Category: Home

  • Co za emocje w meczu Świątek! Polka odwróciła losy rywalizacji w Madrycie

    Co za emocje w meczu Świątek! Polka odwróciła losy rywalizacji w Madrycie

    Co za emocje w meczu Świątek! Polka odwróciła losy rywalizacji w Madrycie

    Iga Świątek po niezwykle emocjonującym meczu awansowała do najlepszej czwórki Mutua Madrid Open! Polka odwróciła losy spotkania z Madison Keys i odniosła cenną wiktorię w trzech setach, mimo że pierwszego przegrała do zera! Rywalką Polki w półfinale hiszpańskiego tysięcznika będzie Mirra Andriejewa lub Coco Gauff.

     

    Impreza rangi WTA 1000 w Madrycie to jeden z najważniejszych sprawdzianów formy przed wielkoszlemowym Rolandem Garrosem. Przed rokiem w stolicy Hiszpanii najlepsza okazała się Iga Świątek, która w pojedynku o tytuł po niesamowitym show pokonała Arynę Sabalenkę.

     

    Teraz Polka na obiektach Caja Magica zameldowała się już w ćwierćfinale, gdzie jej przeciwniczką była Madison Keys. Przed starciem bilans bezpośrednich potyczek z Amerykanką wynosił 4:2 dla Świątek. Ostatnio jednak – podczas półfinału Australian Open 2025 – lepsza okazała się późniejsza triumfatorka imprezy – Keys, która nigdy dotąd z kolei nie triumfowała z Polką na mączce.

     

    Środowy mecz w ramach Mutua Madrid Open zdecydowanie lepiej otworzyła Amerykanka. Urodzona w Rock Island tenisistka skorzystała już w pierwszym gemie na pomyłkach i nerwowości Świątek, zyskując przełamanie. Następnie potwierdziła swoją przewagę, pokazując świetną dyspozycję serwisową.

     

    Odmiennie na podaniu prezentowała się Polka, która miała problem z wprowadzeniem piłki do gry – potwierdził to podwójny błąd przy stanie 40:15 dla Keys, która tym samym zdobyła drugiego breaka. W czwartym gemie swoje momenty miała Świątek, dwa razy agresywnie atakując na returnie, co przyniosło efekty. Były to jednak pojedyncze zrywy, a chwilę później na tablicy widniał już wynik 4:0 dla Amerykanki.

     

    Obraz gry nie zmienił się w końcowej fazie pierwszej odsłony rywalizacji. Podopieczna belgijskiego szkoleniowca – Wima Fissette – w dalszym ciągu popełniała wiele błędów, z czego tylko czerpała solidna Amerykanka. Ostatecznie inaugurująca zmagania partia – wynikiem 6:0 – padła łupem Keys. Był to pierwszy set przegrany przez Świątek do zera od 23 czerwca 2021 roku i spotkania z Darią Kasatkiną na trawie w Eastbourne.

     

    Drugi akt zmagań Polka rozpoczęła inaczej. Mimo to nadal było widać u niej spore nerwy – przy prowadzeniu 40:0 popełniła niewymuszony błąd, po czym zareagowała dość wybuchowo i zaczęła kopać pył mączki. Raszyniance mimo to udało się domknąć gema i w końcu dopisać jedynkę przy swoim nazwisku.

     

    Keys pewnie wyrównała, a potem w polu serwisowym ponownie stanęła Polka, u której było widać znaczną poprawę. Umiejętnie grała kątowo, cierpliwie rozprowadzała przeciwniczkę po korcie, przygotowywała sobie dogodną pozycję, a wszystko kończyła czystymi winnerami. Po kilku minutach prowadziła 2:1.

     

    Kolejny przełom nastąpił w czwartym gemie, gdy podawała Amerykanka. Świątek agresywnie napierała returnem na mistrzynię Australian Open 2025, posyłała piłki, które lądowały przy samej linii, a Keys sobie z tym nie radziła. Efektem było pierwsze przełamanie w tym pojedynku na konto Polki, która moment później potwierdziła je własnym podaniem, zdobywając na koniec asa.

     

    Świątek nie zwalniała tempa i dotarła do kolejnego break pointa. Tego nie wykorzystała, ale w grze na przewagi była lepsza i odskoczyła już na 5:1. Wtedy Amerykanka zdołała nawiązać walkę na korcie. Sama miała okazję na to, by raz odłamać Polkę, lecz ta kapitalną akcją forhendową po krosie wyszła z opresji. Następne dwa punkty padły jednak łupem Keys, która zmniejszyła stratę.

     

    Amerykanka poszła za ciosem i była lepsza przy swoim serwisie, czym zniwelowała już połowę przewagi Świątek. Obrończyni tytułu zdołała zażegnać problemy i ponownie starała się przejmować inicjatywę. To ostatecznie zaprowadziło ją do wiktorii 6:3 w drugim secie, ale martwić mogły reakcje Polki, która nawet po serii dobrych wymian i dopiero pojedynczej pomyłce była sfrustrowana i dawała upust negatywnym emocjom w stronę swojego boksu.

     

    Na początku decydującej partii obie tenisistki były piekielnie skupione na utrzymaniu własnego podania. W pierwszych czterech gemach tak właśnie było, natomiast mogła w nich podobać się gra Świątek, która była stroną dominującą na korcie, spychała rywalkę do defensywy, momentami naprawdę przypominała swoją najlepszą wersję.

     

    Polka tym wszystkim stopniowo budowała pewność siebie. Pozytywne konsekwencje przyszły przy stanie 2:2. Świątek miała dwa break pointy, lecz ich nie wykorzystała. Przy równowadze doszło wręcz do kluczowej wymiany: raszynianka świetnie rozpracowała sobie przeciwniczkę, ale ta zażarcie się broniła. Finalnie jednak po emocjonującej batalii punkt trafił na konto Polki, która chwilę później przełamała Keys, a następnie odjechała na 4:2.

     

    Świątek kontynuowała dobrą grę, myliła się zdecydowanie mniej niż na początku zawodów. Należy docenić tutaj fakt, że Polka była w stanie wrócić z tak dalekiej podróży: na starcie wyglądała bardzo słabo, lecz rosła z minuty na minutę, a w końcowych fragmentach prezentowała naprawdę fantastyczny tenis, w którym wiele się zgadzało. Ostatecznie Świątek zwyciężyła trzeciego seta 6:3, awansując tym samym do półfinału imprezy w Madrycie. Tam zmierzy się z Mirrą Andriejewą lub Coco Gauff.

