała pierwszego seta w ćwierćfinałowym meczu WTA 1000 Madryt przeciwko Madison Keys. Na szczęście zrewanżowała się rywalce i w drugiej partii triumfowała 6:3. Ostatecznie w decydującej odsłonie Polka wygrała 6:2 i awansowała do półfinału. “Takie powroty zasługują na mega uznanie” – piszą eksperci w mediach społecznościowych.

     

    Jeżeli ktoś zaledwie kilkanaście minut spóźnił się na środowy mecz Igi Świątek z Madison Keys, to po włączeniu transmisji z pewnością mógł być mocno zdziwiony. A to dlatego, że Amerykanka potrzebowała zaledwie… 24 minuty, aby rozbić Polkę 6:0 w pierwszym secie. Tym samym Keys stała się pierwszą tenisistką od 2021 roku, której udało się ograć czterokrotną mistrzynię Rolad Garros “do zera”. Dokładnie minęło 1409 dni od takiego incydentu.

     

    Wydawało się, że tegoroczna mistrzyni Australian Open dokończy dzieła zniszczenia w drugiej partii, jednak na szczęście Świątek zdołała się otrząsnąć. Szybko wyszła na prowadzenie 5:1, a w całym secie triumfowała 6:3. O wyłonieniu pierwszej półfinalistki WTA 1000 Madryt zadecydowała trzecia odsłona.

     

    Eksperci ocenili bój Świątek z Keys. “Wielki szacunek”

     

    “W niej Świątek zaprezentowała się już naprawdę świetnie. Kompletnie zdominowała Keys, która nie przypominała tej samej tenisistki, co w pierwszym secie. Pozwoliła ugrać Amerykance tylko dwa gemy, dzięki czemu finalnie wygrała 0:6, 6:3, 6:2 i awansowała do półfinału “tysięcznika” w stolicy Hiszpanii, gdzie zagra z Coco Gauff lub Mirrą Andriejewą. Jak na wyczyn Polki zareagowali eksperci?”Niewiarygodne!!! Iga Świątek odwróciła losy meczu z Madison Keys! Polka po bardzo słabym pierwszym secie potrafiła wrócić do gry i wygrać! Jest półfinał” – czytamy na profilu Canal+ Sport.

     

    “Dostała pierwszego od 4 lat bajgla, ale odwróciła losy spotkania i pokonała rywalkę, która ją ograła w thrillerze na Australian Open. Iga Świątek. Pewne rzeczy nie grają (nie udawajmy, że nie ma problemów), ale takie powroty zasługują na mega uznanie” – ocenił Mateusz Wasiewski z redakcji WP SportoweFakty

     

    “Wielki szacunek dla Igi Świątek za to zwycięstwo. Zrobić coś takiego od 0:6 z tak silną rywalką? Oby to był przełom w tym sezonie” – pisze Jakub Seweryn ze Sport.pl.

     

    “Iga Świątek wraca po (niesamowitym) pierwszym secie i pokonuje mistrzynię Australian Open Madison Keys 0-6, 6-3, 6-2 w ich pierwszym meczu od czasu epickiego półfinału AO. Znowu w półfinale. 10 zwycięstw z rzędu w Madrycie dla jednej z najlepszych tenisitek wszech czasów” – tak mecz Igi Świątek na X skomentował Jose Morgado.

     

    “Iga Świątek pokazała dziś charakter. Nasza tenisistka przegrała pierwszego seta z Madison Keys 0-6. Nie było punktu zaczepienia. A jednak Iga pozbierała się i do końca meczu straciła już tylko pięć gemów. Dzięki temu awansowała do półfinału turnieju Madrid Open” – czytamy na profilu Gagaskiego.

     

    “Iga Świątek zmartwychwstała” – napisał Łukasz Jachimiak ze Sport.pl, podając statystyki winnerów i niewymuszonych błędów.

