Category: Home

  • Świątek i Sabalenka zaskoczone, komunikat WTA nadszedł przed północą. Historyczny awans

    Świątek i Sabalenka zaskoczone, komunikat WTA nadszedł przed północą. Historyczny awans

    Świątek i Sabalenka zaskoczone, komunikat WTA nadszedł przed północą. Historyczny awans

    Dość niespodziewanie, bo jeszcze w niedzielę przed północą został opublikowany komunikat WTA z najnowszym zestawieniem rankingu. Doszło w nim do niemałych przetasowań na szczycie. Historyczny awans zanotowała m.in. triumfatorka Australian Open – Madison Keys. Jako że przyszłe zestawienie obejmie wyniku turnieju WTA Doha, przewaga Sabalenki nad Świątek ostatni raz będzie wynosić 186 punktów.

     

    W poniedziałek Iga Świątek przystąpi do turnieju WTA Doha, który będzie miał kolosalne znaczenie dla jej sytuacji w rankingu WTA. Polka kompletnie zdominowała rozgrywki w ostatnich latach, triumfując w nich trzy razy z rzędu. Z tego, chociażby powodu postrzegana jest jako jedna z faworytek. Z drugiej jednak strony w Dosze przyjdzie jej bronić aż 1000 punktów rankingowych.

     

    Aryna Sabalenka w ubiegłym sezonie nie brała udziału w rozgrywkach w Dosze i tym samym, pod kątem rankingu WTA na turnieju może jedynie zyskać. Najnowszy komunikat ze strony WTA mógł zaskoczyć zarówno Białorusinkę, jak i Polkę. Ukazał się jeszcze w niedzielę przed północą.

     

    Nowy ranking WTA. Ostatnia taka strata Świątek do Sabalenki

     

    W najnowszym zestawieniu nie doszło do żadnych przetasowań na samym szczycie. Dość powiedzieć, że różnica pomiędzy Aryną Sabalenką i Igą Świątek pozostała taka sama – wynosi 186 punktów. Tenisistka z Mińska prowadzi z wynikiem 8956, a raszynianka jest druga, mając na koncie oczek 8770. Spore zmiany zaszły jednak w obrębie najlepszej dziesiątki.

     

    Historyczny awans w rankingu zanotowała triumfatorka Australian Open – Madison Keys. Amerykanka wspięła się na szóstą pozycję, najwyższą w swojej karierze. Tuż nad nią znajduje się rodaczka – Jessica Pegula, która również podskoczyła w rankingu o jedno miejsce do góry. Na 7. lokatę spadła za to Jelena Rybakina, która odpadła w Melbourne na etapie 1/8 finału.

     

    Na 11. miejsce wspiąć się udało jednej z najbardziej kontrowersyjnych obecnie w tourze tenisistek – Danielle Collins. Amerykanka wyprzedziła w najnowszym zestawieniu Darię Kasatkinę.

     

    Świątek goni Sabalenkę. W Dosze będzie musiała pogodzić się z kolejną stratą

     

    Chociaż rozgrywki w Dosze dopiero się zaczynają, pewne jest, że Iga Świątek będzie musiała przynajmniej jeszcze przez tydzień dłużej godzić się z rolą rankingowej dwójki. Polka będzie broniła teraz 1000 punktów rankingowych i nawet jeśli sięgnie po czwarty z rzędu tytuł, jej strata do Sabalenki się powiększy. Wynika to z faktu, że Białorusinka wystartuje w rozgrywkach, w których przed rokiem jej zabrakło. A każde jej zwycięstwo będzie powiększało przewagę. Tym samym obecny tydzień jest ostatnim, w którym strata raszynianki do liderki wynosi 186 punktów.

     

    Mały sukces odtrąbić może również Magda Linette. 32-latka zaliczyła awans o dwie pozycje i w najnowszym zestawieniu rankingu WTA zajmuje miejsce 36. Co ciekawe, plasuje się wyżej od “zmory” Igi Świątek – Jeleny Ostapenko. Zmianie nie uległa natomiast pozycja drugiej rakiety Polski – Magdaleny Fręch. Łodzianka która w niedzielę pokonała w 1. rundzie rozgrywek w Dosze Beatriz Haddad Maię pozostała na miejscu 28.

     

    Ranking WTA przed turniejem w WTA Doha

     

    1. Aryna Sabalenka – 8956 punktów

    2. Iga Świątek – 8770 punktów

    3. Coco Gauff – 6538 punktów

    4. Jasmine Paolini – 5288 punktów

    5. Jessica Pegula – 4861 punktów

    6. Madison Keys – 4680 punktów

    7. Jelena Rybakina – 4588 punktów

    8. Qinwen Zheng – 4095 punktów

    9. Emma Navarro – 3709 punktów

    10. Paula Badosa – 3588punktów

  • Błysk Lewandowskiego, 5 goli i kluczowy triumf. Szczęsny wybronił “bramkę sezonu”

    Błysk Lewandowskiego, 5 goli i kluczowy triumf. Szczęsny wybronił “bramkę sezonu”

    Błysk Lewandowskiego, 5 goli i kluczowy triumf. Szczęsny wybronił “bramkę sezonu”

    FC Barcelona pokonała na wyjeździe w niedzielnym meczu La Liga Sevillę 4:1. To kluczowy triumf dla ekipy trenera Hansiego Flicka, która tym samym znacząco zbliżyła się w tabeli do Realu Madryt i Atletico. Pierwszą z bramek dla “Dumy Katalonii” zdobył Robert Lewandowski. W wyjściowym składzie wybiegł także Wojciech Szczęsny, notując kilka świetnych interwencji – między innymi pod koniec pierwszej połowy, gdy zatrzymał uderzenie przewrotką Dodiego Lukebakio. Gdyby Belg trafił do siatki, jego trafienie zapewne kandydowałoby do miana gola sezonu.

