Category: Home

  • 105 minut i koniec meczu Linette. Katastrofa Polki w najważniejszym momencie

    105 minut i koniec meczu Linette. Katastrofa Polki w najważniejszym momencie

    105 minut i koniec meczu Linette. Katastrofa Polki w najważniejszym momencie

    Magda Linette stoczyła pasjonujący mecz z Ukrainką Dajaną Jastremską w I rundzie prestiżowego turnieju WTA 1000 w Dubaju. Polka w drugim secie odrobiła straty, prowadziła, ale w najważniejszym momencie zawiodła i przegrała 3:6, 5:7.

     

    13 – tyle minut trwał drugi gem niedzielnego meczu Magda Linette (36. WTA) – Dajana Jastremska (49. WTA). W gemie tym było aż siedem równowag, a Polka miała cztery piłki na jego wygranie, ale żadnej nie wykorzystała. Ukrainka zmarnowała z kolei cztery break-pointy. Przy piątym, po szczęśliwym zagraniu po taśmie, zdobyła przełamanie. Chwilę później Jastremska prowadziła 3:0.

     

    105 minut i koniec meczu Linette. Katastrofa w najważniejszym momencie

    Magda Linette zaczęła jednak grać lepiej, cierpliwiej, bardziej regularnie. Polka dobrze się broniła i czekała na błędy rywalki. A te często nadchodziły. W siódmym gemie przy swoim serwisie Ukrainka popełniła aż cztery z rzędu błędy z forhendu i została przełamana – To był przedziwny gem – mówił słusznie komentator Canal+Sport.

     

    Polka przegrywała 3:4, 0:40 i serwowała. Linette potrafiła wtedy obronić trzy break-pointy, ale przy czwartym już skapitulowała. Chwilę później miała trzy szanse na przełamanie. Ukrainka od tego momentu zaczęła jednak grać świetnie. Najpierw trafiła z bekhendu w linię boczną, a po chwili z forhendu w linię końcową. W grze na przewagi Ukrainka zmarnowała dwie piłki setowe, ale przy trzeciej była już skuteczna. Wygrała seta 6:3 w 51 minut.

     

    Linette w drugim secie też była w trudnej sytuacji. Przy stanie 2:2 przegrała swoje podanie. Chwilę potem znów jednak pomogła Ukrainka. Przy swoim podaniu popełniła trzy niewymuszone błędy i została przełamana. W ósmym gemie Linette znów miała szansę na przełamanie, ale popełniła niewymuszony błąd z bekhendu. W efekcie zamiast 5:3 dla niej, był remis 4:4.

     

    Po chwili Polka była w niemal krytycznej sytuacji. Po słabych serwisach i trzech z rzędu dobrych returnach Ukrainki musiała bronić dwa break-pointy. Dała radę obronić tylko jednego i po winnerze wzdłuż linii z bekhendu Jastremskiej została przełamana i przegrywała 5:6. To był punkt kluczowy seta i meczu.

     

    To jednak nie był koniec emocji. W 12. gemie nasza tenisistka miała szansę na doprowadzenie do tie-breaka. Nie wykorzystała jednak break-pointa. Jastremska zmarnowała piłkę meczową przez błąd stóp przy serwisie, ale przy drugim już się nie pomyliła.

     

    Jastremska w drugiej rundzie zagra z lepszą ze starcia: Beatriz Haddad Maia (Brazylia, 16. WTA) – Anastasija Potapowa (Rosja, 31. WTA).

     

    I runda w Dubaju: Magda Linette – Dajana Jastremska 3:6, 5:7.

  • 🟢 Znowu To Zrobiła:- BARCELONA POKONUJE MADRYT I AWANSUJE W PUCHARZE HISZPANII KOBIET. EWA PAJOR Z KOLEJNYM GOLEM!

    🟢 Znowu To Zrobiła:- BARCELONA POKONUJE MADRYT I AWANSUJE W PUCHARZE HISZPANII KOBIET. EWA PAJOR Z KOLEJNYM GOLEM!

    🟢 Znowu To Zrobiła:- BARCELONA POKONUJE MADRYT I AWANSUJE W PUCHARZE HISZPANII KOBIET. EWA PAJOR Z KOLEJNYM GOLEM!

     

    W rozegranym w Madrycie meczu ćwierćfinałowym Pucharu Hiszpanii kobiet (Copa de la Reina), piłkarki Barcelony pokonały miejscowy zespół CFF 2-1 i awansowały do 1/2 finału. Gola na 1-0 dla Barcy wbiła już w 6 minucie niezawodna Ewa Pajor. Druga bramka “Blaugrany” była z kolei dziełem Marty Torrejon, która bramkarkę rywalek pokonała w 41 minucie celnym strzałem głową. Gospodarze dopiero w doliczonej 95 minucie postarali się o gola, ale było już za późno na to aby myśleć o wyrównaniu i ewentualnej dogrywce. Do półfinału pucharu awansowała też drużyna Atletico Madryt. W czwartek, 13 lutego o kolejne promocje powalczą Levante UD z Granada CF i Real Madryt z Realem Sociedad San Sebastian.