     

    “Wygrać mając pełną kontrolę to jedno, ale wygrać po przegraniu seta 0:6 w ćwierćfinale dużego turnieju, przeciwko ostatniej mistrzyni wielkoszlemowej, to zupełnie inny wymiar. Sombrero z głowy seńorita Świątek, chylę czoła” – uzupełnia Żelisław Żyżyński z Canal+Sport.

     

    “Iga Świątek była liczona w 1 secie ale podniosła się i rozbiła w dwóch kolejnych setach piekielnie groźną, mocno “bijącą” Madison Keys. Spokój, głębsze granie i returnowanie oraz lepszy serwis zrobiły dużą różnice na korzyść IŚ w 2 i 3 secie” – analizuje Dawid Celt.

  • Świątek pokazała wielką klasę i już sporo zarobiła w Madrycie

    Świątek pokazała wielką klasę i już sporo zarobiła w Madrycie

    Świątek pokazała wielką klasę i już sporo zarobiła w Madryci

     

    Iga Świątek w nieprawdopodobnych okolicznościach awansowała do półfinału turnieju WTA 1000 w Madrycie. Polka zrewanżowała się Madison Keys i zagwarantowała sobie sporą premię.

     

    Iga Świątek po ćwierćfinale w Stuttgarcie zameldowała się na tym samym etapie rywalizacji w turnieju WTA 1000 w Madrycie. Polka odniosła po drodze trzy zwycięstwa, rewanżując się m.in. Alexandrze Eali za porażkę w ćwierćfinale w Miami. Obrończyni tytułu miała lepsze i gorsze momenty, ale w kluczowych momentach była lepsza od rywalek.

     

    O miejsce w półfinale wiceliderka rankingu WTA powalczyła z Madison Keys. Amerykanką, która pokonała naszą zawodniczkę w półfinale Australian Open. 23-latka z pewnością chciała więc zrewanżować się rywalce, szczególnie że pokonała ją w ubiegłorocznym półfinale zmagań w stolicy Hiszpanii.

     

    Początek był bardzo nieudany dla naszej zawodniczki. Dość stwierdzić, że po zaledwie 24 minutach Keys cieszyła się ze zwycięstwa 6:0. Od drugiej partii znacznie lepszą grę prezentowała jednak Polka, a Amerykanka wyraźnie spuściła z tonu. Finalnie, po pełnej emocji walce, wiceliderka rankingu WTA wygrała 0:6, 6:3, 6:2 (więcej TUTAJ).

     

    Świątek dzięki zwycięstwu po raz trzeci z rzędu zameldowała się w półfinale turnieju w Madrycie. Dodatkowo zapewniła sobie sporą gratyfikację finansową. Organizatorzy za miejsce w najlepszej “czwórce” przewidzieli bowiem nagrodę w wysokości 291,040 euro, czyli ponad 1,2 miliona złotych. Keys za ćwierćfinał zarobiła z kolei 165,670 euro (ponad 708 tys. złotych).

     

    W półfinale obrończyni tytułu zmierzy się z inną Amerykanką, Coco Gauff, lub Mirrą Andriejewą, która wygrała dwa ostatnie mecze z Polką.

  • Alex zwrot w Madrycie! Było już 0:6, a potem Świątek zrobiła coś wielkiego

    Alex zwrot w Madrycie! Było już 0:6, a potem Świątek zrobiła coś wielkiego

    Alex zwrot w Madrycie! Było już 0:6, a potem Świątek zrobiła coś wielkiego

    Po 20 minutach Iga Świątek rzuciła siarczyste przekleństwo, to najbardziej znane z polskich. Kilka sekund później rzuciła rakietą. Wtedy przegrywała z Madison Keys już 0:5. Wtedy wydawało się, że w ćwierćfinale turnieju WTA 1000 w Madrycie nie ma z Amerykanką szans. A jednak! Polka mimo fatalnego startu i chwilami wielkich nerwów wygrała ten mecz 0:6, 6:3, 6:2!

