Category: Home

  • Nie do wiary, co zrobiła Iga Świątek. Dokonała niemal niemożliwego

    Nie do wiary, co zrobiła Iga Świątek. Dokonała niemal niemożliwego

    Nie do wiary, co zrobiła Iga Świątek. Dokonała niemal niemożliwego

    Jedni widzą w tym cuda, inni mówią o drodze pod prąd. Iga Świątek sama zapewnia, że nie wie, czemu po dłuższym kryzysie triumfowała właśnie w Wimbledonie i w Cincinnati, które powszechnie zaliczano do najbardziej niewygodnych dla niej turniejów. Ale jest kilka elementów, które przyczyniły się do tego, że polska tenisistka zadziwiła ostatnio wszystkich.

    Wypuszczenie z ręki rakiety, pełne niedowierzania spojrzenie w stronę członków sztabu szkoleniowego, a nawet łapanie się za głowę. Dopiero potem była radość. Pierwsza reakcja Igi Świątek po ostatniej piłce tegorocznego finału Wimbledonu i turnieju w Cincinnati nie pozostawiała wątpliwości – te sukcesy były dla niej szokiem. I nie tylko dla niej. Brano pod uwagę, że kiedyś może zwyciężyć w tych imprezach, bo przecież ma ogromny potencjał, ale teraz raczej prędzej szykowano się na męczarnie. Dzięki m.in. pomocy sztabu i organizatorów tych turniejów było jednak inaczej.

    Świątek idzie pod prąd. “Przekonanie” zamiast “zmuszania”

    – Nie wiem, czemu wygrałam turnieje, które były ostatnimi, w których bym się tego spodziewała. Dziękuję więc (mojemu teamowi – red.) za zmuszanie mnie do tego, bym stawała się lepszą tenisistką i uczyła się, jak grać na tych wszystkich szybszych nawierzchniach – stwierdziła z uśmiechem Świątek tuż po triumfie w Cincinnati, który dało jej zwycięstwo nad Włoszką Jasmine Paolini 7:5, 6:4.

    Nieco ponad miesiąc wcześniej przemawiała po wygraniu Wimbledonu, rozbijając w meczu o tytuł Amerykankę Amandę Anisimovą 6:0, 6:0. Ogółem w czterech ostatnich startach aż w trzech dotarła do finału. Nie byłoby to takie zaskakujące, gdyby właśnie nie fakt, że dokonała tego dwukrotnie na trawie i raz na jednym z szybszych “betonów” w tourze. Mając za sobą 13 miesięcy bez występu w meczu o taką stawkę. Mało tego, po okresie rozczarowujących startów. Nawet na ukochanych kortach ziemnych.

    Przypomnijmy krótko, choć wszyscy fani Świątek dobrze to wiedzą – 24-latka najlepiej czuje się na wolnej nawierzchni. Kiedy ma czas odpowiednio ustawić się do piłki w akcjach ofensywnych i skuteczniej popracować w defensywie, w czym jest świetna. Ogółem – im wolniej, tym lepiej dla niej. Choć potrafiła też wygrywać imprezy na twardej nawierzchni. Ale znacznie częściej dokonywała tego w wiosennych turniejach w Katarze czy USA niż tych letnich po powrocie do Ameryki Północnej. Dlatego też jej triumf w US Open 2022 odbierano jako bardzo dużą niespodziankę. Ale ona i tak traci moc w porównaniu z tą, którą był lipcowy sukces wielkoszlemowy w Londynie.

     

    – Najpierw było rozczarowanie pierwszą połową sezonu, zwłaszcza ziemią. Ale od czasu Wimbledonu to już idziemy pod prąd. Totalnie pod prąd – podsumował po finale w Cincinnati na antenie Canal+ Dawid Celt, kapitan reprezentacji Polski w Pucharze Billie Jean King.

     

    Słynny amerykański dziennikarz zajmujący się tenisem Ben Rothenberg napisał wręcz o cudach dokonywanych tego lata przez Świątek. Dlaczego więc wyczekiwany od dawna przełom Polki nastąpił w warunkach, które dotychczas były dla niej najmniej komfortowe?

     

    Po pierwsze, tam, gdzie zawsze jej najlepiej szło, najmocniej oczekiwano od niej tego powrotu na drogę triumfów. Presja była po prostu większa. W żartobliwym stwierdzeniu z poniedziałkowej przemowy po wygranej w Cincinnati też jest sporo prawdy, choć oczywiście “zmuszanie” trzeba zastąpić raczej “przekonaniem” – do niewielkich zmian w grze, które zwiększyły jej skuteczność na szybszych kortach.

     

    Wyczekiwane “kliknięcie” w zaskakującym momencie. Trener byłej nr 1 o Świątek: mistrzostwo świata

     

    Nie bez znaczenia jest też fakt, że był to moment, w którym pracowała już ponad pół roku z Belgiem Wimem Fissettem. W środowisku tenisowym nieraz można usłyszeć, że na pierwsze efekty współpracy z nowym trenerem trzeba poczekać właśnie co najmniej sześć miesięcy. Teraz Świątek sama przyznała, że wykonała w Ohio dużą pracę mentalną, wskazując tu też na zasługi należącej do jej sztabu od wielu lat psycholożki sportowej Darii Abramowicz.

     

    – Byłam bardziej opanowana niż wcześniej w Montrealu. Uważam, że np. dobrze serwowałam też wcześniej w Australii, choć może nie realizowałam wtedy wszystkich założeń. Podczas Wimbledonu, czy ogółem na trawie, rzeczywiście “kliknęło” i teraz staram się to po prostu kontynuować. Jestem bardzo zadowolona z efektów – opowiadała Polka w poniedziałkowym wywiadzie dla telewizji Tennis Channel.

     

    Do znudzenia też wszyscy powtarzają – i w pełni zasadnie – o zasługach Macieja Ryszczuka. Dzięki niemu Świątek od lat góruje nad przeciwniczkami przygotowaniem fizycznym i nieraz wygrywa na korcie walkę na wyniszczenie. Z pewnością miało to duże znaczenie teraz w Cincinnati, gdzie panował olbrzymi upał i we znaki dawała się duża wilgotność.

