Category: Home

  • Ewa Pajor zgarnia fortunę w Barcelonie – oszałamiająca pensja, która robi wrażenie

    Ewa Pajor zgarnia fortunę w Barcelonie – oszałamiająca pensja, która robi wrażenie

    Ewa Pajor zgarnia fortunę w Barcelonie – oszałamiająca pensja, która robi wrażenie

    Ewa Pajor stała się symbolem polskiej piłki nożnej – nie tylko dzięki swoim spektakularnym występom na boisku, ale również dzięki temu, że poprowadziła reprezentację Polski kobiet do historycznego awansu na mistrzostwa Europy. Jako niekwestionowana twarz narodowej drużyny, Pajor osiągnęła kolejny przełomowy moment w karierze, przechodząc do FC Barcelony – jednego z najbardziej prestiżowych klubów piłkarskich na świecie.

     

    Jej transfer do katalońskiego giganta był nie tylko sukcesem sportowym. Przyniósł jej również ogromną gratyfikację finansową, która odzwierciedla jej pozycję w światowej czołówce. Pajor zarabia obecnie oszałamiające 500 tysięcy euro rocznie – kwota ta plasuje ją w ścisłej elicie najlepiej opłacanych piłkarek na świecie. Jej pensja to nie tylko dowód zaufania Barcelony do jej umiejętności, ale także znak postępu, jaki kobiecy futbol zrobił w kontekście wynagrodzeń i prestiżu.

     

    Wysoka pensja – ale różnica wciąż pozostaje

     

    Pomimo imponujących zarobków Pajor, różnice finansowe między piłką kobiecą a męską nadal są wyraźne. W męskiej Ekstraklasie nie brakuje zawodników, którzy inkasują znacznie więcej niż gwiazda kobiecej Barcelony. Przykładem może być Mikael Ishak z Lecha Poznań, który zarabia aż 4,18 miliona złotych rocznie – to około cztery razy więcej niż Pajor. Taka przepaść wynika z różnic w zainteresowaniu medialnym, komercjalizacji i zaangażowaniu kibiców w piłkę męską i kobiecą.

     

    Od lokalnego talentu do światowej gwiazdy

     

    Pajor zaczynała swoją piłkarską drogę w Orlętach Wielenin i Medyku Konin, by następnie przenieść się do Niemiec, gdzie zyskała międzynarodową sławę w barwach VfL Wolfsburg – jednego z czołowych kobiecych klubów w Europie. Jej transfer do Barcelony w 2024 roku otworzył nowy, jeszcze bardziej prestiżowy rozdział w karierze.

     

    W reprezentacji Polski Pajor od lat odgrywa kluczową rolę. Od debiutu w 2013 roku rozegrała już 96 spotkań i zdobyła 64 bramki – to imponujący bilans, który tylko potwierdza jej klasę jako napastniczki światowego formatu.

     

    Wraz z rozwojem kobiecej piłki nożnej na świecie, Ewa Pajor stoi na jej czele – jako pionierka polskiego sportu i globalna ambasadorka pięknej gry. Jej wynagrodzenie może jeszcze nie dorównuje pensjom mężczyzn, ale jej wpływ, dziedzictwo i rosnąca siła oddziaływania mówiąsame za siebie.

     

  • Ewa Pajor rozbija rekord Barcelony w piorunującym stylu — nowa era polskiego futbolu właśnie się zaczęła

    Ewa Pajor rozbija rekord Barcelony w piorunującym stylu — nowa era polskiego futbolu właśnie się zaczęła

    Ewa Pajor rozbija rekord Barcelony w piorunującym stylu — nowa era polskiego futbolu właśnie się zaczęła

    W swoim oszałamiającym debiutanckim sezonie w barwach FC Barcelony, polska napastniczka Ewa Pajor zapisała się złotymi literami w historii klubu. Od momentu dołączenia latem 2024 roku, 27-letnia zawodniczka nie tylko błyskawicznie zaaklimatyzowała się w nowym otoczeniu, ale również pobiła długoletni rekord strzelecki, stając się jedną z najjaśniejszych gwiazd europejskiego futbolu.

