Category: Home

  • Sabalenka na drodze Świątek, jest oficjalny komunikat. Poznaliśmy drabinkę WTA Cincinnati

    Sabalenka na drodze Świątek, jest oficjalny komunikat. Poznaliśmy drabinkę WTA Cincinnati

    Sabalenka na drodze Świątek, jest oficjalny komunikat. Poznaliśmy drabinkę WTA Cincinnati

    Iga Świątek z turniejem WTA 1000 w Montrealu pożegnała się już na etapie czwartej rundy. Polka nieco niespodziewanie poległa w rywalizacji z Clarą Tauson. To daje jej kilka dni więcej na przygotowanie do walki o tytuł w Cincinnati, a tego nie ma jeszcze w swoim bogatym CV. Po kilku zawirowaniach organizacyjnych poznaliśmy wreszcie w środę rano drabinkę turniejową. Na drodze Polki znów stanie Aryna Sabalenka.

     

    Iga Świątek od Wimbledonu rozpoczęła ten czas w sezonie, gdy niewiele może stracić, a bardzo wiele zyskać. Wygrana w turnieju na kortach trawiastych w Londynie sprawiła, że sytuacja w rankingu WTA stała się bardzo ciekawa. Strata naszej gwiazdy wciąż na oko wydaje się bardzo duża, ale gdy zagłębimy się w szczegóły, to sytuacja Polki wydaje się bardzo dobra do ataku.

     

    Pierwszą szansę nasza gwiazda niestety zmarnowała. W turnieju WTA 1000 w Montrealu nie grała Aryna Sabalenka, ale Świątek pożegnała się z walką o tytuł w Kanadzie dość szybko. Już w czwartej rundzie raszynianka musiała uznać wyższość Dunki Clary Tauson, co sprawia, że uciekło jej trochę możliwych punktów do zdobycia, ale przede wszystkim oczywiście nowe trofeum.

     

    Znamy drabinkę Świątek w Cincinnati. Wszystko jasne

     

    Kolejną okazją na powiększenie swojej gabloty Świątek dostanie podczas turnieju WTA 1000 w Cincinnati, który jednocześnie będzie także ostatnim testem przed US Open. Korty w USA również jak na razie nie należały do ulubionych dla naszej gwiazdy, ale być może pod wodzą Wima Fissette’a uda się ten stan rzeczy zmienić. Znamy już potencjalną drogę do wygranej w turnieju.

     

    Iga zmagania w Cincinnati rozpocznie od 2. rundy od spotkania z Anastazją Potapową, lub kwalifikantką. Magdalena Fręch natomiast rozpoczęłaby wod meczu z Donną Vekić albo z Soraną Cirsteą. Magda Linette w 2. rundzie zagrałaby z Caroline Dolehide albo z Rebeccą Sramkovą.

     

    W przypadku wygranej w kolejnej rundzie może zmierzyć się z Martą Kostiuk, a dwa zwycięstwa mogą sprawić, że będzie musiała zmierzyć się z Diane Sznajder. W ćwiartce Polki znalazła się także Aryna Sabalenka. Potencjalny pojedynek z liderką rankingu WTA mógłby nastąpić w półfinale WTA Cincinnati.

     

  • Polka mistrzynią turnieju WTA w Warszawie! Duży sukces, demolka w finale

    Polka mistrzynią turnieju WTA w Warszawie! Duży sukces, demolka w finale

    Polka mistrzynią turnieju WTA w Warszawie! Duży sukces, demolka w finale

    Na takie wieści czekaliśmy! Mimo kompletnie nieudanej przygody w turnieju singlowym WTA 125 w Warszawie Weronika Falkowska ma powody do ogromnego zadowolenia. W parze z Dominiką Salkovą z Czech odniosła wspaniałe zwycięstwo w rywalizacji deblowej, gromiąc w finale Isabelle Haverlag i inną Polkę Martynę Kubkę 6:2, 6:1, tym samym broniąc zeszłorocznego tytułu.

     

    Rywalizacja podczas turnieju WTA 125 w Warszawie rozpoczęła się dla Weroniki Falkowskiej kompletnie nieudanym meczem w pierwszej rundzie turnieju singlowego. Mimo wygrania pierwszego seta z Dominiką Salkovą 6:1, w dwóch kolejnych partiach uległa 5:7, 3:6 i bardzo szybko pożegnała się z rywalizacją. Jednak kilka godzin później, tym razem grając z Czeszką po jednej stronie siatki, przystąpiła do turnieju deblowego.

