Category: Home

  • Szokujący skok w Sapporo! Legendarny lot Kamila Stocha przebity [WIDEO]

    Szokujący skok w Sapporo! Legendarny lot Kamila Stocha przebity [WIDEO]

    Szokujący skok w Sapporo! Legendarny lot Kamila Stocha przebity [WIDEO]

    Sceny na Okurayamie! Mocny wiatr pod narty sprzyja bardzo dalekim skokom, a to, co zrobił właśnie Robin Pedersen przejdzie do historii skoków narciarskich. Norweski zawodnik poleciał podczas treningu aż 152,5 metra, co jest nieoficjalnym rekordem skoczni w Sapporo. Wynik nie zostanie uznany, bo treningowe próby nie są oceniane przez sędziów. Z relacji z Japonii wiemy jednak, że ustał swoją niesamowitą próbę. To przecież aż cztery metry dalej, niż oficjalny rekord Kamila Stocha! W sieci pojawiło się nagranie z tego fantastycznego skoku.

     

    Porywisty wiatr miał zagrażać rywalizacji w Japonii, ale treningi udało się przeprowadzić bez większych problemów, jedynie z lekkim opóźnieniem. Z Polaków tylko Kamil Stoch poradził sobie z warunkami w pierwszej treningowej serii. Zajął 23. miejsce i jako jedyny z Biało-Czerwonych był lepszy od prawie 53-letniego Noriakiego Kasaiego. Wygrał lider całego cyklu Daniel Tschofenig (141,5 m), ale w drugiej serii został przyćmiony przez genialny skok Norwega.

     

    Poleciał dalej niż rekord Stocha! Przecież to się nie mieści w głowie

     

    Wiatr pod narty w drugiej serii wykorzystał zawodnik, który zajmuje dopiero 46. miejsce w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata z 23 punktami na koncie.

     

    “Robin Pedersen — 152,5 metra w drugim treningu!” — podaje serwis Skijumping.pl. Odległość w oficjalnych wynikach potwierdza FIS, który niestety nie transmitował treningu. “Norweg ustał swoją próbę — to nowy nieoficjalny rekord Okurayamy!” — czytamy.

    https://x.com/Skijumpingpl/status/1890288122996617371

    “Robin Pedersen nieoficjalnym rekordzistą Okurayamy. 152,5 metra! Pozostaje wyczekiwać nagrania niesamowitego lotu Norwega w Sapporo” — czytamy we wpisie Dominika Formeli, polskiego dziennikarzy, który jest pod skocznią w Japonii.

    https://x.com/DominikFormela/status/1890289503199523211

    Niedługo później w mediach społecznościowych ukazało się nagranie z rekordowym skokiem.

    https://x.com/5107Yut/status/1890287498884256050

    Przypomnijmy, że sześć lat temu na tej samej skoczni w Sapporo piękną kartę historii zapisał Kamil Stoch. Skoczył 148,5 m, co pozostaje oficjalnym rekordem skoczni. Dzisiejszy wyczyn przebija go tylko oficjalnie. Treningi nie podlegają bowiem ocenom sędziowskim.

    Adam Bucholz ze Skijumping.pl błyskawicznie wyliczył, skocznia w Sapporo to dziewiąty duży obiekt, na którym ktokolwiek zdołał polecieć co najmniej 150 m. Duże skocznie z ustanym 150-metrowym lotem:

    155,5 m Willingen

    154,0 m Krasnojarsk

    153,5 m Ruka

    153,0 m Kraliky

    152,5 m Sapporo

    151,0 m Harrachov

    150,5 m Bischofshofen

    150,0 m Titisee-Neustadt

    150,0 m Zakopane” — czytamy.

     

    Mimo odjętych za wiatr punktów Norweg wygrał drugą serię treningową. W niej nieźle radzili sobie już Polacy. Paweł Wąsek ze skoku na skok wygląda w Sapporo coraz lepiej. Lider Biało-Czerwonych w pierwszej sesji kompletnie zawiódł. Był dopiero 31. (113 m). W drugim treningu poszło mu zdecydowanie lepiej. Skok na 125 m dało mu 11. lokatę. Stabilne próby pokazał wracający do Pucharu Świata Kamil Stoch.