     

    23. kolejka La Liga została naznaczona przez sobotni hit na szczycie, w którym Real Madryt tylko zremisował na Estadio Santiago Bernabeu z Atletico Madryt 1:1. Ten wynik był idealny dla Barcelony, która stanęła przed okazją, by zbliżyć się w tabeli do obu rywali na odpowiednio dwa i jeden punkt. A warunek był tylko jeden – niedzielna wygrana z Sevillą.

     

    W stolicy Andaluzji oglądaliśmy w barwach FC Barcelona od pierwszej minuty dwóch Polaków. Wojciech Szczęsny niezmiennie w ostatnim czasie stanął między słupkami, a Robert Lewandowski zajął miejsce w ataku, po odpoczynku, jaki w wygranym 5:0 meczu Pucharu Króla z Valencią zafundował mu trener Hansi Flick.

     

    Nasz bramkarz pierwszą okazję do interwencji miał już w czwartej minucie, gdy pewnie złapał piłkę po mocnym, płaskim dośrodkowaniu w wykonania Isaaca Romero. Odpowiedź Barcelony była natychmiastowa. Pedri zagrał kapitalne podanie w pole karne do Lamine’a Yamala, a ten oddał widowiskowy i – co najważniejsze – celny strzał z woleja. Gospodarzy uratowała tylko świetna interwencja Orjana Nylanda, który sparował piłkę poza linię końcową.

     

    Gol Roberta Lewandowskiego, ale po chwili Wojciech Szczęsny skapitulował

     

    Skończyło się więc na rzucie rożnym, który został krótko rozegrany przez podopiecznych Hansiego Flicka. Piłka trafiła pod nogi Raphinhi, ten dorzucił ją na głowę Inigo Martineza, który obsłużył podaniem Roberta Lewandowskiego. A Polak wykazał się sprytem, z bliskiej odległości pokonując norweskiego bramkarza. Była 7. minuta spotkania. Trener Hansi Flick znów mógł cieszyć się więc z szybko strzelonego przez swoją drużynę gola. Ale jego mina szybko zrzedła.

     

    Wznawiająca grę od środka Sevilla natychmiast wyprowadziła bowiem piorunującą ripostę. Saul Niguez nie dał złapać się – jak orzekli sędziowie – na pułapkę ofsajdową, urywając się na prawym skrzydle, po czym dograł do Rubena Vargasa, a ten wpakował piłkę do siatki. Wojciech Szczęsny ratował się jeszcze rozpaczliwą interwencją, ale już nic nie był w stanie zrobić i było 1:1.

     

    Kolejny raz gorąco w polu karnym Barcelony zrobiło się w 16. minucie, gdy dobre podanie otrzymał Isaac Romero. Hiszpan skiksował jednak przy próbie strzału bez przyjęcia, a potem upadł tuż obok interweniującego Wojciecha Szczęsnego. O rzucie karnym nie było jednak mowy. Akcja była kontynuowana, a przerwał ją faul Saula Nigueza na Ronaldzie Araujo. Hiszpan w tamtej sytuacji obejrzał żółtą kartkę, a Urugwajczyk nabawił się urazu. I choć pozostał jeszcze przez kilka minut na murawie, wyraźnie cierpiał. A potem zmienił go Pau Cubarsi.

     

    Po szalonym początku, tempo gry w następnej fazie meczu zostało znacznie spowolnione przez obie ekipy. Pierwsza połowa mogła jednak zostać zamknięta mocnym akcentem. W 45. minucie po dośrodkowaniu z lewej strony piłkę podbił przypadkowo jeden z obrońców Barcelony, a Dodi Lukebakio nie myśląc zbyt długo, w kapitalny sposób złożył się do przewrotki. Wojciech Szczęsny był jednak na posterunku i poradził sobie z jego kapitalnym uderzeniem.

     

    Druga połowa dla Barcelony. Cenny triumf ekipy Hansiego Flicka

     

    W przerwie Hansi Flick przeprowadził zmianę. Zdjął z boiska Gaviego, zastępując go Ferminem Lopezem. I był to strzał w dziesiątkę, bo 21-latek błyskawicznie trafił na listę strzelców, wykorzystując głową świetne, miękkie dośrodkowanie Pedriego. I tym razem Sevilla mogła błyskawicznie wyrównać. Ba, pokonała nawet Wojciecha Szczęsnego, ale trafienie Rubena Vargasa nie mogło zostać uznane ze względu na spalonego.

     

    W 53. minucie na trybunach Estadio Sanchez Pizjuan zawrzało, gdy sędzia nie odgwizdał rzutu karnego po tym, jak w “szesnastce” Barcelony upadł popchnięty przez Julesa Kounde Djibril Sow. Ale gwizdek sędziego milczał. A dwie minuty później Raphinha kapitalnym strzałem z dystansu podwyższył prowadzenie swojej drużyny.

     

    Jeśli jednak ktoś myślał, że to koniec emocji w tym spotkaniu, ten był w błędzie. O podgrzanie atmosfery postarał się bowiem po raz kolejny Fermin Lopez – tym razem brutalnie faulując Djibrila Sowa. I choć pierwotnie obejrzał tylko żółtą kartkę, po analizie VAR został wyrzucony z boiska.

    https://x.com/CANALPLUS_SPORT/status/1888685408352940387

    Robert Lewandowski zszedł z boiska w 70. minucie, zmieniony przez Daniego Olmo. Czas mijał, a Sevilla nie potrafiła skorzystać z gry w przewadze. A gdy już Loic Bade uderzył z dystansu, interweniował Wojciech Szczęsny.

    https://x.com/CANALPLUS_SPORT/status/1888694389934886977

    Wydawało się więc, że wynik nie ulegnie już zmianie. Aż w 89. minucie błysnął kolejny z rezerwowych wprowadzonych przez Hansiego Flicka – Eric Garcia, który strzałem głową z bliskiej odległości po centrze z rzutu wolnego ustalił wynik spotkania. FC Barcelona ma spore powody do zadowolenia, a walka o mistrzostwo Hiszpanii staje się jeszcze bardziej zacięta.