     

    Pierwszymi rywalkami polsko-czeskiej pary były: Niemka Anna-Lena Friedsam i Francuzka Tiantsoa Sarah Rakotomanga Rajaonah. Pierwszy set padł łupem rywalek, jednak w kolejnym Falkowska i Salkova zdołały odrobić straty, a ostatecznie w super tie-breaku wygrać 10:7.

     

    W półfinale Brytyjki Harriet Dart i Maia Lumsden również nie dały rady Polce i Czeszce. Falkowska i Salkova wygrały 6:2, 7:5 i zameldowały się w finale, przed którym polscy kibice wiedzieli, że na pewno zwyciężczynią turnieju z pewnością zostanie Polka.

     

    W decydującym meczu znalazły się bowiem Isabelle Haverlag i Martyna Kubka. Nie miały one jednak w piątek większych szans ze świetnie dysponowanymi Falkowską i Salkovą. Ostatecznie Polka i Czeszka wygrały 6:2, 6:1, przypieczętowując wygraną w całym turnieju. Weronika Falkowska obroniła w ten sposób wywalczony przed rokiem, wraz z Martyną Kubką, tytuł.

    https://x.com/z_kortu/status/1951281585933664412

  • Zaprzysiężenie Karola Nawrockiego. Biały Dom podał skład delegacji

    Zaprzysiężenie Karola Nawrockiego. Biały Dom podał skład delegacji

    Wstrząs w Warszawie: Delegacja USA przybywa na zaprzysiężenie Karola Nawrockiego – kto przyleciał i dlaczego to ma znaczenie

     

    W bezprecedensowym momencie łączącym dyplomatyczne znaczenie z politycznym symbolem, Biały Dom oficjalnie potwierdził skład delegacji Stanów Zjednoczonych, która weźmie udział w zaprzysiężeniu Karola Nawrockiego, nowo wybranego prezydenta Polski. Ten ruch sygnalizuje dalsze zacieśnianie relacji amerykańsko-polskich pod przywództwem prezydenta USA Donalda Trumpa, który osobiście wybrał członków tej wysokiej rangi delegacji.

     

    Na czele amerykańskiej delegacji stanęła Kelly Loeffler, szefowa Administracji ds. Małych Przedsiębiorstw, która przewodzi grupie wpływowych urzędników USA. Do delegacji dołączyli także prezydenccy asystenci Vincent Haley i Ross Worthington, a także kluczowi przedstawiciele Departamentu Stanu: John Armstrong, Wyatt Toehlke oraz John Walczyk. W składzie delegacji znalazł się również Daniel Lawton, chargé d’affaires ambasady USA w Warszawie, co dodatkowo podkreśla międzynarodową rangę wydarzenia.

     

    Oficjalny skład delegacji, opublikowany na stronie internetowej Białego Domu, pojawił się tuż po wcześniejszych doniesieniach ze strony posła PiS Marcina Przydacza, który ma odpowiadać za sprawy międzynarodowe w kancelarii prezydenta Nawrockiego. Przydacz ujawnił, że spotkał się z amerykańską delegacją we wtorek w Pałacu Belwederskim, tuż przed uroczystością inauguracji.

     

    „Dziś w Belwederze miałem zaszczyt spotkać się ze specjalną delegacją Prezydenta USA Donalda Trumpa, na czele z Kelly Loeffler, która przybyła do Polski na zaprzysiężenie Karola Nawrockiego” – napisał Przydacz na platformie X.

     

    Osobiste relacje pomiędzy Nawrockim a Trumpem budzą duże zainteresowanie i poruszenie na arenie międzynarodowej. Po zwycięstwie Nawrockiego w wyborach prezydenckich, Donald Trump natychmiast pogratulował mu za pośrednictwem Truth Social, pisząc: „Wspaniałe zwycięstwo Karola Nawrockiego w Polsce. Będzie świetnym prezydentem! Wygrał, bo naprawdę kocha Polaków.”

     

    Ich relacja nie kończy się na mediach społecznościowych. Obaj przywódcy mieli odbyć rozmowę telefoniczną tuż po ogłoszeniu wyników wyborów, a wcześniej spotkali się osobiście podczas wizyty kampanijnej Nawrockiego w Waszyngtonie.

     

    Dzień, który przejdzie do historii: czego spodziewać się po inauguracji Karola Nawrockiego

     

    W środę Karol Nawrocki oficjalnie obejmie urząd Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej. Uroczysta ceremonia rozpocznie się o godzinie 10:00, kiedy nowy prezydent złoży przysięgę przed Zgromadzeniem Narodowym. Będzie to początek dnia pełnego tradycji, symboliki i kluczowych momentów przekazania władzy.