    Świątek miała też przy tym dodatkowo trochę szczęścia, bo w trzeciej rundzie w ogóle nie musiała wychodzić na kort za sprawą walkowera kontuzjowanej Ukrainki Marty Kostiuk. Bardziej wymagające rywalki miała zaś dopiero od półfinału. W drodze po triumf w Wimbledonie z kolei nie mierzyła się z żadną rywalką z Top10. I nie chodzi o to, by deprecjonować z tego powodu te sukcesy. Przywołać warto tu choćby słowa trenera Pawła Ostrowskiego po londyńskim zwycięstwie.

    – Nie da się ukryć, że rozwój wypadków w drabince sprzyjał. Natomiast sztuką jest, szczególnie w żeńskim tenisie, taką szansę wykorzystać. Dla mnie to absolutne mistrzostwo świata, bo znam bardzo dużo przykładów, kiedy turniej układał się pod daną zawodniczkę, ale ta nie była w stanie udźwignąć tego mentalnie. Proszę mi wierzyć, nieliczne tenisistki to potrafią. Zwłaszcza kiedy mowa o turnieju, którego nigdy wcześniej się nie wygrało – zaznaczył w rozmowie ze Sport.pl były trener Angelique Kerber.

    “Absurd” i “żart”, czyli próby przyciągania kibiców do tenisa. Świątek wprost o zmianach dot. szybkich kortów

    Dochodzi jeszcze jeden aspekt, który sprzyja Świątek. Zauważalna jest tendencja do spowalniania szybszych kortów, by zapewnić więcej dłuższych wymian, co ma z kolei przyciągać więcej kibiców. Na Wimbledonie wprowadzono nowy rodzaj stosowanej mieszanki trawy w 2001 roku i systematycznie od tego czasu tenisiści zwracają uwagę na zmianę nawierzchni, która uchodziła wcześniej zawsze za najszybszą. Do tego zawodnicy wskazują, że dodatkowy efekt spowalniający daje stosowanie większych niż wcześniej piłek, a także wysuszający trawę upał, który dawał się we znaki choćby ostatnio.

    – Piłki są najgorsze z możliwych, a ta trawa to żart. To nawet nie jest już trawa. Ten kort jest wolniejszy niż te ziemne – denerwował się rozstawiony z numerem 27. Kanadyjczyk Denis Shapovalov, który odpadł już w pierwszej rundzie tegorocznej edycji londyńskiego turnieju.

    Były brytyjski deblista Dominic Inglot z kolei w rozmowie z dziennikarzem BBC przyznał, że zmiana trawiastej nawierzchni wymusiła też zmianę stylu gry na niej.

    – Pomysł, który stał za tym, był taki, by Wimbledon konkurował pod względem długich i zaciętych wymian z tymi, które oglądało się podczas Australian Open, US Open i Roland Garros. Kiedyś było absurdem, by stosować na trawie kick serwis (Świątek często po niego sięga – red.), bo piłka po nim nie zachowywała się tak samo jak na ziemi czy hardzie. Tak więc 10 lat temu to było nie do pomyślenia, a teraz działa – analizował.

    Świątek również potwierdziła w lipcu dziennikarzom, że korty w Londynie stały się wolniejsze, a piłka inaczej się odbija podczas upału. Nie kryła też teraz, że nawierzchnia w Cincinnati wcześniej była dla niej zbyt szybka.

    – To było wariactwo. Teraz to coś, na czym można grać w tenisa. Jest nieco wolniej, co ma większy sens. Ale to nie jest tylko kwestia tego. Mam wrażenie, że tym razem poprawiam się po prostu z meczu na mecz. W przeszłości od początku było mi tu ciężko, a teraz czułam się trochę inaczej – stwierdziła jeszcze w trakcie turnieju Polka.

    Być może trzeba z pewną dozą dystansu podchodzić do opinii rozgoryczonego przegraną Shapovalova, ale z tezą, że korty w Londynie i Ohio są wolniejsze niż kiedyś, zgadzają się raczej wszyscy tenisiści. Trudno jednak sobie wyobrazić, by rzeczywiście stały się drugą “mączką”. I dlatego też Celt wskazał również na znaczenie wielkiego potencjału Świątek w jej ostatnich sukcesach.

    – Powtarzane było, że Iga nie lubi tych kortów w Cincinnati. Ale jest tenisistką unikatową. To dziewczyna stworzona do wygrywania największych rzeczy w tenisowym świecie. Rozwija się cały czas w błyskawicznym tempie, adaptuje się do nowych warunków i okoliczności. Jestem pewny, że będzie niedługo odnosić kolejne sukcesy. Pokazała w tym roku, że jest w stanie wygrywać też na kortach, na których do tej pory miała sporo problemów – zaznaczył.

    W Cincinnati nigdy wcześniej nie była w finale, a w Wimbledonie najdalej zaszła do ćwierćfinału. I to tylko raz.

    W dwóch minionych sezonach tenisistka, która wygrywała turniej w Cincinnati, triumfowała zaraz potem także w US Open. Czy Świątek podtrzyma tę passę? Przekonamy się we wrześniu. Na razie pokazała, że potrafi zaskoczyć wszystkich, łącznie z samą sobą.

  • Nagranie zza kulis to hit! Pokazali, co zrobili Świątek i Ruud

    Nagranie zza kulis to hit! Pokazali, co zrobili Świątek i Ruud

    Nagranie zza kulis to hit! Pokazali, co zrobili Świątek i Ruud

    Iga Świątek jest na fali, co potwierdza swoimi kolejnymi występami. Polka kilkanaście godzin po tym, jak wygrała finał Cincinnati Open, w parze z Casperem Ruudem wygrała dwa mecze US Open. Głośno o dokonaniach raszynianki i jej partnera, a w sieci pojawiło się nagranie pokazujące, co zrobili za kulisami. To hit!