     

    Pajor zdobyła aż dziewięć bramek w zaledwie sześciu pierwszych ligowych występach dla hiszpańskiego giganta — to osiągnięcie, którego wcześniej nie dokonała żadna inna piłkarka w historii kobiecej drużyny Barcelony na starcie sezonu. Tym samym prześcignęła dotychczasowy rekord siedmiu goli, należący do legendarnych napastniczek Asisat Oshoali i Sonii Bermúdez.

     

    Jednym z jej najbardziej elektryzujących występów był mecz derbowy przeciwko Espanyolowi. Mimo że spędziła na boisku tylko 45 minut, zdołała skompletować spektakularnego hat-tricka, przyczyniając się do efektownego zwycięstwa 7:1. Był to już jej drugi hat-trick w sezonie — wcześniej zdobyła trzy bramki w starciu z Granadą, zakończonym wynikiem 10:1.

     

    Jeszcze bardziej imponujący jest fakt, jak płynnie Pajor wkomponowała się w drużynę naszpikowaną talentami. W adaptacji pomogły jej znajome twarze — trzy byłe koleżanki z VfL Wolfsburg również reprezentują barwy Barcelony. Ta kontynuacja współpracy, w połączeniu z jej niezłomnym etosem pracy i profesjonalizmem, nie umknęły uwadze. Zarówno sztab szkoleniowy, jak i koleżanki z drużyny chwalą ją za skupienie, pokorę i determinację.

     

    Obecnie Pajor przewodzi klasyfikacji strzelczyń w hiszpańskiej ekstraklasie, naśladując sukces innego Polaka — Roberta Lewandowskiego, który wciąż dominuje w rozgrywkach męskich. Razem reprezentują nowy, złoty rozdział w historii polskiego futbolu — taki, w którym Polacy nie tylko rywalizują na największych scenach, ale również biją rekordy i piszą historię na nowo.

     

    Dla kibiców w kraju wyczyny Pajor to znacznie więcej niż tylko liczby — to powód do narodowej dumy. A jeśli jej fenomenalna passa w barwach Barcelony będzie trwać, jedno jest pewne: Ewa Pajor nie tylko zdobywa nagłówki — ona buduje własną legendę.

     

  • 10 dni ciszy i koniec. Świątek zamieściła wpis

    10 dni ciszy i koniec. Świątek zamieściła wpis

    10 dni ciszy i koniec. Świątek zamieściła wpis

     

    Iga Świątek przełamała ciszę na Instagramie, wracając z podsumowaniem madryckiego turnieju. Mimo półfinałowej porażki z Coco Gauff, polska tenisistka z optymizmem spogląda w przyszłość, zapowiadając kolejne występy.

     

    Iga Świątek po 10 dniach przerwy zamieściła post na Instagramie, w którym podsumowała swój start w turnieju rangi 1000 w Madrycie, gdzie dotarła do półfinału, przegrywając z Amerykanką Coco Gauff (1:6, 1:6).

     

    W swoim poście Polka podziękowała organizatorom i fanom tenisa z Madrytu, pisząc o kolejnym solidnym turnieju z rzędu, mimo że walczyła o lepszy wynik. Dodała, że jak zawsze spędziła w stolicy Hiszpanii wspaniały czas i bardzo to docenia.

     

    Aktualnie druga zawodniczka światowego rankingu zapowiedziała kolejne wyzwania w następnym tygodniu i turnieju (w Rzymie – przyp. red.). Post został oznaczony hashtagiem #graciasMadrid.

     

    “Dzięki Madryt. Kolejny solidny turniej, mimo że oczywiście walczyłam o lepszy wynik. Jak co roku, spędziłam wspaniały czas w mieście i bardzo to doceniam. Jedziemy dalej, z kolejnymi wyzwaniami i nadziejami. Do zobaczenia!” – czytamy we wpisie naszej tenisistki na portalu społecznościowym.

