Category: Home

  • Aryna Sabalenka czekała na odpowiedź Igi Świątek. “Chcę to usłyszeć”

    Aryna Sabalenka czekała na odpowiedź Igi Świątek. “Chcę to usłyszeć”

    Aryna Sabalenka czekała na odpowiedź Igi Świątek. “Chcę to usłyszeć

     

    Co sądzisz o Arynie? — padło w filmie na kanale “Wszystko o tenisie z Pawłem Kisłym”. — Co sądzę o Arynie? To trudne. Cóż, będę dyplomatyczna. Żartuję oczywiście — zaczęła ze śmiechem na ustach Iga Świątek, a wtedy głos zabrała sama Aryna Sabalenka. — Chcę to usłyszeć — odparła, będąc w tle. Do zabawnych scen z udziałem pierwszej i drugiej rakiety świata doszło przy okazji niedawnego turnieju World Tennis League. Jednak dopiero teraz rozmowa z Polką ujrzała światło dzienne.

     

    W niedzielę 9 lutego na wspomnianym kanale “Wszystko o tenisie z Pawłem Kisłym” pojawił się kolejny odcinek serii poświęconej Arynie Sabalence i jej zespołowi. Materiały były nagrywane pod koniec grudnia 2024 r. w trakcie pokazowego turnieju World Tennis League, który odbywał się w Abu Zabi. Jedną z osób, które pojawiają się w najnowszym filmie, jest Iga Świątek. Polka odbyła wówczas trening z Białorusinką, a po nim odpowiedziała na kilka pytań.

     

    Oto co Iga Świątek sądzi o Arynie Sabalence i jej zespole

    — Co sądzisz o Arynie? — zapytał youtuber. — Co sądzę o Arynie? To trudne. Cóż, będę dyplomatyczna. Żartuję oczywiście — odpowiedziała Świątek, śmiejąc się przy tym. Odezwała się także główna zainteresowana, czyli Sabalenka. — Chcę to usłyszeć — odparła w tle. Potem jednak najlepsza tenisistka z naszego kraju faktycznie opowiedziała o tym, jaką ma opinię na temat swojej największej rywalki i jej sztabu.

     

    — Dobrze jest mieć tak świetną sportsmenkę za przeciwniczkę. Obie popychamy się nawzajem do przodu i tworzymy świetną rozrywkę, kiedy gramy ze sobą. Myślę, że jesteśmy czymś, czego WTA brakowało przez jakiś czas, ponieważ tworzymy między sobą wielką rywalizację i fani są podekscytowani za każdym razem, gdy nas widzą. Więc myślę, że to wspaniale, że gramy w tenisa tak dobrze i możemy po prostu “naciskać” na siebie nawzajem. To naprawdę pomocne w karierze dla każdego, żeby mieć taką przeciwniczkę — wyjaśniła nasza rodaczka

     

    — A co myślisz o sztabie Aryny? — padło pytanie. — Myślę, że zespół Aryny jest jednym z najbardziej profesjonalnych, jakie widziałem w tourze. Powiedziałabym, że troszczą się o wszystko, podobnie jak ja. Myślę, że dzięki ludziom, których mamy wokół siebie, obie możemy robić postępy i stawać się świetnymi sportsmenkami. Bez nich z pewnością byłoby nam o wiele trudniej, ponieważ potrzebujemy profesjonalistów i ludzi z wiedzą, którzy czasem nas pokierują i pokażą, co jest dobre, a co złe. Myślę więc, że zespół Aryny robi to naprawdę dobrze. Wspierają ją w każdej sytuacji. Myślę, że każdy tenisista tego potrzebuje. Cieszę się, że obie to mamy — dodała Świątek.

     

  • Świątek już pokonała Sabalenkę w Dosze. To był przełomowy moment sezonu dla Polki

    Świątek już pokonała Sabalenkę w Dosze. To był przełomowy moment sezonu dla Polki

    Świątek już pokonała Sabalenkę w Dosze. To był przełomowy moment sezonu dla Polki

    Dzisiaj rozpoczyna się rywalizacja w głównej drabince turnieju WTA 1000 w Dosze. Tegoroczna edycja zmagań w stolicy Kataru jest najmocniej obsadzona od lat. A to dlatego, że oprócz Igi Świątek pojawi się także Aryna Sabalenka. Co ciekawe, to właśnie z Polką tenisistka z Mińska mierzyła się w swoim ostatnim meczu rozegranym w tej lokalizacji. Wówczas nasza reprezentantka odniosła pierwsze zwycięstwo w bezpośrednich pojedynkach z Białorusinką. W ramach przedturniejowej zapowiedzi wspominamy tamtą batalię.

     

    Już dzisiaj Iga Świątek i Aryna Sabalenka poznają swoje rywalki w drugiej rundzie WTA 1000 w Dosze. Polka trafi na zwyciężczynię starcia Maria Sakkari – Elena-Gabriela Ruse, a z kolei Białorusinka zmierzy się z triumfatorką pojedynku Emma Raducanu – Jekaterina Aleksandrowa. Nasza tenisistka wygrała trzy poprzednie edycje zmagań w stolicy Kataru. Dla zawodniczki z Mińska będzie to pierwszy występ od trzech lat.

