Category: Home

  • To ona od lat po cichu trwa przy Świątek. Mało kto wiedział, dopiero teraz wychodzi z cienia

    To ona od lat po cichu trwa przy Świątek. Mało kto wiedział, dopiero teraz wychodzi z cienia

    “Przez Lata Stała w Cieniu, Teraz Wreszcie Ją Zobaczyli – Kim Jest Tajemnicza Kobieta U Boku Igi Świątek?”

    Kiedy Iga Świątek zdobyła wymarzone trofeum na Wimbledonie, emocje sięgnęły zenitu. Świeżo po ostatniej piłce finału z Amandą Anisimovą Polka rzuciła się w ramiona najbliższych – taty, siostry i członków swojego zespołu. Ale w tym gronie znalazła się też osoba, której większość kibiców… nie rozpoznała. Niewiele osób wiedziało, że od kilku lat stoi za sukcesami Świątek – po cichu, z dala od fleszy. Nazywa się Alina Sikora. I właśnie teraz przyszedł moment, w którym wyszła z cienia.

     

    Kim jest kobieta, której nazwisko znają tylko nieliczni?

     

    Finałowy triumf Igi Świątek na trawiastych kortach Wimbledonu był spełnieniem jednego z jej najodleglejszych marzeń. “To marzenie było dla mnie tak odległe, że właściwie nie przychodziło mi nawet do głowy o nim myśleć” – przyznała tenisistka w emocjonalnym wpisie po meczu. I właśnie w tym momencie ogromnego wzruszenia Świątek nie zapomniała wspomnieć o swoim zespole. O ludziach, którzy wierzyli w nią wtedy, kiedy ona sama miała wątpliwości. O ludziach, którzy pracują nie tylko na jej sukcesy, ale i na jej spokój.

     

    Wśród znanych już postaci jak trener Wim Fissette, psycholog Daria Abramowicz, fizjoterapeuta Maciej Ryszczuk czy sparingpartner Tomasz Moczek – pojawiło się kolejne nazwisko, dotąd skrywane w cieniu. Alina Sikora. Dla większości fanów Igi Świątek – postać całkowicie nieznana. A jednak to właśnie ona od czerwca 2021 roku stoi za kulisami najważniejszych projektów biznesowych zawodniczki.

     

    Kobieta od zadań specjalnych. Co robi Alina Sikora?

     

    Alina Sikora pełni rolę partnership managera, czyli osoby odpowiedzialnej za współprace sponsorskie Świątek. To ona dba o relacje z gigantami, których logo widnieje na strojach tenisistki i to ona negocjuje nowe umowy, planuje kampanie, pilnuje medialnych zobowiązań. Można powiedzieć, że zarządza wizerunkiem Igi z drugiego planu, trzymając wszystko w ryzach – cicho, skutecznie i profesjonalnie.

     

    Zanim dołączyła do ekipy Igi, miała już za sobą ponad dekadę doświadczenia w mediach i reklamie. W 2021 roku pełniła funkcję dyrektorki prestiżowego turnieju WTA 250 BNP Paribas Poland Open w Warszawie – wydarzenia, które również przyczyniło się do popularyzacji kobiecego tenisa w Polsce.

     

    Ale mimo tego zawodowego bagażu, w zespole Igi Świątek wciąż pozostawała niewidoczna. Aż do teraz.

     

    Nadszedł moment, w którym wyszła z cienia

     

    Kiedy Iga Świątek odebrała z rąk księżnej Kate puchar za zwycięstwo w Wimbledonie, a później udała się na tradycyjną Champions Dinner, wśród 11 wybranych przez nią gości znalazła się właśnie Alina Sikora. To nie była przypadkowa obecność – to było wyraźne podkreślenie, że jej obecność ma znaczenie. Że choć nie wychodzi na kort, to odgrywa ogromną rolę w tej perfekcyjnie działającej maszynie, jaką jest kariera Świątek.

     

    Alina opublikowała w mediach społecznościowych wspólne zdjęcie z Igą i trofeum, pisząc:

    “Zazwyczaj moja praca odbywa się w totalnej ciszy i cieniu, ale przychodzą takie momenty, kiedy mogę sobie na chwilę zabłyszczeć.”

     

    To był ten moment. Moment, w którym z tła wyłoniła się postać, bez której sukces Igi mógłby wyglądać zupełnie inaczej. Kobieta, która nie szuka uwagi, ale na nią zasługuje.

     

    Towarzyszyła Idze nie tylko w Wimbledonie

     

    Co ciekawe, to nie pierwszy raz, gdy Sikora pojawia się w kulisach wielkiego triumfu Świątek. Była obecna także w Paryżu, kiedy Iga wygrywała Roland Garros. To wtedy uściskała tenisistkę zaraz po finale i powiedziała jedno zdanie: „Brakuje mi słów.”

     

    To, co czyni Alinę wyjątkową, to jej zdolność do pozostawania w cieniu przy jednoczesnym trzymaniu w ryzach ogromnej machiny organizacyjnej i marketingowej. Dla niej najważniejszy jest nie rozgłos, ale jakość pracy – co zresztą doskonale widać w efektach.

     

    Kobieta, której Świątek ufa bezgranicznie

     

    W zespole Świątek nie ma miejsca na przypadkowe osoby. Każdy członek to ktoś, kto zdobył pełne zaufanie liderki i kto przez lata udowodnił swoją wartość. Sikora jest właśnie taką osobą – niepozorną, dyskretną, ale niezastąpioną.