     

  • Tak, tak, tak! Polska mistrzem świata! Wielki sukces

    Tak, tak, tak! Polska mistrzem świata! Wielki sukces

    Tak, tak, tak! Polska mistrzem świata! Wielki sukces

    Reprezentacja Polski kobiet wywalczyła Halowe Mistrzostwo Świata! W finale biało-czerwone pokonały Austrię 1:0. Bramkę na wagę zwycięstwa zdobyła Amelia Katerla.

     

    Polki rozpoczęły bój o Mistrzostwo Świata od wygranej w fazie grupowej. W grupie „B” podopieczne Krzysztofa Rachwalskiego zremisowały z Austrią i pokonały Tajlandię oraz RPA. W ćwierćfinale Polki wygrały z Belgią, a w 1/2 fazy pucharowej były lepsze od Czeszek.

     

    Wielki sukces Polek

     

    W wielkim finale reprezentacja Polski po raz drugi w tym turnieju zagrała z Austriaczkami. Wynik meczu już w trzeciej minucie otworzyła Amelia Katerla. W kolejnych 37 minutach błyszczała przede wszystkim nasza bramkarka Marta Kucharska, która zachowała czyste konto i doprowadziła nasz zespół do zwycięstwa.

     

    – Nie mogę nawet opisać, jak się czujemy. Mam cały czas adrenalinę we krwi i myślę, że dopiero po jakimś czasie dojdzie do nas, że zdobyłyśmy ten tytuł. Łzy już się polały, a poleją się jeszcze raz, gdy usłyszymy Mazurka Dąbrowskiego na obcej ziemi. No i co? Trzeba przyznać, że jesteśmy Mistrzyniami Świata – powiedziała po meczu Monika Chmiel, zawodniczka reprezentacji Polski.

     

    3 lutego 10:50 Polska – Austria 1:1

    4 lutego 12:10 Polska – Tajlandia 1:0

    6 lutego 10:50 Polska – RPA 4:2

    Faza pucharowa:

     

    7 lutego 20:10 – ćwierćfinał: Polska – Belgia 2:1

    8 lutego 19:30 – półfinał: Polska – Czechy 3:1

    9 lutego 18:20 – finał: Polska – Austria 1:0

     

    1. Polska

    2. Austria

    3. Czechy

    4. Niemcy

    5. Belgia

    6. Namibia

    7. USA

    8. Tajlandia

    9. RPA

    10. Australia

    11. Nowa Zelandia

    12. Chorwacja

    Reprezentacja Polski:

     

    1. Marlena Rybacha – DSD Dusseldorf e.V.

    2. Marta Kucharska – Grossflottbeker THGC e.V. Hamburg

    3. Julia Balcerzak – Grossflottbeker THGC e.V. Hamburg

    4. Amelia Katerla – HC Huizer

    5. Viktoria Zimmermann – Russelsheimer RK

    6. Daria Skoraszewska – AZS Politechnika Poznańska

    7. Monika Chmiel – KS Hokej Start Brzeziny

    8. Anna Gabara – KS Hokej Start Brzeziny

    9. Magdalena Pabiniak – KS Hokej Start Brzeziny

    10. Julia Kucharska – UKS SP 5 Swarek Swarzędz

    11. Marta Czujewicz – UKS SP 5 Swarek Swarzędz

    12. Jagoda Arciszewska – UKS SP 5 Swarek Swarzędz

     

    1. Maria Drozda – UKS SP 5 Swarek Swarzędz

    2. Oliwia Krychniak – KS Hokej Start Brzeziny

    3. Hanna Wochna – AZS Politechnika Poznańska

    Sztab szkoleniowy:

     

    1. Krzysztof Rachwalski – selekcjoner

    2. Mateusz Mazany – trener współpracujący

    3. Alicja Koperska – trener współpracujący

    4. Joachim Sikorski – fizjoterapeuta

    5. Tomasz Kawa – trener współpracujący/monitoring

     

  • Polki mistrzyniami świata! Austriaczki w pokonanym polu

    Polki mistrzyniami świata! Austriaczki w pokonanym polu

    Polki mistrzyniami świata! Austriaczki w pokonanym polu

    W Chorwacji, a konkretnie w Porecu odbywały się halowe mistrzostwa świata w hokeju na trawie. Reprezentacja Polski awansowała do finału, w który mierzyła się z Austrią. Biało-Czerwone okazały się lepsze, wygrały 1:0 i mogą się cieszyć z trofeum.

     

    W półfinale halowych mistrzostw świata w hokeju na trawie w chorwackim Porecu reprezentacja Polski pań mierzyła się z Czeszkami. Biało-Czerwone okazały się lepsze od rywalek (3:1), a trzeba pamiętać, że hokej w Czechach ma jednak wyjątkowe miejsce w sercu kibiców, nawet jeśli nie mówimy koniecznie o wersji na trawie.

     

    Polki mistrzyniami świata! Wielki sukces w Chorwacji

     

    – Jesteśmy bardzo szczęśliwe. Mecz był bardzo ciężki mecz, ale od wiedziałyśmy, że taki będzie. Do końca wierzyłyśmy, że możemy to wygrać. Na początku odepchnęłyśmy się dwiema bramkami i to było bardzo ważne, bo to Czeszki musiały gonić. Trzecia bramka dodała nam jeszcze więcej wiary i pewności siebie. Jestem dumna z naszej drużyny, ciężko pracowałyśmy w obronie, w  ataku też zagrałyśmy dobrze. Jesteśmy mega szczęśliwe – mówiła po meczu z Czechami Amelia Katerla cytowana przez “sp360.pl”.