  • “Niesamowita”. Lewandowski spotkał się z Pajor. Kibice zadają jedno pytanie

    “Niesamowita”. Lewandowski spotkał się z Pajor. Kibice zadają jedno pytanie

    “Niesamowita”. Lewandowski spotkał się z Pajor. Kibice zadają jedno pytani

     

    Robert Lewandowski zdradził w mediach społecznościowych, że razem z żoną spędzili popołudnie w Barcelonie z Ewą Pajor. Internauci w komentarzach pytali o… Wojciecha Szczęsnego.

     

    Robert Lewandowski w czwartek (13.02) podzielił się z fanami na Instagramie zdjęciami ze spotkania z Ewą Pajor. Polskim gwiazdom FC Barcelony towarzyszyła Anna Lewandowska (patrz poniżej).

     

    Kapitan reprezentacji Polski i napastnik Barcy w swoim wpisie wyraził podziw dla talentu i determinacji 28-letniej piłkarki, która w tym sezonie robi furorę w drużynie FC Barcelona Femeni.

     

    “Wspaniałe popołudnie z niesamowitą Ewą! Jej talent i determinacja są naprawdę inspirujące. Jesteśmy dumni z tego, że wspieramy kobiecą piłkę nożną i podekscytowani na jej dalszy rozwój!” – napisał “Lewy”.

     

    Podczas spotkania nie zabrakło pamiątkowych zdjęć. Najpierw Lewandowski pozował do fotografii z Pajor, a do następnego zdjęcia ustawiła się też Lewandowska (patrz poniżej – po naciśnięciu strzałki po prawej).

     

    Pajor, jedna z najlepszych polskich piłkarek, latem 2024 r. przeniosła się do FC Barcelony, wzmacniając jedną z czołowych drużyn kobiecego futbolu na świecie. Lewandowski występuje w barwach Dumy Katalonii od 2022 r.

     

    Oboje otwierają klasyfikację najlepszych strzelców ligi hiszpańskiej. “Lewy” do tej pory strzelił 19 bramek, a Pajor – 14.

     

    Fanom, którzy byli pod wrażeniem zdjęć ze spotkania Lewandowskich z Pajor, zabrakło jednej osoby. “Polska siła w Barcelonie, jeszcze Wojtek”, “A gdzie Szczęsny?”, “No nareszcie, spotkali się polscy mistrzowie. Czekamy na wspólne zdjęcie z Wojtkiem” – pisali w komentarzach, wskazując na pierwszego aktualnie bramkarza Barcy – Wojciecha Szczęsnego.

  • Kolejny hit ze Świątek! Znamy godzinę meczu

    Kolejny hit ze Świątek! Znamy godzinę meczu

    Kolejny hit ze Świątek! Znamy godzinę mecz

    Iga Świątek nie będzie miała czasu na odpoczynek i już w piątek rozegra mecz półfinałowy w ramach turnieju WTA 1000 na kortach twardych w Dosze. Organizatorzy poinformowali, o której godzinie Polka zmierzy się z Jeleną Ostapenko.

    Broniąca tytułu Iga Świątek wygrała trzeci z rzędu pojedynek i wystąpi w półfinale turnieju Qatar TotalEnergies Open 2025. Teraz na drodze wiceliderki rankingu WTA stanie Łotyszka Jelena Ostapenko.

    Organizatorzy turnieju WTA 1000 w Dosze poinformowali, że oba półfinały singla zostaną rozegrane w piątek (14 lutego). Świątek i Ostapenko wyjdą na kort centralny o godz. 15:00 naszego czasu.

    Świątek nie ma miłych wspomnień, jeśli chodzi o pojedynki z Ostapenko. Polka przegrała cztery wcześniejsze spotkania z Łotyszką w kobiecym tourze. W piątek będzie miała więc okazję odnieść premierowe zwycięstwo z tą niewygodną rywalką.

    Natomiast drugi półfinał zawodów WTA 1000 w Dosze zostanie rozegrany po zakończeniu pojedynku z udziałem naszej tenisistki. Zmierzą się w nim Rosjanka Jekaterina Aleksandrowa oraz lepsza z pary Marta Kostiuk – Amanda Anisimova.

    Transmisja z meczu Świątek – Ostapenko będzie dostępna w Canal+ Sport oraz serwisie Canal Plus Online.