     

    Co ciekawe, to właśnie Świątek jest ostatnią tenisistką, która pokonała Sabalenkę w Dosze. Iga przystępowała do turnieju w 2022 roku po nie do końca udanym starcie w Dubaju, gdzie odpadła w drugiej rundzie po porażce z Jeleną Ostapenko. Także początek zmagań w stolicy Kataru nie był łatwy z perspektywy Polki. Na “dzień dobry” musiała rozegrać trzy sety w potyczce z Viktoriją Golubić. Później nadszedł zdecydowanie łatwiejszy triumf przeciwko Darii Kasatkinie.

     

    W ćwierćfinale imprezy rangi WTA 1000 raszynianka spotkała się z Aryną Sabalenką – mistrzynią zmagań w Dosze z 2020 roku. Białorusinka, chociaż nie znajdowała się wówczas na pozycji liderki rankingu, to i tak została rozstawiona z “1”, z uwagi na nieobecność Ashleigh Barty. Nasza reprezentantka przywdziewała w tamtym turnieju numer 7. Dla obu tenisistek było to wówczas drugie bezpośrednie starcie. Pierwsze rozegrały podczas WTA Finals 2021. W meksykańskiej Guadalajarze zawodniczka z Mińska triumfowała 2:6, 6:2, 7:5. Podczas rywalizacji w Dosze doszło do rewanżu.

     

    Ćwierćfinał Świątek z Sabalenką sprzed trzech lat zapoczątkował serię rewanżów w wykonaniu Polki

     

    Pierwszy set spotkania miał bardzo dziwny przebieg, obserwowaliśmy mnóstwo przełamań. Już na “dzień dobry” Aryna wypuściła z rąk prowadzenie 40-15 przy swoim podaniu. Iga wygrała cztery kolejne akcje i objęła prowadzenie. W kolejnych minutach Polka zbudowała sobie sporą przewagę, zrobiło się 3:0 z podwójnym breakiem. W kolejnych minutach rządziły returnujące zawodniczki. Festiwal przełamań został przerwany dopiero przez raszyniankę – w gemie, w którym podawała po zwycięstwo w pierwszej partii. Świątek utrzymała serwis do 30 i za drugim setbolem zamknęła premierową odsłonę rezultatem 6:2.

     

    Druga partia rozpoczęła się wyśmienicie dla Sabalenki. Szybko wyszła na prowadzenie 3:0 i wydawało się, że jest na dobrej drodze, by doprowadzić do trzeciego seta. Nic takiego jednak nie miało miejsca. Polka natychmiast odrobiła stratę, a to nie był koniec problemów Białorusinki. Turniejowa “1” nie potrafiła już wygrać ani jednego gema do końca pojedynku. Nawet w siódmym rozdaniu, gdzie prowadziła 30-0, nie zdołała dołożyć kolejnego “oczka” na swoje konto. Dzięki serii sześciu wygranych gemów z rzędu Iga mogła się cieszyć ze zwycięstwa 6:2, 6:3 oraz pierwszego w karierze triumfu w bezpośrednich starciach z Aryną.

     

    Tamten pojedynek okazał się przełomowy dla raszynianki i stanowił początek rewanżowej passy. Kolejny nastał już w półfinale, przeciwko Marii Sakkari. Polka przegrała trzy spotkania z Greczynką w 2021 roku. Dopiero w Dosze doczekała się premierowej wygranej w potyczkach z tenisistką z południa Europy. Zwycięstwem 6:4, 6:3 otworzyła sobie drogę do finału, w którym nie dała szans Anett Kontaveit. To był pierwszy z sześciu tytułów z rzędu w wykonaniu naszej reprezentantki, owianych serią 37 kolejnych zwycięstw.

     

    Od tamtych zmagań Świątek jest niepokonana w Dosze. Czy i w tym roku Iga podtrzyma tę passę? Jest ku temu duża szansa. Polka znajduje się w ścisłym gronie faworytek. I kto wie, może jej turniejowa ścieżka znów przemknie przez Marię Sakkari i Arynę Sabalenkę. Najpierw Greczynka musi jednak uporać się z Eleną-Gabrielą Ruse, a z Białorusinką nasza tenisistka może się najwcześniej zmierzyć w wielkim finale. Ten zaplanowany jest na sobotę, 15 lutego. Obyśmy po raz czwarty z rzędu mogli w nimzobaczyć 23-latkę.

  • “Nie wolno tam wchodzić”. Po Polakach został tylko czekan i kultowy utwór Budki Suflera

    “Nie wolno tam wchodzić”. Po Polakach został tylko czekan i kultowy utwór Budki Suflera

    “Nie wolno tam wchodzić”. Po Polakach został tylko czekan i kultowy utwór Budki Sufler

     

    “Wypadek był skutkiem elementarnych błędów. Nie wolno było wchodzić na ten lodospad. Po prostu. Nie wolno tam było brać chłopaka, który nigdy w życiu nie widział lodowców, który być może pierwszy raz miał raki na nogach” — mówił Zdzisław Czarnecki, uczestnik pierwszej powojennej wyprawy w Himalaje, która kosztowała życie Zbigniewa Stepka i Andrzeja Grzązka. Lubelscy himalaiści, po których został tylko czekan, zyskali nieśmiertelność dzięki Budce Suflera, która oddała im hołd piosenką “Cień wielkiej góry” z 1975 r.