     

    W finale na Polki czekały Austriaczki, a sam awans do meczu o tytuł był historycznym osiągnięciem, bo Biało-Czerwone nigdy wcześniej nie zdobyły nawet medalu mistrzostw świata. W związku z tym stres u naszych zawodniczek musiał być ogromny. Na całe szczęście udało się go przezwyciężyć i to nasze panie na końcu triumfowały 1:0 nad swoimi rywalkami i do kraju wrócą ze złotymi medalami na szyjach. Przy czwartym występie na światowym czempionacie udało się osiągnąć maksymalny sukces. 

     

  • Magdalena Fręch eliminuje finalistkę Australian Open. Trzy sety walki, polski mecz o krok

    Magdalena Fręch eliminuje finalistkę Australian Open. Trzy sety walki, polski mecz o krok

    Magdalena Fręch eliminuje finalistkę Australian Open. Trzy sety walki, polski mecz o krok

    Po losowaniu drabinki turnieju WTA 1000 w Dosze stało się jasne, że w drugiej rundzie może nas czekać polski pojedynek. Musiał jednak zaistnieć następujący warunek: Magdalena Fręch i Magda Linette potrzebowały wygrać swoje mecze otwarcia. Dzisiaj na korcie zobaczyliśmy tenisistkę urodzoną w Łodzi. 27-latka zmierzyła się z Beatriz Haddad Maią – finalistką Australian Open 2022 w deblu. Po zaciętej batalii lepsza okazała się Fręch, która triumfowała 6:4, 3:6, 6:2. Jeśli Linette pokona Weronikę Kudiermietową, to we wtorek czeka nas polski mecz.

     

    Magdalena Fręch nie miała najlepszego początku sezonu 2025, ale występ na Australian Open powiał optymizmem. Zawodniczka urodzona w Łodzi zdążyła wyleczyć kontuzję przed rozpoczęciem zmagań w Melbourne i wygrała dwa spotkania podczas pierwszej imprezy wielkoszlemowej w tym roku. Polka przegrała dopiero w trzeciej rundzie, po zaciętym pojedynku z Mirrą Andriejewą. Później tenisistka klubu KS Górnik Bytom udała się na Bliski Wschód. Występ w turnieju WTA 500 w Abu Zabi z pewnością nie zaliczy do udanych, bowiem ugrała zaledwie trzy gemy w potyczce z Lindą Noskovą.

     

    Szansa na poprawkę nadeszła podczas pierwszego tysięcznika w tym sezonie w Dosze, ale i tym razem losowanie nie sprzyjało Magdalenie. Już na “dzień dobry” trafiła na rozstawioną z numerem 13 Beatriz Haddad Maię, finalistkę Australian Open 2022 w deblu. Można było zatem zakładać, że czeka nas maratoński pojedynek. Obie zawodniczki słyną z długich wymian i zaciętej walki na korcie. Brazylijka prowadziła 3-1 w zestawieniu H2H, ale ostatni mecz rozegrany w październiku ubiegłego roku w Wuhan zakończył się zwycięstwem Polki. Mieliśmy zatem nadzieję na powtórkę sytuacji podczas rywalizacji w stolicy Kataru.

     

    Fręch i Haddad Maia zafundowały sobie maratońską rywalizację. Zacięte starcie o drugą rundę WTA 1000 w Dosze

     

    Tenisistki nie oszczędzały się od samego początku. Już pierwszy gem potrwał… 12 minut. Fręch miała w nim dwa break pointy, ale ostatecznie to rozdanie trafiło na konto Haddad Maii. Później reprezentantka Brazylii przełamała serwis naszej zawodniczki, a po kolejnym rozdaniu, gdzie broniła kolejnego break pointa, wyszła już na prowadzenie 3:0. Mimo trudnej sytuacji Magdalena nie załamywała rąk i wzięła się za odrabianie strat.

     

    Najpierw Polka wróciła ze stanu 15-30 przy swoim podaniu i zgarnęła premierowe “oczko”. Potem presji nie wytrzymała Beatriz. Nie wykorzystała żadnej z trzech szans na 4:1 i po chwili zobaczyliśmy okazję na przełamanie dla naszej reprezentantki. Rywalka popełniła podwójny błąd serwisowy i po przewadze breaka nie było już śladu. W następnym rozdaniu Fręch utrzymała swój serwis do zera i po 45 minutach rywalizacji mieliśmy wynik 3:3.

     

    Także kolejne minuty układały się perfekcyjnie dla Magdaleny. Jeszcze raz dobrała się do podania przeciwniczki, a potem wyszła ze stanu 0-30 przy swoim serwisie i objęła prowadzenie 5:3. Chociaż Haddad Maia próbowała do końca walczyć o powrót i dzielnie broniła piłek setowych w dziewiątym gemie, to za trzecią okazją Polka przechyliła szalę na swoją korzyść. Po 68 minutach rywalizacji partia trafiła na konto Fręch rezultatem 6:4.

     

    Początek drugiej odsłony okazał się bardzo podobny do tego, co oglądaliśmy na starcie pojedynku. Haddad Maia objęła prowadzenie 3:0. W czwartym gemie miała nawet dwie okazje na podwyższenie przewagi, ale od tego momentu Magdalena zgarnęła cztery akcje z rzędu i wywalczyła premierowe “oczko” w drugim secie. Później obserwowaliśmy kolejny maratoński gem, po którym Fręch odrobiła stratę przełamania, wykorzystując do tego piątą okazję. Tym razem Polka nie zniwelowała jednak całkowicie straty. Po chwili znów straciła podanie i zrobiło się 4:2 dla Beatriz.

