Category: Home

  • Pierwszy sąd sprzeciwia się Żurkowi. “Musi się liczyć” vs. “skandaliczne”

    Pierwszy sąd sprzeciwia się Żurkowi. “Musi się liczyć” vs. “skandaliczne”

    Dramatyczne starcie w polskim sądownictwie: Waldemar Żurek napotyka pierwszy opór. Gdański sąd mówi „nie” – prawnicy głęboko podzieleni

     

    W polskim systemie sprawiedliwości rozgrywa się dramatyczne starcie. Nowo mianowany minister sprawiedliwości Waldemar Żurek napotkał swój pierwszy poważny opór. W kontrowersyjnym ruchu Kolegium Sądu Okręgowego w Gdańsku wydało negatywną opinię wobec wniosku Żurka o odwołanie prezesów tamtejszych sądów, co wywołało falę reakcji w środowisku prawniczym. Podczas gdy jedni chwalą niezależność sądu, inni określają decyzję jako „skandaliczną” i motywowaną politycznie.

     

    Podzielony front: jeden minister, dwie opinie

     

    W odważnym oświadczeniu dla Interii były prezes Trybunału Konstytucyjnego, prof. Andrzej Zoll, podkreślił znaczenie samorządności sędziowskiej. – Minister Żurek musi liczyć się z decyzją kolegium – zaznaczył Zoll, dodając, że choć opinia nie jest wiążąca, ma istotne znaczenie w procedurze sądowej.

     

    Zoll wskazał, że takie konflikty prawdopodobnie będą się powtarzać podczas kadencji Żurka. – Procedura ta nadaje sądownictwu znaczącą rolę. Nawet jeśli decyzja ma jedynie charakter opinii, nie można jej ignorować. Żyjemy w czasach nadzwyczajnych, a więc potrzebne są nadzwyczajne decyzje – stwierdził.

     

    Zupełnie inne zdanie przedstawił sędzia Piotr Gąciarek, który skrytykował postawę gdańskiego sądu jako „skandaliczną”. Zarzucił środowisku sędziowskiemu lokalny patriotyzm i brak dbałości o interes publiczny. – Sąd to nie tylko zakład pracy. Osoby, które wspierały neo-KRS lub zostały neosędziami, nie mają legitymacji do pełnienia funkcji kierowniczych – argumentował.

     

    Gdańsk mówi „nie”: cios w sądową czystkę Żurka

     

    Jak podał Onet, Kolegium Sądu Okręgowego w Gdańsku stosunkiem głosów 10 do 1 negatywnie zaopiniowało wniosek ministra Żurka o odwołanie kluczowych postaci w sądownictwie, w tym wiceprezesa Sądu Okręgowego w Gdańsku Przemysława Jasinkiewicza i prezesa Sądu Rejonowego Gdańsk-Południe Tomasza Jabłońskiego. Obaj są kontrowersyjnymi postaciami, określanymi przez krytyków mianem „neosędziów” ze względu na ich powiązania z polityką byłego ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry.

     

    Ten opór znacznie komplikuje plan reformy sądownictwa realizowany przez Żurka. Choć ministerstwo sprawiedliwości ma formalne prawo do inicjowania odwołań, negatywna opinia kolegium sądu stanowi istotne utrudnienie. Zgodnie z prawem, Żurek może teraz przekazać sprawę do Krajowej Rady Sądownictwa (KRS), ale jeśli Rada wyda negatywną opinię większością dwóch trzecich głosów, stanie się ona wiążąca.

     

    Problem w tym, że Żurek wielokrotnie podważał legalność obecnej KRS, uznając ją za upolitycznioną strukturę stworzoną przez poprzednią władzę. To rodzi pytania w środowisku prawniczym: co zrobi minister?

     

    Na rozdrożu: eksperci ostrzegają przed kryzysem systemowym

     

    Ta prawna batalia na nowo rozbudziła debatę o stanie polskiego wymiaru sprawiedliwości – szczególnie w kontekście „neosędziów”, czyli osób powołanych z udziałem kontrowersyjnej KRS. Krytycy argumentują, że próba ich usunięcia to konieczne naprawienie szkód wyrządzonych przez lata upolityczniania sądownictwa. Z kolei zwolennicy decyzji gdańskiego sądu obawiają się, że dopuszczenie ministra do decydowania o składach kierownictwa sądów może stanowić niebezpieczny precedens.

     

    Eksperci, tacy jak mec. Przemysław Rosati, prezes Naczelnej Rady Adwokackiej, uważają, że minister Żurek spodziewał się takiego oporu. – Teraz wszystko zależy od jego strategii na dalsze działania. Sytuacja prawna jest niejasna i musimy poczekać na kolejne decyzje – powiedział Rosati w rozmowie z Interią.

     

    Pierwsze kroki Żurka: ogólnopolska czystka w sądach

     

    To zamieszanie wybuchło tuż po serii kadrowych decyzji Żurka. Podczas jednej z pierwszych konferencji prasowych ogłosił on odwołanie 46 prezesów i wiceprezesów sądów w całym kraju. Dodatkowo cofnął delegacje dziewięciu urzędników w Ministerstwie Sprawiedliwości, a kolejne decyzje kadrowe są w toku.

     

    W jednym z bardziej kontrowersyjnych posunięć Żurek wystąpił do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych z prośbą o rozważenie odwołania 44 sędziów pełniących funkcję komisarzy wyborczych. Uzasadnił to zarzutem zaangażowania tych osób w działania niezgodne z konstytucją, co podważa – jego zdaniem – ich zdolność do sprawiedliwego pełnienia obowiązków.

     

    Ponadto Żurek odwołał ostatniego rzecznika dyscyplinarnego powołanego przez Ziobrę. Jak stwierdził, ten krok był mocno spóźniony. – Wielu w środowisku nie rozumiało, dlaczego dwóch rzeczników z poważnymi zarzutami zostało odwołanych, a ten jeden wciąż pełnił funkcję – wyjaśnił.

     

    Ostateczny werdykt? Jeszcze nie teraz

     

    Cała sytuacja uwypukliła kruchą równowagę między władzą wykonawczą a sądowniczą w Polsce. Waldemar Żurek objął urząd z mandatem do przeprowadzenia głębokich reform i przywrócenia niezależności sądów. Teraz jednak znalazł się pomiędzy młotem a kowadłem – z jednej strony presja polityczna i społeczna, z drugiej – opór instytucjonalny oraz skomplikowane procedury prawne.

     

    Jedno jest pewne: przyszłość polskiego wymiaru sprawiedliwości wisi na włosku, a ten pierwszy test może na zawsze zdefiniować kadencję Waldemara Żurka. Czy uszanuje opinię instytucji, czy mimo wszystko będzie realizował swoją wizję? Światprawniczy – i cała Polska – czekają.