     

  • Świątek przegrała seta do zera, wtedy nastąpił zwrot akcji. Polka zrewanżowała się Keys 👏

    Świątek przegrała seta do zera, wtedy nastąpił zwrot akcji. Polka zrewanżowała się Keys 👏

    Świątek przegrała seta do zera, wtedy nastąpił zwrot akcji. Polka zrewanżowała się Keys

     

    W środowym planie gier Mutua Madrid Open zagościły wszystkie ćwierćfinały singla pań. Już w pierwszym meczu na obiekcie Manolo Santana Stadium pojawiła się Iga Świątek. Polka wyszła na kort o godz. 13:00, by zmierzyć się z Madison Keys. Nasza tenisistka stanęła przed szansą, by wziąć rewanż za porażkę poniesioną podczas Australian Open. 23-latka bardzo źle rozpoczęła pojedynek, przegrała seta do zera. Później zdołała jednak wrócić do gry i ostatecznie wygrała spotkanie 0:6, 6:3, 6:2.

     

    Iga Świątek zanotowała trzy różne spotkania na drodze do ćwierćfinału WTA 1000 w Madrycie. W pierwszym meczu Polka przegrała pierwszego seta z Alexandrą Ealą, a w drugim miała stratę przełamania. Ostatecznie pokonała jednak reprezentantkę Filipin. Potem zobaczyliśmy zdecydowanie lepszą wersję raszynianki w potyczce z Lindą Noskovą. Nasza tenisistka kontrolowała pojedynek i odniosła pewne zwycięstwo. Początek spotkania czwartej rundy z Dianą Sznajder zwiastował, że 23-latka utrzymuje formę z meczu z Czeszką. Wygrała premierową partię do zera, ale później zaczęły się kłopoty. Mimo to pokonała Rosjankę 6:0, 6:7(3), 6:4 i zameldowała się w najlepszej “8”.

     

    Dzisiaj wiceliderka rankingu stanęła przed szansą, by wziąć rewanż na Madison Keys za bolesną porażkę poniesioną w półfinale tegorocznego Australian Open. Iga przegrała tamto starcie po super tie-breaku w trzeciej partii, mimo że miała wcześniej meczbola przy swoim serwisie w dwunastym gemie decydującej odsłony. Amerykanka prezentowała do tej pory niezła formę na imprezie w stolicy Hiszpanii. Co ciekawe, obie spotkały się ze sobą w Madrycie przed rokiem. Wówczas w batalii o finał Świątek wygrała 6:1, 6:3. Teraz zanosiło się na zdecydowanie bardziej wyrównane starcie.

     

    WTA Madryt: Emocjonalny rollercoaster w meczu Świątek – Keys. Znamy pierwszą półfinalistkę

     

    Mecz rozpoczął się od serwisu Świątek. Rywalka od początku starała się nakładać sporą presję na naszą tenisistkę poprzez return. Już na “dzień dobry” pojawiły się dwa break pointy dla Keys. Pierwszego dość instynktownie zdołała jeszcze wybronić Iga, ale przy drugim Amerykanka posłała agresywne uderzenie przy odbiorze podania i Polka nie utrzymała piłkę w korcie. Bardzo dobre nastawienie ze strony Madison potwierdził także jej gem serwisowy, który wygrała bardzo łatwo, uzyskując kilka punktów dzięki podaniu.

     

    Po chwili reprezentantka Stanów Zjednoczonych powiększyła swoją przewagę. Raszynianka odczuwała taką presję, że już przy pierwszym z dwóch break pointów popełniła podwójny błąd serwisowy. W trakcie czwartego rozdania wiceliderka rankingu próbowała zaczepić się na grę, ale od stanu 30-30 punktu wędrowały jedynie na konto mistrzyni Australian Open 2025. Także piąty gem nie przyniósł premierowego “oczka” z perspektywy Świątek, mimo że 23-latka prowadziła 30-15 przy swoim podaniu. Później przegrała jednak trzy akcje z rzędu, na koniec popełniając zdumiewający błąd przy siatce. Po zmianie stron Keys domknęła partię, sprawiając, że Iga po raz pierwszy od blisko czterech lat przegrała seta do zera. Ostatni raz taka sytuacja miała miejsce 23 czerwca 2021 roku w meczu z Darią Kasatkiną na trawie w Eastbourne.

     

    Raszynianka udała się na moment do szatni, by nieco się zresetować. Po powrocie na kort w końcu zgarnęła swojego premierowego gema. Po chwili Madison odpowiedziała w dobrym stylu, wyrównując na 1:1, ale kolejne minuty należały do Igi. W końcu zobaczyliśmy mniej błędów po stronie Polki, a te zaczęły pojawiać się po stronie Amerykanki. W czwartym gemie pojawiły się trzy break pointy z rzędu dla Igi i już po pierwszym doszło do przełamania. Przewaga Świątek rosła. W trakcie szóstego rozdania Świątek wygrała rywalizację na przewagi i przy stanie 5:1 serwowała po zwycięstwo w partii.

     

    Mimo to Polka nie doczekała się setboli. Keys zdołała odrobić stratę jednego breaka, a potem utrzymała podanie i zrobiły się już tylko dwa “oczka” różnicy. Przy rezultacie 5:3 raszynianka ponownie stanęła przed szansą zamykania odsłony przy swoim podaniu. Pierwsza akcja dziewiątego rozdania trafiła na konto Amerykanki, ale później wiceliderka rankingu zgarnęła trzy punkty z rzędu i wypracowała sobie dwa setbole. Udało się wykorzystać drugiego po tym, jak rywalka miała problem zareturnować piłkę. Rezultat 6:3 oznaczał, że obejrzymy decydującą partię.

     

    Początek trzeciej odsłony pojedynku był niezwykle wyrównany, obie zawodniczki pilnowały swojego podania. Na pierwsze break pointy trzeba było zaczekać do piątego gema. Wówczas Polka objęła prowadzenie 40-15 i miała dwie szanse na 3:2. Mimo to Keys doprowadziła do stanu równowagi i przedłużyła emocje. Końcówka rozdania należała jednak do Igi. Nasza reprezentantka dopięła swego i wywalczyła breaka. Po chwili Madison walczyła o odrobienie strat, ale ostatecznie raszynianka podwyższyła prowadzenie.

     

    Amerykanka zaczęła się gubić, popełniała błędy. Zawodniczka z USA nie utrzymała także kolejnego swojego podania i przy stanie 5:2 Świątek serwowała po wygraną. Polka wykorzystała swoją szansę, zgarniając gema na przewagi i ostatecznie zwyciężyła 0:6, 6:3, 6:2. W półfinale WTA 1000 w Madrycie zagra z Coco Gauff lub Mirrą Andriejewą. Jak podała organizacja WTA, dla Keys to pierwsza w tym roku porażka po wygraniu pierwszego seta. Dotychczas miała bilans 18-0.

