Category: Home

  • Zawrzało po finale ze Świątek. Protest z zarządu Wimbledonu. Padły oskarżenia

    Zawrzało po finale ze Świątek. Protest z zarządu Wimbledonu. Padły oskarżenia

    Zawrzało po finale ze Świątek. Protest z zarządu Wimbledonu. Padły oskarżenia

    Tegoroczna rywalizacja w mikście na kortach US Open wywołała sporo emocji i burzliwych dyskusji. Nie wszystkim przypadła bowiem do gustu rewolucyjna zmiana formuły rywalizacji, która miała zachęcić do startu w zmaganiach największe gwiazdy singla, jak choćby Igę Świątek, która w parze z Casperem Ruudem dotarła aż do finału. Do krytyków tego rozwiązania zalicza się choćby zasiadający we władzach Wimbledonu Tim Henman, który w ostrych słowach podsumował to, co oglądaliśmy w Nowym Jorku.

     

    Redukcja liczby par z 32 do 16, skrócenie setów do 4 wygranych gemów i przede wszystkim przeniesienie zmagań z drugiego tygodnia singlowej rywalizacji na okres kwalifikacji – tak w skrócie wyglądały najważniejsze zmiany, które wdrożyli organizatorzy US Open, by uatrakcyjnić turniej miksta, a przy okazji zachęcić do udziału w zmaganiach największe gwiazdy gry pojedynczej. Przyciągnąć miała je również główna nagroda w wysokości miliona dolarów.

     

    Plan Amerykanów wypalił. Na liście startowej znalazło się wiele gwiazd, które – mimo obaw – w zdecydowanej większości ostatecznie wybiegły na kort. Wśród nich znalazła się Iga Świątek, która udała się do Nowego Jorku prosto po triumfie w turnieju WTA 1000 w Cincinnati i w duecie z Casperem Ruudem dotarła do samego finału. Górę wzięło w nim jednak doświadczenie włoskich obrońców tytułu – Sary Errani oraz Andrei Vavassoriego, którzy wygrali mecz po super tie-breaku wieńczącym drugą partię.

     

    Pomysł tak gruntownego przemodelowania turnieju par mieszanych na US Open od początku budził jednak spore kontrowersje. Wyrażała je jeszcze przed startem imprezy między innymi Katerina Siniakova, czyli ówczesna liderka światowego rankingu deblistek, skarżąc się na to, że zawodnicy specjalizujący się w grze podwójnej stoją na przegranej pozycji w walce o miejsca na liście startowej.

     

    Wciąż głośno o finale US Open z Igą Świątek. Padły ostre słowa krytyki

     

    Głosy krytyki nie milkną jednak i teraz, już po zakończeniu rywalizacji. Swoim oburzeniem podzielił się z brytyjskim portalem “The Telegraph” Tim Henman – były tenisista – niegdyś 4. rakieta świata w grze podwójnej i 11. w singlu – zasiadający obecnie we władzach Wimbledonu. 50-latek protestuje wobec nazywania ostatniego turnieju zmaganiami wielkoszlemowymi i oskarża organizatorów US Open o brak szacunku wobec innych imprez.

     

    – Czy jestem podekscytowany oglądaniem takich zawodników na korcie? Oczywiście. Ale nie zgadzam się po pierwsze z tym, że jest to wielkoszlemowy turniej, a po drugie z wyciągnięciem tego wydarzenia poza dwutygodniowy okres rywalizacji, ponieważ moim zdaniem jest to brak szacunku dla imprez w tourze WTA i ATP, które są rozgrywane w tygodniu poprzedzającym US Open – stwierdził Tim Henman.

     

    I dodał: – Staramy się, by współpraca w sporcie przebiegała lepiej. W mojej opinii to nie jest w tym pomocne. Zrobiłbym z tego imprezę pokazową. Ten turniej sprawił, że tytuł znacznie stracił na wartości, gdy zmieniony został system punktowania i kompletnie zrewolucjonizowany został sposób kwalifikacji. Ale rozumiem, że w mikstach i deblu jakość produktu idzie w górę, jeśli w turnieju grają zawodnicy z singla. Normalnie tego nie robią, zwłaszcza na wielkoszlemowych imprezach, ze względu na wymagania fizyczne.

     

  • Pilny SMS do Igi Świątek. Decyzja w 20 minut. Oferta była nie do odrzucenia

    Pilny SMS do Igi Świątek. Decyzja w 20 minut. Oferta była nie do odrzucenia

    Pilny SMS do Igi Świątek. Decyzja w 20 minut. Oferta była nie do odrzucenia

    Iga Świątek błysnęła u boku Caspera Ruuda w mikście na kortach US Open, docierając aż do samego finału. Zmagania Polki z bliska obserwowała Bethanie Mattek-Sands, czyli jej była deblowa partnerka, z którą 24-latka dotarła nawet do finału Rolanda Garrosa. Niezwykle ciekawe jest jednak nie tylko to, jak układała się współpraca polsko-amerykańskiego duetu, ale i to, jak się zawiązała. Bo Iga Świątek na podjęcie kluczowej dla siebie decyzji miała zaledwie 20 minut.

     

    Powiedzieć, że Iga Świątek ma za sobą niezwykle intensywny czas, to jak nie powiedzieć nic. Polka ledwo co sięgnęła po pierwszy w karierze tytuł na kortach w Cincinnati, a już ma za sobą kolejny rozegrany finał. W czwartek nad ranem czasu polskiego 24-latka rozegrała w parze z Casperem Ruudem bój o triumf w mikście na US Open. Niestety, po zaciętym boju, zwieńczonym super tie-breakiem w drugim secie, polsko norweski duet musiał uznać wyższość obrońców tytułu – Sary Errani oraz Anderi Vavassoriego.

     

    Zmaganiom Igi Świątek na nowojorskim obiekcie z bliska przyglądała się… Bethanie Mattek-Sands, czyli była liderka światowego rankingu w grze podwójnej, a przy tym była deblowa partnerka naszej tenisistki.

     

    Iga Świątek pod okiem byłej partnerki. Tak wyglądała ich historia

     

    Wspólna historia obu pań rozpoczęła się w 2021 roku w Miami. Obie znały się już jednak z kortu, bo w 2019 roku Iga Świątek wyeliminowała u boku Magdy Linette swoją przyszłą partnerkę podczas US Open. Tu trzeba zaznaczyć, że polsko-amerykański duet powstał… dość spontanicznie. I w zasadzie w ostatniej chwili. Nasza reprezentantka nie miała wiele czasu na decyzję, po otrzymaniu oferty wspólnej gry od starszej koleżanki po fachu.

     

    – Trafiłam na cztery różne osoby i spadałam w rankingu, kiedy zobaczyłam imię Igi. Musiałam zdobyć do niej numer i napisałam do niej coś w stylu: “Wiem, że to już w zasadzie oferta last minute, ale jeśli chciałabyś zagrać razem debla w Miami, to spróbujmy”. Iga odpisała: “Myślę, że mamy 20 minut na to, by się zapisać, prawda?”. Ja stwierdziłam, że następnym razem dam jej przynajmniej kilka dni na decyzję, ale wtedy musiała jej dokonać w błyskawicznym tempie – opowiadała kulisy całej akcji Bethanie Mattek-Sands, cytowana przez portal Tennis.com.

