Category: Home

  • Wieczór cudów w Lizbonie. Szczęsny bohaterem Barcelony, sensacja w hicie

    Wieczór cudów w Lizbonie. Szczęsny bohaterem Barcelony, sensacja w hicie

    Wieczór cudów w Lizbonie. Szczęsny bohaterem Barcelony, sensacja w hicie

    W 22. minucie meczu na Estadio da Luz w pamięci piłkarzy Barcy z pewnością odżyły koszmary z Monaco. Z boiska wyrzucony został Pau Cubarsi, a “Duma Katalonii” musiała radzić sobie w dziesiątkę. Od tamtej pory Wojciech Szczęsny wcielił się w rolę superbohatera i z nieprawdopodobnym poświęceniem popisywał się kolejnymi paradami. Choć wydawało się to niemożliwe, po bramce Raphinhi podopieczni Flicka wygrali 1:0 i mają powody do świętowania.

     

    Poprzednie spotkanie w Lizbonie zakończyło się zwycięstwem Barcelony 5:4 po iście szalonej rywalizacji. Mając to w pamięci, kibice liczyli, że w środowy wieczór, tyle że na etapie 1/8 finału znów zobaczą wiele bramek. Już pierwsze minuty spotkania zwiastowały, że istotnie tak może być.

     

    Szalony początek starcia w Lizbonie. 22. minuta przyniosła koszmar Barcelony

     

    W 1. minucie jedynie kapitalna interwencja Wojciecha Szczęsnego uchroniła “Dumę Katalonii” od błyskawicznej straty gola. Defensorzy wyraźnie wyszli na boisko zdekoncentrowani, co starali się wykorzystać gracze “Orłów”. W odpowiedzi na próbę Akturkoglu Dani Olmo uderzył z dystansu, ale tuż obok bramki. W 13. minucie dwiema kapitalnymi interwencjami popisał się Trubin. Hansi Flick przecierał oczy z niedowierzaniem, jakim cudem jego podopieczni nie trafili na 1:0. Najpierw próbował Olmo, a potem Lewandowski.

     

    W 22. minucie odżyły wspomnienia z rywalizacji w 1. rundzie fazy ligowej przeciwko AS Monaco. Pavlidis przedarł się przez defensywę Barcy, ale został sfaulowany przez Pau Cubarsiego. A jako że ten był ostatnim defensorem, sędzia nie miał wyjścia i wyrzucił go z boiska. Szczęsny obronił strzał z wolnego, jaki posłał niemal prosto w niego Kokcu.

     

    Mimo gry w przewadze Benfica nie była w stanie w 1. połowie wykorzystać swoich okazji. Barca potrafiła się odgryzać, co jasno pokazuje, że wyciągnęła wnioski z porażki w Monaco. W 43. minucie w rolę ratownika znów wcielił się Szczęsny. Tym razem z bliskiej odległości wybronił strzał Akturkoglu. Kilka minut później z grymasem bólu na murawę po brutalnym ataku padł Inigo Martinez. Wejście było na tyle ostre, że ucierpiały aż ochraniacze stopera. Felix Zwayer “wycenił” przewinienie Barreiro “zaledwie” na żółtą kartkę.

     

    Cud na Estadio da Luz. Szczęsny bohaterem, Raphinha dał cenne zwycięstwo

    https://x.com/CANALPLUS_SPORT/status/1897384714111172945

     

    Szczęsny zdawał sobie sprawę, że to w dużej mierze od jego postawy zależą losy spotkania na Estadio da Luz. Za każdym razem kiedy tylko pachniało golem dla Benfiki, stawał na wysokości zadania i świetnie interweniował. A w 61. minucie zadziały się cuda.

     

    Raphinha wykorzystał błąd defensywy Benfiki, odebrał futbolówkę i pomknął na bramkę. Posłał uderzenie z dystansu z nadzieją, że piłka zatrzepocze w siatce. I tak też się stało. Grająca w dziesiątkę Barcelona trafiła na 1:0 i na dobrą sprawę miała wymarzony wynik w Lizbonie. Minuty mijały, Szczęsny popisywał się kolejnymi interwencjami, a Benfica coraz bardziej się spieszyła.

    https://x.com/CANALPLUS_SPORT/status/1897400044224909316

    Na kilka minut przed końcem regulaminowego czasu sędzia zagwizdał, wskazując na jedenasty metr po tym, jak Polak sfaulował Andreę Belottiego. “Azulgranę” uratował w tej sytuacji spalony. Rzut karny został odwołany. Jak w transie bronił na Estadio da Luz Szczęsny, który raz jeszcze popisał się świetną interwencją w doliczonym czasie gry. Tym razem wygrał pojedynek z Renato Sanchesem.

     

    Wydawało się to niemożliwe, ale “Blaugrana” grajaca od 22. minuty w dziesiątkę wywiozła z Lizbony zwycięstwo i przed rewanżem z Benfiką jest w komfortowej sytuacji. 

  • Szczęsny absolutnym bohaterem Barcelony! Niebywały mecz w Lidze Mistrzów

    Szczęsny absolutnym bohaterem Barcelony! Niebywały mecz w Lidze Mistrzów

    Szczęsny absolutnym bohaterem Barcelony! Niebywały mecz w Lidze Mistrzów

    Spotkanie na Estadio Da Luz nie układało się od początku po myśli Barcelony. Jeden z ważniejszych piłkarzy dostał czerwoną kartkę, a Wojciech Szczęsny dwoił się i troił, by zatrzymać próby piłkarzy Benfiki. Robert Lewandowski wyglądał jak ciało obce. Wiele wskazywało na to, że mecz skończy się bezbramkowym remisem. Wtem pojawił się Raphinha, a po chwili Hansi Flick zaczął biegać przy linii bocznej.