    12.02.2025 Madryt – mecz 1/4 finału Pucharu Hiszpanii kobiet/Copa de la Reina 24/25

    Madryt CFF – FC Barcelona Femeni 1-2 (0-2)

    Bramki: Aldana Cometti (90 plus 5) – Ewa Pajor (6), Marta Torrejon (41)

    Fragmenty meczu i strzelone bramki na filmie – link do gry w komentarzu do newsa. 

  • Alarm w kadrze przed mistrzostwami świata. Problem lidera polskich skoczków

    Alarm w kadrze przed mistrzostwami świata. Problem lidera polskich skoczków

    Alarm w kadrze przed mistrzostwami świata. Problem lidera polskich skoczków

    W sobotnich zawodach zajął dopiero 19. miejsce, w niedzielę zakończył rywalizację na 17. pozycji. Tak zaprezentował się w Sapporo najlepszy spośród Polaków w klasyfikacji generalnej i lider kadry, Paweł Wąsek. – Szczerze mówiąc to nie wiem, dlaczego te skoki tu tak wyglądały – przyznawał przed kamerami Eurosportu po zakończeniu drugiego konkursu w Japonii. W polskich skokach narciarskich alarm wyje już naprawdę głośno. Tymczasem za niespełna dwa tygodnie ruszają mistrzostwa świata.

     

    O czasach, kiedy polscy skoczkowie walczyli o czołowe miejsca w konkursach, można póki co zapomnieć. Kolejny raz pokazał to weekend z Pucharem Świata w Sapporo, gdzie zabrakło co prawda np. Aleksandra Zniszczoła, ale gdzie do rywalizacji stanął najlepszy z naszych reprezentantów, czternasty w klasyfikacji generalnej Paweł Wąsek. W sobotę zakończył zmagania na dziewiętnastej pozycji – i to był najlepszy wynik tego dnia wśród Biało-Czerwonych. W niedzielę lepszy od lidera kadry okazał się szesnasty w stawce Kamil Stoch, 25-latek uplasował się tuż za nim.

     

    – Druga dziesiątka to na pewno nie jest wielki sukces – przyznał Paweł Wąsek przed kamerami Eurosportu. – Szczerze mówiąc to nie wiem, dlaczego te skoki tu tak wyglądały. Musimy je na pewno przeanalizować. Według mnie czucie na progu i pierwsza faza lotu fajnie funkcjonowały, ale jakby mi prędkości na dole brakowało. Problemem było, żeby po prostu odlecieć – tłumaczył, co jest kolejnym powodem do niepokoju.

     

    Dwa lata temu było złoto. Za chwilę najważniejsza impreza sezonu

     

    Czasu, by cokolwiek poprawić, pozostało bowiem niewiele, bo za niecałe dwa tygodnie zaczyna się najważniejsza impreza w tym sezonie, mistrzostwa świata w narciarstwie klasycznym, które odbywają się co dwa lata. Ostatnio w Planicy Polska zapisała na swoim koncie dwa medale za sprawą skoków narciarskich. Złoto w konkursie indywidualnym na skoczni normalnej wywalczył Piotr Żyła, z kolei w zawodach indywidualnych na obiekcie dużym po brąz sięgnął Dawid Kubacki.

     

    Wtedy jednak sytuacja w polskiej kadrze była skrajnie odmienna od tego, co obserwujemy teraz. Kubacki zakończył sezon na czwartej, a Żyła na szóstej pozycji w klasyfikacji generalnej.

     

    – Od środy mamy dołączyć do reszty drużyny, na zgrupowanie do Wisły czy do Szczyrku, nie wiem w sumie. Mamy skakać tu i tu. Muszę zobaczyć, jak będę funkcjonował po powrocie do domu i będę na bieżąco w kontakcie z trenerami – mówił w niedzielę Paweł Wąsek. 

     

  • Tenisiści walczą o życie. Oto cała prawda. “Więcej zarabiałbym w McDonaldzie”

    Tenisiści walczą o życie. Oto cała prawda. “Więcej zarabiałbym w McDonaldzie”

    Tenisiści walczą o życie. Oto cała prawda. “Więcej zarabiałbym w McDonaldzie

     

    Wielu czołowych tenisistów otwiera listy Forbesa, ale tuż za czołówką trwa walka o przetrwanie. “Zarabiałbym więcej, gdybym pracował w McDonaldzie” – opowiada jeden z nich. – Miałem wrażenie, że byliśmy traktowani jak bankomat – dodaje w rozmowie ze Sport.pl Michał Dembek, który musiał porzucił obiecującą karierę w wieku 25 lat. – Na zawodach musieliśmy płacić za wszystko, nawet za wodę – wspomina. Jak mówi, na zawodach niższej rangi czuć atmosferę walki o życie.