     

    – Od początku dobrze się bawiłyśmy – dodała wówczas reprezentantka Stanów Zjednoczonych. A za pozytywnymi odczuciami poszły także dobre wyniki.

     

    Już w Miami Iga Świątek i Bethanie Mattek-Sands dotarły aż do półfinału, w którym jednak lepsze okazały się Japonki – Shuko Aoyama oraz Ena Shibahara. Najbliżej wielkiego triumfu obie zawodniczki były jednak w 2021 roku w “królestwie Igi Świątek”, czyli na kortach Rolanda Garrosa. Wówczas dotarły aż do wielkoszlemowego finału. Z marzeń o tytule odarły je jednak Czeszki – Katerina Siniakova i Barbora Krejcikova, wygrywając w dwóch setach 6:4, 6:2.

     

    Współpraca Igi Świątek z Bethanie Mattek-Sands zakończyła się jednak jeszcze w tym samym roku, po porażce w drugiej rundzie imprezy w Indian Wells z Su-Wei Hsieh oraz Elise Mertens..

    Amerykanka wróciła ostatnio do tamtych wydarzeń podczas sesji “Q&A” zorganizowanej w mediach społecznościowych. – Dlaczego przestałaś grać z Igą Świątek? – zapytał ją jeden z użytkowników. A 40-latka, zamieszczając dość zabawne zdjęcie z naszą tenisistką, odpowiedziała:

    Jak widzicie Iga jest bardzo smutna, że przestała grać w deblu. Ale zawsze będę tu dla niej

     

  • I jest polskie zwycięstwo na US Open. Nocna deklasacja w 68 minut. Rozstawiona za burtą

    I jest polskie zwycięstwo na US Open. Nocna deklasacja w 68 minut. Rozstawiona za burtą

    I jest polskie zwycięstwo na US Open. Nocna deklasacja w 68 minut. Rozstawiona za burtą

    W czwartek czasu nowojorskiego odbyły się dwa spotkania z udziałem naszych reprezentantek w drugiej rundzie eliminacji US Open. O awans do kolejnej fazy walczyły Maja Chwalińska i Linda Klimovicova. Pierwsza z nich odpadła po zaciętej walce. Z kolei druga zdeklasowała w środku nocy naszego czasu rozstawioną rywalkę. 21-latka potrzebowała zaledwie 68 minut, by znaleźć się w decydującej rundzie kwalifikacji. I jeszcze dzisiaj powalczy o dołączenie do Igi Świątek, Magdaleny Fręch oraz Magdy Linette.

     

    Słodko-gorzki okazał się dla nas kolejny dzień eliminacji US Open. Jako pierwsza do walki wyszła Maja Chwalińska, która zmierzyła się z Janice Tjen. Panie stoczyły zaciętą walkę, każda partia rozstrzygała się dopiero w samej końcówce. Ostatecznie triumfowała jednak faworyzowana zawodniczka z Indonezji – 7:5, 7:5. Z perspektywy naszej reprezentantki szkoda zwłaszcza niewykorzystanej szansy w pierwszej odsłonie, kiedy to przyjaciółka Igi Świątek prowadziła 5:3, a w dziesiątym gemie posiadała setbole. Później sytuacja potoczyła się jednak po myśli rywalki. I w związku z tym to Tjen powalczy w decydującej fazie kwalifikacji.

     

    W trzeciej rundzie eliminacji znalazła się także Linda Klimovicova. 21-latka, która od ubiegłego roku występuje w naszych barwach, zmierzyła się po godz. 1:00 czasu polskiego z rozstawioną z “25” Jessiką Ponchet. Obie panie dzieli 59 lokat w rankingu na korzyść Francuzki. Mimo to przedmeczowe szanse stały na wyrównanym poziomie. Nasza reprezentantka, po pokonaniu na otwarcie zmagań Aliny Korniejewej, zdołała pójść za ciosem i pokazała, że miejsce w zestawieniu nie gra.

     

    US Open: Linda Klimovicova awansowała do trzeciej rundy eliminacji

     

    Mecz rozpoczął się od serwisu Ponchet. Nasza tenisistka od razu polowała na przełamanie, wygrała pierwsze dwa punkty. Później gem potoczył się jednak po myśli przeciwniczki. Dzięki temu to Jessika wyszła na prowadzenie 1:0. W następnych minutach panie kontrolowały swoje rozdania. Ta sytuacja uległa zmianie dopiero w trakcie piątego gema, kiedy to Klimovicova doczekała się premierowych okazji na przełamanie. Wykorzystała ostatnią z dwóch szans i po raz pierwszy w meczu objęła prowadzenie.

     

    Francuzka znalazła się pod dużą presją. Linda chciała iść za ciosem, także przy kolejnym serwisie szukała breaka. Wówczas Ponchet zdołała skutecznie wyjść ze stanu 15-30. Mimo to Polce udało się uzyskać jeszcze jedno przełamanie w tym secie. Miało to miejsce podczas dziewiątego rozdania, gdy Jessika broniła się przed przegraną w partii. Klimovicova zgarnęła rzy punkty z rzędu od stanu 15-30 i zagwarantowała sobie wygraną w premierowej odsłonie 6:3.

     

    Drugą część pojedynku rozpoczynała Linda. W trzecim gemie pojawiły się pierwsze problemy po stronie naszej reprezentantki. Chociaż prowadziła 40-0 przy własnym podaniu, to dopuściła Francuzkę do break pointa. Na szczęście 21-latka wciąż pozostała z kompletem utrzymanych serwisów. Kluczowy moment dla losów drugiej partii nastał w trakcie szóstego rozdania. To wtedy Klimovicova wywalczyła przełamanie do zera i na dobre przejęła kontrolę nad wydarzeniami.

     

    Polka walczyła o zakończenie spotkania już w trakcie ósmego rozdania, miała 30-15 przy podaniu rywalki, ale wtedy Ponchet przedłużyła jeszcze swoje nadzieje na wygraną. Kolejny gem, już przy serwisie naszej reprezentantki, nie pozostawił już jednak złudzeń. Ostatecznie Linda triumfowała 6:3, 6:3 w zaledwie 68 minut, kończąc spotkanie bez utraty podania. W decydującej rundzie eliminacji US Open spotka się z rozstawioną z “12” Darją Semenistają. Początek meczu nie przed godz. 20:00 czasu polskiego. Jeśli Klimovicova wygra ten pojedynek, wówczas pierwszy raz w karierze zamelduje się w głównej drabince na wielkoszlemowej imprezie podczas zawodowej rywalizacji.