     

  • Świątek przegrała seta do zera, wtedy nastąpił zwrot akcji. Polka zrewanżowała się Keys

    Świątek przegrała seta do zera, wtedy nastąpił zwrot akcji. Polka zrewanżowała się Keys

    Świątek przegrała seta do zera, wtedy nastąpił zwrot akcji. Polka zrewanżowała się Key

     

    W środowym planie gier Mutua Madrid Open zagościły wszystkie ćwierćfinały singla pań. Już w pierwszym meczu na obiekcie Manolo Santana Stadium pojawiła się Iga Świątek. Polka wyszła na kort o godz. 13:00, by zmierzyć się z Madison Keys. Nasza tenisistka stanęła przed szansą, by wziąć rewanż za porażkę poniesioną podczas Australian Open. 23-latka bardzo źle rozpoczęła pojedynek, przegrała seta do zera. Później zdołała jednak wrócić do gry i ostatecznie wygrała spotkanie 0:6, 6:3, 6:2.

     

    Iga Świątek zanotowała trzy różne spotkania na drodze do ćwierćfinału WTA 1000 w Madrycie. W pierwszym meczu Polka przegrała pierwszego seta z Alexandrą Ealą, a w drugim miała stratę przełamania. Ostatecznie pokonała jednak reprezentantkę Filipin. Potem zobaczyliśmy zdecydowanie lepszą wersję raszynianki w potyczce z Lindą Noskovą. Nasza tenisistka kontrolowała pojedynek i odniosła pewne zwycięstwo. Początek spotkania czwartej rundy z Dianą Sznajder zwiastował, że 23-latka utrzymuje formę z meczu z Czeszką. Wygrała premierową partię do zera, ale później zaczęły się kłopoty. Mimo to pokonała Rosjankę 6:0, 6:7(3), 6:4 i zameldowała się w najlepszej “8”.

     

    Dzisiaj wiceliderka rankingu stanęła przed szansą, by wziąć rewanż na Madison Keys za bolesną porażkę poniesioną w półfinale tegorocznego Australian Open. Iga przegrała tamto starcie po super tie-breaku w trzeciej partii, mimo że miała wcześniej meczbola przy swoim serwisie w dwunastym gemie decydującej odsłony. Amerykanka prezentowała do tej pory niezła formę na imprezie w stolicy Hiszpanii. Co ciekawe, obie spotkały się ze sobą w Madrycie przed rokiem. Wówczas w batalii o finał Świątek wygrała 6:1, 6:3. Teraz zanosiło się na zdecydowanie bardziej wyrównane starcie.

     

    WTA Madryt: Emocjonalny rollercoaster w meczu Świątek – Keys. Znamy pierwszą półfinalistkę

     

    Mecz rozpoczął się od serwisu Świątek. Rywalka od początku starała się nakładać sporą presję na naszą tenisistkę poprzez return. Już na “dzień dobry” pojawiły się dwa break pointy dla Keys. Pierwszego dość instynktownie zdołała jeszcze wybronić Iga, ale przy drugim Amerykanka posłała agresywne uderzenie przy odbiorze podania i Polka nie utrzymała piłkę w korcie. Bardzo dobre nastawienie ze strony Madison potwierdził także jej gem serwisowy, który wygrała bardzo łatwo, uzyskując kilka punktów dzięki podaniu.

     

    Po chwili reprezentantka Stanów Zjednoczonych powiększyła swoją przewagę. Raszynianka odczuwała taką presję, że już przy pierwszym z dwóch break pointów popełniła podwójny błąd serwisowy. W trakcie czwartego rozdania wiceliderka rankingu próbowała zaczepić się na grę, ale od stanu 30-30 punktu wędrowały jedynie na konto mistrzyni Australian Open 2025. Także piąty gem nie przyniósł premierowego “oczka” z perspektywy Świątek, mimo że 23-latka prowadziła 30-15 przy swoim podaniu. Później przegrała jednak trzy akcje z rzędu, na koniec popełniając zdumiewający błąd przy siatce. Po zmianie stron Keys domknęła partię, sprawiając, że Iga po raz pierwszy od blisko czterech lat przegrała seta do zera. Ostatni raz taka sytuacja miała miejsce 23 czerwca 2021 roku w meczu z Darią Kasatkiną na trawie w Eastbourne.

     

    Raszynianka udała się na moment do szatni, by nieco się zresetować. Po powrocie na kort w końcu zgarnęła swojego premierowego gema. Po chwili Madison odpowiedziała w dobrym stylu, wyrównując na 1:1, ale kolejne minuty należały do Igi. W końcu zobaczyliśmy mniej błędów po stronie Polki, a te zaczęły pojawiać się po stronie Amerykanki. W czwartym gemie pojawiły się trzy break pointy z rzędu dla Igi i już po pierwszym doszło do przełamania. Przewaga Świątek rosła. W trakcie szóstego rozdania Świątek wygrała rywalizację na przewagi i przy stanie 5:1 serwowała po zwycięstwo w partii.

     

    Mimo to Polka nie doczekała się setboli. Keys zdołała odrobić stratę jednego breaka, a potem utrzymała podanie i zrobiły się już tylko dwa “oczka” różnicy. Przy rezultacie 5:3 raszynianka ponownie stanęła przed szansą zamykania odsłony przy swoim podaniu. Pierwsza akcja dziewiątego rozdania trafiła na konto Amerykanki, ale później wiceliderka rankingu zgarnęła trzy punkty z rzędu i wypracowała sobie dwa setbole. Udało się wykorzystać drugiego po tym, jak rywalka miała problem zareturnować piłkę. Rezultat 6:3 oznaczał, że obejrzymy decydującą partię.

     

    Początek trzeciej odsłony pojedynku był niezwykle wyrównany, obie zawodniczki pilnowały swojego podania. Na pierwsze break pointy trzeba było zaczekać do piątego gema. Wówczas Polka objęła prowadzenie 40-15 i miała dwie szanse na 3:2. Mimo to Keys doprowadziła do stanu równowagi i przedłużyła emocje. Końcówka rozdania należała jednak do Igi. Nasza reprezentantka dopięła swego i wywalczyła breaka. Po chwili Madison walczyła o odrobienie strat, ale ostatecznie raszynianka podwyższyła prowadzenie.

     

    Amerykanka zaczęła się gubić, popełniała błędy. Zawodniczka z USA nie utrzymała także kolejnego swojego podania i przy stanie 5:2 Świątek serwowała po wygraną. Polka wykorzystała swoją szansę, zgarniając gema na przewagi i ostatecznie zwyciężyła 0:6, 6:3, 6:2. W półfinale WTA 1000 w Madrycie zagra z Coco Gauff lub Mirrą Andriejewą. Jak podała organizacja WTA, dla Keys to pierwsza w tym roku porażka po wygraniu pierwszego seta. Dotychczas miała bilans 18-0.