     

  • Izrael żąda wyjaśnień po wypowiedzi Tuska. Wezwano polskiego ambasadora

    Izrael żąda wyjaśnień po wypowiedzi Tuska. Wezwano polskiego ambasadora

    Izrael żąda wyjaśnień po wypowiedzi Tuska. Wezwano polskiego ambasadora

    Izraelskie MSZ wezwało we wtorek ambasadora RP w Tel Awiwie, Macieja Hunię, w związku z wypowiedzią premiera Donalda Tuska na temat wojny w Strefie Gazy. W oświadczeniu resortu oceniono, że była ona “niedopuszczalna” i “hańbiąca pamięć o ofiarach Holokaustu”.

     

    Ambasador Maciej Hunia został wezwany “na oficjalną interwencję (franc. demarche) przez szefa departamentu polityczno-strategicznego po niedopuszczalnych wypowiedziach premiera Polski” – przekazano w komunikacie MSZ, cytowanym przez “Times of Israel”.

     

    Izrael reaguje po słowach Tuska. “Powinien zapamiętać lekcję”

     

    W niedzielę Donald Tusk napisał w serwisie X: “Polska była, jest i będzie po stronie Izraela w jego konfrontacji z islamskim terroryzmem, ale nigdy po stronie polityków, których działania prowadzą do głodu i śmierci matek i dzieci. To musi być oczywiste dla narodów, które przeszły wspólnie przez piekło II wojny światowej”.

     

    “Izrael stanowczo odrzuca te oskarżenia i oczekuje od Polski, by powstrzymała się od używania języka zniekształcającego historię i hańbiącego pamięć o ofiarach Holokaustu” – stwierdzono w oświadczeniu izraelskiej dyplomacji.

     

    “Premier Polski powinien zapamiętać lekcję z hasła: Nigdy więcej” – przekazano w komunikacie. Izraelskie ministerstwo zaznaczyło również, że to hasło to dotyczy “nowych nazistów naszej ery i ich kolaborantów, Hamasu”.

     

    Podkreślono, że Izrael walczy z organizacją terrorystyczną otwarcie dążącą do mordowania Żydów oraz zniszczenia Izraela. Dodano, że Izrael działa w granicach prawa międzynarodowego i znacząco zwiększył wysiłki na rzecz dostawy pomocy humanitarnej do Strefy Gazy, w tym te podejmowane wspólnie z Unią Europejską.

     

  • Nieodwracalna decyzja. Podopieczna Fissette’a ma już dość. Tak napisała

    Nieodwracalna decyzja. Podopieczna Fissette’a ma już dość. Tak napisała

    Nie wytrzymała dłużej. Podopieczna Wima Fissette’a odchodzi na zawsze – nikt się tego nie spodziewał

    W czasie gdy Wim Fissette – belgijski szkoleniowiec pracujący obecnie z Igą Świątek – przenosi się z Montrealu do Cincinnati, by tam kontynuować wspólną walkę z Polką w kolejnym turnieju rangi WTA 1000, z jego przeszłości dobiegają wiadomości, które wstrząsnęły tenisowym światem. Choć jego współpraca ze Świątek właśnie przyniosła historyczne zwycięstwo w Wimbledonie, jeden z jego dawnych wyborów kadrowych właśnie podjął decyzję, która zostawiła wielu w osłupieniu.

     

    Fissette to nie tylko trener Świątek – dwa razy w roku, w kwietniu i listopadzie, musi opuścić sztab liderki rankingu, by zająć się zupełnie innym obowiązkiem: rolą kapitana reprezentacji Belgii w rozgrywkach Billie Jean King Cup.

     

    Teraz jednak nie chodzi o strategię, terminarz czy rywalki. Chodzi o coś znacznie bardziej emocjonalnego i definitywnego. Jedna z zawodniczek, którą Fissette powoływał jeszcze do kadry narodowej zaledwie kilka miesięcy temu, ogłosiła… zakończenie kariery.

     

    Zaskoczenie, którego nikt się nie spodziewał

     

    Marie Benoit – 30-letnia tenisistka z Belgii, przez lata walcząca na zapleczu wielkiego tenisa, znana w kraju, choć mniej rozpoznawalna globalnie – podjęła decyzję, której nie można już cofnąć. Postanowiła na dobre pożegnać się z zawodowym sportem.

     

    To właśnie Benoit Fissette powołał do reprezentacji na zeszłoroczne spotkania w ramach Billie Jean King Cup. W kwietniu zagrała w deblu przeciwko Amerykankom – Caroline Dolehide i obecnej liderce rankingu deblowego Taylor Townsend – razem z Kimberley Zimmermann. Spotkanie zakończyło się porażką Belgijek, a USA awansowało później aż do finału w Maladze.

     

    Jesienią, podczas fazy play-off w Chinach, Benoit znów znalazła się w składzie – i wystąpiła nawet w singlu, mierząc się z miejscową zawodniczką Sijią Wei. Jej zaangażowania nie sposób było podważyć. Ale jak się okazuje, gdzieś głęboko w środku, coś zaczęło się w niej zmieniać.

     

    Jeszcze walczyła – ale już wahała się

     

    Na początku tego roku, w styczniu, Benoit nadal próbowała. Zgłosiła się do eliminacji Australian Open, pokonała w pierwszej rundzie Yuriko Miyazaki, ale w drugiej przegrała z Mają Chwalińską. Mimo to nie odpuściła – grała dalej, walczyła na turniejach ITF, występowała nawet w niemieckiej Bundeslidze aż do połowy lipca. Ale… coś gasło.

     

    I nagle – jak grom z jasnego nieba – nadeszło oświadczenie.

     

    W mediach społecznościowych Marie Benoit opublikowała wzruszające słowa, które jasno wskazywały: to koniec. „Zawsze starałam się mieć odpowiedzi na wszystkie pytania, ale chyba nie ma jednej dobrej odpowiedzi” – napisała, dziękując wszystkim, którzy towarzyszyli jej przez całą sportową drogę.

     

    W rozmowie z radiem BRF otworzyła się jeszcze bardziej: „Prawdopodobnie mogłabym grać jeszcze kilka lat. Niektóre zawodniczki mają 34 lata, inne rodzą dzieci i wracają na korty. Ale ja poczułam, że coś się kończy”.

     

    Znaki były od dawna – ale dopiero teraz zrozumiała ich znaczenie

     

    Benoit mówiła o pewnych sygnałach, które zaczęły do niej docierać. „Na początku ich nie rozumiałam, ale z czasem wszystko zaczęło mieć sens. Zdałam sobie sprawę, że nadszedł czas, by spróbować czegoś innego, nie podróżować już tak wiele, po prostu… zakończyć karierę.”

     

    Jej słowa zabrzmiały szczerze, dojrzale, bez żalu. Jakby zyskała spokój, którego długo szukała. Decyzja nie była podjęta w emocjach. To był przemyślany krok.

     

    Czy to naprawdę koniec?