     

    To była 17. sekunda hitowego meczu na Estadio Da Luz. Benfica ruszyła na Barcelonę od samego początku. Kerem Akturkoglu oddał pierwszy celny strzał na bramkę Barcelony, ale Wojciech Szczęsny błysnął skuteczną interwencją. To był pierwszy z wielu momentów tego spotkania, które od początku miało toczyć się na wysokiej intensywności. I faktycznie tak było.

     

    Oba zespoły grały już ze sobą w fazie ligowej Ligi Mistrzów. Wtedy Barcelona wygrała 5:4, a decydującą bramkę zdobył Raphinha po kontrataku. Robert Lewandowski strzelił dwa gole z rzutów karnych, a Szczęsny świetnie zareagował przy strzale Angela Di Marii w drugiej połowie.

     

    Cubarsi popsuł plany Barcelony. Szczęsny bohaterem w zespole Flicka

     

    Na bohatera pierwszej połowy po stronie Barcelony wyrósł Szczęsny. Sytuacja z 17. sekundy była jedną z wielu, gdzie Polak musiał się wykazać. Szczęsny świetnie reagował przy strzałach Andreasa Schjelderupa, Orkuna Kokcu czy Kerema Akturkoglu. Szczęsnego wywindowały też okoliczności, bo od 22. minuty Barcelona grała w osłabieniu.

     

    Wtedy czerwoną kartkę obejrzał Pau Cubarsi za faul na Vangelisie Pavlidisie przed polem karnym Barcy. W tej sytuacji napastnik Benfiki mógł wyjść do sytuacji sam na sam ze Szczęsnym. Po tej sytuacji Hansi Flick poświęcił Daniego Olmo i wprowadził Ronalda Araujo. W sieci pojawiały się głosy, że może lepszym rozwiązaniem byłoby zmienienie Lewandowskiego, a Olmo mógłby występować jako fałszywa “dziewiątka”.

     

    A co można powiedzieć o występie Lewandowskiego po 45 minutach? Tak naprawdę jedyna okazja pojawiła się w trzynastej minucie, gdy potrójną interwencją popisał się Anatolij Trubin. Najpierw bramkarz Benfiki obronił strzał Olmo, potem osłonił ciałem bramkę przy dobitce Lewandowskiego, a także dobrze zareagował po sytuacyjnym strzale Lamine’a Yamala.

     

    Po pierwszej połowie Benfika miała więcej sytuacji bramkowych, ale to Barcelona oddała więcej celnych strzałów.

     

    Raphinha bohaterem Barcelony po przerwie. Ależ on jest niesamowity

     

    Po przerwie Szczęsny znów musiał się kilka razy wykazać. Polak piąstkował piłkę po rzucie rożnym i łapał piłkę po strzałach Orkuna Kokcu i Fredrika Aursnesa. W 56. minucie Flick podjął ważną decyzję i zmienił Yamala. W jego miejsce wszedł Ferran Torres. Sześć minut później Barcelona wyszła na prowadzenie i kompletnie zaskoczyła Benfikę.

     

    Antonio Silva popełnił błąd w rozegraniu, z którego skrzętnie skorzystał Raphinha. Brazylijczyk przejął piłkę i uderzył sprzed pola karnego. Piłka leciała na tyle precyzyjnie, że Trubin nie zdołał jej sparować poza linię.

     

    Szczęsny dobrze reagował w każdej sytuacji, a przy jednym ze strzałów Aursnesa Polak skwitował swoją interwencję szerokim uśmiechem. Mniej okazji do uśmiechu miał Lewandowski, który toczył pojedynki fizyczne z Aursnesem i Nicolasem Otamendim. Lewandowski nie oddał żadnego strzału w drugiej połowie na bramkę Trubina.

     

    W 79. minucie Lewandowski zszedł z boiska, a Barcelona skupiła się na obronie wyniku. Cztery minuty później Szczęsny faulował Andreę Belottiego we własnym polu karnym, ale uratował go fakt, że napastnik Benfiki był wcześniej na spalonym. Szczęsny uratował Barcelonę w samej końcówce, broniąc strzał z dystansu. Barcelona wygrała 1:0 z Benfiką i tym samym przystąpi do drugiego meczu z zaliczką.

     

    Rewanżowe spotkanie między Barceloną a Benfiką odbędzie się we wtorek o godz. 18:45. W weekend Barcelona zagra u siebie z Osasuną, natomiast Benfica będzierywalizować z CD Nacional. 

     

  • Wojciech Szczęsny absolutnym bohaterem w LM! Decydująca 61. minuta

    Wojciech Szczęsny absolutnym bohaterem w LM! Decydująca 61. minuta

    Wojciech Szczęsny absolutnym bohaterem w LM! Decydująca 61. minuta

    FC Barcelona cierpiała i drżała o wynik meczu, ale spokój zachowywał Wojciech Szczęsny. Benfica nie wykorzystała gry w przewadze jednego zawodnika i nie pokonała polskiego bramkarza, który został bohaterem. Drugim był Raphinha, autor złotego gola. Spotkanie zakończyło się wynikiem 0:1, ale działo się naprawdę wiele.