  • Ewa Pajor tworzy historię! Oto co piszą za granicą. Coś pięknego

    Ewa Pajor tworzy historię! Oto co piszą za granicą. Coś pięknego

    Ewa Pajor tworzy historię! Oto co piszą za granicą. Coś piękneg

     

    Ewa Pajor strzela w tym sezonie dla FC Barcelony jak natchniona, jest kluczową piłkarką “Blaugrany” i może zgarnąć wszystkie możliwe trofea klubowe w tym sezonie. Wysoka skuteczność i sukcesy z zespołem mogą zaprocentować, jeśli chodzi o tegoroczną Złotą Piłkę. Polka jest jedną z głównych kandydatek do końcowego triumfu w plebiscycie.

     

    Ewa Pajor od lat ma pozycję jednej z najlepszych napastniczek w kobiecym futbolu w Europie. Transfer z Wolfsburga do Barcelony to był dla niej duży i znaczący krok w karierze. Bardzo szybko zaaklimatyzowała się w stolicy Katalonii, co przekłada się wyraźnie na wyniki osiągane z drużyną.

     

    Pajor ma realne szanse na Złotą Piłkę

    To, co wyczynia Pajor w tym sezonie, jest istotne w wyścigu o Złotą Piłkę. Według portalu goal.com polska napastniczka już jest rozpatrywana jako jedna z głównych pretendentek do tej prestiżowej nagrody. Plebiscyt miałby zostać zdominowany przez zawodniczki Barcelony, które miałyby zająć pierwsze cztery miejsca. “Goal” umieścił Pajor na czwartym miejscu.

     

    “Ewa Pajor zdobywała głosy do Złotej Piłki w ostatnich dwóch latach, ale nigdy nie była blisko szczytu listy, zajmując 18. miejsce w 2023 r. i 29. w 2024 r. Prawdopodobnie to się zmieni w 2025 r. Strzela gole dla klubowych mistrzyń Europy jak nikt inny. Obecnie prowadząca w wyścigu o tytuł królowej strzelczyń w Lidze F i mocno walcząca o to samo wyróżnienie w Lidze Mistrzów, Pajor prawdopodobnie wzmocni swoje roszczenia do Złotej Piłki kilkoma trofeami drużynowymi” – czytamy.

     

    Indywidualne statystyki Pajor w tym sezonie są imponujące. Strzeliła 19 goli w lidze hiszpańskiej, sześć w Lidze Mistrzów i dziewięć w Pucharze Królowej (prowadzi w klasyfikacji). Dołożyła do tego dwa trafienia w Superpucharze Hiszpanii i kolejne sześć w meczach reprezentacji Polski. Dla Barcelony zdobyła w sumie 36 bramek w 40 meczach.

     

    Barcelona jest w grze o poczwórną koronę. Zdobyła Superpuchar, ma przed sobą finały Ligi Mistrzyń z Arsenalem i Pucharu Królowej z Atletico Madryt, prowadzi w lidze o punkt przed Realem Madryt, ale ma mecz rozegrany mniej. “Byłoby szokujące, gdyby niektóre z tych ważnych meczów zostały wygrane bez goli Pajor, kiedy z taką nieustępliwością i regularnością trafia do siatki” – dodano.

     

    W tym roku duże znaczenie przy kobiecej Złotej Piłce będą mieć mistrzostwa Europy, które w lipcu odbędą się w Szwajcarii. Polska zadebiutuje na takiej imprezie. Biało-Czerwone nie są wskazywane jako zespół, który wyjdzie z grupy. Koleżanki Pajor z Barcelony mają większe szanse na sukces, dlatego “Goal” umieścił je na podium klasyfikacji Złotej Piłki, przed naszą napastniczką. Według portalu plebiscyt wygra Alexia Putellas, drugie miejsce zajmie Norweżka Caroline Graham Hansen, a podium uzupełni Aitana Bonmati.

     

    “Goal” przewiduje, że w czołowej dziesiątce będzie w sumie pięć zawodniczek z Barcelony (Patri Guijarro na ósmym miejscu), a w najlepszej 15 sześć piłkarek (Claudia Pina na 13. pozycji).

     

    Wszelkie przewidywania mogą się jednak zmienić, zależnie od wyników Barcelony na finiszu sezonu i od tego, kto wygra Euro. “Blaugrana” ma do końca sezonu sześć spotkań.

  • Katastrofa Igi Świątek w 24 minuty! Czegoś takiego nie było od lat!

    Katastrofa Igi Świątek w 24 minuty! Czegoś takiego nie było od lat!

    Katastrofa Igi Świątek w 24 minuty! Czegoś takiego nie było od lat

     

    Iga Świątek koszmarnie zaczęła mecz z Madison Keys. Już w poprzednich meczach popełniała mnóstwo niewymuszonych błędów, ale rywalki tego nie wykorzystywały. Amerykanka była za to bezwzględna i bezlitosna i rozbiła Polkę w pierwszym secie w 24 minuty. Świątek przegrała partię 0:6 pierwszy raz od lat!

     

    W pierwszym secie meczu z Madison Keys Iga Świątek popełniła aż dziesięć niewymuszonych błędów. Amerykanka miała ich pięć razy mniej. Polka ma problem z czystą grą i precyzją na korcie w Madrycie. W trzech poprzednich meczach w stolicy Hiszpanii popełniła ponad 120 niewymuszonych błędów, z czego z Alexandrą Ealą i Diana Sznajder po ponad 50.

     

    Najgorszy set Świątek od lat

    Iga Świątek przegrała pierwszego seta ćwierćfinału turnieju w Madrycie z Madison Keys 0:6. To jest wynik niewidziany od lat w meczach z udziałem Polki. Szokuje tym bardziej, że stało się to na kortach ziemnych, na jej ulubionej nawierzchni. To pierwsza partia przegrana takim wynikiem od prawie czterech lat! Ostatni raz taka sytuacja miała miejsce w czerwcu 2021 r., w 1/8 finału turnieju WTA 500 w Eastbourne. Świątek przegrała wtedy z Darią Kasatkiną w trzech setach 6:4, 0:6, 1:6.

     

    Jak wyliczyli statystycy z grupy Opta, od tego czasu Świątek zagrała aż 625 gemów, w których ugrała co najmniej jednego gema.

     

    Tamten mecz w Eastbourne został rozegrany na korcie trawiastym, a Świątek nie przepada za grą na trawie. Ostatni raz przegrała seta 0:6 na kortach ziemnych w 2019 r., prawie sześć lat temu! Stało się to na kortach Rolanda Garrosa w meczu czwartej rundy z Simoną Halep. W całym meczu z Rumunką Polka ugrała tylko jednego gema. Halep odpadła później w ćwierćfinale.