     

    Można powiedzieć, że jej historia to przypomnienie, jak wiele osób składa się na jeden sukces – i jak rzadko te osoby są zauważane. Dzięki chwili na Wimbledonie to się zmieniło. Fani wreszcie poznali kobietę, która od lat stoi przy Idze – zawsze w cieniu, ale zawsze obecna.

     

    I choć Alina Sikora znów zniknie ze światła reflektorów, to dla tych, którzy znają kulisy, pozostanie jedną z kluczowych postaci tej niezwykłej drogi na szczyt.

     

  • Sabalenka rezygnuje z turnieju! Szansa dla Igi Świątek

    Sabalenka rezygnuje z turnieju! Szansa dla Igi Świątek

    Sabalenka rezygnuje z turnieju! Szansa dla Igi Świątek

    W środowy wieczór, tuż po godzinie 23 czasu polskiego, napłynęła istotna informacja dotycząca planów startowych liderki światowego rankingu WTA, Aryny Sabalenki. Białorusinka niespodziewanie wycofała się z udziału w prestiżowym turnieju WTA 1000 w Montrealu. Taką samą decyzję podjęła również jej bliska przyjaciółka, Hiszpanka Paula Badosa.

     

    Trudny sezon dla Sabalenki

     

    Choć Sabalenka zajmuje obecnie pierwsze miejsce w rankingu WTA, ten sezon nie układa się po jej myśli. Mimo znakomitej formy, nie zdobyła dotąd żadnego tytułu wielkoszlemowego. Dotarła co prawda do finałów Australian Open i Rolanda Garrosa, ale w obu przypadkach musiała uznać wyższość rywalek. Na Wimbledonie z kolei sensacyjnie odpadła w półfinale, przegrywając z Amerykanką Amandą Anisimovą (7. WTA).

     

    Jej ostatnią szansą na triumf w Wielkim Szlemie w 2025 roku będzie US Open. To właśnie tam przed rokiem sięgnęła po tytuł, pokonując w finale Jessicę Pegulę (4. WTA) 7:5, 7:5.

     

    Sabalenka wycofuje się z Montrealu

     

    Organizatorzy turnieju w Montrealu poinformowali, że Aryna Sabalenka nie zagra z powodu przemęczenia intensywnym sezonem. Z kolei Paula Badosa nie wystąpi z powodu kontuzji. Ich miejsca w głównej drabince zajmą Caty McNally i Moyuka Uchijima.

     

    > “Dwie zawodniczki wycofały się z turnieju WTA 1000 w Montrealu: Aryna Sabalenka (z powodu zmęczenia) i Paula Badosa (ze względu na kontuzję)” – poinformowali organizatorzy.

     

     

     

    Konsekwencje rankingowe

     

    Wycofanie się z Montrealu oznacza, że Sabalenka nie obroni 215 punktów zdobytych rok temu w Toronto (turnieje w Kanadzie rozgrywane są naprzemiennie: raz w Montrealu, raz w Toronto). Dodatkowo nie wystąpi również w turnieju w Waszyngtonie, gdzie ma do obrony kolejne 195 punktów. W sumie straci więc 410 punktów rankingowych, co obniży jej dorobek z 12 420 do 12 010 punktów.

     

    Czy Iga Świątek ma szansę na dogonienie liderki?

     

    Obecnie Iga Świątek zajmuje trzecie miejsce w rankingu WTA z dorobkiem 6813 punktów, co oznacza stratę 5607 punktów do Sabalenki. Nawet jeśli Polka wygra oba najbliższe turnieje – w Waszyngtonie i Montrealu – nie zdoła jeszcze wyprzedzić Białorusinki, ale może znacznie zmniejszyć dystans.

     

     

     

     

     

  • Emocjonalny wpis Igi Świątek. Nie mogła tego przemilczeć. “Teraz już rozumiem”

    Emocjonalny wpis Igi Świątek. Nie mogła tego przemilczeć. “Teraz już rozumiem”

    Emocjonalny wpis Igi Świątek. Nie mogła tego przemilczeć. “Teraz już rozumiem”

    Iga Świątek już na zawsze zapamięta to, co wydarzyło się w lipcu 2025 roku. Właśnie wtedy najlepsza polska tenisistka spełniła marzenie, które drzemało w niej od bardzo wielu lat. Wygrała finał Wimbledonu, czyli najstarszego i najbardziej prestiżowego turnieju wielkoszlemowego. Trzy dni po wygranym finale z Amandą Anisimovą Świątek opublikowała w mediach społecznościowych emocjonalny wpis.

     

    Do tej pory Iga Świątek miała na koncie pięć tytułów wielkoszlemowych – pięć razy wygrywała Rolanda Garrosa i raz triumfowała na US Open. To naprawdę imponujący wynik, zważywszy na fakt, że Polka ma dopiero 24 lata i nie doszła nawet do połowy swojej profesjonalnej kariery.

     

    To, że tytułu za wygranie Wimbledonu brakowało jej do tej pory najbardziej (może poza złotym medalem olimpijskim), nie było żadną tajemnicą. Świątek marzyła o tym od bardzo wielu lat, a zwycięstwo w juniorskim Wimbledonie w 2018 roku dało nadzieję, że może się to wydarzyć również w seniorskiej karierze.

     

    W ciągu ostatnich lat Polka nie była jednak nazywana królową trawy, a mączki. Całkowicie zdominowała Rolanda Garrosa, na Wimbledonie awansując co najwyżej do ćwierćfinału. W 2025 roku nastąpił przełom.