     

  • MSZ przekazało Rosji notę protestacyjną. “Polska domaga się wyjaśnienia”

    MSZ przekazało Rosji notę protestacyjną. “Polska domaga się wyjaśnienia”

    MSZ przekazało Rosji notę protestacyjną. “Polska domaga się wyjaśnienia”

    – Dzisiaj po południu została przekazana ambasadzie Federacji Rosyjskiej nota protestacyjna wobec wydarzeń, jakie rozegrały się w miejscowości Osiny w nocy z 19 na 20 sierpnia – przekazał rzecznik Ministerstwa Spraw Zagranicznych Paweł Wroński. Doszło tam do eksplozji rosyjskiego drona.

     

    – W tej nocie Polska wskazuje, że Federacja Rosyjska naruszyła traktat o przyjaźni i współpracy z 1992 r., a także Konwencję Chicagowską o lotnictwie cywilnym z 1944 r., a także wiele praw zwyczajowych – poinformował przedstawiciel MSZ.

     

    Wroński wskazał, że resort uważa, że incydent w Osinach jest świadomą prowokacją Rosji, elementem wojny hybrydowej oraz “aktem wysoko nieprzyjaznym wobec Rzeczypospolitej Polskiej, a także państw europejskich”.

     

    Incydent w Osinach. MSZ złożyło notę protestacyjną

     

    – Polska domaga się od Federacji Rosyjskiej wyjaśnienia tego incydentu i zaprzestania podobnego rodzaju prowokacyjnych działań – mówił rzecznik, dodając że zdarzenie to “podważa wiarygodność” Rosji jako uczestnika “jakiegokolwiek procesu pokojowego”.

     

    Zapytany przez dziennikarzy o dalsze kroki, jakie podejmie rząd, Wroński wskazał, że “mieliśmy już do czynienia wiele razy z podobnymi przypadkami”, a Rosja zawsze je lekceważyła.

     

    Zaznaczył jednak, że ukazywanie społeczności międzynarodowej tego rodzaju incydentów służy uświadamianiu jej o tym, że rosyjska agresja może zagrażać również państwom będącym częścią Sojuszu Północnoatlantyckiego.

     

    – Europa również zaczyna sobie zdawać sprawę, że wojna na Ukrainie nie jest marginalnym zdarzeniem, nie toczy się na marginesie Europy i nie jest to “czyjaś wojna”, ale może to być wojna nas wszystkich, ponieważ zagrożeni są również obywatele krajów NATO – powiedział.

     

    Gdy padło pytanie o to, co zrobi Polska, jeśli Rosja nie odpowie na działania MSZ-u, Wroński podziękował jedynie dziennikarzom za obecność i wrócił do budynku resortu.

     

    Złożenie protestu Radosław Sikorski zapowiedział już w środę, publikując wpis w mediach społecznościowych. Jak podkreślił, to już “kolejne naruszenie naszej przestrzeni powietrznej ze Wschodu”.

     

    W poście zaznaczył, że w związku z tym, “najważniejszą misją Polski wobec NATO jest obrona naszego własnego terytorium”.

     

    Rosyjski dron na Lubelszczyźnie. Eksplozja w środku nocy

     

    Do eksplozji niezidentyfikowanego obiektu w miejscowości Osiny (woj. lubelskie) doszło w nocy z wtorku na środę.

     

    W środę nad ranem okazało się, że był to rosyjski dron wojskowy.

     

    Rozbity dron to prawdopodobnie tzw. wabik. Jest to bezzałogowiec służący do ściągania uwagi obrony przeciwlotniczej. Posiada on niewielki ładunek wybuchowy.

     

    Na skutek eksplozji obiektu nikt nie został ranny. Media informują o uszkodzonych oknach w okolicznych domostwach.

     

  • Świątek na szczycie przed US Open – Sabalenka tuż za plecami, ale rywalizacja dopiero się zaczyna

    Świątek na szczycie przed US Open – Sabalenka tuż za plecami, ale rywalizacja dopiero się zaczyna

    Świątek na szczycie przed US Open – Sabalenka tuż za plecami, ale rywalizacja dopiero się zaczyna

    Już za chwilę, 24 sierpnia, świat tenisa skupi wzrok na Nowym Jorku. To właśnie tam rozpocznie się turniej gry pojedynczej kobiet podczas US Open – wydarzenie, które jak co roku przyciągnie uwagę całego sportowego świata. Emocje sięgają zenitu, a prognozy i przewidywania tylko podgrzewają atmosferę. Najnowsza analiza, przygotowana przez renomowany portal Tennis365, nie pozostawia złudzeń: Iga Świątek ponownie wyrasta na główną faworytkę.

     

    Ekspert nie ma wątpliwości

     

    Autorem opracowania jest Oli Dickson Jefford – dziennikarz, który dla Tennis365 napisał już ponad 1800 publikacji. Jego doświadczenie sprawia, że głos w sprawie największych faworytek US Open nabiera szczególnej wagi. Tym razem stworzył on krótką, pięcioosobową listę potencjalnych triumfatorek, a na jej samym szczycie znalazła się właśnie Świątek.

     

    „Jeśli pierwsza część sezonu mogła nieco rozczarować w porównaniu z jej własnymi, niezwykle wysokimi standardami, to w ostatnich tygodniach sytuacja zmieniła się diametralnie” – zauważa Jefford.

     

    Powrót do wielkiej formy

     

    Ekspert przypomniał, że Polka zanotowała zwycięstwa w turniejach, które wcześniej nie kojarzyły się z jej największymi sukcesami. Wimbledon i niedawne Cincinnati – to właśnie tam Świątek udowodniła, że nie boi się wyzwań i potrafi przełamywać własne ograniczenia.

     

    „Triumfy na dwóch imprezach, w których dotychczas nie błyszczała, to znak, że jest gotowa na kolejne wielkie wyzwanie. W 2022 roku Świątek była już mistrzynią US Open, a dziś wygląda na to, że wróciła do swojej najlepszej formy albo jest bardzo blisko jej osiągnięcia. To czyni ją faworytką do zdobycia siódmego tytułu wielkoszlemowego” – analizuje Tennis365.

     

    Największe rywalki – czy powstrzymają Świątek?

     

    Choć Świątek plasuje się obecnie na drugim miejscu w rankingu WTA, to właśnie ona otwiera listę największych kandydatek do triumfu. Ale w Nowym Jorku nie zabraknie innych gwiazd światowego tenisa.

     

    Na drodze Polki mogą stanąć jej najgroźniejsze rywalki – Aryna Sabalenka, liderka rankingu, oraz Coco Gauff, obecnie trzecia rakieta świata. Tennis365 stawia je tuż za Świątek.

     

    „Sabalenka przyjeżdża na US Open jako obrończyni tytułu. W ostatnich czterech latach ani razu nie odpadła wcześniej niż w półfinale – to dowód, że na tych kortach czuje się jak u siebie” – przypomniano w analizie.

     

    Z kolei Gauff wciąż zdaniem ekspertów nie zaprezentowała jeszcze pełni swojego potencjału, ale jej status „jednej z najlepszych – jeśli nie najlepszej – tenisistek młodego pokolenia” sprawia, że w Nowym Jorku będzie bardzo groźna.