     

    Iga Świątek i Casper Ruud na fali

     

    Iga Świątek i Casper Ruud bardzo dobrze rozpoczęli zmagania w tegorocznym US Open. Polka i Norweg w pierwszym spotkaniu nie dali szans Madison Keys i Francesowi Tiafoe, rozbijając reprezentantów USA 4:1, 4:2. Kilkadziesiąt minut później świętowali natomiast kolejną wygraną. Tym razem pokonując Caty McNally grającą z Lorenzo Musettim. Chwilę po swoich starciach rozmawiali z kolei z mediami, a na profilu Eurosportu pojawiło się zabawne nagranie.

     

    Pokazali, co Świątek i Ruud zrobili za kulisami

     

    Świątek i Ruud w pewnym momencie pokazali słynny gest wiceliderki rankingu WTA, dodając do niego słowo, z którego powtarzania jest ona bardzo dobrze znana. “Jazda” — krzyknęli oboje w tym samym momencie.

     

    “Casper Ruud, jak widać, odczuwa już efekty przebywania z Igą Świątek” — napisano na profili Eurosportu na platformie X.

     

    Kiedy kolejny mecz Świątek i Ruuda na US Open?

    https://x.com/Eurosport_PL/status/1957902851570565542

    Od triumfu w całych zawodach Polkę i Norwega dzielą już tylko dwa mecze. Łatwo jednak nie będzie, bo teraz na ich drodze staną Jessica Pegula i Jack Draper. Półfinały tegorocznego turnieju rozegrane zostaną ze środy na czwartek, krótko po północy naszego czasu. Zwycięzca tego starcia w finale zagra z lepszym z meczu: Danielle Collins/Christian Harrison — Sara Errani/Andrea Vavassori.

     

  • Sukces Świątek w cieniu skandalu — Jak Wielki Szlem zamienił się w burzę kontrowersji

    Sukces Świątek w cieniu skandalu — Jak Wielki Szlem zamienił się w burzę kontrowersji

    Sukces Świątek w cieniu skandalu — Jak Wielki Szlem zamienił się w burzę kontrowersji

    Turniej miksta podczas US Open miał być świętem — lekkim, odświeżającym dodatkiem, który łączy największe gwiazdy kobiecego i męskiego tenisa. Zamiast tego przerodził się w jeden z najbardziej kontrowersyjnych epizodów w najnowszej historii tego sportu. Zawodnicy są sfrustrowani, kibice podzieleni, a wiarygodność organizatorów mocno nadszarpnięta.

     

    W samym centrum tego zamieszania znalazła się Iga Świątek, która razem z Norwegiem Casperem Ruudem dotarła już do półfinału. Dla polskiej tenisistki miała to być prosta historia sukcesu. Jednak jej zwycięstwa rozgrywają się w cieniu chaosu, oskarżeń o stronniczość i gniewu zawodników, którzy czują się ograbieni z prawa do gry na nowojorskich kortach.

     

    Turniej, jakiego jeszcze nie było

     

    Tegoroczny mikst w US Open nie przypomina niczego, co dotąd znano. Cała formuła została wywrócona do góry nogami: mecze skrócono do czterech gemów w secie, rywalizację ściśnięto do zaledwie dwóch dni, a — co najbardziej kontrowersyjne — zmieniono zasady kwalifikacji.

     

    Tradycyjne ścieżki, dzięki którym eksperci od debla mogli zapewnić sobie miejsce w drabince, przestały istnieć. Organizatorzy uznali, że jedyną walutą jest rozpoznawalność.

     

    Osiem par wybrano wyłącznie na podstawie rankingów singlowych, a kolejne osiem musiało liczyć na „dzikie karty”. Efekt? Na kortach pojawiły się takie nazwiska jak Świątek, Ruud, Jessica Pegula czy Jack Draper. Tymczasem światowej klasy deblowi specjaliści — którzy przez lata budowali swoje kariery na pracy zespołowej — zostali odepchnięci na margines.

     

    Do głównej drabinki przebiła się tylko jedna prawdziwa para deblowa: włoski duet Sara Errani i Andrea Vavassori. Resztę stawki zdominowali singliści — wielu z nich po raz pierwszy próbowało swoich sił w mikście.

     

    Zapomniana gwiazda: Katerina Siniakova

     

    Jeśli jedna zawodniczka stała się symbolem niesprawiedliwości nowego systemu, to bez wątpienia jest nią Katerina Siniakova. Czeszka ma na swoim koncie aż 11 wielkoszlemowych triumfów w deblu. Mimo to jej pozycja wiceliderki rankingu deblowego nie miała żadnego znaczenia. Ponieważ w singlu zajmuje dopiero 65. miejsce, musiała ubiegać się o „dziką kartę”.

     

    Początkowo zgłosiła się w parze z Jannikiem Sinnerem — duetem, który od razu mógłby rozpalić emocje kibiców. Los jednak okazał się okrutny. Podczas finału w Cincinnati Sinner doznał kontuzji w starciu z Carlosem Alcarazem i musiał się wycofać. To oznaczało automatyczne wyeliminowanie ich zespołu.

     

    Siniakova, pozbawiona partnera, liczyła, że organizatorzy pomogą jej znaleźć zastępstwo. Nic takiego się jednak nie stało. Jej miejsce zajęli Amerykanie — Danielle Collins i Christian Harrison — którzy, jakimś „przypadkiem”, dotarli już do półfinału.

     

    Sytuację pogorszył fakt, że Siniakova specjalnie wycofała się z turnieju WTA w Cleveland, aby móc zagrać w Nowym Jorku. Teraz pozostały jej tylko treningi, a poświęcenie okazało się daremne.

     

    Statystyki mówią same za siebie: spośród 32 zawodników biorących udział w mikście aż 12 to reprezentanci USA. Turniej, który reklamuje się jako „otwarty”, coraz bardziej wygląda na zamknięty krąg gospodarzy.

     

    Głosy oburzenia

     

    Na organizatorów spadła fala krytyki nie tylko od specjalistów debla, ale również z niespodziewanych stron. Jessica Pegula, Amerykanka, która sama odniosła korzyści z nowego formatu, ostro zaatakowała decyzje władz US Open na konferencji prasowej.

     

    — Po prostu zmieniliście format i nikomu o tym nie powiedzieliście. Czy pytaliście zawodników o zdanie? Czy zastanowiliście się, jak to wpływa na tych, którzy żyją z debla i miksta? Niektórzy stracili szansę gry i szansę na zarobek — grzmiała Pegula.