     

    Iga Świątek spełniła wielkie marzenie. Opublikowała emocjonalny wpis

     

    Iga Świątek w końcu przezwyciężyła bardzo poważny kryzys i udowodniła, że potrafi wrócić w najlepszym możliwym stylu. Na tegorocznym Wimbledonie była bezdyskusyjnie najlepsza i odniosła spektakularne zwycięstwo. Wynik 6:0, 6:0 w wielkim finale z Amandą Anisimovą, która rundę wcześniej wyeliminowała liderkę rankingu WTA Arynę Sabalenkę, tylko podkreśla to, jak bardzo Świątek zdominowała tegoroczny Wimbledon.

     

    Trzy dni po tym spektakularnym triumfie Iga Świątek opublikowała w mediach społecznościowych emocjonalny wpis, w którym podzieliła się swoimi odczuciami. Są na tyle intensywne, że raszynianka nie mogła dużej trzymać ich wyłącznie dla siebie.

     

    – Wygranie Wimbledonu było dla mnie zawsze tak odległym marzeniem, że właściwie nie przychodziło mi nawet do głowy o nim myśleć. Trudno opisać emocje, które pojawiają się we mnie teraz, gdy to marzenie spełniłam. Nawet po tych paru dniach jeszcze układam to sobie w głowie – informuje Iga Świątek.

     

    W dalszej części wpisu polska tenisistka zapewnia, że jest bardzo szczęśliwa z powodu zdobytego tytułu. Na koniec informuje, że dopiero zwycięstwo na Wimbledonie otworzyło jej oczy i uświadomiło, dlaczego turniej ten jest uznawany za wyjątkowy.

     

    – Teraz już rozumiem tą wyjątkowość i w pewnym sensie doniosłość tego turnieju. Nigdy nie zapomnę tych wrażeń i przeżyć tak samo, jak zawsze będę pamiętała ile pracy na korcie i poza nim kosztowało mnie dotarcie do tego miejsca – podkreśla Polka.

     

    Na koniec wpisu Iga Świątek zapowiedziała, że chce “złapać oddech”, czyli odpocząć po dobrze wykonanej pracy. We wpisie opublikowała również kilka zdjęć i materiał wideo, które przywiozła z tegorocznego Wimbledonu.

     

  • Tomasz Świątek zwrócił się do córki. Ogromne wzruszenie, widzieli tylko nieliczni

    Tomasz Świątek zwrócił się do córki. Ogromne wzruszenie, widzieli tylko nieliczni

    Tomasz Świątek zwrócił się do córki. Ogromne wzruszenie, widzieli tylko nieliczni

    Zapewne jeszcze długo nie ucichnie szum medialny dotyczący Igi Świątek. Podopieczna Wima Fissette’a w sobotnie popołudnie dokonała rzeczy historycznej i jako pierwsza Polka triumfowała w grze pojedynczej na Wimbledonie. Gratulacje spływają do niej z całego świata. Do tego grona dołączył także ojciec tenisistki. W mediach społecznościowych Tomasza Świątka pojawiła się fotografia z wyjątkowym podpisem. Ujrzały ją tylko nieliczne osoby.

     

    Nie tylko kraj nad Wisłą jest pod ogromnym wrażeniem niedawnego osiągnięcia Igi Świątek. Raszynianka w wielkim stylu “odczarowała” znienawidzoną w ostatnich latach trawę i okazała się najlepsza podczas tegorocznego Wimbledonu. W drodze po zasłużony triumf nasza rodaczka straciła zaledwie jednego seta. Finał był jej wielkim popisem. Amanda Anisimova przegrała 0:6, 0:6. Tak bezradnej tenisistki w decydującym starciu o trofeum świat nie widział od wielu lat.

     

    Po ostatniej piłce w kierunku podopiecznej Wima Fissette’a błyskawicznie posypały się gratulacje. Parę słów prosto od serca wysłał sportsmence choćby Dariusz Michalczewski. “Takie chwile przypominają mi, jak smakuje zwycięstwo po walce z samym sobą. Możemy być z niej dumni, Polska ma znowu mistrza, tym razem w spódnicy! Brawo Iga! Inspirujesz młodych i starych, pokazując, że nigdy nie wolno się poddawać” – przyznał w rozmowie z Super Expressem emerytowany pięściarz, który bacznie śledzi karierę tenisistki.

     

    Tomasz Świątek pogratulował córce sukcesu na Wimbledonie. Wyjątkowe słowa

     

    Jeszcze baczniej przygodę raszynianki z zawodowym sportem śledzą jej najbliżsi. Do tego grona należy ojciec gwiazdy. Nic więc dziwnego, iż 24-latka niemal od razu po pokonaniu Amerykanki udała się akurat do niego. Był to jeden z najbardziej wzruszających momentów całego turnieju. Tomasz Świątek jest tak bardzo dumny z osiągnięcia córki, że postanowił dodatkowo pogratulować Idze w mediach społecznościowych. Na jego prywatnym koncie na Instagramie pojawiło się wspólne zdjęcie z trofeum. Zostało one dodatkowo okraszone opisem.

    “Duma, wzruszenie, radość. Iga, zasłużyłaś na to bardziej niż ktokolwiek inny. Wspaniale dzielić z tobą te chwile. Ciesz się nią. Wszyscy się cieszmy” – napisał przeszczęśliwy Tomasz Świątek.