     

    Iga Świątek za wygraną nad Marią Sakkari w drugiej rundzie turnieju WTA 1000 w Dosze zarobiła ponad 41 tys. dol. Kwota ta może robić wrażenie nie tylko na zwykłych śmiertelnikach, lecz także wielu tenisistach, którzy zawodowo uprawiają ten sport. Wynagrodzenie Polki za jeden wygrany mecz jest bowiem wyższe od rocznych zarobków wielu z nich. A momentami – boleśnie wyższe.

  • Przełomowy konkurs Stocha. Pierwszy taki w sezonie. Sensacyjne podium w Sapporo

    Przełomowy konkurs Stocha. Pierwszy taki w sezonie. Sensacyjne podium w Sapporo

    Przełomowy konkurs Stocha. Pierwszy taki w sezonie. Sensacyjne podium w Sappor

     

    Ryoyu Kobayashi wygrywa drugi konkurs Pucharu Świata w Sapporo. Sensacyjnie na podium zabrakło Austriaków. Z bardzo dobrej strony pokazał się Kamil Stoch, który po raz pierwszy w tym sezonie okazał się najlepszym z Polaków. Poza nim punktowała także dwójka Biało-Czerwonych. Teraz skoczków czekają niespełna dwa tygodnie przerwy, a po niej rozpocznie się walka o medale mistrzostw świata w Trondheim.

     

    Nocne skoki w Sapporo zaczęły się od kwalifikacji, w których działo się sporo. Sędziowie bardzo często manewrowali belką, a po raz kolejny w ostatnim czasie ich triumfatorem okazał się Domen Prevc. Do konkursu awansował komplet Polaków, a najlepiej wypadli Paweł Wąsek i Maciej Kot, którzy zajęli odpowiednio 14. i 16. miejsce. Awans pierwszy raz w tym sezonie wywalczył także Noriaki Kasai, któremu wystarczyło 108 metrów. O godz. 3:00 wystartował konkurs główny.

     

    Błysk Stocha i dobre skoki Polaków w I serii. Zawiódł tylko Juroszek

     

    Pierwszym z Biało-Czerwonych w niedzielnym konkursie był Kacper Juroszek. Nasz najmłodszy zawodnik w Sapporo niestety wypadł fatalnie. Skoczył ledwie 104 metry, czyli o metr krócej, niż Noriaki Kasai i zakończył swój udział w rywalizacji na I serii. Następnie nadszedł czas na bardzo dobrze prezentującego się w ten weekend Macieja Kota. Triumfator konkursu Pucharu Świata na Okurayamie z 2017 roku uzyskał 123,5 metra i uplasował się na 15. pozycji.

     

    Zatem na półmetku najlepszym z Biało-Czerwonych okazał się Kamil Stoch. Na prowadzeniu był Marius Lindvik, aż 7,3 punktu przed drugim Ryoyu Kobayashim oraz 12,9 punktu przed triumfatorem kwalifikacji – Domenem Prevcem. W tej części zawodów tylko czołowej dwójce udało się przekroczyć barierę 130 metrów. Udział w konkursie po I serii zakończył za to Noriaki Kasai, który skoczył 105 metrów, podobnie jak były lider Pucharu Świata z tego sezonu, czyli Pius Paschke. Niemiec uzyskał ledwie 117,5 metra i zajął pechowe 31. miejsce.

     

    Dublet Kobayashiego w Sapporo. Mocny sygnał od Norwegów przed MŚ w Trondheim

     

    Niestety, drugi skok nie udał się Maciejowi Kotowi, który skoczył 121 metrów, co sprawiło, że osunął się aż o dziewięć pozycji i ostatecznie zakończył zawody na 24. lokacie. Nie poprawili się także Paweł Wąsek i Kamil Stoch. Ten pierwszy wylądował na 124 metrze, co dało mu 17. pozycję, a Stoch uzyskał co prawda 122,5 metra, ale w gorszych warunkach i okazał się najlepszym z Polaków, zajmując 16. miejsce. To pierwszy taki przypadek w tym sezonie, a dokładniej, jak wyliczył Adam Bucholz z portalu skijumping.pl, pierwszy od 331 dni, gdy nasz trzykrotny mistrz olimpijski okazał się najlepszym z Biało-Czerwonych w pojedynczym konkursie.

     

    Po raz drugi w ten weekend wygrał Ryoyu Kobayashi, który skoczył aż 137 metrów i odrobił stratę do prowadzącego po I serii Mariusa Lindvika, który zajął ostatecznie drugie miejsce. Trzeci był Johan Andre Forfang. Norwegowie zaprezentowali się zatem ze znakomitej strony tuż przed mistrzostwami świata, które zostaną rozegrane na ich ziemii. Na podium sensacyjnie zabrakło reprezentanta Austrii, co zdarzyło się dopiero po raz drugi w tym sezonie. To był 34 triumf Kobayashiego w zawodach Pucharu Świata, dzięki czemu wyprzedził pod tym względem legendarnego Jensa Weissfloga.