     

    23-letnia Świątek w najnowszym rankingu WTA będzie nadal zajmować 2. miejsce. Liderką zestawienia pozostanie Aryna Sabalenka, która wygrała imprezę na kortach twardych w Madrycie, pokonując w finale Gauff w dwóch setach – 6:3, 7:6 (WIĘCEJ TUTAJ).

  • Tak wygląda ranking WTA po finale Sabalenka – Gauff. Świątek może odetchnąć

    Tak wygląda ranking WTA po finale Sabalenka – Gauff. Świątek może odetchnąć

    Tak wygląda ranking WTA po finale Sabalenka – Gauff. Świątek może odetchną

     

    Iga Świątek z niepokojem mogła obserwować sobotni finał turnieju WTA 1000 w Madrycie. Starcie Aryny Sabalenki z Coco Gauff miało zadecydować, czy Polka utrzyma drugą pozycję na światowych listach. Skończyło się wygraną Białorusinki 6:3, 7:6 (3), a to dla polskich kibiców bardzo dobra wiadomość. Oto jak na ten moment wygląda ranking WTA.

     

    Iga Świątek w Madrycie broniła mistrzowskiego tytułu. Niestety ta sztuka jej się nie udała. W czwartek uległa w półfinale Coco Gauff 1:6, 1:6 i odpadła z zawodów. Na domiar złego przed Amerykanką pojawiła się okazja, by wyprzedzić naszą tenisistkę w rankingu WTA i odebrać jej miano wiceliderki. Aby tak się stało, musiała wygrać sobotni finał z Aryną Sabalenką.

     

    Finał w Madrycie zdecydował. Drugie miejsce Świątek wisiało na włosku

    Gauff miałaby wówczas 6953 punkty, czyli o 180 więcej niż Świątek (6773 pkt). W przypadku porażki na jej koncie byłoby ich 6603, a więc pozostałaby na trzeciej pozycji. Polscy kibice z niepokojem śledzili więc poczynania 21. latki z USA. Pierwszą partię Gauff przegrała 3:6. W drugiej prowadziła już 5:3 i wydawało się, że doprowadzi do remisu. Wtedy Sabalenka wykazała się nieprawdopodobnym uporem. Po pięciu breakpointach w 10. gemie w końcu przełamała. O losach seta zadecydował tie-break. A w nim Białorusinka wygrała 6:3 i sięgnęła po tytuł.

     

    Porażka Gauff oznacza, że pozycja Igi Świątek nie uległa zmianie. Polka wciąż jest druga, ale za to z gigantyczną stratą do prowadzącej Aryny Sabalenki. Dzięki wygranej w Madrycie dorobek Białorusinki powiększył się do 11118 punktów. To oznacza, że Polka ma aż 5655 punktów mniej i w najbliższym czasie może zapomnieć o powrocie na szczyt.

     

    Oto ranking WTA po meczu Sabalenka – Gauff. Niepokojąca sytuacja Świątek

    W zbliżającym się turnieju w Rzymie będzie musiała za to odpierać ataki trzeciej Coco Gauff i czwartej Jessiki Peguli. Ta pierwsza traci do Polki 170, a druga 500 “oczek”. Świątek zaś znów będzie broniła 1000 punktów wywalczonych za zwycięstwo przed rokiem. Większy dystans dzieli ją od kolejnych rywalek. Piąta Jasmine Paolini ma od niej aż 1898 punktów mniej i na razie nie stanowi realnego zagrożenia.

     

    Po zawodach w Madrycie w pierwszej dziesiątce rankingu dojdzie do kilku zmian względem oficjalnego notowania z minionego poniedziałku. Coco Gauff awansowała z czwartego na trzecie miejsce kosztem Peguli, piąta Jasmine Paolini wyprzedziła Madison Keys, a dziewiąta Emma Navarro – Paulę Badosę. Na siódmym miejscu pozostała Mirra Andriejewa, a na ósmym – Qinwen Zheng.