     

    Festiwal breaków nie ustępował. Przerwanie korzystnej serii returnujących nastąpiło dopiero w dziewiątym gemie – w momencie, gdy Brazylijka serwowała po wygraną w drugiej partii. Wtedy finalistka Australian Open 2022 w deblu bez większych problemów utrzymała swoje podanie do 15. Fręch próbowała się jeszcze ratować, posyłając kapitalny return, ale w kolejnej akcji Haddad Maia zwieńczyła dzieło. Rezultatem 6:3 przedłużyła emocje w batalii o drugą rundę WTA 1000 w Dosze.

     

    Decydujący set rozpoczął się inaczej niż poprzednie. Tym razem to Polka uciekła przeciwniczce na “dzień dobry”, najpierw utrzymując serwis, a później przełamując do 15. Chwilę później było już 3:0. Beatriz zerwała się do walki i w piątym gemie doprowadziła do stanu równowagi. W pewnym momencie tenisistce z Ameryki Południowej zaczął rozbrzmiewać… telefon, jakby miała ustawiony alarm na godz. 22:00 czasu lokalnego. Na szczęście nie wytrąciło to z równowagi naszej reprezentantki, która wyszła na 4:1.

     

  • Świątek zagra z mistrzynią turnieju WTA 1000. Znamy pierwszą rywalkę Polki w Dosze

    Świątek zagra z mistrzynią turnieju WTA 1000. Znamy pierwszą rywalkę Polki w Dosze

    Świątek zagra z mistrzynią turnieju WTA 1000. Znamy pierwszą rywalkę Polki w Dosze

    Rozpoczęła się już rywalizacja w głównej drabince turnieju WTA 1000 w Dosze. Iga Świątek ma wolny los w pierwszej rundzie, stąd przystąpi do udziału w zmaganiach od drugiej fazy. Dzisiaj Polka poznała swoją premierową rywalkę na drodze do czwartego z rzędu tytułu w stolicy Kataru. Będzie nią Maria Sakkari, triumfatorka tysięcznika z Guadalajary z 2023 roku. Jej spotkanie z Eleną-Gabrielą Ruse zakończyło się przedwcześnie. Rumunka skreczowała przy stanie 4:6, 6:3, 4:0 40-30 z perspektywy Greczynki.

     

     

    Iga Świątek zdominowała w ostatnich sezonach turniej WTA 1000 w Dosze. Polka wygrała trzy poprzednie edycje zmagań i już za kilkadziesiąt godzin przystąpi do walki o obronę tytułu. Podczas piątkowego losowania okazało się, że nasza reprezentantka rozpocznie udział w turnieju w stolicy Kataru od starcia z Marią Sakkari lub kwalifikantką. Raszynianka musiała zatem zaczekać na sfinalizowanie eliminacji, by poznać swoją drugą potencjalną przeciwniczkę.

     

     

    Wczoraj okazało się, że przeciwniczką Greczynki w walce o możliwość starcia z Igą Świątek w 1/16 finału będzie Elena-Gabriela Ruse. Rumunka awansowała do głównej rywalizacji dzięki wygranym z Taylor Townsend oraz Darią Saville. Teoretycznie faworytką batalii o miejsce w drugiej rundzie była mistrzyni turnieju WTA 1000 w Guadalajarze z 2023 roku, ale w ostatnim czasie Sakkari nie błyszczy formą. W związku z tym nie należało skreślać Ruse, która nie miała tak naprawdę nic do stracenia. Ewentualnym zwycięstwem mogła tylko zyskać.

     

    Świątek poznała rywalkę w drugiej rundzie WTA 1000 w Dosze. Wyłoniło ją starcie Sakkari – Ruse

     

    Pojedynek rozpoczął się od przełamania na korzyść Rumunki, ale następne minuty należały do Marii, która w pewnym momencie miała nawet piłkę na 4:1 przy własnym podaniu. Nie zdołała jej jednak wykorzystać i nastąpił kolejny zwrot akcji. Elena-Gabriela wygrała cztery gemy z rzędu i nagle zrobiło się 5:3 dla 112. rakiety świata. Greczynka do końca walczyła o odrobienie strat, miała nawet piłkę na 5:5. Ostatecznie Ruse zdołała jednak wykorzystać drugiego setbola przy swoim serwisie i zamknęła premierową odsłonę rezultatem 6:4.

     

    Początek drugiej partii został całkowicie całkowicie zdominowany przez Sakkari, która szybko objęła prowadzenie 4:0. Mistrzyni WTA 1000 w Guadalajarze z 2023 roku wygrała aż 16 z 18 akcji na starcie tego seta. W pewnym momencie kamery przyłapały Wima Fissette’a – szkoleniowca Igi Świątek, który bacznie przyglądał się grze obu tenisistek.

     

    Mimo dużej straty Elena-Gabriela nie poddawała się i zaczęła gonić przeciwniczkę. W siódmym gemie pojawił się nawet break point, który całkowicie mogłaby zniwelować przewagę przełamań po stronie przeciwniczki. Zarówno wtedy, jak i w dziewiątym rozdaniu Sakkari wyratowała się i ostatecznie utrzymała bezpieczną różnicę. Dzięki temu Maria doprowadziła do trzeciej partii rezultatem 6:3.

     

    Początek decydującej odsłony przypominał to, co działo się w drugim secie. Greczynka objęła prowadzenie 3:0 z podwójnym przełamaniem. Wtedy Ruse poprosiła o przerwę medyczną, narzekała na problemy w okolicach dolnego odcinka pleców. Po kilkuminutowej pomocy, Rumunka postanowiła jeszcze kontynuować spotkanie. Przy stanie 4:6, 6:3, 4:0 40-30 z perspektywy Greczynki podjęła jednak decyzję o kreczu.