    Rok temu Iga Świątek pokonała Madison Keys w półfinale w Madrycie 6:3, 6:1. Dwanaście dni później znów doszło do takiego meczu – w ćwierćfinale w Rzymie – i znów było 6:3, 6:1 dla Polki. – Do bani! Tak, do bani! – mówiła wtedy Keys, odpowiadając dziennikarzowi, który pytał, jak to jest grać przeciw Świątek na mączce.

    Teraz pierwszy set pokazywał, że role kompletnie się odwróciły. Dlaczego? Wszyscy to widzimy: Świątek w tym roku często się szarpie, męczy się tenisem, a nie bawi. Natomiast Keys przeżywa zdecydowanie najlepszy sezon w karierze. Taki, w którym wygrała swój pierwszy w życiu turniej wielkoszlemowy (Australian Open).

    Sztuczna inteligencja chyba się zepsuła

    Zdumiewająca była ocena szans na zwycięstwo w tym ćwierćfinale pokazana nam przez sztuczną inteligencję. Wynikało z niej, że na 72 proc. Świątek ten mecz wygra. Cóż, Iga jest w ostatnich latach najlepszą i najbardziej utytułowaną tenisistką na kortach ziemnych. Ale Keys do starcia z nią w tym turnieju nie przegrała jeszcze seta, w tym roku z rywalkami z top 10 wygrała pięć z sześciu meczów, a w sumie do starcia ze Świątek przystępowała ze świetnym bilansem 23:4. I w pamięci ze zwycięstwem w ich ostatnim pojedynku, w półfinale tegorocznego Australian Open (5:7, 6:1, 7:6).

    Tak, do tej pory Świątek wygrała z Keys cztery z sześciu meczów i wszystkie trzy rozegrane na mączce. Ale tu trzeba było brać pod uwagę męki, jakie w tym sezonie Iga przeżywa nawet na tej nawierzchni. Najpierw w Stuttgarcie wygrała tylko jeden mecz (z Fett) i odpadła z Ostapenko. Teraz w Madrycie mogła się cieszyć z trzech kolejnych zwycięstw, ale przecież wszyscy widzieliśmy, jak okrutnie męczyła się z Ealą (trzy sety i aż 57 niewymuszonych błędów) i ze Sznajder (trzy sety i aż 56 niewymuszonych błędów).

    Keys zaplanowała ten atak na Świątek. Nie było czego zbierać

    Na pewno świadomość tego miała Keys. Dlatego po wygraniu losowania zażyczyła sobie, żeby to Światek zaczęła mecz serwisem. Od razu chciała zaatakować bardzo zawodzący ostatnio element Polki. I zaatakowała. I to jeszcze jak!

    W pierwszym secie Świątek nie wygrała żadnego ze swych gemów serwisowych. I też żadnego z gemów Amerykanki. Przegrała 0:6 po zaledwie 24 minutach. To był pierwszy przegrany przez Świątek gem do zera od prawie czterech lat, od porażki 6:4, 0:6, 1:6 z Darią Kasatkiną w czerwcu 2021 roku w Eastbourne.

    Od tamtego czasu w karierze Igi minęła epoka. Tamten mecz znacznie młodsza i mniej utytułowana Polka rozegrała na trawie, na której do dziś czuje się niepewnie. Ten mecz grała na ulubionej mączce. Ale tak naprawdę nie grała. Tylko statystowała.

    – Już pierwszy gem daje nam kilka odpowiedzi, a jedno jest pewne: drugi serwis będzie polem przewagi dla Amerykanki – mówiła Joanna Sakowicz-Kostecka już na samym początku. Była tenisistka komentowała spotkanie w Canal+ razem z Bartoszem Ignacikiem i oboje uczciwie oceniali to, co przyszło im relacjonować.