     

    Po zaprzysiężeniu prezydent Nawrocki uda się na uroczystą mszę świętą do Bazyliki Archikatedralnej pw. Męczeństwa św. Jana Chrzciciela w Warszawie. O godzinie 14:00 zostanie mianowany Wielkim Mistrzem Orderu Orła Białego oraz Orderu Odrodzenia Polski – dwóch najwyższych polskich odznaczeń państwowych.

     

    Około godziny 15:15 Karol Nawrocki wraz z małżonką uroczyście wejdą do Pałacu Prezydenckiego, co symbolicznie oznaczać będzie objęcie siedziby głowy państwa. Następnie, o 16:30, Nawrocki oficjalnie przejmie zwierzchnictwo nad Siłami Zbrojnymi Rzeczypospolitej Polskiej.

     

    To przekazanie władzy stanowi nowy rozdział w polskiej polityce – rozdział, który już przyciąga ogromną uwagę świata. Przy poparciu prezydenta Trumpa i obecności amerykańskiej delegacji w Warszawie, przesłanie jest jasne: świat patrzy na Karola Nawrockiego, a jego prezydentura rozpoczyna się z pełnym bagażem oczekiwań – i międzynarodowych sojuszy.

     

  • Burza po słowach wielkiej mistrzyni szlema. Świątek w centrum wydarzeń

    Burza po słowach wielkiej mistrzyni szlema. Świątek w centrum wydarzeń

    Wstrząs w świecie tenisa: Wybuch legendy Wielkiego Szlema stawia Igę Świątek w centrum burzy

    Coś niezwykłego dzieje się podczas tegorocznego US Open – i już teraz wywołuje to ogromne poruszenie w tenisowym świecie. Choć wydawało się, że całe widowisko będzie rozgrywać się wyłącznie na korcie, tym razem to wydarzenia zza kulis przyciągają największą uwagę. A w samym środku narastającej burzy znalazła się nie kto inny jak Iga Świątek – ukochana gwiazda polskiego tenisa.

     

    Organizatorzy US Open podjęli bezprecedensową decyzję, ogłaszając nowy, zaskakujący format turnieju miksta. Dotychczas często traktowany marginalnie przez szeroką publiczność, w tym roku zyska wyjątkową oprawę – w szranki staną najlepsi singliści i singlistki świata, a stawką będzie zawrotna nagroda w wysokości miliona dolarów. Obecność gwiazdorskich duetów, jak chociażby Świątek i norweski as Casper Ruud, miała rozgrzać emocje i przyciągnąć globalną uwagę. Ale zamiast marketingowego triumfu, organizatorzy otrzymali falę krytyki – i to ze strony najbardziej utytułowanych deblistów.

     

    Triumf na trawie, który zmienił wszystko dla Świątek

     

    Dla Igi Świątek sezon 2025 już teraz można uznać za wyjątkowy. Jej historyczne zwycięstwo na kortach trawiastych Wimbledonu – nawierzchni, która przez lata była jej piętą achillesową – ugruntowało jej pozycję jako zawodniczki kompletnej, zdolnej do triumfu na każdej nawierzchni. To zwycięstwo nie tylko wyniosło jej karierę na nowy poziom, ale też diametralnie zmieniło sposób, w jaki będzie oceniany ten sezon. Mając w rękach trofeum z Wimbledonu, Świątek może wejść w drugą połowę roku z dużo mniejszą presją niż dotychczas.

     

    W zeszłym roku bowiem – od sierpnia do końca sezonu – Polka zdobyła niewiele punktów rankingowych, co teraz pozwala jej grać z większą swobodą. Zupełnie inaczej wygląda sytuacja Aryny Sabalenki – jej głównej rywalki – która musi bronić ogromnej liczby punktów zdobytych w końcówce sezonu 2024, co oznacza potężne psychiczne obciążenie dla Białorusinki.

     

    Ikona debla zabiera głos: „To policzek dla nas wszystkich”

     

    Gdy Świątek szykuje się do kolejnego wielkiego występu – tym razem w mikście – głos zabrała jedna z największych legend tenisa deblowego. I jej słowa rozchodzą się echem po całym środowisku.