     

    Jej słowa brzmiały szczególnie mocno, bo sama jest w półfinale. Zamiast milczeć, zdecydowała się jednak wytknąć niesprawiedliwość.

     

    A stawka finansowa jest ogromna: zwycięzcy miksta w Nowym Jorku zgarną aż milion dolarów. Dla zawodników żyjących głównie z gry podwójnej, to kwota oznaczająca nie tylko prestiż, ale i realne utrzymanie.

     

    Złamana tradycja, utracony prestiż

     

    Krytycznie wypowiedział się także Jan Zieliński, czołowy polski deblista. W ubiegłym roku triumfował w mikście na Wimbledonie i Australian Open z Hsieh Su-wei. Teraz nie dostał się nawet do drabinki.

     

    — Mikst w Nowym Jorku ma kilkudziesięcioletnią tradycję. To zawsze była prestiżowa rywalizacja. Wielkie nazwiska wygrywały ten turniej, budując swoje legendy. A teraz? W dwa dni, grając do czterech gemów, ktoś zdobędzie tytuł wielkoszlemowy. To odbiera temu wydarzeniu powagę — powiedział Zieliński.

     

    Jego słowa oddają rosnące przekonanie, że US Open poświęciło autentyczność dla widowiska. Zamiast doceniać kunszt gry podwójnej, organizatorzy postawilina marketing i nazwiska singlowych gwiazd.

     

  • Podróż Świątek na US Open zamienia się w finansowy sukces — a liczby wciąż rosną

    Podróż Świątek na US Open zamienia się w finansowy sukces — a liczby wciąż rosną

    Podróż Świątek na US Open zamienia się w finansowy sukces — a liczby wciąż rosną

    Przygoda Igi Świątek w Nowym Jorku staje się czymś więcej niż tylko popisem jej tenisowej klasy — to również historia zdumiewających zarobków. Zanim Polka rozpoczęła długo wyczekiwaną rywalizację singlową na US Open, zdążyła już zapewnić sobie miejsce w półfinale gry mieszanej. W parze z Norwegiem Casperem Ruudem Świątek z łatwością przechodzi kolejne rundy, zachwycając pewnością i precyzją, a jednocześnie wzbudzając zainteresowanie imponującymi kwotami, które zaczynają spływać na jej konto.

     

    To, co zaczęło się jako swoisty eksperyment w mikście, bardzo szybko przerodziło się w udaną kampanię. Nowo utworzony duet najpierw odprawił wymagający amerykański duet Madison Keys – Frances Tiafoe, wygrywając 4:1, 4:2. Następnie równie pewnie pokonali Caty McNally i Lorenzo Musettiego, ponownie kończąc mecz takim samym wynikiem. Dzięki dwóm przekonującym zwycięstwom Świątek i Ruud zameldowali się w najlepszej czwórce turnieju w Nowym Jorku — a to oznacza także konkretne profity finansowe.

     

    Awans do półfinału gwarantuje im już 200 tys. dolarów, czyli po 100 tys. na zawodnika. Dla Świątek oznacza to natychmiastowy zastrzyk około 364 tys. złotych. Ale to dopiero początek. Jeśli wraz z Ruudem pokona w półfinale duet Jessica Pegula – Jack Draper, kwota ta podwoi się do 400 tys. dolarów.

     

    A potem nadejdzie prawdziwa nagroda. Triumf w finale zapewni aż milion dolarów do podziału, co dla Polki oznaczałoby 500 tys. dolarów, czyli blisko 1,8 mln złotych. Taki sukces stałby się kolejnym błyszczącym punktem w złotym okresie jej kariery.

     

    Lato Świątek to pasmo wielkich osiągnięć. Chwilę po zwycięstwie na Wimbledonie, sięgnęła po prestiżowy tytuł WTA 1000 w Cincinnati, nie tracąc ani jednego seta, czym udowodniła, że jej dominacja na światowych kortach rośnie z każdym tygodniem. Kilka godzin później rozpoczęła występ w Nowym Jorku w grze mieszanej i od pierwszego meczu pokazała, że z nowym partnerem tworzą duet, z którym trzeba się liczyć.

     

    Jednak droga do samego końca nie będzie łatwa. Pegula i Draper to niezwykle wymagający rywale, słynący z regularności i agresywnego stylu gry, co czyni ich jednym z faworytów całego turnieju. A nawet jeśli Świątek i Ruud zdołają ich wyeliminować, finał zapowiada się jako prawdziwy test nerwów — z potencjalnym starciem przeciwko amerykańskiemu duetowi Danielle Collins – Christian Harrison lub doświadczonej włoskiej parze Sara Errani – Andrea Vavassori.

     

    Na razie kibice czekają na nocne widowisko. Półfinał Świątek i Ruuda z Pegulą oraz Draperem zaplanowano na godzinę 1:00 czasu polskiego, a tysiące fanów zasiądzie do śledzenia relacji na żywo, czekając na kolejną ekscytującą odsłonę nowojorskiej historii Polki. Jeśli awansuje, finał odbędzie się niemal natychmiast po półfinale — co może zamienić jedną noc w mieście, które nigdy nie zasypia, w najważniejszą noc w jej karierze mikstowej.

     

    Świątek już wielokrotnie udowodniła, że potrafi wytrzymać presję największych scen. Pytanie brzmi: czy zdoła pójść jeszcze dalej, sięgnąć po ostateczną nagrodę i dopisać kolejną imponującą kwotę do swojej rosnącej fortuny?

     

     

  • Takie słowa o Świątek tuż przed kluczowym meczem. Legenda wydała werdykt

    Takie słowa o Świątek tuż przed kluczowym meczem. Legenda wydała werdykt

    Śmiała prognoza Martiny Navratilovej na temat Igi Świątek wstrząsnęła światem tenisa przed US Open

    Najbliższe dni zapowiadają się jako jedne z najbardziej intensywnych w karierze Igi Świątek. Już za kilka godzin Polka wyjdzie na korty w Nowym Jorku nie sama, lecz u boku Norwega Caspera Ruuda, by rozegrać półfinał miksta na US Open. A to dopiero początek — największe wyzwanie czeka ją tuż za rogiem, w singlowym turnieju ostatniego wielkoszlemowego turnieju w roku.