     

    Ranking WTA po finale w Madrycie:

     

    1. Aryna Sabalenka (Białoruś) – 11118 pkt

    2. Iga Świątek (Polska) – 6773 pkt

    3. Coco Gauff (USA) – 6603 pkt

    4. Jessica Pegula (USA) – 6273 pkt

    5. Jasmine Paolini (Włochy) – 4875 pkt

    6. Madison Keys (USA) – 4824 pkt

    7. Mirra Andriejewa (Rosja) – 4781 pkt

    8. Qinwen Zheng (Chiny) – 4193 pkt

    9. Emma Navarro (USA) – 3797 pkt

    10. Paula Badosa (Hiszpania) – 3761 pkt

    25. Magdalena Fręch (Polska) – 1800 pkt

    32. Magda Linette (Polska) – 1531 pkt

  • Alarmujące słowa o Świątek. “Nikt nie chce jej pomóc”

    Alarmujące słowa o Świątek. “Nikt nie chce jej pomóc”

    Alarmujące słowa o Świątek. “Nikt nie chce jej pomóc”

    Dlaczego Iga Świątek nie potrafi opanować kryzysu? W Polskim Radiu swoje zdanie na ten temat przedstawił Piotr Woźniacki. – Kiedy patrzę na miny ludzi z jej sztabu, to od razu wiem, co tam się dzieje – przyznał były trener Karoliny Woźniackiej.

     

    Iga Świątek, wiceliderka światowego rankingu, nie zdołała awansować do finału turnieju WTA 1000 w Madrycie, przegrywając z Amerykanką Coco Gauff. Występ Polki wzbudził wiele emocji, a Piotr Woźniacki, ojciec i były trener Karoliny Woźniackiej, skrytykował sztab Świątek. W rozmowie z Cezarym Gurjewem z Polskiego Radia podkreślił, że problemem jest brak wsparcia dla zawodniczki.

     

    – Problemem jest team “podpowiadaczy”, a także stres i presja rekordów. Ciężko ten bagaż nosić samemu, a nikt nie chce jej pomóc, tylko każdy czegoś oczekuje – ocenił Woźniacki senior. Jego zdaniem, Świątek potrzebuje więcej luzu i radości z gry, aby przełamać obecny kryzys.

     

    Woźniacki zauważył, że Iga Świątek zbudowała piękny dom dla siebie i kibiców, ale czasem trzeba wpuścić do niego trochę powietrza. – Kiedy patrzę na miny ludzi z jej sztabu, to od razu wiem, co tam się dzieje. Potrzebne jest przełamanie! Ona nie może ciągnąć sama tego “wózka”, potrzeba trochę radości z gry – dodał.

     

    Świątek nie wygrała żadnego turnieju od roku. Jej forma niepokoi, bo przez lata rządziła na mączce, a teraz nawet ulubiona nawierzchnia przestała być jej atutem.

     

    Polska tenisistka już kilka miesięcy temu straciła pierwsze miejsce w rankingu WTA na rzecz Aryny Sabalenki. Obecnie poważnie grozi jej spadek na trzecią pozycję, a tuż za jej plecami są Jessica Pegula oraz Coco Gauff.

     

    Jeżeli nic nagle się nie zmieni, to Iga niebawem wystartuje w Rzymie, gdzie w przeszłości już wygrywała. Najważniejszą imprezą tej części sezonu będzie z kolei wielkoszlemowy Roland Garros, który wystartuje pod koniec maja.

  • Burza we Francji po tym, co zrobiła Świątek. Oto co o niej napisali

    Burza we Francji po tym, co zrobiła Świątek. Oto co o niej napisali

    Burza we Francji po tym, co zrobiła Świątek. Oto co o niej napisali

    Na 23 dni przed startem wielkoszlemowego Rolanda-Garrosa o Igę Świątek martwią się we Francji. Nic dziwnego, Polka była w ostatnich 5 latach królową ich imprezy, wygrywając ją czterokrotnie. Napędzała ją i od strony sportowej i marketingowej. Po odpadnięciu z półfinału turnieju w Madrycie Francuzi z ironią puentują, że teraz Iga “kontroluje tylko duże piłki od kibiców”.