     

    0:6 w pierwszym secie z Keys w turnieju WTA 1000 w Madrycie to siódma przegrana partia takim wynikiem przez Świątek w turnieju singlowym. Polka nie ugrała też gema w secie z Rosjanką Natalją Wichlancewą w meczu w ramach Fed Cupu 2019 (dzisiejszy Billie Jean King Cup – red.), przegrywając 0:6, 2:6.

  • Abramowicz czy Fissette? Oto kto rządzi w boksie Igi Świątek

    Abramowicz czy Fissette? Oto kto rządzi w boksie Igi Świątek

    Abramowicz czy Fissette? Oto kto rządzi w boksie Igi Świąte

     

    Rola Darii Abramowicz w sztabie Igi Świątek stała się ostatnio tematem żywych dyskusji. Część ekspertów zwracała uwagę, że ich współpraca wykracza poza tradycyjną relację: psycholog – klient. Przekonał się o tym dziennikarz Sebastian Parfjanowicz, który na żywo obserwował pracę boksu naszej tenisistki. A w nim dominującą postacią była właśnie Abramowicz. – Pojawiały się z jej ust również stricte techniczne uwagi – zauważył.

     

    Iga Świątek we wtorek awansowała do ćwierćfinału turnieju w Madrycie. Mecz z Dianą Sznajder, choć rozpoczął się dla Polki fantastycznie, wcale nie należał do łatwych. Po tym, jak pierwszą partię wygrała w 22 minuty 6:0, w kolejnej potwornie się męczyła i przegrała po tie-breaku. Na szczęście w decydującym secie pozbierała się i zwyciężyła 6:4. Starcie kosztowało jednak sporo nerwów zarówno ją, jak i jej sztab.

     

    Tak wygląda prawda o boksie Igi Świątek. “Zdecydowanie najwięcej mówi Daria”

    A jego pracy na własne oczy postanowił przyjrzeć się dziennikarz “Przeglądu Sportowego” Sebastian Parfjanowicz. A wszystko po to, by wyłapać szczegóły, których nie da się dostrzec w telewizji. Okazuje się, że w pierwszej odsłonie, gdy Świątek absolutnie zdominowała rywalkę, nawet nie spoglądała w stronę swojego boksu. Mimo to sporo się w nim działo. – Zdecydowanie najwięcej w boksie Igi mówi Daria (Abramowicz – przyp. red.). Psycholożka Świątek nieustannie dzieliła się uwagami z Fissette’em. Po gestach, imitujących uderzenia rakietą, widać było, że poruszają także tematy techniczne – odnotował Parjanowicz.

     

    Sytuacja zmieniła się dopiero, gdy Świątek na początku drugiej odsłony przestała sobie radzić. Od razu widać było u niej irytację i zwieszone ramiona. Często powtarzała do siebie: “Co jest?”. Wtedy też regularnie spoglądała w kierunku swojego sztabu.

     

    Zaskakujące sceny na meczu Świątek. Abramowicz naprawdę to powiedziała

    A z niego uwagi płynęły jedynie od dwóch osób – trenera Wima Fissette’a oraz psycholożki Darii Abramowicz. Oboje komunikowali się jednak w zupełnie innym sposób. – Fissette robi to ze spokojem, wręcz flegmą i przede wszystkim między gemami. Krótko, precyzyjnie – np. “graj jej więcej na bekhend”. Jeśli Iga potrzebuje podłączenia do agregatu, to od tego ma Abramowicz. Ona wstaje z zaciśniętą pięścią, ona głośno pokrzykuje między punktami. Głównie hasła motywacyjne, wolicjonalne. Najczęściej powtarzającym się zwrotem w meczu ze Sznajder było: “dawaj, dalej!” – relacjonował dziennikarz.

     

    W trzecim secie najbardziej dało się odczuć, że najbardziej dominujący jest głos psycholożki. Jak ujawnił Parjanowicz, w najbardziej emocjonalnych momentach odzywała się tylko ona. Fissette dalej włączał się jedynie między gemami. – “Hop, hop”, “Dalej, Iga” – pokrzykiwała Daria Abramowicz, ale pojawiały się z jej ust również stricte techniczne uwagi. “Bekhend płasko!” – wykrzyczała w emocjach po jednym z nieudanych zagrań Świątek pani psycholog – zdradził.

     

    W kluczowym momencie po jednej z serii błędów Świątek wydawała się już bezradna. – Cały czas jesteś w grze i tylko to się liczy – powiedziała jej wówczas Abramowicz. Podziałało, bo tenisistka wyszarpała zwycięstwo, a w boksie zapanowała olbrzymia radość. Co może dziwić, to fakt, że obie komunikowały się… po polsku, więc belgijski szkoleniowiec nawet nie mógł ich zrozumieć.

  • Była 23.55, gdy Świątek zmarnowała meczbola. “Złamane serce”

    Była 23.55, gdy Świątek zmarnowała meczbola. “Złamane serce”

    Była 23.55, gdy Świątek zmarnowała meczbola. “Złamane serce”

    “To był epicki pojedynek, w którym Iga Świątek miała piłkę meczową, ale nie potrafiła jej wykorzystać. Amerykanka Madison Keys zaskoczyła światową numer dwa” – relacjonowało CNN ostatni pojedynek tych tenisistek. W styczniu Świątek przegrała z Keys 7:5, 1:6, 6:7 w nocnym półfinale Australian Open. Teraz panie zmierzą się w ćwierćfinale turnieju WTA 1000 w Madrycie.

     

    Iga Świątek grała najpierw wspaniale, a później słabo w czwartej rundzie turnieju w Madrycie przeciw Dianie Sznajder. Na szczęście nawet w najtrudniejszych momentach nie zwątpiła w siebie i pokonała Rosjankę 6:0, 6:7, 6:4. Teraz w ćwierćfinale Polka zmierzy się z jeszcze trudniejszą rywalką.

     

    Sznajder to młoda, utalentowana zawodniczka, która wspięła się na 13. miejsce w rankingu WTA. Natomiast Keys to doświadczona tenisistka, która po latach bycia w czołówce teraz przeżywa swój najlepszy sezon. W światowym rankingu jest piąta. A w styczniu osiągnęła największy sukces w karierze, wygrywając Australian Open. Droga do tego triumfu wiodła przez dreszczowiec ze Świątek.

     

    Świątek nie miała świetnego dnia, ale świetnie walczyła

    „Madison Keys lepiej serwowała, Madison Keys mocniej i pewniej uderzała, Madison Keys zdobyła więcej punktów w całym meczu (111:100), Madison Keys niespodziewanie, ale zasłużenie pokonała Igę Świątek w półfinale Australian Open. Takie są fakty” – pisaliśmy w smutne popołudnie 23 stycznia tuż po meczu, który Iga Świątek mimo wszystko mogła wygrać.