  • Kiedyś ten moment dla Świątek musiał nadejść. “Zmora” na drodze Polki po finał

    Kiedyś ten moment dla Świątek musiał nadejść. “Zmora” na drodze Polki po finał

    Kiedyś ten moment dla Świątek musiał nadejść. “Zmora” na drodze Polki po fina

     

    Podobnie jak w zeszłym roku, także i w tym Iga Świątek okazała się lepsza od Jeleny Rybakiny w Dosze. Nasza tenisistka wygrała spotkanie 6:2, 7:5, zaliczając udany powrót w drugiej partii ze stanu 2:4 15-30. Polka mogła już zatem oczekiwać na to, co wydarzy się w kolejnym meczu, który miał wyłonić rywalkę dla raszynianki w półfinale turnieju rangi WTA 1000. Na korcie centralnym w stolicy Kataru pojawiły się Ons Jabeur i Jelena Ostapenko. Znamy już przeciwniczkę 23-latki w piątkowej batalii.

     

    W czwartek doszło do kolejnego starcia pomiędzy Igą Świątek i Jeleną Rybakiną w Dosze. Tak jak w ubiegłorocznym finale, mecz zakończył się zwycięstwem naszej tenisistki. Polka zdominowała rywalizację w pierwszym secie, który wygrała pewnie – 6:2. Od początku drugiej partii, po kilkuminutowej przerwie toaletowej, obserwowaliśmy jednak inne oblicze reprezentantki Kazachstanu. W pewny momencie mistrzyni Wimbledonu 2022 prowadziła już 4:2 i 30-15 przy serwisie raszynianki. Mimo niekorzystnej pozycji 23-latka odrobiła stratę i ostatecznie triumfowała 6:2, 7:5. Pojedynek zakończył się w nietypowy sposób – podwójnym błędem Rybakiny.

     

    Iga mogła już zatem oczekiwać na to, co się wydarzy w kolejnym starciu na korcie centralnym w Dosze. Pojedynek Ons Jabeur – Jelena Ostapenko miał wyłonić bowiem przeciwniczkę dla Świątek w półfinale imprezy rangi WTA 1000 w stolicy Kataru. Była to rewanżowa batalia za ich mecz z 4 lutego. Podczas pierwszej rundy WTA 500 w Abu Zabi lepsza okazała się reprezentantka Tunezji. Wygrała wówczas 7:6(4), 7:5. Tym razem rywalizacja potoczyła się zupełnie inaczej.

     

    Jelena Ostapenko pokonała Ons Jabeur. Zagra z Igą Świątek w półfinale WTA 1000 w Dosze

     

    Mecz rozpoczął się od serwisu Ostapenko. Tunezyjka prowadziła 30-0 w gemie, ale mimo to nie zdołała wywalczyć przełamania. Po chwili to Jelena jako pierwsza wywalczyła breaka i wyszła na 2:0. Jabeur szybko zareagowała na rozwój wydarzeń i w kolejnych minutach odrobiła straty, chociaż wcale nie było o to prosto. W czwartym gemie musiała bronić aż trzech okazji przeciwniczki na 3:1. Ostatecznie doszło jednak do wyrównania, a tuż po nim była nawet szansa Ons na 3:2 z przełamaniem.

     

    Tunezyjka nie zdołała wyjść na prowadzenie i kolejne fragmenty pojedynku zostały zdominowane przez reprezentantkę Łotwy. Mistrzyni Roland Garros 2017 kolekcjonowała kolejne gemy i nie straciła już żadnego “oczka” do końca partii. Efektowne okazało się zwłaszcza ostatnie rozdanie w secie, gdy Ostapenko nie straciła ani jednego punktu przy serwisie Jabeur.

     

    Na starcie drugiej odsłony Ons miała szansę, by rozpocząć partię od przełamania. Prowadziła 40-15, wypracowała sobie dwa break pointy. Ostatecznie Ostapenko utrzymała jednak serwis. Także podczas kolejnego gema przy podaniu Jeleny obserwowaliśmy stan równowagi, ale tym razem Jelena nie musiała bronić żadnych okazji na przełamanie. Po chwili sama miała break pointy – i to aż trzy z rzędu. Ostatniego z nich zamieniła w prowadzenie, które później powiększyła do stanu 4:1.

     

    Reprezentantka Tunezyjki do końca walczyła jeszcze o odrobienie strat, ale to rywalka jako pierwsza wypracowała sobie kolejne break pointy, które jednocześnie były piłkami meczowymi. Ostapenko wykorzystała już pierwszą okazję i zwyciężyła 6:2, 6:2. Tym samym to Jelena, mająca bilans 4-0 w bezpośrednich starciach z Igą Świątek, zagra o finał WTA 1000 w Dosze z naszą najlepszą tenisistką. Będzie to ich pierwsza rywalizacja od US Open 2023. Raszynianka stanie w piątek przed szansą, by zaliczyć premierowe zwycięstwo w potyczkach z nieobliczalną zawodniczką. Gdzie, jeśli nie w Dosze, gdzie 23-latka jest niepokonana od kilku lat. Początek piątkowej rozgrywki nie przed godz. 15:00 czasu polskiego.