     

    Choć kończy karierę jako zawodniczka, nie wyklucza pozostania przy tenisie – może jako trenerka. Jej doświadczenie, lata spędzone na międzynarodowych kortach i znajomość kobiecego touru mogą być bezcenne dla młodszych zawodniczek, które dopiero wchodzą na zawodowy poziom.

     

    Dla Fissette’a ta wiadomość z pewnością była poruszająca. W najbliższym czasie skupi się na przygotowaniu Świątek do turniejów w Cincinnati i US Open, ale nie sposób wykluczyć, że wieść o decyzji Benoit wywołała u niego emocjonalną refleksję. W końcu to on dawał jej szansę gry z orzełkiem Belgii na piersi.

    To koniec pewnego rozdziału. Marie Benoit nie powróci już na zawodowe korty, ale jej historia wcale się nie kończy. Być może najciekawsze dopiero przed nią.

  • Szokujący ruch ustępującego prezydenta Andrzeja Dudy wywołuje burzę – oto cała prawda o kontrowersyjnej decyzji

    Szokujący ruch ustępującego prezydenta Andrzeja Dudy wywołuje burzę – oto cała prawda o kontrowersyjnej decyzji

    Szokujący ruch ustępującego prezydenta Andrzeja Dudy wywołuje burzę – oto cała prawda o kontrowersyjnej decyzji

    W miarę jak Andrzej Duda zbliża się do końca swojej prezydentury, z Pałacu Prezydenckiego wybuchła prawdziwa bomba. W decyzji, którą wielu nazywa zdumiewającą i głęboko kontrowersyjną, prezydent postanowił odznaczyć państwowymi medalami szereg osób — lecz jedno nazwisko szczególnie wzbudziło ogromne oburzenie w środowisku sportowym i poza nim. Pojawiło się pytanie, które zadają sobie tysiące Polaków: Co on sobie myślał?

     

    Na kilka dni przed zakończeniem kadencji prezydent Duda zorganizował uroczystość wręczenia odznaczeń dla licznych osób zasłużonych dla polskiego sportu — z wyraźnym naciskiem na środowisko piłkarskie. Wśród wyróżnionych znaleźli się m.in. prezes Polskiego Związku Piłki Nożnej (PZPN) Cezary Kulesza oraz właściciel Legii Warszawa, Dariusz Mioduski. Łącznie uhonorowano 17 działaczy sportowych. Jednak jedno nazwisko na tej liście rozpętało medialną burzę.

     

    Człowiek w centrum skandalu

     

    Paweł Żelem — nazwisko niekoniecznie rozpoznawalne dla przeciętnego kibica — otrzymał z rąk prezydenta Srebrny Krzyż Zasługi. Tymczasem jego przeszłość w polskiej piłce jest co najmniej niepokojąca. Żelem był wielokrotnie oskarżany o mobbing i psychiczne znęcanie się nad pracownikami, a zarzuty te sięgają wielu lat wstecz. Jego zachowanie było na tyle niepokojące, że pisał o nim nawet The New York Times. Teraz wielu zadaje pytanie: Jak taka osoba mogła otrzymać państwowe odznaczenie?

     

    Dziennikarz Paweł Paczul nie gryzł się w język. „Kulesza to jedno, ale Duda odznaczył Pawła Żelema — faceta wielokrotnie oskarżanego o mobbing, którego praktyki opisywał New York Times. Ale żeby to wiedzieć, to trzeba by przeczytać coś więcej niż własną książkę” — napisał Paczul na platformie X.

     

    Wzór toksycznych zachowań?

     

    Kariera Żelema obejmuje pracę w takich klubach jak Piast Gliwice, Śląsk Wrocław i Lechia Gdańsk. W każdej z tych drużyn pojawiały się niepokojące relacje dotyczące jego zachowania. Podczas pełnienia funkcji prezesa Lechii pojawiły się doniesienia o systematycznym mobbingu, który miał doprowadzać pracowników na skraj psychicznej wytrzymałości. Podobne sygnały pojawiały się wcześniej w czasie pracy w Śląsku i Piaście.

     

    Jednym z poszkodowanych był były piłkarz Sebino Plaku, który opowiedział o swoich doświadczeniach z Żelemem. „Tacy ludzie jak on nigdy się nie zmieniają. Może zmienić klub i barwy, ale zawsze pozostanie taki sam — zawsze będzie chciał zaszczuć drugą osobę. Ten człowiek jest szalony” — mówił Plaku, który w 2016 r. wygrał sprawę ze Śląskiem przed Trybunałem Arbitrażowym w Lozannie.

     

    Inna ofiara, która woli pozostać anonimowa, opisała emocjonalną gehennę, jaką przeżyła. „Jestem zszokowany, że on wciąż funkcjonuje w polskiej piłce. Myślałem, że po tym, jak mnie potraktował, zniknie z niej raz na zawsze. Żelem nie kieruje się logiką. Chciał mnie zniszczyć. Robił wszystko, żebym już nigdy nie zagrał w piłkę. Prosiłem go o zgodę na przejście do innego klubu, o rozwiązanie kontraktu.”

     

    Burza w całym kraju

     

    Decyzja o uhonorowaniu Żelema wywołała falę komentarzy, kpin i krytyki. Dziennikarze i komentatorzy nie kryją oburzenia. „Przewróciłem się ze śmiechu” — napisał jeden z nich. Inny ironizował: „Teraz taki order można znaleźć w paczce chipsów”. Jeszcze inni nazywali ruch Dudy „niedopuszczalnym” i „hańbiącym dla idei państwowych odznaczeń”.

     

    Co ciekawe, zauważono również, że pominięto osoby o znacznie dłuższym stażu w strukturach piłki. Przykładem może być Henryk Kula — były wiceprezes PZPN — który nie znalazł się w gronie wyróżnionych. Mateusz Ligęza z Radia ZET napisał z sarkazmem: „Cezary Kulesza został odznaczony za wybitne zasługi w popularyzowaniu piłki nożnej w Polsce, promowanie zdrowego trybu życia i aktywności fizycznej w społeczeństwie. Piękne. Ale że Henryk Kula nie dostał żadnego orderu? Skandal.”

     

    Dziedzictwo pod znakiem zapytania

     

    W obliczu zbliżającego się zaprzysiężenia Karola Nawrockiego, które odbędzie się 6 sierpnia, dziedzictwo Andrzeja Dudy już teraz jest ostro oceniane. Jego ostatnie decyzje — zwłaszcza ta o odznaczeniu człowieka z tak kontrowersyjną przeszłością — rzucają cień na końcowe dni jego prezydentury. Dla wielu Polaków to coś więcej niż niefortunny wybór. To głębokie pogwałcenie wartości, które może podważyć powagę państwowych odznaczeń i zaufanie społeczne.

     

    Debata nie ustaje, a w mediach społecznościowych wciąż padają pytania o wyjaśnienia, odpowiedzialność i przejrzystość. Jednak wraz z końcem prezydentury Dudy nie wiadomo, czy jakiekolwiek odpowiedzi kiedykolwiek padną. Na razie pozostaje tylko jedno, dręczącepytanie:

    Dlaczego to zrobił?