     

    Katerina Siniakova – jedenastokrotna mistrzyni Wielkiego Szlema w grze podwójnej, ceniona i szanowana w całym tenisowym świecie – nie gryzła się w język. W rozmowie z WP SportoweFakty Czeszka otwarcie skrytykowała pomysł zapraszania singlowych gwiazd do rywalizacji, która od lat była domeną deblistów.

     

    – Nie mam pojęcia, co się dzieje – powiedziała Siniakova. – Wciąż czekam na decyzję organizatorów. Jeśli nie dostaniemy dzikiej karty, będę w szoku.

     

    Czeszka, która zgłosiła się do turnieju z Marcelo Arevalo, podkreśliła rażącą sprzeczność: organizowanie walki o tytuł wielkoszlemowy w formie imprezy pokazowej i jednoczesne pomijanie czołowych deblistów.

     

    – Jeśli najlepsi debliści są pomijani w wielkoszlemowym turnieju, to jak można traktować to poważnie? – zapytała wyraźnie zirytowana.

     

    „Marketing ponad zasługi”: narastający konflikt w świecie tenisa

     

    To, co szczególnie zabolało deblowe środowisko, to nie tylko sama decyzja, ale sposób, w jaki została ona podjęta. Siniakova przyznała, że gdyby nie zabrała głosu, cała sprawa prawdopodobnie przeszłaby bez echa.

     

    – To najsmutniejsze. Mam wrażenie, że nikogo by to nie obeszło – przyznała.

     

    Choć dostrzega, że z marketingowego punktu widzenia decyzja może mieć sens – przyciągając widzów i sponsorów – to według niej ucierpiała na tym integralność turnieju.

     

    – Organizatorzy często twierdzą, że wszystko robią dla dobra zawodników. Ale w tym przypadku to po prostu nieprawda. To zła zmiana, która jest niesprawiedliwa – dodała.

     

    Wcześniej swoje rozczarowanie wyraził także Polak Jan Zieliński – kolejny specjalista od debla, który nie krył frustracji nowym kierunkiem obranym przez US Open.

     

    Punkt zwrotny dla miksta?

     

    Nowa formuła miksta na US Open miała być strzałem w dziesiątkę. Widowiskowe pary – jak Świątek i Ruud – miały rozbudzić wyobraźnię kibiców. Tymczasem zamiast entuzjazmu, decyzja wywołała burzę i rozpętała gorącą debatę o roli debla w dzisiejszym tenisie.

     

    W miarę jak turniej się zbliża, wszyscy będą przyglądać się nie tylko temu, jak zaprezentują się singlowe gwiazdy, ale też, jak na kontrowersję zareaguje całe tenisowe środowisko.

     

    Bo choć Iga Świątek po raz kolejny znajdzie się w blasku reflektorów, tym razem nie chodzi o jej wyczyny na korcie. Chodzi o jej udział w sporze, który może zdefiniować przyszłość wielkoszlemowego miksta.

     

  • Niewiarygodny wyczyn Igi Świątek. Wystarczyło policzyć do 17. Ale to nie koniec

    Niewiarygodny wyczyn Igi Świątek. Wystarczyło policzyć do 17. Ale to nie koniec

    Niewiarygodny wyczyn Igi Świątek. Wystarczyło policzyć do 17. Ale to nie koniec

    Iga Świątek ma dopiero 24 lata, ale już teraz stawiana jest w jednym szeregu z ikonami kobiecego tenisa. Doskonale obrazuje to zestawienie przygotowane przez serwis Tennis365.com. Na liście umieszczono zawodniczki z największą liczbą prestiżowych tytułów na koncie. Polka znalazła się w doborowym gronie jako jedyna z wciąż regularnie wychodzących na kort.

     

    Pod lupę wzięto okres od 1990 roku. Skrupulatnie policzono tytuły gromadzone przez poszczególne zawodniczki na przestrzeni 35 lat. Ale wyłącznie te o największym prestiżu.

     

    W kategorii “big titles” mieszczą się końcowe triumfy w imprezach wielkoszlemowych, turniejach rangi WTA 1000 oraz WTA Finals, a także w igrzyskach olimpijskich.

     

    Iga Świątek w panteonie gwiazd. Niebawem doścignie starszą z sióstr Williams

     

    Eksperci serwisu Tennis365.com prezentują osiem tenisistek z największą liczbą tytułów pierwszego sortu. Listę zamyka Iga Świątek, a przed sobą ma same znakomitości. Polka jest w tym gronie jedyną zawodniczką regularnie wychodzącą na kort.