     

    Kiedy w styczniu obie drużyny stanęły naprzeciw siebie, piłkarski świat był świadkiem prawdziwego festiwalu bramek. Barcelona triumfowała wówczas 5:4. Nowy format Ligi Mistrzów ma jednak to do siebie, że pozwala się w fazie pucharowej zmierzyć zespołom, które nie tak dawno rywalizowały. Benfica musiała przejść przez fazę play-off i wyeliminowała AS Monaco. Barca dzięki świetnym wynikom w pierwszej fazie mogła się tej rywalizacji tylko przyglądać, bo do gry miała wrócić w 1/8 finału.

     

    Hansi Flick, szkoleniowiec Barcelony, ma szczególne wspomnienia związane z boiskiem Benfiki, gdzie świętował triumf w Lidze Mistrzów z Bayernem Monachium. Robert Lewandowski wpisywał się tu na listę strzelców i oczywiście nie mogło go zabraknąć w składzie gości, podobnie jak Wojciecha Szczęsnego, który wygrał rywalizację w bramce.

     

    Spotkanie rozpoczęło się z wysokiego C, gdy już w pierwszej minucie Szczęsny musiał popisać się kapitalną interwencją po strzale Kerema Aktürkoğlu. Benfica ruszyła do ataku z pełną determinacją, a Barcelona starała się opanować sytuację.

     

    Kluczowa sytuacja — czerwona kartka, a Barcelona w osłabieniu

     

    Już w 12. minucie Blaugrana była o włos od zdobycia gola, lecz Anatolij Trubin w niesamowity sposób bronił strzały piłkarzy Barcelony z bliskiej odległości. Kluczowy moment spotkania nastąpił w 22. minucie, gdy Pau Cubarsí otrzymał czerwoną kartkę za faul, który uniemożliwił rywalowi wyjście sam na sam z bramkarzem. Osłabiona Barcelona musiała zmienić taktykę i w 27. minucie na boisku pojawił się Ronald Araujo, zastępując Daniego Olmo. Benfica natychmiast wykorzystała przewagę, przejmując inicjatywę i ostrzeliwała bramkę Szczęsnego.

     

    Pomimo gry w osłabieniu, Barcelona nie rezygnowała z prób atakowania. W 42. minucie zespół Hansiego Flicka bronił się skutecznie, a chwilę później Szczęsny popisał się kolejną świetną interwencją, ratując swój zespół po strzale głową Aktürkoğlu.

     

    W końcówce pierwszej połowy doszło do kontrowersyjnej sytuacji. W 45+3’ minucie zawodnicy Barcelony domagali się czerwonej kartki dla Antónia Silvy za faul na Yamalu, co wywołało gorące dyskusje. Ostatecznie Silva został ukarany żółtą kartką, podobnie jak Inigo Martínez i Ronald Araujo za zbyt gwałtowne reakcje.

     

    Raphinha i niezwykły obrót sytuacji

     

    Po przerwie Benfica ruszyła do ataku. Już w 47. minucie Kökcü oddał groźny strzał z dystansu, ale Szczęsny pewnie interweniował. Chwilę później Pavlidis zmarnował doskonałą okazję – po świetnym dośrodkowaniu Carrerasa znalazł się pięć metrów od bramki, lecz uderzył piłkę wysoko nad poprzeczką. Barcelona miała coraz większe problemy z odpieraniem ataków gospodarzy, a Szczęsny musiał się wykazać także w 51. minucie, kiedy z trudem obronił kąśliwe uderzenie Aursnesa.

     

    Benfica nie zwalniała tempa, ale mimo jej przewagi to Barcelona zadała decydujący cios. W 61. minucie, po szybkim kontrataku, piłka trafiła do Raphinhi, który huknął zza pola karnego, posyłając piłkę przy słupku bramki Trubina. Stadion na chwilę ucichł – Barcelona wyszła na prowadzenie.

    https://x.com/CANALPLUS_SPORT/status/1897400044224909316

    Szczęsny pozostawał aktywny i skuteczny w kolejnych minutach. Nie dał się pokonać Aursnesowi, a potem Aktürkoğlu. Benfica momentami zamykała Barcę na jej własnej połowie, ale bez rezultatu. Polski bramkarz doprowadzał rywali do łez. Kolejne sytuacje też nie przyniosły gola.

     

    Barcelona wygrała mecz, mimo wielu przeciwności losu i ustawiła się w świetnej sytuacji przed rewanżem. Rewanż w Katalonii odbędzie się w następny wtorek 11 marca o godzinie 18.45.

     

  • Hiszpanie nie czekali do końca meczu. Tak ocenili występ Roberta Lewandowskiego

    Hiszpanie nie czekali do końca meczu. Tak ocenili występ Roberta Lewandowskiego

     

    Hiszpanie nie czekali do końca meczu. Tak ocenili występ Roberta Lewandowskiego

    Hiszpańscy dziennikarze nie potrzebowali nawet pełnych 90 minut, by rozdać pierwsze oceny w trakcie meczu Benfiki z Barceloną. Blaugrana mogła i powinna prowadzić, ale kapitalną okazję strzelecką zmarnował Robert Lewandowski. Znacznie lepiej prezentował się Wojciech Szczęsny, którego interwencje utrzymały czyste konto Blaugrany do przerwy. Oto co piszą Hiszpanie.