     

    Takiej wyprawy, jak tej organizowanej przez poetę i lubelskiego radiowca Zbigniewa Stepka, Polska nie widziała. I nie chodzi już nawet sam szalony pomysł zdobycia dziewiczych szczytów Himalajów Zachodnich z wierzchołkami oznaczanymi jako CB12 (6252 m) i CB13A (6180 m), ale o samą organizację przedsięwzięcia. Tak na dobrą sprawę na realizację marzenia odważnej dwunastki górskich pasjonatów (wszyscy byli członkami Klubu Wysokogórskiego i mieli uprawnienia wspinaczkowe) składała się cała Lubelszczyzna.

     

    Góry wysokie, wiem, co z Wami walczyć każe

    Państwowe zakłady pracy dostarczały konserwy, magazynowano długoterminową żywność, jajka w proszku, przelewano nawet miód do puszek, aby himalaistom było lżej. Skończyło się i tak na dwóch tonach towaru, który uczestnicy wyprawy musieli ze sobą zabrać do Indii.

     

    Sprzęt alpinistyczny? O ten zadbała m.in. Wytwórnia Sprzętu Komunikacyjnego “Świdnik”, która tym razem, zamiast produkować części do śmigłowców i samolotów, produkowała raki i śruby lodowe. Nie dziwiło to jednak nikogo, tym bardziej że profesjonalne gogle Polakom zastępowały wtedy okulary do spawania. W organizacji wyprawy pomogły też m.in. Wojewódzki Komitet Kultury Fizycznej i Turystyki (przeznaczył na zakup sprzętu aż 30 tys. złotych) i Centrala Farmaceutyczna Cefarm, która zadbała o zapas leków.

     

    Zbigniewowi Stepkowi i jego towarzyszom pozostało już tylko uścisnąć dłoń prezydentowi Lublina Stanisławowi Borze i rozpocząć wyprawę ze 150 dolarami w kieszeni — tyle w PRL-u przysługiwało obywatelowi w ramach tzw. promesy dewizowej. Żaden z uczestników wyprawy nie zaprzątał sobie nawet głowy nienadaniem ich wyprawie statusu wyprawy narodowej. Powód? Zarząd Główny Klubu Wysokogórskiego nie wydał na nią zgody i zwracał uwagę na zbyt krótki termin uniemożliwiający odpowiednie przygotowanie.

     

    Polska grupa po kilku tygodniach podróży dotarła w Himalaje i krok po kroku zbliżała się do celu.

     

    Ryzyko, śmierć, tutaj wszystko nie jest ważne

     

    Tragedia wydarzyła się 17 sierpnia. Teresa Rubinowska (jedyna kobieta biorąca udział w wyprawie) i Edward Zawadzki z grupy wspomagającej zostali na dole i obserwowali, jak na 400-metrowy lodospad wchodzą Zbigniew i Andrzej, absolwent lubelskiej Akademii Medycznej. Himalaiści robili rozpoznanie możliwości wejścia na szczyt CB12 (6252 m) leżący w głębi doliny. Lawina ruszyła, dopiero gdy zaczęli schodzić. W ułamkach sekund zniknęli pod wielotonową bryłą lodu. Wszystko na oczach Rubinowskiej i Zawadzkiego.

     

    “Nie wolno było wchodzić na ten lodospad. Nie wolno tam było brać chłopaka, który nigdy w życiu nie widział lodowców” — mówił po latach uczestnik wyprawy Zdzisław Czarnecki w rozmowie z “Gazetą Wyborczą”. “Mieliśmy łączność radiową. Powiedziałem: nie wolno tam wchodzić! Ale niestety, wróciliśmy następnego dnia do bazy i dowiedzieliśmy się, że jednak poszli. I zginęli” — wspominał.

     

    Odpadnie stu, lecz następni pójdą dalej

    Ciał Zbigniewa Stepka i Andrzeja Grzązka nigdy nie odnaleziono. Dopiero dwa tygodnie po zejściu lawiny natrafiono na czekan Grzązka. Tragicznie zmarłych himalaistów upamiętniono tablicą na lubelskim cmentarzu ulicy Lipowej.

     

    Pamięć o Stepku i Grzązku będzie trwać również za sprawą Budki Suflera i piosenki “Cień wielkiej góry” z pierwszej płyty zespołu noszącej ten sam tytuł. Słowa do utworu napisał Adam Sikorski, historyk i autor tekstów z pierwszych płyt grupy, a przy okazji przyjaciel Zbigniewa Stepka. To on otoczył Sikorskiego opieką w Polskim Radiu, gdy ten stawiał pierwsze zawodowe kroki.