     

    Przed raszynianką sklasyfikowano Venus Williams, którą w akcji oglądaliśmy niedawno w Waszyngtonie, ale amerykańska weteranka przystępuje do gry zwykle z kaprysu i czyni to niezmiernie rzadko. Reszta zawodniczek z opublikowanego rejestru przebywa już na sportowej emeryturze.

     

    Świątek ma na koncie 17 tytułów najwyższej rangi. Sześciokrotnie triumfowała w Wielkim Szlemie (4 x Roland Garros, US Open, Wimbledon), ma na koncie 10 triumfów w turniejach WTA 1000 i raz okazała się bezkonkurencyjna w WTA Finals. Dorobek jak na 24-latkę doprawdy okazały.

     

    W najbliższych latach trzecia obecnie rakieta świata z pewnością wzbogaci dorobek. Ale o prześcignięciu liderki zestawienia na razie nie ma mowy. Poza zasięgiem wydaje się w przewidywalnej perspektywie Serena Williams, która może się pochwalić aż 52 tytułami zdobywanymi na najważniejszych arenach światowego tenisa.

    Ranking serwisu Tennis365.com uwzgledniający “big titles” (od 1990 roku):

    1. Serena Williams (USA) – 52 tytuły

    2. Steffi Graf (Niemcy) – 32

    3. Martina Hingis (Szwajcaria) – 24

    4. Monica Seles (Jugosławia/USA) – 21

    5. Justine Henin (Belgia) – 20

    Maria Szarapowa (Rosja) – 20

    7. Venus Williams (USA) – 18

    8. Iga Świątek (Polska) – 17

  • Historyczne chwile dla Polski: Ewa Pajor pobiła historyczny rekord FC Barcelony w zaledwie…

    Historyczne chwile dla Polski: Ewa Pajor pobiła historyczny rekord FC Barcelony w zaledwie…

    Nikt się tego nie spodziewał: Ewa Pajor pobiła historyczny rekord FC Barcelony w zaledwie kilka tygodni – te liczby są szokujące

    W klubie, który może pochwalić się legendarną listą piłkarskich talentów, pobicie jakiegokolwiek rekordu to nie lada wyczyn. Ale to, czego dokonała Ewa Pajor w zaledwie kilku meczach, przechodzi wszelkie wyobrażenia. Polska napastniczka wkroczyła na scenę FC Barcelona Femení z taką siłą i błyskotliwością, że mało kto – jeśli w ogóle ktokolwiek – się tego spodziewał. A teraz, po zaledwie paru spotkaniach, wpisała swoje nazwisko do historii klubu w sposób, który przykuwa uwagę całego świata.

    Dziewięć goli. To magiczna liczba – i nie tylko robi wrażenie. To czysta historia.

    Dzięki temu niesamowitemu dorobkowi Pajor oficjalnie zanotowała najlepszy strzelecki start w dziejach kobiecej drużyny FC Barcelony. Nawet Asisat Oshoala, nigeryjska supergwiazda i była twarz ataku Barcelony, nie dokonała takiego wyczynu. Ani Sonia Bermúdez, hiszpańska legenda, która była ikoną złotej ery klubu. Obie zdobyły po siedem bramek na początku swojej przygody z Barçą. A Pajor? Ona nie tylko dorównała temu wynikowi – ona zniszczyła ten rekord.

    I zrobiła to z klasą.

    Jeszcze bardziej zdumiewające jest to, jak szybko do tego doszło. W mniej niż dziesięciu występach Pajor zdążyła już zbudować niesamowitą chemię z koleżankami z drużyny i wkomponowała się w ofensywny system Jonatana Giráldeza tak, jakby grała tam od lat. Czy to precyzyjne uderzenie z pola karnego, śmiertelnie groźna główka po dośrodkowaniu, czy perfekcyjny sprint za linię obrony – Pajor potrafi wszystko. I robi to z zimną krwią, która mrozi krew w żyłach rywalek.

    Jak udało jej się to osiągnąć?

    Częściowo odpowiedź kryje się w wyjątkowej mieszance jej atutów: czystej szybkości, inteligencji boiskowej i instynktu napastniczki, który szlifowała podczas znakomitych lat w VfL Wolfsburg. Ci, którzy śledzili jej karierę w Niemczech, wiedzieli, że ma bramki w nogach. Ale nawet najbardziej optymistyczni kibice nie spodziewali się aż takiego poziomu dominacji tuż po transferze.