     

    Tym samym zobaczymy siódmą bezpośrednią batalię pomiędzy Świątek i Sakkari. Pierwsze trzy spotkania, rozegrane w 2021 roku, zakończyły się po myśli Marii. Później Iga zdominowała tę rywalizację i w najbliższych kilkudziesięciu godzinach otrzyma szansę, by wyjść na prowadzenie 4-3 w zestawieniu H2H. Starcie o awans do trzeciej rundy zostanie rozegrane w poniedziałek jako drugie od godz. 13:30 czasu polskiego (po spotkaniu Daria Kasakina – Polina Kudiermietowa). Relacja będzie dostępna w Interia Sport.

     

  • Ależ debiut 16-latka z Polski w Hiszpanii! Od razu zwycięstwo

    Ależ debiut 16-latka z Polski w Hiszpanii! Od razu zwycięstwo

    Ależ debiut 16-latka z Polski w Hiszpanii! Od razu zwycięstw

    16-letni Maciej Gładysz wywalczył zwycięstwo i trzecie miejsce w wyścigach pierwszej rundy Spanish Winter Championship, na torze w hiszpańskim Jerez debiutując za kierownicą bolidu Formuły 3.

    Niecałe dwa miesiące po poważnej kontuzji obu rąk, kierowca ekipy MP Motorsport wrócił na tor i zadebiutował w nowej dla siebie kategorii. W wymagającej, międzynarodowej stawce 26 zawodników, młody tarnowianin zakończył sesje kwalifikacyjne odpowiednio na trzeciej i pierwszej pozycji.

    W pierwszym wyścigu głównym Maciej Gładysz finiszował na trzeciej lokacie. W drugim spadł co prawda na trzecie miejsce po starcie, ale widowiskowo wrócił na prowadzenie i sięgnął po zwycięstwo.

    Podopieczny Akademii Motorsportu Orlen był także dziewiąty w tzw. sprincie, do którego czołowa ósemka startowała w odwróconej kolejności względem wyników z pierwszej kwalifikacji. – To dla mnie wymarzony debiut w nowej kategorii, choć jeszcze niedawno mój start w Jerez stał pod dużym znakiem zapytania – mówi Maciej Gładysz.

    Przesiadka z bolidu Formuły 4 do 270-konnego auta Formuły 3 to duże wyzwanie, które dodatkowo utrudniła mi zimowa kontuzja. W grudniu złamałem obie ręce podczas testów i po dwóch operacjach spędziłem sześć tygodni w gipsie, dlatego powrót na tor nie był łatwy – dodaje 16-latek z Tarnowa.

    Dzięki punktom wywalczonym we wszystkich trzech wyścigach, po pierwszej z trzech rund Spanish Winter Championship, 16-latek zajmuje drugie miejsce w klasyfikacji generalnej, tylko cztery punkty od lidera.

    – W sobotę byłem zadowolony z podium, ale czułem niedosyt. Brak testów i możliwości przeprowadzania próbnych startów kosztował mnie sporo na pierwszych metrach wszystkich trzech wyścigów, ale w ostatnim byłem w stanie wrócić na prowadzenie i sięgnąć po wymarzone zwycięstwo. To był udany debiut i świetne przygotowanie do rozpoczynającego się w maju sezonu serii Eurocup 3 – podkreśla Gładysz.

    Kolejne zawody odbędą się za dwa tygodnie w portugalskim Portimao. W maju Gładysz zadebiutuje z kolei w składającej się z ośmiu rund serii Eurocup-3.

    – Poziom rywalizacji w Jerez był bardzo wysoki, a wyprzedzanie bardzo trudne, dlatego to będzie z pewnością bardzo wymagający sezon. Bardzo dziękuję mojemu zespołowi, MP Motorsport, mojej rodzinie, partnerom i kibicom, a także lekarzom, dzięki którym mogłem w ogóle wystartować w tych zawodach. Nie mogę już doczekać się wyścigów w Portimao – kończy Gładysz.

  • Świątek zaraz wyjdzie na kort. Została oceniona. “Nigdy nie wyglądała lepiej”

    Świątek zaraz wyjdzie na kort. Została oceniona. “Nigdy nie wyglądała lepiej”

    Świątek zaraz wyjdzie na kort. Została oceniona. “Nigdy nie wyglądała lepiej

    Iga Świątek już w tym tygodniu rozpocznie zmagania w Dausze. Polka nie wie jeszcze, na kogo trafi w swoim pierwszym meczu – czeka na wynik spotkania Marii Sakkari z Eleną-Gabrielą Ruse. Tymczasem eksperci już się rozpisują na temat szans Polki na wygraną i widzą ją jako murowaną faworytkę. Wskazują, co sprawia, że to właśnie Polka będzie najpewniej rządzić nie tylko w stolicy Kataru, ale również na innych turniejach, w których zwyciężyła w ubiegłym roku.

    Świątek w Dausze będzie bronić tytułu i 1000 punktów w rankingu WTA. Na Australian Open grała na szybkich kortach, które zazwyczaj nie były dla niej najbardziej szczęśliwe, ale doszła aż do półfinału – wszystko to zapewne dzięki współpracy z Wimem Fissettem, który szuka nowych metod i taktyk dla Polki.

    Iga Świątek będzie rządzić w Dausze?

    W 2024 roku w finale turnieju w Dausze Iga Świątek pokonała pewnie Jelenę Rybakinę. W tym roku jest spora szansa, że trafi na nią na wcześniejszym etapie rozgrywek. Jeśli nie dojdzie do żadnych niespodzianek to właśnie Świątek i jej aktualnie największa rywalka, Aryna Sabalenka, zagrają ze sobą w finale tego turnieju. Świątek pokazała się już z bardzo dobrej strony na tegorocznym Australian Open, co zauważyli eksperci

    “Świątek kilka tygodni temu grała na szybszych kortach w Melbourne. Miała po prostu pecha, że natknęła się na rozgrzaną Madison Keys. Było jednak jasne, że część pracy, którą Świątek wykonała z nowym trenerem Wimem Fissette, opłaciła się, ponieważ Polka nigdy nie wyglądała lepiej na Australian Open. A teraz 23-latka wybiera się na imprezę, na której warunki jej odpowiadają” – pisał o raszyniance Zachary Cohen, ekspert portalu Tennis.com

    Iga Świątek kontra Aryna Sabalenka. Która zostanie królową twardych kortów?