    Przy tak ogromnej stawce, cały tenisowy świat huczy od prognoz, analiz i śmiałych opinii. Wśród nich jedna wyróżnia się szczególnie — słowa legendy tenisa, Martiny Navratilovej, która postawiła jasny werdykt w sprawie Świątek. Jej ocena odbiła się szerokim echem w świecie sportu.

    Gorący terminarz polskiej gwiazdy

    Świątek znajduje się obecnie na fali zwycięstw, które na nowo przywróciły jej aurę niezwyciężoności. Triumf na Wimbledonie oraz wygrana w prestiżowym turnieju w Cincinnati dobitnie to potwierdziły. Teraz Polka chce przenieść tę dyspozycję na US Open, gdzie powalczy nie tylko w singlu, ale także w mikście, co daje jej szansę na zapisanie nowego rozdziału w historii.

    W duecie z Casperem Ruudem stanie przed niezwykle trudnym zadaniem. Półfinał, zaplanowany na godzinę 1:00 w nocy czasu polskiego, to starcie z najwyżej rozstawioną parą — Jessicą Pegulą i Jackiem Draperem. Zwycięstwo oznaczałoby awans do wielkiego finału i możliwość zdobycia pierwszego znaczącego trofeum w grze mieszanej.

    Jednak mimo emocji związanych z mikstem, to właśnie rywalizacja singlowa będzie najważniejsza. Kluczowe pytanie brzmi: czy Świątek zdoła ponownie podbić Nowy Jork, tak jak zrobiła to w 2022 roku?

    Bezlitosne grono rywalek

    Droga do sukcesu nie będzie jednak prosta. Aryna Sabalenka, prowadząca w rankingu WTA z przewagą ponad 3000 punktów, jest uważana za główną faworytkę i broni tytułu zdobytego rok temu. Eksperci i komentatorzy nie mają wątpliwości co do jej siły.

    „Czy w ostatnich latach była lepsza zawodniczka od Sabalenki? Odpowiedź brzmi: nie!” — stwierdziła dziennikarka Gigi Salmon, nie pozostawiając złudzeń.

    Ale Białorusinka nie jest jedynym wyzwaniem. Była tenisistka, a dziś ekspertka Naomi Cavaday, wskazała na Naomi Osakę jako czarnego konia turnieju. Japonka rozpoczęła współpracę z Tomaszem Wiktorowskim, niegdyś trenerem Świątek, i zdaniem ekspertki może ponownie błysnąć. „W Montrealu przegrała w finale, przytłoczona wagą chwili, ale Nowy Jork może wyglądać inaczej. Z nowym trenerem i bardziej rozsądną grą tytuł jest w jej zasięgu” — podkreśliła Cavaday.

    Inny znany komentator, Jonathan Overend, stawia z kolei na Jelenę Rybakinę. „Wciąż uważam, że Rybakina ma w sobie potencjał, by zdobyć kolejnego Szlema. Czy to będzie US Open? Może tak. Ale Świątek wróciła do gry i nie mam wątpliwości, że znów może sięgnąć po tytuł w Nowym Jorku” — ocenił.

    Navratilova zabiera głos

    I wtedy padły słowa, które rozpaliły dyskusję. Martina Navratilova — jedna z największych legend w historii tenisa, 18-krotna mistrzyni Wielkiego Szlema w singlu — jasno określiła swój typ. W przeciwieństwie do innych ekspertów, którzy wahali się między kilkoma nazwiskami, ona nie miała najmniejszych wątpliwości.

    Dla niej faworytką jest tylko jedna zawodniczka — Iga Świątek.

    „Stara Iga powróciła” — ogłosiła z przekonaniem. — „Mimo że nie miała najlepszego lata, jej zwycięstwo na Wimbledonie i sposób, w jaki zachowywała się przez cały turniej, pokazują, że dawna Iga znów jest na korcie. Dla mnie jest faworytką kobiecej drabinki US Open.”

    Słowa Navratilovej, cytowane przez tennis365.com, to nie tylko analiza. To swoiste błogosławieństwo od jednej z największych postaci w historii tej dyscypliny.

    Ciężar oczekiwań

    Gdy Świątek wyjdzie na kort Arthura Ashe’a, echa słów Navratilovej z pewnością będą jej towarzyszyć. Mogą działać jak presja, ale i jak obietnica — przypomnienie, że mimo przewagi Sabalenki, odrodzenia Osaki czy siły Rybakiny, droga do pucharu wciąż może należeć do polskiej mistrzyni.

    Scenariusz jest już napisany. Najpierw próba sił w mikście u boku Caspera Ruuda. Następnie prawdziwy sprawdzian — bezlitosna batalia w singlowej drabince.

    Dla Igi Świątek najbliższe dni mogą nie tylko zdefiniować cały sezon, ale także umocnić jej status zawodniczki, która na nowo podbiła Nowy Jork, mimo wszelkich przeciwności.

  • Świątek usłyszała te słowa i nie wytrzymała. Od razu ruszyła z wyjaśnieniami

    Świątek usłyszała te słowa i nie wytrzymała. Od razu ruszyła z wyjaśnieniami

    Świątek usłyszała te słowa i nie wytrzymała. Od razu ruszyła z wyjaśnieniami

    Iga Świątek nie poprzestała na wygranej w WTA 1000 Cincinnati i niemal od razu udała się na turniej miksta, rozgrywany w ramach wielkoszlemowego US Open. Tam występuje w parze z Norwegiem Casperem Ruudem. Duet z Polką w składzie jest już w półfinale, dzięki wygranej nad parą Caty McNally/Lorenzo Musetti. W trakcie pomeczowego wywiadu doszło do zaskakującej sceny. Gdy Iga Świątek usłyszała te słowa, które wypowiedział Casper Ruud, nie wytrzymała.