    Ale Pajor to nie tylko maszynka do zdobywania goli. Wniosła do zespołu coś więcej – element nieprzewidywalności, nowy wymiar ofensywy i energię, która zdaje się porywać całą drużynę. Przy kontuzjach, rotacjach taktycznych i presji utrzymania dominacji w Lidze F oraz Lidze Mistrzyń UEFA, Barcelona potrzebowała nowej siły. I w Pajor znalazła piłkarkę pokolenia.

    Teraz pojawia się jednak kluczowe pytanie: Dokąd ją to zaprowadzi?

    Sezon dopiero się rozkręca, a forma Pajor nie wykazuje żadnych oznak spadku. Nie tylko poluje na kolejne bramki – być może właśnie pisze początek kampanii, która może dorównać, a może nawet przyćmić najlepsze sezony w historii klubu. Rekordy już padają, ale ta historia dopiero się zaczyna.

    Czy zostanie najlepszą strzelczynią w historii klubu w jednym sezonie? Czy to ona poprowadzi drużynę po kolejny tytuł Ligi Mistrzyń? Czy całkowicie zmieni definicję tego, jak powinien wyglądać debiutancki sezon w jednym z najlepszych klubów świata?

    Jeśli początek ma być jakąkolwiek wskazówką, to odpowiedź na wszystkie te pytania może brzmieć: tak.

    A jeśli jeszcze nie oglądasz Ewy Pajor… to najwyższy czas zacząć.

  • 134 minuty i ogromna sensacja! Polak to wyszarpał. I ten trzeci set

    134 minuty i ogromna sensacja! Polak to wyszarpał. I ten trzeci set

    134 minuty i ogromna sensacja! Polak to wyszarpał. I ten trzeci set

    Wielka niespodzianka w turnieju ATP Challenger w Kozerkach! Maks Kaśnikowski, który otrzymał dziką kartę od organizatorów, wykorzystał ją w najlepszy możliwy sposób, eliminując jednego z wielkich faworytów. Notowany na 528. miejscu warszawianin pokonał rozstawionego z numerem 8. Hugo Greniera. A trzeci set był istnym popisem Kaśnikowskiego, który stracił w nim ledwie jednego gema.

     

    Wtorek przyniósł bardzo udane występy polskich tenisistów w turnieju ATP Challenger w Kozerkach. Jako pierwszy awans wywalczył młody Tomasz Berkieta, który potrzebował dwóch tie-breaków, by ograć notowanego o 400 miejsc wyżej Matiasa Soto. Jeszcze większą niespodziankę sprawił natomiast Maks Kaśnikowski.

     

    Reprezentant Polski miał bardzo trudne zadanie, bo przyszło mu się zmierzyć z Hugo Grenierem. Francuz jest rozstawiony z numerem 8. i znajduje się o 336. miejsc wyżej od Polaka w rankingu ATP. Pierwszy set trafił na konto Greniera, a w drugim decydował dopiero tie-break.

     

    Na szczęście to Kaśnikowski uratował się w kluczowym momencie, a potem… stracił tylko jednego gema do końca całego meczu, wygrywając ostatecznie 4:6, 7:6(5), 6:1. Tym samym obaj Polacy rozgrywający swoje spotkania jako pierwsi wywalczyli awans do drugiej rundy. Tam trudniejsze zadanie czeka Berkietę, który zagra z Kamilem Majchrzakiem.

     

    A to nie koniec, bo swój mecz w singlu rozgrywa dziś jeszcze Filip Pieczonka, znany głównie ze startów w deblu u boku Szymona Kielana. Zadanie nie jest łatwe, bo rywalizuje z Asłanem Karacewem, wicemistrzem olimpijskim z Tokio w mikście.

     

    Turniej ATP w Kozerkach to szansa dla niżej notowanych tenisistów, którzy nie walczą w kwalifikacjach do zbliżającej się rywalizacji w Cincinnati. Zwycięzca zgarnie 75 pkt do rankingu.

     

  • Cała Polska wstrzymuje oddech. Leon ogłosił ws. przyszłości w kadrze

    Cała Polska wstrzymuje oddech. Leon ogłosił ws. przyszłości w kadrze

    Cała Polska wstrzymuje oddech. Leon ogłosił ws. przyszłości w kadrze

    – Zamierzam korzystać z dobrego samopoczucia. Skoro zdrowie dopisuje, to nie ma powodu, bym mecze kadry miał oglądać w telewizji – zapowiada Wilfredo Leon. W wywiadzie dla serwisu WP SportoweFakty siatkarz mówi, jak widzi swoją sytuację w reprezentacji Polski. I jaką deklarację złożył selekcjonerowi Nikoli Grbiciowi.