     

    “Ten cień wielkiej góry, który zawisł nad losem mojego uśmiechniętego przyjaciela, nade mną wisiał przez cały czas. Jakoś nie mogłem się pogodzić, że tak dobrzy, tak wspaniali ludzie, tak gwałtownie odchodzą, że dzieje się coś, co jest dla mnie krzywdą niepowetowaną, bowiem miałem w pamięci ten mój dług życiowy” — opowiadał na swoim kanale YouTube historię tekstu kultowego utworu Budki Suflera.

  • Maciej Kot triumfuje! Pierwszy taki polski sukces tej zimy

    Maciej Kot triumfuje! Pierwszy taki polski sukces tej zimy

    Maciej Kot triumfuje! Pierwszy taki polski sukces tej zimy

    Maciej Kot wygrał niedzielny konkurs Pucharu Kontynentalnego w Kranju! Polski skoczek zwyciężył tuż przed Austriakiem Manuelem Fettnerem, który jeszcze nie tak dawno zachwycał w Pucharze Świata. Wygrana Kota jest pierwszym zwycięstwem Polaka w tym sezonie Pucharu Kontynentalnego.

     

    33-letni Maciej Kot wciąż walczy o powrót do Pucharu Świata, co udowodnił w niedzielne południe w Kranju. To były drugie zawody Pucharu Kontynentalnego na obiekcie Bauhenk (HS 109). Sobotnie wygrał Zak Mogel, a Kot zajął piąte miejsce. Dzień później jednak drużynowy brązowy medalista olimpijski z 2018 r. nie miał sobie równych.

     

    Znakomity Maciej Kot

    Kot prowadził już po pierwszej serii po tym, jak skoczył 106 metrów. Polak miał przewagę 0,6 punktu nad Manuelem Fettnerem. Po przerwie 33-latek zdołał utrzymać przewagę nad austriackim weteranem, który jeszcze do niedawna regularnie punktował w Pucharze Świata.

     

    Finalnie Kot wygrał z przewagą 1,1 punktu nad Fettnerem. Trzecie miejsca zajął Norweg Fredrik Villumstad. Dla Kota jest to piąta wygrana w karierze w Pucharze Kontynentalnym. To pierwsze zwycięstwo Polaka w PK w tym sezonie.

     

    W następny weekend jest zaplanowana przerwa w Pucharze Kontynentalnym. Z kolei w Pucharze Świata najlepsi skoczkowie rywalizować będą w Lake Placid o 16.00.

  • Wystarczył jeden gest. W Rosji głośno o Idze Świątek

    Wystarczył jeden gest. W Rosji głośno o Idze Świątek

    Wystarczył jeden gest. W Rosji głośno o Idze Świątek

    Iga Świątek znów znalazła się na tapecie w rosyjskich mediach. Uwagę dziennikarzy przykuł trening Polki z Mirrą Andriejewą. Rozpisują się o geście, który miał miejsce na zakończenie wydarzenia.

     

    Iga Świątek przygotowuje się do turnieju WTA 1000 w Dausze. W ramach treningów zmierzyła się z młodą, utalentowaną Rosjanką, Mirrą Andriejewą. Spotkanie to przyciągnęło uwagę rosyjskich mediów.

     

    Podczas piątkowego treningu Świątek i Andriejewa miały okazję sprawdzić swoje umiejętności na katarskich kortach. Spotkanie zakończyło się ono przyjacielskim zbiciem “piątki”. I to właśnie ten gest przyciągnął uwagę lokalnych mediów.

     

    ‘Co za gwiazdy na sparingach! Mirra trenowała przed turniejem w Dausze z Igą Świątek” – tytułuje championat.com swój wpis na kanale na portalu społecznościowym Telegram.

     

    “S17-letnia rosyjska tenisistka Mirra Andriejewa, srebrna medalistka olimpijska w deblu z 2024 odbyła trening z Igą Świątek z Polski, drugą zawodniczką rankingu WTA. Tenisistki będą walczyć w turnieju rangi WTA 1000 w Dausze w Katarze” – pisze serwis w swoim artykule. Warto dodać, że Rosjanka jest uznawana za jeden z największych talentów w świecie tenisa.

     

    Zmagania w Dausze Iga Świątek rozpocznie od drugiej rundy. Zmierzy się w niej z Marią Sakkari lub Eleną Gabrielą Ruse

     

  • W końcu dopiął swego. Pierwsze zwycięstwo Macieja Kota w sezonie!

    W końcu dopiął swego. Pierwsze zwycięstwo Macieja Kota w sezonie!

    W końcu dopiął swego. Pierwsze zwycięstwo Macieja Kota w sezonie

    Rewelacyjnie w Słowenii zaprezentował się Maciej Kot, który nie dał szans rywalom i wygrał swój pierwszy konkurs Pucharu Kontynentalnego w sezonie 2024/2025. W czołowej dziesiątce znalazł się jeszcze Kacper Juroszek.

    33-latek od kilku tygodni jest w niezłej dyspozycji. Polak już w sobotę prowadził po pierwszej serii konkursu Pucharu Kontynentalnego w skokach narciarskich w Kranju. W finale skoczył jednak słabiej, przez co spadł na piątą lokatę. Tryumfował za to Zak Mogel. Drugi był Fredrik Villumstad, a trzeci Manuel Fettner.