     

    Skrócone wyniki drugiego konkursu Pucharu Świata w Sapporo:1. Ryoyu Kobayashi (132 m i 137 m)2. Marius Lindvik (136 m i 131 m)3. Johan Andre Forfang (129 m i 136 m)…16. Kamil Stoch (126,5 m i 122,5 m)17. Paweł Wąsek (122,5 m i 124 m)24. Maciej Kot(123,5 m i 121 m)

  • Przełomowy konkurs Stocha. Pierwszy taki w sezonie. Sensacyjne podium w Sapporo

    Przełomowy konkurs Stocha. Pierwszy taki w sezonie. Sensacyjne podium w Sapporo

    Przełomowy konkurs Stocha. Pierwszy taki w sezonie. Sensacyjne podium w Sapporo

    Ryoyu Kobayashi wygrywa drugi konkurs Pucharu Świata w Sapporo. Sensacyjnie na podium zabrakło Austriaków. Z bardzo dobrej strony pokazał się Kamil Stoch, który po raz pierwszy w tym sezonie okazał się najlepszym z Polaków. Poza nim punktowała także dwójka Biało-Czerwonych. Teraz skoczków czekają niespełna dwa tygodnie przerwy, a po niej rozpocznie się walka o medale mistrzostw świata w Trondheim.

     

    Nocne skoki w Sapporo zaczęły się od kwalifikacji, w których działo się sporo. Sędziowie bardzo często manewrowali belką, a po raz kolejny w ostatnim czasie ich triumfatorem okazał się Domen Prevc. Do konkursu awansował komplet Polaków, a najlepiej wypadli Paweł Wąsek i Maciej Kot, którzy zajęli odpowiednio 14. i 16. miejsce. Awans pierwszy raz w tym sezonie wywalczył także Noriaki Kasai, któremu wystarczyło 108 metrów. O godz. 3:00 wystartował konkurs główny.

     

    Błysk Stocha i dobre skoki Polaków w I serii. Zawiódł tylko Juroszek

     

    Pierwszym z Biało-Czerwonych w niedzielnym konkursie był Kacper Juroszek. Nasz najmłodszy zawodnik w Sapporo niestety wypadł fatalnie. Skoczył ledwie 104 metry, czyli o metr krócej, niż Noriaki Kasai i zakończył swój udział w rywalizacji na I serii. Następnie nadszedł czas na bardzo dobrze prezentującego się w ten weekend Macieja Kota. Triumfator konkursu Pucharu Świata na Okurayamie z 2017 roku uzyskał 123,5 metra i uplasował się na 15. pozycji.

     

    Trzecim Polakiem, który oddał skok w zawodach, był Kamil Stoch. Trzykrotny mistrz olimpijski pokazał się z bardzo dobrej strony, skacząc 126,5 metra, co dało mu po I serii 12. miejsce. Ostatnim z naszych zawodników był Paweł Wąsek. Nasz lider tym razem nie wypadł najlepiej. W swoim skoku uzyskał bowiem 122,5 metra i uplasował się na 14. lokacie.

     

    Zatem na półmetku najlepszym z Biało-Czerwonych okazał się Kamil Stoch. Na prowadzeniu był Marius Lindvik, aż 7,3 punktu przed drugim Ryoyu Kobayashim oraz 12,9 punktu przed triumfatorem kwalifikacji – Domenem Prevcem. W tej części zawodów tylko czołowej dwójce udało się przekroczyć barierę 130 metrów. Udział w konkursie po I serii zakończył za to Noriaki Kasai, który skoczył 105 metrów, podobnie jak były lider Pucharu Świata z tego sezonu, czyli Pius Paschke. Niemiec uzyskał ledwie 117,5 metra i zajął pechowe 31. miejsce.

     

    Dublet Kobayashiego w Sapporo. Mocny sygnał od Norwegów przed MŚ w Trondheim

     

    Niestety, drugi skok nie udał się Maciejowi Kotowi, który skoczył 121 metrów, co sprawiło, że osunął się aż o dziewięć pozycji i ostatecznie zakończył zawody na 24. lokacie. Nie poprawili się także Paweł Wąsek i Kamil Stoch. Ten pierwszy wylądował na 124 metrze, co dało mu 17. pozycję, a Stoch uzyskał co prawda 122,5 metra, ale w gorszych warunkach i okazał się najlepszym z Polaków, zajmując 16. miejsce. To pierwszy taki przypadek w tym sezonie, a dokładniej, jak wyliczył Adam Bucholz z portalu skijumping.pl, pierwszy od 331 dni, gdy nasz trzykrotny mistrz olimpijski okazał się najlepszym z Biało-Czerwonych w pojedynczym konkursie.