     

    Wilfredo Leon pomógł reprezentacji Polski zdobyć złoty medal Ligi Narodów. Niebawem ma pomóc drużynie narodowej powalczyć o jak najlepszy wynik na mistrzostwach świata na Filipinach. On sam do gry w kadrze podchodzi jednoznacznie.

     

    Wilfredo Leon jasno stawia sprawę gry w reprezentacji Polski. Nikola Grbić już dawno wiedział

     

    Już miniony rok był dla przyjmującego bardzo wymagający, a to ze względu na igrzyska olimpijskie. Mimo to nie miał on zamiaru robić sobie przerwy od gry w kadrze, co już dawno temu zapowiadał selekcjonerowi Nikoli Grbiciowi.

     

    – Taka opcja nigdy nie wchodziła w grę. Tuż po igrzyskach miałem rozmowę z trenerem Grbiciem i już wtedy zadeklarowałem, że jeśli tylko będę zdrowy, to będę do jego dyspozycji. Walka o mistrzostwo świata bardzo mnie ekscytuje i zależy mi na tym trofeum – wyznał w wywiadzie dla serwisu WP SportoweFakty.

     

    Leon pomaga reprezentacji, mimo że za nim bardzo długi sezon w klubie (Bogdanka Lublin do samego końca rywalizowała w PlusLidze i zdobyła złoto). Jednak dopóki będzie w stanie godzić, dopóty będzie pojawiał się na zgrupowaniach.

     

    – Wiem, że nadejdzie moment, w którym nie będę miał siły, by po sezonie klubowym, grać na pełnym zaangażowaniu w reprezentacji. Na razie jednak tego nie czuję i zamierzam korzystać z dobrego samopoczucia. Skoro zdrowie dopisuje, to nie ma powodu, bym mecze kadry miał oglądać w telewizji. Będę tak długo grał w reprezentacji Polski, jak długo będzie mi na to pozwalało zdrowie – ogłosił.

     

    Wilfredo Leon przegapił urlop. Po raz drugi z rzędu. “To było trudne”

     

    Postawa zawodnika jest tym bardziej godna podziwu, że po zakończeniu rozgrywek klubowych w zasadzie nie miał wolnego. Prywatne plany musiał odłożyć na bok, albowiem pojawiły się inne zobowiązania. A na wszystkim najbardziej ucierpieli jego najbliżsi.

     

    – Sezon w PlusLidze zakończyłem późno, bo w pierwszej połowie maja. Miałem ciekawe plany wakacyjne, ale choć dostałem 20 dni wolnego na odpoczynek, to nie mogłem wykorzystać go na wyjazd z rodziną. Okazało się, że w tym czasie ktoś zaplanował mi dodatkowe akcje marketingowe dla klubu. To było dla mnie trudne – wyznał. Po czym przypomniał, że w zeszłym roku po igrzyskach zajmował się przeprowadzką do Polski (do Bogdanki trafił z Perugii), a następnie zaczął treningi z nowym zespołem.

     

    Po Lidze Narodów Wilfredo Leon też nie będzie miał zbyt wiele wolnego. Lada moment kadra rozpocznie bowiem przygotowania do mistrzostw świata, które wystartują 12 września.

     

  • Szok w Montrealu: Świątek i Gauff odpadają, a Sabalenka zaskakuje ruchem, który wywołał lawinę komentarzy w USA

    Szok w Montrealu: Świątek i Gauff odpadają, a Sabalenka zaskakuje ruchem, który wywołał lawinę komentarzy w USA

    Szok w Montrealu: Świątek i Gauff odpadają, a Sabalenka zaskakuje ruchem, który wywołał lawinę komentarzy w USA

    Gdy najlepsze tenisistki świata toczą zaciętą walkę na twardych kortach Montrealu, jedna z kluczowych postaci kobiecego tenisa zupełnie zmienia kurs. Aryna Sabalenka – liderka światowego rankingu – nie pojawiła się w Kanadzie, ale to, co zrobiła zamiast rywalizacji, zelektryzowało amerykańskie media. W czasie gdy Iga Świątek i Coco Gauff sensacyjnie pożegnały się z turniejem już w 1/8 finału, Sabalenka… wzięła drinka do ręki i udała się na wakacje. I to właśnie ten kontrast między dramatem na korcie a beztroską na plaży stał się jednym z najgłośniejszych tematów w tenisowym świecie.