  • Iga Świątek zadziwiła tym cały świat. Wielka zmiana, ogłosiła to na konferencji prasowej

    Iga Świątek zadziwiła tym cały świat. Wielka zmiana, ogłosiła to na konferencji prasowej

    Iga Świątek zadziwiła tym cały świat. Wielka zmiana, ogłosiła to na konferencji prasowej

    Iga Świątek wygrała po raz pierwszy Wimbledon. Polka w czasie turnieju zadziwiła cały świat, promując jedno ze swoich ulubionych dań, czyli makaron z truskawkami. O jej wyborach kulinarnych zrobiło się głośno na całym świecie. Teraz wiadomo, że doszło do pewnych zmian w związku z makaronowo-truskawkowym szaleństwem. Świątek postanowiła od razu ogłosić to podczas konferencji prasowej.

     

    Iga Świątek pokonała w finale Wimbledonu Amandę Anisimovą 6:0, 6:0 i wpisała się złotymi zgłoskami do wimbledońskiej kroniki. Wielu kibiców liczyło na to, że organizatorzy postanowią pociągnąć dalej zainteresowanie związane makaronem z truskawkami i postarają się jakoś do tego nawiązać. Tak się jednak nie stało.

     

    Iga Świątek ogłosiła ws. makaronu z truskawkami

     

    Ostatecznie makaron z truskawkami i tak stał się światowym fenomenem. Iga Świątek podczas konferencji prasowej po wygranym finale postanowiła opowiedzieć o SMS-ie, jaki dostała od organizatora turnieju w Rzymie. Okazało się, że dojdzie do pewnych zmian.

     

    “Właśnie dostałam SMS-a od dyrektora turnieju Italian Open, który napisał, że skoro wygrałam, to w przyszłym roku do menu dodadzą makaron z truskawkami. Mam nadzieję, że Włosi mnie nie znienawidzą” – powiedziała Polka. To już pokazuje, że w przyszłym roku na rzymskich kortach kibice będą mogli spróbować miejscową wersję polskiego przysmaku.

     

    Iga Świątek zrobiła furorę z makaronem. Adam Gessler zareagował

     

    Na makaronowy szał zareagował też Adam Gessler. Polski restaurator postanowił wprowadzić do menu makaron z truskawkami. Już teraz można w jednej z jego restauracji spróbować jego wersji tego dania.

     

    “A w ten weekend w naszej restauracji w Konstancinie dla wszystkich tenisistów i fanów tenisa, Adam Gessler serwuje również… makaron z truskawkami. I na pewno nie są to takie truskawki, jak w Wielkiej Brytanii próbowała “odtworzyć” dziennikarka” – można było przeczytać na profilu restauracji na Facebooku.

     

  • Iga Świątek w finale Wimbledonu! Polka nie dała szans Belindzie Bencić. Demolka na koniec

    Iga Świątek w finale Wimbledonu! Polka nie dała szans Belindzie Bencić. Demolka na koniec

    Iga Świątek w finale Wimbledonu! Polka nie dała szans Belindzie Bencić. Demolka na koniec

    Po emocjonującej batalii, w której Amanda Anisimova pokonała Arynę Sabalenkę, przyszedł czas na drugi półfinał Wimbledonu w kobiecym singlu. Iga Świątek zmierzyła się na korcie centralnym z Belindą Bencić. Nasza reprezentantka rozegrała wyśmienite spotkanie. 24-latka pokonała mistrzynię olimpijską z Tokio 6:2, 6:0 i po raz pierwszy w zawodowej karierze zameldowała się w decydującym starciu o tytuł w Londynie. Finał w sobotę nie przed godz. 17:00 czasu polskiego. Transmisja w otwartym Polsacie.

     

    Iga Świątek straciła na drodze do półfinału Wimbledonu tylko jednego seta. Polka miała słabszy fragment w końcówce pierwszej partii meczu drugiej rundy z Caty McNally, musiała przez to odrabiać straty. Zrobiła to jednak skutecznie. Później pokonała jeszcze Danielle Collins, Clarę Tauson i Ludmiłę Samsonową. W starciu o awans do najlepszej “4” zrobiło się trochę nerwowo w końcówce, Rosjanka wróciła do gry w drugiej odsłonie pojedynku. Ostatecznie jednak raszynianka wygrała spotkanie 6:2, 7:5 i po raz pierwszy w zawodowej karierze zameldowała się na tym etapie londyńskiego Szlema.

     

    24-latka mogła stać się trzecią naszą reprezentantką w historii, która zagra w finale Wimbledonu w singlu kobiet – po Jadwidze Jędrzejowskiej (1937 rok) i Agnieszce Radwańskiej (2012 rok). Rywalką Świątek na drodze do tego wyczynu była Belinda Bencić. Tak się składa, że obie w przeszłości miały już okazję rywalizować ze sobą na Wimbledonie. Przed dwoma laty panie walczyły o miejsce w najlepszej “8”. Wówczas Szwajcarka posiadała dwa meczbole w drugiej partii, ale ostatecznie Iga triumfowała 6:7(4), 7:6(2), 6:3 po 183 minutach walki. Dzisiaj Polka miała nadzieję na ponowne zwycięstwo w potyczce z mistrzynią olimpijską z Tokio.

     

    Wimbledon: Iga Świątek kontra Belinda Bencić w półfinale singla

     

    Mecz rozpoczął się od podania Świątek. Polka bardzo dobrze zainaugurowała spotkanie. Pewnie serwowała, pewnie kończyła ataki. Jedyny punkt straciła dopiero przy stanie 40-0. Ostatecznie Iga triumfowała w premierowym rozdaniu do 15, kończąc akcję bardzo dobrym uderzeniem z forhendu. Po zmianie stron raszynianka od razu próbowała przejmować inicjatywę poprzez return. Przy punkcie, który dał naszej tenisistce prowadzenie 30-15, Belinda zanotowała bardzo nieprzyjemny upadek. Początkowo wydawało się, że ze Szwajcarką wszystko w porządku, sama podniosła kciuk w górę.