     

    Po raz drugi w ten weekend wygrał Ryoyu Kobayashi, który skoczył aż 137 metrów i odrobił stratę do prowadzącego po I serii Mariusa Lindvika, który zajął ostatecznie drugie miejsce. Trzeci był Johan Andre Forfang. Norwegowie zaprezentowali się zatem ze znakomitej strony tuż przed mistrzostwami świata, które zostaną rozegrane na ich ziemii. Na podium sensacyjnie zabrakło reprezentanta Austrii, co zdarzyło się dopiero po raz drugi w tym sezonie. To był 34 triumf Kobayashiego w zawodach Pucharu Świata, dzięki czemu wyprzedził pod tym względem legendarnego Jensa Weissfloga.

    https://x.com/Bucholz_Adam/status/1890971247057445176

    Skrócone wyniki drugiego konkursu Pucharu Świata w Sapporo:

    1. Ryoyu Kobayashi (132 m i 137 m)

    2. Marius Lndvik (136 m i 131 m)

    3. Johan Andre Forfang (129 m i 136 m)

    16. Kamil Stoch (126,5 m i 122,5 m)

    17. Paweł Wąsek (122,5 m i 124 m)

    24. Maciej Kot (123,5 m i 121 m)

     

  • Świątek znów w połówce z Ostapenko, ogromny pech Sabalenki. Oto drabinka WTA 1000 w Dubaju

    Świątek znów w połówce z Ostapenko, ogromny pech Sabalenki. Oto drabinka WTA 1000 w Dubaju

    Świątek znów w połówce z Ostapenko, ogromny pech Sabalenki. Oto drabinka WTA 1000 w Dubaju

    Jeszcze nie zakończył się turniej WTA 1000 w Dosze, a już poznaliśmy drabinkę kolejnego kobiecego tysięcznika, który odbędzie się w Dubaju. Iga Świątek, z racji wolnego losu w pierwszej rundzie, przystąpi do rywalizacji od drugiej fazy zmagań. Dzisiaj, tuż po godz. 10:00 czasu polskiego, wyłoniono potencjalne rywalki dla raszynianki w premierowym spotkaniu podczas rozgrywek w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Wiemy już także, z kim zmierzą się Magdalena Fręch oraz Magda Linette. Poniżej prezentujemy szczegóły losowania.

     

    Dzisiaj zostanie rozegrany finał WTA 1000 w Dosze, tym razem niestety bez udziału Igi Świątek. Oczy polskich kibiców powoli spoglądają już zatem w kierunku Dubaju, który będzie kolejnym przystankiem w kobiecym kalendarzu. O ile w stolicy Kataru 23-latka triumfowała już trzykrotnie, o tyle w Zjednoczonych Emiratach Arabskich nie zdobyła jeszcze tytułu. W 2023 roku dotarła do finału, który przegrała z Barborą Krejcikovą. Podczas ubiegłorocznej edycji odpadła o fazę wcześniej, po spotkaniu z Anną Kalinską.

     

    W tym roku pięciokrotna zwyciężczyni imprez wielkoszlemowych postara się o premierowy sukces w Dubaju, ale nie będzie o to łatwo, bowiem obsada rozgrywek znów dopisuje organizatorom. Zobaczymy niemal wszystkie zawodniczki z czołowej “10” rankingu WTA. Największą nieobecną zmagań w Zjednoczonych Emiratach Arabskich będzie triumfatorka Australian Open – Madison Keys, która wycofała się z całego Middle East Swing ze względu na chęć wyleczenia kontuzji uda. Oprócz Igi Świątek w Dubaju zagrają również inne nasze reprezentantki – Magdalena Fręch oraz Magda Linette.

     

    Znamy drabinkę WTA 1000 w Dubaju. Wiemy, z kim może zacząć Iga Świątek

     

    Dzisiaj, tuż po godz. 10:00 czasu polskiego, odbyło się losowanie turniejowej drabinki. Chociaż ścieżka rozpisana jest na 64 zawodniczki, to osiem najwyżej rozstawionych tenisistek ma wolny los w pierwszej rundzie. Z takiego przywileju skorzystają m.in. Iga Świątek, Aryna Sabalenka, Coco Gauff czy Jelena Rybakina. W związku z tym Polka rozpocznie zmagania od drugiej fazy. Tam zmierzy się z Wiktorią Azarenką lub Anheliną Kalininą.

     

    Na wolny los nie mogły za to liczyć Magdalena Fręch oraz Magda Linette. One przystąpią do rywalizacji już od pierwszej rundy. Zawodniczka urodzona w Łodzi trafiła na Dianę Sznajder, a z kolei poznanianka zagra z Dajaną Jastremską. Już od początku turnieju zapowiada się bardzo ciekawe granie. W połówce Igi Świątek ponownie znalazła się Jelena Ostapenko, ale ona, jeśli pokona kwalifikantkę, zagra później z Jeleną Rybakiną. O ogromnym pechu może mówić z kolei Aryna Sabalenka. Znów potencjalnie czeka ją na “dzień dobry” starcie z Jekateriną Aleksandrową, jeśli ta upora się z tenisistką z eliminacji. Kilka dni temu Rosjanka pokonała Białorusinkę po tie-breaku trzeciego seta.

    https://x.com/ReemAbulleil/status/1890697073772601369

    Mecze z udziałem Polek w pierwszej rundzie:

    Magdalena Fręch – Diana SznajderMagda Linette – Dajana Jastremska

    Potencjalne mecze z udziałem Polek w drugiej rundzie:Iga Świątek – Wiktoria Azarenka/Anhelina KalininaMagdalena Fręch/Diana Sznajder – Linda Noskova/Julia PutincewaMagda Linette/Dajana Jastremska – Beatriz Haddad Maia/Anastazja Potapowa

    Główne zmagania w ramach WTA 1000 w Dubaju potrwają od 16 do 22 lutego. Najważniejsze informacje dotyczące turnieju w Zjednoczonych Emiratach Arabskich będzie można znaleźć w specjalnej zakładce na stronie Interia Sport. Relacje z meczów z udziałem Polek również ukażą w naszym serwisie.