     

    Świątek przegrywa z niżej notowaną rywalką – koniec marzeń o dominacji w Montrealu

     

    Po wspaniałym triumfie na Wimbledonie, gdzie Iga Świątek w spektakularnym stylu rozgromiła Amandę Anisimovą 6:0, 6:0, oczekiwania wobec niej w Montrealu były ogromne. Niestety, rzeczywistość brutalnie zweryfikowała te nadzieje. Polka przegrała swój mecz 1/8 finału z Clarą Tauson – Dunka po raz pierwszy w karierze znalazła sposób na liderkę światowego rankingu, a wynik ten szybko obiegł media jako jedno z największych zaskoczeń turnieju.

     

    Jak donosi Sport.pl, dziennikarz Łukasz Jachimiak poddał mecz szczegółowej analizie, próbując wyjaśnić, co dokładnie poszło nie tak. Jedno jest pewne – Świątek, która wydawała się być w znakomitej formie, tym razem nie sprostała wyzwaniu i musiała spakować walizki szybciej, niż ktokolwiek się spodziewał.

     

    Coco Gauff także poza turniejem – dwie potęgi żegnają się z Montrealem

     

    Los Świątek podzieliła także Coco Gauff – rozstawiona z numerem „2” Amerykanka również zakończyła swój udział w Montrealu na etapie 1/8 finału. Jej pogromczynią została młoda Kanadyjka Victoria Mboko, która wykorzystała szansę gry przed własną publicznością i pokonała faworytkę w sposób imponujący. Tym samym, turniej stracił dwie ze swoich największych gwiazd w jednym dniu – drugą i trzecią zawodniczkę rankingu WTA.

     

    Gdy inne walczą – Sabalenka relaksuje się z drinkiem. Amerykanie nie mogą uwierzyć

     

    W czasie gdy Iga i Coco walczyły na korcie i ostatecznie poniosły porażki, Aryna Sabalenka wybrała zupełnie inną drogę. Białorusinka, która wciąż cieszy się komfortową przewagą punktową w rankingu, postanowiła… odpuścić występ w Kanadzie i udała się na wakacje. Jak informuje portal Sportskeeda.com, liderka WTA korzysta z wolnego czasu nad morzem, oddając się relaksowi w towarzystwie bliskiej przyjaciółki.

     

    „Podczas gdy Coco Gauff i Iga Świątek odpadają z rywalizacji w Canadian Open, Aryna Sabalenka delektuje się spokojnym wypoczynkiem z drinkiem w ręku” – relacjonuje portal, publikując zdjęcia z Instagrama Białorusinki. Widok uśmiechniętej liderki na tle błękitnego morza, z palmami i słońcem w tle, wywołał poruszenie wśród kibiców, komentatorów i dziennikarzy. Niektórzy chwalą jej decyzję o regeneracji, inni zastanawiają się, czy taka beztroska postawa nie odbije się na jej formie w dalszej części sezonu.

     

    Jedno jest jednak pewne – Sabalenka, mimo braku występu w Montrealu, nie musi martwić się o swoją pozycję. Jej przewaga nad Coco Gauff to niemal pięć tysięcy punktów, a kolejne tenisistki również są daleko w tyle. Białorusinka ma pełen komfort przed zbliżającym się końcem sezonu i może skupić się na jednym, najważniejszym celu.

     

    US Open tuż za rogiem – wielka trójka wraca do gry

     

    Zarówno Świątek, Gauff, jak i Sabalenka już teraz koncentrują się na przygotowaniach do ostatniego wielkiego sprawdzianu w sezonie – wielkoszlemowego US Open. Turniej w Nowym Jorku zapowiada się ekscytująco jak nigdy dotąd, szczególnie że to właśnie ta trójka triumfowała w trzech ostatnich edycjach – Świątek w 2022, Gauff w 2023, a Sabalenka w 2024 roku.

     

    Czy któraś z nich zdoła ponownie sięgnąć po tytuł? A może to czas na kolejne niespodzianki, podobne do tych, które właśnie wydarzyły się w Montrealu? Jedno jest pewne – tenisowy świat z zapartym tchem obserwuje, co wydarzy się dalej.

     

     

     

    Cisza nad morzem, łzy na korcie – kontrast między spokojem Sabalenki a dramatem Świątek i Gauff mówi wszystko. Czy ten nieoczekiwany zwrot wydarzeń okaże się tylko epizodem, czy początkiem głębszych zmian w światowej czołówce? US Open może dać odpowiedź.