    – Przepotężny jest ten forhend – mówiła Sakowicz, gdy Keys właśnie forhendem budowała sobie przewagę na 3:0. – Aktualnie najmocniejszy w całym tourze – dodawał Ignacik. – Tak, jest mocniejszy nawet niż Aryny Sabalenki – uzupełniała Sakowicz. – Można było się spodziewać takiego początku i absolutnie nie należy ulegać panice. Iga musi realizować swoją strategię – puentowała tę wymianę uwag Sakowicz.

    – Początek tego spotkania przypomina mi to, co Jelena Ostapenko robiła Idze zwłaszcza w Dosze (3:6, 1:6 w półfinale) – mówił Ignacik tuż przed wyjściem Amerykanki na 4:0. – Nie ma czego zbierać – dodawał, gdy Keys zdobyła punkt na 4:0 asem serwisowym o prędkości 193 km/h.

    A kiedy Keys podwyższyła na 5:0, to mocno przemówiła Świątek. Najpierw rozłożyła bezradnie ręce, po czym rzuciła najbardziej znane z polskich przekleństw. A po chwili, schodząc na krótką przerwę, rzuciła rakietą.

    Nie zagrywasz, nie wygrywasz. I nagle Świątek to zmieniła!

    – Wnioski są takie, że bez serwisu nie da się rywalizować z tenisistką tego formatu – mówiła Sakowicz, gdy po przegraniu seta 0:6 Świątek zeszła na dłuższą przerwę, toaletową.

    W tej fatalnej pierwszej partii Świątek popełniła 10 niewymuszonych błędów, a Keys zaledwie dwa (w uderzeniach kończących było 5:4 dla Keys). Polka wygrała tylko 29 proc. punktów po swoim serwisie, a Amerykanka – 75 proc. Świątek wygrała w tamtym secie tylko dziewięć z 33 rozegranych punktów.

    Tak naprawdę nie było żadnych przesłanek, że Świątek ten mecz odwróci. Więcej – że w ogóle będzie w stanie powalczyć. A jednak – na szczęście! – nasza tenisistka nie pękła.

    Niepokojące było to, jak prowadząc 40:0 w pierwszym gemie drugiego seta Świątek bardzo zdenerwowała się na siebie za niewymuszony błąd. Kopnęła wtedy w kort, nakurzyła mączką.

    W tamtym momencie można było mieć obawy, że nerwy zniszczą Świątek. Ale z nerwami Iga szybko wygrała. A tego gema wygrała już w kolejnej akcji.

    Po chwili okazało się, że Amerykanka wyrównując na 1:1 zdobyła ostatniego gema na dłuższy czas. To było zadziwiające. Nagle Świątek zamiast nerwów pokazywała tylko ogromną wolę walki i pełną koncentrację (przerwy spędzała z głową pod ręcznikiem). I wykorzystywanie szans. Ona podniosła poziom gry, a Amerykanka swój poziom obniżyła. Na 3:1 Iga przełamała Keys do zera, na 5:1 – w grze na przewagi. A między tymi gemami pewnie wygrywała gemy przy swoim podaniu.

    Drugiego seta Świątek mogła zamknąć w niecałe pół godziny. Mogła wygrać 6:1, niemal tak bezdyskusyjnie, jak Keys pierwszą partię. Szkoda, że prowadząc 5:1 Polka dała się przełamać. Szkoda, że Keys podgoniła na 3:5 i odzyskała wiarę w siebie. Ale bardzo cenne – najcenniejsze! – było to, że przy swoim kolejnym serwisie Świątek tego seta dokończyła. I że przy wyniku 0:6, 3:6 po godzinie i trzech minutach tak naprawdę znów wszystko zaczynało się od nowa.

    – Ten wynik można by podpisać w takim memowym stylu: Wtedy, kiedy serwis nie działa – 0:6, wtedy kiedy serwis działa – 6:3 – mówiła Sakowicz-Kostecka. A statystyki potwierdzały, że Świątek znacznie poprawiła ten element gry. W drugiej partii wygrała 63 proc. punktów po swoim serwisie, a w pierwszy, przypomnijmy, tylko 29 proc.