     

  • Sceny po powrocie Polaków. Fornal chwycił za mikrofon i się zaczęło

    Sceny po powrocie Polaków. Fornal chwycił za mikrofon i się zaczęło

    Sceny po powrocie Polaków. Fornal chwycił za mikrofon i się zaczęło

    Wystarczyło, że pokazał się Nikola Grbić, a czekający na lotnisku prawie do północy na reprezentację Polski siatkarzy kibice zareagowali euforycznie. Zaraz potem zmęczeni triumfatorzy Ligi Narodów udali się na konferencję prasową, podczas której brylował Tomasz Fornal. Zadał nawet pytanie jednemu z kolegów, ale później sam nie chciał odpowiedzieć na jedno.

     

    To nie był taki tłum jak ten wypełniający halę przylotów na Okęciu, gdy polscy siatkarze wracali do kraju rok temu po wywalczeniu wicemistrzostwa olimpijskiego, dwa lata temu po zdobyciu mistrzostwa Europy czy w 2018 roku po triumfie w mistrzostwach świata. Ale i tak drużyna Nikoli Grbicia mogła się poczuć doceniona, bo spora grupa fanów czekała do późna w poniedziałek, by powitać ją po powrocie z Ningbo, gdzie zwyciężyła w Lidze Narodów. Teraz kibice zaczynają odliczać dni do wrześniowych mistrzostw świata, a zawodnicy na razie chcą się nacieszyć kilkudniowym odpoczynkiem. Jeden z kadrowiczów twierdzi nawet, że ma go zaplanowany niemal co do minuty.

     

    To nie był taki tłum jak ten wypełniający halę przylotów na Okęciu, gdy polscy siatkarze wracali do kraju rok temu po wywalczeniu wicemistrzostwa olimpijskiego, dwa lata temu po zdobyciu mistrzostwa Europy czy w 2018 roku po triumfie w mistrzostwach świata. Ale i tak drużyna Nikoli Grbicia mogła się poczuć doceniona, bo spora grupa fanów czekała do późna w poniedziałek, by powitać ją po powrocie z Ningbo, gdzie zwyciężyła w Lidze Narodów. Teraz kibice zaczynają odliczać dni do wrześniowych mistrzostw świata, a zawodnicy na razie chcą się nacieszyć kilkudniowym odpoczynkiem. Jeden z kadrowiczów twierdzi nawet, że ma go zaplanowany niemal co do minuty.

     

    Wiwaty na cześć “zwykłych” podróżnych. “Daj na głośnomówiący!”

     

    Polscy siatkarze z niewielkim opóźnieniem wylądowali w kraju w poniedziałek późnym wieczorem, ale potem jeszcze niespełna godzinę zgromadzeni kibice musieli czekać, by ujrzeć na własne oczy Grbicia i spółkę. Drzwi co chwilę się rozsuwały i za każdym razem w tłumie słychać było pełen nadziei pomruk, że to wreszcie wychodzą Biało-Czerwoni. Gdy okazywało się co rusz, że to jednak jeszcze nie oni, to fani zaczęli dla zabawy specjalnie wiwatować na cześć “zwykłych” podróżnych, którzy początkowo na takie powitanie reagowali zaskoczeniem, a potem szerokim uśmiechem.

     

    W trakcie tego oczekiwania liczba kibiców zwiększała się także dlatego, że wcześniej niektórzy ustawili się przy niewłaściwym wyjściu. Część osób podczas tego oczekiwania zastanawiała się, gdzie najlepiej się ustawić, a niektóre fanki poprawiały makijaż, czekając na wspólne zdjęcie z ulubieńcami. W pewnym momencie niektórzy zaczęli skandować “Polska, Biało-Czerwoni”, ale przy pierwszym podejściu szybko to skandowanie się skończyło.

     

    – Daj na głośnomówiący! – krzyknął żartobliwie jeden z kibiców do pracownika lotniska, który kręcił się w pobliżu, rozmawiając przez telefon.

     

    Gdy po chwili dał on znać, że wkrótce przez rozsuwane drzwi powinni wreszcie przejść wyczekiwani siatkarze, to w tłumie zrobiło się trochę głośniej, a fani szykowali aparaty fotograficzne i telefony. Jako pierwszy, tradycyjnie, pojawił się Grbić i wtedy właśnie powstała wielka wrzawa. Zaraz za trenerem maszerowali kolejni zawodnicy, którzy zatrzymywali się przy fanach, rozdając autografy i robiąc sobie z nimi zdjęcia. Wtedy kibice skandowali “Dziękujemy, dziękujemy”, a gdy przy kibicach przystanął kontuzjowany Tomasz Fornal, to słychać było: “Panie Tomku, zdrowia!”.

     

    Kochanowski i zmiana scenariusza. “Mam prawie każdą minutę zaplanowaną”. Polacy twardo stąpają po ziemi

     

    Siatkarze stopniowo przesuwali się w kierunku ruchomych schodów, które były pierwszym etapem ich drogi na konferencję prasową, którą zorganizowano w pobliskim hotelu. W drodze do niego zarówno szkoleniowiec, jak i zawodnicy jeszcze przystawali, by zrobić sobie kolejne zdjęcia z fanami. Na spotkaniu z grupką dziennikarzy jako pierwszego do zabrania głosu w imieniu triumfatorów LN wywołano Jakuba Kochanowskiego.

     

    – Nie byłem na to gotowy, bo w scenariuszu najpierw trener miał przemawiać, a ja miałem mieć kilka minut, by sobie coś przygotować – rzucił rozbawiony środkowy, który od niedawna jest kapitanem Biało-Czerwonych w zastępstwie nieobecnych Bartosza Kurka i Aleksandra Śliwki.

     

    Po Kochanowskim wywołany do tablicy został Grbić, który w swoim stylu podkreślał znaczenie ciężkiej pracy. Tej już wykonanej od początku sezonu, jak i tej, która dopiero przed jego zespołem. Teraz bowiem zawodnicy mają sześć dni wolnego, a w przyszły poniedziałek zaczynają w Zakopanem bezpośrednie przygotowania do MŚ.

     

    Pytani później przez Sport.pl gracze przyznawali, że mają dobrze zaplanowane najbliższe dni, które chcą wykorzystać przede wszystkim na regenerację i złapanie oddechu.

     

    – Ja mam prawie każdą minutę zaplanowaną. Tak mało tego czasu mamy – zaznaczył z uśmiechem Kochanowski.

    Grbić nawiązał zaś jeszcze do słów, które przekazał siatkarzom na spotkaniu po finale LN pod kątem drugiej części sezonu.

     

    – Musimy zapomnieć wszystko, co się dotychczas wydarzyło i myśleć tylko o tym, co robić lepiej i jak grać lepiej, by znów wrócić z medalem – podkreślił.