     

    Panie kontynuowały rywalizację. Przy stanie 30-30 Bencić zanotowała błąd i nasza reprezentantka doczekała się break pointa. A przy nim rozegrała świetną akcję, która dała jej przełamanie. Później znów zobaczyliśmy bardzo dobry gem przy serwisie 24-latki. Utrzymanie podania do 15 pozwoliło Świątek odskoczyć na trzy “oczka” przewagi. Przy wyniku 3:0 dla Polki doszło do dłuższej przerwy między gemami. Początkowo nie było jasne do końca, na czym polega problem. Szwajcarka łapała się za kolano, co mogło sugerować, że jednak nie wszystko jest z nim w porządku po upadku. Mimo to Belinda nie prosiła o wizytę fizjo na korcie. Później okazało się, że mecz został przerwany z powodu zasłabnięcia kibica na trybunach.

     

    Po kilku minutach panie wznowiły rywalizację. Mistrzyni olimpijska z Tokio doczekała się premierowego gema na swoim koncie. Później próbowała załapać się na grę przy serwisie raszynianki. Chociaż było 40-0 dla Świątek, później zrobiło się już tylko 40-30. Ostatecznie jednak Iga postawiła “kropkę nad i” i uzyskała czwarte “oczko”. Widać było jednak, że przerwa pomogła Bencić oswoić się z atmosferą półfinału. Szwajcarka podniosła swój poziom i stawiała coraz większy opór 24-latce. Po stronie Polki bardzo dobrze funkcjonowało ciągle podanie, co pozwalało naszej reprezentantce na utrzymywanie przewagi. Świątek udało się zakończyć premierową odsłonę jeszcze w ósmym gemie, przy serwisie Belindy. Iga doskonale returnowała i przełamała przeciwniczkę do zera. W efekcie Polka wygrała tę część pojedynku rezultatem 6:2. Kapitalnie prezentowały się statystyki turniejowej “8”: 12 uderzeń kończących i zaledwie 4 niewymuszone błędy w pierwszej partii.

     

    Drugi set oznaczał nowe otwarcie w pojedynku. Świątek rozpoczęła od świetnej akcji, ale później nastał pierwszy kryzysowy moment. Dwa podwójne błędy serwisowe z rzędu, później jeszcze jedna pomyłka. Zrobiło się 15-40 z perspektywy Igi, to oznaczało dwa break pointy z rzędu dla Bencić. Od tej chwili zanotowała jednak trzy solidne akcje, na własnych warunkach. Dzięki temu Polka miała piłkę na 1:0. Tej szansy nie udało się wykorzystać, ale później nastała druga. Przy niej nasza reprezentantka popisała się już świetnym forhendem i objęła prowadzenie. Ten moment wyraźnie nakręcił 24-latkę. Po zmianie stron Świątek poszła za ciosem i po kolejnej znakomitej akcji przełamała do 30. Belinda próbowała zwiększyć siłę ofensywną na returnie. Wygrała pierwszy punkt w trakcie trzeciego rozdania, ale później Iga kapitalnie serwowała i podwyższyła prowadzenie do stanu 3:0.

    Raszynianka nie zamierzała zwalniać tempa. W czwartym gemie, mimo że Szwajcarka miała piłkę na pierwsze “oczko” w drugiej fazie pojedynku, 24-latka nie odpuszczała i doprowadziła do stanu równowagi. Po chwili pojawiły się okazje na kolejne przełamanie. Świątek wykorzystała drugiego break pointa i miała już 4:0. Później Polce udało się utrzymać własne podanie po grze na przewagi i dzięki temu Iga znalazła się o jeden gem od mety spotkania. Turniejowa “8” zamknęła sprawę już w trakcie szóstego rozdania, wykorzystując drugiego meczbola. Ostatecznie nasza reprezentantka wygrała spotkanie 6:2, 6:0. O swój pierwszy tytuł na Wimbledonie w zawodowej karierze Iga Świątek powalczy w sobotę z Amandą Anisimovą. Początek starcia nie przed godz. 17:00 czasu polskiego.

    Główna rywalizacja w Londynie potrwa do 13 lipca. Najważniejsze informacje dotyczące turnieju można znaleźć w specjalnej zakładce na stronie Interia Sport. Transmisje z Wimbledonu przeprowadza Telewizja Polsat. Relacje tekstowe z meczów naszych reprezentantów będą dostępne w naszym serwisie.

  • Niesamowity wynik Polek na Euro. Nina Patalon musi zareagować

    Niesamowity wynik Polek na Euro. Nina Patalon musi zareagować

    Niesamowity wynik Polek na Euro. Nina Patalon musi zareagować

    Zmiany po meczu z Niemkami będą konieczne. Nie dość, że urazu nabawiła się Paulina Dudek, to jeszcze część piłkarek mogła nie zdążyć w pełni się zregenerować. Poprzedni mecz był wymagający – Polki przebiegły w nim 116 km. To niesamowity wynik, trzeci najwyższy po pierwszej kolejce, jednak teraz Nina Patalon musi zareagować. Spodziewamy się m.in. zmiany na skrzydle.