     

    Dwie kolejne kandydatki – Rybakina i Keys

     

    Na liście znalazło się jeszcze miejsce dla Jeleny Rybakiny oraz Maddison Keys. Kazaszka imponuje regularnością – trzy półfinały z rzędu w Waszyngtonie, Montrealu i Cincinnati jasno pokazują, że potrafi utrzymać wysoką dyspozycję. Keys natomiast może liczyć na doświadczenie i świetne statystyki właśnie w Nowym Jorku – ma na koncie aż 33 wygrane mecze na tych kortach i pamiętny finał z 2017 roku.

     

    US Open – turniej pełen niespodzianek

     

    Choć prognozy Tennis365 jasno wskazują na Świątek, w Nowym Jorku niczego nie można być pewnym. US Open ma swoją specyfikę i wielokrotnie udowodnił, że lubi pisać własne, nieprzewidywalne scenariusze. Wystarczy przypomnieć sensacyjne triumfy Emmy Raducanu w 2021 roku czy Bianki Andreescu w 2019. Obie zawodniczki nadal grają, ale jak dotąd nie udało im się powtórzyć tamtych niezwykłych osiągnięć.

     

    Dlatego pytanie pozostaje otwarte: czy Świątek udźwignie rolę faworytki i sięgnie po siódmy wielkoszlemowy laur, czy też US Open znów zaskoczy cały tenisowy świat? Jedno jest pewne– emocje dopiero się zaczynają.

     

     

  • Rekordowa wypłata Świątek na US Open – finał, który zmienił wszystko

    Rekordowa wypłata Świątek na US Open – finał, który zmienił wszystko

    Rekordowa wypłata Świątek na US Open – finał, który zmienił wszystko

    Kiedy Iga Świątek wyszła na korty Flushing Meadows zaledwie kilka dni po zdobyciu trofeum w Cincinnati, niewielu mogło przewidzieć, jaką historię właśnie miała napisać. Tym razem nie chodziło wyłącznie o tenis. W Nowym Jorku tematem numer jeden stało się coś więcej niż forhendy, bekhendy i tie-breaki. To była opowieść o wytrzymałości, ryzyku i – ostatecznie – o przełomie finansowym, który zszokował tenisowy świat.

     

     

     

    Wir wydarzeń jak żaden inny

     

    Ostatnie tygodnie wystawiły Świątek na próbę, której nie spodziewali się nawet jej najwierniejsi kibice. Ledwie kilka chwil po emocjonującym triumfie w turnieju WTA 1000 w Cincinnati, gdzie w finale pokonała Jasmine Paolini 7:5, 6:4, Polka nie miała nawet czasu na oddech. Wsiadła do samolotu i przeniosła się do Nowego Jorku, by rozpocząć kolejny rozdział – tym razem w mikście.

     

    Jej decyzja o starcie w parze z Casperem Ruudem wywołała pytania. Czy to nie będzie rozproszenie? Czy wyczerpujący grafik nie wpłynie na jej szanse w singlu? Jednak już po pierwszych meczach wątpliwości rozwiały się jak mgła. Świątek i Ruud od razu pokazali zgranie i pewność, a pierwszego dnia wygrali dwa spotkania, meldując się w półfinale i udowadniając, że przyjechali walczyć na serio.

     

     

     

    Nocne batalie

     

    Potem nadeszły mecze, które elektryzowały trybuny. Ich półfinał z Jessicą Pegulą i Jackiem Draperem już teraz uznawany jest za jeden z najbardziej pasjonujących pojedynków całego turnieju. Przez długi czas wydawało się, że losy są przesądzone – porażka wisiała w powietrzu. Ale w decydującym super tie-breaku Świątek i Ruud odmówili kapitulacji. Punkt po punkcie odrabiali straty, a finał 3:5, 5:3, 10-8 wywołał eksplozję radości na trybunach. Echo triumfu niosło się po Arthur Ashe Stadium, przypominając, że nawet w deblu Świątek ma aurę mistrzyni.

     

    Finał jednak okazał się zupełnie innym testem. Po drugiej stronie siatki stanął doświadczony włoski duet – Sara Errani i Andrea Vavassori. Spotkanie było walką na noże, pełną ostrych wymian i nagłych zwrotów akcji. Świątek i Ruud pokazali charakter, wygrywając drugiego seta 7:5 i doprowadzając do super tie-breaka. Ale wtedy doświadczenie Włochów wzięło górę. Wynik 6:3, 5:7, 10-6 dał im tytuł, a polsko-norweski duet musiał obejść się smakiem zwycięstwa.

     

     

     

    Wypłata, której nikt się nie spodziewał

     

    Ale to, co wydarzyło się chwilę później, wprawiło tenisowy świat w osłupienie. Errani i Vavassori odebrali nagrodę w wysokości miliona dolarów do podziału. Jednak przegrani finaliści też mieli powody do zadowolenia – Świątek i Ruud zainkasowali 400 tysięcy dolarów, czyli po ponad 200 tysięcy na osobę. Dla Polki oznaczało to blisko 730 tysięcy złotych.

     

    By zrozumieć skalę tej zmiany, wystarczy cofnąć się o rok. W 2024 zwycięzcy miksta dostawali 200 tysięcy dolarów do podziału, a finaliści zaledwie 100 tysięcy. W 2025 nagrody zostały jednak podwojone, a nawet potrojone. Dla Świątek oznaczało to coś historycznego – największą jednorazową wypłatę w grze mieszanej w całych dziejach US Open.

     

     

     

    Dlaczego to takie ważne

     

    Decyzja organizatorów US Open o całkowitej zmianie formatu miksta wzbudziła zarówno zachwyt, jak i krytykę. Dzięki zaproszeniu największych gwiazd singla i skróceniu meczów turniej nabrał nowego blasku. Trybuny były pełne, emocji nie brakowało, a podniesione nagrody dopełniły spektaklu.

     

    Dla Świątek ten moment ma jednak wyjątkowe znaczenie. Nie jest nowicjuszką, jeśli chodzi o rekordy i trofea, ale teraz dopisała kolejny rozdział do swojej kariery – została najwyżej opłacaną finalistką miksta w historii US Open. To nagroda nie tylko za umiejętności, lecz także za jej niezwykłą determinację i odwagę, by podejmować kolejne wyzwania bez chwili wytchnienia.

     

     

     

    Punkt zwrotny czy dopiero początek?

     

    Kiedy opadł już kurz po nowojorskiej przygodzie, pozostało pytanie: czy to była jedynie efektowna dygresja, czy może początek nowej ery? Mikst przez lata traktowano jako ciekawostkę w cieniu singlowej chwały. Ale gdy na kortach pojawiają się takie gwiazdy jak Świątek, czy jego status może ulec trwałej przemianie?

     

    Jedno jest pewne – Nowy Jork 2025 dał Idze Świątek coś więcej niż tylko kolejne mecze. Dał jej historię, nagłówki i rekordową wypłatę, która zaskoczyła nawet jej najwierniejszych fanów.