     

    Zawodnicy, którzy współpracują z Serbem już od kilku lat, mają dobrze wpojone takie podejście i mimo że w kadrze pod wodzą tego szkoleniowca zawsze wracali dotychczas z dużych imprez z medalem, to teraz starają się też twardo stąpać po ziemi.

     

    – Są radość i duma, ale też musimy się pilnować, by nie osiąść na laurach. Bo owszem, mamy w składzie kilka osób, które są w tej grupie od dawna, ale dla kilku innych to jest nowość. Każda grupa z roku na roku jest inna i trzeba o to właściwe podejście dbać – przekonywał kapitan Polaków.

     

    Fornal testował Grbicia i przepytywał Kochanowskiego. Sam miał jeden temat tabu

    Konferencja prasowa zaczęła się bardzo późno i choć była dość krótka, to i tak zakończyła się już we wtorek. Dziennikarze celowo nie chcieli przedłużać oficjalnej części, czekając już na rozmowy indywidualne. Po pierwsze, zawodnicy byli zmęczeni i wiadomo było, że chcieli jak najszybciej udać się do domów, a po drugie, była już prawie północ. Dlatego też w pierwszej części konferencji padło od przedstawicieli mediów tylko jedno pytanie skierowane do Biało-Czerwonych – o stan zdrowia Fornala, który podczas półfinału LN uszkodził kostkę.

     

    – Jest w porządku. Potrzebuję kilka dni odpoczynku. Trener powiedział, że za sześć dni widzimy się w Zakopanem. Sądzę, że w poniedziałek będę już gotowy do treningu…Może we wtorek…albo w środę – zaczął żartobliwie modyfikować odpowiedź przyjmujący, zerkając przy tym na siedzącego przed nim szkoleniowca. Ten zaś reagował wymownie na te późniejsze propozycje.

     

    – Trener kręci głową, więc chyba widzimy się w poniedziałek – podsumował ze śmiechem Fornal.

     

    Na tym nie poprzestał. Dziennikarze czekali już na zakończenie oficjalnej części spotkania, by przejść do wywiadów, ale przyjmujący miał inny pomysł.

     

    – Ja mam pytanie. Jak to jest zostać MVP i najlepszym środkowym LN? – rzucił i oddał mikrofon Kochanowskiemu, który zdobył wspomniane wyróżnienia.

     

    Ten zaś z szerokim uśmiechem od razu wyjaśnił: – Tak naprawdę Tomek nie chce się tego dowiedzieć. Po prostu wie, że ja nie do końca lubię przemawiać publicznie, więc teraz będzie kierował do mnie cztery tysiące pytań.

     

    Po chwili jednak kapitan Polaków dodał już na poważnie: Wszystkie nagrody indywidualne w sportach drużynowych to tak naprawdę nagrody całej drużyny. Bo żadna jednostka nie jest w stanie w nich funkcjonować sama.

     

    Fornal garnął się do zadawania pytań, ale sam na jedno nie chciał odpowiedzieć. Po zakończeniu oficjalnej części spytałam go o sytuację z celebracji niedzielnego sukcesu. Kamery uwieczniły, jak tuż po odebraniu przez Kochanowskiego trofeum dla drużyny za zwycięstwo w LN razem z kolegami zaczął skakać z radości. Od razu podszedł do niego Grbić i powiedział mu kilka słów, a zawodnik zaczął podskakiwać na jednej nodze. Trener zapewne przypomniał mu o potrzebie oszczędzania uszkodzonej w sobotę kostki. Ale przyjmujący nie chciał tego zweryfikować.

     

    – Nie kojarzę takiej sytuacji. Naprawdę – skwitował z uśmiechem. Na wzmiankę o możliwości pokazania filmiku z całą sytuacją zaś stwierdził tylko, że nie trzeba. Ale wciąż nie chciał zdradzić, co usłyszał wtedy od szkoleniowca.

     

    Polacy po raz drugi w historii wygrali LN. Poprzednio, także po wodzą Grbicia, w 2023 roku. We wrześniu powalczą zaś o pierwsze mistrzostwo świata z nim w roli trenera, bo trzy lata temu stanęli wspólniena drugim stopniu podium.

     

  • Koniec kadencji prezydenta. Jest sondaż o przyszłości Andrzeja Dudy

    Koniec kadencji prezydenta. Jest sondaż o przyszłości Andrzeja Dudy

    Koniec kadencji prezydenta. Jest sondaż o przyszłości Andrzeja Dudy

    Ponad połowa Polaków nie widzi Andrzeja Dudy w istotnej politycznie roli po zakończeniu prezydentury – wynika z sondażu opublikowanego w ostatniej dobie urzędowania Andrzeja Dudy. Dalszą karierę ustępującemu prezydentowi wróży blisko 28 proc. ankietowanych. – Mam 53 lata i dużo energii w sobie. To za wcześnie, by przechodzić na jakaś emeryturę – mówił prezydent w programie “Gość Wydarzeń”.

     

    Czy Andrzej Duda odegra jeszcze istotną rolę w polskiej polityce po zakończeniu prezydentury? – takie pytanie zadano respondentom w ramach badania SW Research dla Onetu. Ponad połowa – 52,1 proc. ankietowanych – wskazało odpowiedź “nie”. 27,9 proc. badanych było innego zdania. z kolei 20 proc. respondentów nie umiała jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie.

     

    “W ostatnim sondażu zaufania IBRiS dla Onetu, Andrzej Duda cieszył się uznaniem wśród 36,9 proc. uczestników badania. Liczba pozytywnych wskazań przy nazwisku odchodzącego prezydenta spada od kilku miesięcy” – podkreśla portal.

     

    Badanie zostało zrealizowane w dniach 29-30 lipca 2025 r. przez agencję SW RESEARCH metodą wywiadów on-line (CAWI – Computer-Assisted Web Interview) na panelu internetowym SW Panel. W ramach badania przeprowadzono 805 ankiet z ogólnopolską próbą dorosłych.

     

    Andrzej Duda założy partię polityczną? “Do tej pory nie planowałem”

     

    – Powiedziałem wcześniej wielokrotnie, że jestem gotów zawsze służyć Rzeczypospolitej wtedy, kiedy będzie takie zapotrzebowanie. Zawsze to tak traktowałem i tutaj się nic nie zmieniło – mówił Andrzej Duda w programie “Gość Wydarzeń”.

     

    Dodał, że na pewno “będzie poświęcał się wielu działalnościom”. – Mam 53 lata i dużo energii w sobie. To za wcześnie, by przechodzić na jakaś emeryturę. Jeśli będzie zapotrzebowanie, żebym pełnił jakaś służbę publiczną (…) to będę gotów obowiązki podjąć, o ile nie będzie kolizji ze statusem byłego prezydenta – zapewnił w rozmowie z Bogdanem Rymanowskim.

     

    Pytany o to, czy zamierza założyć partię lub ruch Duda odpowiedział, że “do tej pory tego nie planował”. – Ale zawsze mówiłem, że jestem gotów wspierać ten obóz, który jest patriotyczny, konserwatywny i odnosi się do wartości, które mam w sercu – podsumował.