     

    Pierwsze 45 minut meczu z Benficą nie przyniosło dobrego występu Roberta Lewandowskiego. Oczywiście zadanie polskiego napastnika było mocno utrudnione ze względu na to, że goście grali ponad 20 minut w osłabieniu po czerwonej kartce, ale Polak powinien zachować się lepiej w jedynej dogodnej sytuacji, w jakiej się znalazł.

     

    Ze znacznie lepszej strony pokazał się Wojciech Szczęsny. Polski bramkarz już w 20. sekundzie gry zanotował kluczową interwencję, a potem wielokrotnie ratował Barcelonę przed koniecznością gonienia wyniku. Hiszpanie już w przerwie ocenili występ obu Polaków.

     

    Tak Hiszpanie nazwali Roberta Lewandowskiego i Wojciecha Szczęsnego

     

    Poczynania Wojciecha Szczęsnego zostały docenione przez kataloński “Sport”, który dał mu notę 8/10 i nazwał jego występ “opatrznościowym”. Gdy tylko mecz się rozpoczął, miał zimną krew, pokazał spektakularną interwencję. (…) Był wyznacznikiem” — piszą Hiszpanie. Z kolei Lewandowski zasłużył na ocenę 5/10 i nazwanie jego występu “nieobecnym”. “Po pierwszej połowie nie można było nic wyróżnić. Miał bardzo dobrą okazję, którą Trubin świetnie obronił. Poza tym nie pokazał wiele. Był odłączony od gry, nie uczestniczył w niej” — pisze “Sport”.

     

    “Polski bramkarz chciał usunąć z pamięci mecz z Benficą z fazy ligowej, w którym popełnił trzy fatalne błędy i trafił na okładki. Na razie jest kluczową postacią Barcelony, co pokazał już po 20 sekundach” — pisze “Marca”, dając Wojciechowi Szczęsnemu ocenę 9/10. Znacznie gorzej oceniony został Robert Lewandowski, który ponownie otrzymał 5/10.

     

  • Piotr Żyła odsunięty! Thurnbichler podjął decyzję po tym, co się stało w mikście

    Piotr Żyła odsunięty! Thurnbichler podjął decyzję po tym, co się stało w mikście

    Piotr Żyła odsunięty! Thurnbichler podjął decyzję po tym, co się stało w mikście

    czwartkowe popołudnie odbędzie się konkurs drużynowy na dużej skoczni Granasen podczas mistrzostw świata w Trondheim. Thomas Thurnbichler mógł wybierać z piątki naszych reprezentantów. Teraz poznaliśmy wybory trenera reprezentacji Polski.

     

    Za nami spora część rywalizacji na mistrzostwach świata w Trondheim. Wśród pań Nika Prevc sięgnęła po złoty medal w konkursie na normalnej skoczni, a Norweżki zdobyły drużynowe mistrzostwo świata. U panów złoty medal wywalczył Norweg Marius Lindvik. Po trzech dniach przerwy zmagania przeniosły się na duży rozmiar skoczni.

     

    W środę odbył się konkurs drużyn mieszanych. W nim triumfowała Norwegia, która znacznie wyprzedziła Słowenię oraz Austrię. Reprezentacja Polski wystąpiła w składzie Pola Bełtowska, Dawid Kubacki, Anna Twardosz i Aleksander Zniszczoł. Polska zajęła ósme miejsce i przegrała o 19,1 pkt z Finlandią.

     

    Warto dodać, że to był pierwszy raz, gdy mikst odbył się na dużej rozmiarze skoczni na mistrzostwach świata. Na tym jednak nie koniec drużynowej rywalizacji.

     

    Oto skład Polski na turniej drużynowy. Znamy wybory Thurnbichlera

     

    Znamy skład reprezentacji Polski na czwartkowy konkurs drużynowy na dużej skoczni w Trondheim. Kacper Merk z Eurosportu poinformował, że wybór Thomasa Thurnbichlera padł na Aleksandra Zniszczoła, Jakuba Wolnego, Dawida Kubackiego i Pawła Wąska. Poza kadrą znalazł się Piotr Żyła. Potem ten wybór naszego szkoleniowca potwierdził Polski Związek Narciarski.

     

    Najprawdopodobniej Thurnbichler dokonywał wyboru na podstawie wyników ze środowego miksta, a także z wtorkowych treningów. Najlepszym wynikiem Żyły w treningu było 125,5 m i 34. miejsce. Niewykluczone, że Thurnbichler wytłumaczy swoje wybory na konkurs drużynowy w rozmowach z dziennikarzami.

     

    Sporym zaskoczeniem może być kolejność startowa Polaków w drużynówce – o ile zapis z grafiki PZN na taką kolejność faktycznie wskazuje. Taki zestaw nie podoba się kibicom, którzy jasno wyrazili swoją opinię na portalu X. “Ale piękny autosabotaż” – to treść jednego z komentarzy.

     

    Konkurs drużynowy na mistrzostwach świata w Trondheim rozpocznie się w czwartek o godz. 16:20. Godzinę wcześniej odbędzie się seria próbna.