    To, co widać było gołym okiem, potwierdziły pomeczowe statystyki – reprezentantki Polski w meczu z Niemkami walczyły z całych sił i wykazały się olbrzymią determinacją, by zatrzymać znacznie bardziej utytułowane rywalki. Ostatecznie przegrały 0:2, ale kibice docenili ich wysiłek. Pisali komentarze, że taką drużynę aż chce się oglądać. Polki przebiegły w tym meczu 116,1 km – był to trzeci najwyższy wynik w całej pierwszej kolejce. Co ciekawe, nieco więcej przebiegły tylko grupowe rywalki – Dunki (117.1 km) oraz Szwedki (116.3 km), dlatego jednym z ważniejszych aspektów wtorkowego meczu Polska – Szwecja może być to, jak oba zespoły poradzą sobie ze zmęczeniem.

    Pierwszym meczom Euro towarzyszyły upały, gra się co cztery dni, a fizyczne wymagania są coraz wyższe, dlatego wielu selekcjonerów wspomina o “zarządzaniu zmęczeniem” (to trenerska nowomowa) jako kluczowym aspekcie mistrzostw. Nina Patalon nie jest wyjątkiem. W polskiej drużynie właściwie tylko Ewa Pajor jest przyzwyczajona do tak częstego rozgrywania meczów. Ale reszta? Ile piłkarek zdążyło się w pełni zregenerować po piątkowym meczu? Sobota była dniem, w którym cały sztab specjalistów pracował nad tym, by załagodzić drobne urazy, przyspieszyć regenerację i postawić zawodniczki na nogi. W niedzielę piłkarki miały dzień wolny, mogły spotkać się ze swoimi rodzinami, natomiast już w poniedziałek wieczorem odbyły trening przed meczem ze Szwecją.

    Nie mamy oczywiście wglądu do wyników badań zawodniczek, by wiedzieć, która z nich zdążyła odpocząć, a która wciąż jest zmęczona. Wydaje się natomiast pewne, że Nina Patalon w dużej mierze w oparciu o nie wybierze skład na mecz ze Szwecją.

    Ależ one były zmęczone! Zmiana może być konieczna

    Akurat w bramce sytuacja jest jasna – Kinga Szemik nie miała żadnych szans, by zapobiec dwóm golom strzelonym przez Niemki. Szczególnie strzał Jule Brand był przepiękny i trafił niemal w samo okienko. Ale w innych sytuacjach, przy dośrodkowaniach i mniej wymagających strzałach, polska bramkarka spisywała się poprawnie.

    Spodziewamy się jednak dwóch zmian w obronie. Nie wiemy, jak ma się Paulina Dudek, która rozegrała świetną pierwszą połowę z Niemkami, ale w przerwie została w szatni ze względu na uraz. – Nie była zdolna do dalszej gry. Ale musimy poczekać na dokładne badania, by wiedzieć, co dokładnie się stało -mówiła selekcjonerka zaraz po meczu, a w poniedziałek, na kolejnej konferencji prasowej również nie rozwiała wątpliwości. – Aktualnie w protokole meczowym jest przewidziana do gry. Ma jednak problem ze ścięgnem Achillesa, więc cały czas walczymy, żeby wszystko było dobrze. Każda godzina daje nam jakieś odpowiedzi, ale stuprocentowej jeszcze nie mamy. Mamy natomiast nadzieję – stwierdziła. Dudek nie wzięła jednak udziału w otwartej części poniedziałkowego treningu (pierwszy kwadrans). Patalon może zależeć, by do końca ukryć, jaki jest faktyczny stan zdrowia kluczowej polskiej stoperki. Niech się Szwedzi zastanawiają. Jeśli będzie gotowa – zagra. Jeśli nie – zastąpi ją Oliwia Woś. Drugą stoperką powinna być Emilia Szymczak, która była jedną z najlepszych polskich zawodniczek w poprzednim meczu. Skoro poradziła sobie wtedy, powinna sobie poradzić również we wtorek.

    W meczu z Niemkami nie najlepiej prezentowały się natomiast boczne obrończynie. Rywalki większość swoich ofensywnych akcji rozgrywały w bocznych sektorach i dręczyły Sylwię Matysik i Martynę Wiankowską kolejnymi atakami. Po tych dwóch zawodniczkach bodaj najbardziej było widać, jak z każdą minutą opadają z sił. Spodziewamy się więc przynajmniej jednej zmiany. Zakładamy, że Wiktoria Zieniewicz, która mecz z Niemcami w całości przesiedziała na ławce rezerwowych, tym razem znajdzie się w wyjściowym składzie.

    Bez zmian w środku. Oby tylko Polki zagrały spokojniej

    Adriana Achcińska zaraz po meczu nie czuła się przesadnie zmęczona. Owszem, przyznała, że mecz kosztował sporo sił, ale jej zdaniem nie była to przepaść względem spotkań Bundesligi, w której występuje od kilku lat. Zakładamy więc, że będzie gotowa do gry. Podobnie Tanja Pawollek, która jest dla Niny Patalon kluczową zawodniczką, by zapewnić równowagi w środku pola. Spodziewamy się, że to Szwedki częściej będą przy piłce, więc w środku pola na pewno przyda się ktoś do rozbijania ich akcji.

    Ewelina Kamczyk w poprzedni meczu zeszła dość wcześnie – w 68. minucie. Z Niemkami nie zagrała zbyt dobrze. Gdy pisaliśmy, że w pierwszych kilkunastu minutach Polkom brakowało nieco spokoju i dokładności przy przechodzeniu do ataku, myśleliśmy głównie o niej. Później przyznała zresztą, że była zestresowana. To zresztą nie dziwi – był to pierwszy mecz na Euro, przy komplecie publiczności, z aktualnymi wicemistrzyniami Europy i głównymi kandydatkami do złota w tym roku. Oby więc ze Szwecją była już spokojniejsza. Reprezentacja potrzebuje jej jako łącznika między obroną a atakiem.