    Świątek zmartwychwstała!

    W decydującym secie początkowo znów trochę niepokojące były nerwy Świątek. One wróciły już w końcówce drugiej partii. Pokrzykiwania Polki do sztabu miały miejsce choćby po pierwszym niewykorzystanym przez nią setbolu (drugiego już wykorzystała). A w trzeciej partii Iga znów krzyczała coś do Wima Fissette’a, gdy przy stanie 0:6, 6:3, 0:1 zepsuła swoją pierwszą akcję przy serwisie. Belgijski trener Polki zachowywał spokój. Nawet w pierwszym secie nie okazywał nerwów, tylko albo milczał, albo zdawkowo przekazywał jakieś – nie słyszeliśmy, jakie – uwagi.

    Wygląda na to, że musiał zdołać skorygować coś w jej serwisie. Ale też z pewnością Iga zaczęła się lepiej poruszać. I ogólnie żyła na korcie. Zmartwychwstała po pierwszym secie, podniosła się mentalnie w sposób naprawdę imponujący. Wreszcie przy stanie 0:6, 6:3, 2:2 to ona przełamała rywalkę. I w decydującym secie to ona zyskała przewagę psychologiczną. Nie zmarnowała jej, poszła za ciosem, podwyższyła na 0:6, 6:3, 4:2. – Imponuje mi konsekwencja Igi. Niezależnie od tego czy akcja skończy się powodzeniem, czy nie, Iga cały czas trzyma się założonego planu – mówiła wówczas Sakowicz-Kostecka.

    Tak, Świątek grała bardzo starannie, utrzymywała się w wymianach, nie niecierpliwiła się, ataki dobrze sobie przygotowywała. – Iga jest opanowana. To niezwykle budujący widok – podkreślała Sakowicz, gdy Świątek prowadziła już 0:6, 6:3, 5:2.

    W tamtym momencie realizator transmisji pokazał nam, że w trzecim secie Polka popełniła tylko trzy niewymuszone błędy, a Amerykanka – aż 13. W tamtym momencie patrząc na Igę widzieliśmy tę starą, dobrą królową mączki. I byliśmy już niemal pewni, że ona to wygra!

    W jaki sposób Świątek osiągnęła taki stan po fatalnym pierwszym secie? Tego nie wiemy. Ale wiemy, że trzeba mieć klasę, żeby to zrobić. I wiemy, że przyjemniej oglądać taką przemianę Polki niż taką, jak w jej poprzednim meczu, ze Sznajder, gdy wygrała pierwszą partię 6:0, a później męczyła się i wyszarpała wygraną 6:0, 6:7, 6:4.

    Sakowicz-Kostecka podkreślała, że widać, kiedy Świątek jest cała sztywna i szarpie, a kiedy się rozkręca i gra swój dobry tenis. Komentatorka mówiła nam o wszystkim, co widzieliśmy w obu ostatnich meczach Igi w Madrycie. Świetnie byłoby w jej kolejnym występie zobaczyć już tylko to, co dobre. Ale na razie poprzestańmy na podkreśleniu jednego: świetnie, że do kolejnego meczu Świątek w tegorocznym turnieju w Madrycie dojdzie. Bo naprawdę się nie zanosiło.

    Półfinałową rywalką Świątek będzie Mirra Andriejewa albo Coco Gauff. Mecz o finał odbędzie się w czwartek, najpewniej o godzinie 16.

     

  • Ależ zwrot w Madrycie! Było już 0:6, a potem Świątek zrobiła coś wielkiego

    Ależ zwrot w Madrycie! Było już 0:6, a potem Świątek zrobiła coś wielkiego

    Ależ zwrot w Madrycie! Było już 0:6, a potem Świątek zrobiła coś wielkiego

    Po 20 minutach Iga Świątek rzuciła siarczyste przekleństwo, to najbardziej znane z polskich. Kilka sekund później rzuciła rakietą. Wtedy przegrywała z Madison Keys już 0:5. Wtedy wydawało się, że w ćwierćfinale turnieju WTA 1000 w Madrycie nie ma z Amerykanką szans. A jednak! Polka mimo fatalnego startu i chwilami wielkich nerwów wygrała ten mecz 0:6, 6:3, 6:2!