     

    “Świątek zmiażdżona przed Rolandem” – zakomunikowało radio Europe 1. “Zmieciona w Madrycie, a French Open za nieco ponad trzy tygodnie”- wtórowała telewizja TV5. “Sensacja w WTA 1000” – czytamy właściwie na każdym portalu. Wszystkie francuskie media opisują boleśnie zakończony w półfinale przez Światek turniej w Madrycie, przez pryzmat tego co w maju i czerwcu zwykle jest dla Polki najważniejsze – wielkoszlemowym Rolandzie Garrosie. Czy Paryż straci swą królową?

     

    “Wszystko przyprawia o ból głowy”

    Impreza w Madrycie była ważna, bo to jedno z dwóch majowych przetarć na mączce przed French Open. Rok temu w Hiszpanii Polka wygrała, dwa lata wstecz doszła do finału. Przegrać w sporcie zawsze można, ale w ostatnim czasie numer 2. rankingu WTA gra bardzo niestabilnie. Półfinałowy mecz z Coco Gauff zakończył się smutną, wręcz brutalną dla niej przeprawą i rzadkim wynikiem 1:6, 1:6. Jak pisał Łukasz Jachimiak ze Sport.pl, Światek była “niestabilna, rozchwiana, emocjonalnie rozhuśtana. A najważniejsze jest to, co zawodnik ma w głowie, a nie pod stopami”.

     

    Ten problem zauważają też francuskie media, które już odliczają dni na przyjazd do Paryża królowej kortów ziemnych. To przecież Świątek w ostatnich 5 latach wygrywała ich imprezę czterokrotnie. A teraz mistrzowska forma gdzieś znikła i to nie tylko w półfinale z zawodniczką, z którą na mączce Polka dotąd pewnie wygrywała. W Madrycie właściwie każdy mecz Polski (może poza tym z Lindą Noskovą) “zdawał się wstrząsać całą konstrukcją jej tenisa” – jak zobrazował to dziennik “L’Equipe”. Przypomniał o 0:6 w jednym secie z Madison Keys, czy też “szale, niezdarności” w odrabianiu strat w ostatnim secie z Dianą Sznajder.

     

    Obecnie u Polki gdy na korcie robi się problem, zaczyna szwankować każdy element jej gry: “Nijakie forhendy, zbyt swobodne backhandy, słabo kontrolowane woleje, pierwsze serwisy, które nie robią różnicy, wszystko przyprawa o ból głowy” – podsumował to Julien Reboullet, wysłannik gazety do Madrytu. Świątek nie emanuje też spokojem i pewnością siebie dlatego “cała jej gra może się rozpaść w każdej chwili, gdy tylko pojawi się ziarenko piasku i zablokuje mechanizm, który nie ma już wiele wspólnego z pewnym tenisem na kortach ziemnych z najlepszych czasów zawodniczki”. “Jej zabójczy forhend, wzbudzający strach u przeciwniczek, nigdy nie wydawał się tak słaby” – punktuje portal WeLoveTennis.

     

    “Jedyne piłki, które naprawdę kontrolowała” – ironicznie o Świątek

    Choć te oznaki zacięcia mechanizmu widać było jeszcze przed Madrytem, to francuskie media informują, że ostatnie dni były trudne dla Polki z powodów osobistych. Jedne nie wchodzą w szczegóły, inne przekazują konkrety o pogrzebie dziadka, na który Polka pojechała. “Warunki przygotowań do Madrytu dla Świątek były dalekie od optymalnych – podsumowuje to WeLoveTenis.

     

    Sports.orange.fr też kładzie nacisk na psychikę i mental Polki sugerując, że w tej sytuacji awans do półfinału i tak był dobrym osiągnięciem. “Przez cały tydzień, pomimo odniesionych zwycięstw, Iga Świątek sprawiała wrażenie, że jest jedynie bledszą wersją zawodniczki, którą była w ostatnich latach na kortach ziemnych. Miała problemy z opanowaniem emocji. Na hiszpańskiej mączce zniszczyła kilka rakiet” – przypomina dziennikarz.