    Zmiana na skrzydle? Nina Patalon chyba też to widzi

     

    Spodziewamy się też zmiany w ataku. Ewa Pajor pozostanie oczywiście nietknięta. Wiadomo, że wytrzyma ten turniej fizycznie, a bez niej reprezentacja nie jest tą samą drużyną. Bez niej zniknąłby główny pomysł na to, jak zaatakować. W meczu z Niemcami miała trzy niezłe okazje, ale w żadnej z nich nie trafiła do bramki – w pierwszej połowie piłka nieco przypadkowo spadła jej pod nogi w polu karnym, ale nie udało jej się oddać sytuacyjnego strzału, a po przerwie dwukrotnie jej uderzenia broniła Ann-Katrin Berger. Oby tym razem była skuteczniejsza, bo teza zagranicznych mediów, że Polsce pójdzie na tym turnieju tak, jak pójdzie na nim Pajor, pozostaje aktualna.

     

    Piłkarką, która jest wytrzymała i ma sporo sił, jest też Paulina Tomasiak. Spotkanie z Niemcami było dla niej trudne, rzadko miała piłkę. Ale i tak udało jej się posłać groźną centrę w pole karne, która o kilka centymetrów minęła słupek. Zakładamy, że będzie w pełni sił i dostanie kolejną szansę.

     

    Do zmiany może za to dojść po drugiej stronie. Nadia Krezyman w ostatnich dziesięciu minutach przeprowadziła dwie niezłe akcje i jest gotowa, by zastąpić Natalię Padillę-Bidas, która ciężko pracowała w obronie, pomagając Wiankowskiej, ale przez to miała niewielki udział w grze do przodu. Może to wina zmęczenia, może stresu? Nie może nam jednak wyjść z głowy akcja z 24. minuty, gdy wyszła sam na sam z niemiecką bramkarką i miała sporo czasu na podjęcie decyzji, ale uderzyła prosto w nią. Owszem, w tej akcji był spalony, ale sędzia podniosła chorągiewkę dopiero po oddaniu strzału. Z tak mocnymi przeciwniczkami, trzeba takie akcje zamieniać na bramki. Ostatnio Padilla-Bidas nie jest w tak dobrej formie, jak chociażby pod koniec roku, w meczach barażowych. Nina Patalon najwyraźniej też to widzi, bo zmieniła ją już w 60. minucie – nie licząc wymuszonej zmiany Woś za Dudek: jako pierwszą. Nie zdziwimy się więc, jeśli ze Szwedkami pojawi się na boisku dopiero w drugiej połowie.

    Przewidywany skład na mecz Polska – Szwecja:

    Szemik – Zieniewicz (Matysik), Szymczak, Woś (Dudek), Wiankowska – Pawollek, Achcińska, Kamczyk – Tomasiak, Pajor, Krezyman (Padilla-Bidas)

  • „Historyczny dublet Pajor daje Barçy triumf w Superpucharze” – obejrzyj skróty…

    „Historyczny dublet Pajor daje Barçy triumf w Superpucharze” – obejrzyj skróty…

    „Historyczny dublet Pajor daje Barçy triumf w Superpucharze” – obejrzyj skróty…

    FC Barcelona Femení przypieczętowała swoją dominację w kobiecym El Clásico imponującym zwycięstwem 5:0 nad Realem Madryt w finale Superpucharu Hiszpanii kobiet 2024/25 — rozegranym w Leganés 26 stycznia 2025 roku. Dla Barcelony był to już piąty tytuł w historii tych rozgrywek i czwarty z rzędu, zdobyty w wielkim stylu przeciwko największemu rywalowi.

    Ewa Pajor była bezsprzeczną bohaterką meczu, strzelając dwa gole jeszcze przed przerwą i tym samym brutalnie gasząc nadzieje Realu. Pierwszą bramkę zdobyła w 37. minucie po dograniu od Ony Batlle, a drugą — głową po dośrodkowaniu z rzutu rożnego. Te trafienia praktycznie przesądziły losy finału, a w drugiej połowie Patri Guijarro i Alexia Putellas dopełniły dzieła zniszczenia.

    🏆 Historyczny kontekst

    To był pierwszy w historii finał Superpucharu, w którym zmierzyły się kobiece drużyny Barcelony i Realu Madryt; Real wcześniej nigdy nie dotarł do tego etapu.

    Barcelona całkowicie dominuje w kobiecym El Clásico — od 2020 roku wygrała każde oficjalne spotkanie z Realem, a ich łączny bilans zwycięstw wzrósł do 18.

     

    Triumf w Superpucharze tylko umocnił pozycję Barcelony jako hegemonki hiszpańskiego futbolu kobiecego — klub jednocześnie prowadzi w lidze (Liga F), wygrywa w Copa de la Reina, triumfuje w Superpucharze i gra na najwyższym poziomie w Lidze Mistrzyń.

    Występ Pajor był nie tylko efektowny, ale i historyczny. Już wcześniej zapisała się w annałach, zdobywając pierwszego hat-tricka w kobiecym El Clásico podczas półfinału Copa de la Reina w marcu. Jej dwa gole w Superpucharze jedynie umocniły jej status gwiazdy światowego formatu.

    Poza boiskiem historia Pajor — od debiutu w wieku 15 lat w Polsce po zostanie główną strzelbą Barcelony — to opowieść o determinacji, rozwoju i niezłomności.