     

    W Melbourne był już wtedy 24 stycznia. Mecz skończył się dziesięć minut po północy czasu lokalnego. I kwadrans po tym, jak Świątek zmarnowała meczbola. Zegary na pięknym korcie Rod Laver Arena pokazywały godzinę 23.55, gdy po dwóch godzinach i 20 minutach gry Świątek serwowała na zwycięstwo. Prowadziła 7:5, 1:6, 6:5, 40:30. Serwis Świątek, forhendowy return Keys i bekhend Igi z niskiej pozycji, po którym piłka zatrzymała się w siatce – przebieg tamtej akcji zapewne pamięta wielu kibiców.

     

    “Ta porażka będzie szczególnie bolesna dla Świątek, która miała piłkę meczową, ale nie potrafiła jej wykorzystać i awansować do swojego pierwszego finału Australian Open. Oznaczało to, że mecz rozstrzygnie się w 10-punktowym tie-breaku, co tylko jeszcze bardziej złamało serce Świątek. Prowadziła przez niemal cały tie-break i była dwa punkty od zwycięstwa przy wyniku 8-7. Jednak seria potężnych uderzeń Keys przełamała opór Świątek. Amerykanka wygrała ostatnie trzy punkty, przypieczętowując zwycięstwo 10-8 i awansując do swojego pierwszego finału wielkoszlemowego od US Open 2017″ – relacjonowało CNN.

     

    – Iga miała piłkę meczową na finał. I to przy własnym serwisie. Nie wykorzystała jej i odpadła. To brutalny moment – komentował później dla Sport.pl Tim Henman, kiedyś świetny tenisista, a obecnie ekspert Eurosportu.

     

    To bolało, bo finał był tak blisko, choć Iga nie grała najlepszego meczu. „Generalnie w tym meczu Igę zawodził serwis (popełniła aż siedem podwójnych błędów serwisowych i dała się przełamać aż osiem razy), a wiele razy zawodziły ją też nerwy (popełniła aż 40 niewymuszonych błędów przy tylko 22 uderzeniach kończących – Amerykanka miała bilans 36:41). Świątek bywała zbyt niecierpliwa. Zdarzało się, że na siłę rywalki próbowała odpowiadać jeszcze większą siłą, co odbierało jej kontrolę uderzeń. Ale tym razem nie zobaczyliśmy tego scenariusza, który już dobrze znamy. Iga wpadła w poważne tarapaty i próbowała znaleźć wyjście z nich nie poprzez bicie głową w mur, co zdarzało się jej w przeszłości, tylko próbowała to zrobić dzięki ogromnej pracy w obronie. Dzięki wręcz cierpieniu w grze defensywnej. I to granie prawie doprowadziło do wielkiego sukcesu” – analizowaliśmy wtedy.

     

    My analizowaliśmy w smutku, a Amerykanie w radości. Wkrótce ich radość była wielka, pełna, bo w finale Keys sprawiła kolejną niespodziankę, pokonując Arynę Sabalenkę.

     

    Keys szczerze o graniu ze Świątek: „Do bani!”

    Dla Keys ostatni mecz ze Świątek był przełomem. Wcześniej Iga była jedną z najtrudniejszych rywalek w jej całej karierze – do półfinału Australian Open 2025 Polka wygrała aż cztery z pięciu meczów z Amerykanką.

     

    Pewnego razu Madison została zapytana przez jednego z dziennikarzy o to, jak się gra przeciw Idze. – Do bani! Tak, do bani! – odpowiedziała.

     

    To było zaledwie rok temu temu. Wtedy Świątek pokonała Keys w półfinale w Madrycie i w ćwierćfinale w Rzymie. W obu meczach triumfy Polki były bezdyskusyjne, oba skończyły się takimi samymi wynikami – 6:1, 6:3. Amerykanka była szczególnie sfrustrowana, bo dwa razy w ciągu zaledwie 12 dni musiała się zmierzyć z Polką na mączce, czyli na nawierzchni, na której Iga czuje się najlepiej. Z kolei Keys woli korty twarde.

     

    -Świątek bardzo dobrze porusza się po korcie ziemnym. Potrafi w kółko resetować się po każdym punkcie, więc tak naprawdę nigdy nie możesz przejąć inicjatywy. Wtedy starasz się zrobić coś z niczego. Ona wykonuje po prostu dobrą pracę na korcie i ciągle wywiera na tobie presję – tłumaczyła Keys. – Jestem pod wielkim wrażeniem dokładności jej uderzeń i głębi gry. Grając z nią, musisz cały czas ciężko pracować. Żeby zdobyć punkt, musisz zagrać wspaniałą akcję. A trudno to zrobić, gdy każda piłka od niej leci szybko i ląduje głęboko. Ona prowokuje rywalki do coraz większego ryzykowania, przy czym wygląda na to, że sama tak naprawdę nie podejmuje ryzyka, bo jej piłki lądują z dobrym marginesem błędu – dodawała.

     

    Nic dziwnego, że w drugim z tamtych meczów Keys była potężnie sfrustrowana. Do tego stopnia, że gdy już zdała sobie sprawę ze swej totalnej bezradności (przy wyniku 1:6, 1:3), to po jednej z akcji nie tylko cisnęła rakietą w kort, ale jeszcze tę rakietę kopnęła.

     

    Na mączce Świątek zawsze wygrywała

    Czy jest szansa, że teraz Świątek znów tak zdominuje Amerykankę? Trudno powiedzieć. Niby trudno się tego spodziewać po tym, co na razie Iga pokazała w turnieju. W pierwszym meczu, z Filipinką Ealą, Polka się męczyła i wygrała w trzech setach, popełniając aż 57 niewymuszonych błędów. Następnie pewnie pokonała Czeszkę Noskovą 6:2, 6:4. A w końcu przeciw Sznajder zagrała koncertowego seta (6:0 w 22 minuty), po czym strasznie zjechała z poziomem gry i wyszarpała zwycięstwo 6:0, 6:7, 6:4, popełniając w sumie aż 56 niewymuszonych błędów w meczu.

     

    Keys aż takich wahań nie zalicza. Przed chwilą pokonała Donnę Vekić 6:2, 6:3. Wcześniej wygrała z Anną Kalinską 7:5, 7:6 i Lucię Bronzetti 6:4, 6:3. W sumie w 2025 roku Keys wygrała aż 23 ze swych 27 meczów i zdobyła już dwa tytuły (przed AO wygrała turniej w Adelajdzie). Dla porównania: bilans Świątek to 25 wygranych i siedem przegranych. Oraz zero tytułów.

     

    Tak naprawdę chyba jedynym bolesnym dla niej momentem w sezonie była klęska z Sabalenką w półfinale w Indian Wells. Białorusinka, wygrywając 6:0, 6:1 wzięła na Amerykance rewanż za porażkę z Australian Open. Czy Świątek w pierwszym spotkaniu z Keys po AO też to zrobi? Czy będzie w stanie wygrać i awansować do półfinału turnieju w Madrycie? Za Igą na pewno przemawia fakt, że na kortach ziemnych mierzyła się z Keys już trzy razy i nigdy nie przegrała nawet seta.