  • Aż zaroiło się od komentarzy po porażce Igi Świątek. Powtarza się jedno

    Aż zaroiło się od komentarzy po porażce Igi Świątek. Powtarza się jedno

    Aż zaroiło się od komentarzy po porażce Igi Świątek. Powtarza się jedno

    Iga Świątek i Casper Ruud odwrócili losy półfinałowej rywalizacji i tym samym awansowali do finału miksta na US Open, gdzie przyszło im się zmierzyć z obrońcami tytułu. Starcie z Sarą Errani i Andreą Vavasorrim również było zacięte i emocjonujące, a ostatecznie triumfowała włoska para. Po tym meczu w sieci zaroiło się od komentarzy ekspertów, którzy zwracają uwagę na jedno – po trofeum sięgnęli zawodnicy, którzy specjalizują się w grze podwójnej.

     

    Tegoroczny turniej miksta na US Open odbiegał od tego, do czego przyzwyczaili się kibice – po pierwsze, organizatorzy zaprosili do rywalizacji 16 par, z czego większość stanowiły wielkie gwiazdy singla z Igą Świątek i Carlosem Alcarazem na czele. Po drugie, aż do półfinału rywalizacja toczyła się tylko do czterech wygranych gemów.

     

    Polka przystąpiła do zmagań u boku Caspera Ruuda, z którym najpierw wyeliminowała parę Madison Keys/Frances Tiafoe, a potem Caty McNally/Lorenzo Musetti. Kolejne mecze rozegrano w nocy ze środy na czwartek czasu polskiego – najpierw Polka i Norweg w półfinale zmierzyli się z Jessiką Pegulą i Jackiem Draperem, którzy prowadzili już 8-4 w super tie-breaku. Świątek i Ruud odwrócili jednak losy rywalizacji i przypieczętowali awans do finału.

     

    O trofeum polsko-norweski duet zagrał z obrońcami tytułów, czyli Sarą Errani i Andreą Vavasssorim. O włoskiej parze głośno stało się jeszcze przed półfinałami, kiedy to zadeklarowali, że chcą bronić honoru deblistów, których organizatorzy pominęli zapraszając do nowej formuły tyle gwiazd singla. Ta sztuka im się udała, tenisiści z Italii triumfowali w super tie-breaku.

     

    US Open. Komentarze po porażce Igi Świątek

     

    Zmagania Polki u boku Norwega śledzili polscy eksperci, którzy zwrócili uwagę na jedno: w turnieju, do którego zaproszono największe gwiazdy singla, finalnie i tak triumfowali zawodnicy specjalizujący się w mikście.

     

    “Seria złych decyzji przy serwisie Vavassoriego i długiej wymianie przy 4:5 była kluczowa, ale rzucili świetni singliści wyzwanie specjalistom od gry podwójnej. Była zabawa, napięcie, tysiące ludzi i kapitalna walka. Szkoda przegranego finału, ale trzeba docenić to, co zrobiła Iga i Casper. Brawo” – napisał komentator Canal+ Żelisław Żyżyński.

     

    Od początku mówili, że grają w imieniu wszystkich deblistów. Organizatorom na pewno nie było to na rękę, że Włosi grali w tym turnieju z dziką kartą. Zaburzyli cała koncepcję. A oni udowodnili, że mikst ma sens. Zagrali wszystkim na nosie. Sara Errani i Andrea Vavassori obronili tytuł w Nowym Jorku. I pewnie, że żal tego finału z perspektywy polskiego kibica. Ale ile frajdy było przez te dwa dni, to nikt nam nie zabierze!

     

    podkreślił komentator Eurosportu Dawid Żbik.

     

    W podobnym tonie utrzymany jest wpis Agnieszki Niedziałek ze Sport.pl, która również zwróciła uwagę na triumfatorów turnieju. “Jak widać, tylko raz dziennie można odwrócić super tie-breaka,w którym jest 0-3 i 4-8. Znów walka do końca, ale trochę za dużo błędów I. Świątek i C. Ruuda, gdy po 2.stronie tacy spece jak S. Errani i A. Vavassori. A triumfem Włochów cieszą się wszyscy spece od gry podwójnej” – napisała.

     

    Gratulacje dla Sary Errani i Andrei Vavassoriego. Dopięli swego, obronili tytuł. Ładne podziękowania przy siatce” – czytamy na eksperckim profilu Z kortu – informacje tenisowe.

     

    W opiniach ekspertów przewija się też jeden wątek – fakt, że rywalizacji mikstów towarzyszyło wiele emocji. “Było bardzo, bardzo zacięcie, masę emocji i prawie pełny stadion. Ciekawe jakie to będzie miało konsekwencje w układaniu formuły miksta na przyszłość? Co o tym sądzicie?” – zapytał internautów naczelny magazynu”  Tenisklub” Adam Romer.

     

  • Świątek już po finale US Open. Powrót ze stanu 3:5. Super tie-break decydował o tytule

    Świątek już po finale US Open. Powrót ze stanu 3:5. Super tie-break decydował o tytule

    Świątek już po finale US Open. Powrót ze stanu 3:5. Super tie-break decydował o tytule

    Już pierwsze rozgrywki podczas tegorocznego US Open przyniosły nam polski akcent w finale. Zadbała o to Iga Świątek, grająca w duecie z Casperem Ruuda. Nasza reprezentantka oraz Norweg stanęli przed szansą na wywalczenie wielkoszlemowego tytułu w mikście. Ich przeciwnikami w decydującym starciu okazali się obrońcy tytułu – Sara Errani oraz Andrea Vavassori. Świątek i Ruud zrobili niesamowity powrót w drugim secie, ale w super tie-breaku lepsi okazali się Włosi. Zawodnicy z Italii triumfowali 6:3, 5:7, 10-6.

     

    Tegoroczne zmagania w mikście na US Open wyglądały inaczej niż zwykle. Turniej rozegrano na specjalnych zasadach, przystąpiło do niego tylko 16 teamów. W górnej części drabinki najlepsi okazali się Iga Świątek i Casper Ruud. Duet z naszą reprezentantką wystartował od dwóch zwycięstw rezultatem 4:1, 4:2. W pierwszej rundzie pokonali parę Madison Keys/Frances Tiafoe, a potem uporali się z Caty McNally oraz Lorenzo Musettim. W półfinale Polka i Norweg zmierzyli się z zawodnikami rozstawionymi z “1” – Jessicą Pegulą i Jackiem Draperem. Przeciwnicy mieli przewagę przełamania w drugim secie, a potem prowadzili 8-4 w super tie-breaku. Mimo to Świątek i Ruud zanotowali niesamowity powrót, wygrywając ostatecznie 3:5, 5:3, 10-8.