     

    Iga Świątek nie zatrzymuje się po tym, jak wygrała turniej WTA 1000 Cincinnati. Wielu mogło uznać, że skoro Polka zagrała wszystkie spotkania w Ohio, to nie znajdzie czasu na miksta w ramach US Open. Jak się okazało, nic bardziej mylnego. Raszynianka zdążyła się przetransportować i po zaledwie kilkunastu godzinach stanęła do kolejnej rywalizacji na korcie, tym razem u boku Norwega Caspera Ruuda.

     

    Warto podkreślić, że zasady obowiązujące w mikście są nieco inne, niż w przypadku gry pojedynczej. Przy okazji gry podwójnej w ramach US Open 2025 spotkania (do półfinałów włącznie) grane są do dwóch wygranych setów. Poszczególne partie są jednak skrócone do 4 wygranych gemów. Taka formuła pozwala rozegrać cały turniej w krótkim czasie. M.in. z tego powodu Świątek i Ruud stoczyli dwa zwycięskie starcia, i to jednego dnia.

     

    Świątek i Ruud bezlitośni dla swoich rywali

     

    Iga Świątek i Casper Ruud rozstawieni zostali z numerem trzecim. W pierwszym meczu zmierzyli się z parą Madison Keys/Frances Tiafoe. W premierowej partii tego spotkania polsko-norweska para straciła tylko jednego gema, raz doprowadzając do przełamania. W drugiej odsłonie meczu Świątek i Ruud także zdobyli jednego break pointa, odnosząc zwycięstwo nad Amerykanami.

     

    Niedługo po tym spotkaniu nadeszło ćwierćfinałowe. Naprzeciw Świątek i Ruuda stanęli Caty McNally i Lorenzo Musetti. To spotkanie przebiegło niemal identycznie, jak poprzednie. A więc pierwszy set wygrany przez Polkę i Norwega 4:1, z jednym przełamaniem, a drugi 4:2, również z jednym break pointem. Po wygranej Świątek i Ruud udzielili pomeczowego wywiadu na korcie.

     

    Scena na pomeczowym wywiadzie. Świątek nagle wypaliła. “Co? Nie”

     

    Iga Świątek i Casper Ruud udzielili klasycznego pomeczowego wywiadu na korcie po tym, jak wygrali w ćwierćfinale miksta US Open. Oboje stanęli przed mikrofonem. Tenisiści zostali zapytani o to, kto kogo w ogóle zaprosił do udziału w tym turnieju.

     

    – Pomyślałem, że jeśli Iga będzie chciała grać, to się pojawię. Wysłała mi SMS-a i zapytała, czy chcę grać – odpowiedział Casper Ruud.

     

    W tym momencie Iga Świątek, jakby poruszona, od razu zabrała głos.

     

    “”To nie jest możliwe, ponieważ kiedy twój agent zapytał mojego agenta, ty mnie zapytałeś. Nie miałam pojęcia, na co się piszę. Miałam takie “okej, chcę zagrać z Casperem”””

    odparła Iga Świątek🎤

    https://x.com/TheTennisLetter/status/1957877279343931439

    Iga Świątek i Casper Ruud zmierzą się za kilkanaście godzin w półfinale miksta US Open. Naprzeciw polsko-norweskiej parze stanie duet rozstawiony z numerem jeden, a więc Jessica Pegula i Jack Draper.

  • Niewiarygodne, co zrobiła Iga Świątek. Sceny podczas US Open. Nagranie hitem sieci. viralowe wideo!

    Niewiarygodne, co zrobiła Iga Świątek. Sceny podczas US Open. Nagranie hitem sieci. viralowe wideo!

    Niewiarygodne, co zrobiła Iga Świątek. Sceny podczas US Open. Nagranie hitem sieci. viralowe wideo!

    Iga Świątek i Casper Ruud we wtorek 19 sierpnia zapewnili sobie awans do półfinału turnieju par mieszanych na kortach US Open. Polsko-norweska para w ćwierćfinale tego turnieju pokonała duet włosko-amerykański Musetti – McNally. Jedna z akcji w kluczowej fazie drugiego seta poderwała kibiców z miejsc, a wideo niesie się po sieci.

    Iga Świątek niecałe dwadzieścia cztery godziny temu rozpoczynała swój finał turnieju rangi WTA 1000 w Cincinnati. Po drugiej stronie siatki stała waleczna i bardzo niebezpieczna Jasmine Paolini. Włoszka z Polką stworzyły naprawdę bardzo dobre widowisko, które zakończyło się ostatecznie wygraną naszej gwiazdy w dwóch setach.

    Świątek niedługo po meczu wsiadła w prywatny samolot i razem z Carlosem Alcarazem wyleciała do Nowego Jorku, aby móc zagrać w turnieju par mieszanych US Open. Po około 16 godzinach od ostatniej piłki finału Polka wyszła na kort imienia Arthura Ashe’a i w parze z Casperem Ruudem rywalizowała o awans do kolejnych faz turnieju.

    Niewiarygodna akcja w meczu Świątek. Stadion wprost odfrunął

     

    Na otwarcie Polka z Norwegiem rozbili wspólnie duet Madison Keys – Frances Tiafoe, a potem przyszedł czas na zdecydowanie bardziej zaciętą ćwierćfinałową rywalizację z Lorenzo Musettim i Cathy McNally. Mecz z duetem amerykańsko-włoskim stał na naprawdę bardzo wysokim poziomie i mógł się podobać.

    https://x.com/Eurosport_PL/status/1957885250178101300

    Zagranie Świątek doprowadziło do wymiany pod siatką, w której mieliśmy aż piętnaście uderzeń, próby kończenia akcji mocnymi zagraniami, wolejami, aż w końcu Amerykance zabrakło sił i jednym z jej zagrań piłka wyleciała na aut. Nie było jednak słychać wywołania autu, bo kibice wszystko zagłuszyli swoim zachwytem po tym, co właśnie obejrzeli.

     

  • Ewa Pajor przejdzie do historii. Niewiarygodny wyczyn w Barcelonie! Polska na prowadzeniu!

    Ewa Pajor przejdzie do historii. Niewiarygodny wyczyn w Barcelonie! Polska na prowadzeniu!