  • Historyczny występ Polaków, kolejny medal mistrzostw świata. Czekali aż 51 lat

    Historyczny występ Polaków, kolejny medal mistrzostw świata. Czekali aż 51 lat

    Historyczny występ Polaków, kolejny medal mistrzostw świata. Czekali aż 51 lat

    Podczas gdy polscy skoczkowie zawodzą na mistrzostwach świata w Trondheim, ze świetnej strony pokazali się biathloniści. Tyle że w czempionacie w Oestersund. Sztafeta w składzie: Jakub Potoniec, Grzegorz Galica, Konrad Badacz, Fabian Suchodolski na koniec mistrzostw świata juniorów sprawiła ogromną niespodziankę i sięgnęła po brązowy medal. Na taki sukces w tej konkurencji i kategorii wiekowej kibice czekali aż 51 lat.

    Podczas gdy mistrzostwa świata w Trondheim pod kątem sukcesów Biało-Czerwonych są, delikatnie mówiąc, niezbyt udane, wiele radości kibicom sprawili walczący również w czempionacie, tyle że w Oestersund juniorzy. Na zakończenie mistrzostw świata dali prawdziwy popis, zaskakując nie tylko rywali, ale prawdopodobnie nawet samych siebie.

    Kapitalny start Biało-Czerwonych. Polacy brązowymi medalistami mistrzostw świata

    Polska sztafeta juniorów w składzie: Jakub Potoniec, Grzegorz Galica, Konrad Badacz, Fabian Suchodolski zaprezentowała się fenomenalnie w biegu 4 x 7,5 km i sięgnęła po brązowy medal. Nasi biathloniści przegrali jedynie z Niemcami i Norwegami. Wyprzedzili za to m.in. Szwajcarów, Włochów, czy Finów.

    Zawody rozpoczął Potoniec, który chociaż musiał aż pięciokrotnie dobierać na strzelnicy, udało mu się uniknąć karnej rundy. Gdy przekazywał zmianę Galicy, Polacy znajdowali się na 12. pozycji. 18-latek spisał się rewelacyjnie, kolejny raz udowadniając, że jest w kapitalnej formie biegowej. W Oestersund sięgnął już po srebro w biegu indywidualnym. W sztafecie dzięki jego trudowi Biało-Czerwoni wskoczyli na 6. lokatę ze stratą zaledwie 30 sekund do trzecich Niemców.

    Biathlon. Szybki bieg, świetne strzelanie. Polscy juniorzy pokazali klasę w Oestersund

    Bardzo dobre strzelanie dołożył zmieniający go Badacz. Dzięki jego celności Polska znów przesunęła się w tabeli, tym razem już na pozycję medalową. Mimo sporego zmęczenia podkręcił jeszcze tempo na ostatniej pętli, dzięki czemu ostatni z Polaków, Fabian Suchodolski wystartował z pozycji wicelidera. Strzelał tak samo celnie, co reprezentant Niemiec, tyle że ten pobiegł nieco szybciej i zdołał go wyprzedzić.

    Mimo to zawody zakończyły się wielkim sukcesem Biało-Czerwonych, którzy finiszowali trzeci z czasem 1:22:35.2. Był on o tyle większy, że to pierwszy dla Polski medal w tej konkurencji i kategorii wiekowejod 1974 roku.

  • Historyczny występ Polaków, kolejny medal mistrzostw świata. Czekali aż 51 lat

    Historyczny występ Polaków, kolejny medal mistrzostw świata. Czekali aż 51 lat

    Historyczny występ Polaków, kolejny medal mistrzostw świata. Czekali aż 51 lat

    Podczas gdy polscy skoczkowie zawodzą na mistrzostwach świata w Trondheim, ze świetnej strony pokazali się biathloniści. Tyle że w czempionacie w Oestersund. Sztafeta w składzie: Jakub Potoniec, Grzegorz Galica, Konrad Badacz, Fabian Suchodolski na koniec mistrzostw świata juniorów sprawiła ogromną niespodziankę i sięgnęła po brązowy medal. Na taki sukces w tej konkurencji i kategorii wiekowej kibice czekali aż 51 lat.

     

    Podczas gdy mistrzostwa świata w Trondheim pod kątem sukcesów Biało-Czerwonych są, delikatnie mówiąc, niezbyt udane, wiele radości kibicom sprawili walczący również w czempionacie, tyle że w Oestersund juniorzy. Na zakończenie mistrzostw świata dali prawdziwy popis, zaskakując nie tylko rywali, ale prawdopodobnie nawet samych siebie.

     

    Kapitalny start Biało-Czerwonych. Polacy brązowymi medalistami mistrzostw świata

     

    Polska sztafeta juniorów w składzie: Jakub Potoniec, Grzegorz Galica, Konrad Badacz, Fabian Suchodolski zaprezentowała się fenomenalnie w biegu 4 x 7,5 km i sięgnęła po brązowy medal. Nasi biathloniści przegrali jedynie z Niemcami i Norwegami. Wyprzedzili za to m.in. Szwajcarów, Włochów, czy Finów.

     

    Zawody rozpoczął Potoniec, który chociaż musiał aż pięciokrotnie dobierać na strzelnicy, udało mu się uniknąć karnej rundy. Gdy przekazywał zmianę Galicy, Polacy znajdowali się na 12. pozycji. 18-latek spisał się rewelacyjnie, kolejny raz udowadniając, że jest w kapitalnej formie biegowej. W Oestersund sięgnął już po srebro w biegu indywidualnym. W sztafecie dzięki jego trudowi Biało-Czerwoni wskoczyli na 6. lokatę ze stratą zaledwie 30 sekund do trzecich Niemców.