    W niedzielę Maciej Kot znów znajdował się na pierwszym miejscu na półmetku rywalizacji. Drużynowy mistrz świata z 2017 roku uzyskał 106 metrów, dzięki czemu posiadał 0,6 punktu przewagi nad drugim wcześniej wspomnianym Austriaku. Siódmy był z kolei Kacper Juroszek i miał niespełna cztery “oczka” straty do podium.

    33-latek tym razem nie dał sobie wyrwać zwycięstwa i to pomimo bardzo wysoko zawieszonej poprzeczki. Fettner oddał próbę na odległość 111,5 metra, przez co nasz reprezentant musiał wylądować w podobnym miejscu. Ostatecznie zrobił to 150 centymetrów bliżej, lecz otrzymał wyższe noty i miał mniej punktów odjętych za wiatr. W konsekwencji mógł cieszyć się z sukcesu.

    Podium uzupełni Norweg Fredrik Villumstad. Troszkę słabej w finale zaprezentował się Kacper Juroszek. 23-latek uzyskał 102,5, jednakże pozwoliło to na utrzymanie siódmego miejsca.

    Niestety w drugiej serii wystąpiło zaledwie dwóch Biało-Czerwonych. Już po pierwszych próbach swój udział zakończyli Adam Niżnik (95 metrów), Andrzej Stękała (95,5 metra), Tomasz Pilch (91,5 metra) oraz Szymon Sarniak, który został zdyskwalifikowany. Do rundy finałowej nie awansował również Simon Ammann.

    Maciej Kot, który walczy o dodatkowe miejsce w Pucharze Świata dla Polaków, jest w tej chwili drugi w klasyfikacji szóstego periodu Pucharu Kontynentalnego. Do jego końca zostały jednak jeszcze cztery konkursy.

  • Ostrzeżenie dla Igi Świątek, WTA przypomina. To już raz skończyło się fatalnie. “Wyrzuciła ją”

    Ostrzeżenie dla Igi Świątek, WTA przypomina. To już raz skończyło się fatalnie. “Wyrzuciła ją”

    Ostrzeżenie dla Igi Świątek, WTA przypomina. To już raz skończyło się fatalnie. “Wyrzuciła ją

     

    Iga Świątek turniej WTA 1000 w Dosze zacznie od drugiej rundy, w której zagra z Marią Sakkari lub Eleną-Gabrielą Ruse. Tymczasem na oficjalnej stronie WTA pojawiła się analiza drabinki, z uwzględnieniem potencjalnych rywalek Polek w kolejnych rundach. Jak się okazuje, wiceliderka rankingu może trafić na tenisistkę, która przed rokiem wyrzuciła ją z Australian Open. Dla 23-latki to możliwa szansa na rewanż, ale zarazem ostrzeżenie – już na początku turnieju może zagrać z wymagającą zawodniczką.

     

    Drabinkę turnieju WTA 1000 w Dosze rozlosowano w piątek, a wydarzeniu towarzyszyło sporo kontrowersji, ponieważ drabinka opublikowana przez jednego z obecnych na miejscu dziennikarzy różniła się od tej podanej później przez WTA. To wywołało burzę, pojawiły się nawet oskarżenia o manipulację przy losowaniu.”Przed zakończeniem losowania wykryto błąd techniczny. W związku z tym podjęto drugą próbę, która została ostatecznie zatwierdzona jako oficjalna. Wygląda na to, że osoby będące na miejscu i śledzące losowanie na żywo opublikowały drabinkę, która nie była jeszcze rozlosowana w całości i zatwierdzona jako oficjalna, co wywołało całe nieporozumienie” – tłumaczyła później organizacja w komunikacie nadesłanym Przeglądowi Sportowemu Onet.

     

    Iga Świątek z racji rozstawienia rozpocznie zmagania od drugiej rundy, w której zagra ze zwyciężczynią meczu Maria Sakkari – Elena-Gabriela Ruse. Polka na kort wybiegnie w poniedziałek lub we wtorek i niezależnie od tego, z kim się zmierzy, będzie faworytką.

     

    WTA 1000 Doha. Iga Świątek faworytką. Ale może trafić na Noskovą

     

    Analiza opublikowana na stronie WTA pokazuje, że 23-latka w Dosze ma wysokie notowania – przyjrzano się bowiem jej potencjalnym rywalkom w kolejnych rundach. I przypomniano o dotychczasowych sukcesach tenisistki z Raszyna w Katarze.

     

    Przyjrzano się także potencjalnej rywalce Polki w drugiej rundzie, czyli Sakkari. Do tej pory Polka i Greczynka mierzyły się sześciokrotnie, a bilans spotkań jest remisowy. “Ale Świątek nie przegrała z grecką tenisistką od 2021 roku. I straciła zaledwie 16 gemów w trzech ostatnich meczach z Sakkari” – zaznaczono. Ciekawa potyczka czeka Polkę także w potencjalnej trzeciej rundzie i to przy tej okazji WTA postanowiła przypomnieć wpadkę 23-latki z ubiegłego roku. “Świątek może zmierzyć się z rozstawioną z numerem 15 Donną Vekic, Julią Putincewą lub Lindą Noskovą, która pamiętnie wyrzuciła ją z Australian Open 2024, w trzeciej rundzie” – czytamy.