    Cohen dodał również, że to “Sabalenka jest obecnie niewątpliwie najlepszą zawodniczką na twardych kortach na świecie, ale to na tradycyjnych, szybkich kortach twardych”. Iga Świątek lepiej sprawdza się za to na kortach wolniejszych, co pokazały jej sukcesy z ubiegłego roku m.in. z Dausze czy Indian Wells.

    Pytanie brzmi, która z zawodniczek lepiej wytrzyma trudy turnieju i dopasuje się do panujących na katarskich kortach warunków. Świątek woli grać na właśnie takiej nawierzchni, a Sabalenka będzie musiała zmienić nieco swoje podejście, by móc udowodnić, że jest najlepsza. Walka o fotel liderki rankingu i królowanie na kortach trwa.

  • Tak, tak, tak! Maciej Kot przeskoczył skocznię i wygrał konkurs!

    Tak, tak, tak! Maciej Kot przeskoczył skocznię i wygrał konkurs!

    Tak, tak, tak! Maciej Kot przeskoczył skocznię i wygrał konkurs!

    Tak jest! To, co nie udało mu się w sobotę, zrobił w niedzielę. Maciej Kot triumfował w konkursie indywidualnym w słoweńskim Kranju w ramach Pucharu Kontynentalnego. Oddał dwa równe skoki i stanął na najwyższym stopniu podium, choć rywalizacja była naprawdę zacięta. Co więcej, w ostatniej próbie przeskoczył obiekt! To kapitalna wiadomość dla polskich skoków.

     

    Najlepsi skoczkowie świata rywalizują obecnie w Lake Placid. Polacy spisują się tam zdecydowanie poniżej oczekiwań. W sobotę najlepszy był Paweł Wąsek, ale zajął dopiero 11. lokatę. Zdecydowanie lepiej wiedzie się Biało-Czerwonym w Pucharze Kontynentalnym w słoweńskim Kranju, a szczególnie jednemu z nich. Właśnie odniósł zwycięstwo.

     

    Maciej Kot triumfuje w Słowenii. Przeskoczył skocznię

     

    Mowa o Macieju Kocie. Już w sobotę Polak miał wielką szansę, by wygrać konkurs indywidualny. Prowadził po pierwszej serii, ale w drugiej spisał się zdecydowanie słabiej. Oddał krótszą próbę i finalnie sklasyfikowano go na 5. miejscu. Z pewnością czuł zawód, ale szybko miał okazję powetować sobie porażkę. Już dzień później odbył się kolejny konkurs. I w nim faktycznie Kot dopiął swego.

     

    Oddał dwa dalekie skoki. Najpierw poszybował na 106 m, dzięki czemu przewodził stawce po pierwszej serii. Jego zaliczka nad drugim Manuelem Fettnerem była niewielka, bo tylko 0,6 pkt. Trzeci Frederik Villumstad również tracił niewiele, bo tylko 1,2 pkt.

     

    Stało się więc jasne, że Polak musi oddać kolejną daleką próbę w serii finałowej. Inaczej o zwycięstwie może zapomnieć. Tym razem Kot nie zawiódł. Ba, jeszcze bardziej zaimponował. Skoczył o cztery metry dalej. Tym samym przeskoczył skocznię o metr i wygrał zawody. Czołówka się nie zmieniła. Drugi był Fettner ze stratą 1,1 pkt. Poszybował dalej od Polaka, bo na 111,5 m, ale to nie wystarczyło, by go wyprzedzić. Trzeci był Villumstad. Norweg stracił do Kota 6,3 pkt.

     

    Czy coś drgnęło w polskich skokach?

     

    Na sukces 33-latka zareagowało już wielu kibiców, czy ekspertów, w tym Sebastian Szczęsny, prezenter TVN. “Brawo Maciej Kot. Praca wkładana w odbudowę zaczyna procentować. Super! Wreszcie coś pozytywnego! (pomijając skoki P. Wąska)” – ocenił na X. I faktycznie trzeba przyznać, że zwycięstwo Kota może dać nieco nadziei kibicom, że w końcu coś drgnie w polskich skokach.

     

    A jak zaprezentowali się pozostali Polacy w niedzielę w Kranju? Do serii finałowej awansował jeszcze tylko Kacper Juroszek. I on również spisał się przyzwoicie. Dowód? Próby na 107,5 m i 102,5 m, które zaowocowały siódmą lokatą. Adam Niżnik, Andrzej Stękała iTomasz Pilch zakończyli zmagania kolejno na 32., 32. i 42. pozycji. Natomiast Szymon Sarniak został zdyskwalifikowany za nieprzepisowy strój.

     

    Wyniki niedzielnego konkursu w Kranju:

    1. Maciej Kot – 243,9 pkt

    2. Manuel Fettner – 242,8 pkt

    3. Frederik Villumstad – 237,6 pkt

    4. Markus Eisenbichler – 230,7 pkt

    5. Eetu Nousiainen – 230,3 pkt

    7. Kacper Juroszek – 222,9 pkt

    32. Adam Niżnik – 94,3 pkt

    32. Andrzej Stękała – 94,3 pkt

    42. Tomasz Pilch – 83,1 pkt

    DSQ – Szymon Sarniak.