     

    Tuż po godz. 4:00 czasu polskiego doszło do finałowej potyczki. Przeciwnikami Igi oraz Caspera okazali się obrońcy tytułu – Sara Errani i Andrea Vavassori. Polsko-norweski team czekało zatem starcie z mistrzami w swoim fachu, specjalistami od gry podwójnej. Włoski duet pokonał w półfinale parę Danielle Collins/Christian Harrison 4:2, 4:2. Zapowiadało się na ogromne wyzwanie dla Świątek i Ruuda, bowiem musieli postawić się niezwykle zmotywowanym przeciwnikom. Tenisiści z Italii chcieli obronić honor deblistów, którzy zostali pominięci w nowej formule miksta na US Open. Ważną zmianą w kontekście finału było to, że wróciła klasyczna zasada “do 6 wygranych gemów w secie”.

     

    US Open: Iga Świątek i Casper Ruud kontra Sara Errani i Andrea Vavassori w finale miksta

     

    Mecz rozpoczął się od serwisu Vavassoriego. Duet z naszą reprezentantką polował na przełamanie, było 15-30. Mimo to w kluczowym momencie Andrea świetnie serwował i ostatecznie Włosi wystartowali od prowadzenia. Po zmianie stron niespodziewane problemy miał Ruud. Chociaż Norweg wygrał pierwszy punkt, to później popełniał błędy. Zrobiło się 15-40, a to oznaczało trzy break pointy z rzędu dla przeciwników. Premierową okazję udało się uratować, ale przy drugiej zawodnik ze Skandynawii puścił piłkę, która ostatecznie trafiła w kort. Doszło do przełamania na korzyść tenisistów z Italii.

     

    Po chwili serwowała Errani. Mimo to Sara poradziła sobie z utrzymaniem podania bez większych problemów, do 30. Przy ostatniej akcji doszło do niebezpiecznej sytuacji, bowiem uślizg złapał Casper. Na szczęście Norwegowi nic się nie stało. Obrońcy tytułu wyszli na trzy “oczka” przewagi. Włosi kontynuowali wywieranie presji poprzez ogromną aktywność na korcie, w związku z czym kłopoty pojawiły się także przy serwisie Świątek. Polce znów brakowało trochę pierwszego podania w początkowej fazie gema, ale na szczęście udało się wyjść z opresji. Ze stanu 15-30 po wygranie rozdania.

     

    W następnych gemach panowie pewnie utrzymali swoje serwisy i przeszliśmy do kluczowego momentu, czyli podań tenisistek. Jako pierwszą w akcji zobaczyliśmy Sarę. Duet naszej reprezentantki doskonale zdawał sobie sprawę, że to może być ostatni moment na odrobienie strat w premierowej odsłonie. Przy stanie 15-30 z perspektywy Włochów, zagotował się Ruud. Popełnił błąd z bardzo dobrej sytuacji i zamiast trzech break pointów, doszło do wyrównania w gemie. Później sprawę w swoje ręce wzięła Iga. Polka popisała się kapitalnym returnem, a w kolejnej akcji skutecznym wolejem przy siatce i doszło do powrotnego przełamania.

     

    Po zmianie stron serwowała Świątek. Wydawało się, że raszynianka jest na dobrej drodze do wyrównania na 4:4. Prowadziła 40-15 przy własnym podaniu, ale wtedy 24-latka wplątała się w spiralę błędów. Podwójny błąd serwisowy sprawił, że pojawił się decydujący punkt. A przy nim Iga niestety nie trafiła w kort i Włosi znaleźli się w komfortowej sytuacji. Przy stanie 5:3 Andrea mógł zamykać premierową odsłonę. Tenisista z Italii doskonale wykorzystał swoje podanie i rezultatem 6:3 zagwarantował swojemu duetu zwycięstwo w pierwszej partii.

    Drugą część pojedynku otwierał Ruud. Tym razem Norweg dobrze wszedł w seta, utrzymał podanie do zera. Potem serwował Vavassori. Przez moment zrobiło się ciekawie, gdy na tablicy wyników zagościł rezultat 30-30. Kluczowe dwa punkty powędrowały jednak do włoskiego duetu. Presja przeszła na zawodniczki. Dobrze ze swoim wyzwaniem przy podaniu poradziła sobie Świątek i ponownie wysforowała swój team na prowadzenie. Tuż przed czwartym gemiem Andrea poprosił o wizytę fizjo na korcie ze względu na problemy z lewym udem. Wszystko odbyło się jednak w ramach regulaminowej przerwy. Rozdanie przy serwisie Errani rozpoczęło się świetnie dla Polki oraz Norwega, wygrali pierwsze dwie akcje. Później nie wykorzystali jednak kilku dogodnych szans, by pójść po przełamanie. Od stanu 0-30 punkty wędrowały na konto Włochów, przez co zrobiło się 2:2.

     

    Po tym, jak podanie pewnie utrzymał Ruud, nastąpiła kolejna przerwa dla Andrei. Tym razem sędzia ogłosił już przerwę medyczną, która potrwała przez trzy minuty. Po powrocie do gry serwował Włoch. On także nie miał większych kłopotów w trakcie swojego gema i w związku z tym znów przeszliśmy do podań pań. Rozdanie przy serwisie Świątek od początku nie układało się najlepiej. W pewnym momencie doszło też do nieporozumienia, Casper niepotrzebnie zabrał piłkę, którą powinna zagrywać Iga. Zrobiło się 15-40, a to oznaczało trzy break pointy z rzędu dla przeciwników. Przy drugim z nich czujność przy siatce zachowała Errani.

     

    Po przerwie serwowała Sara. Polka i Norweg mieli świadomość, że to może być ostatni moment na zniwelowanie strat. I znów dobrze zaczęli rozdanie przy podaniu Włoszki, wygrali pierwsze dwie akcje. Później jednak stało się to, co kilkanaście minut wcześniej. Tenisistka z Italii wyszła ze stanu 0-30 i dorzuciła piąte “oczko” na swoje konto. Mimo arcytrudnej sytuacji, Świątek i Ruud dokonali czegoś, co wydawało się nieosiągalne w tym meczu – przełamali podanie Vavassoriego, gdy ten serwował po tytuł. A stało się to m.in. dzięki takiemu zagraniu Norwega.

     

    Przy stanie 5:5 podawała Iga. Szybko zrobiło się 40-0, ale potem nastały nerwy. Polka popełniła dwa podwójne błędy serwisowe z rzędu i później podawała na Włocha. Andrea nie zdołał jednak zareturnować i duet naszej reprezentantki miał zagwarantowanego co najmniej tie-breaka. Do niego jednak nie doszło. Świątek i Ruud wyszli ze stanu 3:5 na 7:5. W związku z tym zobaczyliśmy od razu super tie-breaka.

    https://x.com/usopen/status/1958369107474080206

    Decydująca rozgrywka rozpoczęła się fatalnie z perspektywy Igi i Caspera, szybko zrobiło się 4-0 dla tenisistów z Italii. Później Polka oraz Norweg byli bliscy wyrównania na 5-5, ale przegrali jednak zaciętą akcję. Potem sytuacja układała się już po myśli obrońców tytułu. Tym razem Świątek i Ruud nie zdołali już dokonać takiego powrotu, jak w półfinale. Druga piłka mistrzowska przyniosła tytuł dla duetu Errani/Vavassori. Ostatecznie zawodnicy z Półwyspu Apenińskiego triumfowali 6:3, 5:7, 10-6.