     

    “L’Equipe” wszystkie madryckie wysiłki Świątek i porażkę z Gauff w obszernym artykule podsumowało nieco ironicznie. “Polka, zanim opuściła korty, podeszła do kibiców, skandujących jej nazwisko, aby podpisać kilka dużych tenisowych piłek. To były jedyne piłki, które naprawdę kontrolowała”

     

    Czy to wszystko oznacza panikę na pokładzie, przed występem na jej ulubionym turnieju Rolanda-Garrosa? Wcześniej Polka ma zagrać jeszcze w Rzymie. Będzie więc szansa na odbudowanie się, lub… pogorszenie humoru. “L’Equipe” przypomina jednak, że nawet z gorszą wersją Świątek trzeba liczyć się wszędzie. “Po czterech miesiącach sezonu dalekiego od jej standardów, jest na 4. miejscu rankingu WTA Race (ranking roczny) i wciąż jest w stanie dotrzeć do półfinału imprezy rangi 1000, grając źle” – czytamy.

  • Minęły 24 godziny od porażki Świątek, a tu takie wieści o sztabie Igi. Chodzi o Fissette’a

    Minęły 24 godziny od porażki Świątek, a tu takie wieści o sztabie Igi. Chodzi o Fissette’a

    Minęły 24 godziny od porażki Świątek, a tu takie wieści o sztabie Igi. Chodzi o Fissette’a

    Wciąż wybrzmiewają echa bolesnej porażki Igi Świątek z Coco Gauff w półfinale turnieju w Madrycie. Polka przegrała 1:6, 1:6, ale nie sam wynik jest przedmiotem dyskusji. Po ponad 24 godzinach od meczu były tenisista Michał Dembek na tapet bierze temat relacji i tego, co dzieje się w sztabie wiceliderki rankingu WTA. Zauważył coś, w co trudno mu uwierzyć. Chodzi o osobliwą komunikację w boksie. Ale nie tylko.

     

    “Mam wieści, które obiecywałam i bardzo się cieszę na ten nowy rozdział w mojej karierze. Miło mi ogłosić, że do mojego zespołu dołącza Wim Fissette” – obwieściła Iga Świątek początkiem października zeszłego roku. To właśnie Belg zastąpił Tomasza Wiktorowskiego na stanowisku jej głównego trenera. Zmiana ta łączyła się z dużymi oczekiwaniami i nadziejami, podyktowana była chęcią rozwoju i osiągania jeszcze lepszych wyników. Tymczasem, jak na razie, jest w zasadzie tylko gorzej.

     

    Iga przegrywa w turniejach, nie broni wcześniej zdobytych punktów i zdaje się, że na korcie puszczają jej nerwy. Przy okazji dotkliwej porażki z Coco Gauff w półfinale zawodów w Madrycie nie kryła ogromnych emocji, co jest przedmiotem dyskusji w prasie nie tylko polskiej, ale i światowej. “New York Times” opisał, co działo się w trakcie meczu z Amerykanką.

     

    Dla Igi Świątek zmiana w połowie drugiego seta w Madrid Open powiedziała wszystko. Gdy Gauff prowadziła 6-1, 3-0, Świątek zarzuciła ręcznik na głowę. A gdy go ściągnęła, wróciła na kort ze łzami w oczach

     

    ~ przytoczono.

     

    Jeszcze przed eliminacją Igi z gry w Madrid Open o słowa komentarza co do współpracy poproszony został Wim Fissette. W rozmowie z serwisem Tennis Sweet Spot przekonywał, że znalazł się w wyjątkowej sytuacji. Zazwyczaj bowiem nowy trener przychodzi wtedy, gdy zawodniczce nie idzie i kiedy trzeba coś zmienić. Tu było inaczej. Wkroczył do akcji w momencie, w którym Świątek miała na koncie wiele sukcesów. Postawił sobie więc za cel, by nie dokonać rewolucji, a wprowadzić kilka zmian, które poprawią grę Polki. Zaznaczał, że na efekty trzeba poczekać.