  • Gwiazda polskiej siatkówki ucina spekulacje. To dlatego nie będzie jej w kadrze

    Gwiazda polskiej siatkówki ucina spekulacje. To dlatego nie będzie jej w kadrze

    Gwiazda polskiej siatkówki ucina spekulacje. To dlatego nie będzie jej w kadrze

    Powołania Stefano Lavariniego do reprezentacji Polski na najbliższy sezon przyniosły kilka niespodzianek. Jedną z największych jest brak na liście Marii Stenzel, która przez lata była podstawową libero kadry. 26-letnia siatkarka wyjaśniła powody swojej nieobecności w reprezentacji w wypowiedzi dla Magazynu TAURON Ligi. Ucięła też spekulacje dotyczące jej przyszłości w drużynie Lavariniego.

    W tym roku Stefano Lavarini na wstępnej liście kadrowiczek umieścił aż 33 nazwiska. Selekcjoner reprezentacji Polski zapowiada, że w tym sezonie chce rozpocząć nowy cykl olimpijski i przetestować nowe zawodniczki.

    Jednocześnie w kadrze brakuje kilku dobrze znanych twarzy. Na liście zabrakło między innymi czterech siatkarek, które Lavarini zabrał na ubiegłoroczne igrzyska olimpijskie w Paryżu: Klaudii Alagierskiej, Natalii Mędrzyk, Joanny Wołosz i Marii Stenzel. O ile Wołosz już wcześniej zapowiedziała koniec reprezentacyjnej kariery, o tyle brak pozostałej trójki nie został wyjaśniony.

    “Niektóre zawodniczki nie zgłosiły swojej gotowości do gry w kadrze – część nie może być dostępna z powodów zdrowotnych, inne ze względu na osobiste sprawy i wybory. Dbam o prywatność każdej z nich oraz o wyłączność rozmów, które z nimi przeprowadziłem” – skwitował Lavarini.

    Polska siatkarka poza reprezentacją Polski. Przez lata była ważnym ogniwem

    Głos w sprawie swojej nieobecności w reprezentacji Polski zabrała jednak Stenzel. Libero ŁKS Commercecon Łódź w tym sezonie cieszyła się ze srebrnego medalu TAURON Ligi, a w kadrze występuje od 2018 r. Przez lata była podstawową libero kadry. To zmieniło się dopiero w poprzednim sezonie, przede wszystkim za sprawą pecha siatkarki, która już na początku przygotowań do sezonu olimpijskiego musiała mierzyć się z operacją wyrostka robaczkowego.

    Udanie zastąpiła ją Aleksandra Szczygłowska, ale Lavarini czekał na powrót Stenzel do zdrowia i zabrał ją na turniej do Paryża. W tym sezonie siatkarki w kadrze jednak nie będzie. Swoją decyzję wytłumaczyła w rozmowie wyemitowanej na kanale “Siatkarskie Ligi” na platformie YouTube.

    “Nie chcę, żeby ludzie odebrali to tak, że to, co wydarzyło się w zeszłym sezonie kadrowym, wpłynie na mnie i ja do tej reprezentacji nie chcę należeć. Ludzie tego nie wiedzą, ale myślałam już o przerwie w reprezentacji w momencie, kiedy grałam cały sezon reprezentacyjny od deski do deski, grałam każdy mecz. A teraz pojawiły się już znaki, że ta przerwa może być jeszcze w ramach zdrowego rozsądku. W zeszłym roku mój wyrostek, zaczęła grać Ola, jest w rytmie meczowym, wie, z czym to się je, grała na igrzyskach. I moim zdaniem jest już w tym sezonie pewniakiem w reprezentacji. Uważam, że nie ma z tego tytułu żadnego problemu, że mnie w tym roku tam nie będzie” – przekonuje Stenzel.

    Maria Stenzel jasno w sprawie przyszłości w kadrze. “Nieprawdziwa informacja”

    Siatkarka zdradziła też, jak na jej decyzję zareagował selekcjoner. Lavarini od początku swojej pracy w roli trenera kadry – objął posadę w 2022 r. – zdecydowanie stawiał na Stenzel. I raczej nie zakładał, że może zabraknąć jej w jego drużynie.

    “Był zaskoczony decyzją, to na pewno. Ale podszedł do tego bardzo ludzko, zrozumiał to wszystko. Powiedziałam mu bardzo szczerze. Bardzo pozytywna rozmowa, bardzo się z tego cieszę. Zawsze między nami było bardzo duże zaufanie” – podkreśla libero.

    Plotki o tym, że Stenzel nie będzie w kadrze na ten sezon, pojawiły się jeszcze zanim Lavarini 29 kwietnia ogłosił listę powołanych do reprezentacji Polski. Libero postanowiła więc uciąć spekulacje na temat jej dalszej przyszłości w kadrze. Jak zaznacza, nie zamyka sobie drzwi do powrotu do gry w biało-czerwonej koszulce.

    To, co trafiało do mediów społecznościowych, że kończę karierę reprezentacyjną, jest nieprawdą, nieprawdziwą informacją. Wiadomo, że ciężko będzie do tej reprezentacji się wbić ponownie. Podchodzę do tego bez presji. Jeżeli trener Lavarini nie będzie mnie dalej widział w reprezentacji, to absolutnie to rozumiem. Natomiast jeśli będzie mnie widział, będzie mi bardzo miło. Czas pokaże. Widziałam nowe nazwiska na tej liście, zobaczymy

    ~ mówi siatkarka.

    W tym roku Lavarini powołał do kadry cztery libero. Oprócz Szczygłowskiej w reprezentacji będzie Justyna Łysiak, która już w poprzednim sezonie pokazała się z niezłej strony w Lidze Narodów. Do tego zaproszenie na zgrupowanie otrzymała 20-letnia Klaudia Łyduch i 26-letnia Adriana Adamek.

    Reprezentacja Polski do sezonu będzie przygotowywać się w Wałczu. Pierwsze zawodniczki pojawią się na zgrupowaniu 4 maja. Do 7 maja Lavarini musi zgłosić listę 30 zawodniczek na Ligę Narodów do FIVB. W tym sezonie turniej finałowy odbędzie się w Łodzi. W sierpniu “Biało-Czerwone” wystąpią też w mistrzostwach świata.