     

    Prezydentura Andrzeja Dudy. We wtorek orędzie do narodu

     

    Wtorek jest ostatnim dniem urzędowania prezydenta Andrzeja Dudy. W Pałacu Prezydenckim spędził 10 lat. Szef KPRP Marcin Mastalerek przekazał we wtorek rano w Polsat News, że w ostatnich chwilach swojej prezydentury Andrzej Duda dokona istotnych zmian – o godz. 12 w Pałacu Prezydenckim odbędzie się odwołanie ministrów.

     

    Z kolei wieczorem, jak zapowiedział Mastalerek, prezydent wygłosi ostatnie orędzie. Obywatele usłyszą je o godz. 20.

     

    Zaprzysiężenie Karola Nawrockiego na prezydenta. Harmonogram uroczystości

     

    Kadencja Andrzeja Dudy kończy się w środę 6 sierpnia. Wówczas dojdzie do zaprzysiężenia jego następcy – prezydenta RP Karola Nawrockiego. Marszałek Sejmu, Szymon Hołownia, oficjalnie zwołał Zgromadzenie Narodowe, podczas którego prezydent elekt złoży uroczystą przysięgę przed obiema izbami parlamentu.

  • Tajne posiedzenie Sejmu. Wszystko przez immunitet Macierewicza

    Tajne posiedzenie Sejmu. Wszystko przez immunitet Macierewicza

    Tajne posiedzenie Sejmu. Wszystko przez immunitet Macierewicza

    We wtorek o godz. 9 rozpocznie się tajna część posiedzenia Sejmu, która dotyczyć będzie Antoniego Macierewicza. Posłowie zajmą się sprawozdaniem komisji w sprawie wniosku o wyrażenie zgody na pociągnięcie posła do odpowiedzialności karnej. W poniedziałek sejmowe gremium zarekomendowało uchylenie politykowi PiS immunitetu.

     

    W skrócie

    We wtorek Sejm w utajnionej części obrad zajmie się sprawozdaniem ws. wniosku o uchylenie immunitetu Antoniego Macierewicza.

     

    Według prokuratury Macierewicz jako przewodniczący podkomisji smoleńskiej ujawnił tajne informacje.

     

    We wtorek podczas jawnej części posiedzenia posłowie zajmą się sprawą immunitetu Romana Fritza z partii Grzegorza Brauna, a także nowelizacją ustawy o pomocy obywatelom Ukrainy, zmianami w prawie oświatowym oraz sprawozdaniem z działalności NIK.

     

    We wtorek w czasie tajnej części obrad Sejmu przedstawione zostanie sprawozdanie komisji w sprawie wniosku o wyrażenie zgody na pociągnięcie do odpowiedzialności karnej posła Antoniego Macierewicza. Prokurator zamierza postawić politykowi PiS zarzut, że jako szef podkomisji smoleńskiej ujawnił ściśle tajne informacje.

     

    Posiedzenie rozpocznie się po godz. 9. W harmonogramie izby niższej czytamy, że na tajne obrady przewidziano około 45 minut.

     

    Po rozpatrzeniu punktu i przerwie, obrady zostaną wznowione w trybie jawnym. Wówczas posłowie zajmą się m.in. sprawozdaniem komisji w sprawie wniosku prokuratury o wyrażenie zgody na pociągnięcie do odpowiedzialności karnej innego posła – Romana Fritza z Konfederacja Korony Polskiej Grzegorza Brauna.

     

    Na godz. 15 zaplanowano blok głosowań. Posłowie zajmą się m.in. zmianami w ustawie o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych oraz ustawy o działalności leczniczej, ustawą o inwestycjach w zakresie elektrowni wiatrowych oraz prawem bankowym.

     

    Antoni Macierewicz miał ujawnić tajne informacje. Chodzi o katastrofę smoleńską

    W poniedziałek podczas zamkniętego posiedzenia sejmowa komisja regulaminowa, spraw poselskich i immunitetowych zarekomendowała uchylenie immunitetu posłowi PiS.

     

    Rzecznik Prokuratury Krajowej prok. Przemysław Nowak zaznaczył w poniedziałek, że prokuratura uzyskała dowody wskazujące na uzasadnione podejrzenie, że Macierewicz będąc funkcjonariuszem publicznym – przewodniczącym podkomisji do ponownego zbadania wypadku lotniczego oraz członkiem komisji badań wypadków lotniczych Lotnictwa Państwowego – ujawnił w okresie od 11 kwietnia 2018 r. do dnia 22 maja 2022 r. informacje niejawne o klauzuli “ściśle tajne”, “tajne”, “poufne” i “zastrzeżone” oraz informacje, z którymi zapoznał się w związku z pełnioną funkcją.

     

    Chodzi o podanie do publicznej wiadomości informacji pochodzących z dokumentów opatrzonych tymi klauzulami niejawności oraz wyników badań okoliczności i przyczyn zaistniałej w dniu 10 kwietnia 2010 r. katastrofy lotniczej. Czyny te zagrożone są karą pozbawienia wolności do lat 5.

     

    Posiedzenie Sejmu. W planach sprawozdanie ws. immunitetu Romana Fritza

     

    Po wznowieniu obrad w trybie jawnym posłowie będą pracować nad rządowym projektem nowelizacji ustawy o pomocy obywatelom Ukrainy. Projekt przewiduje przedłużenie do 4 marca 2026 r. okresu, w którym pobyt na terytorium Polski obywateli Ukrainy – którzy przybyli ze swojego kraju w związku z działaniami wojennymi – jest uznawany za legalny. W tym okresie obywatele Ukrainy będą mieć też w Polsce dostęp do świadczeń zdrowotnych, świadczeń na rzecz rodzin i świadczeń socjalnych.

     

    Sejm zajmie się też dwoma projektami rządowym i poselskim dotyczącymi emerytur i rent, które dotyczą wysokości emerytur z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych ustalonych w czerwcu w latach 2009-2019.

     

    Sejm rozpatrzy też sprawozdanie komisji ws. wniosku prokuratury o wyrażenie zgody przez Sejm na pociągnięcie do odpowiedzialności karnej posła Romana Fritza.

     

    Sejm będzie też pracować nad projektem nowelizacji Prawa oświatowego, który zakłada wprowadzenie zasady, zgodnie z którą zakazane jest korzystanie przez uczniów szkół podstawowych (na terenie szkół) z telefonów komórkowych i innych urządzeń elektronicznych umożliwiających porozumiewanie się na odległość.

     

    Po południu w Sejmie odbędą się głosowania m.in. nad poprawkami Senatu do kilkunastu ustaw. Ostatnim punktem obrad ma być sprawozdanie z działalności Najwyższej Izby Kontroli w 2024 r.