     

    Jeśli wiceliderka światowego rankingu dojdzie do ćwierćfinału, tam może trafić na Jelenę Rybakinę. Polka i reprezentantka Kazachstanu zmierzyły się przed rokiem w finale, górą była zawodniczka z Raszyna. “Rybakina prowadzi w klasyfikacji generalnej bezpośrednich pojedynków 5-4, ale Świątek wygrała ich ostatnie spotkanie 7-6(5), 6-4 podczas zeszłorocznego United Cup” – przypomina WTA.

  • Wielka niespodzianka w konkursie mikstów! Tylko jedno dało Polakom nadzieję

    Wielka niespodzianka w konkursie mikstów! Tylko jedno dało Polakom nadzieję

    Wielka niespodzianka w konkursie mikstów! Tylko jedno dało Polakom nadzieję

    To był bardzo trudny późny wieczór dla polskich kibiców, którzy postanowili obejrzeć konkurs mikstów w skokach narciarskich podczas weekendu w amerykańskim Lake Placid. Polacy zajęli tylko siódme miejsce i byli lepsi jedynie od Japończyków, którzy zdecydowali się oszczędzić swoje największe gwiazdy. Na wysokości zadania stanął jedynie Paweł Wąsek, co daje światełko nadziei przed niedzielną rywalizacją. Dość niespodziewanie wygrali Niemcy, którzy pokonali m.in. wielkich faworytów Austriaków.

     

    Sobota w Lake Placid dla skoczków narciarskich była bardzo intensywna. Kilka godzin po rywalizacji kobiet i mężczyzn odbył się konkurs mikstów. Polskę reprezentowali Pola Bełtowska, Anna Twardosz, Aleksander Zniszczoł i Paweł Wąsek.

     

    Co ciekawe jeszcze przed startem rywalizacji, Polacy pewni byli udziału w drugiej serii, bo do konkursu przystąpiło tylko osiem drużyn. Przypomnijmy, że w Willingen Biało-Czerwoni zakończyli zmagania już na pierwszej serii.

     

    Pierwszą reprezentantką na belce była Pola Bełtowska. Polska zawodniczka, która w piątek zachwyciła, skacząc 131 m, osiągnęła w sobotni wieczór tylko 85 m, co było najkrótszą odległością w pierwszej rundzie. Niewiele lepiej poszło Zniszczołowi, który skoczył zaledwie 110 m. Takie próby sprawiły, że na półmetku Polacy zajmowali ostatnie miejsce.

     

    Tylko 98,5 m osiągnęła Anna Twardosz. Zdecydowanie najlepszym z Polaków w pierwszej serii był Paweł Wąsek. Lider naszej kadry skoczył 118 m, co tylko umocniło Biało-Czerwonych na siódmej lokacie.

     

    Bełtowska poprawiła się w drugiej serii, lecz 88 m to małe pocieszenie. Po pierwszej grupie Polacy spadli na ostatnie ósme miejsce. Zdecydowanie lepiej w swojej próbie zaprezentował się Zniszczoł. Skoczył 117,5 m, dzięki czemu Biało-Czerwoni zmniejszyli stratę do Japończyków do niecałych 6 pkt!

     

    Bardzo niespokojnie w powietrzu zaprezentowała się Twardosz. Mocne podmuchy pod wiatr dały jej jednak 103 m i przy słabej próbie Kikki Sakamoto (84 m), Polacy wrócili na siódmą lokatę.

     

    Pozytywny akcent na koniec zmagań mikstów w Lake Placid

     

    Na koniec Wąsek bardzo dobrze zaprezentował się Wąsek. Skoczył 123 m i pozytywnym akcentem zakończył sobotnie skakanie. Biało-Czerwoni zajęli ostatecznie siódme miejsce i wyrównali najlepszy wynik mikstowy w tym sezonie z Lillehammer. Jest jednak niewielkie pocieszenie, patrząc, że przed Polakami znaleźli się Amerykanie i Finowie. Nasza drużyna wyprzedziła jedynie Japonię, która nie wystawiła najmocniejszego składu.

     

    Wygrali Niemcy, którzy dość niespodziewanie pokonali Norwegię i naszpikowaną gwiazdami trzecią Austrię.

    https://x.com/Skijumpingpl/status/1888372581646115281

    To jeszcze nie koniec skakania w Lake Placid. W niedzielę zaplanowany jest drugi z konkursów indywidualnych mężczyzn. Start pierwszej serii już o godz. 16.00. Wcześniej rozegrane zostaną kwalifikacje (godz. 14.30). Relację będzie można śledzić na stronie Przeglądu Sportowego Onet.