  • Hurkacz zagrał znacznie poniżej oczekiwań. Rywal to wykorzystał

    Hurkacz zagrał znacznie poniżej oczekiwań. Rywal to wykorzystał

    Hurkacz zagrał znacznie poniżej oczekiwań. Rywal to wykorzystał

    Hubert Hurkacz nie będzie najlepiej wspominał tegorocznego turnieju ATP 250 w Marsylii. Polak nie przypominał siebie z poprzednich zmagań w Rotterdamie i choć zdołał powalczyć z Zhizhenem Zhangiem, przegrał po trzysetowym starciu 4:6, 7:6(1), 3:6.

     

    Poprzedni tydzień był bardzo udany w wykonaniu Huberta Hurkacza. Polak odniósł trzy zwycięstwa w turnieju ATP 500 w Rotterdamie, meldując się w półfinale imprezy. Tam stoczył pełną emocji, trzysetową batalię z Carlosem Alcarazem. Zakończyła się ona zwycięstwem Hiszpana, który później sięgnął po końcowy triumf.

     

    Teraz 28-latek z Wrocławia postawił na start w zmaganiach rangi ATP 250 w Marsylii. Najlepszy polski tenisista został rozstawiony z “czwórką” i w pierwszej rundzie miał wolny los. W meczu otwarcia trafił na Zhizhena Zhanga. 20. zawodnik rankingu ATP wcześniej czterokrotnie mierzył się z tym rywalem i tylko raz musiał uznać jego wyższość.

     

    Hurkacz nie rozpoczął najlepiej tego meczu. Chińczyk już na otwarcie zanotował przełamanie, a po utrzymanym serwisie szybko wyszedł na 2:0. Choć w czwartym gemie nasz zawodnik miał dwie szanse na odrobienie straty, nie udało się ich wykorzystać.

     

    Kolejne break pointy pojawiły się dopiero w dziewiątym gemie. Wypracował je Zhang, który miał zarazem dwie piłki setowe. Polka zdołał się wybronić i utrzymał się w grę w tej odsłonie. Niestety tylko na chwilę. Chińczyk odpowiedział bowiem obronionym serwisem, wykorzystał trzecią piłkę setową i wygrał 6:4.

     

    Od początku drugiego seta obaj zawodnicy pewnie utrzymywali podania. Pierwsze break pointy pojawiły się w piątym gemie, kiedy Chińczyk wyszedł na 40:0 przy serwisie Hurkacza, który zepsuł trzy akcje. Od tego momentu 28-latek wygrał jednak pięć kolejnych akcji, głównie dzięki podaniu i nie dał się przełamać.Kolejne gemy również padały łupem podających, co przybliżało do tie-breaka. Mogło do niego nie dojść, bowiem w dziesiątym gemie Polak miał piłkę setową przy podaniu rywala, której nie udało się jednak wykorzystać. Decydująca rozgrywka stała się więc faktem i była pokazem mocy Hurkacza, który rozbił rywala 7-1 i doprowadził do trzeciej partii.

     

    Trzecia odsłona była kontynuacją solidnej postawy serwisowej obu tenisistów. Wyjątkiem był czwarty gem, w którym Zhang wypracował dwa break pointy, ale żadnego nie wykorzystał. Kolejna szansa na przełamanie pojawiła się w ósmym gemie i tym razem Chińczyk już jej nie zmarnował. Po chwili dołożył pewnie utrzymane podanie, wygrał 6:3 i zameldował się w ćwierćfinale.