    Barcelona nie zwalnia tempa — walczy o kolejne trofea, broniąc prowadzenia w Liga F i celując w sukces w Lidze Mistrzyń. A Pajor? Dziś jest jedną z największych broni drużyny, a przed nią zapewne jeszcze wiele rekordów do pobicia.

    Jej precyzyjna dublet w tym historycznym finale El Clásico o Superpuchar nie tylko zapewniła Barcelonie kolejne trofeum, ale również jeszcze mocniej wpisała nazwisko Pajor w historię klubu — jako jeden z przełomowych momentów w dziejach kobiecego futbolu.

     

  • Odeszła ze sztabu Igi. Teraz wyjawia dlaczego

    Odeszła ze sztabu Igi. Teraz wyjawia dlaczego

    Odeszła ze sztabu Igi. Teraz wyjawia dlaczego

    Jolanta Rusin-Krzepota przez kilka lat współpracowała z Igą Świątek. Rozstały się w 2019 r. Teraz opowiedziała w sport.pl, co do tego doprowadziło. Padło nazwisko Darii Abramowicz.

    Dlaczego Iga Świątek jest w tak poważnym kryzysie? Nad tym zastanawiają się wszyscy. Niedawna liderka światowego rankingu WTA nie wygrała turnieju od ponad roku. Przed nadchodzącym Rolandem Garrosem w rankingu spadła na piąte miejsce.

    W mediach trwa szukanie winnych. Często pojawiają się głosy, że polska tenisistka powinna zakończyć współpracę z Darią Abramowicz, która od kilku lat jest jej psychologiem.

    Jolanta Rusin-Krzepota przez wiele lat współpracowała ze Świątek. Odpowiadała za przygotowanie fizyczne. Postanowiła odejść w 2019 r., czyli niedługo po pojawieniu się w sztabie Abramowicz. Jak sama mówi, zrezygnowała “kilka miesięcy później”.

    Między wierszami zasugerowała, że przyczyniła się do tego psycholog.

    – Powiem tak: ktokolwiek wchodzi do teamu – i nie ma znaczenia czy to jest fizjoterapeuta, psycholog czy dietetyk – ten odpowiada za swoje obszary dla dobra zawodnika i dla utrzymania fajnych i zdrowych relacji. Tu niestety tego zabrakło. Za dużo było ingerencji w kompetencje innych, na przykład w ułożone już schematy moich rozgrzewek. Było wprowadzanie zmian, dokładanie nowych elementów bez komunikowania się ze mną – mówi Rusin-Krzepota w sport.pl.

    Swoich ostatnich chwil w sztabie Igi nie wspomina najlepiej.

    – Bardzo mnie męczyło, że ciągle trzeba było rozwiązywać te sytuacje, tłumaczyć, reagować na przekraczanie granic w różnych sytuacjach. W pewnym momencie poczułam, że nie jestem w stanie tak funkcjonować. Po US Open 2019 zrezygnowałam ze współpracy. Poczułam, że cokolwiek zrobię, nic to nie da i po prostu nie jestem w stanie w takich warunkach pracować – przyznaje.

    Trenerka od przygotowania fizycznego po zakończeniu współpracy ze Świątek musiała zrobić sobie długą przerwę. Potem wróciła do sportu i pracowała w akademii piłkarskiej Stali Rzeszów. Dziś z kolei jest w sztabie ukraińskiej tenisistki Marty Kostiuk.

    Na razie nic nie wskazuje na to, że dojdzie do zmian w sztabie Świątek. Obrywa się nie tylko Abramowicz, ale także jej trenerowi Wimowi Fissette’owi. Przed Polką bardzo ważny turniej w postaci wielkoszlemowego Rolanda Garrosa, który wygrywała już czterokrotnie.

  • Przykro patrzeć. Wyliczyli szanse Polek na Euro

    Przykro patrzeć. Wyliczyli szanse Polek na Euro

    Przykro patrzeć. Wyliczyli szanse Polek na Euro

    Znany statystyczny serwis Opta wyliczył szanse zespołów na nadchodzących mistrzostwach Europy kobiet. Na szarym końcu znalazła się polska kadra, która według wspomnianego źródła ma… 0 procent szans na triumf podczas tegorocznego Euro.

     

    Reprezentacja Polski kobiet po raz pierwszy w historii wystąpi na mistrzostwach Europy, które odbędą się w lipcu w Szwajcarii. Statystyczny serwis Opta wyliczył już szanse Polek na końcowy triumf.

     

    Trzeba przyznać, że wygląda to bardzo przykro. Otóż według obliczeń wspomnianego źródła, Biało-Czerwone mają… 0 procent szans na to, by odnieść końcowy triumf na nadchodzącym Euro.

     

    Pod tym względem równie słabo wypada także reprezentacja Walii. Zdaniem serwisu Opta kadra ta także ma 0 procent szans na zwycięstwo. Tym samym widać jak na dłoni, które zespoły nie powinny za dużo zwojować na nadchodzącej imprezie.

     

    Jeżeli chodzi o głównego faworyta do zdobycia złotego medalu, to jest nim reprezentacja Hiszpanii. Szanse tej drużyny oceniono bowiem na 22 procent. Za nią plasują się Anglia (17 proc.), Francja (16 proc.) oraz Niemki (14 proc.).

     

    Polki zagrają w grupie C, gdzie zmierzą się właśnie z naszymi zachodnimi sąsiadkami. Do tego spotkania dojdzie 4 lipca. Oprócz tego Biało-Czerwone zmierzą się jeszcze ze Szwedkami (8.07) i Dunkami (12.07).