     

    Cierpliwość kibiców powoli się jednak kończy. A sama relacja Świątek – Fissette budzi wątpliwości. Nowe doniesienia mogą je tylko spotęgować.

     

    Co dzieje się w boksie Igi Świątek? “To jest dosyć ciekawe”

     

    Interesującymi spostrzeżeniami po meczu Polki z Coco Gauff dzieli się były tenisista Michał Dembek. Jego słowa kreślą dość osobliwy obraz kontaktów w sztabie Świątek. Wyglądało to tak, jakby – co zaskakujące – Iga nie komunikowała się z trenerem, a z kimś innym.

     

    “Odpowiedzi z boksu Maćka Ryszczuka, ale też Darii Abramowicz, na którą Iga też wciąż się niestety denerwuje… Dosyć mnie to mocno dziwi, jeżeli chodzi o komunikację w boksie, że Iga Świątek mówi coś po polsku. Przecież dobrze wiemy, że Wim Fissette nie rozumie polskiego na tyle dobrze, żeby doskonale wiedzieć, co Iga do niego mówi. Wim odpowiada po angielsku” – mówi dla “Faktu”.

     

    To nie wszystko. Zdziwił go również fakt, że Wim Fissette – w trakcie spotkania swojej podopiecznej w Madrycie – siedział w drugim rzędzie, jakby odstawiony na boczny tor. “Nie spotkałem się z tym w wielkim tenisie” – tłumaczy. Dodaje, że w takich sytuacjach to trener zwykle gra pierwsze skrzypce, a tu było inaczej. “To on jest zazwyczaj tą pierwszoplanową postacią i to on jest tą osobą, która idzie na pierwszy ogień, jeżeli chodzi o reakcję swojej podopiecznej. To jest dosyć ciekawe” – podsumowuje.

     

  • Aleksandra Mirosław ze złotym medalem! Nie dała szans przeciwniczkom

    Aleksandra Mirosław ze złotym medalem! Nie dała szans przeciwniczkom

    Aleksandra Mirosław ze złotym medalem! Nie dała szans przeciwniczkom

     

    Aleksandra Mirosław sięgnęła po złoty medal podczas rywalizacji w Pucharze Świata na Bali. Polka w finale osiągnęła czas 6.374.

     

    Fani sportu doskonale wiedzą, że Mirosław to obecnie jedna z najlepszych, jeżeli nie najlepsza zawodniczka na świecie, jeżeli chodzi o wspinaczkę sportową na czas. To właśnie reprezentantka Polski sięgnęła po złoty medal podczas ostatnich letnich igrzysk olimpijskich, które odbywały się w Paryżu.

     

    Nic zatem dziwnego, że Mirosław zdominowała rywalizację w Pucharze Świata na Bali. W półfinale naprzeciwko niej stanęła Jimin Jeong. Polka nie dała oponentce żadnych szans, osiągając czas 6.417 i tym samym zapewniając sobie awans do finału.

     

    W ostatecznym pojedynku również górą była złota medalistka z Paryża. Mirosław ponownie pokazała klasę, kończąc finał z wynikiem 6.374. Yafei Zhou, która również awansowała do finału, nawet nie zbliżyła się do czasu Polki.

     

    W rywalizacji mężczyzn bardzo dobrze zaprezentował się Samuel Wattson, który w finale pobił rekord świata z niesamowitym wynikiem – 4.648.

  • Złoto Aleksandry Mirosław! Nie dała szans rywalkom

    Złoto Aleksandry Mirosław! Nie dała szans rywalkom

    Złoto Aleksandry Mirosław! Nie dała szans rywalko

     

    Aleksandra Mirosław zwyciężyła w zawodach Pucharu Świata na Bali! Polka nie dała szans rywalkom, bezbłędnie wykorzystując każdy ich potknięcie. W decydującym biegu uzyskała czas 6,37 i pokonała Chinkę Yafei Zhou.