     

    Podkomisja smoleńska. Zawiadomienia do prokuratury na Macierewicza i Błaszczaka

     

    Podkomisja smoleńska została powołana na mocy rozporządzenia z 2016 r., które podpisał Macierewicz – wówczas szef MON, a od 2018 r. przewodniczący podkomisji. W kwietniu 2022 r. Macierewicz przedstawił raport z prac podkomisji, który kwestionował ustalenia komisji badania wypadków lotniczych Lotnictwa Państwowego pod przewodnictwem Jerzego Millera.

    Podkomisja złożyła też w prokuraturze zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa zamachu na prezydenta Lecha Kaczyńskiego oraz morderstwa pozostałych 95 osób podróżujących Tu-154 10 kwietnia 2010 r.

     

    Po objęciu władzy przez obecny rząd podkomisja smoleńska została rozwiązana. W styczniu 2024 r. został powołany zespół ds. oceny jej funkcjonowania. W październiku 2024 r. resort obrony zaprezentował raport zespołu – w związku z działaniami podkomisji do prokuratury skierowano 41 zawiadomień o możliwości popełnienia przestępstwa, w tym 24 przez Macierewicza i 10 przez byłego szefa MON Mariusza Błaszczaka.

     

  • Pożegnalne orędzie prezydenta Andrzeja Dudy: Co już wiemy – minister odsłania kulisy

    Pożegnalne orędzie prezydenta Andrzeja Dudy: Co już wiemy – minister odsłania kulisy

    Pożegnalne orędzie prezydenta Andrzeja Dudy: Co już wiemy – minister odsłania kulisy

    W ostatnich godzinach swojej prezydentury Andrzej Duda przygotowuje się do wygłoszenia pożegnalnego orędzia do narodu. Jak poinformował Marcin Mastalerek, szef Gabinetu Prezydenta, ustępujący prezydent zakończy swoją dziesięcioletnią kadencję dniem pełnym uroczystych wydarzeń — zwieńczonych wieczornym przemówieniem telewizyjnym, które zostanie wyemitowane we wtorek o godz. 20:00.

     

    W programie politycznym „Graffiti” Mastalerek zdradził, jak będzie wyglądał ostatni dzień urzędowania prezydenta Dudy. — O godzinie 12:00 pan prezydent oficjalnie odwoła ministrów podczas ceremonii w Pałacu Prezydenckim. Będzie to moment refleksji nad ostatnimi dziesięcioma latami. A o 20:00 wygłosi uroczyste orędzie do narodu, podsumowując swoją prezydenturę — powiedział.

     

    „Prezydentura, która zmieniła polską politykę”

     

    Zapytany o ocenę dwóch kadencji Andrzeja Dudy, Mastalerek nie szczędził słów uznania. — To była prezydentura, która naprawdę zmieniła oblicze polskiej polityki — podkreślił, zwracając uwagę na jej przełomowy charakter. — Przed 2015 rokiem wielu Polaków nie wierzyło, że politycy mogą realizować swoje obietnice. Prezydent Duda przywrócił tę wiarę.

     

    Mastalerek zasugerował również, że rola Dudy w życiu publicznym się nie kończy. — Przed nim przyszłość i jestem przekonany, że zrobi jeszcze wiele dobrego dla Polski. Był najpopularniejszym politykiem w kraju przez ostatnią dekadę. Będę go namawiał, by pozostał aktywny — dodał.

     

    Trudne relacje z Kaczyńskim i PiS — i wyciągnięte wnioski

     

    W rozmowie poruszono również temat często skomplikowanych relacji Dudy z rządzącym Prawem i Sprawiedliwością oraz jego liderem Jarosławem Kaczyńskim. Prowadzący Marcin Fijołek zapytał, czy Duda miał trudności z byciem postrzeganym jako niezależny autorytet przez partię, która wyniosła go do władzy.

     

    — Na początku prezydentury Andrzej Duda chciał jak najlepiej wypełniać swój urząd, ale jednocześnie pozostać lojalnym wobec obozu politycznego, który go wystawił. Problem w tym, że z tamtej strony trudno było zaakceptować, że prezydent to głowa państwa, a nie tylko kolejna osoba z partii — wyjaśnił Mastalerek.

     

    Dodał jednak, że z czasem perspektywa się zmieniła. Po dziesięciu latach urzędowania, według Mastalerka, Duda jest inaczej postrzegany przez liderów PiS. — Dzięki prezydenturze Andrzeja Dudy łatwiej będzie teraz prezydentowi elektowi Karolowi Nawrockiemu. PiS wyciągnęło wnioski i nie popełni tych samych błędów wobec niego, jakie popełniło wobec Dudy — powiedział.

     

    Mastalerek otwarcie przyznał, że sposób, w jaki traktowano Dudę na początku jego kadencji, był błędem. — To, co robiono wobec Andrzeja Dudy na początku jego prezydentury, było politycznym błędem obozu PiS. Ale prezydent szybko uporządkował sytuację i ustalił, jak powinna wyglądać rola głowy państwa — podkreślił.

     

    Wraz ze zbliżającym się końcem jednej z najbardziej znaczących prezydentur we współczesnej historii Polski, wszystkie oczy skierowane są teraz na ostatnie orędzie Andrzeja Dudy — przemówienie, które może nie tylko zamknąć pewien etap, ale również zapowiedzieć nowy rozdział.

     

  • Siedem lat oczekiwania Osaki, musiał przyjść Wiktorowski. Demolka w 49 minut

    Siedem lat oczekiwania Osaki, musiał przyjść Wiktorowski. Demolka w 49 minut

    Siedem lat oczekiwania Osaki, musiał przyjść Wiktorowski. Demolka w 49 minut

    Noc z niedzieli na poniedziałek przyniosła pożegnanie Igi Świątek z turniejem WTA 1000 w Montrealu. Inaczej miewa się sprawa w przypadku byłego szkoleniowca naszej reprezentantki – Tomasza Wiktorowskiego, który nawiązał okres próbny współpracy z byłą liderką rankingu – Naomi Osaką. Zanim swój mecz rozegrała raszynianka, zobaczyliśmy ekspresowy pojedynek w wykonaniu Japonki. Wielka mistrzyni awansowała do ćwierćfinału w 49 minut. I dokonała sztuki, która nie przydarzyła się jej od siedmiu lat.

     

    27 lipca tenisowy świat obiegła informacja, że Naomi Osaka zakończyła współpracę z Patrickiem Mouratoglou. Jeszcze zanim Japonka rozegrała swój pierwszy mecz na turnieju WTA 1000 w Montrealu, pojawiły się nieoficjalne informacje, że współpracę z czterokrotną mistrzynią imprez wielkoszlemowych ma nawiązać były szkoleniowiec Igi Świątek i Agnieszki Radwańskiej – Tomasz Wiktorowski. Później te spekulacje potwierdził sam agent tenisistki, który przyznał, że polski trener udaje się do Kanady na rozmowy z zawodniczką oraz okres próbny kooperacji.