    Ewa Pajor przejdzie do historii. Niewiarygodny wyczyn w Barcelonie! Polska na prowadzeniu!

    Przyjście Ewy Pajor do FC Barcelona wzbudziło ciekawość, lecz szybko okazało się, że polska napastniczka zyskała sympatię kibiców. Teraz, już w swoim pierwszym sezonie w barwach blaugrana, stoi przed szansą dokonania czegoś naprawdę niezwykłego.

     

    Niedawny wpis na profilu Postunitedfem ponownie rozbudził dyskusję wokół imponujących liczb Pajor. Konto zebrało zestawienie najlepszych strzelczyń FC Barcelona z poszczególnych sezonów, biorąc pod uwagę wszystkie rozgrywki — od ligi hiszpańskiej, przez Puchar Królowej i Superpuchar Hiszpanii, aż po prestiżową Ligę Mistrzyń.

     

    Na szczycie tej historycznej listy znajduje się Jennifer Hermoso, jedna z najbardziej utytułowanych napastniczek w kobiecym futbolu. W swoim niezapomnianym sezonie 2016/17 Hermoso osiągnęła zawrotny wynik 41 goli — rekord, który wielu uznawało za nieosiągalny.

     

    Pajor depcze po piętach legendzie

     

    Dziś jednak ten rekord jest poważnie zagrożony. Ewa Pajor, która od momentu dołączenia do Barcelony zachwyca formą, szybko zbliża się do osiągnięcia Hiszpanki. Mając już na koncie 39 bramek w debiutanckim sezonie, stała się nie tylko najgroźniejszą snajperką drużyny, ale również kandydatką do najbardziej prestiżowej indywidualnej nagrody w futbolu — Złotej Piłki.

     

    Przed nią jeszcze sporo okazji, by zapisać się na kartach historii. Barcelona ma do rozegrania dwa mecze ligowe — z Betisem i Athletikiem, a później dwa wielkie finały: z Arsenalem w Lidze Mistrzyń oraz z Atlético w Pucharze Królowej.

     

    Odliczanie rozpoczęte

     

    Zaledwie trzy gole dzielą Pajor od rekordu Hermoso. W obecnej formie wydaje się, że nie chodzi już o to, czy Polka tego dokona, ale kiedy to nastąpi. Każdy kolejny mecz to nowa szansa, by zapisać swoje nazwisko złotymi zgłoskami w historii Barcelony — i być może rozpocząć nową erę, w której jej nazwisko stanie się synonimem dominacji.

     

    Dla kibiców emocje sięgają zenitu. Czy Ewa Pajor zdoła przebić się do annałów futbolu już w pierwszym sezonie? Wszystko wskazuje na to, że historyczny przełom jest tuż za rogiem.

     

  • Iga Świątek w ćwierćfinale US Open. Mistrzyni Australian Open rozgromiona w 39 minut

    Iga Świątek w ćwierćfinale US Open. Mistrzyni Australian Open rozgromiona w 39 minut

    Iga Świątek w ćwierćfinale US Open. Mistrzyni Australian Open rozgromiona w 39 minut

    Jeszcze w nocy emocjonowaliśmy się finałem WTA 1000 w Cincinnati z udziałem Igi Świątek, a już kilkanaście godzin później Polka przystąpiła do rywalizacji w mikście na US Open. Razem z Casperem Ruudem walczyli o awans do ćwierćfinału zmagań. Ich przeciwnikami okazali się Amerykanie – Madison Keys oraz Frances Tiafoe. Duet naszej reprezentantki nie dał szans przeciwnikom, wygrywając bardzo pewnie – 4:1, 4:2 w zaledwie 39 minut. Znamy już półfinałowych przeciwników Igi i Caspera.

     

    Ostatnie godziny były niezwykle szalone dla Igi Świątek. W nocy czasu polskiego nasza reprezentantka rywalizowała o tytuł WTA 1000 w Cincinnati z Jasmine Paolini. Po 109 minutach batalii raszynianka sięgnęła po swoje premierowe trofeum w stanie Ohio, wygrywając finał 7:5, 6:4. Później 24-latka zaliczyła ceremonię wręczenia nagród, obowiązki medialne, a następnie, razem ze swoim zespołem oraz teamem Carlosa Alcaraza udali się prosto do Nowego Jorku. Już we wtorek czasu lokalnego czekał ich bowiem start w turnieju miksta na US Open.

     

    Mistrzyni tegorocznego Wimbledonu zgłosiła się do gry mieszanej w parze z Casperem Ruudem. Podczas losowania trafili w pierwszej rundzie na amerykański duet – Madison Keys i Frances Tiafoe. Ich pojedynek wyznaczono jako drugi w kolejności na Arthur Ashe Stadium, ale nie przed godz. 18:00 czasu polskiego. Turniej miksta jest rozgrywany według specjalnej formuły. Do półfinałów włącznie, mecze toczą się do dwóch wygranych setów, ze skróconymi partiami – do 4 wygranych gemów, w dodatku bez gry na przewagi. Przy stanie 4-4 następuje tie-break. Jeśli dojdzie do trzeciej odsłony, wówczas rozgrywany jest super tie-break, do 10 wygranych punktów. Zapowiadało się na ciekawą rozgrywkę. Wszyscy się zastanawiali, jak zaprezentuje się raszynianka po finale w Cincinnati i wszystkich zawirowaniach związanych z podróżą oraz szybkim zameldowaniem w nowej lokalizacji.

     

    US Open: Iga Świątek i Casper Ruud kontra Madison Keys i Frances Tiafoe o ćwierćfinał miksta

     

    Mecz rozpoczynał się od serwisu Ruuda. Norweg miał problem ze zdobywaniem punktów podczas podania na Tiafoe, ale w kluczowym momencie zaserwował na zewnątrz i Amerykanin nie zdołał zareturnować. Dzięki temu Casper utrzymał podanie do 30 i wysforował swój team na prowadzenie. Po zmianie stron serwował reprezentant Stanów Zjednoczonych. Zaczął od podwójnego błędu, także kolejne dwie akcje powędrowały na konto Świątek i Ruuda. Zrobiło się 0-40 z perspektywy Francesa. Wtedy doszło do małego nieporozumienia w polsko-norweskim teamie. Casper niepotrzebnie zagrał piłkę, do której składała się już Iga. Tenisiści z USA odrobili straty w gemie, ale przy decydującym punkcie… Tiafoe znów popełnił podwójny błąd serwisowy. Dzięki temu Świątek i Ruud wyszli na 2:0.