     

    Biathlon. Szybki bieg, świetne strzelanie. Polscy juniorzy pokazali klasę w Oestersund

     

    Bardzo dobre strzelanie dołożył zmieniający go Badacz. Dzięki jego celności Polska znów przesunęła się w tabeli, tym razem już na pozycję medalową. Mimo sporego zmęczenia podkręcił jeszcze tempo na ostatniej pętli, dzięki czemu ostatni z Polaków, Fabian Suchodolski wystartował z pozycji wicelidera. Strzelał tak samo celnie, co reprezentant Niemiec, tyle że ten pobiegł nieco szybciej i zdołał go wyprzedzić.

     

    Mimo to zawody zakończyły się wielkim sukcesem Biało-Czerwonych, którzy finiszowali trzeci z czasem 1:22:35.2. Był on o tyle większy, że to pierwszy dla Polski medal w tej konkurencji i kategorii wiekowejod 1974 roku. 

     

  • Ewa Pajor znów w centrum uwagi! Jej wejście odmieniło losy Barcelony w dramatycznym meczu – WIDEO

    Ewa Pajor znów w centrum uwagi! Jej wejście odmieniło losy Barcelony w dramatycznym meczu – WIDEO

    Ewa Pajor znów w centrum uwagi! Jej wejście odmieniło losy Barcelony w dramatycznym meczu – WIDEO

    Wydawało się, że kobiecy zespół FC Barcelony po raz pierwszy w sezonie straci punkty. Katalonki przez niemal całe spotkanie z Athletikiem Bilbao nie potrafiły znaleźć drogi do siatki rywalek. Jednak kiedy na boisku pojawiła się Ewa Pajor, wszystko uległo zmianie. Polska napastniczka po raz kolejny udowodniła, że jest kluczową postacią jednej z najlepszych drużyn świata.

     

    Zmienniczka, która odwróciła losy meczu

     

    Od momentu transferu do FC Barcelony latem 2024 roku, Ewa Pajor regularnie zachwyca kibiców swoją skutecznością. Tym razem jednak mecz rozpoczęła na ławce rezerwowych, a jej drużyna przez długi czas nie potrafiła przełamać defensywy Athleticu Bilbao. Trener Jonatan Giráldez zdecydował się wprowadzić Polkę w 61. minucie, co okazało się kluczowe dla losów spotkania.

     

    Przez kolejne minuty Pajor raz po raz napędzała ataki Barcelony, ale to, co najważniejsze, wydarzyło się w samej końcówce. W 90. minucie przytomnym zgraniem obsłużyła Alexię Putellas, która wpakowała piłkę do siatki, dając Katalonkom prowadzenie. Chwilę później Vicky Lopez przypieczętowała zwycięstwo golem na 2:0.

     

    Niesamowita passa Barcelony i dominacja Pajor

     

    FC Barcelona od początku sezonu jest nie do zatrzymania. Po 16 kolejkach ligowych ma na koncie komplet zwycięstw, 74 zdobyte gole i zaledwie siedem straconych. Drużyna pewnie prowadzi w tabeli, mając aż jedenaście punktów przewagi nad drugim Realem Madryt.

     

    Ogromny udział w tych sukcesach ma właśnie Ewa Pajor. Reprezentantka Polski prowadzi w klasyfikacji najlepszych strzelczyń z dorobkiem 14 goli, wyprzedzając Ednę Imade o trzy trafienia. Dodatkowo Polka może pochwalić się pięcioma asystami, co czyni ją także liderką klasyfikacji kanadyjskiej.

    Decydujące starcie o trofeum na horyzoncie

     

    Przed Barceloną teraz kolejny ważny test. Już 22 stycznia Katalonki zmierzą się w półfinale Superpucharu Hiszpanii z Atletico Madryt. Zwycięstwo w tym meczu otworzy im drogę do finału, gdzie mogą zmierzyć się z Realem Madryt lub Realem Sociedad.

     

    Czy Ewa Pajor po raz kolejny odegra kluczową rolę i poprowadzi Barcelonę do kolejnego triumfu? Jedno jest pewne – polska napastniczka nie zamierza zwalniać tempa i nadal zachwyca futbolowy świat swoją skutecznością.

     

  • Świątek i Hurkacz lepsi od Paolini, 10-8 w batalii o finał. Widowisko w Indian Wells

    Świątek i Hurkacz lepsi od Paolini, 10-8 w batalii o finał. Widowisko w Indian Wells

    Świątek i Hurkacz lepsi od Paolini, 10-8 w batalii o finał. Widowisko w Indian Wells

    Za nami kolejna edycja Pucharu Eisenhowera z udziałem Igi Świątek i Huberta Hurkacza. Przed dwoma laty nasi reprezentanci zakończyli zmagania w roli finalistów, przed rokiem odpadli w fazie ćwierćfinałowej. Tym razem zatrzymali się na półfinale. W batalii o awans do decydującego starcia lepszy okazał się duet Madison Keys/Tommy Paul, który triumfował 10-8. Polacy obronili dwa meczbole, ale trzeciego już nie zdołali. Rywale nie wygrali jednak całych rozgrywek – te zakończyły się zwycięstwem Jeleny Rybakiny i Taylora Fritza.