     

    Gdy 44-latek po raz pierwszy zagościł w trenerskim boksie Osaki, ta zanotowała spektakularny powrót w spotkaniu drugiej rundy z Ludmiłą Samsonową. Naomi przegrywała 3:5 w drugim secie, musiała bronić dwóch meczboli. Później zanotowała także także powrót z 2-5 w tie-breaku i doprowadziła do decydującej odsłony, którą wygrała. Japonka poszła za ciosem i później dołożyła zwycięstwo z Jeleną Ostapenko. Już te spotkania sprawiły, że początek współpracy na linii Osaka – Wiktorowski układał się naprawdę zacnie. W niedzielę Naomi postawiła kolejny krok w dobrym kierunku. W bardzo pewnym stylu wyeliminowała Anastasiję Sevastovą, która w poprzednich fazach pokonała m.in. Jessicę Pegulę oraz Magdę Linette.

     

    WTA Montreal: Naomi Osaka kontra Anastasija Sevastova w czwartej rundzie singla

     

    Mecz rozpoczął się od serwisu Osaki. Premierowy gem spotkania przebiegał ciekawie. Najpierw zobaczyliśmy piłkę na 1:0 dla Naomi, później swojego break pointa otrzymała Sevastova. Ostatecznie pierwsze “oczko” powędrowało jednak do Japonki. Po zmianie stron 49. rakieta świata polowała na przełamanie. Wygrała dwie akcje na starcie drugiego rozdania, ale potem Anastasija zanotowała powrót z 0-30 i zrobiło się 1:1.

     

    Od tamtej chwili zawiązała się dominacja z perspektywy wielokrotnej mistrzyni imprez wielkoszlemowych. Osaka seryjnie zaczęła gromadzić gemy. Jedyne większe kłopoty w premierowej odsłonie zanotowała jeszcze w piątym rozdaniu, gdy musiała wracać z 15-40. Zrobiła to jednak skutecznie, a potem zdominowała końcówkę seta i wygrała go 6:1. Po wygranej przez 27-latkę odsłonie kamery pokazały reakcję Tomasz Wiktorowskiego, który z uznaniem przyglądał się temu, co prezentowała jego nowa podopieczna.

     

    To było jednak dopiero preludium do tego, co wydarzyło się później. Totalny nokaut na tablicy wyników dostarczyła druga partia. Już na starcie Naomi wygrała osiem wymian z rzędu. Pierwszy promyk nadziei dla Sevastovej pojawił się dopiero w trakcie piątego rozdania. Wówczas Łotyszka prowadziła 30-0 przy własnym podaniu, ale to i tak okazało się za mało, by zdobyć choćby jedno “oczko” w tym fragmencie pojedynku. Ostatecznie Osaka triumfowała w całym meczu 6:1, 6:0 w zaledwie 49 minut. W drugiej odsłonie zawodniczka z Azji straciła zaledwie cztery punkty, wygrywając jednocześnie 24 wymian.

     

    Anastasiję mocno kosztowały poprzednie trzysetowe batalie, a Naomi rozegrała kolejny dobry pojedynek. Dzięki temu Japonka po raz pierwszy od lutego 2024 roku zameldowała się w ćwierćfinale imprezy tej rangi. O awans do najlepszej “4” powalczy z Amandą Anisimovą lub Eliną Switoliną. Co ciekawe, dla Osaki był to pierwszy mecz od siedmiu lat, który wygrała tracąc zaledwie jednego gema. Ostatni taki przypadek zanotowała w sezonie 2018, gdy pokonała Danielle Collins 6:1, 6:0 podczas zmagań w Pekinie. Wówczas Naomi zatrzymała się dopiero na półfinale, w którym uległa… Anastasiji Sevastovej. Można zatem rzec, że historia zatoczyła koło.

  • Nawrocka zostanie pierwszą damą za dwa dni, a tu takie wieści. Ogłosiła w niedzielę

    Nawrocka zostanie pierwszą damą za dwa dni, a tu takie wieści. Ogłosiła w niedzielę

    Nawrocka zostanie pierwszą damą za dwa dni, a tu takie wieści. Ogłosiła w niedzielę

    Do objęcia roli pierwszej damy zostały tylko dwa dni, a Marta Nawrocka pozostaje niewzruszona. 39-latka, która w krótkim czasie zyskała sympatię całego kraju, wciąż podchodzi do życia z radością i autentycznością — a jej aktywność w mediach społecznościowych doskonale to pokazuje.

     

    Podczas gdy wiele osób na jej miejscu wycofałoby się z życia publicznego, by w spokoju przygotować się na nową rolę, Nawrocka obrała zupełnie inną drogę. W miniony weekend zaskoczyła swoich obserwatorów lekkim, pełnym przygody wpisem — dalekim od polityki, za to pełnym zachwytu nad światem.

     

    Niezapomniany lot balonem nad polskim krajobrazem

     

    W niedzielę Nawrocka opublikowała na Instagramie relację z wyjątkowego przeżycia — lotu balonem nad malowniczym regionem Kaszub. Jej zachwyt był widoczny od pierwszych słów:

     

    > „Przepiękne Kaszuby z nieco innej perspektywy. Lot balonem to przeżycie, które polecam każdemu.”

     

     

     

    Do posta dołączyła też krótkie wideo, ukazujące przygotowania do podniebnej wyprawy — spokojny, inspirujący moment, który wyraźnie kontrastował z medialnym szumem wokół jej nadchodzącej roli Pierwszej Damy.

     

    Reakcje pojawiły się natychmiast — i były niezwykle pozytywne

     

    Post momentalnie wywołał lawinę pozytywnych reakcji. Zachwyceni fani i obserwatorzy zasypali komentarze ciepłymi słowami, wyrażając uznanie zarówno dla urody krajobrazu, jak i osobistej przygody Nawrockiej.

     

    > „Przepięknie” — napisał jeden z obserwatorów.

    „Zgadza się, jest cudownie. Sama mieszkam na Kaszubach. Pozdrawiam!” — dodała kolejna osoba.

    Inni pisali: „Wow, ale pięknie”, „Niezapomniane przeżycie”.

     

     

     

    Nie zabrakło też głosów zwracających uwagę na zmieniający się krajobraz: „Pięknie… gdyby tylko wiatraki nie psuły widoku”.

     

    To nie jej pierwsza przygoda — i z pewnością nie ostatnia

     

    To nie pierwszy raz, gdy Marta Nawrocka dzieli się z obserwatorami podróżami po urokliwych zakątkach Polski. Na początku lipca relacjonowała rodzinny wyjazd na Lubelszczyznę — również spotkał się on z ciepłym przyjęciem.

     

    > „Lubelszczyzna – to miejsce ma w sobie magię!” — napisała wtedy.

     

     

     

    Te osobiste migawki tylko podsycają zainteresowanie jej osobą. Choć już za dwa dni zostanie Pierwszą Damą, Nawrocka zdaje się nie tracić równowagi — pozostaje uśmiechnięta, wdzięczna i pełna życia.