     

    Po chwili podawała Iga. Triumfatorka zmagań w Cincinnati poradziła sobie z wyzwaniem. Źle radził sobie Frances, któremu problemy sprawiała także nasza reprezentantka. Amerykanin popełniał sporo błędów i w efekcie Polka oraz Norweg mocno zbliżyli się do triumfu w premierowej odsłonie, wychodząc na trzy “oczka” przewagi. Pierwszą rotację serwisową zamykała Keys. Mistrzyni tegorocznego Australian Open w pewnym stylu utrzymała swoje podanie. To była jednak kropla w morzu potrzeb duetu z USA, bowiem przy stanie 3:1 seta przy własnym podaniu mógł zamykać Casper. Zawodnik ze Skandynawii solidnie serwował i nie pozwolił rywalom na zdobycie choćby jednego punktu. Dzięki temu Świątek i Ruud wygrali partię 4:1.

     

    Druga odsłona rozpoczęła się od serwisu Tiafoe. Zarówno Amerykanin, jak i Ruud utrzymali swoje podania. Kłopoty pojawiły się w trakcie trzeciego gema, gdy serwowała Keys. Początkowo problemy były prowokowane przez Francesa, który wciąż nie mógł się do końca odnaleźć na korcie. Szybko zrobiło się 0-40, a to oznaczało aż cztery break pointy z rzędu. Przy pierwszym wybroniła się Madison, ale przy drugim popełniła podwójny błąd serwisowy. Dzięki temu po zmianie stron Świątek podawała przy stanie 2:1, z przewagą przełamania.

     

    Nasza reprezentantka po raz kolejny w tym meczu zdołała utrzymać serwis, dzięki czemu razem z Casperem potwierdzili różnicę breaka. To oznaczało komfortową sytuację dla Polki i Norwega, bowiem przy stanie 3:2 Ruud mógł zamykać pojedynek. Poradził sobie z tym zadaniem bez zarzutu. Ostatecznie Iga i Casper pokonali Amerykanów 4:1, 4:2. O półfinał miksta w ramach US Open powalczą z duetem Caty McNally/Lorenzo Musetti. Amerykanka oraz Włoch pokonali parę Naomi Osaka/Gael Monfils 5:3, 4:2.

  • Wielka przewaga Igi Świątek nad Aryną Sabalenką! Może znów być numerem jeden!

    Wielka przewaga Igi Świątek nad Aryną Sabalenką! Może znów być numerem jeden!

    Wielka przewaga Igi Świątek nad Aryną Sabalenką! Może znów być numerem jeden!

    Iga Świątek już po US Open może wrócić na pozycję liderki kobiecego tenisa na świecie. Sytuacja naszej zawodniczki w rywalizacji o pierwsze miejsce w rankingu WTA staje się bardzo korzystna, ze względu na fakt, iż pod koniec zeszłego roku ominęła kilka ważnych turniejów, dzięki czemu ma do obrony znacznie mniej punktów aniżeli Białorusinka. Wyjaśniamy, co musi się stać, by Świątek znów była liderką zestawienia.

     

    Przypomnijmy, że minionej nocy Iga Świątek odniosła spektakularne zwycięstwo w Cincinnati! Choć początek finału nie zwiastował sukcesu – Polka przegrywała 0:3 z Jasmine Paolini i popełniała sporo błędów – szybko odzyskała kontrolę nad wydarzeniami na korcie. Zdobyła pięć gemów z rzędu, a po kilku nerwowych wymianach zakończyła pierwszego seta na swoją korzyść.

     

    Druga odsłona meczu również przyniosła wiele zwrotów akcji, w tym aż pięć przełamań. Ostatecznie to Świątek lepiej wytrzymała presję w decydujących chwilach i zwyciężyła 7:5, 6:4. Dzięki temu po raz pierwszy w karierze sięgnęła po tytuł w turnieju WTA 1000 w Cincinnati, a dodatkowo zapewniła sobie powrót na drugie miejsce w światowym rankingu.

     

    Przewaga Sabalenki regularnie się zmniejsza

     

    Na papierze różnica wygląda bezpiecznie, lecz nadchodzący US Open może znacząco odmienić układ sił. Liderka światowej listy utrzyma pozycję tylko wówczas, jeśli zdoła awansować co najmniej do ćwierćfinału. W przeciwnym razie, w przypadku triumfu Świątek lub Gauff, pierwsze miejsce w rankingu zmieni właścicielkę.

     

     

    Polka do końca sezonu ma niewiele do obrony – jedynie 830 punktów. Dla Sabalenki sytuacja wygląda trudniej, ponieważ z jej dorobku ubędzie aż 3615 punktów. Jeszcze wyraźniej widać to w klasyfikacji WTA Race, gdzie różnica między nimi to już tylko 507 punktów na korzyść Białorusinki.

     

    Zwycięstwo w Cincinnati i ostatni brak sukcesów aktualnej liderki rankingu WTA sprawiają, że jej przewaga z tygodnia na tydzień topnieje. Aryna Sabalenka w aktualnym rankingu WTA zgromadziła 11 225 punktów, co daje jej teoretycznie solidną przewagę – 3292 punkty nad Igą Świątek i 3351 nad Coco Gauff.

     

    Podobne plany na koniec sezonu

    Końcówka sezonu zapowiada się bardzo emocjonująco, zwłaszcza że Iga Świątek i Aryna Sabalenka mają podobny plan startów do końca roku.

    US Open:

    Świątek broni 430 punktów.

    Sabalenka broni aż 2000 punktów.

    Chińskie turnieje rangi “tysiąc” (Wuhan i Pekin):

    Świątek nie ma tam żadnych punktów do obrony.

    Sabalenka broni łącznie 1215 punktów.

    WTA Finals w Rijadzie:

    Obie zawodniczki bronią po 400 punktów.