     

    Open 13 Provence, Marsylia (Francja)

    ATP 250, kort twardy w hali, pula nagród 767,5 tys. euro

    czwartek, 13 lutego

     

    Open 13 Provence, Marsylia (Francja)

    ATP 250, kort twardy w hali, pula nagród 767,5 tys. euro

    czwartek, 13 lutego

     

    II runda gry pojedynczej:

     

    Zhizhen Zhang (Chiny) – Hubert Hurkacz (Polska, 4) 6:4, 6:7(1), 6:3

  • Co za wyczyn! Polska olimpijka ustanowiła Rekord Guinnessa. “Kosmos”

    Co za wyczyn! Polska olimpijka ustanowiła Rekord Guinnessa. “Kosmos”

    Co za wyczyn! Polska olimpijka ustanowiła Rekord Guinnessa. “Kosmos”

    Do wielkiego wydarzenia doszło na pływalni Akademii Wychowania Fizycznego w Warszawie. Polska olimpijka Karolina Szczepaniak z Pekinu (2008) i Londynu (2012) ustanowiła nie tylko fantastyczny rekord kraju, ale też Rekord Guinnessa. Nasza zawodniczka pływała nieustannie przez 48 godzin. To jeden z etapów wielkiego projektu.

     

    Bez dwóch zdań wyczyn Karoliny Szczepaniak zasługuje na szacunek. Nasza olimpijka w pływaniu z Pekinu i Londynu podjęła się wielkiego wyzwania. Na pływalni Akademii Wychowania Fizycznego w Warszawie pływała nieustannie przez 48 godzin!

     

    W tym czasie 32-latka, zawodniczka AZS AWF Warszawa, przepłynęła dystans 149,025 km. To rekord Polski, ale też Rekord Guinnessa. To prawdziwy pokaz wytrwałości, siły i pasji, który zapisze się na kartach sportu.

     

    “Morze Emocji”. Karolina Szczepaniak przygotowuje się do wielkiego wyzwania

     

    “Blisko 150 km w 48 godzin. Kosmos” – napisała w mediach społecznościowych Alicja Tchórz do niedawna czołowa polska pływaczka.

     

    Szczepaniak karierę pływacką zakończyła osiem lat temu, ale postanowiła ją wznowić. Kryje się za tym wielki projekt “Morze Emocji”. 32-latka chce zostać pierwszą w historii Polką, która przepłynie Morze Bałtyckie.

     

    Celem jest ustanowienie rekordu świata w pływaniu ultra na wodach otwartych, poprzez przepłynięcie 172 km w linii prostej z Czołpina w Polsce do Olandii w Szwecji. Planowany czas tego wyczynu to około 70 godzin bez snu, bez dotykania łodzi asekuracyjnej.

     

    Podczas tej próby Karolina będzie musiała zmierzyć się z wieloma wyzwaniami, takimi jak: wejście w stan relaksacji podczas intensywnego wysiłku fizycznego, sen w trakcie pływania, dysocjacja od bólu obejmującego całe ciało, adaptacja do zmieniającej się temperatury wody.

     

    Cały projekt “Morze Emocji” ma również cel charytatywny – zbiórkę funduszy na rehabilitację oraz protezy dla dzieci i młodzieży po utracie kończyn górnych, realizowaną we współpracy z Fundacją Otwarte Ramiona.

     

    I właśnie wyczyn na pływalni AWF w Warszawie był jednym z etapów tego projektu.

  • Potwierdziły się doniesienia ws. Agnieszki Radwańskiej. Nad ranem podzieliła się radością ze światem

    Potwierdziły się doniesienia ws. Agnieszki Radwańskiej. Nad ranem podzieliła się radością ze światem

    Potwierdziły się doniesienia ws. Agnieszki Radwańskiej. Nad ranem podzieliła się radością ze świate

     

    Agnieszka Radwańska od ładnych kilku lat cieszy się życiem na “sportowej emeryturze”. Tenisistka postanowiła skupić się na życiu rodzinnym i spełnianiu swoich marzeń, na co nie miała za wiele czasu, gdy była aktywna zawodowo. Jakiś czas temu wróciła jednak na korty, ale tym razem w roli drugiej trenerki Magdy Linette. Ich współpraca trwa już od połowy grudnia. Teraz “Isia” postanowiła zrobić sobie przerwę. Oto co w środowy poranek przekazała swoim fanom na Instagramie.

     

    Zanim Iga Świątek pojawiła się na kortach, to bez wątpienia Agnieszka Radwańska była naszą gwiazdą tej dyscypliny. “Isia” została pierwszą Polką, która dotarła do 2. miejsca światowego rankingu i wygrała WTA Finals – imprezę kończącą sezon.Wielkim wsparciem był dla niej bez wątpienia Dawid Celt, jej sparingpartner, który potem został jej mężem. Para doczekała się syna, który jest ich oczkiem w głowie.