     

    Rok temu Iga Świątek pokonała Madison Keys w półfinale w Madrycie 6:3, 6:1. Dwanaście dni później znów doszło do takiego meczu – w ćwierćfinale w Rzymie – i znów było 6:3, 6:1 dla Polki. – Do bani! Tak, do bani! – mówiła wtedy Keys, odpowiadając dziennikarzowi, który pytał, jak to jest grać przeciw Świątek na mączce.

     

    Teraz pierwszy set w Madrycie pokazywał, że role kompletnie się odwróciły. Dlaczego? Wszyscy to widzimy: Świątek w tym roku często się szarpie, męczy się tenisem, a nie bawi. Natomiast Keys przeżywa zdecydowanie najlepszy sezon w karierze. Taki, w którym wygrała pierwszy w życiu turniej wielkoszlemowy (Australian Open).

     

    Sztuczna inteligencja chyba się zepsuła

    Zdumiewająca była ocena szans na zwycięstwo w tym ćwierćfinale pokazana nam przez sztuczną inteligencję. Wynikało z niej, że na 72 proc. Świątek ten mecz wygra. Cóż, Iga jest w ostatnich latach najlepszą i najbardziej utytułowaną tenisistką na kortach ziemnych. Ale Keys do starcia z nią w tym turnieju nie przegrała jeszcze seta, w tym roku z rywalkami z top 10 wygrała pięć z sześciu meczów, a w sumie do starcia ze Świątek przystępowała ze świetnym bilansem 23:4. I w pamięci ze zwycięstwem w ich ostatnim pojedynku, w półfinale tegorocznego Australian Open (5:7, 6:1, 7:6).

     

    Tak, do tej pory Świątek wygrała z Keys cztery z sześciu meczów i wszystkie trzy rozegrane na mączce. Ale tu trzeba było brać pod uwagę męki, jakie w tym sezonie Iga przeżywa nawet na tej nawierzchni. Najpierw w Stuttgarcie wygrała tylko jeden mecz (z Fett) i odpadła z Ostapenko. Teraz w Madrycie mogła się cieszyć z trzech kolejnych zwycięstw, ale przecież wszyscy widzieliśmy, jak okrutnie męczyła się z Ealą (trzy sety i aż 57 niewymuszonych błędów) i ze Sznajder (trzy sety i aż 56 niewymuszonych błędów).

     

    Keys zaplanowała ten atak na Świątek. Nie było czego zbierać

    Na pewno świadomość tego miała Keys. Dlatego po wygraniu losowania zażyczyła sobie, żeby to Światek zaczęła mecz serwisem. Od razu chciała zaatakować zawodzący ostatnio element Polki. I zaatakowała. I to jeszcze jak!

     

    W pierwszym secie Świątek nie wygrała żadnego ze swych gemów serwisowych. I też żadnego z gemów Amerykanki. Przegrała 0:6 po zaledwie 24 minutach. To był pierwszy przegrany przez Świątek gem do zera od prawie czterech lat, od porażki 6:4, 0:6, 1:6 z Darią Kasatkiną w czerwcu 2021 roku w Eastbourne.

     

    Od tamtego czasu w karierze Igi minęła epoka. Tamten mecz znacznie młodsza i mniej utytułowana Polka rozegrała na trawie, na której do dziś czuje się niepewnie. Ten mecz grała na ulubionej mączce. Ale tak naprawdę nie grała. Tylko statystowała.