     

  • Światowe media przejechały się po Świątek. Tak ją nazwali

    Światowe media przejechały się po Świątek. Tak ją nazwali

    Światowe media przejechały się po Świątek. Tak ją nazwali

    Iga Świątek boleśnie przegrała półfinałowy mecz z Jeleną Ostapenko w półfinale WTA 1000 Doha. Polka nie była w stanie przeciwstawić się rywalce i straciła szansę na czwarty z rzędu tytuł w Katarze. Media na całym świecie rozpisują się na temat tego, co się stało w tym meczu.

     

     

    Iga Świątek niestety nie zdobędzie czwartego tytułu z rzędu w Dosze. Druga rakieta świata po wyeliminowaniu Jeleny Rybakiny, Lindy Noskovej i Marii Sakkari, nie dała rady Łotyszce – Jelenie Ostapenko. Komentatorzy tego spotkania w Canal+ podkreślali, że to spotkanie było brutalne i skończyło się w 70 minut wynikiem 6:3, 6:1.

     

    Reakcje światowych mediów po porażce Igi Świątek: Zmiażdżona

     

    To był piąty mecz tych tenisistek i… piąta porażka Igi Świątek. Reprezentantka Łotwy zakończyła fantastyczną serię 15 zwycięstw trzykrotnej obrończyni tytułu w tym turnieju. W finale Ostapenko zmierzy się z Jekateriną Aleksandrową lub Amandą Anisimową.

     

    To, co się stało w meczu, odbiło się szerokim echem na świecie. Rosyjski serwis championat.com nazwał wprost przebieg tego meczu: “Jelena Ostapenko miażdży Igę Świątek w Dosze” – czytamy.

     

    “Spotkanie trwało 1 godzinę i 10 minut. W tym czasie Ostapenko zanotowała cztery asy serwisowe, popełniła cztery podwójne błędy serwisowe i wykorzystała cztery z dziewięciu break-pointów. Świątek miała jednego asa, trzy podwójne błędy serwisowe i jednego wykorzystanego break-pointa z trzech” – zauważono.

     

    “Świątek, ulubiona zabawka Ostapenko”

     

    O krok dalej posunął się serwis puntodebreak.com, który swój artykuł zatytułował: “Światek, ulubiona zabawka Ostapenko”. Dziennikarze podkreśli, że to jest “delikatny moment” dla Igi, która nie zdobyła tytułu od Rolanda Garrosa. “Nie znalazła ukojenia nawet tutaj, w jednym ze swoich ulubionych miejsc” – dodano.

     

    Portal canaltenis.com nazwał Ostapenko “łotewskim huraganem”, który “rozgromił” Świątek w WTA Doha. “Jelena Ostapenko rozegrała znakomity mecz i zmiażdżyła drugą w rankingu tenisistkę w półfinale turnieju WTA w Dosze” – czytamy.

     

    Z kolei ESPN nazwał tenisistkę z Rygi “kryptonitem” Igi Świątek, czyli fikcyjną substancją która osłabiała bohatera filmów – Supermana. “Można go również używać w odniesieniu do czegoś lub kogoś, co umniejsza główne cechy innej osoby lub rzeczy” – zaznaczyli dziennikarze.

     

    “Zajmująca drugie miejsce w rankingu światowym tenisistka, która nie zdobyła żadnego tytułu od ostatniego Rolanda Garrosa, wciąż nie potrafi zaprezentować się tak przekonująco jak Ostapenko. Przynajmniej w Dosze” – dodali.

     

    Ostapenko przystąpiła do tego meczu z bilansem 1:4 w 2025 roku

     

    Na koniec serwis tennis.com podkreślił, że do pierwszego turnieju WTA 1000 Jelena Ostapenko przystąpiła z bilansem 1:4 w grze pojedynczej w 2025 roku. “Ale nie straciła seta w czterech dotychczasowych zwycięstwach, w tym nad rozstawioną z numerem 4 Jasmine Paolini i rozstawioną z numerem 16 Ludmiłą Samsonową, a także do ćwierćfinałowego triumfu nad Ons Jabeur” – wymieniono.

     

    “Finalistka Rolanda Garrosa 2017 ma na swoim koncie bilans 0-2 w finałach WTA 1000, a w 2016 roku, jako nastolatka, zajęła drugie miejsce w Dosze. Po zdobyciu dwóch tytułów WTA 500 w zeszłym roku Ostapenko zagra z Jekateriną Aleksandrową lub Amandą Anisimovą o swój pierwszy tytuł singlowyw tym sezonie” – zakończono.