     

    Spore zmiany w życiu Agnieszki Radwańskiej

     

    Przez ostatnie lata słynna krakowianka cieszyła się urokami “sportowej emerytury”, na którą przeszła z powodów problemów zdrowotnych. W połowie grudnia 2024 roku okazało się, że Agnieszka nieco zatęskniła za kortami i została drugą trenerką Magdy Linette, o czym poinformowała uradowana poznanianka.

     

    Byłam niesamowicie zachwycona faktem, że Agnieszka Radwańska zechciała dołączyć do mojego teamu. Było to dla mnie zaskoczenie. Bardzo niepewnie zapytałam, nie sądziłam, że będzie miała ochotę wrócić (…) Będzie częścią mojego teamu jako drugi trener, jako konsultant. Póki co będzie to 8-10 tygodni. Ustaliłyśmy sobie czas do końca sezonu na kortach ziemnych i zobaczymy, jak to będzie funkcjonowało, jak uda nam się wszystko rozplanować” – opowiadała w programie “Break Point”.

     

    Agnieszka Radwańska podzieliła się radością ze światem. Doniesienia się potwierdziły

     

    Po intensywnych treningach nadszedł w końcu czas na wyczekiwany zapewne wypoczynek. Jak zresztą “Isia” opowiadała w wywiadach, podróże to jej największa pasja, na którą nie szczędzi grosza.

     

    Potrafię wydać pieniądze, ale raczej z głową. Teraz chyba najbardziej wydaję na okulary przeciwsłoneczne i na podróże. Na podróże faktycznie wydaję sporo, lubię poznawać miejsca i podróżować” – zwierzyła się również w programie Break Point, którego twórcami są Marek Furjan oraz jej mąż, Dawid Celt.

     

    Radwańska cieszy się w sieci sporą popularnością. Jej konto na Instagramie śledzi ponad 300 tysięcy internautów. “Isia” jest tam zresztą bardzo aktywna i chętnie dzieli się nowinami ze swojego życia. Tak też było w środowy poranek. W relacjach zamieściła bowiem nagrania z lotniska, gdy podążą swoją ulubioną “vip line” do samolotu. Agnieszka na wakacje nie wybrała się jednak sama. Towarzyszył jej ukochany synek Kuba. Trudno się nie wzruszyć takim widokiem. Na razie “Isia” nie zdradziła, gdzie wybrała się na rodzinny urlop. Zapewne niebawem uchyli jednak rąbka tajemnicy i podzieli kolejnymi zdjęciami z jakiegoś rajskiego wypoczynku. 

  • Serena Williams skradła show. Głośno o tym, co zrobiła na Super Bowl

    Serena Williams skradła show. Głośno o tym, co zrobiła na Super Bowl

    Serena Williams skradła show. Głośno o tym, co zrobiła na Super Bowl

     

    Serena Williams zaskoczyła widzów Halftime Show, tańcząc na scenie w trakcie występu Kendricka Lamara. Pojawiła się w nieprzypadkowym momencie, bowiem utwór “Not Like Us”… oskarża jej byłego partnera o pedofilię. Drake, o którym mowa w utworze, napisał przed laty piosenkę dla wybitnej tenisistki.

     

    Kendrick Lamar był bohaterem Halftime Show, czyli koncertu w przerwie Super Bowl. Raper, który niedawno otrzymał pięć statuetek Grammy, wywołał sporo kontrowersji. Lamar droczył się z widzami, ale ostatecznie odśpiewał swój hit “Not Like Us”, w którym oskarża o pedofilię innego rapera — Drake’a. Podczas wykonywania utworu na scenie pojawiła się Serena Williams. 43-letnia tenisistka zatańczyła do głośnego przeboju.

     

    Serena Williams zrobiła furorę na Halftime Show

    Jej występ w tym konkretnym momencie może nie być przypadkowy. Tenisistka, według amerykańskiej prasy, przed laty spotykała się z Drakem. Ten w materiale BTS ujawnił, że utwór “Too good” napisał właśnie dla Amerykanki. “Serena krótko spotykała się z Drake’iem około 2011 r. i chociaż nie zakończyło się to zbyt dobrze, od tego czasu pozostają przyjaciółmi” — mówił jeden z informatorów portalowi Page Six.

     

    Tenisistka zrobiła furorę swoim tańcem, a na profilu WTA została nazwana MVP [najlepszym zawodnikiem] Super Bowl.