     

    – Już pierwszy gem daje nam kilka odpowiedzi, a jedno jest pewne: drugi serwis będzie polem przewagi dla Amerykanki – mówiła Joanna Sakowicz-Kostecka już na samym początku. Była tenisistka komentowała spotkanie w Canal+ razem z Bartoszem Ignacikiem i oboje uczciwie oceniali to, co przyszło im relacjonować.

     

    – Przepotężny jest ten forhend – mówiła Sakowicz, gdy Keys właśnie forhendem budowała sobie przewagę na 3:0. – Aktualnie najmocniejszy w całym tourze – dodawał Ignacik. – Tak, jest mocniejszy nawet niż Aryny Sabalenki – uzupełniała Sakowicz. – Można było się spodziewać takiego początku i absolutnie nie należy ulegać panice. Iga musi realizować swoją strategię – puentowała tę wymianę uwag Sakowicz.

     

    -Początek tego spotkania przypomina mi to, co Jelena Ostapenko robiła Idze zwłaszcza w Dosze (3:6, 1:6 w półfinale) – mówił Ignacik tuż przed wyjściem Amerykanki na 4:0. – Nie ma czego zbierać – dodawał, gdy Keys zdobyła punkt na 4:0 asem serwisowym o prędkości 193 km/h.

     

    A kiedy Keys podwyższyła na 5:0, to mocno przemówiła Świątek. Najpierw rozłożyła bezradnie ręce, po czym rzuciła najbardziej znane z polskich przekleństw. A po chwili, schodząc na krótką przerwę, rzuciła rakietą.

     

    Nie zagrywasz, nie wygrywasz. I nagle Świątek to zmieniła!

    – Wnioski są takie, że bez serwisu nie da się rywalizować z tenisistką tego formatu – mówiła Sakowicz, gdy po przegraniu seta 0:6 Świątek zeszła na dłuższą przerwę, toaletową.

     

    W tej fatalnej pierwszej partii Świątek popełniła 10 niewymuszonych błędów, a Keys zaledwie dwa (w uderzeniach kończących było 5:4 dla Keys). Polka wygrała tylko 29 proc. punktów po swoim serwisie, a Amerykanka – 75 proc. Świątek wygrała w tamtym secie tylko dziewięć z 33 rozegranych punktów.

     

    Tak naprawdę nie było żadnych przesłanek, że Świątek ten mecz odwróci. Więcej – że w ogóle będzie w stanie powalczyć. A jednak – na szczęście! – nasza tenisistka nie pękła.

     

    Niepokojące było to, jak prowadząc 40:0 w pierwszym gemie drugiego seta Świątek bardzo zdenerwowała się na siebie za niewymuszony błąd. Kopnęła wtedy w kort, nakurzyła mączką.

     

    W tamtym momencie można było mieć obawy, że nerwy zniszczą Świątek. Ale z nerwami Iga szybko wygrała. A tego gema wygrała już w kolejnej akcji.

     

    Po chwili okazało się, że Amerykanka wyrównując na 1:1 zdobyła ostatniego gema na dłuższy czas. To było zadziwiające. Nagle Świątek zamiast nerwów pokazywała tylko ogromną wolę walki i pełną koncentrację (przerwy spędzała z głową pod ręcznikiem). I wykorzystywanie szans. Ona podniosła poziom gry, a Amerykanka swój poziom obniżyła. Na 3:1 Iga przełamała Keys do zera, na 5:1 – w grze na przewagi. A między tymi gemami pewnie wygrywała gemy przy swoim podaniu

     

    Drugiego seta Świątek mogła zamknąć w niecałe pół godziny. Mogła wygrać 6:1, niemal tak bezdyskusyjnie, jak Keys pierwszą partię. Szkoda, że prowadząc 5:1 Polka dała się przełamać. Szkoda, że Keys podgoniła na 3:5 i odzyskała wiarę w siebie. Ale bardzo cenne – najcenniejsze! – było to, że przy swoim kolejnym serwisie Świątek tego seta dokończyła. I że przy wyniku 0:6, 3:6 po godzinie i trzech minutach tak naprawdę znów wszystko zaczynało się od nowa.