     

  • Media ogłaszają skład Barcelony na dziś. Oto co Flick zrobi z Lewandowskim i Szczęsnym

    Media ogłaszają skład Barcelony na dziś. Oto co Flick zrobi z Lewandowskim i Szczęsnym

    Media ogłaszają skład Barcelony na dziś. Oto co Flick zrobi z Lewandowskim i Szczęsnym

    Już w niedzielę FC Barcelona zagra na wyjeździe z Sevillą. Hiszpańskie media dywagują nad składem Katalończyków na ten mecz. Co do jednego są zgodne. To obsada bramki, defensywa, a także linia ataku. Czy na murawie pojawią się zarówno Wojciech Szczęsny, jak i Robert Lewandowski? Oto przewidywany skład Barcelony na mecz z Sevillą.

     

    FC Barcelona udanie rozpoczęła rok 2025 w La Liga. W trzech dotychczasowych starciach nie zaznała porażki. Najpierw zremisowała 1:1 z Getafe, a następnie triumfowała z Valencią (7:1) i z Deportivo Alaves (1:0). Wykorzystała potknięcia rywali i znacząco zredukowała stratę w tabeli. A już w niedzielny wieczór stanie przed szansą, by na dwa punkty zbliżyć się do lidera Realu Madryt. Czy tak się stanie? Kogo Hansi Flick deleguje do realizacji tego zadania?

     

    Hiszpanie mówią wprost. Lewandowski i Szczęsny znów na boisku

     

    W ostatnim meczu Barcelony, w Pucharze Króla z Valencią (5:0) szkoleniowiec dokonał kilku zmian, głównie w środku pola, ale modyfikacje dotknęły też Polaków. Choć Wojciech Szczęsny był w bramce, to w linii ataku zabrakło Roberta Lewandowskiego. Zastąpił go Ferran Torres i poradził sobie kapitalnie, bo ustrzelił hat-tricka. Czy i tym razem 36-letni napastnik zacznie mecz na ławce rezerwowych?

     

    Zdaniem hiszpańskich mediów, absolutnie nie. Trener ma postawić na najsilniejszy skład, a w nim jest Lewandowski. I każdy z dzienników wyraził takie zdanie. “Niemiecki trener przywróci do gry w ataku najskuteczniejszego strzelca Lewandowskiego”, “Zrezygnuje z ‘fałszywej 9’ i ponownie wystawi Polaka na środku ofensywy” – pisze “Mundo Deportivo”.

     

    Większość dziennikarzy jest zdania, że na murawie już od pierwszych minut pojawi się Gavi. Hiszpan starł się przed tygodniem z jednym z zawodników Deportivo Alaves i mocno ucierpiał. Panowie zderzyli się głowami i obaj nie byli w stanie kontynuować rywalizacji. Badania nie wykazały żadnych niepokojących urazów, ale Flick i tak dał odpocząć zawodnikowi z Valencią. Teraz ma jednak przywrócić go do składu.

     

    Jak zauważają dziennikarze “Mundo Deportivo”, czy też katalońskiego “Sportu” nie ma żadnych wątpliwości co do ataku. Tam Lewandowskiemu pomagać mają Lamine Yamal i Raphinha. Jest jeszcze jedna pozycja absolutnie pewna. “To miejsce w bramce. Tam ponownie ustawi się ‘Tek’ Szczęsny”, “Barcelona zacznie mecz ze Szczęsnym jako zwycięzcą – przynajmniej na razie – ‘bitwy’ o bramkę. Ten chce ponownie pokazać się z dobrej strony i możliwe, że zachowa czyste konto” – czytamy.

     

    Przewidywalny skład Barcelony na mecz z Sevillą (wg “Mundo Deportivo” i “Sportu”):

    Szczęsny; Balde, Cubarsi, Araujo, Kounde; Pedri, Gavi, Casado; Raphina, Lewandowski, Yamal.

     

    Nieco inne zdanie w sprawie składu wyraziła “Marca”. Jej zdaniem Gavi nie pojawi się od pierwszych minut na murawie. Zamiast niego dość zaskakująco ma wejść… Ferran Torres. – Ferran może grać na innych pozycjach, zobaczymy jutro – mówił Flick na sobotniej konferencji prasowej.

     

    Przewidywany skład Barcelony na mecz z Sevillą (wg “Marki”):

    Szczęsny; Balde, Cubarsi, Araujo, Kounde; Torres, Casado, Pedri, Raphinha, Lewandowski, Yamal.

    Mecz Barcelony z Sevillą zaplanowano na godzinę 21:00. Już teraz zapraszamy do śledzenia relacji na stronie głównej 

     

  • Przykry widok po skokach Polaków. Aż trudno było na to patrzeć. Dramat

    Przykry widok po skokach Polaków. Aż trudno było na to patrzeć. Dramat

    Przykry widok po skokach Polaków. Aż trudno było na to patrzeć. Dramat

    Jeszcze pamiętamy gorzki smak dziewiątego miejsca z Willingen, mikstu rozegranego przed tygodniem, ale znów musieliśmy doświadczyć słabiutkiego występu polskich skoczków i skoczkiń. Tym razem wynik był nieco lepszy, ale tylko ze względu na mizerną obsadę zawodów – osiem zespołów, w dodatku nie wszystkie w swoich najsilniejszych składach.