     

    Super Bowl zakończyło się sensacyjną porażką obrońców tytułu Kansas City Chiefs, którzy mieli przejść do historii, zdobywając trzeci tytuł mistrzowski z rzędu. Zamiast tego polegli 22:40 z Philadelphia Eagles.

  • Szalony tie-break i popis Igi w drugim secie. Tak Rybakina poległa ze Świątek w Dosze

    Szalony tie-break i popis Igi w drugim secie. Tak Rybakina poległa ze Świątek w Dosze

    Szalony tie-break i popis Igi w drugim secie. Tak Rybakina poległa ze Świątek w Dosz

    Można powiedzieć, że w obliczu odpadnięcia wielu zawodniczek z czołowej “10” rankingu WTA z turnieju w Dosze już po ich pierwszym meczu, drugie starcie Igi Świątek z Jeleną Rybakiną będzie przedwczesnym finałem tego turnieju. Tym bardziej że pojedynek ten będzie powtórką wielkiego finału tego samego turnieju sprzed roku. Wówczas polska tenisistka Kazaszkę po dwóch skrajnie różnych setach.

    Iga Świątek w tym roku walczy o to, aby turniej w Dosze wygrać po raz czwarty z rzędu. Przed rokiem to właśnie Jelena Rybakina była jej finałową rywalką. Polka nie rozpoczęła tamtego pojedynku najlepiej. Dwa pierwsze przełamania w meczu padły łupem Rybakiny i w pewnym momencie Kazaszka prowadziła już 4:1.

    Świątek wróciła z 1:4. Wygrała po szalonym tie-breaku, w drugim secie zagrała koncert i sięgnęła po tytuł

    Polka w kluczowym momencie seta stanęła na wysokości zadania i przełamała na 2:4, a później na 4:4. W pierwszym secie doszło do tie-breaka, który dramaturgią dorównał całemu setowi. Ostatecznie to Polka wygrała go 10:8 dopiero po czwartej piłce setowej.

    Przegranie pierwszego seta w takich okolicznościach dla Jeleny Rybakiny okazało się bardzo bolesnym ciosem. Iga Świątek natomiast dostała wiatru w żagle przed kolejną odsłoną. Można powiedzieć, że mentalnie obie rywalki w tym momencie znajdowały się na dwóch przeciwnych biegunach.

    Iga Świątek wykorzystała tę sytuację i w drugim secie przełamała już na 2:1. W siódmym gemie polska tenisistka ponownie wygrała gema przy serwisie Rybakiny. Przy stanie 5:2 dla Polki losy finału były już przesądzone. Przy następnej okazji Świątek wygrała do 15, a całego seta 6:2. W takich okolicznościach Polka sięgnęła po swój trzeci triumf w turnieju w Dosze.

    Wcześniej Jelena Rybakina była nazywana “zmorą” Igi Świątek, ponieważ potrafiła wygrywać z nią regularnie. W ostatnich latach ta sytuacja się zmieniła, choć nadal nie na korzyść Polki. Do tej pory Świątek i Rybakina grały ze sobą 7 razy, a 4 z tych meczów wygrywała Kazaszka. W ćwierćfinale tegorocznego turnieju w Dosze Polka będzie miała okazję wyrównać ich bilans bezpośrednich spotkań.

  • Abramowicz zobaczyła, co zarzucono Świątek. “Nie do przyjęcia”

    Abramowicz zobaczyła, co zarzucono Świątek. “Nie do przyjęcia”

    Abramowicz zobaczyła, co zarzucono Świątek. “Nie do przyjęcia”

    Najbardziej rażące i naruszające osobiste granice są chyba sugestie, że Iga udaje kontuzje. Sporo było też takich treści po meczu z Rybakiną w Rzymie, że to na pewno nie była kontuzja, tylko że to był na pewno atak paniki – mówiła nam Daria Abramowicz krótko po chyba najdziwniejszym meczu Igi Świątek z Jeleną Rybakiną w historii ich pojedynków. Teraz te świetne tenisistki zmierzą się już po raz ósmy. Stawką będzie półfinał turnieju WTA 1000 w Dosze.

     

    Rok temu zagrały w Dosze świetny finał, a teraz zmierzą się już w ćwierćfinale. To będzie ich ósmy pojedynek. Iga Świątek przegrywa z Jeleną Rybakiną 3:4. Choć są tacy, którzy twierdzą, że bardziej remisuje 3:3. W każdym razie trener Wim Fissette to właśnie w urodzonej w Moskwie reprezentantce Kazachstanu widzi najtrudniejszą dla Igi rywalkę na świecie.