     

    Tydzień temu byliśmy świadkami sensacji. Aleksandra Mirosław odpadła w ćwierćfinale Pucharu Świata we wspinaczce sportowej. Mistrzyni olimpijska z Paryża rzadko notowała tak słabe wyniki. Na szczęście szybko pokazała, że był to wypadek przy pracy.

     

    W pierwszy majowy weekend Puchar Świata odbył się na Bali. Polska mistrzyni tym razem pokazała wielką klasę i wywalczyła złoty medal. Już w eliminacjach było widać, że jest świetnie dysponowana, gdy ściankę pokonała z czasem 6,34 sek.

     

    W finale Mirosław rywalizowała z Yafei Zhou. Reprezentantka Chin w walce o złoto nie miała szans. Aleksandra jako pierwsza ukończyła ściankę i zrobiła to w czasie 6,37 sek.

  • Tak jest! Aleksandra Mirosław ze złotem. Co za zawody, padł rekord świata!

    Tak jest! Aleksandra Mirosław ze złotem. Co za zawody, padł rekord świata!

    Tak jest! Aleksandra Mirosław ze złotem. Co za zawody, padł rekord świata

     

    Aleksandra Mirosław wygrywa zawody Pucharu Świata na Bali! Polka była bezlitosna dla rywalek, wykorzystując ich najmniejsze błędy. W finale z czasem 6,37 pokonała Chinkę Yafei Zhou. Dla mistrzyni olimpijskiej jest to pierwsza wygrana w PŚ od ponad roku. Emocji nie brakowało również w rywalizacji mężczyzn, gdzie padł rekord świata! I to dwukrotnie.

     

    Podczas kwalifikacji mistrzyni olimpijska i rekordzistka świata wspięła się na ściankę z czasem 6,34 sek. To dało jej zdecydowane zwycięstwo. Podczas finałów Mirosław również pokazała się z bardzo dobrej strony. Gorzej spisała się Natalia Kałucka.

     

    W 1/8 finału Mirosław uzyskała czas 6,66 i pokonała w bezpośredniej rywalizacji Francuzkę Capucine Viglione (7,29). Kałucka przegrała rywalizację z Indonezyjką Susan Nurhidayah (7,33).

     

    W ćwierćfinale Aleksandra Mirosław przegrywała z Indonezyjką Desak Dewi, jednak na samym finiszu rywalka popełniła błąd, który dał Polce awans do półfinału z czasem 6,57. Dewi uzyskała 9,17.

     

    Zacięte półfinały

    W półfinale Mirosław zmierzyła się Koreanką Jimin Jeong. I podobnie jak w ćwierćfinale, rywalka wyciągnęła pomocną dłoń do Polki, popełniając błąd na prowadzeniu. Mirosław skończyła półfinał z czasem 6,41. Rywalka osiągnęła 7,28.

     

    Drugi półfinał wygrała Chinka Yafei Zhou, która pokonała Indonezyjkę Adi Kadek. Zhou wywalczyła awans z czasem 7,28. Kadek uzyskała 7,32.

     

    Wielki finał z udziałem Aleksandry Mirosław

    W wielkim finale Polka zdecydowanie pokonała Yafei Zhou, uzyskując czas 6,37.

     

    Mirosław tym samym zaliczyła wygraną w PŚ po ponad roku przerwy. Ostatni raz triumfowała w kwietniu 2024 r., w Wuijang.

     

    Dwa rekordy świata Amerykanina

    W rywalizacji mężczyzn rekord świata pobił Samuel Watson. Amerykanin uzyskał w półfinale 4,67. Watson wygrał również finał po tym, jak jego rywal zaliczył falstart.

     

    Startując w pojedynkę w finale Watson… znów pobił rekord świata! Na koniec zmagań uzyskał 4,64.

     

    W pierwszym w tym sezonie Pucharze Świata w chińskim Wujiang Mirosław skończyła rywalizację na ćwierćfinale. Wówczas lepsza od niej okazała się Amerykanka Emma Hunt. Mirosław osiągnęła tam czas 6,86 sek. Mirosław została tam sklasyfikowana na szóstym miejscu