     

    Charytatywne zmagania o Puchar Eisenhowera już od kilku lat poprzedzają główną rywalizację w Indian Wells. Impreza cieszy się dużą popularnością wśród najlepszych tenisistów. To m.in. efekt atrakcyjnej formuły rozgrywek. Osiem duetów tworzy drabinkę pucharową (od ćwierćfinałów do wielkiego finału). Każdy mecz rozgrywany jest w postaci super tie-breaka – do 10 wygranych punktów, z zachowaniem dwóch “oczek” przewagi.

     

    Przez długi czas klarowały się składy tegorocznej edycji zmagań. Dopiero 21 lutego pojawiła się informacja, że w imprezie ponownie wezmą udział Iga Świątek i Hubert Hurkacz. Dla naszych reprezentantów to trzeci występ z rzędu. Dwa lata temu dotarli do finału, gdzie ulegli Arynie Sabalence i Taylorowi Fritzowi. Przed rokiem odpadli już po pierwszym etapie, wyraźnie przegrywając z parą Paula Badosa/Stefanos Tsitsipas.

     

    Tak się składa, że Sabalenki, Badosy i Tsitsipasa nie zobaczymy podczas tegorocznej edycji. Organizatorzy ogłosili rezygnację Białorusinki w momencie, gdy do gry weszli Świątek oraz Hurkacz. Wówczas okazało się, że obok Fritza wystąpi Jelena Rybakina. Z kolei wycofanie Pauli i Stefanosa nastąpiło dopiero w dniu rozgrywek. Głównym powodem była kontuzja Hiszpanki, jakiej nabawiła się w Meridzie. Miejsce Badosy i Tsitsipasa zajęli ostatecznie Amanda Anisimova i Daniił Miedwiediew.

     

    Kilka godzin przed rozpoczęciem Pucharu Eisenhowera poznaliśmy zestawienia pierwszej rundy. Okazało się, że Iga Świątek i Hubert Hurkacz zmierzą się na “dzień dobry” z parą Jasmine Paolini/Lorenzo Musetti. Polacy nie musieli zbyt długo czekać na swój pojedynek, bowiem trafili do pierwszego ćwierćfinału. W związku z tym otwierali całe zmagania.

     

    Iga Świątek i Hubert Hurkacz zakończyli tegoroczną edycję Pucharu Eisenhowera na półfinale

     

    Rywalizacja o półfinał rozpoczęła się od bardzo dobrego serwisu wrocławianina, który sprawił mnóstwo problemów Włoszce z polskimi korzeniami. Później nasi reprezentanci stopniowo budowali przewagę i pilnowali jej do samego końca. Grali solidnie, a przy okazji wykorzystywali błędy po stronie Musettiego. Ostatecznie Iga i Hubert triumfowali w całym pojedynku 10-6 i zameldowali się w najlepszej “4” duetów.

     

    Kolejnymi przeciwnikami Polaków okazali się Madison Keys oraz Tommy Paul, którzy fazę wcześniej uporali się z duetem Maria Sakkari/Casper Ruud. Pojedynek rozpoczął się nie najlepiej z perspektywy Igi i Huberta. Przy pierwszym punkcie raszynianka popełniła błąd przy smeczu, posyłając piłkę na aut. W pewnym momencie rywale prowadzili już 3:1, ale nasi reprezentanci doprowadzili do wyrównania. W następnych minutach wrocławianin nie wykorzystał niestety okazji na 5-4 i od tej chwili Amerykanie uciekli na dobre. Polski team walczył jeszcze o odrobienie strat, obronił dwa meczbole przy podaniu Hurkacza. W kolejnej akcji Hubert podjął ryzyko przy siatce, ale tym razem to się nie opłaciło. Ostatecznie to duet Keys/Paul cieszył się z wygranej 10-8.

     

    Madison i Tommy nie zdołali jednak wygrać całych rozgrywek. W decydującym starciu lepsi okazali się Jelena Rybakina oraz Taylor Fritz. Kazachsko-amerykański zespół dominował na korcie w finałowym pojedynku, kończąc go wynikiem 10-4. Dla Fritza to kolejny triumf w Pucharze Eisenhowera. Przed dwoma laty wygrywał go w duecie z Aryną Sabalenką.

     

    Ćwierćfinały:Iga Świątek/Hubert Hurkacz – Jasmine Paolini/Lorenzo Musetti 10-6Madison Keys/Tommy Paul – Maria Sakkari/Casper Ruud 10-6Amanda Anisimova/Daniił Miedwiediew – Jelena Rybakina/Taylor Fritz 4-10Emma Navarro/Ben Shelton – Katie Boulter/Alex de Minaur 10-7

     

    Półfinały:Iga Świątek/Hubert Hurkacz – Madison Keys/Tommy Paul 8-10Jelena Rybakina/Taylor Fritz – Emma Navarro/Ben Shelton 10-6

     

    Finał:Madison Keys/Tommy Paul – Jelena Rybakina/Taylor Fritz 4-10

     

  • 22 zwycięstwa z rzędu i koniec. Przyszedł czas na rozstawioną Polkę

    22 zwycięstwa z rzędu i koniec. Przyszedł czas na rozstawioną Polkę

    22 zwycięstwa z rzędu i koniec. Przyszedł czas na rozstawioną Polkę

    18-letnia Kanadyjka Victoria Mboko popisała się na początku tego roku fenomenalną serią – wygrała cztery turnieje ITF, wygrała w nich 22 spotkania z rzędu. Ta passa została przerwana przed tygodniem we Francji. I właśnie na tę rewelację sezonu już w swoim pierwszym spotkaniu w halowym turnieju w Porto trafiła Maja Chwalińska, rozstawiona w Portugalii z trójką. Polka jest wyżej w rankingu, ale bukmacherzy dość wyraźnie stawiali na Mboko. I nie pomylili się. Nastolatka wygrała 3:6, 6:2, 6:3.