     

    “Trener Igi Świątek wskazał jej najtrudniejszą rywalkę i nie jest nią Aryna Sabalenka” – taka wiadomość obiegła świat w grudniu. Tenisowe serwisy cytowały wywiad, jakiego Fissette udzielił “Przeglądowi Sportowemu”. I argumentowały liczbami – z Sabalenką, obecną liderką rankingu WTA, Świątek ma bilans 8:4. Tymczasem z Rybakiną jest na minusie.

     

    Ten minus jest już mniejszy po ich meczu sprzed miesiąca. W ramach United Cup w Sydney Świątek wygrała 7:6, 6:4. Jeśli teraz znów wygra, wyrówna stan rywalizacji z Rybakiną. Ale część kibiców Igi cały czas nie może odżałować jednego z przegranych przez nią meczów z tą przeciwniczką. Bo Iga musiała wtedy zejść z kortu przy remisie.

     

    Udo, bandaż, a za chwilę Roland Garros – Świątek musiała zrezygnować

    To było w maju 2023 roku. W ćwierćfinale turnieju WTA 1000 w Rzymie było 6:2, 6:7 i 2:2, patrząc z perspektywy Świątek, gdy Polka skreczowała. Iga doznała kontuzji już w tie-breaku drugiego seta. Na trzecią partię wróciła z obandażowanym udem. Walczyła, ale musiała przestać. Musiała, choć część widzów tamtego meczu nie wiadomo dlaczego uznała, że było inaczej. W mediach społecznościowych niektórzy zarzucali Idze, że stchórzyła, że symulowała kontuzję!

     

    – Media społecznościowe zaburzają poczucie pewności siebie i samoocenę. Czytając o sobie treści, które podważają, że jesteśmy w czymś dobrzy, zaczynamy myśleć, czy aby na pewno jesteśmy dobrzy. Chcąc nie chcąc, zasiewa się w nas wątpliwość […] Najbardziej rażące i naruszające osobiste granice są chyba sugestie, że Iga udaje kontuzje. Sporo było też takich treści po meczu z Rybakiną w Rzymie, że to na pewno nie była kontuzja, tylko że to był na pewno atak paniki. Nie do przyjęcia są takie niby diagnostyczne treści. Tego rodzaju komentarze są absolutnie krzywdzące i bardzo mocno wpływają na każdego, kto ich doświadcza. Kropka – mówiła dla Sport.pl Daria Abramowicz kilkanaście dni po tamtym meczu.

     

    Świątek nie jest z teflonu

    – Albo jeszcze jedno – wyobrażam sobie, że pod naszą rozmową pojawiają się komentarze, że jeśli na Igę coś takiego wpływa, to znaczy, że jest słaba. Nie, nie jest słaba. Każdy, kto otrzymywałby takie treści, byłby nimi dotknięty. Absolutną niemożliwością jest być z teflonu, od którego wszystko się odbija – dodawała psycholożka pracująca ze Świątek.

     

    Ciekawe światło na tamten krecz Igi rzucił też wkrótce Maciej Ryszczuk, czyli jej trener przygotowania fizycznego i zarazem fizjoterapeuta.

     

    Z ręką na sercu: w momencie kontuzji w meczu z Rybakiną w Rzymie pomyślałeś, że Roland Garros może Idze uciec? – pytałem już po tym jak Świątek zagrała w Paryżu i Rolanda wygrała.

     

    – Tak naprawdę była chwila, gdy poważnie się wystraszyłem. Iga tak dziwnie postawiła nogę, że bałem się czy nie uszkodziła więzadła krzyżowego. Jednak kiedy zobaczyłem, że chociaż nie może się swobodnie ruszać, to jednak może dalej grać gem za gema z Rybakiną, to zrozumiałem, że nie stało się nic aż takiego, co by wymagało hospitalizacji. Ale rezygnacja z dokończenia tamtego meczu była konieczna, żeby nie pogłębić urazu i żeby próbować zdążyć na Rolanda. Kwestia była taka, że przed nami albo tydzień albo trzy tygodnie trudnej roboty. Wyszło, że uraz mięśniowy jest na tyle poważny, że do ostatniej chwili przed Rolandem musieliśmy się wstrzymywać z pewnymi rzeczami w treningu. Ale zdążyliśmy – wyjaśniał.