    Dokładny zapis relacji z meczu Iga Świątek/Casper Ruud – Sara Errani/Andrea Vavassori jest dostępny TUTAJ. Więcej informacji na temat US Open można znaleźć w specjalnej zakładce na stronie Interii.

     

  • Niesamowity finał US Open Świątek! Decydował super tie-break

    Niesamowity finał US Open Świątek! Decydował super tie-break

    Niesamowity finał US Open Świątek! Decydował super tie-break

    Tym razem sensacji nie było. Iga Świątek i Casper Ruud mimo rozpoczęcia finału miksta US Open od stanu 0:3 znów walczyli do końca i wyszli z opresji, gdy w 2. secie byli o dwie piłki od porażki. W meczu z broniącymi tytułu Sarą Errani i Andreą Vavassorim za dużo jednak mieli kosztownych błędów. Przegrali z włoskimi tenisistami we wzbudzającej kontrowersje formule tegorocznych zmagań w tej konkurencji 3:6, 7:5, 6-10.

     

    Nieco ponad miesiąc temu Iga Świątek niespodziewanie wygrała Wimbledon, zdobywając szósty w karierze tytuł wielkoszlemowy. W środę stanęła przed szansą na dołożenie kolejnego, ale pierwszego w innej konkurencji niż singiel. Dotychczasowej świetnej skuteczności w spotkaniach o taką stawkę (6/6 w singlu i 0/1 w deblu) nie udało jej się utrzymać, ale i tak ogółem ma duże powody do zadowolenia, patrząc na ostatnie szalone tygodnie.

     

    To była porcja fenomenalnego tenisa. Proszę, zostaw go trochę na miksta – apelował żartobliwie do Polki Casper Ruud, gratulując jej w mediach społecznościowym w połowie lipca triumfu w Wimbledonie.

     

    A ta się wtedy nie zatrzymała, bo w ostatni poniedziałek dorzuciła zwycięstwo w Cincinnati, by już kilkanaście godzin później przystąpić do rywalizacji mikstów w Nowym Jorku. I w niej z pomocą Norwega w dwa dni zapewniła sobie skompletowanie występów w finale wielkoszlemowym we wszystkich trzech konkurencjach (do finału debla dotarła w Roland Garros 2021).

     

    A jeszcze dwie godziny temu wydawało się, że mecz o tytuł w grze mieszanej obejrzy jedynie w roli widza. Bo ona i Ruud w półfinale z najwyżej rozstawionymi Amerykanką Jessicą Pegulą i Brytyjczykiem Jackiem Draperem wygrali 3:5, 5:3, 10-8, choć byli wcześniej dwa gemy od porażki w dwóch setach, a w super tie-breaku przegrywali już 4-8.

     

    W bardzo trudnym położeniu byli też na początku pierwszego seta finału, który zaczęli od stanu 0:3. Już w pierwszej akcji Polka i Norweg wstrzymali oddech, ale okazało się, że nieco zwariowane zagranie Ruuda trafiło w linię. Kilka minut później jednak trzykrotny finalista wielkoszlemowy w singlu zakrywał twarz po błędzie – przepuścił wtedy dobrą piłkę zagraną przez Vavassoriego. Potem nieraz dwoił się i troił, jakby chciał się zrehabilitować, ale nie przynosiło to zawsze dobrych efektów.

     

    Musi bardziej zaufać Idze – oceniał komentator Eurosportu Lech Sidor.

     

    Świątek i jej partner uśmiechnęli się szeroko po efektownej akcji, którą zaliczyli zbiorowo w piątym gemie, potem jeszcze kilka razy pokazali, że ich wielkim atutem są potężne forhendy. Ale im bliżej końca tej partii było, tym częściej oboje się zbytnio śpieszyli i popełniali błędy. Polka w ósmym gemie najpierw zaliczyła trzy zepsute serwisy z rzędu, a potem jeszcze zepsuła piłkę w wymianie, a po niej zła na siebie coś krzyknęła i odwróciła się.

     

    Errani i Vavassori to jedyni specjaliści od gry podwójnej w tegorocznym mikście w US Open, co jest efektem zmienionej formuły wprowadzonej przez organizatorów. Ta, faworyzująca singlistów, na których udziale gospodarzom bardzo zależało, wywołała oburzenie deblistów.

     

    – Gramy dla wszystkich deblistów, którzy nie mogli tu rywalizować. Próbujemy dawać z siebie wszystko – deklarował włoski duet już po pierwszym meczu zmodyfikowanych zmagań mikstów w Nowym Jorku.

     

    Poza ubiegłorocznym US Open razem wygrali też w tym roku Roland Garros. A 38-letnia Errani do tego ma na koncie sześć tytułów wielkoszlemowych w deblu. I ta różnica doświadczenia w grze podwójnej była bardzo widoczna w środowym finale.

     

    W drugim secie Świątek i Ruud początkowo utrzymali się w walce “gem za gem” do stanu 3:3. Mający problemy z lewą nogą Vavassori poprosił nieco wcześniej o przerwę medyczną, a po powrocie on i jego partnerka dominowali już tylko chwilę. Włoch miał coraz większe problemy fizyczne, a popełniający wcześniej znów sporo błędów Polka i Norweg uspokoili swoje poczynania, doprowadzając do super tie-breaka. W nim zaliczyli deja vu, bo jak w półfinale przegrywali 0-3 i 4-8, ale drugi raz z tych opresji nie wyszli. Faworyci wykorzystali drugą piłkę meczową.

     

    Tym samym jedynym Polakiem, który ma na koncie tytuły wielkoszlemowe w mikście, pozostaje Jan Zieliński. Ten w parze z Tajwanką Su-wei Hsieh w poprzednim sezonie wygrał Australian Open i Wimbledon. A Świątek powalczy, by powetować sobie ten przegrany finał nowojorskim triumfem w singlu.

     

  • Oto pełne tłumaczenie artykułu na język polski:„Fałszywy” Wielki Szlem ze Świątek w roli głównej?

    Oto pełne tłumaczenie artykułu na język polski:„Fałszywy” Wielki Szlem ze Świątek w roli głównej?

    Oto pełne tłumaczenie artykułu na język polski:„Fałszywy” Wielki Szlem ze Świątek w roli głównej?

    Dlaczego historia tenisa może nie być taka, jak się wydaje

    Turniej miksta na tegorocznym US Open miał być świeżym powiewem — nowym sposobem na pokazanie piękna tenisa. Zamiast aplauzu organizatorzy znaleźli się jednak w samym środku burzy. Coraz głośniej szeptano: „To nie jest prawdziwy Wielki Szlem. To jest zniekształcenie.”