     

  • Świątek już pokonała Sabalenkę w Dosze. To był przełomowy moment sezonu dla Polki

    Świątek już pokonała Sabalenkę w Dosze. To był przełomowy moment sezonu dla Polki

    Świątek już pokonała Sabalenkę w Dosze. To był przełomowy moment sezonu dla Polki

    Dzisiaj rozpoczyna się rywalizacja w głównej drabince turnieju WTA 1000 w Dosze. Tegoroczna edycja zmagań w stolicy Kataru jest najmocniej obsadzona od lat. A to dlatego, że oprócz Igi Świątek pojawi się także Aryna Sabalenka. Co ciekawe, to właśnie z Polką tenisistka z Mińska mierzyła się w swoim ostatnim meczu rozegranym w tej lokalizacji. Wówczas nasza reprezentantka odniosła pierwsze zwycięstwo w bezpośrednich pojedynkach z Białorusinką. W ramach przedturniejowej zapowiedzi wspominamy tamtą batalię.

     

    Już dzisiaj Iga Świątek i Aryna Sabalenka poznają swoje rywalki w drugiej rundzie WTA 1000 w Dosze. Polka trafi na zwyciężczynię starcia Maria Sakkari – Elena-Gabriela Ruse, a z kolei Białorusinka zmierzy się z triumfatorką pojedynku Emma Raducanu – Jekaterina Aleksandrowa. Nasza tenisistka wygrała trzy poprzednie edycje zmagań w stolicy Kataru. Dla zawodniczki z Mińska będzie to pierwszy występ od trzech lat.

     

    Co ciekawe, to właśnie Świątek jest ostatnią tenisistką, która pokonała Sabalenkę w Dosze. Iga przystępowała do turnieju w 2022 roku po nie do końca udanym starcie w Dubaju, gdzie odpadła w drugiej rundzie po porażce z Jeleną Ostapenko. Także początek zmagań w stolicy Kataru nie był łatwy z perspektywy Polki. Na “dzień dobry” musiała rozegrać trzy sety w potyczce z Viktoriją Golubić. Później nadszedł zdecydowanie łatwiejszy triumf przeciwko Darii Kasatkinie.W ćwierćfinale imprezy rangi WTA 1000 raszynianka spotkała się z Aryną Sabalenką – mistrzynią zmagań w Dosze z 2020 roku. Białorusinka, chociaż nie znajdowała się wówczas na pozycji liderki rankingu, to i tak została rozstawiona z “1”, z uwagi na nieobecność Ashleigh Barty. Nasza reprezentantka przywdziewała w tamtym turnieju numer 7. Dla obu tenisistek było to wówczas drugie bezpośrednie starcie. Pierwsze rozegrały podczas WTA Finals 2021. W meksykańskiej Guadalajarze zawodniczka z Mińska triumfowała 2:6, 6:2, 7:5. Podczas rywalizacji w Dosze doszło do rewanżu.

     

    Ćwierćfinał Świątek z Sabalenką sprzed trzech lat zapoczątkował serię rewanżów w wykonaniu Polki

     

    Pierwszy set spotkania miał bardzo dziwny przebieg, obserwowaliśmy mnóstwo przełamań. Już na “dzień dobry” Aryna wypuściła z rąk prowadzenie 40-15 przy swoim podaniu. Iga wygrała cztery kolejne akcje i objęła prowadzenie. W kolejnych minutach Polka zbudowała sobie sporą przewagę, zrobiło się 3:0 z podwójnym breakiem. W kolejnych minutach rządziły returnujące zawodniczki. Festiwal przełamań został przerwany dopiero przez raszyniankę – w gemie, w którym podawała po zwycięstwo w pierwszej partii. Świątek utrzymała serwis do 30 i za drugim setbolem zamknęła premierową odsłonę rezultatem 6:2.

     

    Druga partia rozpoczęła się wyśmienicie dla Sabalenki. Szybko wyszła na prowadzenie 3:0 i wydawało się, że jest na dobrej drodze, by doprowadzić do trzeciego seta. Nic takiego jednak nie miało miejsca. Polka natychmiast odrobiła stratę, a to nie był koniec problemów Białorusinki. Turniejowa “1” nie potrafiła już wygrać ani jednego gema do końca pojedynku. Nawet w siódmym rozdaniu, gdzie prowadziła 30-0, nie zdołała dołożyć kolejnego “oczka” na swoje konto. Dzięki serii sześciu wygranych gemów z rzędu Iga mogła się cieszyć ze zwycięstwa 6:2, 6:3 oraz pierwszego w karierze triumfu w bezpośrednich starciach z Aryną.

     

    Tamten pojedynek okazał się przełomowy dla raszynianki i stanowił początek rewanżowej passy. Kolejny nastał już w półfinale, przeciwko Marii Sakkari. Polka przegrała trzy spotkania z Greczynką w 2021 roku. Dopiero w Dosze doczekała się premierowej wygranej w potyczkach z tenisistką z południa Europy. Zwycięstwem 6:4, 6:3 otworzyła sobie drogę do finału, w którym nie dała szans Anett Kontaveit. To był pierwszy z sześciu tytułów z rzędu w wykonaniu naszej reprezentantki, owianych serią 37 kolejnych zwycięstw.

     

    Od tamtych zmagań Świątek jest niepokonana w Dosze. Czy i w tym roku Iga podtrzyma tę passę? Jest ku temu duża szansa. Polka znajduje się w ścisłym gronie faworytek. I kto wie, może jej turniejowa ścieżka znów przemknie przez Marię Sakkari i Arynę Sabalenkę. Najpierw Greczynka musi jednak uporać się z Eleną-Gabrielą Ruse, a z Białorusinką nasza tenisistka może się najwcześniej zmierzyć w wielkim finale. Ten zaplanowany jest na sobotę, 15 lutego. Obyśmy po raz czwarty z rzędu mogli w nim zobaczyć 23-latkę.