     

    Victoria Mboko nie pójdzie w ślady Mirry Andriejewej czy Coco Gauff, nie osiągnie wielkich sukcesów jeszcze przed 18. urodzinami. Być może jednak będzie jej dany stopniowy rozwój i poprawianie pozycji, aż w końcu znajdzie się wśród stu najlepszych zawodniczek świata. Być może stanie się to przed 19. urodzinami, to nastąpi dopiero pod koniec sierpnia. Ma bowiem wiele atutów i co ważne – umie grać ofensywnie. A to w dzisiejszym tenisie podstawa.

     

    18-latka z Kanady ten rok zaczynała na 333. pozycji w światowym rankingu. Wygrała cztery turnieje ITF z rzędu: na Martynice, Gwadelupie, w USA i Anglii. Razem – aż 22 spotkania. Zdecydowała się na grę tydzień po tygodniu, tę serię przerwała wreszcie w zeszły wtorek reprezentująca Cypr, była reprezentantka Rumunii Raluka Serban.

     

    Mboko odpoczęła, zgłosiła się do halowego turnieju w Porto. I tu w pierwszej rundzie trafiła na rozstawioną z trójką Maję Chwalińską.

     

    Już przed meczem było wiadomo, że dla Polki może to być bardzo pechowe losowanie.

     

    Maja Chwalińska wróciła do Porto. W 2024 roku była tu w finale w hali i zdobyła tytuł na powietrzu

     

    Chwalińska zaczęła ten rok z przytupem – była częścią drużyny w United Cup, wygrała nawet dwa spotkania w mikście, przeszła kwalifikacje Australian Open, później jednak dostała bolesne lanie od Niemki Jule Niemeier. Niemniej potwierdziła swoje miejsce w okolicach 130. pozycji na świecie, kolejnym krokiem miał już być atak na pierwszą setkę. I coś się zacięło.

     

    Nie udało się 23-latce przejść kwalifikacji WTA 250 w Kluż-Napoce, wysoko przegrała swój drugi mecz w ITF w Altenkirchen. A później zmieniła plany – zamiast lecieć na kwalifikacje do Meridy, a później próbować się dostać do Indian Wells, wybrała rywalizację na kontynencie. Najpierw w Porto, później w kilku turniejach na ziemi WTA 125 w Turcji.

     

    Pierwszy etap okazał się nieudany.

     

    Mboko, po tych swoich wielkich sukcesach w pierwszych dwóch miesiącach tego roku, w rankingu WTA przesunęła się już na 188. miejsce. Choć Chwalińska jest znacznie wyżej, obecnie na 136. pozycji, to bukmacherzy dość wyraźnie stawiali na jej rywalkę. Tymczasem w pierwszym secie górą była Polka, wygrała 6:3. Jej kombinacyjna gra, oparta na wysokich topspinach posyłanych w okolice końcowej linii, dawała efekt. Kanadyjka jakby była tym zaskoczona, popełniała błędy. A gdy sytuacja wymagała zmiany, zawodniczka z Bielska-Białej po prostu zmieniała rytm.

     

    Tyle że Mboko w końcu połapała się w sytuacji, zaczęła odważniej atakować takie zagrania, tuż po odbiciu piłki. Przyspieszała grę, uzyskiwała przewagę. Szybko przełamała Polkę, całkowicie dyktowała warunki. No i serwis był już teraz wyraźnym jej atutem. Chwalińska obroniła się jeszcze przed przegraniem seta 1:6, ale za chwilę i tak poległa. Było 2:6.

     

    Rewelacyjna 18-latka z Kanady lepsza od polskiej “trójki” w ITF w Porto. 6:3 w trzecim secie dla Mboko

     

    Polka skorzystała z przerwy toaletowej, ochłonęła trochę. Niemniej trzeci set i tak rozpoczął się od przełamania jej serwisu. Próbowała różnych tenisowych sztuczek, zmieniała tempo, grała slajsami, czasem dorzuciła skrót. Ale i tak górę brała siła fizyczna rywalki. Mboko bowiem grała konsekwentnie, “nie zwalniała ręki”. A myliła się przy tym rzadziej niż Polka.

     

    Chwalińska przegrywała już 0:2, wyrównała jednak. A później przegrała własnego gema na przewagi, przy czym raz, niesłusznie, jej akcję przerwał sędzia stolikowy, orzekł aut. Mogła za chwilę wyrównać, wywalczyć breaka, uzyskała dwie szanse. A Mboko jakby fizycznie zaczynała już odczuwać trudy tego spotkania. Tyle że to Polka w tych najważniejszych momentach była mniej dokładna, jej sytuacja stała się bardzo trudna.

     

    I nie zdołała już wyjść z opresji, ostatni forhend wyrzuciła wyraźnie, przegrała 6:3, 2:6, 3:6. A szkoda, bo w kolejnej rundzie rywalka byłaby już dużo słabsza od Mboko.

     

    18-latka zaliczyła zaś największy pojedynczy sukces w karierze. Do tej pory zawodniczką z najwyższym rankingiem, którą pokonała, była Amerykanka Emina Bektas (WTA 140).