     

    Polacy pokonali tylko Japonię. Kolejny słabiutki występ w mikście

     

    Polska drużyna – w składzie Pola Bełtowska, Aleksander Zniszczoł, Anna Twardosz i Paweł Wąsek – zajęła dopiero siódme miejsce. Udało się wyprzedzić jedynie mikst z Japonii. Yuzuki Sato, Yukiya Sato, Kikka Sakamoto i Ren Nikaido skończyli rywalizację na ósmej pozycji, tracąc do Polaków 34,1 punktu.

     

    Już po pierwszej serii Polska zajmowała właśnie siódmą pozycję. Nota 344,5 punktu była lepsza od Japonii o 14,8 punktu, ale do szóstej Finlandii to polski zespół tracił sporo, bo 33,6 punktu. Straty do wyższych pozycji przytacza się aż przykro – 127,3 punktu do podium i aż 138,1 punktu do liderów.

     

    Potem, w serii finałowej, aż nie dało się patrzeć, jak po skokach Poli Bełtowskiej i Aleksandra Zniszczoła Polska na wyświetlanych pomiędzy grupami klasyfikacjach była na ostatnim miejscu. Sytuacja zmieniła się po trzeciej kolejce, gdy bardzo słabo skoczyła Japonka Kikka Sakamoto. Tak wpuściła Polskę na siódme miejsce. Przed skokiem Pawła Wąska, kończącym zawody dla naszego mikstu, przewaga nad rywalami wynosiła 31,7 punktu.

     

    Na szczęście Wąsek jeszcze ją nieznacznie – bo tylko o 2,4 punktu – powiększył. Ale straty do najlepszych pozostały ogromne. Wygrali Niemcy – 260,9 punktu przed Polską, drugie miejsce zajęli Norwegowie – zgromadzili 248,1 punktu więcej od polskiego zespołu, a trzecie Austriacy – 239 punktów więcej od naszego mikstu.

     

    Wąsek uratował polski zespół i go poprowadził. Thurnbichler może się zastanawiać nad swoją decyzją

     

    I to właśnie Wąsek jako jedyny z polskiej czwórki prezentował się dość solidnie. Skoki na 118 i 123 metry nie były jego najlepszymi w ten weekend, ale wyglądały całkiem solidnie, choć w drugiej serii Polakowi powiało ponad dwa metry na sekundę pod narty w uśrednionym pomiarze, więc można było oczekiwać o wiele dalszego skoku. Jak wykorzystywać takie warunki chwilę później pokazał Wąskowi Anze Lanisek, który lądował na 129. metrze. Ale liderowi polskiej kadry tej zimy trzeba oddać, że w sobotę był w stanie poprowadzić zespół. A raczej uratować go przed zajęciem ostatniego miejsca w konkursie.

     

    Aleksander Zniszczoł, choć wydawało się, że z polskich skoczków ma największy maksymalny poziom w USA, skakał słabiutko. Jego 110 metrów w pierwszej serii to był występ rozczarowujący. 117,5 metra w finałowej tylko trochę poprawiło jego sytuację, ale z obydwu tych prób swojego zawodnika nie może być zadowolony trener Thomas Thurnbichler. Austriak wybrał go do składu mikstu zamiast Dawida Kubackiego, a to on był lepszy od Zniszczoła w ostatecznych wynikach sobotniego konkursu indywidualnego – zajął 20., a Zniszczoł 25. miejsce. Teraz może się zastanawiać, czy to na pewno była właściwa decyzja.

     

    Szkoda, że lepiej nie spisały się też polskie skoczkinie. Jednak one jeszcze kilkadziesiąt minut wcześniej miały tu drugą rywalizację indywidualną w ten weekend. Miały prawo być zmęczone, ale skoki Polek były wyjątkowo krótkie. Anna Twardosz uzyskała tylko 98,5 i 103 metry, a Pola Bełtowska 85 i 88 metrów.

     

    Próba generalna przed MŚ wypadła blado. Jeszcze jeden konkurs w Lake Placid przed Polakami

     

    Mikst w Lake Placid był próbą generalną przed mistrzostwami świata w Trondheim i nie trzeba długo analizować wyników, żeby stwierdzić, że Polska wypadła na niej blado.

     

    Celem, który wyznaczył kadrze na MŚ Thomas Thurnbichler, trener skoczków, jest piąte miejsce. Nieco realniej na tę sprawę patrzy szkoleniowiec kobiecej reprezentacji, Marcin Bachleda, który mówi o potrzebie wejścia do ósemki. Ta na dziś wydaje się możliwa, ale też niepewna. A brak awansu do serii finałowej na imprezie rangi mistrzowskiej zostałby przyjęty w Polsce jako absolutna kompromitacja.

     

    Na razie panie skończyły już rywalizację na PŚ w Lake Placid, a panów czeka jeszcze jedne zawody. O 16:00 czasu polskiego w niedzielę będą rywalizować na obiekcie w USA w drugim konkursie indywidualnym. Półtorej godziny wcześniej czekają ich kwalifikacje. Transmisja w Eurosporcie, TVN i na platformie Max.