     

    – Ten wynik można by podpisać w takim memowym stylu: Wtedy, kiedy serwis nie działa – 0:6, wtedy kiedy serwis działa – 6:3 – mówiła Sakowicz-Kostecka. A statystyki potwierdzały, że Świątek znacznie poprawiła ten element gry. W drugiej partii wygrała 63 proc. punktów po swoim serwisie, a w pierwszy, przypomnijmy, tylko 29 proc.

     

    Świątek zmartwychwstała!

    W decydującym secie początkowo znów trochę niepokojące były nerwy Świątek. One wróciły już w końcówce drugiej partii. Pokrzykiwania Polki do sztabu miały miejsce choćby po pierwszym niewykorzystanym przez nią setbolu (drugiego już wykorzystała). A w trzeciej partii Iga znów krzyczała coś do Wima Fissette’a, gdy przy stanie 0:6, 6:3, 0:1 zepsuła swoją pierwszą akcję przy serwisie. Belgijski trener Polki zachowywał spokój. Nawet w pierwszym secie nie okazywał nerwów, tylko albo milczał, albo zdawkowo przekazywał jakieś – nie słyszeliśmy, jakie – uwagi.

     

    Wygląda na to, że musiał zdołać skorygować coś w jej serwisie. Ale też z pewnością Iga zaczęła się lepiej poruszać. I ogólnie żyła na korcie. Zmartwychwstała po pierwszym secie, podniosła się mentalnie w sposób naprawdę imponujący. Wreszcie przy stanie 0:6, 6:3, 2:2 to ona przełamała rywalkę. I w decydującym secie to ona zyskała przewagę psychologiczną. Nie zmarnowała jej, poszła za ciosem, podwyższyła na 0:6, 6:3, 4:2. – Imponuje mi konsekwencja Igi. Niezależnie od tego czy akcja skończy się powodzeniem, czy nie, Iga cały czas trzyma się założonego planu – mówiła wówczas Sakowicz-Kostecka.

     

    Tak, Świątek grała bardzo starannie, utrzymywała się w wymianach, nie niecierpliwiła się, ataki dobrze sobie przygotowywała. – Iga jest opanowana. To niezwykle budujący widok – podkreślała Sakowicz, gdy Świątek prowadziła już 0:6, 6:3, 5:2.

     

    W tamtym momencie realizator transmisji pokazał nam, że w trzecim secie Polka popełniła tylko trzy niewymuszone błędy, a Amerykanka – aż 13. W tamtym momencie patrząc na Igę widzieliśmy tę starą, dobrą królową mączki. I byliśmy już niemal pewni, że ona to wygra!

     

    W jaki sposób Świątek osiągnęła taki stan po fatalnym pierwszym secie? Tego nie wiemy. Ale wiemy, że trzeba mieć klasę, żeby to zrobić. I wiemy, że przyjemniej oglądać taką przemianę Polki niż taką, jak w jej poprzednim meczu, ze Sznajder, gdy wygrała pierwszą partię 6:0, a później męczyła się i wyszarpała wygraną 6:0, 6:7, 6:4.

     

    Sakowicz-Kostecka podkreślała, że widać, kiedy Świątek jest cała sztywna i szarpie, a kiedy się rozkręca i gra swój dobry tenis. Komentatorka mówiła nam o wszystkim, co widzieliśmy w obu ostatnich meczach Igi w Madrycie. Świetnie byłoby w jej kolejnym występie zobaczyć już tylko to, co dobre. Ale na razie poprzestańmy na podkreśleniu jednego: świetnie, że do kolejnego meczu Świątek w tegorocznym turnieju w Madrycie dojdzie. Bo naprawdę się nie zanosiło.

     

    Półfinałową rywalką Świątek będzie Mirra Andriejewa albo Coco Gauff. Mecz o finał odbędzie się w czwartek, najpewniej o godzinie 16.