     

  • Hurkacz zwrócił się do kibiców po porażce w Madrycie. Kilka słów prawdy

    Hurkacz zwrócił się do kibiców po porażce w Madrycie. Kilka słów prawdy

    Hurkacz zwrócił się do kibiców po porażce w Madrycie. Kilka słów prawdy

    Kilka dni temu Hubert Hurkacz pożegnał się z ATP 1000 Madryt już po pierwszym meczu. Przegrał 4:6, 5:7 z Francuzem Benjaminem Bonzi, który plasuje się w drugiej pięćdziesiątce światowego rankingu. Kiedy emocje już opadły, we wtorkowe popołudnie Polak przemówił do fanów za pośrednictwem mediów społecznościowych. Przy okazji dowiedzieliśmy się, na jakim turnieju w najbliższym czasie zobaczymy naszego najlepszego tenisistę.

     

    Jak na razie obecny sezon w wykonaniu Huberta Hurkacza (28. ATP) jest dosyć przeciętny. Po porażce z Taylorem Fritzem w finale United Cup 28-latek odpadł w drugiej rundzie Australian Open. Następnie zobaczyliśmy go w Rotterdamie, gdzie zaprezentował się juz bardzo solidnie. Dopiero w półfinale musiał uznać wyższość Carlosa Alcaraza. Kolejnym turniejem dla Polaka był ATP 250 Marsylia, gdzie na samym starcie poległ w meczu z Chińczykiem Zhizhen Zhangiem. Później przyszedł czas na Indian Wells.

     

    Tam – dokładnie 10 marca – w trzeciej rundzie wyraźnie przegrał z Alexem De Minaurem 4:6, 0:6. Po tym spotkaniu Hurkacz udał się na półtoramiesięczną przerwę spowodowaną urazem pleców. To sprawiło, że nie pojawił się w Miami, Monte Carlo czy Monachium, co oznaczało kolejne straty punktów. W ostatni piątek nasz zawodnik wrócił do rywalizacji na Mutua Madrid Open. Niestety w stolicy Hiszpanii również nie poszło mu najlepiej.

     

    Hurkacz przemówił do fanów. Cztery dni po porażce

     

    W drugiej rundzie 28-latek trafił na Benjamina Bonziego (62. ATP), z którym w przeszłości wygrywał dwukrotnie, bez starty seta. Zupełnie inny scenariusz miał miejsce na madryckim korcie. W pierwszym secie Hurkacz przegrał 4:6 po tym, jak przy stanie 4:4 Francuzowi udało się zanotować arcyważne przełamanie. W drugiej partii Polak także przegrał gema w kluczowym momencie, kiedy piłka była po jego stronie. “Bonzi wywalczył sobie break pointa i niestety został on wykorzystany. Przy stanie 6:5 Francuz serwował po zamknięcie pojedynku. Wykorzystał drugiego z trzech meczboli i zakończył spotkanie rezultatem 6:4, 7:5” – pisał w pomeczowej relacji Mateusz Stańczyk z Interii Sport.

     

    Kilka dni po tej porażce Hubert Hurkacz opublikował wpis w mediach społecznościowych, w którym podziękował kibicom za doping w Madrycie. Oprócz tego potwierdził, że lada moment znów zobaczymy go na światowych kortach.

     

    Madryt nie poszedł po mojej myśli, ale wspaniale było znów rywalizować i zobaczyć wszystkich fanów. Dziękuję za to, że zawsze byli przy mnie. Teraz wróciłem z zespołem do Marbelli i pracuję dalej. Krok po kroku i gotowy do dalszego działania. Do zobaczenia w Rzymie

    ~ czytamy.

    https://x.com/HubertHurkacz/status/1917249667772920101

    Do wpisu 28-latek dołączył zdjęcie, na którym pozuje u boku swojego trenera – Nicolasa Massu. Zawody ATP 1000 Rzym potrwają od 7 do 18 maja. W poprzednim roku Hurkacz w stolicy Włoch zakończył rywalizację na ćwierćfinale po porażce z Tommym Paulem. Jak będzie tym razem?

     

  • “Nieczysta” gra Marca-Andre ter Stegena wobec Wojciecha Szczęsnego. “Zrozumcie”

    “Nieczysta” gra Marca-Andre ter Stegena wobec Wojciecha Szczęsnego. “Zrozumcie”

    “Nieczysta” gra Marca-Andre ter Stegena wobec Wojciecha Szczęsnego. “Zrozumcie”

    Legendarny bramkarz Santiago Canizares w jednym programów wyznał, że przyglądał się temu, co działo się podczas finału Pucharu Króla i zaznaczył, że Marc-Andre ter Stegen prowadzi nieczystą grę. Jego zdaniem jego sympatia do Szczęsnego może być pozorna, a wpływ, jaki wywiera z ławki na Hansiego Flicka może w końcu wyprowadzić z równowagi polskiego golkipera. “To nie jest w porządku” — zaznaczył komentator COPE, dodając, że Niemiec “podlizuje się” trenerowi.

     

    Marc-Andre ter Stegen udaje? Podlizuje się Flickowi?

     

    Hansi Flick podczas ostatniej konferencji prasowej wyznał, że Wojciech Szczęsny nadal będzie podstawowym golkiperem Barcelony w Lidze Mistrzów, zaznaczył, jednak że może to ulec zmianie w przypadku rozgrywek LaLiga.

     

    Od jakiegoś czasu z kolei mówi się o tym, że ter Stegen powoli przygotowuje się do powrotu go bramki Barcelony, przez co zagrożony może czuć się Wojciech Szczęsny, który go w niej zastąpił. Obaj piłkarze nie raz udowadniali, że darzą się sympatią, a “Szczena” otwarcie mówił o tym, że to, że kiedyś będzie musiał ustąpić miejsca Niemcowi, jest dla niego zrozumiałe.

     

    Zachowanie ter Stegena może wyprowadzić Szczęsnego z równowagi?

     

    Teraz Santiago Canizares podsumował to, co zobaczył w czasie finału Pucharu Króla i jasno mówi o nieczystej grze ter Stegena. “Jeśli chodzi o Szczęsnego, presja, jaką ter Stegen wywiera na Flicka z ławki, szepcząc mu ciągle coś do ucha, jest imponująca. […] Niemożliwe jest, aby nie wyprowadziła Szczęsnego z równowagi” — powiedział komentator COPE, Santiago Canizares w programie “El tertulion”.

     

    Legenda jasno o zachowaniu ter Stegena. “To nie w porządku”

     

    Legendarny golkiper uważa, że Niemiec próbuje ugruntować swoją pozycję poprzez bliskie relacje z Hansim Flickiem.

     

    “Można by to nazwać »podlizywaniem się«, ale trwająca zmowa ter Stegena z Flickiem oznacza, że Szczęsny nie może zachować spokoju. […] Chcę, żebyście zrozumieli, że zachowanie ter Stegena ma wpływ na Szczęsnego, jako bramkarza, a to nie jest w porządku” — dodał były reprezentant Hiszpanii, cytowany przez “Mundo Deportivo”.