    A kiedy te słowa zaczęły krążyć po szatniach i salach prasowych, pojawiła się niepokojąca myśl: jeśli obecne wydarzenie nazywane jest „fałszywym”, to może połowa historii tenisa również powinna zostać opatrzona takim samym piętnem. Czy możliwe, że sport, który wydawał nam się uporządkowany, został zbudowany na kruchych fundamentach, pełnych zapomnianych zasad, wykluczeń i zmienianych rozdziałów?

    Nowa formuła, która podzieliła świat tenisa

    Po raz pierwszy turniej miksta US Open rozgrywano według zupełnie innych zasad. Do gry zaproszono tylko 16 par — wszystkie wybrane na podstawie rankingów singlowych, a nie specjalizacji deblowej. Mecze odbywały się jeszcze przed startem głównych turniejów singla i debla. A co najważniejsze: pula nagród wzrosła z 200 tysięcy dolarów do zawrotnego miliona.

    Efekt? Trybuny wypełniły się kibicami, jakich mikst nie widział od dekad. Największe gwiazdy na korcie sprawiły, że turniej dodatkowy nagle stał się wydarzeniem pierwszoplanowym.

    Ale eksperyment miał swoją cenę. Tradycyjni gracze miksta, którzy poświęcili kariery na opanowanie specyfiki tej konkurencji, zostali odsunięci na bok — patrząc, jak „przybysze” przejmują scenę, która kiedyś należała do nich.

    Polski deblista Jan Zieliński, dwukrotny mistrz wielkoszlemowy w mikście, nie krył frustracji.

    > „Nie nazywajmy tego Wielkim Szlemem” — ostrzegał. — „To łamie tradycję, historię i prestiż tego wydarzenia. Wygranie miksta wielkoszlemowego oznaczało tydzień czy półtora tygodnia walki. Teraz tytuł można zdobyć w dwa dni, grając do czterech gemów. To traci znaczenie. To traci wagę.”

    Podobne głosy pojawiały się z wielu stron. Dla nich to nie była innowacja — to była imitacja.

    Ale czy historia tenisa była kiedykolwiek „czysta”?

    Złość specjalistów od miksta można zrozumieć. A jednak, kiedy cofniemy się do korzeni tenisa, ujawnia się niewygodna prawda: ten sport zawsze był kształtowany przez zmieniające się przepisy, wykluczenia i arbitralne podziały.

    Weźmy Suzanne Lenglen — francuską ikonę, która w latach 20. XX wieku zdefiniowała tenis kobiet. W 1926 roku była na szczycie: sześć tytułów Wimbledonu, dwa złote medale olimpijskie i aura niepokonanej. Wtedy przyjęła kontrakt od amerykańskiego promotora Charlesa C. Pyle’a. Cztery miesiące, tournée po Stanach Zjednoczonych, Kanadzie i Kubie oraz 100 tysięcy dolarów zarobku — więcej niż wówczas roczna pensja baseballowej legendy Babe’a Rutha.

    To było rewolucyjne. Ale oznaczało też, że Lenglen natychmiast została wykluczona z Wielkich Szlemów, które w tamtych czasach były otwarte tylko dla amatorów. Nawet trenerzy, którzy pobierali opłaty za lekcje, byli eliminowani. Najlepsi gracze świata często nie mogli wystąpić w turniejach, które oficjalnie koronowały „najlepszych graczy świata”.

    Jeśli to nie jest zniekształcenie historii, to co nim jest?

    Cień „profesjonalnego tenisa”

    Lenglen nie była wyjątkiem. Vincent Richards, amerykański mistrz olimpijski, również zaszokował fanów, przechodząc na zawodowstwo. Niedługo potem pojawiły się nowe turnieje: US Pro, French Pro, Wembley Pro. Razem tworzyły tzw. zawodowy Wielki Szlem.

    Do tej alternatywnej sceny dołączyły takie nazwiska jak Bill Tilden, dawny idol Wimbledonu i US Open. W Niemczech dominował Hans Nüsslein — wykluczony z tenisa amatorskiego tylko dlatego, że jako nastolatek dawał lekcje tenisa. W rzeczywistości najlepsze mecze świata odbywały się poza oficjalnymi księgami wyników.

    Z biegiem lat dołączyli kolejni.

    Ellsworth Vines, zwycięzca Wimbledonu i US Open, został zawodowcem w wieku 22 lat.

    Don Budge, pierwszy tenisista w historii, który w 1938 roku skompletował Wielkiego Szlema, od razu przeniósł się na tour zawodowy.

    Fred Perry, złoty chłopak Wielkiej Brytanii, przeszedł na zawodowstwo po ośmiu tytułach wielkoszlemowych.

    Pancho Gonzalez, dominujący w Nowym Jorku, zniknął z kortów Wielkich Szlemów na prawie dwie dekady.

    W latach 50. podział na „amatorów” i „zawodowców” stworzył dwa zupełnie różne światy. Oficjalne kroniki pokazują tylko jedną stronę historii.

    Legendy w cieniu

    Historia Kena Rosewalla najlepiej to obrazuje. Oficjalnie wygrał osiem tytułów Wielkiego Szlema. Ale jeśli doliczyć jego triumfy zawodowe, liczba rośnie do 23. Jeszcze w wieku 40 lat grał w finałach.

    Jeszcze bardziej niezwykła jest opowieść Roda Lavera. W 1962 roku skompletował kalendarzowego Wielkiego Szlema. Potem przez pięć lat nie mógł grać w turniejach — pięć lat, w których mógłby zdobyć dziesięć kolejnych tytułów. Gdy wrócił w erze Open, w 1969 roku znów wygrał wszystkie cztery. Do dziś jest jedynym, który dokonał tego dwukrotnie.

    A jednak przez przestarzałe przepisy duża część ich dominacji pozostaje niewidoczna w „oficjalnej” historii.

    Wyobraźmy sobie, że Novak Djoković, Roger Federer czy Rafael Nadal zostali usunięci z Wimbledonu i Roland Garros w szczycie kariery. To właśnie spotkało tenis przez całe dekady.

    Więc co naprawdę jest „prawdziwe”?

    Dlatego obecna debata o mikście US Open sięga tak głęboko. Dla purystów nowa formuła to zdrada. Dla innych — to po prostu kolejny rozdział w historii sportu, który zawsze zmieniał własne zasady.

    Gdyby Suzanne Lenglen, Bill Tilden, Ken Rosewall i Rod Laver mogli dziś oglądać oburzenie wokół „fałszywego” miksta, zapewne uśmiechnęliby się ironicznie. Ich także oskarżano o „niszczenie tradycji”. Im również mówiono, że ich triumfy się nie liczą.

    A jednak historia ich zapamiętała.

    Może więc prawdziwe pytanie nie brzmi: czy mikst US Open należy traktować jako „prawdziwy” Wielki Szlem? Może pytanie brzmi inaczej: w sporcie, w którym połowa legend została kiedyś wymazana z ksiąg, czy tenis w ogóle kiedykolwiek miał naprawdę „czystą” historię?