     

  • Iga Świątek znokautowana. “Czy to był mecz tenisa?” [OPINIA]

    Iga Świątek znokautowana. “Czy to był mecz tenisa?” [OPINIA]

    Iga Świątek znokautowana. “Czy to był mecz tenisa?” [OPINIA]

    Przykre, ale prawdziwe. Iga Świątek została zmieciona z kortu przez Jelenę Ostapenko. W trakcie dwóch setów w półfinale turnieju w Dosze na twarzy Polki można było wyczytać jedynie bezradność i bezsilność.

     

    Ciężko nawet z pełnym przekonaniem stwierdzić, że w półfinale turnieju WTA 1000 w Doha obejrzeliśmy mecz tenisa. Tak, były rakiety, piłki, siatka, wymiarowy kort i sędzia. I nawet trybuny z kibicami.

     

    Jednak agresywny styl gry Jeleny Ostapenko sprawił, że w trakcie dwóch setów najmniej zobaczyliśmy tzw. tenisa w tenisie. Ciekawych wymian było jak na lekarstwo, zwłaszcza w pierwszym secie. Serwis, return, atak, boisko. Bądź serwis, return, atak i aut. Albo się uda, albo nie uda.

     

    Niestety dla nas, najczęściej się udawało. Bezkompromisowy i agresywny styl gry Ostapenko znów nie dał szans Polce, która tym samym przegrała piąty z rzędu (!) mecz z Łotyszką.

     

    Świątek chciała grać akcje polegające na wymianach, poganiać rywalką, wyprowadzić z równowagi, jednak okazało się to po prostu niemożliwe. Ostapenko kończyła swoje akcje niezwykle szybko, nie dając Polce szansy na przejęcie kontroli nad meczem.

     

    A nawet jeśli akcja trwała dłużej niż kilka sekund, Łotyszka zazwyczaj trafiała potężnymi forhendami w samą linię. – To jest gra na granicy szaleństwa – skomentowała na antenie Canal Plus Sport Joanna Sakowicz-Kostecka.

     

    W tym szaleństwie była jednak metoda. W pierwszym secie pewne 6:3, w drugiej partii wręcz pogrom, bo tak trzeba nazwać zwycięstwo 6:1. I awans do wielkiego finału.

     

    Iga Świątek wyglądała na bezradną, po prostu. Po przegraniu trzeciego gema w drugim secie nie wytrzymała i schodząc bo boksu rzuciła rakietą o kort. Niestety, wyrzucenie z siebie negatywnych emocji nie pomogło. Z jej twarzy można było wyczytać jedynie bezsilność.

     

    Ale jak inaczej, gdy rywalce wychodzi niemal wszystko, niekiedy wbrew prawom fizyki?

     

    Trzeba jednak przyznać, że forehand Igi Świątek nie działa tak jak w meczach z Lindą Noskovą czy Jeleną Rybakiną. Błędów było zbyt dużo, a skuteczność Ostapenko była zbyt wysoka, żeby dało się to w jakikolwiek sposób obejść.

     

    To była pełna dominacja i nokaut polskiej gwiazdy. Jej rywalka zaprezentowała wręcz kosmiczny tenis i Świątek nie miała po swojej stronie żadnych argumentów, by jej zagrozić. Smutne, ale prawdziwe.

     

    Jednak tak jak w lutym 2022 roku porażka z Łotyszką zapoczątkowała jej serię 37 kolejnych zwycięstw, tak nie ma przeciwskazań, by Świątek za chwilę rozpoczęła kolejne pasmo sukcesów. No może poza jednym – że wkrótce znów nie spotka się z Ostapenko.

  • Ostapenko zdominowała Świątek, Polka wyładowała złość na rakiecie. Koniec pięknej serii

    Ostapenko zdominowała Świątek, Polka wyładowała złość na rakiecie. Koniec pięknej serii

    Ostapenko zdominowała Świątek, Polka wyładowała złość na rakiecie. Koniec pięknej seri

     

    Na piątek zaplanowano półfinały turnieju WTA 1000 w Dosze. Już po raz czwarty z rzędu zagościła w nich Iga Świątek. Polka rywalizowała o awans do decydującego starcia z Jeleną Ostapenko, z którą miała bilans 0-4 w bezpośrednich pojedynkach. Niestety, dzisiaj nasza tenisistka zaliczyła piątą porażkę w potyczkach z reprezentantką Łotwy. Mistrzyni Roland Garros 2017 dominowała na korcie, a 23-latka nie kryła złości. Ostatecznie Jelena triumfowała 6:3, 6:1. To koniec pięknej serii Igi, która była niepokonana w stolicy Kataru od pięciu lat.

     

    Iga Świątek musiała się sporo napracować, by awansować do półfinału tegorocznej edycji turnieju WTA 1000 w Dosze. Najprostszy okazał się pierwszy mecz z Marią Sakkari. Później Polka stoczyła niesamowitą batalię z Lindą Noskovą, która zakończyła się wygraną raszynianki 6:4 w trzecim secie. W ćwierćfinałowym pojedynku 23-latka wróciła zaś ze stanu 2:4 15-30 w drugiej partii i pokonała Jelenę Rybakinę jeszcze przed potencjalnym tie-breakiem.

     

    Batalia o finał imprezy w stolicy Kataru przyniosła starcie z nieobliczalną Jeleną Ostapenko, często określaną jako “zmorę” naszej reprezentantki. Nie bez powodu, bo mistrzyni Roland Garros 2017 miała jak dotąd rewelacyjny bilans 4-0 w bezpośrednich potyczkach ze Świątek. Ostatni mecz rozegrały podczas czwartej rundy US Open 2023. Wówczas Łotyszka wygrała 3:6, 6:3, 6:1 i spowodowała, że Iga straciła pozycję liderki rankingu – jak się później okazało, na okres 8 tygodni.

     

    Raszynianka polowała zatem na rewanż za dotychczasowe przegrane i premierowy triumf w starciach z niewygodną przeciwniczką. Ostapenko imponowała formą podczas tegorocznych zmagań w Dosze i można się było spodziewać, że naszej zawodniczce nie będzie łatwo. 23-latka rywalizowała jednak w wyjątkowym dla siebie miejscu, gdzie triumfowała w trzech poprzednich edycjach zmagań, a ostatnią porażkę odniosła w 2020 roku ze Swietłaną Kuzniecową.

     

    Jelena Ostapenko w finale WTA 1000 w Dosze. Kolejny raz pokonała Igę Świątek

     

    Mecz rozpoczął się od serwisu Świątek. Polka miała problem ze zbudowaniem przewagi poprzez swoje podanie, od razu była atakowana agresywnymi returnami przeciwniczkami. Już na “dzień dobry” Ostapenko przełamała Polkę do 15, a potem podwyższyła prowadzenie do stanu 2:0 po wygraniu gema do zera. Jelena czuła się niezwykle swobodnie i próbowała wywrzeć presję także przy kolejnym rozdaniu. Reprezentantka Łotwy prowadziła już 30-15, ale na szczęście kolejne trzy okazje powędrowały na konto raszynianki. 23-latka trochę urozmaiciła serwis i to przyniosło pozytywny efekt. Dzięki temu zdobyła premierowe “oczko” w dzisiejszym spotkaniu.

     

    W kolejnych minutach obie dość pewnie utrzymywały swoje podania. W szóstym gemie zrodziła się pierwsza okazja dla Igi na powrót. Polka miała break pointa, ale nie poradziła sobie z pierwszym serwisem przeciwniczki. Kolejne dwa punkty również powędrowały na konto Jeleny i ostatecznie zrobiło się 4:2 dla reprezentantki Łotwy. Podczas siódmego rozdania nasza tenisistka zanotowała świetny gem serwisowy, wygrała go do zera. Nie zrobiło to jednak najmniejszego wrażenia na Ostapenko. Po chwili mistrzyni Roland Garros 2017 utrzymała swoje podanie, a rywalizację w pierwszej partii zakończyła już w dziewiątym gemie, wykorzystując trzeciego setbola. Jelena triumfowała w premierowej odsłonie 6:3 i po kilku minutach przerwy mogła otwierać kolejnego seta.

     

    Obraz gry nie uległ zmianie także na starcie drugiej partii. Jelena cały czas napierała i wytrącała Świątek ze strefy komfortu. Po tym, jak Łotyszka utrzymała swoje podanie, później problemy z wygraniem serwisu miała Iga. Polka broniła kolejnych break pointów, ale przy czwartym, gdy wydawało się, że ma już akcję pod kontrolą, zagrała piłkę z forhendu w siatkę. Doszło do przełamania i Ostapenko objęła prowadzenie 2:0. W trzecim gemie zacięło się podanie mistrzyni Roland Garros 2017, pojawiało się sporo podwójnych błędów serwisowych. Pojawił się break point dla Polki, którego nie zdołała jednak wykorzystać. W kluczowym momencie znów nie zdołała posłać returnu w kort, a później gem został rozstrzygnięty na korzyść Jeleny. Polka wyładowała swoją frustrację na rakiecie.

     

    Nasza tenisistka była wyraźnie stłamszona tym, co dzieje się na centralnym obiekcie w Dosze. Po chwili straciła podanie do zera i było już 4:0 dla rywalki. Podczas piątego rozdania Ostapenko wyraźnie się rozluźniła po raz pierwszy w meczu przegrała gema przy swoim serwisie. Niestety, nie poszła za tym lepsza seria z perspektywy Świątek. Nastąpiło kolejne przełamanie, a później zakończenie pojedynku. Ostatecznie Jelena pokonała naszą tenisistkę 6:3, 6:1, poprawiając bilans bezpośrednich starć do stanu 5-0. Tym samym raszynianka nie zgarnie czwartego z rzędu tytułu w Dosze. Po raz pierwszy od pięciu lat znalazła się zawodniczka, która wygrała z Igą w stolicy Kataru.